Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00424 007071 12425553 na godz. na dobę w sumie
Sprawy polskie minionego wieku- szkice - ebook/pdf
Sprawy polskie minionego wieku- szkice - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 526
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1527-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Przekazujemy do rąk czytelnika, wybór rozpraw i esejów Eugeniusza Duraczyńskiego, poświęconych sprawom dziejów Polski w XX wieku. Od odzyskania niepodległości po I wojnie światowej do jej utraty i ponownego zdobycia w wyniku wysiłku Polaków, wysiłku, którego skuteczność uzależniona była także od zmieniającego się splotu międzynarodowych wpływów i interesów. Otrzymujemy więc obraz powstania i upadku II Rzeczypospolitej, roli oraz miejsca Polski w II wojnie światowej i w antyhitlerowskiej koalicji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Spis treści Od redakcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 I W pierwszej poł owie XX wieku Od zniewolenia do niezawisłości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Od niezawis łości do zale żności (Polska w systemach wersalskim i jałtańsko-poczdamskim) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Druga Rzeczpospolita – możliwości i dokonania . . . . . . . . . . . . . . Dyplomatyczna bomba (Moskwa 23 sierpnia 1939) . . . . . . . . . . . . Wbrew prawu. O paktach Ribbentrop–Mo łotow w Tallinie . . . . . . . . . Miara mijającego czasu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Granice Polski w polityce koalicji antyhitlerowskiej i w polityce polskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Polska w II wojnie światowej: przyczynki do bilansu . . . . . . . . . . . . Polska 1939–1945: gar ść przypomnień i uwag . . . . . . . . . . . . . . . II Sikorski i inni Dobrze zasłużył się Ojczyźnie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kryzys zaufania czy próba przewrotu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Projekt ustroju państwowego Rzeczypospolitej (21 stycznia 1942) . . . . . Na czele Ambasady Rzeczypospolitej w ZSRR . . . . . . . . . . . . . . . Władysław Sikorski i Edvard Beneš: ku czemu d ążyli, co osiągnęli? . . . . 1943, rok złych wróżb. Śmierć generałów . . . . . . . . . . . . . . . . . „Na jednego rubla ambicji nie przypada ani gram amunicji” . . . . . . . . Stanisław Mikołajczyk. Szkic do portretu . . . . . . . . . . . . . . . . . . III Polska 1944 Między Wschodem a Zachodem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Szanse socjalizmu – dylematy socjalistów . . . . . . . . . . . . . . . . . Żołnierze Armii Krajowej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Powstanie warszawskie – badań i sporów ciąg dalszy . . . . . . . . . . . . ZSRR a powstanie warszawskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Radzieckie i rosyjskie opinie o powstaniu warszawskim . . . . . . . . . . Gorzkie prawdy o powstaniu warszawskim . . . . . . . . . . . . . . . . . 11 21 35 40 46 59 63 88 100 113 120 145 153 171 198 204 216 233 247 259 262 287 306 321 5 IV Kreml – Polska Walcz ąca Miejsce Polski w polityce ZSRR latem 1939 . . . . . . . . . . . . . . . . Polska w polityce Moskwy w latach 1939–1941 . . . . . . . . . . . . . . ZSRR wobec projektów konfederacji polsko-czechos łowackiej (1940–1943) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Polska w polityce Kremla (1943–1945) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Stosunki z ZSRR w polityce genera ła Władysława Sikorskiego (1939–1943) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Polskie warianty ułożenia stosunków z ZSRR (1943–1945) . . . . . . . . Sprawa Szesnastu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 331 350 369 402 419 436 460 V Wychodzenie z ciemno ści Strefy milczenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Współczesne badania nad historią najnowszą w Rosji . . . . . . . . . . . Od zwycięstwa bolszewików w listopadzie 1917 r. do supermocarstwa (spojrzenie z zewnątrz) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 465 471 484 VI U pocz ątków polskiej zmiany PZPR w kryzysie – kryzys w PZPR (lato 1980–lato 1981) . . . . . . . . . 499 6 Od redakcji Historia, ale ta, która jest bezpośrednim wstępem do współczesności, ta, która ją determinuje i wyjaśnia, dzieje Polski splecione z dziejami Eu- ropy i świata – oto najważniejszy może z nurtów rozmów i sporów toczo- nych na spotkaniach w „Kuźnicy”. To zarazem, od kilku już dziesięcioleci, obszar badań i rozważań Eu- geniusza Duraczy ńskiego, uczonego i profesora. Niejeden z historyków współczesnych pami ęta, że profesor Duraczy ński zawsze życzliwie po- magał w podejmowaniu tematów w historii najnowszej najtrudniejszych i w dost ępie do źródeł nieraz, z przyczyn pozanaukowych, skrywanych. My pamiętamy uczonego i przyjaciela, który w „Ku źnicy” od jej począt- ków animuje poważne przemyślenia. Zwłaszcza w warszawskim skupis- ku „Kuźnicy”, tam, gdzie osiad ł, choć wywodzi się z ziemi krakowskiej (a ściślej: tarnowskiej) i w Krakowie, w r. 1955 zaczyna ł swą prac ę na uczelni. Zafascynowany pisarstwem historycznym Stefana Kieniewicza, bliski naukowej twórczości Henryka Batowskiego i Czesława Madajczyka rozwijał swe badania w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Do pracy w tej placówce w 1966 r. zaangażował Duraczyńskiego dyrektor prof. Tadeusz Manteuffel. Od prawie trzydziestu lat profesor w tym Instytucie, dziś już zbliżają- cy się do osiemdziesi ątki (urodzony w r. 1931), budzi Eugeniusz Dura- czyński szacunek nie tylko dorobkiem uczonych dzie ł (jego bibliografia obejmuje kilkanaście obszernych książek, pół setki rozpraw i niezliczoną liczbę artykułów), lecz ich pionierską oryginalnością, bogactwem i odkryw- czością dokumentacji archiwalnej, a zarazem bezstronno ścią, spokojem i ładnym językiem argumentacji. To szczególnie uderzaj ące u historyka, który zawsze czynnie anga żował się także w życie publiczne, obywatel- skie. A przecież najnowsza historia Polski była też zawsze i pozostaje na- dal przedmiotem sporu politycznego. Szczególnie, kiedy dotyczy losów Polski w czasie II wojny światowej, działalności rządu na emigracji, funk- cjonowania państwa podziemnego (Eugeniusz Duraczyński wystąpił po raz pierwszy z oryginaln ą interpretacj ą tego pojęcia w r. 1969), a tak że, czy może nawet przede wszystkim, stosunków Polski ze Związkiem Radziec- kim. Dorobek badawczy, podbudowany obiektywizmem i poczuciem odpo- wiedzialności, stał się zapewne przyczyną wydelegowania prof. Duraczyń- skiego w r. 1999 do Moskwy – jako stałego przedstawiciela Polskiej Aka- 7 demii Nauk przy Rosyjskiej Akademii Nauk – dla rozwijania współpracy w badaniach naukowych i torowaniu drogi trudnemu porozumieniu. Dzia- łalność naukowa Profesora w tym trwającym 6 lat okresie i osiągnięcia we wprowadzeniu do rosyjskiego obiegu naukowego wyników polskich ba- dań nad dziejami najnowszymi i spornymi sprawami stosunków wzajem- nych zawarte w wielu opracowaniach, m.in. w ważnej pracy zbiorowej pt. Polsza – SSSR. 1945–1989 (pod red. E. Duraczyńskiego i Andreja Sacha- rowa), przyniosły mu uznanie z obu stron, wyra żające się także przyzna- niem w 2003 r. przez prezydium tej Akademii doktoratu honoris causa. W tomie, który przekazujemy do r ąk czytelnika, przytaczamy wybór rozpraw i esejów Eugeniusza Duraczyńskiego, poświęconych sprawom dzie- jów Polski w XX wieku. Od odzyskania niepodległości po I wojnie świa- towej do jej utraty i ponownego zdobycia w wyniku wysiłku Polaków, po- budzanego przez ich zróżnicowane wizje polityczne i społeczne, wysiłku, którego skuteczność uzależniona była także od zmieniaj ącego się splotu międzynarodowych wpływów i interesów. W tworzących zamkniętą ca łość cyklach esejów otrzymujemy wi ęc obraz powstania i upadku II Rzeczypospolitej, roli oraz miejsca Polski w II wojnie światowej i w antyhitlerowskiej koalicji, działań polskiego pań- stwa podziemnego i emigracyjnych rządów, wielkiego zrywu powstania war- szawskiego oraz międzynarodowego zapętlenia sprawy polskiej, szczegól- nie w nierównoprawne zwi ązki z sowieckim sąsiadem. Autor wydobywa też te zmiany na zewnątrz i wewnątrz naszego kraju, które, jego zdaniem, umożliwiły powstanie III Rzeczypospolitej. Zamiarem wydawców jest również uwidocznienie w dorobku badaw- czym Eugeniusza Duraczyńskiego tez w swoim czasie pionierskich, a dziś już powszechnie przyjętych w polskiej historiografii. Rozprawy drukujemy w ich wersji pierwotnej, jedynie z niewielkimi poprawkami redaktorskimi. styczeń 2010 r. Instytut Badań Społecznych „Kuźnicy” 8 I W PIERWSZEJ POŁOWIE XX WIEKU . OD ZNIEWOLENIA DO NIEZAWISŁOŚCI Prób opisania upływającego stulecia było już wiele, a będzie najpew- niej jeszcze więcej. Pisano więc, że były to lata trzech wielkich wojen świa- towych: pierwszej, drugiej oraz zimnej, która zaczęła się niemal nazajutrz po ustaniu tej drugiej i trwała najdłużej, że w naszym wieku narodziły się systemy totalitarne, a następstwa zmagań między nimi dotknęły nie tylko Europę, skąd się wywodziły. Inni zwracają uwagę na konsekwencje rewo- lucji bolszewickiej i chi ńskiej. Szukaj ąc zaś głównych postaci politycz- nych stulecia, wymienia się Włodzimierza I. Lenina, Józefa W. Stalina, Mao Zedonga, Benito Mussoliniego, Adolfa Hitlera, Franklina D. Roosevelta i Winstona Churchilla (Francuzi upomną się o Charles’a de Gaulle’a, Pola- cy o Józefa Piłsudskiego, inni o swoich mężów stanu). Nic z tego, co miało wymiar światowy lub tylko europejski, nie ominęło Polski, ale pami ętając o tym, chcia łbym zwrócić uwagę na inną właści- wość polskiego bilansu stulecia, któr ą skłonny jestem uznać za najwa ż- niejszą, co nie znaczy, że jedyną. Czerpiąc z przemyśleń Stefana Kieniewicza zawartych w tomie jego studiów i rozpraw ( Historyk a świadomość narodowa, Warszawa 1982), nazwałbym ją drogami i ścieżkami, które zdaniem politycznie myślących Polaków miały wieść do rozluźnienia zależności od zaborców czy protek- torów, do jakichś form autonomii lub wręcz do odzyskania niepodległości utraconej w XVIII wieku i ponownie w 1939 r. Tuż po drugiej wojnie świa- towej w 1947 r. Henryk Wereszycki pisał („Dzieje Najnowsze”, zeszyt 1), że „Państwo Polskie od początku wieku XVIII nie było państwem w pełni niezależnym”. Dodawał, że w następnym stuleciu były lata, kiedy Polska nie znajdowała się w całkowitej niewoli, konkludował, że od początku XVIII wieku oscylowała „między niezależnością a niewolą”. Dziś z perspektywy kolejnego półwiecza dodałbym, że w naszym stu- leciu Polska tylko w latach 20. i 30. by ła państwem w pełni suwerennym i że aż do 1989 r. oscylowa ła właśnie między niezawisłością, zniewole- niem, całkowitą zależnością i ograniczoną suwerennością. Warto też przypomnieć inną myśl Wereszyckiego, mianowicie że ist- nieją „najrozmaitszego rodzaju niepodległości” i państwa „na wpół nieza- leżne”. Poglądów tych nie zakwestionował polemizujący z Wereszyckim Stefan Kieniewicz („Dzieje Najnowsze” 1947, zeszyt 3–4), uściślając po- jęcie „stanu półzależności Polski”, lokując jego początek na czas prze ło- mu w wojnie północnej, czyli na rok 1709. 11 Po upływie trzydziestu lat Kieniewicz zastanawia ł się w 1978 r. nad okolicznościami zewnętrznymi i wewnętrznymi odzyskania niepodleg ło- ści, skupiając się na własnych, polskich drogach do niej wiodących. Uznał, że na przestrzeni ca łego XIX stulecia „brane by ły w Polsce pod uwag ę różne drogi” i wyodrębnił osiem najbardziej „typowych koncepcji i sposo- bów działania”: 1. ugoda z jednym z zaborców; 2. dyplomacja; 3. opozy- cja legalna; 4. koncepcja legionowa; 5. powstanie zbrojne („klasyczna w naszej tradycji narodowej forma ubiegania się o niepodległość”); 6. rewo- lucja społeczna; 7. walka za naszą i waszą wolność; 8. praca organiczna. Zdaniem przywoływanego historyka żadna z tych dróg , a może – jak sam napisał – „tylko ścieżek” wiodących, lub jedynie „zdających się wieść” do niepodległości, „nie gwarantowała dojścia do celu w każdej okoliczno- ści”. Owe drogi i ścieżki właściwe były myśleniu i dzia łaniu elit polskich w ubiegłym stuleciu i aż do lat pierwszej wojny światowej. Zastanówmy się jednak, czy podobnego podejś cia nie da si ę zastosować do półwiecza zamkniętego w latach 1939–1989. Po przegranej kampanii wrześniowej 1939 r. Polska została znów po- dzielona i okupowana, ale pa ństwo polskie pozostało suwerennym pod- miotem uznawanym nie tylko przez jej traktatowych sojuszników i poli- tycznych przyjaciół, lecz również przez wiele rządów państw neutralnych i najpoważniejsze organizacje międzynarodowe. I tak było przez wszyst- kie lata wojny w Europie. Konstytucyjny rząd Rzeczypospolitej i jego siły zbrojne uczestniczyły w zmaganiach z Trzecią Rzeszą jako jedyny wyrazi- ciel suwerennych praw i interesów Polski. Jej przywódcy nie brali pod uwagę możliwości ugody z zaborcami i rezygnacji z prawa walki o uwolnienie terytorium pa ństwa spod obcej okupacji. Czym to si ę miało skończyć – dobrze wiemy. W każdym razie dopiero w 1944 r. pojawiło się realne pyta- nie, czy wolno i trzeba rezygnować z połowy terytorium RP za cenę nabyt- ków terytorialnych na północy i zachodzie oraz z wielce hipotetycznej per- spektywy zachowania mimo wszystko niezawis łości państwowej. Polską emigracyjną elitę polityczną i Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie pytanie to podzieliło na dwie nierówne części. Ogromna większość udzieliła jed- noznacznie negatywnej odpowiedzi. Mniejszość gotowa była podjąć ryzy- ko zmierzenia si ę z wyzwaniem, którego jeszcze nie tak dawno nikt, lub prawie nikt, nie oczekiwał. W Polsce Podziemnej proporcje ułożyły się zgoła inaczej, ale w kraju były jeszcze trzy inne podmioty, nieobecne na emigracji: Armia Czerwona i aparat NKWD oraz komuni ści polscy, którym Stalin oddawa ł władzę, a nade wszystko straszliwie przetrzebione i niebywale wyczerpane społe- czeństwo polskie, które uwolnienie ziem polskich spod okupacji niemiec- 12 kiej traktowa ło jako d ługo oczekiwane otwarcie drogi do normalno ści i mimo wszystko do niepodległości. Wydarzenia z lata 1944 rozpoczynały dzieje Polski wychodz ącej z wojny, któr ą potocznie nawet zawodowi historycy nazywaj ą PRL, nie rozwijaj ąc tego skrótu, cho ć nazwa pa ń- stwa: Polska Rzeczpospolita Ludowa pojawi ła się dopiero w konstytucji z 1952 r. Według Andrzeja Paczkowskiego była państwem „niesuweren- nym i niedemokratycznym”, pa ństwem „nieswobodnym w swych poczy- naniach, zdominowanym przez Związek Radziecki w najważniejszych płasz- czyznach życia narodowego i państwowego”. Zdominowanym „ideologicz- nie, militarnie, gospodarczo, w polityce zagranicznej i wewnętrznej” (zob. „Gazeta Wyborcza” 17–18.10.1998). Paczkowski jest wśród zawodowych historyków jednym z najsurowszych krytyków PRL, nie neguje wszak że tego oczywistego faktu, że była jednak państwem, zaś panujący w nim sys- tem, który nazywa totalitarnym, nie był systemem okupacyjnym, jak uważa wielu publicystów i dziejopisarzy z kr ęgu prawicowej myśli politycznej. Od innej strony do tej samej kwestii podeszła Krystyna Kersten. Posiłku- jąc się wywodami niektórych teoretyków prawa rozróżniających suweren- ność, którą wyznacza stan prawny, i niepodleg łość wyrażającą stan fak- tyczny, konstatuje ona, że kraj może więc być pozbawiony niepodległości, zachowując jednak znamiona suwerenności. Jej zdaniem takie właśnie było położenie Polski po 1945 r. Podleg łe Moskwie pa ństwo „było wszelako państwem polskim: tak postrzegała je większość obywateli. Brak identyfi- kacji z reżimem nie był równoznaczny z odrzuceniem państwa (...). Histo- ryczne wzorce: zabór, okupacja, nie przystawały do rzeczywistości, w któ- rej wzrasta ły kolejne pokolenia” (wypowied ź w zbiorze Spór o PRL , Kraków 1996). Jeszcze inaczej rzecz całą traktuj ą niektórzy publicy ści z innego nurtu interpretacyjnego. Ich zdaniem dzieje PRL mo żna zinter- pretować jako stale wznoszącą się krzywą suwerenności (Ludwik Mażew- ski, Krzywa suwerenności, „Polityka” 1998, nr 12). Do kwestii zależności i braku suwerenno ści Polski powojennej jesz- cze wróc ę. Teraz natomiast chcia łbym przedstawi ć własną propozycję podziału dwudziestowiecznych dziejów Polski z punktu widzenia rozpa- trywanego zagadnienia. Widziałbym tu następujące fazy. 1. 1901–1918 – państwa polskiego nie ma. Do ść szeroką autonomią cieszył się zabór austriacki. Od 1916 r. na okupowanych przez Niemcy i Austro-Węgry ziemiach Królestwa Polskiego powstają z woli obu zabor- ców struktury władzy polskiej, które mog ły, ale nie musiały, nabrać cech trwałości i prowadzić do stworzenia państwa „półzależnego” – żeby użyć przywoływanego już dla innych okoliczności określenia Stefana Kieniewi- cza. Od 1917 r. rozwija si ę proces rzeczywistego umi ędzynarodowienia sprawy polskiej, co znów mogło, ale nie musiało, prowadzić do zjednoczenia ziem polskich zaboru austriackiego i pruskiego oraz Królestwa Polskiego. 13 Na wszystkich niemal drogach i ścieżkach opisanych przez Kieniewi- cza rojno, jednak że im bliżej końca wielkiej wojny, tym więcej Polaków myśli i działa na rzecz zjednoczenia ziem polskich i uzyskania ich pe łnej niepodległości państwowej. 2. 1918–1923. Dokonał się proces formowania nowej pa ństwowości polskiej i międzynarodowego uznania jej granic, częściowo wywalczonych orężem. Cel, który jeszcze niedawno wydawał się jedynie ideą prawie nie- realną, zosta ł osi ągnięty. Odzyskanie niepodleg łości wieńczyło wysiłki wszystkich krzątających się wokół sprawy polskiej i zd ążających ku niej różnymi drogami i ścieżkami. Równocześnie rozpoczął się spór (z ró żną intensywnością trwający do dziś), opisywany już przez historyków, której z proponowanych wcześniej dróg przyzna ć pierwszeństwo i który z obo- zów politycznych mógł zapisać na swoim koncie najwięcej zasług. Na pierw- szy plan wysuwały się jednak konflikty ogniskuj ące się w pytaniu: Jaka Polska? 3. 1923–1939. Konflikty wewnętrzne nie ustaj ą, niektóre z nich ule- gają gwałtownemu zaostrzeniu, ale mimo to proces stabilizacji suwerenno- ści pa ństwa, który po uwolnieniu si ę w 1934 r. spod rygorów traktatu o mniejszościach, narzuconego Polsce w kwietniu 1919 r., mógł wydawać się trwały. Pod koniec tego okresu Polacy nadal spierają się o niejedno, ale w miarę wzrostu zagrożeń zewnętrznych rośnie powszechna gotowość obro- ny państwa i jego suwerennego bytu. 4. 1939–1944. Polska jest okupowana, ale jej sojusznicy nadal i bez jakichkolwiek wątpliwości uznaj ą suwerenno ść pa ństwa. Od 30 lipca 1941 r. podobne deklaracje sk łada też Moskwa. Tylko niewielu Polaków godzi się ze stanem stwarzanym przez naje źdźców, choć wszyscy, którzy w kraju pozostali, muszą się do niego przystosować. Ogromna większość przekonana jest o niechybnej klęsce Trzeciej Rzeszy i zwycięstwie – z de- cydującą pomocą aliantów zachodnich – sprawy polskiej. W okupowanym kraju rozwinęły się konspiracyjne struktury, które z czasem stały się funk- cjonującym państwem podziemnym z naczelnym zadaniem przywrócenia suwerenności pa ństwa w jego przedwojennych granicach na wschodzie i południu, z nabytkami terytorialnymi na północy i zachodzie. Nigdy wcześ- niej żaden polski ruch niepodległościowy nie uzyskał tak szerokiego wspar- cia społeczeństwa jak państwo podziemne lat II wojny światowej. Ale nie da się też źródłowo udowodnić, że za niepodleg łością Polski, zwi ązanej jednak ścisłym sojuszem z ZSRR, nie opowiadali si ę komuniści (Polska Partia Robotnicza). Dziesiątki tysięcy Polaków walczy w regularnych jed- nostkach Wojska Polskiego na Zachodzie i na Wschodzie. W sumie jedy- nie nikły odsetek znalazł się na bezdrożach kolaboracji. Mimo powszech- ności postaw niepodleg łościowych, wierności konstytucyjnego rządu RP 14 zadaniom formułowanym przez zachodnich aliantów rzeczywistej, pełnej niepodległości nie udaje się odbudować. 5.Lato 1944–lato 1945. Pełna zależność Polski od ZSRR, która tylko częściowo wynikała z faktu, że jej ziemie były wówczas obszarem działań wojennych. Powstanie warszawskie – heroiczna i tragiczna próba odwró- cenia biegu wydarze ń – przynosi zag ładę miasta, śmierć i poniewierk ę setek tysięcy jej mieszkańców. Walka polityczna i zbrojna podziemia niepod- ległościowego, wspierana moralnie przez znaczn ą – trudną do policzenia – część społeczeństwa, też niczego nie zmienia. Straty s ą wielkie, terror aparatu NKWD i polskiej służby bezpieczeństwa coraz większy, a najbar- dziej spektakularnym wydarzeniem staje się w czerwcu 1945 r. moskiew- ski proces pojmanych wcześniej 16 przywódców polskiego państwa pod- ziemnego. Wielu politycznie myślących Polaków zastanawia się nad wy- borem dróg i ścieżek wyjścia z dramatycznej sytuacji, tak by w kraju, wpraw- dzie uwolnionym spod okupacji niemieckiej, ale ca łkowicie zależnym od Moskwy, tworzyć lub tylko współtworzyć warunki znośniejszej egzysten- cji, a by ć może nawet jakiej ś normalizacji. Idee irredentystyczne nadal są żywe – zwłaszcza wśród młodych – ale ich si ła przyci ągania powoli słabnie. 6.Lato 1945–1947. Zależność od Moskwy ulega początkowo rozluź- nieniu (następstwo porozumień moskiewskich i utworzenia Tymczasowe- go Rządu Jedności Narodowej), by w drugiej fazie okresu ulec zahamowa- niu, po którym nadszedł regres. Mimo to początkowo wydaje się, iż status państwa o ograniczonej suwerenności stworzy warunki do walki o pe łną niezawisłość. Drogi i ścieżki, które obrali Stanis ław Mikołajczyk i część podziemia, prowadzi ły i doprowadził y ich w ślepy zaułek. Coraz mniej szans realizacyjnych rysowało się też przed Władysławem Gomułką, który do socjalizmu chciał kroczyć „polską drogą”; odmienną niż radziecka, choć pod przewodnictwem Moskwy. Liczył na swoistą autonomię w ramach po- wstającego „obozu państw demokracji ludowej”. Jedynym niezależnym od władz stra żnikiem i nosicielem my śli patriotycznej i niepodleg łościowej staje się w kraju Kościół rzymskokatolicki, jeszcze nie represjonowany (to miało nastąpić w latach następnych). Znajdujący się na uchodźstwie poli- tycy polscy i zdecydowana większość żołnierzy, a zwłaszcza oficerów Pol- skich Si ł Zbrojnych na Zachodzie, odrzucaj ą jakąkolwiek myśl o kom- promisie z zale żnymi od Moskwy władzami komunistycznymi, a nawet z Mikołajczykiem, biorąc na siebie obowiązek przypominania światu o nie- zbywalnych prawach narodu do wolnego i suwerennego bytu. Mimo póź- niejszych podziałów i konfliktów w takiej postawie trwać będą do 1990 r. Trudno ocenić, co Polsce i Polakom realnie da ła ta droga, ale nie sposób jej lekceważyć lub nie docenić. 15 7. 1948–1955. Polska protektoratem Moskwy. Pełna wasalizacja w ra- mach stalinowskiej polityki uniformizacji ustrojowej wywalczonej wcześ- niej przez Armię Czerwoną i zaakceptowanej przez Zachód strefy intere- sów Związku Radzieckiego, która staje się obszarem jego całkowitej i bez- względnej dominacji. Nadzieje związane z ewentualną autonomizacją oka- zały się mrzonką. Zdaniem Andrzeja Friszke (zob. Spór o PRL, op. cit.) w tych latach „ramy wolności (...) prawie nie istniały – ani dla społeczeń- stwa, ani dla przywódców PZPR. Musieli się oni zachowywać ściśle wedle sowieckiego rytuału, mówić jego językiem, zapewniać o podążaniu za sta- linowskim wzorem. Nie istniały możliwości wyłamania się z obowiązują- cego schematu”. To wszystko prawda. Czy jednak niczego nie osiągnięto? Czy te lata w polityce w ładzy były jedynie okresem bezdroży i zaprza ń- stwa? Czy swoista, być może karykaturalna, odmiana pracy organicznej, czyli wynikająca z zasad systemu narzucona industrializacja, urbanizacja, upowszechnianie dostępu do oświaty i dóbr kultury, nie tworzy ły gleby, z której znów bujnie wyros ły niezgasłe przecież dążenia emancypacyjne Polaków? Zanim a limine odrzucimy taki pogląd, warto się nad nim zasta- nowić. Przecież to wówczas przychodziły na świat roczniki, które w dwa- dzieścia, trzydzieści lat później spełniły nieustannie g łoszone przez rz ą- dzącą partię hasła o „przodującej roli klasy robotniczej”, wspieranej przez nową „pracującą, socjalistyczną inteligencję”. Czyżby nie miał racji Fran- ciszek Ryszka, kiedy w 1997 r. mówił, że Polska Ludowa była czasem „wiel- kiego wzrostu świadomości narodowej”? Czy da się udowodnić, że działo się tak wyłącznie wbrew woli i intencjom pezetpeerowskiej elity? Musz ę też koniecznie dodać, że w gruntownej modernizacji kraju komuniści upa- trywali jedynej szansy wyrwania Polski z zacofania cywilizacyjnego, w czym wspierały ich spore zastępy środowisk opiniotwórczych. Być może dla czę- ści z nich była to jakaś ścieżka do trudno wyobrażalnej niepodległości. 8. 1956–1970. Czas raz szerszej, raz węższej, ale jednak ograniczonej suwerenności. Są autorzy, którzy na d źwięk lub widok tych dwóch s łów reagują nieomal alergicznie, ale s ą i tacy, którzy uznają ich nie tylko do- puszczalność, ale i zasadno ść. Zaliczam si ę do tych drugich, a ponadto między pojęciem ograniczonej suwerenno ści i cytowanymi ju ż, użytymi w 1947 r. przez Wereszyckiego i Kieniewicza terminami (państwo „na wpół niezależne”, „stan półzależności”), dostrzegam bardzo bliskie pokrewień- stwo. Październik 1956 r. kończył fazę najbardziej brutalnego w swoich rea- liach protektoratu Moskwy, otwieraj ąc etap ograniczonej suwerenno ści, innej jednak niż ta z lat 1945–1947. Wówczas wielu sądziło, że może ona prowadzić do pełnej niezawisłości. Jesienią 1956 r. takich ju ż nie był o, a jeśli nawet – stanowili ledwo dostrzegalny margines. Niebywale nato- 16 miast wzrosła liczba prze świadczonych, że Październik otwierał „polską drogę” do socjalizmu z daleko posuniętą autonomizacją, jednak nie poza granicami, lecz w ramach bloku wschodniego. W poglądach, że wydarze- nia z jesieni 1956 r. zamykały fazę protektoratu i otwierały drogę do ogra- niczonej suwerenności, nie jestem odosobniony. Tak na przykład na Paź- dziernik 1956 spojrzał autor artykuł u ogłoszonego w katolickiej „Więzi” (Bolesław Łoś, Przełom 1956. Od protektoratu do ograniczonej suweren- ności, „Więź” 1995, nr 1). W każdym razie i niezależnie od późniejszych meandrów polityki Gomułki, a nade wszystko N. Chruszczowa i L. Breż- niewa, nastąpiło znaczne rozluźnienie zależności Warszawy od Moskwy, wyraźne rozszerzenie wcześniej już istniejących wąziutkich przyczółków wolności, tworzenie nowych (począ tek otwarcia na Zachód, powa żne uszczuplenie, choć nie likwidacja, ograniczeń praw Kościoła, uwolnienie wsi z dotychczasowych opresji, zgoda na pewne formy samorz ądu robot- niczego, znaczne rozluźnienie rygorów, w których działał ruch wydawni- czy, większe swobody dla twórców kultury i nauki, ograniczone w niektó- rych dziedzinach i kwestiach – np. w historii najnowszej). Obszary wolno- ści stawały się znakami rozpoznawczymi zakresu suwerenno ści i tak te ż przez wielu były wówczas postrzegane. Haseł pełnej niezawisłości nie gło- siło żadne poważniejsze środowisko krajowe. Większość politycznie my- ślących Polaków pragnęła utrwalenia procesów rozszerzania ograniczonej suwerenności, czyli rozlu źnienia zale żności od Moskwy (bez zrywania z nią) i zwiększenia zakresu swobody w podejmowaniu decyzji przez War- szawę. Z tego później zrodzą się w niektórych środowiskach nieśmiałe myśli o polskim wariancie statusu Finlandii, czyli finlandyzacji. Wprawdzie nie- długo po Październiku na niektórych polach zacz ął się regres i podobne zjawiska wystąpiły też w relacjach z Moskw ą, wszelako Polska w latach 60. XX wieku uzyskała najszerszy w ca łym „obozie państw socjalistycz- nych” zakres ograniczonej suwerenności. W tamtej też dekadzie rozpoczął się proces coraz silniejszego oddział ywania na cz ęść środowisk opinio- twórczych paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. Z kolei wśród robotni- ków i kadry technicznej zwiększała się chyba liczba stałych słuchaczy mo- nachijskiej rozgłośni Radia Wolna Europa, co nie pozosta ło bez wpływu na krystalizowanie się myśli i postaw niepodległościowych. 9. 1971–1980. Proces umacniania się statusu państwa o ograniczonej suwerenności nie ustaje. Najbardziej mo że spektakularnymi tego przeja- wami stały się daleko id ące otwarcie Polski na Zachód, dokonane przez ekipę Edwarda Gierka, a pod koniec dekady – nieformalne pogodzenie się władzy z działalnością rosnącej w siły opozycji, która z podziemnej staje się na wpół legalną. Zależność od Moskwy ulega dalszemu rozluźnieniu, zwiększają si ę natomiast powi ązania z Zachodem, z pozytywnymi, ale i negatywnymi tego skutkami (pętla zadłużenia). 17 Postulaty niepodległościowe części opozycji dla wielu nie brzmią już tak egzotycznie i irracjonalnie, choć wątpliwe, by ktokolwiek przewidywał wówczas tak szybkie – jak to się w końcu stało – dojrzewanie sprzyjającej koniunktury międzynarodowej. Gwałtownie rośnie oddziaływanie paryskiej „Kultury” na środowiska opiniotwórcze i m łodzież studenck ą głównych ośrodków akademickich . Potężne impulsy przynoszą myśli i słowa nowe- go papieża Jana Pawła II, które trafiają do mieszkańców miast i wsi. Spek- takularne formy przybiera ferment w środowiskach opiniotwórczych. Doj- rzewają nastroje buntu w śród części robotników. W narastaj ącej krytyce systemu atakuje się coraz częściej nie tylko niepowodzenia polityki gospo- darczej i socjalnej, lecz tak że zależność od Moskwy, ograniczenia suwe- renności. Pytanie, jak wybi ć się na niepodleg łość, animuje coraz wi ęcej umysłów, choć prawie nikt nie odwo łuje się do tradycji powstańczej i nie nawołuje do irredenty. Tracąca gwałtownie poparcie ekipa Gierka nie ma nic do zaproponowania i bezradnie dryfuje ku swemu upadkowi. 10. 1980–1989. Dramatyczne lata: kl ęska systemu „realnego socjali- zmu”, tryumf myśli wolnościowej i niepodległościowej. Znów jak w 1918r. niemożliwe sta ło si ę możliwym. Rok 1980 przyniós ł zasadniczy zwrot i wyraźną dynamikę w dążeniach do pełnej niezawisłości. Promotorem tej wielkiej odmiany stał się masowy ruch obywatelskiego sprzeciwu wobec systemu realnego socjalizmu, czyli kierowany przez Lecha Wałęsę NSZZ „Solidarność”. Ta swoista – jak ją określono – samoograniczaj ąca się re- wolucja stała się najważniejszym, jakościowo nowym zjawiskiem w całym „obozie państw socjalistycznych”, które zbiegło się w czasie z kluczowym, o globalnym wymiarze historycznym, zwycięskim dla USA finałem trwa- jącej kilkadziesiąt lat zimnej wojny. Zbliżający się gwałtownie struktural- ny kryzys Związku Radzieckiego i widoczne już od dłuższego czasu fiasko systemu realnego socjalizmu w jego konkurencji z systemem gospodarki wolnorynkowej próbował powstrzymać Michaił Gorbaczow. Jego polityce „głasnosti” i „pierestrojki” towarzyszyło uchylenie breżniewowskiej dok- tryny ograniczonej suwerenności. Odczytywany ze znaków czasu ostateczny wynik zimnej wojny oraz polityka Gorbaczowa otwierały razem perspek- tywę przywrócenia Polsce pe łnej wolno ści i niezawis łości. Rz ądząca w Polsce elita w tej kluczowej sprawie nadal nie potrafi ła i nie mogła za- proponować, aż do 1988 r., realnej drogi zmierzaj ącej w tym samym kie- runku lub tylko przybliżającej do upragnionego przez Polaków celu. Roz- patrywany z tego punktu widzenia stan wojenny był rozpaczliwym ruchem generała Wojciecha Jaruzelskiego, który moim zdaniem miał pełne prawo spodziewać się najgorszego, tj. interwencji zbrojnej ZSRR. W jego inten- cjach wprowadzenie stanu wojennego mia ło ratować status ograniczonej suwerenności, i w rzeczy samej uratowało. Już wkrótce po zniesieniu stanu 18 wojennego ekipa Jaruzelskiego skutecznie rozszerzyła formułę ograniczo- nej suwerenności, nie wiem natomiast, czy przewidywała realną możliwość osiągnięcia pełnej. Nie wiem też, czy proponując rozmowy przy okrągłym stole, Jaruzelski i jego zwolennicy zdawali sobie sprawę, że wykonują za- sadniczy krok w stron ę pełnej niezawis łości pa ństwa. Jeszcze przecie ż nie padł mur berliński, istniał Układ Warszawski, RWPG, nikt (?) nie prze- widywał rychłego rozpadu ZSRR, a do wyprowadzenia z Polski ostatnich żołnierzy Armii Radzieckiej też jeszcze było dość daleko. Mimo to w po- tocznej świadomości Polaków wyniki wyborów parlamentarnych z 4 czerw- ca 1989 r. niemal natychmiast utożsamiły się z odzyskaniem pełnej wolno- ści i suwerenności. Na zakończenie chciałbym podkreślić, że wszystkie powyższe uwagi traktuję jako osobistą i z pewnością dyskusyjną supozycję. Odnoszę to rów- nież do proponowanej periodyzacji problemu zawartego w tytule. My ślę jednak, że w każdej z wyróżnionych faz dziejów Polski powojennej da się wskazać różne drogi i ścieżki (choć nie brakowa ło też rozległych obsza- rów bezdroży) wiodące do rozluźnienia, a nawet istotnego zmniejszenia zależności od Moskwy i że na każdej z nich coś osiągnięto, choć rezultaty były ró żne. Wiele z nich rozszerza ło proces autonomizacji, ale żadna z dróg i ścieżek w oderwaniu od pozostałych i samoistnie do pełnej nieza- wisłości nie doprowadziła i doprowadzić nie mogła. Najwięcej osiągnięto w fazie ograniczonej suwerenno ści, zaś najszersze perspektywy otwierał ruch „Solidarności”, ale i on bez generalnej odmiany koniunktury międzyna- rodowej nie mógł osiągnąć tego, ku czemu dążył. Nie mogę też pozostawić bez próby odpowiedzi pytania, czy polityka Polskiej Partii Robotniczej, a następnie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej rozluźniała zależność i tym samym przybliż ała kraj do pe łnej suwerenności, czy nie. Rzetelna i miarodajna źródłowo odpowiedź wymaga jeszcze gruntownych bada ń, i ocenia ł tę zwłaszcza w archiwach dawnego ZSRR (jak Kreml widział kwestię?). Póki co, pozostajemy w sferze hipotez i domniema ń. Jedną z nich byłaby odpowiedź twierdząca, za czym si ę opowiadam, z tym za- strzeżeniem, że zależy, w której fazie powojennej historii Polski i w jakim zakresie. Pamiętając o dokonaniach ekip Władysława Gomułki, Edwarda Gierka, Stanis ława Kani i Wojciecha Jaruzelskiego oraz elit PZPR (tzn. czołowych twórców kultury i nauki, wybitnych dziennikarzy zwi ązanych organizacyjnie z PZPR), na pierwszy plan wysunąć trzeba buntujących się raz po raz robotników, opornych wobec kolektywizacji chłopów, zrewolto- wanych studentów, kontestuj ących intelektualistów, uformowane grupy i organizacje opozycyjne, oddziałujące na wielu Polaków emigracyjne media (przede wszystkim paryska „Kultura” i monachijska Wolna Europa) i – last but not least – inspiracje, zachęty papieża Jana Pawła II wraz z podążają- cymi za jego wskazaniami hierarchami Kościoła katolickiego w Polsce. 19 Natomiast finał, czyli obrady okrągłego stołu, ów najbardziej doniosły że akt polskich elit politycznych w powojennych dziejach Polski, a mo w całym jej XX stuleciu, by ł dziełem wspólnym: władzy i opozycyjnego ruchu obywatelskiego „Solidarność” wspieranych przez Kościół. Okrągły stół otwierał drogę od suwerenności ograniczonej do pełnej. Pierwodruk w: „Dzieje Najnowsze” 1999, nr 2 20 OD NIEZAWISŁOŚCI DO ZALEŻNOŚCI (POLSKA W SYSTEMACH WERSALSKIM I JAŁTAŃSKO-POCZDAMSKIM) Historia nowożytna i najnowsza zna cztery mniej lub bardziej udane modele porządku międzynarodowego w postaci ładu politycznego: 1) west- falski, 2) wiede ński, 3) wersalski i 4) ja łtańsko-poczdamski (ten ostatni początkami sięgał teherańskiego spotkania przywódców ZSRR, USA i Wiel- kiej Brytanii). Funkcjonowa ły rozmaicie – także w wymiarze czasowym. Trzy pierwsze upadły w następstwie wielkich konfliktów zbrojnych, czwarty odszedł w przeszłość wraz z zakończeniem zimnej wojny. Polski dotyczy- ły szczególnie drugi, trzeci i czwarty. Ale i pierwszy – westfalski – potwier- dzający zasadę augsburskiego pokoju religijnego z 1555 r. cuius regio, eius religio w 390 lat później dał o sobie znać – i to wyjątkowo dotkliwie, dra- matycznie, a nawet tragicznie w całkowicie odmiennej ideologiczno-poli- tycznej formule „aksjomatu Stalina” – do czego jeszcze wrócę. Pamiętając o wcześniejszych sposobach ułożenia porządku międzyna- rodowego, naszą uwagę – wyłącznie w kontekście statusu Polski jako pań- stwa – skupiamy na ładzie wersalskim i jałtańsko-poczdamskim. Posiłkując się stosowanym często w literaturze przedmiotu poj ęciem ładu politycznego, chciałbym przypomnieć, że ład w języku polskim ozna- cza harmonijny uk ład czegoś, właśnie porządek, ale przecież nie rzeczy- wistą treść owego porządku, diametralnie różniącą w rozpatrywanym przy- padku system jałtańsko-poczdamski od wersalskiego. Przedkładane uwagi chcia łbym poprzedzi ć przypomnieniem cyto- wanych już wypowiedzi Henryka Wereszyckiego i Stefana Kieniewicza1, w których pos ługiwali się w odniesieniu do Polski takimi poj ęciami jak „państwo na wpół niezależne” lub „półzależne”. Patrząc na sprawę z dzi- siejszej perspektywy, dodałbym, że w XX stuleciu Polska tylko w latach 20. i 30. była państwem wedle ówczesnych standardów w pełni suweren- nym i że aż do 1989 r. oscylowała właśnie między niezawisłością, zniewo- leniem, całkowitą zależnością i ograniczoną suwerennością. Wróćmy jeszcze do Stefana Kieniewicza, który w 1978 r. zastanawiał się nad okolicznościami zewnętrznymi i wewnętrznymi odzyskania niepod- ległości Polski w 1918 r., skupiając się na polskich drogach do niej wiodą- 1 Zob. tekst Polska w XX stuleciu: Od zniewolenia do niezawis łości. 21 cych, których doliczył się aż osiem2. Owe drogi i ścieżki właściwe były myśleniu i działaniu elit polskich w XIX stuleciu i a ż do pierwszej wojny światowej. Sądzę, że ich obecność (niekiedy w zniekształconej postaci) da się też odczytać w realiach dziejów Polski i my śli politycznej lat 1944– –1989. Czasy, o których pisał Kieniewicz, możemy bez obaw popełnienia więk- szego błędu określić jako historię sprawy polskiej, tj. szukania sposobów wybicia się na niepodległość (pełną lub tylko ograniczoną). Natomiast po jej utracie w 1939 r. pojawia się sprawa Polski. W pierwszym przypadku pytanie brzmiało: Czy Polakom pozwolą i czy oni sami będą w stanie od- budować własne suwerenne pa ństwo? Natomiast w drugim, tj. po kl ęsce wrześniowej, jedynie Trzecia Rzesza i Związek Radziecki zgodnie twier- dzili, że państwo polskie znikn ęło z mapy politycznej Europy. Jednak że rządy krajów demokratycznych – zgodnie zresztą z własną opinią publiczną – nie miały najmniejszych wątpliwości, że z punktu widzenia prawa mię- dzynarodowego państwo polskie istniało nadal. Zdaniem Andrzeja Friszke „Okupowana Polska pozosta ła przedmiotem prawa mi ędzynarodowego dzięki obecności u boku państw alianckich konstytucyjnego rządu polskie- go”3. Losy sprawy polskiej w latach I wojny światowej wiązały się nie tyle ze zwycięstwem jednej lub drugiej walczących ze sobą koalicji, lecz przede wszystkim ze stosunkiem do aspiracji Polaków poszczególnych członków tego aliansu, w skład którego wchodziły Francja, Wielka Brytania i Rosja. Z tego punktu widzenia szczególnie wa żne nast ępstwa wywołało przy- stąpienie w kwietniu 1917 r. do wojny przeciwko Niemcom Stanów Zjed- noczonych. Zresztą ten właśnie 1917 rok przyniósł umiędzynarodowienie sprawy polskiej, w czym wyj ątkowo istotną rol ę odegrał upadek caratu w Rosji4. Poczynając od 1917 r., koniunktura mię dzynarodowa dla losów spraw polskiej kształtowała się coraz korzystniej i wielu polityków mogło już myśleć o perspektywie odbudowy państwa w kategoriach realnych, choć opatrzonych nadal wieloma wątpliwościami i znakami zapytania. Być może zresztą nastrojów niepewno ści było nawet wi ęcej niż rodz ącej się pew- ności. Pod tym względem sytuacja po wrześniu 1939 r. była diametralnie od- mienna. Mimo ogromnego zaskoczenia rozmiarami klęski i biernością so- 2 S. Kieniewicz, Historyk a świadomość narodowa , Warszawa 1982. 3 A. Friszke, Polska. Losy pa ństwa i narodu 1939–1989 , Warszawa 2003, 4 L. Bazylow, Obalenie caratu, Warszawa 1977; J. Pajewski, Odbudowa pa ń- stwa polskiego w 1918 , Poznań 1983. s. 470. 22 juszników, dominowało absolutne przekonanie o niechybnej kl ęsce agre- sorów i przywróceniu na całym obszarze państwowym RP suwerennej, kon- stytucyjnej władzy polskiej. Sprawa Polski w rozumieniu odbudowy Pol- ski całej, wolnej i niezawisłej sprowadzać się miała w gruncie rzeczy do odpowiedzi na pytanie, kiedy to nastąpi. Taki punkt widzenia dominował wśród Polaków mniej wi ęcej do końca 1943 r., choć i w roku nast ępnym sądzono, że Anglosasi nie pozwolą nikomu Polski skrzywdzić i skutecznie bronić będą jej praw do ustalonych we wcze śniejszych układach granic państwowych i gwarancji niezawisłości. Jeśli jednak rok 1918 niósł coraz więcej zapowiedzi i pewno ści pożądanego przez Polaków sposobu roz- wiązania sprawy polskiej, to rok 1944 wypełniał się faktami dokonanymi, grożącymi upadkiem ca łej konstrukcji politycznej sprawy Polski , zbu- dowanej przez polskie w ładze konstytucyjne zaraz po ich powo łaniu na uchodźstwie i utrwalanej nast ępnie wysiłkiem całego polskiego państwa podziemnego. 8 stycznia 1918 r., w nawiązaniu do swego własnego orędzia z 22 stycz- nia 1917 r. prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson ogłosił słyn- ne 14 punktów programu pokojowego. 13 z nich dotyczył Polski: „Powin- no być utworzone niepodleg łe państwo polskie, które winno obejmowa ć ziemie zamieszkałe przez ludność polską, mieć zapewniony wolny i bez- pieczny dostęp do morza, jego niezawisłość polityczna i gospodarcza oraz całość terytorialna winna by ć zagwarantowana ukł adem międzynarodo- wym”. Przyszłe państwo polskie miało też korzystać z systemu regulowa- nia wszelkich konfliktów w ramach zapowiedzianej przez Wilsona Ligi Narodów5. Z wszystkich ówczesnych deklaracji na temat niepodleg łości Polski ogłaszanych w Londynie, Pary żu, Rzymie i Petersburgu, ameryka ńska, w powiązaniu z rewolucjami rosyjskimi, upadkiem monarchii w pozosta- łych dwóch państwach zaborczych, miała znaczenie szczególne. Z niewielką tylko przesadą można powiedzieć, że sprawa polska w roku 1918 rozwi- jała się pod znakiem 13. punktu Wilsona, wydarze ń w trzech pa ństwach zaborczych i ogromnego przyśpieszenia dążeń niepodległościowych w świa- domości potocznej Polaków. W jakościowo nowej sytuacji międzynarodowej 8 dróg i ścieżek, opi- sanych przez Kieniewicza, łączyło się w jeden wielki, choć jeszcze bardzo wyboisty trakt wiodący do niezawisłości państwowej. Rosja wojnę już prze- grała, ale Niemcy i Austro-Węgry jeszcze nie, a bez ich klęski wprowadza- 5 J. Pajewski, op. cit. Zob. idem, Budowa Drugiej Rzeczypospolitej 1918– –1926, Kraków 1995. 23 nie w życie programu Wilsona pozostawało nadal perspektywą, choć oczy- wiście bardzo realną. Równie, a może jeszcze bardziej realną perspektywę dla sprawy Pol- ski otwierało tehera ńskie spotkanie Stalina, Churchilla i Roosevelta na przełomie listopada i grudnia 1943 r.6. Jednakże ta perspektywa diametral- nie różniła się od tej z lat 1917–1918, coraz szybciej oddalając szansę przy- wrócenia Polski cał ej, wolnej i suwerennej, tak jak to rozumia ły polskie władze konstytucyjne w Londynie i przywódcy polskiego państwa podziem- nego w okupowanej Warszawie. Jestem przekonany, że właśnie w 1943 r., a na pewno po Teheranie w umy śle Stalina utrwali ła się już konstrukcja polityczna, którą jeden ze znanych badaczy zachodnich nazwał „aksjoma- tem Stalina”7. Korzeniami tkwił w swoistym pakiecie propozycji politycz- nych łącznie z koncepcj ą podzia łu sfer wp ływów w Europie, jakie ju ż w grudniu 1941 r. Stalin przedstawi ł na Kremlu brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Anthony Edenowi8. Do ostatecznego sformułowania aksjomatu przyczynił się sam Churchill, kiedy w październiku 1944 r. wrę- czył radzieckiemu liderowi słynną kartkę z procentowym podziałem wpły- wów na Bałkanach9. Zwerbalizowany został natomiast w kwietniu 1945 r. podczas kremlowskich rozmów Stalina z Josipem Broz-Tito. Brzmiał nastę- pująco: „Ta wojna nie jest taka, jak w przeszłości: kto okupuje terytorium, narzuca tak że swój ustrój, tak daleko jak mo że dotrzeć jego armia. Nie może być inaczej”10. W rozumieniu i praktyce Kremla oznaczało to przede wszystkim narzucenie systemu władzy i podporządkowanie Moskwie. „Aksjomat” był całkowicie sprzeczny z treścią Deklaracji o wyzwolo- nej Europie, podpisanej na zakoń czenie konferencji ja łtańskiej 11 lutego 1945 przez Roosevelta, Churchilla i Stalina: „Jest zasad ą Karty Atlantyc- kiej, że wszystkie narody mają prawo wybrać sobie taką formę rządu, pod jaką pragną żyć, oraz że przywróci się prawa suwerenne i samorz ąd tym ludom, które zosta ły pozbawione ich si łą przez narody napastnicze” 11. 6 Zob. K. Kersten, Jałta w polskiej perspektywie , Londyn–Warszawa 1989; J. Karski, Wielkie mocarstwa wobec Polski 1919–1945 , Warszawa 1992; Historia dyplomacji polskiej , t. V, 1939–1945, red. W. Michowicz, Warszawa 1999. 7 L.C. Gardner, Strefy wp ływów. Wielkie mocarstwa i podzia ł Europy. Od Monachium do Ja łty, tłum. H. Górska, Warszawa 1999. 9 L.C. Gardner, op. cit. 10 M. Dijlas, Rozmowy ze Stalinem , Paryż 1962, s. 87. 11 Teheran–Jałta–Poczdam. Dokumenty konferencji , wyd. 2, Warszawa 1972, 8 Zob. O. Rżeszewskij, Wojna i dipłomatija. Dokumienty i kommentarii (1941– –1942), Moskwa 1997. s. 205. 24 Z kolei w rozdziale VI Komunikatu z Konferencji Krymskiej ci sami sy- gnatariusze stwierdzali „wspólne pragnienie ujrzenia Polski państwem sil- nym, wolnym, niepodległym i demokratycznym”12. Ale Stalin nie przywią- zywał znaczenia do tego typu deklaracji i już od czerwca 1942 r. tłumaczył swojemu najbli ższemu wspó łpracownikowi Wiaczes ławowi Mo łotowo- wi, że o przyszłości – w tym także Europy Wschodniej – zadecydują wyni- ki wojny13. Prócz tego zna ł wypowiedzi Roosevelta i Churchilla z lutego 1945 r., że podpisana przez obu polityków w sierpniu 1941 r. Karta Atlan- tycka to jedynie „pi ękna idea” lub „gwiazda przewodnia” 14. Nie przej- mując się więc Kartą, Stalin ju ż od lata 1944 r. zajmował się wcieleniem w życie swojego „aksjomatu”. Wróćmy jednak do porównań. Program Wilsona zapowiadał niezawi- słość nie tylko Polski, lecz także narodów monarchii habsburskiej. „Aksjo- mat Stalina” – zreszt ą z przyzwolenia Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – państwom Europy Środkowej i Wschodniej gotował i narzucał zależność. W niebywale korzystnej dla sprawy polskiej koniunkturze międzyna- rodowej zaczęło się na przełomie października i listopada 1918 r. tworze- nie zrębów państwowości polskiej, które od 11 listopada, ju ż pod wodzą Józefa Piłsudskiego, nabrało gwałtownego przyśpieszenia15. Na początku 1919 r. Polska miała już swoje władze najwyższe: Naczelnika Państwa (od 22 listopada), rz ąd, sejm, sformowała siły zbrojne oraz pierwsze ogniwa władz administracyjnych i, cho ć nie mia ła jeszcze wytyczonych granic, pojawiła się znów na mapie politycznej Europy jako państwo suwerenne. Jego terytorium i granice ukszta łtowały się do 1922 r. w nast ępstwie traktatu wersalskiego, plebiscytów, zwyci ęskiej wojny z Rosj ą Lenina i zawartego z nią traktatu ryskiego. Wschodnie granice uznane zostały osta- tecznie przez Radę Ambasadorów zwycięskich mocarstw 15 marca 1923. Kształt terytorialny II Rzeczypospolitej częściowo formowały więc w Pa- ryżu wielkie mocarstwa, ale z istotnym udział em Polaków, by wspom- nieć choćby świetne exposé Romana Dmowskiego wygłoszone 29 stycznia 1919 r. na posiedzeniu alianckiej Rady Najwyższej i zabiegi Ignacego Pa- 12 Ibidem, s. 206. 13 Zob. F. Czujew, Sto sorok biesied c Mo łotowom, Moskwa 1991; O. R że- szewskij, op. cit. 14 Zob. W.F. Kimball, Roosevelt, Churchill i II wojna światowa, tłum. O. Zien- kiewicz, Warszawa 1999. Piłsudski, Wrocław 1995. 15 Zob. A. Garlicki, Józef Piłsudski, wyd. 3, Warszawa 1988; W. Suleja, Józef 25 derewskiego16. Wielki był też własny, suwerenny i decydujący o wyniku wysiłek samej Rzeczypospolitej w wykreśleniu granic wschodnich. W trwa- jącym nadal sporze o rolę czynników sprawczych w tym procesie decydu- jącą rolę przypisuję jednak koniunkturze międzynarodowej. Natomiast cał- kowicie niezawisłym od sił zewnętrznych i w pełni samodzielnym dziełem był ustrój odbudowywanego państwa. Jego władze prowadziły też w pełni niezależną politykę zagraniczn ą. Ale i w tym przypadku nie sposób nie zauważyć znaczenia swoistego parasola bezpieczeństwa, jaki rozpostarł nad sprawą polską w końcowej fazie I wojny światowej i początkami odbudo- wy suwerennego państwa polskiego program prezydenta Wilsona. Natomiast w latach 1944–1945 podobnego parasola nad sprawą Pol- ski zabrakło. Nie zdołali go otworzyć Roosevelt i Churchill, bo zabrak ło im koniecznej woli politycznej wynikaj ącej z kompleksu mniejszego ni ż Armii Czerwonej wkładu w zwycięstwo nad Trzecią Rzeszą ich własnych sił zbrojnych, kompleksu, który z kolei leżał u podstaw polityki uległości wobec żądań Stalina. Tym razem koniunktura międzynarodowa dla możli- wości realizacji programu polskich w ładz konstytucyjnych przywrócenia Polski wolnej, całej i niezawisłej, w porównaniu do roku 1918, kiedy roz- strzygała się sprawa polska, ukształtowała się wyjątkowo, wręcz tragicz- nie niekorzystnie. Nawet obecność polityków podobnej miary co Piłsudski i Dmowski – a takich w latach 1944–1945, jak wiadomo, zabrakło – nicze- go by nie zmieniła. Czy więc Polska wyłaniająca się z II wojny światowej musiała być zupełnie inna niż ta, jaka formowała się u schyłku roku 1918? Zdającemu sobie sprawę z trudności w udzieleniu naukowo poprawnej od- powiedzi Wojciechowi Wrzesińskiemu wydaje się, że „w ówczesnej glo- balnej sytuacji politycznej szansa na inne usytuowanie Polski po II wojnie światowej była znikoma”17. Szanując ten wyważony pogląd, pozwolę sobie wyrazić własny: alternatywnej a zarazem realnej szansy w ogóle nie było. Na nic zdały się wysiłki polityczne podejmowane na gruncie anglosa- skim przez polskie w ładze konstytucyjne, licz ący się wkład Polskich Si ł Zbrojnych na Zachodzie, działania polskiego państwa podziemnego i jego wojska, tj. Armii Krajowej, hekatomba powstania warszawskiego. Rozwią- zanie sprawy Polski zmierzało w przeciwstawnym kierunku i to co naj- mniej od konferencji tehera ńskiej zarówno w przedmiocie jej granic, jak i charakteru politycznego przysz łej władzy i zakresu suwerenno ści. Ule- 16 Zob. R. Wapiński, Roman Dmowski , Warszawa 1988; idem, Ignacy Pade- rewski, Warszawa 1999. 17 Do niepodleg łości 1918–1944/1945–1989. Wizje–Drogi–Spe łnienia, red. W. Wrzesiński, Warszawa 1998, s. 12. 26 głość Roosevelta i Churchilla wobec polityki Stalina by ła coraz większa, a kiedy na mocy jego decyzji komuniści powołali w Moskwie 21 lipca 1944 Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli namiastkę alternatywnego rządu, którą Hilary Minc, a więc jeden z jego liderów, nazwał na początku października „chuderlaw ą szkapą, któr ą trzeba ci ągnąć za ogon”, wr ęcz Idiotenregierung18 sięgała apogeum. W ko ńcu lipca obaj przywódcy an- glosascy zgodnie poprosili Stalina, by przyj ął w Moskwie polskiego pre- miera Stanisława Mikołajczyka i doprowadził do „jakiejś fuzji” rządu RP i Komitetu19. Stalin mógł triumfować. Sojusznicy powierzali mu misję roz- jemcy z wyrazami nadziei, iż zdoła on doprowadzić do utworzenia jedne- go, zjednoczonego ośrodka polskiej władzy państwowej. Tym samym Anglosasi, a przede wszystkim najbardziej angażujący się w sprawę Polski Churchill, przyznawali, że wszystkie starania, by w spo- sób zbliżony do brytyjskiego punktu widzenia rozwi ązać polski węzeł20, powodzenia nie przyniosły. Latem 1944 r. brytyjski premier i amerykański prezydent – zresztą od dłuższego już czasu – zdawali sobie sprawę, że niemal wszystko zależało od woli Stalina i chc ąc nie chc ąc godzili si ę z tym stanem rzeczy 21. Jak zauważył niemiecki historyk Jost Dülffner, polityka Roosevelta i Churchil- la wobec Polski podporządkowana była prymatowi dobrych stosunków ze Związkiem Radzieckim22. W ten sposób w rękach Kremla znalazły się nie- zbędne atuty w jego grze o Polsk ę, czyli o zakres ograniczenia jej suwe- renności i rodzaj powiązań z ZSRR, a więc realnego wymiaru „aksjomatu Stalina”. Tymczasem w połowie 1944 r. rozstrzygał się ostatecznie dylemat, czy Polska pozostanie częścią zdominowanego przez Anglosasów Zachodu, czy też stanie się częścią radzieckiego Wschodu. Przegrana Niemiec by ła już przesądzona i stąd też dla ogromnej większości Polaków problem sprowa- 18 Zob. Protokoły posiedze ń Biura Politycznego KC PPR 1944–1945 , oprac. A. Kochański, Warszawa 1992. 19 Korespondencja Przewodnicz ącego Rady Ministrów ZSRR z Prezydentem Stanów Zjednoczonych i Premierem Wielkiej Brytanii w okresie Wielkiej Wojny Narodowej 1941–1945 , Warszawa 1960, t. I, s. 245; t. II, s. 148. Churchill infor- mował wówczas Roosevelta, że „d ążymy do jakiego ś rodzaju fuzji”. Cyt. za: K. Kersten, Narodziny systemu w ładzy. Polska 1943–1947 , Poznań 1990, s. 61. 20 Szerzej na ten temat zob. E. Duraczyński, Rząd polski na uchodźstwie 1939– –1945, Warszawa 1993, passim. 21 L.C. Gardner, op. cit., passim; W.F. Kimball, op. cit., passim. 22 Powstanie warszawskie 1944 , praca zbiorowa pod red. S. Lewandowskiej, B. Martina, Warszawa 1999, s. 165. 27 dzał się głównie do tego, czy zwyci ęstwo aliantów będzie też triumfem polskiego programu odbudowy Polski całej, wolnej i niezawisłej, zgodnie z zasadami Karty Atlantyckiej . Dla Roosevelta i Churchilla ta kwestia nie należała do priorytetowych. Co się zaś tyczy Stalina, podzielam pogląd niemieckiego historyka Klausa Zernacka, że sprawa Polski była „najwy- raźniej kluczowym punktem polityki zachodniej Kremla”23. Chciał ją roz- wiązać i rozwiązywał wedle własnego scenariusza. Również na paryskiej konferencji pokojowej w 1919 r. najwa żniejsi jej uczestnicy rozmaicie si ę na tematy polskie wypowiadali, kieruj ąc się własnymi interesami, uprzedzeniami i scenariuszami, ale w porównaniu z bezwzględną i brutalną grą Stalina w latach 1944–1945, depczącego bez jakichkolwiek zahamowań uznane przecież przez Moskwę oparte na Kar- cie Atlantyckiej zasady Narodów Zjednoczonych, były to niemal niewinne igraszki dyplomatyczne. Z tym jednak, że forsując swoją wizję powojen- nej roli ZSRR i tworząc przesłanki nowego układu stosunków w Europie Środkowej i Wschodniej nie napotykał silniejszego sprzeciwu Roosevelta i Churchilla. Dotyczyło to także najważniejszego państwa regionu, czyli Polski. Jej terytorium i granice bez poważniejszych sporów Stalin określił wspólnie z Anglosasami w ciągu 20 miesięcy na kolejnych konferencjach w Teheranie, Jałcie i w Poczdamie. Proces formowania się kształtu teryto- rialnego Polski trwał więc krócej i inaczej niż po I wojnie światowej. O jed- nym z najistotniejszych wyznaczników statusu prawnomiędzynarodowego państwa zdecydowały trzy wielkie mocarstwa, z których tylko jedno, tj. ZSRR, stawało się za zgodą pozostałych dwóch hegemonem Europy Środ- kowej i Wschodniej. W 1919 r. zwycięskie mocarstwa swoimi decyzjami wspomagały proces wybijania się na niepodległość wielu narodów regio- nu, natomiast w 1945 r. tę drogę przed nimi zamykały. W 1922 r. terytorium pa ństwa polskiego liczy ło ponad 388 tys. km kw., czyli o 345 tys. mniej niż przed I rozbiorem 24. Nic też dziwnego, że w społeczeństwie polskim II Rzeczypospolitej niezadowolenie z uzyska- nych granic było spore, bowiem nadal wielu żywiło nadzieje przywrócenia historycznego terytorium sprzed 1772 r., choć jak zauważył Wojciech Wrze- siński, „niezadowolenie było dużo mniejsze niż satysfakcja z odzyskanej niepodległości”25. Jednakże w miarę upływu czasu liczba niezadowolonych 23 K. Zernack, Polska i Rosja. Dwie drogi w dziejach Europy , tłum. A. Ka- packi, Warszawa 2000, s. 559. 24 Historia Polski w liczbach. Ludno ść. Terytorium, red. Kubiczek et. al.,War- szawa 1993. 25 Do niepodleg łości, op. cit., s. 25. 28 malała, a u schy łku II wojny światowej nienaruszalno ść granic sprzed 1 września 1939 polskie władze konstytucyjne i państwo podziemne utoż- samiały z atrybutem suwerenności państwa. Niezawisłość utrwalić miał istot- ny, postulowany przez nie przyrost terytorium na północy i zachodzie. W 1946 r. obszar państwa wynosił nieco ponad 311 tys. km kw., czyli w stosunku do 31 sierpnia 1939 r. był mniejszy o 77 tys.26. Zmianom gra- nic i zmniejszeniu terytorium towarzyszyło kolejne przesunięcie Polski ze wschodu na zachód. Geograficznie Polska po II wojnie światowej stała się częścią Europy Środkowej, ale geopolityczny wymiar tego przesuni ęcia miał zupełnie inny charakter. Jak pisała Krystyna Kersten: „Podział Euro- py wzdłuż Łaby przesądził o tym, że Rzeczpospolita znalazła się w strefie dominacji radzieckiej, a ster polityki polskiej przej ęli komuniści”27. Od siebie dodajmy, że okres od lipca 1944 do lipca 1945 r. oznaczał dla Polski pełną zależność od ZSRR, która tylko częściowo wynikała z faktu, że przez większość tego okresu jej ziemie były obszarem działań wojennych. W 1945 r. granice pa ństwa większość Polaków traktowała jako tym- czasowe i narzucone przez Moskwę, której Zachód nie mógł się wówczas przeciwstawić. Liczono jednak na zmianę tego niekorzystnego dla Polski układu sił. Utratę Wilna i Lwowa traktowano niemal w kategoriach kolej- nego rozbioru Polski i pozbawienie jednego z najważniejszych atrybutów suwerenności państwa. Tych i podobnych odczuć nie równoważyła naon- czas satysfakcja z uzyskania Olsztyna, Gda ńska, Szczecina i Wroc ławia, która z czasem stawa ła się udziałem coraz wi ększej części Polaków. Po upływie 20–30 lat od zako ńczenia II wojny światowej nowe granice za- chodnie chyba wszyscy traktowali już jako oczywiste i naturalne. W spo- sób znacznie bardziej skomplikowany i trudny przebiegał proces godzenia się z utratą Kresów Wschodnich, który dziś uznać chyba można za zakoń- czony. Sądzę, że tempo obu procesów wi ązało się w ogromnej mierze ze świadomą lub tylko bierną akceptacją statusu Polski jako państwa o ogra- niczonej, ale jednak rozszerzaj ącej się suwerenności, a ich zakoń czenie z odzyskaniem pełnej na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Problem granic jako składnika suwerenności państwa łączył się ściśle z ich bezpieczeństwem i społecznym poczuciem trwałości. Państwa Euro- py Środkowo-Wschodniej, jakie wy łoniły się z I wojny światowej, nie mogły być pewne ani jednego, ani drugiego. Poszukiwa ły więc różnych 26 Historia Polski w liczbach , op. cit. 27 K. Kersten, Warianty polityki polskiej: rok 1944 , w: Polska 1944/1945– –1989, „Studia i materia ły” 1995, nr 1, s. 61. 29 sposobów gwarancji bezpieczeństwa własnych obszarów państwowych28. Czyniła to również Polska, której dwie najważniejsze granice: z Niemcami i ZSRR nie mogły uchodzić za trwałe29. Moskwa i Berlin, mimo podpisa- nych z Polską układów i deklaracji, w rzeczywistości nie zamierzały wy- rzec się rewizji granic ze swoim sąsiadem. Inaczej rzecz się miała po II wojnie. Podział polityczny Europy na strefy wpływów dwóch supermocarstw, niosąc ze sobą dla wschodniej części kon- tynentu wielość negatywnych skutków cywilizacyjnych, umacniał jednak bezpieczeństwo granic państw bloku radzieckiego, przy całej ich zależno- ści od hegemona. Polskie granice z 1945 r. od dłuższego już czasu są sta- bilnym elementem porządku terytorialnego współczesnej Europy. W tym sensie konsekwencje II wojny światowej przyniosły Polsce niewątpliwie wzrost poczucia bezpieczeństwa całości jej terytorium pa ństwowego, ja- kim nie cieszyła się ona ani – co oczywiste – w wieku XVIII, ani nawet w latach 30. XX w., kiedy w przeciwieństwie do czasów po roku 1945 była państwem w pełni suwerennym. Rozciągnięta nad Łabą żelazna kurtyna oddzieliła nowo powstałą europejską strefę dominacji radzieckiej od ukształ- towanego z czasem nowego geopolitycznego pojęcia Zachodu. Bipolarny układ30 i „zimna wojna”31 stały się najskuteczniejszą gwarancją trwałości granic pa ństwowych Polski powojennej, co na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz paradoksem historii. Rację ma jednak niewątpliwie Wrzesiński, pisząc, że „Powojenne granice Polski, wytyczone w interesie dominacji Związku Sowieckiego (...) w nowym układzie stosunków politycznych po rozpadzie systemu socjalistycznego służą interesom demokratycznej Pol- ski i stanowią dobrą gwarancję wysiłku we wspomaganiu polityki współ- pracy europejskiej. Historia powojennego pół wiecza [dziś ju ż ponad 60-lecia – przyp. E.D.] dowiod ła, że granice pa ństwowe Polski, wpraw- dzie wytyczone w warunkach nie sprzyjających, stały się czynnikiem roz- woju wewnętrznego Rzeczypospolitej i stabilizacji stosunków mi ędzyna- rodowych na kontynencie europejskim”32. I pomyśleć – dodajmy od siebie 28 Zob. H. Batowski, Między dwiema wojnami: 1919–1939. Zarys historii dyplomatycznej, Kraków 1988. Warszawa 1998. 29 Zob. Historia dyplomacji polskiej , t. IV: 1918–1939 , red. P. Łossowski, 30 Zob. W. Roszkowski, Półwiecze. Historia polityczna świata po 1945 , War- , wyd. 3, szawa 1997; A. Czubi ński, Europa XX wieku. Zarys historii politycznej Poznań 2000. 31 O niej ogromna literatura anglosaska, a ostatnio tak (zob. np. W. Malendowski, Zimna wojna, Poznań 1994). 32 Do niepodleg łości, op. cit., s. 30. że rosyjska i polska 30 – że granice Polski podyktowa ł Stalin polskim komunistom ju ż 26 lip- ca 1944, uzyska ł dla takich rozwi ązań akceptację Anglosasów w Ja łcie i w Poczdamie, tworząc z nich bardzo istotną część systemu jałtańsko-pocz- damskiego! Wróćmy jednak do tych przemyśleń, inicjatyw i tworzonych instytucji prawno-politycznych, które miały zapewnić Europie i światu wyniesienie w stosunkach międzynarodowych „prawa ponad siłę”. U schyłku I wojny światowej jednym z głównych twórców tej szlachetnej idei był amerykań- ski prezydent Woodrow Wilson. On też z kilkoma jeszcze politykami wy- sunął pomysł utworzenia Ligi Narodów 33. Rozpoczęł a ona dzia łalność w 1920 r., a wśród jej pierwotnych 44 państw członkowskich znalazła się i Polska. Miała zapewnić narodom pokój i bezpieczeństwo, zapobiegać woj- nom, dbać o przestrzeganie prawa międzynarodowego i zobowiązań między- narodowych. Artykuł 10 statutu Ligi (nosił nazwę Paktu) zawierał niezwy- kłej wagi zobowiązanie do poszanowania oraz ochraniania „przed jakąkol- wiek napaścią z zewnątrz całości terytorialnej i niezależności politycznej wszystkich członków Ligi”. Była to pierwsza w historii organizacja mi ę- dzynarodowa o charakterze globalnym, która brała
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sprawy polskie minionego wieku- szkice
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: