Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00206 005964 13649431 na godz. na dobę w sumie
Speculum Linguisticum   Vol. 1 - ebook/pdf
Speculum Linguisticum Vol. 1 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 172
Wydawca: BEL Studio Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3779-8306-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> literaturoznawstwo, językoznawstwo
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Od redaktora

Speculum Linguisticum to moje kolejne (po Depozytorium leksykalnym języka polskiego, wprowadzającym do obiegu naukowego fotocytatografię jako nowy standard dla wypowiedzi badaczy) prywatne przedsięwzięcie edytorskie. Tym razem idzie o stworzenie niezależnego od jakichkolwiek instytucji, międzynarodowego forum wymiany myśli
lingwistycznej. Sprzyjał będę w szczególności piórom odważnym, Autorkom i Autorom wypowiedzi polemicznych, krytycznych, pobudzających do niekrępowanej ideologicznie i politycznie dyskusji.

Wszystkie języki świata są piękne i mają, tak jak ich nosiciele, równe prawa, nie ma języków lepszych i gorszych, ważniejszych i mniej ważnych, wszystkie służą komunikacji międzyludzkiej, komunikacji międzykulturowej. Wielojęzyczność ludności Ziemi jest jej bogactwem, utrata któregokolwiek języka Ziemię zuboża. Obrona i ochrona
wielojęzyczności i wielokulturowości jest dziś, w czasach globalizacji, konieczna. Nie bez znaczenia są tu najrozmaitsze inicjatywy, także, wydaje się, takie, jak niniejsza, czyli publikowanie zbiorów wypowiedzi naukowych w różnych językach. Ukazuje się wiele czasopism językoznawczych, liczne serie, biuletyny, tomy okolicznościowe itp. publikacje zawierające teksty w najróżniejszych językach. Speculum Linguisticum powiększy ich liczbę - dzięki uprzejmości i gotowości do współpracy osób zapraszanych przeze mnie do kolejnych tomów) - co będzie świadczyć przede wszystkim o dynamizmie poszczególnych środowisk uniwersyteckich i akademickich, z którymi utrzymuję kontakty.

Różnorodność, niespójność tematyczna Speculum Linguisticum może przeszkadzać, ale może też być atrakcyjna, może inspirować: ostatecznie spoglądania w zwierciadło trudno uniknąć, a całkowita rezygnacja z tej czynności (w zasadzie każdodziennej) raczej szkodzi...
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tomasz Nowak O „DRABINIE BYTÓW” W JĘZYKU SPECULUM LINGUISTICUM (Warszawa) vol. I, 2014 10 Wstęp Wydawałoby się, że na temat tego, co istnieje (o bycie), powiedziano (od czasów Eleatów) nieomal wszystko; ba, niektórzy uczeni (zwłaszcza ci proweniencji postmo- dernistycznej) utrzymują wręcz, że nastąpił w tym względzie pewien intelektualny paraliż, wynikający z totalnego wysycenia się tematu. Ten wątpiący pesymizm (czy też agnostycyzm) jest mi z gruntu obcy. Nim jednak przedstawię własne (optymistyczne, ale i – mam nadzieję – krytyczne) spojrzenie na tę sprawę, chciałbym wpierw uczynić kilka uwag natury historycznej. 1. „Ontologia lingwistyczna” Istnieją liczne koncepcje ontologiczne: przede wszystkim filozoficzne (spekula- tywne), ale również naukowe: zarówno empiryczne (opierające się na ustaleniach współczesnej fizyki czy biologii), jak też formalne (w tym logiczne czy metama- tematyczne). Wystarczy choćby w tym względzie przypomnieć (tradycyjne): kategorie Stagiryty, drzewo Porfiriusza i drabinę Akwinaty, jak również (współczesne): teorię typów B. Russella, teorię kategorii S. Leśniewskiego oraz teorię mnogości G. Cantora. lingwistów powinno stanowić Uderzający w tym zestawieniu, niepełnym i fragmentarycznym, jest nieomal zupełny brak hipotez językoznawczych; może z wyjątkiem paradygmatycznych w tym względzie prac A. Bogusławskiego (zob. 1996a, 1996b, 1997, 2001, 2002, 2004, 2005, 2007; stale opieram się na nich i z nimi dyskutuję), które tę dotkliwą lukę wypełniają, wytyczając zarazem wielce obiecującą drogę poszukiwań. Podczas kiedy filozofowie dociekają tego, co inteligibilnie istnieje, fizycy – tego, co materialnie oddziałuje, biolodzy – tego, co ewolucyjnie replikuje, natomiast matematycy tego, co wewnętrznie niesprzeczne, ana- logicznie właściwy obszar zainteresowań to, co werbalizowalne, czy też, ściślej rzecz ujmując: to, o czym można coś sensownie (dosłownie i bezpośrednio!) powiedzieć (w tym prawdziwie bądź fałszywie; przypomnę w tym miejscu, że prawdziwości język – z natury swojej: jako system alternatyw – nie gwarantuje); słowem: to, czego się można o rzeczywistości dowiedzieć bezpośrednio z danych językowych. Jakkolwiek narzędzie „język” (z czego zdaję sobie sprawę) pełni wiele rozmaitych funkcji, w moim studium reflektor uwagi skieruję wyłącznie na jego funkcję (rolę) informacyjną (reprezentacyjną, tj. kognitywną i generatywną): prymarną oraz, zdaniem wielu badaczy, najważniejszą, bowiem sprowadzająca się do przekazywania wiedzy. Innymi słowy: interesować mnie będzie wyłącznie to, co (na serio oraz wprost) można umieścić w propozycjonalnej ramie czasownika powiedzieć, że_, lub w schematach walencyjnych innych – jeszcze dobitniej akcentujących „poważny” (Fregowski) tembr – predykatów typu: wytknąć komuś, że_ czy zdradzić komuś, że_, dopuszczających w swoim prawostronnym sąsiedztwie sądy w sensie logicznym (Bogusławski 2009: 12–29), por.: (1) (2) Adam wytknął Ewie, że jest niemiła., wobec: *Adam wytknął Ewie, że jest z żelaza. Adam zdradził mi w zaufaniu, że Ewa jest niemiła., wobec: *Adam zdradził mi w zaufaniu, że Ewa jest z żelaza. 11 „Ontologię lingwistyczną” (być może nawet bez świadomości jej „filozoficznego zaangażowania”) uprawiano, wykorzystując w tym celu głównie języki sztuczne. Osobiście myślę, że uczeni nie zawsze do końca zdawali sobie sprawę z tego, że postulując pewien układ symboli, „kreują” (nie: odkrywają!) jakąś wizję świata. „Ontologie lingwistyczne”, oparte na sztucznych symbolach, konstruowano przede wszystkim jako komponenty modeli o zacięciu generatywnym. W ten sposób, operując „kategoriami nienaturalnymi” (tj. nie dającymi się wywieść wprost z proporcjonalnej natury języka) językoznawcy powoływali do istnienia całą gamę „ontologii”, gene- rujących sprzeczne homomorfizmy świata, por. w tym względzie szeroko znane etykiety: 1. Karolak (1984: 61): pers/npers, anim/inanim, obiect, mat, sg/pl 2. Polański (1990: wstęp): [+/– Abstr], [+/– Anim], [+/– Hum], [Coll], [Elm], [Fl], [Inf], [Instit], [Instr], [Liqu], [Mach], [Mat], [Pars] 3. Fillmore (np. 1968): agens, experiencer, force, theme, result, content, instrument, beneficiary (recipient), source, goal 4. Apresjan (2000: 125–126): subiekt (Sub), kontragens (Contrag), głowa (Cap), obiekt (Obj), treść (Content), adresat (Adr), odbiorca (Recip), pośrednik (Via), źródło (Is), miejsce (Loc), punkt początkowy (Ab), punkt końcowy (Ad), trasa (Itin), środek (Med), narzędzie (Instr), sposób (Mod), warunek (Cond), umotywowanie (Motiv), przyczyna (Caus), rezultat (Result), cel (Dest), aspekt (Asp) ilość (Quant), termin (Period), czas (Temp) Rzecz jasna, niektóre z tych koncepcji dopuszczają konkatenacyjną kombinatorykę cech selekcyjnych, co znacznie zwiększa moc generatywną modeli. Niemniej nadal łatwo wskazać wypowiedzenia, które wymykają się tym arbitralnym (w moim odczuciu) ustaleniom czy doraźnym kwalifikacjom. Myślę zresztą, że każdy badacz składni i semantyki, sięgając po istniejące propozycje, wcześniej lub później zetknie się ze zjawiskami podgeneracji albo nadgeneracji, czyli – obrazowo mówiąc – z tym, co zowie się „dziurami w gramatyce (i semantyce)”. W tym sensie wątek, jaki tutaj podejmuję, stanowi problem tak natury materiałowej, jak i teoretycznej, por. jedną z wielu takich sytuacji (Bobrowski 1985 20–21): 1. hipoteza 1: czasownik BIEGAĆ [NP1 _ V; [+ ożywiony]], por. falsyfikacja hipotezy 1: *Wąż biega/*ryba biega.; 2. hipoteza 2: czasownik BIEGAĆ [NP1 _ V; [+ ssak]], por. falsyfikacja hipotezy 2: *Wieloryb biega/*mors biega., ale: Mrówka biega. itd. Celu moich przyszłych dociekań upatruję w rekonstrukcji ontologii lingwistycznej, zasadzającej się na systemowych atrybutach wyrażeń języka naturalnego, w szcze- gólności zaś – redukującej znaczenia wyrażeń językowych do jednostek elementarnych w rodzaju ktoś i coś, wiedzieć i zrobić. Roztrząsania ontologiczno-lingwistyczne (w tym elementarnym ujęciu) sprowadzają się w gruncie rzeczy do próby udzielenia odpowiedzi na pytanie: Co użytkownicy języka mogą powiedzieć na temat tego, co wiedzą (o tym, co istnieje)? (Zagadnienia te podejmuję, nawiązując do prac A. Bogusławskiego). Na przykład, analizując w tym duchu łączliwość czasownika ginąć, można ustalić zakres leksemu życie (oraz, co za tym idzie, górną i dolną granicę samego fenomenu): 12 (3) (4) (5) Ludzie/zwierzęta/rośliny giną. Niektóre wirusy giną w wysokich temperaturach. Plemniki w niesprzyjających warunkach szybko giną. Czerpiąc z założeń nurtu fenomenologii lingwistycznej, zamierzam podjąć kwestię zaangażowania ontologicznego języka, przede wszystkim eksplorując (o czym już za chwilę) zakres zaimka ktoś. 1.1. Zobowiązanie ontologiczne języka Zobowiązanie ontologiczne (głównie: Quine 2002) polega na tym, że przyjęcie teorii, wyrażonej w pewnym języku, zobowiązuje do uznania istnienia przedmiotów, które należą do zakresu zmiennych, implikowanych przez zawarte w tej teorii predykaty i związanych przyjętymi w tej teorii operatorami. Dziedzina (uniwersum) przedmiotów, którym przypisuje się istnienie, zależy zatem od syntaktycznego sposobu sformułowania (a więc „wysłowienia”) rzeczonej teorii, por. klasyczny rachunek predykatów: pierwszego i wyższych rzędów, w których kwantyfikuje się – odpowiednio – zmienne indywidualne i predykatywne, otrzymując różne ontologie – rozmaite wizje (uposażenia) świata: uboższe i bogatsze. Myślę, że warto w tym kontekście zauważyć, że języki sztuczne i naturalne różnią się od siebie w tym zakresie: w logice istnienie wydaje się względne, czyli zależne od mocy przyjętej teorii (wyrażanej w rzędach), natomiast w języku – bezwzględne, ustalone raz na zawsze i niezależnie od ludzkiej woli, tj. przedustawnie. Inaczej mówiąc: język w mnogości swoich literalnych użyć obliguje ontycznie swoich użytkowników (czy tego chcą, czy nie chcą) do akceptacji jednego, ściśle określonego, „racjonalnego światopoglądu” (zasadzającego się na prawdach analityczno-językowych i, co za tym idzie, będącego czymś zupełnie innym niż „językowy obraz świata”: swoisty dla poszczególnych języków, każdego z osobna – z wyłączeniem ich przekroju-iloczynu), podszeptując zarazem spektrum i hierarchię istnień. (Na marginesie: chciałbym usytuować moje próby i wysiłki właśnie w perspektywie zgoła odmiennej niż psychologizująca: „od świata do języka”, mianowicie – w perspektywie metafizycznej: „od języka do świata”). W gruncie rzeczy moją uwagę będzie zaprzątać najogólniejszy – i dający się wymierzyć językiem – wystrój rzeczywistości, (za)dany przez klasę jednostek oraz zbiór opozycji (elementarnych i apriorycznych). Ten „racjonalny światopogląd”, który – jak wierzę – pozwala się wyinterpretować z systemowych atrybutów języka, będzie stanowił cel moich (obecnych i przyszłych) dociekań. W tym kontekście pragnę zauważyć, że w orbicie moich zainteresowań będą się głównie sytuować wyrażenia językowe, które: primo, desygnują najogólniejsze byty (jak: Bóg, człowiek, zwierzę, roślina), secundo, pozwalają się identyfikować jako miejsca w szerszych strukturach językowych (tj. SAR, SPA i STR, czyt. struktura atrybutywno-relacyjna leksemu, struktura predykatowo-argumentowa zdania, struktura tematyczno-rematyczna wypowiedzi), tertio, takie, które – nawiązując do dyskutowanej już kategorii zobowiązania ontologicznego języka – nie tylko można, ale i trzeba podstawiać (jako pewne stałe) w miejsce określonego typu zmiennych (za zaimki ktoś i coś uwikłane w struktury walencyjne różnych predykatów). 13 1.2. „Zmienne” i „stałe” lingwistyczne „Okno na świat”, jakie skromnie uchyla język, nosi rozmaite imiona (w dodatku w zależności od przyjętej koncepcji naukowej). Śmiem więc twierdzić, że realnemu światu można się przyglądać przez wąski prześwit takich wielkości, jak np. strukturalistyczne: syntagmatyczne pola i substytucyjne klasy, oraz generatywistyczne: selekcyjne ograniczenia i tematyczne role (czy też nawet kognitywistyczne: kotwiczące tła i wspólne światy interlokutorów). Przypomnę, że zgodnie z kryterium zobowiązania ontologicznego istnieć to tyle, co nadawać się na wartość zmiennej kwantyfikowanej egzystencjalnie. Zrębów ontologii językowej należy przeto szukać u niewzruszalnych podstaw wypowiedzi: zarówno twierdzących, jak i przeczących. Jeśli o kimś (bądź o czymś) można bowiem orzec sensownie coś prawdziwego, to ten ktoś (albo to coś) jakoś należy do rzeczywistości (jakakolwiek by ona nie była: absolutna, idealna, realna czy intencjonalna). Natomiast o najogólniejszych bytach, których poszukuję w języku (i w świecie), można formułować twierdzenia prawdziwe, w tym nawet – sądy koniecznie prawdziwe (tj. prawdziwe w każdym niepustym modelu: takie, które wynikają z każdego zbioru zdań, nawet ze zbioru wewnętrznie sprzecznego, za Borkowski 1991: 373–374), a zatem – niewątpliwie – byty te (jakoś) egzystują. W interesują mnie wypowiedzi, których prawdziwość uznają bezwarunkowo wszyscy użytkownicy języka (posługujący się idiolektami, które wchodzą ze sobą w relację krzyżowania się), dzięki implicytnej (i najbardziej źródłowej) wiedzy o języku, a co za tym idzie – o świecie (nie zaś – odwrotnie). tym kontekście Rzeczywistość, jaką głęboko skrywa język, przyjmuje tedy postać głęboko ukrytych presupozycji i przemilczanych entymematów. W gruncie rzeczy to, co istnieje najsilniej – byt – jest tym, co wszyscy wiedzą, a o czym wszyscy wymownie i akceptująco milczą. Tężnie rzeczywistości biją więc z samego dna mówienia, a to, co istnieje najtrwalej, jest przemilczane. Innymi słowy: gros naszych wypowiedzi zasadza się na ontologicznie ważkich założeniach – presupozycjach egzystencjalnych i leksykalnych. Naturalnie, język (z natury swojej!) nie gwarantuje istnienia rzeczonych bytów, on jedynie sugeruje pewne „widełki”, w (ramach) których można o nich sensownie, a więc w oparciu o pewne narzucające się (analityczne!) „wytyczne”, orzekać. Otóż te właśnie „wytyczne” będą stanowiły cel moich, szeroko zakrojonych, poszukiwań. Niewykluczone, że jakąś rolę w mówieniu (wprost i na serio) o świecie (ale także: w mówieniu o mówieniu) odgrywają „twierdzenia limitacyjne”, które ograniczają, jak sądzę, moc i rozdzielczość nie tylko języków sztucznych (formalnych), ale i – zawierających je w sobie – naturalnych (etnicznych). Inaczej mówiąc, chodzi o to, że język jest w jakiejś mierze naznaczony piętnem Gödla i Skolema, co oznacza, że zwykle wiemy więcej, niż możemy udowodnić, i mówimy więcej, niż byśmy chcieli. Jak to rozumieć? Otóż tak, że nie zawsze, posługując się językiem, uświadamiamy sobie rozległe zbiory milcząco przyjmowanych założeń oraz dalekosiężnych konsekwencji wygłaszanych wypowiedzi. A w nich właśnie – jak przeczuwam – kryją się pobrzmie- wające w tle mowy echa rzeczywistości (nieco w myśl przywoływanej wielokrotnie Platońskiej wykładni: „Mówić, a nie tykać prawdy, na to nie ma prawdziwej sztuki i nigdy nie będzie”). Uważam więc, że wystrój rzeczywistości (architektura świata) jest nam dana (a priori) w języku, który „dba” już skrzętnie o to, żebyśmy mogli sensownie 14 orzekać o świecie (por. także cytat przypisywany K. Lorenzowi: „Nasze stałe formy oglądu i kategorie pasują do zewnętrznego świata z tych samych powodów, z jakich kopyto konia pasuje do stepu, a płetwy ryby do wody”). Innymi słowy: bliski mi jest pogląd, zgodnie z którym język jest źródłem wiedzy na temat świata, a ukoronowanie analizy językowej, zwłaszcza semantycznej, stanowi pewna porcja względnie ogólnej, ale i koniecznie prawdziwej wiedzy o rzeczywistości. Myślę, że właśnie to mieli na myśli: L. Wittgenstein i J. L. Austin, pisząc (anegdotycznie) o „chmurce filozofii w kropli gramatyki”, a także o „szczególe, którego możliwość ujawnia coś z istoty świata”. W swoich szkicach chciałbym znaleźć odpowiedź na pytanie o to, jakie miejsce na drabinie bytów język wyznacza desygnatom swoich najogólniejszych wyrażeń (takich, jak np. Bóg, człowiek, zwierzę i roślina), przypisując im trwale określone (i nie- przekraczalne, bo wiążące na mocy kodu) właściwości systemowe. Ustalenia językowe, do jakich spodziewam się dojść, mogą – w moim zamyśle – stanowić argumenty, skłaniające do opowiedzenia się za pewnymi stanowiskami ontologicznymi. Na przykład: zestawiając ze sobą wypowiedzi traktujące o Adamie jako o ‘kimś’ (o osobie) lub o ‘czymś’ (o ciele osoby) znajduję argumenty na rzecz słuszności stanowiska duali- stycznego: (6) (7) (8) (9) Martwy/nieprzytomny/omdlały Adam leży na podłodze., gdzie: Adam ‘ciało’ *Martwy/*nieprzytomny/*omdlały Adam myśli o Ewie., gdzie: Adam ‘umysł’ Adam leży na podłodze. Ciało/mózg Adama leży na podłodze., ale: *Umysł Adama leży na podłodze. (10) (11) Adam myśli o Ewie. *Ciało/mózg/umysł Adama myśli o Ewie. W podobny sposób można udowodnić, że komputer – wbrew temu, co utrzymują komputacjoniści, nie posiada zdolności myślenia (wszak jako narzędzie w roli quasi- agensa podpada pod zaimek coś, a nie: ktoś, zob. Nowak 2013: 204–221). 2. „Opozycja opozycji” „Drabina bytów”, jaką spodziewam się odkryć, analizując cechy (subkategoryzacyjne i selekcyjne) odpowiednich predykatów, a zwłaszcza spełniających je, denotujących konkretne byty rzeczowników, winna posiadać, jak myślę, swój „archimedesowy” punkt zaczepienia. Myślę, że nasamprzód, w poszukiwaniu „opozycji nad opozycjami”, należałoby pochylić się trochę dłużej nad takimi przeciwstawieniami (zdawałoby się zrazu: najogólniejszymi z możliwych), jak na przykład: rzeczywistość – nierzeczywistość czy też: ten świat – tamten świat, wszechświat – zaświaty. Problem tkwi jednak w tym, że wszystkie te opozycyjne zwroty (bezsprzecznie niezmiernie pojemne) podpadają zgodnie pod zakres prozaicznego słówka coś. Ostatecznie można by także zaproponować rozróżnienie: Stwórca – stworzenie – i dopiero w obrębie samego stworzenia: ktoś i coś (Zaron 2001: 449–459). Wtedy jednak natkniemy się na inną trudność – mianowicie taką, że podział taki okaże się niewyczerpujący; istnieją bowiem takie rzeczy, których Stwórca nie stworzył, lecz które do istnienia powołał człowiek, por.: 15 (12) Widelec jest to rzecz zrobiona (przez ludzi) po to, żeby..., ale też: *Kot jest to istota żywa, stworzona (przez Boga) po to, żeby... W poszukiwaniu „absolutnych hiperonimów” (czy też może: archisemów) (a przy- pomnę, że swego czasu twórcy teorii pól semantycznych takowych poszukiwali) nie można wreszcie przejść obojętnie wobec samej opozycji ktoś – coś (jak się okazuje, dalej niezapośredniczonej, m.in. Bogusławski 2004: 1–26). Lektura dzieł leksykograficznych, m.in. pod kątem poszukiwania wyrażeń bardziej ogólnych bądź też takich, które opozycję tę mogłyby „od wewnątrz” rozmontować (jako „to trzecie, które zachodzi”), utwierdziła mnie w przekonaniu, że zarówno nadrzędność, jak i komplementarność treści i zakresów obu zaimków są nieprzekraczalne (w każdym razie ja nie widzę możliwości jej dewastacji). Opozycji, która zarysowuje się między treściami/zakresami elementarnych zaimków: ktoś i coś, nie dekonstruują nawet zwroty w rodzaju: ni to, ni sio (owo) czy też ni pies, ni wydra (coś na kształt świdra), traktujące, odpowiednio, o kimś lub o czymś nieokreślonym (zawsze jednak o kimś lub o czymś). Inna sprawa, że rozróżnienie to (ontycznie ważkie: między kimś a czymś) nie zawsze daje się gładko w materii języka wykroić, zapewne z racji licznych niedoskonałości ludzkiego oglądu (wszak człowiek postrzega świat, kierując się treściami, a nie zakresami słów; to teoriomnogościowe ujęcie właściwe byłoby w zasadzie wyłącznie Bogu, który „widzi” całe uniwersum sub speciae aeterni). W kontekstach wielu wyrażeń, a już szczególnie tych, które odnoszą się do królestwa zwierząt oraz roślin, mogą się pojawiać raz po raz wątpliwości co do ich kwalifikacji jako kogoś bądź czegoś (z przewagą raz jednego, raz drugiego). W takich spornych sytuacjach każdy najmniejszy sygnał podmiotowości traktuję jako języczek u wagi, przechylający szalę na rzecz uznania desygnatu nazwy za podchodzący pod zakres zaimka ktoś, por.: (13) Co tam rośnie?, nie: *Kto tam rośnie?; z drugiej strony jednak: Ta roślina pije wodę., (czyli: ktoś coś robi, bo: *Coś pije wodę.) (14) Ktoś tam jest. ‘o człowieku’, ale: Coś tam jest. ‘o zwierzęciu’; z drugiej strony jednak: Pies biega po podwórku. (czyli: ktoś coś robi, bo: *Coś biega po podwórku). W innych sytuacjach rozróżnienie między kimś a czymś daje się uchwycić o wiele łatwiej (wyraźniej). Na przykład, co interesujące, można wykazać, że zaimek ktoś substytuują nazwy istot nienarodzonych: (15) (16) (17) (18) [ktoś1] począł [kogoś2], np. począć dziecko, nie: *począć zarodek (embrion) [ktoś1] spłodził [kogoś2], np. spłodzić syna/córkę, nie: *spłodzić zarodek/płód [ktoś1] urodził [kogoś2], np. urodzić dziecko, nie: *urodzić płód [ktoś1] był w ciąży z [kimś2] a. matka Ewy: Kiedy byłam w ciąży z Ewą, to... b. matka Ewy: *Kiedy byłam w ciąży z Ewą, która jeszcze wtedy nie była Ewą, to..., wobec: Kiedy byłam w ciąży z Ewą, która jeszcze wtedy nie była „Ewą”, to... 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Speculum Linguisticum Vol. 1
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: