Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00329 008162 13405209 na godz. na dobę w sumie
Szarmancki książę - ebook/pdf
Szarmancki książę - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875789 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książę Tanner przyjeżdża do małego amerykańskiego miasteczka, by odnaleźć narzeczoną. Tymczasem księżniczka Maria Anna pokochała innego i nie zamierza wracać z Tannerem do Europy. Dlatego prosi jedną z przyjaciółek, by zajęła się poirytowanym księciem. Shey z radością podejmuje się tej misji. Nie lubi arystokratów, a teraz nadarza się okazja, by jednemu z nich nieco uprzykrzyć życie. Jednak im więcej czasu spędza z księciem, tym większą darzy go sympatią...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 2 0 7 R N , ISSN 1641-5736 9 771641 573031 Holly Jacobs Szarmancki książę 02-RO-1.indd 3 02-RO-1.indd 3 12/15/06 2:56:18 PM 12/15/06 2:56:18 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Holly Jacobs Szarmancki książę Tłumaczyła Anna Bieńkowska Drogie Czytelniczki! Witam Was serdecznie w miesiącu, w którym już od kilku lat obchodzimy święto zakochanych. Nawet jeżeli nie jesteście zwolenniczkami walentynek, sprawcie w tym dniu miłą niespodziankę ukochanej osobie, to nic trudnego, wystarczy częściej się uśmiechać. W lutym przygotowałam dla Was szczególnie atrakcyjną ofertę. Polecam ostatnią część miniserii Dary losu oraz drugą część miniserii Królewskie śluby. Wierzę, że i tym razem seria ROMANS spełni Wasze oczekiwania! A oto wszystkie propozycje na luty: Marsz weselny – dwa opowiadania Waszych ulubionych autorek, Rebeki Winters i Jessiki Hart. Świetna lektura dla romantyczek, które wierzą w siłę miłości. Potęga uczuć – ostatnia część miniserii Dary losu. Czy Amber podąży w ślady matki, czyli... za głosem swego serca? Szarmancki książę – druga część miniserii Królewskie śluby. Książę Tanner przyjechał do Ameryki po zbuntowaną księżniczkę, lecz nagle pewna zupełnie zwyczajna dziewczyna wyda mu się bardziej interesująca... Życie jak romans – popularna autorka romansów spotyka idealnego mężczyznę, chociaż dotąd wierzyła, że tacy pojawiają się jedynie na kartach jej powieści... Dom w Toskanii, Sekrety gwiazdy (DUO) – dwie opowieści potwierdzające trafność powiedzenia, że pozory często mylą! Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Holly Jacobs Szarmancki książę Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Once Upon a Prince Pierwsze wydanie: Silhouette Romance, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Izabela Romanowska Korekta: Ewa Popławska, Izabela Romanowska © 2004 by Holly Fuhrmann © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są (cid:31) kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak (cid:31) rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra(cid:31) a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3065-8 Indeks 372048 ROMANS – 891 ROZDZIAŁ PIERWSZY Shey Carlson stała w hali przylotów niewielkiego lotni- ska w Erie w Pensylwanii i czekała na księcia. Nie wypatrywała bynajmniej jakiegoś wyimaginowane- go księcia z bajki, ale prawdziwego następcy tronu – księcia Eduarda Matthew Tannera Ericsona z Amaru, narzeczone- go Parker Dillon, jej najlepszej przyjaciółki. Niechcianego narzeczonego, narzuconego Parker przez ojca. Jak zaskakujące bywają koleje losu! Shey, dziewczyna z nizin społecznych, będzie witać prawdziwego potom- ka królewskiego rodu. Chociaż może nie ma się co dziwić, skoro za przyjaciółkę ma się księżniczkę z krwi i kości. Naraz w otwartych drzwiach pojawił się mężczyzna, który natychmiast zwrócił uwagę Shey. Kosztowny, nie- nagannie leżący garnitur, perfekcyjnie ostrzyżone włosy i olśniewający uśmiech białych zębów. Tuż za nim kroczy- ło trzech postawnych mężczyzn. Już pierwszy rzut oka nie pozostawiał złudzeń – to z pewnością ochroniarze dan- dysa. Spięci i czujni, rozglądali się wokół uważnie, gotowi w każdej chwili do akcji. Pierwszy był najwyższy, umięśniony i mocno zbudowa- ny, drugi, tylko odrobinę niższy od pierwszego, sprawiał wrażenie doskonale wytrenowanego zapaśnika, a trzeci, 6 Holly Jacobs o wyraźnych azjatyckich rysach twarzy, był najszczuplej- szy i wyglądał na bardzo zwinnego. Gdy mijali Shey, posłał jej zabójczy uśmiech, który z pewnością działał na więk- szość kobiet. Shey skrzywiła się w odpowiedzi. Nie była taka jak większość kobiet. A więc książę przybył tu z obstawą. – Wasza Wysokość? – Właściwie mogła sobie darować to pytanie, bo sprawa była oczywista. Aura władzy i do- stojeństwa aż od niego biła, podobnie jak ze strony jego ochroniarzy czuło się ostrzeżenie i ukrytą groźbę. – Maria Anna… – zaczął książę i urwał, jakby nagle zabrakło mu odpowiednich słów. – Zmieniłaś się, odkąd ostatnio się widzieliśmy. Shey popatrzyła na swoją skórzaną kurtkę. Parker nigdy w życiu nie założyłaby czegoś takiego. I wcale nie z powodu upodobania do balowych sukien i złotych diademów z brylantami. Po prostu wolała inny styl ubierania niż Shey. – Nie jestem Marią Anną… zresztą ona teraz nazywa się Parker… więc rzeczywiście można mówić o zmianie. – Shey wyciągnęła rękę na powitanie. – Shey. Shey Carlson. Książę nie ujął jej dłoni. Pewnie przywykł, że poddani kłaniają się przed nim w pokorze i z szacunkiem dotykają ustami jego pierścienia. Zaraz, zaraz, chyba coś pomyliła. Czy to przypadkiem nie dotyczy dostojników kościelnych? To chyba oni podają pierścień do pocałowania? A może przed księciem należy dygać? W biednej dzielnicy, gdzie się wychowała, takie rzeczy Szarmancki książę 7 nikomu do niczego nie były potrzebne. Zresztą to i tak bez znaczenia. Nawet jeśli protokół dyplomatyczny nakazuje okazać księciu szczególne względy, ona może jedynie po- dać mu rękę. Na pewno przed nikim nie będzie dygać czy giąć się w ukłonach, nie mówiąc już o cmokaniu w pierścień. Nawet gdyby ten pierścień należał do przystojnego księcia. – Pani nie jest Marią Anną… Parker? – Książę przesunął wzrokiem po tłumie w poczekalni. – W takim razie, czy mógłbym się dowiedzieć, gdzie jest moja narzeczona? – Z tym też jest pewien problem – odparła Shey. – Nie- stety, wychodzi na to, że Parker nie jest pana narzeczoną. Książę już się nie uśmiechał. Zmarszczył groźnie brwi. – Dokumenty mówią co innego, a ojciec Marii Anny je potwierdza. – Zakładam, że nie zamierza pan poślubić jej ojca, więc w tej kwestii jego słowa nie mają żadnego znaczenia. Po- dobnie jak dokumenty. Parker nie jest pana narzeczoną. – Dlaczego Parker – to imię książę wypowiedział z wy- raźnym niesmakiem – sama nie przyszła mi o tym powie- dzieć? Gdzie ona jest? – Chciała uniknąć tego spotkania. Poprosiła, bym ode- brała pana z lotniska. – Proszę mnie do niej zawieźć – zażądał kategorycznie książę, a lewy kącik jego ust zadrgał nieznacznie. Czy to oznaka zaniepokojenia? Shey miała nadzieję, że tak właśnie jest. – Nie ma sprawy – odparła, wzruszając ramionami. – 8 Holly Jacobs Ale na moim motorze nie wystarczy miejsca dla pańskich goryli. – Na motorze? – zdumiał się książę, uwagę o ochronia- rzach pozostawiając bez komentarza. – Tak, na moim harleyu. Zapraszam, jeśli Wasza Wyso- kość ma ochotę się przejechać. Pańscy goryle mogą zabrać bagaże. Spotkają się z panem później w hotelu. – Wasza Wysokość… – zainterweniował najwyższy ochroniarz. – Spokojnie, Emil – książę zbył go dostojnym skinie- niem głowy. Iście królewska maniera, pomyślała Shey. Emil nie dawał za wygraną. – Król będzie bardzo niezadowolony, gdy dowie się, że książę pojechał z obcą osobą. W dodatku bez nas. Tanner obrzucił Shey szybkim spojrzeniem, po czym zwrócił się do Emila: – Myślę, że dam sobie radę z tą panią. – Nigdy nie wiadomo, Wasza Wysokość. Może jednak ja się nią zajmę – niskim, aksamitnym głosem odezwał się smagły czaruś. – Peter ma podejście do kobiet – poparł go milczący do- tąd trzeci cerber. – Tonio, wystarczy. Poradzę sobie z naszą nieoczekiwa- ną przewodniczką. Shey starała się zdusić śmiech, ale to się jej nie udało. Roześmiała się w głos. – Już lepsi od was próbowali sobie ze mną poradzić! – Z powodzeniem? – zapytał książę, a na jego ustach po- jawił się cień uśmiechu. Szarmancki książę 9 Shey potrząsnęła głową. – Żadnemu się nie udało. – Jakoś wcale mnie to nie dziwi! – Teraz książę uśmie- chał się już szeroko. Gdyby Shey łatwo ulegała pierwszemu wrażeniu, nogi pewnie od razu by się pod nią ugięły. Ten uśmiech napraw- dę był niesamowity! Jednak ona, osoba mocno stąpająca po ziemi, nawet nie drgnęła. Choć z ręką na sercu musia- ła przyznać, że od dawna nie widziała równie przystojne- go mężczyzny. Tak, od bardzo dawna. Książę odwrócił się do swoich aniołów stróżów. – Wkrótce spotkamy się w hotelu. – Ale Wasza Wysokość – zaczął Tonio, wyraźnie gotów spierać się z chlebodawcą. – Tonio, ani słowa więcej – uciął książę, po czym od- wrócił się do Shey i oświadczył: – Chciałbym zobaczyć się z moją narzeczoną. – No to zapraszam na przejażdżkę. Shey bez dalszych wyjaśnień ruszyła przed siebie. Wy- szli na zewnątrz i skierowali się w stronę parkingu. Po chwili Shey zatrzymała się i z dumnym uśmiechem oznaj- miła: – Oto mój skarb! – Pieszczotliwym ruchem przeciągnęła ręką po czerwonym zbiorniku na benzynę. W jej głosie zabrzmiała wielka duma. Trudno, nic nie mogła na to poradzić. Jej ojciec zmarł, gdy miała pięć lat, zostawił po sobie niewiele wspomnień, ale jedno z nich, bardzo wyraziste, mocno zapadło w pamięć Shey. Do dziś ma przed oczami tatę, jak siedzi na swoim płomiennie 10 Holly Jacobs czerwonym harleyu i uśmiecha się do swojej córeczki. Był wtedy młodym mężczyzną, miał kochającą rodzinę i całe życie przed sobą. – To pani pojazd? – głos księcia przywołał ją do rzeczy- wistości, a jego ton daleki był od entuzjazmu. – Nie. Harley to nie jest jakiś tam pojazd. To motor, krą- żownik szos, sposób na życie, ale nie pojazd. To zbyt banal- ne, zbyt przyziemne określenie dla harleya. – Pani go kocha. – Zabrzmiało to jak stwierdzenie, nie jak pytanie. – Owszem, to prawda. Shey nie czuła się ani trochę zakłopotana. Zdobycie har- leya kosztowało ją wiele trudu i wyrzeczeń. Ten motor nie tyl- ko przywoływał drogie sercu wspomnienie. Był czymś wię- cej. Symbolem drogi, jaką przeszła Shey od czasów, gdy jako dziewczynka z ubogiego domu nosiła ubrania z lumpeksu. – Ale przecież to tylko sposób na przenoszenie się z miej- sca na miejsce. – Książę był wyraźnie stropiony. – Harley to coś więcej niż środek lokomocji. Książę z niedowierzaniem potrząsnął głową. – Jechał pan kiedyś takim? – zapytała Shey, choć była w stu procentach pewna odpowiedzi. – Nie. – W takim razie pozwolę sobie czegoś pana nauczyć. Jest ciemny jak tabaka w rogu! Shey wyjęła zapasowy kask i podała go Jego Książęcej Mości. – Proszę to założyć. Spodziewała się, że książę zacznie się opierać, choćby ze względu na misternie ufryzowane włosy, ale zaskoczył ją. Posłusznie, bez słowa protestu wziął kask. Szarmancki książę 11 Shey założyła swój kask, zwinnie wsiadła na motor i prze- kręciła kluczyk. Silnik zaryczał. – Proszę usiąść za mną! – zawołała, przekrzykując war- kot maszyny. Książę nie kazał się prosić. Nie minęła chwila, a sie- dział za Shey, mocno opierając się o jej plecy i obejmu- jąc ją w talii. Shey poczuła ciarki na plecach. Opamiętała się szybko. To pewnie dlatego, że od miesię- cy z nikim się nie spotykała. Zwyczajna reakcja organizmu. Hormony, nic więcej. Wrzuciła bieg i ruszyła. – Niech się pan trzyma! – zawołała, wrzucając dwójkę i zaraz potem trójkę. Wiatr uderzył ją w twarz, prędkość upajała. Jazda mo- torem zawsze była dla niej najlepszym remedium, lekiem na wszystko. Jednak dziś było inaczej. Może dlatego, że sie- dzący z tyłu mężczyzna obejmował ją lekko i zamiast uspo- kojenia, jakie powinno na nią spłynąć, czuła dziwną ekscy- tację. Brakowało jej tchu. Nie chciała tego teraz analizować. Najważniejsze, to do- wieźć księcia do Parker. Niech przyjaciółka sama się z nim rozmówi. Parker każe mu zbierać się do domu i znów wszystko będzie jak dawniej. Parker, Cara i Shey, przyjaciółki jeszcze ze studiów, a dziś współwłaścicielki kawiarni i księgarni, były samo- wystarczalne. Nie potrzebowały mężczyzn. Z facetami są tylko same problemy. 12 Holly Jacobs Shey doskonale pamiętała wieczór, gdy wymyślały na- zwy dla swoich dwóch miejsc: kawiarnia „Monarch” i księ- garnia „Tytuły”. Nawiązanie do książęcego pochodzenia Parker. To właśnie Parker zapewniła ich przedsięwzięciu (cid:31) nansowe wsparcie, więc przyjaciółki chciały to jakoś za- znaczyć. Butelka wina krążyła wtedy z rąk do rąk, a one śmiały się i snuły plany na przyszłość. Przedtem Shey nie miała koleżanek. I nigdy by nie uwierzyła, że zaprzyjaźni się akurat z tymi dziewczynami. Z księżniczką krwi i z Carą, dziewczyną o gołębim sercu. Choć gdy się nad tym zastanowić, to nie był świadomy wybór żadnej z nich, tak po prostu wyszło, że zbliżyły się do siebie i polubiły. Teraz były zżyte jak rodzina. Nieoczekiwanie książę wzmocnił uścisk. To przypo- mniało Shey, że ma pasażera, i wyrwało ją z zamyślenia. Tak, niech Parker wyjaśni sytuację swemu niewczes- nemu narzeczonemu i jak najprędzej odeśle go do domu, a wtedy znów wszystko będzie po staremu… Tanner zdawał sobie sprawę, że nakłonienie narzeczo- nej do opuszczenia Erie i powrotu do rodzinnego kraju nie będzie łatwym zadaniem. Jej ojciec uprzedził go, że Maria Anna jest temu przeciwna. Przygotował się na najróżniejsze scenariusze, jednak rzeczywistość przeszła jego oczekiwania. W najbardziej fantastycznych przypuszczeniach nie wyobrażał sobie jaz- dy przez miasto na harleyu prowadzonym przez niepraw- dopodobną, intrygującą dziewczynę. Już sam jej wygląd wywoływał mieszane uczucia. Krót- kie, nastroszone płomiennorude włosy i zdystansowany Szarmancki książę 13 sposób bycia nie pozostawiały wątpliwości – nie ma mowy o przekroczeniu nakreślonych przez nią granic. Od razu widać, że ta ślicznotka ma silny charakter. Przysunął się odrobinę bliżej i mocniej zacisnął ręce wo- kół jej talii. Wcale nie dlatego, by obawiał się, że spadnie z motoru. Po prostu przyjemnie było tak ją obejmować. Shey zjechała z czteropasmówki i po chwili zahamowa- ła na jakiejś niezbyt ruchliwej ulicy. Zgasiła silnik. Tanner zsiadł z motoru, zdjął kask i podał go Shey. – Jesteśmy na miejscu – oznajmiła. W jej głosie zabrzmiała ledwie słyszalna duma, jakby to miejsce było dla niej bardzo ważne. Tanner popatrzył na budynek z czerwonej cegły. Od frontu było dwoje drzwi. Nad prawym wejściem wisiał szyld kawiarni „Monarch”, a nad pierwszą literą nazwy jaśniała malutka korona. Drugie drzwi prowadziły do księgarni „Tytuły”. Nad jej nazwą też umieszczono małą koronę. – Maria Anna jest tutaj? – Parker – z naciskiem rzekła Shey – jest współwłaści- cielką kawiarni i księgarni. Wraz z Carą i ze mną – dodała z dumą i ruszyła do wejścia. – Proszę za mną, Wasza Wy- sokość. Tanner był przyzwyczajony, że zwykle tak się do niego zwracano, choć wolał, gdy mówiono mu po imieniu. Rzecz jasna, w rodzinnym kraju większość sytuacji wykluczała podobną poufałość, jednak teraz był w Stanach i może da- rować sobie formalności. Zwłaszcza z tą kobietą. – Tanner – powiedział. – Proszę mówić mi po imieniu. Shey nie odpowiedziała. Nie zwolniła kroku. 14 Holly Jacobs Nie pozostało mu nic innego, jak podążyć za nią. Weszli do kawiarni, gdzie jasnowłosa dziewczyna roz- mawiała właśnie z jakimś brunetem. To musi być ona, Maria Anna. Tanner uważnie popatrzył na kobietę, którą zamierzał poślubić. Nie zmieniła się wiele, choć wyglądała nieco inaczej niż kiedyś. Teraz nosiła się bardziej swobodnie, niż to pamię- tał: jasne włosy związane byle jak w koński ogon, zwykłe spodnie w kolorze khaki i jasnoniebieska bluzeczka, sło- wem nic, co kojarzyłoby się z księżniczką. I z tą kobietą ma spędzić resztę życia. Przyrzekł to zrobić, jednak jeszcze nie do końca się z tym pogodził. Miał się ożenić z kobietą, której właściwie nie znał. W imię dobra ojczystego kraju. Od urodzenia wkładano mu w głowę, że dobro ojczyzny musi być dla niego na pierwszym miejscu. W dzisiejszych czasach los niewielkich państewek, takich jak Amar czy Eliason, był poważnie zagrożony. Łącząc swe siły, zwięk- szały szanse na przetrwanie. Dlatego Tanner nie miał wy- boru. Musiał ulec i zgodzić się na aranżowane, dynastycz- ne małżeństwo. Tak jak to było od wieków. O(cid:31) cjalnie przystał na takie rozwiązanie ze względu na uwarunkowania polityczne. Prywatne powody, których nie rozgłaszał, były nieco inne. Tak naprawdę czuł się zmę- czony związkami z kobietami, bo w ostatecznym rezultacie zawsze okazywało się, że chodziło im jedynie o jego tytuł i majątek. Godziły się na odgrywanie roli księżniczki, ale bardzo szybko się zniechęcały, kiedy okazywało się, że to wcale nie jest takie słodkie zajęcie, a ciężka praca.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szarmancki książę
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: