Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00338 005731 18441594 na godz. na dobę w sumie
Szczęście po włosku - ebook/pdf
Szczęście po włosku - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8751-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Irena Liapis, córka greckiego potentata prasowego, i Vincenzo Antonello, włoski magnat, od pierwszej chwili zapałali do siebie gorącą namiętnością. Spędzili razem szalony tydzień, ich związek nie mógł jednak trwać, ponieważ Irena miała wkrótce poślubić bogatego przemysłowca. Ten niespodziewanie zerwał zaręczyny, Irena zaś odkryła, że jest w ciąży. Nie mając pewności, kim jest ojciec dziecka, wróciła do Włoch, by powiadomić o swej sytuacji Vincenza...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rebecca Winters Szczęście po włosku Rebecca Winters Szczęście po włosku Tłumaczyła Krystyna Rabińska Tytuł oryginału: Accidentally Pregnant! Pierwsze wydanie: Harlequin Romance, 2010 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska ã 2010 by Rebecca Winters ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by BLACK PRINT CPI IBERICA, S.L. ISBN 978-83-238-8751-5 ROMANS – 1081 ROZDZIAŁ PIERWSZY ,,Andreas Simonides, trzydziestotrzyletni dyrektor generalny koncernu rodziny Simonidesów, zaskoczył świat biznesu, żeniąc się z dwudziestosześcioletnią Amerykanką, Gabriellą Turner. Ślub na wyspie Milos miał charakter prywatny’’. Na widok nagłówka w ,,Corriere della Sera’’ Vin- cenzo Antonello zakipiał ze złości. Bezwiednie zmiął w dłoniach gazetę i szarpnął nią tak mocno, że papier się rozerwał. – Tato? Zwariowałeś?! – zapytał jego sześcioletni syn. Vincenzo natychmiast się opanował. – To niechcący. – Pójdziemy do parku pograć w nogę? – Zaraz, Dino. Daj mi dopić kawę. ,,Źródła zbliżone do rodziny Simonidesów nie udzie- lają żadnych informacji – czytał dalej Vincenzo – lecz udało nam się dowiedzieć, że nowożeńcy spędzają mie- siąc miodowy na Karaibach. Oczekuje się, że po powro- cie spotkają się z prasą i zgodzą na sesję zdjęciową. Zaskoczenie jest tym większe, że Andreasa Simoni- desa ostatnio często widywano w towarzystwie córki ateńskiego magnata prasowego Giorgiosa Liapisa. Mó- wiono, że należy oczekiwać zaręczyn tej pary. Dwu- 6 Rebecca Winters dziestosiedmioletnia Irena Liapis, która redaguje mie- sięczny dodatek lifestylowy w gazecie należącej do jej ojca, niespodziewanie zrezygnowała ze stano- wiska i opuściła Ateny. Miejsce jej pobytu pozostaje nieznane’’. Vincenzo poczuł lodowaty ucisk w sercu. Od począt- ku lipca, od powrotu Ireny do Grecji, każdego dnia spodziewał się usłyszeć, że poślubiła Andreasa Simoni- desa. Szanując jej wolę, nie starał się z nią kontaktować. Od chwili kiedy Vincenzo poznał Irenę, przeklinał rywala i ustawicznie drwił z jej rzekomej miłości do mężczyzny, którego miała zamiar poślubić. Miłość nie przeszkodziła jej spędzić namiętnej nocy ze mną, częs- to myślał ze złością. W głębi serca żywił nadzieję, że tamta noc, dla niego stanowiąca przełom w życiu, o- tworzyła Irenie oczy i zmusiła ją do przeanalizowania swoich uczuć. Notatka w gazecie dowodziła, że jego nadzieje były płonne. Wierzył, że Irena okaże się tą jedyną kobietą na świecie inną niż wszystkie, i się zawiódł. – Irena! – Wiem, że się mnie nie spodziewałaś. Deline uścisnęła przyjaciółkę. – Myślałam, że już wyjechałaś do Włoch. Dlacze- go nie zadzwoniłaś, że nadal jesteś w Atenach? – Bo... bo nie miałam odwagi. – Odwagi? – zdumiała się Deline. Spojrzała z tros- ką na Irenę. – Wejdź, porozmawiamy. Właśnie nakar- miłam bliźniaki. Są w ogrodzie. Leon będzie żałował, że się z tobą minął. Dosłownie kilka minut temu wy- szedł do pracy. Szczęście po włosku 7 – Wiem. Czekałam, aż jego samochód odjedzie. Słysząc to, Deline położyła Irenie dłoń na ramieniu. – Kiedy cię zobaczyłam, od razu pomyślałam, że stało się coś złego. Martwisz się czymś? Powiedz. – W tej chwili najbardziej się martwię tym, że two- ja służba powie Leonowi o mojej wizycie. On się nie może dowiedzieć, że tutaj byłam! Przyjaciółki potrafiły porozumiewać się bez słów. Deline w lot się zorientowała, że sprawa jest bardzo poważna. – W domu jest tylko gospodyni, Sofia. Zaraz ją od- szukam i poproszę, żeby zachowała twoje odwiedziny w tajemnicy. Jej można zaufać. Jest uosobieniem dys- krecji. Zaraz wracam. – Dzięki. Deline zniknęła w głębi domu, Irene zaś weszła przez salon do ogrodu. Pięciomiesięczne bliźniaki leża- ły w hamakach. Na widok Ireny chłopcy rzucili zabaw- ki i zaczęli radośnie wymachiwać rączkami i nóżkami. Irena przykucnęła przy Krisie, który po operacji ser- ca już całkowicie doszedł do zdrowia. Ucałowała go, następnie pochyliła się nad Nikosem. Obaj chłopcy wyglądali jak skóra zdjęta z Leona. Patrząc na nich, każdy by pomyślał, że ich matką jest Deline, lecz bliscy przyjaciele rodziny wiedzieli o niedawnym kryzysie w małżeństwie Deline i Leona. Kris i Nikos byli owocem romansu, a raczej przygody jednej nocy, Leona z nieżyjącą Theą Turner. Deline wybaczyła mężowi zdradę i teraz spodzie- wała się ich pierwszego wspólnego dziecka. – Załatwione – oświadczyła Deline, wracając. – A teraz opowiadaj. Usiadła na kanapie i zamieniła się w słuch. Irena 8 Rebecca Winters przyjrzała się przyjaciółce, która zostałaby jej szwa- gierką, gdyby los nie zdecydował inaczej. Miała po- ślubić Andreasa, brata bliźniaka Leona, lecz dwa mie- siące temu, w związku ze swoją pracą, pojechała do Włoch na riwierę liguryjską, składającą się z pięciu malowniczo położonych miasteczek zwanych Cinque Terre, i spotkała innego mężczyznę. Zakochali się w sobie. Wzajemne zafascynowanie było tak silne, że w ogóle nie chciała stamtąd wyjeżdżać. Po powrocie z podróży nie udało jej się skontaktować z Andreasem, który jak gdyby zapadł się pod ziemię. Zachowywał się bardzo tajemniczo. Wkrótce okazało się, że na scenie pojawiła się przy- rodnia siostra Thei, Gabi Turner. Andreas zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i zerwał z Ireną. And- reas i Gabi w błyskawicznym tempie wzięli ślub i wyje- chali w podróż poślubną. – Irena? Mów! – niecierpliwiła się Deline. – Nie wiem, jak ci to powiedzieć – wybąkała Irena. Czuła, że drży ze zdenerwowania. – Ale co? – Nie uwierzysz. Ja sama nie wierzę. – Jest aż tak źle? – Gorzej. – Umrzesz? Irena wiedziała, że Deline wcale nie żartuje. – Nie, chociaż to rozwiązałoby mój problem. Deline zerwała się na równe nogi. – To nigdy nie jest wyjście! – zawołała. – Chciałam powiedzieć, że o ile to nie jest jakaś nieuleczalna cho- roba, nic nie dorówna temu piekłu, przez jakie ja prze- szłam, kiedy zastanawiałam się, czy zostać z Leonem, czy nie. Szczęście po włosku 9 – Jestem w ciąży. Deline zbladła. – Z Andreasem? Irena zwlekała z odpowiedzią. – Prawdopodobnie tak – szepnęła łamiącym się głosem. Oczy Deline zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. – Prawdopodobnie? Nie rozumiem. – Lekarz wypytał mnie o daty, obliczył dni płod- ne. Jest w dziewięćdziesięciu procentach pewien, że to dziecko Andreasa, ale mogłam zajść w ciążę też z innym mężczyzną. Och, Deline! A jeśli to dziecko Vincenza? – Kim jest Vincenzo? Irena, zaniepokojona nagłą bladością Deline, objęła ją, z powrotem usadziła na kanapie, a sama usiadła obok. – Z Vincenzem nie rozstawałam się przez cały mój pobyt we Włoszech, kiedy pojechałam tam pisać ar- tykuł do gazety. Jest przystojny i... Boże, jak ja zagmat- wałam sobie życie! Irena ukryła twarz w dłoniach. – Od jak dawna wiesz, że jesteś w ciąży? – W zeszłym tygodniu codziennie miałam mdłości i w końcu wczoraj wybrałam się do lekarza. Myślałam, że złapałam grypę czy coś w tym rodzaju. Lekarz skie- rował mnie do ginekologa. Okazało się, że jestem w ciąży. Dzisiaj rano to potwierdził. Szósty tydzień. Błagała lekarza, by jeszcze raz obliczył dni. Przed wyjazdem do Włoch jedynym mężczyzną w jej życiu był Andreas. Spodziewała się, że po jej powrocie wez- mą ślub. Lecz pobyt we Włoszech wszystko zmienił. Pozna- ła Vincenza i zapałała do niego uczuciem, jakiego ni- gdy przedtem nie doświadczyła. Dla niego przedłużyła 10 Rebecca Winters swój pobyt. W ogóle nie chciała wracać ani do Grecji, ani do Andreasa. – Och, Ireno – Deline miała łzy w oczach – obojęt- ne, co się stanie, będziesz miała cudowne dziecko. – Wiem. – Irenie łzy popłynęły po policzkach. – Pragnę go bardziej niż czegokolwiek na świecie. Marzę o tym, żeby to było dziecko Vincenza, do- kończyła w myślach. – Oczywiście, że tak. – Deline łagodnie uścisnęła jej ramię. – Co teraz zrobisz? Irena wzięła głęboki oddech. – Wiem, czego nie zrobię. Andreas nigdy się nie dowie, że dziecko jest jego, jeśli rzeczywiście to on jest ojcem. Dziś po południu idę do jeszcze jednego leka- rza. Muszę mieć pewność. – Właśnie to chciałam ci doradzić. Skonsultuj się z drugim lekarzem. To zbyt ważna sprawa. – Och, Deline... Ja tak bardzo pragnę, żeby to Vin- cenzo okazał się ojcem. – A jeśli ten drugi lekarz powie ci to samo co pierw- szy? – To i tak nie zrobię niczego, co mogłoby skrzyw- dzić Andreasa i Gabi. Ty i Leon przeżyliście koszmar, kiedy ci wyznał, że jest ojcem bliźniąt Thei. Nie chcę, żeby oni przechodzili przez to samo. Kochają się. Są w podróży poślubnej, snują plany na przyszłość. Nie zadam im takiego ciosu. – Deline oszołomiona kręciła głową. – Ja chcę odbyć moją podróż poślubną z Vincen- zem – mówiła dalej Irena. – Chcę mu powiedzieć, że oczekuję jego dziecka. Czasami zastanawiam się, jak ty zniosłaś to wszystko? Tak bardzo ci współczułam. Bliźniaki były rozkoszne, ale to Deline powinna je urodzić Leonowi, nie Thea. Szczęście po włosku 11 – Nigdy nie zapomnę, że mnie wspierałaś – drżą- cym głosem szepnęła Deline. – Przepraszam, nie chciałam ci o tym przypominać, ale nie mogę im tego zrobić. Nie mogę. Deline podniosła się z kanapy. – Prawda ma to do siebie, że prędzej czy później wypływa. Co by było, gdyby tajemnica ojcostwa bliź- niąt wyszła na jaw dopiero po latach? Nie jestem pew- na, czy wtedy nasze małżeństwo zniosłoby podobny cios. Dobrze, że zaczynamy nowy rozdział teraz, przed narodzinami dziecka. Leon jest dla mnie bardzo czuły i wyrozumiały. Cierpliwy. Irena doskonale ją rozumiała. – Cieszę się, że wyszliście na prostą. Ale pomyśl, Gabi może już jest w ciąży. Boję się, że historia się powtarza. – Deline jęknęła. – Wyobraź sobie taki sce- nariusz: wracają z Karaibów, a ja mam dla nich spóź- niony prezent ślubny. Nie mogę im tego zrobić. Nie mogę! – Pewnego dnia Andreas i tak się dowie, a wtedy... – Deline zawiesiła głos i aż się wzdrygnęła. – Znam go. Brat Leona wyznaje niezłomne zasady i zawsze będzie się o ciebie troszczył, ale gdyby odkrył, że zataiłaś przed nim prawdę o jego dziecku, nigdy by ci nie wyba- czył. Pamiętaj, ile starań włożył w to, żeby połączyć Leona z synami. – Deline znowu pokręciła głową. – Boję się o ciebie, Ireno. Irenę również ogarnął lęk. – Jest sposób, żeby tę sprawę ukryć raz na zawsze. I właśnie to chcę z tobą omówić. – Polecisz na Księżyc? – Aż tak daleko nie. Po powrocie z Włoch zrezyg- nowałam z pracy w gazecie ojca. Miałam zamiar ze- 12 Rebecca Winters rwać z Andreasem i wrócić do Riomaggiore, do Vin- cenza. I właśnie teraz tam się wybieram. Mam nadzie- ję, że nie kłamał, kiedy proponował mi małżeństwo i że nadal chce się ze mną ożenić. – Nadal? Chcesz powiedzieć, że oświadczył ci się po zaledwie dziesięciodniowej znajomości?! – zapyta- ła Deline zdumiona. – Jesteś najpiękniejszą i najinteli- gentniejszą ze wszystkich kobiet, jakie znam, i każdy mężczyzna chciałby mieć taką żonę jak ty, ale jeśli wiedział o Andreasie... – Wiem, że to bardzo skomplikowane – Irena nie dała jej dokończyć. – Właściwie mi się nie oświadczył, tylko jakoś to tak samo wyszło, że chce, żebyśmy byli razem. Nie mogłam dać mu odpowiedzi, dopóki nie odbyłam rozmowy z Andreasem, ale wiesz, co się wte- dy stało. On już stracił głowę dla Gabi! Kiedy mi o niej powiedział, zrozumiałam, że my nigdy nie byliśmy w sobie zakochani. Gdybyśmy byli, ani ona nie za- władnęłaby jego sercem, ani Vincenzo moim. Vincen- zo ostrzegł mnie, że jeśli wyjdę za Andreasa, nasze małżeństwo nie będzie udane i pewnego dnia pożałuję popełnionego błędu. Miał rację. Deline przyglądała się przyjaciółce badawczo. – Musi być nadzwyczajnym mężczyzną, skoro sprawił, że w ciągu dziesięciu dni do tego stopnia stra- ciłaś dla niego głowę, że chcesz za niego wyjść za mąż i pragniesz mieć z nim dziecko. Opowiedz mi o nim. Irena umknęła wzrokiem w bok. – Nazywa się Vincenzo Antonello. Jest zatwar- działym kawalerem, Włochem z krwi i kości. Chodzi piechotą, a jeśli udaje się gdzieś dalej, to jedzie starym fiatem. – Irena uśmiechnęła się do siebie na wspomnie- nie stylu życia tak odmiennego od luksusowych willi, Szczęście po włosku 13 wytwornych limuzyn, prywatnych helikopterów, do których przywykła. – Oprowadzał mnie i fotografa, z którym podróżowałam służbowo, po wytwórni likie- rów w La Spezia, gdzie pracuje. Odwożąc mnie z po- wrotem swoim samochodem, powiedział, że podoba mu się, że dorównuję mu wzrostem, bo, jak się wyraził, jest co w rękę wziąć. Irena zaśmiała się na wspomnienie tych słów wypo- wiedzianych po angielsku z silnym włoskim akcentem i towarzyszącego im tubalnego śmiechu. – To było czyste wariactwo. Nie rozstawaliśmy się. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Ni- gdy z nikim tyle nie rozmawiałam. Chyba w ogóle nie spaliśmy. Kupował mi kwiaty i upominki... Oczarował mnie. Vincenzo Antonello był wysoki, świetnie zbudowa- ny, męski, bardzo przystojny, a całe jego zachowanie stanowiło zaprzeczenie politycznej poprawności. Był katolikiem, ale, jak przyznał z szelmowskim uśmie- chem, niezbyt gorliwym. Irena natomiast nie wyzna- wała żadnej religii. Chciała być wyemancypowaną ko- bietą odnoszącą sukcesy w świecie wielkiego biznesu. – Na każdy temat ma wyrobione zdanie i nie waha się go wypowiadać. Jego stosunek do pieniędzy też był inny niż w środo- wisku, w jakim Irena się wychowała. Chciał zarabiać tyle, ile wydaje, i to wszystko. Cieszył się, że ktoś inny boryka się z zarządzaniem firmą. W środowisku, w ja- kim obracała się Irena, bogactwo stanowiło istotę i cel egzystencji. – Vincenzo był znakomitym przewodnikiem. W miasteczkustarał się pokazać mi wszystko,cobyłodo zobaczenia. Nasze spacery po okolicznych wzgórzach 14 Rebecca Winters trwały całe dnie, bo co chwila przystawał, żeby mnie pocałować. Ostatniego wieczoru zabrał mnie do siebie. Ma małe bardzo skromnie umeblowane mieszkanie. Przygotował pyszną kolację. Piliśmy wino, tańczyliśmy na tarasie, aż zrobiło się ciemno. Wtedy wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. To było zupełnie naturalne. Przestałam myśleć, poddałam się wszystkim uczuciom, które we mnie wzbierały. Przed moim odlotem do Grecji powiedział mi coś absolutnie nie z tej ziemi. – Co? Deline słuchała Ireny jak zaczarowana. – Jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami, signori- na Liapis. Powinniśmy się pobrać. – Ireno! – Zaskoczył mnie. Ciągle to robił. Lubił mnie szo- kować. – Co mu odpowiedziałaś? – Od początku wiedział, że kocham Andreasa i wkrótce spodziewam się zostać jego żoną. – Jak to traktował? – Śmiał się ze mnie. Co to za miłość, drwił. Gdybyś- cie naprawdę się kochali, wzięlibyście ślub i nie była- byś teraz ze mną. – Irena schyliła głowę. – Muszę ci się do czegoś przyznać. Jego słowa dotknęły mnie do ży- wego, bo to była prawda. Andreas i ja przyzwyczailiś- my się do siebie, dryfowaliśmy z prądem. Gdybym czuła do niego to, co czułam do Vincenza, nie stawiała- bym kariery zawodowej na pierwszym miejscu. Chcia- łabym ciągle być z nim. Vincenzo powiedział jeszcze więcej. Czym jest miłość? Tylko słowem, stwierdził. Może znaczyć, cokolwiek zechcesz, żeby w danej chwili znaczyło. Może nawet nic nie znaczyć. Spyta- łam, czy wierzy w to, co mówi. Wzruszył ramionami, Szczęście po włosku 15 potem odpowiedział: Wierzę w pewne formy miłości. Kto nie kocha dzieci, na przykład? Kiedy oświadczy- łam, że rozmowa z nim staje się niemożliwa, wykpił mnie. Bo nie pasuję do jakiegoś twojego wymyślonego ideału? Bo nie mówię tego, do czego jesteś przyzwy- czajona? Czy ty kiedykolwiek przyjrzałaś się sobie do- kładnie? – Nie wierzę – wtrąciła Deline. – Nie posunął się do tego. – Posunął się nawet dalej. Ireno, jesteś jak gęś ze stada lecącego kluczem. Znasz swoje miejsce w szere- gu, bo ci je wskazano, i pilnujesz się, żeby nic nie odwróciło twojej uwagi, ani ptak innego gatunku, ani klęska żywiołowa. Co to byłby za fascynujący widok, gdybyś wyłamała się z klucza i zaczęła latać samotnie! – Nie! Nie mówił tak! – wykrzyknęła Deline. – Mówił, a jego słowa bolały. Kiedy zaczął mnie pieścić, nie chciałam, żeby przestał. Niczego bardziej nie pragnęłam, tylko poddać się jego namiętności. Pra- wie go nie znałam, ale nie był mi obcy. Czułam, że jesteśmy pokrewnymi duszami. W rzadkim u niej przypływie złości Irena chciała wówczas zrobić coś głupiego, a nawet niebezpieczne- go, by mu udowodnić, że się mylił. Własna reakcja wstrząsnęła nią do głębi. Uświadomiła sobie, że od pierwszej chwili, kiedy Vincenzo zgodził się oprowa- dzić ją i towarzyszącego jej fotografa po okolicy, chciała traktować znajomość z nim poważnie, lecz się bała. Wstała z kanapy i chodząc po pokoju, ciągnęła: – Po dzisiejszej wizycie u lekarza pojadę do Vin- cenza i powiem mu, że miał rację. Udowodnię mu, że wyrwałam się z klucza gęsi i obrałam własny kurs. Pociągamy się, istnieje między nami niezwykła więź. 16 Rebecca Winters Przyznanie się do tego jest dla mnie wyzwoleniem. Jeśli chce, żebyśmy się pobrali, ja również tego chcę. – Co mu powiesz o dziecku? – Prawdę. To, co usłyszałam od lekarzy. On ma prawo wiedzieć wszystko, łącznie z tym, że Andreas poznał inną kobietę. Jeśli nie będzie potrafił mi wyba- czyć, że wyjechałam, bo chciałam porozmawiać z An- dreasem i z nim zerwać, to znaczy, że nie jest takim mężczyzną, za jakiego go uważałam. – Irena przygryz- ła wargę. – Jeśli nie mówił poważnie o małżeństwie, będę musiała wyjechać z Europy. – Dokąd? – Nie wiem. – Och, Ireno! Boję się o ciebie. – Ja też. Jestem przerażona. – Chodź, Dino. Potrafisz. – Ale ja się boję, tato. Vincenzo widział strach w oczach syna. Dino co prawda podszedł do brzegu hotelowego basenu, lecz nie chciał skoczyć w wyciągnięte ramiona ojca i żadne obietnice nagrody nie skutkowały. – To co chciałbyś robić przed wyjazdem? – Nie chcę wyjeżdżać. Chcę mieszkać z tobą. Tu w Riomaggiore. Vincenzowi aż serce się ścisnęło z żalu. – Wiesz, że to niemożliwe. Chodź, pójdziemy na plażę i pooglądamy łódki, dobrze? Dino ze smutną miną przystał na propozycję. – Dobrze. – A nie chciałbyś popływać łodzią i złowić jakiejś rybki? – Nie. Chcę tylko popatrzyć.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szczęście po włosku
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: