Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00459 010310 11217869 na godz. na dobę w sumie
Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie - ebook/pdf
Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Agora Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-681-289-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Absolutnie wszystko o dzieciństwie, karierze, fascynacjach, koncertach, nagraniach, ukochanych gitarach. Absolutnie cała prawda o zakulisowych konfliktach, skandalach, rozstaniach, przełomach, nałogach. Absolutnie cała dyskografia. Absolutnie nigdy niepublikowane zdjęcia. Absolutnie pierwszy raz upublicznione rysunki. Absolutnie szczere wspomnienia najbliższych i współpracowników. Wszystko. Absolutnie. „Książka «Breakout absolutnie» ukazała się w 1993 roku. Tadeusz przed drukiem zautoryzował wszystkie zamieszczone w niej swoje wypowiedzi i zapoznał się z resztą zawartości. Ale że – jak zawsze mawiał przy autoryzacjach – głównie interesował go «ogólny wydźwięk», dopiero po wydaniu okazało się, iż ten wywiad rzeka wymagał jeszcze kilku drobnych poprawek. Z myślą o nowej wersji «Breakout absolutnie» postanowiłem w niektórych miejscach wzbogacić bądź nieznacznie przeredagować mój tekst z pozostałej części książki. A przede wszystkim uzupełniłem nowe wydanie o kilka wywiadów, które przeprowadziłem z Nalepą w następnych latach (pochodzą one z «Tylko Rocka» i «Teraz Rocka», ale znalazły się w nich fragmenty niepublikowane wcześniej). Wydłużyłem też felietonowo-wspomnieniową część, tak aby w książce znalazły się omówienia wszystkich jego płyt. Poza tym – poszerzyłem «Daty i cytaty», dodałem artykuł przedstawiający dyskografię Nalepy poza regularnymi albumami, a także dołączyłem spisane przeze mnie wspomnienia kilkunastu osób o Tadeuszu”.

Fragment „Intro”

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

TADEUSZ NALEPA BREAKOUT ABSOLUTNIE WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA BREAKOUT ABSOLUTNIE REDAKTOR Dariusz Fedor KOREKTA Jacek Bławdziewicz PROJEKT OKŁADKI I OPRACOWANIE GRAFICZNE Andrzej Barecki ZDJ¢CIA NA OKŁADCE Marek Karewicz FOTOEDYTOR Maciej Jaêwiecki REDAKTOR NACZELNY Paweł Goêliƒski PRODUCENCI WYDAWNICZY Małgorzata Skowroƒska, Robert Kijak KOORDYNACJA PROJEKTU Katarzyna Kubicka WYDAWCA Agora SA ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa © Copyright by Agora SA 2013 © Copyright by Wiesław Królikowski 2013 Wydanie III (rozszerzone) Wszelkie prawa zastrze˝one Warszawa 2013 ISBN: 978-83-268-1289-7 DRUK Drukarnia Perfekt 2007 Długo zastanawiałem si´, co powinno znaleêç si´ we wst´pie. Tym bar- dziej ˝e nie wydaje mi si´, abym musiał jakoÊ specjalnie przedstawiaç boha- tera mojej ksià˝ki. Kto cokolwiek wie o polskim rocku – wie te˝, o kogo chodzi. To Tadeusz Nalepa ze swà grupà Breakout zapoczàtkował rockowy przełom w krajowej muzyce młodzie˝owej u schyłku lat szeÊçdziesià- tych. I okazał si´ prawdziwym artystà prawdziwego rocka. Nagrał pod Break- outowym szyldem płyty, które zawsze b´dà miały miejsce w kanonie rodzimej muzyki rockowej, jak Na drugim brzegu t´czy czy Blues. Jako kompozytor i gitarzysta miał swój – Êwiatowy i swojski zarazem – bluesowy styl, który wypracował w czasach Breakoutu (póêniej go tylko nieznacznie wzbogacał i modyfikował). Szybko stał si´ klasykiem polskiego blues-rocka. Tadeusza Nalep´ poznałem osobiÊcie na poczàtku 1974 roku, gdy prze- prowadziłem z nim wywiad dla miesi´cznika „Jazz”. Pismo to miało swój rockowy dział pod nagłówkiem „Rytm i Piosenka”. Tam te˝ ukazał si´ rezul- tat mojego spotkania z Nalepà, zatytułowany „Firma Breakout”. Nie byłem z tego wywiadu zadowolony, a i redakcyjne skróty nie wyszły na dobre. Tekst okazał si´ doÊç stereotypowy i zdawkowy, choç nasza rozmowa wcale taka nie była. Nalepa zrobił na mnie wra˝enie kogoÊ majàcego mocne poczucie wła- snej wartoÊci, ale przy tym był sympatyczny i bezpoÊredni. Cz´stował – dro- gimi wtedy u nas – pall mallami bez filtra i ch´tnie mówił na prawie ka˝dy temat, mimo ˝e miał przed sobà studenta o dorobku dziennikarskim w po- staci dwóch artykulików. INTRO Przeszło dwanaÊcie lat póêniej, w czasie sopockiego Old Rock Meetingu, Nalepa opowiadał mi w wolnej chwili, ˝e czuje si´ jak kolega swego syna, i za- proponował, abyÊmy przeszli na „ty”. WczeÊniej zrobiłem z nim jeszcze dwa wywiady, które ukazały si´ drukiem. Póêniej dalsze dwa – które trafiły na ła- my miesi´cznika „Tylko Rock”. Tyle ˝e... zawsze najciekawsza rozmowa za- czynała si´ po wyłàczeniu magnetofonu. Postanowiłem wi´c nie wyłàczaç go tak szybko. Stàd wziàł si´ dziesi´ciocz´Êciowy wywiad, który powstawał od je- sieni 1991 do jesieni nast´pnego roku; stanowi on najwa˝niejszà cz´Êç tej ksià˝ki. 6 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE Ostatnie słowa Tadeusza z tego wywiadu to: „Jazzmani majà siedemdzie- siàt lat i te˝ grajà. Prawdopodobnie rockmani do tego dociàgnà. Szczególnie czołówka, która w latach szeÊçdziesiàtych tworzyła to wszystko”. Niestety, Nalepie nie było dane do˝yç takiego wieku. Zmarł 4 marca 2007 roku, kilka miesi´cy przed swymi szeÊçdziesiàtymi czwartymi urodzinami. Ksià˝ka „Breakout absolutnie” ukazała si´ w 1993 roku. Tadeusz przed dru- kiem zautoryzował wszystkie zamieszczone w niej swoje wypowiedzi i zapoznał si´ z resztà zawartoÊci. Ale ˝e – jak zawsze mawiał przy autoryzacjach – głów- nie interesował go „ogólny wydêwi´k”, dopiero po wydaniu okazało si´, i˝ ten wywiad rzeka wymagał jeszcze kilku drobnych poprawek. Z myÊlà o nowej wer- sji „Breakout absolutnie” postanowiłem te˝ w niektórych miejscach wzbogaciç bàdê nieznacznie przeredagowaç mój tekst z pozostałej cz´Êci ksià˝ki. A przede wszystkim uzupełniłem nowe wydanie o kilka wywiadów, które przeprowadzi- łem z Nalepà w nast´pnych latach (pochodzà one z „Tylko Rocka” i „Teraz Roc- ka”, ale znalazły si´ w nich fragmenty niepublikowane wczeÊniej). Wydłu˝yłem te˝ felietonowo-wspomnieniowà cz´Êç, tak aby w ksià˝ce znalazły si´ omówie- nia wszystkich jego płyt. Poza tym – poszerzyłem „Daty i cytaty”, dodałem ar- tykuł przedstawiajàcy dyskografi´ Nalepy poza regularnymi albumami, a tak˝e dołàczyłem spisane przeze mnie wspomnienia kilkunastu osób o Tadeuszu. OczywiÊcie, w tym ostatnim przypadku musiałem dokonaç wyboru. Zde- cydowałem si´ na osoby z najbli˝szego otoczenia artysty i na reprezentantów ró˝nych pokoleƒ muzyków z długiej listy tych, którzy nagrywali z Tadeuszem. Bo jak mi si´ zwierzył w ostatnim wywiadzie: „Płyty to moje ˝ycie”. Jan Borysewicz powiedział mi kiedyÊ prywatnie (a po Êmierci Nalepy po- wtórzył to wysłannikowi „Top Guitar”): „Zaczynałem gr´ na gitarze od marze- nia, by z nim graç…”. I zagrał nie raz, tylko – niestety – nie zostało to udokumentowane na ˝adnej płycie z tak imponujàcej dyskografii Tadeusza. Ja zaÊ, zaczynajàc pisaç t´ ksià˝k´ (a tak˝e przygotowujàc jej drugie, po- szerzone i poprawione wydanie), miałem marzenie, ˝eby to była taka publi- kacja, jaka powinna o Nalepie powstaç. 2013 Jest wiosenne słoneczne popołudnie. Centrum Rzeszowa, poczàtek uli- cy 3 Maja, reprezentacyjnej i zarazem b´dàcej popularnym deptakiem. Sie- dz´ na ławce, obok pomnika Tadeusza, na którego odsłoni´ciu trzy i pół roku temu niestety nie udało mi si´ byç. Te˝ blisko pomnika, na składanym stoł- ku, przycupnàł uliczny grajek w ˝ółtej kurtce, z gitarà i harmonijkà. Wyko- nuje bluesowe standardy. INTRO 7 Przyglàdam si´ rzeêbie. Tadeusz wyglàda mniej wi´cej tak jak w połowie lat osiemdziesiàtych. Tak jak wtedy, gdy w Rzeszowie dał koncert „Breakout wra- ca do domu”. Nalepa z bràzu idzie chodnikiem, w prawej r´ce ma gitar´. Dłu- gie włosy noszà Êlad wiatru. Tadeusz z pomnika jest mało pomnikowy. Jest zaskakujàco naturalny. Chciałoby si´ nawet powiedzieç: prawdziwy. Idzie ener- gicznym krokiem, zaÊ instrument trzyma tak, jakby za chwil´ miał wyjÊç na estrad´ i zagraç… A to, czego dokonał w muzyce w czasie swego pracowi- tego, dzielnego ˝ycia na pewno sprawia, ˝e cokołu nie potrzebuje. Co mog´ jeszcze napisaç we wst´pie do trzeciego wydania mojej ksià˝ki? Po- jawiły si´ w polskich miastach ulice Tadeusza Nalepy. Odbywajà si´ festiwa- le jego twórczoÊci, muzycy z kr´gu rodzimego rocka nadal nagrywajà jego kompozycje na swoje płyty – i ci z czołówki, i ci, którzy dopiero starajà si´ sze- rzej zaistnieç… Z inicjatywy Jana Borysewicza powstał w 2008 roku covero- wy album W hołdzie Tadeuszowi Nalepie, w nagraniu którego – poza samym Borysewiczem, proponujàcym swoje wersje Pi´kna i Po˝egnalnego bluesa – wzi´li udział tacy muzycy jak Maciej Balcar, Andrzej Nowak, Piotr Cugowski, Paweł Kukiz, Dariusz Kozakiewicz, Jerzy Styczyƒski czy Leszek Cichoƒski. Nie zabrakło te˝ syna Tadeusza, Piotra. Jego gitary posłuchaç mo˝na w utwo- rach Takie moje miasto jest i Czarno-czarny film, tym drugim nagranym z zespołem Nie-bo, z którego muzykami do tej pory z powodzeniem propo- nuje na krajowych estradach retrospektywne przedsi´wzi´cie „Piotr Nalepa Breakout Tour”. W polskim kr´gu bluesowym muzyka Tadeusza Nalepy tak jak była, tak pozostaje cz´Êcià „˝elaznego repertuaru”. W sklepach w ciàgu tych kilku ostatnich lat ukazywały si´ kolejne reedycje jego płyt. I szybko znajdowały nabywców. W internecie o nim i o jego muzyce mo˝na mnóstwo przeczytaç. Jest z nami. I na pewno b´dzie. A co do zawartoÊci nowego wydania „Tadeusz Nalepa. Breakout absolut- nie”… Do wypowiedzi osób bliskich Nalepie bàdê jego współpracowników doszło kilka nowych. Poprawiłem zniekształcenia, które pojawiły si´ w po- przednich wydaniach, uaktualniłem i nieznacznie poszerzyłem tekst tam, gdzie wydawało mi si´ to konieczne. Obecne wydanie ma nowe opracowanie graficzne, ale tego samego autorstwa (Êwietnie czujàcy temat Andrzej Barec- ki). Jest wi´cej ilustracji, a wÊród tych nowych rewelacyjne, publikowane po raz pierwszy – dzi´ki Gra˝ynie Dramowicz-Nalepie. WidzieliÊcie rysunki Tadeusza Nalepy? Na pewno nie. Teraz mo˝na je zobaczyç w tej ksià˝ce. ULUBIONE GITARY TADEUSZA NALEPY Pierwszy, najważniejszy, kupiony w Holandii Gibson L5 S Moje taśmy CZĘŚĆ I Pierwsza taśma ...U niego w domu to się odbywało. Ja chowałem się z gitarą w łazience, a po jakimś czasie wychodziłem i mówiłem: „Mam następny numer!” Piotr NALEPA …Miałem z nim genialny kontakt, był moim kumplem Nie pami´tam, kiedy byłem na pierwszym koncercie Breakoutu. Na pewno – bo sà zdj´cia – usłyszałem zespół w Opolu, w czerwcu 1969 roku. Byłem wtedy takim wystraszonym czteroletnim dzieckiem, bo gdy rodzice pół roku wyst´powali w Holandii, mieszkałem u babci, u cioci, w jakimÊ pensjonacie… A pierwszy kontakt z muzykà? Mam gdzieÊ takie zdj´cie – trzylatek z b´benkiem. Gdy ju˝ mieszkaliÊmy w Józefowie, rodzice przywieêli mi z Holandii mały zestaw perkusyjny, takà zabawk´. Na prawdziwej perkusji Józka Hajdasza grywałem wczeÊniej, przy okazji prób Breakoutu. Całkiem nieêle mi to szło – zdarzyło si´ nawet, ˝e ktoÊ si´ pomylił: myÊlał, ˝e to Hajdasz çwiczy [Êmiech]. Ojciec nigdy mnie nie namawiał do grania. Ja z poczàtku byłem nastawiony do muzyki na „nie”, z powodu całego tego zamieszania, tej popularnoÊci w 1969, 1970 roku. Gdy szliÊmy gdzieÊ, ludzie na nasz widok Êpiewali, gwizdali… Jak to wszystko wpływało na moje kontakty z rówieÊnikami? Za długie włosy i za „pacyfy”, które – Czy lubisz udzielaç wywiadów? – Tak prawd´ mówiàc – nie… Ale miewam takie humory, ˝e lubi´. – To zacznijmy… Nawet komuÊ, kto tylko troch´ interesuje si´ rockiem, nazwisko Nalepa kojarzy si´ z nazwà Breakout. Jednak przed tym zespołem był Blackout. I to dzi´ki niemu stałeÊ si´ po raz pierwszy popularny. – Zało˝yłem ten zespół pod wra˝eniem wyst´pu Niebiesko-Czarnych w Rzeszowie. Byłem ze Staszkiem Guzkiem na ich imprezie i pomyÊlałem: „Dlaczego ja nie miałbym zrobiç takiej kapeli? Muzyków poszukam i zrobi´ coÊ takiego. Tylko nie z tà iloÊcià wokalistów…”. Chocia˝ bardzo mi si´ po- dobali Burano i Niemen… No i powstał Blackout. – Tak po prostu? – Wtedy ju˝ byłem po nieudanym zakładaniu zespołu, dwukrotnym czy trzykrotnym… A takà inspiracjà stał si´ dla mnie Piotrek, gdy si´ urodził… – Kiedy to było? – 20 kwietnia 1965 roku… Syn si´ urodził! To faceta strasznie podnosi na duchu. PomyÊlałem wtedy, ˝e zało˝´ jakàÊ kapel´. Nawet w zwiàzku z tym przerobiłem niemieckà gitar´, którà wtedy miałem, na basowà. Struny wzià- łem z fortepianu i to mi nie chciało graç… CoÊ tam sobie kombinowałem, ale zwykle nie dochodziło do imprezy. PogadaliÊmy, poÊmieliÊmy si´, spróbowa- liÊmy. I nic z tego nie wychodziło. – Wreszcie udało si´, 26 sierpnia 1965 roku. Takà dat´ podałeÊ kiedyÊ w jednym z wywiadów jako dzieƒ powstania grupy Blackout. Czy rzeczywiÊcie stało si´ to akurat wtedy? Jednego dnia? – To jest nieistotne. Takà dat´ przyj´liÊmy. Tego dnia przypadały moje urodziny. Dwudzieste drugie. A pierwsza impreza była 3 wrzeÊnia, w urodziny Guzka. – Czy trudno było skompletowaç skład? – Zrobiłem taki numer: z knajpy Rzeszowska, najlepszej w Rzeszowie, wyciàgnàłem dwóch muzyków… Józka Hajdasza, perkusist´, i KrzyÊka Po- tockiego, który tam grał na fortepianie. Wyciàgnàłem Potockiego, bo wystrugał 14 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE „Jest nas dwóch. Mój brat, Czesław, jest dwa lata młodszy ode mnie”. Tadeusz i Czesław Nalepowie. nakleiłem na rowerze, nie miałem u gitowców najlepiej, ale w nos nigdy za to nie dostałem… W podstawówce dyrektor Êcigał mnie za włosy, w 1972 roku miałem je do ramion, ale matka poszła i wyjaÊniła mu, ˝eby dał sobie spokój. To ona załatwiała takie szkolne sprawy. Grałem sobie na perkusji i to mnie kr´ciło. A gitara zawsze w domu le˝ała i czasami coÊ tam sobie na niej brzdàkałem. Po przeprowadzce do Józefowa zaczàłem grywaç jakieÊ melodie. Póêniej ju˝ chciałem, ˝eby mi ojciec pokazał akordy. Narysował mi tabele podstawowych chwytów typu a-moll, C-dur, D-dur… Szybko si´ tego nauczyłem i zacz´liÊmy grywaç razem, siedzàc na kanapie i improwizujàc na dwie gitary. Przyje˝d˝ali do mnie koledzy i graliÊmy w olbrzymiej piwnicy zwanej „studiem”. Na osiemnaste urodziny dostałem od ojca gitar´, wczeÊniej troch´ mu zniszczyłem gibsona… Potem grałem w klubie Hybrydy, z ró˝nymi mniej lub bardziej profesjonalnymi składami. Z zespołami Deuter i Zgoda były koncerty, zarabiałem jakieÊ tam pieniàdze, ale była to raczej działalnoÊç niszowa. W 1985 roku ojciec mnie zaprosił do udziału w swoich nagraniach, a ja jeszcze ciàgle nie podjàłem decyzji, ˝e b´d´ muzykiem… Bo chciałem byç architektem. Jednak na studia nie zdałem (przygotowywałem si´ do egzaminów, a ktoÊ zadzwonił, ˝e fajny zespół powstał, i… o wszystkim zapominałem). Wojsko mnie Êcigało. Pojechałem z ojcem w 1989 roku na jego pierwszy kontrakt do Stanów sobie gitar´ basowà. Miał jà jako jedyny w Rzeszowie. I zrobi- łem taki numer, ˝e wyciàgnàłem ich podczas grania. Józek nie bardzo chciał, wi´c wzi´liÊmy go za r´ce, za nogi i zanieÊliÊmy do Klubu ŁàcznoÊciowca, gdzie miałem wtedy baz´. Tam prze- konałem go, ˝e b´dziemy graç, zarabiaç i tak dalej. Bo on miał ju˝ rodzin´. Tak˝e nie było to łatwe… Musiałem wszystkim chłopakom załatwiç jakàÊ prac´. I wszystkim załatwiłem. Gu- zek nawet został zast´pcà kierownika klubu. Poczàtki zawsze sà takie: kto wie, co to b´dzie? A nam si´ od razu udało. Od ra- zu graliÊmy. „Ojciec pracował w różnych firmach, ostatnio w Ruchu. Mama siedziała w domu”. Rodzice Tadeusza Nalepy, Helena i Józef. „Odkąd pamiętam, strasznie ciągnęło mnie do muzyki. I matce zależało, żebym się uczył grać”. Tadeusz Nalepa z matką, początek lat 50. MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 15 i sam tam zostałem dłu˝ej, bo w kraju sprawy wojskowe ciàgle miałem nieuregulowane… Mój pierwszy koncert z ojcem to Rawa Blues 88 – grałem wtedy na basie i był to te˝ mój pierwszy koncert jako basisty. Jak to si´ zacz´ło? Ojciec usłyszał, jak robiłem sobie nagrania na dwukasetowym magnetofonie, nagrywajàc po kolei wszystkie instrumenty. Powiedział: „Fajnie grasz na basie, wezm´ ci´ do kapeli”. Tamten koncert wspominam raczej jako pora˝k´, zjadła mnie trema. Andrzej Ryszka zaczàł Modlitw´ w innym rytmie ni˝ zwykle, a ja nie wiedziałem, co zrobiç… JakieÊ drobne konflikty si´ zdarzały. Raz w dzieciƒstwie dostałem od ojca lanie, bo podobno byłem bardzo nieznoÊny – nie pami´tam tego dobrze. Do pewnego wieku rodziców właÊciwie nie miałem. Ojciec był tak bardzo zaj´ty pracà, matka te˝… Ale gdy miałem ju˝ naÊcie lat, ojciec starał si´ mi to wynagrodziç – miałem z nim genialny kontakt, był moim kumplem. Rady mi dawał zawsze, a ja… tych rad najcz´Êciej nie słuchałem. Na przykład mówił, ˝e powinienem byç liderem, a ja zawsze tylko podłàczałem si´ do jakichÊ składów. Taka ju˝ moja natura – nie wszyscy muszà byç przywódcami. Najwa˝niejsza cecha ojca? Upór w dà˝eniu do celu. Na drobne kompromisy w ˝yciu pewnie musiał pójÊç, ale mo˝na powiedzieç, ˝e zasadniczo był bezkompromisowy i taki pewny siebie. Ró˝nica mi´dzy nami: jak ja si´ czuj´ niepewnie na scenie, to si´ przyciszam. Natomiast ojciec mówił mi, ˝e on w takiej sytuacji rozkr´ca wzmacniacz. JakoÊ tak mocno stàpał po ziemi. – Czy mieliÊcie wówczas w Rzeszowie jakàÊ konkurencj´? – Tak, ale nawet nie pami´tam, jak si´ ten zespół nazywał. Ostro r˝n´li Stonesów i grywali w Przodowniku, w którym ja wczeÊniej grałem. Gdy wracałem do domu, cz´sto ich słucha- łem, bo to było na mojej ulicy. Bardzo fajnie grali. Zresztà póê- niej przeszedł do nas od nich jeden chłopak, Andrzej Solecki. – Blackout powstał latem 1965 roku. Ale mo˝na powiedzieç, ˝e dwa lata wczeÊniej wszedłeÊ do naszej bigbitowej historii. TrafiłeÊ do grona laureatów II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Dzi´ki temu mo˝na było ci´ zobaczyç w Polskiej Kronice Filmowej, i to ju˝ w duecie z Mirà Kubasiƒskà. – Nie było moim zało˝eniem, ˝e stworzymy duet. Broƒ Bo- ˝e… – Ale ju˝ byliÊcie po Êlubie? – PobraliÊmy si´ w styczniu 1964 roku. PracowaliÊmy wów- czas w kabarecie Porfirion. Âlub wzi´liÊmy na trasie, w Wał- brzychu. A poznałem Mir´ w takich okolicznoÊciach, ˝e przyjechał z Ostrowca Âwi´tokrzyskiego zespół pieÊni i taƒca. Mira taƒczyła w tym zespole. Przyszli do knajpy, w której gra- łem, na kolacj´. Mieli te˝ ze sobà taki zespół muzyczny i aku- rat potrzeba było gitarzysty… To było jakieÊ dwa lata przed tym kabaretem. – A właÊciwie co to był za kabaret? – Estrady Rzeszowskiej… Ja tam byłem muzykiem, a Mira – aktorkà. I postanowiliÊmy zrobiç coÊ swojego. W tym kabarecie było zupełnie przyzwoicie, ale mnie ciàgn´ła muzyka rockowa… 16 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE Miał swoje ˝yciowe prawdy. A ja si´ ciàgle tych rzeczy od niego uczyłem. Tu mog´ opowiedzieç anegdot´… Przyjechałem ze Stanów, gdzie dostałem szkoł´ ˝ycia, i nie byłem ju˝ takim naiwnym człowiekiem jak wtedy, gdy wyje˝d˝ałem. KtóregoÊ dnia odwiedziłem w Józefowie ojca i Gra˝yn´. Akurat oboje pojechali gdzieÊ na zakupy, gdy pojawił si´ jakiÊ zm´czony, ubłocony facet, powiedział, ˝e samochód zakopał mu si´ na polnej drodze i spytał, czybym nie po˝yczył mu łopaty. Obiecał, ˝e odda, jak tylko wóz odkopie. Po˝yczyłem. Gdy ojciec wrócił, od razu stwierdził: „Ju˝ nie zobaczysz tej łopaty!”. PomyÊlałem wtedy sobie: „Jak mo˝na tak nie wierzyç w drugiego człowieka? Mo˝e ojciec jest ju˝ taki zgorzkniały?”. Ale okazało si´, ˝e miał racj´… Trudno z niego robiç jednoznacznie jakiegoÊ twardziela czy anioła. Miał swoje słabe strony tak jak ka˝dy. Ale na pewno znał si´ na ludziach. I wiele razy pomógł ró˝nym ludziom, którzy tego potrzebowali. Natomiast niech´tnie brał udział w charytatywnych koncertach. Wolał daç komuÊ pieniàdze, ni˝ graç za darmo. Kilka takich imprez jednak zagraliÊmy, a ojciec płacił wtedy swoim muzykom z własnej kieszeni. Był bardzo pedantyczny, dbał o sprz´t. Zostały po nim gitary w pi´knych futerałach. Lubił, jak kable były wyczyszczone, gitary wypolerowane. W czasach, kiedy ci´˝ko było o dobrego muzyka z dobrym sprz´tem, kupił sprz´t dla całej grupy. Ostatnio w zespole nadal cały backline był jego. Miał takie swoje muzyczne zasady. Na przykład – jak wchodzi w utworze hammond, to ju˝ zostaje do koƒca. Nie mo˝e byç tak, ˝e jakiÊ instrument „Pierwsze, co się grało, to takie rzeczy południowoamerykańskie...”. Tadeusz Nalepa około 1957 roku. MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 17 – WłaÊnie… Let’s Twist Again wykonaliÊcie z wielkà werwà na wspomnia- nym Festiwalu Młodych Talentów. Jednak, podobno, impreza ta upłyn´ła pod znakiem ju˝ spacyfikowanej muzyki młodzie˝owej. W ka˝dym razie jeden z ówczesnych sympatyków bigbitu kompozytor Mateusz Âwi´cicki tak oto iro- nizował na łamach „Jazzu” we wrzeÊniu 1963 roku: „˚arliwym moralizato- rom i pedagogom szalenie podobało si´ na II Festiwalu, ˝e młodzie˝ Êpiewała po polsku, ˝e rytmy ˝ywe, hałaÊliwe i wulgarne ustàpiły spokojnym, a pio- senka melodyjna, liryczna wyparła obrzydliwe wykrzykiwanie…”. Jak to wy- glàdało z twojej perspektywy? – Nikt nie był niczym ograniczony. – Mo˝e jeszcze coÊ o atmosferze? O prze˝yciach? Bàdê co bàdê razem z Mirà znalazłeÊ si´ w gronie zwyci´zców… – Zdaje si´, ˝e t´ Złotà Dziesiàtk´ powi´kszyli do kilkunastu osób, bo rze- czywiÊcie było troch´ talentów. Pami´tam Halin´ Fràckowiak, Maƒk´ Wróblew- skà. I Ad´ Rusowicz, która wyró˝niona nie została… Co ja mog´ powiedzieç o atmosferze, jak z tego Rzeszowa prawie dwa dni jechaliÊmy pociàgiem? A na- st´pnie wracaliÊmy dwa dni, i to na stojàco… PrzyjechaliÊmy, wystàpiliÊmy, by- ła kurzawa… – PoczułeÊ, ˝e zaczynasz prawdziwà karier´ estradowà? – Ju˝ wczeÊniej pojechaliÊmy w tras´ z Luxemburg Combo. Wtedy poznałem Zbyszka Podgajnego, który póêniej grał w Nie- biesko-Czarnych. – Luxemburg Combo to była grupa, która tylko korzystała z ówczesnej koniunktury bigbitowej. W porównaniu z nià Nie- biesko-Czarni mieli jednak wi´cej autentyzmu… – Mo˝e… Ale wtedy pierwszy raz grałem z kapelà, która mia- ła sprz´t. Był elektryczny bas! To był naprawd´ przyzwoity zespół. – No, po kabarecie… Mo˝e jeszcze troch´ o nim opowiedz. – To był zwykły kabaret. Skecze, ró˝ne piosenki… Bardzo dobry kabaret, nagradzany… MieliÊmy regularne trasy. Grałem tam na gitarze, czasami statystowałem. Byłem wyciszany: nawet gdy nie grałem, dyrektor mówił, ˝e jest za głoÊno [Êmiech]. I by- ło nam tam ciasno. Ale Mira zrobiłaby lepiej, gdyby w tym ka- barecie została. Jednak poszła za mnà. – Czy ju˝ wtedy komponowałeÊ piosenki? – Zbyt wielkie słowa. Napisałem dwa kawałki. Jeden, to ju˝ właÊciwie była Anna, z troch´ innà linià melodycznà i z innym tekstem, który napisał Krzysiek Dzikowski. pojawia si´ i znika. Nie tolerował wszelkiego rodzaju efektów gitarowych, które tylko osłabiajà brzmienie. Mówił, ˝e najlepsza kombinacja to: gitara – kabel – wzmacniacz. Co do ustawienia sprz´tu na scenie, był bardzo precyzyjny – kilka centymetrów w innà stron´ i ju˝ mu si´ nie podobało… Jego gitarowy styl to oszcz´dnoÊç i niepowtarzalny dêwi´k, nie do podrobienia. „Nie popisywaç si´!” – to mi po nim zostało. I ja nie lubi´ fajerwerków na gitarze. Ale równie˝ uczył mnie, ˝e improwizacja faktycznie polega na graniu czegoÊ innego za ka˝dym razem – tu dawał przykład SBB i Lakisa [Apostolis Anthimos – W.K.]. I to tak˝e sobie wziàłem do serca. Nie çwiczył na instrumencie, mógł sobie na to pozwoliç. Tylko brał gitar´ i po prostu sobie grał. Moja kompozycja Co mog´ jeszcze daç na jego płycie Zerwany film to była taka akcja… Utwór powstał z myÊlà 18 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE – Wkrótce potem tekÊciarz Czerwonych Gitar, a i autor słów opolskiego przeboju Katarzyny Sobczyk Nie wiem, czy to warto… – Zgadza si´. I jak wyst´powaliÊmy z tym kabaretem, to ktoÊ zaanga˝ował Mir´ na festiwal opolski. – Co tam zaÊpiewała? – Moje piosenki. Akompaniował jej Jerzy Abratowski. I wte- dy w Opolu została zaanga˝owana na tras´ z London Beat. – Pami´tam… The Original London Beat – wczeÊniej w troch´ innym składzie, The London Beats. Był to angielski zespół, chyba nieznany w swoim kraju. Zadomowił si´ w Polsce w 1965 ro- ku. Zrobił u nas furor´ i nawet doczekał si´ longplaya, a tak˝e kilku małych płyt. o projekcie płytowym Janka Borysewicza Byç wolnym (z udziałem ró˝nych wykonawców). PuÊciłem ojcu, spodobało mu si´, napisał tekst i nagraliÊmy to w jeden dzieƒ w studiu Winka Chrósta. Po roku prawa wydawcy Byç wolnym wygasły i mogło to ukazaç si´ jako bonus na Zerwanym filmie. JeÊli chodzi o płyt´ Sumienie – ojciec poprosił mnie o kilka numerów. Chciał w ten sposób troch´ urozmaiciç repertuar. Z kilku propozycji wybrał dwie i napisał do nich teksty. Mój Nowy Jork tata pisał jakby w moim imieniu: przez kilka lat mieszkałem na Manhattanie, a to, co zobaczyliÊmy 11 wrzeÊnia w TV, okazało si´ straszne… Pami´tam, to była jedna z naszych ostatnich rozmów. Przyjechałem do Józefowa odwiedziç go, siedział taki załamany i powiedział, ˝e ma dla mnie złà wiadomoÊç. MyÊlałem, ˝e to jakaÊ medyczna sprawa, a on powiedział, ˝e nie b´dziemy ju˝ koncertowaç. To było dla niego straszne, powiedzieç mi coÊ takiego, chocia˝ ju˝ ponad rok razem nie graliÊmy. Nie graliÊmy, bo było coraz mniej zamówieƒ i był coraz bardziej chory. Ostatni raz zagrałem z nim we wrzeÊniu 2005 roku w Kłobucku. OczywiÊcie zastanawiałem si´ nad tym: ojciec jest chory, a robi rzeczy, które mu mogà szkodziç – nie oszcz´dza si´, pije, pali… Pewnie ju˝ wiele lat temu mógłby si´ poło˝yç i po prostu chorowaç. Nie poddawał si´, był aktywny, ˝ył tak jak zawsze. Trudno mi to oceniaç, ale podejrzewam, ˝e na jego miejscu robiłbym to samo. Kwiecieƒ 2007 „Grałem w kolejnej knajpie i przyszedł pan Albrzykowski ze swoimi muzykami... A za dwa dni już grałem u niego”. Tadeusz Nalepa około 1962 roku. „Nie potrzebowaliśmy grać żadnych czadów, żeby się podobać”. 19 Muzycy Blackoutu na warszawskim Starym Mieście, sierpień 1966 roku. Od lewej: Piotr Nowak, Józef Hajdasz, Stanisław Guzek (późniejszy Stan Borys), Tadeusz Nalepa. MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I – Odb´bnili tu dwie długie trasy. – Mira nagrała z nimi dwa anglosaskie przeboje: Walking In The Sand i You’re No Good. Ukazały si´ one na polskiej epce. A poza tym co wam to dało? – To było o tyle dobre, ˝e dzi´ki tej współpracy kupiła par´ mikrofonów i dwie gitary. A skoro Êpiewała w London Beat, to pomyÊlałem, ˝e w mojej kapeli ja b´d´ Êpiewał. Staszka Guzka właÊciwie wziàłem na konferansjera, bo wczeÊniej nie miał nic wspólnego z muzykà. Jednak z koniecznoÊci za- czàł Êpiewaç jakieÊ drugie głosy… I okazało si´, ˝e Êpiewaç mo˝e. Był pil- ny, uczył si´. A mnie nie chciało si´ uczyç tekstów. – W repertuarze Blackoutu od poczàtku były twoje piosenki z tekstami Bogdana Loebla. W 1965 roku Loebl miał ju˝ trzydzieÊci trzy lata i był pew- nà postacià w naszym ˝yciu literackim: kilka tomików wierszy, zbiór opowia- daƒ „Upał”, uznany wtedy za skandalizujàcy. Do tego członkostwo ZLP od 1963 roku i prezesowanie klubowi literackiemu w Rzeszowie… Jak to si´ stało, ˝e zało˝yliÊcie razem spółk´ autorskà? Jak poznałeÊ Loebla? – Poznałem go dopiero w 1965 roku. Guzek to załatwił. – Pewnie zadziałały jego kontakty. Jak gdzieÊ przeczytałem, Guzek wcze- Êniej wygrywał konkursy recytatorskie, zało˝ył teatrzyk poezji… 20 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE – Nie wiem. Ja pami´tam, jak handlował krawatami. A Loebla musiałem przekonywaç, ˝e to nie b´dzie wykonywane w knajpie, ˝e b´dziemy to nagrywaç. – Chyba wypadałoby, abym zapytał teraz, czy interesowałeÊ si´ literaturà? – Miałem takie okresy, ˝e strasznie du˝o czytałem. A jak ostatnio tyle si´ u nas dzieje, to czytam tylko pras´ i mimo to nie nadà˝am przeczytaç wszyst- kiego, co chc´. KiedyÊ od Loebla dostałem w prezencie „Mistrza i Małgorza- t´”. Póêniej „Âwiece na wietrze” i… okazało si´, ˝e to rewelacja, ˝e uwielbiam. W tej chwili nie wydaje mi si´, ˝eby literatura mnie jakoÊ inspirowała. Trak- tuj´ jà jak ka˝dà innà dziedzin´ – pod wzgl´dem estetycznym. Dla mnie jed- nak najwa˝niejsze jest, jak to jest napisane. Ale mog´ powiedzieç, ˝e raczej wol´ literatur´ współczesnà. I ˝e lubi´ ci´˝kie ksià˝ki – dlatego odpowiadała mi seria skandynawska Wydawnictwa Poznaƒskiego. Bo ci Skandynawowie majà takà ponurà literatur´. Trudno byłoby mi teraz przytoczyç wszystko, co mnie zafascynowało. Natomiast nigdy nie przepadałem za poezjà. WłaÊciwie nie rozumiem jej i nie chc´ rozumieç… – W 1968 roku Loebl tak wspominał na łamach „Jazzu” poczàtek waszej współpracy: „Obaj z Tadeuszem wpadliÊmy na pomysł napisania kilku utwo- rów. Czasu było niewiele, impreza miała rozpoczàç si´ za osiem dni. Tadeusz przyniósł magnetofon i taÊmy z nagraniami swych kompozycji. Były Êwietne „Naszymi pierwszymi konferansjerami byli Jonasz (Janusz) Kofta i Jan Pietrzak”. Plakat zapowiadający koncerty Blackoutu w 1967 roku. „Wtedy nikt u mnie nie mógł nawet piwa powąchać”. Blackout pod koniec 1966 roku. Od lewej: Stanisław Guzek, Tadeusz Nalepa, Mira Kubasińska, Józef Hajdasz, Krzysztof Dłutowski, Piotr Nowak. MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 21 „Zawsze byliśmy szczerym zespołem. Niemalże naiwnym”. Blackout, 1967 rok. Od lewej: Tadeusz Nalepa, Mira Kubasińska, Józef Hajdasz, Stanisław Guzek, Robert Świercz, Krzysztof Dłutowski. i bardzo chciałem napisaç do nich teksty”. Z tego wywiadu mo˝na te˝ dowie- dzieç si´, ˝e w ciàgu trzech miesi´cy stworzyliÊcie razem „prawie dwadzieÊcia pi´ç piosenek”. A w notatce o Blackoucie, zamieszczonej jesienià 1966 roku w tym samym czasopiÊmie, zacytowana jest twoja wypowiedê, ˝e masz ju˝ około czterdziestu kompozycji. Szybko wam to szło… – Podoba mi si´ sposób, w jaki to si´ robiło. Po kilka numerów dziennie ro- biliÊmy z Loeblem. Bywały takie dni. Dawał mi teksty, sam z Guzkiem rozma- wiał… U niego w domu to si´ odbywało. Ja chowałem si´ z gitarà w łazience, 22 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE „Dobrze zarabialiśmy. Ja sam byłem naszym menedżerem”. Zespół Nalepy w 1967 roku, od lewej stoją: Krzysztof Dłutowski, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa; siedzą: Janusz Zieliński, Józef Hajdasz. „Po kilka numerów dziennie robiliśmy z Loeblem. Bywały takie dni...”. Tadeusz Nalepa i Bogdan Loebl, zdjęcie z tylnej strony okładki longplaya Blackout. a po jakimÊ czasie wychodziłem i mówiłem: „Mam nast´pny numer!”. W Blac- koucie zasadniczo pisałem do tekstów Loebla… – I jeszcze coÊ ze starych roczników „Jazzu”. O waszym wyst´pie na rzeszow- skich Targach Piosenki, z poczàtku paêdziernika 1965 roku, Mateusz Âwi´cic- ki napisał: „Grali bardzo muzykalnie, technikà palcowà, nieêle Êpiewali…”. – Poniewa˝ było to w kameralnych warunkach, w niewielkiej sali, to wystà- piliÊmy bez perkusji. ZagraliÊmy na trzy gitarki. I dlatego te˝ graliÊmy tech- nikà palcowà. Wybrałem takie numery, które dało si´ zagraç w ten sposób. – Podobno były to Boj´ si´ psa, Nic mi wi´cej nie trzeba i KtoÊ wziàł mi. – Chyba tak. W ka˝dym razie moje kompozycje z tekstami Loebla. Âpie- waliÊmy ja i Guzek. Wzi´to nas na te targi, bo miała przyjechaç Mira. Ale Mi- ra była na trasie z London Beat. – O poczàtkach Blackoutu ju˝ mówiłeÊ… Nie od rzeczy byłoby te˝ poroz- mawiaç o twoich muzycznych poczàtkach. KiedyÊ w wywiadzie dla „Magazy- MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 23 „Wiedziałem, że będziemy grali trochę inaczej, ale dziś nie mógłbym powiedzieć, że byłem aż tak bardzo niezadowolony z mojego poprzedniego zespołu”. Breakout, początek 1968 roku. Od lewej: Janusz Zieliński, Józef Hajdasz, Krzysztof Dłutowski, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa. nu Muzycznego” powiedziałeÊ mi: „Trzy razy rozpoczynałem nauk´ w szko- le muzycznej, w klasach skrzypiec, klarnetu i kontrabasu”. Czy w twojej ro- dzinie były jakieÊ tradycje muzyczne? – Obaj moi dziadkowie grali w takiej kapeli zabawowo-weselnej. Z tym ˝e tylko jeden dziadek był zawodowym muzykiem, ˝ył z tego. A drugi grywał od przypadku do przypadku. No, ale to wszystko nie miało wi´kszego wpły- wu na moje muzykowanie. – W takim razie – co? Moda na rock’n’roll? – Niezupełnie. Odkàd pami´tam, strasznie ciàgn´ło mnie do muzy- – Masz rodzeƒstwo? ki. I matce zale˝ało, ˝ebym si´ uczył graç. – Kim sà z zawodu twoi rodzice? – Ojciec był urz´dnikiem, teraz – na emeryturze. Pracował w ró˝nych fir- mach, ostatnio w Ruchu. Mama, która ju˝ nie ˝yje, siedziała w domu. 24 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE „Pierwszy skład Breakoutu to byli właściwie ci sami muzycy, co w Blackoutach”. Breakout, pierwsza sesja zdjęciowa. – Jest nas dwóch. Mój brat Czesław jest dwa lata młodszy ode mnie. Jak w dzieciƒstwie mieliÊmy prezenty dostaç, to brat zamawiał sobie jakieÊ samo- chodziki. Ja zaÊ – coÊ do grania. Na przykład harmonijk´ Harcerz… – Jaki był pierwszy instrument, na którym brałeÊ lekcje gry? – JakiÊ rok chodziłem na skrzypce. Chodziłem, dopóki nie rozbiłem tych skrzypiec, bo mnie przezywali. Przezywali, bo byłem grubas. I przyło˝yłem jed- nemu futerałem. Gdy wróciłem do domu, otworzyłem futerał, ˝eby mi ojciec skrzypce nastroił, a tu same linijki… Tak si´ skoƒczyło. Ojciec był szcz´Êliwy, bo chciał, ˝ebym uczył si´ na akordeonie. RzeczywiÊcie, straszne jest to pito- lenie… Z tym ˝e byłem dosyç zdolny. Moim nauczycielem został człowiek, któ- ry u mojego dziadka grywał. Czuł sentyment i si´ przykładał. W pierwszym roku ju˝ właÊciwie grywałem na popisach. Ale na tym – jak mówiłem – si´ skoƒ- czyło… Te˝ ciekawostka, ˝e zostałem przyj´ty do szkoły muzycznej w czasie trwania roku szkolnego. – Kiedy to było? – Chodziłem wtedy do czwartej klasy podstawówki. – A co było po skrzypcach? Klarnet? MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 25 „Zakochałem się w Vanilla Fudge. W ich You Keep Me Hanging On”. Breakout wiosną 1968 roku. Od lewej: Krzysztof Dłutowski, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa, Michał Muzolf, Józef Hajdasz. – Nie… Wtedy były modne ogniska muzyczne. Chodziłem do takiego ogniska razem z bratem. Brat grał na mandolinie, a ja na mandoli. Tak pod Ciuksz´… [słynna wtedy orkiestra mandolinistów Edwarda Ciukszy – W.K.]. Brat był zdolny, ale muzyka nie interesowała go specjalnie. Bardziej sport. Ja równie˝ interesowałem si´ sportem, jednak przewaga była po stronie muzyki. Ale póêniej troch´ dałem sobie spokój. Dopiero jako pi´tnasto-, szes- nastolatek poczułem strasznà ch´ç grania. I zaczàłem interesowaç si´ gitarà. Jak wczeÊniej pierwszà gitar´ zobaczyłem, to myÊlałem, ˝e to mandolina – tylko troch´ inna. – Licz´ i wychodzi mi, ˝e ta „straszna ch´ç grania” pojawiła si´ mniej wi´cej w 1959 roku. Wtedy młodzie˝ ekscytował nasz pierwszy zespół rock’n’rollowy Rhythm And Blues, a jego solista Bogusław Wyrobek niemal stał si´ polskim Presleyem. W kinach wyÊwietlano W rytmie rock’n’rolla z Tommym Steele’em… Nie tak rock’n’rollowy film, jak to sugerował polski tytuł, ale zawsze… SoliÊci Czerwono-Czarnych, Karin Stanek i Janusz Go- dlewski, właÊnie W rytmie rock’n’rolla podawali jako coÊ, co sprawiło, ˝e zainteresowali si´ piosenkarstwem. Czy widziałeÊ ten film? 26 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE – Widziałem i pewnie byłem zafascynowany. A najwi´ksze wra˝enie wywar- ła wtedy na mnie „Kronika Filmowa”, w której pokazali wyst´p Gene’a Vincen- ta, ubranego w czarnà skór´, z takim łaƒcuchem na szyi. Pami´tam, ˝e wyciàgnàłem z kieszeni kartk´ i ołówek, zapisałem sobie podział rytmiczny… – Czyli w kinie pierwszy raz usłyszałeÊ Be Bop A Lula… – Tak do trzydziestki cz´sto chodziłem do kina. Były inne czasy… W Rze- szowie było kino Âwit, du˝a sala. OczywiÊcie przewa˝ały filmy radzieckie. OczywiÊcie – o wojnie. Pami´tam te˝, ˝e byłem na Pół ˝artem, pół serio. Za- Êmiewałem si´ strasznie i jak dziÊ to oglàdam, to te˝ mnie bawi. WłaÊciwie doÊç długo byłem kinomanem. Póêniej telewizja jakby to wymazała, bo jest wygodniejsza. Zresztà dzisiaj ju˝ trudno mówiç o chodzeniu do kina, bo czło- wiek, który wychodzi wieczorem z domu, musi liczyç si´ z tym, ˝e wszystko go mo˝e spotkaç… – Mo˝e za to słuchasz wi´cej muzyki ni˝ kiedyÊ? – Nie. Na słuchanie jest jakby coraz mniej czasu. Ale jest to najwa˝niejsze w moim domu, na równi z oglàdaniem filmów na wideo. Chocia˝… z wideo jest tak, ˝e mi si´ nudzi. Ostatnio tylko lubi´ wyrafinowane kryminały. Obejrzałem, co było dost´pne, i mam spokój. Ju˝ dwa razy mi ukradziono magnetowid. Jak nowy kupi´, to prze˝ywam taki okres fascynacji. I znowu do widzenia: trzymam go, ˝eby tylko czasami popatrzeç. Teraz wol´ telewizj´ – to, czego naród nie lu- bi: uwielbiam programy publicystyczne, gadajàce głowy. – ZaczàłeÊ mówiç o muzyce… – KiedyÊ słuchałem muzyki, ˝eby si´ uczyç. A dzisiaj po to, ˝eby dozna- waç jakichÊ wra˝eƒ. Z tym ˝e od razu przyznam si´, i˝ słucham tego, co mi wpadnie w r´ce. Łatwiej było, gdy Piotrek był na miejscu, bo mi podrzucał to, co sam sprawdził. Mówił: „Tata, posłuchaj, tu jest taka fajna kapela!”. A tak chodz´ od czasu do czasu do sklepu muzycznego i kupuj´ z dziesi´ç kompak- tów. Puszcz´ sobie po razie. Mo˝e któryÊ po raz drugi… Claptona zawsze chc´ posłuchaç – co on tam nowego robi. – A czy jeszcze chodzisz na koncerty? – Prawd´ mówiàc, to nie. Ostatni raz byłem dwa lata temu w Stanach na – nie˝yjàcym ju˝ – Steviem Rayu Vaughanie i na Joe Cockerze. Cocker wypadł rewelacyjnie. Ale te˝ prawdopodobnie bym si´ nie wybrał, gdyby mnie znajo- mi nie namówili. Nie chodz´ na koncerty, tak jak i nie chodz´ do kina… W domu jest przyjemniej. – Co właÊciwie sprawiło, ˝e kiedyÊ tak bardzo zapragnàłeÊ graç na gitarze? – Moi koledzy grali sobie i podÊpiewywali. To było wówczas modne i strasz- nie mi si´ podobało. Chodziło si´ po parkach, grało… „Hendrixa nie graliśmy. Nie miałem takich ambicji ani gitarowych możliwości”. Breakout tuż przed pierwszym wyjazdem do Holandii, 1968. Od lewej: Krzysztof Dłutowski, Michał Muzolf, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa, Józef Hajdasz. – Co? – Pierwsze, co si´ grało, to takie rzeczy południowoamerykaƒskie. – A rock’n’roll? – U mnie było to troch´ póêniej. Wzorujàc si´ na Wyrobku, Êpiewałem Ha- – Mo˝e wróçmy jeszcze na chwil´ do gitary. Jak uczyłeÊ si´ gry na tym in- leya, Presleya. strumencie? Od kolegów? – To był rok edukacji w takim Domu Harcerza, gdzie od razu byłem najlep- szy [Êmiech]. W miesiàc zrobiłem te dwie Szkoły Powroêniaka. Byłem z tego strasznie dumny i zaczàłem kombinowaç. Jako szesnastolatek zorganizowałem 28 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE kapel´. Dobrałem sobie pianist´, drugiego gitarzyst´… Kontrabasu chyba nie było… Dla mnie najwa˝niejsze było, ˝e w domu kultury zarwał si´ balkon. Tak szalała publicznoÊç na naszym koncercie. Âpiewałem rock’n’rolle Presleya. „gibsonka”. Ale – Pami´tasz tytuły? – Nie… Zresztà dopisałem sobie do tego jakieÊ teksty. Wiadomo, jak to si´ zaczynało… Przerobiłem gitar´, którà dostałem od wujka. Jak na tam- te czasy była strasznie droga. Akustyczna, krajowa, wtedy mówiło si´ na ta- kie ˝eby była naprawd´ podobna do gibsona, wy- ciàłem dolny róg. Potem poszedłem do stolarza, dorobiłem, co trzeba, i pomalowałem na biało. Po prostu zniszczyłem gitar´. – I to była twoja pierwsza gitara? – Pierwszà zafasowałem w ogni- sku. To była przykra sprawa, bo ten instrument odebrali mojemu koledze z powodu braku post´pów. Potem zo- stał muzykiem, tyle ˝e klarnecistà… Ja tymczasem kupiłem od niego sak- sofon sopranowy i… te˝ zapisałem si´ na klarnet. Przyszedłem do szko- ły muzycznej, zdałem egzaminy… Jednak po pewnym czasie zrezygno- wałem, bo uczyç miał mnie mój były nauczyciel – zresztà niedu˝o ode mnie starszy – z którym ju˝ wcze- Êniej przeszedłem na ty… Natomiast z tym saksofonem ci´˝ko mi szło. Przyniosłem go do domu, ojciec wziàł go i zaczàł graç. „Dlaczego nie mówi- łeÊ, ˝e grasz na saksofonie?” – spytałem. „Bo nie gram” – odpowiedział i do- dał, ˝e to jest to samo co fujarka. Takie samo krycie. I tym mnie załamał, bo mnie nic nie wychodziło. A wtedy saksofon był bardzo modny. Petit fleur, ta- kie rzeczy. I tak została mi ta gitara. – Kiedy zaczàłeÊ graç zarobkowo? – Pierwsze pieniàdze zaproponowano mi w 1961 roku. Restauracja Parko- wa, czynna tylko w sezonie letnim. Niedaleko mojego domu, po sàsiedzku… – A gdzie mieszkałeÊ? MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 29 „Śmieszyło mnie, że u nas – i w Holandii też – pisali, że jesteśmy underground czy psychedelic”. Breakout w telewizyjnej „Giełdzie Piosenki”, grudzień 1968 roku. Od lewej: Józef Hajdasz, Tadeusz Nalepa, Michał Muzolf, Mira Kubasińska, Krzysztof Dłutowski. OBOK „Mieli gorsze przyjęcie niż my… Small Faces bardzo buńczucznie się zachowywali”. Plakat zapowiadający występ The Small Faces i Breakoutów w roli ich głównego supportu w Rotterdamie, w początku listopada 1968 (przy nazwie zespołu Tadeusza Nalepy jej polskie tłumaczenie… i zapewnienie o „amerykańskim show”). – Na Obroƒców Stalingradu. Przedtem to była Hetmaƒska, póêniej Obroƒców Stalingradu, nast´pnie tylko Obroƒców, a teraz znów Hetmaƒska. – No to wróçmy do Parkowej… – GraliÊmy tam w bardzo dziwnym składzie: b´bny, gitara, akordeon i tràbka. Ja nie tylko grałem na gitarze, ale te˝ Êpiewałem. – Znów zapytam: co? – Na pewno Marin´ [piosenka spopularyzowana w Polsce przez włoski ze- spół Marino Mariniego – W.K.]. Innych rzeczy ju˝ nie pami´tam… Ludzie walili drzwiami i oknami. A pan, który zorganizował to granie w Parkowej, na- 30 WIESŁAW KRÓLIKOWSKI TADEUSZ NALEPA • BREAKOUT ABSOLUTNIE zywał si´ Adolf Faber. Trwało to ze trzy miesiàce. Jak ju˝ wspomniałem – tyl- ko sezon letni. Póêniej przeszliÊmy do takiej knajpy, o której te˝ ju˝ mówi- łem. Do Przodownika. No, niestety, tam nasi dwaj starsi panowie, tr´bacz i akordeo-nista, popijali. Nawet ktoÊ z ZMS napisał w gazecie, ˝e w zespole gra sama młodzie˝, bo reszta pijana. – Kim był ten drugi przedstawiciel młodzie˝y? – Janek Solak, jeszcze młodszy ode mnie. Grał na perkusji, ale był po szko- le muzycznej na skrzypcach. I jak panowie byli przyci´ci i nie grali, to radzi- liÊmy sobie tak: Janek grał na b´bnach, a obok le˝ały skrzypce i brał je, ˝eby zagraç ze mnà temat. Tak wi´c jakoÊ tam było… A jak ju˝ nie mogliÊmy, bo ci´˝ko si´ tak pracowało, to Janek wkładał palec do oprawki od ˝arówki. Ro- bił spi´cie i nie było Êwiatła w całej restauracji. I szliÊmy do domu. Takie pa- tenty były, bo miał w sobie coÊ niesamowitego – takà odpornoÊç na pràd… Z tej kapeli wyrwano mnie póêniej do innej. – A co ze szkołà? – Poniewa˝ dwie ostatnie klasy robiłem w wieczorówce, jakoÊ dawało si´ to pogodziç. – Mimo wszystko trudno uwierzyç, ˝e rodzice nie mieli obiekcji… – Byli jednak zwiàzani z muzykà poprzez swoje rodziny. Naprawd´ nie mieli mi specjalnie za złe. Ale kiedy po paru miesiàcach powiedziałem im, ˝e b´d´ grał w zespole Romka Albrzykowskiego, to mnie wyÊmiali. Zespół Al- brzykowskiego był wtedy w Rzeszowie najbardziej znanà, najbardziej lubia- nà kapelà. Albrzykowski grał na akordeonie, póêniej – na saksofonie… Charakterystyczne dla nich było to, ˝e na zabawie w klubie grali w składzie cztero-, pi´cioosobowym, a na du˝ych imprezach – w big-bandzie. – Jak doszło do tego twojego awansu? – Grałem w kolejnej knajpie i przyszedł pan Albrzykowski ze swoimi mu- zykami. I poprosił mnie do swojego stolika. Byłem wtedy gówniarz, dziewi´t- naÊcie lat… Do tego wystraszony niesamowicie. A za dwa dni ju˝ grałem u niego. I bardzo mile to sobie wspominam. Był to zespół z dyscyplinà. W tym wieku mogłem zaczàç piç czy coÊ takiego. U Albrzykowskiego nie było proble- mu, bo nie tolerował picia. ˚adnego alkoholu. I ˝adnego palenia papierosów… – RzeczywiÊcie wtedy nie paliłeÊ? – Zaczàłem paliç dosyç póêno jak na faceta – w dwudziestym pierwszym roku ˝ycia. Zaczynałem od rarytasów, miały bardzo miły zapach. Póêniej pa- liłem piasty… Przez jakiÊ czas sam sobie kr´ciłem papierosy. Teraz ju˝ mi si´ nie chce… Wydaje mi si´, ˝e na tyle jestem silny, ˝e mógłbym rzuciç pa- lenie, ale nigdy nie próbowałem… MOJE TAŚMY • CZĘŚĆ I 31 – Porozmawiajmy o innym nałogu muzyków: dziewczyny. – Zawsze jakieÊ kobiety przewijały si´ przez moje ˝ycie. Jedne za mnà biegały, za innymi ja biegałem. Mama zbierała ich zdj´cia. A póêniej troch´ si´ ustatkowałem. – Dlaczego rozstałeÊ si´ z Albrzykowskim? – KiedyÊ usłyszeliÊmy Mir´, jak Êpiewała w jakimÊ radiowym konkursie. A ˝e ju˝ jà wczeÊniej poznałem, postanowiliÊmy jà odszukaç. W koƒcu przy- jechała, ale niedługo poÊpiewała u Albrzykowskiego. Oboje postanowiliÊmy si´ stamtàd zerwaç, bo zacz´ło si´ robiç ciasno… – Jak ci było u niego do tego czasu? – Nie mogłem narzekaç. Pograłem sobie wszystkiego po trochu. Chyba nieêle dawałem sobie rad´, bo od razu wskoczyłem na takiego pomocnika Romka. – Czy miałeÊ wtedy czas na słuchanie muzyki ze Êwiata? – Du˝o si´ nasłuchałem, bo miałem znajomego w rzeszowskim radiu. Z tamtego okresu pami´tam przede wszystkim Louisa Prim´, jego płyty. By- łem zakochany w tym, co robił. Ekspresyjna muzyka, du˝o swingu. – A rock? – Chyba właÊnie Rzeszów, za sprawà Ryszarda Atamana – pierwszy za- czàł nadawaç muzyk´ rockowà. NajwczeÊniej w Polsce. I du˝o tego dawali. Mnie to te˝ interesowało. Gdyby tak nie było, nie poszedłbym kiedyÊ na im- prez´ Niebiesko-Czarnych… SPIS RZECZY INTRO 5 MOJE TAŚMY Część I 8 MOJE TAŚMY Część II 160 JEGO PŁYTY 206 DATY I CYTATY 312 Niedostępne w wersji demonstracyjnej. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki w serwisie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: