Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00474 008491 10740773 na godz. na dobę w sumie
Upośledzeni umysłowo. Poza granicami człowieczeństwa - ebook/pdf
Upośledzeni umysłowo. Poza granicami człowieczeństwa - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 191
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-1147-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Autorka przygląda się temu, jak odbiera i jak ustosunkowuje się do osób niepełnosprawnych umysłowo społeczeństwo i nauka. Gdzie są przez nie wytyczane granice człowieczeństwa i czy można w ogóle te granice wytyczać. Jak człowieka niepełnosprawnego intelektualnie definiowały różne systemy filozoficzno-socjologiczne-psychologiczne od Oświecenia począwszy.

Kolejna publikacja Elżbiety Zakrzewskiej-Manterys związana z tematyką upośledzenia umysłowego (książkę Down i zespół wątpliwości. Studium z socjologii cierpienia wydała w 1995 r.). Przez te wszystkie lata problematyka upośledzenia umysłowego stanowiła jeden z głównych obszarów zainteresowań badawczych autorki.

W prezentowanej książce, autorka nazywa rzeczy po imieniu, ma odwagę pisać wprost, o upośledzeniu umysłowym, co stanowi niebywałą siłę tego tekstu i sprawia, że jest on prawdziwy i wiarygodny.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Uposledzenie_ok 15/10/10 11:33 AM Page 1 Elżbieta Zakrzewska-Manterys jest socjolożką pra cującą w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się metodologią nauk społecznych oraz namysłem nad wykluczeniem społecznym. Ma córkę Hannę oraz syna z zespołem Downa, Wojtka. E l ż b i e t a Z a k r z e w s k a - M a n t e r y s U p o ś l e d z e n i u m y s ł o w o . Elżbieta Zakrzewska-Manterys Upośledzeni umysłowo Poza granicami człowieczeństwa P o z a g r a n i c a m i c z ł o w i e c z e ń s t w a Cena 29 zł ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== strUposledz 15/10/10 4:30 PM Page 1 Upośledzeni umysłowo Poza granicami człowieczeństwa ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== strUposledz 15/10/10 4:30 PM Page 2 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== strUposledz 15/10/10 4:30 PM Page 3 I N S T Y T U T S T O S O W A N Y C H N A U K S P O Ł E C Z N Y C H UW Elżbieta Zakrzewska-Manterys Upośledzeni umysłowo Poza granicami człowieczeństwa ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Recenzent Grażyna Woroniecka Projekt okładki Anna Gogolewska Zdjęcie na okładce © Łukasz Kulicki/iStockphoto.com Redaktor prowadzący Ewa Wyszyńska Redaktor Aleksandra Świętochowska-Lemańska Redaktor techniczny Zofia Kosińska Korektor Elwira Wyszyńska Skład i łamanie Barbara Obrębska © Copyright by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010 ISBN 978-83-235-0731-4 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy Świat 4 http://www.wuw.pl; e-mail: wuw@uw.edu.pl Dział Handlowy: tel. (0 48 22) 55 31 333 e-mail: dz.handlowy@uw.edu.pl Księgarnia internetowa: http://www.wuw.pl/ksiegarnia Wydanie I ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Nieraz trzeba nawet dziesięciokrotnie podejmować na nowo ten sam temat, nawet za cenę narażenia się na opinię, że się ciągle powtarza to samo. Pierre Bourdieu ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Spis treści Wprowadzenie Granice normalności – granice człowieczeństwa ................. 9 CZĘŚĆ I. (Nie)rozumność Oświecenia ........................ 13 Zaślepienie Oświeceniem ........................................................ 15 Upośledzeni i niepełnosprawni ............................................... 32 Upośledzony, czyli kto? ............................................................ 52 CZĘŚĆ II. (Nie)nowoczesność Europy ....................... 69 Chory psychicznie – nasz bliźni .............................................. 71 Wyzwania antypsychiatrii ................................................ 71 Emancypacja pacjentów psychiatrycznych ..................... 77 A miało być tak pięknie ........................................................... 84 Życie codzienne w społeczeństwie ryzyka ...................... 84 Upośledzeni w świetle wartości kosmopolitycznej Europy ................................................................................. 94 Zwielokrotniona refleksyjność w obliczu upośledzenia ....... 109 CZĘŚĆ III. (Nie)ludzkość humanistyki ....................... 121 Piętno upośledzenia ................................................................. 123 Piętno jako konstrukcja społeczna ................................... 123 Upośledzenie jako piętno ................................................... 129 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 8 Spis treści Moralizatorski sadyzm psychologii ........................................ 140 Psychodycea jako uprawomocnienie pedagogiki specjalnej ............................................................................ 141 Pomocna dłoń psychologii humanistycznej ..................... 145 Na straży upośledzenia. Pedagogika specjalna i jej funkcjonariusze ........................................................................ 161 Przemoc pedagogiczna ...................................................... 161 Upośledzeni w poetyce oligofrenopedagogiki ................. 168 Podsumowanie Dedyskursywizacja upośledzenia ........................................... 179 Literatura cytowana ................................................................. 187 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Wprowadzenie Granice normalności – granice człowieczeństwa Jest to kolejna moja publikacja związana z tematyką upośledze- nia umysłowego. Od wydania w roku 1995 książki Down i zespół wątpliwości. Studium z socjologii cierpienia upłynęło wiele lat. Przez te wszystkie lata problematyka upośledzenia umysłowego stanowiła jeden z głównych obszarów moich zainteresowań badaw- czych. Byłam współredaktorką kilku książek zbiorowych, autorką licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych, a nawet bajek i wierszyków. A jednak nie uważam się za osobę uprawiającą subdyscyplinę socjologii pod nazwą „socjologia niepełnosprawno- ści”. Jestem po prostu socjologiem, przedstawicielką, jeśli mogę to tak wyrazić, „socjologii ogólnej”. Fakt, że mam syna z zespołem Downa, stanowił powód, dla którego w ogóle zwróciłam kiedyś uwagę na osoby upośledzone – na to kim one są, w jaki sposób funkcjonują w społeczeństwie, co o nich myślą ludzie, co mają o nich do powiedzenia różne dys- cypliny naukowe traktujące ich jako przedmiot swego zawodowe- go znawstwa. Tyle zawdzięczam mojemu synowi. Ale na tym jego rola się kończy. Skoro już zaczęłam się przyglądać temu, co o upo- śledzonych się mówi i pisze – a bodziec do takiego przyglądania się musiał być potężny, bo upośledzenie jest czymś tak nudnym i nieważnym, że w innych okolicznościach z pewnością nigdy nie ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 10 Wprowadzenie zwróciłabym na nie uwagi – zaczęłam przecierać oczy ze zdumie- nia. Nie mieściło mi się w głowie, jak to jest możliwe, że pod szyl- dem opracowań naukowych uprawia się nic innego jak wierutne bzdury, co gorsza podszyte megalomanią, dobrym samopoczuciem rzetelnego naukowca i pozorem przestrzegania zasad metodologii naukowej. Nie mogłam uwierzyć, że wydaje się mnóstwo książek, otwiera i rozbudowuje uczelnie, kształci dziesiątki tysięcy studen- tów – podczas gdy treścią tych wszystkich działań jest pustka, wy- imaginowany twór „człowiek z niepełnosprawnością intelektual- ną”, marionetka pociągana za sznurki przez ludzi mających może dobre intencje, ale chyba nic poza tym. Nie mogłam się nadziwić jak miałcy, jak nieoczytani, jak nierefleksyjni – i w tym sensie nie- ludzcy – są ludzie, którzy wybrali karierę akademicką, poświęca- jąc się problematyce upośledzenia. Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że mają oni ciepłe posadki, ponieważ bzdury, jakie wypisują, są do tego stopnia niestrawne dla kogoś „spoza branży”, że ryzyko ich przeczytania przez innych ludzi niż koledzy jest praktycznie równe zeru. W ten sposób przez kilkadziesiąt ostatnich lat na ży- wym ciele nauki – a w Polsce działo się to ze szczególną siłą – za- częła pojawiać się narośl, która – naśladując postępowanie nauko- we – przyczyniła się do uczynienia upośledzenia czymś absolutnie nieznośnym, niestrawnym i wyobcowanym ze społecznego świata na tę samą modłę, na jaką wyobcowane są z niego dyscypliny pod- dające je naukowej obróbce. Tym swoim odczuciom i przemyśle- niom zaczęłam dawać wyraz w kolejnych publikacjach. Początko- wo nieśmiało, lecz z każdym rokiem, po zapoznaniu się z kolejnymi przejawami twórczości poświęconej problematyce upośledzenia, moje próby stawały się coraz bardziej śmiałe, nazywające rzeczy po imieniu. Niniejsza książka jest ich uwieńczeniem. Ileż można pisać o upośledzeniu? O czym tu w ogóle pisać? A jednak moje liczne teksty na ten temat zawsze są pisane od po- czątku. Choć oczywiste jest, że do pewnych wątków wracam, na pewne, powtarzające się zagadnienia staram się spoglądać z róż- nych punktów widzenia. Możliwe to jest dlatego, że tak naprawdę głównym przedmiotem moich rozważań wcale nie jest upośledze- nie. Jest ono tylko pretekstem do powiedzenia czegoś, co wydaje mi się ważne, o nas wszystkich i o społecznym świecie, w którym ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Granice normalności – granice człowieczeństwa 11 przyszło nam żyć. Podejmując więc problematykę upośledzenia jako czegoś w społeczeństwie rzadkiego, i w tym sensie nienor- malnego, sięgam do samego źródła socjologii, która – według pro- jektu ojca założyciela tej dyscypliny, Émila Durkheima – zajmując się stanami chorobowymi społeczeństwa, ma za zadanie poznanie natury tego, co normalne1. Z tego też punktu widzenia traktuję nienormalność upośledzo- nych jako skrajny przypadek „obrzeży” człowieczeństwa. Nie chcę windykować ich losu w imię równych szans mniejszości. W prze- ciwieństwie bowiem do innych mniejszościowych kategorii spo- łecznych, upośledzeni umysłowo tak naprawdę nie są mniejszo- ścią. Nieporozumieniem jest traktowanie ich analogicznie do grup mniejszościowych, takich jak Żydzi, homoseksualiści, głusi czy kobiety. Upośledzeni nie mają bowiem własnego języka, własne- go światopoglądu, własnej instytucjonalizacji. Można natomiast powiedzieć, że upośledzeni umysłowo są naszymi alter ego, są „innymi”, w symbolicznym sensie niespełnienia warunków kon- formistycznej normalności. Nie musimy nawet sami siebie pytać skąd wiemy, że oni są nienormalni. Nie musimy im mierzyć inteli- gencji, nie musimy przeprowadzać żadnych testów. Po prostu wie- my, w jednym błysku wszechogarniającego rozumienia, że bycie nierozumnym nie wymaga przedstawiania argumentów. W naszym kręgu cywilizacyjnym przykładamy ogromną wagę do wartości. Wartość jest czymś zbliżającym się do sfery sacrum, jest czymś pozytywnie naznaczonym. Wartością może być mą- drość, wiedza, dostatek. Ale czy wartością może być nierozum- ność? Tradycja Oświecenia uczy nas, że nie. Wydaje mi się, że w dominujących tekstach naszej kultury nierozumność występu- je jako antywartość, albo jako a-wartość. Nierozumność nie jest i nie może być niczym pozytywnym. Obligatoryjne jest zatem za- mknięcie nierozumności w zawłaszczającym ją polu pedagogiki specjalnej. 1 É. Durkheim, Samobójstwo. Studium z socjologii, Oficyna Naukowa, Warszawa 2006. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== CZĘŚĆ I (Nie)rozumność Oświecenia ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Zaślepienie Oświeceniem2 Jeden z najwybitniejszych rzeczników prawa człowieka do wolności, Monteskiusz, w następujący sposób pisze o Murzynach: „Owi ludzie są czarni od stóp do głów i mają nos tak spłaszczony, że prawie niepodobna jest ich żałować. Nie można sobie wyobrazić, aby Bóg w swej nieskończonej mądrości umieścił duszę, a zwłasz- cza duszę dobrą, w czarnym ciele. […] Dowodem, iż Murzyni nie mają rozumu, jest to, że wyżej sobie cenią szklane paciorki niż zło- to, które u cywilizowanych narodów [nations policees] posiada tak ogromną doniosłość. Niepodobna jest, abyśmy przypuszczali, że są to ludzie; gdybyśmy bowiem przypuszczali, że są to ludzie, zaczę- to by mniemać, że my sami nie jesteśmy chrześcijanami. Ciasne umysły o wiele przesadzają krzywdę, jaką się wyrządza Afryka- nom”3. Poglądy takie współczesnemu człowiekowi wydają się szoku- jące. Są one jednak szokujące nie z powodów zasadniczych, lecz z powodów wynikających z okoliczności historycznych. Historia emancypacji rasowej nauczyła nas, że rasa nie powinna być po- wodem dyskryminacji. Z drugiej strony to, że „nie powinna”, nie oznacza, że w ogóle nie może być powodem dyskryminacji. Na przekór politycznej poprawności, nasze codzienne doświadczenia utwierdzają nas w przekonaniu, że owszem, bycie Murzynem jest często okolicznością piętnującą. Piętno rasy, jak twierdzi Erving Goffman, jest „przekazywane z pokolenia na pokolenie i nakłada- 2 A. MacIntyre, Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, Wydaw- nictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996, s. 159. 3 Montesquieu, O duchu praw, 1748, opr. M. Szczaniecki, Warszawa 1957, t. I, s. 354–356. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 16 I. (Nie)rozumność Oświecenia jące jednakową skazę na wszystkich członków rodziny”4. Jesteśmy więc w większym stopniu dziećmi Oświecenia, niż sami zdajemy sobie z tego sprawę. „Szantaż Oświecenia”, jak to ujmuje Michel Foucault, polega na tym, że musimy, czy tego chcemy, czy nie, ustosunkować się do kategorii pojęciowych przez Oświecenie wy- pracowanych; możemy być za albo przeciw, ale kwestię poddaną pod głosowanie podyktowało nam właśnie Oświecenie. „Uważam – pisze Foucault – że uprzywilejowaną dziedzinę analizy stano- wi Oświecenie jako zbiór politycznych, ekonomicznych, społecz- nych, instytucjonalnych i kulturowych zdarzeń, od których wciąż w dużym stopniu zależymy. Myślę także, że jako przedsięwzięcie, mające na celu bezpośrednie połączenie postępu prawdy i histo- rii wolności, sformułowało ono filozoficzne pytanie, stojące przed nami. Ostatecznie sądzę […], że określa ono pewien sposób filozo- fowania”5. Jak twierdzi Anthony Giddens, „tradycja odgrywa najwięk- szą rolę tam, gdzie nie jest uważana za tradycję”6, czyli dopiero dyskursywizacja tradycji, podejmowana w społeczeństwach post- tradycyjnych, umożliwia refleksyjne zajęcie stanowiska wobec tradycji i wyodrębnienie jej jako osobnego tematu rozważań. Idąc tym tropem, można stwierdzić, że Oświecenie zaczęło się stawać coraz donioślejszym punktem odniesienia, w miarę jak kolejne po- kolenia myślicieli zaczęły sobie coraz wyraźniej uzmysławiać, że stanowi ono tradycję, do której wszyscy mniej lub bardziej świa- domie się odnosimy. Wśród autorów podejmujących problematykę filozoficznych podwalin nowoczesności nie ma zgody co do tego, w którym momencie spadek Oświecenia został przywrócony namy- słowi nad racjonalistycznymi korzeniami naszej kultury. Przykła- dowo, Giddens upatruje tego zwrotnego momentu w zwróceniu się 4 E. Goffman, Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości, Gdańskie Wy- dawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005, s. 34. 5 M. Foucault, Czym jest Oświecenie?, w: M. Foucault, Filozofia, historia, polityka. Wybór pism, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, s. 286. 6 A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, w: U. Beck, A. Gid- dens, S. Lash, Modernizacja refleksyjna. Polityka, tradycja i estetyka w po- rządku społecznym nowoczesności, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 91. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== Zaślepienie Oświeceniem 17 ku „nihilizmowi” Nietzschego i Heideggera. Giddens twierdzi, że obaj ci myśliciele zamierzali zdystansować się wobec założyciel- skich roszczeń oświecenia, jednak „nie potrafią poddać ich kry- tyce z perspektywy lepszych czy lepiej ugruntowanych założeń. Porzucają więc pojęcie «krytycznego przezwyciężania», stojące w centrum oświeceniowej krytyki dogmatu”7. Z owej niemożności wyciąga Giddens wniosek, że ujawnianie ukrytych założeń oświe- cenia a przezwyciężenie tych założeń, to dwa zupełnie różne zada- nia. O ile Nietzschemu udało się to pierwsze zadanie, a nawet sto lat wcześniej antycypował zmiany, które będą w tym kierunku zmie- rzać, o tyle drugie zadanie, przynajmniej w odniesieniu do czasów, w których żyjemy, wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Stąd Giddens przeciwstawia się używaniu pojęcia „ponowoczesność”, które sugerowałoby zerwanie z nowoczesnością i przezwyciężenie jej założeń. W zamian za to proponuje posługiwanie się pojęciem „nowoczesności, która zaczyna rozumieć siebie samą”8. Inspira- cje nietzscheańskie pozwalają na uświadomienie sobie, że wszy- scy jesteśmy dziećmi epoki, w której żyjemy, i nawet najbardziej radykalna myśl krytyczna nie jest w stanie wyjąć nas z historii, do której należymy, i postawić nas na zewnątrz. Wprowadzone przez Foucaulta pojęcie „szantażu Oświecenia” nabiera w tym kontekś- cie szczególnie wyrazistego znaczenia. Giddens zauważa, że jed- nym z największych paradoksów XX wieku było to, że radykal- ny empiryzm reprezentowany przez pozytywizm logiczny podjął najbardziej nieprzejednaną walkę o usunięcie z racjonalnej myśli wszystkich pozostałości tradycji i dogmatu. Nie ma chyba w dwu- dziestowiecznej filozofii bardziej dogmatycznego i nietolerancyj- nego stanowiska. Giddens komentuje to następująco: „U sedna no- woczesności leży, jak się okazuje, zagadka, której nie można chyba «przezwyciężyć». Pozostajemy z pytaniami tam, gdzie kiedyś leża- ły – jak nam się wydawało – odpowiedzi”9. Na zupełnie inny kontekst nawiązywania do Oświecenia, ro- zumianego jako epoka inicjująca nowoczesność, zwraca uwa- 7 A. Giddens, Konsekwencje nowoczesności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008, s. 34. 8 Tamże. 9 Tamże, s. 35. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== 18 I. (Nie)rozumność Oświecenia gę Zygmunt Bauman. Twierdzi on mianowicie, że problematyka wieloznacznej nowoczesności została po raz pierwszy podjęta przez przedstawicieli pierwszego pokolenia Szkoły Frankfurckiej, Adorna i Horkheimera. To oni, zdaniem Baumana, po raz pierw- szy obwieścili, że „Oświecenie to mityczny strach, który przybrał charakter radykalny… Absolutnie nic nie może pozostawać na ze- wnątrz, bowiem sama idea zewnętrzności jest podstawowym źró- dłem strachu […]. Oświecenie zatarło ślady własnej niepewności. Jedyny sposób myślenia na tyle słyszalny, by obalać mity, samo- unicestwia się w końcu”10. Bauman uważa, że diagnoza postawiona przez frankfurtczyków jest zbyt radykalna, bowiem samounice- stwienie Oświecenia nie oznacza całkowitej rezygnacji z filozo- ficznego w nim ugruntowania myślenia nowoczesnego, lecz raczej świadczy o tym, że „obalające mity myślenie (które Oświecenie mogło tylko wzmocnić, zamiast usunąć na margines) okazało się nie tyle samo-unicestwiające, ile unicestwiające butę, wyniosłość i uniwersalne ambicje prawodawcze nowoczesności”11. Z tego też powodu Bauman sam siebie uważa za dziecko Oświecenia, gdy pisze: „Książka, którą przedstawiamy, próbuje wypełnić szkielet «dialektyki Oświecenia» historycznym i socjologicznym mię- sem”12. Mimo więc akcentowania zupełnie innych przesłanek skłaniających do zainteresowania się „problematyką Oświecenia”, niż to czyni Giddens, obaj myśliciele dochodzą do wspólnych wnio- sków: widząc bliski związek Oświecenia z roszczeniami rozumu, traktują oświeceniowy sposób myślenia jako ciągle obowiązujący. Oświecenie w tym sensie nie jest epoką historyczną, ale pewną formacją myślową zakreślającą kontury naszego nowoczesnego świata. Martin Heidegger, podejmując zagadnienie przezwyciężenia metafizyki, pisze o tym, że metafizyki nie możemy się po prostu pozbyć, tak jak pozbywamy się jakiejś opinii, zmieniając zdanie na jakiś temat. Przezwyciężyć metafizykę możemy tylko w ten 10 M. Horkheimer, T. W. Adorno, Dialectics of Enlighment, New York 1972, s. 4 i 16, cyt. za: Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wie- loznaczna, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 32. 11 Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna…, s. 33. 12 Tamże, s. 32. ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw==
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Upośledzeni umysłowo. Poza granicami człowieczeństwa
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: