Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00129 005554 13091732 na godz. na dobę w sumie
Uroda i pieniądze  - ebook/pdf
Uroda i pieniądze - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8300-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Lindy Ryman wynajmuje niewielki domek w rozległym majątku Chandry w Anglii. Posiadłość tę nabył niedawno grecki milioner, Atreus Dionides. Lindy słyszała, że jest niezwykle przystojny i bajecznie bogaty, ale rzadko przyjeżdża do nowej rezydencji. Pewnego razu, gdy Lindy kąpie się nago w strumieniu, na brzegu niespodziewanie zjawia się nieznajomy mężczyzna - nowy właściciel. Zachowuje się bardzo arogancko. Upokorzona Lindy ma nadzieję, że już go nigdy nie spotka. Zastanawia się, czy nie będzie musiała się wyprowadzić. Jednak Atreus ma wobec niej inne plany...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Lynne Graham Uroda i pieniądze Tłumaczyła Iwa Pilawska Tytuł oryginału: Greek Tycoon, Inexperienced Mistress Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Pogoda Korekta: Krystyna Cholewa ã 2010 by Lynne Graham ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8300-5 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 328 ROZDZIAŁ PIERWSZY Kiedy dwaj starsi członkowie zarządu firmy Dionides Shipping powtarzali pytania, na które juz˙ dawno udzielono odpowiedzi, Atreus skupił uwa- gę na brązowej rzeźbie w stylu art déco, stojącej po przeciwnej stronie sali konferencyjnej. Przedsta- wiała hiszpańską tancerkę o pełnych biodrach, jedynie na wpół ubraną w coś, co najwyraźniej miało uchodzić za cygański strój. Gdy Atreus objął stanowisko dyrektora general- nego rodzinnej firmy, był zaskoczony tą dekoracją. Roznegliz˙owana postać ani trochę nie pasowała do konserwatywnego światopoglądu jego dziadka. – Przypomina moją pierwszą miłość – wyjaśnił mu dziadek z nieobecnym spojrzeniem. – Poślubi- ła innego męz˙czyznę. Atreus nie wyobraz˙ał sobie, z˙e podobny zawód mógłby spotkać jego – postawnego, czarnowłosego męz˙czyznę o oczach ciemnych jak smoła, który zawsze był obiektem poz˙ądania. Juz˙ jako nastolatek nie mógł opędzić się od pięknych, chciwych kobiet, pragnących zdobyć jego względy oraz fortunę. Dwukrotnie padł ofiarą fałszywych oskarz˙eń o ojcostwo, postanowił więc, z˙e weźmie za z˙onę 6 LYNNE GRAHAM wyłącznie kobietę z pokaźnym majątkiem i o po- dobnej pozycji społecznej. Przestrogą był dla nie- go niez˙yjący juz˙ ojciec, który w wieku czterdziestu lat nieoczekiwanie opuścił z˙onę i dziecko i uciekł z parającą się pozowaniem do obrazów modelką, znaną z z˙ywiołowych tańców na stołach. Wczesne dzieciństwo urodzonego z tego związ- ku Atreusa upłynęło pośród wybryków rodziców, którzy zatracili się w pogoni za przyjemnościami. Nic dziwnego, z˙e później, wychowywany przez surowego wuja i ciotkę, zaczął wystrzegać się wszelkich porywów serca. To one doprowadziły jego ojca do upadku. Atreus poprzysiągł sobie, z˙e nie powtórzy jego losu. Jednak brązowy posąg kobiety nabrał ostatnio dla Atreusa szczególnego znaczenia. Przypominał mu o zdarzeniu, które miało miejsce kilka tygodni wcześniej w jego posiadłości. Gdy ciepłym letnim popołudniem przechadzał się po lesie, natknął się na brunetkę o pełnych kształtach, która kąpała się nago w rzece. Obecność kobiety na jego prywat- nym terenie doprowadziła go do pasji. Zapłacił przeciez˙ majątek za odosobnioną posiadłość, a za- trudnieni przez niego liczni ochroniarze mieli strzec jego prywatności przed intruzami i obiek- tywami aparatów. Jak na ironię, wspomnienie krągłości tamtej ko- biety nie dawało mu spokoju – ani za dnia, ani w nocy. A przeciez˙ ani trochę nie przypominała eleganckich blondynek, które zwykle go pociągały. URODA I PIENIĄDZE 7 W ogóle nie była w jego typie. Jak dowiedział się od zarządcy majątku, Lindy Ryman była eks- centryczną miłośniczką zwierząt, która utrzymy- wała się ze sprzedaz˙y własnoręcznie wyrabia- nych świec i potpourri. Regularnie chodziła do kościoła, była szanowaną członkinią lokalnej społeczności, a swoje pełne kształty na co dzień ukrywała pod długimi spódnicami i wełnianymi swetrami. W pierwszej chwili potraktował ją surowo, przekonany, z˙e – jak wiele kobiet przed nią – celo- wo zaaranz˙owała ich spotkanie. Gdy jednak zo- rientował się, z˙e Lindy nie jest podstępną kusiciel- ką, wysłał jej bukiet kwiatów i przeprosiny. Zdu- miało go, z˙e zignorowała ten gest i nie zadzwoniła pod numer, który dołączył do kwiatów. Zirytował się, zdawszy sobie sprawę, jak wiele czasu poświęcił rozmyślaniom o tej kobiecie. Roz- waz˙ał zaoferowanie jej rekompensaty za wypro- wadzenie się z domku, który wynajmowała na jego terenie. Co z oczu, to z serca, pomyślał. Jej wy- prowadzka będzie najlepszym lekarstwem na to, co mu doskwierało. Był przeciez˙ zbyt inteligentny i zbyt rozsądny, by ulec wdziękom kobiety pod kaz˙dym względem dla niego nieodpowiedniej. – Rozstałeś się z Sarah? – powtórzyła Lindy, wpatrując się w Bena. – Zaczęła traktować nasz związek zbyt powaz˙- nie. Dlaczego kobiety zawsze to robią? – zapytał 8 LYNNE GRAHAM Ben z udręczoną miną męz˙czyzny, któremu wiecz- nie naprzykrzały się zadurzone wielbicielki. Spójrz w lustro, a zrozumiesz, o mało nie po- wiedziała Lindy. Ją samą, jeszcze na studiach, oczarowały blond włosy, zielone oczy i smukła sylwetka Bena. Jednak on od razu umieścił Lindy w szufladce z napisem ,,kolez˙anki’’. Nie mogła z niej uciec. Ben spotykał się wyłącznie z drob- nymi, szczupłymi dziewczynami, przy których Lindy czuła się wielka i niezgrabna. Dawna fascynacja Benem minęła, a Lindy tylko obserwowała, jak owija on sobie wokół palca kolejne ślicznotki. Nie interesowały go powaz˙ne związki, a jedynie dobra zabawa. Jednak mimo błyskotliwej kariery inwestora w londyńskim City i szeregu kosztownych gadz˙etów – luksusowego samochodu, eleganckich garniturów, karnetu na elitarną siłownię – nie wydawał się szczęśliwy. – Skoro nie byłeś tak zaangaz˙owany jak ona, moz˙e to i lepiej, z˙e się rozstaliście – odparła Lindy. Było jej z˙al Sarah, która, sądząc z opowieści Bena, była bardzo miłą dziewczyną. Z pewnością roz- paczała po jego stracie – tak jak i Lindy niegdyś rozpaczała, choć nigdy przeciez˙ nie byli razem. – Wyśmienicie gotujesz – westchnął Ben, bio- rąc kolejny kęs kruchego ciasta marchewkowego. Zacisnęła wargi, zauwaz˙ywszy w duchu, z˙e ta umiejętność nie podnosi jej szans u płci przeciw- nej. Jak sądziła, jej problemy wynikały z tego, z˙e było jej po prostu za duz˙o. Od kiedy w szkole URODA I PIENIĄDZE 9 przyrównano ją do staroz˙ytnej bogini płodności i bezlitośnie wyśmiewano z tego powodu, zniena- widziła swój pełny biust i okrągłe biodra. Diety i ćwiczenia nie przynosiły z˙adnych efektów. Choć nie miała nadwagi, wstydziła się swego duz˙ego apetytu. Lindy, jedynaczka pochodząca z biednej rodzi- ny, przerwała studia prawnicze, by zaopiekować się matką, która zapadła na nieuleczalną chorobę. Po jej śmierci była zdecydowana kontynuować studia, jednak wyjątkowo cięz˙ki atak mononuk- leozy udaremnił jej powrót na uczelnię. Gdy wre- szcie wyzdrowiała, straciła zainteresowanie do na- uki i podjęła pracę w biurze. Wynajmowała wtedy mieszkanie z przyjaciół- kami, Elinor i Alissą. Obie jednak szybko wyszły za mąz˙, wyjechały za granicę, załoz˙yły rodziny i spotykały się rzadko. Ale właśnie w czasie pobytu w letnim domku Elinor i jej męz˙a Jasima Lindy zakochała się w wiejskim z˙yciu. Gdy tylko znalaz- ła domek do wynajęcia w przystępnej cenie – nie- wielką stróz˙ówkę na skraju rozległej posiadłości – zrobiła śmiały krok i na dobre wyprowadziła się z miasta. Od tamtej pory zarabiała, robiąc to, co lubiła najbardziej. Hodowała lawendę i róz˙e, wyrabiała świece i potpourri, które sprzedawała przez inter- net. Gdy brakowało jej pieniędzy, podejmowała prace dorywcze, ale większość czasu pochłaniała jej pomoc w schronisku dla zwierząt. Przygarnęła 10 LYNNE GRAHAM stamtąd dwa psy – Samsona i Salcesona. Choć znajomi twierdzili, z˙e marnuje sobie młodość, Lindy była zadowolona ze swego domu, skrom- nego dochodu i prostego z˙ycia. W kaz˙dym Edenie czaił się jednak wąz˙, przy- znała ze smutkiem. Jej węz˙em okazał się Atreus Dionides – nowy, niesłychanie bogaty właściciel Chantry House – okazałej georgiańskiej rezydencji w rozległym majątku. Przez niego nie mogła juz˙ przechadzać się swobodnie po hektarach parków i lasów. Co gorsza, jedyne spotkanie z tym męz˙- czyzną upokorzyło ją i zdenerwowało tak bardzo, z˙e zaczęła rozwaz˙ać przeprowadzkę. – Czy Pip na pewno nie sprawi ci problemu? – zapytał Ben, zbierając się do wyjścia. – Będzie mu tu dobrze. Wrodzona szczerość Lindy kazała jej uniknąć odpowiedzi. Pip nie był bynajmniej jej ulubionym gościem. Piesek rasy chihuahua nalez˙ał do matki Bena, która zawsze powierzała go opiece syna, gdy wyjez˙- dz˙ała na wakacje. Złośliwy Pip, gdyby był więk- szy, z pewnością musiałby nosić kaganiec. Bez przerwy warczał, szczekał i gryzł, wystawiając na próbę cierpliwość nawet kochającej psy Lindy. – Nie powinieneś był tu parkować – powie- działa Lindy, odprowadziwszy Bena do samocho- du. – Zarządca kazał mi zadbać, z˙eby moi goś- cie zatrzymywali się przed bramą wjazdową do posiadłości. URODA I PIENIĄDZE 11 – Ten nowy właściciel nieźle utrudnia ci z˙ycie – odparł Ben. Usiadł za kierownicą i otworzył okno. Gdy przez wysoką bramę wjechała długa czarna limuzyna, Lindy zamarła. Po chwili przykucnęła, by schować się za sportowym autem Bena. – Co ty wyprawiasz? – zapytał. – Nie odjez˙dz˙aj, dopóki nie przejedzie ta limu- zyna! – syknęła Lindy czerwona jak burak. Samochód sunął powoli po drodze, az˙ zniknął za rogiem. Lindy wstała. Jej fiołkowe oczy pełne były napięcia i niepokoju. – Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał Ben. – Niewaz˙ne. – Lindy niezbyt przekonująco wzruszyła ramionami. Umówiła się z Benem na odbiór Pipa w następny piątek, po czym popędziła do domu, w którym piesek juz˙ warczał na schowa- nego pod krzesłem Salcesona. Minęło sześć tygodni od spotkania z Atreusem Dionidesem. Na samo jego wspomnienie ciarki przechodziły jej po plecach. Wciąz˙ nie mogła pogodzić się z faktem, z˙e grecki potentat ujrzał ją zupełnie nagą. Nie dość, z˙e jako pierwszy męz˙- czyzna widział ją w takim stanie, to jeszcze do- szczętnie ją upokorzył. Gdyby przypuszczała, z˙e ktoś moz˙e ją zobaczyć, nie odwaz˙yłaby się zdjąć choćby skarpetki. Wstydziła się pokazywać pub- licznie nawet w kostiumie kąpielowym, a na kąpiel bez ubrania w rzece zdecydowała się po raz pierw- szy... i ostatni! 12 LYNNE GRAHAM Za kaz˙dym razem, gdy wspominała tamto popo- łudnie, wzdrygała się i przeklinała swoją głupotę. Był to najgorętszy dzień lata, a ona spędziła cały poranek, rozładowując dostarczone do schroniska siano. Cała lepka od potu wracała na rowerze do domu. Nagle zapragnęła ochłodzić się w rzece. Kamienie tworzyły w jej korycie bezpieczny natu- ralny basen, w którym Lindy często pluskała się poprzedniego lata. Tyle z˙e wtedy posiadłość wciąz˙ jeszcze nalez˙ała do starszego pana, który przez większość czasu przebywał za granicą i w z˙aden sposób nie ograni- czał swobody mieszkańcom majątku. Natomiast Atreus Dionidos nie tylko zainstalował nowoczes- ny system zabezpieczeń, ale takz˙e kazał zarządcy niezwłocznie wysłać do wszystkich mieszkańców list informujący o nowych zasadach korzystania z terenu i podkreślający, z˙e właściciel z˙yczy sobie prywatności i spokoju. Tamtego upalnego dnia Lindy chciała tylko na chwilę zamoczyć stopy w zimnej wodzie. Nigdy nie widziała z˙ywej duszy w zakątku nad rzeką, a rosnące nad brzegiem drzewa i krzewy szczelnie go osłaniały. Poniewaz˙ był środek tygodnia, a ona wiedziała, z˙e Dionides odwiedza rezydencję tylko w weekendy, uległa pokusie i spontanicznie zrobi- ła coś zupełnie nie w swoim stylu. Zrzuciła ubra- nie, zostawiła je na brzegu i weszła do przezro- czystej, chłodnej wody. – Co ty tutaj robisz? – po kilku minutach URODA I PIENIĄDZE 13 groźny męski głos brutalnie przerwał orzeźwiającą kąpiel. Ze strachu Lindy o mało nie wyskoczyła ze skóry. Obróciła się i widząc stojącego na brzegu męz˙czyznę, natychmiast zanurzyła się po szyję. Ubrany w elegancki czarny garnitur, białą ko- szulę i jedwabny krawat męz˙czyzna wyglądał dzi- wacznie w otoczeniu lasu. Rozpoznała go od razu, gdyz˙ widziała jego zdjęcie w artykule o nowym właścicielu Chantry. Nawet na czarno-białej foto- grafii był niezwykle przystojny, choć z surowych rysów jego twarzy bił chłód. Natomiast na z˙ywo okazał się ideałem śródziemnomorskiej urody, która zwaliłaby z nóg kaz˙dą kobietę. – To teren prywatny – powiedział. Lindy skrzyz˙owała ręce na piersiach, by je zasłonić. – Przepraszam – wydusiła. – Więcej się to nie powtórzy. Gdy tylko pan odejdzie, wyjdę z wody i ubiorę się. – Nigdzie nie pójdę. Nie powiedziałaś mi jesz- cze, co tutaj robisz. – Straszny dzisiaj upał. Postanowiłam trochę popływać dla ochłody. – Naga i w pełnej gotowości na moje przyjście? – odparł Grek szyderczym tonem. – Nie interesują mnie nagie pannice w lasach ani szybkie numerki na świez˙ym powietrzu. Tracisz czas. Gdy Lindy zdała sobie sprawę, z˙e Dionides podejrzewa ją o rozmyślne zaaranz˙owanie spot- 14 LYNNE GRAHAM kania, była w tak cięz˙kim szoku, z˙e tylko wlepiła w niego zdumiony wzrok. – Który z moich pracowników powiedział ci, z˙e tutaj przyjdę? – warknął. – Zawsze pan tak paranoicznie reaguje? Robi mi się naprawdę zimno. Proszę odejść, a ja zniknę z pana terenu w mgnieniu oka. Wzmianka o paranoi najwyraźniej go rozsierdzi- ła. Wyprostował szerokie plecy, zacisnął zęby i prze- szył ją spojrzeniem ciemnych jak węgiel oczu. – Kto cię poinformował? – Nikt, przysięgam. Po prostu przejez˙dz˙ałam przez las. Wynajmuję domek w pana majątku. A teraz chciałabym wyjść na brzeg i wrócić do siebie. – Mieszkasz tutaj? A zatem weszłaś na mój teren mimo wyraźnego polecenia, by szanowano moją prywatność? – Mieszkam w stróz˙ówce. Gdybym wiedziała, z˙e jest pan dziś w domu, nie ośmieliłabym się tego zrobić – odpowiedziała szczerze. Przeszył ją lodo- waty dreszcz. Potrafiła wytrzymać zimną wodę tylko wtedy, gdy mogła w niej pływać i skakać. – A teraz proszę, by zachował się pan jak dz˙entel- men i... kontynuował spacer. – Dz˙entelmeni dawno wyginęli. – Wyjął z kie- szeni telefon komórkowy. – Dzwonię po ochronia- rzy. Zajmą się tobą. Lindy nie mogła dłuz˙ej tego znieść. – Przeprosiłam pana. Co jeszcze mogę zrobić? URODA I PIENIĄDZE 15 Jestem kobietą, która stoi naga w lodowatej wo- dzie, a pan chce wzywać kolejnych męz˙czyzn, z˙eby zobaczyli mnie w tym stanie? Jest mi zimno i chcę się ubrać! – Tego ci nie bronię. Nie mogła dłuz˙ej czekać. Było jej tak zimno w stopy, z˙e wzdrygnęła się z bólu. Doszczętnie upokorzona i rozzłoszczona jego uporem, wynu- rzyła się z wody, unikając jego wzroku. Dionides nawet się nie obrócił. Stał w miejscu, niewzru- szony. Fakt, z˙e z˙aden męz˙czyzna nie widział jej wcześ- niej bez ubrania, uczynił to przez˙ycie jeszcze bar- dziej bolesnym. Nie tracąc czasu na osuszenie się i włoz˙enie bielizny, z trudem wciągnęła dz˙insy i T-shirt na mokrą skórę i ruszyła do domu. Dotarła do niego oszołomiona i zapłakana, nie mogąc pogodzić się z poniz˙eniem, jakiego do- znała. Czterdzieści osiem godzin później Dionides przysłał jej okazały bukiet kosztownych kwiatów oraz kartkę z przeprosinami, zaproszeniem na ko- lację i numerem telefonu. Nie mogła się nadziwić, jak wielki miał tupet. Jego zaproszenie obudziło w niej tylko złość i frustrację. Lindy przyjaźniła się z Phoebe Carstairs – sio- strą Emmy, kierowniczki schroniska, a zarazem gospodynią Dionidesa. Dzięki temu doskonale zdawała sobie sprawę z jego reputacji kobieciarza. Phoebe nigdy nie widziała swojego pracodawcy dwukrotnie w towarzystwie tej samej kobiety. 16 LYNNE GRAHAM Twierdziła, z˙e gustował w drobnych blondynkach. Lindy zrozumiała, z˙e Dionides przywykł do ciąg- łych pochwał, zachwytów i łatwego seksu z kobie- tami, które dostarczały mu rozrywki najwyz˙ej na jeden weekend. Lindy do nich nie nalez˙ała. Jak Dionides śmiał w ogóle sugerować, z˙e chciałaby się z nim zoba- czyć po tym, jak ją potraktował? Nad rzeką poka- zał swe prawdziwe oblicze. Tak, moz˙e i był znako- mitym biznesmenem, który zmienił podupadającą firmę w giganta z˙eglugi. Moz˙e i był zabójczo przystojny i niebywale bogaty. Ale pod piękną maską o klasycznych rysach tkwił zimny, pozba- wiony uczuć i manier, za to pełen pogardy wobec kobiet męz˙czyzna. Nie miała ochoty więcej go widzieć. Zobaczyła go jednak prędzej, niz˙ się spodzie- wała – i to w okolicznościach, które nie pozwalały na okazanie antypatii, jaką do niego z˙ywiła. Sypialnia Lindy była jedynym pokojem w jej domku, z którego roztaczał się widok na rezyden- cję Chantry. Właściwie widziała stamtąd tylko zachodnie skrzydło rozległego budynku, które od kilku tygodni adaptowano na pomieszczenia dla słuz˙by. Zasłonięte rusztowaniami, nie prezentowa- ło się chwilowo najlepiej. Tuz˙ przed północą, gdy Lindy zasłaniała okna przed pójściem do łóz˙ka, na bezchmurnym niebie dostrzegła kłąb dymu uno- szący się z dachu. Marszcząc brwi, wpatrywała się w niebo tak długo, az˙ ujrzała kolejny. Na dachu nie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Uroda i pieniądze
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: