Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00584 008064 13443139 na godz. na dobę w sumie
Tajemnice Skyle, t. IV /seria Blask Corredo/ - ebook/pdf
Tajemnice Skyle, t. IV /seria Blask Corredo/ - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 536
Wydawca: W drodze Język publikacji: polski
ISBN: 9788370339951 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Po raz kolejny Mori Sedun wkracza w świat pełen tajemnic i niespodzianek. Po niezwykłych wydarzeniach w trakcie Festiwalu Tańca Mori postanawia pozostać na wyspie Skyle i poznać jej historię oraz mieszkańców. Okazuje się, że nie będzie to łatwe, bo pytania mnożą się na każdym kroku, a nowo poznani ludzie są równie nieprzeciętni jak ona sama. Do tego wszystkiego dochodzi smutek wywołany kłótnią z Darkiem. Chłopak jest zły na Mori, że postanowiła zostać na obcej wyspie, kiedy on wyrusza na niebezpieczną wyprawę do tajemniczych ruin ukrytych w piaskach pustyni. Tymczasem przyjaciółka Mori, Arta, poznaje młodego arystokratę, nie bez powodu zwanego Szalonym Baronem i sama nie wie, czy czuje do niego niechęć, czy może... miłość.

Agnieszka Grzelak w czwartym tomie „Blasku Corredo” kontunuuje opowieść pełną magii i niesamowitych zdarzeń. Jak poradzą sobie bohaterowie w nowych sytuacjach? Czy Mori odkryje tajemnice Skyle i spotka jeszcze Darka? Co zrobi Szalony Baron, żeby zdobyć uczucie Arty? Oto historia, którą czyta się jednym tchem aż do samego finału!

Seria Blask Corredo:

Tom 1 - Herbata Szczęścia

Tom 2 - Córka Szklarki

Tom 3 - Ścieżki Avenidów

Tom 4 - Tajemnice Skyle

Tom 5 - Szkoła LaOry

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Książka dostępna również jako E-BOOK wszystko o literaturze Copyright © by Agnieszka Grzelak 2015 Redaktor Lidia Kozłowska Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk Projekt okładki Dagna Krzystanek ISBN 978-83-7033-988-3 Wydanie I Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o., 2015 ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82 www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl Druk i oprawa: NASZA DRUKARNIA, Żerniki k./Poznania Druk na papierze Ecco Book Cream 70 g, vol. 2,0, fi rmy Antalis Wstęp Cała ta historia zaczęła się przed kilkoma tysiącami lat, kiedy istoty z Corredo zaczęły pojawiać się w świecie ludzi. Ich obecność, czasem prawie niezauważalna, a in- nym razem odciskająca się niezatartym piętnem na lo- sach poszczególnych osób, dała się obserwować na prze- strzeni wieków. Wpływ ten zaznaczał się najmocniej na Wyspie Sierot – gdzie pochodzące z Corredo instruktor- ki kształciły pozbawione rodziców dziewczęta, z których większość zostawała później słynnymi i bardzo ceniony- mi artystkami. Instruktorki zostały wygnane ze swe- go świata za przestępstwa, jakich się dopuściły. Pobyt wśród ludzi nie sprawił, że stały się lepsze. Egzekwo- wały swoją władzę nad dziewczętami z bezwzględnym okrucieństwem, manipulując ich umysłami i pozbawia- jąc życia ich matki. Władcy Corredo zmuszeni byli inter- weniować. Posługując się Szklarką (jej prawdziwe imię to Thea Felicitatis), jedną z wychowanek Wyspy Sierot, doprowadzili do zagłady instruktorek. Bywało tak, że Corredianie, z sobie tylko wiadomych powodów, obdarzali niektórych przedstawicieli gatunku 5 ludzkiego szczególnymi zdolnościami. Kimś takim jest Mori, córka Szklarki. Od pierwszych chwil życia nazna- czona została dotknięciem Corredo. Potrafi ła widzieć ludzkie uczucia, przesuwać przedmioty na odległość, znała wszystkie języki i uczyła się w błyskawicznym tempie, wprawiając w konsternację własnych rodziców. Umiała wyostrzyć wzrok tak, że dostrzegała kratery na Księżycu i odległe gwiazdy, a kiedy chciała, mogła rów- nież obserwować ruch cząsteczek, z których zbudowany jest wszechświat. Razem z tymi darami zaszczepiona została w niej tęsknota za Corredo, będąca ukrytym mo- tywem wielu działań. To z jej powodu Mori zdecydowała się wkroczyć do zamieszkiwanego przez Avenidów świa- ta książek i musiała zmierzyć się z niebezpieczeństwem czyhającym w kraju Xatl. Być może pozostałaby tam na zawsze uwięziona, gdyby nie pomoc zakochanego w niej Darka Holmana. Kolejnym miejscem, do którego przywiodły ją marze- nia o Corredo, okazała się wyspa Skyle. Mori, zafascy- nowana umiejętnościami tamtejszych tancerek, posta- nowiła dołączyć do ich zespołu i wziąć udział w jednym z najważniejszych świąt wyspy – Festiwalu Tańca. Zaprosiła na ten festiwal nie tylko rodziców, ale także przyjaciół, z których większość stanowiły dawne wycho- wanki instruktorek – artystki ocalałe cudem z zagłady Wyspy Sierot. Taniec Mori wprawił w zdumienie nie tylko jej bliskich, ale także społeczność zamieszkującą wyspę Skyle. Pod koniec występu córka Szklarki zamie- niła się na moment w zielony płomień… Część I 7 Przypłynęli zaledwie przed tygodniem, a już nadszedł czas odjazdu. Powietrze przesycone było wonią kwia- tów i zapachem świeżo zaparzonej kawy. Nad domami chwiały się pióropusze palm, a po niebie krążyły mewy, napełniając powietrze histerycznymi nawoływaniami. Sedunowie siedzieli w wynajętym powozie (był to wła- ściwie zaopatrzony w drewniane ławki i pomalowany na niebiesko mały gospodarski wóz) i czekali na Mori, która ciągle się nie pojawiała. Było to do niej tak niepo- dobne, że Szklarka zaczynała się martwić, co oczywiście dostrzegł Scaber. – Ona zaraz przyjdzie, Theo – powiedział uspokaja- jąco. – Pewnie zapomniała czegoś spakować. A statek i tak bez nas nie odpłynie. – Nie wydawało ci się, że jest jakaś nieswoja? – Na pewno wyczerpały ją występy. Nie wiem, jak jej się udało w ciągu miesiąca dojść do takiej perfekcji. Była lepsza niż miejscowe tancerki. Nadal jednak nie rozumiem tego, co się stało na końcu. 1 9 Oboje wciąż mieli przed oczami kulminacyjny mo- ment tańca, kiedy Mori zamieniła się w zielony płomień. Cały amfi teatr zamarł, a potem gruchnęły takie brawa i okrzyki, że bliźnięta Ottiny rozpłakały się ze strachu. Najbardziej poruszeni byli sami mieszkańcy Skyle. Wielu z nich miało łzy w oczach, i to nie tylko kobie- ty, ale i mężczyźni. Wykrzykiwali jakieś zdania w swo- im języku. Mori rozumiała, co znaczą, ale nie chciała przetłumaczyć. Widać było, że sama też jest wzruszona i szczęśliwa. Szklarka przypomniała sobie pierwsze sło- wa wypowiedziane przez nią po zejściu ze sceny: „Przed chwilą zobaczyłam Corredo”. Nie zdążyła wtedy o nic zapytać, bo rozentuzjazmowani widzowie porwali Mori i zanieśli na górujący nad sceną, przykryty połyskliwym materiałem tron. Dopiero później miały czas na dłuższą rozmowę o tym, co się wydarzyło. W tym momencie drzwi gospody otworzyły się gwał- townie i stanęła w nich długo oczekiwana Mori. – Już jestem! – Usadowiła się obok rodziców. – Prze- praszam za spóźnienie. Musiałam… – zawahała się – coś jeszcze załatwić. Proszę jechać! – rzuciła w kierun- ku woźnicy. Konik o siwobłękitnej sierści ruszył ochoczo, zachęca- ny melodyjnymi okrzykami siedzącego na koźle mężczy- zny w haftowanej szafi rowej kamizeli. – A gdzie twój bagaż? – zainteresował się Scaber. – Wysłałaś go już wcześniej do portu? – Nie. – Mori spuściła wzrok. – Czy coś się stało? – Szklarka poczuła ukłucie niepo- koju. Jednocześnie jak zwykle zdenerwowała się, że jej każdy, nawet przejściowy stan emocjonalny nie ujdzie uwagi córki. Mori jednak nie patrzyła na nią. Siedziała ze spusz- czoną głową i bawiła się szarfą jasnożółtej sukni, którą tego dnia miała na sobie. – Zostaję tutaj – odezwała się w końcu i dopiero wte- dy spojrzała na rodziców. 10 Ach, o to chodzi! Szklarka momentalnie poczuła ulgę. Przez chwilę bała się, że ktoś skrzywdził Mori, i niepo- skromiona wyobraźnia zaczęła już produkować niezliczo- ne obrazy. Chociaż zdawała sobie sprawę, że jej niezwykła córka radzi sobie w najtrudniejszych nawet sytuacjach, wiedziała, że tam, gdzie wchodzą w grę relacje z inny- mi ludźmi, a w dodatku uczucia, Mori staje się niepew- na i wrażliwa ponad miarę. Możliwe, że z wiekiem coraz bardziej odczuwa swoją inność, a zadziwiające zdolności chwilami jej ciążą. Szklarka nieraz się zastanawiała, jak musi się czuć córka, mając cały czas przed oczami ludzkie uczucia. Na przykład kiedy rozmawia z kimś uprzejmym i uśmiechniętym, a jednocześnie widzi, że tak naprawdę jest poirytowany i pełen niechęci. – Ale dlaczego? – zabrzmiał zdziwiony głos Scabera. – Chcesz nadal ćwiczyć się w tutejszych tańcach? Wyda- wało mi się, że osiągnęłaś wszystko, co się dało. – Nie chodzi o tańce. – Mori energicznie potrząsnęła głową. – Po prostu, kiedy tylko znalazłam się na Sky- le, poczułam, że to jest świat, do którego pasuję. Mam takie wrażenie, jakbym po raz pierwszy w życiu mogła swobodnie oddychać. – Rzuciła Szklarce błagalne spoj- rzenie. – Mamo, ty wiesz, o co chodzi, prawda? Szklarka przytaknęła bez słowa. – Tutejsze domy – ciagnęła z coraz większym oży- wieniem Mori – przypominają twoje rysunki z wyspy Nut. Miejscowe tancerki tańczą podobnie do tych, które widziałam w korytarzach Avenidów, kiedy mijaliśmy z Darkiem corrediańską książkę! Tu powietrze pachnie inaczej i kolory są takie… Ma się wrażenie, że wystar- czy zrobić krok, żeby znaleźć się w Corredo. To moje miejsce! W jakiś sposób należę do tej wyspy! 11 – No tak, Corredo – mruknął sarkastycznie Scaber. – Nigdy nie zrozumiem waszej fascynacji tym światem. Kiedy o nim mowa, stoję na z góry przegranej pozycji. – Bez przesady. – Szklarka żartobliwie pacnęła go w ramię. – Przecież wracam z tobą do domu. – Tak, ale sama mówiłaś, że gdybyś nie była tak przy- wiązana do Versathis, zamieszkałabyś tutaj. – Rzeczywiście tak powiedziałaś, mamo? – ucieszyła się Mori. – Tak. – Szklarka z czułością popatrzyła na zaru- mienioną z emocji twarz dziewczyny. Rozumiała fascy- nację wyspą Skyle. Jednocześnie serce jej się ściskało na myśl, że Mori chce zamieszkać tak daleko od nich. – Długo tu zamierzasz zostać? – spytała, po raz kolejny godząc się z faktem, że nie ukryje przed córką swojego smutku. – Nie wiem. – Mori zatopiła wzrok w mijanych wła- śnie zielonych wzgórzach. – Może rok, może dłużej, a je- śli okaże się, że mi tu dobrze… – urwała. – Sama chcę się przekonać, jak będzie mi się tu mieszkało – zakoń- czyła pospiesznie. – Rozmawiałaś już o tym z Darkiem Holmanem? – Scaber rzucił jej przenikliwe spojrzenie. „O nie! O nie!” – krzyknęła w myślach Szklarka. „To jej sprawa. Po co się wtrącasz? A może się pokłócili? A może to właśnie przez niego nie chce wracać do Como? Co za brak wyczucia!” Scaber zobaczył, że Thea poczerwieniała z oburzenia i uśmiechnął się kątem ust. Mori natomiast zesztyw- niała i patrząc prosto przed siebie, oznajmiła pozornie obojętnym tonem: – Powiem mu o tym, jak przyjedziemy do portu. 12 – Aha. – Scaber uniósł w górę brwi. – Co aha?! – Mori aż podskoczyła na siedzeniu. – Po pierwsze, chciałam, żebyście to wy pierwsi wiedzieli o moich planach. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest wam przykro. Po drugie, on też wyjeżdża na kilka mie- sięcy. Profesor Logar Tragurdson zdobył w końcu fun- dusze na ekspedycję badawczą w ruiny Vadi-Kadal i za- proponował udział swoim najlepszym studentom. Dark jest jednym z nich. – W takim razie powinien cię zrozumieć – powiedział bez przekonania Scaber. Szklarka zdawała sobie sprawę, że trudniej mu za- akceptować decyzję Mori, bo nie czuje przyciągającej siły Corredo. Ona sama niemal zazdrościła córce, że będzie mogła spacerować wśród porośniętych kwiatami wzgórz, zwieńczonych kamiennymi ruinami, i zgłębiać pełną tajemniczych obietnic przestrzeń. Ross Claith mówił, że w prehistorycznych czasach Skyle zamieszka- na była przez jakąś bardzo rozwiniętą cywilizację, któ- rej ślady rozsiane są na całym obszarze wyspy. Kto wie, może miała jakiś związek z Corredo? Koła zaturkotały po bruku. Wjeżdżali do Failte – głównego miasta portowego Skyle. Białe domy z zielo- nymi drzwiami i okiennicami, dachy kryte kolorową ce- ramiczną dachówką, gdzieniegdzie rozłożysty budynek gospody o ścianach wyłożonych dużymi jak dłoń, płaski- mi muszlami – wszystko cieszyło oczy i budziło żal, że trzeba stąd wyjeżdżać. – Chciałabym jeszcze kiedyś odwiedzić to miasteczko – rozmarzyła się Szklarka. – Przybyć tu o świcie, kiedy promienie wschodzącego słońca oświetlają różowawym blaskiem ściany domów, i malować. 13 – No to przyjedź, mamo! – zawołała z ożywieniem Mori. – Przecież oboje możecie mnie odwiedzać. Tu jest tak pięknie. Tato, jestem pewna, że tobie też się spodo- ba, chociaż jesteś potwornie zazdrosny o Corredo. Scaber zaśmiał się krótko. Tak, przed Mori nic się nie ukryje – można to określić jako coś w rodzaju ekscytują- cego dyskomfortu. Miała rację, był zazdrosny o Corredo. Miał świadomość, że jakaś cząstka duszy Thei przynale- ży do tamtego świata, i to go drażniło. W tej chwili jednak bardziej niepokoiła go decyzja Mori. Nie chciał, żeby tu zostawała i nasiąkała atmosferą wyspy. Przypuszczał, że po dłuższym pobycie na Skyle powrót do zwyczajnego życia w Como czy innym mieście Północnego Kontynentu może okazać się trudny. Tego, że Mori chciałaby zamiesz- kać tu na stałe, w ogóle nie brał pod uwagę. Wóz zatrzymał się w porcie, gdzie oprócz całej fl o- tylli różnobarwnych kutrów rybackich cumował tylko jeden duży statek, który miał odwieźć gości na konty- nent. Po nabrzeżu przechadzali się przyjaciele i znajo- mi Sedunów. Wszyscy oni przybyli na Skyle kilka dni temu, żeby oglądać Mori na Festiwalu Tańca. Sama ich zaprosiła, ale teraz bała się, jak zareagują na wieść, że z nimi nie wraca. Gdyby nie fakt, że musi porozma- wiać z Darkiem, wcale nie przyjeżdżałaby do portu. Nie miała ochoty wysłuchiwać pytań, komentarzy albo krytyki. Ostateczną decyzję o pozostaniu podjęła tego ranka i jeszcze sama się z nią do końca nie oswoiła. Mimo to po raz pierwszy od występu na festiwalu czuła spokój. Przedtem, w miarę jak przybliżał się koniec pobytu na Skyle, miała wrażenie, że wymyka jej się z rąk coś cennego i unikalnego. Odjedzie i straci niepowtarzalną 14 okazję… Na co? Nie wiedziała. Kilka razy na dzień chwytał ją nagły żal, że musi opuścić wyspę. Ostatniej nocy, kiedy przewracała się bezsennie w pościeli, zda- ła sobie jasno sprawę, że naprawdę pragnie tu zostać. Rodzice będą rozczarowani i smutni, ale zrozumieją, zwłaszcza mama. Gorzej z Darkiem. Bała się jego reak- cji. Na pewno będzie niezadowolony. Chciałaby mieć już za sobą tę rozmowę. Zeskoczyła z wozu i rozejrzała się. – Hej, Mori! Nareszcie jesteś! – Arta i Fry podbiegły do niej, odłączając się od gromadki przybranych sióstr. – Już myślałyśmy, że nie wracasz. Ta wyspa jest taka cudowna, że chciałoby się na niej spędzić całe życie. – Może nie całe – przerwała Fry. – Tu pewnie nie ma takich fantastycznych balów, jakie hojnie wyprawia nasza Laszti, ale byłoby miło pomieszkać na Skyle kilka miesięcy. – Właśnie taki mam zamiar – oznajmiła z desperacją Mori. – Naprawdę? – Arta zrobiła okrągłe oczy. – Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać. Tak nagle przyszło ci do głowy, że zostajesz? – Nie „tak nagle”. Całą noc rozważałam tę decyzję. – Chyba ci zazdroszczę. Nawet ja nie mam tyle od- wagi, żeby zamieszkać gdzieś na końcu świata, z dala od Chamomilli. Muszę o tym powiedzieć dziewczynom. Ciekawe, jakie zrobią miny. – Ja im powiem! – Fry zerwała się do biegu. Mori poszukała wzrokiem Darka. Nie było go wśród ludzi zgromadzonych na nabrzeżu. Musiała go odna- leźć, zanim wieść o jej postanowieniu dotrze do niego za pośrednictwem innych. Niepotrzebnie wygadała się przed Artą i Fry. 15 – Mori! Popatrzyła w górę. Dark stał na pokładzie i machał – Idę do ciebie! – odkrzyknęła i z bijącym sercem do niej. wbiegła po trapie. Wokół Darka unosiła się chmura złocistego różu i Mori z bólem pomyślała, że ten piękny kolor za chwilę zniknie. Odetchnęła głęboko. – Dark, muszę ci coś powiedzieć. – Może poczekajmy, aż statek odcumuje. – Popatrzył jej w oczy z uśmiechem. – Teraz wszyscy wchodzą na pokład i jest straszny zgiełk. – Ale ja nie płynę z wami. Zostaję – wyrzuciła z siebie. Tak jak się spodziewała, Dark natychmiast zasnuł się fi oletem rozczarowania i ciemnogranatowymi smu- gami gniewu. – Dlaczego? – Jego twarz przybrała kamienny wyraz. – Po prostu tak czuję. Zrozum – popatrzyła na niego błagalnie – potrzebuję tego. Ta wyspa działa na mnie w szczególny sposób. Tutaj mam wrażenie, że tylko cien- ka granica oddziela mnie od Corredo. Chcę je odnaleźć. – Aha, Corredo. – Dark zacisnął szczęki i w milczeniu patrzył na krzątających się marynarzy. Mori odwróciła głowę. Nie chciała widzieć jego ko- lorów. chłodny głos. – Rozumiem, że ja się już nie liczę – usłyszała jego – Przecież niedługo wyjeżdżasz! – krzyknęła. – I też nie pytałeś mnie o zdanie! – To zupełnie co innego. – Dlaczego? – Znowu patrzyła na niego. Teraz i ona czuła narastającą złość. 16 – Bo ten wyjazd jest częścią moich studiów. – No więc przyjmijmy, że ja też odbywam tu swoje nieformalne studia nad kulturą zaginionej cywilizacji zamieszkującej kiedyś Skyle. Mogę nawet na ten temat napisać pracę. – Podparła się pod boki i patrzyła za- czepnie. – Ale ja jestem mężczyzną. – Tak? I co z tego? – Dziewczyna nie powinna sama mieszkać na jakiejś oddalonej od normalnego świata wyspie. – Więc co? Zostaniesz ze mną, żeby pilnować mojego bezpieczeństwa? A może zabierzesz mnie ze sobą na pu- stynię Kar-Gadeb? – Przez chwilę mierzyła go wzrokiem. – Oczywiście, że nie. Żadna z tych ewentualności ci się nie podoba. Wolałbyś, żebym siedziała grzecznie w Como i na ciebie czekała. A ja też chcę mieć ciekawe życie! – Ostatnimi czasy chyba nie narzekałaś na brak przygód – mruknął sarkastycznie. Mori spróbowała zapanować nad ogarniającym ją gniewem. – Nie chcę, żeby interesujące rzeczy przydarzały mi się tylko wtedy, gdy mnie ktoś porywa – powiedziała, siląc się na spokój. Oparła się o reling i popatrzyła na połyskujące w słońcu dachy Failte. Burza kolorów wokół Darka była nie do zniesienia. Nie znajdowała wśród nich najmniej- szej nawet jasnej smużki, która mogłaby jej przynieść pocieszenie albo nadzieję. – A co na to twoi rodzice? – Smutno im, jak zawsze, kiedy mamy się rozstać. Ale mnie rozumieją. Zwłaszcza mama. Ona też tęskni za Corredo. 17 – Przyzwyczaili się spełniać twoje zachcianki. – W głosie Darka brzmiała gorycz. – Jesteś rozpieszczoną jedynaczką, i tyle. – A więc tak o mnie myślisz! – zawołała z żalem. – No cóż, dobrze, że wiem. Przeczuwała, że rozmowa może okazać się trudna, ale nie spodziewała się, że będzie miała tak fatalny prze- bieg. Z każdym słowem przepaść między nią a Darkiem się powiększała. Trzeba odejść, zanim zrobi się jeszcze gorzej. – Muszę się pożegnać z rodzicami – wyszeptała przez zaciśnięte gardło. – Do widzenia, Dark. – Mori… – Przytrzymał ją za ramię. – Nie zmienisz zdania? Pokręciła przecząco głową. Cofnął rękę. – W takim razie do widzenia. Chłód w jego głosie był tak wyczuwalny, że aż zadrżała. Poszukała wzrokiem rodziców. Weszli już na pokład. Za- nim zdążyła do nich dołączyć, mama zauważyła ją i cała spowita sinoniebieskim niepokojem wyszła naprzeciw. – Mamo, chciałam… – Głos jej się załamał i łzy po- wstrzymywane podczas rozmowy z Darkiem popłynęły po policzkach. Szklarka przytuliła ją do siebie tak, żeby nikt nie wi- dział zapłakanej twarzy. – Aż tak ciężko? – spytała szeptem. Mori, łkając, skinęła głową. – Pokłóciliście się? – Po…owiedział, że jestem rozpieszczoną je… jedy- naczką. Szklarka objęła ją jeszcze mocniej i pogłaskała po włosach. Miała ochotę wytargać młodego Holmana za 18 uszy, ale jedyne, co mogła zrobić, to być w tej chwili przy Mori i chronić ją przed ciekawskimi spojrzeniami. – Jesteś moją ukochaną córeczką – wyszeptała. – A te- raz już idź, bo marynarze szykują się do wciągnięcia trapu. 2 Dark stał zasępiony przy relingu i patrzył, jak Mori szybkim krokiem opuszcza statek. Chwilę przedtem rozmawiała z panią Sedun. Widział, że płakała. Nie po- winien aż tak dać się ponieść emocjom. Decyzja Mori była oczywiście niemądra i z pewnością nie do końca przemyślana, ale bardzo w jej stylu. Popełnił błąd, przywożąc ją tutaj. Zrozumiał to w mo- mencie, gdy wpływali do zatoki Cellen i kiedy pierwsze domy Failte ukazały się ich oczom. Akurat zachodziło słońce i barwiło oranżem pobielane ściany. Pelargonie w podokiennych doniczkach miały tak intensywny ko- lor, że zdawały się płonąć. Mori patrzyła na to wszystko rozszerzonymi z zachwytu oczami i wypowiedziała dwa słowa: „Tak. Nareszcie”. Od tej chwili istniała dla niej tylko Skyle. I taniec lairn. A wszystko to miało związek z owym przeklętym Corredo. Kiedyś myślał, że Mori jest dla niego nieosiągalna, bo pochodzi z bardzo bogatej, arystokratycznej rodziny. Nie miał pojęcia, że rozdzieli ich jakaś mityczna kraina. 19 Zdał sobie sprawę, że jest obiektem czyjejś obserwacji. Ach tak. Oczywiście. To te panny od Chamomilli. Z pew- nością stanie się celem ich ataków podczas podróży. Po- czuł nieprzepartą chęć ukrycia się w kajucie, ale jeszcze bardziej pragnął po raz ostatni popatrzeć na Mori. Stała tam, na dole. Wiatr rozwiewał jej długie ciemne włosy przepasane żółtą wstążką. Wydawała się jeszcze szczu- plejsza niż zwykle. Pewnie sprawiły to tygodnie inten- sywnych ćwiczeń poprzedzających festiwal. Będzie za nią tęsknił, ale może pustynia pozwoli mu zapomnieć. Usłyszał za sobą charakterystyczny stukot laski dziadka. Kapitan Holman stanął obok niego i skierował wzrok ku oddalającemu się brzegowi. – A więc została – bardziej stwierdził, niż zapytał. Dark tylko kiwnął głową. – Nie podoba ci się to? – Oczywiście, że nie! Nie powinna tak postępować. – Jak? – Osiedlać się samotnie na jakiejś wyspie z dala od rodziny i… innych bliskich osób. – Powiedziałeś jej to? – Oczywiście! – Na pewno się rozzłościła. – Kapitan Holman z zado- wolonym uśmiechem stuknął laską w pokład. – Nie rozumiem, dlaczego cię to cieszy – burknął Dark, śledząc wzrokiem malejącą fi gurkę w żółtej sukni. – Bo mi się ta dziewczyna bardzo podoba. Kto się z nią ożeni, będzie miał ciekawe życie. – Zerknął chy- trze na Darka. – Nie ja, dziadku. Właśnie się rozstaliśmy. – Ludzie się rozstają, a potem schodzą. – Kapitan oparł się plecami o reling i wyciągnął przed siebie cho- 20 rą nogę. – Wiesz co, Dark, ty byś chyba chciał, żeby Mori była podobna do twojej siostry. Cicha, cierpli- wa, wiecznie krzątająca się po domu i z uwielbieniem wsłuchująca się we wszystko, co jej opowiada młody Timper. – Timper jest narzeczonym Annik. Są w sobie bardzo zakochani. – Dark poczuł się dotknięty lekko kpiącym tonem kapitana. – Ależ ja nie mam nic do Annik. Ostatecznie to moja wnuczka i bardzo dobra dziewczyna. Chodziło mi o to, że być może porównujesz do niej Mori. – Nie przyszłoby mi to do głowy – burknął Dark. – Są zbyt różne. A Mori w ogóle nie zachowuje się jak nor- malna dziewczyna. – Powiedziałbym raczej, że nie zachowuje się jak zwy- czajna dziewczyna. Wiesz, kogo mi przypomina? Twoją babkę Meddie. Dark nie pamiętał babki, która zmarła, kiedy jeszcze był mały. Dziadek rzadko o niej mówił, ale często poja- wiała się na kartach jego Księgi wspomnień. Wiedział, że była energiczną kobietą i wiele razy podróżowała ra- zem z mężem. – Tak, Meddie złościła się, gdy musiała zostawać w domu – rzekł kapitan, jakby odgadując myśli Darka. – Na początku nie mogłem zabierać jej ze sobą, bo byłem tylko jednym z ofi cerów, a i dzieci były małe. Ale jak tylko przejąłem dowództwo, uparła się, że będzie ze mną pły- wać. Ależ to był skandal! – zaśmiał się dziadek. – Połowa Como chodziła oburzona, ale Meddie nic sobie z tego nie robiła. To była naprawdę odważna dziewczyna. – Babcia nie chciała rozstawać się z tobą, podczas gdy Mori… 21 – Ha! I tu się mylisz! – Kapitan dźgnął Darka w ramię. – Meddie przede wszystkim chciała poznawać świat. Że- byś ty widział, co się z nią działo, gdy wpływaliśmy do ja- kiegoś nieznanego jej portu! Przestawałem istnieć. Pchała się między stragany, właziła w jakieś zaułki, dogadywała się na migi z miejscowymi kobietami. A potem wracała na pokład i opowiadała… Miała niezwykłą pamięć do szcze- gółów. To dzięki niej zacząłem spisywać swoje wspomnie- nia. Tak, twoja Mori bardzo mi ją przypomina. – Myślę, że Mori ani moja nie jest, ani nigdy nie bę- dzie – powiedział Dark, patrząc na rozmywający się za- rys brzegów Skyle. – No, to już zależy od ciebie. – Kapitan oparł się na lasce. – Muszę wracać do kajuty. Noga trochę mi się nad- wyrężyła dzisiejszego ranka. Dam sobie radę sam, ty mo- żesz zostać na pokładzie. – Wolę zejść z tobą. – Dark ujął dziadka pod ramię. Na zewnątrz czyhało na niego zbyt wiele niebezpieczeństw: państwo Sedun, pani Chamomilla, no i te dziewczyny, które nie przestają zerkać w jego kierunku. Rozmowa z dziadkiem wyeksploatowała go ponad miarę. Nie chciał mierzyć się z kolejnymi poplecznikami Mori. 3 – Czy mam odwieźźć panniennkę do gospody? – zapy- tał ze śpiewnym akcentem woźnica. Mori ocknęła się z zamyślenia. 22 Spis treści Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Część I. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Część II . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 Część III . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 359 Epilog . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 527 533 Dotychczas w serii ukazały się: TOM 1 Agnieszka Grzelak HERBATA SZCZĘŚCIA 404 strony, cena det. 35 zł 534 TOM 2 Agnieszka Grzelak CÓRKA SZKLARKI 348 stron, cena det. 35 zł 535 TOM 3 Agnieszka Grzelak ŚCIEŻKI AVENIDÓW 400 stron, cena det. 35 zł 536
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tajemnice Skyle, t. IV /seria Blask Corredo/
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: