Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00208 004054 18678289 na godz. na dobę w sumie
Torres część I - ebook/pdf
Torres część I - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 586
Wydawca: self publisher Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7853-496-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> literatura przygodowa
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Późnym wieczorem do obozujących nad brzegiem Jeziora Solińskiego studentów dołącza tajemniczy przybysz. Zaczyna on snuć niesamowitą opowieść o dziejach doliny Solinki z początku XX wieku. Jak się rychło okazuje prawdziwe korzenie mrocznej historii sięgają odległych ziem Nowego Świata sprzed kilku wieków:

*    *    *

 

(...)Nikt jednak nie był na tyle głupi żeby wejść z nim do wody, nikt oprócz mnie. Uwolnił się w ten sposób od ciążącej na nim klątwy, ja zaś przejęłam cały jego los. Pamiętaj o jednej rzeczy i zapamiętaj ją dobrze. - twarz dziewczyny przybrała złowrogiego grymasu – Nic tak nie zwodzi ludzi jak miłość. Stajesz się ślepy i ufny stajesz się najłatwiejszą z możliwych ofiar. Musiałam umrzeć i co za tym idzie dojrzeć, aby móc to zobaczyć. Jakby ktoś ofiarował mi drugie życie unikałabym miłości na wszystkie sposoby. To ona zraniła moich rodziców, to ona mi ich zabrała. - Klara w tym momencie zaczęła płakać. Po chwili przetarła ze złością oczy i usiadła na rozgrzanych słońcem kamieniach. Była zła na samą siebie na to, co zrobiła i na to, że wciąż była słaba. Łamiącym się głosem kontynuowała. - Jeszcze tego samego poranka przybyli tutaj moi rodzice. Niczego jednak nie znaleźli oprócz porozrzucanych przy rzece ubrań. Ja ich widziałam, krzyczałam do nich jednak oni już mnie nie widzieli. Mój los został przypieczętowany, zostałam tutaj uwieziona na tym zakolu i nauczyłam się, co to znaczy być samotnym ... tak naprawdę samotnym. - Klarze znów napłynęły łzy do oczu. Jej głos znów załamał się. - Kilka miesięcy później moja mama nie wytrzymując tęsknoty i bólu powiesiła się w domu. Jej duch jest uwieziony tam tak jak mój tutaj. Nie możemy się spotkać ze sobą. Dla żyjących kilkuminutowy spacer; dla martwych otchłań nie do przebycia. Mój dom, nasz piękny dom przestał istnieć. Niektórzy mówią, że po tych zdarzeniach mój ojciec stracił zmysły. Najpierw wyruszył do Warszawy, chciał opuścić to miejsce, chciał uciec od bólu tak daleko jak tylko można. Początkowo nie wiedział sam czego szuka, jednak bardzo szybko zdał sobie z tego sprawę ... szukał śmierci. Gdy tylko wybuchła Wielka Wojna wyruszył na front. Walczył cztery długie lata w błocie w zimnie i w krwi. Śmierć była blisko mógł ją niemal dotknąć. Kilkakrotnie wspominał swoim kompanom, że ją widział jak kręci się po wyłomach, jak naznacza w nocy tych co następnego dnia mieli już leżeć w piachu. Jednak jego samego wciąż omijała. Kule przelatywały nad jego głowa, szrapnele szczęśliwie gryzły ziemie wokoło - zawsze omijając jego. Cztery lata na wojnie bez ani jednej rany. Straszliwy konflikt pożarł miliony, zaś jemu przyniósł tylko chwałę, rzecz tak pustą gdy nie widzi się sensu samego życia, gdy nie ma do kogo tęsknić, do kogo zapłakać ... gdy jesteś sam. Później wybuchła wojna Polsko-Bolszewicka. Był maj 1920 roku. Dziewiąty dzień tego pięknego miesiąca, gdy jego oddział zdobywał jeden z przyczółków nad Dnieprem. Wtedy to zbłąkana kula przebiła jego już i tak w pewnym sensie martwe serce. Śmierć przechytrzyła go, i to w momencie gdy przestał wierzyć, że ją odnajdzie. Był więcej jak pewny, że zawsze jest ją w stanie ujrzeć. Jednak nie widział jej, gdy przyszła po niego samego. Z naszej całej trójki tylko on odnalazł w niej wolność, bo choć jej pragnął to nigdy się na siebie nie targnął. Był tutaj tego samego dnia kiedy zginął to on mi wszystko opowiedział. Pocałował w czoło i rozpłynął się w kojącej ducha, cichej wieczności.

Gabriel słysząc to, co powiedziała dziewczynka usiadł zaraz obok niej przy brzegu i przytulił ją. Klara zaniemówiła. Wzruszenie sprawiło, że na chwile głos uwiązł jej w gardle.

- Jesteś duchem, prawda?

- Czymś o wiele gorszym Gabrielku. Jestem tym, co kiedyś ludzie nazywali utopcem. Jestem demonem, który czeka tylko aż ktoś nierozważny wejdzie ze mną do wody. To pragnienie jest silniejsze ode mnie.

- Czy możesz mi pokazać swoje prawdziwe oblicze? - chłopiec spojrzał na nią ufnie.

Klara uśmiechnęła się tylko i gładząc go po głowie odparła:

- Nie chce cie tracić jako przyjaciela.

- Co jest tutaj napisane? - spytał patrząc na pożółkły arkusz papieru.

- Są to słowa spisane przez moja mamę. Nie umiem czytać, ale umiem je usłyszeć. Dawno nikt nie przyniósł mi wieści od niej. Nasze dusze, podobnie jak za życia tak i po śmierci łączy wielka miłość i tęsknota. Obie nie jesteśmy w stanie jej pokonać. Moja mama nie może opuścić swojego domu podobnie jak ja tego zakola. Wiem, ze codziennie rano wypatruje mnie w oknie, ma ślepa nadzieje, ze wrócę w końcu do niej i ze będziemy tak jak kiedyś ... po prostu szczęśliwe(...)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1. W śnie o istnieniu na straży tysięcy opinii. Tkwiliśmy w swoich iluzjach. Gdyśmy się budzili z naszych żyć Ze zdumienia przecieraliśmy oczy I umieraliśmy wtedy prawdziwie Nie oglądając się za siebie By nie widzieć co żeśmy zrobili ... Dolina Solinki – marzec 1922r. Podleszczyny – wieś położona w malowniczej dolinie rzeki Ludzie zamieszkujący te tereny w 1922 roku byli w większości Wielkie szczęście narodu okupione zostało wielkim cierpieniem Solinka. Jej śpiący, pastelowy krajobraz często skrywała lekka mgła, która schodziła nad drewniane domostwa z bujnie porastających zbocza gór lasów. ubodzy. Mało kto słyszał tutaj o wielkim świecie i jego nieustających problemach. Niedawno zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa zaraz po niej na młodziutkiej ziemi Drugiej Rzeczpospolitej pojawiły się buty marszowe czerwonoarmistów. Idea rewolucji proletariatu miała zostać wniesiona na bagnetach do zachodniej Europy i zatrzymać się nad Atlantykiem. Bolszewicy nigdy jednak nie ujrzeli brzegu Atlantyku ponieważ zostali zatrzymani nad brzegiem Wisły. jednostek. W Podleszczynach mało było chat, w których wojna nie odcisnęła swego piętna. Choć zewnętrznie panował spokój o tyle w duszach ludzi zagnieździł się olbrzymi ból. Ktoś stracił syna, ktoś męża, ktoś inny … „zwyczajną” miłość. Pobożni ludzie tych rejonów jak nigdy dotąd potrzebowali Boga. Przyświecała temu idea; „Rozstajemy się po to, aby znów się połączyć”. Ta prosta, dziecięca wręcz wiara rozświetlała nieprzeniknione mroki ludzkiego ducha, była latarnią i schronieniem wszystkich tych, którzy pierwszy raz ujrzeli jak głęboką potrafi być otchłań rozpaczy po stracie najbliższych. Każde zdarzenie przynosi nieodgadnione rezultaty. Wielka miłość do Boga wyniosła niemal pod niebiosa niedoskonałego człowieka często mylnego w swych osądach. Człowieka, który z taką łatwością zachłystnął się władzą, która nań spadła po 1920 roku. Człowiekiem tym był ksiądz Jerzy - proboszcz Teleśnickiego kościoła. Ludzie traktowali go jak wyrocznię. Niebawem ksiądz zaczął zajmować się nie tylko sakramentami i nabożeństwami, lecz również sądzeniem ludzi i wydawaniem wyroków. Tak oto prawo ustanowione przez duchownego stawało się jedynym obowiązującym prawem w dolinach rzeki Solinki i Sanu. Jerzemu niemalże nikt się nie sprzeciwiał … niemalże. wszelkie nieszczęścia zdawały się omijać wielkim łukiem. Działo się tak za sprawą jej egoizmu oraz zdolności adaptacyjnych. Osobą tą był Zenon. Był on głową jednej z dwóch tutejszych szajek zajmujących się nielegalną produkcją i przemytem bimbru. Przed wojnami i po wojnach posiadał on duży majątek; nie rzucał się jednak przy tym nikomu w oczy. Ksiądz Jerzy szczerze nie lubił Zenona ze względu na to, iż tamten gardził nim, co więcej nie pojawiał się on na mszach i pomimo pokaźnego majątku nie płacił ofiar. W Podleszczynach żyła wraz ze swoją rodziną osoba, którą Dom zamieszkiwała Alma Kalista wraz ze swoimi rodzicami Opowieści o magicznych umiejętnościach Kalistów zdawały się nie Przeciwieństwem Zenona była głowa drugiej szajki bimbrowniczej Władek, który mieszkał w znajdującej się w dolinie Sanu na północny- zachód od Podleszczyn wsi Polana. Była to najzamożniejsza postać w tej okolicy. Różniącą go od Zenona cechą było obnoszenie się ze swym bogactwem oraz przesadna, udawana pobożność. Delikatny rozejm łączył tych dwoje. Władek okazywał wielką uprzejmość w kontaktach z Zenonem. Zenon jednak nie był głupcem. Znał on Władka od dzieciństwa i wiedział, że jego uprzejmość jest tyle samo warta, co jego pobożność. Do wymienionych wyżej barwnych postaci z całą pewnością należałoby jeszcze dodać rodzinę Kalistów, która mieszkała w pokaźnym kamienno-drewnianym domu w lesie na zachód od Podleszczyn. Ich przybycie w te okolice było owiane tajemnicą. Nikt dokładnie nie pamiętał kiedy ci ludzie osiedlili się tutaj. Krążyły słuchy, iż przybyli oni z odległych ziem znajdujących się na południu. Darvasem i Mandolą oraz jedynym dzieckiem Gabrielem. Nieślubny syn, budził wciąż żywe rozmowy wśród pobożnych i poukładanych ludzi z Podleszczyn. Jego matka dolała jeszcze oliwy do ognia, gdy przed dwoma laty nie przyjęła księdza Jerzego, który chciał poświęcić dom. To właśnie od tego wydarzenia ksiądz regularnie na każdej mszy szkalował rodzinę Kalistów, podsycając wciąż niegasnące spekulacje, iż ludzie ci pałają się okultyzmem i jedynym powodem, dla którego nie chcieli przyjąć księdza do siebie była obecność samego diabła w ich domu. być do końca bajką. W rzeczy samej wielu wierzyło, iż Alma posiada zdolności parapsychiczne. Miała ona garstkę osób, które przychodziły do niej po wróżby, seanse spirytystyczne, czy też w poszukiwaniu otuchy. prawdziwe początki sięgają bardzo odległej przeszłości. lasu, aby narąbać drwa na opał. Wszędzie dookoła panowała głucha cisza. Wszelakie dźwięki zdawały się być pochłaniane przez śnieżny puch, który zalegał grubą warstwą na ziemi oraz na uginających się pod jego ciężarem gałęziach drzew. Nogi starca grzęzły głęboko w wysuszonym przez mróz śniegu. Każdemu krokowi towarzyszyło skrzypiące chrupnięcie ukazujące jak niebywale niska była temperatura. Ciężkie od ołowianych chmur niebo zastygło w bezruchu, podobnie jak czająca się pomiędzy drzewami mgła. Ścięta chłodem dziewicza przyroda przypominała namalowany gdzieniegdzie szklistymi, a gdzieniegdzie matowymi farbami obraz. Mężczyzna ciągnął za sobą masywne sanie na drewno. Powietrze zdawało się osiadać coraz bliżej ziemi okalając las niewidzialnym, lecz możliwym do wyczucia puchem. metrów od posiadłości zatrzymał się i zaczął żywo rozglądać się po otaczającej go głuszy. Jego uwagę przykuła średniej wielkości sosna, pod którą spoczywał, jak mu się wydawało nienaturalnej wielkości głaz. ciekawości zaraz przed zamachem zgarnął nogą śnieg z owalnej skały. Z wrażenia wypuścił toporek z ręki. Skała okazała się być miękka. Był mroźny, szary poranek, gdy stary Pan Darvas wybrał się do Historia ta zaczęła się początkiem marca 1922 roku, choć jej Darvas nie mógł się już doczekać powrotu do domu. Paręset Mężczyzna zdjął topór z sań i podszedł do drzewa. Z czystej Po chwili wstał i z opuszczoną głową podprowadził sanie pod Mężczyzna objął ją mocno i przerzucił swój płaszcz na nią. Dziewczyna lekko otworzyła nieobecne już od zimna oczy i Darvas zdawał się nie reagować na jej zachowanie. Pewnymi Dopiero wtedy ciężkie, szare chmury poruszyły się na niebie Mężczyzna położył dziewczynę na łóżku. Alma bardzo szybko Gdy Darvas przykucnął, aby ją podnieść zauważył, iż z ust jej Pan Darvas klęknął i zaczął odgarniać zalegającą pod drzewem zaspę. Pod jej powierzchnią leżała zawinięta w gruby, futrzany płaszcz dziewczyna. Jej twarz była sinobiała. Gdy mężczyzna ujrzał jej spokojne, młodziutkie oblicze odruchowo zasłonił ręką usta i przymknął mocno zachodzące łzami oczy. Klęczał tak chwilę w śniegu. Nie mógł się pogodzić z tym, iż tak młodą osobę spotkał tak okrutny los. drzewo. Jego pierwszą myślą było zabranie dziewczyny do Podleszczyn. Był więcej jak pewny, iż właśnie stamtąd pochodziła. bardzo lekko wydobywała się para. - Panienka żyje! – wyrwało się mimowolnie z jego piersi. - Zabiorę panienkę do domu! Wszystko będzie dobrze! – uniósł ją w powietrze, aby ułożyć na saniach. delikatnie odpychając się rękami szepnęła: - Zostaw mnie … ruchami położył ją na saniach i najszybciej jak tylko mógł ruszył w stronę domu. roztrzepując nad niemą okolicą biały puch. Stagnacja i napięcie wydawały się opuścić ten skuty lodem, mroźny las. Nie tylko Kalista, lecz także i cała przyroda zdawały się odetchnąć z ulgą. Mężczyzna dopiero w tym momencie zaczął zadawać sobie to jedno oczywiste pytanie; Kim była dziewczyna, która omalże nie skonała w tej lodowej głuszy? do kuchni, gdzie przy ciepłym kaflowym piecu siedziała Alma i Mandola. Mały Gabriel bawił się zabawkami na drewnianej podłodze. - Zagotujcie wodę! – krzyknął do oniemiałych kobiet. Na rękach trzymał zawiniętą w futra dziewczynę. - Chryste tato, kto to jest?! – rzuciła Alma podbiegając do ojca. - Nie wiem. – odparł Kalista – Znalazłem ją na wpół zamarzniętą w lesie. Alma w tym czasie zaścieliła łóżko stojące koło okna w kuchni. - Gabrielku nie kręć się teraz tutaj. – odparła w pośpiechu do synka – Stań koło stołu. – następnie spojrzała na ojca – Tato połóż ją tutaj. zdjęła z niej wilgotny płaszcz i okrywając kołdrą zaczęła energicznie trzeć jej dłonie. - Co z tą wodą mamo? - Ledwie, ledwie letnia … - odparła pani Kalista patrząc w stronę nieprzytomnej dziewczyny. - Nie musi być gorąca … - odparła Alma. Nerwowa atmosfera panująca w kuchni wyraźnie mu się udzieliła. Zerkał dużymi oczami to na mamę to na młodziutką kobietę. Chłopczyk stał przy stole trzymając się kurczowo jednej z nóg. Darvas wparował jak burza do domu. Nie zzuwając obuwia wszedł Mandola postawiła duży garczek z wodą na rozgrzanej blasze. Alma spojrzała na niego i pogłaskała wolną ręką po głowie. Nikt nie zauważył, iż pogoda pogorszyła się. Płatki śniegu, Mrok nadchodzącego wieczoru wniknął pomiędzy targane zamiecią - Nie bój się szkrabie … - uśmiechnęła się, a następnie zapytała swojego ojca – Tato zabrałbyś go do drugiego pokoju? - Chodź maluchu. – Darvas wziął go na ręce i zabrał z kuchni. - Dziadziu, co się stało pani? – kobiety usłyszały z przedpokoju pełne troski pytanie chłopczyka. - Pani troszkę zmarzła … - głos oddalającego się mężczyzny rozmył się za zamkniętymi drzwiami na przedpokoju. - Myślisz, że będzie żyła? – spytała Mandola podstawiając garczek z ciepłą wodą pod łóżko. - Nie wiem mamo. – Alma odkryła jej nogi i przekręciła ją w poprzek łóżka tak, aby wstawić je do wody – Nie wyczuwam w niej woli do życia. Umysł się poddał, zobaczymy co zrobi ciało. Myślę, że wszystko rozstrzygnie się w przeciągu najbliższych godzin. - Jesteś pewna, że wiesz, co robisz? – Mandola spojrzała na zanurzone w garnku z ciepłą wodą nogi. - Nie mam pojęcia … - szepnęła dziewczyna – Chcę ją tylko zagrzać. Następne godziny ciągnęły się w nieskończoność. Obie kobiety ani na chwilę nie spuszczały z oczu młodej dziewczyny, która zdawała się coraz to bardziej odrywać się od świata żywych. które jeszcze rano z niepowtarzalną finezją opadały na ziemię były teraz rzucane chaotycznie o dom Kalistów. Wszędobylski wiatr gwiżdżąc w szczelinach i tłukąc się całą swą mocą o okna próbował wedrzeć się niczym nieproszony gość do środka. Droga do Podleszczyn, w którą miał wyruszyć Darvas, aby zawiadomić ludzi o swoim znalezisku została odcięta. drzewa. W kuchennym oknie pojawiło się ciepłe, migoczące światło dwóch lamp naftowych, które zapaliła Mandola. - Czuję śmierć kręcącą się wokół domu … - powiedziała do mamy Alma patrząc z okna w ciemny las. - Zatem to już tylko kwestia czasu. – odparła staruszka i złapała chłodną rękę dziewczyny. jedno z okien na górze. Kobiety usłyszały głośny trzask drewnianych framug dochodzący z któregoś z pokoi na pierwszym piętrze. Chwilę później do kuchni wdarł się nieprzyjemny chłód. - Pójdę zamknąć … - odparła mama Gabriela chwytając jedną z lamp naftowych stojących na stole. Mrok odpędzało rdzawe światło chyboczącego na wszystkie strony płomienia lampy. Barierki przy stopniach rzuciły promieniste niczym pajęcza sieć cienie na klatkę schodową. Przesuwając się w przeciwną stronę do Almy próbowały uciec w swój ukochany mrok … jak najdalej od światła. Przez cały dom mknął lodowaty zwiastujący nieszczęście wiatr. Miarowe skrzypienie drewnianej podłogi przenikało puste pomieszczenia. się z zawodzącym jękiem lodowate powietrze. Gdy je otworzyła silny podmuch zgasił jej lampę naftową. W niemalże kompletnych ciemnościach ujrzała tańczące kontury zasłon oraz trzaskające o ramę okno. Gdy podbiegała, aby je zamknąć oprócz płatków śniegu ocierających się o jej rękę poczuła coś jeszcze. Kobieta zatrzymała się i odwróciła, jednak nikogo nie ujrzała. - To nie był wiatr … - szepnęła do siebie znajdując lukę w przyspieszonym oddechu. W tym samym momencie gwiżdżący coraz mocniej wiatr wyłamał Kobieta wyszła na przedpokój i skierowała się w stronę schodów. Alma stanęła przed zamkniętymi drzwiami z pod których wdzierało Dziwne szturchnięcie zdawało się być zbyt mocne. Mandola rozejrzała się po kuchni po czym odparła: Alma nic nie odpowiadając ruszyła stanowczym krokiem do pokoju - Alma! – usłyszała krzyk matki z dołu. - Już biegnę! – odparła zamykając okno. Gdy zeszła z powrotem do kuchni ujrzała uśmiechniętą Mandolę. - Ocknęła się. – powiadomiła ją mama – Na chwilę, ale się ocknęła. - Ona tu była … na górze. Weszła do domu … czułam ją. - Ale to nie mogła być ona. – pokręciła głową Mandola – Przecież dziewczyna żyje. Nie zabrała jej. obok, do którego wszedł rano Darvas z Gabrielkiem. Obaj leżeli w ciemnościach na łóżku … gdy podeszła bliżej uspokoiła się. Ojciec z jej synem spali. - Czego tutaj szukała? – spytała Alma wchodząc do kuchni i zamykając drzwi. - Jesteś pewna, że to była ona? Praktycznie nikt z żyjących nie jest w stanie jej dostrzec. - Już raz ją widziałam. – zamyśliła się kobieta – Ona nigdy nie zwiastuje dobrych rzeczy. - Nie widziałaś jej … - zripostowała matka – Tylko czułaś. Pamiętaj, że nasze odczucia potrafią nam płatać figle. Ty najlepiej powinnaś wiedzieć, że nie zawsze można im zaufać. - Mamo ty nie rozumiesz! – podniosła głos Alma – Choćby nie wiem, jak niedorzecznie to brzmiało śmierć przeszła przez nasz dom. – tu spojrzała na tajemniczą dziewczynę i dodała szeptem – I nikogo nie zabrała. Ona nie odwiedza żywych bez powodu. – usiadła bezsilnie na krześle. Po chwili uniosła głowę do góry i wyraźnie ożywionym głosem spytała: - Słyszysz?! - Nie. - No właśnie. Śnieżyca ustała …
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Torres część I
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: