Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00415 005625 13094940 na godz. na dobę w sumie
Sztuka wojny według Machiavellego - książka
Sztuka wojny według Machiavellego - książka
Autor: Liczba stron: 264
Wydawca: Onepress Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-3737-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> kompetencje osobiste
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Umiejętność walki czyni ludzi śmielszymi, gdyż nie obawiają się robić rzeczy, których uprzednio wyuczyć by się trzeba. Nic tak nie sprzyja możliwości odniesienia sukcesu jak to, gdy nieprzyjaciel uwierzy, że już się nie podniesiesz. W ludziach wielkość urasta i dzielność swą okazują wtedy, gdy się z nich korzysta i gdy są dostrzegani. Pierwszą oznaką przegranej jest brak wiary w możliwość wygrania.

Chińskie przysłowie: 'Obyś żył w ciekawych czasach' bywa często najzwyklejszym przekleństwem. Niccolo Machiavelli niewątpliwie żył w czasach bardzo ciekawych, a jego biografia mogłaby posłużyć za scenariusz dla niejednego politycznego dreszczowca. Ten znakomity obserwator rzeczywistości stał się autorem ponadczasowych podręczników dotyczących sztuki organizacji społecznej i sprawowania władzy. Sztuka wojny według Machiavellego to zbiór inspirujących przemyśleń, który mimo upływu kolejnych stuleci nie stracił nic na aktualności.

Sukces, zarówno pięć wieków temu, jak i dziś, uzależniony jest od kilku czynników - szczęścia, przedsiębiorczości, talentu oraz aktywności. Ważne, by opracować odpowiednią strategię i maksymalnie wykorzystać to, co dostajemy od losu. Machiavelli chętnie dzieli się wiedzą i doświadczeniem w tym zakresie. Jego wskazówki, kierowane pierwotnie do wodzów wielkich armii, docenią także współcześni menedżerowie, którzy kierują firmami i organizacjami walczącymi na bezlitosnym rynku gospodarki XXI wieku. Dla głównodowodzących małych firm i wielkich korporacji, dla tych, którzy chcą przekuć ambicje na osiągnięcia, a także dla miłośników Sztuki wojny Sun Tzu ta książka stanie się podręcznikiem, do którego wracać będą po wielokroć - świeżym, odkrywczym i inspirującym.



Niccolo Machiavelli (1469 - 1527) - prawnik, filozof, pisarz społeczny i polityczny, historyk i dyplomata florencki, jedna z postaci włoskiego odrodzenia, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli renesansowej myśli politycznej. Zwolennik republiki jako ustroju idealnego, napisał Księcia, słynny traktat o sprawowaniu władzy. W 1559 jego pisma znalazły się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tytuł oryginału: The Art of War Tłumaczenie: Zdzisław Płoski ISBN: 978-83-246-3737-9 Polish edition copyright © 2012 by Helion S.A. All rights reserved. All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval system, without permission from the Publisher. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres http://onepress.pl/user/opinie/artwam Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydawnictwo HELION ul. Kościuszki 1c, 44-100 GLIWICE tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: onepress@onepress.pl WWW: http://onepress.pl (księgarnia internetowa, katalog książek) Printed in Poland. • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność S p i s t r e Ă c i Od tïumacza Przedmowa KSI}GA I KSI}GA II KSI}GA III KSI}GA IV KSI}GA V KSI}GA VI KSI}GA VII 7 13 17 63 113 145 169 191 229 5 K S I } G A I I I C OSIMO: Skoro zmieniamy temat, chciaïbym, aĝeby zmieniÊ teĝ pytajÈcego, gdyĝ nie po woli mi byÊ posÈ- dzonym o zarozumiaïoĂÊ, którÈ to przywarÚ zwykïem wyty- kaÊ innym. RezygnujÚ wiÚc z mojego przewodnictwa w roz- mowie, skïadajÈc je w rÚce tego z moich towarzyszy, który by siÚ go zechciaï podjÈÊ. ZANOBI: Byïoby z waszej strony najïaskawiej, gdybyĂcie zechcieli kontynuowaÊ, skoro jednak wola wasza jest odmien- na, raczcie wskazaÊ, kto ma zajÈÊ wasze miejsce. COSIMO: ObowiÈzek ten wam bym powierzyï, panie. FABRIZIO: Z przyjemnoĂciÈ wezmÚ go na siebie i postÈ- piÚ weneckim zwyczajem, wedle którego najmïodsi przema- wiajÈ najpierw i nie bez przyczyny — jest to bowiem Êwicze- niem dla mïodych ludzi, a mam takie przekonanie, ĝe mïodzi sÈ chÚtniejsi do roztrzÈsañ sprawy, jak i do tego, aby w czyn jÈ obróciÊ. COSIMO: Pada zatem na was, Luigi, i mniemam, ĝe jako ja rad jestem z takiego nastÚpcy, tak i wy, panie, bÚdziecie radzi jego zapytaniom. PowróÊmy wiÚc, proszÚ, do rzeczy, i nie traÊmy wiÚcej czasu. FABRIZIO: Jestem przekonany, ĝe chcÈc pokazaÊ, jak wyglÈdajÈ dobre przygotowania armii do podjÚcia bitwy, naj- lepiej byïoby opowiedzieÊ, jak Grecy i Rzymianie gotowali szyki w swoich wojskach. WziÈwszy jednak, ĝe sami o rzeczach tych potraficie przeczytaÊ i je rozwaĝyÊ za poĂrednictwem 113 K S I } G A I I I pisarzy staroĝytnych, pominÚ wiele szczegóïów i przytoczÚ tylko to, co uwaĝam za niezbÚdne do naĂladowania, jeĂli w na- szych czasach wojska nasze chcielibyĂmy choÊ trochÚ udosko- naliÊ. Nie tracÈc wiÚc ni chwili, przedstawiÚ, jak siÚ wojsko do bitwy gotuje, jako siÚ sprawy majÈ, kiedy do niej dojdzie, i co moĝna przeÊwiczyÊ w pozorowanych manewrach. NajwiÚkszym bïÚdem popeïnianym przez tych, którzy wojska do bitwy szykujÈ, jest rozwijanie ich w jeden tylko front i zmuszanie do jednego tylko natarcia, zdanych na jednÈ szansÚ. Wynika to z zaniechania sposobu stosowanego przez staroĝytnych, w którym jeden szyk od drugiego otrzymywaï wsparcie1. Nie stosujÈc tego, nie moĝna ani wspomóc wal- czÈcych w szyku na przedzie, ani ich obroniÊ, ani zmieniÊ ich w czasie bitwy; to zaĂ najlepiej byïo widoczne u Rzymian. Aby sposób ten unaoczniÊ, opowiem, jak Rzymianie siïy kaĝ- dego legionu dzielili na trzy klasy; a byli to: hastati, principes i triari2, z których hastati stanowili pierwszÈ liniÚ armii w zwar- tych i gïÚbokich szykach, za nimi byli principes ustawieni w szykach luěniejszych, a za tamtymi triari w szykach tak luě- nych, by mogli w razie potrzeby przyjÈÊ miÚdzy siebie szere- gi principes i hastati. Ponadto mieli oni procarzy, ïuczników i innych lekkozbrojnych; nie stali oni w tych szykach, lecz na froncie armii, miÚdzy jazdÈ i piechotÈ. Ci lekkozbrojni roz- 1 Na zasadzie przenikania szyków — przyp. tïum. 2 Hastati (wïócznicy, z ïac. hasta — wïócznia) byli to ĝoïnierze naj- mïodsi, do 24 roku ĝycia; principes (ciÚĝkozbrojni piechurzy) two- rzyli w natarciu drugÈ liniÚ; triari, ĝoïnierze najstarsi, stanowili trzeciÈ liniÚ — przyp. tïum. 114 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o poczynali bitwÚ i jeĂli im siÚ udaïo — co zdarzaïo siÚ rzadko — odnosili zwyciÚstwo. A jeĂli zostali odparci, uchodzili na flanki armii lub chronili siÚ w przerwach tworzonych na tÚ okolicznoĂÊ i byli zostawiani wraz z tymi, co broni nie mieli. Kiedy to nastÈpiïo, do boju ruszali hastati, Ăcierali siÚ z nie- przyjacielem, a jeĂli i oni ulegli, cofali siÚ stopniowo w wol- ne miejsca w szeregach principes i wraz z nimi na nowo szli do natarcia. JeĂli i tych wypierano, razem cofali siÚ w wÈtïe linie triari i wszyscy razem, masÈ caïÈ, ponownie ruszali w bój. A jeĂli ich pokonano, nie byïo juĝ innej rady, jako ĝe nie by- ïo sposobu, aby siÚ przegrupowaÊ. Konnica staïa na flankach, niczym dwa skrzydïa u ciaïa, bijÈc siÚ z konnymi, a niekiedy pomagajÈc piechocie — zaleĝnie od potrzeby. Ten sposób trzykrotnego przegrupowywania siÚ jest prawie nie do po- konania, albowiem trzeba by na to, ĝeby fortuna opuĂciïa was trzykrotnie i ĝeby nieprzyjaciel tyle miaï hartu ducha, by was trzykrotnie zwyciÚĝyÊ. Grecy w swoich falangach nie stosowali tej metody prze- formowywania siÚ i choÊ mieli wiele szyków i dowódców, tworzyli jedno ciaïo, czy raczej — jeden front. Toteĝ, aby so- bie wzajemnie pomagaÊ, nie wycofywali siÚ z jednego szere- gu do drugiego jak Rzymianie, lecz jeden czïowiek zajmowaï miejsce drugiego. Robiono to tak. Ich falangi skïadaïy siÚ z wielu szeregów i — zakïadajÈc, ĝe idÈc naprzeciw nieprzy- jacielowi, mieli w jednym szeregu piÚÊdziesiÚciu ludzi — walczyÊ mogïo aĝ szeĂÊ pierwszych szeregów, poniewaĝ ich piki, które zwali sarysami, byïy tak dïugie, ĝe ich ostrza nie- sione przez tych w szóstym szeregu siÚgaïy poza pierwszy 115 K S I } G A I I I szereg. Tak wiÚc gdy podczas walki któryĂ z pierwszego sze- regu padï zabity lub raniony, ten, kto byï za nim w drugim szeregu, natychmiast zajmowaï jego miejsce, a ten, kto za tam- tym staï w szeregu trzecim, wchodziï do szeregu drugiego, i tak kolejno, w jednej niemal chwili wszystkie szeregi z tyïu uzupeïniaïy niedobory na froncie, tak ĝe szyki byïy wciÈĝ kom- pletne i nigdzie wĂród walczÈcych nie zostawaïy puste miejsca oprócz ostatniego szeregu, który siÚ uszczuplaï, gdyĝ nie byïo nikogo z tyïu, co by mógï go zasiliÊ. Tak wiÚc straty ponoszone w pierwszym szeregu uszczuplaïy ostatni, podczas gdy pierw- szy pozostawaï wciÈĝ peïny i w ten sposób, dziÚki takiemu ustawieniu, falangi moĝna byïo uszczupliÊ raczej niĝ przeïa- maÊ, gdyĝ gïÚbokoĂÊ szyku czyniïa go prawie nie do przebicia. Rzymianie na poczÈtku teĝ korzystali z falang i utrzymy- wali swoje legiony w ordynku do nich podobnym. Póěniej, niezadowoleni z tego ustawienia, podzielili legiony na kilka korpusów, tj. na kohorty i manipuïy. Doszli bowiem do wnio- sku — o czym przed chwilÈ mówiïem — ĝe w formacji tej winno byÊ wiÚcej ĝycia i ruchliwoĂci, dlatego naleĝy jÈ ze- stawiÊ z kilku samodzielnych pododdziaïów, oddzielnie do- wodzonych. Bataliony szwajcarskie wspóïczeĂnie stosujÈ wszystkie za- sady falangi, zarówno co do ich rozmiarów, jak i caïej orga- nizacji wzglÚdem pomocy wzajemnej, a na polu bitwy usta- wiajÈ siÚ jeden obok drugiego, a niekiedy jeden za drugim. Nie ma w nich moĝliwoĂci wchïaniania jednego przez dru- gi, ale w tym ustawieniu do pomocy drugiemu ustawiajÈ oni jeden batalion z tyïu po prawej rÚce, wiÚc jeĂli pierwszy po- 116 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o trzebuje wsparcia, drugi moĝe postÈpiÊ do przodu, idÈc mu w sukurs. Trzeci batalion ustawiajÈ za nimi, lecz w odlegïoĂci strzaïu z harkabuza. CzyniÈ tak na wypadek wyparcia tam- tych obu, kiedy ten idzie naprzód, a tamte majÈ miejsce, by siÚ cofnÈÊ, unikajÈc zmieszania z idÈcymi do przodu. Zwa- ĝywszy jednak, ĝe wielkiej masy nie da siÚ wymieniÊ na za- sadzie przenikania tak jak maïego ciaïa, maïe i oddzielne for- macje, takie jak istniejÈce w rzymskich legionach, moĝna by ïÈczyÊ w ten sposób, aby mogïy wymieniaÊ siÚ ze sobÈ i ïa- twiej sobie pomagaÊ. A tego, ĝe ustawienie Szwajcarów nie jest tak dobre jak staroĝytnych Rzymian, dowodzÈ liczne przykïady rzymskich legionów walczÈcych z greckimi falangami, kiedy to te drugie byïy zawsze niszczone przez te pierwsze, poniewaĝ rodzaje uzbrojenia — o czym mówiïem wczeĂniej — i sposób uszy- kowania tych pierwszych mogïy zdziaïaÊ wiÚcej niĝ masyw- na falanga. MajÈc te przykïady na uwadze, wojsko urzÈdziïbym tak, by zachowaÊ w czÚĂci broñ i szyki greckich falang, a w czÚĂci rzymskich legionów. Dlatego rzekïem, iĝ chciaïbym mieÊ w batalionie dwa tysiÈce pik, czyli siïy falang Macedoñczy- ków, i trzy tysiÈce tarcz i mieczy, czym zbrojni byli Rzymia- nie. DzielÚ wiÚc ja batalion na dziesiÚÊ batalii, jak Rzymianie legion na dziesiÚÊ kohort. TworzÚ welitów, czyli lekkozbroj- nych, którzy bitwÚ rozpoczynajÈ, jak tamci. I jako ĝe bronie sÈ wspólne, uĝywane przez oba narody, i wspólne jest uszy- kowanie, ustanowiïbym, ĝeby kaĝda batalia miaïa piÚÊ szere- gów pik na froncie, a dalej szïy miecze, aby wraz z tymi na 117 K S I } G A I I I froncie mogli oprzeÊ siÚ konnym i wejĂÊ gïadko piechotÈ w bataliÚ nieprzyjaciela; miaïby on na pierwszy rzut kontakt z pikami3, których — mam nadziejÚ — wystarczyïoby, by siÚ mu oprzeÊ, po czym tarcze by go pokonaïy. A jeĂli zwaĝycie na ducha takiego szyku, dostrzeĝecie, ĝe wszystkie te bronie wypeïniajÈ swe zadania do koñca, jako ĝe piki sÈ porÚczne na konnych, a gdy przyjdzie do starcia z piechotÈ, one równieĝ wywiÈĝÈ siÚ dobrze, zanim dojdzie w bitwie do zwarcia, bo w zwarciu stajÈ siÚ bezuĝyteczne. Aby uniknÈÊ tej niewygody, Szwajcarzy po kaĝdych trzech szere- gach pikinierów ustawiajÈ szereg halabardników, którzy — co nie jest wystarczajÈce — robiÈ miejsce pikinierom do ma- newru. Zatem piki nasze ustawione na froncie z tarczami za sobÈ zdoïajÈ odeprzeÊ jazdÚ i na poczÈtku bitwy przeïamujÈ szyki, nÚkajÈc piechotÚ. Kiedy jednak dochodzi do zwarcia i stajÈ siÚ bezuĝyteczne, miejsca ich zajmujÈ tarczownicy z mie- czami, którzy dadzÈ sobie radÚ w kaĝdej ciĝbie. LUIGI: Bardzo chcielibyĂmy teraz poznaÊ, jakbyĂcie wojsko z tymi rodzajami broni i tak uszykowane ustawili do bitwy. FABRIZIO: WïaĂnie o tym rzec bym chciaï obecnie. Win- niĂcie wiedzieÊ, ĝe w regularnym rzymskim wojsku, nazywa- nym wojskiem konsularnym, nie byïo wiÚcej niĝ dwa legio- ny obywateli Rzymu, liczÈce po szeĂciuset konnych i okoïo jedenastu tysiÚcy piechoty. Mieli oni teĝ znacznie wiÚcej pie- choty i konnicy, którÈ sïali im zaprzyjaěnieni i skonfedero- wani, a dzielona byïa ona na dwa oddziaïy, nazywane jeden 3 I zapewne, nie bÚdÈc mniej sprytnym, wystawiïby teĝ wïasne na przedzie — przyp. tïum. 118 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o prawym, a drugi lewym skrzydïem4, i nigdy nie pozwalali, aby liczba tej piechoty przekraczaïa liczbÚ piechoty legiono- wej, ale radzi byli wielkiej liczbie konnicy. Z takÈ armiÈ, zïo- ĝonÈ z dwudziestu dwóch tysiÚcy piechoty i okoïo dwóch tysiÚcy jazdy, konsul jÈï siÚ kaĝdego dziaïania i szedï na kaĝ- dÈ wyprawÚ. A gdy szïo siÚ zmierzyÊ z duĝÈ siïÈ, dwaj kon- sulowie ïÈczyli dwie armie. Trzeba wam równieĝ wiedzieÊ, ĝe zazwyczaj we wszystkich trzech zasadniczych dziaïaniach, w których wojska braïy udziaï, a to w marszach, obozowaniu i walce, lokowali oni legiony poĂrodku, chcieli bowiem, aby te same siïy, którym ufali najbardziej, mocniej siÚ jednoczy- ïy, co zobaczycie z omówienia tych trzech dziaïañ. Piechu- rzy pomocniczy, dziÚki wspólnym Êwiczeniom z legionem, byli równie sprawni jak on sam, gdyĝ podlegali tej samej dys- cyplinie i podobnie byli ustawiani i wykorzystywani na polu bitwy. Ten wiÚc, kto wie, jak Rzymianie ustawiali legion do bitwy, wie, jak ustawiali wszystkich. Toteĝ rzekïszy wam, jak dzielili oni legion na trzy linie i jak jedna linia zastÚpowaïa drugÈ, czas powiedzieÊ o uszykowaniu caïej armii w polu. Chciaïbym wiÚc uszykowaÊ pole na wzór Rzymian i tak jak oni mieli dwa legiony, wyprowadziïbym dwa bataliony, po rozwiniÚciu których rozmieszczenie caïej armii moĝna byïoby juĝ poznaÊ. Dodawanie wiÚcej ludzi nie zmieniïoby juĝ bowiem niczego prócz powiÚkszenia szyków. Nie sÈdzÚ, aby byïo konieczne przypominaÊ wam, ile pie- choty jest w batalionie i ĝe ma on dziesiÚÊ batalii, i jak sÈ uzbrojone, i jacy sÈ dowódcy, i co to sÈ pikinierzy zwyczajni 4 W tekĂcie wïoskim: rogiem (corno) — przyp. tïum. 119 K S I } G A I I I i regularni welici, a co wydzieleni, poniewaĝ nie tak dawno mówiïem wam o tym. Pozostaïo wiÚc przypomnieÊ wam, abyĂcie przywoïali to do pamiÚci jako rzecz niezbÚdnÈ do zro- zumienia wszystkich innych uszykowañ. PrzejdÚ zatem do przedstawienia szyków bez powtarzania tego jeszcze raz. WidzÚ to tak: dziesiÚÊ batalii jednego batalionu naleĝy rozmieĂciÊ na lewej flance, a dziesiÚÊ drugiego — na prawej. Te po lewej uszykowaÊ naleĝy tak oto: piÚÊ batalii powinno byÊ ustawionych obok siebie wzdïuĝ frontu, tak aby miÚdzy sÈsiednimi zostaïo miejsca na cztery ïokcie dïugoĂci, tym sa- mym zajmie to obszar szeroki na sto czterdzieĂci jeden ïokci i czterdzieĂci gïÚboki. Za tymi piÚcioma bataliami umieĂciï- bym trzy nastÚpne w odlegïoĂci, mierzonej w prostej linii od pierwszych, wynoszÈcej czterdzieĂci ïokci. Dwie z nich po- winny siÚ znaleěÊ na linii tyïów tych piÚciu, a trzecia winna zajÈÊ miejsce poĂrodku. Zatem te trzy zajmowaïyby co do szerokoĂci i gïÚbokoĂci ten sam obszar co tamtych piÚÊ, lecz podczas gdy tamtych piÚÊ byïoby rozstawionych w odlegïo- Ăci czterech ïokci miÚdzy sobÈ, tu byïoby ich trzydzieĂci trzy. Za nimi ustawiïbym dwie ostatnie batalie, takĝe w linii za ty- mi trzema i w odlegïoĂci od nich trzydziestu czterech ïokci, a kaĝda staïaby z tyïu, za plecami [skrajnych z] tych trzech, oddalona od drugiej o dziewiÚÊdziesiÈt jeden ïokci. W ten sposób uszykowane wszystkie te batalie zajmowaïyby teren szeroki na sto czterdzieĂci jeden i gïÚboki na dwieĂcie [ïokci]5. 5 Autor nie podaje, w jakich jednostkach to zmierzyï, w przekïa- dach jedni mówiÈ o ïokciach, a inni przeliczajÈ to na jardy — przyp. tïum. 120 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o Wydzielonych pikinierów rozciÈgnÈïbym wzdïuĝ lewych flanków tych batalii w odlegïoĂci dwudziestu ïokci od nich, w stu czterdziestu trzech szeregach, po siedmiu w szeregu, tak aby objÚli caïÈ gïÚbokoĂÊ dziesiÚciu batalii ustawionych tak, jak opisaïem. Pozostaïoby wiÚc czterdzieĂci szeregów do ochrony taborów i ludzi bez broni w ogonie armii po roze- sïaniu dziesiÚtników i centurionów na swoje miejsca. Z trzech konestabli jeden poszedïby na czoïo, drugi zajÈï- by pozycjÚ poĂrodku, a trzeci w ostatnim szeregu, w którym powinien peïniÊ funkcjÚ tergiduktora, jak antyczni zwali tylnÈ straĝ wojska. PowracajÈc do czoïa armii, mówiÚ, ĝe ustawiïbym weli- tów wydzielonych obok wydzielonych pikinierów, których — jak wiecie — jest piÚciuset, i umieĂciïbym ich w odlegïo- Ăci czterdziestu ïokci. Na ich boku i równieĝ po lewej, w od- legïoĂci stu piÚÊdziesiÚciu ïokci, ustawiïbym ciÚĝkozbrojnÈ konnicÚ. Za nimi lekkÈ jazdÚ, ustawionÈ w tej samej odle- gïoĂci co ciÚĝkozbrojna. Zwyczajnych welitów zostawiïbym przy ich bataliach, zajmowaliby oni przestrzenie, które wy- dzieliïem miÚdzy bataliami; byliby im do pomocy, chyba ĝe- bym ich od razu ustawiï niĝej wydzielonych pikinierów. To, czy zrobiïbym tak, czy inaczej, zaleĝaïoby od moich planów. GïównodowodzÈcego caïego batalionu postawiïbym na miejscu miÚdzy pierwszym a drugim szykiem batalii albo na czele, albo miÚdzy ostatniÈ z piÚciu batalii a wydzielonymi pikinierami — zaleĝnie od sytuacji — w otoczeniu trzydziestu lub czterdziestu pikinierów, co najroztropniejszych w peï- nieniu tej funkcji, zdolnych z poĂwiÚceniem odeprzeÊ atak; winni oni staÊ miÚdzy trÚbaczami i chorÈĝymi. 121 K S I } G A I I I W taki szyk rozwinÈïbym batalion na lewym skrzydle, co stanowiïoby uszykowanie poïowy armii, zajmujÈce obszar szerokoĂci piÚciuset jedenastu ïokci i — o czym wspomnia- no poprzednio — nie wliczajÈc miejsca zajmowanego przez wydzielonych pikinierów, którzy dziaïajÈ jak tarcza dla ludzi nieuzbrojonych, gïÚbokoĂci okoïo stu ïokci. Drugi batalion umieĂciïbym po prawej, uszykowany wedle tej samej zasady jak ten po lewej, zostawiajÈc miÚdzy nimi odstÚp na trzydzie- Ăci ïokci, lokujÈc w nim, na froncie, trochÚ artylerii, za którÈ znajdowaïby siÚ dowódca caïej armii, który winien mieÊ do- koïa siebie, prócz trÚbacza i sztandaru wodza, nie mniej niĝ dwustu pikinierów, wiÚkszy pododdziaï piechoty, wĂród któ- rej powinno byÊ dziesiÚciu lub wiÚcej gotowych na wszelkie rozkazy i winni oni mieÊ takie uzbrojenie i konie, by mogli jechaÊ konno lub iĂÊ pieszo, zaleĝnie od potrzeby. DziesiÚÊ kanonierek artylerii armijnej wystarczy do bra- nia miast. Nie powinny mieÊ ïadunków ciÚĝszych niĝ piÚÊ- dziesiÚciofuntowe, z czego na polu sïuĝyïyby mi one bardziej do obrony obozu niĝ do uĝycia w bitwie, a kaliber innej ar- tylerii winien raczej byÊ dziesiÚcio- niĝ piÚtnastofuntowy. TÚ ustawiïbym na froncie caïej armii, chyba ĝe z uksztaïtowania terenu wynikaïoby, ĝe lepiej je rozmieĂciÊ na flankach w bez- piecznym miejscu, w którym wróg nie mógïby im zagroziÊ. Tak uformowane wojsko moĝe wykorzystaÊ podczas bi- twy szyki zarówno falang, jak i rzymskich legionów, ponie- waĝ pikinierzy sÈ na froncie, a caïa piechota w takich jest usta- wiona szykach, ĝe po napotkaniu nieprzyjaciela i starciu siÚ z nim pierwsze szeregi mogïyby byÊ zastÈpione przez te z tyïu 122 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o sposobem stosowanym przez falangi. Gdyby zaĂ — zaatako- wani — musieli zïamaÊ szyki i siÚ cofnÈÊ, mogliby wejĂÊ na miejsce drugiej batalii za nimi, z którÈ poïÈczeni, wszyscy ra- zem byliby zdolni stawiÊ opór i na nowo podjÈÊ walkÚ z nie- przyjacielem. A gdyby i to nie wystarczyïo, mogliby w ten sam sposób wycofaÊ siÚ po raz drugi i walczyÊ po raz trzeci. Tak wiÚc w tym ustawieniu, gdy przyjdzie biÊ siÚ, mogÈ oni przeformowywaÊ siÚ zarówno na sposób grecki, jak i rzym- ski. A co do siïy wojska, nie sposób ustawiÊ go silniej, gdyĝ oba skrzydïa bogate sÈ w dowódców i bronie, a ĝadna czÚĂÊ nie jest osïabiona, wyjÈwszy czÚĂÊ tylnÈ, która jest bez broni, lecz nawet ta czÚĂÊ ma flanki bronione przez wydzielonych piki- nierów. Nie zdoïa teĝ nieprzyjaciel uderzyÊ na ĝadnym kie- runku6, którego nie zastaïby uszykowanym, a na tyïy uderzyÊ nie zdoïa, gdyĝ nie masz nieprzyjaciela, który by miaï takÈ siïÚ, aby przypuĂciÊ jednaki szturm ze wszystkich stron naraz. GdybyĂcie wiedzieli, ĝe jest aĝ tak silny, nigdy nie stanÚ- libyĂcie z nim do bitwy w polu. JeĂli jednak bÚdzie on trzy- kroÊ od ciebie silniejszy i równie dobrze jak ty uszykowany, gdy osïabi siÚ, uderzajÈc na ciebie w kilku miejscach, i gdy tyl- ko pokonasz go w jednym, zniweczone zostanÈ wszystkie jego plany. JeĂli jego konnica bÚdzie wiÚksza od twojej, i tak je- steĂ bezpieczny, gdyĝ opasujÈce ciÚ szeregi pikinierów obro- niÈ ciÚ przed kaĝdym jej atakiem, nawet jeĂli twoja wïasna konnica zostanie odparta. Ponadto dowódcy sÈ ustawieni w miejscach, z których mogÈ ïatwo dowodziÊ i wykonywaÊ 6 W oryginale jest parte (czÚĂÊ, segment, fragment), ale kierunek pasu- je tu najlepiej ze wzglÚdu na stwierdzenie koñcowe — przyp. tïum. 123 K S I } G A I I I rozkazy. OdstÚp miÚdzy jednÈ bataliÈ i nastÚpnÈ i odlegïoĂÊ miÚdzy jednym szykiem a kolejnym sïuĝÈ nie tylko do przyj- mowania jednych przez drugich, lecz równieĝ dajÈ miejsce posïañcom wysyïanym z rozkazami dowódcy. I jak juĝ wam wczeĂniej mówiïem, tak jak Rzymianie mieli okoïo dwudziestu czterech tysiÚcy ludzi w armii, podobnie winno byÊ i tutaj. A skoro inni ĝoïnierze zapoĝyczyli styl walki i szyki swych wojsk z legionów, tym bardziej ci ĝoïnierze, których zgroma- dziliĂcie w waszych dwu batalionach, powinni przyjÈÊ ich ksztaït i uszykowanie. MajÈc ten przykïad, ïatwo pójĂÊ jego wzorem dalej. Bo jeĂli armia zwiÚkszy siÚ o dwa bataliony lub tylko o ludzi, ile one liczÈ, nie trzeba robiÊ nic wiÚcej, niĝ podwoiÊ te szyki, i w miejsce dziesiÚciu batalii na lewym skrzydle daÊ dwadzie- Ăcia, czy to przez zwiÚkszenie, czy wydïuĝenie szeregów, sto- sownie do miejsca lub tego, co narzuca ci nieprzyjaciel. LUIGI: Prawdziwie, panie, mam ja to wojsko przed oczami i pali mnie ochota, by móc je ujrzeÊ w bitwie. Za nic na Ăwiecie nie chciaïbym, abyĂcie siÚ zamienili w Fabiusza Maximusa za- myĂlajÈcego powstrzymaÊ nieprzyjaciela w zatoce i odwlec dzieñ bitwy, gdyĝ okreĂliïbym was gorzej niĝ lud Rzymu rzekï o nim7. 7 Fabiusz (Fabius Quintus Maximus Verrucosus Cunctator, 275 – 203 p.n.e.), charakterystycznego oblicza (Verrucosus — pokryty bro- dawkami), ociÈgajÈc siÚ z wydawaniem otwartych bitew (co czasem wychodziïo mu na dobre), zyskaï teĝ przydomek Zwle- kajÈcy (Cunctator). PiÚciokrotny konsul, dwukrotny dyktator, wybitny dowódca, utalentowany mówca. W wojnie z Hanniba- lem unikaï rozstrzygajÈcej bitwy, stosujÈc wojnÚ podjazdowÈ. Aby wykupiÊ jeñców, przy braku zgody senatu, by dotrzymaÊ sïowa, sprzedaï wïasny majÈtek — przyp. tïum. 124 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o FABRIZIO: Nie lÚkajcie siÚ. Czyĝ nie sïyszycie artylerii? WïaĂnie nasi wypalili, lecz niewielkie to poczyniïo szkody nieprzyjacielowi, na co wydzieleni welici rzucajÈ siÚ do przo- du ze swoich pozycji wraz z lekkÈ konnicÈ i rozwijajÈ siÚ, z impetem i okrzykami ile siï w gardïach uderzajÈ na nieprzy- jaciela, którego artylerii wystrzaï jedyny przeniosïo nad gïo- wami naszej piechoty bez jakichkolwiek szkód dla niej. A sko- ro nie zdoïaïa oddaÊ drugiej salwy, nasi welici i konnica juĝ jÈ majÈ. ¿eby wiÚc jej broniÊ, nieprzyjaciel podchodzi tak blisko, ĝe ani nasza bateria, ani nieprzyjacielska zadañ swych wykonywaÊ juĝ nie moĝe. Patrzcie, jak mÚĝnie poczynajÈ sobie nasi ludzie, z jakÈ siïÈ, zrÚcznoĂciÈ i wiedzÈ nabytÈ pod- czas szkoleñ, ufni w swoje wojsko. Patrzcie, jak zamaszyĂcie kroczÈ — a ciÚĝka konnica postÚpuje z boku — w szyku mar- szowym, by na nowo dopiec wrogowi. Zobaczcie, nasza ar- tyleria, aby ustÈpiÊ im miejsca i daÊ drogÚ otwartÈ, cofa siÚ tam, skÈd przedtem wyruszyli welici. Patrzcie, oto dowódca do- daje im ducha, rozpoĂcierajÈc przed nimi wizjÚ pewnego zwy- ciÚstwa. Widzicie, jak welici i lekka konnica, rozbiegïszy siÚ, wracajÈ na flanki, by oceniÊ, czy mogÈ zadaÊ nieprzyjacielowi straty, od flanków na niego ruszajÈc. Patrzcie, oto wojska nacierajÈ na siebie. Przyjrzyjcie siÚ, jak dzielnie oparli siÚ na- wale wroga, z jakim spokojem, i jak dowódca wydaje roz- kazy ciÚĝkozbrojnej jeědzie, ĝe majÈ atak powstrzymaÊ i sami nie atakowaÊ ani nie wycofywaÊ siÚ z szeregów piechoty. Wi- dzicie, jak nasza lekka jazda poszïa do ataku na hakownice wroga, którymi chciaï uderzyÊ od flanki, i jak nieprzyja- cielska konnica, idÈc tamtym na pomoc, sprawiïa, ĝe wziÚci 125 K S I } G A I I I w dwa ognie przez jednych i drugich konnych, nie mogÈ od- daÊ wystrzaïu i cofajÈ siÚ za swoje batalie. Zobaczcie, z jakÈ furiÈ nacierajÈ na nich nasi pikinierzy, a piechota podeszïa juĝ tak blisko, ĝe pik nie moĝe uĝywaÊ, przeto zgodnie z dyscy- plinÈ przez nas jej wpojonÈ pikinierzy nasi cofajÈ siÚ stopniowo miÚdzy nasze tarcze. Spójrzcie jak w tym czasie wielki oddziaï ciÚĝkiej konnicy nieprzyjaciela zepchnÈï naszych pancernych na lewym skrzydle, a nasi, posïuszni rozkazom, wycofali wydzielonych pikinierów i z ich pomocÈ front reformujÈc, odparli napastnika, ubiwszy przy tym wielu. Tymczasem wszyscy pikinierzy zwyczajni z pierwszej batalii cofnÚli siÚ miÚdzy szeregi tarcz, zostawiajÈc tarczownikom zmagania, którzy — patrzcie, z jakÈ odwagÈ, pewnoĂciÈ i swobodÈ! — mordujÈ nieprzyjaciela. CzyĝbyĂcie nie dostrzegli, jak zwarte sÈ walczÈce szeregi, wskutek czego mogÈ uĝywaÊ mieczy tyl- ko z najwiÚkszym trudem? Spójrzcie, jak nieprzyjaciela trup siÚ Ăciele, któremu na nic piki i miecze — te pierwsze z po- wodu zbytniej dïugoĂci, te drugie z powodu zbyt mocnego opancerzenia przeciwnika; ci ranni, ci juĝ polegli, a czÚĂÊ do ucieczki siÚ rzuca. Patrzajcie, jak umykajÈ z prawa. Tak samo jak i z lewa. Oto i nasza wiktoria! Azali nie ze szczÚĂciem wy- graliĂmy tÚ bitwÚ? Byïoby szczÚĂcia w niej jeszcze wiÚcej, gdy- by mi pozwolono zaprzÈc je do dziaïania. Zobaczcie teĝ, ĝe nie trzeba byïo odwoïywaÊ siÚ do pomocy drugich i trzecich szyków, gdyĝ do pobicia nieprzyjaciela starczyïa pierwsza li- nia. Co siÚ tej czÚĂci tyczy, nie mam juĝ nic do rzeczenia, po- za zwÈtpieñ rozwianiem, jeĂli was jakie najdÈ. 126 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o LUIGI: WygraliĂcie to spotkanie z takÈ gwaïtownoĂciÈ, ĝem zaskoczony jest wielce, a nawet osïupiaïy. Nie sÈdzÚ wiÚc, bym umiaï dobrze wyraziÊ, czy w umyĂle moim ostaïy siÚ jakieĂ zwÈtpienia. UfajÈc wszak roztropnoĂci waszej, odwaĝÚ siÚ rzec wam, co myĂlÚ. Powiedzcie mi najpierw, dlaczego nie pozwoliliĂcie swoim armatom daÊ salw wiÚcej niĝ jednÈ? I czemuĂcie wycofali je szybko na tyïy armii, nie wspomina- jÈc juĝ potem o nich? Odniosïem równieĝ wraĝenie, ĝe usta- wiliĂcie artyleriÚ nieprzyjaciela tak wysoko, by poszïo po wa- szej myĂli. JeĂli jednak siÚ zdarzy — a myĂlÚ, ĝe zdarza siÚ czÚsto — ĝe szeregi zostanÈ przerwane, co byĂcie wówczas radzili? A skoro juĝ zszedïem na artyleriÚ, chciaïbym dokoñ- czyÊ tych pytañ, by wiÚcej juĝ ich nie roztrzÈsaÊ. Sïyszaïem wiele niechÚtnych ocen o uzbrojeniu i organizacji wojsk sta- roĝytnych, w których uzasadniano, ĝe dziĂ poĝytek z nich byïby niewielki, czy wrÚcz byïyby na nic naprzeciw artyle- ryjskiej nawale, gdyĝ ma ona przewagÚ nad tymi broniami i przeïamuje szeregi, wydaje siÚ wiÚc im szaleñstwem, by two- rzyÊ szyki, których utrzymaÊ siÚ nie da, i znosiÊ trudy děwi- gania broni, która was nie ochroni. FABRIZIO: Pytanie wasze dïugiej wymaga odpowiedzi, gdyĝ z wielu czÚĂci siÚ skïada. To prawda, ĝe uĝyïem ognia artylerii wiÚcej niĝ raz, a nawet ten jeden raz wydaje mi siÚ wÈtpliwy. Powód kryje siÚ w tym, ĝe waĝniejsze jest, aby chro- niÊ siÚ przed salwami, niĝ raziÊ nimi nieprzyjaciela. Musicie zrozumieÊ, ĝe jeĂli nie chcecie, aby raniïa was artyleria, nie- zbÚdne jest staÊ tam, gdzie was nie moĝe dosiÚgnÈÊ, lub ukryÊ siÚ za murami lub waïem; nic innego jej nie powstrzyma, przy 127 K S I } G A I I I czym koniecznie muszÈ byÊ one bardzo mocne. Dowódcy, którym biÊ siÚ przychodzi, nie mogÈ staÊ za murami czy ob- waïowaniami ani przebywaÊ tam, gdzie nie moĝe ona ich dopaĂÊ. Dlatego muszÈ, nie majÈc sposobu, by samym siÚ obroniÊ, znaleěÊ coĂ, co ich mniej okaleczy; a nie pozostaje im nic innego, jak zdobyÊ jÈ niezwïocznie. Sposób na to jest ten, aby zajĂÊ ich szybko i z osobna — nie zwolna lub masÈ caïÈ — gdyĝ szybkoĂÊ odetnie im szansÚ na drugiej salwy oddanie, a dziÚki rozproszeniu ĝoïnierzy zdoïajÈ raniÊ tyl- ko niewielu spoĂród nich. Pododdziaï uszykowany zrobiÊ te- go nie moĝe, gdyĝ maszerujÈc ïawÈ, zostanÈ rozsypani, na- tomiast nieprzyjaciel nie bÚdzie siÚ siliï, by ich przeïamaÊ, jeĂli sami siÚ rozsypiÈ. Dlatego tak bym wojsko sformowaï, by mogïo dziaïaÊ i tak, i tak. MajÈc tysiÈc welitów na skrzydïach, spowodowaïbym, aby po salwie naszej artylerii przystÈpili oni do natarcia wraz z lek- kÈ jazdÈ i zdobyli armaty wroga. Dlatego nie kazaïem swoim strzelaÊ powtórnie, by nie daÊ nieprzyjacielowi czasu do wy- strzaïu. Bo nie moĝesz zarazem daÊ mi swobody, nie dajÈc jej jemu. I tak jak to, ĝe nie strzelaïem raz drugi, miaïo zapobiec temu, by tamten nie strzeliï pierwszy, gdybym nie strzeliï raz pierwszy, nie daïbym mu szansy, by strzeliï w ogóle. Aby unieszkodliwiÊ artyleriÚ nieprzyjaciela, nie zostaje wiÚc nic innego, jak przypuĂciÊ na niÈ szturm, gdyĝ — jeĂli nieprzy- jaciel jÈ porzuci — w twoje rÚce wchodzi. Gdyby chcieli jÈ obroniÊ, musieliby wytoczyÊ jÈ na tyïy, skÈd — czy w rÚkach wroga, czy naszych sprzymierzeñców, ognia juĝ daÊ nie moĝe. SÈdzÚ, ĝe nawet bez przykïadów to omówienie jest dla was wystarczajÈce, majÈc jednak ich wiele z dawnych czasów, 128 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o nie omieszkam tego uczyniÊ. Ventidius8, idÈc biÊ siÚ z Parta- mi, których siïa w duĝym stopniu tkwiïa w ich ïukach i strza- ïach, pozwoliï im podejĂÊ niemal do swoich stanowisk, nim ruszyï z wojskiem do natarcia, co zrobiï tylko po to, aby osa- czyÊ ich szybko i nie daÊ im moĝliwoĂci do oddania strzaïu. Cezar mówi nam, ĝe za jego pobytu w Galii wiÈĝÈcy go bitwÈ nieprzyjaciel natarï z tak wielkÈ furiÈ, ĝe ludzie Cezara nie mieli czasu wyciÈgnÈÊ strzaï, zgodnie z rzymskim zwyczajem. WidaÊ z tego, ĝe jeĂli jesteĂ na polu i nie chcesz byÊ raĝonym czymĂ z dala, nie ma innego wyjĂcia, jak zdobyÊ to jak najprÚdzej. Druga przyczyna, która równieĝ skïoniïa mnie do dziaïa- nia bez ognia artylerii, byÊ moĝe was rozĂmieszy, nie sÈdzÚ jednak, by moĝna jÈ lekcewaĝyÊ. Nic tak nie konfunduje woj- ska, jak utrudnianie mu widocznoĂci. Otóĝ najwierniejsze armie pokonanymi zostaïy przez utrudnionÈ widocznoĂÊ, czy to z powodu pyïu, czy sïoñca. A nic tak nie przeszkadza w widocznoĂci jak dym czyniony przez artyleriÚ, kiedy ta daje ognia. Dlatego myĂlÚ, ĝe byïoby rozsÈdniej pozwoliÊ nieprzy- jacielowi, by oĂlepiï sam siebie, niĝ wam oĂlepionym go szu- kaÊ. Z tej to przyczyny nie strzelaïbym lub (jako ĝe nie by- ïoby to dobrze przyjÚte, zwaĝywszy na dobrÈ sïawÚ, jakÈ ma 8 Ventidius (Publius Ventidius Bassus, ur. przed 89 p.n.e., zm. po 38 p.n.e.) znalazï siÚ w Rzymie jako jeniec; dziÚki Cezarowi zostaï se- natorem; w wojnie domowej Oktawiana z Antoniuszem stanÈï po stronie Antoniusza, za co zostaï wygnany; po pogodzeniu siÚ panów O. i A. otrzymaï w 43 r. konsulat; wysïany w 39 r. do Azji pobiï Partów i Labienusa (byïego legata Cezara, który w czasie wojny domowej przeszedï na stronÚ Pompejusza), podbiï SyriÚ, a w rok potem ostatecznie pokonaï ksiÚcia Partów, Pakorusa — przyp. tïum. 129 K S I } G A I I I artyleria) ustawiïbym jÈ na skrzydïach armii, tak aby strzela- jÈc, nie zasïaniaïa dymem frontu, co istotne jest dla moich lu- dzi. ¿e zaĂ utrudnianie widzenia nieprzyjacielowi jest rzeczÈ poĝytecznÈ, moĝna tu podaÊ przykïad Epaminondasa9, który, aby oĂlepiÊ idÈcych mu na spotkanie, nakazaï lekkiej jeědzie pocwaïowaÊ przed frontem wroga, aby kurz wznieciÊ, co utrudniïo tamtym widzenie, a jemu przyniosïo zwyciÚstwo. A co do waszej opinii, iĝem salwie armatniej tor po myĂli swej nadaï, powodujÈc, ĝe jÈ nad gïowami piechoty przenio- sïo, odpowiem, ĝe zazwyczaj i nieporównanie czÚĂciej ciÚĝka artyleria chybia piechoty niĝ jej dosiÚga, gdyĝ piechurzy sÈ tak niewysocy, a wymierzyÊ do nich tak trudno, ĝe jeĂli choÊ odrobinÚ wyĝej jÈ podniesiesz, ogieñ idzie ponad ich gïowa- mi, a jeĂli jÈ obniĝysz, trafia w ziemiÚ, a wybuch nie dociera do nich. ChroniÈ ich równieĝ nierównoĂci terenu, bo kaĝ- dy maïy zagajnik czy pagórek eksplozjÚ tïumi. A co siÚ tyczy jeěděców, a zwïaszcza ciÚĝkozbrojnych, zwaĝywszy, ĝe stojÈ ciaĂniej i sÈ wyĝsi, mogÈ byÊ ïatwiej trafieni. Wypada wiÚc na czas ostrzaïu ustawiÊ ich bardziej na tyle. Jest prawdÈ, ĝe czÚ- Ăciej ich raniÈ hakownice i mniejsza artyleria niĝ wiÚksza. Tedy najlepiej jest podejĂÊ ich i uchwyciÊ, a jeĂli nawet w pierw- szym szturmie bÚdÈ jacyĂ polegli — polegli zawsze bÚdÈ. 9 Epaminondas (ok. 418 – 362 p.n.e.), wybitny polityk i dowódca tebañski, Teby kwitïy za jego rzÈdów; podbiï wiÚkszÈ czÚĂÊ Pe- loponezu i dwukrotnie pobiï Spartan (w r. 371 pod Leuktrami i w r. 362 pod MantyneÈ); w drugiej bitwie poniósï ĂmierÊ i skoñ- czyïa siÚ wielkoĂÊ Teb; jako pierwszy wprowadziï szyk ukoĂny, póěniej naĂladowany przez Macedoñczyków — przyp. tïum. 130 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o Wszakĝe dobry dowódca i dobre wojsko nie powinni li- czyÊ pojedynczych strat, a tylko ogólne, i naĂladowaÊ powin- ni Szwajcarów, którzy nigdy nie uchylajÈ siÚ od walki z po- wodu strachu przed artyleriÈ, przeciwnie — karzÈ ĂmierciÈ tych, co by siÚ waĝyli powodowani strachem z szeregów siÚ wyïamaÊ lub lÚk jakowyĂ okazaÊ. Po salwie odesïaïem jÈ w gïÈb szeregów, aby daÊ przejĂcie bataliom. I póěniej juĝ o niej nie wspominaïem, jako ĝe staje siÚ zbÚdna, gdy bój roz- gorzeje na dobre. ZwróciliĂcie równieĝ uwagÚ, ĝe przez wzglÈd na gwaïtow- noĂÊ tego narzÚdzia wielu uwaĝa, iĝ broñ i szyki staroĝytnych sÈ bezuĝyteczne, i wynika z waszej mowy, ĝe wspóïczeĂni wy- naleěli szyki i pancerze zdolne broniÊ przed artyleriÈ. Skoro to wiecie, rad byïbym, abyĂcie mi to pokazali, gdyĝ jak do tej pory nie znam ĝadnego przykïadu i nie sÈdzÚ, by taki siÚ znalazï. Chciaïbym wiÚc pojÈÊ owych, co kaĝÈ ĝoïnierzom wspóïczesnej piechoty nosiÊ napierĂniki lub pancerze ĝelazne, a konnych w caïoĂci zbrojÈ pokrywaÊ, jako ĝe pogardzajÈc zbrojami antyku i majÈc je za nieprzydatne, i tych nie powinni mieÊ w cenie. Chciaïbym teĝ wiedzieÊ, dla jakiej przyczyny Szwajcarzy na wzór staroĝytnych szyków tworzÈ bataliony10 po szeĂÊ lub osiem tysiÚcy ludzi i czemuĝ to naĂladujÈ ich wszyscy inni, nie baczÈc na to, ĝe ogieñ artyleryjski dla szyków takich jest równie niebezpieczny jak i dla kaĝdych innych naĂladujÈcych staroĝytne. PrzyjmujÚ, ĝe nie wiedzieliby oni, co odrzec. Lecz 10 LiczebnoĂÊ tych „batalionów” odpowiada bardziej wspóïczesnej brygadzie; zwracaliĂmy juĝ na to uwagÚ — przyp. tïum. 131 K S I } G A I I I jeĂlibyĂcie spytali ĝoïnierzy cokolwiek doĂwiadczonych, od- rzekliby najpierw, ĝe noszÈ pancerze, bo choÊ nie ustrzegÈ ich przed artyleriÈ, chroniÈ ich przed kuszami, pikami, mie- czami, kamieniami i wszelkimi innymi razami zadawanymi przez nieprzyjacióï, a i to by dodali, ĝe idÈ ramiÚ w ramiÚ jak Szwajcarzy, by ïatwiej pokonaÊ piechotÚ, lepiej wytrzymaÊ konnicÚ i utrudniÊ nieprzyjacielowi moĝliwoĂÊ ich pokonania. WidaÊ wiÚc, ĝe na ĝoïnierzy czyha wiÚcej niebezpieczeñstw niĝ tylko artyleria, przed którymi siÚ chroniÈ pancerzem i uszy- kowaniem. Z tego natomiast wynika, ĝe im lepsze ma wojsko pancerze, im mocniej zwiera szeregi, tym bardziej jest bez- pieczne. Toteĝ ktokolwiek jest zdania takiego jak to, które przytoczyliĂcie, brakuje mu rozwagi lub rozeznania rzeczy. Bo jeĂli weěmiemy tak maïÈ czÚĂÊ dawnego uzbrojenia, która jest dziĂ stosowana, a jest niÈ pika, i najmniejszÈ formacjÚ, a jest niÈ batalia Szwajcarów, które dajÈ nam tyle dobrego, wnoszÈc tak wiele siïy do wojsk naszych, skÈd bierze siÚ nie- wiara, ĝe inna broñ i szyki zapomniane nie przyniosïyby nam korzyĂci? Co wiÚcej, jeĂli zaniedbamy artyleriÚ, trzymajÈc siÚ ciasno, jak Szwajcarzy, czego innego mielibyĂmy siÚ obawiaÊ? Któryĝ inny szyk wzbudzi w nas obawÚ, jeĂli nie ten, który mocno jest zwarty? Przy tym jeĂli nieprzyjacielska artyleria nie straszna mi, kiedy miasto oblegam, mogÈc skuteczniej mnie raziÊ chroniona za murami, a uciszyÊ jÈ mogÚ tylko wïa- snÈ, moĝe wiÚc ponawiaÊ salwy podïug swego uznania, dla- czego miaïbym siÚ jej obawiaÊ w polu, jeĂli mogÚ jÈ szybko przechwyciÊ? ZamknÚ wiÚc ten wywód w ten sposób, ĝe ar- tyleria, moim zdaniem, nie przeszkodzi nikomu, kto potrafi uciec siÚ do metod staroĝytnych i wykazaÊ staroĝytnych od- 132 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o wagÚ. I gdyby nie to, ĝe Ărodek ten wczeĂniej wam przybli- ĝyïem, mógïbym rzec o nim wiÚcej, lecz bÚdÚ siÚ odwoïywaï do tego, co juĝ byïo rzeczone. LUIGI: Potrafimy to teraz juĝ dobrze zrozumieÊ, boĂcie o artylerii rzekli nam niemaïo, wiÚc w sumie — jako widzÚ — wedle waszego wskazania najlepszym sposobem, do któ- rego moĝna siÚ uciec w starciu z niÈ, jest przejÈÊ jÈ szybko. Tu wÈtpliwoĂÊ ogarnia mnie jedna, wydaje mi siÚ bowiem, ĝe nieprzyjaciel moĝe jÈ tak rozmieĂciÊ na skrzydïach swej armii, ĝe bÚdzie mógï was raziÊ, a osïaniajÈc jÈ swojÈ piecho- tÈ, pojmaÊ jej nie pozwoli. W ustawieniu batalii w waszym wojsku — jeĂli dobrze pamiÚtam — sÈ odstÚpy na cztery ïok- cie miÚdzy jednÈ bataliÈ a drugÈ i dwadzieĂcia oddziela piki- nierów wydzielonych od batalii. Gdyby nieprzyjaciel ustawiï swe wojska podobnie do waszych i umieĂciï artyleriÚ w tych wolnych przestrzeniach, sÈdzÚ, ĝe z tego miejsca mógïby was dosiÚgnÈÊ z najwiÚkszym dla siebie spokojem, gdyĝ nie daïo- by siÚ wejĂÊ miÚdzy jego siïy, aby temu zapobiec. FABRIZIO: BardzoĂcie skrupulatni w wÈtpliwoĂciach waszych, muszÚ wiÚc je rozstrzygnÈÊ lub doradziÊ wam coĂ w tej mierze. Mówiïem wam, ĝe batalie owe, czy to w mar- szu, czy w bitwie, w nieustannym znajdujÈ siÚ ruchu i z na- tury dÈĝÈ ku sobie, wiÚc armaty nie mogÈ wypeïniaÊ swych zadañ. JeĂli powiÚkszysz miejsce, ĝeby tego zagroĝenia unik- nÈÊ, popadniesz w jeszcze wiÚksze tarapaty, gdyĝ z powodu tych przerw stwarzasz nieprzyjacielowi nie tylko moĝliwoĂÊ zagarniÚcia twojej artylerii, lecz naraĝasz siÚ na pobicie. Mu- sicie jeszcze zrozumieÊ, ĝe artylerii miÚdzy szykami utrzymaÊ niepodobna, zwïaszcza takiej, co spoczywa na lawetach, jako 133 K S I } G A I I I ĝe dziaïa te przemieszczajÈ siÚ w jednym kierunku, a strzela- jÈ w drugim. Tedy chcÈcy ich uĝyÊ w marszu, naleĝaïoby je obróciÊ przed strzaïem, a do obrotu potrzebujÈ one tak duĝo miejsca, ĝe piÚÊdziesiÈt lawet z armatami zburzyïoby szeregi wojska. Przeto trzeba koniecznie trzymaÊ je poza szykami, gdzie mogÈ dziaïaÊ w sposób przedstawiony wam przed chwilÈ. Lecz przyjmijmy, ĝe daïoby siÚ je tam trzymaÊ i ĝe znale- ziono by sposób poĂredni, tak by ludzie skupieni blisko nie zawadzali artylerii i nie byli otwarci na tyle, by daÊ nieprzy- jacielowi drogÚ. MówiÚ, ĝe w czasie bitwy jest na nie prosty sposób przez utworzenie w waszych wojskach takich odstÚ- pów, by daÊ wolnÈ drogÚ ich salwom i tym samym zniweczyÊ ich siïÚ. ’atwo moĝna to zrobiÊ, poniewaĝ nieprzyjaciel, jeĂli chce mieÊ armaty bezpieczne, musi postawiÊ je na koñcach takich odstÚpów, wiÚc ich salwy, jeĂli nie majÈ raziÊ wïasnych ludzi, muszÈ iĂÊ na wprost i zawsze w tej samej linii, toteĝ ustÚpujÈc im, moĝna ich ïatwo uniknÈÊ. A jest to zasada ogólna, ĝe temu, czemu nie moĝesz siÚ przeciwstawiÊ, musisz daÊ wolnÈ drogÚ. Tak staroĝytni robi- li ze sïoniami i rydwanami z sierpami. SÈdzÚ, a nawet jestem przekonany, ĝe przyznacie juĝ teraz, iĝem bitwÚ opracowaï i wygraï tym wïasnym sposobem. Gdyby jednak i to was nie przekonywaïo, com rzekï byï do tej pory, powtórzÚ, ĝe nie- moĝliwoĂciÈ byïoby armii tak ustawionej i uzbrojonej nie wy- graÊ w pierwszym starciu z kaĝdÈ innÈ armiÈ urzÈdzonÈ na obecny sposób, jako ĝe tworzÈ one zazwyczaj tylko jeden front, nie majÈ tarczowników, co bezbronnymi je czyni w bezpo- Ăredniej bliskoĂci nieprzyjaciela. Ustawione w ten sposób, ĝe majÈ batalie na flankach jedna obok drugiej, stanowiÈ cienkÈ 134 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o liniÚ. A jeĂli ustawiÈ siÚ jedna za drugÈ, bez szansy na przej- mowanie szeregów, robiÈ to bïÚdnie i ïatwo popadajÈ w kïo- poty. I choÊ daje siÚ tym wojskom trzy nazwy i dzieli na trzy batalie: awangardÚ, bataliÚ i straĝ tylnÈ, do niczego innego to nie sïuĝy, jak do marszu i rozróĝnieñ na kwaterze — gdy na- dejdzie dzieñ bitwy, stawiajÈ wszystko na pierwsze uderzenie i jednÈ kartÚ fortuny. LUIGI: Zauwaĝyïem równieĝ, ĝe walczÈca na waszym po- lu konnica zostaïa odparta przez konnicÚ nieprzyjaciela i ĝe wycofaïa siÚ miÚdzy wydzielonych pikinierów, gdzie z ich pomocÈ nie tylko jÈ powstrzymaïa, lecz odepchnÚïa do tyïu. WierzÚ, jako mówicie, ĝe pikinierzy mogÈ siÚ oprzeÊ konni- cy, lecz w zwartym i wielkim oddziale, jak go majÈ Szwajca- rzy. Wasze wojsko natomiast ma piÚÊ szeregów pikinierów na czele i siedem na flance, nie widzÚ wiÚc, jakim sposobem mieliby jej skutecznie stawiÊ czoïo. FABRIZIO: Chociaĝ juĝ wam mówiïem, ĝe swego czasu w macedoñskich falangach byïo uĝywanych szeĂÊ szeregów, jednak winniĂcie wiedzieÊ, ĝe batalion szwajcarski, nawet gdyby siÚ skïadaï z tysiÈca szeregów, nie uĝyïby wiÚcej niĝ czterech, najwyĝej piÚciu, gdyĝ ich piki majÈ dziewiÚÊ ïokci dïugoĂci, z czego póïtora ïokcia miÚdzy dïoñmi wypada, a tylko siedem i póï ïokcia piki wystaje przed pierwszy sze- reg. W drugim szeregu, prócz tego, co zajmujÈ rÚce, póïtora ïokcia idzie na odlegïoĂÊ miÚdzy jednym szeregiem a drugim. Do uĝycia zostaje wiÚc nie wiÚcej niĝ szeĂÊ ïokci piki. W trze- cim szeregu z tych samych przyczyn zostaje cztery i póï ïok- cia, trzy w czwartym i póïtora w piÈtym. Pozostaïe szeregi nie 135 K S I } G A I I I sÈ w stanie zadawaÊ obraĝeñ, sïuĝÈ jednak — jakoĂmy rzekli — do zastÚpowania pierwszych szeregów i jako umocnie- nie tych piÚciu. JeĂli zatem piÚÊ ich szeregów zdoïa konie po- wstrzymaÊ, czemuĝ by piÚÊ naszych nie miaïo ich trzymaÊ w szachu, jeĂli im nie zabraknie podtrzymania z tyïu, pomoc- nego tak samo, mimo ĝe nie majÈ oni pik jak inni. A jeĂli sze- regi wydzielonych pikinierów rozmieszczone wzdïuĝ flanków wydajÈ siÚ wam za wÈskie, moĝna je uformowaÊ w kwadrat i umieĂciÊ na flankach dwu batalii, które ustawiam w ostat- nich szykach armii. Z tego miejsca mogÈ one ïatwo iĂÊ w su- kurs i przodom, i tyïom, i nieĂÊ pomoc konnicy, w zaleĝno- Ăci od bieĝÈcych potrzeb. LUIGI: Czy zawsze uĝylibyĂcie takich szyków, gdyby przyszïo wam siÚ w bitwÚ wdawaÊ? FABRIZIO: ¿adnÈ miarÈ, gdyĝ musicie zmieniaÊ ufor- mowanie armii, jak tego wymaga sytuacja, kondycja i liczeb- noĂÊ wroga, co — nim wywód ten koñca dobiegnie — na przykïadzie zostanie ujÚte. Lecz formacja tutaj przedstawio- na nawet nie dlatego pokazanÈ wam zostaïa, ĝe od innych jest silniejsza — a silnÈ jest naprawdÚ — co po to, ĝe z niej pïynie zasada i system, podïug których poznaÊ moĝna sposób uszykowania innych; jako ĝe kaĝda nauka ma swoje ogólne podstawy, na których w wiÚkszej czÚĂci siÚ opiera. Jedno tylko wam radzÚ: iĝbyĂcie nigdy nie ustawiali wojska w ten sposób, aby tym, co walczÈ na przedzie, pomocy nieĂÊ nie mogli ci, co z tyïu stojÈ, bo kaĝdy, kto dopuĂci siÚ takiego bïÚdu, wiÚk- szÈ czÚĂÊ wojska bezuĝytecznÈ czyni i gdy choÊ trochÚ dziel- noĂci zastÈpi mu drogÚ, zwyciÚĝyÊ nie zdoïa. 136 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o LUIGI: Nachodzi mnie pewna wÈtpliwoĂÊ dotyczÈca tej czÚĂci. Widziaïem, ĝe rozmieszczajÈc batalie, tworzycie front rozlegïy na piÚÊ pododdziaïów, poĂrodku trzy stojÈ, a w tyl- nych czÚĂciach wystÚpujÈ dwa. SÈdzÚ przeto, ĝe byïoby lepiej ustawienie zrobiÊ odwrotne, gdyĝ tak myĂlÚ, ĝe armiÚ trud- niej bÚdzie pokonaÊ, gdy ten, kto na niÈ uderza, im bardziej siÚ w niÈ zagïÚbia, tym mocniejszÈ jÈ tam spotyka. Widzi mi siÚ natomiast, ĝe w szykach przez was obmyĂlonych, im kto gïÚbiej w nie wejdzie, tym sïabszymi je znajdzie. FABRIZIO: GdybyĂcie pamiÚtali, ĝe triari, bÚdÈcy w rzym- skich legionach trzeciÈ liniÈ, nie liczyli wiÚcej niĝ szeĂciuset ludzi, mielibyĂcie mniej wÈtpliwoĂci, wiedzÈc, ĝe stali oni w ostatnich szeregach. ZobaczylibyĂcie bowiem, ĝe — co uza- sadnia ten przykïad — ustawiïem w ogonie dwie batalie, któ- re majÈ dziewiÚÊ setek piechoty. JeĂli wiÚc popeïniam bïÈd, to ten, ĝe w stosunku do Rzymian wziÈïem tam ludzi zbyt duĝo, a nie maïo. I choÊ ten przykïad powinien wystarczyÊ, wyjawiÚ wam tego powody. Pierwsza linia wojsk jest solidna i zwarta, poniewaĝ musi wytrzymaÊ natarcie nieprzyjaciela bez liczenia na wsparcie towarzyszy broni, toteĝ musi obfitowaÊ w ludzi, jako ĝe ich niedobór mógïby jÈ osïabiÊ, juĝ to z powodu wÈtïoĂci szyku, juĝ niewystarczajÈcej ich liczby. Natomiast druga linia, która pierwej niěli biÊ nieprzyjaciela, ma dawaÊ wytchnienie wal- czÈcym w linii pierwszej, musi mieÊ duĝe luzy, dlatego jej liczebnoĂÊ powinna byÊ mniejsza niĝ pierwszej. Gdyby bo- wiem byïa liczniejsza lub taka sama, nie byïoby w niej miejsc wolnych, co mogïoby wprowadziÊ zamieszanie, lub z powo- du koniecznych odstÚpów rozciÈgnÚïaby siÚ szerzej niĝ ci 137 K S I } G A I I I na froncie, powodujÈc niedoskonaïoĂÊ uformowania armii. I nieprawdÈ jest, coĂcie rzekli, ĝe im gïÚbiej nieprzyjaciel siÚ wedrze w bataliony, tym sïabszymi je tam zastanie, gdyĝ nie walczy on nigdy z drugim szykiem, jeĂli pierwszy juĝ do nie- go nie doïÈczyï — tak wiÚc zastaje Ărodek batalionu silniejszym, a nie sïabszym, muszÈc biÊ siÚ jednoczeĂnie z pierwszym i dru- gim szykiem. I tak samo siÚ stanie, gdyby nieprzyjaciel prze- niknÈï do linii trzeciej. Tu mu walczyÊ przyjdzie nie tylko z dwiema Ăwieĝymi bataliami, lecz z caïym batalionem. A jako ĝe te ostatnie pododdziaïy dostajÈ wiÚcej ludzi, odstÚp pomiÚ- dzy nimi musi byÊ jeszcze wiÚkszy, a tych, którzy ich przyj- mujÈ, musi byÊ mniej. LUIGI: Zadowala mnie to, coĂcie powiedzieli, raczcie wszak odpowiedzieÊ i na to: jeĂli piÚÊ batalii cofa siÚ miÚdzy te trzy drugiego rzutu, a potem osiem miÚdzy dwie trzecie- go, jak to jest moĝliwe, aby osiem, a potem dziesiÚÊ pomie- Ăciïo siÚ razem na miejscu zajmowanym przez piÚÊ? FABRIZIO: OdpowiadajÈc, zacznÚ od tego, ĝe nie sÈ to te same odstÚpy, gdyĝ miÚdzy tymi piÚcioma [bataliami] sÈ mniejsze niĝ miÚdzy trzema lub dwiema, gdy siÚ w nie cofa- jÈ. Do tego dochodzÈ odstÚpy miÚdzy batalionami i miÚdzy skrajnymi bataliami i pikinierami wydzielonymi. Miejsca jest wiÚc pod dostatkiem. Poza tym trzeba zwaĝyÊ, ĝe odstÚpy w bataliach jeszcze nienaruszonych sÈ inne niĝ te w szykach przerzedzonych w boju. Zmiany idÈ wiÚc w dwu kierunkach: szyki zwierajÈ siÚ lub poszerzajÈ. PoszerzajÈ siÚ wówczas, gdy ludzie, zdjÚci strachem, rzucajÈ siÚ do odwrotu. CzujÈc mniej zagroĝenia i dziaïajÈc w obronie, zwierajÈ siÚ ciaĂniej, a nie rozpraszajÈ. Dodatkowo piÚÊ szeregów pikinierów, które 138 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o na poczÈtku bitwy byïy na froncie, wycofuje siÚ miÚdzy swo- imi bataliami na tyïy armii, robiÈc miejsce tarczownikom — ci sÈ zdolni do walki. A kiedy dotrÈ oni na tyïy, mogÈ byÊ na stosowne rozkazy dowódcy, który wykorzysta ich dobrze, podczas gdy pozostajÈc na froncie, w bitewnym tumulcie, byliby do niczego. PomyĂlane odstÚpy sÈ tym samym na tyle szerokie, aby przyjÈÊ pozostaïe siïy. A gdyby nawet ich nie starczaïo, flanki z ludzi sÈ utworzone — nie z murów, któ- rzy ustÚpujÈc miejsca i rozstÚpujÈc siÚ na boki, dajÈ go tyle, ile potrzeba do ich wchïoniÚcia. LUIGI: A co zrobicie z szykami wydzielonych pikinie- rów, których ustawiliĂcie na flankach armii, gdy batalie co- fajÈ siÚ do drugiej linii? Czy nakaĝecie im staÊ twardo, aby utworzyli dwa skrzydïa armii, czy poĂlecie ich do cofajÈcej siÚ batalii? A jeĂliby mieli wykonaÊ to drugie, nie widzÚ, ja- kim sposobem, skoro nie ma za nimi batalii z odstÚpami na tyle szerokimi, ĝeby mogïy ich przyjÈÊ. FABRIZIO: JeĂli nieprzyjaciel, zmuszajÈc bataliÚ do wyco- fania, nie naciska na nich zbyt mocno, mogÈ nadal staÊ, gdzie stali w szyku, szkodzÈc mu od flanki, po tym jak pierwsze batalie siÚ cofnÈ. JeĂli jednak ich bije, co moĝe siÚ zdarzyÊ, skoro siïy miaï doĂÊ do zmuszenia innych do odwrotu, winni równieĝ siÚ cofnÈÊ. ZrobiÊ mogÈ to z powodzeniem, bo choÊ nie majÈ nikogo za sobÈ, kto by ich przyjÈï, mogÈ swe sze- regi podwoiÊ od Ărodka w prawo przez wstÈpienie jednego miÚdzy drugi — sposobem, o którym mówiliĂmy juĝ, roz- prawiajÈc o podwajaniu szyków. Jest prawdÈ, ĝe gdy chcÈ siÚ wycofaÊ w drodze podwajania, trzeba uĝyÊ innych sposobów niĝ te, które wam przedstawiïem, jako ĝem mówiï, iĝ drugi 139 K S I } G A I I I szereg ma wstÈpiÊ miÚdzy pierwszy, czwarty miÚdzy trzeci i tak dalej, po trochu. W tym natomiast przypadku nie zacznie siÚ to od przodu, lecz od tyïu, tak ĝe podwajajÈce siÚ szeregi bÚ- dÈ siÚ wycofywaÊ zarazem, nie zaĂ postÚpowaÊ ku przodowi. Aby jednak odpowiedzieÊ na wszystko, o coĂcie pytali i o co moĝecie zapytaÊ, powtarzam wam raz jeszcze: ustawiïem tÚ armiÚ i wyjaĂniam wam to pole bitwy z dwóch powodów. Raz, aby wam unaoczniÊ, jak jÈ uszykowaÊ. Dwa, aby wam po- kazaÊ, jako jest Êwiczona. Co do uszykowania, myĂlÚ, ĝeĂcie wszyscy wiÚkszoĂÊ pojÚli. A co do armii samej, mówiÚ wam, ĝe na ogóï moĝna jÈ uszykowaÊ w tej postaci, toteĝ dowódcy powinni siÚ nauczyÊ utrzymywaÊ swe batalie w tym szyku. I tak jak obowiÈzkiem kaĝdego ĝoïnierza z osobna jest usta- wienia w kaĝdej batalii pilnowaÊ, tak obowiÈzkiem kaĝdego dowódcy jest trzymaÊ kaĝdy oddziaï wojska w naleĝytym po- rzÈdku i wiedzieÊ, jak wykonywaÊ rozkazy gïównodowodzÈ- cego. Jest zatem wskazane, aby umieli oni batalie swoje jed- noczyÊ i natychmiast miejsca zajmowaÊ. W tym celu na sztandarze kaĝdej batalii jej numer musi widnieÊ wyraěnie, by moĝna niÈ dowodziÊ i ĝeby dowódca i ĝoïnierze mogli go ïatwo rozpoznaÊ. Bataliony zarówno winny mieÊ numery uwidaczniane na wïasnych, gïównych sztandarach. Trzeba zatem wiedzieÊ, jaki numer ma batalion na lewym i na prawym skrzydle, znaÊ numery tych na froncie i w centrum. Staroĝytni dbali teĝ, aby te numery odpowiadaïy randze stopni w wojsku. Na przykïad pierwszym stopniem jest dziesiÚtnik, drugim dowódca piÚÊdziesiÚciu welitów re- gularnych, trzecim — centurion, czwartym — dowódca 140 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o pierwszej batalii, piÈtym — dowódca drugiej, szóstym — trze- ciej, i tak aĝ do dziesiÈtej batalii, która powinna byÊ na drugim miejscu po gïównodowodzÈcym caïego batalionu. I nikt taki tej funkcji dowódczej otrzymaÊ nie powinien, kto by siÚ wpierw nie dosïuĝyï wszystkich wymienionych stopni. Poniewaĝ zaĂ prócz tych szarĝy jest jeszcze trzech konestabli pikinierów wydzielonych i dwóch dowodzÈcych wydzielonymi welita- mi, chciaïbym im przyznaÊ stopieñ konestabla pierwszej batalii, nie dbajÈc o to, ĝe bÚdzie szeĂciu ludzi z takim stop- niem, aby kaĝdy z nich mógï siÚ ubiegaÊ i robiÊ, co w jego mocy, by zasïuĝyÊ na awans do drugiej batalii. Kaĝdy z tych dowódców, wiedzÈc, gdzie powinna staÊ jego batalia, na rozkaz i gïos trÈbki podÈĝa na swoje miejsce, gdy chorÈgiew gïów- nodowodzÈcego wzniesie siÚ do góry, i caïe wojsko ustawia siÚ, gdzie trzeba. To jest pierwsze Êwiczenie, do którego wojsko przyzwyczajaÊ naleĝy — to znaczy do szybkiego ustawiania siÚ w szyku. Aby to zrobiÊ, musicie czÚsto, kaĝdego dnia, zbie- raÊ ich i rozpuszczaÊ. LUIGI: Jakie znaki prócz numerów chcielibyĂcie widzieÊ na sztandarach armii? FABRIZIO: ChorÈgiew gïównodowodzÈcego powinna mieÊ herb ksiÚcia danego wojska, wszystkie inne mogÈ mieÊ ten sam emblemat, choÊ na róĝnych polach, lub godïo, które uzna za odpowiednie pan caïej armii. Jest to jednak rzecz po- mniejszej wagi, o ile w koñcowym wyniku powstanie moĝ- liwoĂÊ rozróĝniania ich miÚdzy sobÈ. Przejděmy wszak do innego Êwiczenia, w którym wojsko teĝ wprawiaÊ naleĝy. A jest nim maszerowanie miarowym 141 K S I } G A I I I krokiem z doglÈdaniem, czy podczas marszu zachowuje ono szyk. Trzecie Êwiczenie polega na wyuczeniu ich zachowañ takich jak podczas bitwy: jak ma strzelaÊ artyleria i jak siÚ wy- cofywaÊ, jak wydzieleni welici ruszaÊ majÈ do przodu i po pozorowanym natarciu cofaÊ siÚ na tyïy; pierwszÈ bataliÚ Êwi- czyÊ naleĝy w odpieraniu ataku, wycofywaniu siÚ w przerwy na drugiej linii, a potem do linii trzeciej, i w tym, jak ma stam- tÈd wracaÊ na swoje miejsce. To ÊwiczÈc, przyzwyczajaÊ ich trzeba, by kaĝdy ïatwo to poznaï i przyswoiï, co przez prakty- kowanie i zaznajamianie ïatwo da siÚ wpoiÊ. Czwarte Êwiczenie polega na nauczeniu ich rozpoznawa- nia rozkazów dowódcy dawanych muzykÈ lub ruchem sztandaru, by byïy rozumiane na równi z tymi, które sÈ im wydawane sïowami. A ĝe waĝnoĂÊ komend muzykÈ wyda- wanych powinna przerastaÊ te sïowne, opowiem wam, jak uĝywali ich staroĝytni. Jak podaje Tucydydes11, w armii La- cedemoñczyków byïy w uĝyciu gwizdki, uwaĝano bowiem, ĝe ich brzmienie byïo odpowiedniejsze do tego, aby ich woj- sko postÚpowaïo z rozwagÈ i bez gwaïtownoĂci. Powodowa- ni tym samym Kartagiñczycy, idÈc do pierwszego natarcia, uĝywali cytry12. Alliatus, król Lidyjczyków, stosowaï na woj- nie cytry i flety, natomiast Aleksander Wielki i Rzymianie 11 Tucydydes (Tukidydes, ok. 460 – 400 p.n.e.), jeden z najwybitniej- szych historyków staroĝytnych, autor oĂmioksiÚgu Historia wojny peloponeskiej, obejmujÈcego lata 431 – 411; trzeěwy krytyk i ana- lityk historii — przyp. tïum. 12 Cytra, inaczej kithára — staroĝytny, grecki instrument strunowy szarpany; odmiana liry — przyp. tïum. 142 S z t u k a w oj n y w ed ï ug M a c h i a v e l l e g o uĝywali rogów i trÈb, jako ĝe widzieli, iĝ za pomocÈ takich in- strumentów moĝna ĝoïnierzom wlaÊ w serca odwagi i spra- wiÊ, ĝe bÚdÈ biÊ siÚ dzielniej. I tak jak zaczerpnÚliĂmy od Greków i Rzymian metody wyposaĝenia naszego wojska, tak równieĝ w wyborze sygna- ïów děwiÚkowych winniĂmy posïuĝyÊ siÚ obyczajami obu tych narodów. Dlatego ustawiïbym trÈbki obok gïównodo- wodzÈcego, gdyĝ ich děwiÚk nie tylko wojsko pobudza, lecz da siÚ usïyszeÊ poĂród wszelkiego zgieïku lepiej niĝ jakikol- wiek inny. Chciaïbym, by inne děwiÚki byïy przypisane ko- nestablom i dowódcom batalii — ich ěródïem byïyby maïe bÚbny i flety, brzmiÈce nie tak, jak obecnie, lecz tak, jako je sïychaÊ zazwyczaj na festynach. I tak, dowódca powinien wska- zywaÊ trÈbkÈ, gdzie zajmowaÊ pozycje lub w którÈ podÈĝaÊ stronÚ — do przodu iĂÊ czy zawracaÊ, kiedy ma biÊ artyleria, kÚdy wydzieleni welici iĂÊ majÈ, i poprzez zmiany tych sygna- ïów wskazywaÊ wojsku wszystkie manewry, które siÚ zwy- kle zarzÈdza. Po trÈbkach idÈ zasiÚ bÚbny. A ĝe wyÊwiczenie w tych sprawach jest bardzo istotne, dokïadaïbym duĝych sta- rañ, by wojsko je opanowaïo. A co do konnicy — uĝywaïbym trÈb tych samych, lecz mniejszych i o innej tonacji děwiÚków niĝ te dowódców pieszych. To wszystko, co wedïug mnie do- tyczy wojska organizacji i Êwiczenia. LUIGI: Wybaczcie panie, lecz nurtuje mnie rzecz jeszcze jedna. Dlaczego kazaliĂcie lekkiej konnicy i wydzielonym we- litom iĂÊ do natarcia z okrzykami, wrzawÈ i furiÈ, a gdy ru- szaï do boju zasadniczy trzon armii — jak zauwaĝyliĂcie — odbyïo siÚ to w wielkiej ciszy? Poniewaĝ nie rozumiem, skÈd róĝnica ta wynika, prosiïbym was o wyjaĂnienie mi tego. 143 K S I } G A I I I FABRIZIO: Róĝnych zdañ byli staroĝytni wodzowie, gdy chodziïo o rozpoczynanie natarcia: czy powinno siÚ przyspie- szaÊ kroku z haïasem, czy podchodziÊ w milczeniu i wolno. Drugi sposób sïuĝy umocnieniu szeregów i lepszemu rozu- mieniu rozkazów dowódcy — pierwszy ludziom ducha do- daje. A poniewaĝ uwaĝam, ĝe kaĝda z tych metod jest godna uwagi, posïaïem jednych gïoĂno, a drugich w milczeniu, bo ĝadnÈ miarÈ nie sÈdzÚ, ĝeby ciÈgïa wrzawa sïuĝyïa osiÈgniÚciu celu, gdyĝ zagïusza komendy, co jest rzeczÈ zgubnÈ. I nie wy- daje siÚ sïuszne zakïadaÊ, ĝe Rzymianie po przypuszczeniu pierwszego ataku szli dalej do natarcia z takÈ wrzawÈ, gdyĝ czÚ- sto w ich historiach widaÊ, ĝe dziÚki sïownym upomnieniom dowódcy ĝoïnierze, którzy byli skïonni uciec, zatrzymywali siÚ i, stosujÈc siÚ do jego komend, róĝnorodnie przeformowywali szyki, co nie dziaïoby siÚ, gdyby zgieïk zagïuszaï jego gïos. 144
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Sztuka wojny według Machiavellego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: