Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00284 005415 13645089 na godz. na dobę w sumie
Styrna - ebook/pdf
Styrna - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 441
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-936884-2-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> sensacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Kiedy Marek Styrna, doskonale wyszkolony płatny zabójca, po odbyciu kary więzienia decy­duje się rozpocząć uczciwe życie i zająć się synkiem..., kiedy sprzedajny sędzia pedofil w ma­jestacie prawa odbiera mu dziecko..., kiedy mafia wydaje wyrok na nielojalnego zleceniobior­cę, a do Polski zostaje sprowadzony były najemnik i patologiczny morderca, by ten wyrok wy­konać, Styrna wypowiada wojnę przeżartemu przez zło systemowi. Może liczyć na dawnych to­warzyszy broni z Legii Cudzoziemskiej, a w kraju nikt nie będzie się już czuł bezpiecznie...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marek Kędzierski STYRNA ISBN 978-83-936884-2-5 STYRNA ROZDZIAŁ 1 Z pozornego, na pierwszy rzut oka odrętwienia, obudził go łagodny dźwięk telefonu komórkowego. Sięgnął po aparat leżący na fotelu pasażera i bez pośpiechu, wydawałoby się flegmatycznie, przyłożył go do ucha. - Tak? – powiedział półszeptem. - Wyjechał. – Głos w słuchawce był beznamiętny. – Będzie za jakieś pół godziny. Marek Styrna przerwał połączenie. Był to mężczyzna dobie- gający czterdziestki, o twarzy pooranej bruzdami życiowych doświadczeń i tajemniczym, przenikliwym spojrzeniu. Długie do ramion kruczoczarne włosy z pierwszymi śladami siwizny na skroniach dodawały mu w oczach kobiet uroku. Zapuścił silnik. Stary opel, jakich w kraju jeździły dziesiątki tysięcy, zaskoczył z wysiłkiem. Zjechał z krawężnika i ruszył w oświetloną latarniami noc. Samochód nie był wygodny. Nie mógł się w żaden sposób równać z maszynami, którymi jeździł na co dzień, ale miał jedną niezaprzeczalną zaletę – nie rzucał się zbytnio w oczy. A ta cecha była mu w tej chwili bardzo na rękę. Zaparkował przed wysokim parkanem, zasłaniającym przed wścibskimi spojrzeniami piętrowy dom. Wysiadł, zostawiając otwarte drzwi. Nie zamierzał zabawić tu długo. Mimo że willo- wa ulica była pusta, ukrył twarz za postawionym kołnierzem trencza. Odwinął papierowy pakunek i wyciągnął pęto smako- wicie pachnącej kiełbasy. Przełamał je na pół i przerzucił oby- dwa kawałki przez mur. Zmiął papier i schował do kieszeni. Nie zwracał uwagi na ledwie słyszalne szmery dochodzące zza ogrodzenia. Strzegące posesji psy najwyraźniej zainteresowały 3 STYRNA się spadającym z nieba jedzeniem. Groźne warknięcie było sygnałem, iż kiełbasa znalazła co najmniej dwóch amatorów. Dobrze wyszkolony pies mógłby nie ruszyć „bezpańskiego” smakołyku, lecz w tym przypadku Styrna nie spodziewał się, by właściciel czworonogów zadbał o profesjonalny trening swoich nocnych strażników. Spojrzał na zegarek i ruszył ulicą w stronę tętniącego noc- nym życiem centrum miasta. Po drodze wyjął z komórki kartę i starannie ją połamał. Aparat wsunął do bocznej kieszeni. Tele- fon kupiony bez abonamentu. Właściciel praktycznie nie do zidentyfikowania. Znalezienie miejsca na samochód w ciemnym, peryferyjnym podwórku nie było proste. Zrobił dwie rundki, zanim udało mu się postawić auto pod rozłożystym drzewem. Zgasił silnik i ro- zejrzał się. Ani żywego ducha. Wysiadł i starł kredę z tablic rejestracyjnych. Mało prawdopodobne, żeby ktoś starał się zapamiętać numery wysłużonego opla, ale nie należało zanie- dbać żadnych środków ostrożności. Od tego mogło bardzo wiele zależeć. Do samego centrum postanowił dojechać komunikacją miejską, a pozostawionym tutaj oplem pewnie niedługo zainte- resuje się któryś z miejscowych opryszków. Przy odrobinie szczęścia samochód zostanie ukradziony i rozmontowany na części gdzieś w podwarszawskiej dziupli. Styrna liczył właśnie na taki obrót spraw. Na nocny tramwaj musiał poczekać kilkanaście minut. W przedziale zastał tylko lekko wystraszoną młodą kobietę, pró- bującą dodawać sobie animuszu butną miną. Na pewno do- skonale zdawała sobie sprawę z tego, iż tramwajowa podróż przez niektóre dzielnice nie zawsze jest bezpieczna. Zauważył, 4 STYRNA że jego pojawienie się, „normalnie” wyglądającego pasażera płci męskiej, dawało poczucie względnego bezpieczeństwa. Wysiadła przystanek przed nim - w okolicy, gdzie pustki na ulicach, mimo późnej pory, nie straszyły przygodnych prze- chodniów. Przed wejściem do dobrze mu znanej knajpki siedziało dwóch wyrostków czekających na odpowiednio pijanego go- ścia, którego można będzie odprowadzić i po drodze pozbawić portfela. Obydwaj, jak na komendę, spojrzeli na niego z ukosa. Doświadczenie, wbrew pozorom niemałe jak na ich wiek, na- tychmiast podpowiedziało im, że za wysokie progi. Styrna przy- stanął. Rzucił jednemu z nich swój „wypasiony” telefon komór- kowy. - Twój szczęśliwy dzień, młody – mruknął. – Prezent. Wyrostkowi aż się oczy zaświeciły. Umiał rozpoznać wyso- kiej klasy urządzenie. Miejsce to stylizowane na angielski pub, jak każde w pobliżu centrum, pełne było głównie młodych ludzi siedzących przy stolikach nad piwem i nie tylko. Ich rozmowy, a właściwie przekrzykiwania, bezskutecznie konkurowały z rytmiczną mu- zyką, przy której tańczyła spora grupka rozbawionej klienteli. Nie bez trudu przecisnął się do baru. Nie musiał długo czekać, by barman go dostrzegł. Miał szczególne względy, co skutko- wało zawistnymi spojrzeniami wciąż nieobsłużonych i coraz mniej cierpliwie czekających na swoją kolej klientów. - Witam. – Barman ledwie dostrzegalnie skinął głową. – Co będzie? - Mam prośbę. 5 STYRNA Około trzydziestoletni mężczyzna, w białej koszuli i ciemnej kamizelce, rzucił kilka spojrzeń na boki. Pochylił się nad kon- tuarem, żeby Styrna nie musiał podnosić głosu. - Dobra. Słucham. - Jakby kto pytał, to siedzę tutaj u ciebie już jakieś dwie go- dziny. - Kto będzie pytał? – spytał barman pro forma, bo mógł się domyślać, kogo może ten fakt interesować. - Ktoś z psiarni. - Jasne. - Gdzie siedziałem? – Styrna uznał, że najlepiej uzgodnić ze- znania od razu. - Stolik, tam w rogu. - Co piłem? - Jak zwykle, martini z lodem. - Z kim siedziałem? - Sam. Dlatego zwróciłem uwagę. - Dzięki, bracie – rzekł Styrna usatysfakcjonowany. Problem jako tako wiarygodnego alibi został rozwiązany. – To daj mi jedno martini, żeby ci się nie pomyliło. - Robi się. Mężczyzna odwrócił się w stronę półki z alkoholami. - Proszę pana – powiedział z wyrzutem jeden z ignorowa- nych klientów. – My też czekamy. I to długo. - Zaraz! Nie rozerwę się przecież – ofuknął go barman. Chwilę potem zamówione martini stanęło na blacie przed Markiem Styrną. Zimny płyn przyjemnie chłodził trzewia. Lokal nie dorobił się jeszcze klimatyzacji, a ilość zgromadzonych w jednym miejscu ciał znacznie podnosiła temperaturę lokalu. 6 STYRNA Hotelowy pokój był mały, ale miał wszystko, co trzeba. Schludna łazienka, śnieżnobiała pościel, staranne sprzątanie co najmniej raz w ciągu doby i nowoczesne, przyjemne dla oka umeblowanie. Wszystko to sprawiało, że człowiek mógł poczuć namiastkę domu. Zajrzał do lodówki. Wyjął piwo i włączył telewizor. Na efekty swojej pracy będzie musiał poczekać przynajmniej do następ- nego dnia. Ostry dźwięk telefonu wyrwał go ze snu. W słuchawce za- brzmiał miły, kobiecy głos. - Zamawiał pan budzenie na ósmą. - Tak, dziękuję. Wziął zimny prysznic i szybko się ubrał. W telewizji nastawił kanał z wiadomościami. Nie mówili jeszcze nic, co mogłoby go zainteresować. Czterech mądrali dyskutowało o ekonomiczno- politycznej sytuacji kraju. Albo pismaki nic jeszcze nie zwącha- ły, albo z jakichś powodów robota nie wyszła, choć to akurat wydawało się najmniej prawdopodobne. Nie zdarzało mu się zawalić. Pogłośnił odbiornik i zaczął przeglądać wczorajsze gazety. Z dzienników niewiele można było się dowiedzieć. Dla zabicia czasu kartkował kolorowe tygodniki. Musiał czekać. Dzwonek telefonu oderwał go od nieszczególnie wciągają- cej lektury. Podszedł do szafki nocnej. - Tak? – rzucił do słuchawki. - Gratulacje. Robota bez pudła. - Pomyłka. Styrna odłożył słuchawkę. W telewizji program publicy- styczny dobiegł końca i nadawano skrót wiadomości, wśród których na czoło wysunęły się sensacyjne wydarzenia z ostat- 7 STYRNA niej nocy. Wiceminister spraw wewnętrznych został rozszarpa- ny przez swoje dwa rottweilery. Kamera pokazała dom ofiary. Styrna musiał przyznać, że prezentował się nadzwyczaj okazale. Zawsze zastanawiał się, skąd ci ludzie biorą pieniądze na postawienie takich rezydencji. Przecież nie z rządowej pensji. Na ekranie telewizora pojawiły się psy zamknięte w osob- nych klatkach. Z niemalże ludzkim przestrachem w oczach ob- serwowały panujące wokół zamieszanie. Mieszanka chemiczna jego własnego pomysłu, którą w kiełbasie uraczył zwierzaki, powinna już była dawno wyparować z psich głów. W tle brzmiał miły dla ucha głos reporterki relacjonującej wypadek. - Wezwano specjalistów kynologów dla zbadania całej sprawy. Jak się udało nam ustalić, psy rzuciły się na swojego właściciela zaraz po tym, jak wysiadł na swojej posesji z samo- chodu funkcjonariuszy BOR- u. Minister Błaszak korzystał z ochrony od czasu, gdy polska mafia, której wypowiedział bez- pardonową wojnę, wydała na niego swoisty podziemny wyrok. - Dziennikarka pojawiła się na wizji. Młoda, ładna, krótko ścięta blondynka mówiła profesjonalnie, bez emocji. – Któż mógłby się spodziewać, że śmiertelne zagrożenie przyjdzie od wiernych zwierząt, które - jak nam powiedziano - wychowywały się u ministra od szczeniąt. Katarzyna Paszkiewicz; Wiadomości. Mężczyzna już nie słuchał dalszych wydarzeń z kraju i ze świata. Wyłączył telewizor i spakował swoje rzeczy do niewiel- kiej torby podróżnej. Niewiele tego było. Nigdy nie podróżował z nadmiernym bagażem. Wysiadł z windy na parterze. Już po kilku krokach uderzyła go podejrzana pustka w holu. Drzwi za nim zasunęły się. Poczuł 8 STYRNA mrowienie na karku. Zerknął na recepcjonistę. Młody człowiek spuścił wzrok. Więc jednak. Wiedział, co za chwilę nastąpi. Upuścił torbę na podłogę, dając w ten sposób sygnał, że nie zamierza stawiać oporu. Natychmiast został otoczony przez grupę antyterrorystów z wymierzonymi w niego krótkimi pisto- letami maszynowymi. Rzucono go na podłogę i skuto mu ręce za plecami. Komisarz Karol Gromnicki siedział za biurkiem z nogami na blacie w iście amerykańskim stylu. Kiedy wprowadzono aresz- tanta, postawił stopy na podłodze. Dwóch umundurowanych policjantów posadziło Styrnę na krześle naprzeciwko komisa- rza. Do pomieszczenia wszedł jeszcze jeden mężczyzna - w cywilu i usiadł na krześle pod ścianą. - Wiesz, kim jestem? – spytał komisarz. Wstał zza biurka i usiadł na krawędzi tak, że patrzył na aresztowanego z góry. - Nie przedstawił się pan – odpowiedział Styrna, przekrzy- wiając zawadiacko głowę. Podniósł skute ręce, sugerując zdjęcie kajdanek. Oficer ski- nął głową. Jeden z policjantów sprawnie rozkuł oskarżonego. - Jestem komisarz Karol Gromnicki. – Mężczyzna splótł ra- miona na piersi. – Rozpracowuję cię od ponad roku. - Mam się czuć zaszczycony? – Marek Styrna rozcierał nad- garstki. - Widzę, że poczucie humoru cię nie opuszcza. - Czymże podpadłem polskiemu wymiarowi sprawiedliwo- ści? Komisarz wziął z biurka tekturową teczkę. Otworzył i prze- rzucił kilka papierów. 9 STYRNA - Proszę bardzo. Przynależność do organizacji przestępczej, wymuszenia, szantaż i co najważniejsze zabójstwa na zlecenie. Wystarczy, żeby ci załatwić dożywocie. Aż nadto. Styrna uśmiechnął się z wyrozumiałością. - I oczywiście ma pan na to mocne dowody – stwierdził z powątpiewaniem. - Oczywiście. Zeznania świadka koronnego. – Policjant nie dał się zbić z tropu. – Jesteś ugotowany, przyjacielu. - Tak pan sądzi, komisarzu? - Ja nie sądzę. Ja wiem. Ale pan prokurator – spojrzał wy- mownie na człowieka siedzącego pod ścianą – poprosił mnie, żebym dał ci pewną szansę. - Już mi się nie podoba. - Lepiej posłuchaj, zanim coś powiesz. Możesz pójść na współpracę z prokuraturą i znacząco obniżyć sobie wymiar kary. Nie będę specjalnie naciskał, bo moim zdaniem powinie- neś pójść do pierdla na resztę życia. Ale twoja decyzja. Więc jak będzie? Marek Styrna spojrzał na wiszący nad biurkiem okrągły ze- gar. Dochodziła dziesiąta. - Świadek koronny, mówi pan, komisarzu... - Bardzo wiarygodny. Chcesz się zastanowić? - Już się zastanowiłem. - Czyli...? W tym momencie rozdzwonił się leżący na biurku telefon komórkowy. Mężczyzna spojrzał na wyświetlacz. Skrzywił się, ale odebrał. - Co jest? – warknął do aparatu. – Przesłuchanie mam. 10 STYRNA Policjant słuchał. Z każdą sekundą wyraz jego twarzy zmie- niał się coraz bardziej, by przybrać wyraz bezgranicznej wście- kłości. - Kurwa mać!!! – wrzasnął do słuchawki. – Jak?! Jakim cu- dem?! Jak pilnowaliście?! Dalsze słowa rozmówcy zdawały się uspokajać komisarza Gromnickiego. Sina z wściekłości twarz odzyskiwała swój natu- ralny kolor. Styrna z lekko przymrużonymi oczami bacznie ob- serwował mężczyznę. Treść rozmowy nie była mu raczej nie- znana. Policjant w końcu odłożył telefon. Zaciskał zęby, starając się stłumić emocje. Nie chciał, żeby aresztant widział go w stanie wzburzenia spowodowanego, jak można się było od biedy do- myślić, jakimś niepowodzeniem. Jakieś kłopoty? – Styrna z najwyższym zainteresowaniem przyglądał się swoim paznok- ciom. Gdyby wzrok mógł zabijać, aresztowany niechybnie zszedł- by w tym momencie z tego świata. - Nic ważnego. – Gromnicki przywdział nonszalancką pozę. Nie było łatwo, ale wyszło całkiem nieźle. – Ale wracając do sprawy... co zdecydowałeś? - Przeżył? - Co? - Pytam, czy przeżył? - Niby kto? - Świadek koronny. – Styrna splótł dłonie na karku. Komisarz nie odezwał się. Jeżeli Styrna wiedział, to musiał maczać w tym palce. Jednak udowodnienie mu czegokolwiek byłoby praktycznie niemożliwe. Jeżeli blefował, szansę namó- wienia go do współpracy diabli wzięliby bezpowrotnie. 11 STYRNA Policjant zastanawiał się przez krótką chwilę. Prawdopodo- bieństwo, że aresztant miał coś wspólnego z zabitym świad- kiem było minimalne. Wypadki się zdarzają. Chroniony bandyta zginął od porażenia prądem. Przyczyną śmierci była komórka podłączona do wadliwego zasilacza, co według wstępnych ocen wyglądało na nieszczęśliwy wypadek. Nieopatrznie wy- powiedziane zdanie: „Jak go pilnowaliście?”, mogło Styrnie dać do myślenia. Dlatego pewnie próbuje coś z niego wyciągnąć. - A co, zaczynasz się bać? - Już nie muszę. - Tak sądzisz? – Komisarz podjął grę. – Myślisz, że uda się podważyć wiarygodność świadka? Nie liczyłbym na to. W są- dzie cię udupi. Nie może być inaczej. Ale masz szansę... - Sądzę, że wasz świadek koronny jest już w plastikowym worku. Gromnicki roześmiał się w głos. Bardzo się starał, żeby nie wyszło to sztucznie. - Śnij dalej. – Policjant westchnął zniecierpliwiony. – Nie mam czasu na pierdoły. To jak będzie? Będziesz gadał? – Od- powiedziała mu cisza – Może chcesz się jeszcze zastanowić? – dodał z nadzieją. - Już się zastanowiłem. - I? - Nie – stwierdził Styrna autorytatywnie. - Jesteś pewny? - Najzupełniej. - Twoja decyzja. – Gromnicki spojrzał na zakratowane okno. – Przyzwyczajaj się do widoku. Tak będzie wyglądała reszta twojego życia. Wyprowadzić aresztowanego. – Styrna wstał i 12 STYRNA został ponownie skuty. – Jakbyś zmienił zdanie... – rzucił za wychodzącym w towarzystwie dwóch funkcjonariuszy. Styrna przystanął. - Nie zmienię zdania. – Telefon komisarza zasygnalizował dźwiękiem rozładowanie baterii. – Radziłbym uważać z zasila- czem. Podobno można porażenia dostać. Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając komisarza i prokura- tora z poczuciem totalnej przegranej. - On wie. – Prokurator wstał z krzesła. – Tylko skąd? - Bo to jego robota. - Jak to? - Normalnie. Styrnę wzywali, jak nikt inny nie dawał rady. Moim zdaniem załatwił też naszego świadka. - Kiedy? Jak? - Tego możemy się już nigdy nie dowiedzieć. 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Styrna
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: