Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00371 005842 14492884 na godz. na dobę w sumie
Tajemniczy nieznajomy - ebook/pdf
Tajemniczy nieznajomy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 216
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8277-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Laci Cavanaugh jak co roku spędza wakacje w rodzinnym Whitehorse w Montanie. Jednak tym razem nie narzeka na małomiasteczkową nudę. Ledwie oczyściła się z podejrzeń o morderstwo, jej najlepsza przyjaciółka ginie podczas podróży poślubnej. Laci wszczyna prywatne śledztwo, w którym wspiera ją Bridger Duvall, nowy znajomy. Powinna być ostrożniejsza, bo nikt tak naprawdę nie wie, po co ten tajemniczy mężczyzna pojawił się w Whitehorse i dlaczego zadaje wszystkim tak dużo pytań…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

T A V 5 M Y T W (cid:321) Z 9 9 , 2 1 A N E C 1 4 0 1 6 2 S K E D N I 1 1 / 8 0 8 R N B. J. Daniels Tajemniczy nieznajomy Tłumaczyła Melania Gruszczyńska Tytuł oryginału: The Mystery Man of Whitehorse Pierwsze wydanie: Harlequin Books, 2007 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska-Wardęcka Korekta: Małgorzata Narewska, Krystyna Barchańska-Wardęcka ã 2007 by Barbara Heinlein ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Sensacja są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8277-0 OSOBY Bridger Duvall – Dla mieszkańców Whitehorse jest zagadką. Lecz przynajmniej jedna osoba w mieś- cie zna prawdę. Laci Cavanaugh – Nie wierzy, z˙e śmierć jej naj- lepszej przyjaciółki podczas podróz˙y poślubnej była przypadkowa. Alyson Banning Donovan – Poślubiła męz˙czyznę swoich marzeń. Czyz˙by? Spencer Donovan – Nie wyglądał na mordercę, – dopóki nie prześwietlono jego mrocznej przeszłości. Glen Whitaker – Reporter chce za wszelką cenę poznać prawdę, nawet jeśli przez to straci z˙ycie. Emma Shane – Uwaz˙a, z˙e zakochiwanie się jest zabójcze. Arlene Evans – Obawia się, z˙e straciła wszelkie szanse na tytuł Matki Roku. Violet Evans – W zamknięciu inni postradaliby zmysły. aa ROZDZIAŁ PIERWSZY Laci Cavanaugh była na lekkim rauszu i za swój stan obwiniała szampan. Zazwyczaj nie piła nic mo- cniejszego od kawy, więc perlisty trunek trochę ude- rzył jej do głowy. Jednak na ślubie jej najlepszej przyjaciółki nie mogło zabraknąć szampana. Laci i Alyson przyjaź- niły się od dziecka, bo były sąsiadkami. Podobnie jak Laci, Alyson wychowywała się w domu dziadków na południe od Whitehorse w stanie Montana. Obie wy- jechały uczyć się w college’u i robić karierę, a teraz wróciły. Niestety, powrót Alyson nie był wyłącznie rados- ny. Termin jej ślubu zbiegł się w czasie ze śmiercią dziadka. Zaproszenia zostały juz˙ rozesłane, więc nie zmieniła planów, wiedząc, z˙e dziadek właśnie tego by chciał. Na weselu roiło się od gości, duz˙a sala mieniła się blaskiem świec i serpentyn, gwar rozmów mieszał się z wesołym śmiechem. Laci nigdy dotąd nie widziała przyjaciółki tak szczęśliwej, a co najlepsze, Alyson i Spencer zamie- rzali ponoć przyjechać do Whitehorse po zakończe- niu podróz˙y poślubnej. Młoda z˙ona musiała tylko namówić zakochanego w niej do szaleństwa męz˙a, co raczej nie stanowiło problemu. Laci cieszyła się 8 B. J. DANIELS z pomysłu Alyson. Snuła nawet marzenia, z˙e ich dzieci będą się razem wychowywać. Przedtem oczywiście musiał się pojawić ksiąz˙ę na białym koniu i porwać ją w ramiona, jak to się zda- rzyło Alyson. Przyjaciółka wszystko Laci opowie- działa. Twierdziła, z˙e była to romantyczna miłość od pierwszego wejrzenia. Juz˙ po dwóch tygodniach zna- jomości przedstawiła narzeczonego dziadkowi. Laci przebywała wtedy w Billings, więc nie po- znała Spencera. Po raz pierwszy zobaczyła go na obiedzie z okazji próby ceremonii ślubnej. Od razu zrozumiała, dlaczego przyjaciółka się w nim zako- chała. Był czarujący i niezwykle przystojny, a ponad- to szalał za Alyson. Laci poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Niestety, męz˙czyzn w typie Spencera nie spotykało się co dzień. Upiła kolejny łyk szampana, przyglądając się tań- czącej parze młodych. Radowało ją szczęście przyja- ciółki. Tak świetnie do siebie pasowali. Śliczna Aly- son była szczupła i miała długie, kasztanowe włosy, zaś Spencer był wysoki, ciemny i przystojny jak gwiazdor filmowy. Doskonała para. Gdy taniec się skończył, Alyson zagadnęła jed- nego z gości, a Laci obserwowała Spencera, myśląc, jak śliczne będą ich dzieci. Spencer się uśmiechał, nie odrywając wzroku od panny młodej. I wtedy to się stało. Na ułamek sekundy twarz mu się zmieniła, w jego oczach zamigotało coś mrocznego i posępnego. Trwało to tak krótko, z˙e Laci powiedziała sobie, iz˙ jej TAJEMNICZY NIEZNAJOMY 9 się tylko zdawało. Jednak wystarczająco długo, by krew w jej z˙yłach zamieniła się w lód. Kieliszek wypadł jej z ręki i z hukiem wystrzału rozbił się na parkiecie. Wpatrzona w Spencera Laci tego nie usły- szała. Miała wraz˙enie, z˙e w sali poza nimi nie ma nikogo. Spojrzał na nią, być moz˙e zwabiony brzękiem tłu- czonego szkła. Albo poczuł na sobie jej wzrok. Ich oczy się spotkały. Czas stanął w miejscu. Zamrugał, po czym się uśmiechnął, jakby sądził, z˙e zdoła ukryć fakt, iz˙ jest wyraźnie wstrząśnięty. W i e d z i a ł, z˙e go przyłapała. Laci gwałtownie odetchnęła; wcześ- niej nie zdawała sobie sprawy, z˙e wstrzymuje oddech. Jej uszy znów wypełniły muzyka i gwar rozmów. Jeden z kelnerów ruszył, z˙eby sprzątnąć odłamki szkła. Cofnęła się chwiejnie, czując zawroty głowy i mdłości. Jej przyjaciółka szepnęła coś męz˙owi do ucha, po czym oboje się zaśmiali. Spencer porwał Alyson w ramiona i tańcząc, przemierzał z nią cały parkiet. – Piękna z nich para, prawda? – zagadnęła wyso- ka brunetka, której Laci nie znała. Dusząca woń jej perfum potęgowała mdłości dziewczyny. Skinęła twierdząco, nie mogąc wykrztusić słowa; serce tłukło jej się boleśnie w piersi. Przecisnęła się do wyjścia na dziedziniec, wmawiając sobie, z˙e po- niosła ją wyobraźnia. To wina szampana. I jej wybujałej fantazji. A mo- z˙e źle odczytała jego spojrzenie. Nie była nawet pewna, czy patrzył na Alyson. 10 B. J. DANIELS Jej myśli galopowały. W oczach Spencera dostrze- gła agresję i nienawiść. A teraz jej najlepsza przyja- ciółka została jego z˙oną. I była w nim śmiertelnie zakochana. To nie miało sensu. Czemu Spencer miałby się z˙enić z Alyson, jeśli jej nie kochał? Chyba z˙e przyja- ciółka była w ciąz˙y i został do tego zmuszony. Lecz Alyson zwierzyłaby się jej z tego. Zawsze mówiła jej wszystko, czyz˙ nie? Znalazłszy się na zewnątrz, Laci wzięła kilka głę- bokich oddechów, czując łzy pod powiekami. Okrą- z˙yła tonący w ciemności budynek, oparła ręce o chro- powatą ścianę i zwymiotowała. – Na mnie wesela działają tak samo – rzekł ktoś głębokim męskim głosem za jej plecami. Zamarła ze strachu, podejrzewając przez moment, z˙e Spencer poszedł za nią. Jednak głos dobiegał ze znajdującego się obok szkolnego boiska. Męz˙czyzna w smokingu wstał z jednego z krzese- łek małej karuzeli, na którym siedział, i podszedł do niej. Podał jej papierową serwetkę, w którą była owi- nięta nóz˙ka jego kieliszka. Papier był zimny i wilgot- ny, dokładnie taki, jakiego potrzebowała. Otarła twarz, a chłodne nocne powietrze nieco ją otrzeźwiło. – Chyba coś zjadłam. – Jasne – odparł. – To przeciez˙ nie mogło być coś, co pani wypiła. – Sarkazm w jego głosie był az˙ nadto wyraźny. Był wysoki i dobrze zbudowany i wydawał jej się mgliście znajomy. Cofnęła się, uderzając plecami o ścianę. TAJEMNICZY NIEZNAJOMY 11 – Naprawdę powinna pani usiąść – poradził. – Muszę wracać na salę. – Wcale tego nie chciała. Na widok Spencera z Aly znów zrobi się jej niedo- brze ze strachu. – Proszę usiąść chociaz˙ na chwilę. – Męz˙czyzna ujął ją pod ramię i poprowadził do karuzeli. – Nic mi nie jest – zaprotestowała, ale usiadła na krzesełku, bo nogi się pod nią ugięły. – Uhm, świetnie się pani czuje – zakpił. – A gdy- by miała się pani jeszcze lepiej, to zaryłaby pani nosem w ziemię. Włoz˙yła głowę między kolana z obawy, z˙e facet ma rację. Jeszcze nigdy w z˙yciu nie zemdlała, ale dziś mógłby być pierwszy raz. Powiedziała sobie, z˙e posiedzi przez kilka minut, a potem pójdzie ostrzec Alyson. Zarazem wątpiła w sensowność tego pomysłu. Dwadzieścia dziewięć lat z˙ycia działała pochopnie. Ta nadmierna spontanicz- ność drogo ją czasem kosztowała. Czy serio myślała, z˙eby powiedzieć Alyson o ,,mrocznym, złym spojrzeniu’’ Spencera, jakie za- obserwowała? Aly nigdy jej nie uwierzy. Laci wy- jdzie w jej oczach na osobę albo zazdrosną, albo głupio podejrzliwą. – W porządku? – spytał nieznajomy, siadając obok niej. Kącikiem oka dostrzegła, z˙e dopija szampana i od- stawia kieliszek na ziemię. – Uhm – wymamrotała. Milczał, wyciągnąwszy przed siebie długie nogi w kowbojskich butach. Nosił je do smokingu. Co 12 B. J. DANIELS dziwne, w jego towarzystwie poczuła się dzięki temu bezpieczniej. Skupiła się na oddechu i przekonywaniu siebie, z˙e chyba traci zmysły. To lepsze niz˙ myślenie, z˙e jej przyjaciółka wyszła za mąz˙ za... Za kogo? Niebez- piecznego przestępcę? Seryjnego mordercę? Za ja- kiegoś psychopatę? Po kilku minutach uniosła głowę, czując się nieco lepiej, i zerknęła na swojego towarzysza. Patrzył w gwiazdy, na jego twarzy malował się wyraz spo- koju. – Lepiej? – spytał, nie patrząc na nią. – Tak. Dziękuję. Drzwi się otworzyły i na dziedziniec wysypał się roześmiany tłum gości weselnych. Zmusiła się do wstania, choć nadal kręciło jej się w głowie. – Państwo młodzi są juz˙ chyba gotowi do odjazdu – zauwaz˙ył męz˙czyzna. Laci podbiegła do podekscytowanych gości. Usły- szała odgłos zapalanego silnika. W nocne niebo unios- ła się chmura spalin, a przed drzwi podjechała limu- zyna. Za chwilę Alyson i Spencer odjadą. Przeciskając się przez tłum, dostrzegła młodą pa- rę. Spencer otoczył z˙onę ramieniem i wydawał się szukać kogoś w tłumie. – Tam jest – rzekł, wypatrzywszy Laci. – Laci! – Alyson rzuciła się do niej i objęła za szyję. – Powiedziałam Spencerowi, z˙e nie odjadę, nie poz˙egnawszy się z tobą. – Aly – odparła Laci, mocno ściskając przyjaciół- kę. – Nie chcę, z˙ebyś wyjez˙dz˙ała. TAJEMNICZY NIEZNAJOMY 13 – Przeciez˙ wracam za tydzień – zawołała ze śmie- chem dziewczyna. – Nie, posłuchaj... błagam, Aly... – Chodź, kochanie – wtrącił Spencer. Laci po- czuła jego dłoń na ramieniu. – Poz˙egnam się z Laci, a potem naprawdę musimy ruszać, jeśli chcemy zdą- z˙yć na samolot. – Nie – wymamrotała Laci, walcząc z przeczu- ciem, z˙e po raz ostatni widzi swoją przyjaciółkę. – Aly, posłuchaj, muszę ci coś powiedzieć... Spencer objął ją tak mocno, z˙e zabrakło jej tchu. Przeszedł ją zimny dreszcz, gdy nachylił głowę i szep- nął jej prosto do ucha: – Z˙egnaj, Laci. – Nie! – krzyknęła i wyrwała się z jego objęć. – Aly! Lecz Spencer juz˙ się odwrócił, wziął z˙onę na ręce i ruszył do czekającego samochodu. Tłum gości od- dzielił ich od Laci. Dziewczyna ze łzami w oczach patrzyła na ma- chającą przez tylną szybę przyjaciółkę, podczas gdy auto oddalało się szosą. Wreszcie mrok listopadowej nocy pochłonął czerwone światełka reflektorów. ROZDZIAŁ DRUGI Następnego ranka Laci Cavanaugh obudziła się z tępym bólem głowy. – Ile wczoraj wypiłaś? – zapytała swego odbicia w łazienkowym lustrze i jęknęła głucho. Przesada w piciu alkoholu nie lez˙ała w jej zwyczajach. Nawet wina nigdy nie próbowała w czasie gotowania, choć większość kucharzy tak właśnie czyniła. Po odjeździe państwa młodych druhny namówiły Laci na wypad do baru. Miała mętlik w głowie. Mgliście pamiętała, z˙e barman uprzejmie, acz stanow- czo poprosił je o opuszczenie lokalu. Musiało być juz˙ bardzo późno. Nic dziwnego, z˙e czuła się tak koszmarnie. Wpatrując się w lustro, stwierdziła, z˙e kręci jej się w głowie nie tylko z powodu alkoholu. To wina dręczącego niepokoju, który starała się wczoraj uśmie- rzyć za pomocą drinków. Chodziło o Alyson. Jej najlepsza przyjaciółka była w niebezpieczeństwie. A moz˙e to sobie ubzdurała? W jaskrawym świetle dnia Laci zwątpiła we wszyst- ko, co wydarzyło się na weselu. Co na prawdę widziała? Błysk czegoś mrocznego i niepokojącego w twarzy Spencera Donovana. Nie miała nawet pewności, z˙e patrzył wówczas na Alyson. TAJEMNICZY NIEZNAJOMY 15 To prawda, gdy spojrzał na Laci sekundę później, odniosła wraz˙enie, z˙e się zdenerwował, iz˙ go przyła- pała. Przypomniała tez˙ sobie swoje wzburzenie i przekonanie, z˙e Alyson znalazła się w niebezpie- czeństwie. Jednak dziś musiała przyznać, z˙e sądziła tak pod wpływem zbyt duz˙ej dawki szampana. I rozigranej wyobraźni, nad którą – jak twierdziła jej starsza siost- ra Laney – nie sposób było zapanować. Nawet styl, w jakim Spencer się z nią poz˙egnał, nie miał w sobie nic podejrzanego. Słowa ,,z˙egnaj, Laci’’ brzmiały przeciez˙ całkiem zwyczajnie. Jedynie fanta- zja podsunęła jej myśl, z˙e wyruszył wraz z Alyson w takim pośpiechu, bo obawiał się ostrzez˙eń Laci. Westchnęła. Jej ostrzez˙enia i tak nie zdałyby się na nic. Skrzywiła się na myśl, co właściwie mogłaby powiedzieć Alyson. ,,Widziałam, z˙e twój nowo po- ślubiony mąz˙ dziwnie na ciebie spojrzał. Jakby cię nienawidził. Myślę, z˙e on chce cię zabić’’. Zaiste, odpowiednie słowa dla kogoś, kto udaje się właśnie w podróz˙ poślubną. Powlokła się do kuchni i nalała sobie duz˙ą szklan- kę soku pomarańczowego. Z przykrością wspomnia- ła swoje wczorajsze kompromitujące zachowanie w obecności nieznajomego męz˙czyzny. Kogoś jej przypominał, ale nie potrafiła ustalić kogo. Zresztą, jakie to miało teraz znaczenie? Upiła łyk soku i zerknęła na aparat telefoniczny. Gdyby nawet mogła zadzwonić do Alyson, która znajdowała się teraz w samolocie lecącym na Hawa- je, nie zrobiłaby tego. 16 B. J. DANIELS Co właściwie mogłaby powiedzieć przyjaciółce? Spencer zdawał się być doskonałym materiałem na męz˙a. Opiekuńczy, przystojny, wykształcony, zamoz˙- ny. Alyson wprost go uwielbiała. – Mylisz się co do niego – powiedziała sobie Laci z fałszywym przekonaniem, po czym wybrała numer komórki siostry. Laney odznaczała się rozsądkiem. Właśnie dlatego Laci zazwyczaj się jej radziła. Teraz takz˙e potrzebowała porady, zadzwoniła więc, mimo iz˙ wiedziała, z˙e siostra spędza akurat swój miodowy miesiąc. Bridger Duvall stał w środku zatęchłego domu zlokalizowanego w śródmieściu Whitehorse, powta- rzając sobie, z˙e powinien był posłuchać instynktu i wyjechać z miasta. – I co pan na to? – spytała młoda agentka nieru- chomości. Była ładną blondynką, pewnie męz˙atką z małym dzieckiem, a jej twarz powlekała tak śmier- telna bladość, z˙e przypuszczał, iz˙ mogła to być jej pierwsza próba sprzedaz˙y. Co on na to? Ktoś powinien przebadać go psychia- trycznie. Rozejrzał się dookoła. Dom stał pusty co najmniej od kilku lat. Nalez˙ało wyciągnąć z tego wniosek, z˙e otwarcie jakiegokolwiek interesu w tym mieście było bardzo ryzykowne, a juz˙ restauracja zakrawała na szaleństwo. Trzeba by go całkowicie przebudować. Na szczęś- cie duz˙o prac potrafił wykonać we własnym zakresie. Stojąc tak, wyobraz˙ał sobie ceglane ściany z cie- kawą grafiką, wzdłuz˙ nich przykryte obrusami stoły, TAJEMNICZY NIEZNAJOMY 17 płonące świece, cichą muzykę w tle i dochodzący z kuchni nęcący zapach potraw. Przymknąwszy oczy, niemal czuł aromat sosu ma- rinara i słyszał cichy brzęk naczyń, gwar przyciszo- nych rozmów i oczywiście satysfakcjonujący dźwięk kasy, na której kelnerzy wybijali wysokie rachunki. – To będzie wymagało sporo pracy – zauwaz˙yła agentka. Mało powiedziane. To będzie wymagało mnóstwa pracy. Lecz w głębi serca juz˙ wiedział, z˙e w to wcho- dzi. Dom znakomicie się nadawał do jego celów, był przestronny i jasny, a cena umiarkowana. Przy odro- binie szczęścia otworzy tu lokal jeszcze przed Świę- tami Boz˙ego Narodzenia. Oczywiście nie będzie to restauracja jego marzeń. Nie w tej zapadłej dziurze. Ale skoro na razie nie moz˙e stąd wyjechać, dobrze byłoby czymś się zająć w czasie oczekiwania, nieprawdaz˙? – Sporządźmy umowę – oświadczył i dostrzegł zaskoczenie w oczach agentki. – Naprawdę? – Zniechęciła mnie pani do innych ofert w tym mieście – odparł ze śmiechem. – Być moz˙e powinnam zniechęcić pana i do tej oferty. – Szkoda pani czasu. – Znów się rozejrzał, na- dal boleśnie świadomy brudu, stęchlizny i farby obłaz˙ącej ze ścian. Mimo to... – To miejsce coś w sobie ma. Powiodła wzrokiem za jego spojrzeniem, najwyraź- niej tego nie dostrzegając.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tajemniczy nieznajomy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: