Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00241 004704 14459873 na godz. na dobę w sumie
Środowiskowy Dom Wariatów - ebook/pdf
Środowiskowy Dom Wariatów - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 97
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-4091-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Środowiskowy Dom Wariatów to książka, która ukazuje lokalne układy na szczeblach władzy i wykorzystywanie stanowisk kierowniczych do swoich prywatnych celów. Głównym bohaterem jest kierowniczka, która zarządza Środowiskowym Domem Samopomocy. Ośrodek jest bardzo czysty, schludny, zadbany, w dokumentach panuje ład i porządek, a pracownicy uśmiechają się do każdej odwiedzającej osoby i są niezwykle uprzejmi. Placówka jest wzorcowa, na zewnątrz. To, co doświadczyłam wewnątrz, będąc pracownikiem, nadawało się tylko do opisania i opublikowania.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

AGNIESZKA JAGIEŁŁO ŚRODOWISKOWY DOM WARIATÓW ISBN 978-83-272-4091-0 1 18 stycznia 2013 r. – piątek Środowiskowy Dom Samopomocy świecił pustkami. Zepsuł się samochód do przewozu uczestników i przyszło trzech z dwudziestu dwóch. Był Sławek, który jest solą w oku kierowniczki i Agnieszki, terapeutki z pracowni gospodarstwa domowego. Obie panie są od początku istnienia Domu. Twierdzą zgodnie, że Sławek jest obsesyjnie zakochany w kierowniczce i mają z tego powodu wielki ubaw. Często też manipulują nim, prowokując niezręczne sytuacje. Przyjechała Halina, która mieszka nie daleko kierowniczki i zabrała się z nią samochodem. Halina była nauczycielką, teraz jest po wylewie i ma orzeczenie o niepełnosprawności. Wyszywa haftem krzyżykowym i potrafi stworzyć naprawdę piękny obrazek z kolorowej włóczki. Przyszedł też Wiesław, który wczoraj pochował brata. Złożyłam mu wyrazy współczucia. Nawet nie wiedziałam, że za moimi plecami stała terapeutka Agnieszka, która zarzuciła mi, że zwariowałam, składając kondolencje Wiesławowi, który nigdy nie mówi „dziękuję”, nie zna słów „proszę” i „przepraszam”, i że jest chamem. Uspokoiłam jej wybuch złości, że przecież ktoś musi dawać przykład, że taka była powinność i potrzeba. Poszłam do swojej pracowni, naszykowałam Wiesiowi deseczkę do malowania ikony i farby akrylowe, a sama zajęłam się uzupełnianiem dzienników z pracowni plastycznej i stolarni. Prowadzę dwie pracownie jednocześnie, odkąd dwie ciężarne poszły na zwolnienie. Dokumenty też wypełniam podwójnie, i plany i harmonogramy też podwójnie. W kuchni kierowniczka z terapeutką Agnieszką „ćwiczyły” Sławka. Ania, terapeutka z pracowni krawieckiej przyglądała się widowisku. Ania jest na zastępstwo za Anetę, która w grudniu urodziła dziecko. - Sławek, od czego zaczyna się sprzątanie? – spytała podniesionym tonem Agnieszka - Ja wiem, ja wiem, no… od umycia zlewu i naczyń – odpowiedział Sławek. - No to do przodu! – wydała rozkaz kierowniczka. - Słyszałeś, na przód! – zawtórowała Agnieszka. - Już robię, chyba umyję najpierw naczynia? – niepewnie pytał Sławek. - No to myj! – krzyczały i śmiały się obie. Sławek umył naczynia, potem zmywarkę, kuchenkę, podłogi, blaty. Pot spływał mu po czole, kapał z czubka nosa, koszulkę miał już mokrą. Kierowniczka z Agnieszką siedziały na krzesłach przy wejściu do kuchni, ironizowały, dogadywały, wyśmiewały i poniżały Sławka, udowadniając mu, że nic nie wie i nic nie umie. Obserwowały i komentowały każdy jego ruch. Każdy moment niepewności i zawahania był dla nich inspiracją do śmiechu i cynicznych docinek. „Ćwiczenie” Sławka trwało cały dzień. 2 Sławek po porażeniu mózgowym nie był świadomy swojej sytuacji. Cieszył się, że jest w centrum zainteresowania, że obie panie poświęcają mu tyle uwagi, czuł się doceniony. 21 stycznia 2013 r. – poniedziałek Dziś były moje imieniny. Zaniosłam do pracy duże pudełko „Ptasiego Mleczka” i tort własnej produkcji z wiśniami, kremem arakowym i czekoladą. Po śniadaniu przyszła pijana Ela, uczestniczka z pracowni krawieckiej i alkoholiczka. Kierowniczka wypytała, gdzie piła, z kim piła, ile wypiła i z iloma spała. Po wyczerpaniu pytań kazała Eli przynieść z domu czyste majtki i wykąpać się. Śmierdziało od niej na odległość. Ela nie chciała się kąpać, miała ochotę na seks i słuchanie muzyki z telefonu. Puszczała na cały regulator „Weselny klimat”. Kierowniczka przyniosła z kuchni wałek do ciasta i ganiała Elę po korytarzu, krzycząc, żeby zdjęła majtki, że dogodzi jej wałkiem i seksu jej się odechce. Potem wymieniła wałek na banana. Ela poganiała się z kierowniczką, najadła się i wyszła z ośrodka. 22 stycznia 2013 r. – wtorek Bus zakopał się w śniegu i nie dojechał po uczestników. Kierowniczka zorganizowała terapeutom mycie drzwi, lamperii, parapetów, przesadzanie kwiatów itp. Niektóre sale operacyjne są bardziej brudne, niż nasz Środowiskowy Dom Samopomocy. 23 stycznia 2013 r. – środa Agnieszka, terapeutka z pracowni gospodarstwa domowego i kierowniczka pojechały po zakupy do miasteczka. Przywiozły puzzle, 3 tysiące drobnych jak paznokieć elementów dla umysłowo upośledzonych. Zaraz ustawiły stół na korytarzu. Kierowniczka siedziała przy nim cały dzień i bawiła się w układanie. W międzyczasie zrobiła dwa zakłady o czekoladki „Merci”, ze Sławkiem i z Tadeuszem, upośledzonym alkoholikiem. Była pewna, że nie ułożą obrazka. Sławek stał, przyglądał się zabawie. Pytając o coś, położył rękę na ramieniu kierowniczki. Ta zerwała się z krzesła z krzykiem, że ją obmacuje, zboczeniec. Kopnęła go w kolano i kazała się „odpierdolić”. Po południu zawołała Sławka i powiedziała, że puzzli nie musi układać, ale duże pudełko „Merci” musi kupić. Zakład to zakład. Lucjan śmierdział nieprawdopodobnie, a na dodatek posklejał taśmą izolacyjną rozwalonego buta. 3 24 stycznia 2013 r. – czwartek Lucjan wykąpał się zaraz po przyjeździe do ośrodka. Założył „czysty” garnitur, podziurawiony przez mole jak sito. Godzinę później spodnie miał mokre od moczu, którego nie trzyma i śmierdział dalej. Od rana kierowniczka atakowała Tadeusza i Sławka o „Merci”. „Ptasie mleczko” za 15 złotych jest „hujowe” – wyraziła opinię, bo kilka sztuk z moich imienin jeszcze zostało w pudełku. Widocznie nie przepada za „Ptasim mleczkiem”. Około południa przyszła pijana i bardzo nieświeża Ela. Biała kurtka była brązowa z brudu. Nadgryzła kiełbasę i kawałek udka, wypiła kawę, i zeszła do kotłowni na papierosa. „Weselny klimat” z telefonu rozbrzmiewał w ośrodku, a Ela tańczyła przy muzyce i zdejmowała po kolei to, co miała na sobie. Występom przyglądali się Wiesław, Tadeusz i Jacek. Ten ostatni jej naubliżał i musiał opuścić biesiadny lokal. Kierowniczka zadzwoniła po swoich kolegów z policji. Kiedy przyjechali, Eli nie było już w ośrodku, w domu rodzinnym też jej nie było. 4 25 stycznia 2013 r. – piątek Tadeusz przyniósł 20 złotych na kawę i bombonierkę dla kierowniczki. Nie ułożył 3 tysięcy puzzli i przegrał zakład. Agnieszka, terapeutka z pracowni gospodarstwa domowego jechała na zakupy i wzięła pieniądze. Przywiozła piętrową bombonierkę „Owoce morza”, którą kierowniczka schowała. Kazała Tadeuszowi kupić jeszcze kawę, bo z bombonierki nie zostało reszty. Sławek na polecenie kierowniczki przepisywał protokoły na moim komputerze i kiedy skończył, kierowniczka je wykasowała. Potem śmiała się, że nie umiał zapisać na dysku. Pisał od nowa. Kierowniczka powiedziała, że kupi sobie nowe puzzle, mniej elementów. 3 tysiące elementów spakowała do pudełka i schowała do szafy, nie ułożyła. 28 stycznia 2013 r. – poniedziałek Policja znalazła Elę, uczestniczkę z pracowni krawieckiej i alkoholiczkę i wspólnie z panią z Opieki Społecznej zawieźli ją do szpitala psychiatrycznego. śmierdział do izolacyjną. nieprawdopodobnie. Buty nadal były posklejane Kierowniczka wyciągnęła od niego 50 złotych, które miał w portfelu. Kupi mu nowe buty na targu. Lucjan do 18 lutego został bez pieniędzy. Lucjan miał kolan, taśmą zasikane spodnie aż Po południu kierowniczka bardzo skrupulatnie posprzątała moje biurko łącznie z szufladami. 29 stycznia 2013 r. – wtorek Protokoły, które Sławek przepisuje od kilku dni, kierowniczka wyrzuciła do śmieci. Sławek bezradnie krążył pół dnia po korytarzu i pytał o protokoły, których nie skończył przepisywać. Przy obiedzie o mało nie pobił Tadeusza, bo Agnieszka, terapeutka z pracowni gospodarstwa domowego, spytała Tadzia, czy zje dokładkę. Sławek się wściekł, że dla niego nie starczy, i że jego nie zapytała o dokładkę. Agnieszka śmiała się ze Sławka, że taki głodny. 30 stycznia 2013 r. – środa Kierowniczka od rana pucowała toalety w Środowiskowym Domu Samopomocy. Później pojechała z Agnieszką, terapeutką z pracowni gospodarstwa domowego po zakupy. Przywiozła puzzle 500 elementów. Znowu ustawiła stolik na korytarzu i razem z rehabilitantką Dominiką cały dzień układały obrazek. Po obiedzie kierowniczka poprosiła mnie i Anię, terapeutkę z pracowni krawieckiej, abyśmy posprzątały świetlicę. Ania odkurzała dywan, ja myłam podłogę. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tragikomizmu sytuacji. Ja, oligofrenopedagog z wypiętym zadem, jadę szmatą na kiju podłogę, a nasi 5 uczestnicy, którzy w planach miesięcznych mają terapię prac porządkowych, leżą na świetlicowej kanapie i oglądają telewizję. Kiedy dojechałam szmatą w ich okolice, podnieśli w górę nogi, uśmiechając się do mnie współczująco. 31 stycznia 2013 r. – czwartek Sławek przyniósł „Merci” i bez słowa położył na biurku kierowniczki. Wydarła się na niego, że powinien powiedzieć „proszę”, że jest niewychowany i chamski. Kłócili się jakąś godzinę. Kierowniczka poprosiła mnie, żebym dała mu pracę, aby zszedł jej z oczu. Obecnie robię stroiki wielkanocne, dałam więc Sławkowi brzozę do cięcia w stolarni, na podstawki pod stroiki. Potem wzięłam go do pracowni plastycznej i robił kurczaki z włóczki. 1 lutego 2013 r. – piątek Rano, przy herbacie kierowniczka miała do mnie pretensje, że dałam Sławkowi zajęcie w pracowni stolarskiej, że on tylko potrafi niszczyć i psuć, i że do niczego się nie nadaje. Ja byłam zadowolona, bo Sławek wyciął mi na stroiki kilka ładnych podstawek i nic jakoś nie zepsuł. Pielęgniarka otworzyła czekoladki od Tadeusza, uczestnika, który przegrał zakład z kierowniczką. Kierowniczka i pielęgniarka śmiały się, czy da się Tadeusza wkręcić jeszcze w jakiś zakład. Puzzle 500 sztuk udało się ułożyć kierowniczce i rehabilitantce Dominice. Od poniedziałku będą próbowali uczestnicy. 4 lutego 2013 r. – poniedziałek Halina, uczestniczka z pracowni krawieckiej przez cały miesiąc wyszywała haftem krzyżykowym portret konia. Powiedziała kierowniczce, że chce go kupić dla swojego syna, który bardzo lubi konie, a niedługo ma urodziny. Dzisiaj rano zapłaciła za swoją ręczną robótkę 150 złotych. Kierowniczka śmiała się, że gdyby Halina wyszyła dla siebie, byłoby taniej. Panie z Urzędu Gminy i Opieki Społecznej dostają za darmo wyszywane obrazki. Nawet po kilka sztuk zabierają do domu. Kierowniczka ma hojną rękę dla wybranych, poza tym musi dbać o swój etat i dobre stosunki z władzami zwierzchnimi. Po obiedzie pielęgniarka i kierowniczka zawołały do pokoju zabiegowego Jacka, uczestnika umiarkowanie upośledzonego. Dopytywały, co jego siostra wyjęła z kieszeni jego spodni. - „Prezetywę” – powiedział Jacek. - A co się z tym robi? – spytała kierowniczka. - Gdzie się to zakłada? – poprawiła pytanie pielęgniarka. - O co wam chodzi? – zdenerwował się Jacek. - No, co z tym zrobisz? – dopytywały obie. - Napełnię – odpowiedział Jacek. - Czym napełnisz? – pytały. 6 - „Permą” – tłumaczył Jacek. - Załóż sobie na rękę, najlepsza baba, to własna graba – śmiała się kierowniczka. - A wiesz jak się zapładnia krowy? – spytała pielęgniarka. - Weterynarz zapładnia krowy – powiedział Jacek. - Ale, jak? – dopytywała kierowniczka. - Zakłada rękawice i wsadza krowie całą rękę w dupę – wyjaśnił Jacek. - A ty jak zapładniasz? – pytała pielęgniarka. - Zakładam „prezetywę” i napełniam – powiedział Jacek. - To zabiorą ci całą rentę na alimenty – uświadamiała pielęgniarka. - Nie zabiorą. Ochajtam się – powiedział Jacek. - A masz dziewczynę? – spytały. - Szwagier mi przywiezie z Ukrainy – wytłumaczył Jacek i uciekł z pokoju zabiegowego. 5 lutego 2013 r. – wtorek Agnieszka, terapeutka z pracowni gospodarstwa domowego jest drugi dzień na urlopie. Od grudnia nie wyleczyła grypy i powiedziała kierowniczce, że musi się wykurować. Zwolnienia lekarskiego nie chciała brać z powodów finansowych. No i dzisiaj, podczas jej nieobecności nadarzyła się okazja do kilkugodzinnej debaty na jej temat. Agnieszka we wrześniu wyprowadziła się od męża, zabierając ze sobą dwóch dorastających synów, bliźniaków. Krótko wynajmowała pokoik, potem dostała od rodziny mieszkanie po babci. W pracy często płakała i użalała się, że zostawiła mężowi dwudziestoletni dorobek życia. Rozwodu jednak nie planowała i o alimenty też nie chciała wystąpić. Mąż przyłapał jednego z bliźniaków na paleniu (tak przynajmniej mówiła nam Agnieszka) i chciał umieścić go w internacie. W stosunku do Agnieszki był tyranem i despotą. On w małżeństwie decydował, on stawiał warunki i wyznaczał granice. Nie wolno było Agnieszce nosić spódnic, malować ust, po pracy miała wyznaczony czas na dojazd do domu. Dzwonił do niej kilka razy w trakcie pracy, w drodze do pracy i z pracy. Był wyczulony na każdego mężczyznę, który na Agnieszkę spojrzał lub coś do niej powiedział. Przed świętami Bożego Narodzenia Agnieszka miała nadzieję, że mąż dla niej się zmieni, że zaakceptuje swoich obydwu synów, że wrócą do siebie. Tak się nie stało. Dwa dni urlopu, które teraz wzięła, miała przeleżeć w łóżku. Z soboty na niedzielę pracowała całą noc w restauracji. Nad ranem przyjechał po nią mąż i zabrał do siebie. W niedzielę po południu byli razem na kuligu. Agnieszka jeszcze tego nie wie, że cała okolica już wie, że potajemnie spotyka się z mężem. Tyle ciekawych historii można dowiedzieć się od pielęgniarki i od pana Tomka, który pracuje z mężem Agnieszki w Urzędzie Gminy. Pan Tomek przyjechał dzisiaj do kierowniczki na kawę. 7 6 lutego 2013 r. – środa Rano bus przywiózł pierwszych uczestników i przy drugim kursie urwał koło na dziurze w asfalcie. Należało siedzących w busie uczestników rozwieźć do domów. Kierowniczka miała swój samochód w naprawie. Pojechała Ania. Zasikanego Lucjana wiozła na worku foliowym, przy uchylonym oknie i na wdechu. Od czasu do czasu wystawiała głowę za okno, by zaczerpnąć powietrza. Kierowniczka w tym czasie wezwała policję w celu sporządzenia protokołu. Ma nadzieję dostać odszkodowanie. Bus pojechał na lawecie do warsztatu. Agnieszka, terapeutka z pracowni gospodarstwa domowego przyszła dzisiaj do pracy odmieniona. Brwi miała ładnie wyprofilowane, włosy obcięte i ufarbowane, nowe buty na nogach. Unikała spojrzeń i kontaktów. Skupiona była cały dzień nad dziennikami. 7 lutego 2013 r. – „tłusty czwartek” Uczestnicy przyjechali wynajętym Mercedesem, w którym z szyberdachu kapała woda na siedzenia. Tadeusz, uczestnik z pracowni stolarskiej miał mokre spodnie na pupie. Do obiadu stał oparty o kaloryfer. Po śniadaniu były wydzielane pączki według listy, kto za ile zapłacił, tyle dostał. Niektórzy nie mieli pieniędzy, więc obeszli się smakiem. LISTA NA PĄCZKI Józio - 1 Jacek - 1 1. 2. Sławek - 3 3. Henio - 0 4. Ryszard - 3 5. Halina - 1 6. Lucjan - 1 7. 8. Tadeusz - 2 9. Janek - 2 10. Asia - 0 11. Halinka - 1 12. Dorotka - 1 13. Ela - 0 14. Albert - 1 15. Wiesław - 1 16. Kasia - 0 17. Wiesław - 2 18. Marta - 1 19. Janek - 1 8 20. Andrzej - 1 PRACOWNICY 1. Pani Kierownik - 5 2. Agnieszka - 1 3. Agnieszka - 1 4. Ania - 2 5. Dominika - 1 6. Paulina - 2 7. Księgowa - 1 Henio, uczestnik z pracowni gospodarstwa domowego wyrzucił do śmieci potrawkę ze schabu w zalewie czosnkowej. Stała na blacie przygotowana dla wszystkich na obiad. Henio myślał, że to pomyje. Józio, uczestnik po wieloletnim więzieniu opowiadał mi historie ze swojego życia. W wieku 12 lat trafił do poprawczaka. Później odsiadywał kary w więzieniach. Przerwy na wolności nie trwały dłużej, niż miesiąc, półtora. Bardzo lubił bawić się bronią, szczególnie „kałachami”. Gdy strzelał ogniem ciągłym, trzymał „kałacha” od góry, żeby nie podbijało. Często kładł na taczkę bombę lotniczą i chodził od domu, do domu. Pytał, czy ma odpalać, czy wolą mieć spokój za cenę butelki wódki. Wszyscy dawali na „flaszkę”. Policji się nie bał, bo gdy jechał z kumplami na „włam”, eskortował ich z przodu radiowóz. Znajomości miał wszędzie. A z tej bomby lotniczej to całkiem nieźle zarabiał. Józio miał kobiet dużo, ale jedna z nich nie była mu wierna. Któregoś dnia sporo wypił i posłał jej serię z „kałacha”. Na trzeźwo by tego nie zrobił, a że był mocno pijany, zapomniał załadować naboje i kobieta się tylko „troszkę” przeraziła. Jej córka, która była świadkiem tej sytuacji, doniosła na policję. Za to też siedział. Kilka dni przed wyjściem na wolność zrobili mu w więzieniu szczegółowe badania. Miał jeszcze wtedy silny i zdrowy organizm. Dostał zastrzyk, który miał spowodować zanik pamięci. Józio mówi, że wtedy nic nie pamiętał i nikogo nie poznawał. Teraz powolutku przypomina sobie to i owo. Za dwa lata kończy „odsiadkę” jego dobry kumpel i wspólnik od kradzieży samochodów. Józio czeka na ten dzień, ale szaleć już nie będzie. Nie to zdrowie. Józio jest po kilku poważnych operacjach. Ma sztuczne biodro, szyny w prawej nodze, w kilku miejscach szytą głowę. Kilka lat temu miał ciężki wypadek. Naćpany prowadził ciężarówkę. Gdy strażacy rozcięli auto, żeby go wydostać, miał 40 utraty krwi. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Obudził się po pół roku. Wiele miesięcy leżał w szpitalu psychiatrycznym. Józio stwierdził, że lepiej udawać wariata i mieć spokój. 9
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Środowiskowy Dom Wariatów
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: