Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00140 005149 15188871 na godz. na dobę w sumie
U źródła - ebook/pdf
U źródła - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 418
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-15-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Pewnego dnia zwyczajny trzydziestolatek z Poznania – Maciej – przeczytał książkę. Była to taka sobie historyjka fantasy. Problem w tym, że nie potrafił o niej zapomnieć, a właściwie o jednej z bohaterek, która nie powróciła z podróży do innego wymiaru i pozostała tam na zawsze. Łapał się na tym, że postać literacką odbiera jak żywą osobę, która woła do niego o pomoc z innego wymiaru. Konsekwencją tej nagłej obsesja było pakowanie się w niepotrzebne kłopoty.

Maciej doszedł już do wniosku, że ogarnęło go szaleństwo. Wtedy spotkał człowieka twierdzącego, że bohaterka powieści naprawdę istnieje i przebywa w innym wymiarze. Jak się tam znalazła? Jak można tam trafić i wydostać dziewczynę? Są pewne wskazówki, ludzie, przedmioty i zjawiska. Trzeba je tylko odnaleźć, zebrać razem i umiejętnie z nich skorzystać.

To jednak dopiero początek zadania. Inny świat i jego mieszkańcy staną się prawdziwym wyzwaniem. Przekonacie się również jaką siłę mogą mieć wspomnienia.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

OLAF TUMSKI U ŹRÓDŁA OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 3 © Copyright by Olaf Tumski e-bookowo ISBN 978-83-62480-15-9 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Patronat medialny: Wszelkie prawa zastrze(cid:298)one. Kopiowanie, rozpowszechnianie cz(cid:266)(cid:286)ci lub cało(cid:286)ci bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2011 www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 4 PROLOG Obudziło j(cid:261) ciepłe (cid:286)wiatło. Przewróciła si(cid:266) na drugi bok, schowała głow(cid:266) pod koc i zamkn(cid:266)ła oczy. Tylko tak mogła odizolować si(cid:266) od blasku. Była ju(cid:298) pora aktywno(cid:286)ci, ale ona nie miała sił. Mimo fizycznej gotowo(cid:286)ci, jej umysł odmawiał współpracy. Nie s(cid:261)dziła, (cid:298)e to b(cid:266)dzie tak wyczerpuj(cid:261)ce. Za pierwszym razem nie odczuła (cid:298)adnego zm(cid:266)czenia. Wtedy jednak był zupełnie inny przypadek. Wówczas nie chodziło o ni(cid:261), nie była w takiej sytuacji, nie walczyła. Przede wszystkim nie miała (cid:286)wiadomo(cid:286)ci, co si(cid:266) dzieje. Tak jest łatwiej. (cid:297)adnych obci(cid:261)(cid:298)e(cid:276) psychicz- nych. Teraz wiedziała, jaka jest stawka i jak niewielkie s(cid:261) szanse powodzenia jej planu. To, na co si(cid:266) zdobyła, mimo całej swojej niesamowito(cid:286)ci, mo(cid:298)e okazać si(cid:266) niewystarczaj(cid:261)ce. Musi zrobić co(cid:286) jeszcze. Znale(cid:296)ć pomocnika. W gr(cid:266) wchodziła tylko jedna osoba. Problem polegał na tym jak nawi(cid:261)zać kontakt. Wcze(cid:286)niej mia- ła pewien pomysł, który odrzuciła, jako bezsensowny. Wła(cid:286)ciwie, dlaczego? W tej sytuacji okre(cid:286)lanie czego(cid:286), jako sensowne lub bezsensowne, nie ma sensu. Ta my(cid:286)l spowodowała przypływ nowych sił. Odrzuciła koc i podniosła si(cid:266). www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 5 ROZDZIAŁ 1 Czy mo(cid:298)na zakochać si(cid:266) w kobiecie, której nigdy nie widziało si(cid:266) na oczy, z któr(cid:261) nigdy nie zamieniło si(cid:266) nawet jednego słowa, nie mówi(cid:261)c ju(cid:298) o smaku pocałunku, elektryzuj(cid:261)cym dotyku ciała, aromacie intymnych zak(cid:261)tków. Czy mo(cid:298)liwe jest wzbudzenie uczucia i fascynacji wobec kobiety, której fi- zycznie nie ma, bowiem istnieje jedynie na zadrukowanych kartkach ksi(cid:261)(cid:298)ki, jako postać fikcyjna, a jednocze(cid:286)nie odnosi si(cid:266) wra(cid:298)enie jakby naprawd(cid:266) była, oddychała tu(cid:298) obok, pachniała, mówiła, przechadzała si(cid:266) kołysz(cid:261)c swoim pon(cid:266)t- nym ciałem. Jeszcze w na pocz(cid:261)tku maja u(cid:286)miechn(cid:261)łby si(cid:266) tylko z lekkim współczuciem wobec kogo(cid:286), kto popadł w taki nastrój i zaleciłby kontakt ze specjalist(cid:261) oraz jak najszybsze podj(cid:266)cie terapii. Tak post(cid:261)piłby, zanim przeczytał ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266), ale teraz była druga połowa czerwca, a sprawa dotyczyła jego samego, b(cid:266)d(cid:261)cego ju(cid:298) po lekturze, która sprawiła, (cid:298)e zacz(cid:261)ł popadać w szale(cid:276)stwo i nie potrafił powstrzy- mać tego procesu. W pierwszych dniach maja wysłano go w dwudniow(cid:261) delegacj(cid:266) słu(cid:298)bow(cid:261), w tym w sumie dziesi(cid:266)ć godzin w poci(cid:261)gu. Potrzebował czytadła, które pomo(cid:298)e mu przetrwać długie, nudne godziny w przedziale, oderwać si(cid:266) od kolejowej rze- czywisto(cid:286)ci i współpasa(cid:298)erów ró(cid:298)nego typu. W ksi(cid:266)garni zajrzał na półk(cid:266) z no- wo(cid:286)ciami. Znalazł tytuł, który dopiero, co wyszedł z drukarni. Przyst(cid:266)pna cena dodatkowo zach(cid:266)cała. Zdziwił si(cid:266) troch(cid:266), (cid:298)e autorem ksi(cid:261)(cid:298)ki, w której jako nar- rator wyst(cid:266)powała kobieta w (cid:286)rednim wieku, był m(cid:266)(cid:298)czyzna, aczkolwiek mógł to być sprytny wybieg marketingowy, m(cid:266)ski pseudonim pisarki. Niewykluczone, (cid:298)e był to jednak facet, który lubił b(cid:261)d(cid:296) chciał pisać o kobietach licz(cid:261)c, ze w potoku literatury na ksi(cid:266)garskich półkach przykuje to uwag(cid:266) czytelników b(cid:261)d(cid:296) czytelni- czek, najlepiej jednych i drugich. Notka z tyłu okładki informowała ogólnie, (cid:298)e dwie bohaterki, dzi(cid:266)ki tajnej miksturze odnajduj(cid:261) przej(cid:286)cie do innego wymiaru, pełnego wied(cid:296)m, czarnoksi(cid:266)(cid:298)ników, strzyg, elfów, widm, upiorów i innych przy- jaznych gatunków. Pocz(cid:261)tkowo jej postać wydała mu si(cid:266) banalna. Autor nadał jej imi(cid:266) Weronika. Milutka, ładna dziewczyna, entuzjastycznie podchodz(cid:261)ca do tajemniczej wypra- www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 6 wy, w przeciwie(cid:276)stwie do starszej, czterdziestoparoletniej Luizy, narratorki po- wie(cid:286)ci, kobiety po przej(cid:286)ciach, która mogłaby być jej matk(cid:261) i w gruncie rzeczy pełniła rol(cid:266) opiekunki, nauczycielki i duchowej przewodniczki. Niekwestiono- wana liderka tego tandemu, która wiedziała, czego chce i jak tego dokonać. W miar(cid:266) zagł(cid:266)biania si(cid:266) w tre(cid:286)ć młoda bohaterka zyskiwała na wyrazisto(cid:286)ci, szybko uczyła si(cid:266) od starszej tajników nieznanego wymiaru, magicznych zakl(cid:266)ć pozwalaj(cid:261)cych uwolnić z ludzkiego umysłu siły umo(cid:298)liwiaj(cid:261)ce trans wymiarowe podró(cid:298)e. W drodze z Poznania do żda(cid:276)ska przeczytał połow(cid:266) ksi(cid:261)(cid:298)ki. Ocenił, (cid:298)e nie jest to rewelacja, powie(cid:286)ć, o której zapomni zaraz po przeczytaniu, ale nadaje si(cid:266), jako wypełniacz czasu. Poci(cid:261)g wyjechał z Poznania wczesnym rankiem, do żda(cid:276)ska przybył około południa. Reszta dnia przebiegła pod znakiem spotka(cid:276) i konferencji, zako(cid:276)czo- nych słu(cid:298)bow(cid:261) kolacj(cid:261). Wieczorem w hotelu nie miał ju(cid:298) czasu na czytanie ani na nic innego. Małe piwko i zasn(cid:261)ł w mgnieniu oka jakby dostał narkoz(cid:266). Źru- giego dnia od rana kontynuował spotkania słu(cid:298)bowe, zjadł obiad i dotarłszy na gda(cid:276)ski dworzec kolejowy ruszył w drog(cid:266) powrotn(cid:261). Nie od razu zabrał si(cid:266) za czytanie, najpierw zdrzemn(cid:261)ł si(cid:266) troch(cid:266). Za Tczewem obudziło go szturchanie konduktora domagaj(cid:261)cego si(cid:266) biletu. Kawa z termosu pomogła mu odegnać po- zostało(cid:286)ci sennego stanu. W podró(cid:298) poci(cid:261)giem zawsze zabierał ze sob(cid:261) kaw(cid:266) w por(cid:266)cznym, półlitrowym termosie. Nie miał zamiaru korzystać z paskudnej lury serwowanej w Warsie, a poza tym zawsze podró(cid:298)ował sam i wolał nie pozo- stawiać swoich rzeczy w przedziale. Posilony kaw(cid:261) zabrał si(cid:266) za doko(cid:276)czenie lektury. Budowana w pierwszej cz(cid:266)- (cid:286)ci akcja, zapowiadaj(cid:261)ca ciekawe i niesamowite odkrycia bohaterek, znacznie straciła na atrakcyjno(cid:286)ci. Magiczno-ba(cid:286)niowy wymiar okazał si(cid:266) nad wyraz stan- dardowy, banalny i powielaj(cid:261)cy wyeksploatowane schematy. Wied(cid:296)my i czarnoksi(cid:266)(cid:298)nicy nie wyró(cid:298)niali si(cid:266) niczym oryginalnym, a szczerze mówi(cid:261)c sprawiali wra(cid:298)eni (cid:298)ywcem skopiowanych z innych powie(cid:286)ci. Nie wspominaj(cid:261)c ju(cid:298) o tym, (cid:298)e nie wywoływali grama przera(cid:298)enia i jakiegokolwiek zainteresowa- nia. Podobnie reszta zjaw. Ocenił cało(cid:286)ć, jako czytadło niskiej klasy. Bohaterkom udało si(cid:266) wej(cid:286)ć do wymiaru magii dzi(cid:266)ki wywarowi z czterolist- nej koniczyny, która okazała si(cid:266) równie(cid:298) przydatna w obcym (cid:286)wiecie albowiem pomogła przywrócić zachwian(cid:261) równowag(cid:266) mi(cid:266)dzy silami białej i czarnej magii. Kobiety przyswoiły sobie wła(cid:286)ciwo(cid:286)ci, niedost(cid:266)pne w ziemskim, powszednim (cid:286)wiecie, aby tak wzbogacone mogły powrócić o wiele pot(cid:266)(cid:298)niejsze od zwykłego (cid:286)miertelnika. Swoje umiej(cid:266)tno(cid:286)ci zamierzały wykorzystywać na własny u(cid:298)ytek, www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 7 a tak(cid:298)e, aby nie(cid:286)ć pomoc innym. Wszystko ma jednak swoj(cid:261) cen(cid:266). W tym przy- padku była ni(cid:261) Weronika. Musiała na zawsze pozostać w magicznym wymiarze, jako rekompensata, a jednocze(cid:286)nie gwarancja, (cid:298)e nie zostanie zdradzone miejsce pochodzenia mocy oraz droga do wymiaru. Krótko mówi(cid:261)c stała si(cid:266) zakładnicz- k(cid:261). W zamian zapewniono jej opiek(cid:266) i pozycj(cid:266) w hierarchii nowego (cid:286)wiata. Lu- izie (cid:298)al było młodszej kole(cid:298)anki, polubiła j(cid:261) i zaprzyja(cid:296)niła si(cid:266), ale Weronika przekonywała j(cid:261), (cid:298)e jest na wszystko gotowa, a poza tym zauroczył j(cid:261) (cid:286)wiat znany dot(cid:261)d z ba(cid:286)ni i legend, chciała w nim zostać i zacz(cid:261)ć nowe (cid:298)ycie, w przekonaniu, (cid:298)e starsza wniesie do smutnego ziemskiego (cid:286)wiata odrobin(cid:266) o(cid:298)ywczej magii. Mieszka(cid:276)ców krainy magii zamierzała nauczyć jak hodować koniczyn(cid:266) i przy- rz(cid:261)dzać z niej mikstur(cid:266). Ze łzami w oczach poprosiła tylko, aby Luiza po(cid:298)egnała od niej ukochanego chłopaka. Powiedziała, aby nie martwił si(cid:266) o ni(cid:261). My(cid:286)lami zawsze b(cid:266)dzie przy nim. Luiza wróciła do naszego (cid:286)wiata, a ka(cid:298)da napotkana koniczynka przypomi- nała jej o Weronice. Poci(cid:261)g wje(cid:298)d(cid:298)ał na peron Źworca żłównego w Poznaniu, kiedy doczytywał ostatnie zdania. Z ulg(cid:261) zamkn(cid:261)ł ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266), wyrzucaj(cid:261)c sobie, (cid:298)e niepotrzebnie wy- dał pieni(cid:261)dze. Wrzucił ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) do torby, wysiadł z wagonu i jak najszybciej opu- (cid:286)cił dworzec. żłupia ksi(cid:261)(cid:298)ka – my(cid:286)lał sobie – mało oryginalna. Źlaczego wi(cid:266)c nie mógł o niej zapomnieć? Nie o samej powie(cid:286)ci, ale o dziewczynie, która została w innym (cid:286)wiecie. Jad(cid:261)c taksówk(cid:261) do domu czuł kłucie w mostku, w (cid:298)oł(cid:261)dku i na skroniach. Nie były to dolegliwo(cid:286)ci chorobowe. Towarzyszyło mu współczucie i (cid:298)al dla Weroni- ki, zupełnie jakby przeczytał prawdziw(cid:261) histori(cid:266), reporta(cid:298)owy zapis wydarze(cid:276), które naprawd(cid:266) miały miejsce. W mieszkaniu zjadł skromn(cid:261) kolacj(cid:266) i poło(cid:298)ył si(cid:266) do łó(cid:298)ka. O spaniu nie było mowy. Nieustannie wracała w my(cid:286)lach dziewczyna z ksi(cid:261)(cid:298)ki. Na nic zdało si(cid:266) skupianie uwagi na czym(cid:286) innym, próby wyciszenia umysłu, piwo i jeszcze jedno piwo. Źo głowy cisn(cid:266)ły mu si(cid:266) zapami(cid:266)tane cytaty i opisy. Jej słowa, nakre(cid:286)lony wygl(cid:261)d i zachowanie. Zdawał sobie spraw(cid:266), (cid:298)e to absurd, ale w(cid:286)ciekał si(cid:266) na au- tora ksi(cid:261)(cid:298)ki za tak niesprawiedliwe zako(cid:276)czenie. Chłopak Weroniki, gdy dowie- dział si(cid:266) o jej losie, pogodził si(cid:266) z tym i zadowolił si(cid:266) przekonaniem, (cid:298)e jego dziewczyna jest szcz(cid:266)(cid:286)liwa, gdzie(cid:286) w odległej krainie nie z tego (cid:286)wiata. Maciej uznał go za (cid:298)ałosnego debila. A Luiza? Powinna była walczyć o Weronik(cid:266) albo zostać zamiast niej. Ta wyprawa to był jej pomysł. Ona namówiła Weronik(cid:266). Nastała gł(cid:266)boka noc, kiedy wym(cid:266)czony rozmy(cid:286)laniami wreszcie zasn(cid:261)ł. www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 8 W kolejnych dniach było podobnie. Nie mógł uwolnić si(cid:266) od natr(cid:266)tnego wra- (cid:298)enia, (cid:298)e utracił kogo(cid:286) bliskiego. Wyobra(cid:298)ał sobie, (cid:298)e to on jest bohaterem ksi(cid:261)(cid:298)- ki i wyci(cid:261)ga j(cid:261) ze (cid:286)wiata magii, wyrywa z r(cid:261)k tamtych istot, aby mogli być na zawsze razem. Przeczytał ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266) jeszcze raz, pó(cid:296)niej czytał fragmenty z udzia- łem Weroniki, dialogi, opisy jej wygl(cid:261)du. W uszach niemal słyszał po(cid:298)egnalne słowa, jakie wypowiada na zako(cid:276)czenie powie(cid:286)ci. Czytaj(cid:261)c czuł, (cid:298)e jest odrobin(cid:266) bli(cid:298)ej niej, a jednocze(cid:286)nie towarzyszył mu narastaj(cid:261)cy (cid:298)al, (cid:298)e jest to tylko złudze- nie blisko(cid:286)ci. W Internecie poszukiwał informacji o ksi(cid:261)(cid:298)ce i autorze, który okazał si(cid:266) pó(cid:296)- nym debiutantem. Czytał streszczenia, recenzje. Ksi(cid:261)(cid:298)ka była oceniania bardzo ró(cid:298)nie, przy czym przewa(cid:298)ały krytyczne opinie, za(cid:286) entuzjastycznych nie znalazł (cid:298)adnych, co najwy(cid:298)ej kto(cid:286) napisał, (cid:298)e mo(cid:298)na przeczytać i tyle. Ogólnie nie cieszy- ła si(cid:266) wielkim wzi(cid:266)ciem. Źokopał si(cid:266) krótkiego wywiadu z autorem, który okazał si(cid:266) jednak m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261). Nazywał si(cid:266) Albin Kowalik i przez wiele lat pracował, jako nauczyciel geografii. Źwa lata temu porzucił t(cid:266) profesj(cid:266). Czym zajmował si(cid:266) obecnie, z czego si(cid:266) utrzymywał, tego nie ujawnił. Nie chciał równie(cid:298) zdradzić czy b(cid:266)d(cid:261) kolejne powie(cid:286)ci. Wreszcie na jednym z portali po(cid:286)wi(cid:266)conych fantasty- ce pojawiła si(cid:266) informacja o spotkaniu, które ma obyć si(cid:266) Poznaniu, w pubie Ameba, przy ulicy Piekary, z udziałem trzech miejscowych autorów ksi(cid:261)(cid:298)ek o tej tematyce, w tym tego, którego poszukiwał. Na spotkaniu usiadł w drugim rz(cid:266)dzie i przez pierwsz(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć uwa(cid:298)nie obser- wował pisarza. Mógł mieć około pi(cid:266)ćdziesi(cid:261)tki albo mo(cid:298)e troch(cid:266) wi(cid:266)cej. Czerwo- nawa, zniszczona twarz i zm(cid:266)czone oczy, nie wiadomo – prac(cid:261), (cid:298)yciem lub tym spotkaniem, utrudniały dokładne okre(cid:286)lenie wieku. Włosy koloru lisiej sier(cid:286)ci, gdzieniegdzie ozdobione ju(cid:298) były srebrzystymi pasemkami. Przyszło najwy(cid:298)ej kilkana(cid:286)cie osób. Spotkanie miało jałowy przebieg. Wła(cid:286)ciciel dwoił si(cid:266) i troił, aby o(cid:298)ywić atmosfer(cid:266) i zach(cid:266)cał do zadawania pyta(cid:276). Ucieszył si(cid:266) widz(cid:261)c unie- sion(cid:261) w gór(cid:266) jego r(cid:266)k(cid:266). – O chcesz zadać pytanie. Jak masz na imi(cid:266)? – mówił do wszystkich na ty li- cz(cid:261)c, (cid:298)e dzi(cid:266)ki temu klienci poczuj(cid:261) si(cid:266) jak w u siebie w domu. – Maciej. – Maciek. (cid:285)wietnie – entuzjazmował si(cid:266) prowadz(cid:261)cy. – Prosz(cid:266). Źo kogo kie- rujesz pytanie Maciek. Wspólne do wszystkich trzech autorów … – Nie, do pana Albina Kowalika – uprzedził Maciej. Spojrzał z niech(cid:266)ci(cid:261) na gospodarza. Nie cierpiał zdrobnienia swojego imienia. – Dlaczego nie chce pan napisać kontynuacji swojej ostatniej ksi(cid:261)(cid:298)ki? www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 9 Kowalik pocz(cid:261)tkowo zachowywał si(cid:266) tak, jakby pytanie nie padło pod jego ad- resem. Oci(cid:261)gaj(cid:261)c si(cid:266) odpowiedział leniwie, (cid:298)e stworzył powie(cid:286)ć, która ma swój pocz(cid:261)tek i koniec i jako taka jest sfinalizowana. Nie widzi sensu dopisywania kolejnej cz(cid:266)(cid:286)ci. – Źlaczego nie stworzyć historii o tym jak Weronika wyrywa si(cid:266) z wymiaru magii i powraca do naszego (cid:286)wiata? – upierał si(cid:266) Maciej. – A po co? – odburkn(cid:261)ł Kowalik. – Weronika chciała tam zostać. – Z ksi(cid:261)(cid:298)ki nic takiego nie wynikało – nie ust(cid:266)pował Maciej. – Źawało si(cid:266) wy- czuć jej (cid:298)al, (cid:298)e ju(cid:298) nigdy nie zobaczy ukochanego. – Z ukochanymi tak w (cid:298)yciu bywa – stwierdził niezbyt oryginalnie Kowalik. – Uznałem, (cid:298)e w wymiarze magii b(cid:266)dzie jej lepiej – zako(cid:276)czył temat. Maciej nie odezwał si(cid:266) wi(cid:266)cej podczas spotkania. Padło jeszcze kilka ogólnych pyta(cid:276) i ogólnych wypowiedzi o literaturze, a potem wszyscy zaj(cid:266)li si(cid:266) ju(cid:298) kon- sumpcj(cid:261) piwa przyprawion(cid:261) rozmowami o sporcie, seksie i filmach. O literaturze szybko zapomniano. Kowalik dopił swoje piwo, które s(cid:261)czył podczas spotkania i zacz(cid:261)ł zbierać si(cid:266) do wyj(cid:286)cia. Maciej pod(cid:261)(cid:298)ył za nim i zatrzymał go przed drzwiami wyj(cid:286)ciowymi. – Nazywam si(cid:266) Maciej Sosnowski – przedstawił si(cid:266) kompletnie. – Chciałbym pana przekonać do zmiany zdania i napisania kontynuacji ksi(cid:261)(cid:298)ki – mówił, pa- trz(cid:261)c Kowalikowi w oczy (cid:298)yczliwym wzrokiem. Pisarz westchn(cid:261)ł ci(cid:266)(cid:298)ko i zmarszczył obwisłe policzka. – Mówiłem ju(cid:298), (cid:298)e nie planuj(cid:266) kolejnej pozycji. Cieszy mnie, (cid:298)e ksi(cid:261)(cid:298)ka tak pana poruszyła, ale to była moja jednorazowa przygoda literacka. (cid:297)ycz(cid:266) wszyst- kiego dobrego. To mówi(cid:261)c chwycił za klamk(cid:266), ale Maciej pozwolił tak łatwo si(cid:266) zbyć. – Ta dziewczyna zasługuje na lepszy los, młoda, inteligentna i pełna (cid:298)ycia, seksowna… Kowalik po raz pierwszy przyjrzał si(cid:266) Maciejowi z wi(cid:266)ksz(cid:261) uwag(cid:261). Utkwił w nim wzrok i wycelował pulchny paluch. – Mówimy o postaci literackiej z powie(cid:286)ci z gatunku fantastyki, pan tymcza- sem zachowuje si(cid:266) tak jakby to była (cid:298)ywa osoba, któr(cid:261) ja skrzywdziłem. Oba- wiam si(cid:266), (cid:298)e zbytnio przej(cid:261)ł si(cid:266) pan t(cid:261) histori(cid:261). Zalecam wi(cid:266)kszy dystans i być mo(cid:298)e seans u psychoterapeuty, albo jeszcze co(cid:286) innego. Seans z prostytutk(cid:261). Mo(cid:298)e to wypełni panu pustk(cid:266). Teraz prosz(cid:266) zostawić mnie w spokoju, bo b(cid:266)d(cid:266) www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 10 musiał poprosić wła(cid:286)ciciela, aby wezwał ochron(cid:266). To mówi(cid:261)c znikn(cid:261)ł za ci(cid:266)(cid:298)kimi, drewnianymi drzwiami, które zamkn(cid:266)ły si(cid:266) twardym szcz(cid:266)kni(cid:266)ciem. Maciej stał przez chwil(cid:266) w miejscu zastanawiaj(cid:261)c si(cid:266) czy wrócić do sali i po- rozmawiać z innymi o ksi(cid:261)(cid:298)ce i autorze. żdyby okazało si(cid:266), (cid:298)e podzielaj(cid:261) jego opini(cid:266), próbowałby namówić ich, aby razem naciskali na Kowalika i jego wy- dawc(cid:266), przyparliby ich do muru wymuszaj(cid:261)c napisanie drugiej cz(cid:266)(cid:286)ci. Szybko porzucił ten zamiar. Oboj(cid:266)tno(cid:286)ć sali na jego pytanie podczas spotkania nie ro- kowała nadziei na realizacj(cid:266) takiego scenariusza. Szarpn(cid:261)ł za drzwi i wyszedł na zewn(cid:261)trz. Łagodny chłód wiosennego wieczoru był jak balsam po dusznym pomieszczeniu Ameby. Wła(cid:286)ciciel oszcz(cid:266)dzał na kli- matyzacji. Rozejrzał si(cid:266) dookoła. Po lewej zauwa(cid:298)ył jak Kowalik wsiada do swojego sa- mochodu. Czym pr(cid:266)dzej dopadł zaparkowanego przy chodniku własnego auta. Źziesi(cid:266)cioletnie suzuki swift ostatnio zacz(cid:266)ło sprawiać problemy, ale tym razem spisało si(cid:266) dobrze zapalaj(cid:261)c bez problemu. Ruszył za volkswagenem golfem Ko- walika obawiaj(cid:261)c si(cid:266), (cid:298)e kiedy ten doda gazu zostawi w tyle jego przestarzałego „japo(cid:276)czyka”, wyprodukowanego na W(cid:266)grzech. Na jego szcz(cid:266)(cid:286)cie kierowca miał na koncie piwo, wi(cid:266)c starał si(cid:266) jechać maksymalnie wzorowo, sztywno prze- strzegaj(cid:261)c ogranicze(cid:276) pr(cid:266)dko(cid:286)ci w mie(cid:286)cie. Maciej, który na spotkaniu pił tylko col(cid:266), mógł zawiadomić Policj(cid:266), (cid:298)e jest (cid:286)wiadkiem jak obywatel pod wpływem alkoholu prowadzi samochód, ale nie o to mu chodziło. Chciał dowiedzieć si(cid:266) gdzie mieszka Kowalik. Ten, b(cid:266)d(cid:261)c „po kuflu”, wybrał dłu(cid:298)sz(cid:261) drog(cid:266) do domu za to wiod(cid:261)c(cid:261) przez spokojniejsze ulice, na których wieczorem ruch samochodowy był niewielki. Źługo kluczył po uliczkach Starego Miasta, nast(cid:266)pnie Je(cid:298)yc, cały czas utrzymu- j(cid:261)c przepisow(cid:261) pr(cid:266)dko(cid:286)ć i grzecznie zwalniaj(cid:261)c przed ka(cid:298)dym przej(cid:286)ciem dla pieszych. Wreszcie (cid:286)ledzony obiekt dotarł do ulicy Nad Wierzbakiem, z której skr(cid:266)cił w alej(cid:266) Wielkopolsk(cid:261) i zatrzymał si(cid:266) przy swojej posesji. Kiedy Maciej zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e volkswagen skr(cid:266)ca z ulicy na chodnik i zatrzymuje si(cid:266) przed bram(cid:261), natychmiast zwolnił i skr(cid:266)cił w najbli(cid:298)sz(cid:261) poprzeczn(cid:261) uliczk(cid:266), odchodz(cid:261)c(cid:261) od alei Wielkopolskiej. Zatrzymał samochód przy kraw(cid:266)(cid:298)niku, wy- siadł i ostro(cid:298)nie podszedł do naro(cid:298)nika ulicy. Wyjrzał zza rogu. Źostrzegł samo- chód znikaj(cid:261)cy za ogrodzeniem. Masywna, stalowa brama, sterowana automa- tycznie, powoli zasuwała si(cid:266) za nim. Przeszedł przez ulic(cid:266). Przeciwległe pasy ruchu alei przedzielone były (cid:286)cie(cid:298)k(cid:261) www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 11 spacerow(cid:261) z obu stron osłoni(cid:266)t(cid:261) wysokimi, rozło(cid:298)ystymi kasztanowcami. Id(cid:261)cy sobie w(cid:286)ród drzew przechodzie(cid:276) był powszechnym zjawiskiem w tym miejscu i nie budził nawet odrobiny podejrze(cid:276). Maciej utrzymuj(cid:261)c spacerowe tempo, doszedł na wysoko(cid:286)ć domu, pod, który zajechał Kowalik. Za ogrodzeniem dojrzał gasn(cid:261)ce (cid:286)wiatła volkswagena w ciemno(cid:286)ciach wolnostoj(cid:261)cego gara(cid:298)u. Po chwili z gara(cid:298)owego mroku wyłoniła si(cid:266) sylwetka Kowalika. Odczekał jeszcze a(cid:298) wrota opadn(cid:261) z góry na dół, chc(cid:261)c upewnić si(cid:266), (cid:298)e jego golf „szóstka” jest bezpieczny. Ospałym krokiem ruszył do drzwi domu, który okazał si(cid:266) niedu(cid:298)(cid:261), zgrabn(cid:261) will(cid:261) w kremowym kolorze. żórny poziom schowany był pod spadzistym br(cid:261)zowym dachem. W tej cz(cid:266)(cid:286)ci miasta, nazywanej Sołaczem, stały niemal wył(cid:261)cznie wille pami(cid:266)taj(cid:261)ce czasy dwudziestolecia mi(cid:266)dzywojennego, cz(cid:266)sto nawet wcze(cid:286)niej- sze. Dom Kowalika był zdecydowanie współczesny, lekko tylko nawi(cid:261)zuj(cid:261)cy do s(cid:261)siaduj(cid:261)cej zabudowy. Maciej min(cid:261)ł budynek, uwa(cid:298)nie lustruj(cid:261)c otoczenie. Przeszedł na drug(cid:261) stro- n(cid:266) ulicy i ruszył w drog(cid:266) powrotn(cid:261) do swojego samochodu. Przechodz(cid:261)c obok posesji Kowalika spogl(cid:261)dał k(cid:261)tem oka nie odwracaj(cid:261)c głowy. W oknach zasłoni(cid:266)- tych roletami nie był w stanie niczego dojrzeć. Przy furtce zainstalowano wrzut- k(cid:266) na listy i gazety, a przy domofonie widniały dwie osoby – Marianna i Albin Kowalik. Miał pewno(cid:286)ć, (cid:298)e tu wła(cid:286)nie mieszka. Prawdopodobnie z (cid:298)on(cid:261). Nast(cid:266)pnego dnia z samego rana wysłał list priorytetowy do Kowalika pod jego domowy adres. Napisał, (cid:298)e jeszcze raz gor(cid:261)co prosi o dopisanie drugiej cz(cid:266)(cid:286)ci, w której Weronika zostanie lepiej potraktowana, dodał, (cid:298)e jej postać zasługuje na to i wyraził uznanie dla autora za stworzenie tak realistycznej postaci, któr(cid:261) niemal słyszy si(cid:266), czuje obok siebie, a czytaj(cid:261)cy m(cid:266)(cid:298)czyzna nabiera ochoty na bli(cid:298)sz(cid:261) znajomo(cid:286)ć. Zostawił w li(cid:286)cie swoje namiary telefoniczne i mailowe. Nie otrzymał odpowiedzi. Wysłał drugi list w podobnym tonie. Tym razem otrzymał odpowied(cid:296). Bardzo specyficzn(cid:261). W jednym z tabloidów znalazł wywiad z Kowali- kiem, w którym opowiadał o dziwnych listach od tajemniczego czytelnika, pró- buj(cid:261)cego wymusić na nim, co powinien napisać. Odgra(cid:298)ał si(cid:266), (cid:298)e nie wystraszy si(cid:266) szale(cid:276)ca. Maciej spróbował innej formy kontaktu. Zaczaił si(cid:266) przed jego domem. Nie wiedz(cid:261)c, o której Kowalik zwyczajowo wychodzi, zerwał si(cid:266) skoro (cid:286)wit i zajechał na alej(cid:266) Wielkopolsk(cid:261) o pi(cid:261)tej nad ranem. Zaparkował jakie(cid:286) dwadzie(cid:286)cia me- trów od granicy posesji. Czekał bardzo długo, nastawiaj(cid:261)c gło(cid:286)no radio, aby nie zasn(cid:261)ć. O dziewi(cid:261)tej podjechała taksówka. Po chwili zza furtki wyłoniła si(cid:266) wy- soka kobieta w (cid:286)rednim wieku. Czarne włosy upi(cid:266)te w kok. W ciemnej kolorysty- ce utrzymany był równie(cid:298) jej ubiór, popielata bluzka, czarna namarszczona suk- nia do kostek, i lakierki na niskim obcasie. Wsiadła do taksówki. Maciej schylił www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 12 si(cid:266), kiedy przeje(cid:298)d(cid:298)ała obok jego samochodu. Czekał dalej. Po godzinie na progu willi stan(cid:261)ł Kowalik. Be(cid:298)owa marynarka, br(cid:261)zowe spodnie, biała koszula, krawat. Na oczach du(cid:298)e, przeciwsłoneczne okulary. Tra- dycyjnym sflaczałym krokiem podszedł do gara(cid:298)u i pilotem otworzył drzwi, a promienie sło(cid:276)ca odsłoniły tył srebrzystego golfa. Ponownie u(cid:298)ył pilota, rozle- gło si(cid:266) charakterystyczne pikni(cid:266)cie i samochód mrugn(cid:261)ł (cid:286)wiatami informuj(cid:261)c, (cid:298)e jest otwarty. Wsiadł do auta, wyjechał z gara(cid:298)u, zamkn(cid:261)ł drzwi, nast(cid:266)pnie uru- chomił bram(cid:266) ogrodzenia i cofał powoli wyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)c na chodnik, kiedy drog(cid:266) zajechał mu samochód Macieja. Kowalik twardo zahamował. Spojrzał na luster- ko kln(cid:261)c soczy(cid:286)cie. Maciej wysiał, podszedł do golfa i pochylił si(cid:266) przy szybie. Kowalik opu(cid:286)cił j(cid:261) i ju(cid:298) otwierał usta, aby wyrzucić z siebie potok nieprzyjem- nych słów, ale zastygł. Rozpoznał człowieka ze spotkania w Amebie i skojarzył go z listami. – Czy mog(cid:266) zaj(cid:261)ć panu troch(cid:266) czasu? – zapytał Maciej najuprzejmiej jak po- trafił. – Bardzo mi na tym zale(cid:298)y. – Wypierdalaj st(cid:261)d, psycholu – wycedził przez z(cid:266)by Kowalik purpurowiej(cid:261)c na twarzy. – Wysłałem do pana dwa listy, ale nie otrzymałem odpowiedzi – kontynuował niezra(cid:298)ony Maciej. – I nie dostaniesz – warkn(cid:261)ł Kowalik. – Potrzebujesz psychiatry i jemu poka(cid:298) swoje listy, a teraz zejd(cid:296) mi z drogi, bo wezw(cid:266) policj(cid:266). – Nie mam wobec pana złych zamiarów. – Maciej uniósł w gór(cid:266) obie r(cid:266)ce. – Spierdalaj! – wrzasn(cid:261)ł Kowalik. Źalsza rozmowa nie miała sensu. Maciej zrozumiał, (cid:298)e z takim nastawieniem autora niczego nie wskóra. Wrócił do samochodu i zjechał z drogi Kowalikowi, który znowu na niego krzykn(cid:261)ł. – Chc(cid:266) widzieć jak st(cid:261)d odje(cid:298)d(cid:298)aszĄ TerazĄ Je(cid:298)eli nie wzywam policj(cid:266). Ta pani b(cid:266)dzie (cid:286)wiadkiem. Jest moj(cid:261) s(cid:261)siadk(cid:261). Źopiero teraz Maciej zauwa(cid:298)ył staruszk(cid:266) z bladym pieskiem rasy chihuahua, która przygl(cid:261)dała si(cid:266) całej scenie. Na jaj twarzy malował si(cid:266) wyraz cz(cid:266)sto wyst(cid:266)- puj(cid:261)cy u staruszek, które widz(cid:261) niezrozumiałe dla siebie zdarzenie – strach po- mieszany z nieufno(cid:286)ci(cid:261) i podejrzliwo(cid:286)ci(cid:261), a jednocze(cid:286)nie niepohamowana cie- kawo(cid:286)ć. Pies wyszczerzył w jego kierunku małe z(cid:261)bki i zacz(cid:261)ł ujadać. Maj(cid:261)c przeciwko sobie dwójk(cid:266), a nawet trójk(cid:266) wł(cid:261)czywszy psa, potwornie jazgotliwego, wolał ewakuować si(cid:266). Nic nie osi(cid:261)gn(cid:261)wszy, niewyspany, pojechał do pracy za- www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 13 stanawiaj(cid:261)c si(cid:266) jak wytłumaczy swoje spó(cid:296)nienie. Na drugi dzie(cid:276) Kowalik nie zapomniał pochwalić si(cid:266) w tabloidzie, (cid:298)e dziwny czytelnik nawiedził go osobi- (cid:286)cie. Jeszcze jedn(cid:261) prób(cid:266) Maciej podj(cid:261)ł w nast(cid:266)pnym tygodniu. Wzi(cid:261)ł w pracy dzie(cid:276) wolnego i przed dziewi(cid:261)t(cid:261) zajechał na Alej(cid:266) Wielkopolsk(cid:261). Aby nie zostać zdekonspirowanym nie wzi(cid:261)ł swojego samochodu tylko małego peugeota z wy- po(cid:298)yczalni. Zatrzymał si(cid:266) po przeciwnej stronie ulicy przy Parku Wodziczki. Punktualnie o dziewi(cid:261)tej przed ogrodzenie zajechała taksówka i wsiadła do niej kobieta, któr(cid:261) widział za pierwszym razem. Marianna Kowalik? Tak przynajm- niej zakładał z du(cid:298)(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261) siebie. Taksówka skierowała si(cid:266) do (cid:286)cisłego cen- trum miasta. Zatrzymała si(cid:266) przy naro(cid:298)niku Żredry i żwarnej, gdzie kobieta wy- siadła. Maciej zaparkował samochód wzdłu(cid:298) chodnika i gdy tylko kobieta znik- n(cid:266)ła za naro(cid:298)nikow(cid:261) kamienic(cid:261) pobiegł, aby nie odeszła zbyt daleko. Kiedy zna- lazł si(cid:266) na żwarnej, (cid:286)ledzony obiekt wchodził pod arkady ci(cid:261)gn(cid:261)ce si(cid:266) po prawej strony ulicy. Po chwili znalazł si(cid:266) tam i Maciej. Pomogło mu, (cid:298)e w tym miejscu był przystanek tramwajowy. Udaj(cid:261)c, (cid:298)e sprawdza rozkład jazdy obserwował jak kobieta otwiera drzwi do małego sklepiku z bi(cid:298)uteri(cid:261) artystyczn(cid:261) i innymi ozdo- bami. Tutaj pracowała. Podszedł do niej i przedstawił si(cid:266). Zachowała kamienn(cid:261), surow(cid:261) twarz, blad(cid:261) od grubej warstwy makija(cid:298)u. Z oczu biła mro(cid:298)(cid:261)ca niech(cid:266)ć. – To pan jest tym człowiekiem, który nachodzi mojego brata. Brata? Wi(cid:266)c to rodze(cid:276)stwo? – Nie nachodz(cid:266) – wydusił z siebie, kiedy min(cid:266)ło zaskoczenie. – Próbowałem porozmawiać z pani bratem, ale nie chciał mnie wysłuchać. – To oznacza, (cid:298)e nie ma zamiaru rozmawiać z panem, wi(cid:266)c prosz(cid:266) zostawić go w spokoju – jej słowa padały niczym rozkazy dowódcy garnizonu. – Mo(cid:298)e pani przekona brata do napisania kontynuacji … – Pan naprawd(cid:266) powinien si(cid:266) leczyć – wykrzywiła twarz. – Prosz(cid:266) natych- miast odej(cid:286)ć, bo bardzo pan tego po(cid:298)ałuje. Weszła do sklepiku i zamkn(cid:266)ła drzwi przed nosem Macieja. Wrócił do swoje- go mieszkania w(cid:286)ciekaj(cid:261)c si(cid:266), (cid:298)e (cid:296)le to wszystko rozegrał, zbyt natarczywie. Prze- straszył Kowalika i jego siostr(cid:266). Cały dzie(cid:276) przesiedział w domu rozmy(cid:286)laj(cid:261)c nad swoim stanem emocjonalnym. Być mo(cid:298)e oboje mieli racj(cid:266)? Powinien udać si(cid:266) do psychiatry i dać spokój ludziom, którzy w niczym mu nie zawinili. Ilekroć przy- chodził mu na my(cid:286)l taki zamiar, zawsze jego umysł przypominał sobie o Weroni- ce. Czuł jej obecno(cid:286)ć, jak mówi do niego czule, wyci(cid:261)ga w jego kierunku ramio- na, prosi o pomoc. Postacie literackie nie istniej(cid:261) w rzeczywisto(cid:286)ci. Wi(cid:266)c dlacze- www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 14 go zachowywał si(cid:266) jakby (cid:298)yła i potrzebowała jego pomocy? Widział jej zapłakane oczy i smutn(cid:261) twarz. Wiedział, (cid:298)e musi jeszcze raz spró- bować. Poprosi Kowalika o napisanie szcz(cid:266)(cid:286)liwej dla niej kontynuacji, a je(cid:286)li ten b(cid:266)dzie si(cid:266) upierał, zaproponuje przeniesienie praw do napisania drugiej cz(cid:266)(cid:286)ci i sam to zrobi. Źoszedł do wniosku, (cid:298)e to b(cid:266)dzie dla niego najlepsza terapia. Uspokoi si(cid:266) i przestanie dr(cid:266)czyć Kowalików. Wieczorem jeszcze raz udał si(cid:266) do domu rodze(cid:276)stwa. Tym razem zabrał ze sob(cid:261) bukiet białych ró(cid:298) dla siostry i butelk(cid:266) wina dla wszystkich. Liczył na stwo- rzenie sympatycznej atmosfery, w której b(cid:266)dzie mo(cid:298)na porozmawiać. Przyjechał tramwajem, przystanek mie(cid:286)cił si(cid:266) niemal na wprost willi Kowalików, podszedł do furtki i nacisn(cid:261)ł dzwonek. Wobec braku odpowiedzi nacisn(cid:261)ł jeszcze raz. W oknach willi dostrzegł słabe (cid:286)wiatło, zakładał, wi(cid:266)c, (cid:298)e kto(cid:286) jest w domu. Z drugiej strony ludzie cz(cid:266)sto zostawiali zapalone (cid:286)wiatła, aby potencjalni zło- dzieje nie byli pewni czy dom jest pusty. Dopiero po trzecim dzwonku domofon zacharczał i odezwał si(cid:266) zniekształcony przez trzaski głos Albina. – Kto tam? Przedstawił si(cid:266) i szybko dodał, (cid:298)e przychodzi przeprosić za swoje zachowanie, przynosi kwiaty i wino. – Jeszcze panu mało? Napastuje pan mnie i siostr(cid:266)Ą – grzmiał przez domofon Kowalik. – Nie mam zamiaru nikogo napastować, chciałem porozmawiać o pa(cid:276)skiej powie(cid:286)ci. – Ale my nie chcemy, nie rozumie pan? – pieklił si(cid:266) Kowalik. – Dlaczego nie da pan nam spokoju? Nie wyleczymy pa(cid:276)skich problemów. – Mog(cid:266) sam napisać drug(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć, je(cid:298)eli wyrazi pan zgod(cid:266). – Maciej chwycił si(cid:266) ostatniej deski ratunku. Źomofon przez chwil(cid:266) milczał. – Wi(cid:266)c o to ci chodzi. Chcesz wykorzystać moj(cid:261) prac(cid:266), ty niespełniony pisa- rzyno! – To nie tak… – chciał dodać, (cid:298)e zrezygnuje z wszelkich wynagrodze(cid:276) i b(cid:266)dzie to jedyna ksi(cid:261)(cid:298)ka, jak(cid:261) ma zamiar w (cid:298)yciu napisać. – Odczep si(cid:266) od nasĄ – Kowalik nie dawał mu doj(cid:286)ć do głosu. Źomofon zamilkł, ale wkrótce rozległ si(cid:266) inny d(cid:296)wi(cid:266)k. Maciej znał go dotych- czas tylko z ameryka(cid:276)skich filmów i zazwyczaj oznaczał, (cid:298)e z tyłu zaczaił si(cid:266) poli- www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 15 cyjny samochód. Odwrócił si(cid:266) i rzeczywi(cid:286)cie stał przed nim radiowóz, ale nie ameryka(cid:276)ski, tylko polski, w srebrzystym kolorze z niebieskim pasem biegn(cid:261)- cym przez cał(cid:261) długo(cid:286)ć samochodu. Wysiadło z niego dwóch funkcjonariuszy w nowych granatowych mundurach, które najwyra(cid:296)niej dodawały im animuszu i pewno(cid:286)ci siebie. – Źobry wieczór – przywitał si(cid:266) słu(cid:298)bowo jeden z nich. – Dowód to(cid:298)samo(cid:286)ci poprosz(cid:266). www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 16 PIERWSZE WSPOMNIENIE Spienione morskie fale zakryły ostatnie fragmenty l(cid:261)du. Patrz(cid:261)c na to wyj(cid:261)t- kowe widowisko z wysoko(cid:286)ci dwóch tysi(cid:266)cy metrów odczuwali niepokój i nostal- gi(cid:266). Ich (cid:286)wiat przestał istnieć. Nie było ju(cid:298) odwrotu. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie mieli dok(cid:261)d si(cid:266) udać. Wiedzieli, (cid:298)e nowe miejsce jest tak bardzo inne od dotychczasowego, ale po przystosowaniu si(cid:266) b(cid:266)d(cid:261) mogli (cid:298)yć jak dot(cid:261)d, a mo(cid:298)e nawet lepiej. O to przecie(cid:298) chodziło. Osoba, której to zawdzi(cid:266)czali była z nimi na pokładzie. Kto inny mógł dowo- dzić ostatnim patrolem. Uznawali j(cid:261) za swoj(cid:261) przywódczyni(cid:266). Nie tylko teraz w powietrzu. Źla nich była ju(cid:298) przewodniczk(cid:261) całej populacji. żdyby nie ona zapewne byliby teraz tam w dole oczekuj(cid:261)c na kataklizm. Wpatrywali si(cid:266) w ni(cid:261) gotowi na ka(cid:298)dy sygnał, na wykonanie wszystkich jej rozkazów. – Melduj(cid:266) zako(cid:276)czenie dekompozycji – lekko załamuj(cid:261)cy si(cid:266) głos jej zast(cid:266)pcy przerwał cisz(cid:266) oczekiwania. – źfekt całkowity. – Widz(cid:266). – Rozejrzała si(cid:266) po wpatrzonych w ni(cid:261) twarzach. – Źzi(cid:266)kuj(cid:266) wszyst- kim za współprac(cid:266). Kierujmy si(cid:266) do celu. Do naszego nowego l(cid:261)du. Nie miała problemów z przystosowaniem si(cid:266). Ona ju(cid:298) si(cid:266) tam zadomowiła. Co z tego, (cid:298)e warunki tak si(cid:266) ró(cid:298)niły. Poradz(cid:261) sobie z ka(cid:298)dym problemem. S(cid:261) prze- cie(cid:298) wyj(cid:261)tkowi. Z pewno(cid:286)ci(cid:261), dlatego odkryli owo wyj(cid:261)tkowe miejsce, w którym znajduje to, co najwa(cid:298)niejsze, co dobrze ju(cid:298) znali, dzi(cid:266)ki czemu powstali, istnieli i przetrwali. www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 17 ROZDZIAŁ 2 Policjantka, która z nim rozmawiała od pocz(cid:261)tku wydała mu si(cid:266) znajoma. żdyby nie mundur pewnie od razu poznałby kole(cid:298)ank(cid:266) z dzieci(cid:276)stwa, z s(cid:261)sied- niego bloku. Razem z innymi dzieciakami sp(cid:266)dzali ka(cid:298)d(cid:261) woln(cid:261) chwil(cid:266) w prze- strzeni mi(cid:266)dzy monstrualnymi budynkami z wielkiej płyty. Najbardziej utkwiły mu w pami(cid:266)ci scenki z lat osiemdziesi(cid:261)tych, przed sklepem Pewexu, gdzie cza- towali na zagranicznych turystów, głównie Niemców, zapuszczaj(cid:261)cych si(cid:266) do demoludów. Zawsze podchodziła do przyjezdnych i grzecznie po niemiecku py- tała czy mog(cid:261) j(cid:261) i kolegów pocz(cid:266)stować słodyczami. Tych kilku przydatnych zda(cid:276) nauczył j(cid:261) dziadek, który na robotach w Niemczech sp(cid:266)dził niemal cał(cid:261) okupacj(cid:266). Na przybyszach zza Odry dziesi(cid:266)cioletnia dziewczynka z Polski, mó- wi(cid:261)ca prawie bezbł(cid:266)dnie w ich j(cid:266)zyku robiła kolosalne wra(cid:298)enie, wi(cid:266)c nie tylko obsypywali j(cid:261) niedost(cid:266)pnymi w peerelu słodyczami, ale dorzucali te(cid:298) par(cid:266) ma- rek, które nast(cid:266)pnie młoda przedsi(cid:266)biorczyni wymieniała u cinkciarzy. Czasem Agnieszce towarzyszył jej młodszy kuzyn, udaj(cid:261)cy niemow(cid:266). Wzbudzał tym lito(cid:286)ć cudzoziemskich turystów i był obdarowywany podwójn(cid:261) ilo(cid:286)ci(cid:261) batoników lub czekoladek. Maciej nie pami(cid:266)tał jego imienia, nazywany był po prostu Młodym. Kontakt z Agnieszk(cid:261) urwał si(cid:266), gdy rodzice Macieja przeprowadzili si(cid:266) do wi(cid:266)k- szego mieszkania w innej cz(cid:266)(cid:286)ci miasta. Widzieli si(cid:266) kilka razy, jako nastolatki. Maciej był pewien, (cid:298)e w nowym ustroju Agnieszka z pewno(cid:286)ci(cid:261) zajmie si(cid:266) han- dlem mi(cid:266)dzynarodowym, a tu prosz(cid:266) została stró(cid:298)em prawa. Zza biurka spogl(cid:261)- dała na niego przystojna szatynka o idealnej figurze widocznej dobrze pod nie- nagannie dopasowanym mundurem. Przez chwil(cid:266) Maciejowi przemkn(cid:266)ła figlar- na my(cid:286)l, (cid:298)e powiedzenie „za mundurem panny sznurem” nabiera w tym przy- padku zupełnie innego znaczenia. Chyba jeszcze nie było z nim tak (cid:296)le, skoro stać go było na humorystyczne refleksje. Mimo, (cid:298)e młodszy aspirant Agnieszka Kordowicz równie(cid:298) poznała swojego dawnego koleg(cid:266), chłodny wzrok bł(cid:266)kitnych oczu nie wykazywał (cid:298)adnych emocji. – Pan Kowalik i jego siostra nie wnios(cid:261) oskar(cid:298)enia. Zapowiedzieli, (cid:298)e zrobi(cid:261) to, je(cid:298)eli sytuacja powtórzy si(cid:266) jeszcze raz – starannie wypowiadała słowa nie spuszczaj(cid:261)c z oczu Macieja. – Nie miałem wobec nich złych zamiarów – powtórzył Maciej po raz nie wia- www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 18 domo, który tego wieczoru. – Pa(cid:276)stwo Kowalik jednak nie (cid:298)ycz(cid:261) sobie być nachodzeni. – Policjantka za- stanawiała si(cid:266) czy okre(cid:286)lenie „pa(cid:276)stwo Kowalik” jest wła(cid:286)ciwe, ale nie miała po- j(cid:266)cia jak nazwać rodze(cid:276)stwo w (cid:286)rednim wieku, mieszkaj(cid:261)ce razem. Poinformowała, (cid:298)e „to byłoby na tyle” i Maciej jest wolny, musi jedynie pa- mi(cid:266)tać, aby nie zbli(cid:298)ać si(cid:266) w okolice domu przy Alei Wielkopolskiej i nie kr(cid:266)cić si(cid:266) natr(cid:266)tnie przy sklepiku na żwarnej. Nast(cid:266)pnie wyszli z pokoju. Na korytarzu z policjantki spadła oficjalna maska. – Wszystko u ciebie w porz(cid:261)dku, Maciej? No wiesz, mam na my(cid:286)li prac(cid:266), ro- dzin(cid:266), kredyty? – Chyba rzeczywi(cid:286)cie jestem przem(cid:266)czony – westchn(cid:261)ł – mo(cid:298)e za du(cid:298)o pracu- j(cid:266), kredytu nie brałem, a na rodzin(cid:266) nie mam czasu. – We(cid:296) par(cid:266) dni urlopu i zabierz gdzie(cid:286) (cid:298)on(cid:266) z dziećmi. – (cid:295)le mnie zrozumiałe(cid:286) – u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) krzywo Maciej. – Mówi(cid:261)c, (cid:298)e nie mam czasu na rodzin(cid:266), chodziło mi o to, (cid:298)e nie miałem czasu, aby takow(cid:261) zało- (cid:298)yć. – Akurat. Id(cid:266) o zakład, (cid:298)e nie zdobyłe(cid:286) si(cid:266) na wysiłek. Ja nigdy nie wiem, kie- dy wróc(cid:266) do domu, a mimo to znalazłam odpowiedniego faceta i urodziłam dziecko. – żratuluj(cid:266). A co do mnie to masz racj(cid:266). Jestem singlem z wyboru – skapitu- lował Maciej. – No to umówmy si(cid:266) kiedy(cid:286) na piwo. Pogadamy, mo(cid:298)e obejrzymy jaki(cid:286) mecz. Je(cid:298)eli b(cid:266)dziesz chciał załatwi(cid:266) ci spotkanie z policyjnym psychologiem. W dzi- siejszych czasach ludzie cz(cid:266)(cid:286)ciej wariuj(cid:261). Takie tempo. Nie ma si(cid:266), czego wsty- dzić. W moim fachu te(cid:298) zdarzaj(cid:261) si(cid:266) ró(cid:298)ne przypadki. Oto moja wizytówka. S(cid:261) tam wszystkie namiary. Wzi(cid:261)ł do r(cid:266)ki biały kartonik z jej nazwiskiem i danymi. – O w mord(cid:266)Ą To ty jeste(cid:286) komendantem na Je(cid:298)ycach. – Jak widać. Źostałam niełatw(cid:261) dzielnic(cid:266). – I jako szef przyjmujesz petentów? Agnieszka westchn(cid:266)ła. – Zazwyczaj tego nie robi(cid:266), ale ci Kowalikowie strasznie tu szaleli i (cid:298)(cid:261)dali wi- dzenia z komendantem Komisariatu. żdybym ich nie przyj(cid:266)ła poszliby wy(cid:298)ej – www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 19 wywróciła do góry oczyma. – Moi zwierzchnicy uznaliby, (cid:298)e sobie nie radz(cid:266). – Radzisz sobie znakomicie – wyraził uznanie. – Obiecuj(cid:266), (cid:298)e nie b(cid:266)d(cid:266) ju(cid:298) sprawiał problemów. Maciej podzi(cid:266)kował kole(cid:298)ance i zapewnił, (cid:298)e rozwa(cid:298)y propozycj(cid:266) dotycz(cid:261)c(cid:261) piwa. Przy wyj(cid:286)ciu z budynku komendy na Je(cid:298)ycach, dy(cid:298)uruj(cid:261)cy w recepcji poli- cjant zwrócił mu bukiet ró(cid:298) i butelk(cid:266) wina. Na zewn(cid:261)trz od razu spostrzegł Kowalika rozmawiaj(cid:261)cego z dziennikarzem tabloidu. Jutro znowu uka(cid:298)e si(cid:266) artykuł, w którym opowie o prze(cid:286)laduj(cid:261)cym go fanie jednej powie(cid:286)ci i zwi(cid:266)kszy zainteresowanie swoj(cid:261) twórczo(cid:286)ci(cid:261). Maciejowi nie udało si(cid:266) wymkn(cid:261)ć niepostrze(cid:298)enie. Kowalik zauwa(cid:298)ył go i wskazał palcem dziennikarzowi, a ten ruszył w jego kierunku wołaj(cid:261)c, (cid:298)e chce zadać kilka pyta(cid:276). Maciej nie miał ochoty zaistnieć w mediach, wi(cid:266)c rzucił si(cid:266) do ucieczki. Nagle wyrósł przed nim fotoreporter zawsze towarzysz(cid:261)cy dziennikarzowi. Wymierzył w jego kierunku obiektyw i wykonał fotk(cid:266). Maciej zd(cid:261)(cid:298)ył zasłonić si(cid:266) bukietem ró(cid:298) i p(cid:266)dził dalej wzdłu(cid:298) ulicy Kochanowskiego, gdzie mie(cid:286)cił si(cid:266) komisariat, za- trzymał si(cid:266) dopiero na przystanku tramwajowym na Ź(cid:261)browskiego widz(cid:261)c, (cid:298)e nikt za nim nie idzie. Zobaczył nadje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cy tramwaj. Wyrzucił kwiaty do przy- stankowego kosza, butelk(cid:266) wcisn(cid:261)ł zdumionemu menelowi i wsiadł. To wydarzenie u(cid:286)wiadomiło mu, (cid:298)e sprawy zaszły za daleko i musi co(cid:286) ze sob(cid:261) zrobić, w przeciwnym razie wyl(cid:261)duje na sali s(cid:261)dowej albo w zakładzie psychia- trycznym, straci prac(cid:266), dobr(cid:261) opini(cid:266) i wszystko, czego si(cid:266) dorobił. On powa(cid:298)ny i zrównowa(cid:298)ony trzydziestolatek, nagle zacz(cid:261)ł zachowywać si(cid:266) jak schizofrenik, owładni(cid:266)ty obsesj(cid:261) nieistniej(cid:261)cej kobiety. Zaniedbywał prac(cid:266) (cid:286)ledz(cid:261)c pisarza i jego siostr(cid:266). Trafił na komisariat jak drobny przest(cid:266)pca i tylko łasce Kowalików zawdzi(cid:266)cza, (cid:298)e mógł wrócić do domu bez postawionych zarzutów. Źlaczego tak si(cid:266) dzieje? Skłaniał si(cid:266) do przyznania racji Agnieszce. Ka(cid:298)demu mo(cid:298)e trafić si(cid:266) kryzys. Nagle i niespodziewanie. Bez powodu. Ludzki umysł stanowił najwi(cid:266)ksz(cid:261) tajemnic(cid:266), mimo rozwoju cywilizacji i nigdy nie wiadomo było, jaki wytnie nu- mer. Słyszał o ludziach, którzy wariowali z samotno(cid:286)ci, ale on nie czuł si(cid:266) samotny. Nie czuł potrzeby zakładania rodziny. Wystarczyli mu znajomi, lu(cid:296)ne zwi(cid:261)zki bez zobowi(cid:261)za(cid:276), w których obie strony uczciwie zakłady, (cid:298)e to nie potrwa długo, ale w tym czasie sp(cid:266)dz(cid:261) kilka ciekawych i upojnych chwil. Odpowiadał mu taki styl (cid:298)ycia. Wi(cid:266)c dlaczego do cholery zawładn(cid:266)ła nim ksi(cid:261)(cid:298)kowa postać, któr(cid:261) odbie- rał, jako nieprawdopodobnie rzeczywist(cid:261) i podporz(cid:261)dkował jej swoje (cid:298)ycie? Źo- szedł do wniosku, (cid:298)e nie da si(cid:266) wykluczyć, i(cid:298) jego psychika jednak wypaliła si(cid:266) w dotychczasowym sposobie funkcjonowania, poczuła si(cid:266) (cid:296)le w kawalerce na www.e-bookowo.pl OLAF TUMSKI: U (cid:295)RÓŹŁA | 20 czwartym pi(cid:266)trze długiej deski, na spółdzielczym blokowisku. Nawiedzaj(cid:261)ca go kobieca postać, była tylko sygnałem wysyłanym przez jego emocjonaln(cid:261) cz(cid:266)(cid:286)ć, (cid:298)e mo(cid:298)e czas na jaki(cid:286) bli(cid:298)szy zwi(cid:261)zek. Z poprzedni(cid:261) dziewczyn(cid:261) po(cid:298)egnał si(cid:266) pół roku temu. Być mo(cid:298)e jego organizm poczuł tego rodzaju głód? Nast(cid:266)pne dni po(cid:286)wi(cid:266)cił na działania zmierzaj(cid:261)ce do zaspokojenia głodu. Od- nowił kilka starych kontaktów, mi(cid:266)dzy innymi ze znajom(cid:261) z poprzedniej pracy, która jakby czekała na jego telefon. Pami(cid:266)tał, (cid:298)e zawsze przygl(cid:261)dała mu si(cid:266) z za- interesowaniem i szukała okazji, aby zamienić przynajmniej kilka słów. A to niby przypadkiem przyniosła mu do podpisania faktury, z którymi nie miał nic wspólnego, innym razem zapraszała na kaw(cid:266) do firmowego bufetu. Starał si(cid:266) być uprzejmy, ale trzymał j(cid:261) na dystans, wyznaj(cid:261)c zasad(cid:266), (cid:298)e nie wi(cid:261)(cid:298)e si(cid:266) z kobieta, z którymi pracuje. No, ale teraz ju(cid:298) nie pracował. Umówił si(cid:266) z ni(cid:261), a jej oczy i rozpalone policzki wołały, (cid:298)e my(cid:286)li o seksie i to natychmiast. Wi(cid:266)c zrobili to, a wła(cid:286)ciwie próbowali zrobić. Ona rwała si(cid:266) do pieprzenia, on po raz pierwszy w (cid:298)yciu nie potrafił. Nie mógł skupić si(cid:266) na nagiej dziewczynie w jego łó(cid:298)ku, któ- ra gotowa była zrobić wszystko, o co poprosi. My(cid:286)li i instynkty nastawiły si(cid:266) wy- ł(cid:261)cznie na kobiet(cid:266) b(cid:266)d(cid:261)ce jedynie czarnym drukiem na papierze. Aby zatrzeć dyskomfort postanowił spróbować jeszcze raz, tym razem z pierwsz(cid:261) lepsz(cid:261) napotkan(cid:261) lasencj(cid:261) o wygl(cid:261)dzie Paris Hilton, ale znacznie mniejszym maj(cid:261)tku, o ile w ogóle co(cid:286) takiego posiadała. Całym jej maj(cid:261)tkiem była ona sama i nie miała nic przeciwko podzieleniu si(cid:266) z Maciejem. Niestety sytuacja znowu si(cid:266) powtórzyła. W odpowiedzi usłyszał, (cid:298)e jest impotentem i cio- t(cid:261). Tak sko(cid:276)czył si(cid:266) ekscytuj(cid:261)co zapowiadaj(cid:261)cy si(cid:266) pi(cid:261)tkowy wieczór. Zniech(cid:266)co- ny Maciej postanowił, (cid:298)e lepiej b(cid:266)dzie, je(cid:298)eli przez weekend pozostanie w domu. Nie b(cid:266)dzie wychodził z łó(cid:298)ka. W poniedziałek ogoli si(cid:266) i pójdzie karnie do pracy, a pó(cid:296)niej mo(cid:298)e zadzwoni do Agnieszki i skocz(cid:261) na piwo, albo jeszcze poprosi, aby przedstawiła swoj(cid:261) rodzin(cid:266). Przynajmniej podpatrzy jak wygl(cid:261)da familijne (cid:298)ycie. I koniecznie zwróci si(cid:266) o skontaktowanie go z dobrym psychoterapeut(cid:261). Reszt(cid:266) dnia rzeczywi(cid:286)cie przele(cid:298)ał w stanie pół letargu, dwa razy wstaj(cid:261)c po co(cid:286) do jedzenia. W nocy przy(cid:286)niła mu si(cid:266) dziewczyna z ksi(cid:261)(cid:298)ki. Widział j(cid:261) jak kroczy w mroku, o(cid:286)wietlana przez wi(cid:261)zk(cid:266) słabego (cid:286)wiatła, które z ciemno(cid:286)ci wy- odr(cid:266)bniło atrakcyjne kobiece kształty, zgrabne nogi, zarys bioder i piersi. Krót- kie włosy odsłaniały delikatne ramiona i szyj(cid:266). Wydawało mu si(cid:266), (cid:298)e otwiera usta, woła go, ale nie wydobywa głosu. Chciał podbiec do niej, poczuł jednak, (cid:298)e zabolał go lewy bok i jest mu jako(cid:286) twardo. Obudził si(cid:266) le(cid:298)(cid:261)c na podłodze obok łó(cid:298)ka. Wgramolił si(cid:266) z powrotem i oparł o (cid:286)cian(cid:266), przy, której stało łó(cid:298)ko. Zrezy- gnowanym wzrokiem rozgl(cid:261)dał si(cid:266) po swoim mieszkaniu. Chyba ju(cid:298) nigdy nie uwolni si(cid:266) od tej fobii. Jego my(cid:286)li uparcie powracały do tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki z coraz www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

U źródła
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: