Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00198 004126 15209075 na godz. na dobę w sumie
Transakcyja - ebook/pdf
Transakcyja - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 115
Wydawca: Universitas Język publikacji: polski
ISBN: 978-832-421-082-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

Anna Stanisławska (ur. 1651/1654 - zm. 1700 lub 1701), była pierwszą wybitną polską pamiętnikarką XVII stulecia. Pochodziła z magnackiego rodu. Jej osobiste doświadczenia, zwłaszcza zaś rozwód z pierwszym mężem i niespodziewana śmierć dwóch kolejnych, znalazły odzwierciedlenie w lirycznym pamiętniku Transakcyja... O niepowtarzalności tekstu Stanisławskiej świadczy zarówno forma (77 poetyckich trenów), jak i pesymizm egzystencjalno-światopoglądowy, subiektywizm, psychologizm czy nastawienie introwertyczne autorki.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1082-4 DO CZYTELNIKA Nie dziwuj się, Ŝem taki tytuł ksiąŜce dała, Ŝem ją przez treny opisować chciała, Bo Ŝycie ludzkie jednem trenem sądzę; kto czytasz, wybacz, jeŜeli w tym błądzę! Bo słusznie, byśmy one śpiewać mieli, iŜe w marnościach próŜno czas trawili. Porachuj kaŜdy swój wiek od młodości, czy nie naliczysz więcej w nim gorzkości, NiŜeli pociech, co się znajdowały; a te, choć były, to niedługo trwały. A tak to wcześniej postrzegaj, niŜli ja, widząc, Ŝe wszystko za czasem omija. Tę zaś ode mnie chciej przyjąć przestrogę, bo cię najlepiej informować mogę, Jako świadoma fortuny omylnej, aŜebyś to miał na pamięci pilnej: Być zawsze męŜnym na wszelakie szczęście, lubo pociechy, lubo teŜ nieszczęście. Jeśli zaś ksiąŜka nie do gustu twego, ta jej jest wada, Ŝe białogłowskiego Konceptu, a zaś sama rzecz pisana, to niech nie będzie od ciebie czytana. 5 TREN 1. Szczęść mi, BoŜe, w moją drogę, bo w niej nieco trwoŜyć mogę, W którąm się juŜ zapuściła; strzeŜ mię, bym nie pobłądziła! Biegłabym w dalekie strony, a jeśliŜe tam obrony Znajdę sercu stroskanemu, cięŜkim Ŝalem ściśnionemu! Tamuje mię Dunaj bystry, wspominając, Ŝe miecz ostry Niedawno tam zranił serce. A po cóŜ tam bieŜeć zechce? JuŜ mi, szumiejące wody, nie dodacie swej ochłody! Niech się wami kontentują nimfy, co w was rezydują! Więc pójdę w ogrody wonne; leć i tu nadzieje płonne, Aby mi z kwiecia odory, lubo ich same pozory, Jakie kontentece dały, bo w tym gusty me ustały; I słowik głosem krzykliwym nie zwabi, choć łagodliwym. To juŜ na zielonej łące, miedzy zioła woniejące, Te dodadzą uśmierzenia w cięŜkościach i spoczynienia. 6 Leć i tam lube zefiry w przykre mi się obróciły Wichry, Ŝe miasto ochłody nie mam i tam mej swobody. Wabi podczas myśl ciekawa, perswadując, Ŝe zabawa U dworu, konwersacyja, melancholiją wybija. Ale cóŜ i tam smakuje, co za powaba cukruje? Mam przestrogę – zlecę temu, co się udać chce, kaŜemu. Więc idę w głębokie lasy, a tam me juŜ wszytkie czasy Trawić będę, pokutując, czas stracony opłakując. KtóreŜ dodasz, drzewo, cienia, bym miała co ochłodzenia? Tam uwaŜę moje sprawy, całego wieku zabawy. Leć i tu myśl ma błędliwa trwoŜy mię, Ŝem frasobliwa, Bym pod tem drzewem nie siadła, dla którego nam odpadła Rozkosz pierwsza pozwolona, przez człowieka utracona. Mijam tedy wszytkie drzewa: herbownego trzymać trzeba. Tu juŜ zasiadam bezpiecznie; a siedzieć pod nim statecznie, Lubo owoc przykry rodzi; ale mi go ten osłodzi, 7 Co go najpierwej skosztował i mnie go tam nagotował. Wszakem go juŜ kosztowała, nie będę się nań wzdrygała. TREN 2. Od półtrzeciu dziedzicznego zaczęłam i wieku mego RóŜne cierpieć utrapienia, w których mało co ulŜenia. I jeszcze małemi dziatki, osieroceni od matki, Z bratem zostałam w tym wieku; dość, Ŝe sieroctwo człowieku. Minę insze transakcyje, które, jak na komedyje, Fortuna mię wystawiała, za cel przeciwnościom dała. TaŜ i z ojcem mym walczyła, lubo zaś to nagrodziła, A mnie ucząc cierpliwości, w klasztornej miała ścisłości. I tam, lub w skrytym mieszkaniu, gdziem była na wychowaniu, Nie uszłam tych przeciwności, bo mię juŜ i w śmiertelności I same były wprawiły i babki Ŝycia zbawiły, Która, mię mając w opiece, zdała rząd na insze ręce. 8 Leć jeszcze łaskawe nieba, wiedząc, co młodości trzeba, Opiekuna sporządzili, co szedł z matczynej liniji. Dość afektu przy krewności opiekuńskiej powinności Uznawałam, choć w tym siła fortuna mi zazdrościła. Leć juŜ klasztorne mieszkanie opuszczając, pod staranie Ojca mego i opiekę bezpiecznie pod nię uciekę, Zwłaszcza, Ŝe przydały jeszcze nieba na matczyne miejsce Tę, co zetrze sierocieńskie łzy afektem macierzyńskiem. Ale mi to juŜ solwował ten, co znać tego spróbował, Mówiąc, iŜe nie dogodzi ten, kto kogo nie urodzi. Ja przypadam na to zdanie, przydając i to mniemanie, śe miłość daleko chodzi tam, gdzie interes zachodzi. TREN 3. CzyŜ juŜ na mnie sceny swoje skończysz, liche szczęście moje, Traktując jak niewolnika? alić widzę, Ŝe w teŜ łyka 9 Bierzesz młodość mego brata, nie dając mu zaŜyć świata. Krzywdę czynisz dość całemu przez to domu upadłemu. JuŜ, obroty nieŜyczliwe, przemieńcie się teŜ w szczęśliwe! Niech fortunnie rzucę losy, sporządźcie same niebiosy! Następują juŜ te lata, co w nich zaŜywają świata. Będąc w teraźniejszej dobie, toŜ ja obiecuję sobie. Tu Fortuno, stań łaskawa! – A twojać to jest zabawa, Rozkwiliwszy, i utulić; choć ci muszę w tym przymówić: Nie pragnę jarzma miłości, bo jeszcze czas mej młodości Nie przeszedł mi, leć swobody; daj mi w tym swoje nagrody! Ale, jakoś w tym zdradliwą, pokazujesz się Ŝyczliwą, Perswadując, Ŝe znać wiedział ten, co o tym opowiedział, śe lepiej związkiem miłości być skrępowany w młodości. Wystawujesz wiele innych, tej racyjej nie przeciwnych. Ja idę za twoją radą, nie wiedząc, Ŝe ze mną zdradą, Jak Laban z Jakubem, czyni. Takie ze mną twoje czyny. 10 Więcej ja, niŜ siedm lat, tobie słuŜąc, niełaskawą k sobie Uznawałam; i w tę chwilę, jako widzę, się omylę. Lija, miasto Rachel, dana Jakubowi od Labana. Nie dla niej on słuŜył tobie, bo on piękną obrał sobie. Zwyczajna to pragnąć złota, a uciekać precz od błota: KaŜdemu to piękne miło, bo to naturalne dziło. Tak ty ze mną postępując, a w oczach mi wystawując Piękne sceny, przemieniając, Ezopa mi w zamian dając. Dość znajomy swą grzecznością, miły w oczach przyjemnością: Czy się z tygrysami rodził, abo z niedźwiedziami chodził? Z tej cię nagrody kwituję, słuŜyć darmo obiecuję, Nie chcąc brać takiej zapłaty, nie Ŝyczęć tak wielkiej straty. Niechaj się tem kontentuje, tym, co się juŜ delektuje Lampartem, czyli teŜ łania domowego wychowania. 11
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Transakcyja
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: