Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00102 006123 13109193 na godz. na dobę w sumie
Ślubny bukiet - ebook/pdf
Ślubny bukiet - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875352 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Lauren w dniu drugiego ślubu matki uświadomiła sobie, że ona sama do tej pory nie była z nikim poważnie związana. W trakcie przyjęcia weselnego uznała, że nadszedł czas, by i ona zaczęła nowe życie. Wyprowadza się więc z domu matki, zmienia fryzurę i styl ubierania i wyrusza na poszukiwanie męża...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

8 4 9 6 5 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 4 0 8 R N ISSN 1641-5760 9 771641 576025 777 Cathleen Galitz Ślubny bukiet 04-GR-1.indd 2 04-GR-1.indd 2 2/22/07 12:08:50 PM 2/22/07 12:08:50 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Cathleen Galitz Ślubny bukiet Tłumaczyła Anna Łaskarzewska Droga Czytelniczko! Nadeszła wiosna. Czas, w którym budzi się do życia przyroda i... uczucia. W tym miesiącu nasza oferta jest więc wyjątkowo różnorodna. A oto wszystkie tytuły w serii Gorący Romans: Pocałunek – kolejna część miniserii „Dynastia Elliottów”. Historia uczucia Summer Elliott i słynnego rockmana... Ślubny bukiet – pogodna opowieść o kobiecie, która postanawia poszukać sobie męża... Niebezpieczna znajomość i Księga czarów (Gorący Romans Duo) – dwie historie o miłości pełnej przygód, a nawet magii. Zapraszam do lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Cathleen Galitz Ślubny bukiet Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Only Skin Deep Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2005 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Maria Kaniewska © 2005 by Cathleen Galitz © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są (cid:26) kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak (cid:26) rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra(cid:26) a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-4446-8 Indeks 356948 GORĄCY ROMANS – 777 ROZDZIAŁ PIERWSZY Lauren Hewett czuła się jak ten pianista, którego gra dobiegała z rogu pokoju. Tak jak on była niewi- dzialna. Chociaż właściwie miał nad nią przewagę. Je- go przynajmniej było słychać. Wszystko zaczęło się wkrótce po jej trzydziestych piątych urodzinach. Pewnego dnia obudziła się i nag- le stwierdziła, że jest w wieku, w którym już nikt nie pyta jej o zdanie i wszyscy traktują ją jak dziwadło. Kiedy muzyka ucichła, Lauren ponownie zakrę- ciła korbką starej pianoli i spróbowała się uśmiech- nąć. Uśmiechanie się należało w końcu do obowiąz- ków druhny, szczególnie jeśli była córką panny młodej. Nie mogła jednak opanować westchnienia żalu, kiedy kobieta ubrana w koronkową suknię koloru kości sło- niowej szła w górę jasno oświetlonymi schodami. Pan- na młoda była w centrum gustownie przyozdobionego kwiatami pomieszczenia. Takimi samymi, jakie Lauren wyobrażała sobie na własnym ślubie: różowymi różami, miniaturowymi białymi goździkami i gipsówką. – Zawsze druhna, nigdy panna młoda – wymrucza- ła po cichu. 6 Cathleen Galitz Zwalczając falę melancholii, spojrzała na oprawio- ne w ramki zdjęcia wiszące na ścianie. Jedno z jej ulu- bionych przedstawiało małą dziewczynkę z zielonymi oczami i kucykami siedzącą na kolanach ojca i nie- świadomą tego, że on wkrótce odejdzie. Kobieta stoją- ca za nimi, w czułym geście kładąca rękę na ramieniu męża, była młodszą wersją uśmiechniętej panny mło- dej, która teraz zwracała się do swoich gości z połowy wysokości schodów. Lauren podniosła palec do ust, po czym dotknęła nim zdjęcia ojca. – Nie martw się, tato. Polubiłbyś go. Sprawia, że mama jest szczęśliwa. Przez zatłoczone pomieszczenie dostrzegła Travi- sa Banksa, który wyglądał na równie znudzonego jak ona. Był o wiele wyższy od wszystkich ludzi w po- koju. W uszytym na miarę garniturze wyglądał lepiej, niż go zapamiętała, choć wydawało się to niemożliwe. Zdziwiła się, widząc go wśród gości. Powszechnie by- ło wiadomo, że najbardziej rozchwytywany kawaler w hrabstwie unikał ślubów jak ognia w obawie przed złapaniem ślubnego wirusa. – Pospieszcie się – rozległ się jakiś głos. – Barbara zaraz będzie rzucała bukiet. Młodsze i o wiele ładniejsze panny rzuciły się na- przód w nadziei, że złapią bukiet. Za stara i zbyt zmę- czona na takie bzdury Lauren wtopiła się w tło i kon- tynuowała ukradkowe wpatrywanie się w mężczyznę, który podobał jej się od czasów liceum. Była w pierw- Ślubny bukiet 7 szej klasie, kiedy ten kapitan szkolnej drużyny futbo- lowej całkowicie ją oczarował, tak samo zresztą jak wszystkie inne dziewczyny w starym dobrym liceum Pinedale High. Ale on nawet jej nie zauważał… Lauren stwierdziła, że czas korzystnie potraktował Travisa. W jego włosach o kolorze piasku nie było ani śladu siwizny, a każdy kilogram, jaki przybrał na wa- dze, to były mięśnie. Nie miała ochoty łapać bukietu, ale w skrytości ducha marzyła o złapaniu go. Niestety wątpiła nawet w to, czy uda jej się choć raz z nim zatańczyć. Na pewno nie w tej okropnej pastelowej sukience. Wyglądam w niej jak ciastko, z którego spłynęła pole- wa, pomyślała. Jak to możliwe, że moja własna matka bierze już drugi ślub, a ja nawet się nie zaręczyłam? A przez te wszystkie lata myślałam, że to ja robię ma- mie przysługę, będąc blisko niej. Wychodzi na to, że tylko ją ograniczałam. Lauren z wysiłkiem oderwała myśli od użalania się nad sobą i skierowała je na bardziej praktyczne tory. Na przykład, gdzie będzie mieszkać teraz, kie- dy strzała Amora znalazła cel w jej domu. Oczywi- ście matka jej nie wyrzucała i Lauren była zawsze mile widziana, jednak usprawiedliwianie mieszka- nia w domu rodzinnym opieką nad starzejącą się matką to jedno, a dzielenie mieszkania z parą nowo- żeńców to zupełnie co innego. – Łap, kochanie! 8 Cathleen Galitz Lauren odwróciła się na dźwięk głosu matki. Led- wo zdążyła się zasłonić przed pociskiem lecącym w jej stronę przez pokój. Tłum gości roześmiał się, kiedy czerwona na twarzy pokazała im swoje niezasłużone trofeum – prezent od chcącej dobrze, zdesperowanej matki. Później, przy misie z ponczem, podsłuchała, jak rozczarowana i rozgniewana Sylvia Porter opisywała to jako „prawdziwy akt litości”. Lauren nie sądziła, że ten prymitywny komen- tarz jeszcze w jej wieku może ją tak zaboleć. Cho- ciaż chyba kiedyś aż tak by się nie przejęła tą uwagą. Wspólnie z przyjaciółkami opracowała teorię, że popularność wcale nie ma znaczenia, a umawianie się z odpowiednim facetem wcale nie jest biletem do wiecznego szczęścia. Tylko prawdziwy smutek w głosie Sylvii powstrzymał Lauren od konfrontacji z tą wstrętną małą wiedźmą, która była najwyraź- niej przerażona myślą, że może skończyć jak dzi- siejsza druhna. Lauren wzięła głęboki oddech i ze wszystkich sił spróbowała o tym nie myśleć. Takie życie nie było jej świadomym wyborem. Jeszcze całkiem niedawno te- mu wyobrażała sobie, że będzie miała męża i dzieci, a jej życie pełne będzie prostych, małych radości. Jed- nak gdzieś pomiędzy końcem studiów a posadą w lo- kalnej szkole zmieniła się w starą pannę. Nie wiedzia- ła, jak ma teraz z tego wybrnąć. Kiedy patrzyła wstecz, dochodziła do wniosku, że Ślubny bukiet 9 była chyba zbyt wybredna. W czasie studiów nikt nie przypadł jej do gustu, a po kilku latach koszmarnych randek w ciemno, aranżowanych przez przyjaciół, stopniowo pogrążyła się w rutynie pracy, domu i obo- wiązków obywatelskich, które odciągały jej uwagę od faktu, że wszyscy w jej wieku byli albo po pierwszym, albo po drugim ślubie. Gdyby nie nowina, że jej matka znów się zakochała i rozważa małżeństwo z Henrym Aberdeenem, Lau- ren nigdy nie pomyślałaby o zmianie swojego życia. Chciała jednak, żeby jej matka była szczęśliwa, więc powiedziała Barbarze, że powinna iść za głosem serca. W końcu skoro ktoś tak wspaniały jak jej matka miał szczęście, żeby znaleźć dwie prawdziwe miłości w jed- nym życiu, to niezamężna córka nie powinna stawać temu na drodze. Lauren nalała sobie kolejną szklankę ponczu i za- częła się zastanawiać nad swoją nudną egzystencją. Chciała się wyprowadzić, zanim nowożeńcy wrócą z rejsu po Karaibach, gdzie wybierali się na miesiąc miodowy. A potem zacząć aktywnie szukać Tego Je- dynego. Albo przynajmniej Tego, Który Się Chociaż Trochę Nadaje. Fakt, że przyzwoite mieszkania w okolicy były równie trudne do znalezienia jak kawalerowie poni- żej sześćdziesiątego piątego roku życia, stanowił tylko pierwszą przeszkodę, którą Lauren musiała pokonać. Drugą był jej wewnętrzny stosunek do spraw serco- 10 Cathleen Galitz wych. Nie potrzebowała psychologa, żeby wiedzieć, że jej strach przed zaangażowaniem się był spowodo- wany nieoczekiwanym atakiem serca u jej ojca wtedy, kiedy go najbardziej potrzebowała. Jakby w odpowiedzi na jej rozmyślania nadarzy- ła się okazja w osobie Fentona Masha, który znalazł w sobie odwagę, żeby się do niej zbliżyć i zza gru- bych jak denka od butelek szkieł okularów zaprosić ją do tańca. Lauren zignorowała pierwszy odruch odrzucenia jego propozycji. W niczym nie przypo- minał Travisa Banksa, ale w końcu trzeba od cze- goś zacząć. – Z rozkoszą – powiedziała nieco zbyt radośnie. Całe szczęście trzecia szklanka ponczu wywołała zamierzony efekt i stłumiła jej zahamowania. Do dia- bła, w obecnej sytuacji Lauren mogła zrobić przynaj- mniej tyle: przymknąć oczy na oczywiste niedostatki Fentona i skupić się na jego zaletach. Fenton posta- nowił ułatwić jej to zadanie od razu, kiedy znaleźli się na parkiecie. – Wiesz, że od naszych szkolnych czasów znacznie się wzbogaciłem? – zapytał, przydeptując jej palce. Lauren skrzywiła się. Wiedziała, że to dzięki te- mu, że ojciec zostawił mu jedyny sklep w miastecz- ku. Jednak zamiast to skomentować, wymruczała, że to wspaniałe. Najwyraźniej zachwycony wrażeniem, jakie wywarł, Fenton obrócił nią dookoła siebie, wpra- wiając kolorowy szyfon w ruch. Lauren nie spo- Ślubny bukiet 11 dziewała się tego, więc jej obcas zaplątał się w długą suknię. Machając ręką, żeby utrzymać równowa- gę, wpadła na wysokiego mężczyznę trzymającego w ręku kryształową szklankę z ponczem. Płyn roz- lał się na nich oboje. Kiedy Fenton pobiegł po mokrą szmatkę, Travis Banks wbił wzrok w plamy na swojej drogiej białej koszuli. – Przepraszam – wymamrotał. Lauren zmieszała się. To jej specjalnością było przepraszanie za coś, co nie było jej winą. – Za co? Za to, że byłeś w złym miejscu o złym cza- sie? – zapytała, odrywając wzrok od jego umięśnio- nej klatki piersiowej i napotykając spojrzenie szarych, rozbawionych oczu. To, że przywodziły na myśl mgłę unoszącą się nad górskimi szczytami, nie pomogło jej. – Za to, że stanąłem na drodze Fredowi i Ginger, kiedy byli w trakcie wykonywania jednej ze swoich zabójczych (cid:26) gur. Miał głęboki, gardłowy akcent. Mimo że muzy- ka ucichła, Lauren stała w miejscu przykuta uśmie- chem Travisa. Dopiero kiedy Fred Astaire, czyli Fen- ton wrócił z garścią ociekających wodą papierowych ręczników, Lauren zdała sobie sprawę, że wciąż opiera dłonie o pierś Travisa. Cofnęła się nagle, jakby doty- kała ściany ognia. Nawet pozostająca na uboczu życia towarzyskie- go nauczycielka angielskiego słyszała lokalne plotki 12 Cathleen Galitz o Travisie Banksie. O tym, jak zmieniając kochan- ki jak rękawiczki, próbuje zemścić się na kobietach za swoją byłą żonę, która podobno zniechęciła go do małżeństwa na zawsze. Powrót Fentona na miejsce zdarzenia nastąpił szybko, ale jego próby oczyszczenia sukienki Lauren tylko pogorszyły sytuację. Rumieniąc się na myśl, że wygląda jak matka karmiąca, zamrugała oczami, żeby powstrzymać łzy. Nie była wprawdzie histeryczką, ale czuła się niebezpiecznie bliska publicznego załama- nia, co zrujnowałoby jej matce ten dzień. – Czy mogę ci w czymś pomóc, Lauren? To, że Travis pamiętał jej imię, było komplementem samym w sobie. Dawno temu założyła, że był zbyt za- jęty przewodzeniem drużynie i 4 irtowaniem z cheer- liderkami, żeby zauważyć jeszcze jedną wielbicielkę. – Możesz być tak miły i zatańczyć ze mną, dopóki nie wyschnę i nie wezmę się w garść? Była to bardzo pewna siebie prośba, ale nagle zdała sobie sprawę, że bardzo pruderyjna i porządna pan- na Hewett ma w nosie dobre maniery i to, co inni sobie o niej pomyślą. Wiedziała, że pewnie i tak mu się nie podoba, ale skoro właśnie postanowiła poznać maksymalną liczbę potencjalnych kandydatów, mog- ła równie dobrze zacząć od najprzystojniejszego. Poza tym pokazanie się z najsłynniejszym kawale- rem w hrabstwie mogło dać innym do zrozumienia, że Lauren Hewett wraca na rynek. Ślubny bukiet 13 Travis Banks nie miał najmniejszej ochoty tań- czyć z kobietą, która właśnie zniszczyła jego najlepszą koszulę. Planował pojawić się tylko na chwilę, żeby wznieść toast za młodą parę, po czym szybko zniknąć. Na weselach czuł się zazwyczaj niezręcznie. Tutaj też otaczała go grupa kobiet, których biologiczne zegary tykały unisono, niemal zagłuszając orkiestrę. Ale Lauren Hewett wcale nie wyglądała na oso- bę, której spieszy się do małżeństwa. Wręcz prze- ciwnie. Nawet w czasach szkolnych była tak bardzo nieśmiała, że żaden z chłopaków nie zwracał na nią uwagi. Travis słyszał, że bardzo przeżyła śmierć ojca, a potem poświęciła się matce, rezygnując ze swojego życia. Było w niej jednak coś wzruszającego, coś, co ape- lowało do jego rycerskości. Nawet najbardziej za- twardziały łajdak chciałby uratować damę przed nie- bezpieczeństwem stóp Marsha wielkości kajaków i jego nieustających przechwałek. Mógł z nią zatań- czyć i w ten sposób pomóc jej przebrnąć przez ten bardzo trudny dla niej dzień. – Będzie mi bardzo miło – skłamał. Modlił się, żeby zespół zagrał jakiś żywy kawa- łek. Ale znając swoje szczęście, podejrzewał, że bę- dą schnąć przyklejeni do siebie w jakimś koszmarnie długim walcu. Niezależnie jednak od piosenki miał nadzieję, że Lauren nie oczekuje od niego, żeby pro- wadził z nią rozmowę. Lepiej się czuł na otwartym powietrzu niż na o(cid:26) cjalnych przyjęciach, na których 14 Cathleen Galitz wymagane były garnitur i krawat. Gdyby nie szczera sympatia i szacunek do Henry’ego Aberdeena, stare- go przyjaciela i partnera w interesach jego ojca, zro- biłby z tym zaproszeniem to samo, co ze wszystkimi innymi – wrzucił do kosza i wysłał jakiś kosztowny prezent. Jego najgorsze obawy potwierdziły się, kie- dy zespół zaczął grać starą, znaną, wolną melodię. Chwilę później Travis odkrył, że jego partnerka pod tymi wszystkimi warstwami materiału ma bardzo zgrabną (cid:26) gurę. Mimo że Lauren próbowała ukryć to przed resztą świata, jego ciało zareagowało na jej kobiece krągłości. Miło było tańczyć z kimś, kto nie wygląda jak wieszak. Nigdy nie udało mu się przekonać Jaclyn, ani żadnej innej kobiety, że większości mężczyzn nie pociąga wygląd umierającej narkomanki lansowany przez kobiece pisma. Dla niego kobiety o pełniej- szych kształtach nigdy nie wyszły z mody. Wyob- raził sobie Lauren w tej słynnej sukience, w której Marilyn Monroe stanęła nad wywietrznikiem metra, i nagle poczuł się bardziej podniecony, niż chciał, żeby to zauważono. Travis czuł, jak przyciąga go zapach jej perfum. W pokoju wypełnionym mnóstwem aromatów Lau- ren pachniała tak wspaniale, że miał spore trudności z powstrzymaniem się od wtulenia twarzy w jej szyję i zapomnienia o bożym świecie. Przyglądając się jej z bliska, Travis stwierdził, że ma
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ślubny bukiet
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: