Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00528 005947 12435749 na godz. na dobę w sumie
Tylko my dwoje - ebook/pdf
Tylko my dwoje - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 221
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8244-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Rodzina Lucy należała do miejscowej arystokracji, o ich majątku krążyły legendy. Jednak po śmierci rodziców Lucy odziedziczyła jedynie zrujnowaną posiadłość z kłopotliwym lokatorem… Kiedy w miasteczku pojawia się bogaty Niall Cameron, Lucy instynktownie czuje do niego antypatię. Szybko zyskuje dowód, że intuicja jej nie zawiodła. Niall publicznie zarzuca jej liczne zaniedbania i dręczenie lokatora, z którym, jak się okazuje, jest spokrewniony. Żąda, by natychmiast wyremontowała dom. Jednak by spełnić to żądanie, Lucy musi szybko zdobyć pieniądze…

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Uznane autorki literatury kobiecej z listy bestsellerów New York Times! pisze romanse od wielu lat, a jej ksią(cid:276)ki cieszą się ogromną popularno(cid:264)cią. Ma na swoim koncie ponad 200 powie(cid:264)ci, z których wiele stało się bestsellerami. Jej ksią(cid:276)ki przetłumaczono na wiele języków i sprzedano w ponad 70 mln egzemplarzy. Penny Jordan JORDAN Rodzina Lucy nale(cid:276)ała do miejscowej arystokracji, o ich majątku krą(cid:276)yły legendy. Jednak po (cid:264)mierci rodziców Lucy odziedziczyła jedynie zrujnowaną posiadło(cid:264)ć z kłopotliwym lokatorem… Kiedy w miasteczku pojawia się bogaty Niall Cameron, Lucy instynktownie czuje do niego antypatię. Szybko zyskuje dowód, (cid:276)e intuicja jej nie zawiodła. Niall publicznie zarzuca jej liczne zaniedbania i dręczenie lokatora, z którym, jak się okazuje, jest spokrewniony. (cid:275)ąda, by natychmiast wyremontowała dom. Jednak by spełnić to (cid:276)ądanie, Lucy musi szybko zdobyć pieniądze… W sierpniu uka(cid:276)e się: J O R D A N DIANA PALMER SŁODKO-GORZKIE POCAŁUNKI Penny JORDAN TYLKO MY DWOJE Penny JORDAN TYLKO MY DWOJE Tłumaczyła Zuzanna Pytlińska Tytuł oryginału: Passionate Possession Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 1992 Redaktor serii: Graz˙yna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska-Wardęcka Korekta: Małgorzata Narewska, Krystyna Barchańska-Wardęcka ã 1992 by Penny Jordan ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i serii Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzez˙one. Wydawnictwo Arlekin – Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8244-2 Gwiazdy Romansu ROZDZIAŁ PIERWSZY – Oczywiście, z˙e jeszcze go nie poznałam, ale z tego, co powiedział mi o nim Don, wynika, z˙e moz˙e być cennym nabytkiem dla naszej społecz- ności. Jest bardzo zamoz˙ny, wpływowy, zakłada u nas duz˙ą firmę, co na pewno będzie z poz˙ytkiem dla miasta. Szkoda, z˙e jest juz˙ z kimś związany. Nie w sensie formalnym, ślubu nie mają, ale mieszkają razem, a w kaz˙dym razie będą miesz- kać, jak tylko ona wróci z Nowego Jorku. Podob- no została tam oddelegowana słuz˙bowo, czy coś w tym rodzaju. Zorganizujemy jakieś małe przy- jęcie... na osiem, moz˙e dziesięć osób, z˙eby go wprowadzić w tutejsze środowisko, i oczywiście chcielibyśmy, z˙ebyś ty tez˙ przyszła. Lucy, czy ty mnie słuchasz? Lucy zmusiła się do uśmiechu. 6 Tylko my dwoje – Alez˙ tak, Verity, oczywiście. Mówisz o no- wym kliencie Dona. – Tak. Mówiłam o nim, ale nie wydaje mi się, z˙ebyś słuchała zbyt uwaz˙nie – stwierdziła Verity. – Mam wraz˙enie, z˙e wciąz˙ martwisz się tym głupim starcem. Powiedz szczerze, Lucy, dlacze- go właściwie nie sprzedasz tej nieruchomości i... – Nie mogę jej sprzedać, bo on jest stałym lokatorem – przerwała jej spokojnie Lucy – a poza tym nie mam pieniędzy, z˙eby przeprowadzić nie- zbędne prace remontowe. – On musi to wiedzieć. Załoz˙ę się, z˙e dlatego wciąz˙ narzeka – powiedziała Verity. – Narzeka, bo ma do tego pełne prawo – wyja- śniła cierpliwie Lucy. – Dom jest w kiepskim stanie, ale nie mogę wziąć kredytu pod jego zastaw, a nie mam innych moz˙liwości zdobycia pieniędzy. Chyba z˙e sprzedam swoje mieszkanie. – Alez˙ nie wolno ci tego zrobić – zaprotes- towała gwałtownie Verity. – Gdziez˙, na Boga, się podziejesz? Lucy potrząsnęła głową. Verity miała wpraw- dzie dobre serce, ale była dość egocentryczna i w dodatku trochę rozpieszczona. Nigdy w całym swoim z˙yciu nie miała większych problemów finansowych. Lucy wiedziała, z˙e przyjaciółce trudno wczuć się w jej sytuację i gdyby nie fakt, z˙e Don, mąz˙ Penny JORDAN 7 Verity, był jej szefem, a na dodatek w czasach, gdy z˙yli jej dziadkowie, rodzina Lucy nalez˙ała do najzamoz˙niejszych i najbardziej prominentnych w okolicy, Verity prawdopodobnie nigdy by jej nie zaakceptowała towarzysko. Teraz nie z˙yli juz˙ ani dziadkowie Lucy, ani jej rodzice, i wszystko, co pozostało z ich dawnego majątku rodzinnego, to mała, podupadająca wiej- ska posiadłość, którą Lucy odziedziczyła niedaw- no po jednej z dalekich kuzynek. Wpadła w panikę, gdy notariusz kuzynki prze- kazał jej tę wiadomość. Oczywiście znała ten dom, ale była przekonana, z˙e kuzynka juz˙ dawno go sprzedała swemu długoletniemu najemcy. Wiadomość, z˙e tego nie zrobiła i z˙e teraz ona, Lucy, jest jego właścicielką i odpowiada za konie- czny remont, zaszokowała ją i bardzo zmartwiła. Z wahaniem zasugerowała, z˙eby moz˙e stary pan Barnes rozwaz˙ył kupno domu, ale list, który od niego otrzymała, nie pozostawiał wątpliwości, z˙e lokator nie ma najmniejszego zamiaru niczego kupować, a juz˙ na pewno nie kwapi się do wyda- wania pieniędzy na remont domu, skoro to ona powinna go przeprowadzić. Lucy zasięgnęła, gdzie mogła, rady i doszła ostatecznie do wniosku, z˙e znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jest niekwestionowaną właścicielką posesji i koniec. 8 Tylko my dwoje Gdyby była typem osoby, która łatwo daje upust łzom, od razu by się rozpłakała. Tak bardzo walczyła, z˙eby poukładać jakoś swoje z˙ycie po straszliwym wypadku, w którym zginęli jej rodzi- ce. Miała wtedy siedemnaście lat i całą przyszłość przed sobą. Rodzice nie byli bogaci, ale po prze- analizowaniu swojej sytuacji uznali, z˙e przy oszczędnym gospodarowaniu mogą sobie pozwo- lić na wysłanie jej na studia. Z chwilą ich śmierci stało się to niemoz˙liwe. Ojciec Lucy był kochającym męz˙em i ojcem, i uroczym człowiekiem, ale raczej niepraktycz- nym. Nie był nawet odpowiednio ubezpieczony. Dom, w którym mieszkali, miał obciąz˙oną hipo- tekę i Lucy szybko sobie uzmysłowiła, z˙e bardziej niz˙ skromny spadek po rodzicach nie pozwoli jej w z˙adnej mierze na podjęcie studiów. W pierwszej chwili była zbyt zaszokowana i przepełniona zbyt wielkim bólem po stracie rodziców, by móc myśleć o przyszłości... o swojej przyszłości. Ale, tak jak to zwykle bywa, nadszedł czas, gdy uświadomiła sobie, z˙e nie moz˙e dłuz˙ej mieszkać u zaprzyjaźnionej rodziny, która ją przygarnęła, z˙e ta z˙ałośnie mała suma pieniędzy, która spoczywała na jej koncie w banku, kiedyś się wyczerpie i z˙e najwyz˙sza pora, z˙eby jakoś zaplanować swoje dalsze losy. Zapisała się na kurs dla asystentek biurowych, Penny JORDAN 9 łączący umiejętności prowadzenia sekretariatu z obsługiwaniem komputera. Był to drogi kurs intensywny, ale wart zachodu. Dał jej solidne podstawy w obu dziedzinach. Dodatkowo kon- tynuowała naukę języków, których uczyła się w szkole, tak z˙e wkrótce posługiwała się biegle niemieckim i francuskim. Początkowo zamierzała rozejrzeć się za pracą w Londynie, ale choć nęciła ją dobra pensja, doszła do wniosku, z˙e ze względu na bardzo wysokie koszty utrzymania w stolicy z trudem wiązałaby koniec z końcem. Zdecydowała się więc podjąć pracę młodszej asystentki w rodzin- nej miejscowości i za radą swego notariusza przeznaczyła skromny spadek na kupno niewiel- kiego mieszkania w zaadaptowanym przez de- welopera dawnym duz˙ym domu w stylu wik- toriańskim na obrzez˙ach miasta. Była to, jak teraz oceniała, jedna z najlepszych rad, jakiej ktoś mógł jej udzielić. Biorąc pod uwagę aktualne ceny nieruchomości, teraz nie mogłaby sobie pozwolić na kupno nawet tak skromnego mieszkania. Don dobrze jej płacił, mieszkała wygodnie, poruszała się małym samochodem, co roku jeź- dziła na urlop za granicę, bawiła się w gronie przyjaciół i nawet od czasu do czasu mogła zaszaleć, kupując sobie jakiś drogi ciuch. Nie 10 Tylko my dwoje miała jednak najmniejszych szans na zdobycie kilku tysięcy funtów, z˙eby wyremontować dom po kuzynce Emily. Na jej oszczędności składały się niewielki fun- dusz emerytalny i kilkaset funtów na lokacie bankowej. Lucy nie uwaz˙ała siebie za osobę ubogą czy borykającą się z przeciwnościami losu. Bądź co bądź miała dobrą i przyjemną pracę, zatrudniał ją człowiek, którego lubiła i który nie ukrywał, z˙e ceni jej profesjonalizm i umiejętności. Miała wy- próbowanych przyjaciół, dość pieniędzy na utrzy- manie i cieszyła się dobrym zdrowiem. Miała tez˙ swoją dumę, coś, co odkryła w ciągu tych strasznych miesięcy po śmierci rodziców, kiedy nagle usłyszała, jak mówią o niej ,,to biedne dziecko’’, i zorientowała się, z˙e ludzie jej współ- czują, z˙e litują się nad nią. I z˙e chyba winią jej rodziców za to, iz˙ nie pomyśleli o tym, z˙eby na wszelki wypadek lepiej ją zabezpieczyć. Dochodziły ją nawet słuchy o wymienianych po cichu komentarzach, jak to się mogło stać, z˙e rodzina tak niegdyś zamoz˙na i prominentna w lo- kalnej społeczności mogła tak nisko upaść, tak jakby jej biedni rodzice byli odpowiedzialni za rozpłynięcie się ich majątku, co, jak wiedziała, absolutnie nie było prawdą. Chciała bronić rodziców, powiedzieć ich przy- Penny JORDAN 11 jaciołom, z˙e ani ojciec, ani matka nie uwaz˙ali pieniędzy za najwaz˙niejszą rzecz w z˙yciu, ale mimo jej siedemnastu lat wszyscy wciąz˙ trak- towali ją jak dziecko. Postanowiła więc znaleźć jakiś sposób, z˙eby stanąć na własnych nogach. Teraz własna niezale- z˙ność stała się nieomal jej obsesją, z czego niekie- dy troszkę podkpiwali jej przyjaciele, którzy nie musieli zmagać się z podobnymi problemami. Być moz˙e była trochę za bardzo niezalez˙na, za bardzo zdecydowana pokazać, z˙e sobie sama po- radzi, ale jej przyjaciele nigdy nie byli w takiej sytuacji jak ona, nigdy z dnia na dzień nie stwier- dzili, z˙e nie są juz˙ kochanym i otoczonym opieką dzieckiem troskliwych rodziców, lecz z˙e zostali zupełnie sami na świecie i mogą polegać wyłącz- nie na sobie. Gdyby dziś ktoś ją zapytał, czy juz˙ jest wolna od kompleksu sieroty, Lucy szybko by odpowie- działa, i wierzyła, z˙e szczerze, iz˙ w wieku dwu- dziestu sześciu lat całkowicie wyzwoliła się z traumy spowodowanej stratą rodziców i w rezul- tacie wyzbyła się swojego przewraz˙liwienia na tle emocjonalnym i materialnym. Jednak szok spo- wodowany niespodziewanymi problemami, które pojawiły się w związku z nieoczekiwanym i nie- chcianym spadkiem, zachwiał tą jej wiarą. Znowu była podatna na zranienia i znowu czuła lęk, do 12 Tylko my dwoje tego stopnia, z˙e złamała jedną ze swoich niepisa- nych reguł i zwierzyła się z kłopotów Donowi. Jako księgowy ostrzegł ją przed problemami, które mogą wyniknąć w związku z opłakanym stanem budynku i jego lokatorem. Jako przyjaciel starał się ją pocieszyć najlepiej jak umiał i nie- stety, jako mąz˙ Verity, opowiedział o wszystkim z˙onie. Lucy właściwie się tego spodziewała. Zresztą Verity była dobrą przyjaciółką, tyle z˙e kochała plotki, więc Lucy podejrzewała, z˙e w tej chwili mało kto w mieście nie wie o jej problemach z posiadłością, za sprawą Verity oczywiście. Kłopot z Verity polegał na tym, z˙e miała za duz˙o wolnego czasu. Obaj jej synowie uczęszczali do prywatnej szkoły poza miejscem zamiesz- kania, więc ona zajmowała się głównie chodze- niem po sklepach i plotkowaniem. Miała przy tym tendencję do koloryzowania, więc teraz Lucy znieruchomiała, słysząc, jak Verity wykrzykuje z oburzeniem i współczuciem zarazem: – To wszystko wina Erica Barnesa... to on ci przysparza tych wszystkich kłopotów... od lat mieszka w tym domu. Powinien był poskarz˙yć się twojej kuzynce. – Robił to. – Lucy zachowała spokój. – Ale Emily była juz˙ zupełnie zdziecinniała. Nawet nie wiem, czy czytała jego listy, nie mówiąc juz˙ Penny JORDAN 13 o zrozumieniu tego, co pisał. Wiesz, z˙e ją od- wiedzałam. Ludzie w domu opieki byli bardzo uprzejmi, ale prawie ich nie poznawała, a co dopiero mnie. – Ale musi być przeciez˙ jakieś wyjście z tej sytuacji – przekonywała Verity. – Owszem, jest. Sprzedaz˙ mojego mieszkania – powiedziała ponuro Lucy. Wstała, odstawiając filiz˙ankę z delikatnej chiń- skiej porcelany. Don wyszedł w sprawach słuz˙bowych, a ona wpadła z paroma dokumentami, które dla niego przetłumaczyła. Don miał kilku klientów inwes- tujących w nieruchomości we Francji i to jej zadaniem było tłumaczenie korespondencji nad- chodzącej stamtąd w sprawie tychz˙e posiadłości. – Och, musisz juz˙ iść? – zmartwiła się Verity. – Nie skończyłam ci jeszcze opowiadać o Niallu Cameronie. Nigdy do głowy by ci nie przyszło, z˙e jest Skoczem – dodała. – Szkotem – poprawiła ją odruchowo Lucy. – Skocz to whisky. – Skocz... Szkot... co to ma za znaczenie? – Verity wzruszyła ramionami, lekko rozdraz˙- niona. – W kaz˙dym razie – dodała szybko – jak juz˙ ci wspomniałam, jest niewiarygodnie bogaty. Ma potęz˙ny biznes komputerowy, a teraz otwiera fabrykę niedaleko stąd, w tym nowym parku 14 Tylko my dwoje przemysłowym na obrzez˙ach Tetfield. Kupił tez˙ farmę Hawkinsa... – Tak, Verity, wiem – przerwała jej Lucy. – Nie zapominaj, z˙e pracuję u Dona – dodała cierpko. – Oczywiście, ale nie było cię, kiedy to się wydarzyło. Nawet go jeszcze nie poznałaś – za- uwaz˙yła Verity. – Masz rację – zgodziła się Lucy. Nieszczególnie tez˙ zalez˙ało jej na poznaniu Nialla Camerona, stwierdziła z niesmakiem. Z te- go, co o nim wiedziała, był typem męz˙czyzny, jakiego najbardziej nie lubiła. Arogancki... pewny siebie, uwaz˙ający się za kogoś bardzo waz˙nego, przechwalający się swoimi dokonaniami. Była zadowolona, z˙e nie było jej w mieście, kiedy się pojawił, choć wszystko wskazywało na to, z˙e nie uda jej się dłuz˙ej unikać spotkania z nim, tym bardziej z˙e Verity miała swoje plany i organizowała to nieszczęsne przyjęcie zapo- znawcze. – Chciałabym, z˙eby Don kupił nam posiadłość we Francji – powiedziała Verity, teraz z lekko nadąsaną miną. – Wszyscy nasi przyjaciele tak robią. Wyobraź sobie, z˙e kupujesz tam cudowne rzeczy prawie za bezcen. Martindale’owie na przykład kupili bajkowy zamek... z piętnastoma sypialniami – ekscytowała się. Penny JORDAN 15 – I bez ani jednej łazienki oraz bez biez˙ącej wody – dodała cierpko Lucy. Orientowała się w tych sprawach. Ostatni mie- siąc spędziła we Francji, pracując dla Dona jako jego przedstawicielka i równocześnie tłumaczka tych klientów, którzy zawierali transakcje we Francji. To było sześć nerwowych tygodni, pełnych wyzwań i nowych zadań. Lucy była zadowolona z tej pracy, choć czasami trudno było jej zro- zumieć postawę klientów Dona. Wielu z nich zdawało się nie mieć pojęcia, z czym łączy się zakup posiadłości we Francji. W wielu przypadkach nieruchomości były pra- ktycznie w ruinie, gdy tymczasem nowi właś- ciciele z entuzjazmem mówili o tym, jak to będą tu spędzać letnie wakacje, podejmując szczodrze przyjaciół, którzy pospieszą z Anglii, z˙eby z za- zdrością podziwiać ich najnowsze nabytki. To prawda, z˙e byli i tacy klienci, którzy rzeczy- wiście zdawali sobie sprawę, w co się angaz˙ują, i byli gotowi poczynić wszelkie zmiany i udogod- nienia konieczne, z˙eby mogli mieszkać w tych wiejskich posiadłościach. Ale większość... Lucy westchnęła, przypomniawszy sobie wy- raz twarzy pewnej kobiety, kiedy ta odkryła, z˙e w jej domu z czternastego wieku nie ma ani urządzeń sanitarnych, ani prądu, a kiedy pada 16 Tylko my dwoje deszcz, prowadząca do domu dróz˙ka zmienia się w istne grzęzawisko, przez które jej nieskazitel- na limuzyna prawdopodobnie nie byłaby w stanie przejechać. – Muszę iść – powiedziała. – Och... masz wieczorem randkę? – spytała Verity filuternie. Lucy zdobyła się na wymuszony uśmiech. – Tom zaprosił mnie do teatru – odrzekła. – Tom Peters. Jest juz˙ rozwiedziony, prawda? – Verity popatrzyła na nią zaintrygowana. – Tak – przyznała spokojnie Lucy. Przyjaźniła się z Tomem od dawna i wiedziała, z˙e bardzo cierpi z powodu rozpadu swego mał- z˙eństwa. Lubiła go i bardzo mu współczuła, ale byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Lucy była tak samo ostroz˙na w sprawach uczu- ciowych, jak we wszystkich innych. Bała się zakochać, jak zarzucił jej kiedyś pe- wien chłopak, z którym się spotykała jako na- stolatka. Być moz˙e miał rację. Niewykluczone, z˙e strata rodziców, która nastąpiła właśnie wtedy, w jakiejś mierze przyczyniła się do tego, z˙e bała się podjąć ryzyko emocjonalne wiąz˙ące się z ob- darzeniem kogoś uczuciem. A moz˙e bała się własnej natury, wiedząc, z˙e pod pozorami spoko- ju i opanowania kłębią się w niej silne emocje i namiętności.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tylko my dwoje
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: