Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00068 006921 13462229 na godz. na dobę w sumie
Supernowa - ebook/pdf
Supernowa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 48
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-929666-9-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Nie warto rzucać na szalę własnego życia tylko po to, żeby uratować burego kocura, maskotkę stacji orbitalnej. Przekonuje się o tym pilot międzyplanetarny, William Smith, bohater mikropowieści, której pełna niespodzianek akcja toczy się w ogromnej odległości od Układu Słonecznego. Nieszczęśliwym trafem zostaje sam w opuszczonej bazie, krążącej wokół gwiazdy mającej właśnie wejść w stadium supernowej. Czy wyjdzie z tego cało?

Tuż przed wybuchem feralnej gwiazdy zatrudnieni tam naukowcy i technicy opuszczają stację, odlatując w stronę Układu Słonecznego. Wszyscy z wyjątkiem głównego bohatera, gdyż temu dziwnym trafem nie udaje się zaokrętować.

Co ma zrobić pechowiec, któremu ostatnie chwile życia przeciekają między palcami? Pogodzić się z tragicznym losem, odebrać sobie życie, rzucić się w wir ostatnich dostępnych przyjemności czy wbrew nadziei szukać ratunku?

 

Jednak tylko z pozoru jego los jest przesądzony. Okazuje się bowiem, że stacja kosmiczna ma drugie dno, a urodzonego w czepku pilota kosmicznego czekają fascynujące przygody.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział 2 P rzedrzemałem pokładową noc, niespokojnie rzucając się po po- słaniu i kurczowo mnąc prześcieradło. Nie mogłem znaleźć so- bie wygodnego miejsca. To mi było za zimno, to za gorąco. Odkryte androidy spędzały sen z powiek, a natura ciągnęła wilka do lasu. Pulsowały mi skronie, nie mówiąc o innych niepokojących reak- cjach organizmu, do których wstyd się było przyznawać. Nie pano- wałem nad zmysłami. Co rusz zrywałem się z łóżka, chcąc popędzić do ślicznych klonów, ale byłem konsekwentny i trzymałem się upar- cie postanowienia, że dotrwam do rana. Nikt zazdrosny nie mógł mi przecież podebrać słodkich panienek. Nikt nie gryzł niecierpliwie palców i nie stał do nich w kolejce. O pokładowej siódmej odświe- żyłem się w kabinie regeneracyjnej, ubrałem, szukając w ściennej szafie czegoś na grzbiet, niestety, moje najlepsze ciuchy poleciały do Układu Słonecznego, a potem z biciem serca udałem na drugą kondygnację. W dziurawych szortach w kwiatki i kolorowej koszuli szedłem jak gołowąs na niecodzienną randkę. Nie wiedziałem, jak wypadnę i dodawałem sobie kurażu, gwiżdżąc wrytą w pamięć me- lodię. Tuleje były zasłonięte, więc z duszą na ramieniu zajrzałem do sali klubowej. — Dzień dobry! — ukłoniłem się, odruchowo wcielając w rolę uprzejmego aż do przesady dżentelmena. Dwie zjawiskowe długonogie blondynki w oszałamiająco ską- pych ciuchach siedziały przy barze. Łakomy widok dla wygłodzo- nego samca! Ciekawie zerknęły w moją stronę. — Hej, kowboju! Miło, że się pojawiłeś! — zachęcająco rzekła Emma, witając mnie jak starego znajomego i z gracją zsuwając się z barowego stołka. Zbliżyła się wdzięcznym krokiem modelki, lu- 18 strując z uznaniem moją twarz i ciepło kładąc mi dłoń na ramieniu. Zmysłowa Lucy poszła w jej ślady. — Jesteś super! — pokazała zęby w uśmiechu, przymilnie gła- dząc mój policzek. Rozwiały niepewność nieśmiałego klienta i uspokoiły jego roz- szalałe serce. Od razu poszły na całość, jakby były bez pamięci za- kochane i czekały z utęsknieniem, żeby od ręki nadrobić narosłe za- ległości. Nie musiałem ich adorować, tracić czasu na jałowe poga- wędki, nawijać o sobie ani ględzić o pogodzie. Ogarnęły mnie ra- mionami i niecierpliwie zabrały do rzeczy. Zatonąłem w ich obję- ciach. Ani się obejrzałem, a znalazłem się w najbliższym gabinecie, lądując na krytym jedwabiem szerokim łożu, a tam poddając w mig ich miłosnym torturom. Były naprawdę słodkie i nie brakowało im fantazji. Wiedziały, jak dogodzić mężczyźnie. Byłem w siódmym niebie. Aż się chciało wierzyć w kobiety! Medytowałem nad nimi, pałaszując śniadanie. Kusiło mnie, żeby obudzić trzecią. Nie opusz- czały pawilonu „K”, więc nie mogłem zaprosić ich do restauracji i posadzić obok siebie. Na pewno kosztowały krocie i próbowałem dojść do tego, po co ściągnięto je z Ziemi na odległą o wiele lat świetlnych stację, na której mieli przebywać akceptujący spartań- skie warunki dziwacy, naukowcy różnych branż, specjaliści od ob- sługi sprzętu i piloci. Otworzyłem butelkę brandy, nalewając sobie do pękatego kieliszka. — Zdrowie! — wzniosłem toast do wirtualnej orkiestry. — Moje i pięknych dam! Wypiłem, napełniłem do połowy kieliszek i wpadłem w nie- pokojącą zadumę. Alkohol rozjaśniał mi umysł. Ten moduł dla kre- zusów pasował do całej reszty jak pięść do nosa. Coś tu nie grało. Tu nie było miejsca dla wysokiej klasy kurtyzan. W Victorii na nu- mer z podobną madonną musiałbym wydać miesięczną gażę. Nale- żały mi się jak psu zupa. — Jak psu zupa — odkrywczo mruknąłem. Mój nos mi mówił, że ta zagadkowa baza może kryć więcej ekscytujących tajemnic. Ponad wszelką wątpliwość miała drugie dno. I że w związku z tym powinienem z niesłabnącą uwagą przej- rzeć całą listę zasobów zastrzeżonych, niczego nie pomijając. 19
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Supernowa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: