Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00428 005907 13850234 na godz. na dobę w sumie
Sześć rajskich nocy - ebook/pdf
Sześć rajskich nocy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 178
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-935701-8-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dorosłych, erotyka >> erotyka
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Urokliwe i gorące plaże, parne gwieździste noce, atmosfera relaksu i luzu oraz ich dwoje… Wytrawny pożeracz damskich serc, który zdaniem pięknej kobiety sukcesu, nie przeoczy żadnej okazji do zdobycia kolejnej dziewczyny oraz tajemnica, która zmieni napięcie panujące między nimi w prawdziwą eksplozję zmysłów…

 

Pełna dowcipu, sarkazmu i dystansu do miłości oraz związków opowieść o tym, jak Kopciuszek po niewiarygodnej metamorfozie i odzyskaniu kontroli nad własnym życiem, spotka na swej drodze Księcia ze starej bajki…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

3 Sześć rajskich nocy Monika Hołyk-Arora © Copyright by Monika Hołyk-Arora Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części niniejszej publikacji jest zabronione bez pisemnej zgody autora. Zabrania się publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży. Wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych oraz zdarzeń jest przypadkowe. skład: Monika Hołyk-Arora okładka: Lan Gao Wydanie I ISBN: 978-83-935701-8-8 3 DZIEŃ PIERWSZY KUSZENIE Przystanęła na chwilę, mocniej ściskając rączkę walizki. Duże, szklane drzwi rozsunęły się bezgłośnie, wypuszczając na zewnątrz kolejnych spragnionych słońca turystów. Nie podzielała ich entuzjazmu. Szczerze mówiąc, cały czas zastanawiała się, czy postąpiła właściwie wracając tu po tylu latach nieobecności. Teraz było już za późno na wątpliwości. Przecież nie stchórzy w ostatnim momencie. Jednak z drugiej strony perspektywa lotu powrotnego wydawała się niezwykle kosząca. Wzięła głęboki oddech i ruszyła przed siebie. Szklane drzwi rozsunęły się przed nią, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. W jednej sekundzie uderzyła w nią fala gorąca i wilgoci. Przymknęła powieki i krocząc przed siebie wdychała z przyjemnością dawno zapomniany zapach Turcji. Wspomnienia gorących dni i parnych nocy, szalonych radosnych chwil romansów spędzonych z przyjaciółmi oraz przepłakanych nocy. Tu i zawiedzionej miłości, złapania pierwszego i dużych, racjonalnych 4 żyło się pełnią życia i całą gamą uczuć dostępnych człowiekowi. Teraz wszystkie te odczucia stały się na powrót tak realne, jak gdyby były jej udziałem wczoraj, a nie pięć lat temu. Boże! Aż tak długo jej tutaj nie było? Uświadamiając sobie ten fakt, sama nie mogła w to uwierzyć. Przerwa w życiorysie, chociaż to niewłaściwe określenie. To poprzez wyzwolenie się z kręgu marzeń o tym miejscu wróciła do domu i osiągnęła sukces. Wszystko to, co umożliwia jej spełnianie małych i szalonych marzeń. Z tęsknoty za Turcją i podróżami założyła mały portal podróżniczy, który w ciągu kilku miesięcy stał się poczytnym magazynem, a jego wartość obrazowana była aktualnie przez wiele zer wypisanych na każdym kolejnym kontrakcie reklamowym. Rozejrzała się po parkingu. Kilka rzeczy uległo zmianie. Biura podroży odbierające codziennie setki turystów wylewających się z latających ptaków zwanych Boeingami doczekały się własnych ‘standow’. Z pewnością ułatwiło to pracę rezydentów nawołujących zagubionych klientów. Dostrzegła też małą kawiarenkę, w której spędziła długie godziny w oczekiwaniu na opóźnione loty. Uśmiechnęła się nieznacznie na wspomnienie starych lat. Niechętnie wróciła do współczesności. Niejako została do tego zmuszona. Dostrzegła bowiem mężczyznę w garniturze, trzymającego w dłoni tabliczkę z jej nazwiskiem. To też się zmieniło - odnotowała w myślach. Wcześniej kierowca zamówionej taksówki nosiłby dżinsy i jakąś koszulę, prawdopodobnie w odcieniu jasnego różu. Do dziś nie potrafiła zrozumieć fenomenu popularności tego koloru. Uśmiechnęła się nieznacznie na wspomnienie nigdy niezrealizowanego planu otworzenia sieci sklepów pod dźwięczną nazwą Hard Pink - oferujących niezliczone rodzaje różowych koszul i ogromne opakowania żelu do 5 włosów - środka wyraźnie nadużywanego przez młodych obywateli tego kraju. Być może przepuściła szansę na zarobienie kolejnych milionów. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – pomyślała, wracając do rzeczywistości. Ścisnęła mocniej rączkę coraz bardziej ciążącej jej walizki i zdecydowanym krokiem podeszła do mężczyzny, witając się z nim po turecku. Zamarł na widok eleganckiej brunetki, która odezwała się do niego w języku. Zapominając na chwilę o manierach, które przyswoił sobie na początku swojej pracy, bez słowa wskazał jej drogę do samochodu, jednocześnie odbierając ciągniętą przez nią walizkę. jego rodowitym Wykorzystując te kilka metrów, które dzieliły ich od lśniącego w słońcu białego BMW, przyjrzał się jej dokładnie. Długie, ciemne włosy lekko powiewały na wietrze w rytm jej kolejnych kroków, wyznaczanych przez stukot małych obcasów. Zgrabne, kształtne ciało zostało skryte przez służbowy kostium w kolorze ciemnego burgunda. Zupełnie nie wyglądała na jedną z turystek poszukujących słońca i dobrej zabawy z dala od rodzinnego domu. I raczej nią nie była, zważywszy znajomość miejscowego języka. Nie mógł dostrzec jej oczu, skrytych za szkłami ciemnych okularów, ale był gotów założyć się o ostatniego kurusza w kieszeni, że nie była Turczynką. Jej nazwisko brzmiało zbyt europejsko! Co ciekawe, nie wiedział nawet, gdzie dokładnie ma ją zawieźć. Dokładny adres miał poznać bezpośrednio na lotnisku. Otworzył tylne drzwi samochodu i, pomagając jej wsiąść do środka, poczuł nutę delikatnych perfum. Mógłby przysiąc, że zakręciło mu się w głowie. Zły na samego siebie i swoje słabości, zbyt mocno trzasnął drzwiami samochodu i zajął się walizka, o której prawie zapomniał na skutek okno i zdejmując Wyjrzała przez 6 tajemniczej pasażerki. Trzaśnięcie drzwiami wyrwało ją z pewnego rodzaju odrętwienia. Zatrzymało na chwilę falę wspomnień, która powoli, ale skutecznie, zalewała jej umysł, nie powalając jasno myśleć. okulary przeciwsłoneczne dostrzegła autobus opuszczający pobliski parking. Poznała nazwę operatora turystycznego dumnie wypisaną na tablicy wetkniętej za przednią szybę, poznała również mężczyznę za kierownicą. Uśmiechnęła się nieznacznie, wspominając wszystkie transfery i wycieczki, które wykonali razem wiele lat temu. To pozornie nic nie znaczące zdarzenie odebrała jako bezgłośną wiadomość od losu, który wyszeptał Witaj w domu Anno! . jak powinien zwracać się do tajemniczej kobiety siedzącej niemal za jego plecami. Trzymać się protokołu czy też spróbować nawiązać bardziej przyjacielską rozmowę? Nie wiedzieć czemu chciał wiedzieć o niej coś więcej, a przecież powinna być dla niego po prostu kolejną osobą, którą transportuje z punktu A do punktu B. Odwrócił się nieznacznie w jej kierunku, by zapytać o dokładny cel ich wspólnej podróży. Gdy słyszał ostatnie przebrzmiewające dźwięki swoich słów, spojrzał w jej oczy i... utonął w ich błękicie. Jak przez mgłę usłyszał jej głos wypowiadający adres apartamentu w Siteler. Doskonale go znał. Wybudowany przed pięciu laty, nad samym brzegiem schronienie dla bogatych morza, mieszkańców Izmiru. Czyżby tajemnicza nieznajoma była jednak Turczynką? Łamiąc wszelkie reguły zabraniające spoufalania się z klientami, zapytał ją w końcu o pochodzenie. Roześmiała Wsiadł do samochodu, zastanawiając się idealne i Istambułu stanowił 7 się nieznacznie. Nie - odpowiedziała jednym krótkim słowem - chyba że będziemy liczyli za pochodzenie miłość do tego kraju nabytą tu, na miejscu - uzupełniła szybko. Ku jego ogromnemu rozczarowaniu, nie rozwinęła szerzej swojej myśli, a jedynie wyciągnęła z torby laptopa, jasno dając mu do zrozumienia, że znacznie przekroczył swoje kompetencje. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią – pomyślała, wpisując hasło zabezpieczające. Już od pierwszych kroków na ziemi tureckiej zetknęła się z typowym nieszkodliwym flirciarzem. Cóż, z pewnością pobyt będzie obfitował w tego typu atrakcje i powinna być na nie przygotowana. Najlepiej z marszu dawać do zrozumienia, że nie jest nimi zainteresowana. cyfr zakończonych długim tekstem. Jeśli jej się poszczęści, przebrnie przez te dokumenty, zanim dojada do Zatoki Gokova. Tam bowiem, zgodnie z obietnicą złożoną sobie samej, zacznie zasłużone wakacje i na bliżej nieokreśloną liczbę dni zapomni o pośpiechu, stresie i wszystkich im podobnych rzeczach powiązanych z pracą. laptop, odrzucając go na wolne siedzenie obok. Znowu zapomniała o całym świecie, skupiając się na dokumentach. Właśnie tego typu zachowań powinna się wystrzegać, zwłaszcza na wakacjach. Z zaciekawieniem wyjrzała przez okno i oniemiała. O ile pamięć ją nie myliła, za dosłownie kilka minut powinni dojechać do tzw. ‘Panoramy Marmaris’. Jak wiele się tu zmieniło pod jej nieobecność! Szeroka droga, zamiast wąskiej jednopasmowej asfaltówki, zagospodarowane ekranie komputera ujrzała szereg Na Z ciężkim westchnieniem zamknęła jej miejsce 8 pobocza, które niegdyś stanowiły ścianę zieleni, przez którą oczy turystów nie mogły zobaczyć nic poza setkami liści. Czy miasteczko ocalało przed podmuchem postępu? Czy ona sama odnajdzie w nim dawną atmosferę? W tym momencie znowu dopadły ją wątpliwości. Czy jest sens tam wracać? Czy nie lepiej pozostawić przeszłość za sobą, tam gdzie - w zapomnianych zakamarkach pamięci? Tak czy inaczej, musi zdecydować, co zrobić z apartamentem, który kupiła dawno temu, trochę pod wpływem chwili, trochę dlatego, by spełnić marzenie o własnym kącie, w jak się jej wtedy zdawało, prywatnym raju na ziemi. Zostawić i przyjeżdżać do niego częściej czy też sprzedać, a pozyskaną gotówkę przeznaczyć na zakup czegoś jest bowiem sens utrzymywać nieruchomość, z której nie czerpie się tak naprawdę żadnego zysku? Tak, zdecydowanie nadeszła pora, by rozliczyć się z duchami przeszłości. Zweryfikować miłość do miejsca, które w jej świadomości stanowiło raj utracony, a zarazem możliwość kryjówki w obliczu bliżej nieokreślonego zagrożenia. trochę bezsensowne rozmyślania, gdyby nie widok, który ukazał się przy kolejnym zakręcie. Kobieta wstrzymała oddech, próbując opanować ogarniającą ją falę wzruszenia. Wysokie wzgórza okalające zatokę i małe domki zgrupowane między nimi. Miasto zalewające pagórki, ale przy tym wszystkim wkomponowane w dziką naturę, której człowiek nie okiełznał do końca. Nie wiadomo gdzie zawiodłyby innego? Jaki ją te Czy słowa są w ogóle wstanie opisać wrażenie, którego właśnie doświadczała? Chyba nie, bo istotę miłości do tego zakątka stanowiły uczucia skrywane na dnie jej Zdecydowanie tak - odpowiedziała trochę bez sensu, Samochód zaparkował przy okazałej bramie apartamentowców. Kierowca natychmiast i otworzył przed nią 9 duszy, które właśnie się przebudziły i doszły do głosu. Marmaris - odezwał się w tym momencie kierowca, który do tej pory bez zarzutu utrzymywał narzucony przez nią dystans. nie mogąc oderwać wzroku od widoków za oknem. Wbrew wszelkim obawom i niepokojom, poczuła pewnego rodzaju ekscytację. Miała ochotę roześmiać się radośnie, zamiast tego wyszeptała bezgłośnie Jestem w domu i tak właśnie było! kompleksu wyślizgnął się zza kierownicy drzwiczki. Gdy stanęła pierwszą stopą na ziemi, poczuła jak ta drży... Spojrzała na twarz mężczyzny i zrozumiała, że tym razem to nie jej emocje stoją za tym dreszczem ... Marmaris powitało ją drobnym wstrząsem ziemi. Znając jednak charakter miejsca, nie przestraszyła się zbytnio. Za to gotowa była się założyć, że większość turystów spacerujących po ulicy nie miała świadomości, co właśnie się wydarzyło. Po chwili, z walizką w ręku, stanęła przed strażnikiem, który zatrzymał ją prosząc o wskazanie osoby, do której zmierza. Przedstawiła się i uśmiechając się nieznacznie swojego apartamentu. Mężczyzna spojrzał na nią, jakby właśnie zobaczył ducha. Cóż, po części pewnie nim była, odwiedzając swój dom pierwszy raz od pięciu lat. Opłacała wszelkie rachunki, odbierała raporty od osoby, która opiekowała się jej mieszkaniem, ale nigdy nie zawitała do niego osobiście. Nigdy... Aż to teraz! i podała numer 10 Otworzyła drzwi i szybko je za sobą zatrzasnęła. Była w domu i miała wielką ochotę zrzucić z siebie ten koszmarny kostium, który od dawna stanowił jeden z jej oficjalnychuniformów, za którymi próbowała skryć własne JA . szybki prysznic i wyjście na miasto. Jej szalona natura dała o sobie znać, nakazując jej A może jednak był to głos rozsądku? Przecież musiała zrobić jakieś podstawowe zakupy. Lodówka z pewnością nie skrywała żadnej żywności czy nawet wody butelkowanej, której już za chwilę, zważywszy na temperaturę, będzie potrzebować. Nie ładnie jest oszukiwać samą siebie – wyszeptała, przyglądając się w lustrze - chcesz wyjść, poczuć się znowu jak dwudziestoparolatka, zaznać dreszczyku emocji, może rozejrzeć się za jakimś przystojniakiem, który niechybnie zawróci ci w głowie, a potem złamie serce . Tak, czuła się młoda, ale też ponownie niepewna siebie... I chociaż odbicie w jej elegancką, piękną i zgrabną kobietę, ona znów stała się brzydkim kaczątkiem, które niezauważone przemykało ulicami Marmaris wiele lat temu. Trzeba przyznać, że to bolało. Bolało nieznośnie, uświadamiając jej, iż sukces i zewnętrzna przemiana nie zneutralizowały kompleksów nabytych w latach młodzieńczych, a jedynie uśpiły, by teraz na powrót powołać je do życia. Długi i gorący prysznic spowił całą łazienkę w opary wilgotnego powietrza, które oblepiało teraz każdy milimetr wszelkich powierzchni. W zamglonym lustrze zobaczyła niewyraźny zarys ponętnej, kobiecej sylwetki. Gdyby nie fakt, iż była sama w mieszkaniu, doszłaby do wniosku, że ta figura i to odbicie w lustrze nie należą do niej. Wcierając olejek arganowy w mokre włosy lustrze pokazywało Założyła 11 zastanawiała się, co powinna teraz zrobić. Czuła lekki głód, który powoli przybierał na sile. Zdecydowanie, wypad do jakiejś malej restauracyjki był jak najbardziej wskazany. W myślach przeglądała mapę miasta, zastanawiając się gdzie najbliżej domu może znaleźć coś typowo tureckiego. W końcu wybór padł na okolice dużego sklepu – Tansaş. Jeśli nic się nie zmieniło, w jego pobliżu powinna być mała knajpka, gdzie znajoma turecka rodzina serwowała wszystkim chętnym tradycyjne kebaby. lekką dżinsową sukienkę, wąską talię podkreśliła krwistoczerwonym paskiem, stopy wsunęła w dżinsowe klapeczki locie wcześniej przygotowaną torebkę, wybiegła z apartamentu, wprost w objęcia nowej przygody. Gdyby wsiadła do busiku z mokrymi włosami w jakimkolwiek innym mieście na świecie, z pewnością większość pasażerów wzięłaby ją za nieszkodliwą wariatkę, tu jednak nie zwróciła na siebie niczyjej uwagi. Była jedną z tłumu, osobą spragnioną odpoczynku. Najpierw dostrzegła młodą kobietę z długimi włosami. Ze smutkiem pomyślała, że restauracyjka zmieniła właścicieli, jednak gdy dołączyła do niej nieco mniejsza, roześmiana dziewczyna zrozumiała, że ma przed sobą doroślejsze wersje dzieci, które kiedyś nazywały ją ciocią . rację, co do ich tożsamości. Ezgi? Melek? - spytała, nie będąc pewną czy ma i chwytając w Obie dziewczyny spojrzały na nią zdezorientowane, zastanawiając się skąd nieznajoma zna ich imiona. Starsza z nich zaczęła się jej uważnie przyglądać i po chwili jej twarz rozjaśniła się szczęśliwym uśmiechem. rzekła uradowana niespodziewanym spotkaniem - chodźcie, niech was uściskam. Bardzo wyrosłyście od naszego ostatniego spotkania . Ciocia Anna? Tak - 12 Jak dobrze było je znowu zobaczyć! Poczuła, że podjęła właściwą decyzję. Marmaris to ludzie, a ona miała szczęście poznać najlepszych spośród jego mieszkańców. Szczerze mówiąc, już nie mogła się doczekać, kto jeszcze zdoła ją rozpoznać po tych wszystkich latach. Może i my wyrosłyśmy - zaczęła Melek - ale ty zmieniłaś się nie do poznania! Wyglądasz super, jak modelka z magazynu dla kobiet! Gdyby nie oczy, uśmiech i głos, nigdy nie pomyślałabym, że to ty! Przesadzasz - natychmiast zaoponowała Anna - „inna praca, inne życie, to wszystko. Powiedzcie mi gdzie jest wasza mama? nie idź tam! Chcemy jej zrobić niespodziankę! Znała wystarczająco dobrze dowcipy tych dwóch młodych dam, dlatego też mogła być pewna, że za chwilę ich matka, Gulser, wyda z siebie, oczywiście za ich sprawą, okrzyk, który zostanie usłyszany na dwóch sąsiednich ulicach. poprosiła Melek. by wasza mama dostała zawału! – rzekła niepewnie Anna. Usiądź tutaj i pozwól nam cię zaanonsować - Na zapleczu - odpowiedziała natychmiast Ezgi - ale Nie wiem czy to najlepszy pomysł, nie chciałabym, Na twarzach obu dziewcząt natychmiast pojawiła się smutna mina, świadcząca o zawodzie, którego właśnie doznały... Jeśli wasza mama się zgodzi, zabiorę was do Orhaniye, w ramach rekompensaty za niedokonany żart - próbowała je przekupić. wiedziała, że doszły do porozumienia. Po okrzyku radości wydanym przez młodszą siostrę Już miała za nimi podążyć, by spotkać się z ich matką, gdy nagle dostrzegła Jeepa przejeżdżającego drogą. Sama nie bardzo potrafiła powiedzieć, czemu zwróciła na Z pełnym żołądkiem, roześmianym sercem 13 niego uwagę. No dobrze, wiedziała co było tego powodem, ale wolała się do tego nie przyznawać, nawet przed samą sobą! Co dziwniejsze, obserwowany przez nią samochód nagle zwolnił, jednak zanim zdążyła dojrzeć twarz kierowcy, została wciągnięta przez dziewczęta do wnętrza restauracji. i szczęśliwą duszą opuściła restaurację Gulser, planując rychły powrót do swoich znajomych. Zanim jednak w pełni dała się ponieść planom na najbliższą przyszłość, zdecydowała się na poczynienie zaplanowanych wcześniej zakupów. Przechodząc przez parking Tansaş’a dostrzegła zaparkowanego Jeepa. Jeśli jej wzrok nie mylił, tego samego, który kilkadziesiąt minut wcześniej zwolnił, przejeżdżając koło niej. Rozejrzała się wokoło. Właściciela nie było w pobliżu. Spojrzała na tablicę rejestracyjną. Znajome numery zdecydowanie przyspieszyły akcję jej serca. Przez moment miała wrażenie, że rozgorączkowane zaraz wyskoczy jej z piersi. Dostrzegła też figurkę orła, dumnie prężącego się na masce. Doskonale pamiętała dzień, w którym razem umieszczali ją w tym miejscu. Głupia! - zganiła się natychmiast - przez pięć lat ten samochód mógł kilkukrotnie zmienić właściciela! A teraz przestań wpatrywać się w ten stary gruchot, jak sroka w kość i zajmij się swoimi sprawami! samochodu, który W pośpiechu odeszła od wywoływał tyle wspomnień, dobrych i złych jednocześnie. Uciekała niczym złoczyńca, pragnący znaleźć się jak najdalej od miejsca zbrodni. Wiedziała, że powrót do przeszłości nie zawsze może nieść ze sobą dobre wydarzenia. Z pewnością nie powrót do TEJ osoby i do TEJ przeszłości. Zresztą i tak by jej nie poznał po tych wszystkich latach. Była dla niego jedną z wielu, bezimiennym cieniem z przeszłości. Więc, po co w ogóle miałaby mu się 14 przypominać? Jednak na wszelki wypadek zrezygnowała z zakupów w tym sklepie. Ruszyła w kierunku swojego apartamentu, nabywając najpotrzebniejsze artykuły w małym markecie niedaleko domu. Siedząc na balkonie, wpatrywała się w morze, które, jak zwykle o tej porze roku, było niezwykle spokojne. Słuchała fal cicho rozbijających się o brzeg i nawoływania mew. Słońce powoli zmierzało ku zachodowi, obwieszczając rychłe zakończenie dnia. Koniec pierwszego dni w raju, a właściwie popołudnia - sprecyzowała w myślach - minęło zaledwie kilka godzin, a ja znowu odczuwałam zarówno wielką radość, jak i ogromny niepokój serca. W tym mieście uczucia nie mogą mieć letniej temperatury, zawsze parzą swoją intensywnością . To jeszcze nie musi być koniec - szepnął jakiś cichy głosik, kryjący się na dnie jej duszy - wieczór dopiero się zaczyna! Wskocz w coś wystrzałowego i ruszaj na podbój miasta! - dodał głosik, kusząc wizją doskonałej zabawy. Jestem na to za stara - odpowiedział zdrowy rozsądek - pewne rzeczy po prostu nie przystoją osobie, która przekroczyła jeśli prowadzi dochodowy magazyn – dodała racjonalna strona jej osobowości, próbując lepiej umotywować swoją odmowę. Szczerze mówiąc, nieco rozbawiła ją ta wewnętrzna dyskusja. Była wręcz ciekawa, do czego doprowadzi. Nie codziennie przecież pozwalała dochodzić do głosu zarówno statecznej pani prezes, jak i rozrywkowej oraz pełnej pasji dziewczynie, którą była kiedyś. Obserwując ostatnie promienie słońca kąpiące się w falach zatoki, zdecydowała się pojechać do centrum. Niechaj trzydziestkę zwłaszcza, już Rozmyślania przerwał jej uliczny 15 los pokaże, co dla niej przygotował w Marmaris, które było tak bardzo znane i nieznane jednocześnie. Zaczęła od kolacji w jednej z restauracyjek w Marinie. Wybrała tę specjalizującą się w owocach morza. Jak dobrze było znowu siedzieć przy kieliszku wina, obserwować wybrzeże i przechodniów, jednocześnie słuchając muzyki delikatnie sączącej się z głośników dyskretnie ukrytych w kilku zakątkach ogródka. To jest właśnie ‘Dolce Vita’! - pomyślała, wznosząc w myślach toast dziękczynny. - Czego chcieć więcej, mając to wszystko? - spytała, nieco filozoficznie, samą siebie w myślach. sprzedawca kwiatów, który nagle zmaterializował się przy jej stoliku. Już miała podziękować za różę wysunięta w jej kierunku, gdy usłyszała słowa wypowiedziane łamaną angielszczyzną: rzekł, wskazując mężczyznę po jej lewej stronie. jak zareagować, jej ust. Podziękowała za kwiat, jednak odmówiła jego przyjęcia dodając, że nie jest zainteresowana takim prezentem. By nie umniejszać zarobku starszego mężczyzny poprzez swoja decyzję, wcisnęła mu w rękę banknot dziesięciolirowy, mając nadzieję, że będzie wystarczający. Mężczyzna oniemiał nie bardzo wiedząc, co zrobić, w końcu jednak ukłonił się jej i powrócił do rozczarowanego, niedoszłego darczyńcy. Jej uwaga została odwrócona od całej tej sytuacji, poprzez pojawienie się kelnera, który przyniósł zamówione przez nią krewetki. Gdy tylko zatopiła zęby w pierwszej z nich, wydarzenia ostatnich chwil rozpłynęły się w nicości, a ona powróciła do swojej prywatnej wersji ‘Dolce Vita’. To od gentlemana siedzącego przy tamtym stoliku – Westchnęła ciężko, nie bardzo wiedząc jednak słowa same popłynęły z tej właśnie restauracyjce temu podjął nieudaną próbę obdarowania Tak, słucham? - spytała oficjalnie, mając nadzieję 16 Poczuła, że żyje. Miała ochotę znów pisać, a nie tylko nadzorować publikowane teksty. Gdyby tylko miała przy sobie laptop, z pewnością zaczęłaby kreację tekstu do nowego numeru. Kto wie, być może opowiedziałaby swoim czytelnikom o i pysznych krewetkach, pieszczących właśnie jej podniebienie. Nagle usłyszała coś na kształt chrząknięcia. Zignorowała ten niezbyt elegancki dźwięk. Niestety usłyszała go ponownie. Miała ochotę odpowiedzieć na niego w bardzo nieelegancki sposób, poprzez wyartykułowanie pojedynczego słowa: „czego?! Zamiast tego jednak uniosła głowę i spojrzała prosto na mężczyznę, który kilkanaście chwil jej kwiatami. Tym razem jednak stał dosłownie kilkanaście centymetrów od niej. narzucić w ten sposób ton nieuniknionej rozmowy. odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy. Obserwuję cię od kilkunastu minut i nikogo tu nie widziałem - kontynuował niezrażony, próbując zmniejszyć narzucony przez nią dystans poprzez przejście na ty ... To miejsce zajęte jest przez mój tzw. ‘Święty Spokój’, który chwilowo gdzieś się zawieruszył na skutek tej konwersacji - odpowiedziała z ironią, siląc się jednak na uśmiech. jej bezpośredniością, wymamrotał przeprosiny i wrócił do swojego stolika, pozostawiając ją sam na sam z jej myślami. Uśmiechnęła się nieznacznie, dochodząc do wniosku, że właśnie wzniosła się na wyżyny sarkazmu. Może powinna zapisać sobie te słowa i użyć w jakimś dowcipnym artykule na temat wakacyjnych podrywaczy? Można się dosiąść? - spytał ją dość bezpośrednio. Niestety nie. To miejsce jest już dawno zajęte! – Trafiony, zatopiony! Mężczyzna, zmieszany 17 Tak! To jest dopiero pomysł! Nie jeden artykuł, a cała seria notek ukazujących wakacyjnych podrywaczy z rożnych zakątków globu. Może nawet powinna przeznaczyć jakąś kolumnę na wiadomości od czytelniczek, chcących podzielić się swoją własną wakacyjną przygodą? Interakcje na osi autor - czytelnik, zawsze wytwarzają wyjątkową więź, gwarantującą wzrost liczby stałych odbiorców, co przekłada się na wzrost wartości magazynu i całego portalu. Miała nie myśleć o pracy, ale genialny pomysł sam niemal wpadł jej w ręce. Takiej okazji nie mogła przegapić lub pozwolić by przez nieuwagę została zapomniana. Sięgnęła po komórkę i szybko sporządziła krótka notatkę, do której zdecydowała się powrócić zaraz po zakończeniu wakacji, chociaż palce paliły się do pisania już teraz. Nie! Restauracyjna serwetka nie była najlepszym materiałem służącym do utrwalenia pierwszego artykułu napisanego przez nią na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Wena będzie musiała poczekać, aż ona sama zdecyduje się powrócić do swojego zacisznego apartamentu. Skoro wytrzymała tyle miesięcy, pozostając w uśpieniu, to chyba będzie w stanie poczekać jeszcze godzinę... Jak się okazało, wena musiała poczekać nieco dłużej, a to za sprawą spontanicznej decyzji, która zaowocowała najlepszą kawą Mokka Karmel, jaką piła na przestrzeni kilku lat. Czy aby jej osąd był bezstronny? Pewnie nie, bo zdążyła już zauważyć, że tu wszystko smakuje bardziej i pachnie intensywniej. Wyostrzają się wszystkie zmysły! Nie zastanawiała się jednak nad tym zbyt długo, ciesząc się każdym momentem wieczoru. Siedząc w miękkim fotelu i słuchając muzyki na żywo, zapomniała niemal o całym świecie. Obserwowała pierwszych turystów spragnionych muzyki, mocnych trunków i dobrej zabawy, kierujących się w stronę Bar Street. Nagle jakaś drobna cząstka jej samej
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sześć rajskich nocy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: