Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00855 020687 17747967 na godz. na dobę w sumie
Uśmiech życia - ebook/pdf
Uśmiech życia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 113
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Panna Ninka poważnie myśli o życiu zakonnym i czyni ku temu stosowne kroki, przekonana o słuszności wyboru. Bohaterka powieści Marii Paprockiej pragnie wstąpić do klasztoru, lecz nieuchronny proces dojrzewania, przebywanie wśród ludzi powoli odwodzą ją od tego zamiaru. Dziewczyna z czasem zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę jej przeznaczeniem jest ślub i życie z ukochanym, ten jednak przejawia żywe zainteresowanie inną kobietą – niejaką Julią Nessel... Czy historia ta doczeka się szczęśliwego zakończenia? Tego dowiesz się już z samej lektury.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. Maria Paprocka U(cid:285)MIECH (cid:297)YCIA Wydawanictwo „Tower Press” Gda(cid:276)sk 2001 1 „Poznaj samego siebie...” W Źre(cid:296)nie, na Parkstrasse, znajduje si(cid:266) ładna willa, oddzielona od ulicy (cid:298)elaznemi sztachetami i małym skrawkiem ziemi, nosz(cid:261)cym miano ogrodu. Od wielu lat zamieszkiwała j(cid:261) hrabina Tenczy(cid:276)ska. Samotna i odosobniona staruszka zaledwie kilka razy na rok przyjmowała szczupł(cid:261) liczb(cid:266) bli(cid:298)szych swoich krewnych lub znajomych, bawi(cid:261)cych w Źre(cid:296)nie przejazdem. S(cid:261)siedzi nie zajmowali si(cid:266) mieszkank(cid:261) cichej willi. Tryb jej (cid:298)ycia nie dostarczał tematu do gaw(cid:266)d. Regularne wycieczki do ko(cid:286)cioła, spacery do blizkiego Thiergartenu i wczesne gaszenie (cid:286)wiateł w całym domu – oto wszystko, co mo(cid:298)na było powiedzieć. Źzie(cid:276) był jasny i wesoły. Przez otwarte weneckie okno willi wdzierały si(cid:266) smugi sło(cid:276)ca, rozlewały po wykwintnych sprz(cid:266)tach i drobiazgach, kładły złote odblaski na ornamentach (cid:286)cian i krzeseł w stylu Ludwika XV, wi(cid:261)zały si(cid:266) w aureole na zagi(cid:266)ciach figurek porcelanowych, zdobi(cid:261)cych kominek i eta(cid:298)erki. Pokój był niedu(cid:298)y, lecz urz(cid:261)dzony z wielkim gustem, nie raził (cid:298)adnym nieodpowiednim szczegółem lub banalno(cid:286)ci(cid:261). Był cały w najczystszym stylu rococo, rodzaju, który najcz(cid:266)(cid:286)ciej spotkać mo(cid:298)na w domach drezde(cid:276)skich, pami(cid:266)taj(cid:261)cych złote czasy tego miasta z zeszłego wieku. Szukało si(cid:266) mimowoli mieszka(cid:276)ców, wła(cid:286)ciwych do tych stylowych ramŚ drobnej twarzyczki z muszk(cid:261), upudrowanymi lokami i wachlarzem, albo margrabiego w (cid:298)abocie i koronkach, z trójgraniastym kapeluszem i szpad(cid:261). A mo(cid:298)e w wazonie na kominku wsuni(cid:266)ty był dyskretnie jaki bilecik male(cid:276)ki, z wierszami o bóstwach i nimfach, o szmerze strumyka i woni kwiatów, a maj(cid:261)cy wyra(cid:298)ać uczucie, rozbudzone w malowniczych ruchach menueta, ta(cid:276)czonego na dworze rozbawionego króla Augusta? Wszystko być mo(cid:298)e w my(cid:286)li i wspomnieniu, je(cid:298)eli rzeczywisto(cid:286)ć nie wyrównywa urokiem tym obrazom przeszło(cid:286)ci. Ale małego pokoiku nie trzeba było zaludniać postaciami wyobra(cid:296)ni. Przy małym stoliku siedziała młodziutka blondynka i, czytaj(cid:261)c ksi(cid:261)(cid:298)k(cid:266), zasłaniała r(cid:266)k(cid:261) oczy przed ra(cid:298)(cid:261)cymi promieniami sło(cid:276)ca. Włosy miała bardzo jasne, gładko i skromnie zaczesane, oczy du(cid:298)e i my(cid:286)l(cid:261)ce, cer(cid:266) tylko nikł(cid:261) jak(cid:261)(cid:286) i blad(cid:261). Cało(cid:286)ć poci(cid:261)gała urokiem słodyczy i łagodno(cid:286)ci. Czytała z wielkiem zaj(cid:266)ciem i uwag(cid:261). Czasem patrzała przed siebie, nie widz(cid:261)c otoczenia, czasem oczy przymru(cid:298)yła, jakby goniła my(cid:286)l(cid:261) gdzie(cid:286) bardzo daleko, mo(cid:298)e w krain(cid:266) marzenia i szcz(cid:266)(cid:286)cia, a mo(cid:298)e za romantycznymi bohaterami powie(cid:286)ci, za ich przygodami i miło(cid:286)ci(cid:261)... „(cid:297)ycie (cid:286)wi(cid:266)tej Teresy, przez ni(cid:261) sam(cid:261) opisane” – był tytuł ksi(cid:261)(cid:298)ki. Panienka znów oczy przymru(cid:298)yła, i my(cid:286)l jej popłyn(cid:266)ła (cid:286)wietlanym szlakiem miło(cid:286)ci, dobra i cnoty, prowadzona głosem (cid:285)wi(cid:266)tej. „Cierpienie jest łask(cid:261), zesłan(cid:261) dla wybranych, cierpienie wykazuje błaho(cid:286)ć doczesnych celów i zabiegów, daje nadziej(cid:266) i d(cid:261)(cid:298)enie do lepszego (cid:286)wiata, zbli(cid:298)a do Boga i w cnocie utrwala, cierpieniem znaczy si(cid:266) pochód do doskonało(cid:286)ci moralnej, cierpienie jednoczy złogiem, a wtem zjednoczeniu jest spokój ducha. (cid:297)ycie jest prób(cid:261) ognia, w którym niektóre dusze pal(cid:261) si(cid:266) na zgliszcza i popioły, a inne przetapiaj(cid:261) si(cid:266) na czyste złoto, aby błyszczeć cnot(cid:261), szcz(cid:266)(cid:286)ciem, w duchu Bo(cid:298)ym i spokoju.” Na twarzy czytaj(cid:261)cej odbiło si(cid:266) przygn(cid:266)bienie. Ludzie i ksi(cid:261)(cid:298)ki mówili jej tylko o walce z (cid:298)yciem, wiedziała, (cid:298)e walczyć nieraz trzeba z losem i przeciwno(cid:286)ciami, z własnemi słabostkami i natur(cid:261), z pokusami i złymi lud(cid:296)mi, ale na my(cid:286)l walki l(cid:266)k j(cid:261) jaki(cid:286) ogarniał i zw(cid:261)tpienie we własne siły. Czytała dalej z zaj(cid:266)ciem, jakby w słowach (cid:285)wi(cid:266)tej szukała uspokojenia i wskazówki Źo pokoju weszła panna słu(cid:298)(cid:261)ca. 2 – Pani hrabina prosi, a(cid:298)eby panienka po przebraniu si(cid:266) zeszła zaraz do salonu. Przyszedł żo(cid:286)ć był dalekim krewnym nie(cid:298)yj(cid:261)cego m(cid:266)(cid:298)a hrabiny Tenczy(cid:276)skiej i przypuszczalnie pan Władysław Tenczy(cid:276)ski. jedynym jej spadkobierc(cid:261). Młoda panienka wstała i zaczeła si(cid:266) przebierać. Panna słu(cid:298)(cid:261)ca rozplotła jej bogate blond włosy, które si(cid:266) bez sztucznej pomocy naturalnie kr(cid:266)ciły i składały nad czołem ładne loczkiś ale wła(cid:286)cicielka nie wiedziała snad(cid:296) o ich pi(cid:266)kno(cid:286)ci i uroku, gdy(cid:298) nie patrz(cid:261)c nawet do lustra, rzekła niedbaleŚ – Zaczesz jak mo(cid:298)na najgładziej, a warkocz nizko upnijś wi(cid:266)cej nic nie trzeba. – Ale(cid:298) panieneczce b(cid:266)dzie nie do twarzy! – Nic nie szkodzi. Blondynka spojrzała na przygotowan(cid:261) przez pann(cid:266) słu(cid:298)(cid:261)c(cid:261) sukni(cid:266), i lekki u(cid:286)miech przebiegł przez jej usta. Kostium był jasnoniebieski, ozdobiony biał(cid:261) koronk(cid:261) i wst(cid:261)(cid:298)kami, w którym, wiedział, (cid:298)e wygl(cid:261)da efektownie i zajmuj(cid:261)co, Ale nagle twarz jej spowa(cid:298)niała. Czy(cid:298) warto przywi(cid:261)zywać tyle wagi do takiej drobnostki? Wszak s(cid:261) to tylko pró(cid:298)no(cid:286)ci (cid:286)wiatowe, nad które wznie(cid:286)ć si(cid:266) trzeba i pogardzić. To złe duchy nasyłaj(cid:261) jej pokus(cid:266) pod postaci(cid:261) tej sukni, dla wypróbowania jej woli i wytrwało(cid:286)ci w gardzeniu wszystkiem, co błahe i doczesne. – Nie wezm(cid:266) dzi(cid:286) tej sukni – rzekłaś – podaj mi czarn(cid:261). – Panieneczko, czarna jest bardzo skromna, dobra tylko na ulic(cid:266), ale nie do obiadu. – Podaj mi czarn(cid:261) – odparła ze stanowczo(cid:286)ci(cid:261). Wyszła ze swego pokoju i udała si(cid:266) do salonu. Salon był dosyć obszerny, o(cid:286)wietlony dwiema lampami. Na kanapie siedziała staruszka, mała i pokurczona, z u(cid:286)miechem dobrotliwym i uprzejmym, zaj(cid:266)ta rozmow(cid:261) z Władysławem Tenczy(cid:276)skim. Był, to m(cid:266)(cid:298)czyzna mniej wi(cid:266)cej lat trzydziestu, o rysach, choć nieregularnych, ale rasowych, postawy i ruchów bardzo wykwintnych, wskazuj(cid:261)cych pewno(cid:286)ć i obycie. – Ninko, – rzekła hrabinaŚ – Władzio Tenczy(cid:276)ski, o którym ci cz(cid:266)sto wspominałam. A potem dodała, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do Tenczy(cid:276)skiegoŚ – Janinka Olszy(cid:276)ska, córka mojej nieboszczki siostry. Przed kilku tygodniami sko(cid:276)czyła nauki w klasztorze pod Krakowem, a teraz przyjechała do mnie na stałe. Nast(cid:261)piła zamiana ukłonów. Ninka usiadła obok ciotkiś Tenczy(cid:276)ski rzucił na ni(cid:261) przelotne spojrzenie i prowadził dalej zacz(cid:266)t(cid:261) rozmow(cid:266)Ś – Bez wprowadzenia machin nowego systemu nie mo(cid:298)na si(cid:266) obej(cid:286)ć w Zaleszynie. Piece w fabryce s(cid:261) tak stare, (cid:298)e marnuje si(cid:266) w nich połowa rudy. Spekulanci, którzy kupuj(cid:261) (cid:298)u(cid:298)le zaleszy(cid:276)skie, robi(cid:261) doskonałe interesy, wytapiaj(cid:261)c jeszcze mnóstwo (cid:298)elaza. Przy piecu nowego systemu cała ta korzy(cid:286)ć zostanie w r(cid:266)ku cioci, gdy(cid:298) wyci(cid:261)gnie si(cid:266) wszystko (cid:298)elazo, jakie tylko w rudzie si(cid:266) znajduje. – Zgadzam si(cid:266) na wszystko, co postanowisz – odrzekła pani Tenczy(cid:276)skaś – oddawna ju(cid:298) powierzyłam ci ogólny kierunek swoich interesów. Pewna jestem, (cid:298)e zajmiesz si(cid:266) tem sumiennie i serdecznie. – Poniewa(cid:298) ciocia zgadza si(cid:266) na postawienie wielkiego pieca, trzeba zatelegrafować po Marya(cid:276)skiegoś porozumieliby(cid:286)my si(cid:266) zaraz co do kosztów, plenipotencyi, pewnych formalno(cid:286)ci etc. Mógłbym jeszcze kilka dni w Źre(cid:296)nie zabawić, bo do Warszawy niebardzo mi si(cid:266) (cid:286)pieszy. Wy(cid:286)cigi zaczynaj(cid:261) si(cid:266) dopiero w ko(cid:276)cu przyszłego tygodnia. Marya(cid:276)ski był adwokatem rodziny Tenczy(cid:276)skich, prawnym opiekunem Ninki Olszy(cid:276)skiej. Bez jego rady nie przedsi(cid:266)brano (cid:298)adnego interesu, Pani Tenczy(cid:276)ska zgadzała si(cid:266) we wszystkiem na propozycye Władysława, i stan(cid:266)ło na tem, ze miano wezwać Marya(cid:276)skiego do przeprowadzenia prawnych formalno(cid:286)ci, tycz(cid:261)cych si(cid:266) tak wa(cid:298)nego wydatku, jakim było stawianie wielkiego pieca do przetapiania rudy (cid:298)elaznej 3 w maj(cid:261)tku pani Tenczy(cid:276)skiej, Zaleszynie. Temat interesów ju(cid:298) był wyczerpany, rozmowa dalsza, oboj(cid:266)tna, niebardzo si(cid:266) kleiła, znać było, (cid:298)e ka(cid:298)da z trzech osób, razem zebranych, inny ma cel my(cid:286)li, d(cid:261)(cid:298)e(cid:276) i zaj(cid:266)cia. Ninka pozostawała jeszcze pod wra(cid:298)eniem ognistych słów (cid:286)wi(cid:266)tej Teresy, uwa(cid:298)ała wszystkie wzgl(cid:266)dy (cid:286)wiatowe za błahe i nic nie znacz(cid:261)ce, a wliczaj(cid:261)c w to i rozmow(cid:266) towarzysk(cid:261), milczała pogardliwie. Pani Tenczy(cid:276)ska rozmy(cid:286)lała w cicho(cid:286)ci nad wszystkiemi pro i contra wielkiego pieca, rzucaj(cid:261)c niekiedy jakie(cid:286) pytanie szablonowe, a Władysław, choć bardzo uprzejmy, znać było, (cid:298)e tylko zdawkow(cid:261) monet(cid:266) swojego „ja” po(cid:286)wi(cid:266)cał towarzystwu, które go nie zajmowało. Przygl(cid:261)dał si(cid:266) do(cid:286)ć oboj(cid:266)tnie szczegółom umeblowania, wreszcie na Nince wzrok zatrzymał. „Panienka z klasztoru” niewiele w nim budziła interesu, ale poniewa(cid:298) nie mógł nie przyj(cid:261)ć zaproszenia pani Tenczy(cid:276)skiej na obiad, wi(cid:266)c postanowił tem si(cid:266) kontentować, co mu los zsyłał. – Pewno pani nie t(cid:266)skni po klasztorze, b(cid:266)d(cid:261)c ju(cid:298) na wolno(cid:286)ci i swobodzie? – rzekł, zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do Ninki. – O, przeciwnie, my(cid:286)l(cid:266) o nim cz(cid:266)sto, gdy(cid:298) czułam si(cid:266) tam bardzo szcz(cid:266)(cid:286)liw(cid:261). Tenczy(cid:276)ski u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266) pogardliwie. – Tak, ale (cid:286)wiat da pani niezale(cid:298)no(cid:286)ć i wiele przyjemno(cid:286)ci, dot(cid:261)d dla pani nieprzyst(cid:266)pnych. Teraz przyszła kolej na Nink(cid:266) u(cid:286)miechn(cid:261)ć si(cid:266) pogardliwie. – Nie chciałabym zmarnować (cid:298)ycia na pogo(cid:276) za uciechami, które nie maj(cid:261) dla mnie najmniejszej warto(cid:286)ci – rzekła. Tenczy(cid:276)ski nie mógł si(cid:266) znowu powstrzymać od u(cid:286)miechu, który podra(cid:298)nił i zranił troch(cid:266) Ninki miło(cid:286)ć własn(cid:261). „Z gatunku (cid:286)wi(cid:266)tych” – przez my(cid:286)l mu przebiegło, a (cid:298)e na (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ć dziewi(cid:266)tnastoletnich osóbek zapatrywał si(cid:266) dosyć sceptycznie, ironicznie si(cid:266) wci(cid:261)(cid:298) u(cid:286)miechał, ze szczer(cid:261) ch(cid:266)ci(cid:261) przekomarzania si(cid:266) z t(cid:261) sparta(cid:276)sk(cid:261) dziewczyn(cid:261), która go zaczynała bawić potrosze. – Zapatruje si(cid:266) pani na (cid:298)ycie troch(cid:266)... biblijnie i heroicznie. Zdarza si(cid:266) to czasem u „panienek z klasztoru,” ale tylko takich, które nale(cid:298)(cid:261) do rz(cid:266)du istot nadzwyczaj wra(cid:298)liwych, u których klasztorne wychowanie rozbudza i piel(cid:266)gnuje wyobra(cid:296)nie, gdy tymczasem wi(cid:266)ksza cz(cid:266)(cid:286)ć ich kole(cid:298)anek przechodzi bezwiednie pomi(cid:266)dzy tymi wpływami, jak lunatyczki, nie(cid:286)wiadome tego, co ich otacza i dotyka, i pozostaj(cid:261) na zawsze mniej lub wi(cid:266)cej zuchwałemi pogankami. Ale za to tamta mała cz(cid:261)stka gorliwych entuzyastek cierpi za nie, czuje i my(cid:286)li, dopóki... (cid:298)ycie nie zetrze nieco ostrych kantów poj(cid:266)ć kra(cid:276)cowych, któremi si(cid:266) odznacza pierwsza faza młodo(cid:286)ci. – Chciałabym nale(cid:298)eć do tych drugich, dla mnie szcz(cid:266)(cid:286)cie le(cid:298)y w cierpieniu i po(cid:286)wi(cid:266)ceniu si(cid:266) dla innych – wtr(cid:261)ciła Ninka, któr(cid:261) uderzyła trafno(cid:286)ć uwagi Tenczy(cid:276)skiego, tycz(cid:261)cej si(cid:266) jej kole(cid:298)anek. – Hm, chocia(cid:298) nie chciałbym si(cid:266) pani w niczem sprzeciwiać, ale to szcz(cid:266)(cid:286)cie wydaje mi si(cid:266) zanadto nieuchwytnem i przyst(cid:266)pnem mo(cid:298)e tylko dla wybranych. Zar(cid:266)czam pani, (cid:298)e wi(cid:266)kszo(cid:286)ć kobiet nie oddałaby najmniejszej swojej przyjemno(cid:286)ci, nawet modnego kapelusza, za takie szcz(cid:266)(cid:286)cie. Ninka u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) z wyrazem politowania, a Tenczy(cid:276)ski ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalej ironicznieŚ – Ale zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e ostateczna konkluzya, wynikaj(cid:261)ca z po(cid:286)wiecenia jednych, a u(cid:298)ywania drugich, nie byłaby bardzo rozpaczliw(cid:261). Przypuszczam, i(cid:298) te osóbki po(cid:286)wi(cid:266)cenia, które wyrzekaj(cid:261) si(cid:266) dobrowolnie wszystkich (cid:298)yciowych przyjemno(cid:286)ci, tak(cid:261) sobie tem bohaterstwem wyrz(cid:261)dzaj(cid:261) przykro(cid:286)ć i krzywd(cid:266), (cid:298)e nie tylko sobie samym zbawienie zapewniaj(cid:261), ale jeszcze co(cid:286) z reszty ich zasług obróci si(cid:266) na korzy(cid:286)ć innych grzeszników. Nink(cid:266) niecierpliwił coraz wi(cid:266)cej ironiczny ton Tenczy(cid:276)skiego. – S(cid:261) tacy, na których zbawienie nie starczyłoby po(cid:286)wi(cid:266)cenia wszystkich razem dobrych i 4 cnotliwych – rzekła (cid:298)ywo. – Jaki(cid:298) byłby to tryumf naprowadzić takiego grzesznika na dobr(cid:261) drog(cid:266)! Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e pani z takiego zadania wywi(cid:261)załaby si(cid:266) chwalebnie. Powiedział to bardzo uprzejmie i z kokietery(cid:261), a(cid:298)eby Nink(cid:266) troch(cid:266) udobruchać i rozchmurzyć. Wiedział, (cid:298)e nawet „(cid:286)wi(cid:266)te” bior(cid:261) si(cid:266) na komplementa. – Nie potrzebowałaby pani daleko szukać. Mam honor przedstawić si(cid:266) jako grzesznik zatwardziały, przyjemno(cid:286)ci lubi(cid:261)cy nad wszystko i maj(cid:261)cy stałe postanowienie wszelkie nawoływania do pokuty, cnót i umartwie(cid:276) zamienić na głos wołaj(cid:261)cego na puszczy. Przecie(cid:298) rozmaici bywaj(cid:261) ludzie i ró(cid:298)ne robi(cid:261) z (cid:298)ycia u(cid:298)ytki. Jedni zaj(cid:266)ci s(cid:261) zbieraniem przyjemno(cid:286)ci i zadowolenia, inni – zbieraniem trudów i zasług dla... hm... nie wiem, jak si(cid:266) wyrazić... dla przyszło(cid:286)ci bardzo nieokre(cid:286)lonej. To rzecz gustu. Co do mnie, wol(cid:266) jeden pieni(cid:261)(cid:298)ek, ale trzymany mocno w r(cid:266)ku, ani(cid:298)eli cał(cid:261) ich sakiewk(cid:266) obiecan(cid:261) gdzie(cid:286) tam za górami. Tenczy(cid:276)ski szukał na twarzy Ninki wyrazu gniewu i oburzenia, ale ona u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) i rzekła z prostot(cid:261)Ś – (cid:297)al mi pana. Uj(cid:266)ła go sobie tym rysem łagodno(cid:286)ci i słodyczy, to te(cid:298) w dalszej rozmowie starał si(cid:266) zabawić j(cid:261) i rozruszać, zainteresować opowiadaniem, a choćby i samym sob(cid:261). Jej za(cid:286) w miar(cid:266) rozmowy na my(cid:286)l przychodziło, (cid:298)e gdyby ten grzesznik chciał być apostołem swojej wiary, to mógłby w gromadce Bo(cid:298)ej porobić wielkie spustoszenia! Uczuła wzgl(cid:266)dem niego jakby jaki(cid:286) rodzaj strachu, a zarazem zaciekawienia, słuchała ze wzrastaj(cid:261)cem ci(cid:261)gle zaj(cid:266)ciem jego słów lekkich i swobodnych, odd(cid:296)wi(cid:266)ków z tej krainy my(cid:286)li zuchwałych i uroków, choć zwodniczych, ale wabi(cid:261)cych, o których istnieniu wiedziała tylko ze słyszenia lub przeczucia. A dobrze mu snad(cid:296) było w tej krainie doczesnych uciech i słabostek, bo gdy rozmowa stała si(cid:266) ogóln(cid:261) i Tenczy(cid:276)ski opowiadał epizody ze swego (cid:298)ycia towarzyskiego i sportowego, to usta mu si(cid:266) w u(cid:286)miechy składały, a w oczach jakie(cid:286) miłe wspomnienia zapalały blaski o(cid:298)ywienia i wesoło(cid:286)ci. Najwi(cid:266)cej o(cid:298)ywienia malowało si(cid:266) na jego twarzy, gdy opowiadał o swoim pobycie w Nizzy, gdzie przed przyjazdem do Źrezna bawił przez kilka tygodni. Ninka z coraz wi(cid:266)ksz(cid:261) uwag(cid:261) słuchała szczegółów o tym południowym zak(cid:261)tku, do zabawy jakby stworzonym. (cid:285)miała si(cid:266) serdecznie, gdy Tenczy(cid:276)ski mówił o jakim(cid:286) milionerze ameryka(cid:276)skim, który bawił wszystkich swoj(cid:261) osob(cid:261) i ekscentrycznymi pomysłami. Wyczerpawszy wszystkie mo(cid:298)liwe passe-temps i rozrywki, najwi(cid:266)cej znajdował przyjemno(cid:286)ci w wo(cid:298)eniu brekiem swoim ró(cid:298)nych nieznajomych podró(cid:298)nych, z Nizzy do Cannes i napowrót, a czuł si(cid:266) najszcz(cid:266)(cid:286)liwszym, je(cid:298)eli go kto(cid:286) uwa(cid:298)ał za prostego stangreta, nawymy(cid:286)lał za jazd(cid:266) nieostro(cid:298)n(cid:261), lub obdarzył frankiem napiwku. Zajmowano si(cid:266) te(cid:298) w tym sezonie młod(cid:261) Amerykank(cid:261), która, uwa(cid:298)aj(cid:261)c, (cid:298)e bi(cid:298)uterye z drogich kamieni zanadto s(cid:261) banalne i oklepane, a dost(cid:266)pne nawet dla jej panny słu(cid:298)(cid:261)cej, je(cid:298)eliby miała ku temu tylko troch(cid:266) ch(cid:266)ci i urody, nosiła naszyjnik z oczu ludzkich, wyj(cid:266)tych kilku rozbójnikom, straconym przez powieszenie w jednym z ameryka(cid:276)skich Stanów, gdzie jej m(cid:261)(cid:298) zajmował wybitne i wpływowe stanowisko. Tenczy(cid:276)ski umiał barwnie opisywać rozmaite wycieczki, proszone obiady i przyj(cid:266)cia, garden parties i przyjemno(cid:286)ci towarzyskie. – Jedn(cid:261) z kobiet najbardziej interesuj(cid:261)cych była bezwarunkowo hrabina Nessel. Ciocia j(cid:261) pewno zna. Ona jest Zenowiczówna z domu. Młoda wdowa i bardzo pi(cid:266)kna. Źu(cid:298)o bywała i wielkie miała powodzenie, mo(cid:298)e w cz(cid:266)(cid:286)ci dzi(cid:266)ki genialnym swoim toaletom. Jestem zawsze wielkim wielbicielem kobiet, umiej(cid:261)cych ubrać si(cid:266) gustownie i odpowiednio. Pi(cid:266)kna suknia na pi(cid:266)knej kobiecie stanowi poemat, w którym zawsze odnale(cid:296)ć mo(cid:298)na wła(cid:286)ciwe gusta, natur(cid:266) i skłonno(cid:286)ci tej, która go obmy(cid:286)liła. Nie umiałbym zachwycać si(cid:266) (cid:296)le ubran(cid:261) kobiet(cid:261), miałbym jak najgorsze poj(cid:266)cie ojej sprycie. Bezwarunkowo nie było w Nizzy nikogo lepiej, ni(cid:298) pani Nessel, ubranego. Jest to artystka w swoim rodzaju. 5 Ninka z zakłopotaniem spojrzała po sobie, a choć jej czarny ubiór był tak(cid:298)e poematem prostoty i idealnych, czystych jak łza, dobrych ch(cid:266)ci, jednak uczuła si(cid:266) niezadowolon(cid:261) z siebie i sukni. – Podobno pani Nessel była bardzo z m(cid:266)(cid:298)em nieszcz(cid:266)(cid:286)liwa – wtr(cid:261)ciła pani Tenczy(cid:276)ska, która mały dot(cid:261)d udział brała w rozmowie, słuchaj(cid:261)c z zaj(cid:266)ciem opowiada(cid:276) bratanka. – Podobno,– odrzekł ten z pewn(cid:261) ironi(cid:261) – ale to nie przeszkadza, (cid:298)e Nessel stał si(cid:266) po (cid:286)mierci, w oczach swej (cid:298)ony, jakim(cid:286) niedo(cid:286)cignionym ideałem, a pani Julia, dla uszanowania jego pami(cid:266)ci, postanowiła za m(cid:261)(cid:298) nigdy nie wychodzić. Ja to jednak bior(cid:266) za przezorno(cid:286)ć i zabezpieczenie si(cid:266) przed wpadni(cid:266)ciem z deszczu pod rynn(cid:266). Ton całej rozmowy Tenczy(cid:276)skiego nacechowany był odcieniem lekkiej ironii w opowiadaniach i uwagach, tycz(cid:261)cych si(cid:266) osób i wypadków. Była to pobła(cid:298)liwo(cid:286)ć „dobrego ksi(cid:266)cia,” który patrzy z uprzejmym u(cid:286)miechem na ludzkie niedobory i słabostki, b(cid:266)d(cid:261)c mocno prze(cid:286)wiadczonym, (cid:298)e sam jest wy(cid:298)szym nad podobne marno(cid:286)ci i uprzedzenia. Ninka czuła si(cid:266) zakłopotan(cid:261) i nie(cid:286)miał(cid:261). Źomy(cid:286)lała si(cid:266), i(cid:298) jest w przekonaniu Tenczy(cid:276)skiego jak(cid:261)(cid:286) istot(cid:261) błah(cid:261), bez (cid:298)adnego uroku i znaczenia, i była pewn(cid:261), (cid:298)e je(cid:298)eli wspomni o niej w my(cid:286)lach lub rozmowie, to taki sam wyraz ironiczny przesunie si(cid:266) po jego twarzyś a gdyby zajrzał do nieba jej my(cid:286)li, idealnych pragnie(cid:276) i d(cid:261)(cid:298)e(cid:276) do dobra i cnoty, mo(cid:298)eby tylko pogardliwie wzruszył ramionami i uwa(cid:298)ał si(cid:266) za wy(cid:298)szego w swojej (cid:286)wiatowo(cid:286)ci i ironii. Słuchała jednak tych opowiada(cid:276) z uwag(cid:261) i przyjemno(cid:286)ci(cid:261) i ani si(cid:266) spostrzegła, jak si(cid:266) po(cid:298)egnał i zabierał do odej(cid:286)cia. – Wiem, (cid:298)e ciocia wcze(cid:286)nie spać chodzić lubi, zatem uciekam, bo ju(cid:298) dziewi(cid:261)ta – rzekł do pani Tenczy(cid:276)skiej, powtarzaj(cid:261)c sobie w my(cid:286)li, (cid:298)e pozostawanie po obiedzie dłu(cid:298)ej, ni(cid:298) obowi(cid:261)zywała najmniej wymagaj(cid:261)ca etykieta nie przedstawiało ju(cid:298) celu i interesu. Znać było z po(cid:286)piechu, z jakim ze schodów zst(cid:266)pował, (cid:298)e jaka(cid:286) my(cid:286)l przyjemna (cid:298)ywo go zajmowała, przyci(cid:261)gała i wabiła. Ninka, po wyj(cid:286)ciu Tenczy(cid:276)skiego, powiedziała „dobranoc” i poszła do siebie. Spacerowała po pokoju i nie miała ochoty zabrać si(cid:266) do (cid:298)adnego zaj(cid:266)cia. Majaczyły jej w pami(cid:266)ci szczegóły nicejskiego karnawału, tak malowniczo przez Tenczy(cid:276)skiego opowiedziane, a pomi(cid:266)dzy my(cid:286)lami przewijało si(cid:266), jak złota nitka, przeczucie jakich(cid:286) nieznanych wra(cid:298)e(cid:276), rozkosznych i wstrz(cid:261)saj(cid:261)cych, odgłosy z kraju szcz(cid:266)(cid:286)cia i uczucia, które groziły, (cid:298)e wkra(cid:286)ć si(cid:266) mog(cid:261) do jej my(cid:286)li, zaj(cid:266)tych oderwanemi d(cid:261)(cid:298)no(cid:286)ciami do ideału dobra i cnoty, a pogr(cid:261)(cid:298)onych w spokoju i marzeniu. Tenczy(cid:276)ski tymczasem przeszedł szybko kilka ulic, wsiadł do nadje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261)cej doro(cid:298)ki i zawie(cid:296)ć si(cid:266) kazał do teatru. Źawano Wagnerowsk(cid:261) „Walkiry(cid:266).” Chocia(cid:298) przedstawienie było ju(cid:298) w połowie, wszedł na schody i skierował si(cid:266) do jednej z ló(cid:298) krokiem przy(cid:286)pieszonym, jakby był pewnym, (cid:298)e czeka tam na niego miejsce gotowe, lub my(cid:286)l o nim. Lekko zapukał i wszedł do wn(cid:266)trza. Akt był zacz(cid:266)ty, w sali mrok panował, tylko na tle jasno(cid:286)ci, która scen(cid:266) oblewała, odcinał si(cid:266) delikatny i regularny profil młodej kobiety, opartej o ramp(cid:266) i zasłuchanej w (cid:286)piewie i muzyce. Na wej(cid:286)cie Tenczy(cid:276)skiego odwróciła si(cid:266) z u(cid:286)miechem, pokazała twarz drobn(cid:261), okolon(cid:261) ciemnymi włosami, artystycznie spl(cid:261)tanymi w grecki w(cid:266)zeł. Była to hrabina Julia Nessel, elegancka, młoda wdowa, o której Tenczy(cid:276)ski wspominał o swojej ciotki w opowiadaniach o nicejskich przyjemno(cid:286)ciach. Zacz(cid:266)li półgłosem rozmawiać, nie uwa(cid:298)aj(cid:261)c na scen(cid:266) i przedstawienie. – Odurza mnie ta muzyka – rzekła pani Julia. – Lubi(cid:266) Wagnera, ale w male(cid:276)kich dozach, dopóki rozgor(cid:261)czkowanie, jakie sprawiaj(cid:261) jego melodye, nie trwa za długo. Lubi(cid:266) tylko kosztować wra(cid:298)e(cid:276), ale nie być ich pastw(cid:261). Ta muzyka zn(cid:266)ca si(cid:266) nad moimi nerwami i topi 6 mnie w swoim chaosie. u(cid:286)miechem ironicznym. – Źoskonałe tło do marze(cid:276), je(cid:286)li... kto umie marzyć – wtr(cid:261)cił Tenczy(cid:276)ski, ze swoim – Wła(cid:286)nie przed chwil(cid:261) próbowałam marzyć, je(cid:298)eli to marzeniem mo(cid:298)na nazwać. Wyobra(cid:298)ałam sobie pana, siedz(cid:261)cego przy nudnym obiedzie i my(cid:286)l(cid:261)cego o mnie. Niech mi pan powieŚ czy to było marzenie, czy rzeczywisto(cid:286)ć? Patrzała na niego zalotnie i serdecznie, twarz do połowy zakryła wachlarzem, a oczyma, w których odbijały si(cid:266) zawsze wyra(cid:296)nie wszystkie wra(cid:298)enia, zach(cid:266)cała do zwierzenia. Na twarzy Tenczy(cid:276)skiego malowało si(cid:266) zadowolenie i zaj(cid:266)cie. – Czy mógłbym my(cid:286)leć o kim innym, nie o pani? Ale nie spodziewałem si(cid:266), (cid:298)e i pani o mnie my(cid:286)leć b(cid:266)dzie. Taka rzeczywisto(cid:286)ć przechodzi naj(cid:286)mielsze moje marzenia. – Tego nie powiedziałam – odpowiedziała przebiegle pani Julia. Skombinowała, (cid:298)e mo(cid:298)e teraz wylać szklank(cid:266) zimnej wody na głow(cid:266) Tenczy(cid:276)skiego, który wszak(cid:298)e był ni(cid:261) tak zaj(cid:266)ty, (cid:298)e nie zraził si(cid:266) zmian(cid:261) tonu i humoru. Postanowiła nagle zabawić si(cid:266) w oboj(cid:266)tno(cid:286)ć i lekcewa(cid:298)enie. – Czy(cid:298) ja to panu powiedziałam? – rzekła pogardliwie, wzruszywszy lekko ramionami. Zwróciła si(cid:266) do sceny i zacz(cid:266)ła aktorów pilnie lornetować. – Mówiłam, (cid:298)e w my(cid:286)lach pana siebie widziałamś my(cid:286)lałam zatem o sobie, nie o panu. My(cid:286)li pana były tylko lustrem, do którego zajrzałam, (cid:298)eby si(cid:266) przejrzeć. Źo lustra patrzymy tylko dla zobaczenia naszego odbicia, nie dla admirowania szkła, które nie jest niczem wi(cid:266)cej, tylko jak(cid:261)(cid:286) marno(cid:286)ci(cid:261), niewart(cid:261) uwagi, zrobion(cid:261) z popiołu i czego(cid:286) tam jeszcze. – Mało si(cid:266) pani ceni, odbijaj(cid:261)c swój obraz na tle „marno(cid:286)ci” – odrzekł Tenczy(cid:276)ski ze zło(cid:286)liw(cid:261) intency(cid:261). U(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), gdy(cid:298) taka nagła zmiana frontu u pani Julii nowo(cid:286)ci(cid:261) dla niego nie była. Od czasu, kiedy si(cid:266) poznali w Nizzy i zapoznali bli(cid:298)ej, wabiła go tem i dra(cid:298)niła, zajmowała ci(cid:261)głemi niespodziankami humoru, gustów i temperamentu. (cid:297)(cid:261)dna wra(cid:298)enia dla wra(cid:298)enia, jak zabawki lub cukierka, raz była rozumiej(cid:261)c(cid:261) pi(cid:266)kno artystk(cid:261), dyletantk(cid:261) z zamiłowania i natury, albo rozswawolon(cid:261) pensyonark(cid:261), płataj(cid:261)c(cid:261) figle, o(cid:286)mieszaj(cid:261)c(cid:261) wszelk(cid:261) powag(cid:266)ś to znowu widział j(cid:261) pełn(cid:261) prostoty, ewangeliczn(cid:261) niewiast(cid:261), matkuj(cid:261)c(cid:261) nie(cid:286)wiadomym (cid:298)ycia, lub te(cid:298) wesoł(cid:261) kobietk(cid:261), nie maj(cid:261)c(cid:261) nic do stracenia, bez (cid:298)adnych iluzyj, chc(cid:261)c(cid:261) tylko zebrać z rzeczywisto(cid:286)ci to, co najprzyjemniejsze i najlepsze. Żlirtowali w Nizzy przez sze(cid:286)ć tygodni i bardzo byli kontenci z siebie. Tenczy(cid:276)ski lubił dra(cid:298)ni(cid:261)cy nerwy, polegaj(cid:261)cy na sprzeczno(cid:286)ciach urok pani Juliiś j(cid:261) za(cid:286) zajmował ten młody m(cid:266)(cid:298)czyzna, trzymaj(cid:261)cy si(cid:266) z pocz(cid:261)tku z dala i oboj(cid:266)tnie, jakby zblazowany przyjemno(cid:286)ciami (cid:298)ycia i nie pragn(cid:261)cy, na pozór, wra(cid:298)e(cid:276) z jej repertuaru. A jednak poszedł za jej urokiem, choć si(cid:266) nawet do tego przed sob(cid:261) samym przyznać nie chciał, i mówił jej wi(cid:266)cej zło(cid:286)liwo(cid:286)ci, ni(cid:298) komplementów, mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e bronił si(cid:266) przed wra(cid:298)eniem, jakie na nim wywierała, w którem wi(cid:266)cej było podra(cid:298)nienia, ni(cid:298) serdeczno(cid:286)ci. I ona, mo(cid:298)e wi(cid:266)cej przez przekor(cid:266), ni(cid:298) wyj(cid:261)tkow(cid:261) sympaty(cid:266), kokietowała go i zajmowała si(cid:266) nim wi(cid:266)cej, ni(cid:298) innymi, których łatwo zdobywała, łatwo te(cid:298) zapominała i zaczynała lekcewa(cid:298)yć. I ani si(cid:266) spostrzegła, jak bawi(cid:261)c si(cid:266) tem uczuciem, oplatała niem wszystkie swoje my(cid:286)li i nerwy, jak jego obecno(cid:286)ć i choćby zło(cid:286)liwo(cid:286)ć stała si(cid:266) dla niej niezb(cid:266)dn(cid:261), odurzała si(cid:266) ni(cid:261), jak narkotykiem, kre(cid:286)l(cid:261)c wyobra(cid:296)ni(cid:261) jakie(cid:286) fantastyczne sytuacye i wstrz(cid:261)(cid:286)nienia, nie my(cid:286)l(cid:261)c o nast(cid:266)pstwach tego kaprysu. Miewała ju(cid:298) przedtem inne fantazye, które po pewnym czasie same z jej my(cid:286)li odbiegały. Zachwycała si(cid:266) niegdy(cid:286) jakim(cid:286) włoskim tenorem, nie opuszczała (cid:298)adnej opery, w której wyst(cid:266)pował, słuchaj(cid:261)c jego (cid:286)piewu bez ruchu i (cid:286)wiadomo(cid:286)ci otoczenia. Pó(cid:296)niej przyszła kolej na psa Newfoundlanda, który znosił tylko edredonowe poduszki i kotlety z kurcz(cid:261)t. Pó(cid:296)niej była zatopiona w spirytyzmie, wiruj(cid:261)cych i pukaj(cid:261)cych stolikach. Przez jaki(cid:286) czas brała lekcye muzyki od Leszetyckiego i grywała po dziesi(cid:266)ć godzin dziennie. Porzuciła to jednak 7 dla wyszywania ornatów i chodzenia codzie(cid:276) na Msz(cid:266) (cid:286)w. Nareszcie kazała sobie włosy przefarbować z czarnego na ry(cid:298)y kolor. Ostatnimi czasy wszystko poszło w niepami(cid:266)ć, gdy Tenczy(cid:276)ski zaj(cid:261)ł jej my(cid:286)li i odurzył wyobra(cid:296)ni(cid:266) jakiemi(cid:286) wra(cid:298)eniami nowemi, a silniejszemi od poprzednich. I on si(cid:266) durzył tem jej odurzeniem i pani(cid:261) Juli(cid:261), pełn(cid:261) uroku i niespodzianek. Zacz(cid:266)li od udawania nieodczuwanych uczuć i wra(cid:298)e(cid:276), nareszcie dali si(cid:266) nieznacznie unosić tej lekkiej i rozkosznej fali, która czasem prowadzi na skały podwodne i rozbicie. Tenczy(cid:276)ski my(cid:286)lał, (cid:298)e po nicejskim sezonie poło(cid:298)y si(cid:266) kropk(cid:266) przy ich flircie, bezcelowym i przyjemnym, i (cid:298)e si(cid:266) go umie(cid:286)ci w(cid:286)ród wspomnie(cid:276) i zabytków. Jakie(cid:298) wi(cid:266)c było jego zdziwienie, kiedy na kilka dni przed wyjazdem, gdy oznajmił ju(cid:298) wszystkim znajomym, (cid:298)e udaje si(cid:266) z Nizzy do Źrezna, pani Julia, spotkawszy go nad morzem, rzekła ze swobod(cid:261) i naturalnieŚ – Co za dziwny zbieg okoliczno(cid:286)ci, bo wła(cid:286)nie i ja wybieram si(cid:266) ju(cid:298) do kraju tymi dniami i mam zamiar kilka dni w Źre(cid:296)nie si(cid:266) zatrzymać dla... plombowania z(cid:266)bów. Mo(cid:298)e to przes(cid:261)d, nie wiem, ale do drezde(cid:276)skich dentystów najwi(cid:266)cej mam zaufania, mo(cid:298)e dlatego, (cid:298)e tam trwa jeszcze tradycya sławnego Jenkinsa. – B(cid:266)d(cid:266) najszcz(cid:266)(cid:286)liwszym, je(cid:298)eli pani pozwoli si(cid:266) odwiedzić. Czy mog(cid:266) zapytać, gdzie si(cid:266) – W hotelu Buchera. – I ja tam zwykle mieszkam. Tenczy(cid:276)ski nie wiedział, co o tem my(cid:286)leć. Czy(cid:298)by to była jaka(cid:286) obmy(cid:286)lana kombinacya? pani zatrzyma? Ale jaka? Nieraz w poufnych pogaw(cid:266)dkach pani Julia wyra(cid:296)ny na to kładła nacisk, (cid:298)e nigdy za m(cid:261)(cid:298) nie wyjdzie, a innego przypuszczenia nie (cid:286)miał jeszcze formułować w swoich my(cid:286)lach. Postanowił tymczasem ze wzgl(cid:266)dów pani Julii korzystać, o ile temu okoliczno(cid:286)ci sprzyjać b(cid:266)d(cid:261), i czekać cierpliwie dalszego ci(cid:261)gu tej komedyi, lub nowej i mo(cid:298)e bardzo ciekawej fazy swego (cid:298)ycia. W lo(cid:298)y przez kilka chwil milczenie panowało. Tenczy(cid:276)ski był zły, miał ochot(cid:266) powiedzieć pani Julii co(cid:286) przykrego, a równocze(cid:286)nie zbli(cid:298)yć si(cid:266) do niej i u(cid:286)cisn(cid:261)ć za to, (cid:298)e ładna i subtelna, (cid:286)licznie ubrana i kapry(cid:286)na. – Czemu pan tak pó(cid:296)no przyszedł? – spytała nagle. – Czy wybieraj(cid:261)c mi(cid:266)dzy mn(cid:261) i ciotk(cid:261), wybrał pan ciotk(cid:266)? – Wybrałem sukcesy(cid:266), której bym nie chciał utracić. – A gdyby pan miał wybierać mi(cid:266)dzy mn(cid:261) a sukcesy(cid:261)? – Wybrałbym sukcesy(cid:266). Wyrzeczenie si(cid:266) sukcesyi byłoby nierozs(cid:261)dkiem, a wyrzec si(cid:266) pani – bohaterstwem. Lepiej uchodzić za bohatera, ni(cid:298) za nierozs(cid:261)dnego. Odpowied(cid:296) ta podobała si(cid:266) pani Julii, i rozmowa znowu nawi(cid:261)zała si(cid:266) wi(cid:266)cej swobodna i Tenczy(cid:276)ski opowiedział jej o poznaniu Ninki Olszy(cid:276)skiej. – Bardzo ciekawy okaz ta „panienka z klasztoru” – mówił. – Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e to jest natura nadzwyczaj wra(cid:298)liwa, przejmuj(cid:261)ca si(cid:266) do gł(cid:266)bi, bez zastrze(cid:298)e(cid:276), ka(cid:298)dym wpływem, który do niej drog(cid:266) znalazł. Obecnie jest pod wpływem ascetycznej religijno(cid:286)ci, i nie uwierzy pani, jakie dziwne wygłasza zdania. Mi(cid:266)dzy innemi, naprzykład, (cid:298)e cierpienie jest szcz(cid:266)(cid:286)ciem. – Ale(cid:298) to sko(cid:276)czona dekadentka! – zawołała (cid:298)ywo pani Julia – koniecznie j(cid:261) musz(cid:266) poznać! Ha! ha! ha! Szcz(cid:266)(cid:286)cie w cierpieniu! Źo takiego przekonania dochodzi si(cid:266) po u(cid:298)yciu i nadu(cid:298)yciu wszystkich przyjemno(cid:286)ci! Źopiero dla bardzo zblazowanych cierpienie jest przyjemnym narkotykiem. – To tymczasowa faza. Przyjdzie jaki inny wpływ silniejszy i rzucie j(cid:261) mo(cid:298)e na wprost przeciwn(cid:261) drog(cid:266). Mo(cid:298)naby z niej zrobić bohaterk(cid:266), albo m(cid:266)czennic(cid:266). Zdaje si(cid:266), (cid:298)e taki materyał w r(cid:266)ku artysty stałby si(cid:266) arcydziełem. osobista. 8 – źj, czy pan nie chciałby być czasem tym artyst(cid:261)? – Mo(cid:298)e być... czemu nie?... gdybym w obecnej chwili czem innem nie był zaj(cid:266)ty. – A czy mo(cid:298)na wiedzieć, co jest przedmiotem pana zaj(cid:266)cia? – spytała pani Julia, zlekka si(cid:266) ku niemu nachyliwszy. Tenczy(cid:276)ski z u(cid:286)miechem, serdecznie patrzał na ni(cid:261) i rzekł półgłosem, jakby chciał, (cid:298)eby ton jego mi(cid:266)kki, dopełniony spojrzeniem odpowiedniem, był pieszczot(cid:261) ucha i nerwówŚ – Pani(cid:261) tylko jestem zaj(cid:266)ty, niczem wi(cid:266)cej, Pani Julia w u(cid:286)miechu dała odpowied(cid:296), a chc(cid:261)c przedłu(cid:298)yć miłe wra(cid:298)enie, jakiego doznała, usłyszawszy słowa Tenczy(cid:276)skiego, spytała, nie zmieniaj(cid:261)c tonuŚ – I chciałby pan tak(cid:298)e i mnie modelować według swego wpływu i woli? – O! marzenia nie mog(cid:261) wchodzić w rachub(cid:266). W rzeczywisto(cid:286)ci pani jeste(cid:286) artyst(cid:261) i urabiasz według kaprysu moje my(cid:286)li i uczucia. – A coby(cid:286) pan na to powiedział... – tu zawahała si(cid:266) i ci(cid:261)gn(cid:266)ła dalej ciszej i wolniej, jakby mu powierzała jak(cid:261)(cid:286) wa(cid:298)n(cid:261) tajemnic(cid:266)Ś – coby pan na to powiedział, gdybym na(cid:286)laduj(cid:261)c Pigmaliona, zakochała si(cid:266) w mojem dziele? – Przemówiłbym, jak jego pos(cid:261)g, i błagalnie r(cid:266)ce do mistrza wyci(cid:261)gał. Czyby si(cid:266) pani ode mnie odwróciła? I szukał odpowiedzi na ustach pani Julii. Zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e to, co usłyszy, b(cid:266)dzie czem(cid:286) wa(cid:298)nem, bardzo wa(cid:298)nem, co mu wska(cid:298)e w oddali mo(cid:298)e ołtarz i obr(cid:261)czk(cid:266) (cid:286)lubn(cid:261), albo... albo... Ale nie chciał nic jeszcze w my(cid:286)li formułować, zauwa(cid:298)ył tylko, (cid:298)e w sali jest do niewytrzymania duszno i gor(cid:261)co. Tymczasem pani Julia nie dawała odpowiedzi. Oparła si(cid:266) o ramp(cid:266) lo(cid:298)y i w zamy(cid:286)leniu patrzała przed siebie. Tenczy(cid:276)ski widział tylko jej profil rozmarzony, i zdawało mu si(cid:266), (cid:298)e czyta na nim jej my(cid:286)li. Przypuszczał, (cid:298)e tam w gł(cid:266)binach serca i umysłu toczy si(cid:266) jaka(cid:286) walka z wra(cid:298)eniem silnem a upajaj(cid:261)cem, mo(cid:298)e ze strasz(cid:261)cemi wspomnieniami nieszcz(cid:266)(cid:286)liwego po(cid:298)ycia z pierwszym m(cid:266)(cid:298)em, mo(cid:298)e z obaw(cid:261) zakucia serca w ła(cid:276)cuchy obowi(cid:261)zku i przysi(cid:266)gi, a mo(cid:298)e... walczyła z jakiem(cid:286) echem tradycyi uczciwo(cid:286)ci, przej(cid:266)tej w duchowej pu(cid:286)ci(cid:296)nie po szeregu pokole(cid:276) niewiast nieskalanych i przykładnych? O czem my(cid:286)lała? Co mu powie? Tymczasem zdawało si(cid:266), (cid:298)e my(cid:286)l jej rozkołysała si(cid:266) w d(cid:296)wi(cid:266)kach muzyki, której fale zabierały mimowoli czucie i wyobra(cid:296)nie. Wła(cid:286)nie w tej chwili był punkt kulminacyjny całej opery, prze(cid:286)liczny duet dwojga kochanków, cały utkany z jakich(cid:286) d(cid:296)wi(cid:266)ków subtelnych a nieuchwytnych, rozsypanych bez melodyjnego spojenia, jakby gubi(cid:261)cych si(cid:266) w pocałunkach lub u(cid:286)miechach. Pani Julia zdawała si(cid:266) zatopion(cid:261) nie tylko w rozmy(cid:286)laniu, ale i w muzyce. Naraz odwróciła si(cid:266) i rzekła naturalnie i spokojnie, tonem, który wcale do poprzedniego nie był podobnyŚ oper(cid:266) – dodała niedbale. – Prawda, jaki ten ust(cid:266)p był prze(cid:286)liczny? Źla takiego kawałka warto si(cid:266) nudzie przez cał(cid:261) Tenczy(cid:276)ski oniemiał. Nic nie odrzekł, tylko spojrzał na pani(cid:261) Juli(cid:266) tak, jak gdyby j(cid:261) ostrzegał, (cid:298)e dzisiejsza zabawka wcale mu do gustu nie przypadła. Wkrótce widowisko si(cid:266) sko(cid:276)czyło, Tenczy(cid:276)ski ju(cid:298) nie odzyskał swego humoru i o(cid:298)ywienia, chmurny był i mało mówił. – Pójd(cid:266) jutro przypomnieć si(cid:266) pami(cid:266)ci ciotki pana – rzekła pani Julia, gdy ju(cid:298) byli na schodachś – nie b(cid:266)d(cid:266) miała spokoju, dopóki nie zobacz(cid:266) tej pana „panienki z klasztoru.” Tenczy(cid:276)ski wyprowadził j(cid:261) do podjazdu i pomógł wsi(cid:261)(cid:286)ć do powozu. – Źo widzenia! A niech pan jutro po południu na chwilk(cid:266) do mnie zajdzieś opowiem wra(cid:298)enia, jakie wynios(cid:266) z wizyty u pani Tenczy(cid:276)skiej – i odwie(cid:296)ć si(cid:266) kazała do hotelu. żodzina była dziesi(cid:261)ta rano. Pani Julia i Ninka Olszy(cid:276)ska, ubrane jak do wyj(cid:286)cia na ulic(cid:266), siedziały w salonie pani Tenczy(cid:276)skiej i czekały na przyj(cid:286)cie Tenczy(cid:276)skiego, aby razem z nim pochodzić po Źre(cid:296)nie, obejrzeć galerye i inne miejscowe ciekawo(cid:286)ci. 9 – Nie umiem opisać – rzekła pani Julia – jak si(cid:266) ciesz(cid:266) na my(cid:286)l o dzisiejszej wycieczce do galeryi. Lubi(cid:266) tam chodzić, ile razy jestem w Źre(cid:296)nie. Siedz(cid:266) czasem godzinami w salach włoskich malarzów i wpatruj(cid:266) si(cid:266) w Madonny, takie idealne i prze(cid:286)liczne. Źobrze jest czasem przypatrzyć si(cid:266) takiej twarzy spokojnej i (cid:286)wi(cid:266)tej. To uspokaja i daje wypoczynek po (cid:298)yciowych walkach i rozczarowaniach. – Ja my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e wszystkie walki i gorycze lepiej Panu Bogu ofiarować, niechby je po(cid:286)wi(cid:266)cił na zasług(cid:266) dla zyskania szcz(cid:266)(cid:286)cia i zbawienia tam, w przyszło(cid:286)ci, poza (cid:286)wiatem... Nie warto w tej doczesnej w(cid:266)drówce szukać spokoju i wypoczynku. Pani Julia ju(cid:298) trzeci dzie(cid:276) sp(cid:266)dzała w towarzystwie Ninki Olszy(cid:276)skiej. Skoro postanowiła pani Tenczy(cid:276)skiej zło(cid:298)yć wizyt(cid:266), na podstawie, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:261)c dzieckiem, widywała j(cid:261) w domu rodziców, my(cid:286)lała, (cid:298)e zapełni sobie godzin(cid:266) czasu zajmuj(cid:261)ca(cid:261) zabawk(cid:261), jak(cid:261) miała być „panienka z klasztoru.” Tymczasem owa „panienka z klasztoru” nie dała (cid:298)adnego widowiska, nie była ani ograniczon(cid:261), ani (cid:286)mieszn(cid:261), tylko miała jak(cid:261)(cid:286) powag(cid:266), spl(cid:261)tan(cid:261) z urokiem młodo(cid:286)ci, i jaki(cid:286) l(cid:266)k przed (cid:298)yciem i jego walkami, nast(cid:266)pstwo wychowania odosobnionego i roztkliwionej wyobra(cid:296)ni. Zadziwiło to pani(cid:261) Juli(cid:266) i mocno zaj(cid:266)ło. Żantastycznej pani Julii zdawało si(cid:266), (cid:298)e uczuła dla Ninki nagł(cid:261) sympaty(cid:266), co(cid:286) w rodzaju kaprysu, jakim był w swoim czasie tenor włoski, pies, muzyka i włosy ry(cid:298)e. I zdawało jej si(cid:266), (cid:298)e i ona podzielać zaczyna rozmaite przekonania Ninki, (cid:298)e zaczyna gardzić tak samo (cid:286)wiatowemi przyjemno(cid:286)ciami i uciechami. Jednak te wszystkie pi(cid:266)kne zdania o uczuciach idealnych, o Madonnach i walce ze złem, które jej si(cid:266) w obecno(cid:286)ci Ninki tak gładko przez usta przesuwały, nie przeszkadzały dalszemu z Tenczy(cid:276)skim flirtowaniu i zmienianiu kilka razy na dzie(cid:276) prze(cid:286)licznych toalet na coraz to pi(cid:266)kniejsze i wi(cid:266)cej oryginalne. – Pan Władysław jest niesłowny i troch(cid:266) za długo czekać nam ka(cid:298)e – rzekła pani Julia. Miano si(cid:266) zebrać o dziesi(cid:261)tej, było ju(cid:298) po jedenastej, a Tenczy(cid:276)ski nie przychodził. Weszła tymczasem do salonu pani Tenczy(cid:276)ska, jak zawsze u(cid:286)miechni(cid:266)ta i uprzejma, ale t(cid:261) uprzejmo(cid:286)ci(cid:261), wła(cid:286)ciw(cid:261) niektórym kobietom w. wieku podeszłym, w której jest wi(cid:266)cej długoletniego przyzwyczajenia i oboj(cid:266)tno(cid:286)ci, ani(cid:298)eli zaj(cid:266)cia serdecznego. Nareszcie dzwonek dał si(cid:266) słyszeć, i do salonu wszedł Tenczy(cid:276)ski, w towarzystwie drugiego młodego m(cid:266)(cid:298)czyzny. – Pan Żeliks Marya(cid:276)ski, ciociu – zaprezentował. – Pan Marya(cid:276)ski przyjechał w zast(cid:266)pstwie swego ojca, który jest chory i nie mógł si(cid:266) stawić na nasze wezwanie. Żeliks Marya(cid:276)ski, chocia(cid:298) na wsi mieszkał, sko(cid:276)czonym był prawnikiem i nieraz zast(cid:266)pował ojca w przeprowadzaniu ró(cid:298)nych prawnych formalno(cid:286)ci. – W takim razie rozchwiać si(cid:266) musi nasza wycieczka – rzekła pani Julia. – Panowie zaczniecie mówić o interesach, a galerya o drugiej ju(cid:298) zamkni(cid:266)ta. Ale uradzono, (cid:298)e rozmow(cid:266) o interesach na południe mo(cid:298)na odło(cid:298)yć. – Czy i pan pójdzie z nami? – spytała Marya(cid:276)skiego pani Julia. – Z cał(cid:261) przyjemno(cid:286)ci(cid:261), je(cid:298)eli panie towarzyszyć sobie pozwol(cid:261) – odrzekł. Był to człowiek (cid:286)redniego wzrostu, szatyn, o rysach szablonowych, nie brzydki, ani przystojny, taki, jakich si(cid:266) w (cid:298)yciu tysi(cid:261)ce spotyka. Oczy miał sprytne, okazuj(cid:261)ce rozs(cid:261)dek i logik(cid:266). Ojciec kierował go na adwokata, chc(cid:261)c mu zostawić w pu(cid:286)ci(cid:296)nie nie tylko du(cid:298)y maj(cid:261)tek, zebrany z adwokatury, ale rozgał(cid:266)zion(cid:261) głównie w arystokratycznym (cid:286)wiecie. On jednak, doszedłszy do wieku, w którym nale(cid:298)ało si(cid:266) ustalić, kupił maj(cid:261)tek i oddał si(cid:266) wiejskiemu gospodarstwu, nie tyle mo(cid:298)e z zamiłowania, ile z przewidywa(cid:276) rozmaitych wzgl(cid:266)dów towarzyskich i (cid:286)wiatowych. Skombinował od razu, (cid:298)e wła(cid:286)ciciel ziemskiej maj(cid:266)tno(cid:286)ci inaczej jest widziany w „wy(cid:298)szem towarzystwie,” ani(cid:298)eli młody adwokat, chocia(cid:298)by bogaty, ale nie posiadaj(cid:261)cy jeszcze milionów, któreby mu mogły dać od razu wybitne stanowisko i przewag(cid:266). A chodziło mu mocno o to „postawienie” si(cid:266) w „towarzystwie,” najkrótsz(cid:261) za(cid:286) do tego drog(cid:261) wydawało mu si(cid:266) szcz(cid:266)(cid:286)liwe o(cid:298)enienie z kim(cid:286) i swoj(cid:261) klientel(cid:266), 10 nale(cid:298)(cid:261)cym do „high-life’u.” Trudniej za(cid:286) byłoby to uskutecznić pocz(cid:261)tkuj(cid:261)cemu adwokatowi, ani(cid:298)eli wła(cid:286)cicielowi dóbr, niewielkich wprawdzie, ale rzeczywistych, nie fikcyjnych, mog(cid:261)cych przybrać powa(cid:298)niejsze rozmiary po (cid:286)mierci starego Marya(cid:276)skiego. Był w ci(cid:261)głem oczekiwaniu czego(cid:286) niespodziewanego, czego(cid:286), coby go „postawiło” wyrwało z niewyra(cid:296)nego tłumu miejskiej młodzie(cid:298)y, tych „nobodies” salonowych, słu(cid:298)(cid:261)cych do zaczerniania balów i za tło dla damskich toaletś „czego(cid:286),” coby mu pozwoliło upozować si(cid:266) na stałe w jakiej(cid:286) roli oznaczonejŚ „dobrego ksi(cid:266)cia,” albo zblazowanego sybaryty, protektora krajowego przemysłu, albo dyletanta w dziedzinie sztuki, zale(cid:298)nie od koteryi, z której by dostał (cid:298)on(cid:266) z maj(cid:261)tkiem i nazwiskiem. Poniewa(cid:298) prawie ka(cid:298)dy człowiek stara si(cid:266) pozować na co innego, ni(cid:298) jest w istocie, Marya(cid:276)ski, na tymczasem, zadowalał si(cid:266) kopiowaniem Tenczy(cid:276)skiego we wszystkich szczegółach wewn(cid:266)trznych i zewn(cid:266)trznych, zachowuj(cid:261)c jednak t(cid:266) ró(cid:298)nic(cid:266), (cid:298)e je(cid:298)eli naprzykład Tenczy(cid:276)ski w przeja(cid:298)d(cid:298)kach lub na wy(cid:286)cigach u(cid:298)ywał monokla, Marya(cid:276)ski rozdzierał sobie nim oko na wszystkich wizytach i u siebie w domu, je(cid:298)eli Tenczy(cid:276)ski był lekko ironiczny i czasem zło(cid:286)liwy, Marya(cid:276)skiemu w wielkim zapale zdarzało si(cid:266) powiedzieć impertynencye – kopia była, jak wszystkie kopie, przesadna i nie umiej(cid:261)ca zachować le juste milieu. Źano hasło do wybierania si(cid:266)ś o(cid:298)ywiona i chciwa wra(cid:298)e(cid:276) czwórka wyszła na ulic(cid:266). Na dworze było jasno i ciepło, jak to niekiedy bywa w dzie(cid:276) pó(cid:296)nej wiosnyŚ kiedy niekiedy, jako zapowied(cid:296) lata, jaki(cid:286) skwarny promie(cid:276) sło(cid:276)ca dopiecze zuchwale i dotkliwie, ale zuchwalstwo jego nie przybiera jeszcze formy ognistej swawoli i nie wypala z powietrza (cid:286)wie(cid:298)ych powiewów, a z przyrody (cid:298)ywych i młodych barw wiosennych. Te (cid:286)wie(cid:298)e wiosenne słoneczne podmuchy płyn(cid:266)ły z niedalekiej Saskiej Szwajcaryi, bł(cid:261)kały si(cid:266) na ulicach Źrezna, budz(cid:261)c ch(cid:266)ć do (cid:298)ycia, zabawy i wesoło(cid:286)ci, pl(cid:261)cz(cid:261)c promienie sło(cid:276)ca z jasnemi wiosennemi toaletami, zieleni(cid:261)c klomby ogrodów i skwery publiczne. Pani Julia szła z Marya(cid:276)skim, puszczaj(cid:261)c naprzód Nink(cid:266) i Tenczy(cid:276)skiego. Miała w tem swoje przezorne wyrachowanieŚ nie chciała Tenczy(cid:276)skiemu okazywać wi(cid:266)kszego zaj(cid:266)cia, aby Marya(cid:276)skiemu nie przyszły do głowy jakie(cid:286) niepotrzebne spostrze(cid:298)enia, mog(cid:261)ce zrodzić plotk(cid:266), niekoniecznie dla niej dogodn(cid:261) i po(cid:298)(cid:261)dan(cid:261). Rozmawiała z nim uprzejmie, nawet, gdy ju(cid:298) weszli do galeryi, zdawała si(cid:266) zapominać o gor(cid:261)cych postanowieniach wpatrywania si(cid:266) w Madonny i twarze (cid:285)wi(cid:266)tych, dla wypoczynku my(cid:286)li „po (cid:298)yciowych walkach i trudachś” zaj(cid:266)ła si(cid:266) natomiast wypytywaniem Marya(cid:276)skiego o warszawskie nowinki i skandaliki. Ch(cid:266)ć dowiedzenia si(cid:266) o bli(cid:296)nim czego(cid:286) dra(cid:298)liwego i mo(cid:298)no(cid:286)ć powiedzenia na tem tle jakiej(cid:286) zr(cid:266)cznej zło(cid:286)liwo(cid:286)ci były my(cid:286)l(cid:261) naj(cid:286)wie(cid:298)sz(cid:261) i ostatni(cid:261), za ni(cid:261) wiec poszła, nie bacz(cid:261)c na poprzednie. Tenczy(cid:276)ski i Ninka gin(cid:266)li im czasem z oczu w małych bocznych gabinetach. Tenczy(cid:276)ski z umysłu Nink(cid:261) był wył(cid:261)cznie zaj(cid:266)tyŚ chciał troch(cid:266) odwetu za ozi(cid:266)bło(cid:286)ć nagł(cid:261) pani Julii, która w ostatnich dniach przesiadywała u jego ciotki i zaj(cid:266)ta była wył(cid:261)cznie buduj(cid:261)cemi rozmowami z „panienk(cid:261) z klasztoru.” – Przejd(cid:296)my do wielkiej sali mistrzów hiszpa(cid:276)skich – rzekł, – poka(cid:298)(cid:266) pani obraz, który na mnie najwi(cid:266)ksze z całej galeryi zrobił wra(cid:298)enie. Ninka z ciekawo(cid:286)ci(cid:261) poszła za nim. Tenczy(cid:276)ski stan(cid:261)ł przed obrazem źibeiry, przedstawiaj(cid:261)cym (cid:286)wi(cid:266)t(cid:261) Agnieszk(cid:266). – Niech si(cid:266) pani dobrze wpatrzy w twarz tej dziewczynki – ci(cid:261)gn(cid:261)ł dalejś – dla mnie, ta twarz, taka niewinna i dobra, zarazem (cid:286)wi(cid:266)ta i dziecinna, uosabia najidealniejsz(cid:261) form(cid:266), jak(cid:261) mo(cid:298)e przybrać dusza kobieca. Ninka na obraz patrzała z zaj(cid:266)ciem i czuła, (cid:298)e j(cid:261) wzruszaj(cid:261) słowa Tenczy(cid:276)skiego. – Przecudna! Źobra i (cid:286)wi(cid:266)ta, tote(cid:298) poszła na m(cid:266)cze(cid:276)stwo, na chwał(cid:266) Bo(cid:298)(cid:261), bo jej szkoda było dla (cid:286)wiata. Ludzie ówcze(cid:286)ni stracili bardzo wiele. – Tak pani s(cid:261)dzi? A mnie si(cid:266) wydaje wprost przeciwnie. Nawet pewny jestem, (cid:298)e (cid:286)wi(cid:266)ta 11 Agnieszka nie byłaby (cid:298)yciem swojem, które przeszłoby niepostrze(cid:298)one, oddała drugim tyle przysług, ile (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ci(cid:261) i m(cid:266)cze(cid:276)stwem, przygotowuj(cid:261)c swoim przykładem, wespół z wielu innemi, cały zast(cid:266)p tych pó(cid:296)niejszych (cid:285)wi(cid:266)tych, które czuj(cid:261), my(cid:286)l(cid:261) i cierpi(cid:261)... za odkupienie i zbawienie lubi(cid:261)cych si(cid:266) bawić grzeszników. Tenczy(cid:276)ski ostatnie słowa wymówił z u(cid:286)miechemś chciał przypomnieć jej pierwsz(cid:261) ich rozmow(cid:266) i uwagi, które wtedy wypowiedział. Ninka była uszcz(cid:266)(cid:286)liwion(cid:261), czuła w jego słowach uznanie i zrozumienie jej my(cid:286)li i d(cid:261)(cid:298)e(cid:276). – Nie przypuszczałam, (cid:298)e (cid:285)wi(cid:266)te maj(cid:261) w panu wyznawc(cid:266) tak gorliwego – zauwa(cid:298)yła. Wogóle Tenczy(cid:276)ski zaczynał być dla niej niezrozumiałym, przypomniała sobie bowiem z ubiegłych dni ró(cid:298)ne szczegóły zachowania si(cid:266) jego wzgl(cid:266)dem pani Julii i ró(cid:298)ne zdania gło(cid:286)no wypowiadane, nie maj(cid:261)ce z zamiłowaniem do (cid:286)wi(cid:266)to(cid:286)ci nic wspólnego. Tenczy(cid:276)ski znów si(cid:266) u(cid:286)miechn(cid:261)ł i rzekł z widocznym odcieniem szczero(cid:286)ciŚ – Widzi pani, ka(cid:298)dy człowiek z tego, co go otacza na (cid:286)wiecie, wybiera to, co mu si(cid:266) wydaje najpi(cid:266)kniejszem i najlepszem, to stawia na jakiej(cid:286) wysoko(cid:286)ci i uwa(cid:298)a za swoje bo(cid:298)yszcze, za najdoskonalszy wyraz stworzenia. Bo(cid:298)yszczem na ołtarzu moich poj(cid:266)ć jest kobieta dobra i cnotliwa. Ludzie bez stawiania ołtarzy (cid:298)yćby nie mogli. Nink(cid:266) słowa Tenczy(cid:276)skiego w zachwyt wprawiały. Byłaby go z przyjemno(cid:286)ci(cid:261) wzi(cid:266)ła za r(cid:266)k(cid:266), u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) i z zapałem powiedziałaŚ „A ja na ołtarzu moich poj(cid:266)ć ciebie postawi(cid:266), za to, (cid:298)e rozumiesz to, co jest pi(cid:266)kne i dobre, za to, (cid:298)e uznajesz i szanujesz to, co jest moim ideałem i d(cid:261)(cid:298)eniem, i za to... (cid:298)e masz u(cid:286)miechy tak zdradzieckie i czaruj(cid:261)ce, jakich nigdy przedtem u nikogo nie widziałam.” Ale milczała, słuchała tylko obja(cid:286)nie(cid:276) Tenczy(cid:276)skiego, tycz(cid:261)cych si(cid:266) obrazów i malarzy. Byłaby mocno zdziwion(cid:261), gdyby jej był kto powiedział, (cid:298)e je(cid:298)eliby Tenczy(cid:276)ski chciał swoje rozumowanie do ko(cid:276)ca konsekwentnie doprowadzić, według tego, jak zwykle my(cid:286)lał i post(cid:266)pował, musiałby ci(cid:261)gn(cid:261)c mniej wi(cid:266)cej w sens nast(cid:266)puj(cid:261)cyŚ „Rozumiem, przyznaj(cid:266) racy(cid:266) bytu i schylam czoło przed cnot(cid:261) i dobroci(cid:261), ale w kwestyach tych wol(cid:266) zachować stanowisko dyletanta, który, obejmuj(cid:261)c rozumem wiele dróg i celów, wskazanych przez wielkich i szlachetnych, te tylko wybiera dla własnego zastosowania i u(cid:298)ytku, które s(cid:261) dogodniejsze i bardziej przyjemne. A je(cid:298)eli dobr(cid:261) i cnotliw(cid:261) kobiet(cid:266) postawi na ołtarzu czci i szacunku, to j(cid:261) wnet zostawi w spokoju, a pójdzie za mniej dobr(cid:261) i mniej cnotliw(cid:261), ufny, (cid:298)e tamta nawet pomimo jego nieobecno(cid:286)ci nie zejdzie ze swego ołtarza.” Przeszli do sali niderlandzkiej. Tenczy(cid:276)ski zatrzymał si(cid:266) z uwag(cid:261) przed obrazem RembrandtaŚ „Ofiara Manoacha i jego (cid:298)ony.” – Jaka(cid:298) siła i groza w wyrazach tych twarzy! – rzekła Ninka, wpatruj(cid:261)c si(cid:266) w Rembrandtowskie arcydzieło. – Źla mnie obraz ten jest pot(cid:266)g(cid:261) – odrzekł Tenczy(cid:276)ski. – Trzeba być prawdziwym artyst(cid:261), (cid:298)eby tyle wielkich uczuć uwi(cid:266)zie ha jednej twarzy i umieć je wywołać w umy(cid:286)le widza. Jest tu i groza na wspomnienie krwawej ofiary całopalenia i siła woli, która ich do tego popchn(cid:266)ła, i wielka jaka(cid:286) wiara, i ufno(cid:286)ć w Bogu, na którego cze(cid:286)ć pal(cid:261) ofiar(cid:266). Ten obraz wzrusza. Przez dług(cid:261) chwil(cid:266) przygl(cid:261)dali si(cid:266) malowidłu. Potem Tenczy(cid:276)ski, jakby sobie co(cid:286) nagle przypomniał, oczyma po sali powiódł, a na twarzy jego odbiło si(cid:266) pewne zniecierpliwienie. żdzie si(cid:266) podziała pani Julia? Zło(cid:286)ć go naraz ogarn(cid:266)ła za to, (cid:298)e go zaniedbuje i zdaje si(cid:266) nie dbać o jego towarzystwo. A (cid:298)e wszystko ko(cid:276)czyło si(cid:266) ironicznym u(cid:286)miechem i uwag(cid:261) odpowiedni(cid:261), spojrzał na obraz, jakby si(cid:266) chciał na nim zem(cid:286)cie za kaprysy pani Julii. Po chwili obserwacyi, zauwa(cid:298)ywszy, (cid:298)e Tenczy(cid:276)ski oczyma szuka pani Julii, a nie widz(cid:261)c jej, w ironii daje uj(cid:286)cie swojemu niezadowoleniu, rzekła nie(cid:286)miałoŚ – Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e pan nale(cid:298)y do tych ludzi, którzy przez zwyczaj i wzgl(cid:266)dne otoczenie (cid:286)miej(cid:261) si(cid:266) gło(cid:286)no z tego, przed czem zginaj(cid:261) kolana po cichu i w gł(cid:266)bi serca. Nie przypuszczała, (cid:298)e w jej intuicyjnej uwadze mie(cid:286)ci si(cid:266) okre(cid:286)lenie całej duchowej istoty Tenczy(cid:276)skiego. 12 Tenczy(cid:276)skiemu podobało si(cid:266) to okre(cid:286)lenie. „Ta mała wcale nie jest głupia” – pomy(cid:286)lał sobie, a gło(cid:286)no dodałŚ – Posiadasz pani dar przeczuwania. Czy potrafiłaby pani przeczuć tak samo, gdzie obecnie znajduje si(cid:266) pani Julia? Powinni(cid:286)my si(cid:266) na ni(cid:261) obrazić, tak nas nieparlamentarnie opu(cid:286)ciła. – Pewno jest w sali włoskich mistrzów – rzekła chłodnoś – mówiła mi, (cid:298)e najlepiej lubi włoskie obrazy. Ale pani Julii nie trzeba było szukać tak daleko. Zaledwie weszli na schody, prowadz(cid:261)ce do okr(cid:261)głej rotundy z gobelinami, sk(cid:261)d było zej(cid:286)cie do włoskiej sali, zobaczyli j(cid:261) i Marya(cid:276)skiego, siedz(cid:261)cych w tej rotundzie. Sami byli, zaj(cid:266)ci rozmow(cid:261), nie zwa(cid:298)aj(cid:261)c wcale na zwieszaj(cid:261)ce si(cid:266) wokoło nich prze(cid:286)liczne gobeliny. Tenczy(cid:276)ski na ostatnim ju(cid:298) stopniu nog(cid:266) stawiał, gdy ujrzał naraz, jak Marya(cid:276)ski r(cid:266)k(cid:266) pani Julii do ust podniósł. Co(cid:286) si(cid:266) w nim zaburzyło i zatrz(cid:266)sło, a przez my(cid:286)l przebiegły nast(cid:266)puj(cid:261)co słowaŚ „Ten idyota do reszty zgłupiał i ju(cid:298) mu si(cid:266) zupełnie w głowie przewróciło.” Przy(cid:286)pieszył kroku, Nink(cid:266) we drzwiach wyprzedził i znalazł si(cid:266) niespodzianie przy rozmawiaj(cid:261)cej parze. Nie pytaj(cid:261)c si(cid:266), wzi(cid:261)ł pod r(cid:266)k(cid:266) pani(cid:261) Juli(cid:266), przycisn(cid:261)wszy do(cid:286)ć silnie, zmusił do powstania, i rzekł tonem, nawpół uprzejmym, a nawpół szorstkimŚ – Je(cid:298)eli si(cid:266) pani wcale obrazami nie zajmuje, warto przynajmniej dla Madonny Syksty(cid:276)skiej zrobić wyj(cid:261)tek – i zwrócił si(cid:266) szybko w stron(cid:266) Rafaelowskiego gabinetu. Marya(cid:276)ski i Ninka poszli za nimi. Marya(cid:276)ski u(cid:286)miechał si(cid:266) i my(cid:286)lał, (cid:298)e tam „co(cid:286)” być musi, a ten wspólny pobyt w Źre(cid:296)nie nie pochodzi chyba z samego tylko przypadku. Ninka za(cid:286) zacz(cid:266)ła dostrzegać wyra(cid:296)niej sympaty(cid:266) mi(cid:266)dzy pani(cid:261) Juli(cid:261) a Tenczy(cid:276)skim. Źoznała wra(cid:298)enia, jakby si(cid:266) jej działa jaka(cid:286) krzywda, jakby jej zabierano jaki(cid:286) przedmiot, którego formy i nazwy niezdoln(cid:261) była okre(cid:286)lić, jakby si(cid:266) kto(cid:286) za(cid:286)miał krzykliwym i ochrypłym dysonansem, nie tylko uszy szarpi(cid:261)c bole(cid:286)nie, ale jeszcze i gł(cid:266)biej odbijaj(cid:261)c fałszywe echo, słowem – ogarn(cid:266)ły j(cid:261) jakie(cid:286) nieokre(cid:286)lone uczucia smutku i (cid:298)ało(cid:286)ci, dla których nie miała jeszcze nazwy, ani ich dokładnego zrozumienia. Pani Julia i Tenczy(cid:276)ski znacznie tamtych wyprzedzili. – Za có(cid:298) to Marya(cid:276)ski tak serdecznie pani dzi(cid:266)kował? – spytał z oznak(cid:261) złego humoru. Podobało jej si(cid:266) znalezienie Tenczy(cid:276)skiego. Źał jej do zrozumienia, (cid:298)e nikomu w drog(cid:266) wchodzić sobie nie pozwoli i zabierać praw, których ostatecznie on sam jeszcze nie posiadał. To te(cid:298) pani Julia, lubi(cid:261)ca swoim pokornym wielbicielom wchodzić na głow(cid:266) i niebaczna na zmysł czucia, wyrabiać tam ró(cid:298)ne harce fantastyczne, spokorniała nagle i rzekła z przymileniemŚ – Pozwoliłam mu si(cid:266) w Warszawie odwiedzać, i to go wprawiło w taki zachwyt. Silił si(cid:266), aby mnie bawić, ale ja tymczasem o panu ci(cid:261)gle my(cid:286)lałam, i przykro mi było, (cid:298)e pan zupełnie nie troszczy si(cid:266) ju(cid:298) o mnie. Źu(cid:298)o było osób w gabinecie Madonny Syksty(cid:276)skiej, przewa(cid:298)nie Amerykanów i Anglików, zaj(cid:266)tych podkre(cid:286)laniem w Bedeckerach ust(cid:266)pów, Madonnie po(cid:286)wi(cid:266)conych. To samo uczynił i Marya(cid:276)ski, b(cid:266)d(cid:261)c wył(cid:261)cznie zaj(cid:266)ty pani(cid:261) Juli(cid:261) i Tenczy(cid:276)skim. „Tam co(cid:286) jest” – my(cid:286)lał ci(cid:261)gle i dalej w nast(cid:266)pstwie kombinował sobie, (cid:298)e je(cid:298)eli rzeczywi(cid:286)cie tam „co(cid:286) jest,” to on, jako (cid:286)wiadomy rzeczy, powinien czuwać, i je(cid:298)eli nadarzy si(cid:266) sposobno(cid:286)ć, zu(cid:298)ytkować dla siebie t(cid:266) tajemnic(cid:266). Miał ci(cid:261)gle na my(cid:286)li swoje „postawienie si(cid:266)” w stosunkach tego sekretu mogło go zbli(cid:298)yć wi(cid:266)cej do Tenczy(cid:276)skiego, z którym za(cid:298)yło(cid:286)ć, ze wzgl(cid:266)du na jego znaczny maj(cid:261)tek i nazwisko, miała tak(cid:298)e swoje znaczenie. towarzyskich. Posiadanie Nie podoba mi si(cid:266) taka ciemna karnacya ciała – rzekła pani Julia. – Ta Madonna wygl(cid:261)da jak nieumyta. Tenczy(cid:276)ski nie patrzał na Madonn(cid:266)ś ale na pani(cid:261) Juli(cid:266). Ninka była smutna, rzuciła na obraz spojrzenie zupełnie oboj(cid:266)tne. Nie spodziewała si(cid:266) wielu wra(cid:298)e(cid:276), a jednak doznała dziwnego wzruszenia, gdy stamt(cid:261)d, z 13 zawistna.” tego obrazu spojrzały na ni(cid:261) oczy jakby (cid:298)ywe a przecudne, zajrzały do gł(cid:266)bi serca i my(cid:286)li. Zdawało jej si(cid:266), (cid:298)e dusza jej bratnia, tak samo smutna, patrzy na ni(cid:261) temi oczyma. Wra(cid:298)enie to jednak trwało zaledwie kilka sekund, pani Julia bowiem, wypowiedziawszy o Madonnie powy(cid:298)sze spostrze(cid:298)enie, wyszła do sali s(cid:261)siedniej. Twierdziła, i(cid:298) taka moc obrazów mia(cid:298)d(cid:298)y jej nerwy sw
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Uśmiech życia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: