Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00071 006250 20270913 na godz. na dobę w sumie
Umysł rozstrojony. Próby o trylogii księżycowej Jerzego Żuławskiego - ebook/pdf
Umysł rozstrojony. Próby o trylogii księżycowej Jerzego Żuławskiego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 388
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8142-983-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> naukowe i akademickie >> filologia polska
Porównaj ceny (książka, ebook (-15%), audiobook).

Czego nas nauczyła wyprawa na Księżyc, w którą zabrał nas Żuławski? Nie wracając do poszczególnych miejsc lektury, zapytajmy, czy dałoby się znaleźć ich wspólny mianownik, punkt solarny, będący mocnym źródłem energii. Zaryzykujmy: węzłem, który splata wiele nici trylogii jest życie uwolnione od przewodnictwa, którego doświadczeniem źródłowym jest brak i utrata, życie na skrajnym horyzoncie oczekiwań i nadziei, i zawsze bliskie katastrofy. To wizja egzystencji zawieszonej nad przepaścią. Trylogia Żuławskiego jest więc tekstem stoickim: uczy, jak Montaigne, że prawdziwym powołaniem człowieka myślącego jest nauka umierania. Doświadczenie rozbitka jest doświadczeniem par excellence nowoczesnym. Brzegi znanego dotychczas świata okazują się niebezpieczne, a praktykowane na nich modele i style przeżycia okazują się niewystarczające i zawodne.

Tadeusz Sławek

*

Fascynująca eseistyczna wyprawa do świata wykreowanego w trzech powieściach fantastyczno-filozoficznych Jerzego Żuławskiego; świata, który od dawna zasługiwał na naszą uwagę. Na wskroś współczesna interpretacja cyklu powieściowego młodopolskiego pisarza, którego cechowała rozległa wiedza, erudycja i radykalny pesymizm, gdy chodzi o możliwości gatunku ludzkiego i losy całej cywilizacji. Jeżeli powracać do klasycznych dzieł polskiej prozy i przypominać je dzisiaj – to właśnie w taki sposób, który łączy doskonałą znajomość kontekstu historyczno­literackiego i myśli filozoficznej epoki z nowym, śmiałym i subiektywnym sposobem czytania.

Z recenzji prof. dr hab. Anny Czabanowskiej-Wróbel

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tadeusz Sławek – emeryt, Uniwersytet Śląski, Wydział Humanistyczny Instytut Literaturoznawstwa, 40-032 Katowice, pl. Sejmu Śląskiego 1 RECENZENT Anna Czabanowska-Wróbel REDAKTOR INICJUJĄCY Urszula Dzieciątkowska REDAKTOR WYDAWNICTWA UŁ Piotr Pietrych SKŁAD I ŁAMANIE AGENT PR KOREKTA TECHNICZNA Leonora Gralka PROJEKT OKŁADKI Polkadot Studio Graficzne Aleksandra Woźniak, Hanna Niemierowicz Zdjęcie wykorzystane na okładce: © Depositphotos.com/Tristan3D © Copyright by Tadeusz Sławek, Łódź 2020 © Copyright for this edition by Uniwersytet Łódzki, Łódź 2020 Wydane przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego Wydanie I. W.09776.20.0.M Ark. wyd. 17,4; ark. druk. 24,25 ISBN 978-83-8142-982-5 e-ISBN 978-83-8142-983-2 Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 90-131 Łódź, ul. Lindleya 8 www.wydawnictwo.uni.lodz.pl e-mail: ksiegarnia@uni.lodz.pl tel. 42 665 58 63 Sztuka latania ledwo się rodzi; na pewno ją wy- doskonalimy w przyszłości i nadejdzie dzień, gdy człowiek wyruszy na księżyc. Bernard de Fontenelle, Rozmowy o mnogości światów Opowiadanie zaczyna się od roku 2000 […]. Cała zaś ta historia, jak mówił mi Adam [Mickiewicz – T.S.] kończyć się miała na wejściu Ziemi w stosun- ki z planetami, a to za sprawą balonów, które na- ówczas mają żeglować po powietrzu, jak dziś okręty po morzu. […] Boję się dotykać szczegółów, bo czuję iżbym dzisiaj nie skończył. Ale jak nie powiedzieć choć słówka o całych flotach skrzydlatych balonów, latających jak w powietrzu żurawie lub gęsi? Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży Księżycu nad obłokiem! O, ty, Kształcie żywy Wśród Zmarłych! Nie sięgną cię burzy porywy! Tyś cudem, tyś pięknem, tyś grozą pobladłą! Tyś sztuką Natury! Ty jesteś zwierciadło, W którym wszystko, czego wzrok twój nie ominie Szlachetnieje niczym w południa godzinie! Percy Bysshe Shelley, Epipsychidion módlmy się aby ślad człowieka na Księżycu nie był śladem mordercy Tadeusz Różewicz, Poemat równoczesny Krwawimy wszak wszyscy od utajonych razów ofiary; płoniemy i spalamy się wszyscy na cześć starych bożyszcz. Friedrich Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra Pani mgr Marzena Smyłła i pan dr Tomasz Pawlus okazali się bardzo pomocni w dotarciu do niektórych materiałów. Bardzo im dziękuję. Podziękowanie Wykaz skrótów odnoszących się do pism Jerzego Żuławskiego – Zwycięzca, Kraków 1979. SG – Na srebrnym globie, Kraków 1975. Z  ST – Stara Ziemia, Kraków 1979. E EP – Eros i Psyche. Powieść sceniczna w siedmiu rozdziałach, – Eseje, Warszawa 1960. Lwów 1906. KM – Koniec Mesjasza. Dramat w czterech aktach, Lwów 1911. P KS – Kuszenie szatana. Opowiadania prozą, Lwów 1914. – Przed zwierciadłem prawdy, Warszawa 1914. * Wszystkie odwołania i cytaty biblijne na podstawie Biblii Tysiąc- lecia (korzystałem z  wersji elektronicznej dostępnej na stronie: www.biblia.deon.pl). Co ma nas prowadzić w  tych próbach, któ- re skromnie kroją swe ambicje? Tym skromniej, że są zapisem lektury dzieła, którego scena jest ogromna, kosmiczna, nie-ziemska, które nawet na ziemskie sprawy spogląda z księżycowej odle- głości? Zadanie nasze jest więc szalone, chociaż teksty, które rzuciły nam wyzwanie, opiewają wy- darzenia rozum celebrujące i  z  trudów rozumu biorące początek. Wszak podróż na Księżyc nie byłaby możliwa bez wytrwałej, całe wieki trwa- jącej pracy uczonych i inżynierów. Lecz choćby już z tego powodu decyzja o opuszczeniu Ziemi ma w sobie nutę szaleństwa: rozum przewiduje, starając się ograniczyć skalę tego, co nieoczeki- wane i niezrozumiałe, tymczasem niezmierzone bogactwo bibliotek przekonuje, że kto opuści Ziemię musi liczyć się nie tylko z  tym, co nie- przewidziane, ale przede wszystkim z  tym, co nieprzewidywalne, a więc na swój sposób nie-ro- zumne. A tam, poza Ziemią, wszystko jest obce, my sami dla siebie stajemy się nagle obcy i, co gorsza, to właśnie rozum urządzający gospodar- stwo swojskiego, znanego świata, nas o tym prze- konuje. Okazuje się, że człowiek jest pasażerem kosmicznego pojazdu, ale i sam jest wehikułem, w  którym mieszka i  ożywia się Obcy. Wyprawa księżycowa jest więc nie tylko, z  racji swego przeznaczenia, lunarna, ale również lunatyczna. Długa tradycja czyni z Księżyca patrona nocnej melancholii i rozumu zachwianego, niepewnego, ulegającego omamom. A  jednak rozum nie ustaje w  swych wysił- kach; ciekawość każe mu wyprawiać się w światy dotychczas niepoznane i  nieoznaczone na ma- pach kartografów i  filozofów. Gdy wziąć to pod uwagę, trudno będzie zaprzeczyć, że nieodległa i nieuchronna jest pokusa zadufania, nadmiernej pewności siebie, czy rozdętych ambicji pychy, którą antyk zwał mianem hybris i  którą wplótł w  osnowę wielu tragedii. Opowieść o  świecie, jaką snuje myśl, zawiera w sobie zaczyn grzechu, a skoro tak, to pewnie i kary, z którą trzeba się liczyć. Niebo rozumu niepostrzeżenie staje się piekłem; mocarni herosi opromienieni słonecznym blaskiem triumfującego rozumu nagle stykają się z  niekształtnymi potworami podziemia i  nocy. Prospero i  Kaliban, Sarastro i  Monostatos, Faust i  Mefistofeles, Superman i Joker, okazują się nierozłączni. Nie ma jednego bez drugiego; wzajemnie odsłaniają swoje zakryte oblicza. Ciemna strona Księżyca, Dark Side of the Moon – oto przeznaczenie wyprawy selenonautów Żuławskiego. O  paradoksie, to tam, na ciemnej stronie, dotąd nieodkrytej i nie- widocznej, dane im będzie prze-żyć, jakby życie bez tego, co skryte nie było możliwe, a nieprze- rwany blask Słońca okazywał się śmiertelnym zagrożeniem. Gdy więc szukam jakiejś nomen omen „gwiazdy” przewodniej dla tych nieśmiałych 12 Interpretacje literackie prób, odnajduję ją w XXVI pieśni Piekła Dante- go. Zapewne, powód najprostszy, dla pejzażu jako żywo przypominającego ten, który przemierzają wędrowcy Żuławskiego, ale także, powód drugi – odnajduję tę pieśń także dla tego, co rozrywa gładką tkaninę naukowej opowieści, a  co jest przypomnieniem śmierci wędrującej z  człowie- kiem i w człowieku, o czym człowiek usiłuje zapo- mnieć. Mozół księżycowej odysei jest krwawym śmiertelnym potem człowieka, który zrezygno- wał z tego, co swojskie i co sprawiało, że śmierć nie mogła przekroczyć płotu gospodarstwa ro- zumnego życia. Niewątpliwie istniała jako per- spektywa czegoś na odległym horyzoncie życia, ale właśnie na horyzoncie, a nie w pokojach do- mowego ładu. Nim dowiemy się, jak pisze o tym Żuławski, przeczytajmy kilka wersów Dantego: Po stromych schodach szliśmy ową głuszą, wielkie kamienie przemierzając nogą, postępowałem w ślad za mądrą duszą; idąc wciąż dalej tą odludną drogą gdzieś między skały, głazy, rozpadliska, gdzie bez pomocy stopy wejść nie mogą. Ból czuła dusza i dziś śmierci bliska, gdy znów pamięcią w tym przebywam grobie, odtąd wędzidło mocniej umysł ściska […]1. Jest w tej pieśni, to powód trzeci, szczególne połączenie okrucieństwa i  wzniosłości; historia jawi się jako bezwzględna walka, w której niskie instynkty i  chęć upokorzenia tego, którego wy- bieramy jako ich ofiarę, przeplatają się z wznio- słością religijnych doświadczeń lub naukowych 1 Dante Alighieri, Piekło, przeł. A. Kuciak, Poznań 2002, s. 178. Dalsze cytaty z tej edycji. 13 Interpretacje literackie osiągnięć. Dante wykorzystuje do tego staro- testamentową opowieść o  Eliaszu i  Elizeuszu, w której Eliasz zostaje uniesiony do nieba („oto [zjawił się] wóz ognisty wraz z  rumakami og- nistymi i  rozdzielił obydwóch: a  Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios”, 2 Krl 2, 11), a  ów ognisty wóz należy tyleż do sfery religijnych ob- jawień, co naukowych projekcji. O  swym księ- życowym pojeździe selenonauci Żuławskiego mówią „wóz”. Ale i jedna, i druga sfera uwikłana jest w dwuznaczności: nauka łatwo może okazać się zawodna i zdradliwa, Bóg kapryśny w swych zrządzeniach niepoddających się takim katego- riom jak dobro i  zło. Uniesie Eliasza do nieba (dzisiaj, w  świecie odczarowanym, czytamy to jako obietnicę lepszego, nowego świata wiedzy i postępu), ale w chwilę później wykaże się wy- jątkowym okrucieństwem. Gdy chłopcy szydzą z łysiny Elizeusza, rozszarpią ich dwa niedźwie- dzie nagle wyłaniające się z  lasu („On zaś od- wrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwie- dzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwo- je dzieci”, 2 Krl 2, 23–24). Dante przypomni tę historię przypatrując się skąpanym w  płomieniach potępionym duchom i nada jej następującą postać: Tak przez niedźwiedzie widział mąż pomszczony, jak odlatywał wóz Elijaszowy, frunące w niebo grzywy i ogony, aż dostrzegł tylko, zadzierając głowy, samotny płomyk […]. A  skoro mowa o  nauce, pojawi się powód czwarty – zapewne najważniejszy. XXVI pieśń 14 Interpretacje literackie Piekła jest tekstem o nienasyconej ludzkiej cie- kawości, która czyni z  człowieka wiecznego wędrowca. Człowiek poznający, bo o  nim mówi Dante, jest tym, który należy do otwartej prze- strzeni, a może trafniej rzec, który sam otwiera czas i przestrzeń, opuszczając dobrze znane tery- toria i miary. Dante powie nawet, że wiedza i pro- wadząca do niej ciekawość odróżniają człowieka od zwierzęcia („Zważcie podstawy człowieczego trwania: / nie przeznaczono żyć wam jak zwie- rzęta / lecz poszukiwać cnoty i poznania”). Tak jak uczestnicy księżycowej ekspedycji opusz- czają dom w geście radykalnej rezygnacji z do- tychczasowego historycznego porządku i  czasu, tak równie radykalny będzie Odyseusz (bo to on wraz z Diomedesem cierpi w ognistej jamie, któ- rej przygląda się poeta), którego „namiętności, by wszelkie ludzkie sprawy znać i Boże” nic nie może powstrzymać ani zadowolić. Przygoda to ekstremalna, na miarę księżycowej; wszak wy- pływa z załogą na kruchej łodzi poza Słupy Her- kulesa, zatem poza granice znanego świata, aż do stóp tajemniczej góry, którą zapewne trzeba utożsamić z górą Czyśćcową. Tam też okaże się, że wyprawa po wszystko (to ambicja nauki) jest wyprawą po nic (to ludzki los ostatecznie związa- ny niedającą się poznać tajemnicą śmierci): […] wtem od nowej ziemi tak powiało, że statek zachwiał się na ciemnej fali. Trzy razy wir zatargał łodzią całą, Raz czwarty w górę podniósł ją zamarłą, i cisnął, komuś tak się podobało, i ponad nami morze się zawarło. 15 Interpretacje literackie *** Za godzin kilkanaście miano już na zawsze opuścić Kraj Biegunowy, dachy te, niezliczonym pokoleniom mnichów służące […]. Elem myślał o tym bez żalu; owszem, duma radosna pierś mu rozpierała, że za jego życia i przeło- żeństwa dokonały się czasy i przyszedł ten, od wieków zapowiedziany i oczekiwany. Odtąd poczynała się nowa era. On widział ją już w myśli, jasną, tryumfalną – […] a ponadto myślał o wielkim tryumfie i władztwie Braci niegdyś Wyczekujących, którzy pierwsi według obietnicy przychodzącego Zwycięzcę ujrzeli i przyjęli, i z nim teraz razem, jak orszak wierny i nieodstępny, pójdą zaprowa- dzać nowe królestwo na księżycowe kraje… (Z, 17) Na srebrnym globie rozpoczyna (jak zobaczymy) wstrząs pro- wadzący do zachwiania się czasu jako Kantowskiej formy legity- mizującej nasze życie i umożliwiającej jego rozumienie; im bliżej końca, tym wyraźniej stajemy się świadkami tworzenia się religii, co wymaga czasu zawieszonego, swoistego bezczasu. Stąd napię- cie między nieznającymi czasu, nieśmiertelnymi bogami, a powie- rzonymi czasowi, a więc śmiertelnymi ludźmi. Pozostajemy w kole desakralizacji i sakralizacji świata. Podróż Koreckiego na Księżyc to ukoronowanie marzenia o  kosmicznej przygodzie spełnione- go dzięki trudom nauki („matematycznie”, jak powie Zwycięzca, Z, 33); uwolnienie od siły ziemskiego ciążenia jest wyzwoleniem du- cha, o jakim marzył Nietzsche śpiewając w Zaratustrze pieśń prze- ciwko „duchowi ciężkości”. Gdy miną lata, człowiek, wyzwolony i zdany na siebie, stanie się ośrodkiem kultu przyciągając i mimo- wolnie niewoląc wyznawców. Metafizyczność, która zogniskowała się wokół mesjańskiego oczekiwania i nadziei, zdradzi swą obietni- cę, zastępując ją zaprowadzeniem politycznego ładu. Nauka – reli- gia – polityka/historia: oto triada wyznaczająca horyzont, w którym rozgrywa się trylogia księżycowa Jerzego Żuławskiego. Jej czytel- nik wchodzi w korytarze oświeceniowej biblioteki, w której labi- ryncie błąkamy się do dzisiaj: W świecie, który uległ desakralizacji, wolna istota, człowiek, został wprawdzie uwolniony od przekleństwa grzechu pierworodnego, ale też od opieki Opatrzności i nadziei na wieczne zbawienie. Staje więc on teraz samotnie twarzą w twarz ze złem wielorakim. Wraz z tymi przemianami zmienia się struktura czasu: porzuca on sferę metafizyki, a  zakorzenia się w dziedzinach historii i polityki. Ta zmiana, choć nigdy nie stała się całkowita, przeżywana jest jednocześnie w kategoriach nadziei i zwątpie- nia, ożywia wiarę w  przyszłość, a  zarazem budzi tęsknotę do dawnych wartości1. „Nowa era” spełnionej obietnicy, zaczynająca się ekstatycznie jako rozbłysk i tchnienie nadziei, skończy się autorytarnie „zapro- wadzaniem nowego królestwa”. Od ekstazy do entropii – oto trajek- toria dziejów. Gdy królestwo, które nie jest z tego świata zaczyna rządzić tym światem, nowe (utopistyczna nadzieja) staje się sta- rym (porządkiem kładącym kres utopistycznej myśli). Stare, nawet (pra)stare, to-co-było, spoczywa milcząco, lecz wcale nie biernie, pod tym, co jest i  co chciałoby wygenerować z siebie nowe. Tok dziejów nakazuje, by stare zawsze upominało się o nowe. Metafizyka i historiografia Lovecrafta (obecność tego au- tora w naszych próbach nie jest przypadkowa) oparta jest na tym przekonaniu. To, co przynależy do „jakiś bardzo odległych czasów, nieznanych rodzajowi ludzkiemu”2, przebudzi się z wiekowego snu, a jeśli nawet zapadnie weń znowu, „jego wyznawcy na ziemi wciąż ryczą i harcują, i popełniają mordy wokół bożka ustawionego na monolicie”3. 1 B. Baczko, Hiob, mój przyjaciel. Obietnice szczęścia i  nieuchronność zła, 2 H.Ph. Lovecraft, Zew Cthulhu, [w:] Idem, Zew Cthulhu, przeł. R. Grzybowska, Warszawa 2001, s. 336. Warszawa 1983, s. 28. 3 Ibidem, s. 51. 18 Interpretacje literackie *** Patrzyła na otaczającą ją pustkę zdziwionymi, szeroko w lęku otwartymi oczyma, jak gdyby ją dzisiaj po raz pierwszy dopiero spostrzegła i zauważyła. – Jak to było? – powtórzyła szeptem bezwiednie. – Jak to było? jak było… (Z, 189) Pustoszeją katedry wtedy, gdy kończy się czas pustego, mesjań- skiego oczekiwania. Oczekiwanie to jest puste, bowiem celebruje nieobecność Nadchodzącego, otula tę nieobecność czcią nadziei i  jej rytuałów. Gdy mesjasz zjawia się, ta bogata otulina okazu- je się niepotrzebnym balastem; wszak ten-który-przyszedł spełnia się w faktycznym działaniu, a nie w modlitewnych formułach. Pa- radoksalnie, nadejście tego-który-przyszedł to początek odczaro- wania i desakralizacji, które zostawiają za sobą „pustkę”, lecz jest ona zupełnie innego rodzaju niż ta cechująca czas mesjańskiego oczekiwania. Ma do siebie to, że powierza ludzi dynamice działania pod dyktando tego-który-przyszedł i  tym samym sprawia wraże- nie „pełni”. W drugim tomie trylogii Ihezal odwiedza podziemną świątynię, święty przybytek, i dostrzega, że wielkie kamienne ka- dzielnice „próżne były i wystygłe. Od dni już długich nie rzucał nikt wonnej żywicy do wnętrza miedzianych czar, kędy się walały w pyle resztki węgli, niegdyś świętych” (Z, 188). W świecie zacza- rowanym, w świecie pustego wyczekiwania, kadzielnice żarzą się nieprzerwanie wonnym dymem. To sprawia, że istnieje tylko jed- na polityka podtrzymująca stan gotowości na Nadejście. Gdy zja- wił się ten-który-przyszedł, sytuacja zmienia się; wcielenie słowa w ciało przerywa ciągłość mitu każącego niestrudzenie i cierpliwie czekać. Teraz następuje czas, przypominając frazę Żuławskiego, wystygłych kadzielnic. Konkretne działania mesjasza wyznaczają bieg wydarzeń i  religia staje się nieuchronnie i  jawnie polityką, przy czym jej celem jest wypełnienie Obietnicy stanowiącej głów- ną osnowę mesjańskiego okresu oczekiwania. Możemy tylko pytać 19 Interpretacje literackie „jak to było? jak to było?”, a samo to pytanie zdaje się sugerować zatarcie związku między religią oczekiwania a religią spełnienia. W tej drugiej jawi się coraz więcej wątpliwości co do natury Obiet- nicy, a  zwłaszcza metod jej urzeczywistniania. Otwiera to drogę do kolejnego, trzeciego stadium, który można próbować określić jako religię polityki: same środki służące do realizacji Obietnicy stają w centrum uwagi, to one i ich konfiguracje zmierzające do przechwycenia i utrzymania władzy zostają niejako ubóstwione, co oznacza, że całe życie zostaje im podporządkowane. Można i trze- ba uczynić dla nich wszystko. Już nie polityka religii (wypełnianie Obietnicy, na którą poprzednio jedynie czekano), lecz religia polity- ki (przebóstwienie metod prowadzące do działań typu „cel uświęca środki”, zamiana wielkiej Obietnicy w serię obietnic pragmatycz- nych ukierunkowanych na utrzymanie władzy). Problem zdaje się polegać na tym, że świata nie da się już skutecznie odczarować; za- wsze będą chętni do ponownego rzucenia na niego, w imię fałszy- wie pojętego dobra wspólnego, czaru własnych pragnień i ambicji. *** Mój Boże! Jakąż ja datę mam położyć?! Ów wybuch po- tworny, któremu kazaliśmy się wyrzucić z Ziemi, rozsa- dził nam rzecz uważaną tam za najtrwalszą ze wszystkie- go, co istnieje, rozsadził nam i popsuł czas. W istocie to jest okropne! pomyśleć tylko, że tu, gdzie jesteśmy nie ma lat, nie ma miesięcy ani dni, naszych krótkich, rozkosz- nych, ziemskich dni… Zegarek mi mówi, że upłynęło już z górą czterdzieści godzin od chwili, kiedyśmy tu spadli; spadliśmy w nocy, a słońce jeszcze nie wzeszło (SG, 31) Zmienia się struktura czasu. Określa on i umiejscawia to, co ważne, co trzeba by z  pewnością zapamiętać; ale, jak się okaże, właśnie to, co warte zapamiętania jako wiekopomne zostaje zatar- te. Jeśli się pojawia, to ledwie jako widmo. Wstrząs „nowej epoki” rozsypał czas na okruchy lub też – nie wiemy tego z całą pewnością 20 Interpretacje literackie – rozciągnął go na pasma o nadzwyczajnej długości. Tak czy ina- czej, czas przestał być znanym nam „czasem”. To także doświadcze- nie protagonistów Lovecrafta stykających się z  istotami spoza (ludzkiego) czasu i przestrzeni (spoza ziemi, która chce być plane- tą ludzi). O nowoczesności pisze Adorno, iż: „Nie ma wątpliwości, że ludzkie poczucie czasu, w  sensie zdolności do doświadczania ciągłości czasowej, zostało mocno nadwyrężone”4. Po spotkaniu z Duchem Ojca Hamlet mówi, że „czas wypadł z ram”, co przytaczam jako formułę ogólną, starającą się pogodzić wiele przekładów, bowiem Szekspir posłużył się frazą niezwykle, mimo zwięzłości, bogatą. Derrida, zdając sobie sprawę z nieosią- galności celu, tak zabiega o jej podsumowanie: „Time is out of joint: czas jest pozbawiony spojeń, zwichnięty, zerwany, porozdziela- ny, czas jest zepsuty, osaczony i zamroczony, jest rozstrojony, jedno- cześnie rozregulowany i oszalały. Czas wypadł z ram, zboczył z kur- su, biegnie poza samym sobą, niedopasowany do samego siebie”. A skoro mowa o czasie, zatem musimy myśleć i o historii: „Hamlet określa w ten sposób roz-spojenie nie tylko czasu, ale także histo- rii i świata, roz-spojenie obecnych czasów, rozstrój naszej epoki”5. Dramatyczne pytanie „Jakąż ja datę mam położyć?!” jest wy- nikiem owego roz-spojenia. Nie tylko czasu, który wypowiedział posłuszeństwo swemu dotychczasowemu biegowi, ale także i prze- strzeni: trudno o bardziej radykalne zerwanie i porozdzielanie jak owa wyprowadzka z Ziemi, niby starannie przemyślana i przygoto- wana, a jednak gwałtowna i przynosząca efekty diametralnie od- mienne od spodziewanych. Pytanie Koreckiego (lecz czy istotnie da się je pomieścić w  kategorii pytania, która zakłada przecież możliwość odpowiedzi?) oznacza, że oto znaleźliśmy się u  kresu historii, przynajmniej w tym sensie, w jakim do tej pory historię pojmowaliśmy. To na pewno kres historii „monumentalnej” i „anty- kwarycznej”, o których pisał Nietzsche i dla których to sposobów 4 Th. Adorno, Umieranie dzisiaj, przeł. P. Graczyk, „Kronos” 2012, nr 3, s. 19. 5 J. Derrida, Widma Marksa. Stan długu, praca żałoby i  nowa Międzynaro- dówka, przeł. T. Załuski, Warszawa 2016, s. 42. 21 Interpretacje literackie ujmowania dziejów data była kwestią podstawową. Można powie- dzieć, kwestią życia i śmierci, gdyż to właśnie one stanowiły nawias zawierający i zamykający poszczególne fakty, osoby, wydarzenia. *** – Jak dawno temu, gdyśmy wyszli z wozu? – spytał po chwili. – Bo ja wiem? może cztery, może pięć albo sześć godzin… – Słońce stało wówczas w zenicie? – Tak. Mataret wyciągnął rękę ku zachodowi. – Patrz, już się skłania. To niepojęte po prostu. Czyżby tak szybko przemieszczało się po niebie? (SZ, 35) Jak niepojęty jest czas i regulujące jego bieg procesy na Księ- życu, tak niezrozumiały jest na Ziemi. Przytoczony fragment to rozmowa dwóch Księżyczan świeżo przybyłych na Ziemię. Niemal Swiftowski zabieg odwrócenia sytuacji i  niechybnego zakłócenia percepcji dotyka bodaj najwrażliwszego miejsca kultury nowoczes- nej: w miarę rosnącego powszechnie pośpiechu życia i napędzają- cych je mechanizmów ekonomicznych i społecznych (nawet Słońce zbyt szybko przesuwa się po niebie), nieumiejętność podmiotu do czasowego określenia siebie staje się niebezpiecznym dziwactwem lub groźną w skutkach ignorancją. „Bo ja wiem?” – jako reakcja na pytanie o czas lokuje nas na dzikim, anarchicznym, niemal rewolu- cyjnym pograniczu świata. Łącząc bezradność i bezsilność wobec otaczających zjawisk, wyraża mimowolnie przyzwolenie na marno- trawienie godzin, lekceważenie minut w świecie, w którym żadna drobina czasu nie może się zmarnować. Takie marnotrawstwo staje się przestępstwem. Skoro „atomy czasu są pierwiastkami zysku”, a „robotnik nie jest już w ogóle niczym więcej niż uosobionym cza- sem pracy”, nie dziwi, że przedłużanie przez pracowników przerw na posiłek „inspektorzy fabryczni nazywają też »drobnymi kra- dzieżami minut«”6. 6 K. Marks, Kapitał, przekł. anonimowy, Warszawa 1970, t. 1, s. 275–276. 22 Interpretacje literackie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Umysł rozstrojony. Próby o trylogii księżycowej Jerzego Żuławskiego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: