Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00322 006052 13099172 na godz. na dobę w sumie
Szarlotka pachnąca marzeniami - ebook/pdf
Szarlotka pachnąca marzeniami - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 210
Wydawca: Wydawnictwo BIS Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7551-397-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Tuśka naprawdę ma na imię Karolina, a kiedy przyjeżdża na wakacje do Domu Pod Czterema Zegarami, pensjonatu, w którym pracują jej rodzice, zostaje Szarlotką. Nazywa ją tak malowniczy i roztargniony Kucharz Bazyli. Dziewczyna  ma tak niezwykły węch, że potrafi rozpoznac składniki gotowanych potraw, czym natychmiast zaskarbia sobie przyjaźń Bazylego. Wspólnie próbują odnaleźć niezawodny przepis dziadka Bazylego na potrawę, która kucharzowi z Domu Pod Czterema Zegarami zapewni zwycięstwo w konkursie kulinarnym. Pojawia się też Patryk, który darzy Tuśkę sympatią.


Mnóstwo zwariowanych przygód, rozwiązywanie tajemnic i ciekawostki kulinarne oraz przepisy na wspaniałe potrawy, m.in. pyszną szarlotkę.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Pro jekt okład ki i ilu stra cje: Ka ta rzy na Sa dow ska Co py ri ght © Iwo na Czar kow ska Co py ri ght © Wy daw nic two BIS 2013 Książ ka, któ rą na by łeś, jest dzie łem twór cy i wy daw cy. Pro si my, abyś prze strze gał praw, ja kie im przy słu gu ją. Jej za war tość mo żesz udo stęp nić nie od płat nie oso bom bli skim lub oso - bi ście zna nym. Ale nie pu bli kuj jej w in ter ne cie. Je śli cy tu jesz jej frag - men ty, nie zmie niaj ich tre ści i ko niecz nie za znacz, czy je to dzie ło. A ko piu jąc jej część, rób to je dy nie na uży tek oso bi sty. Sza nuj my cu dzą wła sność i pra wo. Wię cej na www.le gal na kul tu ra.pl Pol ska Izba Książ ki ISBN 978-83-7551-396-7 Wy daw nic two BIS ul. Lędz ka 44a 01-446 War sza wa tel. (22) 877-27-05, 877-40-33; fax (22) 837-10-84 e -ma il: bis bis@wy daw nic two bis.com.pl www.wy daw nic two bis.com.pl Rozdział I Szar lot ka, któ ra nie jest ja błecz ni kiem, i go rą ca cze ko la da z taj nym skład ni kiem… Jed ni ma ją sny ko lo ro we, in ni czar no -bia łe. Ko - muś śnią się la ta ją ce nad mia stem nie bie skie tram - wa je, in ne mu wiel kie bia łe pa ją ki gra ją ce na gi ta rze. A Ka ro li nie, przez dziad ków na zy wa nej Tuś ką, od - kąd pa mię ta ła, za wsze śni ły się sma ki i za pa chy. Cza - sa mi jej sny pach nia ły jak świe żo sko szo na tra wa, in nym ra zem jak pa ra sol, z któ rym ktoś wró cił ze spa - ce ru w cie pły desz czo wy dzień, to zno wu jak wy cią g- nię ta wła śnie z pie ca ogrom na bla cha cia sta. Ta kie sny jak ten ostat ni Tuś ka lu bi ła naj bar dziej – słod - kie i smacz ne. Skąd one się bra ły? Cio cia Mar ta, któ - ra by ła przy ja ciół ką bab ci i le ka rką, po wie dzia ła kie dyś dziad kom, że to pew nie dla te go, że Tuś ka sła - bo wi dzi, a wła ści wie bez okularów o szkłach gru bych jak den ka bu te lek al bo spe cjal nych so cze wek kon tak - to wych nie wi dzi pra wie wca le. Mu si więc świat po - zna wać in ny mi zmy sła mi. • 5 • – I na sza ma ła Tuś ka ro bi to wę chem – za koń czy - ła cio cia Mar ta. – To nie zwy kła zdol ność. Mo że w przy szło ści bę dzie wy my ślać no we za pa chy per fum i za ro bi na tym mi lio ny? Al bo zo sta nie świa to wej sła - wy ku char ką i po pro wa dzi wła sny pro gram w te le wi zji? Tuś ka nie czu ła się wca le nie zwy kła i nie by ła pew - na, czy kie dyś chcia ła by wy my ślać per fu my al bo być świa to wej sła wy ku char ką. Na ra zie po pro stu lu bi ła sma ko wać i wą chać świat wo kół sie bie. Za pa mię ty wa - ła sma ki i za pa chy, i każ de go dnia jej ko lek cja wzbo - ga ca ła się o no we cen ne eks po na ty. Bar dzo jej się to przy da wa ło, gdy prze no si ła się z ro dzi ca mi co kil ka - -kil ka na ście mie się cy z jed ne go pen sjo na tu, w któ rym pra co wa li, do ko lej ne go. Gdy by ła jesz cze ma ła, za - wsze wo zi ła ze so bą ko cyk od dziad ków. Pach niał ni - mi i ich do mem, gdzie spę dza ła fe rie i wa ka cje – je dy nym praw dzi wym, ja ki zna ła. Ale po tem wy ro sła z ko cy ka, więc na uczy ła się za pa mię ty wać za pa chy, że - by móc je w każ dej chwi li przy wo łać i cho ciaż przez chwi lę po czuć się jak w do mu. Pew ne go lip co we go po ran ka przy śnił jej się ku bek go rą cej cze ko la dy z wa ni lią i cy na mo nem. Ta kiej, ja ką czę sto w nie dzie lę ro bił jej na śnia da nie dzia dek. Za - mru cza ła, prze cią gnę ła się, prze tur la ła po łóż ku ra zem z koł drą i… spa dła. Sie dzia ła przez dłuż szą chwi lę na pod ło dze, usi łu jąc wy plą tać się ze zwo jów koł dry. • 6 • – Gdzie ja je stem? – zdu mio na po cią gnę ła kil ka ra zy no sem. Wszyst ko tu pach nia ło ina czej niż w do mu dziad ków. Gdzie po dział się jej po kój? Ner wo wo przy su nę ła do oczu ze ga rek, któ ry mia ła na rę ce. By - ła pra wie dzie wią ta! Dla cze go bab cia jesz cze jej nie bu dzi ła? Prze cież na wet w wa ka cje nie to le ro wa ła zbyt dłu gie go wy le gi wa nia się w łóż ku i na zy wa ła to mar no wa niem pięk ne go dnia (na wet gdy aku rat la - ło jak z ce bra). Prze cież bab cię przed wczo raj dzia dek od wiózł do szpi ta la na ba da nia, przy po mnia ła so bie, a wraz z tą my ślą wró ci ły do Tuś ki wszyst kie wy da rze nia ostat nich dni. Miesz ka nie dziad ków na przed mie ściach Wro cła - wia, ra zem z za pa chem mię ty wy sia nej w skrzyn kach na bal ko nie i sma kiem nie dziel nej cze ko la dy z pian - ką, zo sta ło kil ka set ki lo me trów stąd. Z po wo du cho - ro by bab ci nie mo gła w tym ro ku spę dzić u nich wa ka cji i ra zem z ro dzi ca mi przy je cha ła do pen sjo - na tu, któ ry na zy wał się dzi wacz nie Błę kit ny Struś, i gdzie pach nia ło… No wła śnie! Czym? Po cią gnę ła spi cza stym cien kim no sem (bab cia za wsze mó wi ła, że ma nos jak fret ka), że by spraw dzić, czym też pach nie no we miej sce. Wy czu ła pa stę do pod ło gi, pro szek do pra nia, far bę • 7 • (chy ba ktoś nie daw no po ma lo wał ścia ny), płyn do my cia okien. Wszyst kie te za pa chy spra wi ły, że za - krę ci ło jej się w no sie i kich nę ła. Wy cią gnę ła z kie - sze ni pi ża my chu s tecz kę i wy smar ka ła nos tak gło śno, że na wet nie usły sza ła, jak ktoś wcho dzi do po ko ju. – Dzień do bry, śpio chu – przy wi ta ła ją ma ma. – Nie uwa żasz, że czas naj wyż szy wy leźć z łóż ka? To zna czy wstać z pod ło gi – ro ze śmia ła się, wi dząc cór kę, któ - ra bez sku tecz nie usi łu je wy plą tać się ze zwo jów koł - dry. Się gnę ła na pó łecz kę nad łóż kiem i po da ła jej oku la ry. – No i jak? – za py ta ła. – Po do ba ci się tu taj? – Tak, chy ba tak, ale… – Tuś ka się za wa ha ła. – Ale? – za chę ci ła ją ma ma. – Tę sk nię za miesz ka niem dziad ków – wes tchnę - ła. – Za je go za pa chem. Za wsze spę dza łam u nich wa ka cje… – Ten pen sjo nat też na pew no po lu bisz – stwier - dzi ła ma ma. – A te raz ubierz się i zej dzie my do kuch - ni. Po cze kam na cie bie, bo sa ma nie tra fisz… To du ży bu dy nek. No, po spiesz się, bo po pro si łam ta tę, że by mnie za stą pił, a on mu si jesz cze po je chać po ża rów ki do mia stecz ka. Masz tu ubra nie. Przy nio słam ci dżin - sy i no wą bluz kę. To pre zent na uro dzi ny. – Ale ja mam uro dzi ny w lu tym – zdzi wi ła się Tuś ka. • 8 • – No tak, ale wte dy za po mnia łam. Prze cież wiesz, że cią gle o czymś za po mi nam – wes tchnę ła ma ma. – Zresz tą to let nia bluz ka, więc w zi mie na nic by ci się nie przy da ła. No jak, po do ba się? Ma ma roz ło ży ła na łóż ku bluz kę, wy gła dzi ła fałd - ki i spoj rza ła z za do wo le niem. – Lu bię ten ko lor. Ta ki ży wy czer wo ny – po wie dzia ła. – Ja też lu bię za pach i smak wszyst kie go, co czer - wo ne – po wie dzia ła Tuś ka, w kła da jąc po spiesz nie spodnie. Ma ma już przy wy kła, że świat jej cór ki jest zbu - do wa ny z za pa chów, a każ de mu z nich to wa rzy szy ja kiś smak. – Pach nie ma li na mi? – zga dy wa ła z uśmie chem. – A mo że tru skaw ka mi? – Nie ee, no skąd! – Tuś ka po trzą snę ła ener gicz nie gło - wą. – Ko lor czer wo ny pach nie i sma ku je po ziom ka mi. Ma ma po krę ci ła gło wą. Dziw na by ła ta jej trzy - na sto let nia cór ka. Kobiecie zda rza ło się my śleć, że chy ba wo la ła by na sto lat kę, któ rej świa tem są ciu - chy, ko sme ty ki, ko le żan ki. Ła twiej by ją mo że zro - zu mia ła. – Po ziom ki… – Ma ma wy gła dzi ła wy jąt ko wo upar tą fałd kę na rę ka wie bluz ki. – Chodź my, bo jak ta ta nie zdą ży do skle pu i nie wy mie ni ża ró wek, to w ca łym pen sjo na cie bę dzie czar no. Pa mię tam, jak • 9 •
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szarlotka pachnąca marzeniami
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: