Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00446 007858 11235434 na godz. na dobę w sumie
Świetlany mrok. Szósta z dziewięciu - ebook/pdf
Świetlany mrok. Szósta z dziewięciu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7859-863-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> fantasy
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Świetlany mrok Szósta z Dziewięciu tom VI część IX. To kres historii światła i mroku. Kobiety naznaczone przez czas i los oraz para niezwykłych dzieci pragną wypełnić swe posłannictwo. Jednakże ich cele są sprzeczne: komu zatem dane będzie definitywnie zatriumfować? Czas na ostateczne rozstrzygnięcia.

„To była opowieść o świetle i mroku. O świetle i mroku w każdym z nas” – koniec.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Krzysztof Bonk ŚWIETLANY MROK TOM VI SZÓSTA Z DZIEWIĘCIU CZĘŚĆ IX © Copyright by Krzysztof Bonk Projekt okładki: Marta Frąckowiak ISBN wydania elektronicznego: 978-83-7859-863-3 Wydawnictwo: self-publishing e-wydanie pierwsze 2017 Kontakt: bookbonk@gmail.com Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione I. PRZED BITWĄ Królowa siedziała zamyślona na tronie w sali tronowej Skalnego Zamku. Wszystkie wojska z Kardanoru zdążyły już dawno wyruszyć na północ, aby stawić czoła wrogowi posu- wającemu się z Królestwa Malgun do sojuszniczych księstw. W swoich snach Kati de Szon ukradkiem stale odwie- dzała Eleę, przez co kreślone przez najwyższą z dziewięciu militarne plany nie były jej obce. Wszystkie one zostały prze- kazane Waltari. Królowa żywiła szczerą nadzieję, że Trzecia z Dziewięciu właściwie wykorzysta podarowaną jej wiedzę i przyczyni się do zwycięstwa południowego sojuszu. Trzecia z Dziewięciu. Zamyśliła się dłużej, podpierając pię- ścią drobny podbródek. Po swoim śnie, w którym w innym czasie poznała niejaką Gishę, a zarazem kobietę określaną Piątą z Dziewięciu, w Kati stale narastał niepokój. Podykto- wany był tym, że przedstawiona przez Erna wizja wyzwolenia się z okowów wszech niszczycielskiego ducha wydawała się jej coraz bardziej realna. Jakaś niezrozumiała siła, jakby przy- gotowywała świat na tę konfrontację, kolejno ujawniając Kati tożsamość wybranych dziewięciu kobiet. Ich krew, wespół z krwią dzieci światła i mroku, miały być kluczem do oca- lenia. Lecz jeżeli rzeczywiście tak było, to pojawiały się inne przeszkody. Czwarta z Dziewięciu nieustannie przebywała w mroku i odwiedzająca ją we snach Kati, co raz bywała świadkiem, jak Orsis niemal ocierała się o śmierć.Jeszcze po- ważniejszy problem wiązał się ze wspomnianą Gishą. Żyła ona bowiem w miejscu i czasie, gdzie w żaden sposób nie mogła ofiarować swojej krwi do sporządzenia pożądanej esencji. Tak oto Kati mogła liczyć wyłącznie na wymaganą ofiarę ze strony Drugiej z Dziewięciu, Waltari, jako Trzeciej z Dzie- więciu i krew dzieci światła oraz mroku przekazaną jej przez Erna. Rzecz jasna posiadała także własną krew, a mianowicie Pierwszej z Dziewięciu. W zadumie popatrzyła na niebie- skawe żyły na nadgarstku i spróbowała odgadnąć, jakie ko- biety mogły okazać się pozostałymi czterema wybrankami. Zastanawiała się czy będzie dość czasu oraz sposobności, aby zdobyć czerwoną ciecz płynącą w ich żyłach. Naraz myśli Kati wróciły do Gishy. Westchnęła głęboko, po czym z trudem przezwyciężając silne mdłości, wypiła wzmocniony napar z ziół, który dawał szybki i mocny sen. Znowu zapragnęła spotkać się z królową Zjednoczonego Królestwa Światła i Mroku, aby usilnie nakłaniać ją do po- wrotu w obecne czasy. * Waltari zeszła z gór i wkroczyła wraz z wojskiem na ziemie Królestwa Malgun. Puściła przodem lekkie chorągwie jeźdźców i licznych zwiadowców. Mieli oni zostać szybko za- uważeni i zaklasyfikowani jako oddziały dywersyjne daleko na tyłach wroga. W rzeczywistości wojska te otrzymały zadanie odcią- 5 gnięcia uwagi od trzonu sojuszniczej armii z golemami w jej centrum. Im później nieprzyjaciel przejrzy jej plany, tym większe powinien ponieść straty w wyniku późniejszego za- skoczenia i wciągnięcia w pułapkę. Jednocześnie na granicy księstwa Varnes oraz Królestwa Malgun nieliczne, wysłane tam wojska pracowały usilnie nad budową granicznych fortyfikacji. Według Kati de Szon to właśnie tam zmierzał przeciwnik. Czy Waltari powinna ufać słowom obecnej królowej Kar- danoru? Nie mogła być tego całkowicie pewna, podobnie jak niczego na tym świecie. W szczególności zaś, iż wspomniana kobieta złamała już dane słowo, zresztą nie tylko jej. A jednak Waltari tak właśnie zdecydowała się uczynić – zaufa swojej kuzynce kolejny raz. Wiedziała już, że stała się ona po części tajemniczym du- chem snów, pradawnym bytem mającym w sobie coś z le- gendarnej istoty zwanej Izagard. Dowiedziała się też, że gro- madzi ona krew dziewięciu wybranych kobiet, aby zapobiec innemu zagrożeniu niż armia Elei, ponoć po stokroć więk- szemu, jakie czaiło się w pierścieniach mroku. A więc Wal- tari zdecydowała już, że ofiaruje jej pożądaną krew. Podobnie uczyni Druga z Dziewięciu. Tak, ze strony Kati de Szon, tym razem nie spodziewała się zdrady i zamierzała ściśle z nią współpracować. Za to stale posyłała własnych szpiegów do wojsk rodów Kelle i Ordów oraz do południowych księstw. Niestety co do lojalności po- zostałych sojuszników nie miała dostatecznego przekonania. Niemniej jak do tej pory wszyscy oni sumiennie wykonywali jej rozkazy. 6 * Elea siedziała od dłuższego czasu w sali narad i melancho- lijnie spoglądała na bujające się rytmicznie zwłoki najwyższej kapłanki. Kobieta się powiesiła, uprzednio przytwierdziwszy hak do kryształowej ściany. Otwarte okno sprawiało, że do pomieszczenia wpadał wiatr, który poruszał bezwładnym ciałem martwej kobiety niczym zeschłym liściem. A więc najwyższa z dziewięciu pozostała jedyną z najwyż- szych kapłanek w Świątyni Światła. Pomyślała, że pozostałym dwóm, znajdującym się poza zakonną budowlą, także życzyła śmierci. Cudownie odnalezionej Waltari za to, że ją zdradziła, pokonała w bitwie za sprawą golemów i stała uparcie przeciw niej. Głowy Gishy zaś pożądała dlatego, bo ta dziewczyna po prostu zniknęła. Jakim prawem to uczyniła? Jakim prawem uczyniła coś, co nie było po myśli Elei? Wtem kryształowe drzwi się otworzyły i do komnaty wszedł energicznym krokiem najwyższy mistrz Zakonu Bracia Światła, Uberung. Uczynił to wbrew panującym tu odwiecznym zasadom, zabraniającym wstępu do Świątyni Światła mężczyznom. Jednak w obliczu ostatnich, burzliwych wydarzeń na świecie, coraz mniej uwagi zwracano na prawa, nawet te pradawne i najdonioślejsze. W chaosie jaki zapa- nował możni tego świata robili, co chcieli i Elea bynajmniej nie zamierzała obecnie czynić z tego problemów. Sama miała ważniejsze sprawy na głowie. Sam Uberung prezentował się jako postawny mężczyzna w kwiecie wieku. Ubrany był w długi, biały, zakonny płaszcz 7 ze złotym pasem, za którym trzymał miecz. Posiadał krótką, rudawą brodę i jeszcze krótsze wąsy w tym samym kolorze. Za to włosy miał średniej długości, kręcone i czarne. Nie skłonił się tylko zasiadł za dziewięciokątnym stołem naprzeciw Elei. Dłuższy czas spoglądał zaciekawiony na dyn- dające się na złotym sznurze ciało najwyższej kapłanki aż skoncentrował się na osobie najwyższej z dziewięciu i z pasją rzekł: – Witaj! Jesteś niewątpliwie najwyższą kapłanką, Eleą, bo nie sądzę, aby… – Zawiesił głos i zerknął na kobiece zwłoki. Milcząca kobieta z przywdzianym kapturem, skinęła mu twierdząco głową, potwierdzając swoją tożsamość. – Dosko- nale! – Uspokojony mężczyzna uderzył z impetem pięścią w stół i kontynuował: – Co prawda nie mieliśmy okazji się spotkać, ale wymieniliśmy już tyle listów, że czuję, jakbyśmy się znali wręcz wyśmienicie! – zakwitł nieszczerym uśmie- chem. – Jednakże przybyłem osobiście, aby wyjaśnić kilka drobiazgów w cztery oczy. – Czekał aż Elea coś odpowie, a wobec przedłużającej się ciszy, mówił dalej: – Jak zdążyłem się zorientować Zakon Światła niemiłosiernie się wykrwawił ostatnimi czasy i nie reprezentuje już sobą dawnej potęgi. Tym radośniej śpieszę kochanym, świętym siostrom na pomoc. Jednak wiąże się to z tym, że główny ciężar walk spo- cznie na wojskach, które sam sprowadziłem tu tak wielkim nakładem sił oraz czasu. Czego więc żądam jako rozsądnej rekompensaty? Ano żądam ziem Królestwa Malgun. Całych ziem Królestwa Malgun! – zaakcentował. – Ponadto teryto- rium władztwa Borgin i bezpośredniego wpływu na wybór władcy Kardanoru. To wszystko. – Uberung zamilkł i czekał. 8 Elea natomiast wzięła jedną z pliku białych kartek na stole. Zamoczyła pióro w kałamarzu, wykonała krótki napis i prze- sunęła zapisaną kartkę w kierunki wielkiego mistrza. – „Zgadzam się” – odczytał i w samozadowoleniu się uśmiechnął. Popatrzył zaintrygowany na sylwetkę Elei i za- pytał: – Jesteś niemową? – Odpowiedziała mu cisza. – Za- pewne tak… Wypytywałem już o ciebie zakonniczki, ale były bardzo oporne w udzielaniu mi informacji na twój temat. Zu- pełnie jakby… jakby się ciebie bały. Naprawdę jesteś taka… groźna, co? – Kobieta w żaden sposób nie reagowała. Ube- rung z kolei wstając z miejsca, ciągnął dalej: – Zakonniczki zdradziły mi jednak, że zanim na stałe przywdziałaś kaptur emanowałaś prawdziwą urodą. Zastanawiam się zatem czy do przyobiecanych mi ziem, nie dorzucić jeszcze służącego mi twego ciała… Co ty na to…? – Staną nad kobietą i gwał- townie ściągnął jej kaptur z głowy. Na widok twarzy Elei przerażony zamarł. Zaniemówił i wytrzeszczył z niedowie- rzania oczy. Kobieta natomiast raptownie złapała go za gardło i wstała, unosząc go do góry. Charcząc, złapał rozpaczliwie duszącą go rękę pokrytą twardą, chropowatą warstwą w ni- czym nie przypominającą skóry. Naraz Elea cisnęła mężczyzną o kryształową ścianę i ten znalazł się na parkiecie pod powieszoną, najwyższą kapłanką. Następnie najwyższa z dziewięciu zgarbiła się nad stołem i spokojnie zapisała kolejną kartkę. Podeszła do Uberunga i wcisnęła mu ją w ciągle rozwarte z wrażenia usta. Męż- czyzna w końcu nieco doszedł do siebie i niepewnym głosem odczytał tym razem nieco dłuższą wiadomość: – „Wspomniane królestwa będą należeć do ciebie jeżeli 9 wygramy wojnę… Łapy precz od Kardanoru… Jeżeli mnie rozczarujesz wtłoczę jad mojej krwi do twego ciał i zaznasz śmierci w niewyobrażalnych męczarniach… Ostrzegam, moje varekai znajdą cię choćby na krańcu świata… Nie uciekniesz, a teraz odejdź….” – Uberung z wolna podźwi- gnął się na nogi. Pomasował się po zaczerwienionym gardle i wymijając szerokim łukiem Eleę, pospiesznie opuścił krysz- tałową komnatę. * Gisha znajdowała się na pałacowym balkonie. Spoglądała stąd na panoramę rozciągającą się za miastem Azzarisz – niezmierzone, wiecznie ukwiecone łąki. Kiedy jedne gatunki kwiatów przekwitały, w ich miejsce od razu pojawiały się inne i otwierały swe kielichy, ciesząc wzrok przebogatą paletą barw. Nad łąkami dumnie szybował smok ubrany w biało- czarne sukno. Nawet teraz Gisha nieraz uśmiechała się na jego widok. Twierdziła, że w ubraniu wyglądał nad wyraz zabawnie i dostojnie zarazem, zupełnie niczym latający, ry- cerski rumak. Ponadto mroczni rzemieślnicy nie tak dawno skonstru- owali dla gadziej bestii szklano-metalową, bojową zbroję. Niezwykle lekką, a jednocześnie bardzo wytrzymałą. Jed- nocząca krainy światła Gisha, nie raz już kazała przywdziać smoka w jego pancerny rynsztunek. I rada była z tego po- wodu, że najczęściej sam widok obleczonego metalem oraz ciemnym szkłem monstrum wystarczał, aby wrogie wojska 10 złożyły broń. Obecnie w skład Zjednoczonego Królestwa Światła i Mroku weszły już niemal całe ziemi dawnego Imperium Agaszika i Królestwa Sybilli. Od samego początku zaś znaj- dowały się w nim wszystkie pierścienie ciemności. Gisha nie zdradziła mrocznym lordom, iż pozbawiono ją emanacji Bogini Mroku. Była przekonana, że położyłoby to kres trwającemu sojuszowi. A skoro sama nie posiadała już niczego, co mogło służyć za spoiwo w świetlano-mrocznym sojuszu, tym bardziej z nadzieją myślała o swojej prawdziwej córce. Jej spadkobierczyni posiadała bowiem ponoć moc Mrocznej Bogini i w przyszłości powinna ugruntować trwa- łość Zjednoczonego Królestwa. Najpierw jednak należało wyrwać ją z łap Zakonu. Tymczasem niestety nic nie wska- zywało na to, aby mogło się to w najbliższym czasie dokonać. Przeprowadzone śledztwo w sprawie spisków przeciw władzy w Azzarisz nie przyniosło pożądanych rezultatów. Osoby, które próbowały wcześniej zgładzić Kimriego prze- padły jak kamień w wodę. Z kolei o służce Arabel kompletnie nikt nic nie wiedział. Co prawda ktoś widywał ją w towarzy- stwie Wirona, ale przecież tragicznie zmarły ukochany Gishy nie mógł być zamieszany w spisek, było to dla niej aż nazbyt oczywiste. Żadnych zaś innych tropów nie było. Ponadto za namową Kimriego Gisha ostatecznie zrezy- gnowała z siłowego rozwiązania, aby odzyskać córkę. Zgo- dziła się z przedstawicielem rodu Kelle, że samo najechanie Świątyni Światła nic by nie dało. Zapewne otrzymałaby ko- lejne niemowlę z zapewnieniami, iż to jej własne dziecko 11 i prawdopodobnie byłoby to kolejne kłamstwo. Przeto Gisha czuła się doprawdy bezradna, choć nie potra- fiła być w tej materii całkiem bezczynna. Całą granicę z Za- konem pozostawiła praktycznie niebronioną, prowokując zakonniczki, aby te, jeśli miały jakiś plan inwazji, zaatako- wały wespół z niejawnymi sojusznikami. Także nieustannie posyłała szpiegów w okolice Kryształowej Świątyni, jak i do niej samej. Większość wysłanych na przeszpiegi osób przepa- dała bez śladu. A ci, którzy wracali, czynili to okaleczeni i sta- nowili wyraźne ostrzeżenie. Nic więc nie wróżyło przełomu w odnalezieniu córki Gishy. Naraz królowa Zjednoczone Królestwa spojrzała w róg balkonu, gdzie o balustradę stała oparta władczyni innych ziem i pochodząca z innego czasu. Była to Kati de Szon, duch snów. Ta widoczna tylko dla niej kobieta towarzyszyła jej ostatnio bardzo często i zaklinała, aby Gisha powróciła do macierzy, by oddać swoją krew jako Piąta z Dziewięciu. Początkowo nawet o tym nie myślała, lecz z czasem, zdając sobie sprawę z potencjalnej powagi sytuacji, zaczęła się wahać. Bo w końcu jeżeli wszelkie istnienie całego świata, wszystkich rzeczywistości, miałoby zostać przekreślone, to także jej samej, jej córki czy odradzającego się Zjednoczo- nego Królestwa, słowem wszystkiego. A skoro tak czy nie na- leżało odłożyć inne sprawy na bok i działać niczym Izagard dla ochrony wszelkiego istnienia? W pewnym momencie na taras wszedł Kimri, czyniąc to jak zwykle dostojnym, równym krokiem. Gisha szczerze uśmiechnęła się na jego widok. Był niewątpliwie postacią, na której mogła niezmiennie polegać. I to przede wszystkim on 12 nauczył ją odpowiedzialności i to nie tylko za siebie oraz naj- bliższe jej osoby. Kierując z kolei myśli ku najbliższym osobom, spojrzała na kołyskę na środku balkonu. Leżała tam roczna dziew- czynka, którą otrzymała z Zakonu, posiadająca tajemniczy dziewięcioramienny znak na skroni. Natomiast daleko stąd znajdował się nowo narodzony syn Gishy oraz Wirona. Królowa Zjednoczonego Królestwa wiedziała już, że nie było to zwykłe dziecko. Posiadało ono lśniące światłością oczy i dla własnego zdrowia nieustannie musiało przebywać w mroku. 13
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Świetlany mrok. Szósta z dziewięciu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: