Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00468 006787 13588978 na godz. na dobę w sumie
To nie jest miejsce dla gringo - książka
To nie jest miejsce dla gringo - książka
Autor: Liczba stron: 224
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-1021-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Ruszamy w niebezpieczną podróż...

Witaj w krainie, w której żaden gringo nie będzie witany z otwartymi ramionami. Gringos odwiedzający Amerykę Południową — Kolumbię, Peru czy Ekwador - powinni spodziewać się raczej wielu nieprzyjemności. Z nożem na gardle włącznie. Gdy wchodzisz do dżungli, miej się na baczności, gdyż za każdym kolejnym drzewem mogą kryć się niedobitki partyzantów czyhających na twój majątek. Uważaj, jeśli podążasz śladem produkcji liści koki, ponieważ na jego końcu czekają narkotykowe kartele, dla których jesteś tylko potencjalnym klientem. Albo niewygodnym świadkiem. Przeżyj trzęsienie ziemi i podziwiaj widoki ze szczytu nieopodal Machu Picchu i pozostałości inkaskiej cywilizacji, ale nie staraj się zrozumieć zawiłości południowoamerykańskiej polityki.

Zastanawiasz się, czy warto wybrać się w podróż do egzotycznych krajów Nowego Świata? Skoro jest tam niebezpiecznie, tubylcy nie darzą nas ciepłymi uczuciami, panują zwyczaje odmienne od naszych? Ależ jedź, ponieważ warto osobiście poznać ten fascynujący ląd, z którego pochodzą pomidory, ziemniaki, kakao! Tylko pamiętaj: jesteś tam gościem, nie konkwistadorem! Ta książka, podróżnicza relacja z krajów Ameryki Południowej, odkryje przed Tobą tajemnice historii tego kontynentu. Autor zdradzi Ci także odpowiedź na pytanie:

Dlaczego mieszkańcy Ameryki Południowej nie znoszą gringo?

Sergiusz Prokurat — ekonomista, historyk. W Indonezji mieszkał ponad rok i obecnie często tam bywa. Studiował na Uniwersytecie Udayana w Indonezji oraz prowadził firmę typu import – eksport oferującą produkty z archipelagu indonezyjskiego. Napisał doktorat na temat wyzwalania wzrostu gospodarczego w Indonezji, który ma nadzieje obronić w 2015 r. Jest ekspertem i dyrektorem Centrum Studiów Polska-Azja (CSPA), w którym zajmuje się Azją Południowo-Wschodnią.

Wykłada w Euroregional University of Economy w języku angielskim, specjalizując się w zagadnieniach z pogranicza nauk ekonomicznych oraz w praktycznych metodach zarządzania. Poza tym jest wykładowcą Universidad Jaume I oraz Universidad de Granada w Hiszpanii. Autor książki Work 2.0: Nowhere to hide. Prowadzi szkolenia, warsztatów i symulacje z zakresu negocjacji (także międzykulturowych) oraz zarządzania. Przez wiele lat pracował jako dziennikarz. Jego opinie i artykuły pojawiały się w takich czasopismach jak m.in.: „National Geographic Traveler”, „Harvard Business Review”, „Wprost”, „Gazeta Bankowa”, „Gazeta Finansowa”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Mówią Wieki”, „Proseed”, „Najwyższy Czas”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Focus Historia”.

Oprowadza także turystów po Azji Południowo-Wschodniej. Ma licencję pilota wycieczek. Współautor książki http://www.proeconomics.pl
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

• Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność Rozdział 1: Kontynent pomyłek Rozdział 2: Gringo w Kolumbii t r e ś c i Rozdział 3: O krok od spotkania z bojówka 4 56 20 88 Rozdział 4: Blaski i cienie Ekwadoru Rozdział 5: Gringita w Ameryce Południowej Rozdział 6: Szukajac imperium Inków 116 162 140 Rozdział 8: Poszukiwaczka katastrof 196 Rozdział 7: Inkaskim szlakiem liści koki Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę Tierra latina to część świata, w której ludzie mówią do siebie po hiszpańsku i portugalsku, mimo że sześć wieków temu nikt o tych językach tam nie słyszał. To kontynent brutalnej kolonizacji, inkaskich tajemnic oraz pomyłek historii. Dzisiejsi Latynosi są wyrzutem sumienia nowożytnej Europy oraz USA. Dumni, butni i nieprzewidywalni ostrożnie i niekiedy z lekceważeniem podchodzą do obcokrajowców. Poleć książkęKup książkę Gringo — wiele razy słyszałem to słowo podczas pobytu w Ameryce Połu- dniowej. Używali go w stosunku do mnie sklepikarze, taksówkarze, kasjerzy w supermarkecie, piekarze, policjanci, urzędnicy, osoby sprzedające owoce na straganach, przewodnicy i naciągacze. Dobrzy i źli. Sympatyczni i obłud- ni. Wszyscy. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Czy w trakcie licytacji na targu, czy gdy drwiły ze mnie małe dzieci, nie miało znaczenia, co mówią, bo bar- dziej liczyły się ton głosu i sposób wyrażania niż las palabras — słowa. Choć, co ciekawe, nie wszyscy mnie tak nazywali, to gdy już tak się działo, słyszałem na przykład: „Hej, gringo”, „Posłuchaj, gringo”, „Chodź ze mną, gringo”, „Mam peso na wymianę dla ciebie, gringo”, „Pomogę ci, gringo”, „Wszystko dla mojego przyjaciela gringo”. Czasami użycie słowa gringo ostrzegało mnie, że jestem w miejscu, w którym moja obecność jest bardzo niestosowna. Gdy od- mawiałem sprzedawcom lub odpędzałem natrętów, zdarzało mi się usłyszeć: „Pinche gringo” (co znaczy dosłownie „pomocnik szefa kuchni”) lub „Gringo de mierda” („gówniany gringo”), czyli popularne w Ameryce Południowej obelgi. Miałem wrażenie, że „gringo” mogłoby być moim drugim imieniem. Pozo- stawał tylko jeden „szczegół”. Ważna, wręcz kluczowa sprawa. Ja nie jestem gringo! Gdy tylko ktoś nazwał mnie gringo, nie traciłem czasu — natychmiast infor- mowałem, że mam na imię Sergiusz, po hiszpańsku Sergio. A jeżeli ktoś wciąż mnie tak nazywał, to zapewne ze względu na fakt, że mam jasną karnację i nie- latynoską barwę głosu, więc dla mieszkańca Ameryki Południowej było oczywi- ste, że jestem obcokrajowcem (gringo), bo teoretycznie takie znaczenie ma to słowo. Tylko teoretycznie, gdyż w praktyce jest to bardziej skomplikowane. Dla Latynosów gringo to stereotypowy turysta albo… mieszkaniec USA, nieznający języków obcych lub nieporadnie próbujący używać nieprawidłowych konstruk- cji gramatycznych czy koszmarnego połączenia angielskiego i hiszpańskiego (spanglish). Zawsze protestowałem, mówiąc: „No me hables en gringo”, podkre- ślając, że żaden tam ze mnie gringo. „Jestem z Polski”. Zwykle kiwano głową ze zrozumieniem i od tego momentu już nie byłem gringo. Pomagało! 7 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę K o l u m b i j k a n a t a r g u o w o c ó w W niektórych miejscach Ameryki Łacińskiej słowo gringo odnosi się wyłącznie do osób pochodzących z USA. Zatem Anglicy czy Niemcy, gdy ujawnią swoją narodowość, również nie są gringo. Hiszpanie na obcokrajowców wołają extranjero, natomiast gdy usłyszą słowo gringo, są zakłopotani… Wiedzą, co ono znaczy, ale w Hiszpanii nikt tego określenia nie używa. Jest traktowane jak wyzwisko. W dodatku świadczące o raczej niskim poziomie intelektualnym wyzywającego. Kiedyś usłyszałem od wzburzonego Latynosa: „Ya estoy harto de los putos gringos de mierda. Creen un pais para quienes ha- blamos español” („Mam już dosyć cholernych gringos de mierda. Tworzymy państwo, żebyśmy mogli mówić po hiszpańsku”), i zacząłem się zastanawiać, czy Latynosi mają jakiś kompleks gringo. To pytanie nie dawało mi spokoju. 8 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę P u c y b u t i k l i e n t 9 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę Z m a r t w i o n y L a t y n o s Skąd wzięły się w Ameryce Łacińskiej samo słowo gringo oraz stereotyp z nim związany? Przez pomyłkę! Ma to związek z pochodzącym z Meksyku Antoniem Lópezem de Santa Anna. López od małego był buntownikiem, lubił hazard i pieniądze. Zamiast zgodnie z wolą rodziców studiować ekonomię, wy- brał wojsko. W wieku 16 lat już należał do armii hiszpańskiej i walczył w wojnie o niepodległość Meksyku (1810–1821). Jego kariera błyskawicznie się rozwijała — w 1816 roku był już kapi- tanem. Okazał się też sprytnym oportunistą — doskonale wie- dział, że teren Meksyku był zbyt rozległy, by korona hiszpańska mogła go utrzymać, oraz że rebelianci mieli przewagę liczebną 10 : 1. Dlatego w 1821 roku, tuż przed końcem wojny, przeszedł na stronę meksykańską, deklarując lojalność głównodowo- dzącemu Augustínowi de Iturbide, zwanemu Wyzwolicielem (El Libertador). W ten sposób López, jako zaufany Wyzwoliciela, został generałem i człowiekiem majętnym — otrzymał na wła- 1 0 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę sność liczne posiadłości ziemskie. To nie zaspokoiło jego apetytu na władzę i bogactwa. Po latach knucia doprowadził do puczu i w 1833 roku zdobył prezydenturę. Była to pierwsza z jego jedenastu kadencji na tym urzędzie. Do ówczesnej republiki Meksyku należał też Teksas. Tamtejsi osadnicy w 1835 roku zbuntowali się przeciwko władzy Meksyku. Powstanie zostało jednak krwawo stłumione, a wielu rebeliantów zginęło. Ostatnich 150 buntowników, którzy schronili się w forcie Alamo, López wyciął w pień. Źródła podają, że daro- wał życie tylko dwóm kobietom i dwojgu dzieciom. Rok później teksańska ar- mia rozgromiła wojska meksykańskie pod San Jacinto, a López trafił do niewoli. Uwolnienie prezydenta było jednym z warunków traktatu pokojowego podpi- sanego 14 maja 1836 roku. Na jego podstawie wojska meksykańskie wycofały się z Teksasu, który wkrótce stał się częścią Stanów Zjednoczonych. W skrócie: Antonio López de Santa Anna przehandlował Teksas, aby wciąż móc władać Meksykiem. To wzburzyło lud. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Aneksja Teksasu przez Stany Zjednoczone w 1845 roku doprowadziła do kolejnej wojny (1846–1848). W jej rezultacie Meksyk stracił na rzecz USA połowę swego terytorium, czyli dzisiejsze stany: Kalifornię, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę, Nevadę, Utah, Wyoming, Kolorado, w sumie 1,35 miliona kilometrów kwadratowych. W trakcie obu wojen żołnierze USA maszerowali i atakowali przeciwników z piosenką Green Grow the Rushes, Oh na ustach. Dwieście lat temu była hi- tem i nie miała początku ani końca. Śpiewało się ją, zmieniając jedynie nu- mery kolejnych zwrotek (jeden, dwa, trzy): I’ll sing you one, oh! Green grow the rushes, oh! What is your one, oh? One is one and all alone and ever more shall be so. I’ll sing you two, oh! Green grow the rushes, oh! (…) 1 1 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę Latynosi, w tym przypadku Meksykanie, mieli jej serdecznie dosyć. Słowa green grow zlały się w gringo. To określenie od początku wiązało się z USA i oznaczało obcokrajowca w ujęciu negatywnym. Bariera geograficzna i bariera językowa sprawiły, że upowszechniło się przede wszystkim na terenie Ameryki Południowej. Większość mieszkańców krajów leżących dalej na południe, takich jak Kolumbia, Peru, Ekwador czy Boliwia, nigdy nie podróżowała, nie miała więc okazji, by zetknąć się z obywatelami USA, niemniej do społeczeństw latyno- skich przenikła informacja, że gdzieś daleko na północy istnieje kraj „Gringolan- dia”. W ramach konfliktu między USA a Meksykiem zaistniały też inne zabawne zbiegi okoliczności, które mogły spowodować, że Meksykanie zaczęli określać mieszkańców Stanów Zjednoczo- nych mianem gringos. Po pierwsze, podczas bitwy o Alamo w 1846 roku wojska amerykańskie ubrane były w  zielone mundury. Sytuacja była dramatycznie zła, a Meksykanie mieli ponoć krzyczeć do przeciw- ników łamanym angielskim: „Wy- noście się”, „Zieloni muszą odejść!!!”, czyli w  upro szczeniu: „Grin-go” (od Green go). Po drugie, w trakcie wojny meksykańsko-amerykań skiej postra chem Meksy ka nów był wyjąt- kowo dobrze wyszkolony amerykań- ski Zielony Batalion. Jego dowódca, zagrzewając żołnierzy do walki, krzy- czał: „Zieloni, naprzód!” („Green, go!”). Po trzecie, w trakcie walk wśród żoł nierzy rozeszła się wiadomość, że jeden z  dowódców armii USA, G e n e r a ł A n t o n S a n t a L ó p e z A n n a d e i p e d W i k i o i a ) ( 1 2 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę Thomas… Green, niechętny Meksykowi dowódca oddziału Texas Rangers, miał zamiar zaatakować miasto Monterrey (co zresztą zrobił we wrześniu 1846 roku). Powtarzali ją sobie w łamanym angielskim: „Green go attack”. Nie wiadomo jed- nak, które z tych wydarzeń wpłynęły na popularność słowa gringo. Strata połowy terytoriów była ogromnym ciosem dla Meksyku i wywołała olbrzymie poczucie niesprawiedliwości. A co się stało z Antoniem Lópezem de Santa Anna? Wciąż rządził. Okrutny i bezwzględny prezydent-dyktator budził nienawiść wśród obywateli Meksyku. To przeciwko jego rządom, a przede wszystkim przeciwko poczynaniom jego armii występował słynny bohater literacko-filmowy Zorro. Co ciekawe, choć w języku angielskim słowo gringo istnieje dopiero od czasów wspomnianej wojny meksykańsko-amerykańskiej, w języku hisz- pańskim pojawiło się już wcześniej. Według słownika Diccionario Castellano z 1787 roku gringo oznacza kogoś, kto wyjątkowo źle posługuje się jakimś językiem, w tym hiszpańskim, i odnosi się do… Irlandczyków. Najczęściej słowo to używane było w okolicach Malagi, gdzie Hiszpanie do dziś nie otwierają właściwie ust podczas mówienia — z lenistwa lub aby chronić jamę ustną przed przybrzeżnym wiatrem. Przez to bełkoczą i trudno ich zro- zumieć. Ale gringo może też pochodzić od słowa Griego, czyli Grek, jako że w hiszpańskim funkcjonuje sformułowanie hablar en griego — co dosłownie znaczy „to dla mnie po grecku”, czyli „nic nie rozumiem”. Tak czy inaczej, Francisco „Pancho” Villa z Meksyku, bohater rewolucji meksykańskiej (1910–1917), używał słowa gringo w odniesieniu do Ame- rykanów z USA, zarówno demonstrując swój negatywny do nich stosunek, jak i drwiąc z nich, ponieważ nie mogli go złapać. Znali je również żołnierze Pancha Villi. To potwierdza, że po roku 1900 określenie gringo było już po- wszechnie używane. Na marginesie, żołnierze amerykańscy, którzy ścigali Pancha Villę, nosili zielone uniformy. Słowo gringo jest też używane ze względu na wygodę… Dla Latynosów mieszkaniec USA to Estadounidenses — a ten łamaniec językowy, to i tak 1 3 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę skrót. Pełna wersja tej nazwy to Estado- unidensesnorteamericanos. Kto by chciał się męczyć, wymawiając coś takiego? Nawet pochodzący z USA mieszkańcy Meksyku zwykli nazywać siebie gringo. No chyba że są blondynami, wtedy będą nazywani güerito. Tak czy inaczej, wygląda na to, że słowo gringo narodziło się w efekcie serii pomy- łek. Zresztą nie ono jedno, bo przecież Ameryka powinna zostać nazwana Ko- lumbią na cześć Krzysztofa Kolumba, któ- ry ją odkrył dla Europejczyków, ewentu- alnie Eriką od Eryka Rudego — wikinga, który trafił tam przed Kolumbem. Kolumb wyruszył na zachód, aby znaleźć alter- natywną drogę do Indii. Nikt wcześniej nie odważył się płynąć na zachód, bo nikt nie wiedział, co czeka tam wędrow- ca. Do tego wciąż wiele osób uważało, iż Ziemia jest płaska i jeżeli popłynie się na zachód, statek w pewnym momencie spadnie poza jej krawędź. Albo że żegla- rzy pożrą jakieś przerażające stworzenia. Kolumb miał łeb na karku — w przesądy nie wierzył, opierał się na naukowych do- wodach, że Ziemia jednak jest okrągła, i  chciał to wykorzystać, by odkryć krót- szą drogę do Indii, a dzięki temu ułatwić europejskim kupcom dostęp do cennych 1 4 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę L a t y n o s i z g i t a r a m i 1 5 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę azjatyckich towarów. Odwiedził kilku królów, twierdząc, że odnalezienie takiej trasy opłaci się im finansowo. Jego naukowo-odkrywczy startup nie zainteresował zbyt wielu osób. Gdy jednak udało mu się przekonać do swo- ich racji hiszpańską królową Izabelę I Katolicką, otrzymał wsparcie, popłynął w nieznane i trafił na ląd. Był przekonany, że to… Indie Zachodnie. Napotka- nych ludzi nazwał więc — błędnie — Indianami. Dopiero później kartograf Amerigo Vespucci, który mieszkał przez pewien czas w pobliżu terenów na- leżących dziś do Peru i Chile, opracował mapy nowo odkrytego lądu i od jego imienia kontynent nazwany został Ameryką. Trzeba dodać, że Vespucci trafił tam przypadkiem — korona hiszpańska potrzebowała kogoś, kto spo- rządzi mapy przydatne do podboju i kolonizacji Nowego Świata, i wybór padł na niego. To nie koniec komedii pomyłek. Latynosi z Ameryki Południowej nie po- winni zostać nazwani Latynosami. Termin „Ameryka Łacińska” w znaczeniu „tereny w Ameryce Środkowej i Południowej” został użyty po raz pierwszy w Paryżu w 1856 roku na konferencji organizowanej przez chilijskiego filo- zofa Francisca Bilbao. W tym samym roku José María Torres Caicedo, kolum- bijski pisarz, użył tego sformułowania w swoim poemacie Las dos Américas. Nie bez przyczyny tak uczynili. Być może nawet ktoś im za to zapłacił. Istotny jest fakt, że obaj mieszkali we Francji, w Paryżu, i porozumiewali się w języku francuskim — uniwersalnym języku elit XIX wieku. Termin „Ameryka Łacińska” był powszechnie używany przez francuskich urzędników w latach 60. XIX wieku w imperium Napoleona III, w szczegól- ności podczas francuskiej inwazji na Meksyk. Francja walczyła o „wejście do gry” w procesie kolonizowania Ameryk i o osłabienie wpływów hisz- pańskich. Oraz oczywiście o rozciągnięcie strefy „wolnego handlu” na te tereny. Interesy francuskie nakazywały zmianę używanego dotychczas nazewnictwa ludów zamieszkujących Amerykę Południową i  Środkową oraz podkreślenie, że używany przez nich język pochodzi od łaciny, a tym sa- mym należy do grupy języków romańskich, podobnie jak włoski, hiszpański 1 6 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę S t a r s z a p a n i — L a t y n o s k a Poleć książkęKup książkę i  oczywiście francuski. Z punktu widzenia logiki nazwanie mieszkańców Ameryki Południowej i  Środkowej Latynosami jest absurdalne i europo- centryczne. Słowo „Latynos” pochodzi przecież od hiszpańskiego Latino oznaczającego mieszkańca Lacjum — krainy historycznej na terenie dzi- siejszych Włoch, której ośrodkiem był Rzym. Tymczasem komedia pomy- łek sprawiła, że dziś Latynosi to portugalsko- i hiszpańskojęzyczni miesz- kańcy Ameryki… * * * Ameryka Południowa może wydawać się karykaturą obecnej Europy. Albo pewną projekcją Europy XIX-wiecznej. Moralność czy szacunek dla ży- cia innych jest w tym miejscu świata również sprzed 100 lat, z czasów, gdy w  Europie, w Londynie, Kuba Rozpruwacz nocą biegał z nożem po ulicy. To  kontynent, gdzie życie ludzkie znaczy mniej niż dobry humor bossów narkotykowych. Miejsce, gdzie szacunek dla pracy zdaje się być rodem rów- nież z połowy XIX wieku, gdy w Europie popularność zdobywał marksizm. Relacje międzyludzkie często — przynajmniej w teorii — opierają się tam na socjalistycznej idei równości ludzi, lecz de facto w Ameryce Południowej ist- nieją największe nierówności społeczne na świecie, a o wszystkim decyduje wąskie grono oligarchów, postępujących jak w czasach gospodarki kolonial- nej. Jednocześnie jest to kontynent zamieszkany przez ludzi, którzy cenią sobie bliskie relacje i są gotowi do wielu poświęceń dla przyjaciół bądź idei, w którą wierzą. Co badacz Azji, ekonomista, taki jak ja, robił w Ameryce Południowej? Był taki moment w 2011 roku, że nie miałem pracy ani pieniędzy i posta- nowiłem poszukać przygody. Zrobić sobie wakacje od Azji. Sprzedałem ukradkiem rodzinną kolekcję znaczków i monet na serwisie aukcyjnym. Opchnąłem też między innymi Trylogię Sienkiewicza, którą dostałem jako dziecko. Było to o tyle łatwe, że nigdy do niej nie zajrzałem i wciąż była za- foliowana. Pojechałem do Ameryki gotowy na poszukiwanie najlepszych, 1 8 To nie jest miejsce dla gringoPoleć książkęKup książkę najdziwniejszych, najbardziej szalonych doświadczeń, które miały sprawić, że zrozumiem mentalność mieszkających tam ludzi. Śmiejąc się z perspek- tywy spędzenia czasu w niebezpiecznych miejscach, uzbrojony w dawno nieodnawianą znajomość z językiem hiszpańskim, z niebezpiecznym dla siebie i innych poziomem ciekawości świata ruszyłem szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: Co jest nie tak z tą Ameryką Południową? Trochę bałem się, że wpadnę w kłopoty. Ale uspokajała mnie myśl, że wszystko jestem w stanie przewidzieć, a więc mogę też przeanalizować sy- tuację i znaleźć rozwiązanie. Tak jak w dowcipie o uwięzionych w pokoju: fizyku, chemiku i ekonomiście. Fizyk na ścianie pokoju wypisał wzory, narysował trajektorie. I powiedział: — Wyciągam z muru cegłę, rzucam po obliczonej wcześniej trajektorii, ona uderza w zamek i wzbudza takie drgania, że zamek w drzwiach się rozpada. Chemik powyciągał z zakamarków jakieś proszki, płyny i stwierdził, że zro- bi z tego substancję, która rozpuści zamek w drzwiach od środka. Ekonomi- sta za to oświadczył: — Załóżmy, że mamy klucz… Studiowałem swego czasu latynoamerykanistykę na Uniwersytecie War- szawskim. Mam za sobą nawet jedną sesję, w tym zdany arcytrudny egzamin z literatury latynoskiej u profesora Elbanowskiego. Jednak wybrałem te stu- dia głównie po to, aby się nauczyć hiszpańskiego. Gdy intensywne kursy ję- zykowe się skończyły, przestałem uczęszczać na zajęcia. Nie mam dyplomu, ale coś z tego okresu mi zostało — przekonanie, że Ameryka Południowa to świetne miejsce na przeżycie przygody. To kontynent nieturystyczny, nieprze- widywalny — tego szukałem. Odmiany od życia w trybie „praca – dom”. Ale Ameryka Południowa jest też niebezpieczna. Wiele zależy od tego, kim się jest, skąd się przybywa. Jedno jest pewne: to nie jest miejsce dla gringo!!!! W szczególności dla tych, którym słowo Amazon kojarzy się ze sklepem in- ternetowym, a nie dżunglą amazońską (Amazon rainforest). 1 9 ROZDZIAŁ 1: Kontynent pomyłekPoleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

To nie jest miejsce dla gringo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: