Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00328 006024 14496286 na godz. na dobę w sumie
Światło i mrok - ebook/pdf
Światło i mrok - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 136
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-4061-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Miłość i nienawiść, dobro i zło, Bóg i Szatan. Horror o wojnie między dobrem a złem. Demony, potwory, a przeciw nim jeden człowiek.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 Światło i mrok Alex Mroczny Książkę tę dedykuję swojej ukochanej córeczce, Julii, która jest moim światłem w mroku. 2 © Copyright by Alex Mroczny Projekt okładki Alex Mroczny ISBN 978-83-272-4061-3 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. 3 Prolog. Rok pański 1476. Szatan, wróg wszystkiego, co dobre, zstąpił na ziemię i spędził jedną noc z kobietą, która dziewięć miesięcy później urodziła syna i nadała mu imię Saragoss. Chłopiec szybko wyrósł ze szczenięcego wieku i zaczął objawiać nadnaturalne zdolności. Jednocześnie jego dusza przepełniona była złem, nie wiedział co to litość, współczucie. Satysfakcję czerpał jedynie ze sprawiania bólu i cierpienia. Matka chłopca, zdająca sobie sprawę z tego, kim jest jej syn, postanowiła go unicestwić. Ale ojciec Szatan nie dopuścił do tego, ostrzegając swego potomka. Chłopiec w okrutny sposób zabił swoją rodzicielkę i wypił jej krew. Od tej pory krew stała się jego pokarmem. Mordował bez opamiętania: kobiety, dzieci, mężczyzn, pławił się w ludzkiej posoce i nigdy nie miał dosyć. Jego nadnaturalne zdolności rozwinęły się w niewyobrażalny sposób, czyniąc z niego najpotężniejszego człowieka na ziemi. Nikt nie mógł mu się przeciwstawić. Wielu próbowało unicestwić potwora, ale wszyscy umierali w straszliwych męczarniach, jakie zgotował dla nich Saragoss. Diabelski pomiot znalazł grupę wyznawców, którzy sprowadzali mu ofiary, opiekowali się nim i bronili go przed jego wrogami. Szatan zacierał ręce widząc, jak jego syn siał zło na ziemi i posyłał do jego królestwa coraz więcej dusz. W końcu jednak dobry Bóg dostrzegł podstęp Księcia Ciemności i zesłał na ziemię Anioła Gabriela, aby ten pokonał zło. Gabriel wchodząc między ludzi, musiał stać się takim jak oni. Musiał odrzucić swą nieśmiertelną powłokę i przyjąć ciało człowieka, kruche i podatne na rany. Sługa boży tak też uczynił, zachowując jednak moc, która dawała mu równe szanse w walce z Saragossem. Anioł stoczył śmiertelny bój z synem Pana Piekieł i wygrał, ale nie do końca. Demon został uwięziony, następnie obłożony klątwą, która nie zabiła go, lecz uśpiła na sto lat. Gabriel wiedział, że walka jeszcze się nie zakończyła i kierowany Słowem Bożym połączył się węzłem małżeńskim z pobożną kobietą i miał z nią syna, który przejął jego moce anielskie. Odtąd były one przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale tylko jednemu dziecku. Co sto lat potomkowie Gabriela staczali walkę z przebudzonym synem Szatana i usypiali go na kolejne stulecie. Szatan miotał się w bezsilnej wściekłości, ale nie mógł nic zrobić, gdyż klątwa 4 nałożona na jego syna pochodziła od samego Boga. Nie mogła jednak trwać wiecznie, zatem Bóg ogłosił, że pięćset lat po pierwszej walce i pokonaniu Saragossa nadejdzie czas rozstrzygający bitwę między demonem a potomkiem Anioła. Wtedy też okaże się, czy zwycięży zło i na ziemi nastanie piekło, czy też zatryumfuje dobro i ludzie będą żyć w zgodzie i miłości. Syn Szatana, co sto lat budził się wzywany przez swych okrutnych wyznawców i próbował zwyciężyć wrogów, ale oni znów posyłali go w otchłań piekielnego snu, w którym musiał trwać następny wiek. Słudzy Saragossa ukrywali jego ciało i pilnowali go przez stulecia, aby w wyznaczonym czasie, dzięki przerażającym i okrutnym rytuałom, sprowadzić do życia swego Pana i przygotować do ostatecznej bitwy. Koniec dwudziestego wieku. Zbliża się czas, kiedy rozstrzygnie się, kto zwycięży w walce dobra ze złem, w bitwie światła i mroku. Ciało demona umieszczone zostaje w podziemiach dużego, starego domu, stojącego na wzgórzu porośniętym lasem. Jest to miejsce przeklęte, gdzie odbywały się krwawe msze w imię Szatana i dzikie orgie, w których udział brali wyznawcy Pana Ciemności. Słudzy Saragossa wiedzą, że narodził się człowiek, który stoczy z ich Panem ostateczną walkę, ale nie wiedzą, gdzie się znajduje ani kim jest. Muszą czekać, aż potomek Anioła użyje mocy, która rozejdzie się po świecie niczym fala na powierzchni morza i dzięki temu będą mogli go zlokalizować i podjąć wszelkie działania, aby mu przeszkodzić w dotarciu do ich Pana. 5 Rozdział 1 Patryk Kurt był najzwyklejszym człowiekiem pod słońcem. Nie miał problemów osobistych, zawodowych, miał żonę Annę i córkę Angelę. Był miłym i uczynnym człowiekiem, podobał się kobietom, które go lubiły, a on traktował je z szacunkiem i nigdy nie wykorzystywał ich słabości do siebie. Kochał swoją żonę i ona kochała jego, choć była trochę o niego zazdrosna, zresztą jak każda kobieta. Kochał też swoją córkę, o której myślał, że jest największym szczęściem, jakie spotkało go w życiu. Patryk więc niczym szczególnym się nie wyróżniał, ale tylko z pozoru. Jego umysł krył coś, o czym nikt nie wiedział. Nawet Patryk, choć czuł, że coś w sobie ma, nie mógł stwierdzić, co to jest. Wiedział, że nie wszystko z nim jest tak, jak należy, że coś w jego umyśle chce się obudzić. Wiedział to już od dziecka, wtedy też zauważył u siebie pierwsze objawy tej, jak myślał z początku, choroby, a objawiała się ona tym, że w swojej głowie słyszał dziwne głosy. Były to jakby krzyki udręczonych dusz rozsadzające mu czaszkę, ale nie ingerujące w jego umysł. Krzyki te istniały obok niego, nie mieszały mu myśli. Gdy je słyszał, czuł się tak, jak gdyby stał z boku i im się przysłuchiwał. Z początku myślał, że to choroba psychiczna i bardzo się bał. Obawiał się też komukolwiek o tym powiedzieć, by nie uznano go za wariata. Z biegiem lat przywykł do tych głosów, a kiedy się ożenił, wizje całkiem go opuściły, lecz nie na zawsze. Po trzech latach małżeństwa powróciły i znów zaczęły go nawiedzać w najmniej oczekiwanych momentach. Mógł je usłyszeć w każdej chwili: podczas śniadania, w czasie rozmowy, przed snem. Nie było żadnego ostrzeżenia i nagle w jego umyśle odzywały się krzyki tysięcy udręczonych istot, krzyki przepełnione cierpieniem, złością, strachem, krzyki, które nie mąciły mu umysłu, ale były obok niego. I co dziwne, do głosów dołączyły także obrazy. Kiedy zamykał oczy, widział rzeczy, których nikt nie chciałby oglądać. Widział porozrywane ciała, krwawe, gnijące, rozpadające się, wymieszane ze sobą. Widział ludzkie ręce, nogi, twarze, wszystko to zmielone w jedną wielką, niekończącą się, oślizgłą kupę mięsa. Widział i słyszał. l bał się. W dalszym ciągu nikomu nie mówił o tym, co się działo w jego głowie. Przywykł do tych wizji, nie przeszkadzały mu w życiu, nie miały na niego prawie żadnego wpływu. Były tylko projekcją, filmem, który musiał często oglądać. Jednak Patryka zaczęła niepokoić częstotliwość, z 6 jaką wizje zaczęły się pojawiać. Wcześniej raz na tydzień, miesiąc, a obecnie zdarzały się praktycznie codziennie. Wiedział, że musi udać się do lekarza, że jest z nim jednak coś nie tak i że jego „choroba” się rozwija. Umówił się na wizytę z psychologiem. Ten przyjął go u siebie w gabinecie jak każdego innego pacjenta, wysłuchał, dał kilka rad, przepisał jakieś leki, wziął pieniądze i zapomniał o nim. Patryk po wizycie wrócił do domu trochę uspokojony tym, że lekarz nie wykrył żadnej choroby. Psycholog uznał go za normalnego człowieka, a winę za jego wizje zrzucił na stres i niezdrowy tryb życia. Nic mu więc nie dolegało i nie musiał się o siebie martwić. Ale głosy nie ustawały. Obrazy stawały się coraz bardziej intensywne i wyraźne. Czuł się teraz tak, jak gdyby coś chciało się wyrwać z jego umysłu, wydostać na zewnątrz. Coś wielkiego, strasznego i tak potężnego, że aż cały drżał od tej mocy. Był cichy, spokojny wieczór. Patryk wracał ze spaceru po parku. Trasa jego przechadzki przebiegała ciemnymi, mało uczęszczanymi przez przechodniów i samochody uliczkami. Szedł zamyślony i nie zwrócił uwagi na grupę wyrostków stojących w ciemnym zaułku. - Dobry wieczór - usłyszał - A dokąd to się pan wybiera? Patryk zatrzymał się zaskoczony i spojrzał na pięciu młodych ludzi podchodzących powoli do niego. Dwóch z nich ustawiło się za nim, dwóch po bokach, a jeden, ten, który go zagadnął, stanął naprzeciw niego. - Czego chcecie? Nie mam żadnych pieniędzy - przestraszonym głosem odezwał się Patryk. - Ho, jaki domyślny - odpowiedział stojący przed nim człowiek - Skąd wiedziałeś, że chcemy pieniędzy? - Nie wiedziałem, tylko... - Dobra. Nie pieprz mi głupot, tylko wyskakuj z kasy, bo jak nie, to pożałujesz - podniesionym głosem odezwał się wyrostek i dla dodania wiarygodności swoim słowom wyciągnął z kieszeni nóż sprężynowy. Patryk przestraszył się nie na żarty. Nie raz słyszał o napadach na samotnych spacerowiczów, o morderstwach za marne grosze. Wiedział, że jeżeli szybko czegoś nie wymyśli, nie wyjdzie cało z tej przygody. Ale co miał wymyślić? Ukradkiem rozejrzał się, czy w pobliżu nie ma kogoś, kto mógłby wezwać pomoc, lecz uliczka była pusta. - Naprawdę nie mam pieniędzy, ale możecie sobie wziąć mój zegarek - 7 próbował jakoś wybrnąć z ciężkiego położenia, w jakim się znalazł. - Ooo, dzięki! W dupę sobie wsadź swój zegarek!!! - wrzasnął szczeniak - Dawaj kasę, albo już nie żyjesz!!! Wyrostek chwycił Patryka za kurtkę i szarpnął do siebie. - Pomocy!!! - krzyknął rozpaczliwie Patryk i w tej samej chwili zobaczył, jak młodzik zamierza się na niego nożem. Głosy w głowie Patryka ryknęły z taką mocą, iż wydawało mu się, że rozerwą mu czaszkę. Krzyknął ze strachu, zasłonił rękami głowę, upadł na ziemię i stracił przytomność. Po chwili się ocknął. Przez jakiś czas siedział oszołomiony, po czym wstał spodziewając się ciosów od swoich prześladowców. Ale nic się nie stało. Było cicho, za cicho. Gdzie się podziały wyrostki, które go zaczepiły? Rozejrzał się wokół siebie i... włosy na głowie stanęły mu dęba. Na ulicy leżały ludzkie, zmasakrowane ciała. Widział kłębowisko rąk, nóg, wnętrzności, krwi, rozdartych ubrań i wystających kości. Będąc w szoku domyślił się jednak, że to szczątki jego prześladowców. Ale co się z nimi stało? Na Boga, kto im to zrobił?! On? Jak i kiedy!?! Nic nie pamiętał. - l co teraz? - pomyślał przerażony - Policja? Jak im to wytłumaczę?! l co się właściwie stało!?! Był wystraszony i zdumiony. Zaczynało do niego docierać, że to, co widział, ma związek z głosami w jego umyśle. Coś nie pozwoliło, by został skrzywdzony, coś uratowało mu życie, jednocześnie zabijając prześladowców, robiąc z nich krwawą miazgę. Przerażony ruszył szybkim krokiem odchodząc od miejsca makabry. Chciał stamtąd jak najszybciej uciec. Zbierało mu się na wymioty, czuł zawroty głowy. Nie pamiętając jak, dotarł w końcu do domu. Po cichu otworzył drzwi frontowe i wszedł do przedpokoju. Zdjął z siebie kurtkę, powiesił ją na wieszaku i nie ściągając butów poszedł do kuchni, gdzie nalał sobie pół szklanki wina, które stało w barku chyba od roku. Wypił ją jednym haustem i nalał drugą. - Coś się stało? - Patryk podskoczył jak oparzony. W drzwiach do kuchni stała jego żona. - Ty pijesz? - zapytała - Coś się stało, prawda? Patryk usiadł na krześle i opróżnił szklankę. - Nie, kochanie. Po prostu źle się czuję i pomyślałem, że szklaneczka dobrego wina mi nie zaszkodzi - odpowiedział stłumionym głosem. - Nie wyglądasz dobrze. Może jesteś chory? - zapytała żona z troską w głosie. 8 - „Nawet nie wiesz, jak bardzo.” - pomyślał, a głośno powiedział - Nie, po prostu boli mnie głowa. To chyba przez tę pogodę. Zaraz mi przejdzie - Patryk wstał i nie patrząc w oczy żony, poszedł do łazienki. Anna powiodła za nim zdziwionym wzrokiem i pokręciła głową. - Za dobrze cię znam, kochanie - szepnęła do siebie - I wiem, że coś się stało. Patryk zamknął za sobą drzwi, zdjął ubranie i wszedł pod prysznic. Puścił na siebie strumień zimnej wody, od której jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Po pięciu minutach wyszedł z kabiny i wytarł się do sucha. Podszedł do lustra przy umywalce i popatrzył na swoje oblicze. Podkrążone oczy, zarost na twarzy, blada skóra. Nie wyglądał dobrze. Starał się nie myśleć o tym, co zdarzyło się podczas spaceru, ale obraz zmasakrowanych ciał wracał do niego jak bumerang. Zamknął oczy i spróbował przypomnieć sobie swoje okropne wizje. Głosy przyszły nagle i bez ostrzeżenia. - Agrrr!!! - zajęczały. Patryk otworzył oczy i potrząsnął głową. - Odejdźcie, zostawcie mnie - szeptał zdruzgotany - Co ze mną robicie, czemu nie dacie mi spokoju. - Kto ci ma dać spokój - szepnęły głosy, a szept ten był dla Patryka jak uderzenie pioruna. - Co, gdzie, jak to...? - zapytał całkowicie zaskoczony i zdezorientowany - Kto to powiedział? - Już czas, żebyś zrozumiał - usłyszał. - Co zrozumiał? - powiedział głośno Patryk. Zza drzwi dobiegł go głos żony. - Kochanie, czy wszystko w porządku? Wołałeś mnie? - Nie! - odpowiedział Patryk. - Wydawało mi się, że coś mówisz? - nie ustępowała Anna. - Nie kochanie. Zaciąłem się przy goleniu i mówiłem do siebie - odrzekł jej mąż nerwowo rozglądając się po łazience. - Hm... - Anna wzruszyła ramionami i wróciła do kuchni, gdzie już wcześniej zaczęła przygotowywać kolację. Patryk nabrał powietrza w płuca, po czym głośno je wypuścił. Po raz pierwszy z życiu głosy w jego głowie przemówiły do niego. To niewiarygodne! - To przywidzenie - przekonywał sam siebie - Za dużo wrażeń. - A czy przywidzeniem było to, co się stało na spacerze? - zapytał głos w jego głowie. 9 - Aaa!!! - krzyknął Patryk i uciekł sprzed lustra. - Kochanie, co się stało? - żona przestała kroić warzywa, gdy zobaczyła, jak jej mąż wybiega z łazienki. - Nic, nic. Zaciąłem się - odrzekł szybko Patryk - Nie będę jadł kolacji. Położę się spać. Anna spojrzała na niego zdumiona. - Ależ kochanie... - chciała zaprotestować, ale Patryk właśnie znikał na schodach prowadzących na piętro. Anna usiadła z córką do kolacji. Nie próbowała wołać męża. Jego zachowanie było co najmniej dziwne. Postanowiła, że dzisiaj nie będzie go o nic wypytywać, czuła, że i tak nie chciałby z nią rozmawiać. Po kolacji Anna zaprowadziła córeczkę do jej pokoju. - Kochanie, dzisiaj pójdziesz spać wcześniej, dobrze? - Ależ mamo, jest dopiero ósma! - protestowała Angela. - Skarbie, mamusia jest zmęczona i też się chce położyć - odrzekła Anna. - Ale opowiesz mi bajkę? - zapytała dziewczynka. - Dobrze, skarbie - odpowiedziała matka. Po piętnastu minutach Angela śniła o królewiczach, księżniczkach i smokach, a Anna zeszła do salonu na parterze. Usiadła w fotelu i włączyła telewizor. Nie mogła się jednak skupić na obrazie. Myślała o mężu. - Co się z nim dzieje? - zastanawiała się głośno - Nigdy się tak nie zachowywał. Zaczynał ogarniać ją niepokój. Patryk leżał na łóżku, ale nie starał się zasnąć. Jego umysł pędził jak pociąg próbując ogarnąć to, co dzisiaj mu się przytrafiło. - Oszalałem - myślał - inaczej tego, co się stało, nie da się wytłumaczyć. Wmawiał sobie to tak długo, że w końcu w to uwierzył. - To musi być to. Jednak jestem chory - stwierdził - O Boże, przecież to nie mogło się zdarzyć! Naprawdę oszalałem! Zaczął szlochać. A więc głosy, które słyszał od dzieciństwa, to objaw choroby psychicznej. - Więc jestem wariatem - szepnął zdruzgotany, ale jednocześnie z ulgą - Wolę być szaleńcem, niż gdyby to wszystko miało być prawdą. 10 - Ale to jest prawdą - powiedział głos. - Co?! - Patryk podskoczył na łóżku. W głowie mu zawirowało. - „To się dzieje naprawdę ?i?” - pomyślał. - Tak - odpowiedział głos - I nie bądź taki zdziwiony. Byłem z tobą od zawsze, tylko ty mnie nie słuchałeś, albo nie chciałeś słuchać. - To niemożliwe! - Patryk poczuł, że każdy włosek na jego skórze jest podniesiony. Na czoło wystąpiły mu krople potu - Ty nie istniejesz. Jestem szalony! To tylko moje chore wizje! - Chciałbyś, żeby tak było - odparł głos - Ale jest inaczej i nic na to nie poradzisz. Patryk był bliski płaczu. Przez godzinę wmawiał sobie, że jest chory, że musi się leczyć, że w końcu wszystko będzie dobrze, ale teraz wiara we własną chorobę mocno się w nim zachwiała. Przecież wyraźnie słyszał głos, który mówił do niego i już nie wiedział, co było prawdą, a co urojeniem. - Kim jesteś? - zapytał drżącym szeptem - Czym jesteś? - Teraz to nie ma znaczenia - odparł głos w jego głowie - Ważne jest to, kim Ty jesteś. - Ja? - oczy Patryka rozszerzyły się zdumione - Jak to „kim ja jestem”? Głos westchnął i nastąpiła chwila ciszy. Umysł Patryka pracował na najwyższych obrotach, starając się logicznie wyjaśnić to, co się teraz działo. Ale, chociaż się bardzo starał, nie doszedł do żadnych wniosków. - Jesteś wybrany - odezwał się w końcu głos. Patryk zakrztusił się własną śliną. - Wybrany? Do czego? Na Boga, co jest grane?! - Kurt zaczynał tracić cierpliwość. Był zły na siebie, że gada do jakiegoś głosu, który najprawdopodobniej jest tylko wytworem jego wyobraźni. - Nic na to nie poradzisz. Nie ty o tym zdecydowałeś, również nie ja. Jestem twoim przewodnikiem - mówił głos - Mam ci wyjaśnić, do czego zostałeś powołany i nauczyć cię korzystać z twoich uzdolnień. - Uzdolnień? - Patryk usiadł na łóżku. - Tak, ale nie ma pośpiechu. Na razie wypoczywaj i nie martw się o swój stan zdrowia. Nie jesteś szalony. To, co się z tobą dzieje... tak musi być. Do tego się narodziłeś - głos przerwał i westchnął. - Wystarczy - zdecydował - Teraz śpij i wypoczywaj - mówił coraz ciszej, by w końcu zamilknąć. 11 Patryk siedział na łóżku i drżał cały. W głowie kotłowało mu się tysiące myśli, zawładnęło nim przerażenie. „Nie jesteś szalony” - słowa te dźwięczały mu w uszach. - Skoro nie jestem wariatem, to wszystko, co dzisiaj się wydarzyło, jest prawdą! - zerwał się z łóżka i wybiegł z pokoju. Anna spała w fotelu przed włączonym telewizorem, w którym emitowany był przegląd najważniejszych wiadomości z dnia. Patryk wbiegł do salonu, potknął się o krzesło, które upadło z głośnym łoskotem, odzyskał równowagę i dopadł pilota od telewizora. Anna obudziła się nagle i zaczęła szybko mrugać oczami przeganiając resztki snu. - Kochanie, nie śpisz? - zapytała na widok męża. - Ciii... - Patryk zwiększył natężenie dźwięku w telewizorze. Anna popatrzyła na męża. Ujrzała mężczyznę z wytrzeszczonymi oczami, drżącego i przerażonego. - Co ci jest! - zapytała głośno - Natychmiast mi powiedz, co się dzieje - mówiła głosem stanowczym, ale zabarwionym lekką nutką strachu. Patryk nie reagował na jej pytania. Patrzył w telewizor i słuchał reportera opisującego jakieś ważne wydarzenie. - „...Około godziny osiemnastej na ulicy Sarksa doszło do makabrycznego morderstwa” - mówił reporter - „Policja odkryła zwłoki pięciu mężczyzn. Morderstwo to wstrząsnęło wszystkimi, którzy widzieli ciała. Zwłoki są tak zmasakrowane, że policja ma trudności z ustaleniem tożsamości ofiar. Wszelkie osoby, które wiedzą coś na temat tej strasznej zbrodni, proszone są o natychmiastowy kontakt z policją...” Patryk siedział blady, z otwartymi ustami, a lewą ręką drapał nerwowo kark. Anna patrzyła na niego pytająco, nie mogąc pojąć, co wspólnego może mieć wiadomość podana w telewizji z jej mężem. - Kochanie - zaczęła trochę niepewnie - Musimy porozmawiać. Kurt nawet nie drgnął. Siedział i patrzył pustym wzrokiem w telewizor. - Natychmiast! - krzyknęła. Patryk zaskoczony zamrugał powiekami. Wyglądał, jak gdyby dopiero co się przebudził. - Co? - szepnął - Co mówiłaś kochanie? - Mówiłam, że musimy porozmawiać - odrzekła Anna - Zachowujesz się 12 bardzo dziwnie. Nigdy cię takim nie widziałam. Co się stało? Dlaczego z taką uwagą słuchałeś tej wiadomości o morderstwie? - Anna zamilkła jak gdyby coś sobie uświadomiła. - Chwileczkę - zastanowiła się - Czy ten reporter nie wymieniał ulicy Sarksa? Patryk skinął głową. - O Boże! To przecież blisko nas! - krzyknęła Anna. Przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu. Podejrzenia zaczęły zbierać się w jej głowie. Popatrzyła na męża. - Ty coś wiesz, prawda? Coś wiesz o tym morderstwie? - zapytała ostrożnie. Patryk nie odpowiedział. Ukrył twarz w dłoniach i zaczął szlochać. Anna wystraszona, prawie przerażona, wstała z fotela i podeszła do nieco. - Kochanie, co się dzieje? - pytała - Widziałeś, kto to zrobił, prawda? Powiedz! Patryk nie odpowiadał. Jego ciałem targały spazmy szlochu, łkał jak dziecko. Anna nie mogła dłużej tego znieść. Najgorsze podejrzenia zaczęły nękać jej umysł. - Jeżeli coś wiesz, to musisz iść z tym na policję - powiedziała. - Nie!!! - krzyknął Patryk na tyle głośno, że jego żona podskoczyła wystraszona - Żadnej policji!!! Teraz Anna była pewna. Jej mąż w jakiś sposób był powiązany z makabrycznym mordem, o którym mówili w telewizji. Nie podejrzewała go o najgorsze, do tego nie byłby przecież zdolny. Znała swojego męża dobrze i czuła, że Patryk coś wie i czegoś się okropnie boi. - Uspokój się kochanie - powiedziała cicho i położyła rękę na jego ramieniu. Wzdrygnął się, ale nie zaprotestował - Jeżeli nie chcesz mi powiedzieć, co się stało, to nie mów. Później możemy porozmawiać. - Nie ma o czym mówić - szepnął w odpowiedzi. Anna była zbita z tropu. Jej mąż nigdy się tak nie zachowywał. Nie mięli przed sobą sekretów, zawsze jej o wszystkim mówił, a teraz... Nie wiedziała, co w tej sytuacji ma robić. Objęła go i przytuliła się do jego piersi. Zdziwiła się, jak bardzo jest spięty. Każdy mięsień na jego ciele był niemiłosiernie naprężony i drżący. - Potem porozmawiamy - szepnęła. Nie chciała go dłużej męczyć. Widziała, że każde następne pytanie sprawia mu ból. - Porozmawiamy później - szepnęła ponownie i pocałowała go w usta. Były 13 słone i suche. Patryk nie odezwał się, ale, ku zaskoczeniu Anny, przytulił ją także i zaczął płakać. Czuła łzy spływające po jego policzkach na swoją twarz. - „Boże, co się z nim dzieje?” - myślała przerażona - „W co on się wmieszał?” - Kochanie... - szepnął Patryk, ale nie dokończył, gdyż położyła mu na ustach swój palec. - Cii... Nic nie mów - mimo przerażenia zaczęło w niej narastać podniecenie. Czuła, jak sutki twardnieją jej pod koszulką. - Cii... Porozmawiamy jutro. Teraz chodź, musisz odpocząć - szeptała mu do ucha. Patryk kiwnął głową. Anna prowadziła go na górę, trzymając jak dziecko, za rękę. Weszli do sypialni. W pokoju było widno dzięki ulicznym latarniom, których blask wpadał przez okno. Patryk popatrzył na żonę, a ona odwzajemniła jego spojrzenie. - Chodź - powiedziała i pociągnęła go na łóżko. Nie opierał się. Położyli się obok siebie. Patryk zaczął powoli i delikatnie całować jej szyję, jednocześnie zdejmując z siebie ubranie. - Kochany - szepnęła Anna i ściągnęła koszulkę. Duże piersi zakołysały się i przyciągnęły wzrok Kurta. Anna zdjęła spodnie i majtki. - Kochany - szepnęła jeszcze raz, ale Patryk już w niej był. - Aaah!!! - westchnęła splatając swoje nogi na plecach męża i wykrzywiając twarz w grymasie rozkoszy. Anna spała, a Patryk leżał obok niej i myślał. Przerażenie, które trzymało go przez cały wieczór, ustąpiło. Głaskał włosy żony i zastanawiał się nad wydarzeniami, które przeżył kilka godzin wcześniej. Myślał też o Annie i o tym, jak bardzo ją kochał. Była dla niego wszystkim. Przynosiła mu otuchę w najtrudniejszych chwilach, nigdy go nie zawiodła. Sprawiła, że powrócił do niego spokój i za to kochał ją z całego serca. - Jeszcze nie śpisz? - głos w jego głowie ponownie go zaskoczył - Powinieneś wypocząć po tak ciężkim dniu. Patryk się nie odzywał. Wstał z łóżka, ubrał się w dres i po cichu, żeby nie obudzić żony, zszedł na dół do kuchni. Gdy już tam był, nalał sobie szklankę whisky. 14 - Nie nadużywaj tego, bo wpadniesz w nałóg - odezwał się głos - Zresztą, dzisiaj na pewno to ci nie zaszkodzi. Patryk nie wytrzymał. - Czego ode mnie chcesz! - prawie wrzasnął, ale pohamował się - Kim jesteś? Odpowiedz mi?! Usłyszał westchnienie w swoim umyśle. - Na pewno nie jestem twoim wrogiem - mówił głos - Możesz mnie nawet uważać za bliskiego ci przyjaciela. - Ale dlaczego dopiero teraz do mnie mówisz, skoro jesteś ze mną od tak dawna? - zapytał Patryk. - Wcześniej nie chciałeś mnie słuchać. Próbowałem przekazać ci, że istnieję, ale ty odbierałeś moje sygnały jako niewyraźne wizje, które brałeś za wymysł własnej wyobraźni. Myślałeś nawet, że jesteś psychicznie chory. - Więc dlaczego właśnie teraz mogę z tobą normalnie rozmawiać? - pytał dalej Patryk. - Dzisiejszego wieczoru przeżyłeś silny wstrząs, twoje życie zawisło na włosku. Wiedziałem, że jeżeli nie wyłamię blokad, które nałożyłeś na własny umysł, żeby mnie za nimi zamknąć, będzie po tobie. Trochę mi w tym pomogłeś, pomógł mi twój strach. Udało mi się wyrwać z twojego umysłu i popchnąć twój talent. Resztę zrobiłeś sam, nieświadomie. Patryk słuchał z rozszerzonymi oczami. Słowa dobiegające z jego głowy dopiero po chwili do niego dotarły. Powoli zaczynał je rozumieć, ale jeszcze nie wierzył. - Chcesz przez to powiedzieć, że to ja zrobiłem? Że to ja zabiłem tamtych ludzi? - na myśl o porozrywanych ciałach poczuł mdłości - To niemożliwe! Przecież ich było pięciu! Mięli noże! Nie dałbym rady nawet jednemu, a co dopiero takiej grupie. Zresztą, ich ciała były w takim stanie, że chyba żadna istota nie mogła tego zrobić. - Nie uczyniłeś tego fizycznie. Nie używałeś rąk, nóg, narzędzi. Działał twój talent, który do tej chwili był ukryty. Zagrożenie życia spowodowało jego uaktywnienie, przebudzenie i odtąd już na zawsze będzie z tobą i będziesz mógł z niego korzystać. - Nie wierzę! - krzyknął Patryk i jednym haustem wypił całą szklankę whisky - Kłamiesz! To wszystko nie jest prawdziwe! Talent? Jaki talent mógł zrobić takie rzeczy? 15 Głos westchnął znowu. - Wiem, że ciężko ci jest to zrozumieć, ale musisz to zaakceptować. Nie masz wyboru. Patryk czuł się strasznie. Po chwili spokoju, jakiego zaznał w ramionach żony, znów dopadł go strach i zwątpienie. Nic nie rozumiał z tego, co mówił do niego tajemniczy głos i tak naprawdę to nadal wierzył, że jednak jest szalony i że to wszystko, to po prostu majaki chorego umysłu. - Im szybciej zaakceptujesz to, co się stało, tym łatwiej będzie ci przełknąć to, co mam ci jeszcze do powiedzenia. - „To jeszcze nie wszystko?” - pomyślał przerażony Patryk. - Nic z tego! - wykrzyknął - Nie chcę cię słuchać! Okłamujesz mnie od początku i doprowadzasz do szaleństwa! Ty i to, że do mnie mówisz i że cię słyszę, to musi być jakaś sztuczka. Nie wierzę w nic, co mi powiedziałeś! - Hm - głos w głowie mężczyzny był spokojny - Dobrze, niech będzie jak chcesz. Powiem ci tylko, że talentów, które zbudziłeś, nie da się zatrzymać, a nie potrafiąc ich kontrolować, możesz wyrządzić wiele zła i cierpienia. Patryk miał już dosyć. Postanowił ignorować głos, nie zwracać na niego uwagi. Zaczął od nowa sobie wmawiać, że jest chory i tylko psychiatra może mu pomóc. - Jutro zapiszę się na wizytę - postanowił. - Sam poprosisz mnie o pomoc - powiedział głos - Od tej pory nie będę cię już niepokoił, lecz jeżeli będziesz chciał, żebym ci pomógł, uczynię to, bo jest to moją powinnością. - Idź precz!!! - wrzasnął Patryk, ale głos nie odpowiedział. Kurt wlał sobie jeszcze jedną szklankę whisky. W głowie mu zaczynało szumieć od wypitego alkoholu, ale nie chciał jeszcze spać. Musiał to sobie wszystko przemyśleć. - To oczywiste, że oszalałem - mówił do siebie - Jutro spotkam się z lekarzem, ale tym razem nie zbędzie mnie paroma słowami. Jestem chory i muszą mnie wyleczyć. Czekał jeszcze przez chwilę, czy głos z głowy się nie odezwie, ale nic nie usłyszał. W końcu postanowił wrócić do łóżka. Wszedł na górę i po cichu wślizgnął się pod kołdrę. Anna odruchowo odwróciła się do niego i wtuliła w jego ramiona. - Kocham cię - szepnął Patryk i pocałował ją w czoło. 16 Po kilku minutach, zmęczony przeżytymi wydarzeniami i oszołomiony wypitym alkoholem, spał twardym snem bez snów. 17 Rozdział 2 Następnego dnia Patryk wstał wcześnie rano, kiedy na dworze panował jeszcze zmrok i zgodnie z tym, co sobie wczoraj postanowił, udał się do psychiatry. Tam przeprowadził wszelkie możliwe badania, odbył kilka rozmów z lekarzem, ale ten nie stwierdził u niego choroby psychicznej. - To co mi jest, doktorze? - pytał Patryk - Skąd te głosy i wizje? - Przyczyną może być wszystko - odparł lekarz - Stres, papierosy, alkohol. Ale myślę, że nie ma się czym niepokoić. Badania nie wykazały żadnych odchyleń w stanie pańskiego zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego. Według mnie jest pan całkowicie normalnym człowiekiem, trochę zestresowanym, ale normalnym. Wyjaśnienia lekarza jakoś nie przekonały Patryka. Czuł wątpliwości, ale już mniejsze, niż wczoraj. - Zapiszę pana na przyszły tydzień - powiedział lekarz - Przyjdzie pan do mnie i powie, czy dalej pana męczą te „wizje”. Jeżeli nic się nie zmieni, to zastanowimy się, co dalej. A tymczasem muszę pana pożegnać, następni pacjenci czekają. Do widzenia. - Do zobaczenia - odrzekł Patryk i wyszedł. Nie bardzo wierzył, że rzeczywiście nic mu nie jest. „Najbliższe dni pokażą” - pomyślał i postanowił się już więcej nie zadręczać pytaniami i wątpliwościami. Poprawił mu się humor, tak że wychodząc ze szpitala prawie pogwizdywał. - Słyszała pani, co zdarzyło się wczoraj na ulicy Sarksa? - usłyszał nagle Patryk i zatrzymał się zaskoczony. - To straszne - mówiła starsza kobieta do pielęgniarki - Taka zbrodnia. Jak długo żyję, nie pamiętam czegoś takiego. Patrykowi krew odpłynęła z twarzy, oddech stał się szybki i urywany, serce waliło jak młot. - To prawda - odpowiedziała pielęgniarka - Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Podobno policja jeszcze nie ustaliła tożsamości tych mężczyzn, tak zmasakrowane były ich ciała. - Co za potwór mógł to zrobić? - pytała staruszka - Chyba jakieś zwierzę, bo człowiek nie byłby zdolny do czegoś tak okropnego. Patryk nie słuchał dalej. Ruszył biegiem przed siebie, łzy napłynęły mu do 18 oczu, tak, że nie widział, gdzie zdąża. Kiedy przebiegał przez ulicę, o mało nie spowodował wypadku. - Nie! Nie!!! - szeptał do siebie - Boże, to się stało naprawdę! Przypomniał sobie nagle, co mówił do niego głos: „Talentów, które zbudziłeś w sobie, nie da się zatrzymać, a nie potrafiąc ich kontrolować, wyrządzisz wiele zła i cierpienia. - Nie będę z tobą rozmawiał, słyszysz? - cedził przez zęby - Nie chcę, żebyś do mnie przychodził i gadał w mojej głowie. Nie chcę, nie chcę! - prawie płakał ze złości. Ale nic nie usłyszał, głos się nie odzywał. Patryk zawołał taksówkę i kazał się zawieść do domu. Anna obudziła się dopiero o dziesiątej. Sięgnęła ręką do Patryka, ale nie było go przy niej. Resztki snu szybko uleciały z jej głowy. Usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju. - Kochanie - zawołała - Patryk! Gdzie jesteś? Cisza. Nikt jej nie odpowiedział. Szybko wyskoczyła z pościeli i zarzuciła szlafrok. Wyszła z sypialni i zeszła do salonu. Był pusty. - Patryk! - krzyknęła. Zajrzała do kuchni, łazienki i do pokoju córki. Angela siedziała w pidżamie na łóżku i bawiła się lalkami. Na widok matki uśmiechnęła się do niej i wróciła do zabawy. „Może jest na spacerze? - pomyślała, ale wiedziała, że Patryk nigdy nie wychodził tak wcześnie. Był śpiochem i przeważnie wstawał około godziny dziesiątej. Pracował w domu, pisząc teksty do gazet, więc myśl, że jest w pracy, nie przyszła jej nawet do głowy. Zaczęła się szybko ubierać. „Może poszedł zrobić zakupy?”, ale to też nie było do niego podobne. Zaczynała się bać. „Już wczoraj zachowywał się dziwnie.” - myślała. Nie wiedziała, co ma robić. Nagle usłyszała, że otwierają się drzwi wejściowe. Biegiem ruszyła na dół sprawdzić, kto je otworzył. To był Patryk. Anna westchnęła z ulgą. - Gdzie byłeś? Martwiłam się o ciebie! - powiedziała z wyrzutem. - Musiałem przemyśleć kilka spraw - odrzekł Patryk nie wspominając o wizycie u psychiatry. - Kochanie. Jestem twoją żoną i jeżeli masz jakieś problemy, to po to tu jestem, żeby pomóc ci je rozwiązać - Anna przytuliła się do męża - Nie rób mi więcej takich niespodzianek. 19 Patryk odwzajemnił jej uścisk, ale wyraz jego twarzy mówił Annie, że myślami jest gdzie indziej. - Kochanie - zaczęła ostrożnie - Czy powiesz mi, co się stało wczoraj wieczorem? Patryk wzruszył ramionami. Chciał jej powiedzieć, ale się bał. Nie wiedział jak zacząć i obawiał się reakcji swojej żony. „Czy nie uzna mnie za wariata, niebezpiecznego szaleńca? - myślał. - Patryk - nalegała Anna. Westchnął. Jeszcze nigdy nie było mu tak ciężko. Jak miał jej powiedzieć, że w jego umyśle jest jakaś istota, która z nim rozmawia, że wczoraj najprawdopodobniej zabił pięciu ludzi. Nie mówił więc nic. Anna odsunęła się od niego i ruszyła do kuchni. - Dobrze, jeżeli nie chcesz teraz rozmawiać, to nie będę cię zmuszać. - „Kochana kobieta.” - pomyślał Patryk. - Ale obiecaj mi, że wkrótce o tym porozmawiamy. I nie będziesz niczego ukrywał - zakończyła jego żona. Patryk ponuro kiwnął głową. - Dobrze. Ty dzisiaj zrobisz śniadanie, a ja pójdę do Angeli i pomogę się jej ubrać - zdecydowała Anna. - Co zjesz? - spytał smutno Patryk. - Cokolwiek zrobisz kochanie, będzie mi smakowało - odparła z uśmiechem Anna. 20 Rozdział 3 Na wzgórzu porośniętym lasem, niedaleko małego miasteczka, stał stary dom. Z pozoru opuszczony, z zarośniętymi chodnikami i oknami zabitymi deskami, odstraszał swoim wyglądem przybywających tu przez przypadek ludzi. Dom był piętrowym budynkiem zbudowanym z ciemnego, pokrytego mchem kamienia. Ludzie mówili, że dzieją się w nim straszne rzeczy, że nocami słychać krzyki rozchodzące się po okolicy, że w oknach widać światła. Uważali go za nawiedzony. Opowieści te odstraszały ewentualnych rabusi i bezdomnych. Dom rzeczywiście nie był zwyczajny. Na pozór opuszczony, w rzeczywistości taki nie był. Śmiałek, który chciałby go odwiedzić nocą, zobaczyłby coś, od czego mógłby zwątpić w swoje zdrowe zmysły. Grupa osób, ubrana w czarne płaszcze i z zarzuconymi na głowy kapturami, wysiadła z ciemnej limuzyny zaparkowanej przed domem. Siał rzęsisty deszcz, niebo co chwila rozświetlały błyskawice, a wiatr targał ubraniami przybyszów. Ludzie ruszyli w kierunku domu i podeszli do drzwi posiadłości. Pierwszy z nich otworzył je i wszedł do środka. Na holu panował mrok i czuć było wilgocią i stęchlizną, jak gdyby nikt tutaj nie sprzątał. Wyczuwalne były też inne zapachy, trudne do skojarzenia z czymkolwiek. Ludzie przeszli przez hol i weszli do dużego salonu. Pierwszy z nich podszedł do okrągłego stołu, ustawionego po środku i zapalił świece znajdujące się w siedmioramiennym świeczniku. Migotliwy blask rozjaśnił pomieszczenie, cienie zatańczyły po ścianach, na których wisiały obrazy przedstawiające różne dziwne i budzące strach sceny. Umeblowanie pokoju było skromne i składało się na nie wspomniany już stół, sześć drewnianych, kunsztownie rzeźbionych krzeseł, regał zapełniony książkami oraz półki ze słojami wypełnionymi płynem, w którym pływały zakonserwowane ciała zdeformowanych zwierząt. Przybysze zdjęli płaszcze i usiedli za stołem. Wszyscy byli rasy białej, nie młodzi, wszyscy mięli poważne twarze i wzrok zwrócony na jednego z nich, który wyglądał na najstarszego. Miał długie, siwe włosy, orli nos i jasnoniebieskie oczy, które wydawały się przeszywać na wylot tego, kto w nie patrzył. Człowiek ów usiadł frontem do drzwi wejściowych, opuścił głowę i siedział nieruchomo. Wyglądał, jak gdyby się modlił. Pozostali nie przerywali mu, tylko czekali w skupieniu. Po dłuższej chwili starzec podniósł głowę i 21 spojrzał przed siebie. Jego usta były zaciśnięte, a oczy pełne gniewu. - Kiedy to się stało? - zapytał nie zwracając się do nikogo konkretnego, a jego głos był głęboki, lekko zachrypnięty i wzbudzał grozę. - Wczoraj, Mistrzu - odpowiedział człowiek siedzący po jego prawej stronie. - Opowiedz mi jeszcze raz, co się takiego stało, że zmusiło nas do spotkania się tutaj - rzekł starzec. Człowiek po prawej stronie wyglądał na czterdzieści pięć lat, miał chudą twarz i włosy lekko przyprószone siwizną. Jego głos świadczył o wielkim szacunku, jakim darzył starca. - Policja znalazła zwłoki pięciu mężczyzn. Ciała były w okropnym stanie, tak, że dotąd nie można ustalić ich tożsamości. Wszystko wskazuje na to, że zabił ich ktoś z nadprzyrodzonymi zdolnościami. - Co na to wskazuje? - dopytywał się starzec. - Rany nie były zadane żadnym narzędziem. Nie mogło tego zrobić także żadne zwierzę - ciągnął zapytany - Po prostu zwłoki były rozerwane na strzępy, a później wymieszane ze sobą tak, że trudno je było rozdzielić. Tworzyły jednolitą masę i dopiero sekcja wykazała, że w skład tej masy wchodzi pięć ludzkich ciał. - I jaki z tego wniosek? - pytał dalej siwowłosy. - Tak zabić mógł tylko ktoś, kto posiada moc. Nastała chwila milczenia. Starzec opuścił głowę i wyglądało jak gdyby znów się modlił. - Słyszeliście wszyscy - niespodziewanie powiedział mistrz - l wynika z tego jedno. Pięciu mężczyzn patrzyło na niego w napięciu. Byli bladzi i skupieni. - Zrobił to człowiek, który będzie chciał zniszczyć naszego Pana - rzekł siwowłosy - Wszystko na to wskazuje i jest to sygnał dla nas, że musimy działać. Czy wiecie już, kto zabił tych mężczyzn? - Tak - odezwał się ten, który cały czas zabierał głos - Kosztowało nas to trochę wysiłku, ale wiemy - oczy mówiącego zwęziły się niczym u wilka - To Patryk Kurt. - Jesteście pewni, że to on? - twarz starca stężała. - Tak, nie ma najmniejszych wątpliwości - odezwał się człowiek siedzący naprzeciw mistrza - Śledziliśmy go i wszystko na to wskazuje. - Czy ten Patryk ma rodzinę? - zapytał siwowłosy. 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Światło i mrok
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: