Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00272 004833 12594005 na godz. na dobę w sumie
Tyrmand karnawałowy - ebook/pdf
Tyrmand karnawałowy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 292
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1018-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka traktuje o dwóch najważniejszych dziełach Leopolda Tyrmanda: Dzienniku 1954 i Złym. Zakłada, iż pisarz korzysta z pewnych elementów socrealistycznej poetyki, przetwarzając je w twórczy sposób. Jest to widoczne szczególnie na tle teorii karnawalizacji Michaiła Bachtina, która została tu zrekonstruowana i użyta jako klucz interpretacyjny. Pozwoliło to na wyeksponowanie pewnych nierozpoznanych dotąd cech pisarstwa Leopolda Tyrmanda.

Autor książki dowodzi, że relacje między literaturą socrealistyczną a Dziennikiem i Złym wpisują się w schemat relacji między kulturą oficjalną a karnawałem w średniowieczu i renesansie. Tyrmand bowiem przekształca wiele elementów kultury oficjalnej (socrealizmu) zgodnie z prawami karnawału. Parodiuje i karnawalizuje oficjalne reguły, zmienia modus stosunków międzyludzkich – tworzy karnawałowy 'świat na opak'. Interpretacja taka prowadzi do wniosku, że pisarz wyśmiewa kulturę lat 50., kryjąc się za maską karnawałowego błazna. Książka próbuje zatem nie tylko pokazać związki Dziennika 1954 i Złego z literaturą socrealizmu, lecz także wyświetlić pewne nowe aspekty pisarskiej osobowości Leopolda Tyrmanda.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marcin Kowalczyk TYRMAND karnawa³owy universitas TYRMAND karnawa³owy Marcin Kowalczyk TYRMAND karnawa³owy universitas © Copyright by Marcin Kowalczyk and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2008 ISBN 97883-242-1018-3 TAiWPN UNIVERSITAS Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak www.universitas.com.pl WPROWADZENIE Gdy staramy się zrozumieć i wyjaśnić dany utwór jedy- nie wywodząc go z uwarunkowań jego epoki, jedynie z uwarunkowań najbliższego czasu, nigdy nie dotrzemy do jego znaczeniowej głębi. Michaił Bachtin Przypadająca na lata 1949–1955 epoka socrealizmu postrzega- na jest jako czas upadku literatury polskiej. Dziedzictwem socre- alizmu jest mnóstwo utworów pozbawionych artystycznych war- tości, po które czytelnik współczesny z pewnością nie sięgnie. Ale w okresie tym powstały również utwory ważne dla literatury i kul- tury polskiej w ogóle. Mam tutaj na myśli Dziennik 1954 i Złego1 Leopolda Tyrmanda, a więc dzieła, które do dnia dzisiejszego cie- szą się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników, co poświad- czają kilkudziesięciotysięczne nakłady. Niestety, utwory te, jak dotąd, nie doczekały się pełnego badawczego ujęcia i wciąż sta- nowią dla literaturoznawców swego rodzaju zagadkę. Szczególnie „zaniedbywany” przez naukowców jest Zły, choć warto tu wspo- mnieć o cennych szkicach Jana Walca, Marka Adamca oraz książ- kach Ryszarda K. Przybylskiego, Jolanty Pasterskiej i Ingi Iwasiów, 1 W książce będę stosował następujące skróty lokalizacyjne: „D” (L. Tyrmand, Dziennik 1954, Londyn 1993); „Z” (L. Tyrmand, Zły, Warszawa 1990). Po skrócie podaję numer strony. 6 | Wprowadzenie traktujących o różnych elementach tej powieści2. W większości prac mówiących o pisarstwie Tyrmanda badacze więcej miejsca po- święcają Dziennikowi 1954, co nie oznacza oczywiście, iż zgroma- dzone ustalenia dotyczące utworu wyczerpują już całą jego prob- lematykę. W niniejszej pracy zamierzam zająć się dwoma utworami Tyr- manda: Dziennikiem 1954 i Złym. Utwory te są nie tylko najczęś- ciej czytanymi dziełami pisarza, lecz, co dla mnie ważniejsze, po- chodzą z tego samego okresu twórczości artysty. Kiedy literatura zdominowana była przez socrealizm, w zaciszu swego malutkiego pokoiku Tyrmand pisał „do szufl ady” Dziennik, który stanowił pi- sarski sprzeciw wobec narzuconej metodzie twórczej. Artysta zawarł w nim wszystko to, czego nie mógł powiedzieć w ofi cjalnym obie- gu. Uzyskawszy kontrakt na napisanie Złego, przerwał diariuszowe zapisy. W zaledwie kilka miesięcy powstała powieść, która zrywała z socrealizmem i, jak się później okazało, współformowała nurt „od- wilżowych” przemian. Wydaje się, iż badacze twórczości Tyrmanda nie dość mocno akcentują przełomowy charakter tego wydarzenia. By uwypuklić pewne pomijane dotąd właściwości pisarstwa Tyrmanda, zamierzam zbadać związki Dziennika i Złego z „ka- nonicznymi” dokonaniami socrealizmu, stanowiącymi macierzy- sty kontekst dla obu dzieł. Jako podstawowego klucza interpre- tacyjnego użyję teorii karnawalizacji literatury, nakreślonej przez Michaiła Bachtina. Postaram się pokazać, iż relacje między prozą Tyrmanda a socrealizmem wpisują się w schemat relacji, jaka za- chodziła między kulturą ofi cjalną i karnawałem w średniowieczu i renesansie. Interpretacja taka zakłada, że teksty Tyrmanda od- świeżają wielowiekową tradycję literatury skarnawalizowanej. Niemal cały badawczy dorobek Michaiła Bachtina dotyczy po- wieści (badacz uporządkował typologię gatunku, stworzył teorię jego ewolucji). Swoistym fenomenem stał się fakt, iż na marginesie 2 J. Walc, Fotografi a Atlantydy, w: Wielka choroba, Warszawa 1992; M. Adamiec, „Zły” Leopolda Tyrmanda czyli „koniec tajemnic Warszawy”, w: Cień wielkiej tajemnicy: Norwid, Grabiński, Leśmian, Tyrmand, Mackiewicz, Herbert, Vin- venz, Gdańsk 1995; R.K. Przybylski, O tym jak Leopold Tyrmand wałęsał się w świecie kultury popularnej, Poznań 1998; J. Pasterska, Świat według Tyrman- da, Rzeszów 2000; I. Iwasiów, Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyr- manda, Szczecin 2000. Wprowadzenie | 7 literaturoznawczych zainteresowań Bachtina narodziła się jego koncepcja kultury. Z oczywistych przyczyn nie będzie mnie inte- resowała cała spuścizna teoretyczna pozostawiona przez uczone- go. Jest ona niezwykle bogata i często dotyczy zagadnień bardzo od siebie odległych. W przypadku twórczości Tyrmanda szczegól- nie atrakcyjna badawczo wydaje się Bachtinowska teoria karna- wału. W swych najważniejszych dziełach (Problemy poetyki Do- stojewskiego, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu) rosyjski badacz przedstawił karnawał jako niezwykle ważną kategorię dla badań nad powieścią w ogó- le. Źródeł karnawału upatruje on jeszcze w okresie przedpiśmien- nym, gdzie karnawał funkcjonował jako tzw. „ludowy śmiech” – jedna z form wyrażania złożonego, choć jednolitego stosunku człowieka do świata. Był to najczęściej świąteczny śmiech rytual- ny, gdzie ofi cjalnemu świętu religijnemu towarzyszyło ośmieszanie i bezczeszczenie bóstwa. W toku ewolucji karnawał stał się swoistą ekspresją ludową, rodzajem „drugiej kultury” opartej na śmiechu i będącej dokładnym przeciwieństwem kultury ofi cjalnej (świeckiej i sakralnej). Niezwykle złożone zjawisko karnawału miało bar- dzo szeroki zasięg, niemożliwa jest więc w tym miejscu szczegó- łowa analiza zagadnienia. Dla porządku dodam tylko, iż Bachtin podzielił ludową ekspresję w sposób następujący: formy obrzędo- wo-widowiskowe (uroczystości o charakterze karnawałowym, wi- dowiska komiczne); formy językowe i parodystyczne (utwory ko- miczne różnego rodzaju ustne i pisemne); formy i gatunki mowy (język jarmarczno-familiarny, wyzwiska, zaklęcia, klątwy). Podstawę teorii Bachtina stanowi teza, iż karnawał obok epo- pei i gatunków retorycznych jest jednym z głównych źródeł po- wieści. Wykładnikiem karnawału w powieści stał się pewien ję- zyk symbolicznych i konkretnie zmysłowych form, wyrażających wspomniany już charakterystyczny pogląd na świat. Charaktery- styczne są także cechy karnawałowej poetyki: ahierarchiczność, familiarność, odwracanie i parodiowanie usankcjonowanych war- tości, profanacje, mezalianse, ambiwalencje znaczeń, momen- ty zmiany, sytuacje kryzysów itd. Bachtin wykorzystał swą teo- rię, analizując gatunkowe i fabularno-kompozycyjne właściwości utworów Dostojewskiego. Na tym właśnie materiale badawczym udało mu się pokazać, jakie piętno na twórczości prozatorskiej 8 | Wprowadzenie odcisnęła „ludowa kultura śmiechu”. Oczywiście, utwory Dosto- jewskiego nie ograniczają się wyłącznie do poetyki karnawałowej, lecz idą znacznie dalej. To właśnie w dziełach autora Biesów rosyj- ski badacz dopatruje się szczytowej fazy w ewolucji gatunku po- wieściowego, którego integralną częścią jest karnawał. Dla okreś- lenia tego stadium rozwoju gatunku Bachtin wprowadza termin „powieść polifoniczna”. Jakie zatem konsekwencje wynikają z tego, iż proza Dostojew- skiego bogata jest w elementy ze słownika „ludowej kultury śmie- chu”? Otóż wiele sytuacji przedstawianych przez pisarza zdaje się nabierać nowego znaczenia. Interpretując Dostojewskiego z wy- korzystaniem symboliki karnawałowej, Bachtin odkrywa, że dzieła autora Gracza stają się bardziej spójne i konsekwentne w dociera- niu zarówno do „tajników ludzkiej duszy”, jak i do analizy sto- sunku człowieka do świata. Posługując się „ludową kulturą śmie- chu” jak swego rodzaju kluczem, Bachtin wypełnia pewne luki we wcześniejszym odczytywaniu Dostojewskiego, przezwycięża prob- lemy, wobec których badacze byli bezsilni. O ile jednak u Dostojewskiego Bachtin konsekwentnie wyszu- kuje najdrobniejszych śladów, które wskazują na obecność poe- tyki karnawałowej, to w stosunku do Gargantui i Pantagruela Rabelais’go postępuje nieco inaczej. Bachtin przekonuje, iż cały utwór jest na wskroś karnawałowy i tylko przez pryzmat tej właś- nie kategorii może być właściwie odczytany. W przywoływanym już obszernym studium dotyczącym Rabelais’go stara się wnikliwie prześledzić całą złożoność karnawałowej poetyki. Pokazuje także, jak różnie odczytywany był Gargantua i Pantagruel na przestrze- ni wieków. Wartość utworu rosła lub malała w zależności od ka- tegorii estetycznych danej epoki. Bachtin dowodzi, iż twórczość Rabelais’go oderwana od swych korzeni, czyli od „ludowej kul- tury śmiechu”, całkowicie zatraca swój pierwotny i złożony sens. Źle odczytywane arcydzieło przez dziesiątki lat uchodziło za tekst gorszący, pozbawiony głębszej warstwy znaczeniowej. Analiza dzieł Tyrmanda w kontekście utworów socrealistycz- nych prowadzi do wniosku, iż mamy tu do czynienia z karnawa- lizacją. Nie zamierzam porównywać dokonań polskiego pisarza z dorobkiem Rabelais’go. Jedno podobieństwo wszakże rzuca się w oczy: zarówno autor Gargantui i Pantagruela, jak i Tyrmand długo Wprowadzenie | 9 czekali na wnikliwą egzegezę. Badacze godzą się, by Dziennikowi 1954 przyznać rangę dzieła literackiego. Większą wagę przywią- zują jednak do dokumentacyjnych walorów tekstu. Zły z kolei jest najczęściej zaliczany do literatury popularnej; ma opinię powie- ści zgrabnie napisanej, bawiącej czytelnika, jednakże pozbawionej światopoglądowej głębi i większej wartości artystycznej. Ta krzyw- dząca opinia wynika być może z faktu, iż w interpretowaniu twór- czości Tyrmanda używa się niewłaściwych kategorii estetycznych. Badacze zdają się zapominać o tym, iż Tyrmand nie tworzył w wa- runkach normalnych dla rozwoju życia literackiego. Socrealizm jako formacja kulturowa był przecież tworem sztucznym, a nie konsekwencją ewolucji procesu historycznoliterackiego i kulturo- wego. Z jednej strony Tyrmanda ograniczała cenzura, z drugiej zaś dość mgliste, odgórne dyrektywy dotyczące treści i kształtu lite- rackiego przekazu. W tych warunkach autor Filipa okazał się jed- nak jednym z tych, którzy nie zdecydowali się na pisanie według socrealistycznych reguł. W 1955 roku, kiedy socrealizm jeszcze trwał i silnie wpływał na uprawianą w kraju literaturę, ukazał się Zły. Zły, który na- dal „żyje” dla kolejnych pokoleń czytelników, podczas gdy jego „produkcyjni rówieśnicy” budzą tylko zainteresowanie literaturo- znawców. Z pozoru powieść Tyrmanda może wydawać się utwo- rem należącym do literatury popularnej. Ja wszakże nie byłbym skłonny tej przynależności absolutyzować. Jeśli bowiem przyj- miemy, iż „Tyrmand opozycyjny” jest jednocześnie „Tyrmandem karnawałowym”, to omawiana twórczość nabierze całkiem no- wego znaczenia. Zresztą nie tylko twórczość. Całe życie auto- ra Złego było manifestacją niezgody na narzucone z góry wzor- ce. Tyrmand żył i tworzył w opozycji do kultury ofi cjalnej. Jest to pierwsza rzecz wiążąca pisarza z karnawałem i „ludową kul- turą śmiechu”, której jedną z cech konstytutywnych była właś- nie owa opozycyjność. Związki Tyrmanda z karnawałem mają oczywiście charakter znacznie głębszy i nie sprowadzają się do opozycyjnego stosunku do kultury ofi cjalnej. Patrząc na Dziennik i Złego przez pryzmat założeń poetyki karnawałowej, doszedłem do przekonania, iż każda interpretacja tych utworów dokonana z pominięciem tej kategorii będzie poznawczo zubożona. Obra- zy kreślone przez Tyrmanda są nie tylko opozycyjne, lecz także 10 | Wprowadzenie karnawałowe. Pisarstwo socrealistyczne to monumentalna lite- ratura powagi, sankcjonująca i utrwalająca określony porządek. Wszechobecny kult pracy, powiązany z niezliczonymi nowymi ry- tuałami i obrzędami, składał się na kulturę ofi cjalną. Socrealizm zaanektował i przeobraził wiele znanych świąt tak, by zastąpi- ły one uroczystości o wielowiekowej tradycji zarówno świeckiej, jak i religijnej. Stworzył rozbudowaną symbolikę, nowe sacrum. Jednocześnie wniknął także w sferę stosunków międzyludzkich – od ofi cjalnych po najbardziej intymne. W literaturze tego okre- su wszystko było zhierarchizowane i uporządkowane. Na tym tle twórczość Tyrmanda jawi się jako gest karnawałowego śmiechu. Posługując się schematem fabularnym zaczerpniętym z powieści produkcyjnych, autor Filipa buduje coś zupełnie nowego, tworzy rzeczywistość na opak, wykorzystując i jednocześnie negując soc- realistyczny porządek świata. Tyrmand wszakże nie poprzestaje na tym. Dokonuje karnawałowych detronizacji – zmienia zupeł- nie siatkę stosunków międzyludzkich, profanuje socrealistyczne świętości. Podobnie jak u Rabelais’go zabiegi te dokonują się za- równo w sferze obrazowania, jak i języka. Przywołane zjawiska nie pełnią u Tyrmanda funkcji marginalnej. O ile u Dostojewskie- go elementy karnawału są swego rodzaju konsekwencją polifo- nicznej konstrukcji utworu, Złego a także Dziennik „ludowa kul- tura śmiechu” przenika w całości. W karnawałowej opozycji wyraża się stosunek Tyrmanda do otaczającego świata i momentu kulturowego, w jakim przyszło mu tworzyć. W okresie socrealizmu zakres poruszanej przez literaturę tematyki ograniczony był do problemów produkcyjnych, połączo- nych z „walką o lepsze jutro”. Tyrmand podjął polemikę z komu- nizmem niejako na zasadach doktryny. W średniowieczu podobnie zachowywał się karnawałowy błazen, który w czasie trwania ludo- wego święta kpił z chrześcijańskiego sacrum. Zły mógł ukazać się na rynku wyłącznie w karnawałowej masce. I dziś tylko przez od- powiednią analizę karnawałowych obrazów badacz dotrzeć może do sensów utworu, którego istotą jest właśnie „przedrzeźnianie” socrealizmu. Odbywa się to zarówno na gruncie artystycznym, jak i światopoglądowym. „Tyrmand karnawałowy” wpisuje się w wie- lowiekową literacką tradycję, jego twórczość jest naturalną reak- cją na narzucone literaturze sztywne reguły. Wprowadzenie | 11 Fakt, że Dziennik tak długo nie mógł trafi ć do rąk czytelników, w żadnym razie nie osłabia jego karnawałowej wymowy. Ze wzglę- du na samą formę utworu możemy mówić tutaj o „ludowej kultu- rze śmiechu” tylko w odniesieniu do pewnych jego elementów. Są one wszakże wystarczająco liczne, by uznać kategorię karnawału za ważną dla pełnego odczytania omawianego dzieła. Mówiąc o Tyrmandzie, nie można pominąć jego biografi i. W rozmowie z Jackiem Trznadlem Wiktor Woroszylski wyraził następujący pogląd: „My żyliśmy w literaturze...”3 Miał tutaj na myśli pisarzy swego pokolenia, którzy zauroczeni zostali socrealis- tyczną doktryną. O ile wypowiedź Woroszylskiego nie przekonuje mnie jako usprawiedliwienie, to w odniesieniu do Leopolda Tyr- manda trafi libyśmy w sedno, mówiąc, iż pisarz „żył w literaturze”. Tyrmand był taki jak jego pisarstwo i zaludniające je postaci: kolo- rowy, kontrowersyjny, drobiazgowo, wręcz pedantycznie, wystu- diowany. Tak jego wygląd, jak i zachowanie były przeciwieństwem obowiązującej w stalinizmie szarości i bylejakości. Tyrmand starał się być indywidualnością, podczas gdy indywidualizm stanowił ce- chę niepożądaną, gdyż depozytariuszem tego, co wartościowe był niezróżnicowany kolektyw. Uprawnione wydaje się twierdzenie, iż własny, pozaliteracki wizerunek Tyrmand kreował w sposób kar- nawałowy: był „Stańczykiem stalinizmu”. Taka autokreacja powo- duje jednak, iż trudno stwierdzić, gdzie u autora Złego kończyło się życie, a gdzie zaczynała literatura. Problematyka karnawału jest niezwykle złożona, dlatego też cały pierwszy rozdział książki poświęciłem na rekonstrukcję teorii Bachtina. Starałem się też pokazać, jak teoria ta w charakterze klu- cza interpretacyjnego wykorzystywana jest przez innych badaczy. W kolejnych rozdziałach analizuję elementy karnawału w Dzienni- ku i Złym. Każdą próbę wskazania relacji między prozą Tyrmanda a karnawałem poprzedzam analizą recepcji danego utworu. Wy- daje się to ważne, by określić stosowny punkt wyjścia dla własnej interpretacji. Zwracam również uwagę, iż w wielu świadectwach odbioru pojawiają się powiązania prozy Tyrmanda z karnawałem, choć nie towarzyszy temu nazywanie tego zjawiska. 3 J. Trznadel, Hańba domowa. Rozmowy z pisarzami, Lublin 1990, s. 91. 12 | Wprowadzenie Zdaję sobie sprawę, iż wyizolowanie dwóch dzieł pisarza z ca- łego jego dorobku może wydać się zabiegiem sztucznym. Jednak- że są to dzieła specyfi czne, powstałe w określonej atmosferze i po- zostające w szczególnej relacji do kultury ofi cjalnej – socrealizmu. Tylko w takiej relacji interpretacja z wykorzystaniem teorii karna- walizacji ma sens. Karnawał bowiem nie może istnieć bez kultury ofi cjalnej, którą w dużym stopniu przetwarza. Dlatego też, by za- chować jasność wywodu i trzymać się ściśle Bachtinowskich zało- żeń, w książce nie analizuję innych utworów Tyrmanda. Tytuł Tyr- mand karnawałowy należy zatem traktować jako metaforę, którą można określić pewien okres w twórczości artysty. * Kończąc wprowadzenie, chciałbym wyrazić swą wdzięczność Profesorowi Wojciechowi Tomasikowi, którego inspiracja i życz- liwa opieka naukowa towarzyszyły mi na wszystkich etapach po- wstawania niniejszej książki. Pragnę również podziękować Pro- fesor Małgorzacie Czermińskiej i Profesorowi Ryszardowi K. Przybylskiemu, których cenne uwagi przyczyniły się do nadania tekstowi ostatecznego kształtu*. * Fragment jednego z rozdziałów był już publikowany jako artykuł: Poetyka karnawału w „Dzienniku 1954” Leopolda Tyrmanda, „Pamiętnik Literacki” 2006, z. 4. I KATEGORIA KARNAWAŁU U BACHTINA 1. Bachtinowski model karnawału Karnawał jest pojęciem niejasnym i wieloznacznym. Badacze wciąż spierają się o etymologię słowa „karnawał” i pochodzenie samego święta (zbioru świąt), które jest jednym z najciekawszych i najbardziej frapujących zjawisk w kulturze. Złożoność i niejed- norodność karnawału sprawia, że badania nad nim mają charakter interdyscyplinarny. Bywa on traktowany jako zjawisko etnologicz- ne, polityczne, społeczne, duchowe. Literaturoznawcy szczególny nacisk kładą na związek karnawału z literaturą – jego wpływ na treść i formę dzieła literackiego. Mówiąc o zjawisku karnawału w jednym tylko aspekcie, badacz zawsze zmuszony będzie do do- konywania pewnych uproszczeń i pominięć. Złożoność problemu i zaistniałe wokół niego kontrowersje zdają się uniemożliwiać po- wstanie monografi i karnawału. Najpoważniejszy i dotąd nieroz- strzygnięty spór dotyczy pochodzenia święta1. Część badaczy ko- rzeni karnawału dopatruje się w obrzędach pogańskich. Koncepcja ta zakłada związek nowożytnego (średniowiecznego i renesanso- 1 Spór o pochodzenie karnawału przybrał szczególnie wyrazisty wymiar w latach osiemdziesiątych na łamach czasopisma „Jahrbuch für Volkskunde”. 14 | I. Kategoria karnawału u Bachtina wego) karnawału z rzymskimi Saturnaliami. Samo słowo „karna- wał” miałoby pochodzić od carrus navalis – nazwy statku na ko- łach, który pojawiał się w procesji ku czci bogini Izydy, za czasów Cesarstwa Rzymskiego2. Inni natomiast dowodzą, iż karnawał to święto rdzennie chrześcijańskie. Jednym z zagorzałych obrońców tej koncepcji jest Dietz-Rüdiger Moser: Mianem „karnawału” określa się tradycyjnie obchodzone doroczne święto, poprzedzające kościelny Wielki Post, nie ograniczające się jed- nak do wigilii początku postu w ścisłym sensie, ale obejmujące dłuższy okres. Różne nazwy tego święta wywodzi się od jego miejsca w kalen- darzu („Fastnacht”, „careme-prenant”), od spełnianej przez nie funkcji („mięsopust”, „carnisprivii”) lub charakteru („bacchanalia”)3. Badacze, traktujący karnawał jako święto chrześcijańskie, ety- mologię terminu wywodzą od łacińskiego carnelevare – „zniesie- nie mięsa”4. Literatura dotycząca pochodzenia karnawału i obrzędów z nim związanych jest niezwykle obszerna5. W niniejszej książce nie zamie- rzam jej szczegółowo omawiać. Chcąc jednak zaprezentować pro- pozycje metodologiczne Michaiła Bachtina związane z teorią karna- wału, wypada jasno określić pole zainteresowań uczonego i miejsce w badaniach nad karnawałem. Przede wszystkim zaznaczyć należy, iż Bachtinowska teoria wyrasta niejako na marginesie jego badaw- czych zainteresowań. Rosyjski uczony nigdy nie stworzył spójnej koncepcji karnawału. Ewoluowała ona w kolejnych pracach, stop- niowo rozszerzana i uzupełniana. Stąd zapewne bierze się niezwykle szeroki zakres i chwiejność stosowanych przez badacza pojęć. Bachtin ze swoimi badaniami sytuuje się na pograniczu różnych nauk humanistycznych – w równym stopniu zajmują go aspekty antropologiczne, etyczne, lingwistyczne i teoretycznoliterackie 2 Szczegółową analizę koncepcji badawczych dotyczących karnawału prezentują: S. Chappaz-Wirthner, Z dziejów badań nad karnawałem, przeł. Ł. Jurasz-Dudzik, „Konteksty” 2001, nr 3/4; W. Dudzik, Karnawały w kulturze, Warszawa 2005. 3 D.R. Moser, Jedenaście tez o karnawale, przeł. M. Pietrzykowska, „Konteksty” 2001, nr 3/4. 4 W wielu językach istnieją odpowiedniki łacińskiego terminu wyjściowego: car- nival (angielski), karneval (niemiecki), carnevale (włoski), carnaval (francuski, hiszpański). W Polsce funkcjonowała łacińska kalka „mięsopust”. 5 Zob. W. Dudzik, op. cit. 1. Bachtinowski model karnawału | 15 badanego zjawiska. Choć polem jego działalności jest przede wszystkim literatura, uczony nie cofa się także przed korzysta- niem z osiągnięć innych dyscyplin naukowych, takich jak: socjolo- gia, psychologia, fi lozofi a czy lingwistyka6. Nic więc dziwnego, iż wielu naukowców zajmujących się różnymi dziedzinami humani- styki próbuje interpretować myśl Bachtina w kontekście własnych poglądów7. Stąd bierze się nie tylko eksponowana przez wielu czy- telników wielka wartość jego pracy, lecz także – jej kontrowersyj- ność. Pisma Bachtina, ze względu na przedmiot badań i niezwykłą erudycję uczonego, interesować mogą nie tylko ludzi nauki. Jed- nak pojawia się tutaj pewien problem, gdyż szeroki wachlarz ba- dawczych zainteresowań sprawia, iż cierpi na tym precyzja wy- wodu. Stąd recepcja pism Bachtina nierzadko bywa utrudniona8. Dodatkowy problem stwarza sprawa niepewnego autorstwa nie- których prac sygnowanych nazwiskami przyjaciół badacza – Mied- wiediewa i Wołoszynowa9. Na marginesie dodam jeszcze, iż cechą charakterystyczną recepcji Bachtina jest fakt, że badaczy interesu- ją nie tylko same koncepcje, lecz także warstwa metodologiczna jego prac. Zofi a Mitosek pisze: 6 Szeroką panoramę myśli Bachtina przedstawiają: E. Kasperski, Literatura i na- uka o literaturze w polu myśli Bachtina, w: Bachtin. Dialog, język, literatura, red. E. Czaplejewicz, E. Kasperski, Warszawa 1983; K. Clark, M. Holquist, Mikhail Bakhtin, Cambridge 1984; T. Szkołut, Michał Bachtin: sztuka i dialog, „Akcent” 1993, nr 3. Na ciekawe związki między Bachtinowską koncepcją kar- nawałowej wyobraźni a współczesną neuropsychologią wskazuje V.V. Ivanov, The dominant of Bakhtin’s philosophy: dialogue and carnival, w: Bakhtin. Car- nival and other subjects, red. D. Shepherd, Amsterdam 1993. 7 O przypadkach różnej interpretacji pism uczonego pisze B. Żyłko, zob. idem, Polska recepcja Bachtina, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Gdańskiego – Filolo- gia Rosyjska” 1987, z. 16; zob. także: L. Witkowski, Uniwersalizm pogranicza. O semiotyce kultury Michała Bachtina w kontekście edukacji, Toruń 2000. 8 Omówienie recepcji pism Bachtina powinno być przedmiotem osobnej rozpra- wy; zob. E. Czaplejewicz, op. cit., B. Żyłko, Bachtin w Rosji (po pierestrojce), „Przegląd Humanistyczny” 1994, nr 6. 9 Głośny spór o autorstwo czy choćby zakres udziału Bachtina w powstaniu owych prac wciąż pozostaje nierozstrzygnięty: zob. B. Żyłko, Michaił Bachtin: w kręgu fi lozofi i języka i literatury, Gdańsk 1994; B. Żyłko, Bachtin w Rosji (po pierestrojce), „Przegląd Humanistyczny” 1994, nr 6; E. Kasperski, Gene- alogia dialogu. Niektóre konteksty myśli Bachtina, „Przegląd Humanistyczny” 1990, nr 1; E. Kasperski, [rec: B. Żyłko, Michaił Bachtin: w kręgu fi lozofi i ję- zyka i literatury, Gdańsk 1994], „Przegląd Humanistyczny” 1995, nr 4. 16 | I. Kategoria karnawału u Bachtina Zasługą tego uczonego [Bachtina, przyp. M.K.] było stworzenie pew- nej integralnej metody, w której analiza środków przedstawienia, pla- nu wyrażania, formy, była nierozerwalnie związana z badaniem zna- czenia, planu treści i semantyki utworu10. Wrócę jednak do głównego wątku tego rozdziału. Otóż Bach- tin nie zajmuje się karnawałem jako konkretnym świętem, lecz rekonstruuje swoistą „kulturę karnawału” wraz z bogatym „ży- ciem ludowo-świątecznym”. Rekonstrukcja ta służy do prześle- dzenia siatki powiązań między karnawałem a literaturą. Uczone- go interesują przede wszystkim te aspekty karnawału, które mają z nią związek. Swą koncepcję karnawału przeniesionego na grunt literatury11 wykłada Bachtin w dwóch pracach: Problemy poetyki Dostojewskiego i Twórczość Franciszka Rabelais’go a ludowa kul- tura śmiechu średniowiecza i renesansu. W innych tekstach także odwołuje się do teorii karnawału, jednak zrębów koncepcji nale- ży doszukiwać się właśnie w tych dwóch. W każdej z owych prac karnawał przedstawiany jest z nieco innej strony, ponieważ, jako „narzędzie”, użyty zostaje w różnych celach. Zebrawszy wszakże poglądy Bachtina pomieszczone w obu dziełach, otrzymamy Bach- tinowską kategorię karnawału. Kategoria ta budzi wszakże pewne kontrowersje, znajdując zarówno swych zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników12. W niniejszej książce nie zajmuję się zaistniałym wokół Bachtina sporem, lecz jedynie rekonstruuję odniesienia Bachtinowskiego „karnawału” do literatury – jej karnawałowość i karnawalizację. Rustam Kasimov proponuje pewne porządkujące rozróżnienie, które sam Bachtin pominął13. Za Kasimovem pod pojęciem „kar- 10 Z. Mitosek, Teorie badań literackich, Warszawa 1983, s. 282. 11 Koncepcję próbowano wykorzystywać nie tylko na gruncie literaturoznawstwa, lecz także historii sztuki: zob. N. Cieślinska, Rabelais a Breugel, czyli po co Bachtin, w: Słowo i obraz, red. A. Morawińska, Warszawa 1982. 12 Szczegółowy przegląd i omówienie prac, które podważają lub bronią teorii Bachtina dotyczących karnawału, przedstawia W. Wojtowicz, O Michale Bach- tinie, ludowej kulturze śmiechu i..., „Stylistyka” 2001, nr 10; zob. także: W. Du- dzik, op. cit.; M. Mrugalski, P. Pietrzak, Spory o Bachtinowską koncepcję kar- nawału, „Pamiętnik Literacki” 2004, z. 4. 13 Kasimov wykazuje, iż brak takiego rozróżnienia utrudnia czasem rozpoznanie i nazwanie związków utworu z karnawałem: zob. R. Kasimov, Poetyka karna- wału i obrzędów przejścia, przeł. B. Chmielewska, „Konteksty” 2001, nr 3/4. 1. Bachtinowski model karnawału | 17 nawałowości” będę rozumiał utwory, na które karnawał miał bez- pośredni wpływ. Natomiast za „karnawalizację” uznam wszelkie pośrednie oddziaływanie karnawału na literaturę, prowadzące do tworzenia „karnawałowego postrzegania świata”. Karnawalizacji zatem ulegać będą te utwory literackie, które nie miały bezpośred- niego związku z samym świętem, a stały się nośnikami dla pew- nych jego elementów. Rozróżnienie to wprowadza elementarny porządek, choć oczywiście nie usuwa niejednoznaczności same- go terminu „karnawał”. Niejednoznaczność ta wynika bowiem nie tylko z samej różnorodności i złożoności zjawisk określanych przez badaczy tym terminem. Ma na to również wpływ związek karnawału z komizmem. Umberto Eco słusznie zauważa: Aby zdefi niować karnawał, wystarczyłoby (...) dać jasną i jednoznacz- ną defi nicję komizmu. Niestety, tej nam brak. Od starożytności po Freuda i Bergsona każda próba zdefi niowania komizmu zdaje się ska- zana na porażkę14. Bachtin nie tworzy jednoznacznej defi nicji karnawału. Trak- tuje go jako zbiór świąt związanych ze specyfi cznymi obrzędami i uroczystościami. Pojęcie to Bachtin często utożsamia także z „lu- dową kulturą śmiechu”. Mimo iż w jego pracach pojawia się po- jęcie „kultury ludowej”, błędem byłoby utożsamianie go z kultu- rą rustykalną (wiejską), bo to ograniczyłoby karnawał do zjawisk tradycyjnie rozumianego folkloru15. Wszak sceną karnawału był „miejski plac” w znaczeniu dosłownym i metaforycznym16, a isto- tą „ludowej kultury śmiechu” było szczególne „odwrócenie” kul- tury ofi cjalnej. Victor Turner pisze, iż karnawał jest miejscem poza 14 U. Eco, Komizm – „wolność” – karnawał, przeł. W.K. Pessel, „Konteksty” 2001, nr 3/4. 15 Problem ten wymaga znacznie szerszego omówienia. Ryszard Bieńkowski zwraca uwagę, iż Bachtin, używając pojęć takich jak: „ludowa kultura śmiechu”, „przed- klasowy folklor”, wkroczył na grunt badawczy folklorystyki. Zob. R. Bieńkow- ski, Teoria karnawalizacji a kultura ludowa, w: Teoria karnawalizacji. Konteksty i interpretacje, red. A. Stoff, A. Skubaczewska-Pniewska, Toruń 2000. 16 Granice karnawałowego placu były raczej umowne, gdyż karnawalizacja życia miała miejsce także poza fi zycznym placem, na przykład w domach uczestni- ków. Zawsze jednak, bez względu na miejsce, panowały tam elementy charak- terystyczne dla owego placu. 18 | I. Kategoria karnawału u Bachtina miejscem i czasem poza czasem, mimo że odbywa się właśnie na miejskim placu w czasie wskazanym przez kalendarz kościelny17. Karnawał to zjawisko synkretyczne, będące swoistą formą wi- dowiskową ulegającą przemianom na przestrzeni różnych epok. Warto tu zaznaczyć, iż między antykiem a średniowieczem istnia- ła ciągłość karnawałowych tradycji. Punktem odniesienia zawsze pozostawał pierwotny ustrój i pierwotna mentalność człowieka. Jeszcze raz podkreślę, iż Bachtin nie rozpatruje karnawału w całej jego złożoności, lecz wybiera najbardziej reprezentatywne zjawi- ska, łącząc je z literaturą. Oczywiście karnawał, ze swą niezliczoną ilością form i symboli, jest nieprzekładalny na wypowiedź werbal- ną. Jednak, jak pisze Bachtin – możliwe jest pewne transponowanie go na pokrewny, również kon- kretno-zmysłowy język obrazów artystycznych, czyli na język litera- tury. Takie właśnie transponowanie karnawału na język literatury na- zywamy karnawalizacją18. Choć Bachtin nie różnicuje pojęć, dodam, iż „karnawalizacja” obejmuje tutaj zarówno „karnawałowość” (bezpośredni wpływ), jak i „karnawalizację” (wpływ pośredni). Transpozycja, o której mówi rosyjski badacz, ma charak- ter szczególny. Danuta Danek zwraca uwagę, że „ludowa kultu- ra śmiechu” pełni wobec utworu literackiego takie same funkcje jak langue wobec parole19. Systemem jest w tym przypadku zbiór karnawałowych obrazów, o których Bachtin pisze jako o „języku karnawału”, „języku obrazów groteskowych”. Jednostkową wy- powiedzią natomiast staje się wypowiedź literacka, zawierająca pewne elementy karnawału. Tę lingwistyczną analogię wykorzy- stuje Stanisław Balbus, tłumacząc następująco istotę tej relacji: Parole jest zarazem realizacją i manifestacją langue: aby zrozumieć wy- powiedź, musimy znać język, w którym ją sformułowano, ale żeby poznać język, musimy dysponować jego wypowiedziami. Gargantua 17 V. Turner, Karnawał, rytuał i zabawa w Rio de Janeiro, przeł. I. Kurz, „Konteks- 18 M. Bachtin, Problemy poetyki Dostojewskiego, Warszawa 1978, przeł. N. Mo- ty” 2001, nr 3/4. dzelewska, s. 188. 19 D. Danek, [recenzja z rosyjskiego wydania Problemów poetyki Dostojewskie- go], „Pamiętnik Literacki” 1965, z. 2. 1. Bachtinowski model karnawału | 19 i Pantagruel nie tylko jest wyjaśniany przez system ludowej kultury śmiechu, ale i sam go w pewnej mierze wyjaśnia, uobecnia, nadaje mu wagę20. Zatem żeby mówić o procesie karnawalizacji literatury, trze- ba najpierw zrekonstruować to pierwotne widowisko. Analizując koncepcję Bachtina, zauważyć można, iż istota karnawału zwią- zana jest ze swoistym światoodczuciem karnawałowym, które- go konsekwencją są wszelkie karnawałowe obrzędy. Ich korzeni Bachtin dopatruje się w najwcześniejszych stadiach rozwoju kul- tury. Już wówczas istniał pewien rodzaj dwoistej percepcji świata, który później uwidocznił się w opozycji: kultura ofi cjalna – karna- wał. Potwierdza to przede wszystkim charakterystyczne dla wielu kultur rytualne obśmiewanie bóstwa i mity obelżywe – zjawiska w prostej linii prowadzące do rzymskich Saturnaliów, a następ- nie do średniowiecznego karnawału. Za tą tezą przemawia kon- cepcja, do której przychyla się wielu badaczy. Chodzi mianowicie o twierdzenie, iż średniowieczny kalendarz liturgiczny ustanowio- ny został w tym samym czasie, co dawne święta pogańskie (chry- stianizacja kalendarza)21. W kulturach już ukształtowanych rytu- alny śmiech przestawał należeć do ofi cjalnej sfery zachowań, stąd potrzeba świąt, gdzie śmiech ten mógł być tolerowany. W tym miejscu warto wspomnieć, dlaczego Bachtin, analizu- jąc karnawał, poprzestaje na renesansie. Otóż po apogeum zjawi- ska w epoce odrodzenia mamy do czynienia ze swoistą degrada- cją świąt karnawałowych. W miarę upływu czasu karnawałowe formy stały się „puste”. Zanikło ich dogłębne znaczenie, ocalały jedynie jako zwykły przejaw zabawy, pozbawiony aspektu „prze- żywania”. Karnawał zatracił także swe najważniejsze cechy – nie łączył się już ze swoistym światoodczuciem. Konsekwencją tego jest fakt, iż karnawał współczesny nie może być źródłem karna- walizacji literatury22. 20 S. Balbus, Propozycje metodologiczne M. Bachtina, w: M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, przeł. A.A. Goreniowie, Kraków 1975, s. 44-45. 21 Jest to koncepcja Claude’a Gaignebeta, który – podobnie jak Bachtin – korzeni karnawału upatruje w świętach pogańskich, zob. S. Chappaz-Wirthner, op. cit. 22 Zob. V. Turner, op. cit. 20 | I. Kategoria karnawału u Bachtina W średniowieczu i w renesansie człowiek prowadził pewne- go rodzaju „podwójne życie”. Przez większą część roku żył i pra- cował w świecie, by tak rzec, ofi cjalnym i poważnym, sankcjo- nowanym przez kulturę kościelną oraz feudalny układ społeczny. Jednak istniały okresy w roku (razem około trzy miesiące), kiedy światopoglądowi ofi cjalnemu przeciwstawiano cały bogaty świat form i przejawów „ludowej kultury śmiechu”. Święto rozumiane jest tutaj nie tylko jako czas odpoczynku, lecz przede wszystkim jako „drugie życie” ludu, mające wyższy, ideologiczny sens – uto- pijną równość i obfi tość, a także śmierć i odrodzenie. Dopiero bo- wiem, gdy miało ono wyższe cele, w „warstwie powierzchniowej” mogło służyć odpoczynkowi od pracy23. Społeczeństwo podczas karnawału wkraczało do idealnego świata powszechnej wolności, równości i obfi tości. Rysuje się tutaj pierwsza zasadnicza różnica między karnawałem a świętem ofi cjalnym. To ostatnie miało przy- pominać o niezmienności i niezaprzeczalności panujących praw i idei, czemu służyły odpowiednie obrzędy i uroczystości. Święto ofi cjalne utrwalało także aktualną hierarchię religijną i feudalną, system polityczny, moralne wartości, normy i zakazy. Z tego po- wodu ton tego święta musiał być poważny, śmiech był obcy jego naturze. Karnawał natomiast chwilowo uwalniał od panującej prawdy, pozwalał zapomnieć o przyszłości. Był czasem „stawania się” – nie istniały dla niego gotowe prawa. Tę cechę Bachtinow- skiej rekonstrukcji karnawału eksponują Katerina Clark i Michael Holquist, pisząc, iż karnawał jest minimalnie zrytualizowanym antyrytuałem24. Na takie znaczenie Bachtinowskiego karnawału wskazuje także Michael Gardiner, podkreślając jednak, iż nie moż- na tu mówić o prostej negacji. Według Gardinera ważnym elemen- tem karnawału jest eksponowanie egalitaryzmu oraz elementów skrajnej demokracji. Dzieje się tak poprzez stwarzanie utopijnej sfery nieskrępowanej wolności (likwidacja wszelkich formalnych hierarchii i zależności społecznych). Gardiner zwraca także uwa- gę, iż karnawałowa utopia nie jest „utopią abstrakcyjną”, lecz, 23 Zwraca na to uwagę Zbigniew Taranienko w szkicu Filozofi a karnawału, „Li- teratura na Świecie” 1973, nr 6. 24 K. Clark, M. Holquist, Mikhail Bakhtin, Cambridge 1984, s. 300. 1. Bachtinowski model karnawału | 21 paradoksalnie, „utopią konkretną”, gdyż przejawia się w realnych sytuacjach25. „Ludowa kultura śmiechu” była z założenia opozycyjna wo- bec kultury ofi cjalnej i tylko w takiej relacji nabierała właściwego sensu. O związku karnawału z kulturą ofi cjalną pisze Włodzimierz Bolecki, wskazując, iż zachodzi między nimi relacja rozłączności26. „Ludowa kultura śmiechu” jest całkowicie poza ofi cjalnym obie- giem informacji. Nie są to jednak jakieś „resztki” kultury ofi cjal- nej, lecz zupełnie inny wymiar swoistego pojmowania rzeczywi- stości. Mimo rozłączności oba systemy kulturowe wzajemnie się przenikają, toteż granica między nimi jest płynna. Wszak karnawał wykorzystuje elementy kultury ofi cjalnej. Bolecki zauważa także, iż kultura ludowa broni swej autonomii, przetwarzając, a nawet niszcząc pewne formy kultury ofi cjalnej. Z kolei kultura niszczo- na i przetwarzana jawi się tu jako system narzucony siłą, wtłacza- jący pojmowanie świata w określone ramy. Ludowy śmiech jest więc środkiem służącym do zrzucenia jarzma kultury ofi cjalnej, w swej istocie zresztą „pacyfi kującej” karnawał. Za Lechem Wit- kowskim należy jednak podkreślić, iż karnawał nie dążył do cał- kowitej eliminacji kultury ofi cjalnej – nie wykluczał powagi, lecz ją oczyszczał. Wszak pozbawienie własnego „głosu” kultury ofi cjalnej wprowadziłoby w istocie jednostronną (homofoniczną) dyktaturę karnawału, co jest sprzeczne z koncepcją Bachtina27. Krzysztof Mętrak dowodzi, iż karnawał dawał wolność, uciecz- kę od alienacji, desakralizował świat i wyzwalał spod religijnych i metafi zycznych patronatów28. W tym kontekście nie można trak- tować karnawału jako święta wynikającego jedynie ze społecznych i biologicznych uwarunkowań, takich jak: przerwa w pracy czy potrzeba odpoczynku. Miało ono znacznie głębszy sens, w pewien sposób, jak zauważa Mętrak, terapeutyczny29. Również według 25 M. Gardiner, Bakhtins Carnival: Utopia as Critique, w: Bakhtin. Carnival and other subjects. Selected Papers from Fifth International Bakhtin Conference Uni- versity of Manchester, July 1991, red. D. Shepherd, Amsterdam 1993, s. 30–38. 26 W. Bolecki, Język, polifonia, karnawał, „Teksty” 1977, nr 3. 27 L. Witkowski, Uniwersalizm pogranicza. O semiotyce kultury Michała Bachti- na w kontekście edukacji, Toruń 2000, s. 159. 28 K. Mętrak, Bachtin a Rabelais, „Twórczość” 1976, nr 7. 29 Ibidem. 22 | I. Kategoria karnawału u Bachtina Lecha Witkowskiego karnawał nie stanowił wyłącznie opozycji wobec kultury ofi cjalnej, sankcjonowanej na co dzień zakazami i nakazami. Witkowski wymienia cztery funkcje karnawału i kar- nawalizacji, zaznaczając, że każda jest wynikiem różnorodnych warunków i dążeń społeczeństwa30. W starciu tych dwu żywiołów (kultury ofi cjalnej i karnawału) istnieją jednak pewne zasady. Kultura ofi cjalna zezwala na czasowe zawieszenie swych praw i obowiązujących reguł, legalizując tym samym karnawałowe święto31. Stefan Żółkiewski mówi tu o „ła- godnym buncie”32. Umberto Eco natomiast pisze: Karnawał może istnieć tylko jako autoryzowana transgresja (któ- ra w istocie stanowi jaskrawy przypadek contradicito in adjecto lub udane podwójne kodowanie – zdolne leczyć zamiast wywoływać neurozy)33. Bachtin dowodzi, że „prawie każde święto kościelne miało swoją, również uświęconą przez tradycję, część ludowo-jarmarcz- ną, swój moment śmiechu”34. Działo się tak, ponieważ święto ofi - cjalne stanowiło pewne wypaczenie idei świętowania – rezygnowa- ło z pierwiastka śmiechu i tym samym nie zaspokajało żywotnych potrzeb społeczeństwa. Mimo iż obrzędy, wszelkiego rodzaju festyny czy widowiska, charakteryzowały się niezwykłą różnorodnością, to jednak styl ich był podobny. Formą i treścią rządziły te same zasady. By więc do- trzeć do sedna karnawału nie trzeba drobiazgowo odtwarzać po- szczególnych świąt i widowisk – wystarczy rekonstrukcja praw owej swoistej langue. Cechą charakterystyczną karnawałowego widowiska jest brak granicy między aktorami a publicznością. Wyznaczenie, choćby 30 L. Witkowski, op. cit., s. 186–188. Badacz mówi tu o funkcji terapeutycznej, egzystencjalnej, opozycyjnej i konserwującej. 31 W kulturze ofi cjalnej nie było jednak tolerancji absolutnej. Zdarzały się dekre- ty potępiające i zakazujące obchodzenia „święta głupców”: zob. J. Heers, Świę- ta głupców i karnawały, przeł. G. Majcher, Gdańsk 1995. 32 S. Żółkiewski, Michaił Bachtin, „Literatura” 1975, nr 16. 33 U. Eco, op. cit. 34 M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, Kraków 1975, s. 61. 1. Bachtinowski model karnawału | 23 umowne, takiej granicy okazuje się niemożliwe, gdyż scena, w tra- dycyjnym rozumieniu, oddzielająca jednych od drugich, nie istnie- je. Zatem wszyscy, którzy są uczestnikami karnawału (publiczność i aktorzy), nie dystansują się wobec otaczających ich wydarzeń, nie oglądają ich, stojąc z boku, lecz je przeżywają. Stąd nieprzy- padkowo Bachtin określa to zjawisko jako „drugie życie ludu”. W praktyce funkcje karnawałowego placu przejmował zwykle ry- nek, wraz z sąsiadującymi z nim ulicami. To właśnie miejsce sym- bolizować miało powszechny charakter święta. W tym uroczystym czasie bowiem nie było życia poza karnawałem, wszyscy stawali się składnikami i uczestnikami tzw. „życia karnawałowego”, którym kierowała zasada „świata na opak”, mieszcząca wiele form realiza- cji. Dlatego też recepcja świata karnawałowego musiała się różnić od recepcji codziennej, nieświątecznej rzeczywistości. Rosyjski ba- dacz posługuje się tu wspomnianym już terminem „światoodczu- cie karnawałowe” i stara się uporządkować zjawiska tworzące ów „świat na opak”, ujmując je w ścisłe ramy. W „światoodczuciu karnawałowym” Bachtin wyróżnia cztery zasadnicze kategorie. Pierwszą z nich jest nowy układ stosunków międzyludzkich. Chodzi tutaj o zanik wszelkich przywilejów wy- nikających z urodzenia, rangi, wieku czy też wykonywanego zawo- du. Następuje zrównanie wszystkich ze wszystkimi, plac karnawa- łowy nie zna bowiem „lepszych” i „gorszych”. Nieważne, kim był uczestnik w świecie pozakarnawałowym, widowisko pozbawia go wszelkich przywilejów. Oczywiście sprawdza się to jedynie w spe- cyfi cznych warunkach karnawału, w innym przypadku byłoby to niemożliwe. Od tej zasady istnieje jednak wyjątek, gdyż „nosicie- lem” „ludowej kultury śmiechu”, nawet w nieświątecznej rzeczy- wistości, był błazen35. Mógł on pozwolić sobie na (do pewnego stopnia bezkarne) stosowanie karnawałowych zasad w pozakarna- wałowej rzeczywistości36. 35 Figurze błazna Bachtin poświęca osobny szkic; zob. M. Bachtin, Funkcje oszusta, błazna i głupca w powieści, w: idem, Problemy literatury i estetyki, przeł. W. Gra- jewski, Warszawa 1982; zob. także M. Słowiński, Błazen. Dzieje postaci i moty- wu, Poznań 1990; M. Sznajderman, Błazen: maski, pozy, miny, Olsztyn 1995. 36 Błazen był nośnikiem karnawału na długo po tym, jak samo święto całkowicie zmieniło swój ideologiczny sens. Instytucja błazna na królewskich i szlachec- kich dworach obecna była jeszcze w XVIII w.; zob. J. Heers, op. cit. 24 | I. Kategoria karnawału u Bachtina Zmiana układu stosunków międzyludzkich owocuje specy- fi cznymi formami kontaktu. Brak dystansu sprawia, iż wykształ- ca się język jarmarcznej mowy i gestów. Cechuje go swoboda, fa- miliarność i – co ważne – obojętność na wszelkie zasady etykiety i przyzwoitości. Ów język familiarno-jarmarczny jest dla ludowej kultury śmiechu niezwykle ważny. Bachtin traktuje go jako jed- ną z fundamentalnych form karnawałowej ekspresji. Uczestnicy karnawału są sobie równi, zatem zmieniają się sposoby porozu- miewania między nimi. Nowa sytuacja wymaga wykształcenia no- wych form komunikacji. Wśród charakterystycznych karnawało- wych zwrotów Bachtin wymienia zdrobnienia, żartobliwe zwroty obelżywe, a także gesty, takie jak klepanie po brzuchu czy ramie- niu. Niektóre z tych zachowań znamy dobrze z życia codziennego. I choć odarte z pierwotnej świadomości utopijnego święta, zacho- wują rodowód na wskroś karnawałowy37. Brak hierarchii i narzu- canych z góry konwenansów powoduje, iż w języku karnawało- wego placu pojawia się wiele zwrotów uznawanych przez kulturę ofi cjalną za niedopuszczalne. Tutaj jednak nabierają one zupeł- nie innego znaczenia, gdyż są manifestem wolności i względno- ści. Nieprzyzwoite, obelżywe wyrażanie się jest charakterystycz- ne dla „ludowej kultury śmiechu” także z innego powodu. Otóż wiele z karnawałowych przekleństw ma swoje korzenie we wspo- minanym już rytualnym obśmiewaniu bóstwa, którego elementem konstytutywnym było także obrażanie werbalne. Bachtin uważa, iż takie właśnie powinowactwo nadaje karnawałowym przekleń- stwom znaczenie ambiwalentne. Wyzwiska i klątwy, grzebiąc, jed- nocześnie odradzają. Podobnie rzecz ma się z karnawałowymi za- klęciami i przysięgami. Wszystkie te zjawiska mają wpływ na następne, ściśle powiąza- ne ze sobą kategorie. Ujawnianie się podskórnych intencji natury ludzkiej w konkretno-zmysłowej formie nazywa Bachtin ekscen- trycznością. Przejawia się ona w specyfi cznym obalaniu przyję- tych reguł. Chodzi tu na przykład o używanie sztućców jako orę- ża, naczyń stołowych jako kapelusza, wkładanie ubrania na lewą stronę. Jest to specyfi czny, radosny hołd dla życia, składany poza 37 Relikty średniowiecznego karnawału wciąż obecne są w karnawale współczes- nym, zob. W. Dudzik, Karnawały w kulturze, „Dialog” 2001, nr 3. 1. Bachtinowski model karnawału | 25 obowiązującymi regułami. Ta druga kategoria ściśle łączy się z trze- cią – karnawałowym mezaliansem. Pisze Bachtin: Karnawałowym kontaktom i zestawieniom podlega to wszystko, co przedtem było w sobie zamknięte, rozdzielone i odizolowane przez hierarchiczną mentalność pozakarnawałową. Karnawał zbliża, łączy, jednoczy w weselnym związku, kojarzy świętość i świętokradztwo, wzniosłość i pospolitość, wielkość i nicość, mądrość i głupotę – itp.38 Skrajną odmianą karnawałowych mezaliansów jest kategoria czwarta, a mianowicie profanacje. Widowisko karnawałowe cha- rakteryzuje się niezliczonymi pomniejszeniami, bluźnierstwami, wykpiwaniem przedmiotów i tekstów związanych z religią. Znacz- na część owych profanacji odwołuje się do sfery cielesnej czło- wieka. Podkreślić należy, iż parodiowane obrzędy pozbawione są dogmatycznej i magicznej mocy: nie ma w nich prośby czy dzięk- czynienia39. Bachtin zauważył, iż karnawałowe kategorie są odbiciem my- śli o swobodzie i równości, które od wielu wieków nurtują naro- dy europejskie40. Jednak w konfrontacji z rzeczywistością pozakar- nawałową zawsze stawały się one jedynie myślami oderwanymi. Dopiero to specyfi czne widowisko o cechach obrzędu sprawiło, że myśli te zostały przełożone na język konkretno-zmysłowych form. Właśnie podczas karnawału ujawnia się jedność wszechrze- czy, owo połączenie przeciwieństw, które jest doświadczane i prze- żywane przez wszystkich uczestników. Poprzez analizę konkretno-zmysłowych form karnawałowego języka można określić zakres wpływu tych form na literaturę. Stały 38 M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, Kraków 1975, s. 189. 39 Zob. K. Clark, M. Holquist, op. cit., s. 300. 40 Michael Holquist zwraca uwagę, iż w Związku Radzieckim lat trzydziestych koncepcja Bachtina, nawiązująca do idei powszechnej wolności, miała znacze- nie szczególne. Bachtin bowiem przeciwstawiał ją skrajnie monologicznemu dyskursowi ofi cjalnemu, zdominowanemu przez realizm socjalistyczny. Jak pi- sze Holquist: „Marzenie Bachtina o społeczeństwie karnawałowym jest uto- pijnym afrontem wobec stalinowskich wyobrażeń »nowego człowieka«”; zob. M. Holquist, Bakhtin and Rabelais: Theory as praxis, „Boundary Two” 1982– 1983, vol. 11, nr 1-2, s. 14. 26 | I. Kategoria karnawału u Bachtina się one silnymi czynnikami kształtującymi dzieło literackie na róż- nych płaszczyznach. Stanisław Balbus trafnie precyzuje tę relację: Cechy „poetyki karnawału” (ahierarchiczność, familiarność kontak- tów międzyludzkich, odwracanie i parodiowanie usankcjonowanych społecznie wartości, profanacje, mezalianse, ambiwalencje znaczeń, nastawienie na momenty zmiany, sytuacje kryzysowe itd.) stanowią niejako archeologiczny wykładnik późniejszych sytuacji literackich, których karnawał był praźródłem i które się od tego praźródła ode- rwały, modyfi kując swoje pierwotne sensy w trakcie ewolucji histo- rycznej41. Wszystkie kategorie składające się na „poetykę karnawału” przejawiają się w trzech podstawowych formach karnawałowej ekspresji. Są to: 1. Formy obrzędowo-widowiskowe (uroczystości o charakterze kar- nawałowym, rozmaite widowiska komiczne, itp.); 2. Językowe (w tym i parodystyczne) utwory komiczne różnego ro- dzaju: ustne oraz pisane, po łacinie i w językach narodowych; 3. Różne formy i gatunki mowy jarmarczno-familiarnej (wyzwiska, zaklęcia, klątwy, ludowe blasons i in.)42. Bachtin mówi o karnawale przede wszystkim jako o specyfi cz- nej uroczystości mającej charakter widowiskowo-obrzędowy, któ- ra w toku przemian kulturowych odcisnęła swe piętno na literatu- rze. Świadectwem tego są właśnie językowe przejawy karnawału. Dlatego, by mówić o kategorii karnawału przeniesionej na grunt literacki, konieczna jest rekonstrukcja i dotarcie do istoty form ob- rzędowo-widowiskowych, czyli do wydarzeń na karnawałowym placu. Na wydarzenia te składał się zbiór określonych, mniej wię- cej stałych, elementów. Za najważniejszy z nich rosyjski badacz uważa „błazeńską koronację”. Podczas tego obrzędu wybierany był król–błazen, którego następnie detronizowano. Wariantem spotykanym na gruncie europejskim było wybieranie błazeńskich księży, biskupów itp. Według Bachtina w koronacji i detronizacji ujawnia się sedno „światoodczucia karnawałowego”: 41 S. Balbus, op. cit, s. 15. 42 M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go..., op. cit., s. 60–61. 1. Bachtinowski model karnawału | 27 patos kolejnych zmian i przeistoczeń, śmierci i odnowienia. Karna- wał – to święto czasu, który wszystko niszczy i wszystko odnawia: tak można ująć jego sens zasadniczy43. Koronacja i detronizacja jest nieodzownym elementem „świa- ta na opak”. Wszak na tronie zasiada osoba najmniej do tego po- wołana – błazen – co ma pokazywać względność tronu i władcy, a więc ustroju i społecznego ładu. Obrzęd ten ma więc charakter na wskroś ambiwalentny, ponieważ sama koronacja jest jak gdy- by początkiem detronizacji, a przynajmniej w oczywisty sposób ją sankcjonuje. Bachtin dostrzega tu symbol nieuchronności i twór- czej zmiany. Nie jest ważny tron, insygnia władzy czy też sam ko- ronowany błazen, lecz właśnie ów proces zmienności prowadzą- cy do całkowitej względności wszystkiego. W różnych epokach koronacja i detronizacja przyjmowała odmienne warianty, sens ich jednak zawsze pozostał taki sam. Warto także wspomnieć, iż w obrębie tego, jak i innych karnawałowych obrzędów, dają się wyodrębnić wszystkie charakteryzowane już kategorie „światood- czucia karnawałowego” – zmiany stosunków międzyludzkich, me- zalianse, ekscentryczność i oczywista profanacja związana z okreś- lonym traktowaniem insygniów władzy królewskiej. Podobnie jak obrzęd koronacji i detronizacji ambiwalentny charakter mają wszystkie karnawałowe obrazy. Widowisko nie- ustannie oscyluje między narodzinami a śmiercią, na gruncie starego od razu pojawia się nowe (Bachtin podaje tu upersoni- fi kowany obraz ciężarnej śmierci). Stąd biorą się karnawałowe ze- stawienia – hołd i obelgi, mądrość i głupota, twarz i zad. Podob- nie dobiera się pary postaci, tak, by widoczny był ich kontrast: gruby i chudy, wysoki i niski. Schemat par dobieranych na zasa- dzie kontrastu jest pochodną karnawałowej „logiki odwrotności”, polegającej na ciągłych przemieszczeniach „góry” i „dołu”. Takim przemieszczeniem jest koronacja i detronizacja króla–błazna. Za- bieg ten ma jednak także głębszy, topografi czny sens. O znaczeniu „góry” i „dołu” możemy bowiem mówić w aspekcie kosmicznym i dosłownie cielesnym: 43 Ibidem, s. 190. 28 | I. Kategoria karnawału u Bachtina „Góra” to – niebo; „dół” – to ziemia; ziemia zaś – to pierwiastek po- chłaniający (mogiła, brzuch), a zarazem pierwiastek rodzący, odrodzi- cielski (brzuch jako łono macierzyńskie). Takie jest znaczenie „dołu” i „góry” w aspekcie kosmicznym44. Dodać należy, iż znaczenie dosłownie cielesne nie jest wyraźnie oddzielone od kosmicznego. W tym przypadku „górą” jest twarz, a „dołem” narządy płciowe, brzuch i zad. Taki właśnie układ topo- grafi czny jest kluczem do zrozumienia istoty karnawałowej paro- dii, opartej na degradacji – zamianie „góry” i „dołu”. Degradacja bowiem „kopie cielesną mogiłę do nowych narodzin”45. Przed- miot parodii zostaje w tym przypadku sprowadzony w „dół”, na ziemię, to ona roztacza nad nim swe panowanie. Podobnie jest z rejonem organów płciowych, które – będąc cielesnym „dołem” – jednocześnie przecież są miejscem narodzin życia. Następuje po- grzebanie, lecz także odrodzenie – ziemia jest grobem i miejscem ponownych narodzin. Abstrakcyjne idee i pojęcia należące do sfe- ry wysokiej, a nawet sakralnej, obniżane są na plan ziemi i ciała, przez co łączą się nierozerwalnie z życiem w aspekcie cielesnym – stają się bliższe i bardziej zrozumiałe. Degradacje te przedstawia- ne są jako obrazy materialno-cielesnego dołu o znaczeniu ambiwa- lentnym. Aleksander Bereza, wyjaśniając istotę tej ambiwalencji, mówi o dialektyce pozytywnego i negatywnego bieguna zjawisk. Zwraca uwagę, iż rozpad całości oznaczałby utratę ambiwalen- cji i zerwanie jedności owych dwóch biegunów46. Wynika z tego pewna zależność. Zdegradowany przedmiot istnieje bowiem jako własne przeciwieństwo i zyskuje nowe znaczenie, które ma sens tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi jego znaczenia pierwotnego. Taka wymowa karnawału jest konsekwencją wertykalnego pojmo- wania skali wartości, wywodzącej się ze średniowiecznej myśli teo- logicznej i tradycji Arystotelesa. Karnawał proponował porządek horyzontalny – bez „góry” i „dołu”. Świat wesołej względności. W systemie karnawałowych obrazów czołowe miejsce zaj- muje pierwiastek materialno-cielesny, czyli topografi czny „dół”. 44 Ibidem, s. 81. 45 Ibidem, s. 82. 46 A. Bereza, [rec.: M. Bachtin: Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, Moskwa 1965], „Pamiętnik Literacki” 1967, z. 3.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Tyrmand karnawałowy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: