Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00480 006686 14292055 na godz. na dobę w sumie
Stan wyzwolenia - ebook/pdf
Stan wyzwolenia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 99
Wydawca: Wydawnictwo e-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-78-4 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Stan wyzwolenia to historia byłej opozycjonistki, która już dawno zrezygnowała z działalności politycznej, i chce tylko spokojnego życia 'za zasługi'. Niestety, przez przypadek wchodzi KOMUŚ w drogę, i zaczynają się kłopoty, które niszczą powoli całe jej życie. Mimo ogromnego doświadczenia, pieniędzy, znajomości nie może się obronić przed nieznanymi sprawcami... Uratuje się, ale nie wygra, bo trudno jest  walczyć z 'ns'.
Warto poświęcić trochę czasu na opowiadanie dotyczące trzydziestu lat naszej historii, chociaż duża część Stanu wyzwolenia, zwłaszcza ostatni rozdział 'Siwi, trzydziestoletni...' to już nie historia, ale podsumowanie dzisiejszych problemów młodych ludzi; problemów, które najłatwiej jest wysłać za granicę. I krzywa rośnie.


W czasach totalnej, politycznej wścieklizny i potopu informacji trudno znależć chwilę na podsumowanie poprzednich lat; choćby na krótką refleksję o wydarzeniach starszych niż te, sprzed kilku dni. A to, że dzisiejsze problemy wiążą się z pewnymi, niedokończonymi zmianami... kto by się nad tym zastanawiał. Muszę już kończyć. Zaraz będą 'Wiadomości'.

Autor 

 

Jarosław Matusiak

Dobry rocznik 1969; agent (tylko ubezpieczeniowy, nie pracujący już w takich miejscach...)
Były dziennikarz, i scenarzysta telewizyjny, radiowy; czekający, w kolejce na swój film - normalny, nie offowy. W 'prozie' debiutant.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jarosław Matusiak SS TT AA NN WW YY ZZ WW OO LL EE NN II AA Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 3 © Copyright by Jarosław Matusiak e-bookowo projekt okładki: e-bookowo ISBN 978-83-62480-78-4 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie II poprawione 2011 Wydanie I Wydawnictwo Libenter.pl 2010 www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 7 Obudziła się i trochę z obowiązku włączyła telefon. W zasadzie zwykły, solidny dziennikarz nie powinien go w ogóle wyłączać, ale ona, Matka-Założycielka pierwszej prywatnej, to znaczy niepublicznej stacji radiowej w mie- ście stała zbyt wysoko, żeby c z u w a ć jak zwykły re- daktor. Nikt od niej tego nie wymagał. I tak byli zdzi- wieni, że po tylu latach i zasługach przyszła do zwykłej pracy redakcyjnej i nie chciała złapać się gdzieś do za- rządu, na prezesa; co tylko by sobie wymarzyła. Dla niej było tu wszystko. A ona kolejny raz pokazała klasę. Wró- ciła do szarej, dziennikarskiej piechoty. Miała oczywiście mniej obowiązków i pracowała w zasadzie dla przyjem- ności. Nie musiała latać z wywieszonym językiem i pa- trzeć w kalendarz, odliczając dni do Matki Boskiej Pie- niężnej. Tak naprawdę niewielu jest prawdziwych fre- elancerów, ale bez żadnych wątpliwości była jednym z nich. Wykorzystując jej znajomości i mocną pozycję w dra- bince towarzyskiej, zarząd i naczelny „jej” radia poprosi- li, „czy może pani, jeśli to pani odpowiada... stworzyć program dyskusyjny, w którym inne osoby z życia pu- blicznego przedstawią swój punkt widzenia; podzielą się z nami na aktualne oraz inne...” Pewnie, że mogła. Dla ukochanej „betki” wszystko. Spotkania z innymi vajperami to była właściwie cała jej praca. Dla lokalnej stacji ciągłe wywiady ze sławnymi ludźmi to był po prostu hit! I żyła złota przy okazji. www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 8 Normalnie mogliby sobie o tym tylko pomarzyć, a dla niej to był mały pikuś. „Program dyskusyjny”, jak przeczuwała, szybko zmieniał się w zwyczajne pogaduchy ze starymi znajo- mymi z wielkiej i mniejszej polityki, biznesu, innych me- diów. Było to dla niej o tyle łatwe, że bez trudu mogła ich znaleźć – prawie się nie zmieniali przez te wszystkie lata. Ciągle widziała te same twarze na przecinaniu wstęgi lub przyjęciach z każdej okazji. Czasami zaskakiwali ją zu- pełnie innym, ciekawym stanowiskiem w nowym urzę- dzie lub nową nazwą partii, ale dosyć szybko przestała zwracać na to uwagę albo komentować, skoro innym to nie przeszkadza przez tyle lat i cały czas ich wybierali... widocznie są ważniejsze sprawy dla ludzi. Zresztą, i tak niespecjalnie się interesowała sytuacją w kraju, bo jakoś nie ciągnęło wilka do lasu... Miała już dosyć polityki. Dziesięć lat opozycji, pięć przy władzy... wystarczy. Po- dróżowała. To było jej marzenie, które, wyposzczona przez komunę, miała zamiar realizować do końca życia. Teraz na jakiś czas wróciła, tak dla odmiany, chociaż nie miała żadnych konkretnych planów. „Jej” stara rozgło- śnia cały czas istniała. Prosili, żeby rozmawiała, to... rozmawiała, a że Polskę znowu wpuszczono do Europy, więc przy okazji chciała zobaczyć, co się dzieje. *** www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 9 Mecz naszych zawodników skończył się sukcesem, więc było co opijać, a teraz... niechętnie, ale sięgnęła po alkaprim. Nie było aż tak źle, żeby brać coś mocniejszego albo wzywać lekarza, żeby przepłukał krew, ale i tak sporo wypiła jak na jej możliwości. Ledwie zdążyła włączyć telefon, usłyszała sygnał. Dzwonił naczelny, młody chłopak, Olivier. Już z kilku pierwszych słów, przerywanych dziwnymi pauzami, dowiedziała się, że coś jest nie tak z jej informacją i musi „w tej chwili... to znaczy... proszę natychmiast zapoznać się z brukowcami, a następnie, w miarę swoich możliwo- ści, szybko przyjechać”. Szybko? Natychmiast? Chciała go poprawić, że mówi się bulwarówki, ale by- ła tak zdziwiona ostrymi uwagami, że... Do tej pory nikt sobie na to nie pozwolił, więc coś jednak musiało się wy- darzyć. Kac minął błyskawicznie. Zapomniała już o no- tatce, a właściwie nie za bardzo sięgała pamięcią do ostatniej, szampańskiej nocy. Raczej zaciekawiona, a nie przestraszona, pojechała do radia. *** Przypomniała sobie wszystko, jak tylko wzięła do ręki cuchnące jeszcze drukarnią świeże gazety. Na okładce były, jak zwykle zresztą, wielkie tytuły: „Ksiądz zbocze- niec”, a drugi tytuł był jeszcze lepszy: „Kolejny ksiądz www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 10 zboczeniec”, a obok nich różne zdjęcia – podarte lalki we właściwych pozycjach, rozwinięta prezerwatywa, roz- rzucone zabawki... Zwykłe etykiety zastępcze, typowe dla takich sytuacji. Było jasne, że sprawa jest świeża i fo- toreporterzy nie zdążyli jeszcze dojechać na miejsce i cyknąć kilka fotek podejrzanemu, więc były tylko stan- dardowe „gadżety”. Także standardowe nierozwinięcie tematu z braku szczegółowych informacji było zastąpio- ne danymi na temat pedofilii w Polsce. Krótko mówiąc, każda z redakcji zdawała sobie sprawę, że musi uprze- dzić konkurencję, więc nie miała wyjścia. Brak szczegó- łów zastąpiono czymkolwiek. Niestety, wszyscy powoływali się na nich: Radio Beta podało, poinformowało; odkryło wielką aferę, itd. Fakt, to mało przyjemne. Zawsze lepiej powoływać się na in- nych, zasłonić plecami, ale... nie widziała w tym nic szczególnego. To ma być powód, żeby robić problem od samego rana? W ich „znajomym” brukowcu, „Expresie”, znalazła jednak zdanie, że „informacja pochodzi z najlepszych źródeł” Radia Beta FM. Na tyle jeszcze miała dziennikar- skiego nosa, żeby wyłapać takie szczegóły, ale to mógł być przypadek. Inna sprawa, że „Expres” miał więcej informacji, a konkurencja po prostu im podkradła trochę wiadomości przez swojego kreta, a jeśli tak... to aferę za- częli jej koledzy! Z drugiej strony przecież nie mogła im zabronić „podkręcania” dobrych tematów. To był raczej www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 11 obowiązek, więc trudno się czepiać. Nikt pewnie nawet nie spytał, kto przyniósł informację. Tak, teraz zrobiło jej się nieprzyjemnie ciepło. Parose- kundowy niusik z radia zazwyczaj rozpuszczał się w pamięci jeszcze szybciej niż w eterze, jednak dobrze wiedziała, że ludziska cały czas bardziej wierzą w „pisa- ne”. To dobrze, oczywiście, ale akurat w tym przypadku dla niej niedobrze. Łatwo rozpuszczalna radiowa infor- macja na papierze – ze zdjęciami, długimi analizami – zamieniała się w aferę, i to jaką! Tylko, dlaczego akurat teraz... i od razu na pierwsza stronę? „Wołami” więk- szymi od tytułu gazety, i z jeszcze większym zdjęciem. Wtedy po raz pierwszy, szybko odrzucając groźną myśl... ale zastanowiła się, czy przypadkiem ktoś jej nie wrabia? Tylko, kto i dlaczego? Dopiero teraz zaczęła so- bie przypominać, skąd wytrzasnęła tego księdza, ale czu- ła jeszcze bardzo miłą i długą noc, zakończoną podwój- nym, sportowym zwycięstwem. Nie tylko nasza drużyna była wczoraj w dobrej formie. Zadzwoniła po taksówkę. *** Jadąc do redakcji, cały czas zastanawiała się, co było nie tak z jej niusem. Nie bała się rozmowy z naczelnym, bo to nie pierwsza wpadka. Mimo tego, że wyraźnie od- stawała od innych, to wiedziała... znała swoją siłę. Była prawie pewna, że Olivier nie spróbuje nawet krzyknąć www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 12 czy bluzgać, jak to robił z innymi dziennikarzami. Nie odważy się podskoczyć. On był tylko naczelnym – ona gwiazdą, autorytetem, drogowskazem i czym tylko chciała, co niektórych, nawet tych z zarządu, musiało wkurzać, ale nikt nie próbował... tym bardziej ten szczy- piorek. Jeśli sprawa naprawdę będzie poważna, da się ewentualnie sprostowanie w informacjach i rozejdzie się po kościach. Wiedziała już, że nikt w Polsce nie ma ocho- ty na sprawy w sądzie, szczególnie z mediami. Ciągnęły się latami i kończyły symbolicznym odszkodowaniem, a uważać trzeba tylko w czasie kampanii wyborczej, bo sądy faktycznie pracują wtedy w miarę normalnie. Cały czas była jeszcze spokojna. *** Nie pomyliła się. Musiała tylko powiedzieć prawdę, bo tyle nawet jemu się należało, że za cholerę nie pamię- ta, skąd się o tym dowiedziała; w ogóle nie pamięta tej notatki. Ona się nie zajmowała takimi pierdołami z in- formacji i Oli dobrze o tym wiedział. Jednak już nie takie numery zdarzały się w redakcji, więc wziął wszystko na siebie. Łaski nie robił. W końcu wczorajszą noc skończyli razem... Odważył się tylko ją poprosić, aby przez tydzień nie pokazywała się na mieście i nie kontaktowała z in- nymi mediami, gdyby ktoś puścił parę, i to wszystko. Miał do niej tylko drobny żal, że nie zaprosiła go na po- www.e-bookowo.pl Jarosław Matusiak: STAN WYZWOLENIA | 13 przednie imprezy, ale że facet był raczej niepijący, wie- działa, że tylko się z nią droczy. – Na razie jest „wporzo”. Nic więcej do ciebie, Olu, nie mam. – Oczywiście wszyscy byli po imieniu. To było najostrzejsze zdanie z całej rozmowy. Powie- dział je dosyć głośno, tak żeby inni usłyszeli i zapamięta- li, że u niego nie ma zmiłuj nawet dla vipów, a co dopie- ro dla całej reszty. Wiedziała, że tak trzeba, więc nie pro- testowała. Zamknęła tylko drzwi, zanim skończył ostat- nie słowo. To też na pewno się rozniesie. Musieli poka- zać, kto jest kim. Tylko to „wporzo”. Po przyjeździe, kiedy pierwszy raz tak się do niej zaczęli zwracać, prawie się obraziła. Myślała, że jaja sobie z niej robią: wporzo, spoko, siema, nara. Przez jakiś czas musiała się przyzwyczaić, że nawet Oli powie albo napisze do niej „dzieki za info”. Ale te skrótowce sms-owe to dzisiaj najmniejszy problem. Co prawda Oli zachowywał się dziwnie nerwowo; zbyt nerwowo jak na tak małą sprawę, ale wtedy nie zwróciła na to większej uwagi. Byli razem, więc miał prawo się bać, że nie zauważył, nie dopilnował... Jakby się po- twierdziło, że wiadomość była jednak od niej, to byłoby kłopotliwe. Tak, miał prawo być zdenerwowany, ale sam chciał... chcieli. Do niczego nie zmuszała. Miał wiele oka- zji, a że skorzystał dopiero wczoraj? Akurat od tej strony większość jego pokolenia była nadrozwinięta. www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Stan wyzwolenia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: