Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00430 009382 13619194 na godz. na dobę w sumie
Ten wredny PR 2009. Jak Public Relations zmieniło Polskę - książka
Ten wredny PR 2009. Jak Public Relations zmieniło Polskę - książka
Autor: , , , , , , , Liczba stron: 248
Wydawca: Onepress Język publikacji: polski
ISBN: 83-246-2440-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> public relations
Porównaj ceny (książka, ebook (-90%), audiobook).
Nie obrażajmy się na PR, bo bez niego nie ma polityki. I nie bądźmy hipokrytami. Jak polityk nie stosuje PR, mówimy, że jest mdły i nudny. Jak stosuje -- mamy pretensje.
Katarzyna Kolenda-Zaleska
Śmieszy mnie, gdy partie wynajmują aktorów do spotów politycznych. Zupełnie jakby nie można było znaleźć kilku swoich prawdziwych zwolenników.
Monika Olejnik
Gdybyśmy naszych rodzimych przywódców społecznych nazwali politykami, to równie dobrze kierowcę buldożera możemy nazwać architektem krajobrazu.
Sebastian Chachołek
Nasi politycy zamiast o RP, myślą o PR.
Wiesław Gałązka


Andrzej Mleczko
Jeśli wiesz, jak wygląda spin doktor, to jest to zwyczajny ściemniacz, który kreuje własny wizerunek za kasę swojego klienta. Twarzą prawdziwego spin doktora są słupki popularności jego szefa.
Marek Skała
Ilość wydanych w czasie wyborów pieniędzy nie zawsze decyduje o sukcesie. Nie zastąpią one pomysłu na kampanię, świetnego hasła, nie zapewnią społecznego entuzjazmu i wielu innych rzeczy, składających się na udaną kampanię.
Wojciech K. Szalkiewicz
Zaraza się szerzy. Ale problemem nie jest tylko zawracanie głowy opinii publicznej głupotami i utrata powagi przez ważne organy państwa. Problemem jest to, że organy publiczne myślą o głupotach i głupotami się zajmują.
Jacek Żakowski

Patroni medialni:



Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Ten wredny PR 2009. Jak Public Relations zmieniło Polskę Autor: Katarzyna Kolenda-Zaleska, Monika Olejnik, Sebastian Chacho³ek, Wies³aw Ga³¹zka, Andrzej Mleczko, Marek Ska³a, Wojciech K. Szalkiewicz, Jacek ¯akowski ISBN: 978-83-246-2440-9 Format: 140x208, stron: 248 Nie obra¿ajmy siê na PR, bo bez niego nie ma polityki. I nie b¹dŸmy hipokrytami. Jak polityk nie stosuje PR, mówimy, ¿e jest md³y i nudny. Jak stosuje — mamy pretensje. Katarzyna Kolenda-Zaleska Œmieszy mnie, gdy partie wynajmuj¹ aktorów do spotów politycznych. Zupe³nie jakby nie mo¿na by³o znaleŸæ kilku swoich prawdziwych zwolenników. Monika Olejnik Gdybyœmy naszych rodzimych przywódców spo³ecznych nazwali politykami, to równie dobrze kierowcê buldo¿era mo¿emy nazwaæ architektem krajobrazu. Sebastian Chacho³ek Nasi politycy zamiast o RP, myœl¹ o PR. Wies³aw Ga³¹zka Jeœli wiesz, jak wygl¹da spin doktor, to jest to zwyczajny œciemniacz, który kreuje w³asny wizerunek za kasê swojego klienta. Twarz¹ prawdziwego spin doktora s¹ s³upki popularnoœci jego szefa. Marek Ska³a Iloœæ wydanych w czasie wyborów pieniêdzy nie zawsze decyduje o sukcesie. Nie zast¹pi¹ one pomys³u na kampaniê, œwietnego has³a, nie zapewni¹ spo³ecznego entuzjazmu i wielu innych rzeczy, sk³adaj¹cych siê na udan¹ kampaniê. Wojciech K. Szalkiewicz Zaraza siê szerzy. Ale problemem nie jest tylko zawracanie g³owy opinii publicznej g³upotami i utrata powagi przez wa¿ne organy pañstwa. Problemem jest to, ¿e organy publiczne myœl¹ o g³upotach i g³upotami siê zajmuj¹. Jacek ¯akowski | T E N W R E D N Y P R 2 0 0 9 Pora na „orliki” kultury Gdy w Święto Dziękczynienia Barack Obama wraz z żoną i córkami rozdawał kurczaki najbiedniejszym, spotkało się to ze zrozumieniem mieszkańców Ameryki i nie było zarzutów, że to akcja PR i pod publiczkę. Prezydent elekt ma za sobą kampanię wyborczą i przynajm- niej na razie nie myśli o kolejnej. Gdy nasi politycy otwie- rają kolejne „orliki”, natychmiast zaczynają się pojawiać kąśliwe uwagi o przecinaniu wstęg i zabieganiu o poparcie wyborców. Wylicza się ministrowi sportu, ile to boisk otwo- rzył, na ilu mówił to samo i ile razy kopał tę samą (a raczej podobną) pomarańczową piłkę. Może się ten rząd nie podobać, można mieć pretensje o to, że robi za mało albo nie tak, jak trzeba. Wiele z tych zarzu- tów jest i będzie słusznych, wystarczy przypomnieć skandal z odmową samolotu dla prezydenta. Ale akurat w sprawie „orlików” wszyscy powinni stanąć za rządem murem. Bo to po prostu świetny pomysł. Tak, można powtórzyć za premierem Donaldem Tuskiem — to projekt na miarę re- wolucji cywilizacyjnej. Za kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał, jak to Tusk kłócił się z Kaczyńskim albo Palikot z prezydentem. A boiska zostaną, integrując lokalną spo- łeczność i zapewniając dzieciom i młodzieży pozbawio- nym innych form rozrywki miejsce do zabawy i nauki gry w piłkę. Oczywiście może się zdarzyć, że niektóre boiska nie są całkowicie gotowe albo wymagają jeszcze wykoń- czeniowych prac. No i tak naprawdę co z tego? Za chwilę boisko zostanie wykończone, dzieci będą miały gdzie się spotkać — zamiast na blokowisku, to na boisku. Pewnie, | 24 K A T A R Z Y N A K O L E N D A - Z A L E S K A | może razić oprawa otwierania kolejnych „orlików”. To prze- cinanie biało-czerwonych wstęg kojarzy się nieodmiennie z czasami PRL-u. Choć może to tylko nam wszystko kojarzy się z PRL-em, a dla tych młodych ludzi, którzy za chwilę wy- biegną na boiska, to tylko pokaz teatru władzy. W sumie nieszkodliwy, choć może trochę śmieszny. Ale to tak, jak piętnować Obamę za te niewinne kurczaki dla biednych. „Orliki” to świetny pomysł. I rządowi trzeba kibicować, że- by mu wyszło, a samorządom kibicować, aby były w stanie zagospodarować powstałe „orliki” — żeby nie marniały i nie stawały się wyłącznie miejscem wizytacji kolejnych oficjeli. Chodzi o to, aby to miejsce żyło i w wielu miejscowościach pozbawionych wyśmiewanych w przeszłości domów kultury — które nawiasem mówiąc, przydałyby się, i to jest kolej- ne wyzwanie cywilizacyjne dla rządu, a dla ministra kultury w szczególności — stałyby się miejscem tworzącym zręby wspólnoty lokalnej. Może właśnie Bogdan Zdrojewski powi- nien teraz przedstawić projekt „orlików” kultury — miejsca, gdzie będzie i teatr, i kino, i możliwość spotkań z pisarzami, a rząd, choć zajęty rozwiązywaniem problemów wynikłych z wyzwań kryzysu światowego, zajmie się też skutecznym podejmowaniem wyzwań stojących przed umierającą kultu- ralnie prowincją. Może trzeba się wspólnie zastanowić, jak samorządom pomóc taką wspólnotę tworzyć, może potrzeb- ne są programy, które zagospodarowywałyby zdobytą prze- strzeń publiczną. W Szkocji, gdzie rok temu Tusk zabiegał o głosy Polaków na emigracji, zorganizowano mu fanta- styczny piknik, na którym Szkoci i Polacy mogli wspólnie nie tylko słuchać przemówienia polityka (na szczęście było krót- kie), ale także wspólnie się bawić, śpiewać, grać w piłkę, jeść i rozmawiać. Tusk był niewątpliwie dodatkową atrakcją, ale powiedzmy sobie szczerze, niekoniecznie najważniejszą. 25 | | T E N W R E D N Y P R 2 0 0 9 Bo gdy odjechał — festyn, rozmowy i integracja trwały w najlepsze. Jeszcze raz powtórzę, że „orliki” to świetny pomysł. I wcale nie przejmuję się tym, że za chwilę ktoś to nazwie „lizusow- skim zachwytem usłużnych propagandystów”. To ulubione epitety tych, którzy jeszcze za rządu Jarosława Kaczyńskiego piórem i głosem wspierali ideę IV RP. Oni wtedy nie byli propagandystami ani lizusami. O nie! Oni byli obiektywnymi głosicielami prawdy objawionej. Ci, którzy dziś ośmielą się powiedzieć, że rząd coś robi dobrze, natychmiast stają się celem inwektyw i ataków. W USA w kampanii wiele gazet poparło Baracka Obamę. Nikt nie nazywał ich lizusowskimi propagandystami. Może w końcu skończyć z obrzucaniem się oskarżeniami i przyjąć zasadę, że każdy z nas ma prawo do własnego zda- nia i własnych opinii. | 26 M O N I K A O L E J N I K | Możliwe tylko w Ameryce To tylko w Ameryce jest możliwe, żeby przegrany pogratu- lował wygranemu. Podziwiam senatora Obamę, to histo- ryczne wybory — tak mówił McCain. Wezwał wszystkich swoich zwolenników, by nie tylko pogratulowali prezyden- towi Obamie, ale by okazali mu dobrą wolę i dali z siebie wszystko, aby znaleźć porozumienie w sprawach, które ich dzieliły. W Polsce pamiętamy, w jaki sposób Lech Wałęsa przekazy- wał prezydenturę Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. I ma- łostkowość prymasa Glempa, który nie zjawił się w Sejmie na jego zaprzysiężeniu. Donald Tusk zacisnął zęby i gratulował Lechowi Kaczyń- skiemu wyboru na prezydenta, ale Lech Kaczyński dwa lata później nie chciał zaakceptować tego, że Tusk pokonał jego brata. I ciągle traktuje premiera jak dziecko, które można po- klepać po plecach, któremu można wytknąć brak kindersztuby i który tak właściwie nie nadaje się na to stanowisko. Jarosław Kaczyński z kolei uważa, że premier Tusk chce być jednocześnie prezydentem i premierem, nie dostrzegając, że jego brat chciałby być i prezydentem, i premierem. Jedno, co panów ostatnio łączy, to chyba zadowolenie z wyborów w Stanach Zjednoczonych, chociaż Jarosław Kaczyński nie dostrzega talentu u Baracka Obamy. Powiedział wczoraj, że to nie talent osobisty, tylko pieniądze i oprawa przyczyniły się do sukcesu. Jarosław Kaczyński zamknięty w Klarysewie nie zauważył, że Obama jest świetnym mówcą, wybitnym, charyzmatycznym politykiem. Jakim będzie w przyszłości, 49 | | T E N W R E D N Y P R 2 0 0 9 to zobaczymy, ale takim go widzieliśmy w czasie kampanii wyborczej. To tylko w Ameryce jest możliwe, żeby wybrać czarnoskó- rego prezydenta. W naszym kraju, gdzie wszyscy się tak strasznie nienawidzą, gdzie nienawidzą się dziennikarze, internauci, związkowcy i rządzący, nic nie może się udać. A może uda się kiedyś, że Bonda zagra czarnoskóry. Jak powiedział ostatnio Daniel Craig po zwycięstwie Obamy, czas na czarnoskórego, chociaż Fleming mógłby się prze- wrócić w grobie. Gdyby tak papieżem został czarnoskóry, ciekawe, ile grobów by się przewróciło w Polsce. | 50 | T E N W R E D N Y P R 2 0 0 9 Zapraszam na Ziemię Wielu widzów zwróciło uwagę na niewyraźną mowę i chwia- nie się prezydenta wygłaszającego orędzia. Ciekawe wyja- śnienia dziwnego zachowania zaproponował dr Kleks z Wyż- szej Szkoły Wszystkiego Najlepszego. Jego zdaniem pre- zydent Kwaśniewski to nie jest Lech Kaczyński. I także nie Jarosław! Zdaniem dr. Kleksa wnętrze głowy państwa zostało podstępnie zastąpione zdalnie sterowaną tzw. zieloną masą przybyłą z kosmosu, by przygotować inwazję kosmitów. Dr Kleks tłumaczy tę tezę różnicą prędkości światła i dźwię- ku. Otóż obserwujący nas z wielkiej odległości kosmici widzą wprawdzie, co się dzieje na Ziemi, ale pokolenia przeminą, nim dotrze do nich dźwięk naszych rozmów. To z grubsza wyjaśnia na przykład, skąd wzięła się teza głowy państwa, że „zdrowie nie może być źródłem zysku”. Kto słyszy nasze rozmowy, ten wie, że ludzie zbijali majątki na leczeniu, zanim jeszcze Fenicjanie wynaleźli pieniądze. Szamani, kapłani i lekarze zawsze osiągali gigantyczne zy- ski. Gdyby zielona istota w skórze Lecha Kaczyńskiego sły- szała nasze rozmowy, znałaby powszechne narzekania na goniące za zyskiem koncerny farmaceutyczne. Wiedziałaby też, co lekarze mówią o kosztach aparatury medycznej, co pacjenci opowiadają o cenach u dentysty i jak dentyści zrzę- dzą na pazerność dostawców plomb. Zdaniem dr. Kleksa to, że głowa państwa tego wszystkiego nie wie, dowodzi, iż wypełniająca ją zielona masa jest sterowana z planety tak odległej, że wciąż nie dotarły tam ludzkie słowa wypowie- dziane tysiące lat temu. | 226 J A C E K Ż A K O W S K I | Badania dr. Kleksa wskazują, że zielona masa wypełnia też cielesną powłokę innych osób. Na przykład dr. Krzysztofa Bukiela, szefa związku zawodowego lekarzy. Zielona masa dr. Bukiela jest prawdopodobnie sterowana ze znacznie bliższej planety. Dźwięk płynie tam zaledwie paręset lat. Dr Bukiel oburzył się, iż o reformie służby zdrowia mają w referendum decydować sprzątaczki. Świadczy to, że na planetę, z której pochodzi wypełniająca go masa, nie dotarła wiadomość, iż na Ziemi wymyślona została demokracja, która na tym właśnie polega, że o kluczowych dla społeczeń- stwa sprawach wspólnie decydują mędrcy i sprzątaczki. Dr Kleks nie wyklucza jednak, że planeta, z której sterowa- na jest zielona masa dr. Bukiela, znajduje się jeszcze bliżej. Być może docierają do niej dźwięki z lat 70. czy 80. XX wieku, kiedy na Ziemi dominowały autorytaryzmy, a nie odkryto jeszcze nowoczesnych mechanizmów deliberacji i partycy- pacji, dzięki którym zintegrowana mądrość zwykłych ludzi pozwala prostować mylne sądy ekspertów w rodzaju dr. Bukiela notorycznie ulegających modom i owczym pędom. Wniosek stąd, że ośrodek sterujący dr. Bukielem znajduje się w odległości, którą dźwięk przebywa od 200 do 20 lat. Jeszcze bliżej znajduje się planeta, z której pochodzi zielona substancja wypełniająca powłokę premiera Donalda Tuska. Wiedzą tam o szamanach i lekarzach, a nawet o demokra- cji. Wiele wskazuje na to, że ziemiańskie dźwięki docierają tam już po 20 latach, bo wtedy pomysły rządu Tuska na kryzys służby zdrowia wiele osób na świecie uważało za świeże i trafne. Nie dotarły tam jeszcze informacje o porażce wprowadzonego w latach 90. programu komercjalizacji przedsiębiorstw, której teraz poddane mają być szpitale, ani o tym, że — jak pokazuje praktyka — wbrew obowiązującej 227 | | T E N W R E D N Y P R 2 0 0 9 do niedawna doktrynie szpitale prywatne są dużo droższe niż szpitale publiczne, o czym ostatnio boleśnie przekonali się Brytyjczycy. Nie jestem wielkim zwolennikiem zderzania cywilizacji. Ale skoro zieloni i tak już sterują naszym życiem, to może le- piej, żeby się tu zjawili osobiście. Dowiedzieliby się wtedy, jak dziś wygląda nasz realny świat. Zapraszam na Ziemię! Zapraszam do współczesności! | 228
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: