Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00460 020838 17032024 na godz. na dobę w sumie
Szwajcarzy na Lubelszczyźnie w latach 1815-1914 - ebook/pdf
Szwajcarzy na Lubelszczyźnie w latach 1815-1914 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 179
Wydawca: My Book Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7564-229-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> słowniki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

O kontaktach polsko-szwajcarskich zadzierzgniętych w średniowieczu na ogół mało kto pamięta. A przecież już wtedy na targach w Norymberdze, Lipsku czy Krakowie kupcy obu krajów zawierali duże kontrakty handlowe. W Polsce jagiellońskiej stołeczny Kraków przyciągał nie tylko szwajcarskich kupców, ale i architektów, uczonych, studentów. W połowie XVII w., na skutek splotu niekorzystnych wydarzeń, stosunki polsko-szwajcarskie rozluźniły się. I trzeba było sukcesów króla Jana III Sobieskiego, by powróciły do poprzedniego stanu. Widomym znakiem stała się wymiana posłów. A kiedy na tronie polskim zasiadł August II Mocny, zaistniało duże zapotrzebowanie na szwajcarskich żołnierzy zaciężnych. Niezły system kształcenia i dobre przygotowanie zawodowe młodzieży szwajcarskiej wobec niedostatecznej chłonności i labilności rodzimego rynku pracy spowodowały, że już w oświeceniu Szwajcaria stała się potężnym eksporterem wysoko wykwalifikowanych kadr do Francji, Niemiec, Włoch, Anglii, Polski i Rosji. W Rzeczypospolitej olbrzymie możliwości mieli wyżsi oficerowie, dyplomaci, architekci, lekarze, matematycy, astronomowie i fizycy, nie gorsze nauczyciele domowi zatrudnieni w rezydencjach magnackich. Wielkie pole do popisu mieli też zegarmistrze, jubilerzy, grawerzy, kucharze, cukiernicy. W dobie napoleońskiej stosunki polsko-szwajcarskie zostały wzmocnione wspólną walką żołnierzy polskich i szwajcarskich w szeregach Wielkiej Armii podczas wyprawy przeciwko Rosji.
Najintensywniejsze jednak i najciekawsze kontakty polsko-szwajcarskie miały miejsce w latach 1815–1914. Imigracja szwajcarska na ziemiach polskich miała przede wszystkim charakter zarobkowy, dlatego tak wielu było tutaj nauczycieli prywatnych, guwernantek i bon, cukierników i serowarów, rzemieślników i chłopów. Trafiali się nawet lokaje, pokojówki i służące. Pomijając osoby wydelegowane służbowo (dyplomaci, duchowni, oficerowie) i niektórych ochotników walczących w powstaniu styczniowym, wszyscy przyjechali tu dobrowolnie, bez pośrednictwa jakichkolwiek organizacji i instytucji społeczno-politycznych. Sporadycznie, najczęściej w cyrku, pojawiała się możliwość oklaskiwania artystów szwajcarskich.
Do napisania niniejszej książki której zainspirowała mnie z jednej strony informacja prof. Andrzejewskiego o przygotowaniu do druku pracy Schweizer in Polen (w której jednakże problemy mało znaczącej, acz stosunkowo licznej kolonii szwajcarskiej na Lubelszczyźnie nie zostały wyeksponowane), z drugiej zaś jej długotrwały brak na rynku księgarskim. A że gromadziłem materiały głównie o ludności francuskojęzycznej w XIX-wiecznym Lublinie, w kontekście innych prac badawczych, z konieczności rozszerzyłem zakres poszukiwań. I tak oto niepostrzeżenie, niezadługo po ukazaniu się książki Schweizer in Polen, powstała niniejsza praca, bazująca przede wszystkim na materiałach przechowywanych w Archiwum Państwowym w Lublinie (APL).
Żywię nadzieję, że niniejsze opracowanie pozwoli Lublinianom nieco inaczej spojrzeć na współczesną, zamożną Szwajcarię, a jednocześnie docenić wysiłek jej mieszkańców w ostatnich stuleciach.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

WSTĘP O kontaktach polsko-szwajcarskich zadzierzgniętych w średnio- wieczu na ogół mało kto pamięta. A przecież już wtedy na targach w Norymberdze, Lipsku czy Krakowie kupcy obu krajów zawierali duże kontrakty handlowe. Operatywnością wyróżniało się kupiec- two zuryskie. W Polsce jagiellońskiej stołeczny Kraków przyciągał nie tylko szwajcarskich kupców, ale i architektów, uczonych, stu- dentów. W gronie kilkudziesięciu humanistów goszczących w mu- rach Uniwersytetu Jagiellońskiego najświatlejszym umysłem był znakomity kronikarz berneński Walery Anshelm (właśc. Valerius R¨ud). Inny, wybitny humanista Glareanus (właśc. Heinrich Loriti) „jedynie” zadedykował swój traktat De geographia liber unus (Ba- sileae 1527) Janowi Łaskiemu1. Reformacja daleko bardziej oży- wiła kontakty polsko-szwajcarskie. Celowały zreformowane miasta i kantony, które w różnoraki sposób wspierały protestantów pol- skich, zwłaszcza kalwinistów. Na przykład słynne gimnazjum lesz- czyńskie otrzymywało subwencje od Zurychu i Berna aż do 1785 r.2 W połowie XVII w., na skutek splotu niekorzystnych wydarzeń, stosunki polsko-szwajcarskie rozluźniły się. I trzeba było sukcesów króla Jana III Sobieskiego, by powróciły do poprzedniego stanu. Poszło to tym łatwiej, iż był on przyjaźnie usposobiony względem Szwajcarów i ich ojczyzny. Widomym znakiem stała się wymiana posłów. A kiedy na tronie polskim zasiadł August II Mocny, zaist- niało duże zapotrzebowanie na szwajcarskich żołnierzy zaciężnych. 1M. Włodarski, Dwa wieki kulturalnych i literackich powiązań polsko- -bazylejskich 1433–1632, Kraków 2001, s. 53–55, 201, 352. 2J. Wojtowicz, Historia Szwajcarii, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1989, s. 137. 7 Sensacji wzbudzić to nie mogło, wszak pod rozkazami władców polskich służyli od czasów tragicznej wyprawy Władysława III Warneńczyka. Ostatecznie część najemników wybrała służbę w ar- mii saskiej. Jednolite szwajcarskie oddziały wojskowe sformowano w 1733 r., komendę nad nimi powierzając gen. Hubertowi von Dies- bachowi z Fryburga. W okresie panowania Augusta III kilkunastu oficerów szwajcarskich zrobiło karierę w wojsku polskim. Sporo do powiedzenia na dworze królewskim miał Emeryk (´Emeric) de Vattel z księstwa Neuchˆatel, prawnik i dyplomata w służbie Au- gusta III. Ich sukcesy nie były dziełem przypadku. Niezły sys- tem kształcenia i dobre przygotowanie zawodowe młodzieży szwaj- carskiej wobec niedostatecznej chłonności i labilności rodzimego rynku pracy spowodowały, że już w oświeceniu Szwajcaria stała się potężnym eksporterem wysoko wykwalifikowanych kadr do Fran- cji, Niemiec, Włoch, Anglii, Polski i Rosji. W Rzeczypospolitej olbrzymie możliwości mieli wyżsi oficerowie, dyplomaci, architekci, lekarze, matematycy, astronomowie i fizycy, nie gorsze nauczyciele domowi zatrudnieni w rezydencjach magnackich. Wielkie pole do popisu mieli też zegarmistrze, jubilerzy, grawerzy, kucharze, cu- kiernicy. Niektórzy wykorzystali swoją szansę. Wyjątkową pozycję osiągnął Maurycy (Pierre Maurice) Glayre, który został sekreta- rzem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jako skuteczny dyplomata i zaufany króla, wielokrotnie wypełniał ważne i deli- katne zadania polityczne. Z kolei bibliotekarzem królewskim zo- stał Marek (Marc Louis) Reverdil. Na zaproszenie króla przybył do Warszawy jeden z najwybitniejszych ówczesnych lekarzy szwaj- carskich Jan (Jean Fr´ed´eric) Herrenschwand, by opracować projekt organizacji stołecznej Akademii Medyko-Ekonomicznej i krajowej służby zdrowia (na skutek I rozbioru z planów nic nie wyszło). Najwyższym rangą pośród wykładowców helweckich w prestiżowej Szkole Rycerskiej był generał major Karol (Charles Emmanuel) de Warnery (1720–1786), autor wartościowych prac z zakresu woj- skowości, wydawanych m.in. w Lublinie3. Warto podkreślić, że na 3Zob. R. Kisiel, Karol Emmanuel de Warnery – zapomniany przedstawi- ciel piśmiennictwa wojskowego, „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 2003, nr 2, s. 19–34. 8 ziemiach polskich gościł sam „nauczyciel matematyków europej- skich” – Leonhard Euler. Jednakże najsłynniejszym reprezentan- tem szwajcarskiej szkoły matematycznej pracującym w Polsce był Szymon (Simon Antoine Jean) L’Huillier, autor podręcznika do matematyki, napisanego na zamówienie Komisji Edukacji Naro- dowej. W epoce oświecenia Szwajcaria stała się krajem chętnie odwie- dzanym przez Polaków. Z początku byli to głównie magnaci, póź- niej także osoby mniej zamożne. Po pierwszym rozbiorze pojawili się tam pierwsi emigranci polityczni, uprzednio konfederaci barscy. Emigracyjne przywództwo barskie, z Michałem Pacem i Michałem Krasińskim na czele, skupiło się w znanej miejscowości uzdrowi- skowej Baden. Niestety, wraz z kolejnymi zrywami narodowymi dołączali następni emigranci polityczni. Ostatnie dwa lata życia spędził w Solurze polski i amerykański bohater narodowy – Tade- usz Kościuszko. W dobie napoleońskiej stosunki polsko-szwajcarskie zostały wzmocnione wspólną walką żołnierzy polskich i szwajcarskich w szeregach Wielkiej Armii podczas wyprawy przeciwko Rosji. Nie zmienia to faktu, że zawieruchy wojenne przystopowały emigrację szwajcarską na ziemie polskie. Tak więc najczęściej osiedlali się rozbitkowie Wielkiej Armii, dołączający do rodaków bądź korzy- stający z ich pomocy, np. cukierników warszawskich. Większość z nich zajęła się rzemiosłem i guwernerką. Najintensywniejsze i najciekawsze kontakty polsko-szwajcar- skie miały miejsce w latach 1815–1914. Zazwyczaj kojarzą się one Polakom z twórczością i pobytem w Szwajcarii Adama Mickiewi- cza i Juliusza Słowackiego. A przecież piękno tego podalpejskiego kraju podziwiali i na swój sposób opiewali także inni poeci, pi- sarze, podróżnicy, publicyści4. Sukcesy Mickiewicza i Słowackiego najdobitniej świadczą o sile i potencjale intelektualnym Wielkiej Emigracji, możliwe jednak m.in. dzięki przychylności społeczeń- 4M. Andrzejewski, Untypische Schweizreisende. Die Schweiz im Spiegel po- lnischer Reiseberichte des 19. und fr¨uhen 20. Jahrhunderts, [w:] Fakten und Fabeln. Schweizerisch-slavische Reisebegegnung vom 18. bis zum 20. Jahrhun- dert, Basel – Frankfurt am Main 1991, s. 253–261. 9 stwa szwajcarskiego, które przygarnęło pokaźną liczbę wychodź- ców. Tuziemcy, nie zrażeni naciskami dyplomatycznymi państw zaborczych, działalnością polityczną i ciągłymi migracjami Pola- ków, nader chętnie udzielali schronienia kolejnym grupom bojow- ników o wolność i niepodległość. Jednakże wyjątkowym zaanga- żowaniem wykazali się w czasie powstania styczniowego i bezpo- średnio po jego upadku, kiedy przyjęto 2150 wychodźców5. Osta- tecznie w Szwajcarii pozostało około 600 osób, skupionych głów- nie w Zurychu i Genewie. Ponadto po 1863 r. duża grupa chło- pów i rzemieślników osiedliła się w mieście Sankt Gallen. Na- wiasem mówiąc, mieszkający i pracujący w nim robotnicy polscy byli świetnie zorganizowani, posiadali własną szkołę i bibliotekę, utrzymywali ścisły kontakt z Gr¨utliverein. Co więcej, w latach 1905–1909 słuchacze polscy stanowili aż 20 proc. ogółu studiują- cych w tym mieście6. W ogóle w latach 1880–1918 w Szwajcarii studiowało ponad 4 tys. Polaków. Najchętniej podejmowali stu- dia w Zurychu, Bernie, Fryburgu i Bazylei. Nierzadko mogli zda- wać egzaminy w języku polskim, bowiem profesorami byli rodacy, np. Gabriel Narutowicz w Zurychu, Marceli Nencki i Stanisław Kostanecki w Bernie, Tadeusz Estreicher, Józef Wierusz-Kowalski i Józef Kallenbach we Fryburgu, Zygmunt Laskowski w Genewie. Karierę naukową rozpoczęli tam m.in. Ignacy Mościcki, Florian Znaniecki, Ludwik Hirszfeld, Tytus Benni. W Genewie, głównym ośrodku polskiej emigracji politycznej, formowały się dwa nowo- czesne ruchy polityczne: narodowy i socjalistyczny. Stosunkowo skromny wpływ na Polonię szwajcarską, o tubylcach nie wspomi- nając, wywarła emigracja sezonowa z Galicji i Królestwa Polskiego. Od początku, tj. od 1904 r., nie przekraczała tysiąca osób rocznie, wliczając Ukraińców galicyjskich7. Wyjątkową instytucją o pierw- 5J. Kozłowski, Emigracja okresu schyłkowego Rzeczypospolitej szl acheckiej i porozbiorowa (do 1864 r.), [w:] Emigracja z ziem polskich w czasach nowo- żytnych i najnowszych (XVIII–XX w.), pod red. A. Pilcha. Warszawa 1984, s. 82. 6J. Wojtowicz, op. cit., s. 199. 7A. Pilch, Emigracja z ziem zaboru austriackiego (od połowy XIX w. do 1918 r.), [w:] Emigracja z ziem polskich. . . , s. 281. 10 szorzędnym znaczeniu dla Polonii było Muzeum Narodowe Polskie w Rapperswilu, założone w 1870 r. przez Władysława hr. Platera. W przededniu I wojny światowej Polonia szwajcarska liczyła po- nad 5 tys. osób8. Tworzyli ją ludzie kultury i nauki, młodzież studencka, robotnicy przemysłowi i rolni. Imigracja szwajcarska na ziemiach polskich miała przede wszystkim charakter zarobkowy, dlatego tak wielu było tutaj na- uczycieli prywatnych, guwernantek i bon, cukierników i serowa- rów, rzemieślników i chłopów. Trafiali się nawet lokaje, pokojówki i służące. Pomijając osoby wydelegowane służbowo (dyplomaci, duchowni, oficerowie) i niektórych ochotników walczących w po- wstaniu styczniowym, wszyscy przyjechali tu dobrowolnie, bez pośrednictwa jakichkolwiek organizacji i instytucji społeczno-poli- tycznych. Sporadycznie, najczęściej w cyrku, pojawiała się możli- wość oklaskiwania artystów szwajcarskich. Wyeksponowanie zjawiska emigracji z ziem polskich jest za- biegiem tak celowym, jak charakterystycznym dla współczesnego społeczeństwa polskiego, zapatrzonego w bogactwo Konfederacji Szwajcarskiej. W przekonaniu tym utwierdza poniekąd polska li- teratura piękna i publicystyka, niemal wyłącznie odwołująca się do twórczości i osiągnięć wielkich Polaków w Szwajcarii. Nie bez winy są historycy polscy i szwajcarscy. Pierwsi, bo koncentrują się na sprawach Polonii; drudzy, bo nie doceniają emigracji szwajcarskiej na ziemiach polskich, pisząc o niej jedynie w kontekście badań na temat stosunków szwajcarsko-rosyjskich9. Odrębne stanowisko zajął prof. Marek Andrzejewski z Gdań- ska, który napisał po niemiecku i opublikował w Bazylei obszerną pracę Szwajcarzy w Polsce. Ślady historii wznoszenia pomostu 10. Książka to wyjątkowa, całościowo ujmująca emigrację szwajcarską 8K. Groniowski, Emigracja z ziem zaboru rosyjskiego (1864–1918), [w:] Emigracja z ziem polskich. . . , s. 221. 9M. Andrzejewski, Kontakty szwajcarsko-rosyjskie (od XVIII do XX wieku), „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej” 1993, t. XXVIII, s. 155–159. 10M. Andrzejewski, Schweizer in Polen. Spuren der Geschichte eines Br¨uck enschlages, Basel 2002. 11 do Polski, widzianą jednak z perspektywy Warszawy i najlepiej rozwiniętych regionów kraju. Autor nie ustrzegł się częstego przy- woływania tematyki polonijnej. Niestety, problemy mało znaczą- cej, acz stosunkowo licznej kolonii szwajcarskiej na Lubelszczyźnie nie zostały wyeksponowane. Nieoczekiwaną lukę wypełni, jak mniemam, niniejsza książka, do napisania której zainspirowała mnie z jednej strony informacja prof. Andrzejewskiego o przygotowaniu do druku pracy Schweizer in Polen 11, z drugiej zaś jej długotrwały brak na rynku księgar- skim. A że gromadziłem materiały głównie o ludności francusko- języcznej w XIX-wiecznym Lublinie, w kontekście innych prac ba- dawczych12, z konieczności rozszerzyłem zakres poszukiwań. I tak oto niepostrzeżenie, niezadługo po ukazaniu się książki Schweizer in Polen, powstała niniejsza praca, bazująca przede wszystkim na materiałach przechowywanych w Archiwum Państwowym w Lu- blinie (APL). Szczególnie przydatne okazały się zasoby zespołów: Akta miasta Lublina (1809–1874) /AmL/, Kancelaria Guberna- tora Lubelskiego /KGL/, Rząd Gubernialny Lubelski (1837–1866) /RGL/, Rząd Gubernialny Lubelski (1867–1918) – Wydział Woj- skowo-Policyjny IV /RGL WP IV/, Księgi ludności stałej miasta Lublina /KlsmL/, Gimnazjum Wojewódzkie Lubelskie /GWL/, Lubelskie Gimnazjum Męskie /LGM/, USC parafii ewangelickiej w Lublinie, USC parafii rzymskokatolickich w Fajsławicach, Hru- bieszowie, Włostowicach, Zamościu oraz św. Michała (kolegiata) i św. Jana w Lublinie, Komisja Województwa Lubelskiego /KWL/, Lubelskie Towarzystwo Dobroczynności /LTD/, Archiwum Ordy- nacji Zamojskiej /AOZ/, Starostwo Powiatowe Lubelskie (1919– 1939) /SPL/, Starostwo Grodzkie Lubelskie (1921–1939) /SGL/ i akta notariuszy lubelskich: Ksawerego Chełmickiego, Floren- tyna Jana Górskiego, Marcina Kobylińskiego, Engelberta Kozłow- skiego, Jana Ksawerego Majewskiego, Ignacego Rzeszotarskiego, 11M. Andrzejewski, Kontakty. . . , s. 158. 12A. Kaproń, Nauczyciele i artyści. Belgowie w XIX-wiecznym Lubl inie, „Kurier Lubelski” 1999, nr 6, s. 14; idem, Cudzoziemscy naucz yciele gim- nazjum lubelskiego w latach 1815–1915, Lublin 2001; idem, Francuzi w dzie- więtnastowiecznym Lublinie, Lublin 2003. 12 Ignacego Sobolewskiego, Piotra Turczynowicza, Jana Wasiutyń- skiego i Karola Załozieckiego. Sięgnięto też po akta notariusza hrubieszowskiego Jakuba Bocheńskiego przechowywane w chełm- skim Oddziale Archiwum Państwowego w Lublinie (APCh) oraz nieliczne materiały zgromadzone w Archiwum Państwowym w Za- mościu (APZ) i Bibliotece Narodowej w Warszawie (BN). Uzu- pełniają je wydawnictwa urzędowe i prasowe, a zwłaszcza tytuły: „Kurier Warszawski”, „Kurier Lubelski” i „Gazeta Lubelska”. Stosunkowo mało wnoszą pamiętniki, wspomnienia i relacje, jak- kolwiek wyjątkową pozycję stanowi dzieło Franciszka (Franz) von Erlacha13. Za to zachowało się nieco nagrobków, na ogół z czytel- nymi inskrypcjami, na starych cmentarzach w Lublinie, Nałęczo- wie i Zamościu. Mało trafne okazały się poszukiwania potomków i krewnych bohaterów książki. Niemniej jednak udało się dotrzeć do kilku osób, które udzieliły bardziej lub mniej wyczerpującej odpowiedzi. Niemal daremne było natomiast przeglądanie stron internetowych opracowanych przez heraldyków i genealogów szwajcarskich. Przy korzystaniu z materiałów archiwalnych należy pamiętać, że w dobie Królestwa Polskiego imiona cudzoziemców z reguły podawano w miejscowym języku urzędowym – polskim lub rosyj- skim. W przypadku Szwajcarów ustalenie ich oryginalnych imion nie jest sprawą prostą. O dziwo, łatwiej to uczynić dysponując zapisem w j. rosyjskim, bowiem urzędnicy carscy kurczowo trzy- mali się urzędowej listy imion. W razie braku odpowiednika rosyj- skiego dokonywali transkrypcji imienia. Osobny problem to usta- lenie, czy tłumaczenia dokonano z j. niemieckiego, francuskiego czy włoskiego. Dysponując zapisem w j. polskim, należy liczyć się z niekonsekwentnym tłumaczeniem niektórych imion, np. Lorenzo Marollo występuje zarówno pod imieniem Wawrzyniec, jak i Lau- renty, z kolei imię Louise Monet raz zanotowano jako Ludwika, innym zaś razem Luiza. Warto wiedzieć, że nawet w obrębie jed- nej rodziny dzieci mogą nosić różnojęzyczne imiona, czego zna- 13F.L. von Erlach, Partyzantka w Polsce w roku 1863. (Na podstawie wła- snych obserwacji zbieranych na teatrze walki od marca do sierpnia), Warszawa 1960. 13 komitym przykładem była rodzina Lambeletów, albo otrzymać na chrzcie imiona w różnych językach, jak np. Antoinette Anna Clara Gammeter. Na co dzień, we własnym gronie, Szwajcarzy używali swoich rodzimych imion. W kontaktach z miejscowymi i innymi obcokrajowcami, zależnie od języka rozmowy, narodowo- ści interlokutora, charakteru spotkania, używali imienia lub imion w różnych wersjach językowych. Na przykład Georges Besson zo- stał odnotowany w dokumentach jako Georges, Georg, Jerzy lub Georgii. Spośród osób noszących dwa, trzy, cztery imiona zdecy- dowana większość używała pierwszego imienia. Sporo wyjaśniają autografy, najczęściej podania w języku polskim, lecz trzeba wie- dzieć, że przeważająca część cudzoziemców jedynie je przepisywała lub podpisywała. Aby uniknąć nieporozumień, w całej pracy po- daję w nawiasie, nie stosując deklinacji, właściwe bądź najbardziej prawdopodobne imię lub imiona wszystkich obcokrajowców. Odwrotnie przedstawia się sytuacja z nazwiskami. Pomijając ewidentne pomyłki i błędy wynikające z braku jasno określonych niegdyś zasad pisowni w języku polskim, nie ma większych trudno- ści z ustaleniem poprawności zapisu nazwisk Szwajcarów sporzą- dzonych alfabetem łacińskim14. Niemniej jednak czasem pojawiają się rozbieżności, np. Józef (Giuseppe) Milesi w niektórych doku- mentach występuje pod błędnie zapisanym nazwiskiem Millesi. Pomyłki przytrafiały się nawet samym Szwajcarom, szczególnie słabo wykształconym, np. w dniu 11 czerwca 1831 r. Bartłomiej (Bartolomeo) Ferrari podpisał się „Bartolomeo Ferari”15, z kolei Andrzej (Andrea) Semadeni w dniu 23 kwietnia 1839 r. złożył pod- pis „Andrzej Semadyni”16. Natomiast Ludwik Henrici tuż przed parafowaniem 14 lipca 1852 r. aktu notarialnego zawahał się, czy i jak go podpisać. Ostatecznie złożył bardzo czytelny podpis „L Heinrici Ludwik”17. Niektórym osobom do dzisiaj „poprawia się” pisownię nazwiska, np. Józefowi (Giuseppe) Biadoli, Rudolfowi 14Zjawisko polszczenia nazwisk dotyczyło przede wszystkim tych cudzoziem- ców, którzy przyjęli poddaństwo rosyjskie. 15APL, AmL, sygn. 720. 16Ibidem, sygn. 719. 17APL, Notariusz J.K. Majewski, sygn. 17 (1852/268). 14 (Rodolfo) Stampie, Józefowi (Charles Joseph) Possartowi. Ogrom trudności zaczyna się, gdy trzeba odtworzyć oryginalną pisownię nazwisk, dysponując jedynie zapisem sporządzonym przez miej- scowych urzędników carskich w języku rosyjskim (sporadycznie podawano w nawiasie oryginalną pisownię nazwiska). W praktyce urzędnicy ci stosowali trzy systemy zapisu obcych nazwisk: a) za- pisywali je poprawnie, zgodnie z obowiązującymi wtenczas zasa- dami; b) dokonywali transliteracji18; c) zapisywali je według wła- snego widzimisię. Na szczęście urzędników sporządzających reje- stry obcokrajowców zmieniano rzadko, dzięki czemu łatwo zorien- tować się w sposobie zapisu poszczególnych nazwisk. Przestrzegam przed wybiórczym korzystaniem z rejestrów. Gwoli ścisłości, nie wszystkie pomyłki były dziełem urzędni- ków. W błąd wprowadzali ich nawet sami Szwajcarzy! Na przy- kład Ludwika Boenzli legitymowała się paszportem z numerem XXVIII. 15077 wydanym 14 października 1924 r. w Bernie na na- zwisko Louise Madeleine B¨onzli, w którym, przy jego odbiorze, podpisała się z francuska Louise Boenzli19. I postawmy się teraz w roli urzędnika?! W przypadku obcych krain geograficznych, miejscowości, jed- nostek administracyjnych itd. zastosowano powszechnie przyjęte nazewnictwo polskie lub najczęściej używane w Polsce. Z kolei aby ułatwić lokalizację małych miejscowości tak polskich, jak obcych, z reguły podano pobliski, większy ośrodek miejski. Posiłkowano się również historycznymi i współczesnymi podziałami administracyj- nymi. Żywię nadzieję, że niniejsze opracowanie pozwoli Lublinianom nieco inaczej spojrzeć na współczesną, zamożną Szwajcarię, a jed- nocześnie docenić wysiłek jej mieszkańców w ostatnich stuleciach. Dziękuję za pomoc wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób przyczyniły się do powstania książki. Szczególne podzię- 18Specjalizowali się w tym urzędnicy carscy narodowości polskiej, nie zawsze znający dobrze zasady zapisu obcych nazwisk w języku rosyjskim. Przykła- dowo wyglądało to tak: Zeigrist = Zeigrist, Germenat = Germenat, Para- vicini = Paravicini. 19APL, USC parafii ewangelickiej w Lublinie, sygn. 10, s. 728–735. 15 kowania składam pp. Dorocie Fopp z Olsztyna, Złacie Surlje z Moskwy, Iwonowi Dessoulavy’emu z Torunia, Michałowi Desso- ulavy’emu z Warszawy, Jerzemu Reymondowi z Radomia i Chri- stophowi Tscharnerowi z Rothenbrunnen, którzy przekazali garść informacji o swoich przodkach i krewnych. Niestety, Andrzej Kern nie doczekał wydania książki. 16
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Szwajcarzy na Lubelszczyźnie w latach 1815-1914
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: