Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00164 007169 15351699 na godz. na dobę w sumie
Szkolna lektura bliżej teraźniejszości - ebook/pdf
Szkolna lektura bliżej teraźniejszości - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 330
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-461-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> pedagogika
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Autorzy kolejnego tomu serii „Edukacja nauczycielska polonisty” przekonują o nieuzasadnionej nieobecności literatury współczesnej w szkolnej edukacji. Analizują przeszkody w jej odbiorze i proponują sposoby ich przezwyciężania. Podsuwają nauczycielom pomysły na motywowanie do lektury, dowodzą, że zmaganie z sensem dzieła staje się intelektualną przygodą, zachęcają do autorefleksji nad wartością spotkań z literaturą. Zawarty w tomie Lektura szkolna bliżej teraźniejszości dobór tytułów współczesnej prozy i poezji celowo odchodzi od kanonicznego spisu dzieł, stanowiąc pewną sugestię dla polonistów, aby to oni decydowali o wyborze nowych lektur, kierując się potrzebami i problemami, jakie dotyczą ich wychowanków, a nie przywiązaniem do polonistycznych konspektów lekcji i do swych lekturowych przyzwyczajeń. Autorzy proponują niebanalne odkrywanie poezji poprzez refleksje o poetach i wierszach uwrażliwionych na malarstwo, przez spotkania z twórcami nieznanymi i poezją nieopisaną przez znawców i prowokowanie odbiorcy do nieustannych reinterpretacji wątków, tematów, toposów obecnych w kulturze na przestrzeni wieków. Podsuwają nauczycielom rozmaite koncepcje na szkolne spotkania z najnowszą prozą Olgi Tokarczuk, Janusza Andermana, Doroty Masłowskiej, Andrzeja Stasiuka, Jarosława Marka Rymkiewicza, Wojciecha Kuczoka, Antoniego Libery i innych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

szkolna lektura bliżej teraźniejszości universitas szkolna lektura bliżej teraźniejszości EDUKACJA NAUCZYCIELSKA POLONISTY redakcja serii anna Janus-sitarz w przygotowaniu: Tom XIII: Witold Bobiński TEKSTY W LUSTRZE EKRANU. OKOŁOFILMOWA STRATEGIA KSZTAŁCENIA LITERACKO-KULTUROWEGO Tom XIV: Ewa Nowak STWORZYĆ TEKST. UCZNIOWSKA KOMPETENCJA TEKSTOTWÓRCZA W EDUKACJI POLONISTYCZNEJ Tom XV: TWÓRCZOŚĆ I TWORZENIE W EDUKACJI POLONISTYCZNEJ red. Anna Janus-Sitarz szkolna lektura bliżej teraźniejszości redakcja Anna Janus-Sitarz kraków © Copyright by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2011 ISBN 97883-242-1461-7 TAiWPN UNIVERSITAS Projekt okładki, stron tytułowych i logo serii Sepielak www.universitas.com.pl SPIS TREŚCI WSTĘP • Kłopotliwi współcześni. Nieobecność nieusprawiedliwiona [Anna Janus-Sitarz]. ........................................... 9 LITERATURA NAJNOWSZA W SZKOLE • Prywatny Polak szuka swojej tożsamości albo literackie zmagania ze światem nowoczesnym i ponowoczesnym. Szkic krytyczny o literaturze najnowszej [Krzysztof Biedrzycki] ................................................................................. 17 [1. Ku prywatności a) Osobny człowiek, b) Transgresje literackie, c) Badanie języka; 2. Budowanie tożsamości a) Polska, b) Mała ojczyzna, c) Genealogia, d) Płeć, e) Spotkanie z innym; 3. Wobec zbiorowości a) Historia, b) Narracja, c) Polityka; 4. Źródła cierpienia a) Opresja, b) Obcość, c) Unde malum? d) Ból, samotność, e) Śmierć; 4. Świat a) Epifania, b) Pytania religijne, c) Tradycja] • Radość czytania, radość omawiania. Literatura fantasy na lekcjach języka polskiego [Ewa Horwath]......................................... 61 6 Spis treści [Uwiedzeni przez autorów; Od przygody do bohaterów, od bohaterów do wtórnych światów, od światów fantastycznych do świata człowieka; Wśród kontekstów. Blisko fi lozofi i; Motyw smoka; Różne konwencje i odmiany gatunkowe] POEZJA BLIŻEJ TERAŹNIEJSZOŚCI • Sposoby utrwalania „zobaczonego” w poezji współczesnej. O poetach i wierszach uwrażliwionych na malarstwo [Anna Pilch] .................................................................................................... 89 [Czesław Miłosz – Stanisław Grochowiak – Tadeusz Różewicz; Adam Zaga- jewski – Bronisław Maj – Jacek Dehnel; O sobie samym – o sobie samej: Miłosz i Szymborska (poszukiwania w obszarze pamięci); O sobie samym – Miłosz; O sobie samej – Szymborska] • Spotkania z poetami [Stanisław Bortnowski] ............................. 109 [Samotnik z Prabut, czyli wiersze Ryszarda Skowrońskiego; Część pierwsza: sam na sam z poezją; Część druga: rozmowa z Samotnikiem; Część trzecia: erotyk z kawą] • Poezja Jacka Kaczmarskiego w liceum (Litania 1986, Tunel 2004) [Wojciech Strokowski] .................................................................. 126 [Kaczmarski a sporne postaci literatury polskiej; Katyń i przemilczane karty na- szej historii; Przemiany ideowe, polityczne, obyczajowe lat 80.; Wiersze ostatnie – w obliczu choroby i śmierci] • Ze wszystkich stron świata, czyli jak stworzyć Muzeum Poetyckie Wisławy Szymborskiej – cykl lekcyjny [Anna Biernacka] ......... 146 [Zasada konstrukcyjna cyklu; Co daje cykliczny układ materiału?; Nasza „dro- ga” do Muzeum, czyli jak wygląda cykl lekcji z poezji W. Szymborskiej; Metody pracy; Co to jest „Muzeum Poetyckie W. Szymborskiej” i skąd wziął się pomysł? – komentarz do zadania końcowego] Spis treści 7 PROZA BLIŻEJ TERAŹNIEJSZOŚCI • Bieguni Olgi Tokarczuk – impresje czytelnika potocznie zapisane i ku szkole w poincie nachylone [Stanisław Bortnowski] ............................................................................. 169 [Komu nie radzę czytać tej książki; Kto powinien sięgnąć po „Biegunów”; Jak „Bieguni” mogą zaistnieć w szkole] • Czas zatrzymany, czas spowolniony. Proza Janusza Andermana [Anna Janus-Sitarz] ........................................................ 180 [Polska i Polacy. Tacy jesteśmy?; Człowiek kameleon; Pożerają nas mass media; Zatrzymać czas – sens sztuki, sens życia; Zasada „głuchego telefonu”, czyli: jak to jest zrobione? Język; „To wszystko” – pytania do lektury] • Idiom Masłowskiej? [Marta Rusek] .............................................. 205 [Casus młodej autorki; „Mówienie Masłem”; Literatura, która mierzy się ze współczesnością; „Swój sąd uzasadnij” – czytać czy nie czytać?] • Opowieści galicyjskie Andrzeja Stasiuka [Maciej Pabisek] ....... 223 [Beskid literacki; Beskid lekcyjny; Lekcja pierwsza: „Państwo mężczyzn. Państwo kobiet”; Lekcja druga: „Babka” i dr Judym; Lekcja trzecia: „Opowieści galicyjskie” wobec literackich i kulturowych tradycji] • Współczesność zamknięta w małych opowieściach. Etyczne interpretacje literatury najnowszej [Anna Włodarczyk] .......... 234 [Interpretacja etyczna jako dialog (Olga Tokarczuk, „Ostatnie historie”); Inter- pretacja etyczna jako wrażliwość (Wojciech Kuczok, „Senność”); Interpretacja etyczna jako pluralizm (Antoni Libera, „Madame”)] 8 Spis treści • Biedny licealista patrzy na getto, czyli po co wpisywać Kinderszenen J.M. Rymkiewicza na listę lektur? [Maciej Pabisek] .......................................................................................... 259 [Skansen; Historia (nie)prosto utrwalona; Pokój dziecięcy; Propozycje lekcji] SYTUACJE MOTYWUJĄCE DO LEKTURY • Najpierw trzeba chcieć czytać. Studenci zachęcają licealistów do lektury [Anna Janus-Sitarz] ............................................................ 273 [Czy poloniści czytają książki?; Autobiografi a czytelnika i inne zadania; O spo- sobach motywowania do lektury] (cid:131) Roma Ligocka Dziewczynka w czerwonym płaszczyku [Paulina Adamczyk] .................................................................................. 287 (cid:131) Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli [Katarzyna Nowak] .................................................................................... 293 (cid:131) Stefan Chwin Hanemann [Marzena Zielińska] ........................... 301 (cid:131) Gabriel Garcia Marquez Miłość w czasach zarazy [Magdalena Knapek] ................................................................................. 306 (cid:131) Umberto Eco Imię róży [Elżbieta Piątek] ...................................... 311 (cid:131) Kurt Vonnegut Rzeźnia numer pięć [Przemysław Stanisławski] ........................................................................ 317 WSTĘP Kłopotliwi współcześni. Nieobecność nieusprawiedliwiona Nieobecność literatury współczesnej (nie tylko tej najmłod- szej, polskiej, powstałej po 1989 roku, ale i powszechnej z kilku ostatnich dekad) w szkolnej edukacji – wynika z wielu powodów. Tym najczęściej przywoływanym przez polonistów jest brak cza- su. Nie jest to jednak tłumaczenie przekonujące. Przeznaczanie na współczesną literaturę ostatniego semestru klasy maturalnej, z reguły obciążonej powtórkami przed egzaminem dojrzałości, wyklucza realizację planu i stanowi usprawiedliwienie dla na- uczycieli, którzy, tak naprawdę, nie mają pomysłu na współczes- ność: nie znają jej i boją się nieznanego. Tymczasem jej miejsce w programie wcale nie powinno być na końcu całego procesu nauczania literatury, ale w jego trakcie, co wcale nie wyklucza respektowania chronologicznego układu materiału. Już Podsta- wa programowa z lat 80. ubiegłego stulecia wprowadziła do tej pory niczym niezakwestionowaną zasadę czytania konteksto- wego: przybliżanie dawnych arcydzieł poprzez ukazywanie ich w dialogu z tekstami bliższymi teraźniejszości młodych ludzi. Realizacja tej zasady ogranicza się jednak obecnie najczęściej do 10 Wstęp czytania kilku, od lat niezmiennie tych samych wierszy, wszech- stronnie zbadanych i opisanych przez literaturoznawców. Poezja niepoddająca się prostej i jednoznacznej eksplikacji pozostaje nietknięta. Przyczyny odrzucania współczesnej prozy przez uczących są jeszcze bardziej złożone. Po pierwsze, język tej literatury okazuje się zbyt trudny nie tylko dla przeciętnego odbiorcy, ale i dla znawcy, jakim winien być polonista. Przeszkodą w odbiorze są często: odchodzenie od fabularności, od opowiadania historii ku skupianiu się na formie przekazu, na tym „jak”, a nie „co” się opowiada; przeniesienie punktu ciężkości na eksperymenty stylistyczne i kompozycyjne, na język – obfi cie korzystający ze słownictwa ulicy – wprawdzie doskonale odzwierciedlający na- szą teraźniejszość, ale wprawiający w zakłopotanie nauczycieli, czujących odpowiedzialność za piękno i czystość polszczyzny. Także ci, którzy są przyzwyczajeni do mimetyzmu, do poszuki- wania w literaturze jedynie funkcji poznawczych bądź ideowych, stają bezradni przed prozą operującą metaforą, groteską, hiper- realnością. Tymczasem, jak słusznie dowodził Przemysław Czapliński, dopóki upieramy się, że „powieść jest wyłącznie od przedsta- wiania świata – i to w dodatku świata doświadczeń wspólnych, ważnych, ideowo wyraźnych – dopóty jesteśmy w stanie wyczy- tać z niej tylko tyle. Dlatego ośmieliłbym się powiedzieć: nie przestawajmy pytać, co literatura może nam dać. Pytajmy też jednak, ile jesteśmy w stanie z niej wziąć”1. Aby jednak wykształcić czytelnika otwartego na literacką róż- norodność, gotowego na trudy spotkania z tekstem niełatwym, wymagającym intelektualnego i emocjonalnego zaangażowania odbiorcy, trzeba przekonać go, że czytelniczą satysfakcję przy- nosi nie tylko rozszyfrowanie literackiej zagadki, ale i spotkanie z tekstem, który takiemu odczytaniu się nie podda, który wy- maga od odbiorcy zgody na niezrozumienie, na przyznanie, że utwór musi pozostać zagadką. Samo jednak zmaganie z sensem dzieła staje się intelektualną przygodą, która odzwyczaja nas od 1 P. Czapliński, Literatura, mój bliźni, „Tygodnik Powszechny”, 4.12.2005, nr 49, s. 12. Kłopotliwi współcześni. Nieobecność nieusprawiedliwiona 11 mechanicznego reprodukowania rzeczywistości, od przyzwycza- jenia do tej samej konwencji i schematów komunikowania się ludzi, otwiera na inne perspektywy oglądu świata. Jak przekonywał Przemysław Czapliński: Literatura, włączając się w społeczną komunikację, powinna utrudniać nam to, co uważamy za łatwe i oczywiste, czyli uznawanie, że tylko nasze poglądy są słuszne (albo: że w ogóle mamy jakieś poglądy), ale powinna też ułatwiać to, co trudne, czyli pokazywać, że pomiędzy agresją i obojętnością istnieje nieprzebrana mnogość stanów porozu- mienia. Spełnia to zadanie, kiedy – jak u Grynberga, Grossa, Tulli, Bieńczyka i wielu innych – ukazuje nie tylko świat, lecz także sposób, w jaki społeczna świadomość wytwarza językowe obrazy świata2. Poglądy Czaplińskiego korespondują w pewien sposób za- równo z tezą Paula Celana, który w komplikacji języka poezji wi- dział szansę na wyrwanie czytelnika z codzienności, jak i z ape- lem Anny Nasiłowskiej o obronę literatury trudnej, wymagającej wysiłku3. Z pewnością szkoła powinna oswajać z trudnościami i uczyć pokonywania barier odbioru. Zawarty w książce Lektura szkolna bliżej teraźniejszości dobór tytułów współczesnej prozy i poezji celowo odchodzi od kano- nicznego spisu dzieł, stanowiąc pewną sugestię dla nauczycieli, aby to oni decydowali o wyborze nowych lektur (niezawłasz- czonych przez książkowe czy internetowe ściągi); kierując się potrzebami i problemami, jakie dotyczą ich wychowanków, a nie przywiązaniem do polonistycznych konspektów lekcji i do swych lekturowych przyzwyczajeń. Na pewno warto na lekcjach pol- skiego sięgać po książki niezaanektowane przez bryki, niezaszu- fl adkowane przez opinie znawców, dające szanse na „zdarzenie lektury”, czyli te, które są „bliżej teraźniejszości”. 2 Tenże, Powrót centrali? Literatura w nowej rzeczywistości, w: Literatura wobec nowej rzeczywistości, pod red. G. Matuszek, Kraków 2005, s. 64. 3 „«Zasada komplikacji» jest warta obrony, aby nie zwyciężyła zasada symplifi kacji i sensacji. Sprawa ta jest w pewnym stopniu przegrana od początku, bo chodzi o to, co trudniejsze, wymagające wysiłku, czasami – dla wielu odbiorców niezrozumiałe. Jednak literatura jest tu niezbędna” [Anna Nasiłowska, Potrzeba literatury, „Tygodnik Powszechny”, 10.01.2010, nr 2, s. 33]. 12 Wstęp W tytule niniejszego tomu celowo zrezygnowaliśmy z ter- minu „literatura współczesna” i wszelkich ustaleń, co przez tę nazwę należy rozumieć. Kłopoty z określeniem terminu ma nie tylko polonistyczna dydaktyka, która albo obdarza tym mianem cały wiek XX wraz z XXI, albo ogranicza go do lat powojennych (literatura po 1918 roku, po 1945 roku…). Również dydaktyki li- teratury innych krajów mają kłopot z przyjęciem kategorycznych cezur czasowych (np. w angielskim odpowiedniku naszej Podsta- wy programowej literaturą współczesną nazywa się tę powstałą po 1914 roku, choć wzbudza to kontrowersje). Wszelkie cezury grożą zaszufl adkowaniem, a tymczasem niektórzy autorzy wy- dający obecnie książki często pozostają w konwencji klasyki czy swojego stylu, a także kręgu tematów sprzed wielu lat. A z kolei wydaje się dzieła z kilkudziesięcioletnią metryką, których język, problematyka, sposób prowadzenia narracji sprawiają, że są one wciąż świeże i inspirujące. Recepcja literatury, odbieranie jej przez kolejne pokolenia lub środowiska jako wciąż aktualnej i odkrywczej bądź anachronicznej jest zjawiskiem płynnym, zależnym od zmieniających się potrzeb czytelników. O potrzebie dystansu i nieufności wobec wszelkich periody- zacji pisze w rozdziale otwierającym niniejszą książkę Krzysztof Biedrzycki, przyznając jednocześnie, że warto podejmować pró- by tworzenia syntez. Sam podejmuje taką próbę w odniesieniu do polskiej literatury po 1989 roku, bowiem – jak dowodzi – po- rządkowanie wiedzy o nowej literaturze może pomóc wyłonić rozmaite przydatne konteksty. Zastrzega jednak, że tworzenie syntezy ma sens wówczas, gdy służy lekturze, gdy dzięki niej mo- żemy zobaczyć „o co nas pyta najnowsza literatura, jakie pytania my jej zadajemy, dokąd nas prowadzi jej lektura”. Biedrzycki podrzuca zatem nauczycielom istotne pytania, do jakich prowokuje literatura (o poczucie tożsamości, o rozu- mienie polskości, o źródła cierpienia, o odpowiedzialność Boga za zło, o sens świata), ważne tematy (mała ojczyzna, spotkanie z innym, zmagania z historią, religią, tradycją), którymi warto się zająć, czytając nowe powieści. „Ukazane kierunki możliwych lektur literatury najnowszej – zastrzega jednak Biedrzycki – nie tylko nie wyczerpują rozmaitych kontekstów, w jakich można ją ujmować, ale w żadnym razie nie ograniczają pytań, które powstałe w ostatnim ćwierćwieczu dzieła nam zadają”. Kłopotliwi współcześni. Nieobecność nieusprawiedliwiona 13 Powołując się na rozmowy prowadzone z uczniami, Ewa Horwath ostrzega, że praktyka szkolna z radości czytania czyni koszmar omawiania i odbiera ochotę na samodzielne czyta- nie podobnych lektur. Podejmuje więc próbę refl eksji nad tym, w jaki sposób omawiać utwory z gatunku fantasy, aby nie znisz- czyć naturalnej chęci poruszania się po świecie lubianych przez uczniów książek. Niebanalne odkrywanie poezji proponują autorzy pochy- lający się nad współczesną liryką: poprzez refl eksje o poetach i wierszach uwrażliwionych na malarstwo [Anna Pilch], przez spotkania z twórcami nieznanymi i poezją nieopisaną przez znawców [Stanisław Bortnowski] i prowokowanie odbiorcy do nieustannych reinterpretacji wątków, tematów, toposów obec- nych w kulturze na przestrzeni wieków w poezji Jacka Kaczmar- skiego [Wojciech Strokowski], a także przez twórcze spotkania z wierszami i angażowanie uczniów w tworzenie wirtualnego Muzeum Poetyckiego W. Szymborskiej [Anna. Biernacka]. Z kolei Stanisław Bortnowski, Anna Janus-Sitarz, Marta Rusek, Maciej Pabisek, Anna Włodarczyk podsuwają nauczy- cielom rozmaite koncepcje (intertekstualne, etyczne, kulturowe) na szkolne spotkania z najnowszą prozą polską: Olgi Tokarczuk, Janusza Andermana, Doroty Masłowskiej, Andrzeja Stasiuka, Jarosława Marka Rymkiewicza, Wojciecha Kuczoka, Antoniego Libery. Książkę wieńczą rozważania nad koniecznością uwzględ- nienia w modelu kształcenia przyszłych nauczycieli polonistów zachęty do autorefl eksji nad wartością ich własnych spotkań z literaturą, a następnie uświadomienia im roli, jaką odgrywają w postrzeganiu przez uczniów obcowania z tekstem. Istnieje potrzeba przekonania ich, że szkolna „praca z lekturą” powinna zostawiać w uczniach pragnienie do samodzielnego, niewymu- szonego szkolnym czy zawodowym obowiązkiem sięgnięcia po książkę, winna przyzwyczajać ich do długotrwałego czytania, przeżywania, czasem trudnej percepcji. W tym celu niezbędne są zarówno refl eksja nad czynnikami motywującymi do lektury, jak i wiedza o działaniach sprawiających, by uczniowie chcieli czytać. Pewne inspiracje dla polskich nauczycieli można znaleźć w doświadczeniach edukacyjnych innych krajów, również zma- gających się z uczniowską niechęcią wobec książki. 14 Wstęp Dopełnieniem tych rozważań są próby studentów – przy- szłych nauczycieli [Pauliny Adamczyk, Katarzyny Nowak, Ma- rzeny Zielińskiej, Magdaleny Knapek, Elżbiety Piątek, Przemy- sława Stanisławskiego] przezwyciężania uczniowskiego oporu wobec książki. Sześć przykładów tworzenia sytuacji motywu- jących do lektury (Romy Ligockiej, Wiesława Myśliwskiego, Stefana Chwina, Gabriela Garcii Marqueza, Umberto Eco, KurtaVonneguta), angażujących młodych ludzi w problemy te- raźniejszości i w sytuacje nośne aksjologicznie, to dowód na konieczność uwrażliwiania polonistów na wciąż zmieniające się potrzeby swoich wychowanków i potrzebę udoskonalania modeli nauczania. Anna Janus-Sitarz LITERATURA NAJNOWSZA W SZKOLE KRZYSZTOF BIEDRZYCKI Prywatny Polak szuka swojej tożsamości albo literackie zmagania ze światem nowoczesnym i ponowoczesnym. Szkic krytyczny o literaturze najnowszej Czytanie literatury to z jednej strony przyjemność, a z dru- giej spotkanie. Spotkanie z dziełem, ale poprzez nie z innym człowiekiem, z którym w trakcie lektury podejmuję rozmowę. A rozmawiam o sprawach, które mnie poruszają, są dla mnie ważne – gdy spotkane dzieło nic ważnego mi nie mówi, lektura staje się jałowa. O ważnych sprawach można rozmawiać z klasyką, zwłaszcza z arcydziełami. O ile jednak my możemy im zadawać wszel- kie możliwe pytania, one nie na wszystkie nam odpowiedzą, a zwłaszcza same nas nie zapytają o to, co najważniejsze dla naszych czasów. O niektórych sprawach można rozmawiać tylko z literaturą najnowszą. * 18 Krzysztof Biedrzycki Co to jest literatura najnowsza? Gdzie wyznaczyć jej granicę? Rok 1989 stanowi wygodną cezurę w periodyzacji najnow- szych dziejów polskiej literatury. Wygodną, bo wyrazistą i za- uważalną: skończył się PRL, dogorywała cenzura, publiczny dyskurs zyskał charakter demokratyczny, otworzyły się granice, rodził się wolny rynek, zupełnie inną rolę zaczęły odgrywać me- dia. To wszystko sprawiło, iż kontekst zewnętrzny dla literatury tak bardzo się zmienił, że i ona powinna się zmienić. Problem polega na tym, że literatura rozwija się wedle własnego rytmu. Polityka, owszem, wpływa na nią, ale ten wpływ – poza szcze- gólnymi sytuacjami – nie jest tak silny, jak wydawałoby się tym, którzy swoją lekturę podporządkowują właśnie polityce. Dla samej literatury ważne są dzieła, to one zmieniają jej bieg, choć też nie od razu. Dlatego wszelkie periodyzacje trzeba traktować z dystansem, a nawet nieufnie i podejrzliwie, bo one – zwłasz- cza gdy są wygodne i poręczne – potrafi ą więcej zaciemniać niż rozjaśniać. Przyzwyczajeni do wagi przełomu 1989 w polityce, zapominamy, że literaturę trzeba czytać dla niej samej, a logikę jej rozwoju należy śledzić w dziełach, nie w historii politycznej. Powyższe zastrzeżenie wydało mi się istotne, gdyż mówienie o zjawiskach w literaturze polskiej po 1989 roku powinno być oparte na jednym podstawowym fundamencie: ciągłości. To, co się zdarzyło po roku 1989, miało swoje początki wcześniej, data przełomu jest tylko kamieniem granicznym, potrzebnym, bo – gdy się próbuje dokonać syntezy – gdzieś chronologiczną granicę trzeba wyznaczyć, należy jednak pamiętać, że ów ka- mień graniczny zawsze mógłby być przesunięty, jego obecność to wyłącznie wyraz konwencji i historycznoliterackiej praxis. Periodyzacja to jeden kłopot piszącego o nowej literaturze. Drugim jest brak dystansu do przedmiotu dyskursu. Tutaj nie wypowiada się historyk literatury, badacz, tu głos zabiera krytyk, ktoś emocjonalnie zaangażowany w lekturę dzieł powstałych nie tak dawno temu, ledwie przedwczoraj. Jakakolwiek próba formu- łowania uogólnień obarczona jest ryzykiem podporządkowywa- nia ich własnym preferencjom estetycznym, postrzegania całości z partykularnej perspektywy, ustawiania dzieł w kontekstach wy- znaczanych przez apriorycznie przyjmowane założenia lektury, myślenia życzeniowego (albo – na odwrót – pełnego niepokoju) w projektowaniu literatury. Powiedzmy jasno: w tworzeniu uogól- Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 19 nionej, syntetycznej wizji najnowszej literatury, tak jak w każdym akcie czytelniczym, kluczową rolę odgrywa „ja” interpretatora, lecz już nie pojedynczego dzieła, ale całej wyznaczonej historycz- nie sekwencji dzieł i ich powiązań – „ja” z jego prze(d)sądami, do- świadczeniami, oczekiwaniami, ograniczeniami, uprzedzeniami, obsesjami, nadziejami i lękami, z jego osobistą sytuacją lektury, erudycją i umiejętnością formułowania syntezy (bądź z niedo- statkiem tych cnót), wreszcie – ze zdolnością (lub jej brakiem) do przekonywającego przedstawienia swojej wizji. Oraz z uwikłaniem w swój czas, choćby przez uleganie dominującym dyskursom i szukaniem odpowiedzi na stawiane przez epokę pytania. Powyższe kłopoty nie powinny jednak skłaniać do zarzuce- nia prób tworzenia syntez. Na odwrót, powinny stanowić zachętę do podjęcia wyzwania. Uogólniona wizja, namiastka historycz- noliterackiego obrazu nowej literatury może pomóc w porząd- kowaniu wiedzy o niej. A porządek jest potrzebny, by wyłonić rozmaite konteksty, w jakich da się czytać powstałe w nieodległej przeszłości dzieła. Powiedzmy jasno: tworzenie syntezy ma sens wówczas, gdy służy lekturze. Ale i sama synteza jest formą lek- tury. Dlatego trzeba ją czytać tak jak każdy tekst krytyczny, jako zapis indywidualnej świadomości i wrażliwości tego, kto obcuje z literaturą i z tego obcowania zdaje sprawę. Pamiętając o wszystkich powyżej wyrażonych zastrzeże- niach, spróbujmy podjąć wyzwanie i dokonajmy małej syntezy literatury minionego dwudziestolecia. Zobaczmy, o co nas pyta najnowsza literatura, jakie pytania my jej zadajemy, dokąd nas prowadzi jej lektura. * 1. KU PRYWATNOŚCI a. Osobny człowiek Po 1989 roku bohaterem – i to w podwójnym sensie, zarów- no w roli literackiego protagonisty, jak i kogoś, kto heroicznie zmaga się ze swoim istnieniem – staje się pojedynczy, osobny, 20 Krzysztof Biedrzycki prywatny człowiek. Właśnie: prywatny. Czyli, w dosłownym sen- sie, wyłączony, oddzielny, pozostający poza zbiorowością. To ważne, że literatura z całą siłą zwróciła się ku doświadczeniu indywidualnemu, pozostając w wyraźnej opozycji wobec do- świadczenia społecznego, narodowego, zwłaszcza wobec historii. Najdobitniej wyraził to Marcin Świetlicki w swoich programo- wych wierszach (np. Do Jana Polkowskiego czy Polska), gdzie nad uniesienia wspólnotowe przedłożył osobiste przeżycie, choćby zwykłego bólu zęba. Od razu jednak trzeba powiedzieć, że nie tyle dokonało się odkrycie prywatności, ile znamienne przesunięcie akcentu. Dominacja zbiorowości w polskiej literaturze ujawniała się tylko w niektórych momentach ostatnich dziesięcioleci. Najsilniej w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, gdy – zwłaszcza w po- ezji – mocno aktualizował się idiom późnoromantyczny. A i tak najbardziej przejmujące reakcje na ówczesne doświadczenie historii dokonywały się z perspektywy jednostkowej, właśnie prywatnej, np. w Przywracaniu porządku Stanisława Barańczaka, Raporcie z oblężonego Miasta Zbigniewa Herberta czy Kabarecie Kici Koci Mirona Białoszewskiego. Można nawet powiedzieć, że im mocniejszy był podmiot zbiorowy, tym bardziej epigońska poezja, mocniej zatopiona w stereotypach i tym mniej z niej przetrwało. Wyraźne i jednoznaczne przesunięcie akcentu dokonało się w połowie lat osiemdziesiątych. Najbardziej było to widoczne w pierwszych emigracyjnych tomach czołowych poetów „pokole- nia ‘68”: Barańczaka (Atlantyda, Widokówka z tego świata) i Adama Zagajewskiego (Jechać do Lwowa), a także w programowym eseju tego drugiego autora, opatrzonym wiele mówiącym tytułem Solidarność i samotność. Właściwie nie tyle samotność jest tam przeciwstawiona solidarności, ile ukazana jest poetycka cena jednej i drugiej: za solidarność płaci się podporządkowaniem zbiorowości, z którą się współodczuwa, samotność zaś łączy się z bólem, ale to ona pozwala na zachowanie niezbędnego dla poety dystansu i niezależności w opisywaniu świata. Na osobność, jednostkowość, niepowtarzalność poetyckie- go podmiotu w latach osiemdziesiątych trzeba patrzeć z róż- nych perspektyw. To niewątpliwie próba obrony pojedynczego człowieczeństwa przed zakusami tych bytów, których istotą jest Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 21 liczba mnoga. W tamtych okolicznościach historycznych były to z jednej strony aspiracje słabnącego komunizmu, który przecież do końca nie zrezygnował z totalitarnej (a więc zawłaszczającej wszystkich i wszystko) ideologii. Z drugiej jednak strony chodzi- ło o coś znacznie poważniejszego, co właśnie Zagajewski wyraził we wspomnianym wyżej eseju, a co najzwięźlej sformułował Czesław Miłosz w poemacie Sześć wykładów wierszem: „Największy wróg człowieka jest uogólnienie”. Uogólnienie nie tylko w sensie logicznym, ale nade wszystko światopoglądowym. O ile więc przyciągającą moc ideologii komunistycznej można już było ignorować, a i celowe działania władzy miały raczej pragma- tyczny charakter, więc nie tak bardzo były niebezpieczne dla osobności podmiotu, o tyle wciąż (a może coraz bardziej) swą siłę objawiały inne „uogólnienia” – w postaci narodu, społeczeń- stwa, wzajemnej solidarności, wiary, Kościoła, a nawet ludzkości. A także Historii (pisanej dużą literą, traktowanej metafi zycznie). Przed takimi „uogólnieniami” bronił podmiotowości Miłosz, „wielką liczbę” demaskowała Wisława Szymborska, po stronie pojedynczego człowieka, który chciałby uciec przed ciśnieniem tego, co zewnętrzne, stawali Tadeusz Różewicz i Białoszewski, Herbert bronił prawa do osobności, bo tylko osobny człowiek może zachować swoją godność. Ten motyw nieustannie powra- cał w poezji powojennej. Gdy się dobrze w nią wczytać, to raczej wyjątkowe były momenty, gdy dominowała w niej liczba mnoga. Prędzej można by mówić o wyrażaniu dwuznaczności uwikłania człowieka w zbiorowość, niż o poddawaniu się jej. „Uogólnienie” miało zresztą szerszy, cywilizacyjny charak- ter. Napięcie między zbiorowym a prywatnym jest znamienne dla modernizmu, czy – szerzej rzecz ujmując – nowoczesności. Projekt nowoczesny miał ambicje totalne, przebudowie i prze- wartościowaniu miało się poddać wszystko i wszyscy. Komunizm to tylko jeden z wariantów. W tej sytuacji stająca w obronie po- jedynczego człowieka literatura stawała jakby w opozycji wobec ambicji cywilizacyjnych. Zarazem jednak – w swoich poszuki- waniach – mocno się wpisywała w dominujący projekt, gdyż rozpatrywała człowieka w kontekście zmian, które przynosił nowoczesny świat. Na takim tle trzeba postrzegać zwrot ku prywatności w li- teraturze początku lat dziewięćdziesiątych. Ten gest wydawał 22 Krzysztof Biedrzycki się radykalny, choć w istocie radykalne było w nim tylko jed- no – ostre i bezwzględne odwrócenie się od historii, polityki, społeczeństwa, narodu, państwa czy innej zbiorowości. Można by powiedzieć, że to był gest anty-nowoczesny, może już nawet po-nowoczesny. Nie komunizm, bo on wydawał się zdecydowaną przeszłością, ale przybierający różne postaci projekt cywiliza- cyjny stał się negatywnym punktem odniesienia. Zdecydowany indywidualizm stał się wyznacznikiem rodzącej się epoki. Na pierwszym miejscu: „ja”. Wyzwolenie rozumiane jako odkrycie siebie niezależnego od tego, co na zewnątrz. To widać w poezji pokolenia „bruLionu”. Świetlicki, Jacek Podsiadło, Marcin Baran, Krzysztof Koehler, Artur Szlosarek, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki – materią swojej twórczości uczy- nili własne doświadczenie (często wszakże literacko zmistyfi - kowane). Świat jest przez nich postrzegany z własnej, osobistej perspektywy. Nie ma liczby mnogiej, a jeśli się pojawia, to tylko po to, żeby została poddana demaskacji. „Ja” wysuwa się na pierwszy plan i w poezji starszych twór- ców. Najbardziej znamienne było przesunięcie akcentu w ostat- nich tomikach wierszy Herberta, zdominowanych przez opis doświadczenia osobistego, z rzadka już tylko maskowanego personą Pana Cogito. Również u Szymborskiej, która – zgodnie z przyjętą zasadą – zasłania się kreacją podmiotu literackiego, mimo wszystko coraz częściej pojawia się jawne „ja”, choć nigdy nie jest ono eksponowane. Najdalej spośród poetów starszej generacji w poetyckim od- słanianiu posuwali się Miłosz i Różewicz. Obaj daleko przesu- wali granice intymności. Zresztą równocześnie przekraczając granice gatunków, ich poezja mieszała się z diarystyką, a kreacja literacka z dokumentem. Obaj stosowali strategię równoczesne- go zasłaniania i odsłaniania. Odsłaniali się w swoich słabościach, niekiedy nieomal ekshibicjonistycznie, choć może lepiej powie- dzieć – konfesyjnie, gdyż ich utwory niejednokrotnie przybiera- ły charakter spowiedzi. Równocześnie zasłaniali się, poddając swoje wyznania literackiemu przetworzeniu. Obaj czynili to w wierszach i poematach, ale też w utworach o niejasnym statu- sie gatunkowym, jak Rok myśliwego czy Piesek przydrożny Miłosza, tegoż dwa Abecadła, jak również książki pozornie zupełnie nie- autobiografi czne – Wyprawa w dwudziestolecie czy Jakiego to gościa Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 23 mieliśmy – przepełnione osobistym tonem autora, u Różewicza natomiast szczególną rolę odegrał tom Matka odchodzi. Skierowanie uwagi ku doświadczeniu osobistemu z całą mocą dokonało się w twórczości autorów nowofalowych. Tak, nie była to u nich nowość, jednak przesunięcie akcentów, jak się okazało, miało istotne konsekwencje. U Barańczaka widoczne w wydanych po 1989 roku tomach: Podróży zimowej i Chirurgicznej precyzji. Barańczak wyczuwa rodzaj wstydu wobec nadmierne- go eksponowania „ja”, czy może raczej nie dowierza językowi, który potrafi łby opisać to, co osobiste, bez brutalnego ingero- wania w intymność, dlatego prowadzi subtelną grę, w której więcej się zasłania, po to jednak, by odsłonić uczucia głęboko skrywane. Zagajewski jest odważniejszy w przekraczaniu granic między literackością a prywatnością, częściej czyni to jednak w esejach (jak Dwa miasta czy W cudzym pięknie), gdyż poezja wydaje mu się dziedziną intensywnej kreacji, gdzie osobiste jest co najwyżej materią, zawsze estetycznie uformowaną. U Juliana Kornhausera własne doświadczenie staje się przedmiotem gry literackiej – częściej w wierszu, ale też w autobiografi cznej pro- zie. To gra polegająca na poszukiwaniu właściwego, możliwie nienacechowanego języka, którym dałoby się rzeczowo i bez wpadania w pułapkę zaciemniającej sensy metaforyki opisać własne doświadczenie. Właśnie poszukiwanie odpowiedniego języka, wyzbytego nie- potrzebnych emocji, powściągliwego, a zarazem oddającego stan rzeczy, stawało się celem intensywnych poszukiwań poetów tej generacji. Poza wspomnianymi widoczne to jest u Janusza Szu- bera, Bohdana Zadury czy – zwłaszcza – u Piotra Sommera. Konkretny człowiek, z jego własnymi doświadczeniami i przeżyciami staje się bohaterem prozy. Choć uwikłany w dzie- je, to on jest teraz ważny, nie przetaczająca się nad nim historia, która przynosi głównie zniszczenie, cierpienie, śmierć. Boha- terowie powieści Wiesława Myśliwskiego (Widnokrąg, Traktat o łuskaniu fasoli), Stefana Chwina (Hanemann), Olgi Tokarczuk (Prawiek i inne czasy, Dom dzienny, dom nocny), Marka Bieńczyka (Tworki) – żeby poprzestać tylko na nielicznych przykładach – są przede wszystkim ludźmi, którzy przeżywają swoje własne, prywatne radości i bóle, nadzieje i lęki, i dla których zewnętrzna rzeczywistość jest czymś przygodnym, tylko się zdarzającym, 24 Krzysztof Biedrzycki nie wyznacza istoty ich bycia: a jednak ona ich dopada, w róż- nych sytuacjach i z różnym skutkiem, ale skutecznie. Obrona autonomii człowieka okazuje się ogromnie trudna, jakkolwiek możliwa, bo przecież każdy zostaje mimo wszystko osobny, swój własny. Prywatny. b. Transgresje literackie Napięcie polega na tym, że literatura postrzegana jest w swo- jej literackości (a więc „sztuczności”, od słowa sztuka), jest dome- ną kreacji, zmyślenia, uwodzenia. Po drugiej stronie jest jednak szczerość i prawda. Czy bez nich możliwa jest wiarygodna lite- ratura? To pytanie można by unieważnić, bo można by zignoro- wać kwestię wiarygodności lub przesunąć ją na poziom znaczeń wyższych, niedosłownych. Problem współczesnej literatury po- lega jednak na tym, że trudno wyznaczyć jednoznaczną linię demarkacyjną, gdzie kończy się „sztuczność”, a zaczyna prawda. Z jednej bowiem strony literackie wydaje się wszystko, co napisa- ne, wszystko jest narracją i podlega grom języka oraz konwencji. Tak więc literatura zagarnia dokument (list, pamiętnik, reportaż etc.), historiografi ę, a nawet fi lozofi ę. Konsekwencją staje się coś bardzo dwuznacznego i niebezpiecznego, mianowicie uznanie wszystkiego za grę w opowieść, gdzie prawda nie tylko nie ma jednoznacznego statusu, ale nawet przeszkadza, bo nie pozwala pławić się w samej estetyce (która skądinąd też ma podejrzaną opinię). Po drugiej stronie upada zaufanie do fi kcji, ona sama staje się fantazmatem wiele mówiącym o jej twórcy, a więc nośni- kiem prawdy – skoro tak, to staje się bezużyteczna, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przedmiotem dzieła czynić samo życie. To napięcie szczególnie znamienne jest dla literatury i wszel- kiej twórczości (bo odzywa się ono z wielką mocą w sztukach plastycznych, fi lmie, teatrze) późnego modernizmu. Owszem, pojęcie prawdy (podejrzane, bo nazbyt autorytarne, a zarazem trudne do zdefi niowania) zostaje zastąpione pojęciem szczerości, jednak istota problemu pozostaje: do jakiego stopnia sztuka jest sztuczna, a literatura literacka? Ten problem wciąż nabrzmiewa. Z jednej strony – skoro oczekujemy literatury „prawdziwej” – chętnie czytamy pamięt- Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 25 niki, dzienniki, biografi e, listy, z drugiej strony nie do końca im dowierzamy, śledzimy ich styl, w którym ma się kryć to, co nieujawnione, tropimy nieścisłości, a nawet przekłamania. W rezultacie dokonują się swoiste transgresje literackie. Powsta- ją nowe gatunki, a w tradycyjnych nakładają się na siebie sfery fi kcji i faktu (jakkolwiek go rozumieć). Ostatnie 20 lat to czas wysypu książek z zakresu memuary- styki, biografi styki, epistolografi i, reportażu, historiografi i, eseju itd. Dzienniki Jarosława Iwaszkiewicza i Marii Dąbrowskiej (te ostatnie wydawane w coraz pełniejszych wyborach), książki wspomnieniowe Michała Głowińskiego i Janusza Głowackiego, obszerna korespondencja Miłosza i Jerzego Giedroycia, histo- ryczne eseje Jana Tomasza Grossa i biografi a Ryszarda Kapu- ścińskiego pióra Artura Domosławskiego – to tylko przykłady książek, których założeniem jest opisywanie faktów. Dodajmy do tego ogromny dorobek reportażu i popularne w latach dzie- więćdziesiątych wywiady rzeki. Niejednokrotnie budziły one gorące dyskusje. Po drugiej stronie literatura podkreślająca swoją literackość, a zarazem czerpiąca z biografi i autora i z nią grająca. Od prozy Juliana Stryjkowskiego (jego Milczenia), „łże-dzienników” Tade- usza Konwickiego (ostatnim ich przykładem był Pamfl et na sie- bie), Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który swoje opowiadania wtapiał w Dziennik pisany nocą i nieustannie igrał ze swoją rolą jako narratora, przez Jerzego Pilcha i Andrzeja Stasiuka, po au- tobiografi czne powieści (?) Manueli Gretkowskiej. A wymieńmy jeszcze takie tytuły jak Mercedes-Benz Pawła Huelle czy Lala Jacka Dehnela, gdzie przedmiotem narracji jest rodzinna historia. Chętnie stosowanym chwytem literackim jest wprowadzanie narratora syleptycznego. Na przykład w Wojnie polsko-ruskiej pod fl agą biało-czerwoną to zupełnie fi kcyjna Masłoska, której pojawie- nie się jest jednak wyraźną sygnaturą i znakiem dla czytelnika, że nie może się on tak zupełnie zatopić w fi kcji. Bywa jednak tak, jak we wspomnianej Lali, gdzie Jacuś jest i słuchaczem historii babci, i jej opiekunem, i narratorem powieści, i tym, kto żyruje jej domniemaną (a może rzeczywistą) autentyczność. Przykłady można by mnożyć. Literatura gra z prawdą. Zbliża się do niej, udaje, że jest prawdomówna, po czym się oddala, ubiera się w kostium kon- 26 Krzysztof Biedrzycki wencji, wskazuje na narracyjność jako zasadę, która faktom nadaje sens (one same są nagie i pozbawione znaczenia), ale po to, żeby znów zadać pytanie o prawdę… Najdobitniej ta kwestia jest postawiona w biografi i Kapu- ściński non-fi ction Domosławskiego. Autor deklaruje docieranie do prawdy, aby to jednak uczynić, nieustannie dekonstruuje opowieści swojego bohatera, w których dostrzega dominację narracji nad prawdą. Tyle że Domosławski równocześnie nie dekonstruuje samego siebie, wskutek czego nie dostrzega, że i on tworzy narrację, i on fakty podporządkowuje opowieści, zgodnie z jej logiką je interpretuje. Ta książka to znamienny punkt dojścia w pewnej szczególnej przygodzie literackiej. Przygodzie, w której zmaganie z prawdą dotyczy kwestii fundamentalnej, mianowicie poznawania człowieka. Wszystkie opisywane transgresje literackie służą właśnie temu celowi – ukazaniu człowieka, mnie samego, moich przodków, przyjaciół, osób publicznych. Najważniejsze jest przy tym skupienie uwagi na tym, kto jest osobny, prywatny (nawet jeśli uwikłany w spo- łeczność i historię), niepowtarzalny. A przy tym w istocie nie- przenikniony. I cały zatopiony w narracji, poza nią nieistniejący, zawsze jakoś opowiedziany, nie substancjalny, lecz tekstowy. c. Badanie języka Pytania o narrację to jedna strona problemu literatury z prawdą o człowieku. Druga strona to pytania o język. Właści- wie cała historia czy to literatury, czy fi lozofi i XX wieku opiera się na kwestii języka. Poezja, która sięga do najgłębszych po- kładów języka, najdobitniej daje wyraz niepewności, która się z nim łączy. Poezja polska weszła w nowe czasy z doświadczeniem, które można by w skrócie określić jako wewnątrzmodernistyczne na- pięcie między zaufaniem do języka a nieufnością do niego. We- wnątrzmodernistyczne, gdyż obie postawy wynikły z przełomu w traktowaniu języka, który się dokonał w łonie modernizmu, przy czym trzeba by go postrzegać szeroko, w ciągłości – od Tuwima po Barańczaka. Po jednej stronie (powiedzmy za Ba- rańczakiem) byłaby to nieufność wobec języka, niekiedy skrajna, Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 27 polegająca na przyglądaniu się mu jako systemowi, który czło- wiekowi ciąży, przytłacza go, odbiera wolność, w jakiś sposób „nim mówi”. Po drugiej stronie mielibyśmy – wynikłe z tego samego doświadczenia – próby (niekiedy wręcz rozpaczliwe) ratowania zaufania do języka jako jedynego narzędzia naszego kontaktu ze światem. Zaufanie to nie oznacza bezgranicznej wiary w moc słowa, wręcz przeciwnie, podszyte jest głębokim zwątpieniem, jednak opiera się na nadziei, że świat da się opisać, a nawet słowem ocalić: najgłębiej ta nadzieja jest wyrażana w po- ezji Miłosza. Tak ukazane bieguny to oczywiście tylko model, żywa poezja jest dynamiczna, nic w niej nie jest jednoznaczne i proste. Zarysowany tu jednak został zasadniczy problem, z któ- rym przez dziesięciolecia się zmagała. Dla poezji po roku 1989 ów problem pozostał aktualny, pod tym względem nic się nie zmieniło. Można powiedzieć, że zy- skał on na ostrości. Tym razem bieguny można by wyznaczyć, przywołując nazwiska czołowych poetów debiutujących na prze- łomie dwu ostatnich dekad XX wieku: Marcina Świetlickiego i Andrzeja Sosnowskiego. Obydwaj są dziedzicami awangard, ale każdy co innego z nich zaczerpnął. Świetlicki traktuje język jako medium przezroczyste. Ważny jest dla niego świat, nie na- rzędzie opisu. Pod tym względem – paradoksalnie – wiele go łączy z Miłoszem. Tak, słowo jest ułomne, nigdy nie przylega do rzeczy, ale równocześnie tylko dzięki niemu możemy świat na nasz ludzki sposób ujmować i próbować go zrozumieć. Inaczej niż Miłosz, Świetlicki demonstruje swój dystans tak wobec świa- ta, jak wobec sposobu mówienia o nim, ale to nie język jest dla niego problemem, lecz sama rzeczywistość, która ze swej natury ma opresyjny charakter i z którą trzeba się zmagać. Sosnowski zupełnie inaczej – język traktuje jako medium zasłaniające świat. Świat bez reszty jest zapośredniczony. Dlatego on jest interesują- cy, a nawet w ogóle poznawalny o tyle tylko, o ile jest ujęty przez język. Sosnowski jest w jakiś sposób uczniem młodego Barańcza- ka, który – kierując się nieufnością wobec języka – przedmiotem działania czynił demaskowanie jego siły lub ujawnianie słabości. Oczywiście to powinowactwo sprowadza się do postawy wobec aktu mowy, niewiele go w praktyce poetyckiej, gdyż Sosnowski zmierza do czegoś zupełnie innego, Barańczak chciał język oczy- ścić i przecież, w gruncie rzeczy, głęboko wierzył w jego zdolność 28 Krzysztof Biedrzycki nazywania, a nawet wyrażania prawdy, dla Sosnowskiego zaś język jest nade wszystko, a może wyłącznie, przestrzenią gry, dlatego momentami bliżej mu do późnego Barańczaka i jego poezji niepoważnej, zwłaszcza tam, gdzie w jego wierszach za- czyna dominować surrealizm, znaczenie zakorzenione w słowie, ale oderwane od pozajęzykowej rzeczywistości. Świetlicki i Sosnowski to znaki orientacyjne, w pewnym sen- sie – bieguny, ale też trzeba pamiętać, że w poezji obu znaleźć można utwory zupełnie niepasujące do opisanego modelu (czy raczej: takie, które da się zupełnie inaczej przeczytać). Bywa u Świetlickiego, że język jest bezradny wobec opisywanego do- świadczenia. Bywa u Sosnowskiego, że język zupełnie dobrze sobie radzi z sensami, które wyraża. Pomiędzy nimi rozciąga się szeroka przestrzeń rozmaitych postaw wobec języka. Najdalej w badaniu jego możliwości posuwają się tzw. neo- lingwiści (np. Maria Cyranowicz, Joanna Mueller czy Jarosław Lipszyc). Poetą, który język poddaje trudnym próbom, jest Mi- łosz Biedrzycki – u niego słowo odbywa szczególną wędrówkę od potoczności ku nadrealizmowi, zaczyna się w zwyczajnej mowie, która rychło odkrywa swoją moc kreacyjną i zaczyna stwarzać światy w takim samym stopniu zakorzenione w rzeczy- wistości, jak daleko poza nią sięgające; język, będący narzędziem nazywania, okazuje się tu równocześnie sposobem na tworze- nie przestrzeni alternatywnych, wyobrażonych. W podobnym kierunku (zarówno w poezji, jak prozie) zmierza Adam Wie- demann. Oraz Dorota Masłowska w swoich powieściach i dra- matach. Dla Masłowskiej język jest problemem, bo on zamiast ułatwiać komunikację między ludźmi, zakłóca ją. Nie ma poro- zumienia, gdyż mowa podlega konwencjom zewnętrznym wobec człowieka, to tylko element gry, oszustwo, udawanie i narzędzie wzajemnej międzyludzkiej przemocy. W tej sytuacji literatura to wyraz oporu wobec opresywności słowa i jego nieoczywistości. Zmaganie się z nim, wyznaczanie mu granic, a zarazem ich przekraczanie. To był problem poetów Nowej Fali. Po części przez nich rozwiązany, jakkolwiek w różny sposób. Barańczak w swojej późnej twórczości nie tyle zmaga się z niemocą języka, ile eks- ploruje obecną w nim wieloznaczność, niekiedy (w twórczości Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 29 nie-poważnej) przekraczając stan semantycznego skupienia, by wykorzystywać paradoksalną „bez-znaczność” słowa. Ryszard Krynicki tak dużą wagę przywiązuje do znaczeń słów, że właści- wie destyluje je tak daleko, iż dochodzi do milczenia jako zasady powiadamiania o świecie, milczenia dosłownego, gdyż przez kilkanaście lat poeta nie publikował nowych wierszy, a stare przetwarzał, gdyż zawsze pozostawało w nich coś, co zakłócało przesłanie. Adam Zagajewski i Ewa Lipska grają metaforą. Dla autora Ziemi ognistej napięcie, które rodzi się między słowami, ma dwuznaczny charakter, gdyż z jednej strony słowa nazywa- ją rzeczywistość, ale z drugiej – one kreują jakiś świat nowy, wyobrażony, niepodległy zmysłowemu postrzeganiu; metafora w tej sytuacji ma charakter właśnie kreacyjny, bez mała magicz- ny. Inaczej u Lipskiej, bo poetka za pomocą metafory rozbija tradycyjne (konwencjonalne) związki między słowem a sensem i buduje nowe, za pomocą których pokazuje wewnętrzny, przy- należny jej istocie, paradoks rzeczywistości. Siła i słabość języka, jego zdolność nazywania, a zarazem moc kreacyjna – to zagadnienia żywe u poetów tego (i trochę starszego) pokolenia, którzy znaleźli się w centrum zaintereso- wania w ciągu ostatnich dwudziestu lat: Krystyny Miłobędzkiej, Piotra Sommera i Bohdana Zadury. W różny sposób rozwiązują te problemy, jednak łączy ich wyraźne poczucie ambiwalencji wobec języka. Nie są tak radykalni jak ci autorzy, którzy w ję- zyku dostrzegają głównie ograniczenie, ale zarazem boleśnie odczuwają jego – języka – konwencjonalność i niezdolność do oddawania tego, czego naprawdę się doznaje. Dlatego z jednej strony skupiają się na prostym, niekiedy wręcz ascetycznym opisie, z drugiej strony obnażają niejednoznaczności tkwią- ce w słowach, przy czym jedno wynika z drugiego, nie ma tu sprzeczności. Taka ambiwalencja jest znamienna dla wielu poetów. Wśród młodszych wyraźna jest choćby u Artura Szlosarka i Tadeusza Dąbrowskiego, Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego i Tomasza Różyckiego, wśród starszych u autorów tak różnych, jak Jan Twardowski (którego język religijny wcale nie jest prosty i jed- noznaczny, natomiast bliskość między słowem a tym, co ono określa, pojawia się tam, gdzie opisywana jest natura, nie prze- życie ściśle religijne), Tadeusz Różewicz (u którego słowo ma 30 Krzysztof Biedrzycki być możliwie najbardziej jednoznaczne, a przecież dramat poety polega na tym, że tej jednoznaczności ono umyka) czy Wisława Szymborska (nie tylko słowo i jego znaczenie jest przedmiotem jej zainteresowania, ale i cała polisemia wynikająca z gramatyki; właśnie język jest źródłem ironii, a nawet humoru, w którym ujawnia się nonsens zawarty w mowie). Może niepewność co do statusu języka skłania wielu poetów do szukania inspiracji w estetyce barokowej, gdzie wyjątkową rolę odgrywają paradoks, oksymoron, niejednoznaczność, ale i kunszt wraz z konceptualizmem. Od razu trzeba jednak zazna- czyć, że bywa to bardzo różna barokowość. Barańczak (bardziej zresztą w latach 80. niż później) inspirował się angielską poezją metafi zyczną XVI i XVII wieku. Podobną drogą (idąc zresztą śladem Barańczaka) poszedł Jacek Podsiadło. Barok sarmacki (ale bardzo swoiście interpretowany) znajduje natomiast swój ślad w poezji Jarosława Marka Rymkiewicza, Krzysztofa Koeh- lera czy Tkaczyszyn-Dyckiego, u każdego z nich funkcjonuje on zupełnie inaczej i do czego innego wiedzie. Świadomość niemocy języka nie unieważnia jednak starań o zbliżenie słowa do rzeczy. Ta Miłoszowa droga znajduje naj- dobitniejszy wyraz w poezji nastawionej na konkret, unikającej uniwersaliów. To jest metoda, którą dostrzec można u Herberta i Szymborskiej, u Julii Hartwig i Bronisława Maja, u Barańcza- ka i Janusza Szubera. Ale też w prozie, odgrywa ona ogrom- nie ważną rolę w dziełach Wiesława Myśliwskiego czy Stefana Chwina. Nastawienie na konkret i na względną przystawalność sło- wa do rzeczy widać w wierszach Świetlickiego czy Podsiadły. Co ciekawe, u autorów młodszych, debiutujących na przełomie stuleci, taka postawa nie jest jednoznaczna. Różycki prezentuje ją w poemacie Dwanaście stacji, ale w wielu wierszach poddaje ją trudnej próbie wątpienia. Ułożenie mapy poezji (i prozy) wedle kryterium stosunku do języka nie jest proste, bo przecież zmagania z językiem przy- bierają różną postać, zwątpienie w możliwości języka, a nawet oskarżanie go o symboliczną przemoc nieustannie znajdują kontrę w pragnieniu jego ocalenia i oczyszczenia: bo czymże by była literatura bez języka? Prywatny Polak szuka swojej tożsamości... 31 Najistotniejsza zatem nie jest jego ocena, ale jego zdolność do wyrażenia osobowości i podmiotowości. I to jest dla literatu- ry największe wyzwanie. Zdemaskować to, co w języku fałszy- we, uczynić z niego natomiast narzędzie, które pozwoli mówić o świecie i człowieku. Konkretnym, osobnym, prywatnym czło- wieku. 2. BUDOWANIE TOŻSAMOŚCI Osobność oznacza, że zostaje postawione pytanie o tożsa- mość: kim jestem, czym się różnię od innych, co wyznacza istotę mojego „ja”. Tożsamość – w różnych wariantach – stała się jed- nym z głównych zagadnień literatury po 1989 roku. a. Polska Co najmniej od czasów romantyzmu literatura polska pytała głównie o tożsamość narodową swojego bohatera. Nawet gdy tożsamość wydawała się oczywista, bywała mocno akcentowana, jak gdyby pozostawała ona w stanie nieustannego zagrożenia albo choćby podważenia. W nowszych czasach polskość stała się wyraźnym punktem odniesienia dla literatury stanu wojennego – to ciekawe, że właśnie argument narodowy miał szczególną wagę w sporach politycznych tamtego czasu. Po upadku komu- nizmu natomiast przestał on odgrywać dużą rolę. Maria Janion ogłosiła nawet koniec paradygmatu romantycznego w kulturze polskiej. Rzeczywiście kwestia tożsamości narodowej przestała mocno zajmować twórców. A jeśli, to w nowym kontekście – rozlicznych pytań. O samą polskość, o to, co znaczy być Polakiem we współ- czesnej cywilizacji, o polskie kompleksy, wreszcie – o zagrożenia płynące z tożsamości narodowej. Nie zapominajmy, że każda tożsamość budowana jest przez opozycje. Ważne jest to, czym się różnię od innego. Tożsamość 32 Krzysztof Biedrzycki mnie określa, ale zarazem mnie ogranicza, bo sprawia, że nie jestem taki jak ten, od którego się różnię. Tożsamość może być dojrzała, w pełni świadoma, pewna siebie, niezagrożona. Może być jednak zbudowana na lęku, nieufności, podejrzliwości, re- sentymentach, kompleksach. Może być źródłem siły albo źró- dłem niepewności. Po 1989 roku literacka refl eksja nad polskością niemal pomi- jała kwestię zagrożenia, podnosiła natomiast problem radzenia sobie z tradycją, ze stereotypami, nawykami myślenia i dzia- łania. Dwie kwestie okazały się szczególnie istotne: polskość jako zderzenie z innością oraz polskość wewnętrzna, obecna w człowieku, najczęściej jako obciążenie, podporządkowanie narzuconej z zewnątrz wizji świata. W tradycyjnym ujęciu Polak innego postrzegał bądź jako zagrożenie, bądź jako kogoś, kto co prawda jest przyjazny, ale w żaden sposób wyjątkowego polskiego losu nie potrafi zrozu- mieć. W nowej literaturze ten motyw jest słabo obecny. Inny stanowi wyzwanie, gdyż każe na nowo przemyśleć i odmiennie przeżyć swoją własną narodową tożsamość. To temat Spisu cu- dzołożnic Jerzego Pilcha, gdzie obecność – zresztą milczącego – „szwedzkiego humanisty” powoduje, że bohater z całym za- angażowaniem dokonuje mimowolnego narodowego rachunku sumienia. Inaczej jest w Hanemannie Stefana Chwina – Polacy trafi ają do powojennego Gdańska, gdzie spotykają nie tylko świeże jeszcze ślady po ludziach, którzy tam niemal do ostatniej chwili mieszkali, lecz i pozostałych, nielicznych już, Niemców (w tym głównego bohatera), którzy sprawiają, że polskość musi być wyraziście defi niowana, dookreślana, przy czym nie sytuuje się ona już wobec zagrażającego wroga, ale wobec innego, któ- ry budzi lęk samą swoją innością. Temat ten interesująco jest rozwijany w dramatach Stasiuka (np. Noc) i Masłowskiej (Między nami dobrze jest), gdzie spotkanie między Polakami a Niemcami następuje już we współczesności, a przecież obarczone jest na- dal uprzedzeniami, podejrzeniami, stereotypami i wzajemną nieufnością. Takie ujęcie tematu prowadzi prosto do drugiego zagadnie- nia: pytań stawianych Polakowi o obecnego w nim Polaka. To jeden z głównych problemów Pilcha, od wspomnianego Spisu cudzołożnic przez dramat Narty Ojca Świętego po powieść Marsz
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szkolna lektura bliżej teraźniejszości
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: