Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00249 005258 15187034 na godz. na dobę w sumie
Tam za zakrętem. Opowiadania - ebook/pdf
Tam za zakrętem. Opowiadania - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 9788362480555 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> inne >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).
Oto masz przed sobą zbiór opowiadań. Jest ich tutaj siedem. To liczba szczególna. Tak jak i te opowiadania: szczególne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Są cząstką mnie, opisują bowiem świat, jaki przeżywałem wszelkimi swymi zmysłami przez te wszystkie lata, od kiedy zacząłem je pisać (). To cząstka mnie samego zostawiona, zapisana albo wprost, albo między wierszami. Ale dzięki nim jesteś w stanie poznać mnie takim jaki jestem. Obnażyłem bowiem tu całą swą duszę. Przekazałem w nich to, co myślę, co czuję, czego pragnę. Lecz niosą też sobą wartości uniwersalne. Jakie? Dowiesz się, gdy tylko je przeczytasz. Dlatego  uważam, że ze względu na swój charakter i poruszaną tematykę, staną się również bliskie i Tobie, drogi  Czytelniku. Za chwilę przeniesiesz się w siedem magicznych światów. Krajobrazów pisanych piórem mojej wyobraźni za podpowiedziami nagle pojawiającej się Weny. W tych siedmiu niezwykłych wypowiedziach uwieczniłem wszystko to, co zobaczyłem, czego dotknąłem zarówno materialnie, jak i duchowo. Ich tematyka jest różna. Każde z nich opowie Tobie inną historię, ale też spowoduje, że po przeczytaniu każdego z nich poczujesz się inaczej. Wciągnie Cię. Zmusi do myślenia. Zbulwersuje. Zachwyci. Odrzuci. Ale też wyciśnie łzy. Skruszy głazy. Ściśnie za serce. A nawet spowoduje, że będziesz chciał rzucić tym tomikiem o ścianę z okrzykiem Giń! Przepadnij! Nigdy nie wracaj! Ale zapewniam Cię, że po chwili, kiedy emocje opadną, wrócisz spowrotem do napisanych w tym tomiku wyrazów. By zatrzymać się. Znaleźć swoje miejsce na ziemi. Ochłonąć. Zastanowić się. Pomyśleć. Złagodnieć. Zapomnieć. Wyciągnąć wnioski. Znaleźć drogowskazy. Oj, zagrają na Twoich emocjach tak, jak gra na nich nasze życie. Bo są wszak jego odzwierciedleniem. I znajdziesz go tu. Pod maską powierzchowności. Szczytem marzeń byłoby, gdybyś odnalazł w nich chociaż cząstkę siebie. Niewielką. Mikroskopijną. I żebyś choć w nikłym procencie utożsamił się z jednym chociaż zawartym tu zdaniem. Myślę, że nie zawiedziesz się i czytając ją uświadczysz się w przekonaniu co do słuszności podjętej decyzji. Ze wstępu.   Spis treści:   WSTĘP    6WYSZLIFOWANI    11MASKOTKA    20PRZYSTAŃ    38PIĄTEK: 9.00    58DMUCHAWIEC    100BOCZNICA    168DRUŻYNA    225   Fragment:   Mówią, że miał bujną wyobraźnię, więc często, zamykając oczy, przenosił się w świat, który pomagał mu ukoić ból i cierpienie...Fotel był głęboki i miękki. Stał przy jednej ze ścian małego, ciasnego pokoiku. Obity wspaniałym i delikatnym płótnem koloru czarnego, nie mógł spowodować hemoroid. Nic więc dziwnego, że bardzo często w jego głębokości spoczywały czyjeś pośladki, egzystując tam nawet po kilkanaście godzin dziennie. Dzisiaj i teraz również nie stał bezczynnie, albowiem właśnie przed sekundą szeroka pupa okryta czarnymi sztruksowymi spodniami zagłębiła się w jego miękkości.Należała do wysokiego i dosyć krępego jegomościa. Jedynego właściciela, a zarazem mieszkańca, tego pokoiku, usytuowanego na poddaszu niewielkiej, bo zaledwie kilkukondygnacyjnej, kamienicy położonej w centrum miasteczka, gdzieś na wschodnich krańcach Planety.Pokój ten było typowym pomieszczeniem zaprojektowanym specjalnie dla ciężko pracujących mężczyzn. Stąd też jego wystrój był surowy. Prosty. Na środku, na wyło-żonej kratkami szarego gumolitu kwadratowej podłodze, leżał pstrokaty dywan. Ściany emanujące jakimś ukrytym ciepłem były pomalowane na jasnozielony kolor. Natomiast nierówności sufitu przysłonięte zostały mozaiką białych kasetonów. No i wreszcie prostokątne, dwuskrzydłowe okno w plastikowych framugach zupełnie takie samo, jak w tysiącu innych tego typu miejscach zamieszkania dla jemu podobnych robotników. To wszystko, co można o nim napisać. No może warto jeszcze wspomnieć co nieco o drzwiach. Obskurnych, osadzonych w drewnianych framugach, z których odpadały kawałki białej farby. Zamykały się tradycyjnie - na dwa zamki. Złota klamka w kształcie gałki pomiędzy nimi też była standardem w tego typu mieszkaniach. Z mebli, podobnie jak i gdzie indziej, znajdowały się: mała wersalka, fotel i duża dwudrzwiowa szafa. Więcej się nie mieściło. Za wyjątkiem telewizora, dla którego zawsze znalazło się miejsce, albowiem był płaski, jak obraz i jak on wisiał w większości przypadków na ścianie. Zdarzały się też sytuacje, kiedy to stał na specjalnej szafce. W tym pomieszczeniu powieszony został jednak na wprost owego fotela.Jegomość ów miał grube ręce. Jego potężne dłonie z popękaną skórą świadczyły o tym, że ciężko pracował. Twarz miał okrągłą i pociągłą. No i na dodatek ciągle czerwone policzki poorane mnóstwem głębokich blizn. Lekko przystrzyżone włosy oraz wąsy ponad wargami miały kolor ciemnego orzecha. Charakterystycznym było to, że wyglądał, jakby nie miał karku, albowiem głowa i tułów stanowiły swoistą całość. Był młody, miał około dwudziestu trzech lat. Nie był żonaty, bo nigdy nie chciał mieć partnerki życiowej. Poza tym nie miał na to czasu, gdyż większą część jego życia pochłaniała praca.  
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

PPaawweełł MMaarreekk BBrroonniicckkii TT AA MM ZZ AA ZZ AA KK RR ĘĘ TT EE MM OO PP OO WW II AA DD AA NN II AA © Copyright by Paweł Bronicki e-bookowo Grafika i projekt okładki: Paweł Bronicki ISBN 978-83-62480-55-5 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2011 Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 4 Dziecko znajduje wszystko w niczym, Dorosły nie widzi niczego we wszystkim. Giacomo LEOPARDI www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 5 Spis treści: WSTĘP ............................................................................................... 6 WYSZLIFOWANI ............................................................................ 11 MASKOTKA .................................................................................... 20 PRZYSTAŃ ..................................................................................... 38 PIĄTEK: 9.00 ................................................................................. 58 DMUCHAWIEC ........................................................................... 100 BOCZNICA .................................................................................... 168 DRUŻYNA .....................................................................................225 www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 6 WSTĘP Szanowny i Zacny Czytelniku Oto masz przed sobą zbiór opowiadań. Jest ich tutaj siedem. To znana liczba, ba, nawet bardzo. Potykamy się o nią codziennie, ale i od święta. Wyznacza bieg naszego życia. Towarzyszy nam od narodzin aż po grób. Bywa na- szym celem i drogowskazem. Bo przecież siedem miała krasnoludków sierotka Marysia, a i sama „siódemka” jest chociażby tak zwaną liczbą szczęśliwą. Tak jak i te opo- wiadania: szczególne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Dla mnie na pewno, bo są cząstką mnie, opisują bowiem świat, jaki przeżywałem wszelkimi swymi zmysłami przez te wszystkie lata, od kiedy zacząłem je pisać, a będzie tego już prawie trzydzieści lat. To szmat czasu. I kawał mnie samego zostawiony, zapisany albo wprost, albo między wierszami. Ale dzięki nim jesteś w stanie poznać mnie takim, jaki jestem. Obnażyłem bowiem całą swą duszę. Przekazałem następnym pokoleniom to, co myślę, co czuję, czego pra- gnę. Lecz niosą też sobą wartości uniwersalne. Jakie? Do- wiesz się, gdy tylko je przeczytasz. Dlatego uważam, że ze www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 7 względu na swój charakter i poruszaną tematykę, staną się również bliskie i Tobie, drogi Czytelniku. Głęboko w to wierzę. Ba, jestem wręcz przekonany co do tego. Za chwilę przeniesiesz się w siedem magicznych świa- tów. Krajobrazów pisanych piórem mojej wyobraźni za podpowiedziami nagle pojawiającej się Weny. Lecz zanim każde z nich powstało, ludzie, zwierzęta, sytuacje, wresz- cie ogólnie życie przyniosły nagły impuls zmieniający się w mgnieniu oka w inspirację. Dały narzędzia i czas, bym mógł w tych siedmiu niezwykłych wypowiedziach uwiecz- nić wszystko to, co zobaczyłem, czego dotknąłem zarówno materialnie, jak i duchowo. Ich tematyka jest różna. Każde z nich opowie Tobie in- ną historię, ale też spowoduje, że po przeczytaniu każdego z nich poczujesz się inaczej. Wciągnie Cię. Zmusi do my- ślenia. Zbulwersuje. Zachwyci. Odrzuci. Ale też wyciśnie łzy. Skruszy głazy. Ściśnie za serce. A nawet spowoduje, że będziesz chciał rzucić tym tomikiem o ścianę z okrzykiem „Giń! Przepadnij! Nigdy nie wracaj!” Ale zapewniam Cię, że po chwili, kiedy emocje opadną, wrócisz z powrotem do napisanych w tym tomiku wyrazów. By zatrzymać się. Znaleźć swoje miejsce na ziemi. Ochłonąć. Zastanowić się. Pomyśleć. Złagodnieć. Zapomnieć. Wyciągnąć wnio- ski. Znaleźć drogowskazy. Oj, zagrają na Twoich emocjach jak wirtuoz na instru- mencie, którego najlepiej zna i ćwiczy na nim od lat, do- skonaląc się w swoim rzemiośle. Zagrają tak, jak gra na nich nasze życie. Bo są wszak jego odzwierciedleniem. I znajdziesz go tu. Pod maską powierzchowności. Musisz jednak najpierw spojrzeć na nie szerzej, sięgnąć głębiej www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 8 aniżeli podpowiada pierwsze wrażenie. Pierwsza rodząca się myśl. Stać Cię na to i na pewno jesteś w stanie to zrobić. Wierzę w to. Szczytem marzeń byłoby, gdybyś odnalazł w nich cho- ciaż cząstkę siebie. Niewielką. Mikroskopijną. I żebyś choć w nikłym procencie utożsamił się z jednym chociaż zawartym tu zdaniem. To znaczyłoby, że pracę swoją wy- konałem należycie i że ma to wszystko sens. Bo taki przy- świecał mi cel podczas ich tworzenia. Kolejność opowiadań nie jest przypadkowa. To taki trick filmowy, w którym aktorzy pojawiający się w napi- sach końcowych umieszczani są tam według kolejności nie alfabetycznej, a pojawiania się na ekranie. I ja zasto- sowałem tutaj podobną metodę. A wszystko dlatego, że kiedy w 2006 roku postanowiłem zebrać wszystkie roz- proszone po notatkach opowiadania i szkice opowiadań w jedną komputerową całość, zacząłem ich szukać. To była żmudna praca. Oprócz tego, że pośród wielu różno- rakich zapisków trzeba było odnaleźć odpowiednie części tych samych utworów, to wielokrotnie trzeba było je zre- witalizować (szczególnie te z okresu młodości), a potem to wszystko jeszcze przepisać. Trwało to tak długo (sześć lat), ponieważ po drodze przyszła jeszcze kilkakrotnie Wena, usiadła na ramieniu, zaczęła szeptać to i owo, co zostało zamienione na kolejne utwory. Poza tym nie dys- ponowałem zbyt dużą ilością czasu, a wszystko, co robi- łem odbywało się zazwyczaj kosztem wolnego po pracy. Stąd ostateczny kształt tomiku został mu nadany dopiero teraz w połowie 2011 roku. Z tych to powodów kolejnością www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 9 umieszczenia opowiadań w tej książce rządzi taka właśnie reguła. Nie ma to wpływu na nic. A wyjaśniam to tylko po to, by nie doszło „przy okazji” do snucia jakichkolwiek przypuszczeń czy też teorii spiskowych. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, na który warto w tym miejscu zwrócić uwagę. Otóż, chodzi o pomysły, a właści- wie to miejsce, z którego je czerpałem. Kiedyś mówiono, że leżą one na ulicy, wystarczy się schylić. I tak było. Bra- łem je z życia. Z codzienności. Z otoczenia. Lecz z czasem, w miarę rozwoju cywilizacyjnego doszło do modyfikacji owego powiedzenia. I tak pomysły owe zacząłem poszu- kiwać w Internecie. Wystarczyło tylko kliknąć i już były. To niezgłębiona skarbnica doznań i pomysłów. Dlatego sięgnąłem do niej. Warto było. Mimo wszystko. Pomimo tego, że musiałem nieraz oszukiwać bliskich, gdy trzeba było zaczerpnąć wiedzy lub znaleźć pomysł gdzieś w mrokach Internetu. Ale nie żałuję ani jednego momen- tu przesiedzianego przed komputerem, ani jednej chwili spędzonej z obcymi, nieznanymi mi osobami, zarówno w poszukiwaniu jak i realizacji nasuwających się pomy- słów. Na koniec chciałbym jeszcze serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że napisa- łem te utwory. To wielka, bezimienna armia kolegów, ko- leżanek, znajomych i zupełnie przypadkowych osób, ale i zwierząt, roślin, wydarzeń, których nie jestem w stanie tutaj wymienić z imienia i nazwiska czy też pseudonimu. Niech oni wszyscy pozostaną anonimowi, tak będzie le- piej. Dla nich, ale też, by Ciebie Czytelniku w żaden spo- sób nie ograniczać, czy też nie ukierunkowywać. Dziękuję www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 10 Wam wszystkim. Za to, że byliście, że spowodowaliście sobą lub swoim zachowaniem to, że mogłem tworzyć sło- wa i budować z nich zawarte w tej książce różnorodne światy. Tu również należą się słowa podziękowania wydawnic- twu e-bookowo, które dało mi możliwość wydania tych opowiadań, a bez wsparcia którego nie mógłbyś dzisiaj mieć tego egzemplarza przed sobą. A i Tobie, zacny Czytelniku, również należą się słowa podziękowania. Za to, że sięgnąłeś do tej książki. Myślę, że nie zawiedziesz się i czytając ją uświadczysz się w przekonaniu co do słuszności podjętej decyzji. Teraz już nie pozostało mi nic innego, jak życzyć Tobie miłej i porywającej lektury. Z poważaniem. Autor Warszawa, Legionowo 8 czerwca 2011 roku www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 20 MASKOTKA J estem Mike. Mały, pluszowy niedźwiadek. Nie- którzy, a zwłaszcza Ci, którzy długo i bardzo do- brze mnie znają, nazywają Miki. Tak zwyczajnie. Prosto. Nie traktuję tego ani jako błędu, ani obelgi. Po- zwalam im na to traktując jako swoisty skrót myślowy. Poczęty zostałem dziesięć lat temu. W miejscu szcze- gólnym. Na desce kreślarskiej. W kreślarni największego chińskiego projektanta zabawek. Parę miesięcy później przyszedłem na świat, będąc ko- lejnym, cudownym dzieckiem szczęśliwego małżeństwa: ludzkiego geniuszu i niezawodnej techniki. Miało to miejsce na taśmie produkcyjnej największej w Szanghaju korporacji zabawkowej. Razem ze mną zeszło tego dnia w tym miocie blisko sto tysięcy podobnych do mnie stwo- rzeń. Tak samo, jak ja doprowadzonych do perfekcji za- równo pod względem zdobniczym, jak i materiałowym. To się dopiero nazywa rozmach, mieć tak liczne rodzeń- stwo. Od razu otrzymaliśmy szczególną misję. Mieliśmy być skazani na sukces. Mieliśmy zalać sobą rynki całego świa- ta. Być w każdej witrynie sklepu z zabawkami. Gamą ko- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 21 lorów, pięknem i delikatnym dotykiem swego futerka przekonywać przechodniów, że wydanie na nas pewnej kwoty pieniędzy jest bardzo dobrym interesem. Wbrew pozorom wcale nie mieliśmy sprzedawać się drogo. Nasza cena była wystarczająco niska, by przeciętny człowiek mógł sobie na nas pozwolić nie nadszarpnąwszy zbytnio napiętego zazwyczaj do granic niebotycznych, budżetu domowego. Takie zadanie do zrealizowania zostało nam postawione już na etapie naszego poczęcia. Nic więc dziwnego, że byliśmy piękni. Każde z nas, jedno do drugiego podobne, jak dwie krople wody, przy- pominało swoim wyglądem misia pandę. Różniliśmy się tylko między sobą kolorami futerek. I tak ja miałem to najładniejsze: czarno-siwo-białe. Większość moich braci była odmiennych barw, spośród których najbardziej po- pularnymi okazały się jaskrawe kolory, takie jak żółty, pomarańczowy, czy ciemnozielony. Wszyscy natomiast mieliśmy dwie cechy wspólne: czterdzieści dekagramów wagi i osiemnaście centymetrów wzrostu. Ze swoimi braćmi nie było mi dane długo przebywać, bowiem zaraz po zejściu z taśmy produkcyjnej każdego z nas, w tym oczywiście i mnie, zamknięto w pięknie zdo- bionym, prostokątnym kartoniku opatrzonym plastikową szybką z przodu. Pięćdziesiąt takich opakowań włożono do wielkich białych kartonów, by na koniec każdy z nich wysłać w innym kierunku świata. W swoim domku czułem się jak w klatce. Było tam tak ciasno, że nie mogłem rozprostować kończyn. To skandal, żeby ktoś taki, jak ja, przez tak długi okres czasu miał za- pewnione warunki gorsze niż śledź w beczce. Ale nic nie www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 22 mogłem na to poradzić. Nim pozwolono mi wyjść z tego ciasnego pomieszcze- nia, minęła chyba wieczność. I tak nie miałem co narze- kać, bo po wyjęciu z kartonika, natychmiast postawiono mnie w wielkiej witrynie nowojorskiego sklepu. Takim oto sposobem znalazłem się obok trzy razy większego ode mnie czołgu z plastiku. Reszta pięćdziesięcioosobowej wycieczki trafiła gorzej, bo na sklepową półkę gdzieś w głębi sklepowego zaplecza. Tak wiec los okazał się łaskawy dla mnie, tym bardziej, że obok znajdowało się mnóstwo różnych zabawek. Cie- kawe, czemu zawdzięczałem ów zaszczyt i możliwość oglądania świata? O ile szerokość ulicy, to świat. Zależy jak, dla kogo?! Dla mnie wtedy to był cały świat. Dzisiaj to tylko szero- kość ulicy. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedze- nia, a właściwie to stania. A te – wtedy i dzisiaj – są i były jakże różne. Wówczas to było wszystko, co miałem, nie ma się więc co dziwić, że cieszyłem się, iż mogę cokolwiek oglądać. A dzisiaj? Nawet bym nie spojrzał na to wszyst- ko. I tak było to o wiele lepsze od ciasnego, ciemnego i śmierdzącego farbą drukarską kartonika, w którym mnie przecież przetransportowano przez ocean. Cieszyła mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż mogłem swoje futerko, do które- go pani ekspedientka ostrą szpilką przyczepiła zasłaniają- cą moje prawe oko karteczkę z napisem „15$”, okazywać przystającym po drugiej stronie dzieciom i dorosłym. I w ten właśnie sposób marzenia mojego producenta ziszczały się. A i moje też, chociaż wtedy jeszcze tego tak nie poj- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 23 mowałem. Zrozumiałem to dopiero po jakimś czasie. Znacznie później. Pomimo tego, iż patrzyłem tylko jednym okiem, dobrze widziałem, jak niektóre z istot przystających po drugiej stronie dzielącej nas szyby, patrzyły niejednokrotnie po- żądliwym wzrokiem w moim kierunku. Z początku bardzo mi się to podobało, bo wszyscy się mną zachwycali. Jed- nakże w pewnym momencie poczułem się jak dom wy- stawiony na licytację. Fala początkowego entuzjazmu za- częła się szybko cofać, a na mnie prócz drobinek kurzu zaczęła spadać niechęć i nieufność. Widziałem, jak zginęły gdzieś iskierki z oczu zatrzymujących się ludzi. A i ja z czasem zatraciłem swą świeżość. I piękno. A te istoty, po tamtej stronie szyby, wciąż przystawały, patrzyły takim miłym, ciepłym wzrokiem. Lecz odchodziły. Rzadko która wchodziła do sklepu, a jeśli już weszła, to nigdy nie pytała o mnie. Nie wiedziałem, komu mam wierzyć: sobie czy twórcom. Zwątpiłem w swoje piękno. Gdybym mógł się zawstydzić, na pewno uczyniłbym to. Tymczasem nadal stałem w sklepowej witrynie i czeka- łem na dzień, w którym uśmiechnie się do mnie szczęście, szukając wciąż w tłumie kogoś, kto by mnie kupił. Mijały dni, a może i miesiące, a ja wciąż stałem i sta- łem. Nikomu niepotrzebny. Samotny. Opuszczony. Jednakże pewnego dnia wszedł do sklepu mały, nie- śmiały chłopczyk. Oczami ledwie sięgał lady sklepowej. W sklepie było czterdzieści dziewięć innych podobnych niedźwiadków, ale on zażyczył sobie właśnie mnie. Dlate- go poprosił panią ekspedientkę o to, by ta zdjęła mnie www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 24 z witryny sklepowej. Czego nie robi się dla dzieci?! Kobie- ta za ladą uległa jego namowom i pozwoliła mu uczynić to osobiście. Po sekundzie zostałem wybawiony z miejsca, do którego zdążyłem się już przyzwyczaić. Wydawało mi się, że przyrosłem do niego. Wziął mnie w ręce, ucałował, a po wyjściu ze sklepu – przytulił do piersi. Wiedziałem, co oznaczają te gesty, chociaż nikt mnie ich nigdy nie uczył. W tych sprawach zresztą, jak i we wszystkich in- nych byłem samoukiem, ale takie rzeczy rozumie się samo przez się. Nie ukrywam, że zawsze marzyłem o czymś takim, więc byłem szczęśliwy, bo oto nagle dziwnym zrządzeniem losu spełniły się marzenia. Najskrytsze sny. Oto w końcu ktoś się mną zainteresował. Stałem się dla kogoś ulubioną za- bawką. Przynajmniej tak to wtedy wyglądało. Chłopiec pędem pobiegł do domu i postawił mnie na honorowym miejscu – na środku półki. Potem długo wpa- trywał się we mnie. Nawet uśmiechał się wielokrotnie. Byłem bardzo szczęśliwy. Ale w chwilę potem lądowałem na ulicy wyrzucony przez okno. Sprawcą tego nieszczęścia był jego ojciec, któ- ry wpadł w furię, gdy dowiedział się, na co jego głupi syn (tak go nazwał w przypływie emocji zakończonej spra- niem go wielkim, skórzanym pasem) wydał ostatnie pie- niądze. Przy tym zapowiedział mu szlaban na wszystko przez najbliższy miesiąc. Płyty chodnikowe były bardzo twarde! Pamiętam to dokładnie. Upadek ten bardzo mnie zabolał. Najbardziej jednak chyba wewnętrznie. Chłopiec odniósł mnie z po- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 25 wrotem do sklepu, a po odebraniu należnej kwoty spoj- rzał na mnie raz jeszcze przez załzawione oczy i bez słowa odszedł. I tyle go widziałem. Chciało mi się płakać, ale zabawki podobno są bez- duszne. Żal mój pogłębił się w momencie, kiedy zobaczy- łem, że moje miejsce w witrynie sklepowej zajmuje czarno – zielono – czarny brat. Dopiero wtedy zrozumiałem zło- śliwość losu. Jego kaprys wszak do tego doprowadził. Uświadomiłem sobie natychmiast, że odtąd jedynym miejscem mojej egzystencji będzie mały kartonik, w którym przyjdzie mi spędzić życie do końca moich dni. I niewiele się pomyliłem, albowiem pani ekspedientka włożyła mnie do owej rzeczy i powędrowałem w niej na półkę podzielając tym los pozostałych moich braci. Znowu zapanowały niepodzielnie ciemność i ten doskwierający fetor farby drukarskiej. Przez najbliższy, jakże długi okres czasu, pozostałem sam na sam ze wspomnieniami chwil spędzonych za szy- bą wystawową oraz myślami o pierwszym moim właści- cielu. To było takie gorzkie, a także smutne, że gdybym tylko potrafił płakać, nie darowałbym sobie i zapłakał- bym. Jednakże pewnego dnia coś szarpnęło moim domem i po chwili poczułem, że lecę w skorupie, w której się znajdowałem. Po kilku sekundach upadłem na coś mięk- kiego. Co było dalej, nie pamiętam, bo zemdlałem. Dopie- ro po paru godzinach, gdy otworzyłem oczy, ujrzałem światło dzienne. Rozejrzałem się wokoło i po chwili zoba- czyłem, że postawiono mnie pod wysoką (koniec jej ginął gdzieś pod sufitem), bardzo gęstą choinką z rozcapierzo- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 26 nymi zielonymi igłami. Przybrana była różnokolorowymi świecidełkami, bombkami i łakociami oraz srebrnymi i złotymi łańcuchami, które serpentynowo oblekały ciem- nobrązowe i pachnące żywicą gałązki. Chwilę potem trzymał mnie w swoich dłoniach brzdąc z uradowaną mi- ną, który energicznym ruchem wyjął mnie z miejsca, w którym się znajdowałem i podniósł na wysokość swoich oczu. Lazurowy bodaj miały kolor. I znowu zacząłem wierzyć w to, że mogę być komuś po- trzebny. Niestety pomyliłem się. W parę dni później zo- stałem ofiarowany drugiemu brzdącowi. Ten z kolei prze- kazał mnie swojemu koledze. I tak kursowałem z rąk do rąk, jak pałeczka podczas biegu sztafetowego, nie zagrze- wając w nich, długo miejsca. To nie byłoby takie złe, gdy- by wraz z tym przyszło miejsce w czyimś sercu. Niestety. Ale wreszcie któreś ręce (to były chyba dziewiąte z kolei) przekazały mnie jako prezent paroletniemu chłopcu umierającemu w szpitalu na nieuleczalną chorobę. Tak twierdzili wszyscy wokoło. Był to podobno rak krwi. Miałem zatem zostać jego maskotką i chyba nią byłem, bo bardzo mnie lubił. Ja go również. Lecz on umarł. Znowu zostałem sam. Nikt, kompletnie nikt się mną nie zaopiekował. Dopiero kilka dni później jakaś pielęgniarka wrzuciła mnie do wielkiego wiklinowego kosza, z którego przy po- mocy zsypowej rury dostałem się na śmietnik. Tu też nie było mi dane długo egzystować, bo któregoś dnia pracow- nik zakładu oczyszczania miasta znalazłszy mnie tam, zabrał ze sobą. W domu wykąpał, wysuszył i następnego www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 27 dnia zaniósł do pobliskiego sklepu, a tam sprzedał za niewielkie pieniądze. Deja vu?! Lecz tym razem nie trafiłem na wystawę a wręcz przeciwnie, wepchnięto mnie w najdalszy kąt pół- ek sklepowych, wśród których przyszło mi żyć kilkanaście miesięcy. Po tym czasie, w związku z likwidacją branży, właścicielka sklepu wystawiła mnie wraz z innymi przed- miotami na licytację. Kupiła mnie na niej zgrabna jasnowłosa kobieta, która wrzuciwszy do pękniętej siatki zaniosła do domu. Tu wło- żony zostałem do szarego kartonu. Leżałem obok ołów- ków, kolorowych ciuchów i pluszowych psiaków. Wszyst- kich nas potem zapakowano w paczkę zrobioną z tego kartonu i wysłano pocztą w nieznane. Do kraju, którego ani położenia nie znałem, ani jego nazwy nigdy nie słysza- łem. Do Polski. Kolejny raz światło dzienne ujrzałem dopiero po bar- dzo długim okresie czasu, kiedy dłonie trzynastoletniego chyba chłopca wydobyły mnie z mroków pudełka i osadzi- ły na półce jasnej meblościanki. Odtąd przyszło mi wieść długie, samotne jak pustelnik życie, które trwało około sześciu miesięcy. Z nowego miejscu wiało nudą, gdyż tak, jak zostałem postawiony na nim, tak pozostałem tu w niezmiennej scenerii. Poza tym nic ciekawego się woko- ło nie działo. No za wyjątkiem osiadającego wszędobyl- skiego kurzu. Do mojego nowego właściciela, którego wszyscy nazy- wali Sebastianem, przychodziło wielu ludzi. Niektórzy z nich nieraz przejawiali mną nawet spore zainteresowa- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 28 nie. Nieliczni tylko przechodzili obok mnie do porządku dziennego. Wśród gości, którzy przewalili się w tym czasie przez pokój Sebastiana, był tylko jeden, którego stosunek do mnie był szczególny – przynajmniej tak mi się wyda- wało. A może to była prawda?! Podobno był to starszy o siedem lat od mojego właściciela, jego kuzyn. Na imię miał Marek. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, miał na twarzy wypisaną tragedię. Poznałem go tego samego dnia, w którym zaległem na półce w sebastianowym pokoju. Pamiętam, jak dziś, że właśnie Marek wziął mnie w swoje szorstkie, spracowane dłonie i oglądał chwilę jakąś, jak- bym był nigdy przez nikogo niedotykanym najcenniej- szym na świecie klejnotem. Przypominam sobie dokład- nie, że strużka łez popłynęła po jego policzku i po chwili, jak oparzony postawił mnie na półce. Zrobiło to na mnie tak niesamowite wrażenie, że od tego momentu głowę nie miałem niczym innym zaprzątniętą, jak właśnie Markiem. Moją kotwicą? Deską ratunku?! Chyba to w nim upatry- wałem. Długo go potem nie widziałem, ale nie mogłem o nim zapomnieć. Tęskniłem za nim, jak za ukochaną osobą. Wielokrotnie pragnąłem spocząć znowu w jego szorst- kich, spracowanych, ale jakże drogich i sprawiedliwych dłoniach. Nie znałem go, a jednak był mi bliski. Głupie, nie?! Lecz prawdziwe. Co chwila stawał mi przed oczyma ten jego tragiczny wyraz twarzy, prześladując mnie jak mara. Wielokrotnie próbowałem dociec w swoim gąbkowym mózgu przyczyny tego stanu rzeczy, ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na pojawiające się co chwilę pytania. Pozostawały bez od- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 29 powiedzi. Niestety. Z czasem poznałem prawdę, ale to było ładnych parę miesięcy później. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, ba nie przyszło mi nawet na myśl, że on jest moim lustrem. Odbiciem. Moim zwierciadłem. Echem. Nim Marek zjawił się ponownie u Sebastiana minęła wieczność. Tym razem gościł tam pięć dni. Czy wyobraża- cie sobie, jak się cieszyłem? Aż skakałem do góry z rado- ści. A jak on się cieszył, że ja nadal byłem tam, gdzie by- łem. Ponownie wziął mnie w swoje dłonie i od tego mo- mentu już mnie nie opuścił wciąż się mną bawiąc. Jestem wszak pluszową zabawką, jestem zatem do zabawy stwo- rzony, więc nic w tym dziwnego, że on pierwszy spośród tak wielu zrobił dla mnie tak wiele prawie niczym. Opie- kował się mną ciągle, nawet śpiąc nie wypuszczał z rąk. I wtedy to stało się coś, czego nigdy się nie spodziewałem. Widząc, że podobam się Markowi, Sebastian podarował mnie jemu właśnie. Jakaż radość rozświetliła twarz ofia- rowanego, gdy w końcu stałem się jego własnością. Roz- promieniał się powoli. Najpierw nieśmiało, jak letni wie- trzyk. Potem pełniej. W końcu przeistoczył się w gorący, wielki i nieokiełznany przypływu wielkiej radości. I nagle zapałałem do niego niespotykanym dotąd uczuciem – wielką, spontaniczną miłością. Nagłą, taką od pierwszego wejrzenia. Chyba wtedy go pokochałem. On mnie zapewne też. Podróż do jego domu spędziłem leżąc na dnie wielkiej brązowej torby. Niewygodnie mi tam było i straszliwie ciemno. Czymże jest jednak każda z tych niedogodności www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 30 w obliczu perspektywy zdobycia czegoś wyśnionego, utę- sknionego? Czegoś oczekiwanego, a wciąż niedoścignio- nego, które za chwilę miało się urzeczywistnić? Niczym. Na szczęście nie trwało to długo. U Marka jestem od dwóch lat i poznałem go już chyba pod każdym względem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Kocham go. Bardzo. I on mnie też kocha. Do niedawna miałem tylko taką nadzieję, ale dziś jestem pewien. Jest moim przyjacielem. I ja jestem tym samym dla niego. Od momentu, w którym wyzwolił mnie z półkowego marazmu u Sebastiana, stałem się jego towarzyszem doli i niedoli. Zawsze i wszędzie. Na dobre i na złe, chociaż częściej chyba na to drugie. Nie było chwili, abym przy nim nie był. Dlatego też stałem się niemym świadkiem części wydarzeń, które przyczyniły się niestety do jego zniszczenia. Z godnością przyjmowałem od niego każdą serca rozterkę, każdą łzę poniewierki. Byłem sternikiem, żeglarzem i okrętem. Kapitanem łodzi, która tułała się w poszukiwaniu Itaki szczęścia płynąc przez wzburzone morze istot przychodzących i odchodzących tak szybko jak przyszły. A on był Odyseuszem poszukującym wciąż Feaków. Ja mu w tym pomagałem, jak mogłem. Z milcze- niem i cierpliwością wysłuchiwałem jego częstych utyski- wań przyjmując każdą wypowiedź, wsłuchując się w każ- dy jego monolog. Towarzyszyłem mu zarówno w chwilach radosnych, jak i smutnych, zawsze podtrzymując go na duchu i przynosząc otuchę, której jakże często potrzebo- wał. Rzadko mi o tym mówił, ale ja wyczuwałem, że wła- śnie tego ode mnie oczekuje. I robiłem to najlepiej jak umiałem. www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 31 Widziałem też jak wygląda ludzka podłość, nienawiść, niewdzięczność. Byłem dla niego niejednokrotnie kołem ratunkowym. Szczególnie wtedy, kiedy ludzie, których tak kochał, którym ufał, wierzył dozgonnie i których nigdy nie pozwalał nikomu skrzywdzić, wysysając z niego wszystko, co szlachetne, rzucali go na głęboką, nie zawsze czystą wodę. To dzięki mnie regenerował siły, napełniał się znów dobrocią, miłością, pięknem, choć huragan dziejów starał się zmieść go z powierzchni ziemi. Przynosiłem mu też szczęście, gdy zabierał mnie na eg- zaminy. Szkolne, lecz i życiowe. Byłem dla niego swoistą alfą i omegą. Świat, w którym przebywał był odzwierciedleniem jego duszy. Wtłoczył mnie w niego zaraz po przyjeździe i na- tychmiast pokochałem go od pierwszego wejrzenia. Stwo- rzony został w jego małym pokoiku, który z całego trzy- pokojowego mieszkania wyalienowany został jak przed laty Berlin Zachodni z terytorium NRD. Panowała tam specyficzna atmosfera, w której człowiek czuł się bardzo skrępowany, przytłoczony maleńkością pomieszczenia, ale i grozą czyhającą na każdego w każdym elemencie, każdym szczególe dekoracyjnym tego pomieszczenia. Gdybym mógł wyrazić swoje odczucia w prosty sposób, powiedziałbym, że historia mieszała się w nim z teraźniej- szością. W pokoju wyczuwało się prawa dialektyki, które uderzały w zmysły z najmniejszego skrawka ściany, z najdrobniejszego fragmentu przestrzeni. Ściany – po- malowane na ciemno-wrzosowy kolor – jeszcze bardziej pomniejszały pokój. Przy jednej z nich stało stare, wielkie, dębowe biurko zabierając ponad połowę wolnej prze- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 32 strzeni. To na blacie znalazłem dom dla siebie. Dom – dobrze powiedziane – kawałek wolnej przestrzeni tylko dla mnie, ot cały dom. Za sąsiadkę miałem niewielką sto- jącą lampkę z zielonym abażurem i silną, mleczną żarów- ką. To właśnie przy tym meblu i w blasku tej żarówki Ma- rek zazwyczaj odrabiał lekcje, czytał książki i pisał wier- sze, które potem mi recytował oczekując recenzji. Podo- bały mi się, ale nie potrafiłem wyrazić swoich uczuć. Po- ezji się nie wyjaśnia, poezję się kocha. Marek tworzył też opowiadania, ale nigdy mi ich nie przeczytał, wrzucając je do jednej z dwóch szuflad pod blatem biurka i nigdy po- tem do nich nie zaglądając. Resztę przestrzeni zajmowało nowoczesne i składane na dzień w fotel, łóżko – miejsce do odpoczynku, wspo- mnień i zadumy – oraz wysoka do sufitu i wąska na kil- kadziesiąt centymetrów szafa z półkami uginającymi się od książek. Dwie pozostałe ściany zajęte zostały przez okno a także drzwi wejściowe do pokoju, za którymi świat ten się urywał. To właśnie przez to okno wielokrotnie pa- trząc w gwiazdy i wyszukując wśród nich znanych sobie konstelacji czekał, aż owiewający go wietrzyk przyniesie sobą wenę twórczą. Na ścianach wisiało mnóstwo plakatów o tematyce fan- tastycznej, pomiędzy którymi szalona ręka Marka umie- ściła wielkiego szmacianego Smerfa z kolczykiem w pra- wym uchu i owiniętą wokół jego szyi żmiją, miecz z epoki Conana, na który nabity został zabawkowy wąż oraz wspomnienie wielu górskich przechadzek – prawdziwą ciupagę wprost z Zakopanego. Wszystko to umieszczone ręką poety i estety jednocześnie. www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 33 Największymi sprzecznościami, choć stanowiącymi jedność, był targany jednak blat biurka, gdzie dusza Mar- ka zrealizowała się chyba najpełniej. Przestrzeni wolnej było tam niewiele, wręcz w ogóle, ale właściciel komplet- nie nie dbał o to. Aby napisać albo przeczytać cokolwiek, zawsze znajdował bowiem miejsce przesuwając któryś z przedmiotów. Mnie o, dziwo, nigdy nie dotknął, co bar- dzo mi schlebiało. Blat zapełniony był wszystkim, co mu przypominało dawne lata, dawnych ludzi, którzy zazwyczaj wycierali sobie jego imieniem usta, którzy przekazywali go sobie z rąk do rąk jak pałeczkę podczas biegu sztafetowego, któ- rzy licytowali się między sobą, kto częściej wypowie jego imię. Tyle po nich zostało. Garstka rupieci, które zalegały blat biurka. I tak w wielu przypadkach zbyt dużo. Wśród nich były maskotki, zdjęcia, osobiste przedmio- ty porozrzucane na blacie w chaosie, jak myśli w głowie. W tym bałaganie każdy z przedmiotów miał jednak swoje ustalone miejsce. Nawet, gdy je opuszczał, to zawsze wra- cał do pierwotnego położenia. Czego tam nie było? Sa- mowar. Prawdziwy. Dziesięć figurek z „Muppet Show”. Gumowy dinozaur. Trzy gry logiczne Rubika, wśród nich ta najsławniejsza – kostka. Jakiś pluszowy miś. Dartanian przebrany za postać psa. Kotek z króliczej skórki. Stary, niesprawny zegarek na rękę. Zdjęcie ładnej i zgrabnej blondynki w przyciemnianych okularach. Porcelanowy wazon ze starogreckim wzorkiem na obwodzie. Miniatu- rowy, ale wiernie odtworzony model ciężarowego samo- chodu. Sterta cienkich książek. Woskowy Mikołaj. Trzy Smerfy. Niebieski gwizdek sędziowski. Stojąca lampa. No www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 34 i ja. Każdy z tych przedmiotów pozornie niemy, statyczny, niekiedy wypchany, tak naprawdę żył w swoim wnętrzu życiem tego, który był jego właścicielem, zanim nie stanął na blacie dębowego biurka. A Marka wyobraźnia kierowa- ła każdego z nich poczynaniami napełniając ich nią tak, jak się napełnia balon gazem tuż przed wylotem. Ja też żyłem tak, jak one. Nim dowiedziałem się o tym minęło wiele, wiele miesięcy. Marek traktował mnie szczególnie, ale nigdy w oczach swoich kolegów nie zauważyłem krzywego spojrzenia, nienawiści, czy niechęci. Każde z elementów biurkowego blatu było częścią potężnej budowli, piramidy, która po- zwalała mojemu właścicielowi wiedzionemu obrazami przeszłości i marzeń podążać swoją łodzią ku Itace. Z cza- sem poznałem wszystkie stworzenia i przedmioty z blatu biurka. Z wieloma zaprzyjaźniłem się, lecz w mym sercu szczególne miejsce zajmował tylko Marek. Podobnie, jak ja w jego sercu. Tylko mnie zwierzał się ze swych proble- mów i kierował się wraz ze mną w jakimś nieznanym mi kierunku. Wysłuchiwałem go zawsze, milczeniem poma- gając mu, bo w żaden inny sposób nie potrafiłem. Coraz bardziej jednak stawał się samotny i coraz moc- niej zakorzeniał się w nas – jego maskotkach i pamiąt- kach wydarzeń z dawnych dni. Coraz częściej pojawiały się w jego oczach łzy i niestety coraz smutniejszy miał wy- raz twarzy. Był w pewnym momencie jak statek, co w środku morza tonie, choć statków obok niego tysiące. Przez ten trudny czas bardzo się zmienił. Z istoty po- www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 35 godnej i patrzącej z optymizmem, której jedynym celem w życiu było nieść szczęście każdemu, niezależnie od tego, jaki do niego stosunek miało serce, stał się wrakiem czło- wieka. Pomimo tego, że opanowała go frustracja nie wy- tracił w sobie wszystkich walorów, którymi był obdarzo- ny. Nie gasła w nim praca i chęć pomocy, choć radość nie- stety zniknęła bezpowrotnie z jego oblicza. I wtedy to za- czynał coraz częściej zamykać się w swoim pokoju, do którego nikt z czasem nie miał prawa wejść bez jego zgo- dy. Bałem się, że zwariuje, ale on chciał żyć tylko wspo- mnieniami, skoro rzeczywistość nie pozwalała wzbogacać wnętrza nowymi doznaniami. Pewnej nocy po raz pierwszy pokierował nami poprzez swoją wyobraźnię. Zatańczyliśmy przed nim szalony ta- niec wyzwolenia. Tak mu się to spodobało, że powtarzał to później prawie każdej nocy. Zawsze towarzyszył temu ten sam rytuał. Rozpoczynało się to około północy. Róż- nie, raz przed, niekiedy tuż po, ale nigdy równo o dwudziestej czwartej. Marek podchodził do okna i szu- kał Wielkiego Wozu. Kiedy odnajdywał go, myślami błą- dził po dawnych latach tak długo, aż chłód na tyle dawał mu się we znaki, że musiał przymknąć okno. Wtedy za- siadał do biurka i w nikłym świetle lampki rozpoczynał zaklęcie: „JESTEŚCIE ZABAWKAMI, KTÓRE POZOR- NIE NIE MYŚLĄ, ALE PRZECIEŻ WY RÓWNIEŻ PO- SIADACIE DUSZE. CHODZI TYLKO O TO, ABY JĄ ZNALEŹĆ I ZROZUMIEĆ. ZA CHWILĘ WSTANIECIE I ZATAŃCZYCIE TANIEC, KTÓRY WYRAZI WSZYSTKO TO, CO CZUJECIE. KOCHAM WAS ZA TO I JEDNO- CZEŚNIE NIENAWIDZĘ!” www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 36 Po tych słowach, natychmiast, bo dosłownie w kilka sekund, stawaliśmy się gotowi do tańca. Nie wiadomo skąd napływała muzyka, więc rozpoczynaliśmy taniec. On wyrażał wszystko. Tęsknotę. Wiarę. Nadzieję. Miłość. Ra- dość. Szczęście. Przyspieszając z chwili na chwilę w tym szaleńczym tańcu, nagle zastygaliśmy w połowie rytmu i zatrzymywa- liśmy się w całkowitym bezruchu. Nasłuchując. Oczeku- jąc. Nie wiedzieć, czego. Marek wodził wtenczas po nas swoim przenikliwym wzrokiem, jak szperacz po scenie, aż zatrzymywał go utkwionego w moją postać. Potem chwilę przekazywał mi swoje myśli, aż w końcu zasiadał do kart- ki papieru i zapisywał to wszystko, co przed sekundami usłyszałem od niego. Powstawały wtedy pełne smutku wiersze i opowiada- nia. I tak w kółko co parę dni. Dziś, kiedy patrzę na niego mam głowę nabitą myśla- mi. Teraz śpi spokojnym snem, lecz jakże często w swoim życiu miał z tym problemy, budząc się w środku nocy zla- ny potem, wystraszony, oczekujący pomocy, która nie nadchodziła. Lecz za chwilę zbudzi się i od powitania ze mną roz- pocznie swój kolejny, trudny jak każdy, dzień. Setki ludzi weszło w jego duszę i serce razem z chwilami z nim spę- dzonymi tak, jak się wchodzi do hotelowego pokoju, a on mimo to nadal trwa i egzystuje. Podziwiam go i z dnia na dzień coraz bardziej zachodzę w głowę, jaka jest między nami różnica? Co dzieli nas. Co www.e-bookowo.pl Paweł Bronicki: Tam za zakrętem. Opowiadania | 37 łączy? I nie wiem już doprawdy, czy to ja jestem nim, czy też może on jest mną? Bolesławiec, wrzesień 1989 roku. www.e-bookowo.pl (żadnych), Oto Ja – Paweł Marek BRONICKI. W całej okazałości. Kim jestem? Po pierwsze – Polakiem. Z dziada prad- ziada. Z krwi i kości. I na dodatek dumnym z tego niezmiernie. Po drugie – człowiekiem. Zawsze i wszędzie, niezależnie od sytuacji i nastroju. W świecie poezji i prozy zaś jestem Nikim. Osobą bez istotą bez dokonań nazwiska (uznanego). A tak na poważnie – w życiu jestem przede wszystkim głową szczęśliwej rodziny (żonaty od 1991 roku, córka, syn oraz ja). I jestem szczęśliwy, że ich mam, bo dzięki nim realizować mogę swoje marzenia i przenosić na papier to, co serce podpowie, a dusza ubierze w proste słowa. Wiersze i opowiadania piszę od ponad dwudziestu lat i dopiero teraz udało mi się je wydać, ponieważ dotychczas lądowały raczej w szufladzie, jak na półce czy ladzie sklepowej. Marzę, abyś Ty zabiegany, zaganiany Czytelniku zatrzymał się na chwilę, przeczytał zebrane w tym tomiku opowiadania, zadumał się przez chwilę, zastanowił i pognał z nimi w dalszą drogę inaczej spoglądając na świat. Tak niewiele wymagam od Ciebie – chwilki. Oczekuję też dogłębnej krytyki, wszak nie ma ideałów. Odczucie czytelników jest dla mnie najważniejsze, dlatego proszę o wszelkie komentarze do mojej twórczości pod poniższy adres: pabro68@poczta.fm. Każda sugestia, każdy przesłany komentarz przyczyni się do rozwoju mojej twórczości. Pozostaje mi tylko żywić nadzieję, ze z jednej strony na tym tomiku nie zakończy się moja twórczość a nasza współpraca (moja z Tobą, Czytelniku) będzie kwitła w przyszłości.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tam za zakrętem. Opowiadania
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: