Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00052 006021 14678497 na godz. na dobę w sumie
Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji - ebook/pdf
Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 552
Wydawca: Magnum Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63986-04-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże >> literatura faktu
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Głośna książka autora Tańca Nataszy i Poślij chociaż słowo. W Szeptach Orlando Figes opisuje historie ludzi, którzy żyli w czasach dyktatury stalinowskiej. Są wśród nich także znane postaci: Anna Achmatowa, Jelena Bonner, Bułat Okudżawa, Konstantin Simonow... Korzystając z setek rodzinnych archiwów, a także niezliczonych wywiadów, autor odtwarza tamten świat dramatycznych moralnych wyborów i kompromisów. Świat, w którym ludzie mówili szeptem, aby ochronić siebie, rodzinę lub przyjaciół, a życie prywatne w warunkach totalnej kontroli państwa wydawało się niemożliwe.


Ebook nie zawiera zdjęć z tradycyjnego książkowego wydania.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Orlando Figes SZEPTY ¯ycie w stalinowskiej Rosji P R Z E K £ A D W³adys³aw Je¿ewski W A R S Z A W A Tytuł oryginału THE WHISPERERS Private Life in Stalin’s Russia Przekład Władysław Jeżewski Konsultacja Artur Kowalski Korekta i opracowanie indeksu Anna Wiese Ilustracje pochodzą z wydania PENGUIN BOOKS, Ltd. 2007 Copyright © Orlando Figes, 2007 The moral right of the author has been asserted All rights reserved Copyright © 2008, 2011 for the Polish edition by Wydawnictwo Magnum Ltd. Copyright © 2008 for the Polish translation by Wydawnictwo Magnum Ltd. Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, zapisywana czy przekazywana w sposób mechaniczny, elektroniczny, fotograficzny lub w jakiejkolwiek innej formie bez uprzedniej zgody właściciela praw. Wydawnictwo MAGNUM sp. z o.o. 02-536 Warszawa, ul. Narbutta 25a tel./fax (22) 848-55-05, tel. (22) 646-00-85 magnum@it.com.pl Zapraszamy do naszej księgarni internetowej www.wydawnictwo-magnum.com.pl Ebook nie zawiera zdjęć z tradycyjnego książkowego wydania. (PDF) 978-83-63986-04-9 (EPUB) 978-83-63986-05-6 (MOBI)978-83-63986-06-3 Mojej matce, Evie Figes (z domu Unger, urodzonej w Berlinie w 1932 roku), oraz pamięci rodziny, którą utraciliśmy Spis treœci WSTĘP I DZIECI ROKU 1917 (1917–1928) II WIELKI PRZEŁOM (1928–1932) III W POSZUKIWANIU RODZINNEGO SZCZĘŚCIA (1932–1936) IV WIELKI STRACH (1937–1938) V ECHA TERRORU (1938–1941) VI CZEKAJ MNIE (1941–1945) VII „ZWYCZAJNI STALINOWCY” (1945–1953) VIII POWROTY (1953–1956) IX PAMIĘĆ (1956–2006) Posłowie i podziękowania Przypisy Źródła 6 16 72 125 182 253 297 356 417 463 507 513 542 VII „ZWYCZAJNI STALINOWCY” (1945–1953) 3 Po 1945 roku kariera Simonowa osiągnęła nowe szczyty. Pisarz wrócił z wojny z rzędem orderów na piersi, które otrzymał za korespondencje z pola walki. Jako członek wąskiego grona intelektualistów faworyzowanych przez Stalina stanął na czele nielicznej delegacji wpływowych dziennikarzy, którą Kreml wysłał do Stanów Zjednoczonych w maju 1946 roku, tuż przed początkiem zimnej wojny. Instrukcji udzielił mu Mołotow, minister spraw zagranicznych, a sam Stalin pole- cił mu przekonać Amerykanów, że Związek Sowiecki nie chce wojny. Podczas tej podróży Simonow po raz pierwszy posmakował przywilejów, z których korzystali członkowie władz sowieckich. Oszołomiła go ogromna kwota na osobiste wydat- ki, którą otrzymał przed podróżą; być może poczuł się nieswojo na myśl o prze- paści dzielącej go od zwykłych ludzi sowieckich, ale jeśli nawet, uczucie to trwało zaledwie chwilę. Potem już tylko pławił się w luksusach oferowanych przez Za- chód. W Stanach Zjednoczonych powitano go jako człowieka o międzynarodo- wej sławie. Jego powieść Dnie i noce stała się w Ameryce bestsellerem. Wszyscy znali jego wiersz Czekaj mnie. Teatry w Nowym Jorku, Bostonie, Waszyngtonie i San Francisco grały jego sztuki. Fotografowano go w towarzystwie takich sław, jak Gary Cooper, Lion Feuchtwanger i Charlie Chaplin. Ten ostatni regularnie z nim odtąd korespondował37. Wyjazd do Ameryki był jedną z kilku podróży zagranicznych, które odbył Si- monow niedługo po zakończeniu wojny. Za każdym razem rząd sowiecki powie- rzał mu ważne zadanie do wykonania. W Londynie, który odwiedził w 1947 roku, Simonow miał zbadać możliwość pozyskania dla sprawy sowieckiej czołowych pi- sarzy brytyjskich (między innymi Johna Boyntona Priestleya i George’a Bernarda Shawa)38. W Paryżu, gdzie zatrzymał się po drodze do Ameryki, próbował prze- konać emigracyjnego pisarza rosyjskiego Iwana Bunina, aby powrócił do Związku Sowieckiego. Bunin, jedyny w tym czasie rosyjski laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, mieszkał na obczyźnie od 1920 roku, kiedy pełen odrazy do bolszewic- kiej rewolucji wyjechał z Rosji. Miał już siedemdziesiąt kilka lat, ale Stalin liczył na to, że powodowany uczuciami patriotycznymi i tęsknotą za krajem wróci na starość do ojczyzny. Wielu emigrantów uwiódł pozytywny obraz Związku Sowieckiego, który podczas wojny upowszechnił się na Zachodzie, i niektórzy rzeczywiście zdecy- dowali się na powrót. Simonow kilkakrotnie spotykał się z Buninem w modnych restauracjach paryskich. Rachunki płacił pieniędzmi przyznanymi mu przez rząd sowiecki. Podkreślając swoje szlacheckie pochodzenie, opowiadał cuda o warun- kach życia ludzi sowieckich. A kiedy Bunin zaprosił go na obiad do siebie, zaproponował „wspólny posiłek”, na który specjalnie przyleciała z Moskwy Walentina Sierowa, przy- wożąc wielki kosz rosyjskich specjałów (śledzi, słoniny, razowego chleba i różnych gatunków wódki), co miało podsycić jeszcze nostalgię staruszka. Podczas obiadu Walentina śpiewała mu nawet rosyjskie pieśni. Wszystko na próżno, bo Bunin nie 8 zmienił swych antysowieckich poglądów. Nie chciał przyjechać do Związku So- wieckiego nawet na krótko39. W 1946 roku we władzach Związku Pisarzy przeprowadzono zmiany wedle wytycznych Politbiura: Aleksandr Fadiejew został sekretarzem generalnym, a wśród trzech jego zastępców znalazł się Simonow. Pisarz Korniej Czukowski zanotował w dzienniku pod datą 16 listopada 1946 roku: „Szefowie Związku Pisarzy mają kamienne twarze. Zupełnie nieruchome. Najgorszy jest Tichonow. Może słuchać całymi godzinami, nie zmieniając wyrazu twarzy… Fadiejew i Simonow też mają kamienne oblicza. To musi wynikać z nawyku przewodniczenia”. Dwa tygodnie po wybraniu do kierownictwa Związku Pisarzy Simonow został mianowany redakto- rem naczelnym miesięcznika „Nowyj mir” (Nowy świat), najstarszego i najbardziej prestiżowego pisma literackiego w Związku Sowieckim. W marcu 1950 roku od- szedł z „Nowogo mira”, aby objąć stanowisko redaktora naczelnego głównego pi- sma literackiego w kraju, „Litieraturnoj gaziety”. Stalin osobiście poinstruował go, aby w swoich artykułach wstępnych lansował alternatywny pogląd na politykę kulturalną w okresie zimnej wojny, pogląd, który z pozoru różniłby się wyraźnie od stanowiska Kremla; chodziło o zaspokojenie pragnienia niezależności drze- miącego w inteligencji sowieckiej, przy jednoczesnym trzymaniu się zdecydowa- nie antyzachodniego kursu politycznego. To, że Stalin powierzył Simonowowi tak delikatne i trudne zadanie, dowodzi wielkiego zaufania wodza do pisarza40. Wejście do elity sowieckiej spowodowało radykalną zmianę powierzchowno- ści Simonowa. Zrezygnował z „wojskowego wyglądu” charakterystycznego dla lat wojny i zaczął nosić elegancko skrojone angielskie garnitury, a przy mniej oficjal- nych okazjach – amerykańskie golfy, płaszcz z wielbłądziej wełny i modną po woj- nie czapkę z niewielkim daszkiem. Wysoki i bardzo przystojny, pozował na angielskiego dżentelmena. Wrócił do manier arystokracji, z której się wywodził. Umiał korzystać z życia i był wspaniałym gospodarzem, lojalnym i troskliwym sze- fem dla podwładnych, zwłaszcza sekretarek i szoferów; kobiety puszczał przo- dem, pomagał im zdejmować wierzchnie okrycia i na powitanie całował w rękę41. Również tryb życia Simonowa zdecydowanie się zmienił. Miał kilka domów: obszerną daczę na podmoskiewskim prestiżowym osiedlu literatów Pieriediełkino, którą kupił w 1946 roku od pisarza Gładkowa za ćwierć miliona rubli, co w owym czasie było fortuną; dom w Gulripszi, wsi pod Suchumi nad Morzem Czarnym, który nabył w 1949 roku, i wielkie mieszkanie przy ulicy Gorkiego w Moskwie, gdzie po 1948 roku mieszkał z Sierową. Małżonkowie zatrudniali dwie pokojówki, gosposię, sekretarkę i prywatnego szofera limuzyny, którą sprowadzili sobie z Ameryki. Mieszkanie zastawione było pięknymi i drogimi antykami. Na ścianach wisiały cenne obrazy, w tym jeden pędzla Kuźmy Pietrowa-Wodkina, pochodzący najpewniej z prywatnej kolekcji skonfiskowanej przez państwo. W mieszkaniu urządzano modne przyjęcia dla elity moskiewskiego świata literackiego i teatral- nego. Simonow był dobrym kucharzem i czasami sam przyrządzał wyszukane po- trawy dla swoich gości; częściej jednak dzwonił po szefa kuchni z pobliskiej 9 słynnej restauracji gruzińskiej „Aragvi”, który przychodził z ekipą kucharzy i zaj- mował się przygotowywaniem dań na bankiet42. Wśród pracowników „Nowogo mira” Simonow znany był z „lordowskich” manier. Lidiję Czukowską, pracującą w dziale poezji, uderzył młodzieńczy wygląd nowego naczelnego, który miał wówczas zaledwie trzydzieści jeden lat. Ale jednocześnie zauważyła jego ogromną pewność siebie, dzięki której cieszył się autorytetem właś- ciwym ludziom znacznie starszym. Podczas pracy Simonow był poważny i stateczny; wydając polecenia podwładnym, pykał z fajki na podobieństwo Stalina (na biurku pisarza zawsze leżało pół tuzina fajek). Według Czukowskiej w kontaktach z pra- cownikami „Nowogo mira” Simonow był arogancki i apodyktyczny. W swoim dzienniku porównuje ona redakcję do dziewiętnastowiecznego dworu, w którym pan miał na każde skinienie tłum „służących i lokajów”. Oburzało ją zwłaszcza wyniosłe traktowanie przez Simonowa dwóch poetów, których namówiła w 1946 roku, by nadesłali swoje utwory do „Nowogo mira”. Jednym był Nikołaj Zabołocki, który wrócił właśnie z obozu pracy po odbyciu ośmioletniego wyroku. Simonow zgodził się zamieścić jeden z jego poematów, ale potem zmusił go do zmiany nie- których wersów z powodów politycznych. Drugim był wielki poeta Boris Paster- nak, który miał wówczas już pięćdziesiąt sześć lat i mógłby być ojcem Simonowa. Pasternak poprosił o zaliczkę na poczet honorarium za wiersz, który Simonow przyjął do publikacji na łamach pisma. Redaktor jednak odmówił, ponieważ uznał to za zawoalowaną groźbę wycofania utworu, gdyby zaliczka nie została wypłacona. Powiedział Czukowskiej, że ze strony Pasternaka nieładnie jest „grozić mi po tym wszystkim, co dla niego zrobiłem. Gdybym był na jego miejscu, nie zachowałbym się w ten sposób”. Aby dać mu nauczkę, postanowił nie publikować przyjętego już wiersza. Według Czukowskiej, która jako córka pisarza (Kornieja Czukowskiego) wychowana została zgodnie z tradycjami starej inteligencji rosyjskiej, postępowa- nie Simonowa było skandaliczne, gdyż oznaczało, że uznaje on prymat władzy pań- stwowej nad sztuką. W dzienniku pisała: On [Simonow] chce być dobroczyńcą i domaga się wdzięczności. Ale ludzie nie chcą jałmużny. Pragną szacunku, na który zasługują. Zabołockiego należy publikować nie dlatego, że był osiem lat w obozie, ale ponieważ jego poemat jest dobry. Simonow ma obowiązek wspierać Pasternaka, a nie robić mu łaskę – ma obowiązek wspierać go, po- nieważ jest gospodarzem poezji, a w tym gospodarstwie Pasternak wymaga od niego największej troski… Simonow zupełnie nie rozumie, że płacenie Pasternakowi jest je- go obowiązkiem wobec rosyjskiej kultury i wobec narodu. Uważa je za uprzejmość, za którą Pasternak powinien być mu wdzięczny43. Tak jak wszyscy ludzie dysponujący władzą w powojennym Związku Sowieckim Simonow był nieomal panem życia i śmierci. Jako naczelny „Nowogo mira” i zastęp- ca sekretarza generalnego Związku Pisarzy mógł wynieść na piedestał lub strącić z niego praktycznie każdego pisarza w kraju. Mógł pomóc ludziom na rozmaite sposoby – załatwić im mieszkanie lub pracę, nawet ochronić ich przed aresztowaniem 10 – jeśli tylko był dość odważny, aby zrobić użytek ze swoich wpływów w najwyższych kręgach kierowniczych. Tak właśnie działał system. Koledzy po piórze, przyjacie- le, przyjaciele przyjaciół, przygodni znajomi, żołnierze, których poznał na wojnie, zasypywali go prośbami o wstawiennictwo. Nie mógł rzecz jasna pomóc wszystkim, ale ludzi, za którymi się wstawiał, wybierał wedle charakterystycznego dla siebie klucza. Był więc opiekuńczy wobec swojej prywatnej sekretarki, Niny Gordon, drob- nej, atrakcyjnej trzydziestokilkuletniej kobiety, która przyszła do pracy w „Nowom mirie” w 1946 roku. Poprzednio pracowała u Michaiła Kolcowa, którego artykułami o hiszpańskiej wojnie domowej zachwycał się w młodości Simonow. Jej mąż, Iosif Gordon, montażysta filmowy pochodzący z rodziny szlacheckiej, został areszto- wany w 1937 roku i skazany na pięć lat obozu pracy pod Magadanem. W 1942 roku zwolniono go i wysłano na front. Nina uprzedziła Simonowa o przeszłości męża, kiedy pisarz zaproponował jej posadę osobistej sekretarki. Iosif przebywał w tym czasie na zesłaniu w Riazaniu, gdzie pracował jako inżynier. Nina gotowa była zrezygnować z awansu, ale Simonow nie chciał o tym słyszeć. Zaproponował na- wet, że wstawi się za Iosifem w MWD, Nina jednak nie chciała nadużywać jego dobroci. Zatrudnienie jej w redakcji „Nowogo mira” mogło mieć przykre skutki dla Simonowa, ponieważ w 1948 roku Iosif otrzymał zgodę na kilkudniowy przy- jazd do Moskwy i niespodziewanie zjawił się w redakcji. Tak się złożyło, że zastał tam dziennikarza gazety „Izwiestija”, który zwrócił na niego uwagę, bo Iosif wy- raźnie wyglądał na zesłańca. Nazajutrz Nina została wezwana do działu specjal- nego redakcji, będącego oczami i uszami MWD (w każdej instytucji w Związku Sowieckim był taki wydział specjalny). Podczas przesłuchania zapytano ją, dla- czego ukryła fakt, że jej mąż jest zesłańcem politycznym, i zagrożono złożeniem na nią meldunku. Kiedy Simonow dowiedział się o tym, wpadł w gniew, bo uznał to za wkraczanie w jego kompetencje redaktora naczelnego. Dział specjalny udzielił Ninie nagany i wydał oświadczenie, że „osoby podejrzane” nie powinny być wpu- szczane do redakcji, ale na tym się skończyło44. Choć Simonow często troszczył się o bliskich sobie ludzi i miał odwagę wstawiać się za nimi u władz, był znacznie mniej odważny, gdy chodziło o osoby, z którymi stykał się tylko publicznie. W czasie powojennych represji wielu pisarzy zwracało się do niego o pomoc. Do tych próśb Simonow odnosił się bardzo ostrożnie. Poma- gał jednym, zbywał innych, zależnie od swoich osobistych sympatii i antypatii, ale zawsze dbał, aby nie narazić się władzom. Na przykład we wrześniu 1946 roku na- pisał list polecający dla swego starego kolegi z Instytutu Literackiego, poety Por- tugałowa, który ubiegał się o członkostwo w Związku Pisarzy. Tłumacząc, dlaczego Portugałow niczego dotąd nie ogłosił, nie wspomniał o jego aresztowaniu (w 1937 roku) ani o tym, że przesiedział on długie lata na Kołymie. Napisał za to o „sied- miu latach, które [Portugałow] spędził w szeregach armii”, aby nie sprawiać wraże- nia, że wstawia się za byłym „wrogiem ludu”. W 1946 roku Portugałow nie został przyjęty do Związku Pisarzy, ale w 1961 roku, w czasach chruszczowowskiej odwilży, 11 ponownie złożył podanie. Tym razem Simonow był bardziej wymowny w swoim liście polecającym, zauważając, że jedynym powodem, dla którego zbiór wierszy kandydata ukazał się dopiero w 1960 roku, a nie dwadzieścia lat wcześniej, było jego „nieuzasadnione aresztowanie”45. Poparł też publikację utworów poety Jarosława Smielakowa, wiernego komu- nisty i bliskiego przyjaciela Łaskinów, który został aresztowany w 1934 roku, od- siedział pięcioletni wyrok w obozie pracy i dzielnie walczył na wojnie, a po niej odbył drugi wyrok w łagrze, pracując w kopalni węgla pod Moskwą46. Ale inni pisarze, którzy prosili Simonowa o pomoc, nie mieli tyle szczęścia. Odmówił on pomocy swemu dawnemu nauczycielowi z Instytutu Literackiego, poecie Ługow- skojowi, który załamał się nerwowo podczas pierwszych bitew w 1941 roku i lata wojny spędził w Taszkencie. Po powrocie do Moskwy napisał do Simonowa, prosząc o pomoc w znalezieniu mieszkania. Ługowskoj mieszkał z żoną w komunałce, a jego stargane nerwy wymagały większego odosobnienia. Pisał do dawnego ucznia: Nie jestem już młody, jestem schorowanym człowiekiem. Nie mogę znieść mieszkania w komunałce, z sześcioosobową rodziną w sąsiednim pokoju… Moje nerwy są stale napięte i jeśli wyląduję w szpitalu psychiatrycznym, nie będzie w tym nic dziwnego… Trudno prosić o pomoc… ale jesteście ludzkim człowiekiem, a to ośmiela mnie, by zwrócić się do Was. Wybaczcie! Kocham Was i jestem z Was dumny47. Simonow nie odpowiedział na ten list. Uważał, że Ługowskoj nie zasługuje na pomoc. Przede wszystkim miał gdzie mieszkać, a co gorsza, wykazał się brakiem odwagi podczas wojny, a to było w oczach Simonowa niewybaczalną zbrodnią. Bezwzględna wierność sowieckiemu ideałowi wojennej ofiarności tłumaczy w jakiejś mierze udział Simonowa w powojennej kampanii represji stalinowskich, począwszy od żdanowszczyzny, czyli oficjalnej nagonki na „antysowieckie” ten- dencje w sztuce i nauce prowadzonej przez Andrieja Żdanowa, kierownika Wy- działu do spraw Kultury i Ideologii Komitetu Centralnego. Żdanowszczyzna miała swoje źródło w wojennym zwycięstwie Związku So- wieckiego, które sprawiło, że sowieckie kierownictwo uległo ksenofobicznemu nacjonalizmowi. Dumie ze zwycięstwa nad Niemcami towarzyszyło lansowanie tezy o kulturalnej i politycznej wyższości Związku Sowieckiego (przez co reżim rozumiał w istocie wyższość Rosjan, nazwanych przez Stalina najważniejszą grupą w Związku Sowieckim). Sowiecko-rosyjski nacjonalizm zastąpił przedwojenny internacjonalizm w roli panującej ideologii reżimu. Wybujała duma narodowa prowadziła do popierania oszustów i szarlatanów, takich jak agrobiolog Trofim Łysenko, który twierdził, że wyhodował odmianę pszenicy odporną na arktyczne mrozy. Rosyjskim i sowieckim uczonym i wynalazcom przypisywano pierwszeń- stwo w wielu dziedzinach nauki i techniki. Samolot, silnik parowy, radio, żarówka – nie było wręcz wynalazku czy odkrycia, którego nie dokonaliby Rosjanie. Po na- dejściu zimnej wojny Stalin wezwał do wyrugowania wszelkich antypatriotycz- nych, czyli zachodnich elementów z kultury. Twierdził, że od początku XVIII 12 wieku, od założenia Petersburga przez Piotra Wielkiego, rosyjska inteligencja płaszczyła się przed zachodnią nauką i kulturą i musi zostać wyleczona z tej „cho- roby”, jeśli Związek Sowiecki ma się obronić przed Zachodem. Na polecenie Stalina Żdanow rozpętał gwałtowną kampanię przeciwko za- chodnim wpływom w kulturze sowieckiej*. Dla Stalina pierwszym celem tej kam- panii był Leningrad, miasto, którego nigdy nie lubił, a które podczas wojny jeszcze bardziej uniezależniło się od Moskwy. Nagonka zaczęła się 14 sierpnia 1946 roku, kiedy ogłoszono uchwałę Komitetu Centralnego ostro krytykującą pisma „Zwiezda” i „Leningrad” za opublikowanie utworów dwojga wielkich literatów leningradz- kich, Michaiła Zoszczenki i Anny Achmatowej. Atakując tych dwoje, Kreml chciał pokazać inteligencji leningradzkiej, że winna jest posłuszeństwo sowiec- kiemu reżimowi. Achmatowa zyskała podczas wojny ogromny wpływ moralny na społeczeństwo sowieckie. Choć jej utwory rzadko publikowano po 1925 roku, po- została dla milionów Rosjan żywym symbolem ducha wytrwałości i godności ludz- kiej, który pozwolił Leningradowi przetrwać niemiecką blokadę. W 1945 roku filozof oksfordzki Isaiah Berlin, który przybył właśnie do Moskwy, aby objąć sta- nowisko pierwszego sekretarza ambasady brytyjskiej, dowiedział się, że podczas wojny Achmatowa zaczęła otrzymywać zdumiewającą liczbę listów z frontu z cytatami z opublikowanych i nieopublikowanych wierszy, które w większej części krążyły prywatnie w ręcznych odpisach; proszono [ją] o autografy, o potwierdzenie autentyczności tekstów, o wyrażenie swego zdania na taki lub inny temat. Według Zoszczenki uchwała Komitetu Centralnego została podjęta po tym, jak Stalin dowiedział się o wieczorze poetyckim Anny Achmatowej w Muzeum Techniki w Moskwie. Kiedy Achmatowa skończyła czytać, wypełniona po brzegi sala rozbrzmiała gromkimi brawami. „Kto zorganizował to klaskanie?” – pytał potem Stalin48. Zoszczenko też nie cieszył się sympatią dyktatora. Był ostatnim z grona so- wieckich satyryków – Majakowski, Zamiatin i Bułhakow już nie żyli – tworzących literacką tradycję, której Stalin nie cierpiał. Bezpośrednim powodem napaści stało się opowiadanie dla dzieci pod tytułem Prikluczenija obiezjany (Przygody małpki), opublikowane w 1946 roku na łamach „Zwiezdy”. W opowiadaniu tym małpę, która uciekła z zoo, próbuje się wychować na człowieka. Ale utwory * Często pisze się, że Żdanow był politykiem umiarkowanym, liberalnym reformatorem, który przegrał z twardogłowymi w otoczeniu Stalina, takimi jak Malenkow, kiedy w latach 1945–1946 stosunki z Zachodem pogorszyły się. Zgodnie z tym stanowiskiem szowinistyczna polityka kultu- ralna została w istocie narzucona przez konkurentów Żdanowa w kierownictwie partyjnym. Z dokumentów archiwalnych wynika jednak, że Żdanow nie miał własnych poglądów politycznych i że na zapatrywania polityczne najwyższych urzędników sowieckich wpływ miały różne sygnały wysyłane przez Stalina, który rękami Żdanowa podporządkował sowiecką sztukę i naukę anty- zachodniej linii partii. 13 Zoszczenki drażniły Stalina już od wielu lat. Rozpoznał siebie w postaci wartow- nika z opowiadania Lenin i czasowoj (Lenin i wartownik, 1939); jest to opryskliwy i niecierpliwy „południowiec” (Stalin pochodził z Gruzji) z wąsami, którego Lenin traktuje jak małego chłopca49. Jako członek kierownictwa Związku Pisarzy Simonow nie mógł nie przyłączyć się do tej kampanii. W pierwszym numerze „Nowogo mira”, który ukazał się pod jego redakcją, zamieścił uchwałę Komitetu Centralnego, a obok tekst przemówie- nia Żdanowa, w którym nazwał on Achmatową „jedną z przedstawicieli bezideo- wego, reakcyjnego błota literackiego” oraz (posługując się określeniem używanym już dawniej przez sowieckich krytyków) „ni to mniszką, ni to wszetecznicą, a raczej i mniszką, i wszetecznicą, u której rozpusta łączy się z modlitwą”50. Być może Simonow nie czuł się komfortowo w roli prześladowcy leningradzkiej inteligencji, z którą utożsamiała się jego rodzina, ale nie odwiodło go to od spełnia- nia obowiązku wobec państwa, za który uważał swój udział w kampanii. Rozmyśla- jąc nad tymi wydarzeniami w ostatnim roku swego życia, przyznał, że włączył się do żdanowszczyzny, ponieważ wierzył, że „coś trzeba zrobić”, aby przeciwdziałać „nastrojom ideologicznego rozluźnienia”, które owładnęły inteligencją. Mogły one bowiem zrodzić „niebezpieczne nadzieje na liberalną reformę” w czasie, gdy Związek Sowiecki czekała wzmożona walka ideologiczna z Zachodem. Pogląd ten Simonow wyraził wówczas w liście do Komitetu Centralnego: Na froncie ideologicznym toczy się ogólnoświatowa walka o bezprecedensowym natę- żeniu. A mimo to istnieją ludzie wysuwający teorię o „okresie wytchnienia” – twierdzący, że powinniśmy wszyscy siedzieć w kawiarni i rozmawiać o reformie. Są to zresztą naj- częściej ludzie, którzy nie potrzebują okresu wytchnienia, ponieważ w czasie wojny bardzo mało się wysilali; tak naprawdę większość z nich nie robiła nic… Jeśli chcą, możemy im dać okres wytchnienia, odsuwając ich od pracy na niwie sztuki sowieckiej, a tymczasem reszta z nas będzie dalej pracować i walczyć51. Ta pogarda dla intelektualistów stroniących od „walki” – uczucie, które Simo- now żywił od dawna – tłumaczy jego szczególną wrogość do Zoszczenki. Do Ach- matowej miał inne nastawienie. Nie lubił i tak naprawdę nie znał jej twórczości, ale nie używał wobec niej brutalnego języka, na który pozwalał sobie Żdanow, ponieważ uważał, że „nikt nie powinien wyrażać się tak o osobie, która cierpiała razem z narodem, tak jak Achmatowa podczas wojny”*. Zoszczenko natomiast przez całą wojnę mieszkał w Taszkencie i według prasy sowieckiej, która oskarżała go o tchórzostwo, uciekł tam z Leningradu, aby uniknąć wysłania na front. Simonow * Z tego samego powodu Simonow bronił pisarza Wasilija Grossmana, na którego sztuce Jesli wierit’ pifagoriejcam (Jeśli wierzyć pitagorejczykom) „Prawda” nie zostawiła we wrześniu 1946 roku suchej nitki. Simonow wysłał do redakcji gazety list, pisząc w nim, że autor, który „przez całą wojnę walczył na froncie”, nawet jeśli popełnił „poważne błędy ideologiczne”, nie zasługuje na tak obelżywy język, jakiego użył krytyk (RGALI, f. 1814, op. 9, d. 1384, l. 2). 14 wierzył w to oskarżenie. Nie znał prawdy albo nie zadał sobie trudu, żeby ją poznać. A prawda była taka, że na początku wojny władze poleciły Zoszczence, który miał wówczas czterdzieści sześć lat i niedomagał, opuścić Leningrad. Simonow sądził Zoszczenkę wedle tej samej surowej miary, jaką przykładał do wszystkich nie- walczących na froncie, i rozciągał ją na intelektualistów, którzy nie widzieli po- trzeby włączenia się do ideologicznej zimnej wojny z Zachodem. Krytyk teatralny Aleksandr Borszczagowski, który najlepiej chyba znał Simonowa, zauważa, że pochopne potępianie takich ludzi jak Zoszczenko opierało się wyłącznie na uprzedzeniach. Simonow, pisze Borszczagowski, miał skłonność z góry nie ufać nikomu – zwłaszcza inteligentowi – kto w czasie wojny pracował na tyłach i nie brał udziału w krwawej ofierze żołnierzy na froncie. Ta podejrzliwość, której nie towarzy- szył najmniejszy wysiłek, aby wniknąć głębiej w koleje losu danej osoby, nie uwzględ- niała faktu, że miliony głodnych ludzi na tyłach wypruwały sobie żyły, aby miliony ich braci mogły walczyć i zwyciężać z bronią w ręku52. Simonow przyłączył się do ataków na Zoszczenkę, ale nie do oszczerstw pod adresem Achmatowej. Kiedy „Prawda” zwróciła się doń z prośbą o napisanie arty- kułu potępiającego oboje, odpisał, że wystąpi tylko przeciwko Zoszczence, i jego artykuł był niemal całkowicie poświęcony prozaikowi. Jednakże po kilku mie- siącach Simonow zmienił stanowisko, dowiedział się bowiem prawdy o ewakuacji Zoszczenki i usłyszał od pisarza Jurija Germana, że Zoszczenko walczył dzielnie podczas I wojny światowej. Przekonawszy się, że popełnił straszny błąd, podjął pewne starania, aby naprawić wyrządzoną krzywdę: zarekomendował Żdanowowi wydanie Partizanskich rasskazow (Opowieści partyzanckich) Zoszczenki, które oso- biście zredagował, choć nie cenił ich szczególnie wysoko. Żdanow nie chciał czytać opowiadań Zoszczenki, ale podczas spotkania ze Stalinem w maju 1947 roku Simonow ponownie poruszył sprawę ich publikacji, tłumacząc, że Zoszczenko jest w roz- paczliwej sytuacji i pilnie potrzebuje pomocy. Pominięcie Żdanowa i zwrócenie się bezpośrednio do Stalina z prośbą o pomoc pisarzowi, którego dyktator nie znosił, było dowodem dużej odwagi. Stalin odpowiedział, że Simonow może wydrukować opowiadania, jest przecież redaktorem naczelnym, ale po publikacji on je przeczyta i oceni, czy decyzja o ich zamieszczeniu była słuszna. W słowach Stalina kryła się „dość przejrzysta groźba”, ale Simonow nie zrezygnował z publikacji opowiadań, które ukazały się na łamach „Nowogo mira” we wrześniu 1947 roku53. Mimo próby zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę Simonow nie okazał Zoszczence współczucia. W 1954 roku do Leningradu przyjechała grupa studen- tów angielskich i poprosiła o spotkanie z Achmatową i Zoszczenką. W spotkaniu uczestniczyło kilku członków partii z leningradzkiego oddziału Związku Pisarzy. Studenci, niekryjący się ze swymi antysowieckimi poglądami, niemądrze zapytali Achmatową i Zoszczenkę o opinię na temat uchwały Komitetu Centralnego z sierp- nia 1946 roku. Achmatowa odparła, że uchwała była słuszna. Oczywiście zdawała 15 sobie sprawę z grożących jej konsekwencji, gdyby odpowiedziała inaczej. Zosz- czenko jednak był mniej ostrożny. Uznał uchwałę za niesprawiedliwą i gwałtownie odrzucił pomówienie o tchórzostwo, które wysunięto przeciwko niemu. Partyjne kierownictwo Związku Pisarzy natychmiast oskarżyło Zoszczenkę o „niepatriotycz- ne zachowanie” i wysłało do Leningradu delegację z Simonowem na czele, aby „nawrócić go na właściwą drogę”. W rozdzierającym serce przemówieniu bliski histerii Zoszczenko oświadczył, że jego życie twórcze jest skończone, że został zniszczony i prosi swoich oskarżycieli, żeby pozwolili mu umrzeć w spokoju. Si- monow odrzucił prośbę Zoszczenki i zaatakował go w stylu dobrze znanym z ze- brań partyjnych z okresu wielkiej czystki. „Towarzysz Zoszczenko odwołuje się do naszego współczucia, ale niczego się nie nauczył i należy go zawstydzić” – oświad- czył, przypominając ponownie jego postawę podczas wojny i „antypatriotyczne” postępowanie po 1945 roku54. Po atakach na Achmatową i Zoszczenkę przystąpiono do rozprawy z innymi „elementami antysowieckimi” w sztuce i nauce sowieckiej. Muzeum Nowej Sztuki Zachodniej zostało zamknięte. Wszczęto kampanię przeciwko „formalizmowi” i innym „dekadenckim wpływom zachodnim” w muzyce sowieckiej. Na oficjalnej czarnej liście znalazło się kilku najwybitniejszych kompozytorów (między innymi Szostakowicz, Chaczaturian i Prokofjew), których oskarżono o tworzenie muzyki „obcej narodowi sowieckiemu i jego artystycznemu smakowi”. W styczniu 1947 roku Politbiuro podjęło uchwałę przeciwko książce Historia filozofii europejskiej (1946) Gieorgija Aleksandrowa, szefa Agitpropu (Wydziału Agitacji i Propagan- dy Komitetu Centralnego), oskarżając autora o niedocenianie wkładu rosyjskich myślicieli do zachodniej tradycji filozoficznej. Aleksandrow został wkrótce usu- nięty ze stanowiska. W lipcu 1947 roku Komitet Centralny opublikował złowrogo brzmiący list, w którym ostro skrytykowano uczoną Ninę Klujewą i jej męża Gri- gorija Roskina za „niegodną naszego narodu służalczość i płaszczenie się przed zagraniczną i reakcyjną burżuazyjną kulturą zachodnią”. Uczonych oskarżono o to, że podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1946 roku przekazali Amery- kanom informacje o prowadzonych przez siebie badaniach nad rakiem. Po po- wrocie z zagranicy postawiono ich przed „sądem honorowym”, nowo powołaną instytucją mającą osądzać czyny o charakterze antypatriotycznym w sowieckich wyższych sferach. Na oczach 800 widzów Klujewa i Roskin musieli odpowiadać na zadawane agresywnym tonem pytania55. Ludzie sowieccy bali się coraz bardziej wszelkich kontaktów z cudzoziemca- mi. W 1949 roku amerykański dziennikarz Harrison Salisbury wrócił do Moskwy jako korespondent zagraniczny. Wszyscy Rosjanie, z którymi nawiązał znajomość podczas swego pierwszego pobytu w Związku Sowieckim w 1944 roku, udawali, że go nie znają. Napisał do starych znajomych, Erenburga i Simonowa, ale żaden z nich nie odpowiedział. Zdaniem Salisbury’ego w 1944 roku kraj był bardzo biedny, ale w porównaniu z latami trzydziestymi panowała większa wolność i optymistyczna 16 atmosfera związana z rychłym zwycięstwem. Natomiast w 1949 roku krajem znów owładnął strach i doszło do zupełnego zerwania wszelkich zwyczajowych stosunków między Rosjanami i cudzo- ziemcami, co odzwierciedlało tylko niesamowitą ksenofobię władz sowieckich. Nie pozostawiły one Rosjanom żadnych wątpliwości co do tego, że zadawanie się z kimś z zagranicy to najpewniejszy, jeśli nie najszybszy sposób na otrzymanie biletu w jedną stronę na Syberię albo do jeszcze odleglejszych miejsc. Najbardziej choćby przelotna styczność z cudzoziemcami mogła pociągnąć za sobą oskarżenie o szpiegostwo. Więzienia sowieckie pełne były ludzi, którzy wrócili z podróży zagranicznej. W lutym 1947 roku weszła w życie ustawa dele- galizująca małżeństwa między obywatelami sowieckimi a obcokrajowcami. Milicja obserwowała hotele, restauracje i ambasady, wypatrując sowieckich dziewcząt spotykających się z cudzoziemcami56. Kiedy powstałe w maju 1948 roku państwo Izrael opowiedziało się w zimnej wojnie po stronie Stanów Zjednoczonych, reżim stalinowski uznał dwa miliony Żydów sowieckich, zawsze lojalnych wobec państwa sowieckiego, za potencjalną piątą kolumnę. Mimo osobistej awersji do Żydów Stalin od dawna popierał utworze- nie państwa żydowskiego w Palestynie, które miał nadzieję zamienić w sowieckiego satelitę na Bliskim Wschodzie. Kiedy jednak władze nowego państwa potrakto- wały nieprzychylnie sowieckie oferty, zaczął się niepokoić proizraelskim nasta- wieniem sowieckich Żydów. Jego obawy zwiększył jeszcze przyjazd Goldy Meir do Moskwy jesienią 1948 roku w charakterze pierwszego ambasadora Izraela w ZSRS. Wszędzie towarzyszyły jej wiwatujące tłumy sowieckich Żydów. Podczas wizyty w moskiewskiej synagodze z okazji święta Jom Kipur (13 października) tysiące ludzi wyległy na ulice, a wielu z nich wznosiło okrzyk Am Yisroel chai („Naród Izraela żyje!”). Żydzi na całym świecie tak właśnie wyrażali radość z powstania swojego państwa, ale dla Stalina hasło to było niebezpieczną oznaką „burżuazyjnego na- cjonalizmu żydowskiego”, osłabiającego ZSRS57. Entuzjastyczne przyjęcie Goldy Meir skłoniło Stalina do nasilenia antyżydow- skiej kampanii, trwającej już od wielu miesięcy. W styczniu 1948 roku Sołomon Michoels, dyrektor Moskiewskiego Żydowskiego Teatru Kameralnego i przewod- niczący Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, zginął w wypadku samocho- dowym sfingowanym przez MWD. Żydowski Komitet Antyfaszystowski powstał w 1942 roku i miał nakłaniać zachodnich Żydów, aby udzielili pomocy walczące- mu z Niemcami Związkowi Sowieckiemu, ale wielu sowieckich Żydów, którzy wstąpili do organizacji, między innymi czołowi pisarze, artyści, muzycy, aktorzy, historycy i naukowcy, za jej dalekosiężny cel uważali wspieranie kultury żydow- skiej w ZSRS. Atmosfera lat powojennych na ogół temu sprzyjała. W 1946 roku Michoels otrzymał Nagrodę Stalinowską. Przedstawienia sztuk żydowskich czę- sto transmitowano przez radio. Żydowski Komitet Antyfaszystowski chciał upa- 17 miętnić zagładę sowieckich Żydów w II wojnie światowej, przygotowując wydanie zbioru dokumentów pod redakcją Wasilija Grossmana i Ilji Erenburga, zatytuło- wanego Czarna księga. Stalin liczył na to, że za pośrednictwem Komitetu uda mu się uzyskać wpływy w państwie żydowskim na Bliskim Wschodzie. Kiedy jednak stało się jasne, że nowe państwo ciąży ku Stanom Zjednoczonym, zmienił stano- wisko. Polecił MGB zebrać przeciwko Komitetowi materiały, które miały dowo- dzić, że jest on „antysowiecką organizacją nacjonalistyczną”. Publikację Czarnej księgi bezterminowo wstrzymano. Po zamordowaniu Michoelsa zamknięto Mo- skiewski Żydowski Teatr Kameralny. W grudniu 1948 roku ponad stu członków Komitetu aresztowano, torturami zmuszono, by przyznali się do „działalności an- tysowieckiej”, i stracono lub zesłano do obozów pracy58. W sowieckim środowisku literackim kampania antyżydowska przybrała po- stać walki z „kosmopolitami”. Termin ten ukuł jeszcze w XIX wieku krytyk lite- racki Wissarion Bielinski, określając nim pisarzy („kosmopolitów pozbawionych ojczyzny”), którym brakowało narodowego charakteru lub którzy go odrzucali. Pojęcie to pojawiło się ponownie w latach wojny, kiedy nacjonalizm rosyjski i wro- gość do Żydów zaczęły przybierać na sile. Na przykład w listopadzie 1943 roku Fadiejew zaatakował żydowskiego pisarza Erenburga za to, że należy do „tego kręgu inteligencji, która rozumie internacjonalizm w prostacko kosmopolitycznym znaczeniu i nie potrafi się wyzbyć służalczego podziwu dla wszystkiego, co zagra- niczne”59. Po 1945 roku o „kosmopolitach” coraz częściej pisała sowiecka prasa literacka. Kampania przeciwko „kosmopolitom” zaczęła się od listu nieznanej szerzej dziennikarki (Natalii Biegiczewej), który 10 grudnia 1948 roku Fadiejew przeka- zał Stalinowi. Autorka listu, który był pierwotnie donosem do MWD, twierdziła, że w kręgach literackich działa grupa „wrogów”, a jako przywódców tej „antypatrio- tycznej grupy” wymieniła siedmiu krytyków i pisarzy; wszyscy z wyjątkiem jednego nosili żydowskie nazwiska. Pod naciskiem Stalina Fadiejew wygłosił 22 grudnia przemówienie na posiedzeniu Związku Pisarzy. Zaatakował grupę krytyków tea- tralnych, wymieniając nazwiska czterech z sześciu Żydów zadenuncjowanych przez Biegiczewą (Altmana, Borszczagowskiego, Gurwicza i Juzowskiego), którzy jego zdaniem „usiłują zdyskredytować przodujące przejawy naszej literatury i sztuki”. Ton mowy Fadiejewa był względnie umiarkowany, pisarz najwidoczniej nie chciał odgrywać roli stalinowskiego siepacza. Kompromisy moralne, do jakich został zmuszony, przeobraziły tego przyzwoitego swego czasu człowieka w alkoholika, któremu trzęsły się ręce. Stalinowi jednak wciąż było mało, polecił „Prawdzie” zaatakować Fadiejewa za brak czujności wobec zagrożenia ze strony „kosmopoli- tów” i puścił w obieg plotkę, że zostanie on zwolniony ze stanowiska sekretarza generalnego Związku Pisarzy. Nie mogąc opierać się dłużej, Fadiejew wyraził po- parcie dla anonimowego artykułu zamieszczonego w „Prawdzie” 28 stycznia 1949 roku (O pewnej antypatriotycznej grupie krytyków teatralnych). Językiem bardzo 18 przypominającym retorykę czasów wielkiego terroru nazwano w nim kilku krytyków teatralnych „kosmopolitami pozbawionymi ojczyzny” i oskarżono ich o zorgani- zowanie „antypatriotycznej grupy”, której „obce jest uczucie narodowej dumy sowieckiej”60. Wszyscy wymienieni krytycy byli Żydami. Artykuł niemal na pewno wyszedł spod pióra dziennikarza „Prawdy” i partyjnego sługusa, Dawida Zasław- skiego. Zasławski, przed wstąpieniem w 1921 roku do partii bolszewickiej mien- szewik i działacz syjonistyczny, kilka razy wykonał taką brudną robotę na polecenie Stalina, aby odkupić swe grzechy i awansować do elity sowieckiej*. Wkrótce po artykule „Prawdy” w prasie sowieckiej zaroiło się od ataków na „kosmopolitów pozbawionych ojczyzny”. Stalinowcy prześcigali się w denuncjo- waniu „grup antypatriotycznych”, które według nich wywierały szkodliwy wpływ na sowiecką poezję, muzykę, sztukę i film61. Żydów wymienionych w tych napa- stliwych artykułach czekał smutny los. Wielu zwolniono z pracy, usunięto z partii lub związku zawodowego, praktycznie pozbawiając ich środków do życia. Niektó- rych aresztowano. Kilku uratowało się, wyznając swoje „błędy” albo dystansując się od „kosmopolitów pozbawionych ojczyzny”. Z krytyków teatralnych zadenun- cjowanych przez Fadiejewa tylko jeden, Iogann Altman, został aresztowany. Padł on ofiarą szczególnie obrzydliwego, przepełnionego nienawiścią i źle skrywanym antysemityzmem artykułu, który ukazał się na łamach pisma „Iskusstwo”. „W imieniu narodu sowieckiego oświadczamy, że Altmanowie tego świata zatruwają kulturę sowiecką jak żywe trupy – pisano tam. – Musimy pozbyć się tego gnilnego odoru, aby oczyścić powietrze”. Na forum Związku Pisarzy Altmana zadenuncjował Ana- tolij Sofronow, fanatyczny antysemita, mający dużą władzę w organizacji podczas długich okresów nieobecności alkoholika Fadiejewa. Altman, wyrzucony z partii i Związku Pisarzy, został aresztowany w noc śmierci Stalina w marcu 1953 roku. Przyjaźnił się z Fadiejewem od wielu lat. To Fadiejew namawiał go do współpracy z Michoelsem w Teatrze Żydowskim. „Potrzebuje doradcy, komisarza: uważaj to za polecenie partyjne!” – powiedział wówczas Fadiejew. Zapytany przez śledczych, jak doszło do jego współpracy z Michoelsem, Altman przemilczał udział przyjaciela. Wiedział, że wymieniając nazwisko szefa Związku, mógłby się ocalić, ale nie chciał wplątywać Fadiejewa w „spisek żydowski”, jak to nazywali śledczy. Miał niewątpli- wie nadzieję, że Fadiejew odpłaci mu się wstawiennictwem w jego sprawie. Ale ten nie kiwnął palcem w obronie przyjaciela. Nie było go na zebraniu w Związku Pisarzy, podczas którego usuwano Altmana, i nikt nie mógł go znaleźć (Simonow uważał, że uciekł przed odpowiedzialnością w alkohol). Po zdradzie Fadiejewa * Zasławski był prawdopodobnie autorem osławionego artykułu w „Prawdzie” z 1936 roku (Chaos zamiast muzyki), atakującego operę Szostakowicza Lady Makbet mceńskiego powiatu. W 1929 roku na dowód lojalności wobec partii zadenuncjował własnego brata jako „trockistę”. Z inicjatywy Fadiejewa i za zgodą Stalina Zasławskiego i Erenburga skreślono z listy członków Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego tuż przed aresztowaniem innych jego członków w grudniu 1948 roku (RGALI, f. 2846, op. 1, d. 75, 101, 187, 310, 311). 19 Altman załamał się zupełnie. Zwolniony z więzienia w maju 1953 roku, zmarł dwa lata później62. Również Simonow został wciągnięty w kampanię antysemicką. Z początku próbował lawirować. Otwarcie nie protestował przeciwko nagonce, ale też zacho- wywał dystans do Sofronowa i innych „żydożerców”. Simonow nie był antysemitą. Jego dwie pierwsze żony były Żydówkami; drugą, Żenię Łaskinę, łączyło pokre- wieństwo z pisarzem Borisem Łaskinem, którego nazwisko figurowało w tekście donosu Biegiczewej do MWD. Umiarkowane stanowisko Simonowa drażniło twardogłowych w partii i w Związku Pisarzy. Simonow miał wielu wrogów: kryty- cy zazdrościli mu, że jest „ulubieńcem Stalina”, który osobiście wyniósł go na szczyt w tak młodym wieku; członkowie Komitetu Centralnego uważali, że ufny w protekcję Stalina, lekceważy resztę kierownictwa partii. Aby wbić klin między pisarza a dyktatora, oskarżyli Simonowa o próbę osłaniania „kosmopolitów”. Naj- cięższe zarzuty postawił mu Wiktor Wdowiczenko, redaktor „Iskusstwa”. Przesłał on Malenkowowi długi donos, w którym wymienił ponad osiemdziesiąt nazwisk Żydów należących jego zdaniem do organizacji syjonistycznej wewnątrz Związku Pisarzy. Donos ten w dużym stopniu wymierzony był przeciwko Simonowowi, którego Wdowiczenko oskarżył o osłanianie syjonistów. Na poparcie tej tezy wska- zał, że w redakcji „Nowogo mira” pracuje wielu Żydów („ludzi bez rodziny i przy- jaciół”), a ostrze napaści skierował przeciwko Aleksandrowi Borszczagowskiemu, którego Simonow ściągnął do Moskwy z Ukrainy, bo krytyk popadł tam w niełaskę po napisaniu niepochlebnej recenzji sztuki Ołeksandra Kornijczuka, ulubionego dramatopisarza Chruszczowa. Simonow lubił Borszczagowskiego, „cichego i skrom- nego człowieka”, bez którego opinii na tematy literackie – zdaniem Natalii Bianki, członka zespołu redakcyjnego – „Nowyj mir” nie mógł się obyć. „Bez niego Simonow nie decydował prawie o niczym. «Zaczekajmy, co powie Borszczagowski» – mawiał często”. Wdowiczenko utrzymywał, że Borszczagowski nie stworzył „ani jednego dzieła, którym zasłużyłby sobie na członkostwo w redakcji «Nowogo mira»”, a jego wpływ na pismo jest tylko pochodną żydowskich sympatii Simonowa. Podkreślił, że Simonow był żonaty z Żydówką i ma wielu żydowskich przyjaciół63. Tak jak Fadiejew, Simonow ugiął się pod naciskiem antysemitów. Bał się utraty pozycji w stalinowskiej elicie i uznał, że musi dowieść swojej lojalności, przyłącza- jąc się do nagonki na Żydów. W liście do redakcji „Prawdy” odparł oskarżenia o judofilstwo, odcinając się od Borszczagowskiego i pozostałych krytyków żydow- skich, których zatrudnił w „Nowom mirie”64. Kreml nalegał, aby Simonow roz- winął wątki z anonimowego artykułu „Prawdy” (O pewnej antypatriotycznej grupie krytyków teatralnych) w programowym przemówieniu na forum Związku Pisarzy. Fadiejew był już wrakiem człowieka, a choć Sofronow palił się do wykonania tego zadania, Malenkow uważał, że nazwisko Simonowa zwiększy znaczenie kampanii przeciwko „kosmopolitom” właśnie dlatego, że był on powszechnie znany z umiar- kowanych poglądów. Fadiejew też naciskał na niego, ostrzegając, że jeśli odmówi, 20 przemówienie wygłosi Sofronow. Ten zajadły antysemita liczył na wielką karierę w Związku Pisarzy – miał nadzieję zastąpić Simonowa w roli kandydata Kremla do schedy po Fadiejewie – i na pewno dodałby kolejne dziesiątki nazwisk do ist- niejącej listy żydowskich pisarzy i krytyków przeznaczonych do usunięcia z orga- nizacji. W obawie, że Sofronow zawładnie Związkiem Pisarzy, Simonow zgodził się wygłosić przemówienie. Zrobił to podczas plenum zarządu organizacji w dniu 4 lutego 1949 roku. Pierwsza żona Simonowa, pisarka żydowska Natalia Sokołowa (z domu Tipot), opisała w dzienniku przerażającą atmosferę, która towarzyszyła denuncjowaniu przez niego „grupy antypatriotycznej”: Przemówienie trwało półtorej godziny, potem była przerwa, a następnie drugie półtora- godzinne posiedzenie. Ludzie słuchali w napięciu, nikt nic nie mówił, milczenie z rzadka tylko przerywał szept: „Czy wymienił kogoś nowego?”… „Słyszeliście?”… „Jeszcze jeden kosmopolita?”… „Nowy kosmopolita?”. Niektórzy, tak jak ja, sporządzili sobie listę wymienionych nazwisk65. W późniejszym okresie Simonow nadal utrzymywał, że wygłosił to przemówienie, aby ekstremista Sofronow nie przejął kontroli nad kampanią „antykosmopolitycz- ną”. Żałował, że odegrał taką rolę, tłumaczył się, że dążył do złagodzenia kampanii przeciwko pisarzom żydowskim, czynnie się do niej włączając. Potwierdzają to pa- miętniki jego przyjaciela, krytyka Borszczagowskiego, który był w jego mieszkaniu przy ulicy Gorkiego w chwili, gdy zadzwonił Malenkow z wiadomością, że Stalin ży- czy sobie, aby to Simonow wygłosił przemówienie. Po odłożeniu słuchawki Simo- now „popatrzył na mnie smutno i wyjrzał przez okno – wspomina Borszczagowski. – Podjęcie decyzji zabrało mu niecałe dziesięć minut”. Potem powiedział: „Wygłoszę to przemówienie, Szura [Aleksandr]. Lepiej będzie, jak zrobię to ja niż ktoś inny”. Ustąpiwszy w tej sprawie, szukał czegoś na usprawiedliwienie swojego „czynne- go zaangażowania”, jakiegoś uczciwego poglądu, którego mógłby się utrzymać w tej nie- uczciwej kampanii. „Musimy skończyć z całym tym chamstwem i prostactwem, nauczyć się dyskutować na innym poziomie, cywilizowanym językiem. Byli i wciąż są u nas forma- liści, apologeci konstruktywizmu, ludzie, którzy płaszczyli się przed kulturą zachodnią, i o nich musimy rozmawiać66. W swoim przemówieniu Simonow próbował umieścić walkę z „kosmopolity- zmem” w szerszym kontekście politycznym i intelektualnym zamiast demaskowania jakiejś nikczemnej intrygi syjonistycznej. W cyklu artykułów dla prasy sowieckiej, w których rozwijał idee wyłożone przez siebie w mowie 4 lutego, oskarżył „ko- smopolitów” o to, że „zastępują Maksima Gorkiego Sartre’em, a Tołstoja – por- nografią [Henry’ego] Millera”67. Trwająca zimna wojna z pewnością miała wpływ na jego przekonanie, że należy bronić „narodowej kultury” Związku Sowieckiego przed „kosmopolitami pozbawionymi ojczyzny”, którzy oddaliby ją „w niewolę amerykańskiemu imperializmowi… i międzynarodowej potędze dolara”. Poza 21 tym jednak nic nie wskazuje, aby udział Simonowa ucywilizował w jakiejkolwiek mierze antysemicką kampanię. Używany przez niego język miał charakter podże- gający. „Grupę antypatriotyczną” nazywał spiskiem „kryminalistów” i „wrogów” kultury sowieckiej, których nie należy mylić z „estetami”, ponieważ ci pierwsi mają „wojowniczo burżuazyjny i reakcyjny program”, zakładający wspieranie Za- chodu w zimnej wojnie. Twierdził, że Żydzi są sami winni wielu swoich problemów. Po 1945 roku nie chcieli się asymilować w społeczeństwie sowieckim i przejęli hasła „żydowskiego nacjonalizmu”. Simonow wyrzucił wszystkich Żydów z redakcji „Nowogo mira”. Napisał nawet do Stalina w imieniu Związku Pisarzy, wzywając do wykluczenia z organizacji niepublikujących autorów; na długiej liście figuro- wali sami Żydzi68. Znalazło się tam również nazwisko Borszczagowskiego. Od początku kampa- nii walki z kosmopolityzmem Simonow powoli dystansował się od przyjaciela, którego uznano za jednego z głównych przywódców „grupy antypatriotycznej”. Wiedział, że koniec końców będzie musiał się go wyprzeć, choć sam go wcześniej protegował. Po rozmowie telefonicznej z Malenkowem próbował usprawiedliwiać się przed Borszczagowskim, tłumacząc: „Jeśli to zrobię, będę miał mocniejszą pozy- cję. Będę mógł pomóc ludziom, co w tej chwili jest najważniejsze”. Radził przyja- cielowi nie przychodzić na plenum, mówiąc mu na odchodnym: „Jeśli przyjdziesz, będę czuł się w obowiązku zdemaskować cię w jeszcze ostrzejszych słowach”. Borszczagowski nie czytał przemówień ani artykułów, w których Simonow nazywał go „sabotażystą teatru”, „burżuazyjnym wrogiem” i „wyrzutkiem literatury” sowiec- kiej*. Wierzył Simonowowi – uważał go za przyjaciela – i rozumiał, że został on zmu- szony do „wykonania rytualnego tańca ideologicznego”. Borszczagowskiego usunięto z partii i Związku Pisarzy. Stracił pracę w „No- wom mirie” i w Teatrze Armii Sowieckiej, gdzie był kierownikiem literackim. Wraz z rodziną – matką, żoną i małą córeczką – został wyrzucony z moskiewskie- go mieszkania. Przez pewien czas gościli ich u siebie różni przyjaciele, którzy po- zwalali im spać na podłodze albo korzystać ze swojej daczy (Borszczagowscy mieszkali nawet na daczy Simonowa w Pieriediełkinie). Krytyk przyjął represje ze spokojem: lata trzydzieste nauczyły go dawać sobie radę w takiej sytuacji. Aby związać koniec z końcem, sprzedawał swoje rzeczy (przede wszystkim książki) i pożyczał pieniądze od przyjaciół, między innymi od Simonowa, który pragnąc zdaniem Borszczagowskiego „uspokoić swoje sumienie”, nie żałował grosza i nie chciał zwrotu pożyczek69. Nękany poczuciem winy wobec przyjaciela, Simonow widywał się z nim w la- tach 1949–1953 jak mógł najczęściej, nigdy jednak nie rozmawiali na temat prze- mówienia z 4 lutego. Borszczagowski odnosił wrażenie, że podczas tych spotkań przyjaciel „patrzył na mnie z niepokojem, jakby uważał, że musi się wytłumaczyć”. * Określenie „wyrzutek literatury” (podonok litieratury) pojawiło się w uchwale Komitetu Cen- tralnego z 14 sierpnia 1946 roku i odnosiło się do Zoszczenki. 22 W lipcu 1950 roku Simonow zarekomendował do druku Russkij fłag (Rosyjski sztandar), patriotyczną powieść Borszczagowskiego, której akcja rozgrywa się w czasach wojny krymskiej. „Książka jest znakomita, poważna i koniecznie należy ją wydać – pisał w recenzji dla cenzury. – Jestem przekonany, że jej głęboko patrio- tyczna treść poruszy serca czytelników… Borszczagowski popełnił poważne błędy o charakterze antypatriotycznym, to oczywiste, ale poniósł już konsekwencje i uznał swoje błędy”. Książka otrzymała zgodę na druk w 1953 roku, kiedy zapis na na- zwisko Borszczagowskiego w końcu zniesiono70. W przeprowadzonym pół wieku później, w 2003 roku, wywiadzie Borszcza- gowski nadal ze stoickim spokojem mówił o krzywdzie, którą wyrządził mu Simo- now. „Człowiek przyzwyczaja się do bólu” – powiedział tylko. Jednakże według żony krytyka w ostatnich latach życia wspomnienie wydarzeń z 1949 roku prześla- dowało go coraz bardziej*. We wspomnieniach doszedł do wniosku, że Simonow nie miał w sobie dość cywilnej odwagi, aby bronić przyjaciół i kolegów po piórze przed antysemitami ze Związku Pisarzy. Borszczagowski nie sądził, aby pisarz postępował pod wpływem strachu albo że był człowiekiem bez sumienia. Uważał raczej, że powodowała nim osobista ambicja, a zwłaszcza swoista polityczna służalczość. Simonow był po prostu zbyt oddany Stalinowi, zbyt upojony władzą, aby zająć odważniejsze stanowisko71. „Mały terror” lat powojennych bardzo różnił się od apokalipsy wielkiego ter- roru z lat 1937–1938, kiedy przerażeni ludzie godzili się zdradzać i denuncjować, rozpaczliwie usiłując ratować siebie i rodzinę. Zbierał swoje żniwo w warunkach względnie spokojnej i przyziemnej egzystencji, gdy strach nie pozbawiał już ludzi wszelkich hamulców moralnych. Represjami okresu powojennego kierowali ka- rierowicze-biurokraci i funkcjonariusze systemu, tacy jak Simonow. Jemu naj- prawdopodobniej nie groziło nawet wydalenie ze Związku Pisarzy, o aresztowaniu nie wspominając. Gdyby odmówił udziału w nagonce na Żydów, zapewne stra- ciłby stanowisko w Związku i w redakcji „Nowogo mira”, choć oczywiście obawiał się cięższych kar. Chodzi jednak o to, że ludzie będący w sytuacji Simonowa mieli wybór. Mogli iść dalej drogą kariery, omijając pułapki związane z udziałem w po- lityce, tak jak miliony zwykłych ludzi, aczkolwiek kosztem utraty przywilejów. Dla tych, którzy nie potrafili się zdobyć na publiczne zabranie głosu, istniały inne spo- soby wymigania się od współuczestnictwa, zmuszającego do złamania własnych zasad moralnych. Jak pisał Borszczagowski o kolegach, którzy zdradzili go w 1949 roku, mogli oni bez trudu zachować milczenie, mogli nie przyjść na plenum Związku Pisarzy albo udać, że zachorowali, bo nie obowiązywała ich dyscyplina partyjna. Jego zdaniem prześladowania z tego okresu i postawa tych, którzy je ułatwiali, wynikały z całkowitego pogodzenia się z reżimem stalinowskim, typo- wego dla „zwyczajnych stalinowców”. Borszczagowski pisał: * Aleksandr Borszczagowski zmarł w maju 2006 roku w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat. 23 Fenomenu roku 1949, i nie tylko tego roku, nie da się wyjaśnić strachem – a jeśli na- wet, to strach ten dawno już rozpadł się na inne składniki i stany duszy ludzkiej… Po- czucie odpowiedzialności za wspólną sprawę coraz częściej przeradzało się w lokajską uległość. Ludzie mieli tak mało odwagi i zasad moralnych, że nie potrafili się oprzeć nie tylko „wysokiej polityce”, ale nawet koniunkturze dla nikczemników72. Byli jednak ludzie zajmujący podobną pozycję jak Simonow, którzy odmówili udziału w kampanii przeciwko „kosmopolitom”. Na przykład prezes Akademii Nauk ZSRS Siergiej Wawiłow milcząco sprzeciwiał się potężnym naciskom na zdema- skowanie „grupy antypatriotycznej” w akademii i sabotował działania własnego aparatu urzędniczego, aby zapobiec zwolnieniu uczonych żydowskich (jego brat Nikołaj, wybitny genetyk, został aresztowany w 1940 roku i w 1943 roku zmarł w więzieniu z głodu i wycieńczenia)73. Boris Gorbatow, sekretarz organizacji par- tyjnej przy prezydium Związku Pisarzy i bliski przyjaciel Simonowa, odmówił uczestniczenia w kampanii antysemickiej. Jako Żyd z pochodzenia Gorbatow miał więcej powodów do obaw niż Simonow: jego żonę aresztowano w 1948 roku i skazano na dziesięć lat za „szpiegostwo”, a on sam też nie stał poza podejrzenia- mi (w 1937 roku został oskarżony o propagowanie poglądów „trockistowskich” w swojej powieści z 1930 roku Nasz gorod (Nasze miasto), epopei proletariackiej rozgrywającej się w czasach pierwszej pięciolatki w Zagłębiu Donieckim; choć udało mu się uniknąć wydalenia z partii, jego brata w 1938 roku aresztowano jako trockistę i rozstrzelano). Ale mimo silnych nacisków twardogłowych stalinowców ze Związku Pisarzy, którzy przykleili mu etykietkę „żydowskiego sympatyka gru- py antypatriotycznej”, Gorbatow nie przyłączył się do prześladowania Żydów. Za karę stracił stanowiska w partii i w Związku Pisarzy. Borszczagowski wspomina spotkanie z nim na daczy Simonowa w Pieriediełkinie w 1949 roku. Gorbatow był według niego „załamanym człowiekiem, który znalazł się w potrzasku”, ale prze- cież zdołał zachować godność i zasady moralne74. Simonow był postacią znacznie bardziej skomplikowaną, może nawet tragiczną. Na pewno nie należał do ludzi bez sumienia: niektóre aspekty kampanii przeciwko „kosmopolitom” martwiły go, a nawet budziły w nim odrazę. Ale ciałem i duszą oddał się systemowi. Etos służby wojskowej i państwowej, który odziedziczył po arystokratycznych przodkach, był ściśle podporządkowany moralnym kategoriom i nakazom systemu sowieckiego. Simonow cierpiał na przerost poczucia społecz- nego obowiązku i odpowiedzialności, które określało jego pogląd na świat. „Bez dyscypliny obowiązku społecznego nie można być w pełni człowiekiem” – powie- dział kiedyś. Miał temperament człowieka czynu; nie potrafiłby symulować choroby, aby uniknąć trudnego wyboru moralnego. Uciekanie przed odpowiedzialnością uważał za tchórzostwo. Nie miał szacunku dla osób niezdecydowanych, słabych, wahających się. Podziwiał natomiast ludzi myślących racjonalnie i konsekwent- nych. Takimi cechami obdarzał też bohaterów swoich powieści – podobnych do 24 niego, tyle że odważniejszych, potrafiących wyciągać trafne wnioski i działać zde- cydowanie75. Polityczne posłuszeństwo Simonowa wynikało więc z tego, że obowiązek uznał on za cnotę najwyższą, myląc go z podporządkowaniem się linii partyjnej. Stalina darzył wielkim respektem. Powojenne notatniki pisarza pełne są streszczeń pism Stalina, cytatów z jego przemówień, powiedzeń i myśli sowieckiego przywódcy, których się uczył, aby lepiej rozumieć politykę76. Był zafascynowany bezmierną władzą Stalina. Cokolwiek robił, czuł jego obecność, czuł na sobie oceniający wzrok wodza. Stalin był jego patronem i opiekunem, jego nauczycielem i mistrzem, jego krytykiem i spowiednikiem, a czasem też, być może, w wyobraźni, jego prześla- dowcą, dręczycielem i katem. Najlżejsza krytyka ze strony Stalina strącała go w otchłań rozpaczy. W 1948 roku nowela Simonowa Dymy ojczyste została ostro zaatakowana przez główny organ Agitpropu, pismo „Kultura i żyzn’”, przy osobistym poparciu Stalina, któremu, jak uznał Simonow, „utwór bardzo się nie podobał”. Przestraszony i zgnębiony, nie potrafił pojąć, dlaczego jego nowela, którą sam bardzo cenił, jest zła. „Kiedy ją pisałem – zwierzał się później przyjacielowi – sądziłem, że wypełniam swój obo- wiązek wobec partii… i wobec Stalina, który był dla mnie wówczas, dwa lata po wojnie, najwyższym autorytetem”. Głównym bohaterem utworu jest weteran wo- jenny, komunista, który w 1947 roku wraca z zagranicy do Związku Sowieckiego. Uważając, że spełnił już obowiązek wobec ojczyzny, próbuje odbudować swoje życie prywatne w trudnych warunkach powojennych. Autor trafnie uchwycił cha- rakterystyczną atmosferę owych czasów. Nowela jest przepojona uczuciem patrio- tyzmu, pełna porównań między Związkiem Sowieckim a Stanami Zjednoczonymi (zawsze korzystnych dla tego pierwszego). Ale też mówi się w niej wprost o pewnych sprawach, zwłaszcza o głodzie z lat 1946–1947, których wówczas nie poruszano (do- piero w czasie chruszczowowskiej odwilży zaczęto podejmować w sowieckiej lite- raturze problemy społeczne), i to właśnie ściągnęło na autora gromy partyjnego kierownictwa. Krytyka utworu wstrząsnęła Simonowem. Zbiegła się ona z atakiem na powieść Fadiejewa Młoda gwardia (1947), również zainicjowanym przez Stali- na i zamieszczonym na łamach pisma Agitpropu, co nasuwało podejrzenia, że dyktator szykuje czystkę w kierownictwie Związku Pisarzy. Rozpaczliwie usiłując zrozumieć, dlaczego Stalinowi nie podoba się jego utwór, gotów na pierwsze żądanie poprawić tekst wedle jego życzenia, Simonow udał się do Żdanowa po radę, ale szef Wydziału do spraw Kultury i Ideologii nie potrafił mu pomóc – jemu samemu nowela się podobała – Simonow postanowił więc „nie wznawiać już Dy- mów ojczystych”77. Wkrótce potem jedna z sekretarek Żdanowa zadzwoniła do Simonowa z pyta- niem, kiedy dostarczy sztukę o Klujewej i Roskinie, skompromitowanych uczonych, których Stalin oskarżył o służalczość wobec Zachodu. Stalin wystąpił z pomysłem powieści o nich podczas spotkania na Kremlu z Fadiejewem i Simonowem w maju 25 1947 roku. Oświadczył, że istnieje potrzeba bardziej patriotycznych dzieł literac- kich demaskujących uległość inteligencji wobec Zachodu. Simonow zgodził się, ale zauważył, że temat lepiej będzie ująć w formie sztuki, a nie powieści. W tym czasie pisał Dymy ojczyste, odłożył więc na później pracę nad sztuką – poważnym za- mówieniem politycznym, które bardzo mu ciążyło – choć był już u Żdanowa, aby przejrzeć materiały o Klujewej i Roskinie. Żdanow zadzwonił do Simonowa tuż po opublikowaniu miażdżącej recenzji jego noweli, co znaczyło wyraźnie, że Sta- lin gotów jest przebaczyć pisarzowi błędy popełnione w tym utworze, jeśli tylko do- starczy tekst sztuki. Pragnąc za wszelką cenę się zrehabilitować, w pierwszych miesiącach 1948 roku Simonow ukończył pracę nad pierwszą redakcją Czużoj tie- ni (Obcego cienia), schematycznej sztuki propagandowej o mikrobiologu, którego zauroczenie Zachodem doprowadza do zdrady ojczyzny. Aby przypodobać się władzom, Simonow przesłał tekst Żdanowowi do akceptacji, a za jego radą rów- nież Mołotowowi i Stalinowi. Stalin zadzwonił do Simonowa i dał mu dokładne wskazówki, jak ma przere- dagować sztukę. Poradził uwypuklić egotyzm głównego bohatera (Stalin: „swoją pracę naukową uważa za prywatne poletko”) i podkreślić wspaniałomyślność władz następującym zakończeniem: minister zdrowia na polecenie Stalina przeba- cza zbłąkanemu uczonemu i pozwala mu kontynuować badania. „Tak rozumiem tę sztukę – mówił Stalin. – Musicie ją poprawić. Jak to zrobicie, wasza sprawa. Po poprawkach sztuka będzie przyjęta”. Simonow przerobił zakończenie, wprowadzając zmiany proponowane przez dyktatora, i przesłał mu do zatwierdzenia drugą re- dakcję. „Pisałem tę sztukę w udręce, zmuszając się do wiary w konieczność tego, co robię – wspominał. – Mogłem jej nie napisać, gdybym tylko znalazł w sobie siłę charakteru, żeby oprzeć się naciskom. Dziś, po trzydziestu latach, wstydzę się, że zabrakło mi odwagi”78. Cała historia skończyła się tragikomicznie. Sztuka została opublikowana przez pismo „Znamia” i nominowana do Nagrody Stalinowskiej wraz z kilkoma innymi utworami dramatycznymi, które docenił sekretariat Związku Pisarzy, przekazując je następnie do oceny komitetowi Nagrody Stalinowskiej. Na zebraniu sekreta- riatu, na którym Simonow był obecny, kilku jego kolegów po piórze skrytykowało zakończenie sztuki (zaproponowane przez Stalina), twierdząc, że „przebaczyć uczonemu zamiast go ukarać to za słabe, za liberalne, prawie kapitulanckie”. Si- monow nie zająknął się o telefonicznej rozmowie ze Stalinem. „W milczeniu słu- chałem, jak moi koledzy krytykują liberalizm Stalina”. Sztuka otrzymała Nagrodę Stalinowską II stopnia w 1949 roku79. Simonow przywykł do samokrytyki i autocenzury. Napisał wiele listów do so- wieckiego kierownictwa, przyznając się w nich do błędów. Kilka utworów schował do szuflady, wiedząc, że nigdy nie przejdą przez cenzurę. W 1973 roku niemiecka pisarka Christa Wolf zapytała go, czy kiedykolwiek odczuwał przymus pisania tego, co jest poprawne politycznie. Simonow przyznał, że przez całe życie pisarz 26 toczył w nim walkę z cenzorem, a nawet że czuł niesmak, gdy tchórzostwo brało w nim górę80. Od czasu do czasu pisarz w Simonowie buntował się przeciwko cenzorowi, a poeta przemawiał głosem swego sumienia. Na przykład w październiku 1946 roku, w apogeum żdanowszczyzny, Simonow napisał gniewny list do Aleksieja Surkowa, naczelnego redaktora pisma „Ogoniok”, do którego posłał wcześniej szereg wier- szy do publikacji. Wyraził „zasadniczą i fun
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: