Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00325 008763 14653161 na godz. na dobę w sumie
Szpik mędrców - ebook/pdf
Szpik mędrców - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 118
Wydawca: Projekt Wydawniczy Miska Ryżu Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64213-41-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> religia
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

Niniejsza książka zawiera tłumaczenia wykładów na temat zen mistrza Foyana (1067-1120), ucznia Wuzu Fayana. Jest on powszechnie uznawany za jednego z największych mistrzów odrodzenia zen w czasach dynastii Song. Powracając do nauk pierwotnych i klasycznych mistrzów, Foyan prezentuje wiele prostych ćwiczeń uwagi i myślenia, mających na celu poprowadzenie ucznia ku wglądowi w prawdziwą naturę jaźni. Po epoce klasycznych mistrzów bardzo niewielu nauczycieli było w stanie równać się z Foyanem, jeśli chodzi o poziom, do jakiego od samego początku rozwijał on niezależność, autonomię i wolność u swych słuchaczy. Sam był całkowicie wolny od jakiegokolwiek pragnienia sławy czy też popularności i nie czynił żadnych starań, aby pozyskiwać uczniów. Pragnął jedynie, aby ludzie otworzyli swe oczy i stanęli na swych własnych nogach, aby bezpośrednio postrzegali wolni od ułudy i działali wolni od zamętu w oparciu o prawdę o naturze rzeczywistości. Mówi się, że tuziny jego uczniów osiągnęło oświecenie; o przynajmniej piętnastu z nich wiadomo, że zostali uznanymi mistrzami zen i niezależnymi nauczycielami.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

32 Teraz ja zapytam was: jak wyjaśnicie mi logikę tego nie-wiem? Słyszycie, że inni mówią w ten sposób, dlatego to powtarzacie; czy jednak kiedykolwiek sami zrozumieliście tego istotę? Patriarcha powiedział: „Nie-wiem oznacza, że nic nie zostaje poz- nane, nigdzie nie jest osiągane”. Nazywa się to nie-wiem, abyście wy dzisiaj mogli osiągnąć ten stan nie-wiem. Oto kraina mędrców – dla- czego dzisiejsi uczniowie określają ślepotę i brak zrozumienia mianem nie-wiem? Jeśli dalej będziecie twierdzić, że nie wiecie i was to nie interesuje, w jaki sposób odpowiecie na pytania, gdy w końcu ktoś wam je za da? Może okazać się, że na drodze zen nie pozostanie nikt godny kontynu- owania naszej tradycji! Takie podejście na nic się nie zda. Uważnie dokonujcie swoich wyborów! Wyzwolenie W dawnych czasach pewien dostojnik zen zapytał starego ucznia: „Co w wyzwoleniu jest sprawą kluczową?”. Uczeń odparł: „Spod twych stóp unosi się mgła, Czcigodny!”. Słysząc te słowa, dostojnik zen nagle zrozumiał przekaz. Czy wy rozumiecie wyzwolenie? Jeśli wypowiadacie ideę, którą po traficie zrozumieć, zostajecie następnie od niej odcięci. Później inny uczeń powiedział: „Nie ośmielę się odwrócić do ciebie plecami, Mistrzu; mgła unosi się spod twych stóp!”. Istnieje przypowieść o tym, że gdy Beiyuan Tong (Pei-yuan T’ung) opuszczał Dongshana* (Tung-shan), ten zapytał go: „Dokąd wy ru- szasz?”. Tong odparł: „W góry”. Dongshan powiedział: „Łańcuch Lata- jącej Małpy jest stromy – ale cóż za widoki!”. Tong zawahał się. Dong- shan powiedział: „Czcigodny Tong!”. Tong odparł: „Tak?”. Dong shan powiedział: „Dlaczego nie wyruszasz w góry?”. Słysząc te słowa, Tong nagle zrozumiał przekaz. * Patrz Wkraczając w góry. Nauczanie mistrza zen Tung-shan, „miska ryżu” 2005. 33 Dawni mistrzowie pomagali uczniom w bardzo bezpośredni spo- sób. Zawsze, kiedy przychodzili do nich ludzie, oni im to demonstro- wali. W tym przypadku uczeń powiedział, że wyrusza w góry; co to oznacza? W dzisiejszych czasach ludzie nie urzeczywistniają jasno, w nie- unikniony sposób stwarzając rozumienie. Przez tę odrobinę rozumie- nia odcinają się [od tego]. Dogłębnie można przeniknąć tę kwestię jedynie jej doświadczając; [prawdziwe] rozumienie nie jest możliwe dzięki jedynie intelektualnym interpretacjom. Kiedy ze zjednoczonym wglądem zrozumiecie na wylot, uwolnicie się wtedy od wszelkich wąt- pliwości. Jednak nie jest łatwo to utrzymać. Jeśli we właściwy sposób w to wkro czycie, nie stoczycie się z powrotem. Tak oto, nawet jeśli wyja ś- niliście sobie wszystko, co może zostać zrozumiane, nie równa się to postrzeżeniu tego, czego nie można zrozumieć i po sia daniu umiejęt- noś ci utrzymywania tego [stanu]. W tym stanie zaw sze jesteście świa- do mi i zawsze jesteście czujni. Dlatego właśnie dawny mistrz powiedział: „Codzienny umysł jest drogą; czy można do niego dążyć? Jeśli próbujesz ku niemu zmierzać, już się z nim minąłeś”. Wiedząc, iż nie wolno wam ku niemu zmie- rzać, w jaki sposób chcecie go osiągnąc i utrzymać? To nie jest łatwe! Czyż nie jest to wyzwoleniem? Jeśli poszukujecie stanu wyzwole- nia, nazywamy to skurczem! Xuansha powiedział: „Cały świat jest eonem piekła; jeśli nie staniesz się jasny, czeka cię groźny w skutkach skurcz”. Pa mię tajcie, że nie wystarczy trwonić bezużytecznie czas. Odłóżcie na bok swe opinie Trzeci Patriarcha zen powiedział: „Nie poszukujcie rzeczywistości; po prostu odłóżcie na bok swe opinie”. Powiedział również: „Gdy tylko pojawiają się sądy o dobru i złu, umysł rozprasza się i gubi”. Powie- dzenia te ukazują wam, uczniom w dzisiejszych czasach, nad czym na leży pracować. Kiedy czytacie jego słowa – „nie poszukujcie rzeczywistości” – 34 mówicie, że nie ma potrzeby niczego poszukiwać, co oznacza, że wciąż posiadacie jakieś opinie i rozpraszają was osądy; okazuje się, że jednak nie osiągnęliście jeszcze stanu umysłu, w którym nie ma poszuki- wania i po prostu stwarzacie jakąś sztywną interpretację. Ludzie, którzy w dzisiejszych czasach studiują zen, tacy właśnie są; czytając przekształcające powiedzenia i wnikając w prawdziwe zna- czenie słów, próbują następnie stosować je do wszystkich powie dzeń, myśląc, że wszystkie są takie same. Trzymając się tego kurczowo, uwa- żają to za swe własne osiągnięcie; dalecy od urzeczywistnienia, przywiązani do sztywnego rozumienia, którego trzymają się z całych sił, pogrążają [w ułudzie] swe umysły. Cóż za ignoranci! Czy chcielibyście osiągnąć stan umysłu, w którym nie pragnie się niczego? Po prostu nie stwarzajcie żadnych opinii ani poglądów. Tego rodzaju nie-poszukiwanie wcale nie oznacza odcinania się i ignoro- wania rzeczywistości. W codziennym życiu, dwadzieścia cztery godz- iny na dobę, kiedy w bezpośredniej sytuacji pojawia się jakaś niejasność, zazwyczaj dzieje się tak z powodu opiniującego umysłu, który nie ustan nie coś chwyta i coś odrzuca. W jaki sposób możecie więc poznać umysł nie-rozróżniający? Kiedy zapytano starożytnego mędrca, czy rzeczy stworzone i nie- stworzone różnią się od siebie, powiedział, że nie. Niebo i ziemia, rze ki i morza, wiatr i chmury, trawy i drzewa, ptaki i zwierzęta, lu dzie i rzeczy żyją i umierają, zmieniając się tuż przed waszymi oczyma; wszystkie je nazywa się stworzonymi formami. Nie stworzona ścieżka jest cicha i nieporuszona; to, co nieopisywalne i nienazywal- ne, nazywa się niestworzonym. Jak więc może nie być między ni mi różnicy? Wielki mistrz Yongjia powiedział: „Prawdziwa natura niewiedzy jest właśnie naturą oświecenia; puste ciało iluzji i projekcji jest wła- śnie ciałem rzeczywistości”. Każde z tych dwóch jest różne; jak rozumiecie tę logikę tożsamości? Musicie doświadczyć umysłu wol- nego od poszukiwań; wtedy połączą się one ze sobą i staniecie się w końcu wolni od niepokoju. W dziesięciu stadiach oświecenia, piątym jest stadium „Trudne do pokonania”, co oznacza, iż ogromnie trudnym jest osiągnięcie zrówna- nia prawdziwej wiedzy z wiedzą konwencjonalną; kiedy wkraczacie 35 w to stadium, obydwie te rzeczy zostają zrównane, dlatego nazywa się to stadium „trudnym do pokonania”. Uczniowie Drogi powinni przy- jąć je i utożsamiać dwadzieścia cztery godziny na dobę. A czy wiecie, że [tę mądrość] przyciąga właśnie wasz nie-rozróż- niający umysł? Ni czym artysta malujący różne obrazy, ładne i brzyd- kie, umysł kreśli formy, uczucia, postrzeżenia, tendencje i świadomość; kreśli ludzkie społeczności i rajskie krainy. Kiedy maluje te ob razy, nie zapożycza talentu od nikogo innego; pomiędzy artystą a jego dziełem nie istnieje żadna rozbieżność. Ponieważ nie zdajecie sobie z tego sprawy, stwarzacie różne opinie, stwarzacie własne dobro i zło oraz posiadacie wiele róż nych poglądów na temat siebie i innych. Dlatego mówi się: „Artysta maluje obraz piekła z niezliczonymi ro dzajami ohydnych form. Odkładając na bok pędzel, aby mu się przyj rzeć, obraz wydaje mu się przerażający do szpiku kości, aż włosy stają dęba”. Jednak jeśli wiecie, że to tylko obraz, to czego się tu bać? W dawnych czasach, gdy uczniowie jasno to urzeczywistniali, sta- wało się to oczywiste we wszystkich sytuacjach. Pewnego razu, gdy wiel ki nauczyciel Xuansha ścinał drzewo, z lasu wyłonił się tygrys. To warzysz mistrza wykrzyknął: „Uwaga, tygrys!”. Nauczyciel zganił go i po wiedział: „Dla ciebie to tygrys!”. Innego razu, gdy Xuansha dostrzegł ucznia robiącego pokłony, powiedział: „To z powodu jaźni można kłaniać się drugiemu”. Te środki [nauczania] są w głębokiej zgodzie z intencjami Buddy. Wielki nauczyciel Fayan pewnego razu wskazał na stojącego tuż przed nim psa i powiedział: „Grawerunek”. Kiedy się temu przygląda- cie, nie oczekujcie wyjaśnień od samego psa; musicie dostrzec to w swo im własnym doświadczeniu zanim uda wam się to osiągnąć. Do piero wtedy zrozumiecie powiedzenie: „Gdy tylko pojawiają się sądy o dobru i złu, umysł rozprasza się i gubi”. Mam nadzieję, że wiecie, o co w tym wszystkim chodzi! Szef Nawet jeśli bezpośrednio ufacie w prawość rzeczywistości w tej właś- 36 nie chwili, i tak nazywa się was tępakami; o ile bardziej, jeśli nie potra- ficie bezpośrednio zaufać – jaki jest wtedy w ogóle z was pożytek? Jeśli bezpośrednio ufacie w prawość rzeczywistości, to dlaczego nazywa się was tępakami? Dokąd odchodziliście i przychodziliście przez cały ten czas? Powinniście wiedzieć, że utraciliście jedną część; wtedy dostrzegacie, że to czego dotąd nie zrozumieliście, okazuje się poglądem, który nie ma dla was żadnego znaczenia. Gdy obserwuję mistrzów od najdawniejszych czasów, [widzę, że] byli tacy, którzy osiągnęli oświecenie z ułudy; wszystkie ich stwier- dzenia są naukami na temat osiągania oświecenia z ułudy. Są również tacy, którzy zrozumieli ułudę po osiągnięciu oświecenia; wszystkie ich stwierdzenia są naukami na temat zrozumienia ułudy po osiągnięciu oświecenia. Są również i tacy, dla których nie istnieje ani ułuda, ani oświecenie; wszystkie ich stwierdzenia są naukami na temat wolności zarówno od ułudy, jak i od oświecenia. Następnie, bardzo liczni są tacy, którzy osiągnęli oświecenie poza ułudą, dlate go nie warto o nich wspominać. O ile mniej warci są ci, którzy ani nie doś wiadczyli oświe- cenia, ani nie rozumieją ułudy? Ci ostatni, nazywa jąc ich po imieniu, są po prostu zwykłymi śmiertelnikami. W dawnych czasach tylko o kilku osobach, takich jak Nanquan czy Gui zong, można było powiedzieć, iż posiadają wzrok wolny za równo od ułudy, jak i oświecenia. Dzisiejsi uczniowie cierpią na praw dziwą ustną biegunkę, bez przerwy rozprawiając o wolności zarówno od ułudy, jak i od oświecenia, kiedy jednak tak naprawdę oni to oś - wiecenie osiągnęli? Nie mówcie o tych sprawach zbyt pochopnie! Ponieważ wciąż jeszcze macie wątpliwości, [pozwólcie, że] zapy- tam was teraz o coś. Kiedy zostaliście poczęci w łonie waszej matki, to co ze sobą wtedy przynieśliście? Nie posiadaliście wtedy absolutnie nic, jedynie umysłową świadomość, pozbawioną kształtu i formy. Póź- niej, kiedy umrzecie i zrzucicie z siebie brzemię fizycznego ciała, znów nie weźmiecie ze sobą nic oprócz umysłowej świadomości. W chwili obecnej, w waszych podróżach i życiu klasztornym, to właś- nie jest sze fem. Zapytam was teraz o coś innego. Otrzymujemy dawki energii od naszych ojców i matek poprzez ich plemniki i jajeczka; chwytając się tego, co od nich otrzymaliśmy, nazywamy to naszym ciałem. Od chwili 37 narodzin, podczas gdy stopniowo wzrasta i dojrzewa, ciało to przynależy do jaźni. Ale powiedzcie mi, czy należy ono do was, czy też nie? Jeśli stwierdzicie, że należy do was, to przecież gdy zostaliście poczęci, nie mieliście ze sobą zupełnie nic; czy kiedykolwiek plemniki i ja je czka waszych ojców i matek należały do was? Życie może trwać co najwyżej sto lat zanim cielesna powłoka nie zostanie porzucona; kiedy w ogóle należała ona do was? Mimo to, jeśli powiecie, że ciało do was nie należy, w tej właśnie chwi li nie ma żadnej możliwości zabrania wam czegokolwiek. Kiedy ciało jest lżone, wpadacie w gniew, kiedy sprawia mu się ból, wy cier- picie; jak mogłoby ono do was nie należeć? Spróbujcie ustalić, czy po sia dacie tam coś, czy też nie, a okaże się, iż nie jesteście w stanie te go ustalić, ponieważ korzeń waszych wątpliwości nie został odcięty. Jeśli powiecie, że coś tam posiadacie, to w procesie dorastania od urodzenia aż do wieku dwudziestu lat nie zachodzą żadne zmiany w tej pewności; jednak gdy osiągniecie czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, ciało ulega przemianom i z chwili na chwilę pogarsza się jego stan, dlatego nie mo żecie stwierdzić, że z całą pewnością coś tam jest. Jed- nak jeśli po wiecie, że nie ma tam nic, to przecież możecie wykonywać naj różniej sze działania, dlatego nie możecie stwierdzić, że nie ma tam nic. Pewnego razu człowiek zgubił się w podróży i postanowił spędzić noc w opustoszałej chacie. W nocy pojawił się w niej niosący trupa duch. Następnie ukazał się następny duch i wykrzyknął: „To moje cia- ło!”. Pierwszy duch powiedział: „Znalazłem je o tam”. Wtedy drugi duch wyrwał mu je siłą. Pierwszy duch powiedział: „Jest tu podróżny, który może zaświadczyć!”. Tak więc dwa duchy zbliżyły się do niego z pytaniem: „Kto przyniósł to ciało?”. Podróżny pomyślał: „Oba duchy są złe; przynajmniej jeden z nich z pewnością będzie chciał mi wyrządzić krzywdę. Słyszałem, że jeśli u progu śmierci nie da się fałszywego świadectwa, idzie się do nieba”. Dlatego wskazał na pierwszego ducha i powiedział: „Ten duch je przy- niósł”. Doprowadzony do wściekłości drugi duch wyrwał ręce i nogi pod- różnemu. Teraz z kolei pierwszy duch, skruszony i wdzięczny, powie- dział: „Twoje świadectwo na moją korzyść uczyniło z ciebie kale kę”, 38 i użył zwłok, aby załatać podróżnego. Drugi duch ponownie wyrwał mu członki, które jeszcze raz zostały załatane przez pierwsze go ducha. W końcu oba duchy rzuciły się na podłogę, próbując jak najszybciej zjeść ciało mężczyzny i zagarniając dla siebie jak najwięcej mięsa. Gdy ciało podróżnego zostało zjedzone, duchy zniknęły. Teraz podróżny zobaczył tuż przed sobą ciała swoich rodziców, po żarte przez duchy. Następnie spojrzał na swoje zmienione ciało i za - czął zastanawiać się, czym ono jest. „Czy to ja? Czy to nie ja? Czy jest to czymś? Czy jest to niczym?” Targany tymi pytaniami bez odpo wie- dzi, w końcu dostał ataku szału i wybiegł z chaty prosto w noc. O świcie dotarł do pewnego klasztoru. Spotkał tam mnicha, któremu opowiedział, co mu się przytrafiło. Mnich postrzegł, iż łatwo moż na udzielić mu nauk i go wyzwolić, ponieważ podróżny zrozumiał już, że jego ciało nie jest jego własnością. Tak więc mnich przekazał pod róż ne- mu streszczenie nauk, a ten rzeczywiście osiągnął później oświe cenie. Wy tutaj tylko rozprawiacie o studiowaniu zen, opowiadając sobie przypowieści, jakby to był buddyzm. To, o czym ja teraz mówię, jest szpikiem zen; dlaczego nie zastanawiacie się, nie odkrywacie i nie osią gacie rozumienia w taki oto sposób? Waszego ciała tu nie ma, ale nie jest ono niczym. Jego obecność jest obecnością ciała w umyśle; dlatego nigdy go tam nie było. Jego nicość jest nieobecnością ciała w umyśle; dlatego nigdy nie było niczym. Czy to rozumiecie? Jeśli dalej będziecie rozmawiać o umyśle, to on również nie jest ani czymś, ani niczym; ostatecznie nie jest on tobą. Idea czegoś pierwotnie istniejącego teraz nieobecnego i idea czegoś pierwotnie nieistniejącego teraz obecnego to nihilistyczne, eternali- stycz ne poglądy. Oszczędzając energię Ogólnie rzecz ujmując, praktyczne zastosowanie zen wymaga uwol- nienia się od przywiązania do myśli. Ta metoda zen oszczędza naj wię- cej energii. Wymaga ona od was, abyście uwolnili się od przywiązania do emocjonalnego myślenia i zrozumieli, że w krainach pożądania, formy i bezforemności nie istnieje nic określonego; dopiero wtedy 39 bę dzie cie w stanie praktycznie zastosowywać zen. Jeśli próbujecie praktykować go w inny sposób, będzie on w porównaniu z tym bar dzo bolesny. Żył kiedyś pewien bardzo zdyscyplinowany mnich, który przez całe życie utrzymywał wskazania. Wędrując pewnej nocy stanął na czymś, co wydało odgłos zgniecenia; wydawało mu się, iż nastąpił na żabę, żabę-matkę pełną żabich jajeczek. Przerażony wizją zabicia brze- miennej żaby w nocy śniło mu się, że setki żab zbliżają się do niego, żą dając ofiary z jego życia. Obudził się przerażony. Rankiem udał się na poszukiwanie tej rozdeptanej żaby i okazało się, iż był to tylko zgniły bakłażan. W owej chwili niepokoje mnicha natychmiast ustały; urzeczywistniając fakt, iż na świecie nie istnieje nic określonego, po raz pierwszy w życiu potrafił praktycznie zastoso- wać to w życiu. Teraz zapytam was: kiedy nastąpił na to coś w nocy, czy była to żaba, czy też bakłażan? Jeśli była to żaba, to przecież rano okazało się, że to bakłażan; jeśli był to bakłażan, to przecież w nocy setki żab do ma gały się jego głowy. Czy potraficie to rozsądzić? Pozwólcie, że ja spróbuję rozsądzić za was: Uczucia żab być może zostały porzucone, Jednak pozostaje idea bakłażana. Jeśli jesteście wolni od idei bakłażana, Uderzcie w wieczorny dzwon w południe. Najbardziej bezpośrednie podejście Dlaczego nie potraficie zrozumieć esencji, która zawsze jest tu obec- na? Buddyzm jest bardzo prosty, wymaga od was jedynie, abyście jas no postrzegali drogę. Nie poucza was, abyście położyli kres strumie- niowi myśli i tłumili wasze ciało i umysł, zamykali oczy i mówili: „To jest To!”. Ta kwestia taka nie jest. Powinniście obserwować swój obecny stan. Jaka jest jego logika? Ja kie kierują nim wzorce [zachowania]? Dlaczego znajdujecie się w sta nie zamętu? Oto najbardziej bezpośrednie podejście. 40 Co powiecie na sytuację, gdy ja do was nie przemówiłem, a wy mnie nie wysłuchaliście; czy przychodzenie i odchodzenie ma tu jakiś sens? W takim momencie nie wymyślajcie jakiś wymuszonych racjonal- izacji. Od buddów z najwyższych niebios do wszystkich istot tu na dole wszystko jest tak-jak-to. W tym znaczeniu mędrcy i zwykli ludzie są rów ni, samsara i nirwana są równe. Teraz ja zapytam was: kogo inte- resują starożytni buddowie i przeszłe, obecne i przyszłe pokolenia? Kogo interesują skalane krainy dziesięciu kierunków? Posłuchajcie: jeśli zrozumiecie to za trzydzieści lat, wte dy zdacie sobie sprawę, że wam o tym dziś opowiadałem. Nie twierdźcie tylko: „To jest To!”. Jeśli tak twierdzicie, nazywa się to poglądami laika. We śnie Właśnie w tej chwili, jeśli zadaje się wam pytanie, na które nie potra- ficie odpowiedzieć, to gdzie leży błąd? Dzieje się tak zwykle z powodu postrzegania form tam, gdzie nie ma form, słyszenia głosów tam, gdzie nic nie zostało powiedziane, usilnego racjonalizowania tam, gdzie nie ma żadnych racji, przejmowania kontroli tam, gdzie nie ma potrzeby żadnej kontroli. Jeśli nie jesteście w stanie się od tego uwolnić, mówi się o tym jako o „chorych oczach, które wciąż tam są; kwiaty na niebie opadają w za męcie”. Dlaczego? Tylko dlatego, że wciąż jest tam umysł; dlatego nie jesteście w stanie przemówić. Buddyzm nie jest skomplikowany; wymaga on tylko od was, abyście jasno i prosto potrafili się wyrazić, to wszystko. Jednak czym jest jasne i proste wyrażenie się? Jeśliby ktoś mnie zapytał, odpowie dział- bym: „To już są dwa wyrażenia”. Rozumiecie? Dawny mistrz powiedział: „Buddowie oraz mistrzowie zen dają jasne i szczegółowe wyjaśnienia dotyczące tego, co leży poza słowami, jednak większość z tych, którzy tutaj docierają, znajduje się w stanie zamętu, wszystko im się plącze i trudno im cokolwiek zrozumieć”. Jeśli tego nie postrzegacie, to śpicie, stojąc na własnych nogach. Nie ustannie zalewa was światło, jednak nie zdajecie sobie z tego spra- wy, nawet mając oczy szeroko otwarte. Jak możecie oczekiwać, że ja coś dla was uczynię? Nie-widzenie 41 Kiedy, jak to mam w zwyczaju, wspominam wam o tym albo o tam- tym, wydaje się wam, że rozumiecie zen; jednak w chwili, gdy zaczy- nacie działać, zamieniacie to [rozumienie] w świeckie konwenanse. Jedynie wtedy, gdy zdołacie utrzymywać na tym całą swoją uwagę, będziecie w stanie dokonać odkrycia; jednak z tego co widzę, większość z was poprzestaje tylko na oczach i uszach, widzeniu i słyszeniu, postrzeganiu i odczuwaniu – już się z tym minęliście. Musicie od szu- kać nie-rozróżniający umysł, nie oddalając się od umysłu rozróż nia- jącego; znajdźcie to, co nie posiada żadnego widzenia ani słyszenia, nie oddalając się od widzenia i słyszenia. Nie oznacza to, że „nie-widzenie” jest kwestią siedzenia na ławecz- ce z zamkniętymi oczyma. Musicie posiadać zdolność nie-widzenia w samym środku widzenia. Dlatego właśnie mówi się: „Żyjcie w krai- nie widzenia i słyszenia, pozostając nietkniętymi przez widzenie i sły sze nie; żyjcie w krainie myślenia, pozostając nietkniętymi przez myś lenie”. Niezależność Po co wy wszyscy tu do mnie przychodzicie? Każdy powinien auto- nomicznie żyć swoim własnym życiem – nie słuchajcie tego, co mówią inni. Dawny mistrz powiedział: „Wiedziałem, w jaki sposób mam żyć, odkąd ukończyłem 18 lat”. Musicie nauczyć się żyć niezależnie. Pytacie: „Żyć jakim życiem?”. Po prostu nie miotajcie się tu i tam. Większość ludzi w dzisiejszych czasach jest kompulsywnie aktyw nych; już samo to oznacza brak umiejętności życia swoim własnym życiem. Nazywa się to porzuceniem domu, rozproszeniem rodziny i sta niem się włóczęgą. Oczywiście to nie jest rozumienie. Poprzestawanie na po szu- kiwaniu i sprawdzaniu, łykaniu fragmentów intelektualnej wiedzy, 42 zapamiętywaniu kilku powiedzeń, nazywamy „wciąganiem odchodów do środka”. Jeśli już tutaj się znaleźliście, wasze działania muszą stać się au ten- tycznie precyzyjne; w końcu przemokniecie tym na wylot, a wtedy prawdziwie zrozumiecie. Dawny mistrz powiedział: „Wszystko jest to bą. Pójdziesz na wschód i jest on tobą; pójdziesz na zachód i jest on tobą. Kim jesteś?”. Jeśli odpowiecie: „Mną”, to jest to emocjonalną i uczu ciową świadomością, którą musicie przekroczyć zanim osiąg nie- cie urzeczywistnienie. Dawno temu Wasubandhu zapytał Asangę: „Starszy bracie, kiedy wkroczyłeś do wewnętrznego pałacu, jakich nauk udzielił ci Majtre- ja?”. Asanga odparł: „Udzielił mi tego nauczania”. Teraz powiedzcie mi, co to było za nauczanie? Powinniście umieć je postrzec zanim bę dziecie potrafili je urzeczywistnić. Nie przywiązujcie się do tego. Wielu ludzi dało się nabrać na okre- ślenie to. Dlatego właśnie mówią o chorobie, jakby była lekarstwem. Dlatego my z kolei mówimy, że są oni godni pożałowania. W harmonii Nie mówcie, że to, co właśnie teraz przemawia, jest Tym; to nie do końca jest prawdą. Jak tylko pojawia się afirmacja, następuje po niej negacja. Z tego właśnie powodu mówi się, że żadne werbalne sformu- łowania nie oddają tej rzeczywistości. To, co powinniście uczynić, to żyć z tym w harmonii. Ta kwestia nie leży w nikim innym; lecz czy ty jesteś z tym w harmonii? A jeśli jesteś w harmonii, to w harmonii z kim albo czym? Jeśli twierdzicie, że jesteście w harmonii z dawnymi mistrzami, to oni już odeszli. Jeśli twierdzicie, że jesteście w harmonii z nauczy- cielem, to nauczyciel nie ma żadnego [bezpośredniego] z wami związ- ku. Dlatego właśnie mędrcy ze współczuciem polecili nam odnaleźć harmonię ze źródłem naszych własnych umysłów. Teraz powiedzcie mi, co jest źródłem umysłu, z którym sami mamy się zharmo nizo- wać?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szpik mędrców
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: