Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00424 006742 14093951 na godz. na dobę w sumie
Umrzeć w deszczu - ebook/pdf R
Umrzeć w deszczu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 273
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-93253-7-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> powieść
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Najsmutniejsza  książka, jaką kiedykolwiek czytaliście

„Umrzeć w deszczu” to osadzona w pięknych plenerach Bośni, Pradze i Amsterdamie poruszająca historia życia fotoreportera. Znany i ceniony w świecie laureat prestiżowych nagród planuje samobójstwo. Zanim umrze opowiada swoją historię młodziutkiej dziennikarce.

„Umrzeć w deszczu” to powieść współczesna opowiedziana na tle wydarzeń brutalnej wojny domowej na Bałkanach w latach 90. XX wieku. Książka odkrywająca ludzkie dramaty i niecodzienne wydarzenia. Smutna, pełna emocji i prawdziwie piękna historia o ludzkich losach, przemijaniu, okropnościach wojny i uczuciach.

Książka podkreśla, że żaden świat nie jest biało – czarny, a za dobrym zdjęciem kryje się często autentyczne cierpienie. Wojna redefiniuje pojęcia i jak wszystko, podlega względności, w zależności od perspektywy. Za pozornym szczęściem kryją się łzy i ludzki dramat.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Recenzje na blogach:

clevera.blox.pl Umrzeć w deszczu – Aleksander Sowa

Darmowy fragment publikacji:

A L E K S A N D E R S O W A 1 UMRZEĆ W D E S Z C Z U Opole 2011 2 HistŚri(cid:281) stała t(cid:281) dedykuj(cid:281) wszystkim tym, dla których miłŚ(cid:339)ć i cierpieniem, i tej, dzi(cid:281)ki której kiedy(cid:339) byłem szcz(cid:281)(cid:339)liwy. si(cid:281) śrzekle(cid:318)stwem Marteczce Amsterdam rŚzśuszczał Biały śrŚszek niech(cid:281)tnie si(cid:281) śŚmi(cid:281)dzy kŚstkami lŚdu w śŚlskiej wódce. Artur czuł chłód śustej szklanki w swŚjej dłŚni. W tej jednak chwili nie miałŚ tŚ dla niegŚ najmniejszegŚ znaczenia. PŚdŚbnie jak wszystkŚ. Jak cała reszta. Siedział w Śbszernym fŚtelu Śbitym czarn(cid:266), l(cid:339)ni(cid:266)c(cid:266) skór(cid:266) w swŚim mieszkaniu. Był m(cid:281)(cid:367)czyzn(cid:266) w wieku ŚkŚłŚ lat czterdziestu, z tych, którzy wraz z wiekiem nie trac(cid:266) na atrakcyjnŚ(cid:339)ci, ale staj(cid:266) si(cid:281) jeszcze bardziej interesuj(cid:266)cy. Miał na sŚbie ciemne ubranie, któregŚ kŚlŚru stŚj(cid:266)ca w drzwiach dziewczyna mŚgła si(cid:281) w śanuj(cid:266)cym mrŚku tylkŚ dŚmy(cid:339)lać. Patrz(cid:266)c na niegŚ, śŚmy(cid:339)lała, (cid:367)e brak krawatu nadaje jegŚ śŚstaci śŚci(cid:266)gaj(cid:266)cej swŚbŚdy. Czuła subtelny zaśach wŚdy kŚlŚ(cid:318)skiej, który 3 śrzyjemnie łechtał jej nŚzdrza. MŚgłaby śŚmy(cid:339)leć: Śn wygl(cid:266)da jak miliŚn dŚlarów w gŚtówce. DŚ całŚ(cid:339)ci sylwetki Artura nie śasŚwały jednak śrzydługie włŚsy, kilkudniŚwy g(cid:281)sty zarŚst, brak butów i skarśetek. Gdyby w tym śŚkŚju byłŚ wi(cid:281)cej (cid:339)wiatła, śewnie dŚstrzegłaby te(cid:367) na ciemnych włŚsach pierwsze (cid:339)lady tegŚ, (cid:367)e jegŚ młŚdŚ(cid:339)ć staje si(cid:281) śŚwŚli wsśŚmnieniem. W śrzydługawych i zaniedbanych kŚsmykach śŚjawiały si(cid:281) l(cid:339)ni(cid:266)ce (cid:339)wie(cid:367)(cid:266) siwizn(cid:266) włŚsy. Wn(cid:281)trze mieszkania na śŚddaszu sze(cid:339)ciŚśi(cid:281)trŚwej kamienicy, w którym si(cid:281) znajdŚwali, śŚgr(cid:266)(cid:367)Śne byłŚ w gł(cid:281)bokim śółmrŚku i jeszcze gł(cid:281)bszym bałaganie. JegŚ widŚczny bezmiar Śgraniczał chyba jedynie brak (cid:339)wiatła. WŚkół na śŚdłŚdze le(cid:367)ały śuste butelki, ubrania i śŚrŚzrzucane zdj(cid:281)cia, szczegółów, których nie widziała. Artur, siedz(cid:266)c w fŚtelu, wśatrywał si(cid:281) w (cid:339)cian(cid:281) mrŚku i ulewnegŚ deszczu za Śknem, które mimŚ nŚcy dawałŚ niecŚ (cid:339)wiatła z łuny śŚ gr(cid:266)(cid:367)ŚnegŚ we wrze(cid:339)niŚwej nŚcy miasta. Deszcz jednŚstajnie wygrywał swŚj(cid:266) nut(cid:281) krŚślami wody rozbijanymi o dachówki. 4 wyśełniaj(cid:266)c zawŚdzeniem jegŚ Amsterdam mimŚ śó(cid:365)nej nŚcy nadal (cid:367)ył. OdgłŚsy miasta Śdbijały si(cid:281) Śd g(cid:281)stŚ śadaj(cid:266)cegŚ deszczu. Wraz z nim w szyby uderzał śŚdmuchami wiatr, wn(cid:281)trze mrŚcznegŚ śŚddasza. JakŚ tak(cid:266) jasnŚ(cid:339)ć nadawałŚ temu lŚkum jedynie (cid:339)wiatłŚ ŚgrŚmnegŚ akwarium rzucaj(cid:266)ce blask na niecŚ bardziej śŚgr(cid:266)(cid:367)Śny w ciemnŚ(cid:339)ci drugi fŚtel. Dziewczyna śŚ chwili wahania weszła i mi(cid:281)kkŚ zamkn(cid:281)ła za sŚb(cid:266) drzwi. M(cid:281)(cid:367)czyzna sśŚjrzał w jej strŚn(cid:281). JegŚ Śczy miały szary, beznami(cid:281)tny wyraz. Nie śłakał, lecz mimŚ tegŚ twarz wyra(cid:367)ała ŚgrŚmny smutek. Dziewczyna usiadła w drugim fŚtelu i wł(cid:266)czyła dyktafŚn. Nie zadawała śyta(cid:318). Nie Śdzywała si(cid:281). Czasem tylkŚ śrzygryzała swŚje śi(cid:281)kne, śełne usta. PŚzwŚliła, aby scenariusz tŚczył si(cid:281) według Artura. Był tŚ śrzedziwny mŚnŚlŚg, któregŚ sens jest w stanie śŚj(cid:266)ć ten, któregŚ szale(cid:318)stwŚ doprowadza dŚ miejsca, kiedy nast(cid:281)śny krŚk jest ju(cid:367) Śstatnim. Mówił cichŚ, niemal sześtem. Smutny wzrŚk utkwił w Śknie. Kiedy śrzerywał, w śŚkŚju słyszała i złŚwieszczy ŚdgłŚs śrześływaj(cid:266)cegŚ śrzez jegŚ gardłŚ śłynu. Kiedy ŚdejmŚwał szklank(cid:281) Śd ust, szum wŚdy w akwarium tylkŚ 5 jegŚ słŚwa subtelnie zmieniały intŚnacj(cid:281). Mówił cŚraz ciszej i cŚraz wŚlniej. Zdania zdawały si(cid:281) śrzedzierać śrzez gardłŚ. WydawałŚ si(cid:281) jej, (cid:367)e za kilka, mŚ(cid:367)e kilkana(cid:339)cie minut Artur zamilknie, by śŚgr(cid:266)(cid:367)yć śŚddasze w całkŚwitej ciszy. MusiałŚ być w jegŚ słŚwach cŚ(cid:339) dramatycznegŚ. DyktafŚn ustawiŚny na stŚliku dawnŚ skŚ(cid:318)czył nagrywanie, a dziewczyna nadal była wsłuchana w śrzejmuj(cid:266)c(cid:266) śie(cid:339)(cid:318), zuśełnie tegŚ nie zauwa(cid:367)aj(cid:266)c. Nie zauwa(cid:367)yła te(cid:367) ŚgrŚmnej łzy, która sśłyn(cid:281)ła śŚ śŚliczku i teraz dr(cid:367)ała na jej nami(cid:281)tnych ustach. M(cid:281)(cid:367)czyzna mówił bardzŚ dŚbrze śŚ angielsku, wr(cid:281)cz dŚskŚnale. dziennikarka wyczuwała dziwny, nieśŚkŚj(cid:266)cŚ słŚwia(cid:318)ski akcent. Jakby w ka(cid:367)dym wyśŚwiadanym zdaniu czuła t(cid:281) chwil(cid:281), kiedy kŚ(cid:318)czy si(cid:281) cisza śrzed wielk(cid:266) ulew(cid:266). Czasem wyra(cid:365)nie słyszała niezrŚzumiałe, ŚbcŚ brzmi(cid:266)ce słŚwa, które śŚchŚdziły zaśewne z któregŚ(cid:339) słŚwia(cid:318)skiegŚ j(cid:281)zyka. MŚ(cid:367)e z śŚlskiegŚ albŚ z czeskiegŚ? Nie wiedziała, z jakiegŚ i mŚgła si(cid:281) tegŚ tylkŚ dŚmy(cid:339)lać. WyśŚwiadał niezrŚzumiałe słŚwa, niekiedy całe zdania w tym szeleszcz(cid:266)cym j(cid:281)zyku. Czasem były tŚ imiŚna, a czasem… Na razie rŚzumiała tyle, (cid:367)e śatrzy na histŚri(cid:281) człŚwieka. Jednak 6 jej sśŚd jegŚ uśadku chleb śŚwszedni. Widziała, (cid:367)e jest na kraw(cid:281)dzi. I tŚ Śna b(cid:281)dzie (cid:339)wiadkiem i (cid:339)mierci. Słuchała zm(cid:281)czŚnegŚ m(cid:281)(cid:367)czyzny z kilkudniŚwym zarostem na twarzy i nie śŚtrafiła śŚwstrzymać łez, chŚć śrzecie(cid:367) widziała niejednŚ. Ludzkie tragedie tŚ śrzecie(cid:367) Im gŚrsza wiadŚmŚ(cid:339)ć – tak naśrawd(cid:281) – tym leśsza. Patrzyła jednak srebrnych Śśrawek, młŚdymi, śrześi(cid:281)knie dziewcz(cid:281)cymi Śczyma. Oczyma, które nie śŚtrafiły w tŚ wszystkŚ uwierzyć… Słuchała. Elektryzuj(cid:266)cy sześt Śdkrywał śrzed ni(cid:266) nŚwe (cid:339)wiaty. My(cid:339)lała. Kiedy dŚ niej dzi(cid:339) zadzwŚnił, w słuchawce usłyszała gł(cid:281)bŚki, aksamitny, m(cid:281)ski głŚs: – Chciałaby śani mieć naśrawd(cid:281) niecŚdzienny materiał? PŚ jej ślecach Śd dŚłu, wzdłu(cid:367) kr(cid:281)gŚsłuśa, jaki czuła zawsze, kiedy śrzebiegł dreszcz, śŚruszył j(cid:266) jaki(cid:339) śi(cid:281)kny utwór muzyczny. – A jaki(cid:339) szczegół na temat tegŚ, cŚ ma mi śan do powiedzenia? – zaśytała Śdwa(cid:367)nie, ale i delikatnie, tak aby go nie sśłŚszyć. 7 – MŚ(cid:367)esz śrześrŚwadzić wywiad… Śstatni wywiad. I mŚ(cid:367)esz być ze mn(cid:266) w chwili, kiedy b(cid:281)d(cid:281) umierał. – Jest śan chŚry na jak(cid:266)(cid:339) nieuleczaln(cid:266) chŚrŚb(cid:281)? W kŚ(cid:318)cu wielu ludzi cŚdziennie umiera, nie jest tŚ znów jaki(cid:339) rewelacyjny materiał, śŚmy(cid:339)lała. – Nie śytaj teraz, albŚ chcesz widzieć mŚje samŚbójstwŚ, albŚ dzwŚni(cid:281) dŚ innej siksy, która b(cid:281)dzie zadŚwŚlŚna. – W tonie odpowiedzi wyczuła irytacj(cid:281). – DŚbrze, śrŚsz(cid:281) śŚwiedzieć, kiedy i gdzie si(cid:281) spotkamy – szybkŚ si(cid:281) zgŚdziła. – Przyjed(cid:365) sama, dŚ mnie dŚ dŚmu, mieszkam śrzy LŚletzślein 64, na Śstatnim śi(cid:281)trze. Nie bój si(cid:281) – nie ciebie chc(cid:281) zabić… b(cid:266)d(cid:365) wieczŚrem. Jej wesŚłkŚwatŚ(cid:339)ć w jednej chwili ust(cid:266)śiła. – Nazywam si(cid:281) Artur SadŚvsky… Dziennikarka wci(cid:266)(cid:367) siedziała śrzy biurku. Trzymała w r(cid:281)ku słuchawk(cid:281), mimŚ (cid:367)e m(cid:281)(cid:367)czyzna rŚzł(cid:266)czył si(cid:281). Nie ma cŚ, taki telefŚn nie zdarza si(cid:281) codziennie. – SimŚn, jak nazywa si(cid:281) ten fŚtŚgraf Śd JugŚsławii? – krzykn(cid:281)ła dŚ kŚlegi śŚ drugiej stronie sali redakcji. 8 – Jaki fotograf? – Ten Śd WŚrld Press PhŚtŚ, ty chyba kiedy(cid:339) rŚbiłe(cid:339) z nim wywiad. ChłŚśak zamy(cid:339)lił si(cid:281) chwil(cid:281) i Śdśarł z wahaniem: – Ten PŚlak, czy tam… Czech?… tak… Sadovsky, Artur Sadowski – śŚ czym wrócił dŚ swŚjej śŚśŚłudniŚwej kawy. Dziewczyna usiadła na krze(cid:339)le i zrŚzumiała, (cid:367)e musi tam i(cid:339)ć za wszelk(cid:266) cen(cid:281). Nie wiedziała wśrawdzie, czy nie jest tŚ śrzyśadkiem głuśi (cid:367)art, czy mŚ(cid:367)e śrzyśadkiem facet nie ze(cid:339)wirŚwał i czy je(cid:339)li tam śójdzie, wróci cała. Ale je(cid:339)li wróci, b(cid:281)dzie mieć z śewnŚ(cid:339)ci(cid:266) materiał, któregŚ nie miała jeszcze nigdy. Wskazówka wielkiegŚ zegara śrzesun(cid:281)ła si(cid:281) i wskazywała wła(cid:339)nie śierwsz(cid:266). Czas mijał. Mo UrŚdziłem si(cid:281) w małym miasteczku, które le(cid:367)y w śi(cid:281)knie śŚłŚ(cid:367)Śnej dŚlinie, śŚmi(cid:281)dzy kilkŚma niewysŚkimi górami, w Sudetach – nie musisz znać jego nazwy, do niczego nie jest ci ona potrzebna – Artur mówił, a i jegŚ głŚs wyra(cid:367)ał sśŚkój 9 niesamŚwity ładunek smutku. MiastŚ nale(cid:367)y teraz dŚ Reśubliki Czeskiej. Wtedy jeszcze była tŚ CzechŚsłŚwacja. Nie miałem wtedy śaszśŚrtu, lecz gdybym gŚ miał, miałbym w rubryce narŚdŚwŚ(cid:339)ć wśisane – czeska. MŚja matka była Czeszk(cid:266), mieszkała tam i tam śŚznała mŚjegŚ Śjca. Ojciec był PŚlakiem. Dzieliła ich granica, ł(cid:266)czyłŚ ich wszystkŚ inne. Ł(cid:266)czyła ich miłŚ(cid:339)ć. Miasteczka, w których mieszkali, ŚddalŚne były Śd siebie tylkŚ Ś kilka kilŚmetrów i Śczywi(cid:339)cie Ś granic(cid:281). Kiedy Śjciec miał dziewi(cid:281)tna(cid:339)cie lat, śŚznał mŚj(cid:266) matk(cid:281). OwŚcem ich miłŚ(cid:339)ci byłem ja. DŚ śi(cid:266)tegŚ rŚku (cid:367)ycia wychŚwywali mnie rŚdzice Śjca. Matka, razem z Śjcem, kŚ(cid:318)czyła studia w Pradze. PŚtem i ja tam zamieszkałem. Mówiłem śŚ czesku, cŚ zreszt(cid:266) śŚwinna(cid:339) słyszeć – ale ojciec zawsze rŚzmawiał ze mn(cid:266) śŚ śŚlsku. Kiedy skŚ(cid:318)czyłem szkŚł(cid:281) śŚdstawŚw(cid:266), rŚdzice zdecydŚwali, (cid:367)e Śdt(cid:266)d b(cid:281)d(cid:281) mieszkać w internacie. Wiele lat dzi(cid:281)kŚwałem im za tŚ. Teraz wiem, (cid:367)e w ten sśŚsób na zawsze zmienili mŚje (cid:367)ycie. Nigdy śrzedtem i nigdy śŚtem nic nie rzucałŚ takiegŚ cienia na mŚje lŚsy. Przeklinam dzie(cid:318), w którym śŚdj(cid:281)li t(cid:281) decyzj(cid:281). 10 Ojciec sśrawił – Śczywi(cid:339)cie dla mnie zuśełnie nie(cid:339)wiadŚmie – (cid:367)e śŚlskim władałem tak samŚ dŚbrze jak czeskim, wi(cid:281)c wyjechałem dŚ PŚlski, aby si(cid:281) uczyć. Miałem zŚstać wielkim lekkŚatlet(cid:266) w sśŚrtŚwej szkŚle we WrŚcławiu i śrzez wi(cid:281)kszŚ(cid:339)ć dzieci(cid:318)stwa uśrawiałem sśŚrt. Niestety nigdy nie zŚstałem Carlem Lewisem ani Benem JŚhnsŚnem, chŚć długŚ i ci(cid:281)(cid:367)kŚ śracŚwałem. Pewnej nŚcy, w śŚci(cid:266)gu dŚ dŚmu z WrŚcławia dŚ Pragi, zrŚzumiałem, (cid:367)e nigdy nie zŚstan(cid:281) wybitnym sśŚrtŚwcem. Byłem jeszcze dzieckiem, chŚć tŚ nie miałŚ trwać długŚ. Mieszkałem w miejscu, gdzie (cid:339)wiat wygl(cid:266)dał wsśaniale, miałem kŚlegów, (cid:367)ycie byłŚ kŚlŚrŚwe, śrŚste i miałŚ wytyczŚne cele, jak droga znaki i pasy na jezdni. Tam pierwszy śŚznałem smak (cid:367)ycia, tam zaśaliłem śaśierŚsa Ś tym niecŚdziennym, słŚdkim zaśachu, któregŚ teraz jest u was śełnŚ. Tam wydarzyły si(cid:281) te wszystkie zdarzenia, które zwykli(cid:339)my Śbdarzać Śkre(cid:339)leniem „śierwszy”. Pierwszy raz kŚchałem wła(cid:339)nie tam… ChŚdzili(cid:339)my razem dŚ klasy i mieszkali(cid:339)my w jednym internacie, a mimo to przez cztery, a na 11 śewnŚ trzy lata nienawidziłem jej, a Śna mnie. Teraz wiem, rŚzumiem ju(cid:367), (cid:367)e granica tŚ bardzŚ umŚwne śŚj(cid:281)cie. Czasem zamiast dzielić, mŚ(cid:367)e ł(cid:266)czyć. ja nienawidziłem Mo-ni-ka… Trzy krótkie sylaby, a jak(cid:367)e wiele znacz(cid:266)… MŚnika… Jak i kŚchałem tŚ imi(cid:281)… MŚnika… śrzy śierwszej sylabie usta układaj(cid:266) si(cid:281) na kształt mu(cid:339)ni(cid:281)cia warg – mŚ… Przy drugiej wysuwaj(cid:266) si(cid:281) wraz z j(cid:281)zykiem do przodu – ni… – by ŚtwŚrzyć si(cid:281) dŚ śŚcałunku, kiedy wyśŚwiadam swój grzech – …ka. TylkŚ jeszcze jednŚ słŚwŚ brzmi tak cudŚwnie, słŚdkŚ, i złŚwieszczŚ – kocham. WyśŚwiedziałem je i stałŚ si(cid:281) mŚj(cid:266) kl(cid:266)tw(cid:266), śrzekle(cid:318)stwem i zbawieniem. Na całe (cid:367)ycie. Jak(cid:367)e wiele dałbym, by móc je śŚnŚwnie wyśŚwiedzieć i by jej nigdy nie sśŚtkać. DŚśierŚ kiedy uniósł r(cid:281)k(cid:281) w gór(cid:281), młŚda dziennikarka dŚstrzegła w ciemnŚ(cid:339)ciach, (cid:367)e wci(cid:266)(cid:367) trzymał w śalcach jaki(cid:339) śrzedmiŚt. Kawałek drutu, który musiał mieć dla niegŚ istŚtne znaczenie. Była tŚ wsuwka dŚ włŚsów. Przysun(cid:266)ł j(cid:266) dŚ warg i delikatnie musn(cid:266)ł. Zamkn(cid:266)ł mŚcnŚ Śczy. WydawałŚ si(cid:281) jej, (cid:367)e zaraz śŚśłyn(cid:266) z nich śerliste łzy. Nast(cid:281)śnie uniósł 12 szklank(cid:281), śŚdniósł śŚwieki i lŚdŚwatym wzrŚkiem Ścenił jej zawartŚ(cid:339)ć. Szklanka była śusta. Wstał wi(cid:281)c i chwiejnym krŚkiem, w milczeniu śŚdszedł dŚ lŚdówki i nakruszył lŚdu. Wrócił na fŚtel. Usiadł ci(cid:281)(cid:367)kŚ, śŚdniósł butelk(cid:281), wyd(cid:266)ł wargi i wlał cał(cid:266) zawartŚ(cid:339)ć dŚ szklanki. PŚwŚli ŚdłŚ(cid:367)ył śust(cid:266) ju(cid:367) flaszk(cid:281). ZachŚwywał si(cid:281) nadzwyczaj sśŚkŚjnie. Uniósł z śŚdłŚgi talerzyk z śrŚszkiem i wsyśał zawartŚ(cid:339)ć dŚ wódki. Wrzucił dŚ szklanki wsuwk(cid:281), zamieszał i ŚdłŚ(cid:367)ył. Zdawał sŚbie sśraw(cid:281), (cid:367)e kilka kŚlejnych łyków gŚ zabije. I Śna wiedziała, (cid:367)e wsyśał dŚ szklanki wi(cid:281)cej ni(cid:367) jedn(cid:266) kresk(cid:281). Chciał dŚkŚ(cid:318)czyć. Chciał dŚkŚ(cid:318)czyć jej swŚj(cid:266) histŚri(cid:281). Teraz wiedziała, (cid:367)artŚwał. Ka(cid:367)dy samŚbójca, który nie chce umierać, chce zŚstawić list śŚ(cid:367)egnalny – śŚmy(cid:339)lała. Ja jestem jegŚ listem. – Nie zŚstałŚ mi ju(cid:367) wiele czasu, ale kiedy skŚ(cid:318)cz(cid:281) – kiedy ju(cid:367) b(cid:281)dzie śŚ wszystkim – b(cid:281)dziesz dŚskŚnale wiedziała, cŚ zrŚbić. I je(cid:339)li mŚg(cid:281) ci(cid:281) Ś cŚ(cid:339) śrŚsić, tŚ śrŚsz(cid:281) tylkŚ Ś jednŚ. Obiecaj mi, (cid:367)e nigdy nie b(cid:281)dziesz mnie Śceniać. TylkŚ tyle. Nic wi(cid:281)cej. TŚ chyba niewiele? Prawda? Pytanie zawisłŚ w śró(cid:367)ni jak schwytana w śaj(cid:281)cz(cid:266) sieć mucha; skin(cid:281)ła głŚw(cid:266), bez śewnŚ(cid:339)ci, czy w (cid:367)e nie 13 ciemnŚ(cid:339)ciach dŚstrzegł ten gest. Patrzył smutnymi Śczami, których kŚlŚru nie umiała Śdgadn(cid:266)ć, w jej kierunku, ale zdawały si(cid:281) być martwe. dalej, wskazuj(cid:266)c – Teraz usśŚkój si(cid:281). Włó(cid:367) kaset(cid:281) i słuchaj – mówił jej miniaturŚwy magnetŚfŚn szklank(cid:266). U(cid:339)wiadŚmiła sŚbie w tej chwili, a raczej Śn jej tŚ u(cid:339)wiadŚmił, (cid:367)e kaseta w dyktafŚnie ju(cid:367) si(cid:281) zaśełniła. Wyj(cid:281)ła j(cid:266) wi(cid:281)c szybkŚ i dr(cid:367)(cid:266)cymi – nie wiadomo od czego, strachu, śrzej(cid:281)cia, emŚcji – r(cid:281)kŚma włŚ(cid:367)yła nast(cid:281)śn(cid:266). Pust(cid:266). – Kiedy miałem siedemna(cid:339)cie lat, śŚ raz śierwszy śŚznałem smak kŚbiety. Miała na imi(cid:281) Agnieszka. Była śi(cid:281)kn(cid:266) blŚndynk(cid:266) Ś wsśaniałych Śczach. TrŚch(cid:281) jak ty. Dziewczyna, zmieszana, u(cid:339)miechn(cid:281)ła si(cid:281) nie(cid:339)miałŚ dŚ siebie w swŚim fŚtelu w k(cid:266)cie. – Wiesz, wydarzenia z dzieci(cid:318)stwa zŚstaj(cid:266) w nas na całe (cid:367)ycie? TŚ, cŚ sśŚtka dzieckŚ w latach, kiedy nie rozumie jeszcze nic lub rozumie bardzo niewiele, jest jak zwrotnica na torach kolejowych. Wystarczy mały gest, mały ruch, jednŚ wydarzenie i jedna znajŚmŚ(cid:339)ć, aby całe chŚlernie dŚrŚsłe (cid:367)ycie byłŚ ju(cid:367) zuśełnie inne. Pami(cid:281)taj Ś tym – je(cid:339)li 14 kiedy(cid:339) Nabokova? zŚstaniesz matk(cid:266). Czytała(cid:339) LŚlit(cid:281) – Nie… nie czytałam, ale Śgl(cid:266)dałam film – Śdśarła dziewczyna trŚszk(cid:281) zawstydzŚna, szybkŚ si(cid:281) usśrawiedliwiaj(cid:266)c. SśŚjrzał na ni(cid:266). PŚd jegŚ (cid:339)widruj(cid:266)cym (cid:367)e wyśŚwiedziała bardzŚ głuśie zdanie. sśŚjrzeniem śŚczuła, Uton(cid:266)ć w twoich oczach Pami(cid:281)tam jej Śczy dŚ dzi(cid:339), chŚć wtedy bałem si(cid:281) w nie śatrzeć, by nie utŚn(cid:266)ć w ich bł(cid:281)kicie. PŚjechałem tegŚ lata dŚ dziadków dŚ PŚlski na wakacje. Mieszkała niedalekŚ nas. SśŚtykali(cid:339)my si(cid:281). Wkrótce zakŚchałem si(cid:281) w niej młŚdzie(cid:318)cz(cid:266), szalŚn(cid:266), niecierśliw(cid:266) i bezkŚmśrŚmisŚw(cid:266) – głuśi(cid:266) miłŚ(cid:339)ci(cid:266). A Śna we mnie. Pewnej sierśniŚwej, rŚzgwie(cid:367)d(cid:367)Śnej nŚcy kŚchali(cid:339)my si(cid:281) śŚd niebem, które byłŚ wtedy jedynym (cid:339)wiadkiem naszegŚ zesśŚlenia ciał i dusz. Jakie(cid:367) tŚ byłŚ nieudŚlne i dzikie jednŚcze(cid:339)nie. Wiedziałem, (cid:367)e kiedy(cid:339) to nast(cid:266)śi, nie wiedziałem tylkŚ kiedy. Bałem si(cid:281) bardzŚ i śrzez cały czas mówiłem. Pragn(cid:281)li(cid:339)my si(cid:281) wzajemnie lecie pragnie jak sucha ziemia w 15 deszczu. MŚja śierwsza w (cid:367)yciu kŚchanka zamkn(cid:281)ła mi usta śŚcałunkiem. Tej nŚcy śŚwiedziałem jeszcze tylkŚ: – Kocham ci(cid:281), by za mŚment śó(cid:365)niej usłyszeć tŚ samŚ z ust, które jeszcze śrzed chwil(cid:266) mnie nami(cid:281)tnie całŚwały. DŚ kŚ(cid:318)ca sierśnia uciekali(cid:339)my w tŚ cudŚwne miejsce wielŚkrŚtnie. Uciekali(cid:339)my, by Śgniem naszych ciał rŚzśalać (cid:367)ar naszych serc. Kiedy umarł mój dziadek, śŚ śŚgrzebie chciałem śój(cid:339)ć w tŚ miejsce, by ukŚić ból śŚ stracie jak(cid:367)e mi bliskiej ŚsŚby. Wyszedłem na śŚln(cid:266) drŚg(cid:281), któr(cid:266) wielŚkrŚtnie śrzemierzałem z mŚj(cid:266) Agnieszk(cid:266), trzymaj(cid:266)c j(cid:266) za r(cid:281)k(cid:281). ZŚbaczyłem autŚstrad(cid:281) i ś(cid:281)dz(cid:266)ce samŚchŚdy. Nie byłŚ ju(cid:367) naszej krainy rŚzkŚszy, gdzie w miłŚsnym u(cid:339)cisku sślatali(cid:339)my ciała. Nie byłŚ staregŚ d(cid:281)bu, który stawał si(cid:281) cŚ nŚc, wraz z gwiazdami, niemym (cid:339)wiadkiem młŚdzie(cid:318)czych uniesie(cid:318). Nie byłŚ ju(cid:367) mŚjej kŚchanki z dr(cid:367)(cid:266)cymi ustami jak krŚśle rŚsy na ś(cid:266)czuszkach ró(cid:367), które tak bardzŚ lubiła, a ja cŚ wieczór zrywałem je dla niej, kalecz(cid:266)c dłŚnie na ró(cid:367)anych kŚlcach, w ŚgrŚdzie starej s(cid:266)siadki. Nie byłŚ wszystkiegŚ Śd dawna. Wkrótce śŚ naszych 16 cudŚwnych wakacjach zaśadła na z śŚzŚru niegrŚ(cid:365)n(cid:266) gryś(cid:281), która śrzerŚdziła si(cid:281) w ci(cid:281)(cid:367)kie zaśalenie śłuc. W ci(cid:266)gu kilkudziesi(cid:281)ciu gŚdzin mŚja male(cid:318)ka kŚbietka śrzegrała samŚtn(cid:266) batali(cid:281) z gŚr(cid:266)czk(cid:266). Ja śrzegrałem – jak(cid:367)e bŚle(cid:339)nie – wraz z ni(cid:266). Przegrałem śŚ raz śierwszy. TegŚ dnia, gdy zimny wicher Śsuszał mŚje łzy, a ja kl(cid:281)czałem samotnie na jej grŚbie, śrzeklinaj(cid:266)c cały (cid:339)wiat, skŚ(cid:318)czyłŚ si(cid:281) mŚje dzieci(cid:318)stwŚ. TegŚ ŚkrutnegŚ listŚśadŚwegŚ dnia, wznŚsz(cid:266)c zimne dłŚnie ku niebu, śrzekl(cid:266)łem BŚga. A wraz z nim cały (cid:339)wiat. Miałem siedemna(cid:339)cie lat. Przekl(cid:266)łem BŚga, bŚ nigdy by na tŚ nie śŚzwŚlił. Wszystkie te brednie czarnych Ś tym, (cid:367)e Bóg nas dŚ(cid:339)wiadcza, Ś tym, (cid:367)e trzeba z śŚkŚr(cid:266) znŚsić śrzeciwnŚ(cid:339)ci lŚsu, Śbrzydzaj(cid:266) mnie dŚ dzi(cid:339). Kim(cid:367)e jest Bóg, który śŚzwala Śdej(cid:339)ć kŚmu(cid:339) takiemu, kim? DlaczegŚ nie zabierze ze (cid:339)wiata tych, którzy (cid:339)wiat czyni(cid:266) okrutnym, śŚdłym i złym, a zabiera aniŚły? I wiesz, sk(cid:266)d wiem, (cid:367)e nie ma BŚga? BŚ aniŚły nie umieraj(cid:266), a skŚrŚ nie umieraj(cid:266), tŚ ich nie ma – Agnieszka była aniŚłem i Śdeszła. Nie zabrał jej Bóg – nie zabrał jej diabeł. Odeszła śŚ śrŚstu. Odt(cid:266)d wiem, (cid:367)e religia jest bzdur(cid:266) i najleśszym 17 telewizji, śrasie interesem mafii w sutannach, jaki mŚ(cid:367)na by wymy(cid:339)lić. Nigdy nie uwierzyłem w tłumaczenia bŚ(cid:367)egŚ śŚst(cid:281)śŚwania. Uwierzyłem wreszcie, (cid:367)e nigdy nie istniał. Kiedy Śjciec zabrał mnie, Śbejmuj(cid:266)c ramiŚnami, dŚ dŚmu mŚich dziadków, zrŚzumiałem, jak bardzo go kocham. Nigdy po tym nie nazwałem gŚ nawet w my(cid:339)lach „starym”. To jest charakterystyczne dla was, karmionych sieczk(cid:266) dla małŚlatów w i Internecie. Odt(cid:266)d na zawsze ju(cid:367) był mŚim Śjcem. Był śŚ śrŚstu tat(cid:266). Od tegŚ czasu zawsze mówiłem dŚ niegŚ: tatŚ. DŚ kŚ(cid:318)ca. Wiele razy budził mnie sen, w którym znów byłem na tym cmentarzu. Sen, który wiele razy stawał si(cid:281) rzeczywistŚ(cid:339)ci(cid:266). (cid:366)ycie dlategŚ jest Śkrutne, a jednŚcze(cid:339)nie wsśaniałe, z śŚj(cid:281)ciem czasu nierŚzerwalnie. A on spokojnie zaciera nasze rany, nasze wspomnienia. Moje rany i mŚje wsśŚmnienia były ci(cid:266)gle (cid:339)wie(cid:367)e i ci(cid:266)gle bŚlały, jak drzazga w śalcu, z ka(cid:367)dym ruchem mŚcniej i intensywniej. Wiedziałem ju(cid:367), (cid:367)e nie zŚstan(cid:281) wielk(cid:266) gwiazd(cid:266) lekkiej atletyki. Nie chciałem ni(cid:266) zŚstać i nie zale(cid:367)ałŚ mi na tym. Na niczym mi nie zale(cid:367)ałŚ! PŚszedłem dŚ swŚjegŚ (cid:367)e wsśółistnieje 18 chciałem mu si(cid:281), trenera, by śŚwiedzieć, (cid:367)e widzimy si(cid:281) śŚ raz Śstatni. Wiedział Ś wszystkim i zaśrŚśŚnŚwał mi dłu(cid:367)sz(cid:266) śrzerw(cid:281). Nie rŚbić śrzykrŚ(cid:339)ci, zgŚdziłem chŚć dŚskonale wiedziałem, (cid:367)e nigdy nie wróc(cid:281) na bie(cid:367)ni(cid:281). (cid:366)e nigdy ju(cid:367) jegŚ dŚbrze zaśŚwiadaj(cid:266)cy si(cid:281) śłŚtkarz nie śrzebiegnie ani metra. Nie chciałem ju(cid:367) wi(cid:281)cej śrzegrywać. Za bardzŚ bŚlałŚ. WycŚfałem si(cid:281). Uciekłem. Uciekłem gdzie indziej. MiałŚ tŚ te(cid:367) swoje dobre strŚny. MŚgłem ju(cid:367) je(cid:339)ć, cŚ chciałem, mŚgłem sśróbŚwać alkŚhŚlu. Miałem te(cid:367) wi(cid:281)cej czasu. MŚi kŚledzy, widz(cid:266)c mnie smutnegŚ, zabierali mnie niemal sił(cid:266) na ró(cid:367)ne imśrezy, sśŚtkania. PŚ raz śierwszy śŚznałem śaśierŚsa, gŚrzki smak śiwa i śal(cid:266)ce uczucie, gdy śiłem wódk(cid:281). SśŚdŚbałŚ mi si(cid:281) takie tŚwarzystwŚ, ci ludzie i ten klimat. PŚzwŚliłŚ mi tŚ zaśŚmnieć na chwil(cid:281) Ś śrzykrych chwilach. W szkŚle i w internacie Śśrócz nauki czasem bardzŚ dŚbrze si(cid:281) bawiłem. ZdarzałŚ si(cid:281), (cid:367)e budziłem si(cid:281) i nie byłem sam. Czasem niektóre z kŚle(cid:367)anek w mŚim łó(cid:367)ku śŚjawiały si(cid:281) cz(cid:281)(cid:339)ciej, inne rzadziej. Czasem systematycznie, Ania, Kasia, Jolka czy Asia. Nawet Agnieszka. PŚtem znów Ania, znów, i jeszcze raz. 19 PŚtem w Pradze Ina i Hanička. Jednak (cid:367)adna nie była Agnieszk(cid:266). W Śczach (cid:367)adnej z nich nie mŚ(cid:367)na byłŚ utŚn(cid:266)ć. Ty jeden wiedziałe(cid:339) Ci(cid:266)gle byłem uczniem. NadchŚdziły Śstatnie wakacje szkŚły (cid:339)redniej. PŚ wszystkim tym, cŚ mnie sśŚtkałŚ, nie wiedziałem, cŚ chc(cid:281) rŚbić w (cid:367)yciu. Znów nadszedł czerwiec, śŚtem liśiec. Wakacje. Znów śŚjechałem dŚ dziadków dŚ PŚlski. DŚ tegŚ miejsca, gdzie kiedy(cid:339) była Śna. Czasem byłŚ mi bardzŚ (cid:365)le. PrzychŚdziłem śŚd ŚgrŚmn(cid:266), star(cid:266) brzŚz(cid:281). Pami(cid:281)tam jej gał(cid:281)zie z drŚbniutkimi listkami, szeleszcz(cid:266)cymi na wietrze jak ŚgrŚmne warkŚcze, zwisaj(cid:266)ce z rŚzłŚ(cid:367)ystych gał(cid:281)zi. – Nie wiesz, cŚ tŚ brzŚza, śrawda? Sk(cid:266)d mŚ(cid:367)esz wiedzieć – Artur nagle, niespodziewanie dla dziewczyny, zacz(cid:266)ł mówić śŚ śŚlsku. Zuśełnie nic nie rŚzumiała i czuła si(cid:281) nieswŚjŚ, tym bardziej, (cid:367)e śatrzył teraz na ni(cid:266) i mówił wśrŚst dŚ niej. 20 – Betula! – wyśŚwiedział nazw(cid:281) łaci(cid:318)sk(cid:266). I znów śatrz(cid:266)c w ŚknŚ, szybkŚ wyśŚwiadał inne słŚwa. – MŚ(cid:367)na byłŚ si(cid:281) chwycić takiegŚ warkŚcza i hu(cid:339)tać dŚ wŚli, albŚ z jednegŚ brzegu rzeki na drugi śrzelatywać, wisz(cid:266)c jak Tarzan na lianie. ZrŚzumiała Śstatnie słŚwŚ. Znów sśŚjrzał na dziewczyn(cid:281) i Śdśarł na jej śytaj(cid:266)cy wzrŚk. – Yes, like Tarzan! – PŚ czym kŚntynuŚwał: – Siadałem na drewnianej ławce, któr(cid:266) dziadek chyba śrzed dwudziestŚma laty zbił z desek i tam śŚstawił. PŚd brzŚz(cid:266). Tam, w ŚgrŚdzie, śŚd tym starym drzewem, rozmy(cid:339)lałem, wśatruj(cid:266)c si(cid:281) w zaśadaj(cid:266)ce za góry słŚ(cid:318)ce. Tam słŚ(cid:318)ce zachŚdzi najśi(cid:281)kniej na (cid:339)wiecie. W dupie mam zachody słŚ(cid:318)ca na MajŚrce, CŚsta Brava i na Hawajach – tam, w kraju mŚich lat dziecinnych, słŚ(cid:318)ce zawsze zachŚdzi najśi(cid:281)kniej. Tak bardzŚ chciałbym raz jeszcze zŚbaczyć tŚ miejsce i śrze(cid:367)yć taki liścŚwy wieczór – m(cid:281)(cid:367)czyzna śatrzył na fŚtŚgrafi(cid:281), któr(cid:266) trzymał w dłŚni. PŚ chwili milczenia wyrzucił j(cid:266) na śŚdłŚg(cid:281), wychylił sśŚry łyk ze szklanki z r(cid:367)ni(cid:281)tegŚ szkła i mówił dalej: 21 – SłŚ(cid:318)ce zaśadałŚ wieczŚrami, by śŚgr(cid:266)(cid:367)ać mnie w śółmrŚku, który zacierał kŚlŚry i kształty. By ŚfiarŚwywać mi cŚ nŚc nŚwe tajemnice. By błysn(cid:266)ć miliardami gwiazd i tysi(cid:266)cami ŚdgłŚsów nŚcy. WychŚdziłem na wzgórze za dŚmem, by wśatrywać si(cid:281) w zamieraj(cid:266)ce (cid:339)wiatła JavŚrnika, by śŚsłuchać ciszy, śrzesyśuj(cid:266)c śiasek mi(cid:281)dzy śalcami. Ciszy, któr(cid:266) (cid:339)miały naruszyć jedynie bezczelnie cykaj(cid:266)ce szale(cid:318)czy kŚncert (cid:339)wierszcze. Siedziałem tam zwykle, dŚśóki chłŚdne tchnienie nŚcy nie śŚzwalałŚ mi nadal śŚić sŚb(cid:266) mŚich zmysłów. GłŚsów, zaśachów i kształtów ciszy. swój Wracałem śŚd mŚj(cid:266) Śkryt(cid:266) mrŚkiem brzŚz(cid:281). Siadałem i my(cid:339)lałem Ś Agnieszce i Ś tym, cŚ b(cid:281)dzie z mŚim (cid:367)yciem. CŚ dalej i cŚ mam rŚbić. Za rŚk miałem ju(cid:367) zdawać egzaminy kŚ(cid:318)cŚwe. Wybrać szkŚł(cid:281) i dalej (cid:367)yć, a raczej rŚzśŚcz(cid:266)ć nŚwe (cid:367)ycie. DŚrŚsłe. TegŚ wieczŚru, śŚ chwili, kiedy rŚbiłŚ si(cid:281) zimnŚ, stare r(cid:281)ce mŚjegŚ dziadka Śkryły mnie kŚcem. Nigdy sam nie Śdzywał si(cid:281) śierwszy. Lecz kiedy mówiłem, słuchał, czasem kiwał głŚw(cid:266) i milczał. Nie śytał Ś nic. Kiedy kŚ(cid:318)czyłem, wydłubywał zawartŚ(cid:339)ć fajki, wyjmŚwał z kieszeni 22 sśŚdni tytŚ(cid:318), który kuśŚwałem mu w Czechach, nabijał śŚnŚwnie i zaśalał. Nast(cid:281)śnie zaci(cid:266)gał si(cid:281) gł(cid:281)bŚkŚ dymem i śŚ chwili mówił. OśŚwiadał mi Ś swŚjej młŚdŚ(cid:339)ci, Ś wŚjnie, Ś (cid:339)wiecie sśrzed kilkudziesi(cid:281)ciu lat. Czasem Ś jakich(cid:339) wydarzeniach i ludziach, w denerwuj(cid:266)cy, starczy sśŚsób, któregŚ mŚja młŚdŚ(cid:339)ć nie rŚzumiała. O ich histŚriach. Nigdy nie dawał mi rad i wskazówek, chŚć dŚkładnie wiedział, cŚ zrŚbi(cid:281). Znał mnie Ś wiele leśiej ni(cid:367) ktŚkŚlwiek inny. Nawet ni(cid:367) ja sam. Pewnej nocy, tak podobnej do innych, a mimo to wyj(cid:266)tkŚwej, kiedy wróciłem ze wzgórza ze (cid:365)d(cid:365)błem suchej trawy w ustach, nie śrzyszedł. Usiadłem na ławce i słuchałem ŚdgłŚsów z domu. Wiedziałem, (cid:367)e Śn gdzie(cid:339) tam jest. Słyszałem gŚ. Był na strychu, rŚbił cŚ(cid:339). Słyszałem wyra(cid:365)nie, jak śrzestawia jakie(cid:339) sśrz(cid:281)ty i Śtwiera szafy i kufry. PŚ śewnym czasie d(cid:365)wi(cid:281)ki ustały i zamilkł cały dŚm. Pewnie sśijał wi(cid:339)niŚwe winŚ z g(cid:266)siŚra – śŚmy(cid:339)lałem wtedy z u(cid:339)miechem. ZŚbaczyłem gŚ śŚ chwili. Szedł śŚwŚli, w ciemnŚ(cid:339)ciach, by usi(cid:266)(cid:339)ć ŚbŚk. Kiedy wreszcie to zrŚbił, śŚwiedział cichŚ: nim Ś 23 – TŚ jest dla ciebie. Nie daj(cid:281) ci gŚ, lecz tylkŚ śŚ(cid:367)yczam. Kiedy śrzyniesiesz mi śierwsze dŚbre zdj(cid:281)cie i ja uznam, (cid:367)e jest wystarczaj(cid:266)cŚ dŚbre – b(cid:281)dzie nale(cid:367)ał dŚ ciebie. Ale je(cid:339)li nie, je(cid:339)li nie b(cid:281)dzie wystarczaj(cid:266)cŚ dŚbre, Śddasz gŚ mi w nienaruszŚnym stanie. I nigdy nie we(cid:365)miesz dŚ r(cid:266)k. I u(cid:339)miechaj(cid:266)c si(cid:281), dał mi stary skórzany futerał. Był w nim rŚsyjski, czy te(cid:367) bardziej precyzyjnie – radziecki – aparat fotograficzny Zenith. Dziadek śatrzył na mnie. Gdybym śŚtrafił widzieć zŚbaczyłbym śrześełniŚny miłŚ(cid:339)ci(cid:266) i śełen trŚski wzrŚk staregŚ człŚwieka. SśŚjrzenie z śytaniem w Śczach. ciemnŚ(cid:339)ciach, w – Dobrze – ŚdśŚwiedziałem, zgadzaj(cid:266)c si(cid:281). Nie zdawałem sŚbie wtedy sśrawy z tegŚ, cŚ mŚ(cid:367)e tŚ dla mnie Śznaczać. – Wi(cid:281)c jutrŚ naucz(cid:281) ci(cid:281) śŚsługiwać si(cid:281) tym. A to, wbrew pozorom, nie takie proste. – Oj, chyba nie takie znów trudne! – ZŚbaczysz. Sam si(cid:281) śrzekŚnasz i mi śŚwiesz. tam cŚ(cid:339) PŚtem wykŚmbinujemy! My(cid:339)l(cid:281), (cid:367)e mŚ(cid:367)esz si(cid:281) tym zainteresŚwać. Zaci(cid:266)gn(cid:266)ł si(cid:281) dymem. Pykn(cid:266)ł fajk(cid:281) trzy razy. uśrz(cid:266)tniemy stryszek i 24 – Nie sied(cid:365) za długŚ. RŚbi si(cid:281) zimnŚ. Nie wiedziałem, Ś czym mówił wcze(cid:339)niej. I kiedy gŚ zaśytałem, cichŚ ŚdśŚwiedział tylkŚ: i nie my(cid:339)l – Wszystko w swoim czasie, synku. Jutro śójdziesz dŚ skleśu i kuśisz tŚ, cŚ ci śŚwiem. A teraz chŚd(cid:365) sśać ju(cid:367) Ś tym! PŚszedłem sśać, jak kazał, lecz nadal nie mŚgłem zrŚzumieć, Ś czym mówił. Zasn(cid:266)łem i kiedy si(cid:281) Śbudziłem, nie rŚzumiałem nadal. Budziłem si(cid:281) jeszcze wiele razy i wci(cid:266)(cid:367) nie rŚzumiałem. Musiałem jeszcze wiele razy wstawać z łó(cid:367)ka, zanim śŚj(cid:266)łem. Setki razy, lecz wreszcie śŚj(cid:266)łem, Ś czym mi tamtej nŚcy śŚwiedział. Był bardzŚ m(cid:266)drym człŚwiekiem i tŚ, cŚ zrŚbił, zaśewne dŚbrze śrzemy(cid:339)lał. Nie była tŚ m(cid:266)drŚ(cid:339)ć ŚkuśiŚna dŚktŚratem. Nie była tŚ m(cid:266)drŚ(cid:339)ć śŚtwierdzŚna dyplomami, ale była tŚ m(cid:266)drŚ(cid:339)ć, której cz(cid:281)stŚ brakuje i dŚstaj(cid:266) dŚktŚraty. Dla mnie nie(cid:339)wiadŚmie nadał sens mŚjemu (cid:367)yciu na bardzŚ długi czas. Na całe (cid:367)ycie. Zawsz(cid:281) b(cid:281)d(cid:281) mu za tŚ wdzi(cid:281)czny! SzkŚda, (cid:367)e teraz nie mŚg(cid:281) wyj(cid:339)ć z dŚmu śŚd brzŚz(cid:281) z nim po śrŚstu śŚrŚzmawiać! Jestem śewien, (cid:367)e tamtegŚ wieczŚru i tak ukradkiem sśuszczał winŚ z g(cid:266)siŚra. tym, cŚ kuśuj(cid:266) dyślŚmy 25 je i wiele Nie wiem tylkŚ, czy śŚ tym, jak dał mi aśarat, czy wcze(cid:339)niej. Nast(cid:281)śnegŚ ranka śŚszedłem dŚ miasteczka, tam, gdzie śŚwiedział. Kuśiłem tŚ, cŚ naśisał niezdarnie starymi r(cid:281)kŚma na małej kartce. BłŚna 135, 36 klatek 24 ASA czarnŚ-biały. Zuśełnie nie wiedziałem, Ś cŚ chŚdzi w tych wszystkich Śznaczeniach, lecz w ci(cid:266)gu najbli(cid:367)szych kilkunastu dni śŚznałem innych dziadkŚwych zakl(cid:281)ć. DŚwiedziałem si(cid:281), cŚ tŚ jest śrzysłŚna jaki ma zwi(cid:266)zek z migawk(cid:266). Wiedziałem ju(cid:367), jak si(cid:281) ustawia ŚstrŚ(cid:339)ć i zwalnia samŚwyzwalacz. Patrzyłem na (cid:339)wiatłŚmierz i rŚbiłem zdj(cid:281)cia. ByłŚ tŚ zuśełnie inne, dla mnie nŚwe dŚ(cid:339)wiadczenie. RŚbiłem ju(cid:367) wcze(cid:339)niej zdj(cid:281)cia. Jak ka(cid:367)dy. Lecz śŚlegałŚ tŚ na śrzyłŚ(cid:367)eniu dŚ Śka aśaratu i naci(cid:339)ni(cid:281)ciu guzika. Teraz byłŚ zuśełnie inaczej. O wiele trudniej, śrzez tŚ sśrawiałŚ mi tŚ ŚgrŚmn(cid:266) śrzyjemnŚ(cid:339)ć. W ci(cid:266)gu kilku nauczył mnie wielu fŚtŚgraficznych tajemnic. Nauczył mnie malowania (cid:339)wiatłem. Jaki(cid:339) czas śŚ tym, kiedy wiedziałem ju(cid:367), dlaczegŚ rŚbi(cid:281) niewyra(cid:365)ne albŚ czarne zdj(cid:281)cia, uśrz(cid:266)tn(cid:281)li(cid:339)my z dziadkiem star(cid:266) łazienk(cid:281) na strychu. Nie wiedziałem, śŚ cŚ tŚ i dni dziadek 26 robimy, ale w trakcie pracy powoli wszystko mi wyja(cid:339)nił. Zabrał mnie na strych. ByłŚ tŚ wła(cid:339)ciwie całe śi(cid:281)trŚ. Dla dziadka i babci wystarczył dół i śarter dŚmu, zatem niecz(cid:281)stŚ tu zagl(cid:266)dali. Weszli(cid:339)my dŚ łazienki, w której stałŚ kilka starych śŚjemników, nazywanych śrzez dziadka kuwetami. WstawiŚny był stary kredens, który pami(cid:281)tałem jeszcze z czasów, kiedy stał na dŚle w kuchni, a babcia, du(cid:367)Ś młŚdsza i sśrawniejsza, krz(cid:266)tała si(cid:281) wŚkół, w swŚim królestwie. tutaj – Kiedy(cid:339) tŚ były meble – Śdrzekł dziadek z sentymentem, Śtwieraj(cid:266)c szafk(cid:281) śŚ naczyniach. Stały tam, sśŚwite jedwabnymi nićmi śaj(cid:281)czyn śrzeró(cid:367)ne śŚjemniki i butelki Ś rŚzmaitych kształtach i wielkŚ(cid:339)ciach. Wsz(cid:281)dzie były wielkie jak trzmiele śaj(cid:266)ki. – Musimy tu chyba śŚsśrz(cid:266)tać? – Masz racj(cid:281) – dziadek kiwn(cid:266)ł głŚw(cid:266), zgadzaj(cid:266)c si(cid:281) ze mn(cid:266). Wzi(cid:281)li(cid:339)my si(cid:281) wi(cid:281)c dŚ śracy. I wkrótce byłŚ po wszystkim. OdśŚczywali(cid:339)my, a Śn mówił: – TŚ jest śŚwi(cid:281)kszalnik – wskazał dziwne urz(cid:266)dzenie na stŚle, które śrzyśŚminałŚ wiertark(cid:281) zamŚntŚwan(cid:266) na stałe, by wierciła w dół. 27 – Kolorowe pojemniki to kuwety – ci(cid:266)gn(cid:266)ł dalej. – TŚ wła(cid:339)nie w nich zŚbaczysz cud. Cud narodzin czegŚ(cid:339), cŚ wła(cid:339)nie ty stwŚrzyłe(cid:339)! PŚlecił mi wkr(cid:281)cić czerwŚn(cid:266) (cid:367)arówk(cid:281), zamkn(cid:266)ć drzwi na klucz i zasłŚnić malutkie ŚknŚ. – Teraz nalej wŚdy dŚ kŚlejnych śŚjemników i patrz! Wsadził termŚmetr dŚ wŚdy Śdczytać wskazanie. – Dwadzie(cid:339)cia dwa – Śdczytałem. z – Du(cid:367)Ś być – ma Śdśarł – niezadowoleniem poczekamy. i śŚlecił mi widŚcznym Śsiemna(cid:339)cie, – Teraz jest dwadzie(cid:339)cia – śŚwiedziałem, kiedy słuśek Śbni(cid:367)ył si(cid:281) Ś dwie kreski. – Teraz mieszaj. Widziałem, albŚ czarŚwnik i wygl(cid:266)dał jak u(cid:339)miechał si(cid:281) dŚ mnie w india(cid:318)ski jak czerwŚnej śŚ(cid:339)wiacie szaman ameryka(cid:318)skich, durnŚwatych filmów dla śółgłówków. W łazience, która teraz stała si(cid:281) ciemni(cid:266), śanŚwał mrŚk, rŚz(cid:339)wietlany jedynie t(cid:266) mał(cid:266) czerwŚnaw(cid:266) (cid:367)arówk(cid:266). Jaki(cid:339) czas śŚ tym, śŚ szeregu niezrŚzumiałych czynnŚ(cid:339)ci, których zawiłŚ(cid:339)ci na bie(cid:367)(cid:266)cŚ mi z 28 Śbja(cid:339)niał, włŚ(cid:367)ył kartk(cid:281) śaśieru dŚ rŚztwŚru, który nŚsił nic mi wtedy niemówi(cid:266)ce mianŚ wywŚływacza. Na mŚich Śczach śŚwŚli zacz(cid:266)ł si(cid:281) rŚdzić Śbraz. Obraz, który dzi(cid:281)ki dziadkŚwej alchemii śŚwŚłałem dŚ (cid:367)ycia. PŚ raz śierwszy w (cid:367)yciu namalŚwałem Śbraz (cid:339)wiatłem. DŚ kŚ(cid:318)ca wakacji chŚdziłem śŚ ŚkŚlicy i fŚtŚgrafŚwałem, cŚ tylkŚ si(cid:281) dałŚ. ByłŚ tŚ ŚgrŚmnie sśŚntaniczne, fascynuj(cid:266)ce! Kiedy wracałem, dziadek si(cid:281) tylkŚ lekkŚ u(cid:339)miechał, siedz(cid:266)c na ławce i śal(cid:266)c t(cid:281) swŚj(cid:266) nieŚdł(cid:266)czn(cid:266) fajk(cid:281). CŚ jaki(cid:339) czas śŚkazywał mi nŚwe mŚ(cid:367)liwŚ(cid:339)ci sśrz(cid:281)tu, chŚć śrawd(cid:281) mówi(cid:266)c, nie były zbyt imśŚnuj(cid:266)ce. Wiedziałem ju(cid:367) jednak, jak zrŚbić kilka zdj(cid:281)ć na jednej klatce i dŚ czegŚ słu(cid:367)y statyw. EksśerymentŚwałem. Zu(cid:367)yłem dziesi(cid:266)tki rŚlek filmu, a dziadek wci(cid:266)(cid:367) tylkŚ leciutkŚ setki tematów. wsśaniałych uj(cid:281)ć WielŚkrŚtnie zrŚbiłem lub czterdzie(cid:339)ci zdj(cid:281)ć na jednej klatce, bŚ (cid:365)le włŚ(cid:367)yłem film. O, zmarnŚwałem klatek śrzez na(cid:339)wietlenie, śrze(cid:339)wietlenie i niedŚ(cid:339)wietlenie. Te kadry, u(cid:339)miechy, zachŚdy słŚ(cid:318)ca, grzyby, drzewa, łzy i kŚcie sśrawy, które bezśŚwrŚtnie straciłem. u(cid:339)miechał. Ześsułem ile(cid:367) si(cid:281) i dŚskŚnałych trzydzie(cid:339)ci Śsiem 29 je teraz Śczami wyŚbra(cid:365)ni Widz(cid:281) jakŚ najśi(cid:281)kniejsze, fascynuj(cid:266)ce i tak bardzŚ t(cid:281)skni(cid:281), (cid:367)e je utraciłem na zawsze. Ale i Śne były śŚtrzebne. Tak jak śŚtrzebny jest śłacz, śŚŚbijane łŚkcie i kŚlana, zanim si(cid:281) dzieckŚ nauczy sztuki jazdy na rŚwerze. My(cid:339)l(cid:281), (cid:367)e dziadek był zadŚwŚlŚny. Najbardziej z tegŚ, (cid:367)e zaśŚmniałem Ś swŚich trŚskach. Ciekawe, bŚ mŚ(cid:367)e u(cid:339)miechał si(cid:281), wiedz(cid:266)c, (cid:367)e wszcześił mi wirus. Wirus, który dał mi szcz(cid:281)(cid:339)cie. Czasem wychŚdziłem dŚ lasu lub nad rŚzlewiska Kamiennej, si(cid:281) wyk(cid:266)śać. PrzychŚdził dŚ mnie kŚlega, rówie(cid:339)nik, Marcin. Znałem si(cid:281) z nim jeszcze z czasów, kiedy śrzyje(cid:367)d(cid:367)ałem tam jakŚ zuśełny dzieciak. Zreszt(cid:266) jego siŚstra te(cid:367) miała na imi(cid:281) Agnieszka. Tak jak mŚja Agnieszka, Ś mlecznych, śerłŚwych włŚsach. Gdybym nŚsił w sŚbie takie uczucia jak Kain, Marcin zgin(cid:266)łby z mŚich r(cid:266)k. Marcin był brunetem, a ja, niestety, nigdy si(cid:281) tak ciemnych włŚsów nie dŚczekałem. Kiedy mieli(cid:339)my śŚ śi(cid:281)tna(cid:339)cie lat, Śn miał 176 centymetrów wzrŚstu, a ja ledwie śrzekraczałem 160. Marcin był szybszy, silniejszy, sśrawniejszy, leśiej grał w śiłk(cid:281), celniej strzelał z wiatrówki. Nigdy nie (cid:339)miał si(cid:281) z mŚich aby 30 tegŚ, kawałów. Ale mimŚ tŚ ŚśŚwiadałem mu je, aby mieć satysfakcj(cid:281) z jak śŚwstrzymywał (cid:339)miech, by Śkazać mi, jak bardzŚ mizernym (cid:367)artem gŚ wła(cid:339)nie zanudzam. Kiedy gdzie(cid:339) wychŚdziłem, aśarat brałem zawsze ze sŚb(cid:266), wi(cid:281)c i tym razem te(cid:367) tak byłŚ. Wracali(cid:339)my ju(cid:367) dŚ dŚmów śŚ udanej k(cid:266)śieli, w śŚwietrzu unŚsił si(cid:281) sierśniŚwy zaśach zbli(cid:367)aj(cid:266)cegŚ si(cid:281) śŚwŚli wieczŚru, słychać byłŚ w Śddali kŚmbajny w tym niezwykłym ferwŚrze (cid:367)niw. RŚzmawiali(cid:339)my jak zwykle na jaki(cid:339) fraśuj(cid:266)cy nas ju(cid:367). SamŚchŚdy, mŚtŚcykle? Dwóch jeszcze nie-studentów, id(cid:266)cych zwykł(cid:266) śŚln(cid:266), szutrŚw(cid:266) drŚg(cid:266) z lasu. Z daleka dŚlatywał cichy szum śŚci(cid:266)gu dŚ JavŚrnika, z kŚminów dŚmów wŚlnŚ unŚsił si(cid:281) dym. temat. Nie śami(cid:281)tam – Słyszałe(cid:339)? – nagle Marcin zaśytał mnie i zatrzymał si(cid:281), nasłuchuj(cid:266)c bardzŚ intensywnie czegŚ(cid:339), cŚ śrawdŚśŚdŚbnie usłyszał śrzed chwil(cid:266). – Nie… a cŚ miałem słyszeć? – Cicho! – Marcin uciszył mnie stanŚwczŚ. I w tym mŚmencie Śbaj ju(cid:367) usłyszeli(cid:339)my leciutki, ledwŚ słyszalny… śisk? SkŚmlenie? Nie wiedz(cid:266)c, cŚ słyszymy, zbli(cid:367)ali(cid:339)my si(cid:281) dŚ miejsca, sk(cid:266)d dŚchŚdził ten d(cid:365)wi(cid:281)k. Tak, tŚ byłŚ skŚmlenie. PŚ 31 chwili Śbaj ju(cid:367) wiedz(cid:266)c, (cid:367)e d(cid:365)wi(cid:281)k dŚbiega z śrzydrŚ(cid:367)negŚ rŚwu, zastanawiali(cid:339)my, cŚ mŚ(cid:367)e gŚ wydawać? Kilka sekund śŚ tym cała zawartŚ(cid:339)ć mŚjegŚ (cid:367)Śł(cid:266)dka gwałtŚwnie i wbrew mŚjej wŚli uniŚsła si(cid:281) dŚ góry. A(cid:367) dŚ gardła. Wywaliłem cały obiad dŚ biŚsfery. W rŚwie le(cid:367)ał śies. Kudłaty, nierasŚwy, mały śies. Widziałem, jak szczerzy dŚ nas białe kły, ale tylkŚ tyle mógł zrŚbić; nieŚmal śŚłŚw(cid:281) jegŚ tułŚwia śŚkrywały białe, tłuste rŚbaki, które bezustannie si(cid:281) ruszały. Patrzył na nas wielkimi z cierśienia i bólu Śczami. – Widzisz?… – zaśytał cichŚ Marcin. – Uhm… – Śdśarłem, wycieraj(cid:266)c usta z wymiocin. PŚd rŚzerwanym brzuchem suki le(cid:367)ały martwe, jeszcze nie narŚdzŚne szczeni(cid:281)ta. Na wśół zjedzŚne śrzez białe, wstr(cid:281)tne rŚbaki! tegŚ nie zrŚbi(cid:281) – ŚdśŚwiedziałem. – Musimy gŚ zabić. – Ja PŚśatrzył na mnie. śuszcz(cid:281) śawia jak ty. – Wi(cid:281)c ja tŚ musz(cid:281) zrŚbić? Chryste, zaraz – Ja tegŚ nie zrŚbi(cid:281) – śŚwtórzyłem z naciskiem. 32 tŚ z niebywał(cid:266) Patrzyłem, jak sśŚkŚjnie szukał ŚdśŚwiedniŚ du(cid:367)egŚ kamienia i nie mógł znale(cid:365)ć, a mnie śrzyszłŚ łatwŚ(cid:339)ci(cid:266). Kiedy znalazłem i śŚdałem mu kamie(cid:318) dŚ r(cid:281)ki, czułem si(cid:281) jak Ewa śŚdaj(cid:266)ca rajski ŚwŚc AdamŚwi na chwil(cid:281) śrzed sśełnieniem si(cid:281) najwi(cid:281)kszej bajki (cid:339)wiata. SzybkŚ wyj(cid:266)łem z ślecaka mŚjegŚ zenitha, naci(cid:266)gn(cid:266)łem film, sśŚjrzałem na (cid:339)wiatłŚmierz z śrawej strŚny lustra i wycelŚwałem w śsie Śczy, nastawiwszy ŚstrŚ(cid:339)ć dr(cid:367)(cid:266)cymi dłŚ(cid:318)mi. PŚ chwili kamie(cid:318) uśadł na tŚ biedne zwierz(cid:281), które śami(cid:281)tam dŚ dzi(cid:339). – Pewnie śŚtr(cid:266)ciłŚ gŚ autŚ. – Tak, tŚ jedyna mŚ(cid:367)liwŚ(cid:339)ć. Ciekawe, ile tak le(cid:367)ał? – Kilka dni, mŚ(cid:367)e dwa albŚ śi(cid:281)ć… – ŚdśŚwiedział Marcin śŚ chwili namysłu. – M(cid:281)czyłby si(cid:281) tylkŚ – Śdśarłem. – Uhm… DŚ samegŚ dŚmu nie Śdezwali(cid:339)my si(cid:281) dŚ siebie ani słŚwem. Ka(cid:367)dy z nas Ś czym(cid:339) my(cid:339)lał. PŚ tym wydarzeniu długŚ zastanawiałem si(cid:281), a(cid:367) wreszcie śŚwiedziałem Ś tym śsie dziadkŚwi. Czy jest tŚ szukanie dŚbregŚ uj(cid:281)cia kŚsztem cierśienia tegŚ 33 zwierz(cid:281)cia, tej istŚty? Czułem si(cid:281) dziwnie. Nie wiedziałem, dlaczegŚ zrŚbiłem t(cid:281) fŚtŚgrafi(cid:281), i nie umiałem ŚdśŚwiedzieć na Marcina śytanie. – PŚ cŚ marnujesz klisz(cid:281) na takie głuśie zdj(cid:281)cia? OśŚwiedziałem Ś tym dziadkŚwi dŚkładnie. Wysłuchał mnie sśŚkŚjnie, śŚ czym zaśytał: – A cŚ zrŚbiłby(cid:339) teraz? PŚmy(cid:339)lałem, by śŚ chwili u(cid:339)miechn(cid:266)ć si(cid:281) dŚ dziadka i swŚich my(cid:339)li. Przecie(cid:367) nic innegŚ nie śŚzŚstałŚ. Ka(cid:367)da chwila dla tegŚ śsa była bezsensŚwn(cid:266) m(cid:281)czarni(cid:266). Nie mŚ(cid:367)na byłŚ śŚmóc inaczej, jak tylkŚ śrzerywaj(cid:266)c jegŚ cierśienie. – Takie jest (cid:367)ycie, synu. Wi(cid:281)c kiedy wchŚdzimy do ciemni? jedynie mdłym Siedziałem śrawie w całkŚwitych ciemnŚ(cid:339)ciach, rŚz(cid:339)wietlŚnych (cid:339)wiatełkiem czerwŚnej (cid:367)arówki. Przed mŚimi Śczami z wŚlna ukazywały si(cid:281) rajŚbrazy, twarze bliskich i zuśełnie nieznanych mi Śsób, wydarzenia i sytuacje. Była tŚ śrześi(cid:281)kna chwila. TylkŚ ja i mŚje czary. MiałŚ tŚ cŚ(cid:339) z mistycyzmu. Czułem si(cid:281) jak czarŚwnik w swŚjej śracŚwni na wie(cid:367)y kamiennegŚ zamku. Wreszcie dŚ wywŚływacza włŚ(cid:367)yłem śaśier, na którym miałŚ śŚwstać tŚ zdj(cid:281)cie. MŚim ŚczŚm 34 śŚwŚli ukazywał si(cid:281) niewyra(cid:365)ny kształt. Szczegóły śŚcz(cid:281)ły wydŚbywać si(cid:281) z niebytu. Widziałem ju(cid:367) Śczy. Miały w sŚbie śrzeŚgrŚmny ładunek cierśienia, (cid:367)alu za ŚdchŚdz(cid:266)cym (cid:367)yciem, strachu śrzed (cid:339)mierci(cid:266) i wdzi(cid:281)cznŚ(cid:339)ć. Wdzi(cid:281)cznŚ(cid:339)ć za zatrzymanie bólu. I jeszcze cŚ(cid:339). OgrŚmn(cid:266) ch(cid:281)ć dŚ (cid:367)ycia. Nawet na (cid:339)mierci(cid:266). Nast(cid:281)śnegŚ tygŚdnia mŚje wakacje u dziadków dŚbiegły kŚ(cid:318)ca. Kiedy Śjciec śrzestał ju(cid:367) si(cid:281) dziwić mŚjej zmianie, mŚgłem sśŚkŚjnie śŚrŚzmawiać z dziadkiem. Usiadłem śŚd brzŚz(cid:266) ŚbŚk niegŚ i zacz(cid:281)li(cid:339)my z sŚb(cid:266) rŚzmawiać. Dziadek zaśytał mnie Ś najleśsz(cid:266) fŚtŚgrafi(cid:281). sekund(cid:281) śrzed – Wiesz ju(cid:367), które? – Nie, jeszcze si(cid:281) waham. Mam tu kilka. Wszystkie s(cid:266) dŚbre – nie wiem – mŚ(cid:367)e tŚ z Marcinem? – Wybrałby(cid:339) je jakŚ najleśsze? – Nie, chyba nie – Śdśarłem. – Wi(cid:281)c mŚ(cid:367)esz je ŚdłŚ(cid:367)yć. ChŚcia(cid:367) czekaj, jest dŚbre, śŚdŚba mi si(cid:281) – i wzi(cid:266)ł fŚtŚgrafi(cid:281) dŚ r(cid:281)ki, by śrzyjrzeć si(cid:281) jej bli(cid:367)ej. 35 – TŚ, uwa(cid:367)am, (cid:367)e jest udane – i śŚdałem mu nastrŚjŚwy Śbraz unŚsz(cid:266)cych si(cid:281) nad tafl(cid:266) jeziŚra śŚrannych mgieł Ś śi(cid:266)tej nad ranem. – NŚ, mŚ(cid:367)esz być z siebie dumny. Nauka nie śŚszła w las! – Śdrzekł, śŚśrawiaj(cid:266)c Śkulary. – Ale zaczekaj – zawahałem si(cid:281). – Prawd(cid:281) mówi(cid:266)c, wybrałem ju(cid:367) chyba zdj(cid:281)cie. PŚdałem mu wizerunek umieraj(cid:266)cegŚ śsa. TegŚ śsa. Z wielkimi, śrzera(cid:367)Śnymi Śczyma, wśatruj(cid:266)cymi si(cid:281) w straszn(cid:266) śrzyszłŚ(cid:339)ć. – Jestem śewien. TŚ na śewnŚ tŚ zdj(cid:281)cie. Patrzył dłu(cid:367)sz(cid:266) chwil(cid:281). PŚtem zaśytał innym głŚsem, śŚwa(cid:367)nym, bez cienia (cid:367)artu: – DlaczegŚ wła(cid:339)nie tŚ? – Nie wiem dŚ kŚ(cid:318)ca. Chyba dlategŚ, (cid:367)e ŚnŚ Śddaje dŚkładnie tŚ, cŚ czułem ja i cŚ czułŚ tŚ zwierz(cid:281), ta istŚta. OnŚ nie śŚtrzebuje Śśisu, tytułu. OnŚ mówi, śrzemawia dŚ mnie i dŚ tych, którzy je Śgl(cid:266)daj(cid:266). TŚ zdj(cid:281)cie jest chwil(cid:266), jest histŚri(cid:266)… OnŚ nie jest z tych, które nie znaczy nic jak jaka(cid:339) śŚcztówka z fŚntann(cid:266) TrytŚna. TŚ zdj(cid:281)cie jest wyj(cid:266)tkŚwe. Budzi we mnie najwi(cid:281)ksze emŚcje. – Aśarat jest twój! 36 Internat Teraz ju(cid:367) wiem, (cid:367)e byłŚ tŚ śierwsze dŚbre zdj(cid:281)cie, które zrŚbiłem. PŚzŚstałŚ na długie lata w mŚjej śami(cid:281)ci jakŚ wzór. StałŚ si(cid:281) wyznacznikiem zawŚdŚwej drŚgi. Odcisn(cid:281)łŚ śi(cid:281)tnŚ na całym mŚim (cid:367)yciu. I jednŚcze(cid:339)nie zmieniłŚ mnie na długie lata. Wkrótce śŚ tym rŚbiłem cŚraz bardziej udane fŚtki. PŚwa(cid:367)nie my(cid:339)lałem Ś śrzyszłŚ(cid:339)ci z Śbiektywem. PŚzŚstała jeszcze klasa maturalna. A śŚdczas tegŚ rŚku miałŚ si(cid:281) wiele jeszcze wydarzyć. W internacie z mŚjej klasy śŚzŚstała ju(cid:367) tylko Monika. I ja. Nie przepadali(cid:339)my za sŚb(cid:266). Mniej wi(cid:281)cej tak samŚ, jak kŚt nie śrześada za psem. Jak tŚ w PŚlsce mówi(cid:266) – w ciasnej ulicy. Była śi(cid:281)kn(cid:266) dziewczyn(cid:266). PŚdŚbała si(cid:281) chyba ka(cid:367)demu chłŚśakŚwi. I ka(cid:367)dy Ś niej mówił tŚ samŚ: ale(cid:367) Śna jest głuśia. Chyba była bardziej Śd nas śŚ prŚstu dŚrŚsła. AlbŚ nikt z tych, którzy Ś niej tak mówili, nie rŚzumiał jej. Nie byłem wyj(cid:266)tkiem. PrzychŚdziłem ju(cid:367) wcze(cid:339)niej dŚ niej, kiedy śŚtrzebŚwałem na śrzykład zeszytu albŚ ksi(cid:266)(cid:367)ki. Nie rŚzmawiali(cid:339)my zbyt wiele, wi(cid:281)c na dŚbr(cid:266) 37 sśraw(cid:281) nie znali(cid:339)my si(cid:281). Byli(cid:339)my jedynymi śrzedstawicielami naszej klasy w internacie, wi(cid:281)c nasze stŚsunki sk(cid:266)din(cid:266)d układały si(cid:281) wyj(cid:266)tkŚwŚ śŚśrawnie. DyślŚmatycznie. PŚszedłem dŚ niej śewnegŚ wrze(cid:339)niŚwegŚ śŚśŚłudnia śŚ zeszyt. Jak zwykle. Odt(cid:266)d jednak nic ju(cid:367) nie byłŚ jak zawsze. Jak zwykle siedziała śrzy biurku. – Co robisz? – zaśytałem. PŚdniŚsła Śczy znad kartonu. – A jak my(cid:339)lisz, SherlŚcku? PŚdśŚwiem ci, mam kilka Śłówków i kartŚn, nŚ i gumk(cid:281), ale… rzadkŚ jej u(cid:367)ywam. I nie jest tŚ taka gumka, Ś której my(cid:339)lisz! – A ja czytałem gdzie(cid:339), (cid:367)e najwi(cid:281)kszym zbŚczeniem jest śŚwstrzymywanie si(cid:281) Śd miłŚ(cid:339)ci! – WatsŚnie. RŚze(cid:339)miała si(cid:281) śi(cid:281)knie i ju(cid:367) zuśełnie nŚrmalnie ŚdśŚwiedziała: – Tak, nawet wiem, gdzie tŚ wyczytałe(cid:339). – Tak? To bardzo ciekawe. A gdzie? – W tych PlaybŚyach, które chŚwacie pod śŚduszk(cid:266). Za(cid:339)miałem si(cid:281), śrzyśŚmniałem sŚbie, (cid:367)e Sfinks czytał kiedy(cid:339) PlaybŚya, kiedy dŚ mnie śrzyszła. Pewnie st(cid:266)d śrzyszłŚ jej tŚ dŚ głŚwy. ZrŚbiła triumfuj(cid:266)c(cid:266) min(cid:281), daj(cid:266)c sygnał, (cid:367)e t(cid:281) 38 słŚwn(cid:266) śŚtyczk(cid:281) wygrała Śna, i całkiem nŚrmalnie ŚdśŚwiedziała ju(cid:367) na mŚje śytanie: – Rysuj(cid:281) sŚbie. Czasem tak rŚbi(cid:281), kiedy jestem sama. – Lubisz rysŚwać? – Tak, bardzŚ. Jak mam du(cid:367)Ś czasu w dŚmu, tŚ wyjmuj(cid:281) te(cid:367) farby i maluj(cid:281). – Biedne (cid:339)ciany – za(cid:367)artŚwałem. Na jej ustach śŚjawił si(cid:281) znów u(cid:339)miech, chŚć (cid:367)art był śłytki i durny jak wszystkie (cid:367)arciki dwudziestŚlatków. – Ja rŚbi(cid:281) zdj(cid:281)cia. – PŚka(cid:367)esz mi kiedy(cid:339)? – Najśierw ty śŚka(cid:367) mi swŚje dzieła! – DŚbrze, śrŚsz(cid:281) bardzŚ – wyj(cid:281)ła z szuflady kilka kartek i rzuciła na łó(cid:367)kŚ. – Ogl(cid:266)daj! – Śdśarła śrŚwŚkuj(cid:266)cŚ. Na du(cid:367)ych, twardych kartkach śaśieru z blŚku rysunkŚwegŚ były narysŚwane Śłówkiem ró(cid:367)ne Śbrazy. Niektóre niedŚkŚ(cid:318)czŚne, były tylkŚ ledwie rŚzśŚcz(cid:281)tymi szkicami. W wi(cid:281)kszŚ(cid:339)ci były tŚ twarze, dłŚnie, śrzedmiŚty. Wiele z nich autentycznie mi si(cid:281) śŚdŚbałŚ. Były bardzŚ dŚbre. Ołówkiem mŚ(cid:367)na wyczarŚwać śi(cid:281)kne rysunki – śŚmy(cid:339)lałem w gł(cid:281)bi i Śdśarłem, aby j(cid:266) rŚze(cid:365)lić: 39 – Aaaaleeee liśa… czemu s(cid:266) niedŚkŚ(cid:318)czŚne? – PŚ czym dŚdałem ju(cid:367) zgŚdnie z śrawd(cid:266): – Nie wiedziałem, (cid:367)e tak dŚbrze malujesz. Nawet teraz, kiedy śŚczuła zawstydzŚna, nadal była śrzytŚmna! si(cid:281) lekkŚ – Rysujesz. Ołówkiem si(cid:281) rysuje, a farbami maluje, rozumiesz? – (cid:366)eby(cid:339) taka m(cid:266)dra zawsze była – za(cid:367)artŚwałem sŚbie znów, a Śna znów si(cid:281) nastrŚszyła. Nie musiała mi nic wyja(cid:339)niać, dŚskŚnale znałem ró(cid:367)nic(cid:281). PŚmyliłem si(cid:281) śŚ prostu. Z śrzyjemnŚ(cid:339)ci(cid:266) mi Ś tym śrzyśŚmniała. – Na drugie mam WerŚnika, Ś te(cid:367) nie wiedziałe(cid:339), cwaniaczku? tym – Nie, nie wiedziałem… cwaniarŚ. U(cid:339)miechn(cid:266)łem si(cid:281), szykuj(cid:266)c si(cid:281) dŚ wyj(cid:339)cia. Wzi(cid:266)łem jeszcze zeszyt dŚ śŚlskiegŚ, śŚ który dŚ niej śrzyszedłem, i Śdśarłem, ŚdchŚdz(cid:266)c: – Jak gŚ śrześisz(cid:281), zaraz ci gŚ śrzyniŚs(cid:281). MŚg(cid:281) śrzyj(cid:339)ć w nŚcy? – I wyszedłem, zamykaj(cid:266)c drzwi pokoju numer 133. – Nie zaśŚmnij Ś zdj(cid:281)ciach – wrzasn(cid:281)ła, kiedy byłem ju(cid:367) na kŚrytarzu. – W śŚrz(cid:266)dku – ŚdśŚwiedziałem cichŚ. 40 i Śddać zeszyt. Pó(cid:365)niej SchŚdziłem śŚ schŚdach w wy(cid:339)mienitym nastrŚju i tegŚ wieczŚru śŚczułem śierwszy raz, (cid:367)e naśrawd(cid:281) mŚ(cid:367)na by j(cid:266) śŚlubić. Wkrótce znów dŚ niej śrzyszedłem. Tym razem, aby śŚkazać swŚje fŚtki ju(cid:367) tylkŚ, by śŚrŚzmawiać. PrzychŚdziłem cz(cid:281)(cid:339)ciej. Mój zeszyt z śŚlskiegŚ wygl(cid:266)dał dŚskŚnale i cŚraz cz(cid:281)(cid:339)ciej był na bie(cid:367)(cid:266)cŚ uzuśełniany, cŚ zauwa(cid:367)yła nawet śani Wiesława, nie kryj(cid:266)c zadŚwŚlenia zreszt(cid:266). MŚnika nie była wcale głuśia, tyle tylkŚ, (cid:367)e nie ka(cid:367)dy śŚtrafił j(cid:266) zrŚzumieć. A ci, którym nie śŚzwalała si(cid:281) zrŚzumieć, szybkŚ stwierdzali, (cid:367)e jest głuśia, bŚ tak byłŚ znacznie śrŚ(cid:339)ciej. Zaśrzyja(cid:365)nili(cid:339)my si(cid:281). Kiedy śrzychŚdziłem dŚ niej, zawsze siadała na krze(cid:339)le śrzy biurku, śŚtem kładła si(cid:281) ŚbŚk mnie na łó(cid:367)ku. Nim min(cid:266)ł śa(cid:365)dziernik, zrŚzumiałem, (cid:367)e czuj(cid:281) dŚ niej ŚgrŚmne śŚ(cid:367)(cid:266)danie. Niezwykle silne, samcze uczucie. PŚstanŚwiłem dłu(cid:367)ej nie trzymać tegŚ w sŚbie i śŚwiedzieć jej Ś tym wśrŚst! Jednak tŚ nie ja lŚs. Przeznaczenie. rŚzdawałem rŚzdawał karty, je TegŚ dnia śrzyszła dŚ mnie ŚkŚłŚ gŚdziny sali pierwszej, wracaj(cid:266)c dwudziestej z 41 gimnastycznej, gdzie trenŚwała aerŚbik. Usiadła na łó(cid:367)ku i śŚwiedziała: – Przyjd(cid:365) dŚ mnie, Arturku za chwil(cid:281). PŚmŚ(cid:367)esz mi w czym(cid:339). – W czym? – Nic si(cid:281) nie martw. TŚ nic strasznegŚ. W jej Śczach dŚstrzegłem cŚ(cid:339) dziwnegŚ, czegŚ nie potrafiłem Śkre(cid:339)lić. PŚszedłem… i tŚ była decyzja, która zawa(cid:367)yła na naszych… stŚsunkach? W jej śŚkŚju śaliła si(cid:281) tylkŚ lamśka śrzy łó(cid:367)ku. ObŚk (cid:339)wieczka. W śŚwietrzu unŚsił si(cid:281) delikatny arŚmat indyjskich kadzidełek. W radiu grała cichŚ muzyka, Chris de Burg (cid:339)śiewał swŚje Lady in red. PŚczułem nieśŚkój śrzed czym(cid:339), cŚ mnie wła(cid:339)nie sśŚtykałŚ. Kiedy Śczy śrzyzwyczaiły ju(cid:367) dŚ ciemnŚ(cid:339)ci, zŚbaczyłem j(cid:266) le(cid:367)(cid:266)c(cid:266) w łó(cid:367)ku. PŚwiedziała cichŚ i zuśełnie nieśŚdŚbnym dŚ niej głŚsem: stała mała zaśachŚwa si(cid:281) – ChŚd(cid:365), jestem bardzŚ zm(cid:281)czŚna, grały(cid:339)my. Ziewn(cid:281)ła śrzeci(cid:266)gle – bŚl(cid:266) mnie wszystkie mi(cid:281)(cid:339)nie. Zrób swŚjej najleśszej kŚle(cid:367)ance masa(cid:367). ZrŚbisz? Aha… i śrzekr(cid:281)ć klucz, śrŚsz(cid:281). Patrzyłem na ni(cid:266). Nie wiedziałem, cŚ mam śŚwiedzieć, cŚ mam zrŚbić. Czułem, (cid:367)e tŚ tylkŚ 42 mistyfikacja, zasłŚna śrzed czym(cid:339) zuśełnie innym. OdśŚwiedziałem wi(cid:281)c, u(cid:339)miechaj(cid:266)c si(cid:281), śytaniem: – A cŚ b(cid:281)d(cid:281) miał z tegŚ ja? Wstała. Patrz(cid:266)c na mnie bez cienia (cid:367)artu, śŚwa(cid:367)nym tŚnem Śdśarła: – Zamknij drzwi! Przekr(cid:281)ciłem klucz w zamku. SśŚjrzałem na ni(cid:266). Patrzyła tym samym (cid:339)widruj(cid:266)cym mnie wzrŚkiem. Siedziała na łó(cid:367)ku z ugi(cid:281)tymi nŚgami, w rŚzkrŚku, na śi(cid:281)tach. Jej kr(cid:281)cŚne włŚsy Śśadały na ramiŚna i jeszcze ni(cid:367)ej. Biał(cid:266) bawełnian(cid:266) zsuwały si(cid:281) kŚszulk(cid:281) z flag(cid:266) ZjednŚczŚnegŚ Królestwa wyśinał zgrabny biu(cid:339)cik. Nagle skrzy(cid:367)Śwała r(cid:281)ce śrzed sŚb(cid:266). Chwyciła kŚszulk(cid:281) i śŚ śrŚstu zdj(cid:281)ła j(cid:266)! Ci(cid:266)gle śatrz(cid:266)c na mnie, w białym kŚrŚnkŚwym staniku stŚj(cid:266)cy na szafeczce Ślejek dŚ ciała. sśŚdenkach, wskazała – We(cid:365) tŚ i chŚd(cid:365). PŚłŚ(cid:367)yła si(cid:281) na brzuchu. PŚdszedłem dŚ niej. Ubrana w białegŚ triumśha i czarne, Śbcisłe, sk(cid:266)śe sśŚdenki stanŚwiła dla mnie zagadk(cid:281). Nigdy nie widziałem jej tak ubranej. Usiadłem na niej Śkrakiem, jej nŚgi znalazły si(cid:281) śŚmi(cid:281)dzy mŚimi. Miałem śrzed sŚb(cid:266) śrześi(cid:281)kne, ŚśalŚne ciałŚ. i 43 czarne, OdsłŚniłem jeszcze wilgŚtne śo śrysznicu i śachn(cid:266)ce szamśŚnem włŚsy z jej karku i zaj(cid:266)łem si(cid:281) stanikiem. Nie szłŚ mi tŚ za dŚbrze i szczerze mówi(cid:266)c, nigdy si(cid:281) tegŚ nie nauczyłem śŚrz(cid:266)dnie. Jest tŚ bŚwiem jedna z tych rzeczy, które mi imśŚnuj(cid:266) u kŚbiet dŚ dzi(cid:339). Jestem śewien, (cid:367)e zaśi(cid:281)cie z tyłu stanika wymy(cid:339)liła kŚbieta, która na śewnŚ nie miała śrawa jazdy. – O, ju(cid:367) czas, aby si(cid:281) tegŚ nauczyć, jeste(cid:339) śrzecie(cid:367) du(cid:367)ym chłŚścem – i szybkŚ Śdśi(cid:281)ła zamek sama. DŚtkn(cid:266)łem br(cid:266)zŚwej Śd letniej Śśalenizny skóry jej śleców. RŚzlałem ŚdrŚbin(cid:281) Ślejku na dłŚ(cid:318) i delikatnymi, kŚlistymi ruchami rŚzśrŚwadzałem śŚ jej ciele. CichutkŚ westchn(cid:281)ła i Śd tej chwili cŚ jaki(cid:339) czas wydawała z siebie głŚsy, które śrzywŚdziły mi na my(cid:339)l mrucz(cid:266)c(cid:266) z zadŚwŚlenia kŚtk(cid:281). PŚ kilku minutach masa(cid:367)u ju(cid:367) znałem dŚkładnie tŚśŚgrafi(cid:281) jej śleców. Mój masa(cid:367) miał śŚlegać Śczywi(cid:339)cie z definicji na masŚwaniu, lecz w tej chwili ju(cid:367) nie masŚwałem jej, ale głaskałem. Miałem zamkni(cid:281)te Śczy, Śna zreszt(cid:266) te(cid:367). PŚdniecałem si(cid:281) cŚraz silniej. MŚje (cid:339)liskie Śd Ślejku dłŚnie w(cid:281)drŚwały na bŚki jej gŚr(cid:266)cegŚ ciała. 44 si(cid:281) nad ni(cid:266) Kiedy śrzesuwałem dłŚnie ku jej śiersiŚm, niby ci(cid:266)gle wykŚnuj(cid:266)c masa(cid:367), który miał j(cid:266) Śdśr(cid:281)(cid:367)yć, Śna unŚsiła si(cid:281) de
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Umrzeć w deszczu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: