Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00324 008764 14653162 na godz. na dobę w sumie
Teapot - ebook/pdf
Teapot - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 63
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3984-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Dwóch młodych polskich emigrantów - Filozof i Blacha - zamieszkujących w UK przez przypadek wchodzi w posiadanie ceramicznego czajniczka do parzenia herbaty. Czajniczek, choć na taki nie wygląda, okazuje się bardzo wartościowym przedmiotem, a jego twórca to niezwykle intrygująca postać... Akcja, doskonałe dialogi, fantastyka i miłość.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

grzegorz przybyszewski teapot Wydanie elektroniczne: 2013 Projekt okładki: Grzegorz Przybyszewski © Copyright by Grzegorz Przybyszewski ISBN 978-83-272-3984-6 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. *** - Ty, pożycz mi kasę. - Znowu?! - Zawsze ci oddaję. - Oddajesz mi, oddajesz, ale ile razy można?! - Wszystko mi się pieprzy - już myślałem, że sobie zaplanowałem, a tu znowu coś. - No dobra, pożyczę ci, a ile chcesz? - Stówę. - Stówa to nie tak źle, a po co ci to? - Na zakupy, na żarcie, do wypłaty, no wiesz... - No wiem, wiem... - Ty wiesz, co mi się dzisiaj śniło? - No co? - Że umiem śpiewać jak Pavarotti, albo lepiej, jak jakiś kastrat. - Z tego co wiem, to ty raczej umiesz śpiewać, może nie jak Pavarotti, ale Kaśce się podobało, tak swoją drogą, to co to jest, że jak pojawi się jakiś fircyk z gitarką, to większość z nich od razu mięknie. - Nie wiem, ale w tym śnie to ja śpiewałem totalnie - jechałem pociągiem i nagle zacząłem śpiewać, w tle muzyka, wszystko zamienia się w scenę z musicalu, pociąg się zatrzymuje w samym środku nikąd, ja podchodzę do okna i ś p i e w a m ... Pasażerowie tańczą, konduktorzy tańczą, a potem kończę i wszystko staje się znów zwyczajne. - Ładne to, prawie to widzę. Ty kurna jesteś artysta - mówię ci, napisz coś, skomponuj coś, bo malować to chyba nie umiesz, co? - No nie, malować nie umiem. - Dobra kończymy, bo robota czeka, zaraz nas jebną za gadanie po polsku. Ta już się patrzy. Myślą, że je obgadujemy. Ale dupy - lubię takie. Nic tylko imprezka - cały tydzień w robocie, a potem zapomnieć, zachlać się, zaklubować - w tym tygodniu sam w to wchodzę. A ty Artysta co robisz? Wiem, będziesz siedział w internecie, od żywych wolisz wirtualne, dobre i to, przynajmniej dzieciaka nie machniesz, najwyżej se klawiaturę zamoczysz - ha, ha! - Odwal się! Nie siedzę w necie dla panienek, tylko czasami dobrze sobie zrobię i tyle - natura ludzka - syf, kiła, mogiła i cielesne płyny. - Dobra, nie filozuj, idziemy zrobić Irene, a tak swoją drogą, czego oni nas razem przydzielają, nie powinno się w dwóch facetów robić, ale kto ich tam Angoli jebanych zrozumie - ty zauważyłeś jak ja klnę - masakra, muszę się trochę pilnować i zadbać o język ojczysty, bo co jak co, ale go tu reprezentuję, ambasadorem tu jestem lub coś w tym guście. Czajniczek - Ty, byłem wczoraj na carboocie, zobacz co kupiłem. - No kurwa, nie wierzę! A po co ci to? - Na herbatę. - Ty już całkiem chcesz być jak Angol. - Z takiego czajniczka lepiej smakuje i parzy się jak trzeba. - Kurna, stary!... parzy się, smakuje - ale ty bredzisz, wrzucasz torebkę do kubka, zalewasz wrzątkiem i masz herbatę. - A ja wolę czasami pokombinować, postawić na jakość i estetykę. - Tak, tak... Wiesz co Artysta, gdybyś ty tych cipek na sieci nie oglądał, to bym na bank powiedział, że ty gej jesteś. No ale widać nie... ty, ty patrz, co ten koleś za oknem tak się nagapia! - Gdzie, nie widzę. - No tam, za oknem... o, już zniknął, ciemno i myślał, że go nie widzimy. Może ojebać nas chcą? - Okraść znaczy się? - Tak właśnie, okraść - ale przeklinam, już mówić normalnie nie umiem. - Ale my nic tutaj nie mamy. - To jest smutna prawda - my tu nic nie mamy, no bo przecież nie te dwa stare lapki i jeszcze starszy telewizor. - A jak on wyglądał? - A ja wiem? - No stary, m³ody, jak ubrany? - Taki koło pięćdziesiątki, raczej elegancko. - No to coś nie tak, tacy raczej nie kradną. - No tak.... może pedał jakiś i szuka chłopaków. - Ty już od razu, że pedał... pewnie tak tylko z ciekawości zaglądał... ty, ale ta Irene wczoraj była osrana, co nie? - Cała w gównie... a tak w ogóle, jak będziesz gadał o rezydentach w ich obecności, to chyba na ciebie doniosę. - O,o,o!- „to chyba na ciebie doniosę”, aleś ty przepisowy, tylko spróbuj Filozof, jaja ci urwę. - No jasne, że nie doniosę, ale nie można tak, to są ludzie i mają swoją godność. - Masz rację, ale się czasami nie mogę powstrzymać - oni i tak nie rozumieją. - Ja tam myślę, że rozumieją, przynajmniej czują, czują cię, czy starasz się być miły, czy traktujesz ich z szacunkiem, czy pieprzysz od rzeczy, jak ty, Blacha. - No dobra Filozof, może i masz rację... - A dlaczego ty w ogóle robisz tą robotę, to do ciebie nie pasuje. - Na pozór nie pasuje, ale ja lubię tych dziadków, nie wszystkich, ale prawie. - Jak na ciebie patrzę, to ty powinieneś robić jako... no nie wiem, mechanik samochodowy, albo nawet ochroniarz. - Mógłbym, a owszem, robiłem to i to - jakbyś trafił Filozof - ale ci powiem coś, mnie wychowywała babcia, jak byłem jeszcze gówniarzem, to jej się pogorszyło, a ja się nią opiekowałem, bo ona też nikogo poza mną nie miała, a potem zmarła i ja byłem na świecie sam, sam jak chuj, samiusieńki bez nikogo. I nadal jestem - no może poza tobą Artysta, ale wiesz - między nami nie ma miłości. Jesteśmy dobrymi kumplami... dobre i to, co nie? - Aleś się rozczulił. Mówię, bo mi do tej roboty nie pasujesz, ale jak cię widzę w akcji, to sobie myślę, że jesteś w tym cholernie dobry, a potem jak wyjdziesz z roboty, to się zmieniasz i znów jesteś szorstki. - Dzięki za komplement - wiesz co Filozof, ja cię chyba lubię, nie wiem dlaczego, ale cię lubię, dziwny jesteś, ale cię lubię. - Dzięki Blaszka... ale ta Irene była osrana, co! - Cała w gównie, nawet we włosach! - Ty, pokaż mi jeszcze raz ten czajnik. - Sam sobie zobacz, tam stoi. - Mogłeś już kupić coś ładniejszego, toto wygląda jak z NRD. Co to w ogóle za styl, co za epoka? - Chyba żadna, wczesny Gierek - jakby trochę na ludowo, kolory okropne i kształt kompletnie odjechany, ale jakoś go lubię. - Zawsze wiedziałem, że jesteś pojebany. - Ty wiesz Blaszka, wczoraj widziałem chyba tego twojego gostka, co nam przez okno zaglądał, tak jak mówiłeś, koło pięćdziesiątki, taka nieco przebrzmiała elegancja, cholernie angielski, jak z lamusa. - To może być ten sam, a gdzieś go widział? - Niby mnie mijał, jak wracałem z roboty, potem otwieram drzwi do domu, a on się obrócił w moją stronę, potem się zmieszał i poszedł dalej. - To już się robi podejrzane. Jak go zobaczę jeszcze raz, to mu chyba jebnę, tak na zapas. Już dawno nikomu nie walnąłem - myślałem, że wczoraj na imprezie, ale się powstrzymałem, bo by potem gadali na Polaków, a ja tego nie chcę. - Byłeś wczoraj na imprezie? - Ano byłem, na międzynarodowej... a po imprezie co robiłem Filozof!? - Ruchałeś. - Tak jest Filozof, tak właśnie było. Co te angielskie dupy na siebie nie ponakładają, aż się całe kleją od tych kosmetyków. I jeszcze mi mówi: nie całuj, bo mi makijaż zepsujesz i od razu mi cycki wystawia. - Ileś ty już tych lasek obrócił? - Nadrabiam za takich jak ty, co se tylko konia walą przed komputerem. - Wiesz co Blacha, mógłbyś być dla mnie trochę milszy. - Sorry Artysta, przecież wiesz, że cię lubię. - Drogo tu, co nie? - W Otley? - No. - No drogo - pięć i pół stówy za miesiąc... i jeszcze te wszystkie opłaty. W takim Shipley masz to samo o stówę taniej, nie mówiąc o Bradford, tam masz to samo za połowę. - Ale tam jest kurwa Pakistanowo - tam połowa to muzułmanie. - Nie połowa, ale dokładnie jedna piąta - sprawdzałem. - No dobra, ale wygląda, jakby ich tam była połowa. - Z tą połową to tak się znów bardzo nie pomyliłeś, oglądałem wczoraj na YouTubie, że połowa dzieci urodzonych w Belgii to muzułmanie. - No co ty gadasz, połowa! To przecież oni nas zaraz zaleją! - No tak, dokładnie. Mają po prostu dużo dzieci na jedną rodzinę. A biali Europejczycy mają średnio 1.3 dzieciaka na parę. - Nic tylko idę ruchać bez gumy! - Usuną, nie będą chciały mieć polskiego dzieciaka i to w dodatku z tobą. - Ale ci zaraz jebnę! - No spoko, spoko - nie unoś się, żartowałem... - Kadafi powiedział, że muzułmanie nie potrzebują terrorystów i Dżihadu po prostu wezmą nas na ilość i wykorzystując demokratyczną wolność, przerobią Europę na Islam. - O kurwa! Filozof, do boju! Ja nie chcę nosić brody i modlić się pięć razy dziennie! Ty będziesz mózgiem operacji, boś bardziej kumaty, a ja będę ruchał, bo się do tego nadaję! Zrobimy sobie koszulki z Sobieskim i pobijemy tą hołotę. - Spokojnie Blacha, nie bądź rasistą! - Ale to brudasy, smoluchy jebane! Nie lubię tego. - To polub, bo nie masz wyjścia. - A zresztą sam wiesz co robią, wszystkie te zamachy... - Obawiam się, że to nie do końca tak. - Jak to, nie tak, a kto rozwalił te dwie wieże w Nowym Yorku!? - To nie jest takie proste, jak ci mówią w telewizji, wygląda na to, że ktoś robi cały świat w balona. - Co ty gadasz, znowu filozofujesz. - Dobra Blacha, pokaże ci parę rzeczy, a ty mi obiecasz, że obejrzysz, a potem powiesz mi co myślisz. - Ja nie mam głowy do oglądania. - Masz, masz tylko nie wiesz - wszystko wygląda podobnie jak z tą świńską grypą, a to już wszystko wiesz. - No wiem, nie musisz być zbyt kumaty, żeby to pojąć. - Tak właśnie, Blacha. - Ale miałem fajny sen. - No wal. - No więc chodziło o ten czajniczek... - To enerdowskie gówno? - Tak właśnie. - No... - Raz chcę zrobić w nim herbaty, a tu nagle coś się dziwnego z nim dzieje i jak w tej bajce o Dżinie, z czajniczka wylatuje taki fajny duch i mówi, że mam jedno życzenie i on je spełni. - No to przyjemny sen. - No, ale tak mnie zaskoczył tą ofertą, tak się zmieszałem, że się obudziłem. - Czyli spaprałeś sprawę... ale ci się nie dziwię, bo sam bym się obudził. - Potem próbowałem jeszcze zasnąć i śnić dalej, ale mi się nie udało. - Aaa, ty! Znów widziałem tego gostka - jakoś mi się on dziwnie z tym czajniczkiem kojarzy. - Gdzieś go widział? - Znów tu się kręcił koło domu, mówię ci Filozof, ja mu jebnę, bo on jak dla mnie to jest mocno podejrzany. - Ale czego on może chcieć? - Zboczek jakiś, chyba mu się podobamy. Myśli, że jak imigranci, to może dadzą mu dupy za pieniądze. - Może być. - Ja ci powiem Filozof, jak on jeszcze się będzie naprzykrzał, to trzeba go będzie przydybać, przestraszyć, stłuc mu ryja i zapytać grzecznie, o co chodzi? - Kryminał Blacha, kryminał. - Wiem, ale jak by tak sprawę przemyśleć i podejść inteligentnie, to dałoby się zrobić. - No, jakby inteligentnie, to może by się dało. Czeszka - Ładna dziewczyna ta Czeszka. - Czy ja wiem? Ani cyców nie ma, ani dupy i w dodatku w okularach. - Ty Blacha jesteś beznadziejny - cyców nie ma i dupy - to jest osoba, to nie jest mięso! - Zaraz, zaraz Filozof, co ja tu słyszę, dziewczyna cię interesuje, no proszę, a ja już myślałem, że ty jesteś stracony. - Blacha nie pier..., proszę cię! - Jakbym ulgę poczuł... ta Czeszka, to nie jest żadne objawienie, ale dobre i to. Ty wiesz co, tak w zasadzie, to ja nawet nie wiem, bo ona nic nie pokazuje, ale jakby ją przyzwoicie ubrać, podmalować, to mogłaby być z niej niezła dupa. - Oj Blacha, Blacha, po co ja ci to mówiłem. Czemuż mnie karma takim fizolem pokarała. Ty nawet nie jesteś taki głupi, jak jesteś, to znaczy się... - Dobra, dobra Filozof... przeciwieństwa - rozumiesz... p r z e c i w i e ń s t w a... a próbowałeś do niej zagadać? - No nie, jeszcze nie, to znaczy się rozmawiałem z nią, no wiesz jak to w robocie, ale nie żeby się z nią umówić. - Ale podoba ci się? - No tak. - No to na co ty czekasz, jak się będziesz zastanawiał, to ci ją ktoś inny sprzątnie! - Ja to nawet nie wiem, czy ona jest wolna. - To się dowiedz, od czego masz kolegów, znaczy się kolegę, znaczy się mnie! - Popytałbyś dla mnie? - No jasne Filozof i nie musisz się bać, że ci ją dmuchnę, bo ja takich nie lubię, ale do ciebie to ona pasuje... Filozof!, ja się jeszcze na twoim weselu będę bawił! Mogę być twoim świadkiem, albo drużbą, czym chcesz, ale jedno wiem na pewno, najebię się w trzy dupy przy takiej okazji! - Stop, stop Blaszka, hold your horses, jak mawiają Anglicy, ja nawet nie wiem, czy chciałbym z nią być, na dobrą sprawę, to ja jej nie znam. - Ty się już kurna nie martw, ja sprawę poprowadzę, bo ty Filozof może jesteś kumaty, ale do spraw organizacyjnych to się nie nadajesz. - Teraz żałuję, że ci cokolwiek powiedziałem. - Nie pożałujesz, jak posmakujesz Filozof - zobaczysz, nie pożałujesz! - Co to jest, Blacha? Coś ty na siebie włożył!? - Co, nie podoba ci się!? - Wiem, że jesteś patriotą, ale to jest przesada! - A patrz z tyłu, jaki orzełek! - Na całe plecy! - I „Polska” na klacie - nie Poland, ale POLSKA. - To wygląda, jakbyś na jakieś mistrzostwa jechał. - Życie tutaj to mistrzostwa, musisz być mistrzem, żeby nie ocipieć. Mi czasami tak serducho z tęsknoty ściska, że nie mogę. - Home sick. - Weź ty mi tu nie pierdol po angielsku - przynajmniej nie teraz, jak pierwszy dzień noszę tą bluzę i jestem z niej dumny jak chuj! - Jak będziesz to nosił, to nigdzie z tobą nie idę. - A co, swojego kraju ojczystego się wstydzisz!!! Ja się nie wstydzę, ja jestem dumny i jak mi jeszcze coś powiesz, to ci jebnę! - Nie rozumiesz nic i głupi jesteś, wyglądasz w tym jak wieśniak........AAAAAA!!!!! - Masz za wieśniaka i za ojczyznę, żebyś se nie myślał, że możesz godło obrażać! - Auuuu... Blacha, wiesz jak to teraz boli! - Bo ma boleć, następnym razem uważaj co gadasz! - Sorry Filozof, poniosło mnie. - Ale ty furiat jesteś. - Wiem, powinienem się hamować. - Sorry za wieśniaka, Blacha. - Ok... ale masz śliwę. - Okropnie to wygląda, pójdę chyba do GP, żeby mi coś dał na gojenie. - No, może ci coś da - sorry Filozof jeszcze raz. - Ok, już po sprawie, muszę tylko jakąś wersję wymyślić, jak mnie będą pytać w robocie. - Powiesz, że nie chcesz o tym mówić i już. - No tak, zawsze mogę tak powiedzieć. - Ty, Blacha! - No. - Czeszka się mnie pytała, co się stało z moim okiem, taka była troskliwa i miła... - No to znaczy, że działa. - No chyba. - Widzisz Filozof, niechcący zrobiłem ci przysługę, możesz mi teraz podziękować. - Wiesz co... - Dobra, dobra, nie denerwuj się, teraz tylko musisz dobrze rozegrać sprawę. - To znaczy? - Pozwól jej się sobą zaopiekować i wiesz...? - No chyba wiem. - Bylebyś tylko nie spierdolił sytuacji - jakby co, to zawsze konsultuj się ze mną, dużo ci nie policzę! - Dzięki. - Zombi, co nie? - Że co? - Zombi mówię - ci dziadkowie z demencją. - No. - Snują się jak w jakimś śnie, chodzą za tobą, wyciągają ręce, zadają ci jakieś pytania z kosmosu... - Babeczka na tym kursie mówiła, że będzie tego co raz więcej, bo się społeczeństwo starzeje - 3 na 5 osób w podeszłym wieku ma to mieć. - Tak że możemy być gotowi Filozof. - Możemy być. - Już siebie widzę, kompletna czapa i tylko jak zobaczę fajną dupę, to ręce mi zaczną chodzić, bo już pewnie mi nie stanie, będę coś blubrał pod nosem i tyle, tyle ze mnie zostanie, a ty mnie nawet nie odwiedzisz, bo będziesz taki sam, a dla rodziny jaki to chuj, ile to problemów, takie domy na dobrym poziomie jak nasz, to najlepsze rozwiązanie. - Można jeszcze umrzeć za młodu. - To jest jakiś pomysł. - Eutanazja na życzenie - wiesz już, że się zaczęło, wiesz, w którą stronę to idzie, więc wybierasz koniec. - Trzeba odwagi i trzeba być chyba ateistą. - No chyba tak. - Ty byłem wczoraj w Leeds u jednego kolesia. - No... - I tam spotkałem innego kolesia. - No... streszczaj się Filozof, co to za koleś? - Bardzo ciekawy... z Bagdadu. - Skąd? - Z Bagdadu, ze stolicy Iraku. - A jak on się kurwa tu znalazł? - Tego to akurat nie wiem. - No dobra, mówiłeś, że ciekawy. - No, mówił mi różne ciekawe rzeczy. Tak w ogóle, to oni mieli tam punkową kapelę i śpiewali o wojnie itd. - Oni tam muszą mieć totalną rozpizdówkę. - Mówił mi, że to, co tu pokazują w telewizji to kompletna bzdura, że zginęło już tam milion osób, że Amerykanie robią co chcą, że robili jakieś dziwne rzeczy w Babilonie, założyli tam bazę wojskową, zniszczyli zabytki klasy zerowej - a to zresztą do spółki z Polakami - i że on kompletnie nie rozumie, dlaczego ludzie tutaj to kupują, że tak łatwo się na to zgadzają. - Jak to dlaczego?! Terroryści. - To ściema, wszystko było po to, by usprawiedliwić Afganistan i Irak, już ci mówiłem, jak byś pooglądał i poczytał, to byś szybko zajarzył. - Nie chce mi się w to wierzyć Filozof... - Ja sam do końca nie mogę w to uwierzyć, ale to wychodzi coraz bardziej, cały świat został oszukany, coraz więcej ludzi o tym mówi i to nie tylko z podziemia - wygląda na to, że za chwilę to wszystko jebnie jak wielki balon. - Ja tam kurna nie wiem, ale gdyby to miało być prawdą, to wszystkim - łącznie ze mną zrobi się bardzo smutno. - Bardzo, bardzo smutno Blacha. - No i co Filozof, coś tam znów wyczytał? - Nic. - No jak to, nic? Czytasz i czytasz, słuchasz, oglądasz i nic? - Nic... nic nie wiem. - A ja myślałem, że ty już coś wiesz, a ty mi mówisz, że nic nie wiesz! - Nic nie wiem, nic z tego nie rozumiem... - A ciągle mi tu gadasz, że coś się dzieje, co chwilę mi jakieś sensacje nadajesz, a teraz mówisz, że nic. - Coś się dzieje, tylko że nie wiem co. - Oj, niedobrze Filozof, a ja myślałem, że ty mi wytłumaczysz, naświetlisz sprawy... - Mam dosyć, nic mi się nie chce, chętnie bym się rozpuścił, spokojnie i zupełnie, rozpuścił się i zniknął bez śladu. - I mnie tu kurwa zostawił, w tym UK, nie ma tak łatwo. - Czasami to jest nie do zniesienia - musisz istnieć, opowiadać się za, opowiadać się przeciw, angażować się, mieć w dupie, ale zawsze w jakiś sposób być... każdy powinien mieć możliwość bezbolesnego rozpuszczenia się, bez tych ohydnych, drastycznych samobójstw, po prostu ciche i bezbolesne zniknięcie. - Niewielu by zostało... co nie? - Tak jakby...Wiesz co Blacha!? - Co? - Zadzwonię do Karoliny. - Do tej Czeszki? - No. - A co cię tak nagle wzięło? - Chyba to, że nie wiem i że mi się nie chce. - Nie chce ci się, ale ci się chce... - Tak jakby Blacha... - No to dzwoń, bo ci się całkiem odechce. - Masz jeszcze jej numer? - Mam, chociaż mi kazałeś wywalić, ale ja czułem Filozof, że cię jeszcze przyciśnie. - Ty mógłbyś Blacha pracować w wywiadzie. - No... też mi się tak zdaje. Poczekaj znajdę. - Mogę z twojej komóry? - No... masz i dzwoń. - I co, jak poszło? - Ładnie. - Co znaczy ładnie? - Mamy się spotkać przy moście za pół godziny. - No to się Filozof uczesz, wysikaj i idź! - Zrobię jak mówisz, Blacha. - Idź i mi tu za szybko nie wracaj, bo jak mawiał poeta „noc do kochanków należy...” czy jakoś tak. - Który to niby poeta? - Chuj go tam wie który... idź, idź już Filozof, bo jak mawiał ten sam poeta... - Dobra Blacha, jakby co to biorę klucze. - Ok, nara! - Znowu miałem ten sen. - Że niby jaki? - Ten że śpiewam. - Aha. - Ogólnie wszystko było takie samo, tylko bardzo drobne różnice. - Śpiewasz, pociąg zwalnia i wszyscy słuchają. - Właśnie tak... ale nie rozumiem tego snu.. - A czego ty chcesz wszystko zrozumieć? - Nie wiem, już taki jestem. - No tak, każdy jakiś tam jest, ja na przykład nie lubię rozumieć, jak coś za dobrze rozumiem to się dziwnie czuję, ja tam wolę wszystko brać na żywioł. - W tym śnie wszystko jest normalnie, toczy się po swoich torach jak pociąg, a potem wszystko się robi kosmicznie piękne i niezwykłe, a potem znów robi się zwyczajne. - Chciałoby się, żeby cały czas było niezwykle, co nie? - No tak, dlatego ten sen jest trochę smutny... - Ty Filozof, a jak tam Czeszka? - Na razie to takie przełamywanie lodów, ale chyba coś z tego będzie. - No to pięknie Filozof, powiedz mi jak zaruchasz. - Ale ty jesteś ordynarny Blacha... nic ci nie powiem, to moja prywatna sprawa. - Ja ci zawsze mówię. - Bo ty to robisz dla sportu, a zresztą ja wcale nie chcę tego wiedzieć. - Oj, pachnie mnie tu miłością... - Wiesz co Blacha, zamknij się! A ty co, nie chciałbyś się zakochać? - A bo ja wiem? – przyjdzie czas to się zakocham, na razie się bawię i całkiem mi z tym dobrze... słyszałeś ten kawał? Jedno jajo mówi do drugiego jaja: - Chuj chyba znowu gdzieś wychodzi. - Czemu? - pyta się drugie jajo. - Bo zakłada płaszcz przeciwdeszczowy! - Ty i te twoje cienkie dowcipy. - No co chcesz, dobry jest... i nie moje, bo mi to nowy dziadek powiedział, a zaraz potem się zorientowałem, że on tylko mówi ten dowcip i nic więcej - czujesz to, tylko ten dowcip o jajach i nic więcej. - Ciebie Blacha czeka dokładnie to samo. - Może i tak, mam duże szanse. Mówiłeś, że jest 3 na 5 z demencją, za naszych czasów będzie 10 na 10. Ja będę mówił jeden sprośny dowcip, a ty Filozof nic nie będziesz mówił, tylko będziesz siedział z tym swoim mądrym spojrzeniem i każdy będzie myślał, że można ciebie o wszystko zapytać, ale ty zamiast mózgu będziesz miał galaretę i nawet jeśli byś coś ważnego zrozumiał, to wszystko i tak zapomnisz i... - Starczy już Blacha, to i tak za dużo jak na ciebie, jeszcze nie słyszałem, żebyś tyle za jednym razem powiedział. - No, racja - chyba wezmę przeciwdeszczowy płaszcz i uderzę do Holly, dawno u niej nie byłem... swoją drogą to dziwne imię dla takiej laski jak Holly, co nie? - Holly ma dwa l, a holy jedno - holly jak twoja Holly znaczy, o ile dobrze pamiętam, ostrokrzew. - O! to by się zgadzało, święta to ona nie jest, a ostra jak najbardziej - ładnie to pokombinowałeś Filozof, czasem się na coś przydajesz. Plan - Ty, widziałem tego gostka. - Znowu!? - Jakby za mną szedł. - Czego ten palant chce? - Szedł tak długo, aż nie podszedłem do Karoliny. - Może się rozczarował, że masz dziewczynę, pedał jeden. On chyba na ciebie leci. - Nie wiem o co mu chodzi, ale to się robi grubo podejrzane. - Nic tylko trzeba będzie się go grzecznie zapytać. - Tak normalnie podejść i zapytać? - Można i tak, ale ja mam plan. - Plan? - Tak jest Filozof, słuchaj: jak go jeszcze raz zobaczysz, to daj - mu jakoś znać, że jesteś nim zainteresowany. - Co ty Blacha, chcesz żebym grał geja?! - Spokojnie, tylko trochę, żeby go zwabić. - Zwabić?! Co ty Blacha kombinujesz?! - Słuchaj i się nie podniecaj. Trzeba tak zrobić, żeby go ściągnąć do chaty i tu go ładnie wypytać. Jeśli to pedał, to mu skutecznie to wyperswadować, a jak nie, to się dowiedzieć o co tu biega. - I ty chcesz, żebym to ja go ściągnął do domu?! - Tak Artysta, tak właśnie. No wiesz, nie musimy tego robić, ale jak się będzie dalej naprzykrzał... - Swoją drogą to ciekawe, co to za koleś i czego on od nas chce? - Od ciebie Artysta, od ciebie. - Mam już dosyć tej roboty Blacha. - No, ja też. - Najpierw to się nieźle tej roboty bałem, myślałem, że nie dam rady, ale potem potraktowałem to jak wyzwanie, zmierzenie się z ludzką kondycją, ze starością, ze śmiercią, ze starzejącym się ciałem i z umierającym mózgiem w tym starzejącym się ciele... - Kondycję to musisz kurwa mieć, żeby to robić, ja czasem wymiękam, ale jak ty dajesz radę? - Cały czas jestem zmęczony. - Ja to brałem na szlachetność, no wiesz ta historia z moją babcią, no i w ogóle, że robisz coś wartościowego. - Bo robisz. Ci ludzie są bardziej bezbronni niż dzieci. - No zgadza się - weź takiego Henry’ego, przecież jakbyś go zostawił samego na ulicy to koniec, zgon prędzej czy później. - To by było dobre na pół etatu, a nie dygać w kółko to samo. Masz dosyć i dziadkowie zaczynają cię wkurzać. - Mnie to męczy, że musisz być takim pośrednikiem między ich kompletnie odjechanym światem a rzeczywistością. Ty tu zapierdalasz, bo chcą żebyś wszystko szybko zrobił, a nagle Nancy się o coś ciebie pyta - pyk! i inna bajka. - No dokładnie - I co by nie powiedzieć Filozof - słaba kasa. - Robisz w zasadzie ważną robotę za gówniane pieniądze. - Ale marudzimy! - No trzeba czasami. - Trzeba jakoś odreagować. - Koniec końców przydałby się coś innego, taki skok o jeden szczebel, żeby lepiej zarobić. - Jakbyśmy tej chaty nie dzielili na pół, to zapomnij, sam byś się nie wypłacił. - Ale dobre i to. Dom jest fajny, ogródek, miasteczko ładne i spokojne, drogo bo drogo, ale za takie rzeczy płacisz. - No... i kolorowych tu prawie wcale niema, żadnego Pakistanowa. - Ale ty jesteś rasista. - Jestem, nie jestem, ale lepiej się mieszka wśród białych, co nie? - Może i tak. - Jak tam Czeszka? - Fajnie, chyba się zakochuję. - Mówiłem od razu i... - Tylko teraz Blacha nie powiedz czegoś głupiego! - Dobra Filozof, miłość to miłość - szacunek. - No właśnie. Dobrze, że ja cię lepiej znam, bo w pierwszym kontakcie to ty jesteś kompletny burak. - To taka moja kreacja, moja gra, ale ty też nieźle grasz Artysta, ja już cię rozpracowałem, niby jesteś taki grzeczny chłopiec, ale ja swoje wiem. - Każdy gra. - No. - A teraz Blacha powiedz mi jeszcze raz, jaki był ten twój plan. - Z tym kolesiem? - Aha. - A co, znowu go widziałeś? - No, ale teraz to już przegiął. Siadam z Karoliną na ławce, patrzę, a on już tam jest i siedzi i się z tej ławki nie rusza. - To wy pewnie na inną ławkę. - Tak jest, a on za nami, więc zwinęliśmy się z tego parku i poszliśmy do Karoliny. - Sprawa się robi poważna. - Tak więc pytam cię Blacha, jaki jest ten twój plan? - Idzie za nami. - Jesteś z Karoliną? - No. - To niech ona teraz pójdzie domu, a ty idź sam. - Dobra. - Ciągle za mną idzie. - No to ładnie. Teraz Artysta miło na niego popatrz. - No patrzę. - I co? - Chyba działa, bo się zmieszał, ale dalej za mną idzie. - No to go kurna mamy! Teraz powolutku do domu i przy drzwiach zapraszające spojrzenie, ja się chowam w szafie w salonie. - Czuję się jak jakaś męska dziwka. - Robisz to dla sprawy, wyobraź sobie, że jest wojna, a ty jesteś tajnym agentem i działasz dla ojczyzny. - Dobra Blacha, jestem już blisko. - Powodzenia Filozof i pamiętaj - spokój, nonszalancja i inteligencja - wiem, że potrafisz. - Dobra, zaczynam przedstawienie. - Hello. - Hello. - Może wejdzie pan do środka? - Tak, właściwie tak, tylko czy nikogo tam nie ma? - Tylko ja i pan, pełna dyskrecja. - Tak, tak - ja przepraszam, za to moje zachowanie, ale bardzo chciałem z panem porozmawiać. - Może wejdzie pan do salonu, czego się pan napije? - Właściwie to nie wiem, czy ja nie przeszkadzam... - Nie, nie, proszę usiąść. Kawa, herbata, coś mocniejszego? - Jeśli to byłoby możliwe, to coś mocniejszego. - W zasadzie z alkoholi to mamy... mhh... tylko wódkę, ale mogę zrobić drinka z colą, z sokiem pomarańczowym? - Może być z sokiem. - Ok. - Idzie pan do kuchni? - Tak, wódka i sok jest w lodówce, a dlaczego? - Bo to co mnie do pana sprowadza, zdaje mi się, że też jest w kuchni. - W kuchni? A co to takiego? - Pamięta pan, kupił pan jakiś czas temu taki trochę dziwaczny czajniczek. - A tak, zgadza się. - I ja właśnie w sprawie tego czajniczka. - !? - Proszę niech pan mi tylko nie powie, że już go pan nie ma! - Nie, nie... owszem, mam go cały czas, nawet go lubię, tylko zdziwiłem się, że całe to zamieszanie... chodzi panu o ten śmieszny czajniczek!? - Tu, widzi pan nie do końca ma pan rację. Dla kogoś kto niewiele wie o ceramice ów przedmiot może wydać się - jak pan to ujął - śmieszny, dla mnie jednak sprawa wygląda nieco inaczej. - To znaczy... - Kurwa, Filozof! On ściemnia jak chuj!!! - Aaa!!! - Blacha!!! Puść go!!! - Już nie mogłem dłużej wytrzymać w tej szafie! - Proszę mnie puścić! Kim pan jest!? - Przepraszam za kolegę - nie wiedzieliśmy czego się po panu spodziewać. - No tak, to moja wina, ja też nie wiedziałem i stąd te moje podchody. - Filozof! Ty kurna za miły dla niego jesteś! - Spokojnie Blacha, teraz ja przejmuję pałeczkę! - Mam nadzieję, że wiesz co robisz, ja nie na to się nastawiałem, chętnie bym mu walnął, żeby se nie myślał. - Kolega jest bardzo nerwowy... - Nie, nie, wszystko jest ok... ja chwilkę porozmawiam z kolegą i zaraz do pana wracam. - Słuchaj Blacha, ja tu wietrzę niezłą kasę. - Niby skąd? - Zostaw mi to na razie - czuję, że wiem o co mu biega. - Jak sobie chcesz, ale... - Ty Blaszka idź na piwo, albo do Holly, albo gdziekolwiek i się uspokój, a ja tu z nim pogadam. - Mam nadzieję, że wiesz co robisz Filozof, jakby co, to ja jestem pod komórą. - Dobra. - Halo! - To ja. - No i co, żyjesz? - Wszystko w porządku. - Co znaczy w porządku? - Wracaj do domu to ci wyjaśnię. - Poszedł już? - No. - I powiedz mi teraz Filozof, coś ty tu robił z tym gostkiem? - Z tego może być niezła kasa. - Z czego? - Z tego czajniczka. - ... - Okazuje się, że za ten czajniczek można dostać dużo pieniędzy. - No kurwa mać, Filozof, co ty gadasz? - Tak mówił ten koleś, i jak na moje oko to on się zna. - Na czym się zna, na czajniczkach do herbaty? - No nie tylko, ogólnie na ceramice i na różnych antykach. - I że to niby jest antyk? - Nie aż taki stary, bo z lat pięćdziesiątych, ale unikalny. - Jaki on kurna unikalny, przecież moja babcia miała takich dzbanków, talerzyków, jakichś kurna kubeczków na jajka od groma, w każdej chacie było tego pełno! - No tak, ja sam pamiętam, ale ten czajniczek zrobił jeden znany koleś i zrobił takie tylko dwa. - I my mamy jeden z nich? - Na to wygląda... mało tego Blacha, drugi jest - tu sobie lepiej usiądź - u samej angielskiej królowej. - Nie gadaj! - Tak mówił ten gostek i robił wrażenie, że dobrze wie o czym mówi. - No to ile to może być warte? - Nie wiem, nie powiedział, ale mówił że dużo. - Tylko że dużo, to może być dużo albo d u ż o. - Tego nie wiem, ale dla nas nawet małe dużo, to d u ż o. - No tak, zawsze jakaś ekstra kasa. - Podobno ten artysta to był Niemiec z Enerdowa, pracował tam w jakiejś ichniej wytwórni ceramiki, a potem jakimś cudem spieprzył do Niemiec Zachodnich i potem dalej do UK i zamieszkał gdzieś tu w okolicy. A że mu się dobrze powodziło, to chciał podziękować i zrobił czajniczek dla królowej, a drugi taki sam dla siebie na pamiątkę. Ten od antyków szukał tego drugiego czajniczka całe lata, aż ja niechcący sprzątnąłem mu go spod nosa. - A ileś ty za niego dał? - 50 p. - Na carboocie? - Na carboocie. - No to jest kurna historia jak z tego programu o antykach. - Dokładnie. - I mówisz, że gostek raczej nie ściemniał. - Trzeba by to jakoś sprawdzić, ale nie wydaje mi się, jak dla mnie, to mówił prawdę, a do tego był tym wszystkim bardzo przejęty. - Kojarzysz tego Martina, co miał sklep z antykami tam koło Lloydsa? - Już nie ma tego sklepu, ale widziałem go na rynku, ciągle się wystawia z tymi gratami. - On może wiedzieć. - Dobrze mówisz Blaszka, on może wiedzieć. - Trzeba by pójść w niedzielę i pogadać. - No trzeba by, ale ja jeszcze poszperam w necie. - Gdzie masz to cudo? - Tam gdzie było, w szafce nad zlewem. - Jakieś lepsze miejsce by się przydało, to może być nasza przyszłość. - Mówisz, żeby go gdzieś schować? - Poza tym kolesiem nikt o tym raczej nie wie. - Mówił mi, żebym uważał i już w nim nie parzył herbaty. - Ty masz nosa do sztuki Artysta, sorry za wszystko co o tobie powiedziałem odnośnie tego dzbanka. - Ładnie mnie teraz przeproś Blacha, bo się z tobą nie podzielę. - No, racja Filozof, przepraszam. - Ok, przyjęte. - Ale oni mają jazdę z tymi gratami, chyba ta deszczowa pogoda rzuca im się na mózg. - Można by przywieść z Polski trochę, może by poszło. - Jakbyś wcisnął dobrą gadkę... - Ale oni się raczej znają, nie kupią ci byle czego. - Na to wygląda. - Byłem pogadać z Martinem, powiedziałem mu tą historię i od razu załapał i pyta się skąd wiem, a ja mu od razu, że mam ten czajniczek. - A on co? - Nie potraktował mnie poważnie, ale powiedział, żebym przyniósł w środę na rynek... idziesz ze mną Blacha jako obstawa! - Jasne, że idę, muszę tylko coś w robocie wymyślić, najwyżej zadzwonię, że jestem off sick, przy takiej sprawie robota schodzi na drugi plan. - Na trzeci, bo na drugim to jest zawsze. - Mądrze powiedziane. - Ile za to chcecie? - A ile możesz dać? - Dam wam stówę. - Za stówę... to wiesz, co możesz zrobić. - A ile chcecie? - To nie jest na sprzedaż, chcemy tylko wiedzieć czy to jest to? - I co, ja mam wam powiedzieć? - Właściwie to już powiedziałeś, tak łatwo nie dałbyś stówy. - No dobra, jak na moje oko, to jest właśnie to, to ten drugi czajniczek, dam wam namiary na kolesia, co wam to potwierdzi, jak on powie tak, to znaczy tak - nie ma lepszego eksperta od ceramiki, szczególnie tej z waszej części Europy... tu jest telefon do niego. - Wygląda na to, że ja już z nim rozmawiałem. - To jest ten sam numer? - Ten sam Blaszka. - To na razie Martin, udanych interesów! - Ja chyba nie muszę wam tego życzyć, byle byście tylko nie zawalili sprawy, jakby co, to uderzajcie do mnie. - Nie będzie takiej potrzeby! Ale leniwy czas - Ale leniwy czas. - Lubisz to? - Nie za bardzo, wakacje wolę spędzać aktywnie, chociaż teraz, jak pracuję fizycznie, to jestem w stanie znieść taki nic nie robiący czas. - Niektórzy mogą całe wakacje spędzić na leżaku, ja też bym chyba mogła. - Ja nie. - Nie mają tu teraz za wielu gości. - To w końcu jesień, ale dla mnie i tak momentami za gorąco. - Ale pierwsze dwa dni były zimne. - Myślałem już, że cały czas tak będzie. - W tym ośrodku nie było nawet ogrzewania, dobrze że mieli więcej kocy. - W ogóle mieli tam niski standard, łazienka prawie na granicy używalności, wszystko działało, ale nie wyglądało to zachęcająco. - Nikt tu nie przyjeżdża żeby siedzieć w łazience, a poza tym to było bardzo tanie. - Pięć stów z przelotem za dwie osoby. - Ale obleśne z tym papierem. - Co oni mówili, że mają cienkie rury i im się to często zapycha? - Dokładnie tak. - Potem ktoś musi te wszystkie kosze opróżniać. - Nie powinno cię to zbytnio szokować, nasza praca to też walka z gównem. - Mhh. - Jak to się nazywa? - Co? - No tu gdzie jesteśmy? - Agios Pavlos, Święty Paweł, wymawiasz „ajos”. - Tu są chyba tylko te trzy hotele i to wszystko, nie ma tu żadnej miejscowości. - No i ten kościółek w skale. - Byłeś tam? - Byłem, możemy się dzisiaj przejść, bardzo ciekawe miejsce. - Dobra, mam już dosyć tego leżenia. Pójdziemy po obiedzie. - Wiesz że bardzo lubię twój tyłek. - Wiem Greg, już mi to mówiłeś kilka razy... jak ten kumpel na ciebie mówi? - Blacha? Blacha nazywa mnie Filozof albo Artysta, to zależy od kontekstu, ale częściej Filozof. - Ja też mogę? - Tylko czasami, z twoich ust zdecydowanie wolę Greg. - Idziemy coś zjeść? - Powoli możemy. - Przy tej ich diecie mam ciągle luźną kupę. - Mi to dobrze robi. - Ty wiesz, że Kreteńczycy to jedna z najbardziej długowiecznych populacji. - To chyba ta dieta. - Podobno tak. - Nigdy wcześniej nie jadłam tak dobrych oliwek, w ogóle super kuchnia. - Śmieszna ta ich kawa. - Nieźle zamula. - Chyba to parzą od razu z cukrem. - Jak długo tu jeszcze posiedzimy? - Jeszcze jutro, potem możemy się zwijać. - Dość fajnie było w Myrtos. - Fajnie, ale ja bym wolała trochę więcej towarzystwa. - Ja ci nie wystarczam? - Ty byś chciał, żebym niczego poza tobą nie widziała. - Nie kochasz mnie. - Może tak, może nie, jeszcze się nie zdecydowałam. - Ja zdecyduję za ciebie - kochasz mnie nad życie. - No dobra, niech tak będzie. - Muzea są martwe, są trochę jak cmentarze. - Ja też nie lubię muzeów. - Ale inaczej byśmy tego wszystkiego nie zobaczyli. - No tak. - Te boginie, jak ustawisz ręce tak jak one, to wydaję się, że coś się dzieje, spróbuj. - Tak jakby się aktywowały czy coś w tym guście. - Co tu o nich piszą? - Bzdury, ja tam w ogóle im nie ufam, tworzą jakieś swoje akademickie koncepcje i chcą żebyś im wierzył. Wszystko to systemy wierzeń, nauka jest jak religia, profesorowie są jak kapłani, a każdy kto myśli inaczej jest heretykiem, czeka go... - Proszę cię Filozof, przestań, jesteśmy na wakacjach, twój pokręcony mózg też niech zrobi obie wakacje. - Dobra, już nic nie mówię. - Ty jesteś całkiem fajny chłopak, tylko za dużo kombinujesz. - A mówiłaś, że to u mnie lubisz, że ci to imponuje. - Ogólnie tak, tylko nie lubię jak przesadzasz. - Ale ja ledwie coś powiedziałem. - Dobra, nie kłóćmy się, teraz idziemy do Złotej Komnaty. - Nawet nieźle to wykombinowali, idziesz po kolei i kończysz w Złotej Komnacie. - Nareszcie coś pozytywnego. - Ale jestem maruda, co? - Jesteś, ale i tak cię lubię. - Obawiam się, że ja cię bardziej niż lubię Karolina. - Greg, ja też - ale proszę cię, wyznania zostawmy sobie na wieczór. - Jak chcesz to ci wyznam, że lubię twój tyłek. - To już wiem, jak chcesz to możesz mi to powiedzieć jeszcze raz w hotelu - teraz zwiedzamy. - Jestem głodny po tym zwiedzaniu. - Ja też. - Idziemy do jakiejś wypasionej restauracji? - Stawiasz? - Jeszcze nigdy nie byłem w takiej bardzo ekskluzywnej restauracji. - Ja tez nie byłam... ale wcale mi się nie chce tam iść. - W przewodniku podają knajpy gdzie jadają Grecy i żarcie jest tam greckie, piszą, że jak chcesz spróbować prawdziwej lokalnej kuchni, to żeby nie chodzić do restauracji dla turystów. - To znajdź jakąś i idziemy. - Podają, że jest w pobliżu muzeum, trochę drogo, ale stać nas, możemy podziękować czarodziejskiemu czajniczkowi, zawsze jak puszczamy więcej kasy powinniśmy śpiewać na jego cześć „I’am a little tea pot”. - A co to jest? - Piosenka dla dzieci o czajniczku do herbaty. - A ja myślałam, że to hymn Wielkiej Brytanii. - Ha, ha! - Oni są psychicznie, fizycznie i kulturowo uzależnieni od a nice cup of tea. - No zgadza się - „to jest to, co mi lekarz przepisał” - „To jest to, na co czekaliśmy!”, „Najlepszy sposób na przeziębienie!” - A nice cup o’tea! Jak chcesz to cię nauczę tej rymowanki. - No to dawaj. - Słuchaj i ucz się: I m a little teapot Short and stout Here is my handle Here is my spout When I get all steamed up Hear me shout: Tip me over and pour me out! - Ładne, będziemy to razem śpiewać. - Jak puścimy więcej forsy! - Jak się upijemy! - Jak będziemy się kochać! - Greg! Ty głupolu! I’m a little teapot... I’m a little teapot short and stout! - Nie chciałbyś mi włożyć? - No... a przebierzesz się dla mnie? - A co byś chciał? - Podkolanówki, buciki i bez majteczek... i ten różowy t-shirt i ... - I co jeszcze!? - I dwie kiteczki. - Ty perwersyjny zboczeńcu... zaraz wracam. - Hej, nie tak od razu - siedź na kanapie i patrz, a ja sobie będę tu spacerować. - Jesteś taka piękna, że nie mogę. - Siedź tam i patrz! - Chodź do mnie. - Dobra, ale powolutku, nie jak dzikus. - Postaram się... - Ale żarcie! - Zapij winem i zaśpiewaj Little Teapot. - Ty, przypomniał mi się teraz ten sen, jak z czajniczka wyleciał Dżin i spytał się mnie o jedno życzenie. - A ty co na to? - Tak się zmieszałem, że się obudziłem. - A może twoje życzenie się właśnie teraz spełnia. Siedzisz tu sobie, zajadasz dobre jedzenie, piękna słoneczna wyspa, przy tobie najwspanialsza dziewczyna na świecie, która jeszcze się nie zdecydowała, ale chyba cię kocha... - Coś w tym jest, ta wspaniała dziewczyna to bardzo, bardzo dużo... - Bardzo dużo! Brzmisz jakbyś był nieco rozczarowany. - Nie jestem rozczarowany, bardzo cenię to co mam, to co jest między nami, ale czasem sobie myślę, że bycie szczęśliwym i beztroskim w tym świecie to bardzo egoistyczne. - Ty znowu swoje. - To zabrzmi drastycznie, ale co sześć sekund na świecie umiera dziecko, bo nie ma co jeść, nie ma antybiotyków, albo czystej wody. - A w tym samym czasie pieniądze, które mogłyby być przeznaczone na pomoc albo stworzenie nowej ekonomii są ładowane w bezmyślne wojny. - Dobrze o tym wiesz, nie muszę ci nawijać. - Nie, nie musisz, a zamiast gadać lepiej byś coś zrobił. - To nie jest takie proste... - Bla, bla, bla! Jak nie umiesz nic zrobić, to naucz się cieszyć tym co masz! - Dobra Karolina, ale wiesz o co mi chodzi? - Wiem i się z tobą totalnie zgadzam Filozof, ale proszę cię, cieszmy się tym co mamy, bo już za chwilę może tego nie być i znów będziesz miał powód do marudzenia. Ufo - Halo. - Filozof, musimy się koniecznie spotkać! - Co się dzieje Blacha? - O Boże! Filozof! Musisz mi pomóc, jestem kompletnie rozjebany! - Ale co się stało!? - Powiem ci, jak się spotkamy. - Jest z tobą Holly? - Jest, ale z nią jest chyba gorzej niż ze mną. - Co się z wami dzieje, Blacha!? - Powiem ci później... gdzie teraz jesteście? - Agios Pavlos, wpisz to do GPS’a i sprawdź czy jest, bo tu prawie nic nie ma. - No zaraz... mam, zbieramy graty i jedziemy. - Gdzie jesteście? - W Sitii. - To na drugim końcu. - Tak jakby... będziemy jak najszybciej. Będzie gdzie tam spać? - Będziecie musieli wziąć pokój, nie ma tłoku, raczej puchy. - To spoko, będziemy jak najszybciej. - Tylko uważaj Blacha, nie jedź jak wariat. - Dobra Filozof, dziękuję i do zobaczenia. - Co siê dzieje? - Blacha dzwonił, kompletnie rozwalony, jeszcze go takiego nie słyszałem. Coś poważnego musiało się stać, ale nie chciał powiedzieć co, powiedział „dziękuję”, to pierwszy raz kiedy słyszę to słowo z jego ust... jadą tu. - No coś ty! - to po wakacjach. - Ale wygląda na to, że oni naprawdę potrzebują pomocy. Ale co się stało? - Mówił, że powie mi jak się zobaczymy, są teraz w Sitii, czyli będą raczej wieczorem. - Mocno się zdenerwowałeś? - Trochę. - Będziesz chciał iść na plażę? - Tak, ale tylko tu blisko gdzie jest zasięg, muszę być z nim w kontakcie. - Boże! Blacha, jak ty wyglądasz! - Cześć Filozof, pierwsze co, to Holly musi się gdzieś położyć i dobrze by było, gdyby Karolina z nią posiedziała. - No dobra, zaprowadzę was do naszego pokoju, potem pójdziemy do recepcji i weźmiemy coś dla was. - Jakby się pytali, to mów, że byliśmy świadkami poważnego wypadku i jesteśmy ciągle w szoku. - Dobra jest, ale powiedz mi co się stało. - Poczekaj, usiądziemy, ja muszę się czegoś napić, zrobiłbyś mi herbaty z cytryną? - Z cytryną? Nie mam cytryny, ale pójdę do kuchni. - Dzięki Filozof, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę. - No ja też Blaszka się cieszę, ale bardziej niż się cieszę, to się boję - jeszcze cię nigdy nie widziałem w takim stanie, nawet na największym kacu. - Jeśli jestem na kacu, to na kosmicznym albo nawet galaktycznym kacu. - Co ty gadasz? - Staram się żartować, ale mi chyba nie wychodzi. - Dobra, idę po tą cytrynę, daj paszporty to was zakwateruję. - Masz też kartę i zapłać. - Nie ma pośpiechu, to się załatwi później. - Aleś z nim długo gadał, powiesz mi w końcu co się stało? - Nie wiem od czego zacząć... to kompletny odjazd... nie wiem czy wierzysz w takie rzeczy, ale wygląda na to, że Blacha i Holly byli porwani przez UFO. - Co!!!? - Blacha mówił, że byli wzięci na statek kosmiczny. - Gdyby to wszystko nie wyglądało tak poważnie, to bym chyba umarła ze śmiechu - Blacha i Holly na statku kosmicznym! - To kompletnie odjechana historia, ale ani przez chwilę nie pomyślałem sobie, że Blacha zmyśla - wszystko co mówił brzmiało bardzo autentycznie, poza tym jest ich dwoje i dwoje mówią to samo. Znam Blachę dobrze i znam trochę Holly, nie byliby w stanie czegoś takiego wymyślić. - Boże... słyszałam już takie historie, ale nigdy się nawet nad tym nie zastanawiałam. - Ja teraz trochę siedzę w tych różnych dziwnych historiach... w zasadzie to dobrze dla nich, bo mówią, że baliby się komukolwiek powiedzieć. - W końcu na coś twoje dziwactwa się przydały. - Wiesz co Karolina, nie ironizuj, tyle się od Blachy nasłuchałem, że teraz sam potrzebuję wsparcia. - Ok, przepraszam, nie chciałam. - Sam nie mogę w to uwierzyć. - I co teraz? - Nie wiem, postaram się znaleźć ludzi, którzy będą w stanie im pomóc. - Jakiegoś psychologa? - Niekoniecznie, kogoś kto profesjonalnie się tym zajmuje - wiem, że są tacy. - No dobra, ale co teraz, co z naszymi wakacjami? - Nie wiem, może jak się trochę uspokoją, to wrócą, a my będziemy mogli jeszcze zostać... sam nie wiem. - Nawet gdyby, to nie będzie już to samo. - Raczej nie. - I co Blacha, jak tam? - Próbuję zasnąć, ale nie mogę. Holly na szczęście śpi, co chwilę się budzi, coś mówi przez sen, ale potem zasypia. - Co zamierzacie zrobić? - Wracamy, ale nie wiem co dalej. - Szukałem już trochę w necie i znalazłem jakieś grupy wsparcia dla ludzi, co mieli podobne doświadczenia. - Sam nie wiem. - Myślę, że to najlepsze co możecie zrobić - ty i Holly. - Może i tak, na razie nie mogę zebrać myśli. - To całkiem normalne... po czymś takim. - Filozof, wielkie dzięki, że mnie poważnie traktujesz, ja sam ciągle nie wiem, czy ostro nie ześwirowałem, może powinienem pójść do psychiatry? Ja się cholernie boję takich rzeczy... dlaczego właśnie mnie to musiało spotkać. - Nie tylko ciebie, to dotyczy około 5-6 procent populacji, a może i więcej, bo ludzie nie przyznają się do tego. - 5-6 procent świrów i ja, niepokonany dotąd Blacha wśród nich. - Dasz radę Blacha, pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. - Dzięki Filozof, zawsze to ty byłeś pojebany, teraz się do mnie nie umywasz. - Dobrze, że nie straciłeś poczucia humoru. - ...
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: