Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00162 005198 15183812 na godz. na dobę w sumie
Szorty z dreszczykiem - ebook/pdf
Szorty z dreszczykiem - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 57
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3846-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook (-12%), audiobook).

Krótki zbiór krótkich opowiadań, które określę kryminalnymi dreszczowcami - z przewagą tego drugiego składnika. Były publikowane w latach 90-tych, XX w., w różnych niszowych czasopismach. Łączy je niewiele, oprócz surrealistycznej atmosfery i humoru - w szczególności jego wisielczej odmiany. Nigdy jeszcze nie wystąpiły razem, stąd pomysł otulenia ich wspólną, chociaż wirtualną okładką. Nie po to, by je wskrzesić, lecz żeby nie umarły.

Szybka lektura dla czytelników o zdrowych nerwach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

SZORTY Z DRESZCZYKIEM Andrzej Seget © Copyright by Andrzej Seget ISBN 978-83-272-3846-7 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. OD AUTORA: Krótki zbiór krótkich opowiadań, które określę kryminalnymi dreszczowcami - z przewagą tego drugiego składnika. Były publikowane w latach 90-tych, XX w., w różnych, niszowych czasopismach. Łączy je niewiele, oprócz surrealistycznej atmosfery i humoru - w szczególności jego wisielczej odmiany. Nigdy jeszcze nie wystąpiły razem, stąd pomysł otulenia ich wspólną, chociaż wirtualną okładką. Nie po to, by je wskrzesić, lecz żeby nie umarły. Szybka lektura dla czytelników o zdrowych nerwach. Spis treści PRZYPADEK 6 RUNDA Z JAJOGŁOWYM 11 W ZAWIESZENIU 22 SKOK 27 PIĘKNA I BESTIE 32 PRO PUBLICO BONO 37 ZDARZENIE 42 OCZY ANNY 47 PRZYPADEK — Mam dla pana fascynujący przypadek! — powiedział doktor Harald — Tu. Za tymi drzwiami. Asystent Norton otworzył szeroko oczy, prezentując w ten sposób zawodowe zainteresowanie. Harald skinął na sanitariusza, który podszedł kołyszącym się krokiem i zabrzęczał pękiem kluczy. Zajęczały stalowe sztaby i drzwi, z okratowanym okienkiem, stanęły otworem. Weszli. Sanitariusz stanął w progu i założył ręce na plecy. — Pacjent nazywa się Niels Maniac i cierpi na kliniczny przypadek schizofrenii paranoidalnej — powiedział doktor Harald. — W jego opowieściach, którymi chętnie obdarowuje gości, można precyzyjnie zidentyfikować wszystkie fazy psychozy, opisane w podręcznikach. — Rodzynek... — szepnął Norton. — Dokładnie. Zresztą zaraz się pan sam przekona... Panie jest asystent Brian Norton. Chętnie pana Maniac! To wysłucha. Zza biurka podniósł się wyleniały grubasek i wyszczerzył rząd olśniewających zębów. — Dzień dobry, Panie Norton — zawołał wylewnie. — Ostatnim razem kiedy się widzieliśmy nazywał się pan inaczej. Asystent zerknął z ukosa na Haralda, ale ten uspokoił go porozumiewawczym mrugnięciem. — Z całą satysfakcją mogę stwierdzić, że dostarczyłem przesyłkę we właściwe miejsce — podjął Maniac. — U pana, Strona | 6 bodajże, zakupiłem partię maszynek do golenia Shaveman ? firmy Norton skinął głową bez przekonania. — Jednak pamięć mnie nie myli! Od początku podejrzewałem, że z tymi maszynkami coś jest nie tak. To znaczy, oczywiście, nie ze wszystkimi. Wykapowałem, że srebrna nakrętka na jednej z nich jest odrobinę szersza i dało mi to wiele do myślenia. Coś mi powiedziało: No, Niels! Nadchodzi twój moment! Nie przegap okazji! ... Tak. Ta maciupeńka nakrętka musiała mieć ogromne znaczenie. Ale co tam! Przez parę miesięcy pracowałem jakby się nie wydarzyło nic szczególnego. Bo pamięta pan, że jestem... To znaczy byłem zwykłym komiwojażerem? Jak te pozory mylą, co nie? A ja czekałem na Znak. Spokojnie, cierpliwie. Partia maszynek leżała sobie w specjalnej przegródce mojej specjalnej torby na wyjątkowe okazje. Nikt by nie wyniuchał, że w tej torbie jest taka przegródka. Cwane prawda? Norton pokiwał głową z uznaniem. — Pańska bystrość mnie zadziwia, panie Maniac. — Dziękuję. Rutyna i tyle. Tacy, jak Pan i ja, wiedzą coś o tym. Ale do rzeczy. Czekałem więc cierpliwie i w pewnym momencie otrzymałem upragniony Znak. To było super sprytne, Panie Norton. Ten nieogolony, łysy facet przed wystawą sklepu ze sprzętem wędkarskim. Pan sobie wyobraża: długa, pusta ulica i ten gość. Stał tak długo, dopóki nie zbliżyłem się do niego na właściwą odległość. I WTEDY!... Nie posiadam się z podziwu! Wie pan, co zrobił? — Domyślam się — powiedział Norton. — Właśnie! Gość podrapał się w ucho i potarł szczecinę na policzku! Jak grom z jasnego nieba! Od razu wiedziałem, że to Strona | 7 mój wyczekiwany Znak. Tak porozumiewają się tylko nasi. Drapnięcie za uchem: ulica Zaduszna — pierwsza przecznica na prawo od sklepu. I co jeszcze? Szczecina na zakazanej gębie! To mogło oznaczać tylko jedno. Idę więc spokojnie — pan uważa: spokojnie! Żadne tam amatorskie podniecanki!... Idę więc na tę ulicę Zaduszną, patrzę, a tam fryzjer! Dobra nasza! — myślę sobie. — To jest to! Dostojnie wkraczam do salonu, mówię grzecznie dzień dobry i siadam do kolejki. I tutaj muszę z przykrością donieść, że w planie nastąpił niewielki zgrzyt. Stanowczo za krótko siedziałem na krzesełku. Stanowczo! Ledwo co spocząłem na krześle, a tu mistrz brzytwy zrzuca klienta ze stanowiska i okrągłym gestem zaprasza mnie na fotel. Oczywiście nie dałem po sobie poznać, że dostrzegam to karygodne odstępstwo od reguł. Usiadłem i zamówiłem golenie. Czuje pan subtelną różnicę? Nie strzyżenie, ale golenie... Zresztą plan nie zostawiał mi alternatywy. Maniac samokrytycznie wskazał na swoją łysinę. — Takie są reguły — wtrącił rozważnie Norton. — Otóż to!... Kontynuując: Mistrz nakłada mi na twarz gorące okłady, ostrzy brzytwę, bełta w miseczce z kremem, a tu nagle włącza ktoś radio. Uważa pan? W tym właśnie momencie, kiedy nadają świeże notowania totka! Padają liczby: 22-4-7-16-9-1-8. Zapamiętuję skrzętnie i rozpieram się wygodnie w fotelu. Ta część planu za nami! Potem, świeżo ogolony, rześki, maszeruję do najbliższej budki telefonicznej. To się nazywa sprawna organizacja! W informacji otrzymuję adres lokalu, gdzie numer telefonu zgadza się z liczbami wylosowanymi w ostatnim ciągnięciu loterii. Spokojnie — mówię do siebie — Tylko bez nerwów! W ostatniej fazie najczęściej zdarzają się wpadki. Idę więc na piwo, zamawiam Strona | 8 pełne, a barman przynosi mi dodatkowo orzeszki. Mrugam do niego porozumiewawczo i darzę sowitym napiwkiem. Te orzeszki to następny Znak, że jestem na właściwej drodze. Wychylam je powoli, potem następne, chrupię orzeszki i jestem naprawdę zadowolony z siebie. Po zapadnięciu zmroku biorę taksówkę i jadę pod wskazany w informacji adres. Żaden problem. Zajechaliśmy pod okazałą kamienicę, płacę i lekkim krokiem walę prosto pod klatkę z numerem 17. Uważa pan?! Siedemnaście! Dokładnie tyle miałem przy sobie maszynek firmy Shaveman !... Naciskam guzik domofonu przy wizytówce słyszę charakterystyczny chrobot urządzeń nawijam starą śpiewkę komiwojażerów. Facet oczywiście certolił się dla konspiracji, ale w końcu wpuścił. Na górze zaprosił mnie do środka i co widzę? Gospodarz jest nieogolony! Nie jestem w ciemię bity, więc nie zacząłem od maszynek, ale staram się mu wcisnąć jakieś barachło. Kupił płyn po goleniu i to był następny Znak. z właściwym nazwiskiem i kiedy Asystent Norton wyjął z kieszeni gumę do żucia i włożył do ust. Maniac przyjrzał mu się uważnie po czym podjął opowieść. — ...Zasuwam mu więc specjalną ofertę ze specjalnej przegródki. Maszynki firmy Shaveman ! Oczywiście złapał przynętę, ale dał dupy i stąd ten cały galimatias. Wnioskuję, panie Norton, o wyciągnięcie konsekwencji dyscyplinarnych wobec tego agenta! Może pan sobie wyobrazić moją konsternację kiedy facet wyjął z oferty niewłaściwą maszynkę? Nie tę z szerszą nakrętką? Najpierw grzecznie zwróciłem mu uwagę, że robi poważny błąd, ale ten uparł się jak osioł. Nie mogłem pozwolić by tak precyzyjnie skonstruowany plan spalił na panewce! Zaczęliśmy się szamotać i chyba go uderzyłem. Niechcący. W tym czasie była już na miejscu policja. Byłem tak zawiedziony, że zacząłem Strona | 9 sypać... Tak, panie Norton! Pańska Organizacja okazała się gówno warta!! Będę o tym trąbił wszem i wobec!! Do luftu!!! Panie Norton! Do dupy, że się tak wyrażę!!!... Harald pociągnął asystenta za rękaw i obaj wycofali się na zewnątrz, zostawiając pieniącego się Maniaca sanitariuszowi. — To się tak zwykle kończy — rzekł popychając gościa w kierunku wyjścia. — I co pan na to? — Niesamowite! Asystent Norton był pełen podziwu. Po krótkiej rozmowie rozstał się z doktorem i opuścił szpital. Na zewnątrz odetchnął z ulgą i pokiwał głową z niedowierzaniem. Leniwym krokiem udał się do najbliższej kafejki, gdzie zamówił bitą śmietanę. Prześliczna kelnerka uśmiechnęła się do niego w momencie, gdy wyjął z ust gumę do żucia i przykleił pod lewą krawędzią stolika. To był dla niej Znak, że agent Niels Maniac wciąż nie nadaje się do użytku. Strona | 10 RUNDA Z JAJOGŁOWYM Frank Pazzini miał nieliche kłopoty. Już dawno, bodaj w czwartej rundzie, przeszedł do defensywy i mimo rozpaczliwej obrony obrywał coraz częściej, coraz mocniej i w coraz czulsze miejsca. Harry Thunder, jego przeciwnik, był cholernie dobry. Wschodząca gwiazda na firmamencie zawodowego boksu systematycznie strącała z nieba pozostałe. Przeważnie przez KO. Wszystko wskazywało na to, że następną w kolejności będzie dotychczasowy wicemistrz, Frank Pazzini. Gong, zsynchronizowany z potężnym lewym sierpowym, który wylądował na szczęce Pazziniego, ogłosił koniec ósmej rundy. Frank zatoczył się wprost na swój zydel w narożniku i wypluł ochraniający mu zęby plastyk. Trener miał bardzo smutną minę. Wachlując majestatycznie ręcznikiem udzielał jakichś rad, co do skuteczności których, sądząc z wyrazu twarzy, nie był do końca przekonany. Obserwujący walkę na ekranie swego telewizora, Henry Goldfinger, uśmiechał się szczerze i radośnie. Każdy cios, zainkasowany przez oblicze Franka Pazzini ego, poprawiał mu nastrój niczym łyk napoju bogów. Patrzył tkliwie na Harry ego Thundera i przemawiał doń czule w myślach słowami, jakich nigdy w życiu by nie użył, nawet kochając się z najpiękniejszą kobietą świata. Przez te chwile uwielbiał Harry ego, mimo, że nie był kibicem i boks kompletnie go nie obchodził. Ani boks, ani żaden inny rodzaj sportu. Uwielbiał go za to, że konsekwentnie, z wirtuozerią mistrza, wykuwał w twarzy Franka Pazzini ego barokowy relief. Strona | 11 Henry Goldfinger, gość długi jak anakonda i równie chudy, z jajowatą głową, szczerze nienawidził Franka Pazzini ego. Odkąd tylko się poznali. Frank Pazzini miał zawsze wszystko to, czego najbardziej brakowało Henry emu. Powodzenie, kobiety, pieniądze, luz... Henry nigdy nie potrafił zrozumieć dlaczego Frank darzy go przyjaźnią. Bo pomagał mu w nauce, gdy byli w college u? Przecież sam się z tym ofiarował. I to po kilku latach zażyłości, kiedy Frank, spędzający większość czasu w okolicznych krzakach lub na siłowni, zaczął miewać kłopoty edukacyjne. Ogół postrzegał ich jako przyjaciół. Gdy ukończyli studia — Henry celująco, Frank z bożą pomocą, ich drogi rozeszły się. Ale mimo to Frank Pazzini, w przerwach pomiędzy kolejnymi szczeblami sportowej kariery, odwiedzał starego kumpla, który w tym czasie płaszczył pośladki i nadymał czaszkę wiedzą o jej zawartości. Henry bowiem postanowił zostać mózgologiem. Frank przyjeżdżał do niego coraz droższymi samochodami, w których rozpierały się coraz ładniejsze kociaki. Za każdym razem poziom frustracji Goldfingera skakał o jeden stopień wzwyż i już nie wracał do poprzedniego poziomu. Gdy wreszcie, jako dobrze zapowiadający się neurochirurg, Henry Goldfinger otrzymał nieźle płatną posadę i szansę zrobienia kariery w prywatnej klinice J.R.R. Smitha, zrozumiał, że to może go postawić na nogi. I tak też się stało. Bardzo szybko zrobił doktorat, po czym zaczął się zajmować przede wszystkim pracą naukową. Marzył o profesurze i co najmniej milionowym koncie bankowym przed trzydziestką. I wcale nie było to nieziszczalne marzenie. Gdzieś po drodze zakochał się z wzajemnością w jednej z licznych córek właściciela kliniki, a że facetowi tego towaru nie brakowało, więc pobłogosławił im na nową drogę życia. Strona | 12
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szorty z dreszczykiem
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: