Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00579 008059 13443120 na godz. na dobę w sumie
Tajemnica starego kominka - ebook/pdf
Tajemnica starego kominka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-65227-55-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opowiadanie „Tajemnica starego kominka” jest pierwszym z serii dodatków do książek-uzupełnień pomiędzy powieściami. Wydarzenia mają miejsce w tym samym czasie, kiedy bohater powieści „Gdzie jest twój dom, Podróżniku?”, Piotr Tymowski, poznaje swoje pochodzenie z Edenu. Eden to świetnie zorganizowane państwo z królem na czele, ale rządzone sprawiedliwie i demokratycznie. Przed I wojną światową z nieznanych przyczyn mieszkańcy Edenu musieli opuścić swoje rajskie życie i wmieszać się w tłum mieszkańców Ziemi. Zmuszeni zostali do ukrywania się przed swoimi twórcami — Syndykat Skrybów. W Edenie pozostała jedynie garstka ludzi mających za zadanie utrzymanie pracy urządzeń i przypilnowanie, żeby spowolnić degradację samej wyspy.

O tym wszystkim dowiaduje się Edyta, potomkini w prostej linii kogoś wysoko postawionego w Edenie. Edyta nie miała o tym pojęcia. Po stracie rodziców, wychowywali ją wujostwo, którzy trzymali wszystko w tajemnicy. Nie zdążyli jej przekazać swojej wiedzy, gdy zaczęły następować po sobie dziwne wydarzenia, ktoś zapolował na Edytę i czegoś od niej oczekiwał. Dziewczyna otrzymuje niespodziewanie pomoc…

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

W małym sennym, francuskim miasteczku mieszkała pewna niespokojna dusza o imieniu Edyta. Dziewczyna miała środkowoeuropejski typ urody: ciemne włosy, piwne oczy, nieco ciemniejszą karnację, była szczupła i mierzyła sobie sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Jej rodzina zamieszkała we Francji stosunkowo niedawno, bo dopiero po roku 1914. Ponieważ dziewczyna straciła rodziców dawno temu, wychowywali ją niemogący mieć dzieci krewni, którzy traktowali ją jak własne, upragnione dziecko, chociaż nieustannie ściągała na siebie przeróżne kłopoty, nie mogąc w ogóle usiedzieć na miejscu. Co najmniej raz w tygodniu do domu dziewczynę odwoziła policja. Oczywiście jej występki nie należały do karalnych i bardziej cechowało ją zachowanie polegające na posiadaniu innego zdania od innych, opartego na zachowaniu godności i honoru. Jej życie uległo zmianie w chwili wycieczki wraz z opiekunami do Hiszpanii. Miała wówczas osiemnaście lat. Nie mogła się spodziewać, że wszystko co kocha, straci w jednej chwili. Siedziała właśnie z rodziną przy stoliku na hotelowym patio. Ciotka Adèle, średniego wzrostu długowłosa szatynka, ubrana w kolorową sukienkę. Wujek Simon, mimo wieku, był przystojnym mężczyzną. Miał na sobie koszulę w kolorowe wzory i dżinsy. — Musimy porozmawiać — oświadczył wujek. — Czy po raz kolejny musimy się przeprowadzić? — bardziej stwierdziła, niż zapytała Edyta. — Wszystko wynika z konieczności — odrzekła ciotka. — Inni ludzie mieszkają przez lata w jednym miejscu. Dlaczego my nieustannie zmieniamy miejsce zamieszkania? — indagowała dziewczyna. — Wszystkiego dowiesz się w odpowiednim czasie… — obiecała ciotka. Edyta zastanowiła się przez chwilę. Tak naprawdę niewiele wiedziała o swoich rodzicach i ich śmierci. Nieustannie zmieniali miejsce zamieszkania. Wcześniej uznawała, że te ciągłe przeprowadzki mają związek ze zmianą pracy wujka. Ciotka nigdy nie pracowała, a wujek zajmował się sprzedażą oprogramowania do komputerów. — Może więc zamieszkamy na jachcie? — zaproponowała Edyta, nie wiedząc czemu, w języku polskim. — Nie po polsku! — syknął wujek. Od zawsze w ich domu rozmawiali w trzech językach: francuskim, polskim i hiszpańskim, ale jednak wszędzie poza domem mówili wyłącznie po francusku. — Na jachcie? — oburzyła się ciotka. — A tak — przyznała Edyta. — Dom byłby zawsze ten sam, a zmienialibyśmy tylko miejsca. — Jacht zupełnie odpada — odrzekł wujek. — Nie odpowiadają mi warunki, kiedy nieustannie kołysze. — Idę na spacer! — oświadczyła Edyta. Wujostwo w milczeniu obserwowało jej sylwetkę, aż zniknęła im z oczu. — Jest taka żywa, niespokojna — stwierdziła ciotka. — Przede wszystkim nieświadoma — westchnął wujek. — Niech się cieszy póki może, nie odbierajmy jej najpiękniejszych lat! — Tak niewiele czasu jej zostało… Tymczasem Edyta spacerowała po zabytkowej części miasta, zachwycając się starożytną architekturą, która przetrwała do dziś w stanie nienaruszonym. Kamienna zabudowa domów robiła na niej ogromne wrażenie. Edyta wracała właśnie z samotnego spaceru po mieście, gdy dostrzegła pożar hotelu, w którym aktualnie przebywała z rodziną. Wokół zgliszczy stało kilkanaście pojazdów z błyskającymi niebieskimi sygnałami na dachach. Wozy strażackie, policyjne i karetki pogotowia. Policja zabezpieczyła teren taśmą, rozciągając ją między pachołkami. Cywile wokół stali wpatrzeni w zabiegi służb ratunkowych, kilka osób nawoływało swoich bliskich. Edyta rozglądała się niespokojnie, ale nigdzie nie dostrzegła wujostwa. Zaniepokojona podeszła do najbliższego policjanta. — Mieszkałam w tym hotelu z rodziną — zagadnęła, pokazując dokumenty. Policjant skinął, aby poszła za nim i zaprowadził dziewczynę do policyjnej furgonetki, gdzie urządzono kryzysowy sztab zarządzania. Policjant zagadnął swojego zwierzchnika, by podszedł do Edyty, a sam wrócił na swoje miejsce. — Proszę usiąść — odezwał się policjant łagodnym tonem głosu. Edyta usiadła, spodziewając się usłyszeć najgorsze wieści. — Pani ciotka i wujek zostali odnalezieni martwi. Spłonęli w swoim pokoju. Dziewczyna pochyliła głowę, a z jej oczu popłynęły łzy. — Służby przygotowały miejsca w innym hotelu dla ocalałych… Nie słyszała słów, które do niej kierował policjant. Jej świat leżał w gruzach, a rzeczywistość przestała istnieć. — Czy mogę zobaczyć ich ciała? — zapytała. — Niestety — zaprzeczył policjant. — Widok nie jest przyjemny, bo ciała zostały zwęglone w pożarze. Identyfikacji dokonano na podstawie noszonej biżuterii… Edyta odwróciła się i bez słowa odeszła. Została na świecie sama, samiuteńka. W pożarze straciła też cały swój dotychczasowy stan posiadania, przy sobie miała jedynie małą damską torebkę z dokumentami i niewielką sumą pieniędzy. Usiadła na ławce i popadła w nieokreślony stan umysłu, w którym myśli zdominowała i wyparła totalna pustka. Nie zauważyła, kiedy przyszedł wieczór i zapadła noc. Siedziała tak do rana na ławce nieopodal spalonego budynku i obserwowała służby ratunkowe przeszukujące zgliszcza. Nie czuła wieczornego chłodu, ani nie dostrzegła nadejścia poranka. Wspominała opiekunów, jak wiele zrobili dla niej w życiu. Nie zauważyła zatrzymującej się za jej plecami karetki pogotowia. Ktoś w lekarskim fartuchu stanął za nią, a jakieś dwie inne osoby w tym czasie usiadły na ławce po obu stronach dziewczyny. Nagle osobnik stojący za nią zrobił jej zastrzyk, podczas gdy ci po bokach przytrzymali, gdyby usiłowała stawiać nieznaczny opór. Następnie umieszczono ją na noszach i zaniesiono do karetki, która natychmiast odjechała. Dobrze zorganizowane zajście trwało niespełna dwie minuty. Ocknęła się w łóżku, do którego została przywiązana. Rozejrzała się nieco nieprzytomnie. Ściany pomieszczenia pomalowano na biało, a całe wyposażenie stanowił sprzęt medyczny. W chwilę po tym, jak otworzyła oczy, do pokoju wszedł zakapturzony mężczyzna ubrany w coś, co przypominało mnisi habit w kolorze brudnego brązu. Kaptur miał głęboko zaciągnięty na twarz i trudno byłoby dostrzec rysy jego twarzy. Osobnik usiadł na stołku przy łóżku. — Co ja tu robię? — zapytała zdecydowanie. Mężczyzna obrzucił ją chłodnym spojrzeniem.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tajemnica starego kominka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: