Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00440 006924 14479399 na godz. na dobę w sumie
Szklane serce z Wenecji  - ebook/pdf
Szklane serce z Wenecji - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8248-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Słynna była modelka, znana w świecie mody jako Helena trojańska, przybywa do Wenecji, żeby dopełnić formalności spadkowych. Odziedziczyła bowiem po zmarłym mężu fabrykę szkła na wyspie Murano. Wie, że tę manufakturę bardzo chce kupić krewny męża, młody i przystojny Salvatore Veretti, właściciel konkurencyjnej fabryki szkła weneckiego. Już na miejscu Helena przypadkiem dowiaduje się, co Salvatore zamierza zrobić, by przejąć jej majątek. Postanawia rzucić mu wyzwanie i dać nauczkę...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Lucy Gordon Szklane serce z Wenecji Tłumaczyła Małgorzata Winkler Tytuł oryginału: Veretti’s Dark Vengeance Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Jolanta Nowak Korekta: Jolanta Spodar ã 2009 by Lucy Gordon ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8248-0 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA – 319 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Zostanie ukarana za to, co zrobiła. Dopilnuję tego, choćby mi to zajęło resztę z˙ycia! Salvatore Veretti ostatni raz spojrzał z niechęcią na fotografię, którą trzymał w ręku. Odepchnął krzesło od biurka i stanął przy oknie wychodzącym na wenecką lagunę. Poranne słońce lśniło i rozświetlało głęboki błękit nieba. Połyskiwało na łagodnych falach kłębią- cych się przy burtach łodzi. Salvatore stawał w oknie kaz˙dego ranka, rozkoszu- jąc się pięknem Wenecji i zbierając siły. Ta jedna chwila pełna uroku i spokoju dawała mu energię do działania. Piękno... Ta myśl skierowała jego uwagę na fotografię. Przedstawiała kobietę – fizycznie doskona- łą. Była wysoka, smukła, proporcjonalnie zbudowana. To ciało było wprost stworzone do podziwiania. Sal- vatore potrafił to ocenić, miał w z˙yciu wiele kobiet. Z uwagą wpatrywał się w zdjęcie, zanim znów poczuł palącą nienawiść. Właśnie tego oczekiwałem, pomyś- lał z kamienną twarzą. Kobieta na zdjęciu miała na sobie tylko skąpe czarne bikini. Kalkulacja. Wszystko zaplanowane. Kaz˙dy ruch wyrez˙yserowany. Wszystko po to, by wzbudzić poz˙ądanie i w ten sposób wyciągać pieniądze od ofiary. A teraz ona juz˙ ma pieniądze, które chciała zdobyć. Albo myśli, z˙e je ma. Jednak 6 LUCY GORDON Salvatore tez˙ potrafił kalkulować. Ona wkrótce się o tym przekona. Jej metody będą bezuz˙yteczne. Cieka- we, co ona wtedy zrobi? Nagle zadzwonił interkom. Usłyszał głos sekre- tarki: – Przyszedł pan Raffano. – Niech wejdzie. Raffano był jego doradcą finansowym i starym przyjacielem, który wyciągnął rodzinę z kłopotów. Salvatore wezwał go do swego biura w palazzo Ve- retti, z˙eby omówić pilne sprawy biznesowe. – Usiądź. Mam kilka informacji – powiedział, od- suwając się od okna, i wskazał przybyłemu fotel. Raffano miał szlachetne rysy i siwe włosy. W mło- jednak ostatnie lata dości był bardzo przystojny, go zmieniły. – Czy one dotyczą śmierci twojego kuzyna? – za- pytał. – Antonio był kuzynem ojca, nie moim – zazna- czył Salvatore. – Zawsze był lekkoduchem. Popeł- niał głupstwa i nigdy nie przejmował się konsekwen- cjami. – Mówiono o nim, z˙e lubił sprawiać sobie przyje- mności. I z˙e to go czyniło prawdziwym wenecjaninem – mruknął Raffano. – To oczernianie wszystkich wenecjan. Nie ma zbyt wielu takich, którzy z podobną lekkomyślnością lekcewaz˙yliby wszystko oprócz własnych zachcianek. – Muszę przyznać, z˙e rzeczywiście mógłby bar- dziej odpowiedzialnie prowadzić fabrykę szkła. – A zamiast tego zrzucił cały biznes na menedz˙era, SZKLANE SERCE Z WENECJI 7 a sam wyjechał i dobrze się bawił – dodał Salvatore z ironią. – To była najtrafniejsza decyzja. Emilio jest bar- dzo bystry. Antonio nigdy nie poradziłby sobie tak dobrze, gdyby samodzielnie zarządzał firmą. Ale pa- miętajmy mu tylko dobre rzeczy. Był powszechnie lubiany. Wielu będzie go brakować. Czy ciało zostanie sprowadzone do domu na pogrzeb? – spytał Raffano. – Nie, pogrzeb juz˙ się odbył w Miami, tam gdzie mieszkał przez ostatnie dwa lata – odparł Salvatore. – Ale jest wdowa. Wkrótce przyjez˙dz˙a do Wenecji. – Wdowa? – Raffano był zaskoczony. – To on był...? – Z tego wynika, z˙e był z˙onaty. Tak jak wcześniej juz˙ się zdarzało, lubił kupować sobie towarzystwo. Jestem pewien, z˙e dobrze jej płacił, ale akurat ta chciała więcej. Chciała ślubu, a teraz moz˙e odziedzi- czyć jego majątek. – Bardzo surowo oceniasz ludzi, Salvatore. Za- wsze tak było. – I mam rację. – Nic nie wiesz o tej kobiecie. – Wiem. – Popchnął zdjęcie po blacie biurka. Raffano obejrzał fotografię i zagwizdał. – To ona? Jesteś pewien? Nie moz˙na zobaczyć twarzy. – Niestety, kapelusz zasłania twarz, ale co z tego? Spójrz na jej ciało. – Moz˙e rozpalić męz˙czyznę. – Raffano pokiwał głową. – Skąd masz to zdjęcie? – Wspólny znajomy spotkał ich przypadkiem parę 8 LUCY GORDON lat temu. Chyba wtedy Antonio znał ją od niedawna. Znajomy zrobił zdjęcie i przysłał mi z podpisem: ,,Najnowsza ślicznotka Antonia’’. – Byli na plaz˙y... – Idealne otoczenie dla niej – wycedził Salvatore. – W jakim innym miejscu mogłaby tak wyeksponować swoje atuty? Potem zabrała go do Miami i nakłoniła do małz˙eństwa. – Kiedy był ten ślub? – Nie mam pojęcia. Nikt tutaj o niczym nie wie- dział, co zapewne było jej sprawką. Musiała przypusz- czać, z˙e gdy rodzina dowie się o planowanym małz˙eń- stwie Antonia, zrobi wszystko, by to udaremnić. – Ciekawe jak – wtrącił Raffano. – Antonio miał sześćdziesiąt kilka lat. Nie był nastolatkiem, który słucha twoich poleceń. – Powstrzymałbym go, na pewno. Są róz˙ne spo- soby. – Legalne? Cywilizowane? – Raffano spojrzał na niego z ciekawością. – Skuteczne – odparł Salvatore z grymasem. – Mo- z˙esz mi wierzyć. – Zawsze działałeś bez skrupułów. – Dobrze mnie znasz! W kaz˙dym razie ten ślub się odbył. To musiało być w ostatniej chwili. Zobaczyła, z˙e Antonio wkrótce kopnie w kalendarz i chciała zapewnić sobie spadek. – Jesteś pewien, z˙e byli małz˙eństwem? – Tak, usłyszałem to od jej prawników. Signora Helena Veretti – tak siebie nazywa – przyjez˙dz˙a do Wenecji, by dostać to, co uwaz˙a za swoje. SZKLANE SERCE Z WENECJI 9 Zimna ironia w jego głosie zdziwiła Raffana. – Rozumiem, z˙e nie czujesz się z tym komfortowo – skomentował. – Prowadzenie fabryki nigdy nie po- winno być powierzone Antoniowi. To było oczywiste, z˙e twój ojciec... – Mój ojciec spłacał wtedy długi. Ciotka uznała, z˙e będzie lepszym rozwiązaniem, jeśli fabrykę dostanie Antonio. W porządku. Byli przeciez˙ rodziną. Ale ta kobieta to nie rodzina. Nie dopuszczę, z˙eby własność Verettich przeszła w jej chciwe łapy. – Obalenie testamentu nie jest łatwe, zwłaszcza gdy była jego prawowitą z˙oną, chociaz˙ z krótkim staz˙em. Na twarzy Salvatore pojawił się przebiegły uśmiech. – Sam wspomniałeś, z˙e działam bez skrupułów. – W twoich ustach zabrzmiało to tak, jakby takie zachowanie było zaletą. – I bywa. – Bądź ostroz˙ny, Salvatore. Wiem, z˙e od najwcze- śniejszych lat musiałeś być bezwzględny, z˙eby ocalić rodzinę od katastrofy, ale czasem mam wraz˙enie, z˙e posuwasz się za daleko. Pomyśl o tym dla własnego dobra. – Dla mojego dobra? A co to ma wspólnego ze mną? – Zamieniasz się w tyrana. Człowieka, który budzi lęk, nigdy miłość. W kogoś, kto będzie zawsze z˙ył samotnie. Nie mówiłbym tego, gdybym nie był twoim przyjacielem. Twarz Salvatore złagodniała. 10 LUCY GORDON – Wiem o tym. Nigdy nie miałem lepszego przyja- ciela. Ale nie przejmuj się. Jestem dobrze chroniony. Nic nie moz˙e mnie dotknąć. – Wiem. I to mnie najbardziej martwi. Wszystko gotowe. Pogrzeb się odbył. Dokumenty zostały przygotowane, a rzeczy z hotelu przewiezione na lotnisko w Miami. Przed wyjazdem Helena pojechała na cmentarz, by złoz˙yć wiązankę na grobie męz˙a. – Do widzenia – powiedziała, układając kwiaty. – Wkrótce wrócę, ale jeszcze nie wiem kiedy. To zalez˙y od tego, co zastanę w Wenecji. Usłyszała kroki na ściez˙ce i odwróciła się. W po- bliz˙u przechodziła grupka ludzi. Zwolnili i patrzyli na nią. Uśmiechnęła się lekko. – Zawsze to samo – szepnęła. – Pamiętasz, jak się śmialiśmy, gdy się tak gapili? Jej uroda przyciągała wzrok. Tak było od pierw- szego dnia jej pracy modelki az˙ do emerytury. Była wysoka, smukła, miała zgrabną figurę i długie włosy w kolorze miodu. Jej twarz była szczególnie piękna: duz˙e oczy i pełne wargi przykuwały uwagę. Zwłaszcza usta. Jej uśmiech był wprost olśniewający. Helena nigdy nie traktowała swego wyglądu zbyt powaz˙nie, co jeszcze dodawało jej uroku. Fotograficy prosili o sesje z nią. Nazywano ją w branz˙y Heleną trojańską, co bardzo ją śmieszyło. Antonio cieszył się kaz˙dą chwilą w jej towarzy- stwie. – Oni na nas patrzą i myślą: ,,Ale szczęściarz! SZKLANE SERCE Z WENECJI 11 Zdobył serce tej pięknej kobiety!’’ – mówił rozbawio- ny. – Wyobraz˙ają sobie, jak cudowny czas spędzamy w łóz˙ku. Zazdroszczą mi. Wtedy wzdychał, bo ten ,,cudowny czas’’ dla niego tez˙ był iluzją. Chorował na serce i w czasie dwóch lat małz˙eństwa nigdy się nie kochali. Za to Antonio miał wiele uciechy, widząc spojrzenia ludzi i wyobraz˙ając sobie ich domysły. – Tęsknię za tobą – powiedziała Helena nad jego grobem. – Byłeś dla mnie taki dobry. Pierwszy raz w z˙yciu czułam się kochana. Byłam bezpieczna. A te- raz znowu jestem sama... – Łzy wolno spływały po jej twarzy. Kapały na marmurową płytę. – Dlaczego umar- łeś tak nagle? Wszyscy musimy kiedyś umrzeć, ale robiliśmy wszystko, z˙eby wydłuz˙yć twoje z˙ycie. I częś- ciowo się udało. Zyskałeś kilka miesięcy, wszystko wyglądało dobrze, az˙ nagle... Ciągle miała tę scenę przed oczami. Antonio się śmieje. Nagle znieruchomiał, twarz mu się ściągnęła, upadł. Atak serca. Koniec. – Do widzenia – szepnęła teraz. – Zawsze będziesz w moich myślach. Byli ze sobą tak blisko, z˙e nadal czuła jego obec- ność: podczas jazdy taksówką na lotnisko i w samolo- cie, w czasie długiego, nocnego lotu nad oceanem. Porzuciła zawód modelki u szczytu kariery. Była juz˙ tym zmęczona i myślała o zmianie pracy. Zgroma- dziła sporo pieniędzy i chciała je gdzieś zainwestować. Myślała, z˙e działalność na rynku biznesowym jest łatwa. Jednak wkrótce zorientowała się, z˙e to nie takie proste. Cudem uniknęła fatalnego błędu. Znajomy 12 LUCY GORDON zachęcał ją, by zainwestowała w pewną upadającą firmę. Jednak zanim podpisała czeki, Antonio opowie- dział jej o człowieku, który został oszukany w podob- ny sposób. Tak się poznali. Dzięki niemu uniknęła powaz˙nych kłopotów. Uratował ją. Zostali bliskimi przyjaciółmi. On wiedział, z˙e jego z˙ycie się kończy. Kiedy poprosił ją, by została jego z˙oną, zgodziła się bez wahania. Dzięki niemu nie była samotna. Ich ceremonia ślubna była skromna i kame- ralna. Z˙yli razem szczęśliwie do chwili, w której Antonio zmarł na jej rękach. Szczerze mówił o przyszłości, o tym, w jaki sposób zabezpieczy ją finansowo. W jej opinii – niepotrzeb- nie. Wiedziała, z˙e Antonio jest właścicielem fabryki szkła na weneckiej wyspie Murano. – Kiedy umrę, fabryka Larezzo będzie twoja – po- wiedział kiedyś. – Pojedziesz do Wenecji, by ją przejąć. – Co ja zrobię z fabryką szkła? – protestowała. – Sprzedasz. Mój krewny, Salvatore, da ci dobrą cenę. – Skąd wiesz? – Bo on bardzo chce mieć tę fabrykę. – Chyba wspominałeś, z˙e on juz˙ ma jedną? – Tak, Perroni. Jego fabryka i moja to dwie najlep- sze w Wenecji. Kiedy on zdobędzie Larezzo, stanie się potentatem w tej branz˙y. Nikt nie będzie w stanie z nim konkurować, a on to uwielbia. Moz˙esz zaz˙ądać naj- wyz˙szej ceny. Trzeba będzie spłacić kredyt, ale i tak zostanie dość pieniędzy, z˙ebyś była zabezpieczona finansowo. Nie odmawiaj, cara. Niech mam tę satys- SZKLANE SERCE Z WENECJI 13 fakcję, z˙e zapewniłem ci szczęśliwe z˙ycie, tak jak ty zapewniłaś je mnie. – Ale ja nie potrzebuję pieniędzy – oponowała. – Mam ich sporo. Dzięki twojej interwencji. – Więc pozwól mi zrobić jeszcze więcej. Niech to będzie podziękowanie za twoją troskliwość. Nawzajem się o siebie troszczyliśmy, pomyślała teraz. Pokazał mi, z˙e nie wszyscy męz˙czyźni są chciwi i zachłanni. Podróz˙ trwała długo. Helena najpierw leciała do Paryz˙a i trzy godziny czekała na połączenie do Wene- cji. Wreszcie tam przybyła; na lotnisku czekał na nią przedstawiciel hotelu. Z ulgą powierzyła mu wszystkie sprawy. Była tak zmęczona, z˙e niemal nie zwróciła uwagi na lagunę, którą przepływali łodzią motorową, by przez Canal Grande dotrzeć do hotelu Illyria. W po- koju połoz˙yła się i od razu zapadła w mocny sen. Przyśnił jej się Antonio. Pogodny i wesoły, tak jak zwykle, mimo śmiertelnej choroby. Radość z kaz˙dej biez˙ącej chwili – to był jego sposób na ignorowanie przyszłości. Dobrze się czuł w ciepłym klimacie, więc zamiesz- kali w Miami. Spędzali razem długie, leniwe dni. Aby sprawić mu przyjemność, nauczyła się włoskiego, do tego w dialekcie weneckim; zrobiła to, bo załoz˙ył się z nią, z˙e jej się to nie uda. Nabrał ją. Myślała, z˙e to będzie łatwe. Wyobraz˙ała sobie, z˙e chodzi o niewielkie zmiany w wymowie niektórych słów. Okazało się, z˙e to całkowicie inny język. 14 LUCY GORDON Antonio bardzo cieszył się z dowcipu. Śmiał się tak, z˙e dostał ataku kaszlu i musiał uz˙yć inhalatora. Antonio pokazał – Załoz˙ę się, z˙e nie dasz rady – wysapał. W tej sytuacji musiała spróbować. Zaskoczyła i je- go, i siebie. Była jednakowo dobra w obu językach. jej zdjęcia członków rodziny, zwłaszcza Salvatore. To daleki krewny, zaznaczył, akcentując słowo ,,daleki’’. Cenił go, ale na odległość. Raczej wolał go unikać. Nie zaprosił go na ich ślub, nawet go o nim nie powiadomił. – To twardy facet – powiedział. – Zawsze byłem czarną owcą w tej rodzinie i on najbardziej mnie potępiał. – Ale ty jesteś od niego ponad dwadzieścia lat starszy. To ty moz˙esz go nie akceptować. – Chciałbym! Ale to ja wolałem zostawić fabrykę zarządcy, a samemu cieszyć się z˙yciem. – A Salvatore nie potrafi cieszyć się z˙yciem? – No cóz˙... To zalez˙y, co przez to rozumieć. Od kiedy dorósł, mógł mieć kaz˙dą kobietę, jaką chciał, ale szybko się nimi nudził. Jest purytaninem, to dziwaczne w Wenecji. Dla nas waz˙ny jest dzień dzisiejszy, jutro niech się martwi samo o siebie. Salvatore myśli ina- czej. Moz˙e ma to jakiś związek z jego ojcem, moim kuzynem. Giorgio był człowiekiem, który wiedział, jak się zabawić. Moz˙e trochę przesadzał z kobietami. Na pewno tak myślała jego biedna z˙ona. Salvatore takz˙e ma szalone powodzenie, ale działa bardziej dyskretnie, i z˙adna kobieta jeszcze nie wkroczyła powaz˙nie w jego z˙ycie. Kaz˙dy się go boi. Nawet ja. Wenecja nie jest duz˙ym miastem, była za ciasna dla SZKLANE SERCE Z WENECJI 15 nas dwóch. Wyjechałem i podróz˙owałem po świecie. Przebywałem w Anglii, poznałem ciebie, jestem szczęśliwy. Fotografia przedstawiała przystojnego męz˙czyznę, trochę srogiego, o powaz˙nym wyrazie twarzy. Otacza- ła go aura tajemniczości, która czyniła go jeszcze bardziej atrakcyjnym. – Wszyscy sądzili, z˙e znajdzie się ktoś, kto go zmiękczy, ale nikt taki się nie pojawił. Miałem zamiar zabrać cię do Wenecji, z˙ebyś go poznała, ale nie miałem odwagi. – Jego oczy zabłysły iskierkami hu- moru. – Jesteś tak piękna, z˙e od razu zacząłby cię czarować. – Straciłby tylko czas – odparła Helena ze śmie- chem. – Jedźmy tam na wycieczkę. Chciałabym zoba- czyć Wenecję. Teraz wreszcie zwiedzi Wenecję, ale nie odbędzie się to tak, jak sobie z˙yczyła. – Powinniśmy tu przyjechać razem – powiedziała do Antonia i w tym momencie się obudziła. W pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie się znaj- duje. Potem popatrzyła na wysoki sufit, udekorowany aniołkami, i na egzotyczne meble, które mogły po- chodzić z osiemnastego wieku. Wyszła z łóz˙ka, włoz˙y- ła szlafrok i podeszła do okna. Gdy je otworzyła, zalało ją migocące światło. To było jak zanurzenie się we wszechświecie, ma- gicznym i lśniącym. Na wodzie przy budynku pływało mnóstwo łodzi. Wzdłuz˙ kanału tłoczyli się ludzie. Wszędzie panował ruch i gwar. Prysznic pozbawił ją resztek snu. Była gotowa, by 16 LUCY GORDON wyjść i odkrywać miasto. Wzięła ze sobą ubrania eleganckie, ale funkcjonalne, zwłaszcza wygodne buty. – Kamienie w Wenecji są najtwardsze na świecie – ostrzegał Antonio. – Jeśli zamierzasz spacerować, a musisz chodzić, bo tam nie ma samochodów, nie wkładaj butów na obcasach. Helena wybrała teraz sandały na płaskiej pode- szwie, które pasowały do bordowych spodni i białej bluzki. Rozpuściła włosy. Krytycznie przyjrzała się sobie w lustrze. Skromnie, bez ozdób, nic nie przyku- wa uwagi. Bardzo dobrze. Zeszła do hotelowej restauracji. Gdy najadła się do syta, wzięła z recepcji broszury z opisem miasta. Powaz˙ne sprawy mogą poczekać, na razie czas na zabawę. Młody recepcjonista zapytał grzecznie, czy przyje- chała do Wenecji z jakiegoś powodu. – Jestem zainteresowana szkłem weneckim – od- parła. – A tu znajduje się kilka fabryk. – Tak, na wyspie Murano, po drugiej stronie kana- łu. Szkło z Murano jest najsłynniejsze na świecie. – Tak słyszałam. Jedna z fabryk nazywa się Larez- zo, chyba najlepsza. – Niektórzy tak mówią, inni twierdzą, z˙e najlepsza jest Perroni. Jakość ich wyrobów jest porównywalna. Jeśli interesuje się pani wyrobami ze szkła, dzisiaj będzie organizowana wycieczka do Larezzo. – Dziękuję, chętnie się wybiorę. Godzinę później duz˙a łódź motorowa przycumowa- ła na hotelowej przystani i Helena wsiadła na jej pokład razem z pięcioma osobami. Dziesięciu turys-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szklane serce z Wenecji
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: