Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00327 008166 15930323 na godz. na dobę w sumie
Trudna miłość - ebook/pdf
Trudna miłość - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875574 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Rose Tremayne została matką w bardzo młodym wieku. Okoliczności zmusiły ją do oddania dziecka do adopcji. Jej syn Daniel trafił do domu lekarza Owena Gallaghera. Po śmierci przyrodniej matki Daniel szuka kontaktu z Rose, która jest obecnie pielęgniarką. Owen nie chce, by cokolwiek zakłóciło spokój ich domu, więc jest przeciwny spotkaniu Daniela z biologiczną matką. Nie może jednak temu zapobiec. Wcześniej sam poznaje Rose i widzi w niej tylko wroga. Na domiar złego podejmuje ona pracę w jego szpitalu...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Jennifer Taylor Trudna miłość Tłumaczyła Katarzyna Ciążyńska Droga Czytelniczko! Oto nasza czerwcowa oferta: Misja w górach (Medical Duo) – Dopiero podczas dramatycznych wydarzeń na wyspie Richard zaczyna rozumieć, jak bardzo kocha Holly; Lekarz do wzięcia (Medical Duo) – Hamish bardzo długo musiał namawiać Kate, by wyjechała z nim do Szkocji; Trudna miłość (Medical) – Owen obawia się, z˙e biologiczna matka jego adoptowanego syna wprowadzi zamęt nie tylko w z˙ycie chłopca, lecz i w jego własne... Rozsądna narzeczona (Medical) – Deirdre widziała w Shayu wspaniałego męz˙czyznę, on zaś uwaz˙a, z˙e ma same wady. Jak go przekonać, z˙e jest inaczej? Zapraszam do lektury Harlequin. Kaz˙da chwila moz˙e być niezwykła. Czekamy na listy! Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises Sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Jennifer Taylor Trudna miłość Toronto · Nowy Jork · Londyn Amsterdam · Ateny · Budapeszt · Hamburg Madryt · Mediolan · Paryż Sydney · Sztokholm · Tokio · Warszawa Tytuł oryginału: The Consultant’s Adopted Son Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka Korekta: Urszula Gołębiewska, Ewa Godycka  2006 by Jennifer Taylor  for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: COMPTEXT , Warszawa Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3817-3 Indeks 325260 MEDICAL – 385 ROZDZIAŁ PIERWSZY Wiedział, z˙e to ona, gdy tylko stanęła w drzwiach. Rozpoznał ją, choć nigdy dotąd jej nie spotkał. Jej włosy miały ten sam miodowozłoty odcień co włosy Daniela. Wszedłszy do baru, przekrzywiła głowę i roz- glądała się identycznie, jak robił to jej syn. Owen Gallagher zacisnął dłoń na szklance. Przygo- towywał się do tego spotkania, ale widząc podobieńst- wo między tą kobietą a Danielem zrozumiał, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazł. Jeśli nie zachowa rozwagi, straci syna. Ta myśl była nie do zniesienia. Kochał Daniela ponad wszystko i nie pozwoli, z˙eby ktoś mu go odebrał. Nagle do pubu weszła spora grupa ludzi i Owen stracił kobietę z oczu. Przeklął pod nosem i wstał, usiłu- jąc odnaleźć ją wzrokiem. Powinien był do niej podejść, gdy tylko ją zobaczył, zamiast siedzieć i martwić się, co go czeka. Zwykle się nie wahał. W pracy nie mógł sobie na to pozwolić, bo często decydował o ludzkim z˙yciu. Ufał swojemu instynktowi, a jednak teraz bał się mu zawierzyć. Ta sytuacja dotyczyła go zbyt osobiście i nie powinien liczyć na to, z˙e sam instynkt poprowadzi go właściwą drogą. Musi kierować się rozumem, nie ser- cem, gdyz˙ przyszłość Daniela zalez˙y od jego decyzji. Tłum nagle rozpierzchł się po kątach, a Owen ode- tchnął z ulgą, widząc, z˙e kobieta podchodzi do baru. 6 JENNIFER TAYLOR Wstał i po paru sekundach znalazł się obok niej. Była wyz˙sza i szczuplejsza, niz˙ sobie wyobraz˙ał. Miała na sobie czarny garnitur z białą bluzką i czarne pantofle na niskim obcasie. Ubranie było dosyć kiepskiej marki. Z˙akiet był za luźny w talii, a rękawy za długie. Widział teraz jej twarz z profilu. Serce mu zamarło, kiedy śledził wzrokiem łuk jej brwi, prostą linię nosa i pełne wargi. Z profilu jeszcze bardziej przypominała Daniela. Owen nie był tchórzem, a jednak z trudem zapanował nad paniką, która go ogarniała. Ta kobieta moz˙e zburzyć spokój Daniela... Błądził spojrzeniem po jej opadających na ramiona włosach, gęstych i prostych, które połyskiwały w świet- le lampy nad barem. Kiedy pochyliła głowę, by wyjąć z torebki portmonetkę, miał ochotę ich dotknąć, spraw- dzić, czy są takie zimne i gładkie, na jakie wyglądają. Opuścił rękę i wciągnął nerwowo powietrze. To bez znaczenia, jakie są jej włosy w dotyku. Waz˙ne, z˙e są takie same jak włosy Daniela. Im szybciej to za- akceptuje, tym łatwiej o nich zapomni. Jeśli będzie skupiał uwagę na podobieństwie między matką i sy- nem, emocje nie pozwolą mu działać logicznie. Nie wiedział o niej nic poza tym, z˙e stanowiła zagroz˙enie. Wtem kobieta się odwróciła. Owen przeraził się, kie- dy ich oczy się spotkały. Jeszcze nie był gotowy na rozmowę. – Przepraszam... Miała zachrypnięty głos. Przeszły go ciarki, kiedy usłyszał go po raz pierwszy. Do tej pory porozumiewali się listownie. On wysłał jej krótki list, proponując spot- kanie, a ona odpisała jeszcze zwięźlej, wyraz˙ając zgodę. Nie zastanawiał się nad brzmieniem jej głosu, więc TRUDNA MIŁOŚĆ 7 teraz z przeraz˙eniem stwierdził, z˙e ten głos wydał mu się bardzo seksowny. Odsunął się, by mogła przejść, a kiedy mu podzięko- wała, czuł juz˙ gęsią skórkę na całym ciele. Raptem zabrakło mu powietrza. Pospieszył do wyjścia. Miał jedno pragnienie – uciec od sytuacji, która okazała się o wiele bardziej stresująca, niz˙ się spodziewał. Dotknął klamki i uświadomił sobie, z˙e nie moz˙e uciec. Najpierw musi jej coś wytłumaczyć. Nabrał powietrza w płuca i zawrócił. Nigdy tak bardzo jak w tej chwili nie po- trzebował spokoju ducha. Rose znalazła wolny stolik i usiadła. Postawiła kieli- szek na tekturowej podkładce. Nie miała ochoty na drinka, zamówiła go, poniewaz˙ tego do niej oczekiwa- no. Kiedy człowiek wchodzi do pubu, zamawia drinka. Taki tu porządek, w przeciwieństwie do jej z˙ycia, które z wolna zamieniało się w koszmar. Przeszył ją strach, wzięła do ręki kieliszek i upiła łyk wina z nadzieją, z˙e ją uspokoi. Od chwili, gdy wyraziła zgodę na to spotkanie, denerwowała się coraz bardziej. Nie miała pojęcia, czego chce od niej Owen Galla- gher, poza tym, z˙e miało to coś wspólnego z Danielem, którego osiemnaście lat temu oddała do adopcji. Od tamtej pory nie było dnia, by o nim nie myślała. Czegóz˙ takiego chce dowiedzieć się od niej Owen Gallagher? Czy nie zapomniała o swoim dziecku? Taką miała na- dzieję, poniewaz˙ wtedy nie byłoby problemu z odpo- wiedzią. Nigdy nie przestała myśleć o Danielu, nigdy nie przestała z˙ałować tego, z˙e okoliczności zmusiły ją do rozstania z synem. Z˙ałowała, chociaz˙ była przekona- na, z˙e postąpiła słusznie. 8 JENNIFER TAYLOR Rose odstawiła kieliszek drz˙ącą ręką. Do tej pory nie dopuszczała do siebie myśli, z˙e Daniel moz˙e być chory i dlatego Gallagher ją odszukał. Cały czas znajdowała w prasie historie o matkach, które po latach łączyły się z dziećmi z powodu ich choroby. Nie zniosłaby, gdyby jej syn był nieuleczalnie chory... Poderwała się od stolika, bo nie była w stanie usie- dzieć spokojnie, dręczona podobnymi przypuszczenia- mi. Gallagher umówił się z nią na siódmą, a siódma juz˙ minęła. Moz˙e się rozmyślił? W takim razie nie ma sensu dłuz˙ej czekać... – Pani Tremayne? Jestem Owen Gallagher. Dzięku- ję, z˙e zgodziła się pani na to spotkanie. Rose stłumiła okrzyk. Męz˙czyzna ją zaskoczył. – Dopiero co spotkaliśmy się w barze – zauwaz˙yła. – Tak. Proszę usiąść. Wskazał jej krzesło. Rose zajęła miejsce po prostu dlatego, z˙e nie wiedziała, co zrobić. Dlaczego wcześniej jej się nie przedstawił? Dlaczego stał i przyglądał się jej w taki dziwny sposób? Zauwaz˙yła go od razu, oczywiście. Nawet w tym tłumie się wyróz˙niał. Wysoki i ciemnowłosy, spodobał- by się kaz˙dej kobiecie. Kiedy siadał, objęła go spo- jrzeniem i zobaczyła świetnie skrojony szary garnitur, śniez˙nobiałą koszulę, jedwabny krawat i otaczającą go aurę dostatku. Zadrz˙ała. Takiego człowieka nie moz˙na lekcewaz˙yć. – Lepiej od razu przejdę do rzeczy, pani Tremayne. Osiemnaście lat temu razem z moją zmarłą z˙oną za- adoptowaliśmy pani syna. – Zmarłą z˙oną? – powtórzyła. – To pana z˙ona nie z˙yje? TRUDNA MIŁOŚĆ 9 – Tak. Laura zmarła dwa lata temu, po długiej cho- robie. – Informował ją o tym bez widocznego bólu, ale Rose miała do czynienia z wieloma osobami, które nie okazywały cierpienia. – Proszę wybaczyć – powiedziała cicho. – To musiał być dla pana cięz˙ki okres, dla pana i dla Daniela. – Tak. – W jego grafitowych oczach pojawił się cień zdziwienia. Zdała sobie sprawę, z˙e męz˙czyzna nadal opłakuje z˙onę. Mimo to podjął energicznie: – Daniel był bardzo związany z matką, śmierć Laury to był dla niego powaz˙ny cios. Gdyby z˙yła, jestem pewien, z˙e sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Danielowi nie wpadłby do głowy ten idiotyczny pomysł, z˙eby panią poznać. – Z˙eby mnie poznać? – Rose odniosła wraz˙enie, z˙e sala zaczyna wokół niej wirować. Owen Gallagher prosi ją o spotkanie nie dlatego, z˙e jej syn jest chory, tylko dlatego, z˙e Daniel chce się z nią zobaczyć? – Muszę pani powiedzieć, z˙e jestem przeciwny temu pomysłowi. Do tej pory nie istniała pani w jego z˙yciu, więc nie widzę powodu, dla którego miałaby pani ode- grać jakąkolwiek rolę w jego przyszłości. Dlatego właś- nie poprosiłem panią o spotkanie, z˙eby wszystko było jasne. – Co konkretnie ma pan na myśli? – Moz˙e przesa- dza, ale zdawało jej się, z˙e słyszy w jego głosie groźbę. – Nie z˙yczę sobie, z˙eby ingerowała pani w z˙ycie Daniela. Chłopak ma za sobą dwa trudne lata, jest bar- dzo wraz˙liwy. W tej chwili przygotowuje się do eg- zaminów. Nie zamierzam pozwolić, z˙eby pani pokrzy- z˙owała jego plany, kiedy najbardziej potrzebne jest mu skupienie. – Pan mi nie pozwoli? – spytała z niedowierzaniem. 10 JENNIFER TAYLOR – Przepraszam, ale panu się chyba wydaje, z˙e dysponuje pan jakimś boskim prawem do Daniela. Jeśli on chce się ze mną spotkać, to jego wybór. Pan nie ma z tym nic wspólnego. – Pani słowa dowodzą tylko, jak mało wie pani o by- ciu rodzicem. Zranił ją, ale tym się nie przejmował. Dbał po prostu o syna, choć w rzeczywistości sam chciał decydować, co jest dla niego dobre. Nie akceptował faktu, z˙e w tej sprawie Daniel ma coś do powiedzenia. Zamierzał dyk- tować synowi, jak ma się zachować... – Być moz˙e ma pan rację, ale wiem, z˙e jeśli zabroni pan Danielowi kontaktów ze mną, moz˙e się to na panu zemścić. On pana znienawidzi i się od pana odsunie. – Sądzę, z˙e znam Daniela lepiej niz˙ pani. W chwili obecnej najbardziej potrzeba mu spokoju. Spotkanie z panią byłoby dla niego zbyt duz˙ym stresem. – Dowiedziałby się, kim jest i skąd się wziął. Czy pan nie widzi, z˙e to mogłoby mu raczej pomóc? – Albo by go jeszcze bardziej wytrąciło z równo- wagi. W tej chwili Daniel jest w takim stanie, z˙e nie nadaje się do podejmowania waz˙nych decyzji. Nie będę stał z boku i przyglądał się, jak pani rujnuje jego z˙ycie. – To absurdalne! Dlaczego miałabym rujnować jego z˙ycie? Pragnę dla Daniela najlepszego, tak jak pan. A pana zdaniem jak on się poczuje, dowiadując się, z˙e nie chcę się z nim spotkać? – Z początku moz˙e czuć się zawiedziony, ale przej- dzie mu. W końcu nic o pani nie wie poza tym, z˙e oddała go pani do adopcji. Jest pani dla niego kimś obcym i z˙yczę sobie, z˙eby tak pozostało. – Ale to nie pan o tym decyduje, prawda? Tylko TRUDNA MIŁOŚĆ 11 Daniel. – Patrzyła mu prosto w oczy. – Przykro mi, ale nie zamierzam odmawiać mojemu synowi. Jeśli się ze mną skontaktuje, spotkam się z nim. – Mimo z˙e wyjaśniłem pani, z˙e mu to zaszkodzi? – Tak, poniewaz˙ nie zgadzam się z pańską oceną. Uwaz˙am, z˙e dzięki spotkaniu ze mną Daniel łatwiej pogodzi się z tym, co się stało. – Moim zdaniem pani nie wynagrodzi mu straty matki. Daniel uwielbiał Laurę, więc jeśli robi sobie pani jakieś nadzieje, proszę o tym zapomnieć. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, z˙e będzie gorzko rozczarowa- ny, kiedy okaz˙e się, z˙e nie spełnia pani jego oczekiwań. – Muszę podjąć to ryzyko – powiedziała cicho, bo nie chciała, by wiedział, jak bardzo ją zranił. – Ja nie jestem gotowy podjąć tego ryzyka. Pochylił się nad stolikiem, a Rose się przestraszyła. Do tej pory nie mogła nic zrobić dla swojego syna, upewniła się tylko, czy niczego mu nie brakuje. Teraz ma szansę mu pomóc. Znajdzie odwagę do walki z tym męz˙czyzną. – Grozi mi pan? Bo tak to zabrzmiało. Powinien pan jednak wiedzieć, z˙e ja sobie na to nie pozwolę. – To nie groźba, tylko stwierdzenie. Nie dopuszczę do tego, z˙eby zmarnowała pani z˙ycie mojemu synowi. – Rozumiem. – Zaśmiała się gorzko. – Zdaje się, z˙e pan juz˙ zdecydował. Uznał pan, z˙e nie jestem odpowie- dnią osobą, a przeciez˙ nie ma pan z˙adnych podstaw, z˙eby twierdzić, z˙e skrzywdzę Daniela. – Nie mam tez˙ podstaw wierzyć, z˙e mu pani pomoz˙e – rzekł. – Pani go porzuciła, a to chyba dowodzi, jak niewiele on dla pani znaczy. Jeśli zechce pani ze mną współpracować, okaz˙ę pani wdzięczność. 12 JENNIFER TAYLOR – Okaz˙e mi pan wdzięczność? Co to znaczy? Rose zakręciło się w głowie. Czy on nie zdaje sobie sprawy, jak cięz˙ko jej było rozstawać się z dzieckiem, które urodziła? Jeszcze teraz budziła się czasami z pła- czem, przypominając sobie tamte tygodnie. Tylko ko- biety, które tego doświadczyły, mogłyby zrozumieć jej poczucie straty. Nosiła z˙ałobę po dziecku, które nie umarło, a ten człowiek ma czelność ją oskarz˙ać. – Co to znaczy? – powtórzyła, podnosząc głos, az˙ para siedząca przy sąsiednim stoliku na nich zerknęła. – Ciszej, proszę. – Gallagher nachylił się. – Moz˙e pani lubi robić z siebie widowisko, ale ja nie. Przyszed- łem pani powiedzieć, z˙e nie z˙yczę sobie, aby kontak- towała się pani z moim synem, a nie po to, z˙eby się kłócić. Daniel juz˙ napisał do pani list. Ale moz˙e zdołam panią przekonać do bardziej rozsądnego działania. Włoz˙ył rękę do kieszeni i wyjął grubą kopertę. – Tutaj jest pięć tysięcy funtów. Będą nalez˙ały do pani, jeśli nie odpowie pani na ten list. Połoz˙ył kopertę na środku stolika. Rose patrzyła prze- raz˙ona. On naprawdę sądzi, z˙e ją przekupi! – Nie chcę pańskich pieniędzy. – Przesunęła kopertę z powrotem, czując piekące łzy. – Moz˙e to pana zdziwi, ale mnie nie moz˙na kupić. Bardzo bym nie chciała, z˙eby Daniel dowiedział się, jak daleko się pan posunął. Wstała i weszła w tłum, który zebrał się przy barze. Jeden z męz˙czyzn próbował złapać ją za rękę, ale ode- pchnęła go, ignorując gwizdy, które towarzyszyły jej do wyjścia. To nie bolało tak jak słowa, które właśnie usłyszała. Zobaczyła nadjez˙dz˙ający autobus i podbiegła na przystanek. Zapłaciła za przejazd i usiadła. Autobus TRUDNA MIŁOŚĆ 13 zatrzymał się, dając pierwszeństwo samochodowi, któ- ry wyjez˙dz˙ał z parkingu przed pubem. Serce Rose zabi- ło mocniej, gdy rozpoznała w kierowcy Gallaghera. Obejrzał się, czy droga jest wolna. Serce Rose zabiło jeszcze mocniej, gdy zauwaz˙yła wyraz jego twarzy. Nigdy nie widziała kogoś, kto by az˙ tak cierpiał. Z tru- dem znosiła myśl, z˙e to ona jest za to odpowiedzialna. Wiedziała, z˙e tego dnia została jego wrogiem, choć wcale tego nie chciała. Nie miała pojęcia, co dalej. Jedno było pewne: Owen Gallagher zrobi wszystko, by trzymać Daniela z dala od niej. – Przepraszam. Miałam panią oprowadzić, ale roz- pętało się istne piekło. Tutaj powinna być wolna szafka, proszę zostawić płaszcz i iść na oddział. A ja pani w wolnej chwili wszystko pokaz˙ę. Rose westchnęła, patrząc, jak pielęgniarka oddziało- wa się oddala. Była przyzwyczajona do pośpiechu na oddziale ratunkowym, ale byłoby miło, gdyby ktoś po- kazał jej, co i jak. Otworzyła drzwi pokoju socjalnego, weszła i rozejrzała się. Był to typowy pokój dla per- sonelu, ze stertami kubków na suszarce i rzędem meta- lowych szafek. Widziała setki podobnych pokoi, odkąd zaczęła pracować dla agencji pielęgniarskiej, więc nie rozumiała, dlaczego ten widok tak ją przygnębił. Moz˙e dlatego, z˙e czuła się przybita spotkaniem z Owenem Gallagherem w pubie? Zdjęła płaszcz i powiesiła go w pustej szafce. Od tamtego wieczoru minął ponad tydzień, ale wspomnie- nie to nadal jej ciąz˙yło. Była zła, z˙e facet próbował ją przekupić, ale najbardziej dręczył ją widok jego twa- rzy za szybą samochodu. Choć to on potraktował ją 14 JENNIFER TAYLOR haniebnie, nie czuła satysfakcji, z˙e sprawiła mu ból. Chciała nawet do niego napisać, tylko co? Z˙e nie za- mierzała go zdenerwować? Wyszła z pokoju. Pielęgniarka oddziałowa stała przy telefonie, a na widok Rose uniosła rękę. Kiedy odłoz˙yła słuchawkę, Rose wiedziała, z˙e stało się coś powaz˙nego. – Karetki w drodze – wyjaśniła pielęgniarka. – Ran- ni będą tu za jakieś cztery minuty, musimy wszystko przygotować. Mam nadzieję, z˙e pracowała pani juz˙ na reanimacji? – Wiele razy – odparła Rose, idąc za kobietą. Właśnie minęła siódma rano, a poczekalnia była juz˙ pełna. Cięcia budz˙etowe spowodowały, z˙e zamknięto wiele mniejszych oddziałów ratunkowych. Szpital św. Anny nalez˙ał do największych w tej części Londynu. Cieszył się tez˙ znakomitą opinią, więc Rose z radością podjęła tam pracę. – Pracowałam chyba we wszystkich oddziałach ra- tunkowych w centrum Londynu – oznajmiła, gdy pielę- gniarka prowadziła ją do sali reanimacyjnej. – Naprawdę? – Kobieta odetchnęła z ulgą. – Więc tym razem trafiło nam się złoto. Nie zliczę juz˙ przypad- ków, kiedy agencja przysyłała nam personel nie mający pojęcia o pracy na ratunkowym. Przynajmniej nasz szef nie dostanie dziś ataku apopleksji. Urwała, bo druga pielęgniarka wystawiła właśnie głowę zza drzwi, by poinformować, z˙e przyjechała pier- wsza karetka. Potem zwróciła się do Rose: – Proszę się zorientować, gdzie są wszystkie potrze- bne rzeczy. Kiedy pojawią się pacjenci, nie będzie cza- su, z˙eby panią kierować. Rose wzięła głęboki oddech. Nie po raz pierwszy
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Trudna miłość
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: