Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00035 008646 15046313 na godz. na dobę w sumie
Szkoła na wirażu zmian politycznych - ebook/pdf
Szkoła na wirażu zmian politycznych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 237
Wydawca: Impuls Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7850-168-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> pedagogika
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Publikacja Bogusława Śliwerskiego pt. Szkoła na wirażu zmian politycznych. Bez cenzury, to kolejna po Ped@gog w blogosferze, Kraków 2009 i Klinika akademickiej pedagogiki, Kraków 2011, książka powstała z esejów Autora zamieszczanych na Jego blogu (http://sliwerski-pedagog.blogspot.com), który jest miejscem refleksji Autora dotyczących obserwowanych przez Niego zjawisk i wydarzeń odnoszących się do szeroko rozumianej pedagogiki. […

 

Lektura publikacji Bogusława Śliwerskiego przedstawia rzeczywistość edukacyjną w „krzywym zwierciadle”. Incydenty dostrzeżone, czy jak pisze sam Autor, o których jest informowany, przez zaniepokojonych, często bezradnych wobec nich pedagogów, rodziców, demaskują patologię, która bez skrupułów obejmuje każdy etap edukacji od przedszkola po szkołę wyższą, każdy podmiot pedagogicznych oddziaływań nie wyłączając małych dzieci i osób z niepełnosprawnością. Z treści publikacji wyłania się bardzo niekorzystny obraz polskiej szkoły, taki był jednak, jak rozumiem, zamiar Autora – „powiedzieć” głośno to, o czym wielu z pedagogów rozmawia w kuluarach szkolnych czy uczelnianych korytarzy. Nie oznacza to, że wszędzie jest równie źle, jak opisuje to Autor - że nie ma szkół, uczelni funkcjonujących prawidłowo, że nie ma ludzi z zasadami (z których można byłoby w sensie społecznym być dumnym). Dlatego, jak wyczytuję z publikacji, jej Autor nie dokonuje uogólnień, z konsekwencją trzyma się formuły egzemplifikacji, na ile jednak częstej, powtarzalnej – pozostawia ocenie czytelnika.

Pewne jest jedno, że eseje autorstwa Bogusława Śliwerskiego nie pozwalają odbiorcy zostać wobec nich obojętnym. Jednych będą irytować, oburzać, innym pozwolą się z poglądami Autora zidentyfikować, dadzą odwagę do działania, otwartego sprzeciwu wobec dostrzeganych nieprawidłowości, jeszcze innych, mam nadzieję, zawstydzą, a może nawet przestraszą, co sprawi, że w podobnych sytuacjach (w swoim środowisku) zastanowią się czy milczeć, udać, że nie dostrzegają problemu, bo przecież postawy takie w efekcie i tak legitymizują patologię.[...]

Publikacja Bogusława Śliwerskiego jest inspirująca i z innego powodu. Niewątpliwym jej walorem jest upowszechnianie wiedzy stricte naukowej. W swoich krótkich, nierzadko 1-2 stronicowych esejach Bogusław Śliwerski dba o wiarygodność naukową i odwoływanie się do autorów koncepcji, teorii czy klasyfikacji odnoszących się do zagadnienia.[...]

Kolejny walor publikacji, wynikający z przyjętej stylistyki esejów pedagogicznych, to dzielenie się z czytelnikiem refleksją i „zaproszenie do spotkania i udziału” w wydarzeniach i debatach naukowych, w których nie miał on okazji brać bezpośredniego udziału, a które Autor (w nich uczestniczący) uznaje za znaczące dla refleksji pedagogicznej.[...]

Z treści publikacji wyłania się konsekwentny obraz zaangażowania i troski jej Autora o kondycję pedagogiki jako nauki i szkoły jako obszaru koniecznego pedagogicznego zainteresowania - obu będących bezsprzecznie na tytułowym „wirażu”, aż nadto dobitnie zdefiniowanym przez Bogusława Śliwerskiego. Bogactwo dostrzeżonych przez Autora niebezpieczeństw, nieprawidłowości, wręcz patologii może „paraliżować”, wolę jednak myśleć, że stanie się inspiracją do działania, legitymacją do sprzeciwu i budowania koalicji, coraz potężniejszej w liczbie tych, którzy nie chcą godzić się na marginalizację pedagogiki jako nauki, a szkoły – edukacji jako nieistotnego epizodu w życiu człowieka.

Z recenzji
prof. dr hab. Iwona Chrzanowska

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Bogusław Sliwerski SZKOŁA NA WIRAZU ZMIAN POLITYCZNYCH Bez cenzury © Copyright by Ofi cyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2012 Recencent: prof. dr hab. Iwona Chrzanowska Redakcja wydawnicza: Joanna Kosturek Opracowanie typografi czne: Anna Bugaj-Janczarska Rysunki: Piotr Olszówka Projekt okładki: Anna M. Damasiewicz Ilustracja na okładce: © Elena Ray | Shutterstock.com ISBN 978-83-7850-168-8 Ofi cyna Wydawnicza „Impuls” 30-619 Kraków, ul. Turniejowa 59/5 tel./fax: (12) 422 41 80, 422 59 47, 506 624 220 www.impulsofi cyna.com.pl, e-mail: impuls@impulsofi cyna.com.pl Wydanie I, Kraków 2012 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Spis treści Kiedy polska oświata stanie się publiczna? ........................................... 9 Wirus pedagogiczny ................................................................................. 13 Desocjalizacja po polsku, czyli polityczna prostytucja ......................... 16 Co we wczesnej edukacji jest banałem? .............................................. 18 Edukacja współczesnego dziecka – wartość czy banał? ................... 20 Troska o prawa dziecka jako konieczny etap w rozwoju kultury ......... 23 Kto i czyje interesy rozgrywa przedszkolną kartą? ................................ 26 Wolontariacki Dzień Dziecka ................................................................... 28 Dzieło i pedagogia Janusza Korczaka w nowym odczytaniu ............ 30 (Non-)sens zielonych szkół ........................................................................ 36 Wesoła szkoła ............................................................................................ 38 Groźny w szkole incydent ......................................................................... 39 Przestępczość nieletnich, czyli co mówią fakty ..................................... 41 Pedagodzy walczą o młodzież ............................................................... 43 Ideał a młodzież ....................................................................................... 48 Po co szkołom patron? ............................................................................ 51 Głos profesora pedagogiki przeciwko szamanom w publicznej debacie .......................................................................... 53 O edukacji w informatycznej mgle ponowoczesnego świata ............ 56 Pedagodzy w świecie fan ków, erpegowców, hakerów, hejterów, hipsterów, linuksowców i blogasków ................................ 59 Lu(łó-)dzki eksperyment pedagogiczny? .............................................. 62 Jak pod przymusem zmuszać uczniów? ................................................ 63 O autorytarnym wychowaniu ................................................................. 65 Zimny chów niepełnosprawnych dzieci ................................................. 67 Nauczyciel wspierający jako persona non grata w szkole integracyjnej .......................................................................... 69 Czarna pedagogika w roku Janusza Korczaka .................................... 72 Uczniowie do szczot .................................................................................. 75 Kto ma płacić za nauczycielskie błędy? ............................................... 78 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Kto kogo szykanuje w szkole? Z perspektywy outsidera ....................... 82 Dlaczego nauczyciele tolerują mobbing w szkole? ............................. 85 Pedagodzy nie dochodzą swoich praw, gdy są dyskryminowani ..... 90 Kto ma sumienie humanistyczne? .......................................................... 92 Szkoła partnerska czy demokratyczna? ................................................ 94 Komu i po co są potrzebni rodzice w szkole? ........................................ 98 Sprawa Alana ma szerszy wymiar oświatowy i pedagogiczny ........... 101 Rodzice mają dość! Chcą rady szkoły ................................................... 118 Verba docent, exempla trahunt – szkoła jako prywatne terytorium nieograniczonej władzy ................................................... 120 Artystyczna testomania ............................................................................ 126 „Zemsta” na nieukach CKE ..................................................................... 128 Matura z kaktusem .................................................................................... 129 Czy rzeczywiście primus inter pares? ...................................................... 132 Kiepskie wyniki w znakomitych, zdaniem MEN, gimnazjach ............... 134 Wykoślawiona ewaluacja szkół ............................................................... 136 Egzaminy merytoryczne i polityczne ....................................................... 142 Po raz kolejny dorośli nie zdali matury, a płacić ma za to młodzież? .............................................................. 144 Szkoły z obsesją przełożonego ................................................................ 146 Typy przywództwa w edukacji ................................................................ 150 Wychowawca roku 2012 za 1,23 z VAT .................................................. 151 Szkoła psychopedagogicznej manipulacji ........................................... 154 Jak radzić sobie z opresorami, demonami czy wampirami władzy? .... 157 Dyrektor szantażysta może stracić pracę! Oby! .................................... 159 Jak szkolić niedouczonych dyrektorów szkół? ...................................... 161 Andragogika dezintegracji i demoralizacji ............................................ 164 O tym, jak niektórzy dyrektorzy liceów są na bakier z rozumem, prawem pedagogiką ..................................................... 169 Pozytywnie zakręceni ............................................................................... 171 Nauczyciele wolności ............................................................................... 175 Najlepszy wychowawca? ........................................................................ 180 E-wychowawcy po wirtualnych kursach ............................................... 183 M-learning w kształceniu dzieci, młodzieży i dorosłych ....................... 185 Nowoczesna edukacja, ale... bez przyszłości ....................................... 187 Czy warto pisać własny program kształcenia? .................................... 189 Edukacyjne zło-dziejstwo ......................................................................... 194 6 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Niechciane produkty pseduoedukacji .................................................. 198 Pesymistyczne wieści w sprawie polskich nauczycieli .......................... 202 Ile jest warta nauczycielska misja? ......................................................... 204 Badania naukowe dla MEN Koziołka Matołka ..................................... 207 Co robić z małymi szkołami podstawowymi na wsi? ........................... 210 Renesans niekoedukacyjnej edukacji .................................................... 214 Czy powstanie jeszcze kiedyś autorska szkoła podstawowa? ............ 217 Pierwsza w Polsce po ponad pięćdziesięciu latach szkoła daltońska ................................................................................... 220 O szkole prywatnej bez reguł pedagogicznej odpowiedzialności ..... 223 O potrzebie wyrażania protestu w prywatnym szkolnictwie ................ 225 O częściowej degradacji niepublicznego sektora edukacji w Polsce ................................................................................ 228 Badania porównawcze systemów edukacyjnych w świecie (How the World’s Most Improved School Systems Keep Getting Better) ........................................................................... 231 Niemieccy nauczyciele nie wierzą w swój wpływ na uczniów ........... 235 Posłowie ..................................................................................................... 239 7 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Kiedy polska oświata stanie się publiczna? Ile jeszcze musi upłynąć lat, miesięcy czy tygodni, żeby społeczeństwo polskie uświadomiło sobie nonsens centralistycznej i etatystycznej polityki oświatowej? Etatystycznej, to znaczy polegającej na centralistycznym, odgórnym, utrzymują- cym hierarchiczność władztwa nad podwładnymi kierowaniu polityką oświatową na zasadzie zawłaszczania przez MEN naszych dzieci. Od ponad dwudziestu lat polskiej nieudolnej próby budowania demokracji kolejni doktrynerzy na usługach partii pod szyldem troski o młode pokolenia, ale bez uwzględniania oczekiwań, potrzeb i aspiracji tych, którzy są pierwszymi i jedynymi wychowawcami swoich pociech – rodziców, odgórnie sterują procesami zarządzania oświatą. Chcą w ten sposób nadal formować naród, dogmatycznie sterować społeczeństwem pod po- zorem modernizacji warunków jego życia i przygotowywania go do rywalizacji na wolnym rynku. Wiele jest przykładów z ostatniej dekady niczym nieuzasadnionego przymu- su odgórnego rozstrzygania w centrali władzy o wieku obowiązku szkolnego, o wyposażaniu szkół w pomoce dydaktyczne, o programach i podręcznikach szkolnych, o tym, w co mają być ubrani w szkołach wychowankowie, czy mają mieć w nich szafki lub laptopy, komu coś dać, a komu zabrać, ilu ma być w kla- sach uczniów (przy czym zawsze ten wskaźnik dotyczy dolnej granicy, ale nigdy górnej), co dzieci mają czytać, a czego nie (chociaż nie przewiduje się w dotacji środków na wyposażenie bibliotek), czy zapewnić im na miejscu opiekę medycz- ną/pielęgniarską lub nie, czy mają mieć stołówkę lub catering, komu należą się Medale Edukacji Narodowej, a kto powinien wyrzec się przynależności związ- kowej, jak nauczyciel ma – nie tyle pracować, co udokumentować czas poświę- cony na proces kształcenia i wychowywania swoich uczniów, na własny rozwój zawodowy itd., itd. 9 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Tylko czekać aż władze zobowiążą biblioteki publiczne do wycofywania lite- ratury psychologicznej i pedagogicznej na temat uwarunkowań dojrzałości szkol- nej dziecka, żeby rodzice nie dowiedzieli się o braku argumentów naukowych na rzecz obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Coraz więcej jest w naszej oświacie ustanawianych odgórnie, dla wszystkich przedszkoli i szkół rozwiązań, które ni- jak się mają do lokalnych uwarunkowań, ale konstruowane są tak, jakby każda placówka funkcjonowała w środowisku zamożnego śródmieścia Warszawy czy Krakowa. Centralistyczny sposób zarządzania edukacją osiąga już szczyt absur- dów, toteż dobrze się dzieje, że niektóre samorządy zaczynają się burzyć, bunto- wać i unikać realizacji zadań, które władza im narzuca jako jedynie słuszne i ko- nieczne. Ministerstwo Edukacji Narodowej od 1991 roku nieustannie realizuje identyczne schematy sprawowania władzy jak w państwie quasi-totalitarnym (PRL). Tam też ustanawiano w centrum, co nauczyciele, dyrektorzy szkół i pla- cówek mieli realizować, w jaki sposób coś miało być czemuś podporządkowane oraz dlaczego miało służyć celom jedynie słusznej doktryny. Rozrastała się liczba posłusznych, miernych, ale biernych urzędników i nauczycieli, których rolą było sprawowanie kontroli i egzekwowanie pouczeń, nakazów i zakazów władzy. Dzisiaj jest „demokracja”, ale... tylko i wyłącznie proceduralna. Kiedyś była „demokracja” socjalistyczna, a dzisiaj jest autokratyczna. Co za różnica. Zmie- niła się tylko ideologia władzy. Obecna, o której mówi się wprost, że została wyłoniona z partii władzy, sugeruje, że wszystko, co ustanawia, jest dla dobra dzieci i ich rodziców. To, że nie pyta ich o to, czy się z tym zgadzają, czy tak to postrzegają, nie ma żadnego znaczenia, skoro czyni to dla ich dobra. Władza autorytarna lepiej wie od obywateli, co jest dla nich dobre. Tym bardziej lepiej to wie MEN, który już jakiś czas temu ustanowił, że jeśli gminy chcą skorzystać z rządowego programu „Radosna szkoła”, a więc chcą otrzymać dofi nansowanie w 50 ze środków publicznych na rozbudowę własnej infrastruktury szkolnej, to muszą przyjąć warunki, jakie stawia im władza. Wszem i wobec przyjęto za słuszne rozwiązanie, że każdy dofi nansowywany przez MEN plac zabaw musi mieć gumowe podłoże w kolorze pomarańczowym. Nie innym, tylko pomarań- czowym. Dlaczego? Zapewne dlatego, że musi się kojarzyć z kolorystyką Platformy Obywatel- skiej. Tyle tylko że dofi nansowywanie boisk nie pochodzi ze środków tej partii politycznej, lecz z budżetu państwa, a więc z podatków wszystkich obywateli tego kraju, którzy je płacą. Niby dlaczego ustalono i narzucono gminom taki ko- lor? Dlaczego podłoże ma być z gumy, a nie z piasku czy tartanu? Kto miał w tym interes, by zmonopolizować przyszkolne place zabaw takim właśnie rozwiąza- niem? Czym różni się zmuszanie przez resort edukacji inspektoratów oświato- wych w okresie PRL do tego, by w szkolnych klasach wisiał portret sekretarza KC PZPR, od tego, jak zobowiązuje się obecnie gminy do uznania, by podłoże dla dofi nansowywanych placów zabaw było z takiego, a nie innego materiału oraz w takim, a nie innym kolorze? Nareszcie ktoś się obudził w samorządach 10 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 i stwierdził, że nie będzie korzystał z dotacji. Jest to jednak na rękę władzy, bo zorganizuje sobie kolejne konsultacje w pięciogwiazdkowych hotelach, z wy- stawnym posiłkiem i honorariami dla urzędników, którzy na ten czas wezmą w pracy urlop bezpłatny. Ba, będą środki na wysokie premie dla pracowników MEN, skoro zmienia się (czyżby?) minister edukacji i zbliża się koniec roku. Teraz czekamy na kolejny program rządowy pod szyldem MEN pod tytułem „Ratujmy kondycję fi zyczną”, bo jakoś im więcej jest boisk, hal sportowych, ba- senów i placów zabaw z pomarańczowym podłożem, tym mniej uczniów chce chodzić na lekcje wychowania fi zycznego. Proponuję uczynić je bardziej rados- nymi. Niech MEN zafunduje stypendia tym uczniom, którzy będą uczęszczać na powyższe zajęcia w pomarańczowym kostiumie gimnastycznym (jeśli na basen – to w pomarańczowym kostiumie kąpielowym i czepku też pomarańczowym). W ramach dowitaminizowania dzieci proponuję zamiast jabłek i warzyw – po- marańcze z logo wiadomej partii! Lamperia w szkołach również powinna być po- marańczowa. Inaczej obciąłbym gminom subwencję. A może znowu potrzebna jest nam pomarańczowa alternatywa? Może społeczeństwo obudzi się wreszcie i zrozumie, że walczyło o suwerenną i samorządną Polskę, o samorządną, demokratyczna oświatę. Tymczasem ma centralistyczny i coraz bardziej niestrawny pasztet autokratyczno-neoliberalnej doktryny oświatowej, której zwolennicy oraz ludzie sprawujący władzę nakłada- ją na nauczycieli, rodziców i uczniów coraz mocniejszy gorset biurokratycznych form nadzoru i kontroli, które w niczym nie służą jakości edukacji i wykształ- cenia. One służą rządzącym – do utrzymania i sprawowania władzy, na koszt całego społeczeństwa. Czy warto opłacać z podatków tak zarządzaną oświatę? Jak długo jeszcze będziemy się oszukiwać, że nasze sz kolnictwo jest publiczne? Jest, ale tylko i wyłącznie w strukturze oraz regulacjach jego fi nansowania. Na- dal jednak oświata nie jest publiczna, gdyż zwycięskie w wyborach stronnictwa polityczne instrumentalizują ją i wykorzystują do własnych celów, nie licząc się z całym społeczeństwem oraz czyniąc wszystko, by to ono podporządkowywa- ło się centralistycznej władzy. A ta jest odporna na społeczną kontrolę. W tym sensie nie dokończyliśmy w Polsce rewolucji społecznej i rewolucji podmiotów. Mam nadzieję, że przygotowany w tej książce zbiór esejów pedagogicznych, które poświęciłem polityce oświatowej w skali makro- i mezoinstytucjonalnej w naszym kraju, pozwoli na pogłębioną refl eksję także o naszym uczestnictwie i współsprawstwie w procesach przemian oświatowych lub ich braku oraz umoż- liwi zaprojektowanie koniecznych a uwolnionych od politycznej poprawności badań naukowych w edukacji i nad edukacją. 11 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Wirus pedagogiczny Każda pora roku zaczyna nam powoli dawać świadectwo swojego istnienia. Coraz częściej ludzie kaszlą (także na kogoś), rozsiewając wirusy. Wczoraj do- wiedziałem się, że pojawił się nowy wirus w akademickim i oświatowym śro- dowisku, którym jest WIRUS PEDAGOGICZNY. Otrzymałem e-maila od autora książek i książeczek pedagogicznych, który przejąwszy się pot-encjalnymi (bo wypracowanymi w pocie czoła) sukcesami wirtualnej korespondencji i ko- munikacji, postanowił zainfekować nas swoją twórczością, ideami i teoriami. Nie wziął jednak pod uwagę tego, że ludzie nie lubią być infekowani. List zawiera skumulowane impulsy mysłowe (jakby je określił B. Trentow- ski), których celem jest co następuje (tu zacytuję jedynie fragmenty, cenzurując część, na podstawie której można by było zidentyfi kować autora i jego „wirusy”, bo może ktoś nie chce być zainfekowany albo nie jest do tego przygotowany, na przykład nie zaszczepił się): Konieczność powrotu do wychowania opartego na [...] od lat jest prio- rytetem mojej działalności publicystycznej i szkoleniowej. Popularyzacji tej idei służy między innymi blog [...]. Jednak wciąż widzę potrzebę dotarcia z tym przesłaniem do większej liczby osób. Dlatego, od przyszłego tygo- dnia, rozpoczynam akcję informacyjną na temat konieczności powrotu do idei [...]. Zastanawiam się jeszcze nad jej hasłem: „Czas na kontrrewo- lucję w wychowaniu!” czy może... „Czas wychować” [...]? To drugie jest tytułem mojej książki (e-booka), którą będę (między innymi) rozprowadzał w ramach wspomnianej kampanii informacyjnej. Akcję poprowadzę wśród Czytelników bloga, subskrybentów listy mailingowej, oraz na Facebooku. Bardzo proszę o upowszechnianie wszelkich informacji udostępnianych w ramach akcji: na blogach, Facebooku, czy poprzez e-mailowe infor- 13 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 mowanie znajomych. Nie biorę pieniędzy z UE, ani z budżetu. Nie mam środków na opłacenie specjalistycznych  rm zajmujących się promocją takich kampanii. Jestem jednak przekonany, że wspólnie możemy stworzyć „wirusa informacyjnego”, który zastąpi fundusze europejskie (przynajmniej w dużym stopniu). Wykorzystajmy potencjał jaki daje Internet. „Wojna” pedagogicznej myśli przenosi się do wirtualnej sfery. Teraz możemy się spodziewać kolejnych ataków! Piszę o tym, by ostrzec moich Czytelników przed ewentualną chorobą, która pojawia się wówczas, gdy zawodzi sprzężenie zwrotne między komórką a centralnym układem nerwowym. Jak piszą medycy: Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: komórka została zaatakowana przez wirus. Wysłała impuls do mózgu, skąd przyszedł sygnał naprawczy, ale już nie mógł być odczytany, bo wirus tak zmienił struktury informacyjne (podwyższył częstotliwość) komórki, że ta nie była w stanie rozpoznać go jako zagrożenia (obce białko). Nie otrzymując informacji zwrotnej z zaata- kowanej struktury mózg nie wie, jak zareagować, a w organizmie narasta informacyjny chaos1. Autor tej formy infekowania pedagogicznego nie zdaje sobie sprawy z tego, że proponuje nam wirusy, które mogą wywołać przez ideowe priony choroby autoagresywne, a nawet niektóre postacie depresji. Chodzi tu w istocie o wi- rusy, których nasz układ immunologiczny nie wykrywa, gdyż uszkadzają one przepływ informacji w całym organizmie, prowadząc do jego autodestrukcji. Zdezorientowany (przegrzany) układ nerwowy niszczy wszystkie komórki: za- równo zdrowe, jak i chore. Czy zdołamy uratować świat pedagogicznej myśli, pedagogiki otwartej na różnicę, na pluralizm (nie mylić z inną chorobą, jaką jest relatywizm)? Warto podkreślić, że osłabienie układu immunologicznego naukowca czy na- uczyciela umożliwia wirusom pedagogicznym inwazję i panoszenie się w organi- zmie. Przyczyną takiego procesu może być na przykład długotrwały stres, niezdol- ność do prowadzenia badań naukowych czy działań edukacyjnych, opiekuńczych lub wychowawczych. Negatywny wpływ na struktury informacyjne organi- zmu wywierają też: promieniowanie jonizujące, alkohol czy narkotyki, których niektórzy pedagodzy nadużywają. Wirus pedagogiczny zbudowany jest z trzech podjednostek: genomu (kwa- su monoideologicznego), metodologicznego kapsydu o symetrii helikalnej oraz otoczki lipnoprotagonistycznej. Tak zbudowana pojedyncza cząstka nazywana jest wirionem pedagogicznym. Materiałem genetycznym wirusa pedagogiczne- go jest jednoniciowy kwas dominującej lub usiłującej zdominować doktryny czy ideologii wychowawczej o polarności ujemnej – oznacza to, że nie występuje on w komórkach jako informacyjny KNP. KNP zbudowany jest z ośmiu fragmen- tów, z których czwarta część jest odpowiedzialna za produkcję homo educandus, 1 Za: www.pl.wikipedia.org/wiki/wirusy, dostęp: 20.09.2012 14 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 a szósta – neuro transgressivus. Średnica kapsydu zawiera się w granicach ludzkie- go umysłu, co kwalifi kuje go do wirusów o średniej wielkości. Uwaga! Wirus pedagogiczny może indukować w komórkach apoteozę, zwiększać patogenność wirusa i umożliwiać uwalnianie namnożonych wirionów z komórek. 15 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Desocjalizacja po polsku, czyli polityczna prostytucja To nowa nazwa starego jak świat zjawiska w naszej codzienności. Antropolog kultury – Matthew Fforde z Oxfordu pisze o desocjalizacji jako zjawisku społe- czeństw ponowoczesnych, które jest charakterystyczną oznaką kryzysu kultury. Desocjalizacja jest niczym innym jak coraz silniejszym doświadczaniem przez ludzi zagubienia czy trudności w nadaniu swojemu życiu sensu, to erozja społe- czeństwa i jego tradycyjnych środowisk uspołeczniających i wprowadzających jed- nostki w kulturę, a więc rodziny, kościoła, szkoły czy instytucji życia publicznego. Zanikanie zainteresowania sferą publiczną, niski udział obywateli w wybo- rach to oddanie pola tym, którzy je chętnie wypełnią, nie kierując się ponad- czasowymi, uniwersalnymi wartościami ludzkiej kultury, cywilizacji. Atomi- zacja stosunków międzyludzkich, narastające osamotnienie, poczucie alienacji, wrogości, brak solidarności i uczciwości w relacjach, odchodzenie od wartości transcendentnych, banalizowanie skutków polityki detabuizacji ludzkiego życia i tym podobne zjawiska osłabiają podejmowane przez rodziców, nauczycieli, pe- dagogów wysiłki wychowawcze zmierzające do tego, by dzieci i młodzież miały możność wrastania w kulturę, dokonywania autonomicznych wyborów wartości, nabywania kompetencji do życia społecznego, podejmowania ról społecznych, zdobywania świadomości obywatelskiej i prawnej, rozwijania w sobie empatii, kultywowania wspólnotowych wartości itp. Rozkład życia społecznego jest coraz bardziej widoczny także w naszym kra- ju, a ponieważ ryba psuje się od głowy, możemy to dostrzec w wypowiedziach tych, których część społeczeństwa wybrała na reprezentantów swojego systemu wartości i oczekiwań, które mieliby oni spełniać, ustanawiając w Sejmie normy prawa dla życia społecznego. Zapewne część obywateli nie zdawała sobie do koń- ca sprawy z tego, że prace Sejmu przekładają się na praktykę w sferze publicznej, 16 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 także na oświatę i naukę. Jeśli poseł Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota zapowia- da w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że politycy z jego partii złamią wszelkie tabu, to trzeba pogratulować jego wyborcom decyzji, która – jeśli mają własne dzieci – wkrótce przełoży się na ich desocjalizację. Młodzież zyskała teraz nowe wzory osobowe w postaci skutecznych poli- tyków, którzy będą zabiegać o trwanie przy władzy i powiększanie jej zakresu z programem, który z socjalizacją i enkulturacją niewiele ma wspólnego. To pro- gram na kontynuowanie kryzysu kultury i wartości narodowych, a sprowadzający się nie tylko do walki politycznej o legalizację narkotyków w naszym kraju, lecz także o zalegalizowanie sutenerstwa, któremu poseł Rozenek nadaje miano „ucy- wilizowanej formy”, czyli zamierza prostytucji nadać formę legalizmu w postaci rejestrowania jej jako biznesu rozrywkowego czy towarzyskiego. Poseł A. Roze- nek troszczy się rzecz jasna w ten sposób o budżet państwa – chce, by agencje towarzyskie płaciły podatki od swojej działalności, a nie tylko od sprzedaży piwa. Sam – jak przyznaje – korzystał z usług prostytutek, więc wolałby, by dochody z tego typu biznesu trafi ały do kasy państwa. Zapewne kolejnym krokiem będzie rozporządzenie ministra edukacji określa- jące, jaką część dochodu z tego biznesu należy przeznaczyć na edukację seksualną młodzieży gimnazjalnej. Ta bowiem, jak wynika z badan prof. Zbigniewa Izdeb- skiego, szybko dostosowuje się do rynkowych ofert i politycznych trendów deso- cjalizacyjnych. Zapewne poseł Ruchu Palikota wyczuwa w tym świetny biznes, bowiem 20 badanych chłopców w wieku od piętnstu do siedemnastu lat przy- znało się do kontaktów seksualnych z prostytutkami. Jak się okazuje, gimnazjaliści fundują swoim dojrzewającym kolegom z okazji szesnastych urodzin prostytutkę, by zdali swój „życiowy egzamin”. Tylko czekać, aż poseł Rozenek zaproponuje włączenie tego typu sprawdzianu jako obowiązkowego do struktury egzaminu państwowego. W końcu projekt edukacyjny może mieć i taki charakter, czemu nie? Kiedy Robert Mazurek, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, stwierdził w rozmo- wie z posłem Rozenkiem: „Rozumiem, że pan powie: »Córeczko możesz zostać aktorką lub prostytutką. Tatusiowi wszystko jedno«?”2, ten odpowiedział: Nie, no oczywiście, że tak nie powiem, bo nie będzie mi wszystko jedno. Ale prostytutka to praca, którą większość kobiet wykonuje dobrowolnie, a dopóki tak się dzieje, nie powinniśmy w to ingerować3. Czekamy z niecierpliwością na ujawnienie kolejnego tabu, jakie zamierzają łamać politycy tego Ruchu. Przewodniczą Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, więc mają szanse na wykazanie się swoimi talentami i oryginalnym programem socjalizacyjnym w czasie tej kadencji. 2 Złamiemy wszystkie tabu. Rozmowa Mazurka z Andrzejem Rozenkiem z Ruchu Palikota, „Rzeczpospolita. PlusMinus” 2011, 17–18 grudnia, s. P13. 3 Tamże. 17 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Co we wczesnej edukacji jest banałem? Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy kolejnego dnia olsztyńskiej konferencji. Profesor Danuta Waloszek sformułowała nowy paradoks oświa- towy: im bardziej politycy i administratorzy MEN zabiegają o to, by polskie dzieci już jak najwcześniej rozpoczęły uczęszczanie do przedszkoli i szkół, tym bardziej proces kształcenia i wychowania jest w nich z perspektywy dziecka po- wierzchowny. Dla małego dziecka edukacja wczesnoszkolna jest banałem, toteż nudzi się ono w czasie zajęć. Mali wychowankowie chcą się uczyć, ale nie tak, jak oferują im to nauczyciele. Niby wszyscy działają dla dobra dziecka, tyle tylko, że każdy co innego przez to dobro rozumie. Dla MEN dobrem dziecka jest posłanie go jak najwcześniej do przedszkola, a następnie do szkoły. Urzędnicy nie czytają rozpraw z psychologii rozwojo- wej. Ich nie interesują stadia możliwego rozwoju i dojrzałości szkolnej dzieci. Dla nich istotne jest przede wszystkim to, by młode pokolenie jak najwcześniej skończyło obowiązkową edukację i poszło pracować. Nie dlatego pojawiła się Deklaracja Bolońska, by młodzi Europejczycy byli lepiej wykształceni, tylko by krócej studiowali i poszli wreszcie do pracy. I to jest kolejny paradoks – tyle lat walczyliśmy o to, by edukacja uniwersytecka była na jak najwyższym poziomie, a jest to możliwe wówczas, gdy studia są jednolite, ciągłe i kończą się uzyska- niem co najmniej magisterium. Nie ma się co temu dziwić, że nasi studenci natychmiast po licencjacie czy studiach inżynierskich składają wnioski o kon- tynuację edukacji na tym samym kierunku na studiach II stopnia. W resorcie nauki i szkolnictwa wyższego pojawia się przerażenie, bo sądzono, że uda się zmusić Polaków do zatrudniania się już po ukończeniu studiów I stopnia – a tu fi ga z makiem, bo oni chcą więcej. Jesteśmy ambitni, a politycy chcą, byśmy poprzestali na „małym” i poszli do pracy. To jest jeden z powodów noweliza- 18 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 cji ustawowej. Wszystko oprawia się ideologią konieczności przygotowywania obywateli do konkurowania na rynku pracy. I studenci z Parlamentu Studen- ckiego to „łyknęli”, przyklepali ustawę. Powróćmy jednak do dzieci młodszych, bo o nich dyskutowano w Olszty- nie. Profesor UW Małgorzata Żytko przytoczyła wyniki swoich badań, które przeprowadziła wśród dyrektorów szkół podstawowych w całym kraju (z uwzględnieniem nie tylko geografi cznego środowiska, lecz także poziomu ży- cia obywateli posyłających dzieci do szkoły podstawowej). Przyjrzała się temu, czym są uwarunkowane różnice dziecięcych osiągnięć szkolnych. Jak się okazało, to właśnie środowisko pierwotnej socjalizacji najsilniej rzutuje na dalsze rezultaty uczenia się dzieci w szkole. Placówki, których uczniowie uzyskują z egzaminów zewnętrznych liczbę punktów niższą od średniej krajowej, cechuje: – przewaga dzieci ze środowisk ubogich, gdzie co najmniej jeden z rodziców jest bezrobotny, o niskim poziomie wykształcenia; – słaba współpraca rodziców z nauczycielami-wychowawcami ich dzieci; – bardzo zły stan wyposażenia szkoły w pomoce dydaktyczne, uboga infra- struktura; – konieczność pozyskiwania przez dyrektorów środków fi nansowych na zorganizowanie dożywiania dla najuboższych dzieci. Dyrektorzy takich placówek nie wiedzą, jak poprawić jakość pracy dydaktycz- no-wychowawczej. Zapytani zaś o to, czym się kierują, zatrudniając nowych na- uczycieli, wskazali na pierwsze wrażenie, jakie wzbudza kandydat swoją aparycją i stopniem swej uległości, posłuszeństwa. Dyrektorzy szkół zapytani o to, co sądzą o wcześniejszym obowiązku szkol- nym, stwierdzali, że mają z tym kłopot, gdyż szkoła nie jest w stanie się przy- stosować do potrzeb tak młodych wychowanków, a poza tym pozbawia to dzieci pełnego dzieciństwa. Tak więc władze państwowe zmuszają rodziców sześciolatków (w mniej lub bardziej jawny sposób), by wyrazili zgodę na edukację szkolną swoich pociech jak najwcześniej. Co pozostaje rodzicom świadomym niedojrzałości (głównie społecznej i emocjonalnej) własnego potomstwa? Bronią się i nie wierzą zapew- nieniom resortu edukacji, bo w końcu chodzi tu o dobro własnych dzieci i o ich rzeczywistą, a nie wydumaną za biurkiem dojrzałość szkolną. Ratujmy zatem maluchy! 19 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Edukacja współczesnego dziecka – wartość czy banał? Tytułowe pytanie jest retoryczne, a mimo to warto było naukowcom z różnych ośrodków akademickich w kraju (UAM, APS, UŚ, UW, UKW, UB, UZ, UP w Krakowie, UMCS) spotkać się, by podzielić się wynikami własnych badań, jakie prowadzą w pedagogice wczesnoszkolnej. Gospodarzem i animatorem debaty jest Katedra Wczesnej Edukacji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Profesor Halina Sowińska mówiła o szkole jako przestrzeni edukacyjnej, a więc tym fenomenie, który jest symbolem ludzkiej wolności. Przestrzeń jest bowiem nośnikiem wartości kulturowych i egzystencjalnych. Nie jest zatem bez znaczenia dla edukacji dziecka to, w jakiej znajduje się przestrzeni (otwartej czy zamkniętej, mikro czy makro?). W świetle wyników badań nad ich przestrzenią edukacyjną przeprowadzonych w ponad stu szkołach okazało się, że jest ona kul- turowo i duchowo uboga, brakuje w niej troski o wizję dziecka. Jak relacjonowała to poznańska profesor – nauczyciele wczesnej edukacji kierują się w wyborze programów i podręczników szkolnych rutyną lub względami materialnymi. Od jedenastu lat realizują te same programy, nie modyfi kują ich nawet. Z badań poznańskiej pedagog wynika, że ponad 50 dzieci ma poczucie, że nauczyciel nie akceptuje ich prawa do odmiennego poglądu, zaś 20 jest pub- licznie poniżanych przez swoją wychowawczynię. Jakie zatem style kierowania klasą szkolną są preferowane przez nauczycielki wczesnej edukacji? Niestety, przeważają te najbardziej niekorzystne dla rozwoju dzieci, a więc styl niekon- sekwentny (35 ) i życzliwie autokratyczny (35 ). Styl partnersko-wyzwalający stosuje 16 nauczycielek. Jeśli dodamy, że styl restrykcyjny pojawia się w przy- padku 14 wychowawców, to nie ma się co dziwić temu, że szkoła staje się środowiskiem blokującym lub opóźniającym rozwój dziecka. Naturalność i zaan- gażowanie przejawia ono zatem poza szkołą. 20 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Krytyczny stan refl eksji o polskiej edukacji pogłębił referat prof. UP w Kra- kowie, Danuty Waloszek, która zastanawiała się nad tym, jakie relacje zacho- dzą między ciągłością a zmianą zadań nauczycieli wobec dziecka w przedszkolu i szkole? Badając postawy nauczycieli wobec wychowanków i dziecka uzyskała wysoce niepokojące wyniki. Okazuje się bowiem, że przeważa m.in.: – infantylizacja zadań dydaktycznych, – bylejakość ofert kształcenia dzieci, – wiedza potoczna w podejściu do spraw dziecka. Najbardziej jednak niepokojące jest to, że 21 nauczycieli nie widzi w re- alizacji podstawy programowej potrzeby różnicowania i indywidualizacji pracy z dzieckiem, 18 ma trudności ze stosowaniem zasad poprawności gramatycz- nej, 43 postrzega wychowanie jako urabianie ucznia. Nauczyciele wolą pew- ność metodyczną niż kreatywność i niezależność. Profesor APS z Warszawy, Józefa Bałachowicz, przytoczyła wyniki własnych badań dotyczących stosowania przez nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej zasa- dy indywidualizacji. Jak się okazuje, jej stosowanie jawi się jako niemożliwe, po- nieważ uczący nie czują się do tego przygotowani w toku studiów. Także podsta- wa programowa kształcenia ustala, że uczniowie kończący klasę III powinni mieć zakres umiejętności na poziomie ucznia o przeciętnych możliwościach. Nadzór pedagogiczny nie oczekuje od nauczycieli indywidualizacji kształcenia, toteż nic dziwnego, że dzieci uzdolnione nudzą się w toku lekcji. Profesor Andrzej Olubiński z UWM w Olsztynie swoim referatem o ak- tywności i rozwoju dziecka w ujęciu Ericha Fromma pogłębił humanistyczny wymiar całej debaty. Uświadomił wartość sięgania do psychologii krytycznej tego wybitnego humanisty w celu zrozumienia istoty aktywności dziecka – by nie była ona podejmowana w toku szkolnej edukacji pod przymusem, na pokaz czy z pominięciem wolnej woli wychowanków. Profesor pytał, czy system polskiej edukacji wyzwala u dzieci aktywność biofi lną, czy nie dominuje kształcenie adap- tacyjne, eliminujące spontaniczność? Czy nie jest tak, że dzieci uczą się w szkole wyrażania uczuć, które nie są ich prawdziwymi emocjami? Oliwy do ognia dolał referat prof. UMCS Ewy Skrzetuskiej, która prowadząc badania własne i metaanalizy innych badań nad stosowaniem przez nauczycie- li kształcenia zintegrowanego opisowego oceniania, wykazała ich patologiczną praktykę. Okazuje się, że: – 76,4 nauczycieli nie wie, jak należy oceniać opisowo; – 87,5 uważa, że ta ocena jest czaso- i pracochłonna, a zatem aż 84,4 ko- rzysta z gotowych wzorów formułowania tych ocen (najczęściej ściągając je z Internetu, bezmyślnie i powierzchownie stosując tabelaryczne skale kom- petencji dziecka itp.); – 15,6 nauczycieli samodzielnie konstruuje ocenę opisową dziecka; – 29,8 nauczycieli nie dostosowuje kryteriów tej oceny do opisywanego za jej pomocą dziecka. 21 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Mija dwunasty rok zmuszania wszystkich nauczycieli wczesnej edukacji do stosowania oceny opisowej, która nie została przez nich ani zrozumiana, ani zaakceptowana. Pedagodzy uciekają zatem w banał, gotowce, byle tylko mieć z głowy to, co powinno przecież służyć czemu innemu. Po raz kolejny zysku- jemy twardy dowód na to, że odgórne, wymuszone przez MEN ujednolicanie określonych środków kształcenia i wychowania zaprzecza – przez wskazane po- wyżej patologie – ich istocie i wartości. A zatem zawarta w tytule tej konferencji sugestia, że edukacja współczesnego dziecka może zaprzeczać założonym war- tościom swoją banalizacją, okazała się smutną prawdą. 22 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Troska o prawa dziecka jako konieczny etap w rozwoju kultury Powrót do myślenia w kategoriach prawno-naturalnych jest tendencją ogólno- światową jako reakcja na skompromitowaną przez stalinizm i hitleryzm fi lozofi cz- ną postawę, zgodnie z którą każdy czyn może być dobry w określonych warunkach, a każda kultura ma taką samą wartość, bo wyrasta z lokalnych tradycji i potrzeb. Idea praw człowieka wyrosła przecież z założenia, że prawo stanowione społecz- nie jest nieludzkie, toteż kwestie moralności w stosunkach międzyludzkich można rozstrzygać jedynie odwołując się do praw uniwersalnych, boskich. Problem po- jawia się wówczas, gdy usiłujemy dokładnie określić, co to jest prawo naturalne, ponieważ – począwszy od Platona i Arystotelesa – pojawiało się wiele jego defi ni- cji, często sprzecznych. Prawa przysługują dzieciom nie dlatego, że chcą tego one same czy ich dorośli opiekunowie, ale z racji ich człowieczeństwa. Prawa dziecka, będąc prawami człowieka, są naturalne, powszechne i niezbywalne. Na posta- wę roszczeniową wobec dorosłych w relacjach z dziećmi powołują się zarówno obrońcy rodzicielskich praw do stosowania wobec dzieci przemocy, jak i zwolen- nicy podmiotowości prawnej dzieci. Odwołują się przy tym do prawa naturalnego. Tak pisze o tym Stanisław Musiał: W żadnym momencie swego istnienia człowiek nie jest przedmiotem i jako taki nie jest czyjąkolwiek własnością. Nie jest własnością ani matki, ani obojga rodziców – gdy jest mały. I nie jest własnością społeczeństwa ani państwa – gdy jest dorosły. Jest on „swoją” własnością i własnością Boga. Osobą niepowtarzalną, niewycenialną, posiadającą w sobie i w swoim Stwórcy źródło własnej godności. Nikt, aż do śmierci, nie może przyznawać lub odmawiać mu człowieczeństwa, z chwilą gdy zaistniał biologicznie4. 4 S. Musiał, Człowiek ma prawo żyć, „Tygodnik Powszechny” 1990, nr 41, s. 1. 23 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Jeżeli powiada się, że prawa człowieka (w tym i prawa dziecka) płyną z jego natury, oznacza to, że wywodzą się one z tego, co nazywa się prawem naturalnym, niepisanym, stojącym ponad prawem stanowionym przez człowieka. Z tego też tytułu są one nienaruszalne i niezbywalne. Jeśli więc społeczeństwo ludzi doro- słych w sposób istotny narusza owe prawa (ogranicza je lub neguje), to podtrzy- muje nieustanny konfl ikt między dziećmi a dorosłymi. Także tradycja odciska swoje piętno na relacjach międzypokoleniowych. Może być ona pojmowana jako dogmatyczny lub elastyczny ślad przeszłości, a więc jako otwarta na możliwości jej reinterpretacji i przekształceń w zależności od zmieniających się doświadczeń społecznych. Można zatem postawić pytanie, czy dominująca tradycja postaw dorosłych wobec dzieci nie jest hipokryzją, jeśli stara się za wszelką cenę podtrzymać we wzajemnych relacjach stan jednostronnego patriarchalizmu i wykorzystania dla celów społecznych, politycznych, osobistych itp.? Czy nie warto zastanowić się nad tym, jak to się dzieje, że dorośli niechętnie poddają się władzy i są wobec niej krytyczni, ale kiedy sami mogą ją sprawować, czynią to z przyjemnością, często bezrefl eksyjnie i niechętnie z niej rezygnują? Niewątpliwie, istotną przeszkodą w zmianie prawnej jest także tradycyj- na pedagogika wychowania autorytarnego, potwierdzająca powszechne jeszcze przyzwolenie na „łamanie” osobowości dziecka w imię władzy pedagogicznej, przyzwolenie na to, by każda szkoła sama stanowiła własne reguły społecznych relacji z dziećmi, któremu mają być one posłuszne. Przy tym ów ślad „przeszło- ści” umacnia grupa konserwatywnych pedagogów, optujących za podtrzymywa- niem prawa nauczycieli do stosowania przemocy wobec dzieci w imię trwałości zasady i uprzywilejowanej pozycji dorosłych w relacjach z wychowankami. To oni tak naprawdę płacą najwyższą cenę za ten typ kulturowej dominacji, o ile na niej budowane są więzi międzygeneracyjne. Czy ów stan wyniosłego w stosunku do dzieci władztwa pedagogicznego nie ma swojego źródła także w złej hierarchii wartości, która funkcjonuje w społe- czeństwie, w tradycji i prawie? Od początku XX wieku absorbuje uczonych zagadnienie godnego dzieciń- stwa w kontekście charakteru natury ludzkiej, toteż coraz bardziej zmniejsza się linię demarkacyjną między tym, co należy się dziecku pojętemu jako indy- widuum, byt osobowy, a tym, co należy się dziecku pojętemu jako (jeszcze nie w pełni dojrzały) obywatel, a więc byt społeczny, współuczestniczący w życiu społecznym: rodzinnym, szkolnym, rówieśniczym itp. Człowieczeństwo oznacza przecież zarazem uczucie współuczestnictwa, jak i odrębności. Dziecko zatem, spełniając swoje zadania w świecie, w naturalny sposób jest zarazem indywiduum i obywatelem. W sensie prawnym jest ono jednak pozbawione obywatelstwa, doświadczając z tego tytułu swoistego rodzaju dyskryminacji. W miarę jak prawo zaczęło wkraczać we wzajemne stosunki między doro- słymi a dziećmi, zaczęły się zmieniać między nimi osobiste więzi, rozluźniając 24 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 się, przekształcając z kategorii związków despotyczno-poddańczych w stosunki partnersko-dialogowe, wzmagając po obu stronach potrzebę szacunku, miłości, zaufania i przystosowywania się do wartości etycznych, ideałów, a nie tylko do otoczenia czy struktur pozapodmiotowych. Proces uświadamiania dzieciom ich praw ma także głęboko wychowawczy wymiar, porusza bowiem sumienia wy- chowawców, rozbudza wrażliwość nauczycieli i opiekunów na stany zła czy pa- tologii, ale może też prowadzić do odwracania relacji „dominacja – uległość” na rzecz dzieci. 25 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Kto i czyje interesy rozgrywa przedszkolną kartą? Z początkiem września 2011 roku rozpoczął się strajk okupacyjny rodziców dzie- ci publicznego przedszkola w Biskupcu i dzisiaj, po niespełna trzech tygodniach, został on zakończony – nie z tego powodu, że radni miasta postanowili przychylić się do postulatów rodziców dotyczących obniżenia opłat za tzw. ponadprogramowe godziny pobytu dziecka w przedszkolu, czyli czas przekraczający pięciogodzinny wymiar bezpłatnej opieki, jaką musi zapewnić gmina (w Biskupcu ta opłata wy- nosi 3,95 zł), lecz z powodu tymczasowego wyczerpania się tej formy protestu. Zdaniem Wojciecha Andrzejewskiego ze Zgromadzenia Rodziców – przy- czyną tej decyzji jest „brak szans na postęp w negocjacjach z władzami miasta”. Rodzice nie zamierzają jednak złożyć broni. Są jeszcze inne formy upomnienia się o prawa, które od czterech lat były głoszone i podgrzewane przez polity- ków Platformy Obywatelskiej, a nie zostały spełnione. Po kilkuletniej kampanii rządzących, pełnej utyskiwania na zbyt niski odsetek dzieci uczęszczających do przedszkoli, a zarazem namawiania rodziców do tego, by posyłali do placówek swoje potomstwo, obywatele przekonali się, że władza przypomina sobie o nich, kiedy traci grunt pod nogami, kiedy odsłaniana jest jej hipokryzja. Chyba krasnoludki uchwaliły prawo, w świetle którego samorządy same mogą ustalać wysokość powyższych opłat. MEN i władze samorządowe umywa- ją od tego ręce. Wszyscy chcieli dobrze, tylko – jak zwykle – wyszło źle. Władze miasta usiłują odwrócić kota do góry ogonem i zarzucają rodzicom próbę wyko- rzystania sporu w kampanii wyborczej na rzecz tych posłów którzy w ostatnich dniach wspierali strajkujących. Protestujący i radni opozycji oskarżali natomiast samorząd o arogancję, próbę likwidacji przedszkola i sprzedaży budynku w ręce prywatne. W najbliższych dniach protestujący przedstawią harmonogram dal- 26 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 szych działań wobec biskupieckiego samorządu. Przewidują składanie zbioro- wych pozwów do sądu. Z pomocą rodzicom ruszyło SLD, którego liderzy zapowiedzieli, że jeszcze w środę złożą do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o sprawdzenie zgodno- ści z konstytucją przepisów, które pozwalają samorządom pobierać dodatkowe opłaty za publiczne przedszkola, skoro jest to niezgodne m.in. z gwarantowanym przez konstytucję dostępem do bezpłatnej nauki. Jakoś nie przypominam sobie rozdzierania przez posłów SLD szat w Sejmie, kiedy to prawo było uchwalane. Kto jeszcze upomni się o przedszkolaków? Kto jeszcze chciałby na nich zbić kapitał polityczny, bo fi nansowy zbija rząd, nie dofi nansowując samorządów, tyl- ko obciążając je kolejnymi obowiązkami bez pokrycia w kapitale ekonomicznym? Polecenie zebrania takich informacji i dokonania oceny każdej samorządowej uchwały w sprawie opłat za pobyt dzieci w przedszkolach oraz sprawdzenia, czy „nie ma w nich żadnej treści, która byłaby nadużyciem”, wydał premier Donald Tusk 8 września po spotkaniach z minister edukacji i wiceminister fi nansów. Ministerstwo Edukacji zapewne kibicuje kampanii wyborczej swojej szefowej i dyrektor gabinetu politycznego, Ligii Krajewskiej, więc nie miało czasu, by się tym zająć, zanim doszło do uchwalenia stosownych regulacji prawnych. Dobrze, że chociaż premier czyta doniesienia prasowe z pola przedszkolnych walk. Jeż- dżąc po kraju, powinien spotkać się nie tylko z kibolami, ale i z rodzicami w Bis- kupcu. Tam otrzymałby po raz kolejny pytanie: „Jak żyć?”. Ponoć Biskupiec to pryszcz polskiej patologii oświatowej w stosunku do tego, co wymyśliły niektóre samorządy, na przykład w podwarszawskiej gmi- nie Konstancin-Jeziorna. Komuś chyba zależało na tym, by skompromitować minister Katarzynę Hall. Zażądano bowiem od rodziców posyłających dzieci do obowiązkowych „zerówek” mieszczących się w szkołach podstawowych, by płacili za każdą godzinę pobytu dziecka w świetlicy szkolnej. Tak więc rodzice sześciolatków za świetlice nie płacą, bo to są już uczniowie szkoły podstawowej, a naiwni pięciolatków muszą sypnąć groszem za ponadwymiarową opiekę. Byli tacy nadgorliwi czy naiwni? (M. Zubik, Przedszkolaki płacą za świetlicę szkolną, „Gazeta Wyborcza” 2011, 20 września, s. 6) 27 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Wolontariacki Dzień Dziecka Jerzy Śliwa od kilku dni przypomina na Facebooku Międzynarodową Kon- wencję o Prawach Dziecka. Wzbogacił ją własnym tekstem: Prawa Moje, prawa Twoje, prawa Nasze, Prawa w domu na podwórku, prawa w klasie, To bez przekleństw, bójek oraz złości Nauczymy się szacunki i szczerości. Zareagowali na to Goście, zamieszczając swoje interpretacje praw dziecka. Kazimierz Kopystyński napisał wierszem: Urodziło się dziecko Urodziło się dziecko co Ono mi wniesie? Albo smutną starość, lub pogodną jesień. Najpierw kaftaniki, pampersy i smoczek To było przed chwilą, dziecko już ma roczek. Potem rok następny, większe wymagania I się maluch zabiera do dużego gadania. A po co jest mamusia? a po co jest tata? A po co jest kotek ? a Ania ma brata. A po co jest praca gdy jestem w przedszkolu I tęsknię za Wami kiedy jak najwięcej Chcę być z rodzicami Pora szkoły, tornister, zeszyty i książki. Kiedy masz córeczkę to we włosy wstążki, Dla chłopca są spodnie, jest to sprawa wielka Tylko spodnie z paskiem, a nigdy na szelkach. Czas nauki płynie, co w głowie zostanie? Czy matma? Czy polski, na gitarze granie? 28 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 I słowa: przepraszam, proszę i dziękuję, To tylko tak mało lecz dobrze się czuję Kiedy je wypowiem w odpowiedniej chwili Żeby inni ludzie byli dla mnie mili Maj matury nadszedł, a ja myślę skrycie O Kolumbach, o Julii, co przyniesie życie? Świat ma swoje lata, lecz nic się nie zmienia. Czyś dzieckiem, lub Dziadkiem Masz swoje marzenia. Dzisiaj obradował XVII Sejm Dzieci i Młodzieży. Wymyślona przez lewicę w 1994 roku propagandowa akcja została bezmyślnie, na wzór spotkań Edwarda Gierka z dziećmi w Sejmie doby PRL, podjęta i kontynuowana w kolejnych latach przez prawicę i quasi-liberałów. To nic, że co trzecie dziecko w Polsce jest objęte rządowym programem „Dziecko w biedzie”. Propagandziści obecnej władzy postanowili namówić młode pokolenie, by przyjechało do Warszawy na koszt państwa i debatowało na temat tego, jak ważny jest wolontariat, w czym i w jaki sposób należy realizować zadania pomocowe, z którymi nie chce bądź nie potrafi poradzić sobie rząd i jego państwowe agendy. W PRL były czyny społecznie użyteczne, dzisiaj mamy wolontariat, by środki z budżetu państwa przeznaczać na wiele innych, także zbytecznych rzeczy, inwestycji czy procesów. Dzieci i młodzież po raz kolejny poddaje się indoktrynacji politycznej, podczas gdy ich prawa łamane są na co dzień – w rodzinach, na ulicy, w instytucjach publicznych i niepublicznych, w szkołach, internatach i domach dziecka. Tylko w sprawozdaniach jest różowo. Dzieci nie są w Polsce obywatelami godnymi uwagi – piszą w „Rzeczpospo- litej” z dnia 1 czerwca 2011 roku Karolina i Tomasz Elbanowscy5. Dzieci i ryby głosu nie mają. Cóż to za głos młodych „parlamentarzystów” w czasie XVII Se- sji, której treść uchwał adresowana jest do nich samych. W niczym nie poprawi ich losu, natomiast patetycznie zachęca do działań, do których są zobowiązani dorośli z racji swoich profesji. 5 http://www.rp.pl/artykul/9157,666899_Elbanowscy__Dnia_Dziecka_nie_bedzie.html, dostęp: 1.04.2011. 29 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 Dzieło i pedagogia Janusza Korczaka w nowym odczytaniu Jeszcze w czasie studiów na pedagogice nie przepadałem za koniecznością poznawania biografi i najwybitniejszych jej twórców, reformatorów czy – jak się dzisiaj mówi – liderów, przywódców czy przewodników duchowych, gdyż su- che fakty z ich życia, działalności i twórczości wychowawczej nie zachęcały do głębszego zainteresowania się nimi, ani też do wczytywania się w ich dzieła. Ra- czej te ostatnie, wydobywane w antykwariatach (bo w uniwersyteckiej bibliotece znajdowały się w dziale zakazanych), stanowiły pokrzepienie dla duszy w kon- frontacji z obowiązkowymi lekturami w jedynie słusznym nurcie marksistowsko- -leninowskim. Publikacje Janusza Korczaka należały do nielicznych z pedagogiki Nowego Wychowania, które były dostępne w bibliotekach, także rejonowych, a nie tylko pedagogicznych czy uczelnianych, a zatem kto chciał, ten mógł się zachwycać pedagogią Starego Doktora. W czasie rozmów kwalifi kacyjnych na studia pedagogiczne chętnie pytaliśmy kandydatów o to, z czym kojarzy im się nazwisko Korczaka i czy pamiętają jakąś jego książkę. Nie rozumiem zatem zarzutu wielokrotnie przywoływanego wprost lub im- plicite w najnowszej biografi i Korczaka pióra Joanny Olczak-Ronikier: Trudno zrozumieć, dlaczego tak namiętny krytyk autorytarnego wycho- wania nie osiągnął w Polsce ani w świecie rozgłosu, jaki stał się później udziałem Brunona Bettelheima czy Alice Miller6. Korczak był i nadal jest w naszym kraju „modny” i chętnie czytany na studiach nauczycielskich i pedagogicznych, gdyż sposób pisania przez niego o dziecku, jego rozwoju, problemach i relacjach z dorosłymi – w tym z rodzicami, opieku- 6 J. Olczak-Ronikier, Korczak: próba biografi i, W.A.B., Warszawa 2011, s. 61. 30 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 nami na koloniach, wychowawcami i nauczycielami w szkołach – najlepiej prze- mawia do serc i umysłów tych, którzy rzeczywiście kochają (uwielbiają) dzieci i młodzież, cenią sobie współbycie z nimi (dzisiaj słowo „współżycie” zrodziłoby natychmiast podejrzenie o patologię), kontakt, pracę, zabawę czy wspólne ucze- nie się. Dodatkowo heroiczna postawa Korczaka w warszawskim getcie, cechu- jąca się wielkim poświęceniem oraz rozpaczliwym staraniem o żywność i w miarę godne warunki życia (jeśli w tamtej sytuacji można było w ogóle używać takiego określenia), a zakończona towarzyszeniem wychowankom w ich drodze ku nie- uchronnej w ich przypadku (bo On miał ponoć możliwość uratowania siebie) i jakże okrutnej śmierci sprawiała, że każdy absolwent studiów utożsamiał Go z kimś wyjątkowym, z ideałem pedagoga. Przypominam sobie prezentowane przez lubelskich pedagogów wyniki ba- dań, jakie przeprowadzili kilka lat temu wśród osób kończących studia pedago- giczne, w ramach których pytano ich m.in. o ich wzory osobowe. Okazało się, że wymieniane były tylko dwie postaci: Jan Paweł II i Janusz Korczak, a poza tym pojawiali się jeszcze rodzice. A zatem KORCZAK nie jest zapomniany, przemilczany, niedostrzegany przez tych, którzy są lub będą zarówno naturalny- mi rodzicami dzieci, jak i/lub ich społecznymi opiekunami czy profesjonalnymi wychowawcami. W polskim społeczeństwie postać tego pedagoga, a przecież z wykształcenia – lekarza, kojarzona jest z PRAWAMI DZIECKA, pajdocentrycznym wycho- waniem czy pedagogicznym „doktorem Judymem” – Kimś, kto swoje osobiste życie, zarówno w sensie ontogenetycznym, jak i dosłownym – ofi arował obcym dzieciom, ale za to będącym w jakże szczególnym położeniu, bo biednym, cho- rym, osamotnionym, bezdomnym, osieroconym, wykluczanym ze społeczeństwa także ze względu na swoje pochodzenie czy wyznanie. Tak jak Hindusi mieli swoją Matkę Teresę z Kalkuty, tak Polacy mieli i powinni się szczycić swoim KORCZAKIEM. A jednak ponoć jest inaczej. Okazuje się, że Stary Doktor, choć pozornie wśród nas obecny, niko- mu nie jest potrzebny. I coraz bardziej się oddala. Nie ma już prawie ludzi, którzy go pamiętają i dla których tak wiele znaczył. Młodzi widzą w nim męczennika, którego, da Bóg, nikt już nigdy nie będzie musiał naśladować. Człowiek z krwi i kości zamienił się w pomnik7. Czy rzeczywiście rację ma pisząca powyższe słowa autorka najnowszej próby Jego biografi i, pisarka i scenarzystka, współzałożycielka kabaretu „Piwnica pod Baranami” – JOANNA OLCZAK-RONIKIER? Czy można i warto godzić się na tak negatywną konstatację pisarki, która nie poczyniła żadnych badań, nie przeprowadziła nawet sondażu w polskim społeczeństwie, czy zasadnie czynić powyższą ocenę punktem wyjścia do własnych analiz biografi cznych? Autorka 7 Tamże, s. 9–10. 31 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 nie sprawdziła, że niektóre z Korczakowskich tekstów znajdują się w kanonie lektur szkolnych, w podręcznikach do języka polskiego, a jego pośredni wkład w Deklarację Praw Dziecka, a następnie Międzynarodową Konwencję o Pra- wach Dziecka jest niezaprzeczalny. Wprawdzie we Wstępie do swojej książki, będącej nie tylko kontynuacją stu- dium biografi cznego Korczaka (jej matka, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, była bowiem autorką pierwszej, powojennej publikacji o Korczaku) J. Olczak-Roni- kier pisze, że opublikowano o tym pedagogu dziesiątki książek: biografi i, arty- kułów, wspomnień i wierszy oraz wygłoszono tysiące referatów na poświęconych mu konferencjach, a Andrzej Wajda nakręcił nawet fi lm fabularny, to jednak nie korzysta z tych materiałów i pomija znacznie wcześniejszy, a niedopuszczony do emisji w Polsce fi lm polskiego reżysera na emigracji, Aleksandra Forda, pt. Jest Pan wolny, Panie Korczak, który – moim zdaniem – jest lepszy od fi lmu Wajdy. Nie dostrzega też działalności Polskiego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka, no i wreszcie w pewnym stopniu lekceważy w swojej diagnozie kilkudziesięcio- letni, polski ruch korczakowski, skupiający jednostki harcerskie, szkoły i placów- ki opiekuńczo-wychowawcze imienia Korczaka. W Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warsza- wie (w 1922 roku Korczak wygłosił inauguracyjny wykład w powołanym wów- czas przez Marię Grzegorzewską Państwowym Instytucie Pedagogiki Specjal- nej) od lat naukowcy prowadzą badania nad spuścizną pedagogiki refl eksyjnej Janusza Korczaka (m.in. prof. Jadwiga Bińczycka i Barbara Smolińska-Th eiss). Warto to odnotowywać, podobnie jak liczne studia prof. Aleksandra Lewina, Stefana Wołoszyna czy ks. prof. Janusza Tarnowskiego, do publikacji których Joanna Olczak-Ronikier w ogóle nie nawiązała. Dobrze, że autorka przywołuje chociaż w napisanej przez siebie biografi i niezwykle istotny fakt solidarnego zerwania przez Korczaka współpracy z tym Instytutem na znak protestu wobec odwołania w 1935 roku przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z funkcji dyrektorki Marii Grzegorzewskiej. Wraz z Korczakiem odeszli z tej placówki fi lozof Henryk Elzenberg i psycholog Stefan Baley. Czy dzisiaj stać profesorów pedagogiki na takie akty solidarności w sytuacji, gdy odwoływany jest lub zostaje zmuszony do odejścia z uczelni autorytet naukowy i moralny? Pomimo pewnej jednostronności narracji historycznej, której przejawem jest „wyostrzanie” konfl iktu społecznego między Polakami a Żydami, mamy tu do czynienia niewątpliwie z pasjonującym studium życia tego pedagoga, jakiego dotychczas w oryginalnej strukturze temporalno-politycznej nie napisał jeszcze żaden historyk wychowania czy specjalista w zakresie historiografi i myśli peda- gogicznej. To wstyd, ale i drobny symptom tego, jak w naukach o wychowaniu zanika sztuka rekonstruowania historyczno-problemowego życia i dokonań tego właśnie światowej sławy pedagoga, który – choć był żydowskiego pocho- dzenia i doświadczył ze strony Polaków wielu upokorzeń w okresie własnego 32 B. Śliwerski, Szkoła na wirażu zmian politycznych, Kraków 2012ISBN: 978-83-7850-168-8 , © by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Krakow 2012 dzieciństwa – był Polakiem oraz stał się w swojej całożyciowej misji twórcą zbliżenia Polaków i Żydów (przez wzajemne poznanie, zrozumienie, tolerancję wobec własnych odrębności i wykorzystanie zdolności dla wspólnego dobra). Tłumaczył, jak niesłuszna i krzywdząca jest zakorzeniona w Polsce pogarda dla Żydów. Wierzył w dobroczynne skutki mądrego wychowania. Podkreślał: „Zawsze i wszędzie kwestie pedagogiczne na pierwszym (stawiałem) planie”8. Są w tej publikacji tezy, które nie znajdują przekonywujących dowodów ma- terialnych (na przykład archiwalnych), ani też nie zostały dobrze, logicznie uza- sadnione, natomiast mocno wyeksponowane przez autorkę mogą utrwalać ist- niejące – krążące szczególnie w środowiskach ideowo nieprzychylnych pedagogii Korczaka – fałszywe przeświadczenia, mity czy wręcz dyskredytujące go zarzuty. Mam tu na uwadze dość często formułowane sądy, które są osobistymi przypusz- czeniami, ale zostały podane w taki sposób, że dość łatwo można pozwolić się im uwieść. Przykładowo: 1. Kiedy J. Olczak-Ronikier pisze o trwających w Warszawie w 1881 roku w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia rozruchach antyżydowskich, formułuje na ich tle pytania niezwykle sugestywne, a przecież nie znajdu- jące potwierdzenia w Korczakowskich pismach: Czy mieszkający na Krakowskim Przedmieściu państwo Goldszmitowie poszli tej słonecznej niedzieli na spacer z Anią i Henrykiem? [...] Jak tłuma- czyli dzieciom ten wybuch nienawiści? Co zostaje w duszy po takim przeży- ciu, nawet jeżeli pozornie zapada w niepamięć?9. Moim zdaniem ten wniosek jest wyprowadzony z fałszywej, bo opartej na własnej projekcji, przesłanki. 2. Podobnie jest, kiedy usiłuje odtworzyć powody wysłania siedmioletniego chłopca w lipcu 1885 roku do prywatnej szkoły przygotowującej do rozpo- częcia nauki w gimnazjum. Pisze: Dlaczego chłopca postanowiono od razu rzucić na głęboką wodę? Pewnie toczyły się w rodzinie spory na ten temat10. To tylko domysł, podobnie jak próba wyjaśniania „rozpadającego się” związku rodziców czy wpływu samobójczej śmierci ojca na psychikę i ży- ciowe wybory dorosłego już Korczaka. 3. W każdym, podzielonym na siedmioletnie okresy, etapie doświadczania wł
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szkoła na wirażu zmian politycznych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: