Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00400 010947 7497483 na godz. na dobę w sumie
Starszy szeregowiec - ebook/pdf
Starszy szeregowiec - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 220
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3785-9590-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
W całym znanym mi wszechświecie istnieje tysiąc sto dwadzieścia osiem istot rozumnych...
W całym znanym mi wszechświecie istnieje tysiąc sto dwadzieścioro ludzi
W całym znanym mi wszechświecie tylko jedna istota ludzka zahibernowana w krysztale zagubiła się gdzieś na Ziemi…
Tą istotą jestem JA, Starszy Szeregowy Dawid Kruk, i mam tego serdecznie dość…
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Adrian K. Antosik STARSZY SZEREGOWIEC © Copyright by Adrian K. Antosik e-bookowo Projekt okładki: Agnieszka Barć korekta: Patrycja Żurek ISBN 978-83-7859-590-8 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2015 Prolog W znanym mi wszechświecie istnieje tysiąc sto dwadzie- ścia osiem istot rozumnych, ośmioro z nich to odwieczni, siedmiu władców planet oraz jeden więzień z Systemu Wię- ziennego… W znanym mi wszechświecie istnieje tysiąc sto dwadzie- ścioro ludzi, pięciuset jest osiedlonych na Marsie i jego dwóch księżycach, trzystu pięćdziesięciu na Wenus, stu osiemnastu na Merkurym, stu na Heroldzie jedynej planecie w Systemie Więziennym dla ludzi wolnych, trzydziestu sześciu na Plu- tonie i pasie asteroid, w tym dziesięciu jeszcze tam nie do- tarło, czekają w kapsułach, piętnastu na Księżycu, jeden wię- zień w Systemie Więziennym… W znanym mi wszechświecie jest czterystu czterdziestu pięciu Polaków, stu pięćdziesięciu trzech Niemców, dzie- więćdziesięciu sześciu Hiszpanów, siedemdziesięciu czterech Amerykanów, sześćdziesięciu siedmiu Włochów, pięćdzie- sięciu dziewięciu Węgrów, pięćdziesięciu siedmiu Ukra- ińców, pięćdziesięciu dwóch Portugalczyków, pięćdziesięciu dwóch Litwinów, czterdziestu sześciu Kanadyjczyków, czter- nastu Słowaków, dwóch odhibernowanych z przetrwalnika, dwóch Księżyczan, jeden Arab… W całym znanym mi wszechświecie tylko jedna istota ludzka zahibernowana w krysztale zagubiła się gdzieś na Ziemi… 4 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec Tą istotą jestem JA, Starszy Szeregowy Dawid Kruk, i mam tego serdecznie dość… Żyję i jest to jedna z nielicznych dobrych informacji, jaką mogę przekazać z ostatnich dni. Wszystko zaczęło się dość niepozornie, miała być to najprostsza w życiu misja. Ruty- nowe zadanie, które było nim, dopóki nie pojawiła się trójka napastników ubranych w cudaczne stroje. Co najdziwniejsze, widzieli mnie i dwukrotnie ostrzelali. W ostatniej chwili udało mi się ściągnąć mój cel, a następnie wzbić się wy- soko w powietrze, gdy poczułem dziwne gorąco na plecach, a zaraz po tym moje skrzydła przestały prawidłowo działać. Zaczęliśmy spadać. Wydobyłem z kieszeni małe urządzenie, a następnie przykładając je do nieprzytomnego celu, uru- chomiłem uwalnianie się zielonej substancji. Gdy ciało zo- stało zamknięte w krysztale, włączyłem ponownie mecha- nizm, który obudował kryształ kapsułą i uruchomił silniki. Całość raptownie zamarła w powietrzu, przez co omal nie wypuściłem uchwytu z ręki. Moc ich była dostateczna, by utrzymać mnie oraz siebie w zawieszeniu nad ziemią, jednak nie mogła wrócić z tak dużym obciążeniem do bazy na Księ- życu. Westchnąłem, wyciągając z kieszeni drugie urządzenie. Wiedziałem, że w krysztale będę bezpieczny, przynajmniej dopóki warunki nie będą według maszyny wystarczające, by jednostka w niej zamknięta mogła przeżyć. Mogło to po- trwać godzinę, dzień, a nawet stulecia. Mimowolnie wzdry- gnąłem się na ten pomysł, jednak nie miałem innego wyj- ścia, zwlekanie tylko obniżało szanse dostania się kapsuły do bazy na autopilocie. A co się z tym wiązało, zamiast jednej zaginionej osoby były by dwie. Spojrzałem w dół, byłem wy- soko ponad wierzchołkami drzew, a w moim przypadku nie 5 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec miał kto drugi raz nacisnąć przycisku na maszynie. Przyło- żyłem urządzenie do piersi, wciągając głęboko powietrze. Nacisnąłem przycisk i rozłożyłem szeroko ręce, rzucając się w przepaść. Spadałem zwrócony twarzą ku niebu, czując, jak moje ciało zostaje pokryte zielonkawą substancją wydoby- wającą się z urządzenia. Jeszcze chwila, a zostanę uwięziony w niezniszczalnym krysztale. Po czym pozostanie mi tylko oczekiwanie. Nieświadomy upływu czasu, śniący o prze- szłości, będę czekał, aż mnie odnajdą. Powiem szczerze, że ta perspektywa nie spodobała mi się. Przez sekundę widziałem Lucze z dziećmi, patrzącą gdzieś z wysoka na mnie spadają- cego na nieznaną, dziką Ziemię. Planetę, na której nie było ludzi od czasu, gdy Odwieczni ją opuścili. Zamknąłem po- wieki i nastała ciemność. 6 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec Przebudzenie Powoli otworzyłem powieki, wszystko było rozmazane i niewyraźne. Drgnąłem gwałtownie, gdy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. – Spokojnie, musisz dojść do siebie. – Lucze? – Nie... Znów zrobiło mi się ciemno przed oczami, zemdlałem. Gdy obudziłem się ponownie, w pomieszczeniu panował półmrok. Przez dłuższą chwilę próbowałem zrozumieć, co sprawiło, że tak gwałtownie poderwałem się z łóżka. Nagle dziwny, stłumiony warkot odezwał się gdzieś w pobliżu. Uno- sząc się na łokciu, próbowałem zobaczyć coś w ciemności. Głośny huk wywarzanych drzwi zdezorientował mnie, jednak nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Sekundę później zablokowałem ramieniem atak bestii, naciskając na jej krtań w momencie, gdy zęby szczęknęły tuż przy mojej twarzy. Za- cisnąłem mocniej szczęki, poczuwszy wpijające się w moje ciało pazury, jednak przygnieciony ciężarem śmierdzącego cielska zwierzęcia nie mogłem się poruszyć. Zwierzę nagle pisnęło dziwnie, po czym coś zerwało je ze mnie. Jakieś dwa kształty przetoczyły się w stronę drzwi, rozległ się głuchy jęk, po którym z podłogi podniósł się ogromny cień. W świetle księżyca padającym z zewnątrz zwierzę wyszczerzyło zęby a jego oczy zalśniły, gdy na mnie spoglądało. Poczułem, jak po plecach przelatuje mi zimny dreszcz, gdy spoglądałem na wychodzące z pomieszczenia zwierzę, jego uszy otarły się o górną cześć framugi. Osunąłem się na posłanie, zamykając oczy, a mdlejąc, powtarzałem sobie, że to tylko przywidzenie, 7 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec że obudzę się w ramionach ukochanej. Chłodny powiew na policzku sprawił, że się ocknąłem. Ciasne pomieszczenie bez okien z wyważonymi drzwiami wydało mi się dziwnie klaustrofobiczne, zwłaszcza gdy zobaczyłem w prześwicie pysk ogromnego czarnego wilka, wpatrującego się we mnie bacznie. Nagle pojawiła się ręka, która odepchnęła zwierzę. – Shadow, odejdź – usłyszałem przyjemny dla ucha ko- biecy głos. Po czym do środka weszła młoda ciemnowłosa kobieta, niosąc misę, z której unosiła się para. Gdy jej błękitne oczy zwróciły się ku mnie, a na ustach pojawił się uśmiech, po- czułem się jakby mnie ktoś siłą zaciągnął do raju. – O, widzę, że się obudziłeś – powiedziała. Musiałem mieć bardzo głupią minę, bo po chwili dodała, wchodząc powoli: – Rozumiesz, co do ciebie mówię? – Tak, tak oczywiście – zacząłem, unosząc się na łokciu. Coś mnie zabolało i odruchowo złapałem się za rękę. Z za- skoczeniem stwierdziłem, że mam na niej bandaż. – Ładnie cię pokiereszował – mówiąc to, skinęła głową na zabandażowane miejsce. – Przyniosłam ci śniadanie, musisz nabrać sił, człowieku z kryształu. Chciałem ją zatrzymać, jednak nim zdążyłem cokolwiek zrobić, dziewczyna wyszła, a w przejściu ukazało się wielkie zwierzę. Powoli i z wysiłkiem usiadłem, po czym wziąłem misę, z której sterczała drewniana łyżka. Nieufnie nabrałem wysmażony kawałek mięsa i uniosłem go w górę. Coś pi- snęło cicho, jednak gdy się rozejrzałem, dostrzegłem tylko wilka. Mój żołądek zaburczał, domagając się jedzenia. Nie zastanawiając się już dłużej, spróbowałem. Mięso okazało się soczyste i dobrze wypieczone. Zacząłem jeść łapczywie, gdy pisk się powtórzył. Z pełnymi ustami podniosłem wzrok 8 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec znad miski, spoglądając z niepewnością na zwierzę. W jego oczach dostrzegłem niemą prośbę, wziąłem kawałek mięsa w dwa palce i wyrzuciłem je przez drzwi. Wilk złapał je w locie. Zabrałem się z powrotem do jedzenia, co jakiś czas rzucając bestii kąsek. Gdy się najadłem, resztą mięsa na- karmiłem zwierzę. W końcu pusta misa z łyżką spoczęła koło mojego legowiska. Syty poczułem, jak moje powieki stają się coraz cięższe, jednak nie było mi dane się wyspać. Do pomieszczenia wszedł rosły mężczyzna z trzema rów- noległymi bliznami na obnażonej klatce piersiowej. Bły- snęło ostrze miecza wyciągniętego w moją stronę, co wilk skwitował cichym warknięciem. Olbrzym jedynie skinął na mnie głową, wskazując na wyjście, a następnie niczym posąg wpatrywał się we mnie. Powoli wstałem, wyprostowując się, jednak mimo tego nadal czułem się drobniejszy od milczą- cego mężczyzny. Zrobiłem niepewny krok w stronę wyjścia, zaraz jednak ruszyłem pewniej, trącony w ramię. Na dworze przywitał mnie widok niewielkich domków z kamiennymi ścianami. Idąc, odnajdywałem kierunek dzięki subtelnym szturchańcom przewodnika. Kierował mnie do górującego nad innymi zabudowaniami budynku. Zdążyłem również zauważyć, iż domki otoczone są dużo wyższym od nich so- lidnym murem, na którego widok stwierdziłem, że nie da się tego miejsca zdobyć ot tak z marszu. Zaskoczył mnie fakt, iż wioska wydawała się opuszczona. Jednak nie miałem czasu zastanawiać się nad tym, ponaglany kolejnymi szturchnię- ciami. Co jakiś czas słyszałem groźny pomruk gdzieś nieda- leko, choć nie wiedziałem, czy był on w mojej obronie, czy raczej wyrażeniem chęci zaatakowania mnie. Znalazłem się w przestronnym pomieszczeniu, w którego centrum było pokaźnych rozmiarów palenisko. Zaskoczył mnie również kształt pomieszczenia, choć na pierwszy rzut oka wydało 9 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec mi się normalną izbą, po głębszym przyjrzeniu się dostrze- głem, że jest ono idealnym kołem. Przy ledwo tlącym się ognisku siedziało sześć osób. W czerwonym blasku dostrze- głem cztery pomarszczone starcze twarze oraz dwie młode, z których jedną rozpoznałem. Była to owa dziewczyna, która przyniosła mi jedzenie. Kontem oka dostrzegłem ogrom- nego wilka, który również się pojawił. Za mną stał niemy dotąd mężczyzna i coś mi mówiło, że miał więcej wspólnego z katem niż z obserwatorem. Jednak zanim zdołałem się do- brze zastanowić nad moją nową teorią, odezwał się starzec siedzący naprzeciw mnie. – To wojownik, nie ma co do tego wątpliwości. – Jest młody i silny, może się przydać. Razgule nawet młode są bardzo silne. – Ściągnął na osadę niebezpieczeństwo! Odkąd przynie- siono człowieka w krysztale, Razgule atakują co noc. Tylko dzięki niesamowitemu szczęściu nikt dotąd nie zginął. – Rzucił urok na wioskę! To czarnoksiężnik! Musi zginąć! Wymiana poglądów starców kreowała moją przyszłość w niespecjalnie jasnych barwach. Mimo to postanowiłem milczeć i patrzeć, co się będzie działo dalej. – Czy dzieci księżyca mają coś do dodania?! – spytali starcy. – Śmierć – odparł młodzieniec po mojej lewej stronie. – Życie – sprzeciwiła się dziewczyna. Starcy wystawili przed siebie dłonie, każdy z nich po- kazywał inną liczbę. W sumie wystawionych było siedem palców, po czym ręce opadły. – Siedem – zaczął ten, który rozpoczął – nieparzysta. Los zdecydował śmierć. 10 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec Zdezorientowany wpatrywałem się w zgromadzonych, usłyszałem ciche szurnięcie za mną, jakby ktoś delikatnie przesuwał nogę po podłodze. Obróciłem się akurat w mo- mencie, gdy miecz mężczyzny biorącego zamach był wyce- lowany ostrzem do sufitu. Instynktownie wymierzyłem mu cios pięścią prosto w twarz i zrobiłem to z takim impetem, że rosły mężczyzna cofnął się o kilka kroków zdezorientowany. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, wilk dał susa w jego stronę, obalając go na ziemie, a gdy tamten zirytowany pró- bował go z siebie zrzucić, wyszczerzył kły. – Co to, do cholery, miało być? Pytając spokojnie, odwróciłem się do zgromadzonych. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyłem dziwne poruszenie na twarzach starców. – On stanął w jego obronie. To się nie zdarzyło od stuleci! Powoli zaczynałem mieć po dziurki w nosie tej mistycznej paplaniny. – Czy ktoś może mi wyjaśnić, co tu się dzieje? – A więc przepowiednia się nie myliła – wyszeptała dziew- czyna – obrońca wskaże tego, który wyprowadzi nas z ziemi udręki w miejsce spokoju. 11 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec Nowa służba Po czterogodzinnej rozmowie w budynku będącym sądem, w którym zapadały szybkie wyroki oraz egzekucje, dowiedziałem się wielu nader interesujących rzeczy. Znaj- dowałem się w osadzie wykluczonej, jak to określili moi rozmówcy. Lata temu spadła na nią klątwa i pojawiły się Ra- zgule, które systematycznie raz na miesiąc kogoś porywały. Przez to właśnie zerwano z wioską wszelkie kontakty, a ona musiała zacząć się utrzymywać sama. W końcu, gdy osad- nicy byli na skraju załamania, pojawił się Obrońca, wielki wilk chroniący osadę, a wraz z nim jeden z władców, pro- toplasta pięciu rodów rządzących. Ich członkowie mieli nie- zwykłą umiejętności przemieniania swych ciał i stawania się po części wilkami po części ludźmi, która jak mi powie- dziano, pochodziła od pierwszego władcy, który miał pięciu synów. Od tamtej pory z większymi lub mniejszymi sukce- sami chronili wioskę. Jednak w pewnym momencie Razgule zaczęły polować wyłącznie na ludzi przemieniających się, tak więc do dnia dzisiejszego przy życiu pozostała trójka. Dwoje zasiadało w radzie, a trzeci miał dopiero dziesięć lat i nie było wiadomo, kiedy jego dar się objawi. Dodatkowo bestie zaczęły atakować grupami a nie jak zwykle to bywało poje- dynczo oraz robiły to co noc. Szczerze mówiąc, z tej całej opo- wieści uwierzyłem tylko w te dziwne zmutowane zwierzęta atakujące wioskę. W sumie nawet nie musiałem wierzyć, bo jedno z nich chciało mnie zaatakować. Jeszcze tydzień temu żyłem sobie spokojnie na Księżycu w przekonaniu, że nie ma istot ludzkich na Ziemi. A tu proszę. W bajeczkę o rodzie Likantropów jakoś nie mogłem uwierzyć i kusiło mnie, żeby poprosić o namacalny dowód. W końcu opowiedziałem im 12 wydawnictwo e-bookowoAdrian K. Antosik Starszy szeregowiec
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Starszy szeregowiec
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: