Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
02804 011066 14443929 na godz. na dobę w sumie
Straszne zamczysko - ebook/pdf
Straszne zamczysko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 266
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63783-14-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Kryminał i horror w jednym. Fascynująca opowieść z nieoczekiwanym zakończeniem.

Zamek kryjący mrożącą krew w żyłach historię i to niejedną. Wszystko zaczęło się w średniowieczu. Nagle zamczysko zmienia właściciela, który jest z piekła rodem, nie prezentuje sobą nic z ludzkich zachowań. To początek zła, jakie ma miejsce w tym zamczysku. Są tu duchy i dziwne niespodziewane śmierci i wypadki. Dziecko o imieniu Bobuś nagle wyskakuje z wieży i umiera. Zaraz po nim umiera jego matka. W zamku pojawia się policja. Inspektor i jego zastępca mają pełne ręce roboty. Są sceptykami w sprawie duchów, ale do czasu… Jest rok 1934.

 

Jest mroczno, zamek i mnóstwo zawiłości w historii rodziny. Straszny jest grobowiec rodzinny, z którego wychodzą duchy. Pojawiają się one też w zamku, a z lochów, do których nikt ze współczesnych mieszkańców nie chce wejść dobiegają hałasy Do tego część zamku jest zakazana dla mieszkańców — nie wolno im tam wchodzić, komnaty są pozamykane. Historia zaczyna się w momencie, kiedy umiera senior rodu. Zawezwany przez niego z Francji syn z niechęcią, ale za namową swojej francuskiej żony przyjeżdża wraz z rodziną. Nie może opuścić dworzyszcza po śmierci ojca, bo pojawiają się nieznani członkowie rodziny w oczekiwaniu na spadek. Inspektor Wolski ze swoim zastępcą nie narzekają na brak atrakcji, prawie w ogóle nie opuszczając zamku. Inspektor nie dał się zwieźć duchom i opowieściom. Twierdził, że śmierć Bobusia to było morderstwo, a nie wypadek. Potem okazało się, że takich „wypadków” było znacznie więcej i były dziełem jednej osoby.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net W tym momencie usłyszeli cichy, przeciągły dźwięk, który był czymś pośrednim miedzy jękiem a szlochem. Magda niepewnie spojrzała na Roberta. — Jak panicz myśli, co to może być? — zapytała ściszonym głosem. — Do dziś starałam się o tym nie myśleć, ale jak Bobuś... Zastanawiam się, czy to może mieć coś wspólnego ze śmiercią. Z każdą śmiercią? — Raczej nie. — Krótko odpowiedział Robert, który przynajmniej na dziś miał dość rozmów na ponure tematy. Ale Magda ani myślała ustąpić i sondowała dalej: — Tak panicz uważa? A Balbina mówi, że to wiatr. Że hula po pustych komnatach i stąd te dźwięki. Ale to nieprawda, bo nieraz wcale nie ma wiatru, a to też słychać. I to nie z boku czy z góry, a z dołu. A przecież tam są tylko lochy — Magda zrobiła krótką przerwę i przeżegnała się, a zaraz potem nieśmiało zasugerowała — Ja myślę, że to może być jakaś potępiona dusza, która kołacze się po lochach i jękiem błaga o modlitwę. — I nie czekając na reakcję Roberta, szybko dodała — Chyba musi być w tym dużo racji, bo nawet ludzie ze wsi o naszym zamku nie mówią inaczej jak straszne zamczysko i omijają go wielkim łukiem. Dlatego tak trudno znaleźć kogoś do pracy. Nawet teraz, gdy zmarł senior i potrzebna była pomoc przy przygotowaniu stypy, to musiałyśmy nająć cyganki. — Chwileczkę... Czy dobrze zrozumiałem, że w pobliżu zamku stoi tabor cygański? — Stał. Wczoraj jeszcze stał. Dlaczego skoro świt odjechali, tego nie wiem. Bo wcześniej te cyganki mówiły, że pobędą tu jeszcze ze dwa tygodnie. — Wiesz, gdzie stali obozem? — Wiem. Rozbili obóz w dębowym lesie, a dokładniej: na Diabelskiej Polanie. — To mówisz, że mieli tu zostać jeszcze ze dwa tygodnie? Ciekawe, co spowodowało, że tak nagle zmienili decyzję? — mruknął Robert, a głośniej dodał — Jak inspektor będzie cię przepytywał, to koniecznie musisz mu powiedzieć o tych Cyganach. — Po chwili zastanowienia, zapytał — A ty nie boisz się tu mieszkać? — Pewnie, że się boję, ale co mam robić? Najpierw, jak zmarł mój pierwszy mąż i zostałam sama z dzieckiem, to nie miałam wielkiego wyboru. A teraz na wędrówkę jest już za późno, ponieważ oboje mamy swoje lata. Zresztą, chcę być blisko swojego syna. Magda na wspomnienie syna rozszlochała się na dobre. 33 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net Robert najpierw próbował uspokoić zrozpaczoną matkę, a ponieważ jego zabiegi nie skutkowały, dlatego postanowił pozostawić ją z własnym żalem i wyszedł. Szedł wolno i rozmyślał nad tym, co przed chwilą usłyszał od kucharki. Chociaż jego uwagę zaprzątały tamte myśli, to nie na tyle, żeby nie zauważyć Balbiny znikającej za drzwiami prowadzącymi do lochów. Nawet ją zawołał, ale widać tylko mu się wydawało, bo przecież kucharka mówiła, że Balbina śpi. Ale już schody… Robert jeszcze raz popatrzył na drzwi znajdujące się pod nimi. Drzwi, które od zawsze kusiły. Przedtem był jednak za mały. A teraz... no cóż? Lat mu przybyło, to prawda, ale ani o krztynę nie ubyło strachu przed lochami. Wszedł na schody i zatrzymał się dopiero pod drzwiami cioteczki. Najpierw przez chwilę nasłuchiwał, a po chwili zapukał. A ponieważ cioteczka nie odpowiadała, zapukał jeszcze raz i wówczas usłyszał: — Kto tam? — Głos był cichy i drżący. — Cioteczko, to ja, Robert. — Już… już... otwieram... tylko muszę znaleźć klucz. Jeszcze chwilkę... W zamku zazgrzytało i drzwi stanęły otworem. Widok cioteczki Matyldy zaskoczył Roberta. Bowiem starsza pani znana była z nadzwyczajnej dbałości o swój wygląd i nigdy nie pokazywała się bez makijażu i starannie dobranego ubrania. A teraz stała przed nim rozdygotana staruszka w szlafroku i bez odrobiny makijażu na twarzy. — Cioteczko, czy wszystko w porządku? — Jak może być w porządku, kiedy Bobuś... Dobry Boże, przecież to jeszcze dziecko... Nie lubię Teresy, ale to nie znaczy, że nie lubiłam Bobusia. Zresztą, trudno było go nie lubić. Ja już wcześniej wiedziałam, że coś się wydarzy? Mówię prawdę, wiedziałam! — Cioteczka po raz drugi zaskoczyła Roberta i zanim zdążył zareagować, z uporem jeszcze raz powtórzyła — Naprawdę wcześniej wiedziałam! A ty nie patrz tak na mnie, bo ja wiem co mówię. — Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, o co cioteczce chodzi. Cioteczka wzruszyła ramionami. — Chodzi o to, że jeżeli w zamku ma się wydarzyć coś złego, to zawsze przychodzi do mnie ktoś z tych, którzy już nas opuścili. 34 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net — Chce cioteczka powiedzieć, że nawiedzają ją duchy naszych zmarłych i uprzedzają o mającym nadejść nieszczęściu, czy tak? — Dokładnie tak! — I tym razem też tak było? — Zgadłeś. — A mogę wiedzieć, czyj duch tym razem nawiedził cioteczkę i co powiedział? — Duch twojego ojca przyszedł do mnie i powiedział, że Bobuś spadł z wieży i że nie żyje. Nie wierzysz mi, prawda? — Załóżmy, że wierzę. Ale w twoim opowiadaniu jest pewna nieścisłość. — Nieścisłość, powiadasz… A jaka? — No bo ten duch wcale cię nie uprzedził o nieszczęściu, tylko poinformował cię o już zaistniałym nieszczęściu. Czyli z tego wniosek, że on przyszedł do ciebie już post factum. To znaczy wtedy, kiedy Bobuś już nie żył. — Czy to ważne? — Według mnie, nawet bardzo! — Tere fere… Ważne jest to, że powiedział prawdę. Chociaż w tym przypadku wolałabym, żeby kłamał. — Cioteczka spuściła głowę i wytarła łzy płynące po policzkach. Dopiero kiedy się uspokoiła, Robert zapytał: — Cioteczko, jesteś pewna, że to był duch mojego ojca? Może to lokaj Teodor przyleciał do ciebie z tą straszną wieścią? — Obrażasz mnie, mój kochany! Jak mówię, że przyszedł do mnie duch twojego ojca, to tak było. Przecież znam swojego brata jak nikt. I powiem ci coś jeszcze. Coś, w co mi też nie uwierzysz… — Postaram się uwierzyć. Naprawdę! — Niech ci będzie. Otóż, ja mu nie otwierałam drzwi. Zobaczyłam go, jak już był w komnacie. Ot co! — To znaczy, że nie masz pojęcia, jak się dostał do komnaty? — Nie. I którędy wyszedł, również nie wiem. I to jest dowód na to, że to był duch. Bo duchom przecież niepotrzebne są drzwi, żeby dostać się tam, gdzie sobie umyślą. — A po chwili wahania, cioteczka ciągnęła dalej — Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Jego wizyta tak bardzo wytrąciła mnie z równowagi, że jeszcze do teraz trzęsą mi się ręce. Bo ja nigdy z bliska nie widziałam ducha. Wprawdzie, jak odeszła 35 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net moja babcia, a twoja prababcia, to często widziałam ją spacerującą nad brzegiem stawu. I chyba coś musiało być na rzeczy, bo sprowadzono księdza egzorcystę, a po jego wizycie już więcej jej nie widziałam. Ale tylko jej. Bo teraz znowu widzę jakieś zjawy koło grobowców, a czasami nawet kręcą się po korytarzach. Naprawdę! Ja nie zgłupiałam. — To dlaczego ciocia nigdy o tym nie mówiła? — Mój kochany, a po co? I bez tego wszyscy uważacie mnie za dziwaczkę. A gdybym to zamknęlibyście mnie w wariatkowie. Dziękuję, wolę nie! Bo i tak samotność jest dla mnie wystarczająco przykra. jeszcze opowiadała o takich rzeczach, — Ależ cioteczko… — Żadne „ależ” cioteczko… I powiem ci więcej, to przez tę samotność stałam się taka niedobra i marudna. A ja tak bardzo chciałabym być kochana! Bo wiesz, kiedyś i ja kochałam i byłam kochana… ale to już było i dawno minęło. Cioteczka smutno pokiwała głową. — Cioteczko, wszyscy bardzo cię kochamy. Uwierz mi! — Robert zerwał się na równe nogi i zaczął całować cioteczkę po rękach. — A że mało z tobą przestajemy, to przynajmniej ja nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale obiecuję, że to się zmieni. A teraz ubierz się i zejdź do jadalni. — Dobrze, kochany chłopcze. Zaraz zejdę, tylko… że tam Bobuś... — Bobusia już zabrali do prosektorium. — Po co do prosektorium? — Żeby potwierdzić, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy nie daj Boże, morderstwo. — Morderstwo? Czy ty czasem nie zgłupiałeś? A poza wszystkim, czy widzisz tu kogoś, kto chciałby śmierci dziecka? — Nie widzę. Ale to jest rutynowe postępowanie. Policja zawsze tak postępuje, jeżeli śmierć jest nagła, a jej przyczyna budzi wątpliwości. A właśnie: uprzedzam, że policja na pewno cioteczkę nawiedzi, by wypytać o różne rzeczy. — A co ja mam wspólnego z tą śmiercią? — Oczywiście, że ze śmiercią Bobusia ciocia nie ma nic wspólnego, ale dla policji cenne są wszystkie wiadomości. Ważne i mniej ważne, a nawet te pozornie całkiem nieważne. Jak na przykład duch mojego ojca. 36 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net — To przecież nie ma nic do rzeczy — gwałtownie zaprotestowała cioteczka. — Dlatego wolałabym o tym nie mówić, bo pan policjant pomyśli, że mi brakuje piątej klepki. — Nie ma obawy. Wprawdzie pan inspektor — bo na pewno sam inspektor do ciebie przyjdzie — jest młody, ale chyba niezły z niego fachowiec i… — No dobrze, już dobrze, powiem… — przerwała Robertowi cioteczka. — Ale pozwolisz, że teraz jeszcze o coś cię spytam? — Słucham? — Czy Asia wie o Bobusiu? — Wie! Powiadomiłem ją od razu, jak zaprowadziliśmy Teresę do gabinetu. — Teresę do gabinetu? A po co ją tam zaprowadziliście? — Bo poczuła się źle, jak... — No tak! To przecież jego matka… — Cioteczka smutno uśmiechnęła się do Roberta i dokończyła — Teraz już idź, a ja przyjdę, jak trochę się ogarnę. I jeszcze raz dziękuję, że pomyślałeś o starej ciotce. 13. W jadalni, przy małym stoliku stojącym w kącie na prawo od drzwi siedział inspektor z lekarzem i popijając kawę, o czymś zawzięcie dyskutowali. Robert przeszedł koło nich, a ponieważ go nie zatrzymali, wyszedł z jadalni i skierował się ku schodom. A potem wyraźnie zmęczony z trudem pokonywał stopień po stopniu. W połowie podestu natknął się na kucharkę, która kierowała się na dół. — Dobrze, że panicz jest! — Ucieszyła się Magda. — Pan doktor poprosił, żebym zajrzała do pani Teresy i sprawdziła, czy u niej wszystko w porządku, a ja przecież nie mam klucza. Pani Natalii powiedziała, że znajdę panicza u pani Matyldy. Robert uśmiechnął się i rzekł: — To chyba dobrze, że zaoszczędziłem ci drogi? — Bardzo dobrze, dziękuję. Tym bardziej, że teraz wszystko sama muszę ogarnąć. To co? Idziemy? — Chodźmy! Robert otworzył drzwi i weszli do komnaty. 37 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net Teresa była bardzo blada i twardo spała, a przez sen pojękiwała i mamrotała coś niezrozumiale. Magda i Robert pochylili się nad śpiącą i wołając po imieniu, próbowali ją obudzić. — Teresko, otwórz oczy… bardzo cię proszę… no już, obudź się! — Niech pani się obudzi, pani Tereso! — Teresko! Niestety, ale Teresa nie reagowała na wołania. Spała i ciężko oddychała. Wobec tego Robert chwycił ją za ramię i zaczął nim potrząsać. Najpierw delikatnie, a później nieco mocniej. Bez efektu. Teresa wciąż spała jak zabita. — To mi się nie podoba — mruknął Robert i dodał — To nie jest normalny sen. — A co? — Magda była przerażona. — Tego nie wiem. Ale za to jedno wiem na pewno. Wiem, że trzeba zaraz sprowadzić lekarza. — Kiedy Magda była już przy drzwiach, zawołał jeszcze — Tylko postaraj się załatwić to dyskretnie. Żeby nie siać paniki, bo teraz wszyscy są podenerwowani i zaraz z igły zrobią widły. Po dwóch minutach do komnaty wróciła Magda z lekarzem. Wyraźnie zmęczona, przysiadła na krześle, a doktor podszedł do łóżka i przez chwilę przyglądał się śpiącej. Potem zrobił to samo, co Robert. Kiedy potrząsanie i nawoływanie nie pomogło, medyk skupił się na tętnie, które zachowywało się dziwnie. Było nierówno napięte i co chwilę zmieniał się jego rytm. To znaczy były momenty, że było mocno napięte i galopowało jak szalone, żeby po chwili zwolnić i stać się ledwo wyczuwalne. To dziwne zachowanie serca zaskoczyło lekarza i dlatego przez jakiś czas stał i zastanawiał się, co było tego powodem, ponieważ stan Teresy po zaordynowaniu przez niego leków może nie był do końca zadowalający, ale na pewno nie budził zastrzeżeń. Dlatego jego prośba o sprawdzenie czy z chorą jest wszystko w porządku, była trochę na wyrost. A teraz okazało się… Robert obszedł łóżko i stanął obok zadumanego lekarza. A potem, nie spuszczając wzroku z Teresy, zapytał: — Coś nie tak z tym tętnem, prawda? Dziwnie się zachowuje. 38 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net — Owszem. Nie podoba mi się rytm oraz napięcie… — mruknął lekarz. — No i te poty… Włosy, twarz, ręce ma takie mokre, jakby dopiero co wyszła z wanny. Zobaczymy, czy… Lekarz nie dokończył zdania, tylko odkrył kołdrę i okazało się, że Teresa cała jest mokra, a koszulka na niej dodatkowo ubrudzona wymiocinami. Widok Teresy w takim stanie i do tego zabrudzonej coś przypomniał Robertowi. Coś, w co nie mógł uwierzyć, bo było niewiarygodne. Ale on wiedział, że się nie myli. Dlatego odciągnął lekarza na bok i cicho zapytał: — Panie doktorze, czy to jak teraz wygląda Teresa, nic panu nie przypomina? — Pytanie było czysto retorycznie, bo po chwili sam odpowiedział: — Chodzi o to, że ona wygląda dokładnie jak Bobuś na chwilę przed śmiercią. Z nim też nie było kontaktu i też był pokryty potem oraz wymiotował. No i jego tętno podobnie się zachowywało. Lekarz podniósł głowę, spojrzał na Roberta, a później jeszcze raz na Teresę i odpowiedział: — Chyba ma pan rację! Objawy są niemal identyczne. Ale przecież on spadł z dużej wysokości, a ona… nieprawdopodobne... Ale jeżeli mam jej pomóc, to potrzebna mi jest moja torba, która stoi na dole na podłodze obok stolika. Robert szybko zbiegł po schodach, następnie chwilkę postał pod drzwiami i już całkiem opanowany wszedł do jadalni i podszedł do inspektora. Inspektor Jerzy Wolski był młodym, wysokim, przystojnym, jasnowłosym mężczyzną i cieszył się opinią zdolnego oraz trafnie kojarzącego fakty policjanta. Robert podszedł do stolika, wziął stojącą obok niego torbę lekarską i nachylając się nad inspektorem, szepnął: — Proszę zaraz przyjść do komnaty mojej macochy, bo coś złego się z nią dzieje. Ja teraz idę zanieść lekarzowi torbę, a pan może dopiero za chwilę, dobrze? Inspektor kiwnął głową. Robert z torbą w ręku szybko wbiegł po schodach, w tym samym energicznym tempie pokonał kilka metrów korytarza i wszedł do komnaty Teresy. Niemal natychmiast zorientował się, że stało się to najgorsze! Że Teresa nie żyje! Zdenerwowany odłożył na bok niepotrzebną torbę, a sam podszedł do łóżka i stanął obok doktora, gdy usłyszał: 39 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net — Za późno... Nie żyje! Inspektor, który niepostrzeżenie wszedł za Robertem, również usłyszał, to co powiedział doktor. A ponieważ wydało mu się, że się przesłyszał, z nadzieją w głosie zapytał: — Co z panią Teresą? — Nie żyje — odpowiedział za doktora Robert. — Jak to nie żyje?! — No nie żyje... po prostu zmarła... przed chwilą... — burknął zdenerwowany lekarz. Doktor Rudzki nie tylko był zdenerwowany, ale przede wszystkim zrozpaczony. Dlatego inspektorowi zrobiło się głupio za zbyt obcesowo postawione pytanie. — Przepraszam za ton mojego pytania, ale myślałem, że się przesłyszałem, bo wydawało mi się, że po twoich lekach pani Teresa na tyle przyszła do siebie, że już nic jej nie groziło, a już na pewno nie śmierć. Lekarz machnął ręką i odpowiedział: — Nie mam ci tego za złe, tyle tylko, że ona była moją pacjentką i w pewnym sensie czuję się odpowiedzialny za jej zgon. No i przed chwilą nie potrafiłem nic więcej zrobić, nie wiedziałem, co zrobić. — Czy to ma znaczyć — inspektor z niedowierzaniem spojrzał na lekarza — że ktoś pomógł jej zejść z tego świata? — Nie jestem tego pewien. Ale inaczej nie mogę sobie wytłumaczyć tej śmierci. I co więcej… nie tylko tej. Małego również. Pan Robert słusznie zwrócił mi uwagę, że objawy, jakie wystąpiły u Bobusia na krótko przed jego śmiercią, były identycznie z tymi, które przed chwilą zaobserwowałem u pani Teresy. A ja, głupi dureń, przyporządkowałem je upadkowi z wieży. Jednym słowem dałem się nabrać. — Przestań użalać się nad sobą i powiedz, co sądzisz o tych dwóch zgonach? — No cóż, ponieważ u pani Teresy nie stwierdziłem żadnych obrażeń zewnętrznych, wobec tego mam prawo podejrzewać, że chodzi o truciznę. Natomiast o obrażeniach zewnętrznych u Bobusia nawet nie wspominam, bo mały spadł z wieży… — …i potłukł się — dokończył za doktora Wolski. — Właśnie. Stąd moja wcześniejsza mylna diagnoza. A teraz… jak pani Teresa… to zgon tego małego… — Doktor wyraźnie poruszony, potarł ręką czoło. 40 Elżbieta Gros „Straszne Zamczysko” wydanie 1., lipiec 2013 www.goneta.net —- Uważasz, że i on został wcześniej napojony tą samą trucizną, co jego matka? Tak na wszelki wypadek, gdyby przeżył upadek? — Tak! Ale żeby tak pod nosem policji… trudno w to uwierzyć. — Sam powiedziałeś, że trudno w to uwierzyć. Morderca prawdopodobnie też tak pomyślał i zrobił to, co zrobił. Ale wracając do trucizny: jak myślisz, jaka trucizna daje takie objawy? — Nie wiem. Przepraszam, ale w tej chwili mam totalną pustkę w głowie. — Nic dziwnego. — No nie wiem, czy nic dziwnego, skoro jestem lekarzem. — Ale przede wszystkim jesteś człowiekiem. I dlatego masz prawo do uczuć czysto ludzkich. Uważam, że jak przestaniesz się obwiniać i trochę się odprężysz, to wróci wiedza o truciznach. Tak wiec, proszę cię, usiądź i chociaż przez chwilę postaraj się o niczym nie myśleć. A ja w tym czasie porozmawiam z panią Magdą i z panem Robertem. 14. Robert, który w czasie wymiany zdań między inspektorem a doktorem dyskretnie usunął się pod okno, słysząc zaproszenie inspektora, podszedł i usiadł na wskazanym przez niego krześle. — Poprosiłem pana, ponieważ doktor w rozmowie ze mną stwierdził, że to pan poddał mu myśl, że te oba zgony mają ze sobą coś wspólnego, zgadza się? — Zgadza się. — Zgadza się — powtórzył inspektor i ciągnął dalej — Zanim potwierdzi to sekcja i badanie toksykologiczne, już teraz musimy wyjaśnić sobie pewne sprawy. Otóż, interesuje mnie wszystko, co dotyczy zgonu pańskiej macochy. — Od czego mam zacząć? — Od momentu, kiedy pan i pani Magda zaprowadziliście panią Teresę do komnaty i co się dalej działo? — Właściwie to niewiele się działo. Teresa była słaba i trochę otumaniona lekami, dlatego od razu położyliśmy ją do łóżka. A ponieważ miała na sobie koszulę nocną i szlafrok, to odbyło się to szybko. Później Magda otuliła ją kołdrą i wyszliśmy. — Wyszliście i zostawiliście komnatę otwartą? 41
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Straszne zamczysko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: