Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00383 006793 13594961 na godz. na dobę w sumie
Tajfun i inne opowiadania - ebook/pdf
Tajfun i inne opowiadania - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 135
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).
Tytułowy „Tajfun” to opowieść o parowcu „Nan-Shan”, który zmuszony jest stanąć oko w oko z tropikalnym huraganem na Morzu Południowochińskim w okresie Bożego Narodzenia. Z kolei „Amy Foster” opowiada o pięknej kobiecie, która ma w otoczeniu opinię czarownicy ze względu na swą miłość do morza i unikanie ludzi. Wszystko to jednak ulega zmianie gdy spotyka ukraińskiego rozbitka, którym postanawia się zaopiekować. Rodzące się uczucie nie przypada jednak do gustu purytańskiej społeczności.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. JOSEPH CONRAD Tajfun i inne opowiadania 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, żda(cid:276)sk 2000 3 Ile marynarz z masztu wysokiego Dokoła widzi morza w dzie(cid:276) bezwietrzny - Tak wielka była Neptunowa sala... Keats (Endymiom) 4 Tajfun 5 I Kapitan MacWhirr z parowca „Nan-Shan” miał oblicze, które w (cid:286)wiecie zjawisk fizycz- nych stanowiło dokładny odpowiednik jego umysłuŚ nie odznaczało si(cid:266) ani stanowczo(cid:286)ci(cid:261), ani głupot(cid:261)ś nie posiadało (cid:298)adnych cech wybitnychś było po prostu zwyczajne, beznami(cid:266)tne i niewzruszone. Jego wygl(cid:261)d mógł czasami sugerować co najwy(cid:298)ej nie(cid:286)miało(cid:286)ć, kiedy przesiadywał w ró(cid:298)- nych biurach na l(cid:261)dzie, ze słabym u(cid:286)miechem na opalonej twarzy i spuszczonymi oczyma. Skoro je podniósł, widać było, (cid:298)e s(cid:261) bł(cid:266)kitne i patrz(cid:261) prosto na rozmówc(cid:266). Włosy jasne i nad- zwyczaj cienkie obejmowały od skroni do skroni łys(cid:261) kopuł(cid:266) czaszki niby k(cid:266)pa puszystego jedwabiu. Natomiast zarost twarzy, koloru płomiennej marchwi, wygl(cid:261)dał jak szczeć mie- dzianego drutu przyci(cid:266)ta krótko nad lini(cid:261) ustś i choćby nie wiedzieć jak gładko si(cid:266) ogolił, kie- dy tylko poruszył głow(cid:261), ogniste, metaliczne błyski przebiegały mu po policzkach. Wzrostu był mniej ni(cid:298) (cid:286)redniego, o plecach lekko zaokr(cid:261)glonych, a ko(cid:276)czynach zbudowanych tak mocno, (cid:298)e ubrania wydawały si(cid:266) zwykle odrobin(cid:266) przyciasne na nogach i ramionach. Jakby niezdolny poj(cid:261)ć ró(cid:298)nicy klimatów na rozmaitych szeroko(cid:286)ciach geograficznych, nosił zawsze br(cid:261)zowy melonik, br(cid:261)zowy garnitur i ci(cid:266)(cid:298)kie czarne buty. Ten portowy strój nadawał jego kr(cid:266)pej postaci wygl(cid:261)d sztywnej, niezgrabnej elegancji. Cienki srebrny ła(cid:276)cuszek zegarka zwi- sał na kamizelce, a kiedy schodził na l(cid:261)d, nieodmiennie (cid:286)ciskał w pot(cid:266)(cid:298)nej, owłosionej r(cid:266)ce swój elegancki parasol w najlepszym gatunku, ale zazwyczaj nie zwini(cid:266)ty. Młody Jukes, pierwszy oficer, odprowadzaj(cid:261)c dowódc(cid:266) do trapu, zdobywał si(cid:266) czasami na delikatn(cid:261) uwag(cid:266)Ś „Pan pozwoli, panie kapitanie” (cid:326) i wzi(cid:261)wszy z szacunkiem parasol, unosił dr(cid:261)(cid:298)ek, potrz(cid:261)sał fałdami, w mgnieniu oka dokładnie je skr(cid:266)cał i oddawał kapitanowiś a min(cid:266) miał przy tym tak uroczyst(cid:261), (cid:298)e pan Salomon Rout, pierwszy mechanik, pal(cid:261)c nad (cid:286)wietlikiem swoje poranne cygaro, odwracał głow(cid:266), aby ukryć u(cid:286)miech. „Atak! Ten przekl(cid:266)ty drapak... Dzi(cid:266)kuj(cid:266) panu, dzi(cid:266)kuj(cid:266)” (cid:326) b(cid:261)kał kapitan serdecznie, nie podnosz(cid:261)c oczu. Maj(cid:261)c tyle tylko wyobra(cid:296)ni, ile trzeba na prze(cid:298)ycie ka(cid:298)dego poszczególnego dnia, był spo- kojny i pewien siebieŚ z tego samego powodu nie było w nim ani troch(cid:266) zarozumiało(cid:286)ci. Zwierzchnik obdarzony wyobra(cid:296)ni(cid:261) bywa obra(cid:296)liwy, wyniosły i trudno go zadowolićś ka(cid:298)dy za(cid:286) statek dowodzony przez kapitana MacWhirra był pływaj(cid:261)cym siedliskiem zgody i spoko- ju. Prawd(cid:266) mówi(cid:261)c kapitanowi równie trudno byłoby ulec jakiemu(cid:286) wybrykowi fantazji, co zegarmistrzowi zło(cid:298)yć chronometr bez (cid:298)adnych narz(cid:266)dzi prócz dwufuntowego młota i piły. A jednak nieciekawe (cid:298)ycie ludzi całkowicie pochłoni(cid:266)tych sprawami bie(cid:298)(cid:261)cej chwili posiada równie(cid:298) swoje tajemnice. Na przykład w wypadku kapitana MacWhirra nie mo(cid:298)na było w (cid:298)aden sposób zrozumieć, co skłoniło do ucieczki na morze tego całkiem udanego syna drob- nego sklepikarza z Belfastu. A przecie(cid:298) to wła(cid:286)nie zrobił, kiedy miał pi(cid:266)tna(cid:286)cie lat. Wystar- czyło si(cid:266) nad tym zastanowić, by wyobrazić sobie jak(cid:261)(cid:286) olbrzymi(cid:261), pot(cid:266)(cid:298)n(cid:261) a niewidzialn(cid:261) r(cid:266)k(cid:266), która wsuwa si(cid:266) w ziemskie mrowisko, chwyta za ramiona, uderza głowami o głowy i pcha nie(cid:286)wiadomych ludzi w kierunku niezrozumiałych celów, w strony, o których im si(cid:266) nawet nie (cid:286)niło. Ojciec nigdy mu w gruncie rzeczy nie wybaczył tego głupiego nieposłusze(cid:276)stwa. „Mogli- by(cid:286)my si(cid:266) obej(cid:286)ć bez niego (cid:326)mawiał pó(cid:296)niej (cid:326) ale mamy przecie(cid:298) sklep, a to nasz jedyny syn”! Po jego znikni(cid:266)ciu matka bardzo płakała. Poniewa(cid:298) nie przyszło mu na my(cid:286)l zostawić jak(cid:261)(cid:286) wiadomo(cid:286)ć o sobie, opłakiwano go jako zmarłego, dopóki po o(cid:286)miu miesi(cid:261)cach nie przyszedł pierwszy list z Talcahuano. Był krótki i zawierał stwierdzenieŚ „Mieli(cid:286)my bardzo pi(cid:266)kn(cid:261) pogod(cid:266) podczas rejsu”. Widocznie jednak w przekonaniu pisz(cid:261)cego jedyn(cid:261) wa(cid:298)n(cid:261) wiadomo(cid:286)ć stanowił fakt, (cid:298)e tego(cid:298) dnia kapitan wci(cid:261)gn(cid:261)ł go na list(cid:266) stałej załogi w stopniu zwykłego marynarza. „Bo umiem pracować” (cid:326) wyja(cid:286)nił. Matka znowu zalała si(cid:266) łzami, a ojciec wyraził swoje uczucia słowamiŚ „Tom jest osłem”. Był to za(cid:298)ywny m(cid:266)(cid:298)czyzna skłonny 6 do (cid:298)artobliwych kpin, które do ko(cid:276)ca (cid:298)ycia uprawiał w stosunku do syna, traktuj(cid:261)c go z lek- kim politowaniem, jak osob(cid:266) niespełna rozumu. Wizyty MacWhirra w domu były z konieczno(cid:286)ci rzadkie, ale w miar(cid:266) jak mijały lata, wy- syłał rodzicom dalsze listy, zawiadamiaj(cid:261)c ich o swoich awansach i podró(cid:298)ach po szerokim (cid:286)wiecie. Były w tych listach takie zdaniaŚ „okropny jest tu upał” albo „w dzie(cid:276) Bo(cid:298)ego Naro- dzenia o czwartej po południu napotkali(cid:286)my góry lodowe”. Starzy rodzice poznali w ten spo- sób nazwy wielu statków, nazwiska kapitanów, którzy nimi dowodzili, nazwiska szkockich i angielskich armatorów, nazwy mórz, oceanów, cie(cid:286)nin, przyl(cid:261)dków, obce nazwy portów drzewnych, portów ry(cid:298)owych, portów bawełnianych, nazwy wysp i (cid:326) imi(cid:266) jego dziewczyny. Nazywała si(cid:266) Lucy. Nie wpadł na pomysł, by napisać, czy mu si(cid:266) to imi(cid:266) podoba. A potem starzy zmarli. W odpowiednim czasie nast(cid:261)pił wielki dzie(cid:276) (cid:286)lubu MacWhirra, wkrótce po wielkim dniu, kiedy otrzymał swoje pierwsze dowództwo. Wszystko to wydarzyło si(cid:266) na wiele lat przed owym rankiem, kiedy w kabinie nawigacyj- nej parowca „Nan(cid:326)Shan” stwierdził, (cid:298)e barometr, któremu nie miał powodu nie ufać (cid:326) spada. Spadek barometru (cid:326) bior(cid:261)c pod uwag(cid:266) precyzj(cid:266) instrumentu, por(cid:266) roku i poło(cid:298)enie statku na kuli ziemskiej (cid:326) nie wró(cid:298)ył nic dobrego, ale czerwona twarz kapitana nie zdradzała we- wn(cid:266)trznego niepokoju. Wró(cid:298)by dla niego nie istniały i nie pojmował ich tre(cid:286)ci, dopok(cid:261)d nie stan(cid:261)ł oko w oko z przepowiedzianym faktem. „Barometr spada, to nie ulega w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci (cid:326) pomy(cid:286)lał. – Widocznie gdzie(cid:286) w okolicy tłucze si(cid:266) wyj(cid:261)tkowo paskudna pogoda”. „Nan-Shan” płyn(cid:261)ł z południa do wolnego portu Żuczou, wioz(cid:261)c towar w dolnych ładow- niach i dwustu chi(cid:276)skich kulisów powracaj(cid:261)cych po kilku latach pracy w rozmaitych pod- zwrotnikowych koloniach do swoich wiosek w prowincji Żokien. Ranek był pi(cid:266)kny, oleiste morze falowało gładko bez roziskrze(cid:276), a na niebie widać było dziwn(cid:261), biał(cid:261), mglist(cid:261) plam(cid:266) podobn(cid:261) do słonecznej aureoli. Przedni pokład zapchany był Chi(cid:276)czykamiŚ ciemne ubrania, (cid:298)ółte twarze, warkoczyki, wszystko to poprzetykane nago(cid:286)ci(cid:261) ramion, bo wiatru nie było i panował duszny upał. Kulisi wylegiwali si(cid:266), gadali, palili lub stali, gapi(cid:261)c si(cid:266) za burt(cid:266)ś niektórzy czerpali wod(cid:266) z morza i oblewali si(cid:266) wzajemnie. Paru spało na pokrywach luków, a kilka grup, po sze(cid:286)ciu, przykucni(cid:266)tych na pi(cid:266)tach otaczało (cid:298)e- lazne tace z ry(cid:298)em i male(cid:276)kimi fili(cid:298)ankami herbatyś ka(cid:298)dy za(cid:286) z tych obywateli Pa(cid:276)stwa Nie- bieskiego wiózł ze sob(cid:261) wszystko, co posiadał na (cid:286)wiecie (cid:326) drewniany kuferek z brz(cid:266)cz(cid:261)cym zamkiem i miedzianymi okuciami na rogach zawierał zdobycze pracyŚ par(cid:266) szat ceremonial- nych, kilka pałeczek kadzidła, mo(cid:298)e nieco opium, jakie(cid:286) bezwarto(cid:286)ciowe drobiazgi i niewielki zapas srebrnych dolarów zarobionych w trudzie na barkach w(cid:266)glowych, zdobytych hazardem lub drobnym handlem, wydartych pazurami ziemi, wypoconych w kopalniach, na liniach ko- lejowych, w zabójczych d(cid:298)unglach, pod ci(cid:266)(cid:298)arem ładunków (cid:326) nagromadzone cierpliwie, ukrywane starannie, strze(cid:298)one zawzi(cid:266)cie. Około dziesi(cid:261)tej krzy(cid:298)uj(cid:261)ca si(cid:266) martwa fala nadpłyn(cid:266)ła od strony Cie(cid:286)niny Żormoskiej, nie wzbudzaj(cid:261)c zbytniego niepokoju w(cid:286)ród pasa(cid:298)erów, bo „Nan(cid:326)Shan” był bardzo szeroki, miał płaskie dno i boczne st(cid:266)pki przeciwprzechyłowe, a w ogóle znany był jako okr(cid:266)t wyj(cid:261)tkowo stateczny. Pan Jukes, w chwilach wylewno(cid:286)ci na l(cid:261)dzie, o(cid:286)wiadczał, (cid:298)e „stara krypa jest tak samo solidna jak i (cid:286)liczna”. Kapitanowi MacWhirrowi nawet do głowy by nie przyszło wyra- (cid:298)ać gło(cid:286)no podobnie wyszukane pochwały. Statek był z pewno(cid:286)ci(cid:261) dobry, a przy tym wzgl(cid:266)dnie nowy. Zbudowano go w Dumbarton przed trzema laty na zamówienie firmy handlowej w Syjamie, „Bracia Sigg i Syn”. Kiedy unosił si(cid:266) ju(cid:298) na wodzie całkowicie wyko(cid:276)czony i gotów do rozpocz(cid:266)cia swoich (cid:298)yciowych zada(cid:276), wła(cid:286)ciciele stoczni przygl(cid:261)dali mu si(cid:266) z dum(cid:261). (cid:326)Sigg prosił, (cid:298)eby(cid:286)my mu znale(cid:296)li odpowiedzialnego kapitana, który by zabrał st(cid:261)d statek – odezwał si(cid:266) jeden ze wspólnikówś drugi za(cid:286), po chwili zastanowienia, odpowiedziałŚ (cid:326) 7 Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e MacWhirr jest wła(cid:286)nie na l(cid:261)dzie. (cid:326) Tak? To wy(cid:286)lij mu zaraz telegram. To akurat człowiek, jakiego nam potrzeba (cid:326) bez chwili wahania o(cid:286)wiadczył starszy. Nast(cid:266)pnego ranka MacWhirr stan(cid:261)ł przed nimi, jak zwykle spokojnyś przyjechał z Londy- nu nocnym ekspresem, po(cid:298)egnawszy si(cid:266) z (cid:298)on(cid:261) nagle i bez wylewno(cid:286)ci. Pani MacWhirr po- chodziła z dobrej rodziny, której si(cid:266) kiedy(cid:286) lepiej powodziło. (cid:326) Obejrzyjmy teraz statek, kapitanie (cid:326) powiedział starszy wspólnik i trzej m(cid:266)(cid:298)czy(cid:296)ni udali si(cid:266) na ogl(cid:266)dziny wszystkich doskonało(cid:286)ci „Nan(cid:326)Shanu” od dziobu do rufy i od dna ładowni do szczytów dwóch przysadzistych masztów. Kapitan MacWhirr zacz(cid:261)ł od zdj(cid:266)cia palta, które powiesił na kotwicznej windzie parowej, wyposa(cid:298)onej we wszelkie ostatnie udoskonalenia. (cid:326) Wuj polecił pana wczoraj listownie naszym dobrym znajomym, wie pan (cid:326) Braciom Si- gg, i na pewno zatrzymaj(cid:261) tam pana na stanowisku (cid:326) powiedział młodszy wspólnik. (cid:326) B(cid:266)dzie si(cid:266) pan mógł szczycić, panie kapitanie, dowodz(cid:261)c najbardziej sprawnym statkiem tych roz- miarów na wodach chi(cid:276)skich – dodał. (cid:326) Napisali(cid:286)cie, panowie? Dzi(cid:266)kuj(cid:266)... (cid:326) b(cid:261)kn(cid:261)ł niewyra(cid:296)nie MacWhirr, na którym odległa perspektywa takiej mo(cid:298)liwo(cid:286)ci nie zrobiła wi(cid:266)kszego wra(cid:298)enia ni(cid:298) pi(cid:266)kno rozległego krajo- brazu na krótkowzrocznym tury(cid:286)cieś a jego oczy spoczywały wła(cid:286)nie na zamku od drzwi ka- biny, do której zbli(cid:298)ył si(cid:266) zdecydowanym krokiem i, energicznie potrz(cid:261)saj(cid:261)c klamk(cid:261), powie- dział swoim cichym, powa(cid:298)nym głosemŚ (cid:326) W dzisiejszych czasach rzemie(cid:286)lnikom nie mo(cid:298)na ufać. Nowiutki zamek i nie działa. Zaci(cid:261)ł si(cid:266). Prosz(cid:266). Prosz(cid:266) zobaczyć! Skoro tylko wspólnicy zostali sami w swoim biurze po przeciwnej stronie stoczniowego placu, siostrzeniec zapytał z odcieniem pogardy w głosieŚ (cid:326) Chwaliłe(cid:286) tego człowieka przed Siggiem, ale co ty w nim wła(cid:286)ciwie widzisz, wuju? (cid:326) Przyznaj(cid:266), (cid:298)e nie ma w nim nic z romantycznego kapitana, je(cid:286)li o to ci chodzi (cid:326) odpo- wiedział oschle starszy. (cid:326) Czy jest tam gdzie mistrz stolarski z „Nan(cid:326)Shanu”?... Wejd(cid:296)cie, Bates. Jak to si(cid:266) stało, (cid:298)e(cid:286)cie dopu(cid:286)cili, (cid:298)eby ludzie Taita wsadzili wadliwy zamek do drzwi kabiny? Kapitan od razu to zauwa(cid:298)ył, tylko spojrzał. Prosz(cid:266) zamek natychmiast wymienić. Drobiazgi, Bates... pami(cid:266)tajcie o drobiazgach... Zamek został wymieniony jak nale(cid:298)y i par(cid:266) dni pó(cid:296)niej „Nan(cid:326)Shan” wypłyn(cid:261)ł na Wschód. MacWhirr nie robił ju(cid:298) (cid:298)adnych uwag na temat wyposa(cid:298)enia i nie słyszano równie(cid:298), aby powiedział choć jedno słowo, zdradzaj(cid:261)ce, (cid:298)e jest dumny z okr(cid:266)tu, wdzi(cid:266)czny za nomina- cj(cid:266) albo zadowolony z widoków na przyszło(cid:286)ć. Nie był z usposobienia ani gadatliwy, ani milcz(cid:261)cy, ale rzadko kiedy widział powód do odezwania si(cid:266). Były oczywi(cid:286)cie tematy słu(cid:298)bowe (cid:326) wskazówki, rozkazy i tym podobneś ale w jego mniemaniu przeszło(cid:286)ć była załatwiona, a przyszło(cid:286)ć jeszcze nieobecna, za(cid:286) bardziej ogólne sprawy bie(cid:298)(cid:261)ce nie wymagały komentarzy, fakty bowiem mog(cid:261) mówić same za siebie z przytłaczaj(cid:261)c(cid:261) precyzj(cid:261). Stary Sigg lubił ludzi małomównych i takich, „co do których mo(cid:298)na mieć pewno(cid:286)ć, (cid:298)e nie b(cid:266)d(cid:261) próbowali udoskonalać danych im instrukcji”. MacWhirr czynił zado(cid:286)ć tym wymaga- niom, został wi(cid:266)c zatwierdzony na stanowisku kapitana i odt(cid:261)d po(cid:286)wi(cid:266)cał si(cid:266) całkowicie ostro(cid:298)nemu nawigowaniu „Nan-Shanem” po wodach chi(cid:276)skich. Na pocz(cid:261)tku statek był zare- jestrowany jako brytyjski, ale po pewnym czasie Bracia Sigg uznali za stosowne przenie(cid:286)ć go pod bander(cid:266) syjamsk(cid:261). Na wiadomo(cid:286)ć o projektowanej zmianie Jukes stał si(cid:266) niespokojny, jakby stanowiło to dla niego osobist(cid:261) obraz(cid:266). Łaził, mrucz(cid:261)c co(cid:286) do siebie pod nosem i wybuchaj(cid:261)c od czasu do cza- su pogardliwym (cid:286)miechem. (cid:326) Co(cid:286) podobnego (cid:326) jaki(cid:286) idiotyczny sło(cid:276) z Arki Noego na banderze statku (cid:326) powiedział raz w drzwiach maszynowni. (cid:326) Niech mnie diabli... je(cid:286)li to znios(cid:266). Cisn(cid:266) to wszystko. A pan? Panu si(cid:266) niedobrze nie robi? (cid:326) Pierwszy mechanik chrz(cid:261)kn(cid:261)ł tylko z min(cid:261) człowieka, który umie ocenić dobr(cid:261) posad(cid:266). 8 Pierwszego rana, kiedy nowa bandera powiewała na rufie „Nan(cid:326)Shanu”, Jukes z niesma- kiem przygl(cid:261)dał si(cid:266) jej z mostka. Walczył przez chwil(cid:266) z własnymi uczuciami, a potem za- uwa(cid:298)yłŚ (cid:326) Dziwnie pływać pod tak(cid:261) bander(cid:261), panie kapitanie. (cid:326) Czy co(cid:286) nie tak, jak trzeba? (cid:326) zapytał kapitan MacWhirr. (cid:326) Wydaje mi si(cid:266) zupełnie w po- rz(cid:261)dku. (cid:326) I przeszedł na skrzydło mostka, by si(cid:266) lepiej przyjrzeć. (cid:326) Dla mnie jest dziwaczna (cid:326) wybuchł Jukes i wyprowadzony z równowagi, zbiegł z most- ka. Kapitan MacWhirr zdumiał si(cid:266) tym zachowaniem. Po chwili wszedł spokojnie do kabiny nawigacyjnej i otworzył swój Mi(cid:266)dzynarodowy Kod Sygnałowy w miejscu, gdzie w jaskra- wych kolorach przedstawione s(cid:261) dokładnie flagi wszystkich narodów. Przesuwał po nich pal- cem i natrafiwszy na Syjam, wpatrzył si(cid:266) z wielk(cid:261) uwag(cid:261) w czerwone pole i białego słonia. Nie mogło być nic prostszego, ale dla pewno(cid:286)ci zabrał ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) na mostek, (cid:298)eby porównać kolorowy rysunek z prawdziw(cid:261) bander(cid:261) na drzewcu flagowym na rufie. Kiedy Jukes, który tego dnia spełniał swoje obowi(cid:261)zki z hamowan(cid:261) w(cid:286)ciekło(cid:286)ci(cid:261), pojawił si(cid:266) na mostku, kapitan zauwa(cid:298)yłŚ (cid:326) Nic tej banderze nie brakuje. (cid:326) Rzeczywi(cid:286)cie? – wybełkotał Jukes, kl(cid:266)kaj(cid:261)c z rozmachem przed skrzyni(cid:261), sk(cid:261)d z furi(cid:261) wyszarpał zapasow(cid:261) link(cid:266) sondy. – Tak. Sprawdziłem w ksi(cid:261)(cid:298)ce. Dwa razy tak długa jak szeroka i sło(cid:276) dokładnie po(cid:286)rodku. Byłem pewien, (cid:298)e tutejsi ludzie potrafi(cid:261) zrobić bander(cid:266) własnego kraju. To przecie(cid:298) jasne. Nie miał pan racji... (cid:326) Ale, panie kapitanie (cid:326) zacz(cid:261)ł Jukes, wstaj(cid:261)c podniecony (cid:326)mog(cid:266) tylko powiedzieć... (cid:326) trz(cid:266)s(cid:261)cymi r(cid:266)koma szukał w zwoju ko(cid:276)ca linki. (cid:326) Ju(cid:298) dobrze, dobrze (cid:326) uspokoił go kapitan MacWhirr, siadaj(cid:261)c ci(cid:266)(cid:298)ko na swoim ulubio- nym płóciennym składanym krze(cid:286)le. (cid:326) Musi pan tylko pilnować, (cid:298)eby nie wci(cid:261)gali słonia do góry nogami, zanim si(cid:266) nie przyzwyczaj(cid:261). Jukes przerzucił now(cid:261) link(cid:266) sondow(cid:261) na przedni pokład, wołaj(cid:261)c gło(cid:286)noŚ (cid:326)Macie j(cid:261), bosmanie-nie zapomnijcie dobrze jej zmoczyć (cid:326) i z gwałtown(cid:261) stanowczo- (cid:286)ci(cid:261) zwrócił si(cid:266) do dowódcyś ale kapitan MacWhirr rozparł si(cid:266) ju(cid:298) wygodnie łokciami na po- r(cid:266)czy skrzydła. (cid:326) Bo przypuszczam, (cid:298)e to mogłoby być zrozumiane jako sygnał wzywania pomocy (cid:326) ci(cid:261)- gn(cid:261)ł. (cid:326) Jak pan s(cid:261)dzi? My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e ten sło(cid:276) przedstawia co(cid:286) w rodzaju Union Jacka na bande- rze... (cid:326) Czy(cid:298)by? (cid:326) wrzasn(cid:261)ł Jukes, tak (cid:298)e wszystkie głowy na pokładach „Nan(cid:326)Shanu” zwró- ciły si(cid:266) ku mostkowi. Potem westchn(cid:261)ł i z nagł(cid:261) rezygnacj(cid:261) w głosie dodał łagodnieŚ – Z pewno(cid:286)ci(cid:261) to by okropnie wygl(cid:261)dało. Pó(cid:296)niej tego samego dnia zaczepił pierwszego mechanika, szepcz(cid:261)c poufnieŚ (cid:326) Słuchaj no. Opowiem ci ostatni wyczyn starego. Pan Salomon Rout (cz(cid:266)sto zwany Długim Salem, Starym Salem albo Pap(cid:261) Routem), jako (cid:298)e na wszystkich statkach bywał prawie zawsze najwy(cid:298)szym członkiem załogi, wyrobił w sobie postaw(cid:266) niefrasobliwej pobła(cid:298)liwo(cid:286)ci. Włosy miał rzadkie, piaskowego koloru, blade płaskie policzki, ko(cid:286)ciste przeguby i w(cid:261)skie dłonie naukowca (cid:326) równie(cid:298) blade, jak gdyby całe (cid:298)ycie sp(cid:266)dził w cieniu. U(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) ze swoich wy(cid:298)yn do Jukesa i dalej palił, rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) spokojnie wokoło, niby dobry wujaszek gotowy wysłuchać opowiadania podnieconego uczniaka. Potem, wielce ubawiony, choć bynajmniej nie wytr(cid:261)cony z równowagi, spytałŚ (cid:326) No i rzucił pan posad(cid:266)? (cid:326) Nie (cid:326) wyrzucił z siebie Jukes znu(cid:298)onym, zniech(cid:266)conym głosem, usiłuj(cid:261)c przekrzyczeć przykry warkot wind ładunkowych „Nan(cid:326)Shanu”. Pracowały wszystkie pełn(cid:261) par(cid:261), porywa- 9 j(cid:261)c unosy towaru i wznosz(cid:261)c wysoko a(cid:298) do ko(cid:276)ca długich (cid:298)urawi, jakby tylko po to, (cid:298)eby je w biegu niedbale porzucać. Ła(cid:276)cuchy stropów zgrzytały na blokach, brz(cid:266)czały na zr(cid:266)bnicach, obijały si(cid:266) łoskotem po burcieś cały statek dygotał, a jego długie, szare burty spowite były w kł(cid:266)by pary. (cid:326) Nie (cid:326) krzykn(cid:261)ł Jukes – nie wymówiłem. Co by to dało? Równie dobrze mógł- bym rzucić swoj(cid:261) dymisj(cid:266) o t(cid:266) grod(cid:296). Nie wierz(cid:266), aby taki człowiek mógł cokolwiek zrozu- mieć. On mnie po prostu wyka(cid:276)cza. Wła(cid:286)nie w tej chwili ukazał si(cid:266) na pokładzie powracaj(cid:261)cy z l(cid:261)du kapitan MacWhirr z para- solem w r(cid:266)ceś za nim szedł pos(cid:266)pny, opanowany Chi(cid:276)czyk w jedwabnych pantoflach na pa- pierowych podeszwach, równie(cid:298) trzymaj(cid:261)cy parasol. Kapitan „Nan(cid:326)Shanu”, który swoim zwyczajem mówił cicho, spogl(cid:261)daj(cid:261)c na własne buty, oznajmił, (cid:298)e tym razem musz(cid:261) zawin(cid:261)ć do Żuczou, wi(cid:266)c pan Rout ma mieć statek pod par(cid:261) jutro punktualnie o pierwszej. Zsun(cid:261)ł kapelusz, by otrzeć pot z czoła, i o(cid:286)wiadczył, (cid:298)e nie cierpi schodzenia na l(cid:261)dś góruj(cid:261)cy nad nim pan Rout nie raczył powiedzieć słowa i palił z powag(cid:261), opieraj(cid:261)c swój prawy łokieć na lewej dłoni. Potem tym samym przytłumionym gło- sem kapitan zakomunikował Jukesowi, (cid:298)e ma nie ładować przednich pomieszcze(cid:276) mi(cid:266)dzypo- kładowych. Umie(cid:286)ci si(cid:266) tam dwustu kulisów. Żirma „Bun Hin” odsyła ich do domu. Sampan dowiezie zaraz dwadzie(cid:286)cia pi(cid:266)ć worków ry(cid:298)u do magazynu. Wszyscy ci ludzie wracaj(cid:261) po siedmiu latach pracy i ka(cid:298)dy wiezie kuferek z kamforowego drzewa -powiedział kapitan Ma- cWhirr. Trzeba kazać cie(cid:286)li poprzybijać trzycalowe listwy w rz(cid:266)dach wzdłu(cid:298) mi(cid:266)dzypokładu, (cid:298)eby skrzynie nie przesuwały si(cid:266) podczas podró(cid:298)y. Lepiej niech si(cid:266) Jukes zajmie tym od razu. (cid:326) Słyszy pan, Jukes? Ten Chi(cid:276)czyk popłynie z nimi do Żuczou – b(cid:266)dzie czym(cid:286) w rodzaju tłumacza. Jest urz(cid:266)dnikiem Bun Hina i chce obejrzeć pomieszczenie. Niech go tam Jukes za- prowadzi. Słyszy pan? Jukes pilnował si(cid:266), by we wła(cid:286)ciwym momencie wtr(cid:261)cać przepisowe „Tak jest, panie ka- pitanie”, choć mówił to bez entuzjazmu. Rzucił ostroŚ „Chod(cid:296) no, John, zrobić, zobaczyć”, i Chi(cid:276)czyk ruszył za nim krok w krok. – On chcieć patrzeć zobaczyć, to móc patrzeć zobaczyć -powiedział Jukes, który nie maj(cid:261)c zdolno(cid:286)ci do obcych j(cid:266)zyków, przekr(cid:266)cał okropnie nawet (cid:298)argon angielsko-chi(cid:276)ski. Wskazał na otwarty luk. – On złapać prima kawałek miejsce do spać, ech? Był gburowaty, jak przystało jego wy(cid:298)szo(cid:286)ci rasowej, ale nie był nieprzyjazny. Chi(cid:276)czyk smutno i bez słowa spogl(cid:261)dał w mrok luku, jakby stał nad otwartym, ziej(cid:261)cym grobem. – Nie złapać deszcz tam w dół, rozumieć? – dodał Jukes. - Jak cała taka pi(cid:266)kna pogoda, jeden kawałek kulis wyj(cid:286)ć na góra (cid:326) ci(cid:261)gn(cid:261)ł z o(cid:298)ywieniem. (cid:326) Zrobić takŚ Phuu! – Nabrał do płuc powietrza i wyd(cid:261)ł policzki. (cid:326) Rozumiesz, John? Oddy- chać... (cid:286)wie(cid:298)e powietrze. Dobre. Co? Prać swój kawałek portki, papu na góra... widzisz, John? Ruszał ustami i (cid:298)ywo gestykulował r(cid:266)koma, na(cid:286)laduj(cid:261)c jedzenie ry(cid:298)u i pranie odzie(cid:298)yś Chi(cid:276)czyk za(cid:286), pokrywaj(cid:261)c swoj(cid:261) nieufno(cid:286)ć wobec tej pantomimy spokojnym zachowaniem z odcieniem łagodnej, wytwornej melancholii, rzucał spojrzenia migdałowych oczu to na Juke- sa, to na luk. (cid:326) Baldzo doble (cid:326) mrukn(cid:261)ł cicho strapionym głosem i spiesznie prze(cid:286)lizn(cid:261)ł si(cid:266) po pokła- dzie, wymijaj(cid:261)c przeszkody na drodze. Znikł, daj(cid:261)c nura pod unos dziesi(cid:266)ciu worków juto- wych z jakim(cid:286) cennym towarem, wydzielaj(cid:261)cym odra(cid:298)aj(cid:261)cy zapach. W tym czasie kapitan MacWhirr przeszedł na mostek, do kabiny nawigacyjnej, gdzie cze- kał na(cid:276) rozpocz(cid:266)ty przed dwoma dniami list. Długie listy kapitana zaczynały si(cid:266) zawsze od słówŚ „Moja ukochana (cid:298)ono”, a steward w przerwach mi(cid:266)dzy szorowaniem podłóg i odkurza- niem skrzynek z chronometrami łapał ka(cid:298)d(cid:261) okazj(cid:266), by je czytać. Interesowały go o wiele bardziej ni(cid:298) kobiet(cid:266), dla której oczu były przeznaczone, poniewa(cid:298) zawierały drobiazgowe opisy ka(cid:298)dej poszczególnej podró(cid:298)y „Nan(cid:326)Shanu”. 10 Kapitan, wierny faktom, bo one jedynie znajdywały odbicie w jego (cid:286)wiadomo(cid:286)ci, spisywał je pracowicie na wielu stronicach. Domek, do którego adresowane były te kartki, stał na pół- nocnym przedmie(cid:286)ciu, miał skrawek ogródka przed wykuszem okiennym, szeroki, dobrze si(cid:266) prezentuj(cid:261)cy ganek i w drzwiach wej(cid:286)ciowych kolorowe szybki uj(cid:266)te w ramki na(cid:286)laduj(cid:261)ce ołów. Płacił za to rocznie czterdzie(cid:286)ci pi(cid:266)ć funtów i nie uwa(cid:298)ał, (cid:298)e czynsz jest wygórowany, bo pani MacWhirr (pretensjonalna osoba o chudej szyi i pogardliwym sposobie bycia) ucho- dziła za wytworn(cid:261) dam(cid:266) i s(cid:261)siedzi uwa(cid:298)ali j(cid:261) za „co(cid:286) lepszego”. Jedyn(cid:261) tajemnic(cid:266) jej (cid:298)ycia stanowił potworny l(cid:266)k na my(cid:286)l o powrocie m(cid:266)(cid:298)a na stałe do domu. Pod tym samym dachem mieszkała równie(cid:298) córka Lydia i syn Tom. Oboje znali ojca bardzo słabo. Był on dla nich rzadkim, ale uprzywilejowanym go(cid:286)ciem, który wieczorami palił fajk(cid:266) w jadalni i sypiał w ich domu. Mizerna dziewczynka wstydziła si(cid:266) go w gruncie rzeczy, chłopak za(cid:286) był szczerze i całkowicie oboj(cid:266)tny z niekłaman(cid:261) rozkoszn(cid:261) prostot(cid:261) wła(cid:286)ciw(cid:261) chłopi(cid:266)co (cid:326) m(cid:266)skiej naturze. Kapitan MacWhirr pisywał z Chin do domu dwana(cid:286)cie razy na rok, wyra(cid:298)aj(cid:261)c osobliwie sformułowane (cid:298)yczenia, by „polecić go pami(cid:266)ci dzieci”, i podpisywał si(cid:266) „Twój kochaj(cid:261)cy m(cid:261)(cid:298)” z takim spokojem, jak gdyby słowa te, u(cid:298)ywane od tak dawna przez tylu m(cid:266)(cid:298)czyzn, były ju(cid:298) tylko zu(cid:298)yt(cid:261) formuł(cid:261) o wyblakłym znaczeniu. Chi(cid:276)skie morza na północy i południu s(cid:261) ciasne. S(cid:261) to morza pełne zwyczajnych faktów, które mówi(cid:261) same za siebie (cid:326) wysp, mielizn, raf, bystrych i zmiennych pr(cid:261)dów (cid:326) skompli- kowanych zjawisk, które jednak przemawiaj(cid:261) do marynarza j(cid:266)zykiem jasnym i precyzyjnym. Ich wymowa tak dalece odpowiadała poczuciu rzeczywisto(cid:286)ci kapitana MacWhirra, (cid:298)e wy- niósł si(cid:266) ze swojej kabiny na dole i na dobr(cid:261) spraw(cid:266) całe dni sp(cid:266)dzał na mostku, cz(cid:266)sto jedz(cid:261)c tam posiłki i sypiaj(cid:261)c w kabinie nawigacyjnej. Tam te(cid:298) komponował swoje listy do domu. Ka(cid:298)dy bez wyj(cid:261)tku zawierał zdanieŚ „mamy w tej podró(cid:298)y doskonał(cid:261) pogod(cid:266)”, lub podobne stwierdzenie w tym sensie. I owo stwierdzenie, powtarzaj(cid:261)ce si(cid:266) z zadziwiaj(cid:261)c(cid:261) stało(cid:286)ci(cid:261), równie (cid:286)ci(cid:286)le odpowiadało prawdzie jak wszystkie inne informacje zawarte w listach. Pan Rout równie(cid:298) pisywał listyś ale nikt na statku nie wiedział, jaki potrafi być rozgadany z piórem w r(cid:266)ku, bo pierwszy mechanik miał dosyć wyobra(cid:296)ni, (cid:298)eby zamykać swoje biurko na klucz. Jego (cid:298)ona rozkoszowała si(cid:266) stylem tych listów. Byli mał(cid:298)e(cid:276)stwem bezdzietnym. Pani Rout, wesoła czterdziestoletnia kobieta, postawna i z wydatnym biustem, zajmowała wraz z bezz(cid:266)bn(cid:261) i s(cid:266)dziw(cid:261) matk(cid:261) pana Routa mały domek koło Teddington. Podczas (cid:286)niada- nia (cid:298)ywo przebiegała oczami list i rozbawionym głosem wykrzykiwała głuchej staruszce cie- kawe fragmenty, poprzedzaj(cid:261)c ka(cid:298)dy gło(cid:286)nym ostrze(cid:298)eniemŚ „Salomon powiada!” Miała te(cid:298) dar zaskakiwania obcych ludzi cytatami z Salomona, wprawiaj(cid:261)c ich w zdumienie nieznan(cid:261) tre(cid:286)ci(cid:261) i niespodziewanie (cid:298)artobliwym tonem tych wypowiedzi. Kiedy nowy wikary przyszedł z pierwsz(cid:261) wizyt(cid:261), skorzystała z okazji, by rzucić uwag(cid:266) „Salomon powiadaŚ «mechanicy pływaj(cid:261)cy na statkach poznaj(cid:261) dziwy marynarskiej natury»”, a(cid:298) urwała i wlepiła oczy w go- (cid:286)cia, zauwa(cid:298)ywszy zmian(cid:266) na jego twarzy. (cid:326) Salomon... Ach!... Prosz(cid:266) pani (cid:326) j(cid:261)kał si(cid:266) młody człowiek, czerwieniej(cid:261)c. (cid:326) Musz(cid:266) wy- znać... (cid:298)e nie... (cid:326) To mój m(cid:261)(cid:298) — wykrzykn(cid:266)ła, z rozmachem opieraj(cid:261)c si(cid:266) w krze(cid:286)le. U(cid:286)wiadomiwszy so- bie komizm sytuacji, p(cid:266)kała ze (cid:286)miechu, pocieraj(cid:261)c oczy chusteczk(cid:261), podczas gdy wikary siedział z wymuszonym u(cid:286)miechem na twarzy, poniewa(cid:298) nie znaj(cid:261)c wesołych kobiet, pewien był, (cid:298)e ma do czynienia z osob(cid:261) ci(cid:266)(cid:298)ko chor(cid:261) umysłowo. Potem jednak zostali doskonałymi przyjaciółmi, bo kiedy przestał j(cid:261) podejrzewać o celowy brak uszanowania, stwierdził, (cid:298)e jest osob(cid:261) wielkiej zacno(cid:286)ciś z biegiem czasu nauczył si(cid:266) te(cid:298) bez mrugni(cid:266)cia okiem wysłuchiwać innych urywków Salomonowej wiedzy. (cid:326) Co do mnie (cid:326) cytowała kiedy(cid:286) pani Rout słowa m(cid:266)(cid:298)a (cid:326) wol(cid:266) jako kapitana najgłupsze- go osła ni(cid:298) łobuza. Na głupca zawsze jest sposób, ale łobuz jest sprytny i wykr(cid:266)tny. (cid:326) To wzniosłe uogólnienie odnosiło si(cid:266) do osoby kapitana MacWhirra, którego prawo(cid:286)ć była oczywista jak wielka bryła gliny. Pan Jukes za(cid:286), który nie miał zdolno(cid:286)ci do uogólnie(cid:276), a nie 11 był ani (cid:298)onaty, ani zar(cid:266)czony, miał zwyczaj w inny sposób zwierzać si(cid:266) staremu koledze i daw- nemu współtowarzyszowi w (cid:298)egludze, obecnie drugiemu oficerowi na transatlantyku. Przede wszystkim rozwodził si(cid:266) na temat korzy(cid:286)ci rejsów handlowych na Wschodzie, da- j(cid:261)c do zrozumienia, (cid:298)e góruj(cid:261) one nad (cid:298)eglug(cid:261) atlantyck(cid:261). Wychwalał niebo, morze, statki i łatwo(cid:286)ć (cid:298)ycia na Dalekim Wschodzie. Twierdził, (cid:298)e „Nan(cid:326)Shan” nie ust(cid:266)puje (cid:298)adnemu in- nemu statkowi. „Nie mamy galonów na mundurach, ale jeste(cid:286)my tu sobie braćmi (cid:326) pisał. (cid:326) Jadamy wszy- scy razem i karmi(cid:261) nas jak tuczniki... Smoluchy s(cid:261) przyzwoici jak rzadko, a stary Sal, pierw- szy mechanik, to nudna tyka. Jeste(cid:286)my w przyja(cid:296)ni. Co do Starego, to trudno o spokojniejsze- go kapitana. Czasem si(cid:266) zdaje, (cid:298)e nie ma do(cid:286)ć rozumu, by zauwa(cid:298)yć niedoci(cid:261)gni(cid:266)cia. A jednak tak nie jest. Nie ma mowy. Jest kapitanem ju(cid:298) od dobrych paru lat. Nie popełnił (cid:298)adnego wyra(cid:296)nego głupstwa i daje sobie rad(cid:266) ze statkiem, nikogo nie zadr(cid:266)czaj(cid:261)c. Wydaje mi si(cid:266), (cid:298)e jest za t(cid:266)py, (cid:298)eby mu sprawiło przyjemno(cid:286)ć zrobienie awantury. Nigdy go nie na- bieram. Wstydziłbym si(cid:266). Zdaje si(cid:266), (cid:298)e poza zwykłym tokiem zaj(cid:266)ć nie rozumie nawet poło- wy z tego, co si(cid:266) do niego mówi. Czasem na(cid:286)miewamy si(cid:266) z niego, ale na dłu(cid:298)sz(cid:261) met(cid:266) nudno przebywać z takim człowiekiem. Stary Sal twierdzi, (cid:298)e on nie jest bardzo rozmowny. Roz- mowny! Bo(cid:298)e, zmiłuj si(cid:266)! On w ogóle si(cid:266) nie odzywa. Którego(cid:286) dnia gadałem z jednym z mechaników, stoj(cid:261)c pod skrzydłem mostka, i widocznie musiał nas usłyszeć. Id(cid:266) na gór(cid:266) ob- j(cid:261)ć wacht(cid:266), a on wychodzi z kabiny nawigacyjnej, rozgl(cid:261)da si(cid:266) dookoła uwa(cid:298)nie, zerka na (cid:286)wiatła burtowe, rzuca okiem na kompas, zezuje na gwiazdy. To jego zwykły obrz(cid:261)dek. Po chwili mówiŚ «Czy to pan rozmawiał teraz na lewym korytarzu?» «Tak, panie kapitanie». «Z trzecim mechanikiem?» «Tak, panie kapitanie» Przechodzi na praw(cid:261) burt(cid:266), zasiada na swoim składa- nym stołeczku pod osłon(cid:261) przeciwwiatrow(cid:261) i przez chyba pół godziny nie daje znaku (cid:298)ycia, tyle (cid:298)e usłyszałem, jak raz kichn(cid:261)ł. Potem słysz(cid:266), jak wstaje i przechodzi do mnie na lew(cid:261) burt(cid:266). «Nie pojmuj(cid:266), sk(cid:261)d wy bierzecie tematy do rozmowy (cid:326) mówi. (cid:326) Przez bite dwie go- dziny. Nie mam o to pretensji. Ludzie na l(cid:261)dzie robi(cid:261) to całymi dniami, a wieczorem siadaj(cid:261) i, popijaj(cid:261)c, gadaj(cid:261) dalej. Chyba w kółko to samo. Nie pojmuj(cid:266)». Słyszałe(cid:286) kiedy co(cid:286) podobnego? A taki był przy tym cierpliwy. Zrobiło mi si(cid:266) go całkiem (cid:298)al. Ale czasem bywa te(cid:298) niezno(cid:286)ny. Oczywi(cid:286)cie człowiek nie zrobiłby mu nic na zło(cid:286)ć - nawet gdyby si(cid:266) to miało udać. Ale i tak nie warto. On jest tak niebywale naiwny, (cid:298)e nawet gdyby(cid:286) mu zagrał na nosie, to by si(cid:266) tylko gł(cid:266)boko zastanowił, co ci si(cid:266) stało. Powiedział mi raz całkiem po prostu, (cid:298)e trudno mu zrozumieć, dlaczego ludzie zawsze tak dziwnie si(cid:266) za- chowuj(cid:261). Jest zbyt t(cid:266)py, (cid:298)eby si(cid:266) nim w ogóle przejmować, i to jest fakt”. Tak oto pisał Jukes do swego kolegi w (cid:298)egludze atlantyckiej, otwieraj(cid:261)c przed nim swoje serce i puszczaj(cid:261)c wodze fantazji. Dawał wyraz swoim gł(cid:266)bokim przekonaniom. Nie warto było starać si(cid:266) zaimponować ta- kiemu człowiekowi. żdyby (cid:286)wiat pełen był takich ludzi, (cid:298)ycie stałoby si(cid:266) dla Jukesa zapewne nudne i pozbawione uroku. Nie był w swych pogl(cid:261)dach odosobniony. Nawet morze zdawało si(cid:266) dzielić jego łagodn(cid:261) wyrozumiało(cid:286)ć i nigdy nie usiłowało zaskoczyć tego milcz(cid:261)cego człowieka, który rzadko podnosił wzrok i zasklepiony w swojej niewinno(cid:286)ci przemierzał oce- any, maj(cid:261)c tylko jeden wyra(cid:296)ny celŚ zarobić na jedzenie, odzienie i dach nad głow(cid:261) dla trzech osób na l(cid:261)dzie. Oczywi(cid:286)cie znał i sztormow(cid:261) pogod(cid:266). Bywał przemokni(cid:266)ty, n(cid:266)kany niewygo- dami i zwykłym zm(cid:266)czeniem, które odczuwa si(cid:266) w danej chwili i szybko potem zapomina. Dlatego te(cid:298) jego wzmianki o pi(cid:266)knej pogodzie były, ogólnie bior(cid:261)c, uzasadnione. Nie miał jednak najmniejszego poj(cid:266)cia o niezmierzonej sile i dzikiej furii (cid:298)ywiołu, furii, która wyczer- puje si(cid:266), ale nigdy nie zna zaspokojenia (cid:326) gniewnej furii rozw(cid:286)cieczonego morza. Wiedział tylko, (cid:298)e istnieje, podobnie jak my wiemy o istnieniu przest(cid:266)pstw i podło(cid:286)ciś słyszał o tym, podobnie jak miłuj(cid:261)cy spokój mieszkaniec miasta słyszy o bitwach, głodzie i powodziach, nie wiedz(cid:261)c, czym te kl(cid:266)ski s(cid:261) naprawd(cid:266) (cid:326) choć mógł być nawet kiedy(cid:286) wmieszany w uliczn(cid:261) 12 awantur(cid:266), raz nie zje(cid:286)ć kolacji albo przemokn(cid:261)ć do szpiku ko(cid:286)ci w ulewnym deszczu. Kapitan MacWhirr pływał po powierzchni oceanów, jak niektórzy ludzie prze(cid:286)lizguj(cid:261) si(cid:266) po latach (cid:298)ycia, by łagodnie zapa(cid:286)ć w spokojny grób, nie(cid:286)wiadomi (cid:298)ycia do ostatka, nie widz(cid:261)c, ile w nim zdrady, brutalno(cid:286)ci i przera(cid:298)enia. I na morzu, i na l(cid:261)dzie zdarzaj(cid:261) si(cid:266) ludzie tak uprzywi- lejowani (cid:326) lub tak lekcewa(cid:298)eni przez los albo morze. II Widz(cid:261)c, (cid:298)e barometr stale spada, kapitan MacWhirr my(cid:286)lał sobieŚ ,,Jaka(cid:286) paskudna pogoda tłucze si(cid:266) po okolicy”. Tak sobie wła(cid:286)nie pomy(cid:286)lał. Do(cid:286)wiadczył ju(cid:298) kiedy(cid:286) dosyć paskudnej pogody (cid:326) wyraz paskudna w odniesieniu do pogody oznacza umiarkowane tylko kłopoty dla marynarza. żdyby dowiedział si(cid:266) z jakiego(cid:286) autorytatywnego (cid:296)ródła, (cid:298)e koniec (cid:286)wiata nast(cid:261)pi na skutek katastrofalnych zakłóce(cid:276) atmosferycznych, przyj(cid:261)łby t(cid:266) wiadomo(cid:286)ć jedynie w sen- sie zapowiedzi paskudnej pogody, poniewa(cid:298) nie znał dotychczas (cid:298)adnych kataklizmów, a prze- konanie nie musi i(cid:286)ć w parze ze zrozumieniem. M(cid:261)dro(cid:286)ć jego ojczyzny znajdowała wyraz w ustawie parlamentarnej, zgodnie z któr(cid:261), zanim uznano go za odpowiedzialnego dowódc(cid:266) statku, musiał odpowiedzieć na pewne proste pytania dotycz(cid:261)ce sztormów wirowych (cid:326) jak huragany, cyklony, tajfunyś najwidoczniej odpowiedział na nie, skoro był teraz kapitanem „Nan(cid:326)Shanu” na Morzu Chi(cid:276)skim, w sezonie tajfunów. Ale je(cid:286)li nawet kiedy(cid:286) na te pytania odpowiedział, to teraz nic ju(cid:298) nie pami(cid:266)tał. Zdawał sobie jednak spraw(cid:266), (cid:298)e bardzo mu doku- cza wilgotny upał. Wyszedł na mostek, ale i to nie przyniosło ulgi. Powietrze wydawało si(cid:266) g(cid:266)ste. Chwytał je z wysiłkiem jak ryba i zacz(cid:261)ł podejrzewać, (cid:298)e mu dolega co(cid:286) powa(cid:298)nego. „Nan(cid:326)Shan” orał zanikaj(cid:261)c(cid:261) bruzd(cid:266) na powierzchni morza, które iskrzyło si(cid:266) jak kawałek faluj(cid:261)cego, szarego jedwabiu. Blade, bezpromienne sło(cid:276)ce rzucało niezdecydowany blask, który spływał potokami ołowianego (cid:298)aru, a Chi(cid:276)czycy na pokładach le(cid:298)eli bez ruchu. Ich (cid:298)ółte twarze były bezkrwiste i wyn(cid:266)dzniałe jak twarze ludzi chorych na w(cid:261)trob(cid:266). Dwaj szcze- gólnie, le(cid:298)(cid:261)cy na wznak pod mostkiem, zwrócili uwag(cid:266) kapitana MacWhirra. żdy tylko za- mkn(cid:266)li oczy, wygl(cid:261)dali na nie(cid:298)ywych. Bli(cid:298)ej dziobu trzej inni kłócili si(cid:266) dzikoś jeden wielki drab, na pół nagi, o herkulesowych barach, zwisał bezwładnie na windzieś inny siedział na pokładzie z kolanami podci(cid:261)gni(cid:266)tymi pod brod(cid:266) i głow(cid:261) po dziewcz(cid:266)cemu przechylon(cid:261) w bok, splatał swój warkocz z wyrazem bezgranicznej oci(cid:266)(cid:298)ało(cid:286)ci, widocznej w całej postawie, a nawet w samych ruchach palców. Dym z trudem wydobywał si(cid:266) z komina i zamiast odpły- wać smug(cid:261), rozrastał si(cid:266) w jak(cid:261)(cid:286) piekieln(cid:261), cuchn(cid:261)c(cid:261) siark(cid:261) chmur(cid:266), z której padał na pokłady deszcz sadzy. (cid:326) Có(cid:298) pan tu, do diabła, robi, Jukes? (cid:326) spytał kapitan Mac Whirr. Ten niezwykły zwrot, choć wymamrotany raczej ni(cid:298) wypowiedziany, sprawił, (cid:298)e Jukes drgn(cid:261)ł całym ciałem, jakby go kto(cid:286) d(cid:296)gn(cid:261)ł pod pi(cid:261)te (cid:298)ebro. Jukes siedział na niskiej ławeczce, któr(cid:261) kazał sobie przynie(cid:286)ć na mostek. Zwój liny wił si(cid:266) u jego stóp, a na kolanach le(cid:298)ał roz- postarty kawałek płótna, w który wbijał energicznie igł(cid:266) (cid:298)aglow(cid:261). Podniósł oczy na kapitana, a zdumienie nadało im wyraz szczerej niewinno(cid:286)ci. (cid:326) Wszywam lin(cid:266) w te nowe worki, które zrobili(cid:286)my w ostatniej podró(cid:298)y do wci(cid:261)gania w(cid:266)- gla (cid:326) tłumaczył si(cid:266) łagodnie. (cid:326) B(cid:266)d(cid:261) nam potrzebne przy nast(cid:266)pnym ładowaniu w(cid:266)gla, panie kapitanie. (cid:326) Co si(cid:266) stało ze starymi? (cid:326) Ju(cid:298) si(cid:266) w ko(cid:276)cu zniszczyły, panie kapitanie. Kapitan MacWhirr wpatrywał si(cid:266) przez chwil(cid:266) niezdecydowanie w swego pierwszego oficera, po czym wyraziwszy ponure i cyniczne przekonanie, (cid:298)e „gdyby to mo(cid:298)na było doj(cid:286)ć prawdy”, okazałoby si(cid:266), (cid:298)e wi(cid:266)cej ni(cid:298) połowa tych worków przepadła za burt(cid:261), wycofał si(cid:266) na drugie skrzydło mostka. Jukes, wyprowadzo- ny z równowagi t(cid:261) niezasłu(cid:298)on(cid:261) napa(cid:286)ci(cid:261), złamał igł(cid:266) przy nast(cid:266)pnym (cid:286)ciegu i rzuciwszy ro- bot(cid:266), wstał, stłumionym głosem gwałtownie przeklinaj(cid:261)c upał. 13 (cid:285)ruba głucho waliła wod(cid:266), trzej Chi(cid:276)czycy na dziobie przerwali nagle sprzeczk(cid:266), a ten, który splatał warkocz, obj(cid:261)ł r(cid:266)koma kolana i beznadziejnym wzrokiem gapił si(cid:266) przed siebie. Trupi blask sło(cid:276)ca kładł słabe i mdłe cienie. Martwa fala stawała si(cid:266) coraz wy(cid:298)sza i szybsza, powoduj(cid:261)c ci(cid:266)(cid:298)kie przechyły boczne statku na gładkich, gł(cid:266)bokich przepa(cid:286)ciach wodnych. (cid:326) Ciekawym, sk(cid:261)d si(cid:266) bierze ta przekl(cid:266)ta martwa fala -gło(cid:286)no powiedział Jukes, łapi(cid:261)c równowag(cid:266). (cid:326) Z północnego wschodu (cid:326) odburkn(cid:261)ł z drugiej strony skrzydła mostka MacWhirr, zaw- sze dosłownie rozumiej(cid:261)cy pytania. (cid:326) Tłucze si(cid:266) gdzie(cid:286) po okolicy paskudna pogoda. Niech pan pójdzie spojrzeć na barometr. Kiedy Jukes wyszedł z kabiny nawigacyjnej, na jego twarzy malowały si(cid:266) zamy(cid:286)lenie i niepokój. Uchwycił por(cid:266)cz na skrzydle mostka i utkwił wzrok w przestrzeni. Temperatura w maszynowni podniosła si(cid:266) do stu siedemnastu stopni. Ze (cid:286)wietlika i przez krat(cid:266) kotłowni dochodził szorstki gwar poirytowanych głosów, przeplatany gwałtownym szcz(cid:266)kiem i zgrzytem metalu, jak gdyby kłóc(cid:261)cy si(cid:266) tam ludzie mieli ko(cid:276)czyny z (cid:298)elaza, a gardła z br(cid:261)zu. Drugi mechanik wymy(cid:286)lał palaczom za spadek ci(cid:286)nienia pary. Miał i(cid:286)cie ko- walskie bary i budził powszechny l(cid:266)k, ale tego popołudnia palacze odpowiadali zuchwale, z desperack(cid:261) furi(cid:261) zatrzaskuj(cid:261)c drzwiczki paleniska. Potem hałas ustał nagle i drugi mechanik wynurzył si(cid:266) z kotłowni, pokryty smugami brudu i zlany potem, niby kominiarz wychodz(cid:261)cy ze studni. Ledwie wysun(cid:261)ł głow(cid:266) nad krat(cid:266), zacz(cid:261)ł rugać Jukesa, (cid:298)e wentylatory kotłowni nie s(cid:261) porz(cid:261)dnie wykr(cid:266)cone na wiatr. W odpowiedzi Jukes czynił r(cid:266)koma uspokajaj(cid:261)ce, błagalne gesty, które miały znaczyćŚ „nie ma wiatru (cid:326) nic nie poradz(cid:266) (cid:326) sam pan widzi”. Ale tamtemu nie mo(cid:298)na było przemówić do rozs(cid:261)dku. Na tle brudnej twarzy z(cid:266)by błyskały mu w(cid:286)ciekle. Nie ma nic przeciwko temu, by porozwalać tym bałwanom na dole ich takie owakie łby, niech go diabli, ale czy ci przekl(cid:266)ci marynarze my(cid:286)l(cid:261), (cid:298)e dla utrzymania ci(cid:286)nienia pary w kotłach wystarczy tylko rugać tych takich owakich palaczy? Nie, do cholery. Musi być te(cid:298) przeci(cid:261)g (cid:326) (cid:298)eby go tu na miejscu pokr(cid:266)ciło, musi! A jeszcze w dodatku chief miota si(cid:266) od południa jak wariat koło manometru kotłowego. Po jak(cid:261) choler(cid:266) Jukes tu siedzi, je(cid:286)li nawet nie potrafi ka- zać (cid:298)adnej pokładowej łamadze nastawić wentylatory na wiatr? Stosunki mi(cid:266)dzy „maszynowni(cid:261)” a „pokładem” były na „Nan(cid:326)Shanie”, jak wiadomo, braterskieś Jukes wychylił si(cid:266) wi(cid:266)c nad por(cid:266)cz(cid:261) i opanowanym głosem błagał mechanika, by przestał z siebie robić durniaś po drugiej stronie mostka stoi kapitan. Ale drugi mechanik o(cid:286)wiadczył buntowniczo, (cid:298)e kpi sobie z tego, kto jest po drugiej stronie mostka. W mgnieniu oka pobła(cid:298)liwe strofowanie Jukesa zmieniło si(cid:266) w irytacj(cid:266) i nie dobieraj(cid:261)c słów, poradził tamtemu, by sam wlazł na gór(cid:266) i wykr(cid:266)cił przekl(cid:266)te rury, to złapie tyle wiatru, na ile tylko takiego jak on osła stać. Drugi mechanik skoczył do boju. Rzucił si(cid:266) na lewoburtowy wenty- lator, jakby chciał cały wyrwać i wyrzucić za burt(cid:266). Z wielkim wysiłkiem udało mu si(cid:266) jedy- nie przekr(cid:266)cić o par(cid:266) cali głowic(cid:266) nawiewnika i ju(cid:298) zdawał si(cid:266) być całkowicie wyczerpany. Stał oparty plecami o tyln(cid:261) (cid:286)cian(cid:266) sterowniś Jukes podszedł do niego. (cid:326) O Bo(cid:298)e! (cid:326) wyrzucił z siebie mechanik słabym głosem. Podniósł oczy w niebo, a potem opu(cid:286)cił szklany wzrok na lini(cid:266) widnokr(cid:266)gu, która przechylona o 40 stopni zdawała si(cid:266) przez chwil(cid:266) zwisać ukosem, nim powoli wróciła na swoje miejsce. (cid:326) O Bo(cid:298)e. Uff! Co to si(cid:266) w ogóle dzieje? Jukes, stoj(cid:261)cy jak cyrkiel na swoich rozstawionych, długich nogach, przybrał ton wy(cid:298)szo- (cid:326) Dostanie nam si(cid:266) tym razem (cid:326) powiedział. (cid:326) Barometr spada na łeb na szyj(cid:266), Harry. A ty si(cid:266) tak głupio awanturujesz... Słowo „barometr” rozbudziło na nowo furi(cid:266) drugiego mechanika. Zebrał si(cid:266) w sobie i stłumionym głosem brutalnie kazał Jukesowi wepchn(cid:261)ć sobie ten niewymienialny instrument do własnego cholernego gardła. Kogo ten parszywy barometr obchodzi? Tu idzie o par(cid:266) (cid:326) par(cid:266), bo ci(cid:286)nienie spada, psi jego los mi(cid:266)dzy mdlej(cid:261)cymi palaczami a chiefem, który dostał (cid:286)ci. 14 kr(cid:266)ćkaś nic go nie obchodzi, je(cid:286)li cały ten kram pójdzie w jasne pioruny. Przez chwil(cid:266) zda- wało si(cid:266), (cid:298)e zacznie płakać, ale kiedy odzyskał oddech, wymamrotał pos(cid:266)pnieŚ „ju(cid:298) ja im po- mdlej(cid:266)”, i zbiegł z mostka. Przystan(cid:261)ł na kratownicy, by pogrozić pi(cid:266)(cid:286)ci(cid:261) dziwnemu sło(cid:276)cu, i z wojowniczym okrzykiem zapadł si(cid:266) w ciemn(cid:261) czelu(cid:286)ć. Odwróciwszy si(cid:266), Jukes spostrzegł zaokr(cid:261)glone plecy i du(cid:298)e czerwone uszy kapitana Ma- cWhirra, który podszedł był z drugiego skrzydła. Nie patrz(cid:261)c na swego pierwszego oficera, przemówił bez wst(cid:266)puŚ (cid:326) Ten drugi mechanik to bardzo gwałtowny człowiek. (cid:326) Mimo to doskonały mechanik (cid:326) odburkn(cid:261)ł Jukes. (cid:326) Nie daj(cid:261) rady utrzymać ci(cid:286)nienia (cid:326) dodał po(cid:286)piesznie i chwycił por(cid:266)cz na widok zbli(cid:298)aj(cid:261)cego si(cid:266) przechyłu. Kapitan MacWhirr był nieprzygotowany, wi(cid:266)c rzuciło nim par(cid:266) kroków, a(cid:298) z nagłym szarpni(cid:266)ciem zatrzymał si(cid:266) koło stojaka tentu. (cid:326) Ordynus (cid:326) upierał si(cid:266). (cid:326) Je(cid:286)li tak dalej pójdzie, przy pierwszej okazji b(cid:266)d(cid:266) go musiał zwolnić. co? (cid:326) To z upału (cid:326) powiedział Jukes. (cid:326) Straszna pogoda. (cid:285)wi(cid:266)ty by kl(cid:261)ł. Nawet tu, na górze, czuj(cid:266), jakbym miał głow(cid:266) owini(cid:266)t(cid:261) wełnianym kocem. Kapitan MacWhirr podniósł wzrok. (cid:326) Czy chce pan przez to powiedzieć, (cid:298)e miał pan ju(cid:298) kiedy(cid:286) głow(cid:266) owini(cid:266)t(cid:261) kocem? Po (cid:326) To tak si(cid:266) mówi (cid:326) odparł Jukes t(cid:266)po. (cid:326) Te(cid:298) macie pomysły! (cid:285)wi(cid:266)ci maj(cid:261) przeklinać? Po co pan wygaduje takie bzdury. Có(cid:298) to byłby za (cid:286)wi(cid:266)ty, gdyby kl(cid:261)ł? Pewnie taki sam (cid:286)wi(cid:266)ty jak pan. I co ma do tego koc (cid:326) albo po- goda... Ja nie kln(cid:266) mimo upału. To po prostu paskudny charakter. Ot, co. Takie gadanie nie ma sensu. W ten oto sposób kapitan MacWhirr wyst(cid:261)pił przeciwko obrazowemu wyra(cid:298)aniu si(cid:266), na koniec za(cid:286) zelektryzował Jukesa pogardliwym prychni(cid:266)ciem, po którym nast(cid:261)pił pełen w(cid:286)cie- kło(cid:286)ci wybuch. (cid:326) Do cholery! Wywal(cid:266) go ze statku, je(cid:286)li nie b(cid:266)dzie si(cid:266) pilnował. Niepoprawny Jukes pomy(cid:286)lałŚ „O nieba! Nowy duch wst(cid:261)pił w starego. Jest naprawd(cid:266) zły. Oczywi(cid:286)cie to wszystko z upału, bo z czegó(cid:298) innego? Nawet anioł stałby si(cid:266) kłótliwy (cid:326) a có(cid:298) dopiero (cid:286)wi(cid:266)ty”. Wszyscy Chi(cid:276)czycy na pokładzie wydawali si(cid:266) ledwo (cid:298)ywi. Zachodz(cid:261)ce sło(cid:276)ce miało zmniejszon(cid:261) (cid:286)rednic(cid:266) i jarzyło si(cid:266) bezpromiennym, wygasaj(cid:261)cym br(cid:261)zem, jakby od rana upłyn(cid:266)ły ju(cid:298) miliony wieków, a teraz zbli(cid:298)ał si(cid:266) koniec. Na północy pojawił si(cid:266) zwał g(cid:266)stych chmurś miał złowieszczy, ciemnooliwkowy odcie(cid:276) i spoczywał nieru- chomo na morzu, niby masywna przeszkoda zagradzaj(cid:261)ca drog(cid:266) statkowi. Ten za(cid:286) brn(cid:261)ł ku niej niezmordowanie, jak wycie(cid:276)czone zwierz(cid:266) p(cid:266)dzone na (cid:286)mierć. Miedziana po(cid:286)wiata zani- kła stopniowo, ust(cid:266)puj(cid:261)c ciemno(cid:286)ciom, a wraz z nimi pojawił si(cid:266) nad sam(cid:261) ziemi(cid:261) rój ogrom- nych gwiazd, które migotały niepewnie jak płomyki w podmuchach wiatru. O ósmej Jukes poszedł do kabiny nawigacyjnej, by wci(cid:261)gn(cid:261)ć dane do dziennika okr(cid:266)towego. Starannie przepisał z brudnopisu liczb(cid:266) mil, kurs statku, a w kolumnie „wiatr” nagryzmolił poprzez całe osiem godzin od południa słowo „cisza”. Irytowało go nieustanne i monotonne kołysanie. Ci(cid:266)(cid:298)ki kałamarz tak si(cid:266) (cid:286)lizgał, (cid:298)e mo(cid:298)na go było pos(cid:261)dzić o przekorn(cid:261) ucieczk(cid:266) przed piórem. Napisawszy w obszernej rubryce pod nagłówkiem „uwagi”Ś „Bardzo dokuczli- wy upał”, wzi(cid:261)ł obsadk(cid:266) w z(cid:266)by jak fajk(cid:266) i pieczołowicie otarł twarz z potu. „Statek silnie rozkołysany na wysokich, krzy(cid:298)uj(cid:261)cych si(cid:266) martwych falach”, ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej, dodaj(cid:261)c w my(cid:286)liŚ „silnie, to za mało powiedziane”. Potem napisałŚ „żro(cid:296)ny zachód sło(cid:276)ca i niski zwał chmur na płn. i wsch. Niebo nad nami czyste”. Rozparty przy stole z piórem w r(cid:266)ku, wyjrzał przez drzwi. W polu widzenia, uj(cid:266)tym w ra- my framugi mi(cid:266)dzy (cid:286)cianami z l(cid:266)kowego drzewa, zobaczył gwiazdy uciekaj(cid:261)ce w gór(cid:266) po 15 czarnym niebie. Wszystkie naraz poderwały si(cid:266) do lotu i znikły, pozostawiaj(cid:261)c za sob(cid:261) jedy- nie biało nac(cid:266)tkowan(cid:261) czer(cid:276), bo morze, równie czarne jak niebo, całe upstrzone było pian(cid:261). żwiazdy, które odfrun(cid:266)ły przy pierwszym przechyle, wróciły przy nast(cid:266)pnym, spadaj(cid:261)c roz- migotanym rojem ju(cid:298) nie ognistych punkcików, ale małych kr(cid:261)(cid:298)ków, połyskuj(cid:261)cych czystym mokrym blaskiem. Jukes przygl(cid:261)dał si(cid:266) przez chwil(cid:266) lataj(cid:261)cym wielkim gwiazdom, a potem zapisałŚ „8 wie- czór. Martwa fala wzrasta. Statek pracuje ci(cid:266)(cid:298)ko, fale zmywaj(cid:261) pokłady. Kulisi na noc za- mkni(cid:266)ci pod pokładem. Barometr ci(cid:261)gle spada”. Przerwał i pomy(cid:286)lałŚ „Mo(cid:298)e to wszystko sko(cid:276)czy si(cid:266) na niczym”. Potem, bez wahania, zako(cid:276)czył zapis zdaniemŚ „Wszystkie oznaki zbli(cid:298)aj(cid:261)cego si(cid:266) tajfunu”. Wychodz(cid:261)c, musiał zej(cid:286)ć z drogi kapitanowi, który przeszedł przez próg bez słowa i bez (cid:326) Mo(cid:298)e pan zamknie drzwi! (cid:326) zawołał z gł(cid:266)bi kabiny. Jukes zawrócił, by spełnić polece- gestu. nie, i mrukn(cid:261)ł ironicznieŚ (cid:326) Pewnie boi si(cid:266) zazi(cid:266)bić. (cid:326) Był teraz po wachcie, ale czuj(cid:261)c potrzeb(cid:266) zagadania do ko- go(cid:286), zwrócił si(cid:266) wesoło do drugiego oficeraŚ (cid:326) Mimo wszystko nie wygl(cid:261)da tak (cid:296)le, prawda? Drugi chodził tam i z powrotem po mostku, to zbiegaj(cid:261)c w dół małymi kroczkami, to wspinaj(cid:261)c si(cid:266) z wysiłkiem w gór(cid:266) po ruchomym zboczu pokładu. Na d(cid:296)wi(cid:266)k głosu Jukesa stan(cid:261)ł nieruchomo twarz(cid:261) w kierunku dziobu, ale nie odpowiedział. (cid:326) O! To b(cid:266)dzie ci(cid:266)(cid:298)ki przechył (cid:326) powiedział Jukes, kołysz(cid:261)c si(cid:266) na spotkanie gł(cid:266)bokiej fali, a(cid:298) r(cid:266)k(cid:261) dotkn(cid:261)ł desek pokładu. Tym razem z gardła drugiego wydobył si(cid:266) nieprzyjazny pomruk. Był to podstarzały, wyniszczony facet z popsutymi z(cid:266)bami i bez zarostu. Zamustrowano go napr(cid:266)dce w Szanghaju podczas tego rejsu, kiedy drugi oficer sprowadzony z kraju wypadł przez burt(cid:266) (kapitan MacWhirr nie mógł poj(cid:261)ć, jak to si(cid:266) stało) do pustej barki w(cid:266)glowej sto- j(cid:261)cej obok, opó(cid:296)niaj(cid:261)c o trzy godziny odpłyni(cid:266)cie „Nan-Shanu” z portuś musiano go bowiem odesłać na l(cid:261)d do szpitala ze wstrz(cid:261)sem mózgu i paroma połamanymi ko(cid:286)ćmi. Niech(cid:266)tny pomruk nie zraził Jukesa. (cid:326) Chi(cid:276)czycy musz(cid:261) mieć (cid:286)wietn(cid:261) zabaw(cid:266) tam na dole -odezwał si(cid:266). (cid:326) Ich szcz(cid:266)(cid:286)cie, (cid:298)e nasza łajba mniej kołysze ni(cid:298) wszystkie inne statki, na których pływałem. O znowu! Ta te(cid:298) nie była taka zła! (cid:326) Poczekaj pan (cid:326) warkn(cid:261)ł drugi oficer. Jego ostry, zaczerwieniony na ko(cid:276)cu nos i (cid:286)ci(cid:261)gni(cid:266)te, w(cid:261)skie usta sprawiały wra(cid:298)enie, jak- by nim bezustannie miotała wewn(cid:266)trzna w(cid:286)ciekło(cid:286)ć, a zwi(cid:266)zły sposób wyra(cid:298)ania si(cid:266) graniczył z opryskliwo(cid:286)ci(cid:261). Cały swój wolny czas sp(cid:266)dzał w kabinie przy zamkni(cid:266)tych drzwiach, za- chowuj(cid:261)c si(cid:266) tak cicho, jak gdyby zasypiał natychmiast po zej(cid:286)ciu ze słu(cid:298)by. Ci, którzy scho- dzili go budzić na wacht(cid:266), zawsze zastawali go jednak le(cid:298)(cid:261)cego na wznak na koi, z głow(cid:261) na przybrudzonej poduszce i gniewnym wyrazem szeroko otwartych oczu. Nigdy nie pisał listów i zdawał si(cid:266) znik(cid:261)d nie oczekiwać wiadomo(cid:286)ciś wspomniał raz co prawda West Hartlepool, ale tylko po to, by z wyj(cid:261)tkow(cid:261) gorycz(cid:261) wytkn(cid:261)ć zdzierstwo w jakim(cid:286) pensjonacie. Nale(cid:298)ał do marynarzy, których w razie potrzeby zaci(cid:261)ga si(cid:266) w rozmaitych portach (cid:286)wiata. S(cid:261) oni do(cid:286)ć obeznani ze swoim fachem, zdaj(cid:261) si(cid:266) być całkowicie spłukani z pieni(cid:266)dzy, nie zdradzaj(cid:261) (cid:298)ad- nych szczególnych wad i nosz(cid:261) na sobie pi(cid:266)tno wyra(cid:296)nego niepowodzenia. Doł(cid:261)czaj(cid:261) do za- łogi w wypadku nagłej potrzeby, wszystkie statki s(cid:261) im jednakowo oboj(cid:266)tne, (cid:298)yj(cid:261) w atmosfe- rze przypadkowych zwi(cid:261)zków z kolegami (którzy nic o nich nie wiedz(cid:261)) i decyduj(cid:261) si(cid:266) rzucić prac(cid:266) w najmniej odpowiedniej chwili. Bez słów i po(cid:298)egna(cid:276) wynosz(cid:261) si(cid:266) w jakim(cid:286) zakaza- nym porcie, w którym inni baliby si(cid:266) pozostaćś schodz(cid:261) na l(cid:261)d ze swoj(cid:261) obdrapan(cid:261) skrzynk(cid:261), obwi(cid:261)zan(cid:261) sznurem jak kufer pełen skarbów, z tak(cid:261) min(cid:261), jakby chcieli czym pr(cid:266)dzej pu(cid:286)cić statek w niepami(cid:266)ć. 16 (cid:326) Poczekaj pan (cid:326) powtórzył, stoj(cid:261)c plecami do Jukesa, nieruchomy i zawzi(cid:266)ty, utrzymuj(cid:261)c równowag(cid:266) mimo silnego kołysania. (cid:326) Czy chce pan przez to powiedzieć, (cid:298)e jeszcze oberwiemy? (cid:326) zapytał Jukes z chłopi(cid:266)c(cid:261) ciekawo(cid:286)ci(cid:261). (cid:326) Ja chc(cid:266) powiedzieć?... Ja nic nie mówi(cid:266). Nie złapie mnie pan (cid:326) przerwał ostro oficerek z mieszanin(cid:261) dumy, pogardy i chytro(cid:286)ci, jakby w pytaniu Jukesa kryła si(cid:266) jaka(cid:286) zasadzka. (cid:326)O nie! (cid:297)aden z was tu nie zrobi ze mnie durnia, szkoda gadać (cid:326) mrukn(cid:261)ł do siebie. Jukesowi przeleciała przez głow(cid:266) my(cid:286)l, (cid:298)e drugi jest podł(cid:261) kreatur(cid:261), i (cid:298)al mu si(cid:266) zrobiło w gł(cid:266)bi serca, (cid:298)e biedny Jack Allen rozbił si(cid:266) w barce w(cid:266)glowej. Daleko przed statkiem, poprzez gwia(cid:296)dzist(cid:261) noc ziemsk(cid:261), widać było inn(cid:261) gł(cid:266)bok(cid:261) czer(cid:276), jakby drug(cid:261) noc (cid:326) bezgwiezdn(cid:261) noc niesko(cid:276)czono(cid:286)ci poza stworzonym wszech(cid:286)wiatem, ukazan(cid:261) w straszliwej ciszy przez nisk(cid:261) szczelin(cid:266) w tej połyskuj(cid:261)cej kuli, której j(cid:261)drem jest ziemia. (cid:326) Cokolwiek tam jest (cid:326) powiedział Jukes (cid:326) to płyniemy prosto na to. (cid:326) Pan to powiedział (cid:326) podchwycił drugi oficer wci(cid:261)(cid:298) odwrócony tyłem do Jukesa. (cid:326) Pro- sz(cid:266) pami(cid:266)taćŚ pan – nie ja. (cid:326) Id(cid:296) pan do diabła! (cid:326) rzucił Jukes po prostu, tamten za(cid:286) zachichotał z triumfem. (cid:326) To pan powiedział (cid:326) powtórzył. (cid:326) Wi(cid:266)c co z tego? (cid:326) Znałem ludzi naprawd(cid:266) przyzwoitych, którzy popadali w tarapaty ze swoimi kapitanami, chocia(cid:298) pyskowali mniej od pana (cid:326) mówił drugi gor(cid:261)czkowo. (cid:326) O, nie! Mnie pan nie złapie! (cid:326) Jako(cid:286) cholernie pan si(cid:266) boi czymkolwiek zdradzić (cid:326) powiedział Jukes skwaszony absur- daln(cid:261) sytuacj(cid:261). (cid:326) Ja tam si(cid:266) nie boj(cid:266) mówić, co my(cid:286)l(cid:266). (cid:326) źch, mówić do mnie to nie sztuka. Jestem nikim i dobrze o tym wiem. Po okresie wzgl(cid:266)dnego spokoju statek znów zacz(cid:261)ł si(cid:266) kołysać, jedno przechylenie gorsze było od drugiego i na chwil(cid:266) Jukesa zbyt pochłon(cid:266)ło utrzymywanie równowagi, by mógł otworzyć usta. Kiedy tylko najgorsze hu(cid:286)tanie min(cid:266)ło, powiedziałŚ (cid:326) Troch(cid:266) za du(cid:298)o tego dobrego. Czy cokolwiek nadchodzi, czy nie, trzeba ustawić si(cid:266) dziobem do fali. Stary poszedł si(cid:266) wła(cid:286)nie poło(cid:298)yć. Niech mnie diabli, je(cid:286)li nie pójd(cid:266) z nim pogadać. Kiedy jednak otworzył drzwi od kabiny nawigacyjnej, zobaczył swego kapitana czytaj(cid:261)ce- go ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266). Kapitan MacWhirr nie le(cid:298)ał na koi (cid:326) stał uczepiony jedn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) brzegu półki, a drug(cid:261) trzymał przed sob(cid:261) gruby, otwarty tom. Lampa kr(cid:266)ciła si(cid:266) na zawieszeniu kardanowym, ksi(cid:261)(cid:298)ki, korzystaj(cid:261)c z pustego miejsca, przewracały si(cid:266) z boku na bok po półceś długi baro- metr szarpliwie zataczał koła, a stół co chwila zmieniał k(cid:261)t nachylenia. Kapitan, stoj(cid:261)cy nie- ruchomo po(cid:286)rodku całego tego zam(cid:266)tu, wyjrzał spoza ksi(cid:261)(cid:298)ki i spytałŚ (cid:326) O co chodzi? (cid:326) Martwa fala si(cid:266) powi(cid:266)ksza, panie kapitanie. (cid:326) Zauwa(cid:298)yłem to i tutaj (cid:326) mrukn(cid:261)ł kapitan MacWhirr. (cid:326)Co(cid:286) nie w porz(cid:261)dku? Jukes, zmieszany powa(cid:298)nym wyrazem oczu patrz(cid:261)cych na(cid:276) znad ksi(cid:261)(cid:298)ki, u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) z zakłopotaniem. (cid:326) Hu(cid:286)ta nami jak starym butem (cid:326) odparł nie(cid:286)miało. (cid:326) Tak jest. Wielka fala, wielka fala. Czego pan chce? Jukes stracił rezon i zacz(cid:261)ł si(cid:266) pl(cid:261)tać. (cid:326) My(cid:286)l(cid:266) o naszych pasa(cid:298)erach (cid:326) powiedział z min(cid:261) człowieka, który chwyta si(cid:266) byle cze- (cid:326) Pasa(cid:298)erach? (cid:326) zdziwił si(cid:266) kapitan z cał(cid:261) powag(cid:261). (cid:326) Jakich pasa(cid:298)erach? (cid:326) No, jak to? O Chi(cid:276)czykach, panie kapitanie (cid:326) wyja(cid:286)nił Jukes, któremu ju(cid:298) zupełnie go. obrzydła ta rozmowa. 17 (cid:326) O Chi(cid:276)czykach! Czemu pan nie mówi wyra(cid:296)nie? Nie wiedziałem, o co chodzi. Nigdy nie słyszałem, (cid:298)eby tłum kulisów nazywać pasa(cid:298)erami. Te(cid:298) mi pasa(cid:298)erowie! Co pana napa- dło? Kapitan MacWhirr przymkn(cid:261)ł ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266), zakładaj(cid:261)c palcem miejsce, gdzie czytał, i opu(cid:286)cił r(cid:266)k(cid:266)ś wygl(cid:261)dał na bardzo zdumionego. człowiek przyparty do muru. (cid:326) Dlaczego pan my(cid:286)li o Chi(cid:276)czykach? (cid:326) dopytywał si(cid:266). Jukes zebrał si(cid:266) na odwag(cid:266) jak (cid:326) Pokłady zalewa woda, panie kapitanie. Pomy(cid:286)lałem, (cid:298)e mo(cid:298)e pan zechce pój(cid:286)ć dziobem (cid:326) choćby na troch(cid:266). Dopóki fala si(cid:266) nie zmniejszyś a to chyba niedługo nast(cid:261)pi. Sterować na wschód. Nigdy takiego kołysania nie widziałem. Jukes trzymał si(cid:266) drzwi, ale kapitan MacWhirr czuj(cid:261)c, (cid:298)e półka nie jest wystarczaj(cid:261)cym oparciem, pu(cid:286)cił j(cid:261) po(cid:286)piesznie i ci(cid:266)(cid:298)ko padł na kanap(cid:266). (cid:326) Sterować na wschód? (cid:326) pytał, usiłuj(ci
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tajfun i inne opowiadania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: