Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00163 005568 13609570 na godz. na dobę w sumie
UL. Obrazki akademickie - ebook/pdf
UL. Obrazki akademickie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1972-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zbiór tekstów ilustrujących zmiany zachodzące na uczelniach publicznych w związku z ich przekształceniami wynikającymi z przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Autor opisuje procesy będące konsekwencją nieustannych i głębokich modyfikacji ustawy uczelnianej (2005, 2011, 2014), które – wprowadzane bez konsultacji z przedstawicielami środowiska naukowego – podważyły jego autonomię i wartość akademii w tradycyjnym rozumieniu. Podkreśla także bezsilność uczonych wobec biznesowego trendu ogarniającego działalność uczelni wyższych. Ważnym tematem poruszanym w tych felietonach są również problemy wiążące się z nadchodzącym niżem demograficznym. Autor ma nadzieję, że opisywane przez niego zjawiska, mogą dostarczyć materiału do namysłu architektom planów kolejnych rekonstrukcji na terenie akademickim.

Felietony powstały dla Pisma Uniwersytetu Warszawskiego, w którym co drugi ukazywał się drukiem, a każdy na ówczesnym portalu tego pisma jako Medytacje prof. Lajkonika (2012–14).

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

i P r o f e s o r L a j k o n k • U L O b r a z k i a k a d e m i c k e i Lajkonik1 6/12/15 3:27 PM Page 1 Profesor Lajkonik • UL Obrazki akademickie Ule to wysoko zorganizowana owadzia społeczność. Pod władzą królowej matki, zazdrośnie tępiącej konkurentki do tronu pracują robotnice, trudzą się karmicielki, znoszą nektar zbieraczki, gotują się do secesji roje, czynią swe powinności trutnie... Ceniona produkcja miodu to uboczny efekt ich codziennego wysiłku, celem jest przetrwanie barci. A temu służy wydanie potomstwa i trenowanie go do wyspe - cjalizowanych zadań. Prezentowany zbiór felietonów ilustruje podobną wysoko zorganizowaną społeczność. I jej celem jest przetrwanie, wydanie nowych pokoleń umysłów uformowanych do specja - listycznych społecznych zadań, także do wycho wywa nia własnych następców. […] I ta społeczność dumnie ogłasza się powołaną do produkcji cenionej słodyczy – naukowych badań i odkryć. To środowisko uczelni wyższych, które tu reprezentuje Uniwersytet profesora Lajkonika (UL). www.wuw.pl/ksiegarnia ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Profesor Lajkonik UL Obrazki akademickie strLajkonik 6/10/15 9:42 AM Page 1 UL Obrazki akademickie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== strLajkonik 6/10/15 9:42 AM Page 2 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== strLajkonik 6/10/15 9:42 AM Page 3 Profesor Lajkonik UL Obrazki akademickie Warszawa 2015 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Redaktor prowadzący Małgorzata Yamazaki Korekta Krz ysztof Janowski Projekt okładki i stron tytułowych Anna Gogolewska Ilustracja na okładce Piotr Kłosowicz (1993) Skład i łamanie Barbara Obrębska ISBN 978-83-235-1964-5 ISBN 978-83-235-1972-0 (PDF) © Copyright by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2015 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy Świat 4 www.wuw.pl e-mail: wuw@uw.edu.pl Księgarnia internetowa: www.wuw.pl/ksiegarnia Wydanie 1 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Od autora Ule to wysoko zorganizowana owadzia społeczność. Pod władzą królowej matki, zazdrośnie tępiącej konkurentki do tronu, pracują robotnice, trudzą się karmicielki, zno- szą nektar zbieraczki, gotują się do secesji roje, czynią swe powinności trutnie... Ceniona produkcja miodu to uboczny efekt ich codziennego wysiłku, celem jest prze- trwanie barci. A temu służy wydanie potomstwa i treno- wanie go do wyspecjalizowanych zadań. Prezentowany zbiór felietonów ilustruje podobną wysoko zorganizowaną społeczność. I jej celem jest prze- trwanie, wydanie nowych pokoleń umysłów uformowa- nych do specjalistycznych społecznych zadań, także do wychowywania własnych następców. I ona jest zarze- wiem tworzenia nowych społecznych rojów, gromadzą- cych jednostki wokół zadań, których uznawany pożytek pozwala im samym oraz wielu innym na uruchomienie nowej aktywności w celu przeżycia. I ta społeczność dumnie ogłasza się powołaną do produkcji cenionej słodyczy – naukowych badań i odkryć. To środowisko uczelni wyższych, które tu reprezentuje Uniwersytet pro- fesora Lajkonika (UL). Felietony powstały dla „Pisma Uniwersytetu Warszaw- skiego”, w którym co drugi ukazywał się drukiem, a każdy 5 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== na ówczesnym portalu tego pisma, jako „Medytacje prof. Lajkonika” (2012–14). W tym czasie było już jawne, że publiczne uczelnie polskie, oczywisty beneficjent krajo- wych przemian, zderzyły się z wyzwaniami, na które przy- gotowane nie były. Dobrodziejstwo środków europejskich umożliwiło masową budowę nowych gmachów, a jedno- cześnie na uczelnie spadały okresowe ataki huraganowej krytyki prasowej (jesień 2009, wiosna 2012), z którą uczel- nie nie umiały bądź nie uważały za słuszne się mierzyć. Nieustanne i głębokie zmiany ustawy uczelnianej (2005, 2011, 2014) ponad głowami licznego środowiska pod- ważyły jego autonomiczną stabilność, niezbywalną war- tość akademii w tradycyjnym, europejskim rozumieniu. A ludzie, dla których umysłowa aktywność jest i powinna być treścią życia, pozbawiani zwolna wpływu na uczel- niane władze, centralnie sterowane nadmiarem szczegóło- wych przepisów, przyglądają się z bezradną bezsilnością, jak uczelnie ogarnia biznesowy trend, wymagający doraź- nej i wymiernej skuteczności wszystkich naszych wysił- ków. Wiele musi się jeszcze zdarzyć, zanim profesorowie polscy powrócą do naturalnej roli autorytetów i nauczy- cieli najwyższego poziomu, wzorem renomowanych uczelni Zachodu odzyskując realny wpływ na kształcenie i odpowiedzialność za jego zakres i pożytek. Autor ma nadzieję, że obrazki z życia prezentowane w felietonach mogłyby dostarczyć materiału do namysłu architektom planów kolejnych rekonstrukcji na terenie akademickim. Nieuniknionych, wobec z każdym rokiem głośniejszych zapowiedzi sejsmicznego wstrząsu, jakim stanie się dla szkół wyższych utrata znacznej części dzi- siejszych studentów. Po okresie finansowego przymusu zapełniania uczelnianych sal ponad miarę, po drastycznym 6 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== spłyceniu wymagań wobec kandydatów stajemy wobec niżu demograficznego. Uczelnie polskie czekają trudne do przewidzenia wyzwania i konwulsje, gdy liczba wszystkich maturzystów stanie się mniejsza niż liczba kandydatów dziś przyjmowanych w samych tylko w uczelniach publicznych. Opisywane fakty, osoby i wydarzenia są rzeczywi- ste, jednak wszelkie skojarzenia ze znanym Czytelnikowi otoczeniem byłyby nieprawdziwe. Obserwowane przez autora z dystansu zatraciły imiona, nazwy i charaktery- styczne szczegóły, zostały jednak zapamiętane – czasami przez samego zaciekawionego autora, często przez opisu- jących świat dziennikarzy, niekiedy przez dalekich auto- rów dzieł bądź pisujących luminarzy. Z każdej relacji, cytowanego artykułu lub poglądu wydobyto tu znaczenie istotne współcześnie dla środowiska, w którym kolejne pokolenia dziewiętnastolatków poszukują drogowska- zów na zawodowe życie. Kreślone obrazy są ulotne jak fotografie wykonane latem na zatłoczonej plaży. Czy oglądane zimą odnoszą się jeszcze do jakiejś rzeczywistości? Wiemy, że za rok będzie to miejsce wyglądać podobnie, nigdy tak samo. Jednak pojmujemy treść fotografii: potrafimy przy jej pomocy opowiedzieć dzieciom, jak będzie cudnie nad morzem. Wierzę, że niejeden Czytelnik rozpozna wśród felietonowych obrazków sytuacje, problemy i spory spo- tykane i w jego otoczeniu. towarzyskich Poszukiwaczom przygód sprawię zawód: w treści felietonów nie pada ani jedno nazwisko, ani jedna nazwa uczelni. Środowisko uczelni wyższej jest od lat naturalnym domem autora; opisując zjawiska i zdarzenie, także i on woli w druku zachować incognito, przez szacunek dla intymności otaczających go domow- 7 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ników. Nazwy własne oraz liczne nazwiska pojawiają się natomiast w przypisach, ilekroć autor pozwala sobie na polemikę z ogłoszonymi publicznie tekstami bądź gdy daje wyraz swej admiracji dla przenikliwych obserwacji lub celnie dobranych słów innych autorów. Bardzo liczne przypisy odsyłają z reguły do słowa drukowanego, jednak w dobie informacji elektronicznej zainteresowany Czytel- nik łatwo odszuka je i w przestrzeni wirtualnej. Dworski charakter uczelnianych mediów jest autorowi znany z codziennego doświadczenia, więc do felietono- wego eksperymentu przystępował z rezerwą, a i Redak- cja Pisma, wyjątkowo w tamtym czasie otwarta na ważkie problemy środowiska, nie była wolna od obaw o sens felietonowego eksperymentu. Po zamkniętych trzech latach współpracy autor zachował dla gościnnej Redakcji wdzięczność, że Lajkonikowi, włóczącemu się wcześniej na obrzeżach uczelnianych pastwisk, pozwoliła przelotnie pohasać na paradnym uczelnianym trawniku. Teksty medytacji zostały do obecnego wydania na nowo zredagowane, by je przybliżyć czytelnikowi spoza warszawskiego uniwersyteckiego podwórka. Teksty opu- blikowane drukiem oznaczono w przypisach, brak takiej adnotacji przy tekstach ogłoszonych jedynie na uni- wersyteckim portalu. Zachowano oryginalną kolejność felietonów oraz ich datowanie – pozwalają ocenić dyna- mikę zmian nastrojów w uczelniach i w ich społecznym otoczeniu. Dołączono do zbioru teksty przez redakcję nieopublikowane w żadnej formie, nie pominięto także odcinków post scriptum, które nie zdążyły być redakcji przesłane przed zamknięciem naszej współpracy. (Wrzesień–grudzień 2014) 8 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Orzełek1 W maju roku 2010 pewna pani minister od narodowej edukacji, nie bacząc na nasze miejsce w zjednoczonej Europie, na niebieską flagę zwycięstwa i na kasę, oka- zała niezrozumiały upór i sprzeczne z narodowym inte- resem przywiązanie do ptaków. Wydając rozporządzenie o kształcie szkolnych świadectw, w mało postępowy spo- sób zdecydowała, że na świadectwach ciągle musi być drukowany zwykły, samotny orzełek. Wprawdzie orzeł teraz z koroną, ale w ogóle to świadectwa zwyczajne, jak moje wydane głęboko za komuny. A gdzie złote gwiazdy rodem z naszej rodzinnej Europy? Nie tego oczekujemy od osoby odpowiedzialnej za edukację polskich dzieci. Tej pani już podziękowaliśmy. Nauka nie poszła w las. Pomna na ów gorszący incy- dent, pani minister od szkolnictwa wyższego zdjęła we wrześniu orzełka z polskich dyplomów ukończenia stu- diów oraz indeksów, wydając stosowne rozporządzenie. (Zmieniła zdanie: jeszcze w grudniu 2008 aprobowała orzełki na dyplomach). Zdejmowanie ptaków z takiej kupy papieru to wielkie dzieło, dyplomów mamy rocz- nie dziesiątki tysięcy, a indeksów pół miliona. Praca 1 Pismo Uniwersytetu Warszawskiego nr 56 (2012), s. 51. 9 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== tytaniczna – potrzebny plan i rozwaga, żeby uczelnie nie zginęły w powodzi białych piórek; będą je zbierać do syl- westra 2012. Czyż nasze miejsce w Europie nie jest tego warte? Teraz nasi fachowcy będą mieli papiery prawdzi- wie światowe: bez orzełka i w języku, jakiego żąda ich zagraniczny pracodawca. Bo cóż mieliby robić w pro- wincjonalnym kraju, z polskimi papierami pod szarym, pieczątkowym orzełkiem? Już przed wyborami wiedzie- liśmy, że nasza pani minister zasłużyła na nagrodę; teraz mamy satysfakcję, widząc, jak z wdziękiem rozpoczyna drugą kadencję. Pozazdrościł prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej naszej pani minister, też chciałby wygrać jakieś wybory. Zafundował polskiej reprezentacji nowe koszulki: miej- sce orła zajęła poczwara: ni biały ptak, ni gwiazda złota. Spodziewał się pochwał, lecz drobiazg przeoczył: nad prezesem PZPN nie ma w Polsce żadnej władzy, aby go mogła docenić. Zanim doczekał gratulacji od kole- gów z UEFA (też nie władza, ale byłoby miło), rzucili się na prezesa niepoprawni kibole. Żadnego zrozumienia, żadnej europejskiej perspektywy. Sejmowe lobby piłkar- skie ruszyło do uchwalania ustawy chroniącej orzełka, lecz chwiejący się na stołku prezes nie chciał umierać za małego ptaszka. 11 koszulek szybko wymienił, próbując odzyskać równowagę. Wieczorem przy kominku rozmyślam nad nieprzenik- nioną zawiłością zamiarów władzy. Narodowy symbol to ozdoba miła polskiej duszy (nawet postępowa pani mini- ster okazała słabość, zezwalając jednak używać orzełka na legitymacjach studenckich), lecz głębszego sensu sym- bolu nie rozumiemy. Godło to pieczęć państwa, znak jego świadomej obecności, za którym idzie odpowie- 10 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dzialność władzy państwowej. Władza (nawet sam Pre- zydent RP!), choć nie ma wpływu na działalność PZPN, życzy sobie orzełka na piłkarskich koszulkach, widząc w zawodach sportowych pożyteczne dla kraju działanie promocyjne. Inna władza (Minister) cofa zgodę na godło na uniwersyteckich dyplomach. Więc jako członek aka- demickiej wspólnoty, w której myślenie jest codziennym zajęciem (?), ćwiczę umysł w bezpłodnych spekulacjach. Czy Państwo Polskie zachowuje zwierzchność nad uczelniami wyższymi? Bez wątpienia. MNiSW, CKK, PKA itp. to poważne państwowe urzędy, bez których uniwersytety i politechniki byłyby zagubione we mgle, bezradnie niezdolne do prowadzenia studiów, a tym bar- dziej do wydawania dyplomów. A może, skoro orzełek się już nie należy (to myśl szatańska), los tych nadzorczych instytucji został przesądzony w ciszy gabinetów i pro- gram państwowych oszczędności ma zwrócić wolność uczelniom? Czy dyplomy polskich uniwersytetów są mniej warte dla Państwa od świadectw szkolnych? To prawdopo- dobne. W szkołach uczymy się języka polskiego, rysun- ków (orła) i śpiewu (hymnu); bez tego nie bylibyśmy Polakami. A uczelnie nie dostarczają umiejętności prak- tycznych, o czym pracodawcy polscy dobrze wiedzą, dla- tego niechętnie absolwentów zatrudniają; naiwne firmy zagraniczne jeszcze się nie zorientowały. Czy posiadacze polskich dyplomów są mniej warto- ściowi w promocji polskości na świecie od polskich piłka- rzy? To jasne. Z tych w kraju żaden promocyjny pożytek. Kiedy jeżdżą do pracy na zmywaku, przy truskawkach lub staruszkach, dyplomy zostawiają w domu. A absol- wenci rozjeżdżający Europę za firmowe pieniądze? Nigdy 11 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== nie widziano, by przemawiali pod polską flagą lub orłem, a na dodatek starają się mówić w języku language jak chle- bodawcy lub gospodarze. Nie trzymają w ręku polskiego dyplomu – po co im orzełek? Już późno, znużyła mnie akademicka dyskusja. Kiedy ostatnio zaglądaliście do szuflady, w której leży wasz dyplom potwierdzający wykształcenie wyższe? Czy zro- biłoby wam różnicę, gdybyście zamiast orła zobaczyli na jego okładce wawelskiego smoka? (Listopadowy wieczór, 2011) 12 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wiem, że nic nie wiem Grudzień zmuszał mnie do częstego kontaktu z bankiem oraz niezliczonych wizyt w supermarketach. Zmęczony zakupami, przeglądam rachunki. Banku, bez którego nie dostałbym pensji, nie zatan- kowałbym samochodu, nie zrobiłbym świątecznych zakupów, nie pojechałbym na wczasy – banku już nie oglądam. Trochę żal, lubiłem pogawędzić przy opłatach w okienku. Teraz bezosobowe okienko otwieram, gdzie- kolwiek mój komputer wykryje sieć. Konto mam przed oczami: rachunek za hotel w Rumunii obok spóźnionego przelewu za przedszkole, w tle energia, telefon, pen- sja w comiesięcznym rytmie, jakieś honorarium... I ani jednego podpisu, zero papieru. Najbardziej cieszy mnie informacja, nawet gdy odkrywam, że jest kiepsko. W supermarkecie znajduję wszystko i zawsze. Jakim cudem zdołają na czas sprowadzić gdzieś ze wschodu bombki zimą, baranki wiosną, rowery latem? Pytam mło- dego eleganta kierującego pracą hali: logistyka – odpo- wiada. Kliknięcie kasy jest notowane, zapasy i przychody monitorowane co dnia, sumowane w tygodniach, mie- siącach i halach, zamówienia z rocznym wyprzedzeniem realizowane wg dobowego grafiku. Obsługa milionów klientów, tysięcy towarów, setek marketów byłaby nie- 13 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw==
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

UL. Obrazki akademickie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: