Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00147 005584 14269018 na godz. na dobę w sumie
Sukces w 10 słowach - ebook/pdf
Sukces w 10 słowach - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-267-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jako uczeń dorabiał w jednym z londyńskich sklepów Tesco, sprzątając i rozładowując skrzynie z towarem. Gdy w 1997 r. Terry Leahy został prezesem tej firmy, borykała się ona z poważnymi kłopotami. Kiedy w 2011 r. odchodził na emeryturę, Tesco było nie tylko piątą pod względem wielkości spółką handlową na świecie, ale też jedną z najbardziej innowacyjnych firm w swojej branży. Królowa nadała Leahy’emu tytuł szlachecki, a rada miejska wyróżniła go tytułem wolnego człowieka miasta Liverpool, który pozwala mu (gdyby zechciał) przeprowadzać przez środek miasta owce bez ryzyka aresztowania. Ten sam przywilej nadano członkom zespołu The Beatles. „Potulnie zgadzamy się, że ten świat nie jest łatwym miejscem do życia i stawia przed nami zadania zbyt trudne, byśmy mogli im podołać. Ambitne zamierzenia wolimy z góry uznać za nierealne i szybko o nich zapomnieć. Zarówno w biznesie, jak i w polityce, zarówno w sektorze prywatnym, jak i w publicznym nie brak ludzi, którzy godzą się na to, co przyniesie im los. Czas to zmienić!”

Terry Leahy

Terry Leahy „Sukces w 10 słowach” napisał, żeby podzielić się własnymi doświadczeniami. W 10 hasłach zawarł najczystszą esencję tego, czego nauczyło go życie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

SUKCES W 10 SŁOWACH Tłumaczenie: Janina Nietoperz Opieka redakcyjna: Manana Chyb Korekta: Jacek Bławdziewicz Projekt okładki: Focus Producers Studio: Stefan Drewiczewski Zdjęcie na okładce: David Levene/eyevine/EAST NEWS Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska Wydawca AGORA SA ul. Czerska 8/10 00-732 Warszawa Redaktor naczelny Paweł Goźliński Producenci wydawniczy Małgorzata Skowrońska, Robert Kijak Koordynacja projektu Magdalena Kosińska © Copyright 2012 by Terry Leahy First published by Random House Business Books, part of Cornerstone Publishing, an imprint of the Random House Group, Ltd. © Copyright by Agora SA 2013 Wszystkie prawa zastrzeżone Warszawa 2013 ISBN: 978-83-268-1267-5 Druk: Drukarnia Perfekt T E R R Y L E A H Y SUKCES W 10 SŁOWACH Dla Alison Spis treści PRZEDMOWA ............................................................................... 9 WPROWADZENIE ...................................................................... 11 1. Prawda ....................................................................................... 21 2. Lojalność .................................................................................. 55 3. Odwaga .................................................................................... 85 4. Wartości .................................................................................. 117 5. Działanie ................................................................................. 151 6. Równowaga ........................................................................... 187 7. Prostota .................................................................................. 209 8. Wstrzemięźliwość ................................................................. 235 9. Konkurencja .......................................................................... 253 10. Zaufanie ................................................................................ 277 Wnioski ....................................................................................... 297 Indeks ......................................................................................... 303 PRZEDMOWA Sieć supermarketów Tesco miała na rynkach brytyjskich pozy- cję ubogiego krewnego, kiedy w latach 70. zatrudniłem się tam jako niedoświadczony, lecz pełen entuzjazmu młody specjalista od marketingu. Firma walczyła właśnie ze wszystkich sił o to, by pozbyć się etykietki sklepu dyskontowego, sprzedawała wyłącznie żywność, a poza granicami Zjednoczonego Królestwa była nieobecna. Mimo dość dynamicznego rozwoju trwającego przez całe lata 80. w połowie następnej dekady jeszcze ciągnęła się w tyle za gigantami brytyjskiego handlu, takimi jak Sainsbury’s czy Marks Spencer. Gdy po 14 latach pracy opuszczałem Tesco w roku 2011 jako dyrektor generalny, firma była już sześciokrot- nie większa niż obie konkurencyjne sieci razem wzięte. Teraz jest trzecim na świecie sprzedawcą detalicznym, ma ponad 6 tys. skle- pów i działa w 14 krajach Europy i Azji oraz w USA. Do sklepów Tesco ma dostęp połowa ludności świata. Firma sprzedaje prak- tycznie wszystko, od produktów zbożowych po ubezpieczenia, od bananów po telefony komórkowe, od odzieży po iPady, zarówno w sposób tradycyjny, jak i w internecie, przy czym obsługuje kilka milionów klientów tygodniowo. Ten ogromny skok, jeden z najbardziej spektakularnych w bry- tyjskim biznesie, Tesco zawdzięcza kombinacji kilku czynników. Są nimi: nieustająca troska o jakość, co przekłada się na zdoby- wanie lojalności klienta; stale wprowadzane innowacje – karty lojalnościowe, usługi, nowe formaty sprzedaży; a nade wszystko wola sukcesu, która cechuje kadry firmy. Początkowo wcale nie zamierzałem napisać książki. Powstała ona dzięki Danny’emu Sternowi, który zachęcił mnie do rozwinię- cia pewnych myśli wykorzystanych w serii wykładów o zarządza- niu. Współpraca z moim wydawcą Nigelem Wilcocksonem była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Nie szczędził mi zachęty, podzi- wiałem też jego umiejętność nadania moim wysiłkom ostatecznego 9 SUKCES W 10 SŁOWACH kształtu i stylu. Trudno też przecenić wkład George’a Bridgesa: był mi podporą, służył nieustającą pomocą, radą i podpowiedzią. Miałem szczęście pracować dla Tesco i pracowałem z ludźmi, których nie dobrałbym lepiej. Napisać o nich wszystkich – to temat na osobną książkę. Lecz wspomnieć tylko niektórych byłoby nie w porządku wobec pozostałych. Nie mogę w tym miejscu wymie- nić wielu osób – bez wątpienia kilku setek – które wspomagały mnie podczas mojej trzydziestoletniej pracy w Tesco. Niektórym zawdzięczam życzliwą pomoc w drobnych sprawach, innym – znaczący wkład w rozwiązanie ważnego problemu. Miałem też kilku kolegów i przyjaciół, którzy przez długie lata cierpliwie wspie- rali mnie wiedzą i radą. Lecz przede wszystkim chciałbym podziękować mojej żonie Alison, a także dzieciom Tomowi, Katie i Davidowi, na których miłość i uśmiech zawsze mogłem liczyć. WPROWADZENIE Sala była pełna mężczyzn i kobiet z instytucji pracujących dla rządu brytyjskiego. Ci wysocy urzędnicy zadali mi pytanie, z którym wcześniej spotkałem się już dziesiątki razy. – Jak pan tego dokonał? Jak to się stało, że firma Tesco, walcząca o przetrwanie brytyj- ska sieć supermarketów, stała się numerem trzy światowego handlu detalicznego? – To bardzo proste – odpowiedziałem. – Skupialiśmy się nie- ustająco na obsłudze klientów. Postawiliśmy przed sobą proste cele i przyjęliśmy pewne zasady. Stworzyliśmy procedury zmie- rzające do osiągnięcia celów i zadbaliśmy o to, by każdy wiedział, za co jest odpowiedzialny. Cisza. Uprzejme pochrząkiwanie. Tu i ówdzie ktoś nalewał wodę do szklanki. Cisza się przedłużała. Oto administracja państwowa w pełnej krasie, nic dodać, nic ująć. – I to już wszystko? – spytał w końcu jakiś urzędnik. Tak, to już wszystko. W tej książce opowiem, czego nauczyły mnie lata rozwoju Tesco. Niektóre z tych prawd wydadzą się proste i oczywiste. Lecz kiedy pracowałem w różnych miejscach świata z ludźmi różnych kultur, uderzyło mnie to, że wiele najbardziej podsta- wowych, najprostszych prawd życiowych – ważnych nie tylko w handlu – popadło w zapomnienie. Zostały odrzucone jako „zbyt oczywiste, by brać je pod uwagę” przez rozsądnych ludzi, dla których „proste” znaczyło „uproszczone”. Poddaliśmy się temu sposobowi myślenia, ponieważ żyjemy w skomplikowa- nym świecie. Zaczęliśmy wierzyć, że tylko skomplikowane roz- wiązania mogą naprawdę działać. 11 SUKCES W 10 SŁOWACH Ten sposób myślenia sprawia, że ludzie czują się bezradni wobec problemów, z jakimi się spotykają; uważają, że ich rozwiązywa- nie należy do kogoś innego – ich własnego szefa, jego szefów, szefa rządu albo Organizacji Narodów Zjednoczonych. Do kogokolwiek, tylko nie do nich samych. Potulnie się zgadzają, że ten świat nie jest łatwym miejscem do życia i stawia przed nami zadania zbyt trudne, którym nie można podołać. Ambitne zamierzenia wolą z góry uznać za nierealne i szybko o nich zapomnieć. Zarówno w biznesie, jak i w polityce, zarówno w sektorze prywatnym, jak i w publicznym nie brak ludzi, którzy godzą się na to, co los im przyniesie. Pora zacząć to zmie- niać. Tak, nasz świat jest skomplikowany. Oczywiście niektóre ze światowych problemów, jakie się pojawiły ostatnio – przeludnie- nie, zmiany klimatyczne, kryzys globalnego systemu finansowego – to złożone i trudne sprawy. Na przykład dla biznesu wyzwaniem są konsekwencje rewolucji cyfrowej, labirynty przepisów prawa handlowego i cywilnego, zdradliwość rynków finansowych. Tego typu zjawiska oplatają nasze życie niczym pajęczyna. Lecz nieza- leżnie od tego, czy chodzi o problemy globalne, czy o zarządzanie przedsiębiorstwem, najlepsze, najskuteczniejsze rozwiązania to rozwiązania proste. Tylko one są dla nas zawsze zrozumiałe, tylko one opierają się na jasnych wartościach, na zasadach, które prze- mawiają do każdego. Przekonałem się o tym, kiedy przezwyciężając napotykane po drodze problemy, przekształcaliśmy firmę Tesco w organizm, jakim jest ona dziś. Książkę tę napisałem, żeby podzielić się z tobą moimi doświadczeniami. Uporządkowałem moje przemyślenia wokół dziesięciu haseł, które razem zawierają najczystszą esencję tego, czego mnie nauczyło życie. Być może to pragnienie sprowadze- nia wszystkiego do najprostszej formy mówi coś o mnie. Uchodzę za człowieka bezceremonialnego i rzeczowego. I taki jestem. Zawsze mówię prosto z mostu to, co myślę. W ten sposób można czasem kogoś urazić, ale unika się nieporozumień. A teraz parę słów o tym, czym ta książka nie jest. Nie będzie to historia mojej kariery w Tesco, choć oczywiście jej treść opiera się na doświadczeniach ponad trzydziestu lat mojej pracy. Tesco nadal się rozwija, a ja jestem tylko częścią jego his- 12 WPROWADZENIE torii. Sukces, jaki odniosło Tesco – i mam nadzieję, że moja książka was o tym przekona – nie jest dziełem jednego człowieka, lecz setek tysięcy ludzi, pracujących ciężko dla osiągnięcia wspólnego celu. Gdybym pisał o własnej karierze, wyglądałoby to tak, jak- bym sobie samemu przypisywał sukces Tesco. I rzeczywiście, po wielokrotnym przejrzeniu tekstu obawiam się, że chwilami można odnieść takie wrażenie. Jeśli tak jest, to jeszcze zanim przejdziemy do Rozdziału I, chciałbym wyrazić ubolewanie. Pycha jest rozpo- wszechnionym grzechem, takim, którego chciałbym uniknąć. W biznesie nie można ustrzec się przed błędami. Ja także je popełniałem. Oto niektóre z nich: chybiona kampania reklamowa, pierwsza, którą przeprowadziłem jako dyrektor do spraw mar- ketingu; nieszczęśliwy pomysł stworzenia sieci restauracji działających w naszych sklepach; nieudana próba założenia sieci sklepów na Tajwanie. Lista byłaby długa. Właśnie dlatego, że biz- nes polega na podejmowaniu ryzyka. Decyzje, w których nie ma ryzyka, nie niosą szansy rozwoju. Należy jednak uczyć się popełniać błędy w taki sposób, żeby nie okazały się niszczące – oto cała sztuka. Gdyby wytoczono mi proces za błędy popełnione w czasie mojej pracy w Tesco, jestem pewny, że adwokat bez trudu znalazłby mocną linię obrony w wielu sprawach, a w wielu innych musiałbym przyznać się do winy. Moim celem w tej książce nie jest jednak samochwalstwo ani obrona podjętych przeze mnie decyzji. Chcę tylko podzielić się lekcją, którą otrzymałem. Rolę sędziów pozos- tawię innym. Nie jest to również podręcznik poświęcony sprzedaży, choć w wielu miejscach są do niej odniesienia. Mam nadzieję, że moja lekcja będzie przydatna dla każdego, cokolwiek robi, gdziekolwiek pracuje. Gdy widzisz słowo „klient”, nie myśl „nie mam klientów, więc mnie to nie dotyczy”. Praktycznie każda organizacja ma swo- ich klientów. W sektorze prywatnym wiele przedsiębiorstw może mówić o klientach, czyli tych, którzy coś od nich kupują. W sekto- rze publicznym, gdzie krążenie pieniądza jest niewidoczne – klien- tami, czyli nabywcami usług, zazwyczaj są obywatele: zapłacili, odprowadzając podatki. Napisałem „zazwyczaj”, ponieważ czasem obywatele nie mają wyboru, są zmuszeni przyjąć to, co oferuje im państwo. Ale nawet w takim wypadku sukces jest możliwy tylko 13 SUKCES W 10 SŁOWACH wtedy, gdy państwowe instytucje – tak jak prywatne – mają jasne cele, jasne procedury oraz kilka cech, które szerzej opiszę w kolej- nych rozdziałach. Nie jest to również poradnik wyłącznie dla ludzi na wysokich stanowiskach w wielkich koncernach, niepewnych jutra, nerwowo rozglądających się za następną posadą. Większość tych obserwa- cji może się przydać każdemu, niezależnie od kalibru prowadzo- nych spraw. Mam nadzieję – choć tylko nadzieję, co pragnę podkreślić – że nawet jeśli nie zajmujesz się zarządzaniem, ta książka pomoże ci trochę w twoim codziennym życiu. Jeśli pracujesz w niewielkiej firmie albo jesteś członkiem małego zespołu, zapewne musisz układać sobie współpracę z innymi, podejmować decyzje albo wytyczać i wprowadzać w życie jakieś plany. Ta książka może ci w tym pomóc. Nie jest to czarodziejska różdżka ani kamień filo- zoficzny, nie wyjawiam w niej żadnego „sekretu sukcesu i szczęś- cia”. Gdyby tak było, miałbyś prawo zażądać zwrotu pieniędzy, które na nią wydałeś – a jako handlowiec uważam zwroty towa- rów za katastrofę. Powinienem więc rozczarować cię na samym początku: nie podam żadnej magicznej recepty, dzięki której zawsze trafiałbyś w dziesiątkę. Ten, kto ci to obieca, jest kłamcą. Istnieją jednak proste prawdy, które w połączeniu z ciężką pracą mogą przyczynić się do sukcesu. Ot i wszystko. Do listy tego, czym nie jest ta książka, chciałbym jeszcze dodać, że jej bohaterem nie jest Terry Leahy. Jestem osobą prywatną – ku niezadowoleniu wielu dziennikarzy, którzy uprzejmie propono- wali mi wywiady „na tematy osobiste” i chcieli, żebym opowie- dział „o swoim życiu”, na co nigdy się nie zgadzałem. Nie czułbym się dobrze, opowiadając ludziom o sobie, przede wszystkim dla- tego, że moim zdaniem to ich nie powinno obchodzić. Nie sądzę zresztą, by naprawdę obchodziło to kogokolwiek. Powiedziawszy to... dochodzę do wniosku, że powinieneś jed- nak coś o mnie wiedzieć, aby zrozumieć, skąd się wzięła ta książka, naznaczona przecież moimi przekonaniami i wartościami, w które wierzę. Zacisnę więc zęby i opiszę ci pokrótce historię Terry’ego Patricka Leahy’ego. Mój ojciec urodził się w hrabstwie Sligo w Irlandii jako jedno z dziesięciorga dzieci. Kto mógł, emigrował wtedy do Ameryki. 14 WPROWADZENIE Mój ojciec też miał takie plany, ale wyścigi chartów sprawiły, że je zmienił. Wygrawszy na wyścigach trochę pieniędzy, zamiast do Ameryki wybrał się do Liverpoolu. Gdyby pies, którego obstawił ojciec, przegrał wyścig, byłbym zapewne Amerykaninem. Ojciec był cieślą. Kiedy wybuchła II wojna światowa, służył w marynarce i pływał w atlantyckich konwojach. Jego statek zos- tał storpedowany. Ojciec przeżył, choć odniósł ranę od odłamka pocisku. Ale złapał gruźlicę, a z powodu odniesionej rany nie mógł już pracować jako cieśla. Został hodowcą wyścigowych chartów. Hodowla psów, odrobina hazardu, do tego trochę alkoholu – tak wyglądało jego życie. Ojciec był miłym, inteligentnym człowie- kiem. Chodziłem z nim czasem po różnych miejscach, w których się obracał. Niektóre z nich działały nielegalnie i zdarzały się w nich brutalne rozróby – pamiętam, jak pojawił się u nas jakiś człowiek z pretensjami i z bronią w ręku. Moja matka także jest Irlandką. Urodziła się w hrabstwie Armagh w rodzinie farmerów. Harowała na farmie od najmłod- szych lat. Została pielęgniarką i wyjechała do Anglii, do Exeter, gdzie pracowała i ratowała ofiary niemieckich nalotów. Potem przeniosła się do Liverpoolu. Tam zamieszkała w dzielnicy Tox- teth, gdzie poznała mojego ojca. I to już wszystko. Byłem trzecim z ich synów. Urodziłem się w roku 1956 w dzielnicy Liverpoolu Belle Vale. Mieszkaliśmy w domu komunalnym z prefabrykatów. Po dru- giej wojnie światowej stawiano w Anglii tysiące takich domów, bo wielu ludzi straciło dach nad głową podczas bombardowań. Były tandetne, ale żyło się w nich wesoło. Miały ściany działowe z malowanych płyt wiórowych umocowanych na aluminiowych profilach. W zimie było zimno jak w psiarni. Ale mogliśmy cie- szyć się takimi luksusami jak lodówka albo toaleta pod dachem. Jako członkowie klasy pracującej – lub „pracującej dorywczo”, co lepiej stosowałoby się do mojego ojca – nigdy nie mieliśmy pie- niędzy. Telewizor kupiliśmy w 1962 roku, ale bardzo długo żyliśmy bez samochodu. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy na wakacje i nie przy- pominam sobie, żebym kiedykolwiek miał więcej niż jedno ubra- nie na zmianę. Wydaje mi się, że do 16. roku życia na okrągło cho- dziłem w szkolnym mundurku. Ale nie byliśmy głodni. Co wieczór jedliśmy na kolację jajka na bekonie i kartofle, w piątki była ryba 15 SUKCES W 10 SŁOWACH – jedzenie według dzisiejszych standardów dość skromne. Nie przypominam sobie, żebyśmy jadali ryż, ale do dziś pamiętam swoją pierwszą porcję spaghetti – miałem wtedy 18 lat – i pierw- szy kubeczek jogurtu. W dzieciństwie jedzenie odgrywało w moim życiu ogromną rolę. Często chodziłem z matką na zakupy – może dlatego, że geny handlowca już wtedy ciągnęły mnie do sklepów, a może to raczej mojej matce brakowało córki, której nigdy nie miała. Najbliższe sklepy znajdowały się w okolicznych pawilonach, wzniesionych także z prefabrykatów. Sklepiki były małe i ciemne, aż po sufit zawalone towarem. Każdy za nich nosił imię właściciela: mięsny nazywał się „U Ronniego”, ten ze słodyczami – „U Harry’ego”, spożywczy – „U George’a”. Moja pierwsza szkoła była lokalną katolicką podstawówką. Z początku nie lubiłem do niej chodzić i dużo wagarowałem. Nie byłem zbyt dobry w czytaniu: w domu nie mieliśmy żadnych książek, a to, czym zajmowaliśmy się w szkole, wydawało mi się obce i niezbyt zrozumiałe. Na szczęście szkoła, mimo że było nas w klasie ponad pięćdziesięciu, miała bardzo oddanych nauczy- cieli, którzy odkryli we mnie zdolności i pomogli zdobyć stypen- dium najlepszej szkoły średniej w Liverpoolu noszącej imię św. Edwarda. Była to szkoła, w której płaciło się czesne. Za mnie płaciły je miejscowe władze. To stypendium zadziałało jak rzucone mi koło ratunkowe. Moja rodzina, podobnie jak zdecydowana większość rodzin na naszym osiedlu, nie utrzymywała żadnych kontaktów towarzyskich z ludźmi wolnych zawodów, z biznesmenami, z menedżerami. Panowała u nas kultura dzielenia ludzi na „nas” i „tamtych”. My mieliśmy pozostać „nami”, a oni mieli zawsze być „nimi”. Wie- dzieliśmy, że takie jest życie. Nie było sensu z tym walczyć. W wieku 16 lat kończyliśmy szkołę i szliśmy do pracy. Do jakiejkolwiek pracy. I tyle. Kiedy wspominam tamte czasy, wydaje mi się zabawne, że uważaliśmy za swojego bohatera socjalistę z Partii Pracy, wybra- nego do parlamentu z sąsiedniego okręgu premiera Harolda Wil- sona. Wilson wyrwał się z naszego świata, studiował w Oksfor- dzie, a potem szedł coraz wyżej i wyżej. To właśnie jemu, jako jednemu z nielicznych, udało się dostać do „ich” świata – naprawdę rzadki przypadek. W każdym razie tak nam się wtedy wydawało. 16 WPROWADZENIE Moi nauczyciele – wśród których wielu było członkami Kon- gregacji Braci w Chrystusie – uczyli mnie czegoś innego. Dzień po dniu, pośrednio i wprost, wtłaczali mi do głowy, że ciężka praca da mi taką samą szansę na osiągnięcie sukcesu życiowego jak każdemu innemu człowiekowi. Z początku twardo opierałem się wysiłkom wychowawczym i w konsekwencji nieraz poczułem na sobie karzącą rękę szkolnej sprawiedliwości. Przez dwa czy trzy lata buntowałem się, rozrabiałem, siedząc w ostatniej ławce i po trosze odgrywając rolę klasowego błazna. Krótko przed maturą odkryłem nagle, że miałbym coś niecoś do powiedzenia na istotne tematy. Ale błaznów z ostatniej ławki nikt nie bierze na serio. Więc zabrałem się do roboty. Pochłaniałem podręczniki do his- torii, geografii, ekonomii. Zacząłem nawet zdobywać nagrody za postępy w nauce, co zapewne wprawiło moich nauczycieli w osłupienie. W tym czasie w Liverpoolu w cieniu załamującego się prze- mysłu rozwijała się gwałtownie kultura masowa. W moich wczes- nych latach szkolnych słuchaliśmy na okrągło miejscowych zespołów muzycznych – Gerry and the Pacemakers, Freddie and the Dreamers oraz, ma się rozumieć, The Beatles. Tymczasem doki liverpoolskie, które dawniej były głównym źródłem dostatku tego miasta, podupadały. Szansa wymykała mi się z rąk. Pewnego roku podczas letnich wakacji zacząłem szukać pracy, ale pracy nigdzie nie było. Wsiadłem więc do autobusu i przejechałem kilkaset mil, by wysiąść w Wandsworth w południowym Londynie. Pukałem do wszystkich drzwi w tej dzielnicy i w końcu dostałem pracę w miejscowym supermarkecie Tesco. Moja praca polegała na układaniu stert opakowań z kawą i herbatą na półkach. Wszystko mi się w tej pracy podobało oprócz muzyki. Puszczano tam w kółko te same kawałki. Kiedy odchodziłem pod koniec wakacji, nie prze- szło mi nawet przez myśl, że jeszcze kiedyś wrócę do Tesco. Miałem plany, by po szkole studiować architekturę. Pociągało mnie w architekturze to, że wymagała twórczego myślenia. Ale nie udało mi się uzyskać odpowiednio wysokiej oceny z historii sztuki, więc zostałem odrzucony. Postanowiłem zostać prawni- kiem, lecz odradzano mi to, bo moje wyniki nie były wystarczająco dobre, żeby się starać o przyjęcie na wydział prawa. Zacząłem myś- leć o studiowaniu zarządzania, choć do dziś nie wiem dlaczego, 17 SUKCES W 10 SŁOWACH bo nie miałem wtedy pojęcia, o co w tym chodzi, coś mi tylko mówiło, że to brzmi ciekawie, zachęcająco i poważnie. Złożyłem papiery i zostałem przyjęty na Wydział Zarządzania na Uniwer- sytet w Manchesterze, do Instytutu Nauk Ścisłych i Technologii. Chociaż tęskniłem za domem, a uczelnia trochę mnie przerażała, zacząłem nabierać zaufania do własnych predyspozycji akade- mickich. Zajęcia były bardzo inspirujące, zwłaszcza te prowadzone przez Rolanda Smitha i Cary’ego Coopera, którzy nauczyli mnie, jak ważna jest prostota myślenia i uwaga, zwłaszcza zaś uwaga poświęcana klientom. Wyposażony w dyplom akademicki odpowiedziałem na wiele ogłoszeń słynnych, liczących się sieci handlowych. Ale nigdzie się nie dostałem. Podjąłem więc pracę w firmie Co-op i zacząłem jeź- dzić po kraju, oferując delikatesowe artykuły spożywcze – węd- liny, sery i tak dalej – firmom prowadzącym handel detaliczny. Przekonywanie surowych, konserwatywnych szefów górniczych spółdzielni z Yorkshire, że powinni spróbować sprzedaży serów dojrzewających, surowej wędzonej szynki i oliwek, było prawdzi- wym wyzwaniem, ale przynosiło mi satysfakcję. Czułem jednak, że spółka zmierza donikąd, a to z powodu nieprzejrzystej struk- tury i rozproszonych praw własności. W roku 1979 złożyłem poda- nie o przyjęcie mnie do pracy w dziale marketingu w Tesco. W tym samym czasie starałem się o posadę w Alcan Foil, firmie, która, jak sądziłem, była na fali. W Tesco odrzucili moje podanie. Na moje szczęście – z tego, kogo przyjęli zamiast mnie, byli tak zado- woleni, że od razu go awansowali. Dzięki jego wyjątkowym zdol- nościom zaproponowano mi pracę, na którą nie miałem już nadziei. Zacząłem pracować w Tesco. I spędziłem tam 33 lata. Powinienem też dodać, że ożeniłem się z Alison, która jest lekarką, i mamy troje dzieci. Nigdy nie jesteśmy w stanie sami ocenić, jaki wpływ na nasze przekonania, na sposób widzenia świata ma nasze pochodzenie i historia naszego życia. Nikt z nas nie może być sędzią we włas- nej sprawie. Ale gdybym położył się na kozetce i jednocześnie wcielił się w rolę psychoanalityka, zauważyłbym, że wychowanie, jakie odebrałem, nauczyło mnie kilku rzeczy. Po pierwsze, nauczyło mnie cenić dobre maniery, wykształce- nie, ciężką pracę, zdrowy rozsądek i szacunek dla innych. To właś- 18 WPROWADZENIE nie jest podstawa funkcjonowania rodziny, lokalnej wspólnoty, firmy i całego społeczeństwa. Po drugie, pozostawiło we mnie gorące pragnienie osiągnięcia czegoś w życiu. Dążyłem do tego w każdy możliwy sposób. Od wczesnych lat wiedziałem, że jeśli chcę w życiu osiągnąć cokol- wiek, muszę wierzyć w siebie. „Dam sobie radę”, a nie „Pomocy!” było moją mantrą. Niepowodzenie oznaczało niepewny los, życie bez perspektyw i brak pieniędzy. Szybko pojąłem, że aby osiągnąć sukces, muszę zaangażować wszystkie siły i podjąć konieczne ryzyko. Maksyma mojej szkoły mówi: „Odwaga poprzez wiarę”. Poprzez wiarę w Boga, poprzez wiarę w siebie. Myślę, że mam w sobie oba rodzaje wiary. Poza tym głęboko pragnąłem pomagać ludziom, niezależnie od tego, kim są, w ich dążeniu do lepszego życia. Nigdy nie pociągała mnie polityka. Byłem zbyt nieśmiały, żeby stanąć na mównicy. Zawsze zresztą miałem wrażenie, że w polityce dużo się mówi, a niewiele robi, za wiele się obiecuje, a zbyt rzadko spełnia obiet- nice. Chciałem stworzyć coś trwałego, coś, co będzie się liczyć. Na koniec dodam jeszcze, że skoro urodziłem się Liverpoolu, musiałem zostać kibicem najlepszego miejscowego klubu piłkar- skiego, Evertonu. Kiedy będziecie czytali tę książkę, zauważycie, że opieram się na doświadczeniach i odkryciach wielu osób. Wybaczcie mi, jeśli z tego powodu wyda się wam ona „mało oryginalna”. Mógłbym na to odpowiedzieć, że kiedy silimy się na „oryginalność”, kiedy chcemy powiedzieć coś „nowego” za wszelką cenę, ryzykujemy, że utracimy kontakt z mądrością i doświadczeniem minionych pokoleń. Niektóre źródła, z jakich korzystałem, to komentarze ludzi będących naturalnymi diamentami ogromnego rynku doradztwa dla firm. Inne to pisma dowódców wojskowych, takich jak feld- marszałek wicehrabia Slim, którego pamiętniki z czasów, gdy dowodził Czternastą Armią w Birmie podczas II wojny świato- wej, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Udało mu się przemienić pokonane, zdemoralizowane wojsko we wspaniałe, odważnie walczące, zwycięskie oddziały. Tesco nigdy oczywiście nie było „zdemoralizowane” ani „pokonane”, jednak wiele z doświadczeń feldmarszałka Slima poruszyło we mnie właściwą strunę i wpłynęło na mój sposób myślenia. 19 SUKCES W 10 SŁOWACH To, co napisałem wyżej, może zabrzmieć jak wyświechtany fra- zes. Ale chciałbym wskazać rzeczywiste podobieństwa między tymi dwiema sytuacjami. Generałowie dowodzą tysiącami ludzi w szybko zmieniających się okolicznościach, w których jasność celów i procedur jest sprawą najwyższej wagi. W dużym biznesie jest bardzo podobnie. Co więcej, w wojsku na ogół nie ma miejsca i czasu na subtelności. W walce trzeba działać szybko, zdecydo- wanie i zmierzać prosto do celu. Niejasność może prowadzić do katastrofy. Prostota i dokładność są właśnie tym, co lubię i sza- nuję. W tym miejscu chciałbym się zwierzyć z mojego zaintere- sowania historią wojen. Być może każdy, kto prowadzi sklep, jest jak żołnierz, który niesie w plecaku buławę marszałkowską. Zanim zaczniesz czytać dalej, powinieneś dowiedzieć się o mnie jeszcze jednej rzeczy. Jestem optymistą. Zawsze wierzę, że naj- lepsze jeszcze jest przed nami, także dlatego, że świat toczy się dzięki zwyczajnej, prostej ludzkiej nadziei na lepsze jutro. Chcemy lepszego jutra dla siebie samych i dla naszych rodzin. Zmotywo- wany tą powszechną nadzieją nigdy nie utraciłem wiary, że ludzie wolni, mający wiarę w siebie i możliwości działania, mogą osiągnąć rzeczy niezwykłe. Być może to idealizm, lecz w życiu sprawdza się on lepiej od pesymizmu. Tym, którzy mówią: „To niemożliwe, nigdy mi się nie uda”, radziłbym przemyśleć sprawę jeszcze raz. Dobra szkoła, trwała rodzina są, co oczywiste, fundamentem szczęśliwego życia. Ale nawet jeśli to nie było ci dane, nie czuj się więźniem swojej prze- szłości. Przeszłość jest tylko przeszłością – niczym więcej. Nie pozwól, żeby ograniczała twoją przyszłość. W tej książce spróbuję cię przekonać, że istnieje mnóstwo sposobów, by powiększyć swoją szansę na sukces. Sukces zależy bowiem od naszych własnych, głęboko ukrytych zasobów. Jeśli żyjesz, nie odważając się podążać za marzeniami i nadziejami, możesz utknąć w głębokiej, ciemnej dolinie zawiedzionych pragnień, roztrząsając, co by to było, gdyby... Ty sam jesteś odpowiedzialny za swoje działania. Ty sam wybie- rasz drogę, którą pójdziesz. Przypadek i błędy mogą sprawić, że zwolnisz krok, ale nie zatrzymuj się, nie rezygnuj, patrz przed sie- bie – i obróć kartkę. Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sukces w 10 słowach
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: