Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00193 010600 7484659 na godz. na dobę w sumie
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej - ebook/pdf
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 344
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-3297-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).

Historia niezwykłego człowieka, zatrzymana w obrazach oraz opisach wypraw i życiowych zmagań. Biografia Leona Barszczewskiego, XIX-wiecznego badacza Azji Środkowej, którego dokonania wciąż czekają na odkrycie.

Czytelniku, trzymasz w rękach książkę o naprawdę nieprzeciętnym człowieku. Jej bohaterem jest zafascynowany Azją fotograf i podróżnik, który na szklanych płytach negatywów utrwalił niepowtarzalne widoki krajobrazów i miast Azji Środkowej, zwłaszcza Samarkandy. To dzięki niemu możemy spojrzeć na twarze rdzennych mieszkańców dalekich zakątków Azji sprzed ponad stu lat.

Leon Barszczewski uchwycił w kadrze obiektywu chwile grozy podczas górskich wypraw, utrwalił piękno i majestat lodowców oraz potęgę gór. Jednak najważniejsi byli dla niego ludzie — z jego fotografii spoglądają na nas bekowie i wieśniacy, biedacy i bogacze, tancerze i obłąkani, a nawet muzułmańskie kobiety odsłaniające twarze. Dla wielu z nich Barszczewski był pierwszym spotkanym Europejczykiem. Te jedyne w swoim rodzaju obrazy przenoszą nas w świat zagubiony i nieznany, nieomal baśniowy...

Książka jest swoistym zwierciadłem duszy Leona Barszczewskiego i jego życiowej drogi. Odsłania przed nami wrażliwego artystę i upartego człowieka, jego myśli, pasje i działania. Nieistniejący już świat został odtworzony na podstawie notatek samego fotografa, artykułów publikowanych w prasie oraz wspomnień jego córki, Jadwigi Barszczewskiej-Michałowskiej.

Publikacja jest owocem przeszło trzydziestoletnich badań genealogicznych Igora Strojeckiego oraz fascynacji postacią i dokonaniami jego jego pradziadka — podróżnika i fotografa Leona Barszczewskiego.

...dłuższe obcowanie z półdzikimi mieszkańcami nauczyło mnie wielu rzeczy. Jak fałszywie i źle sądzimy tych biedaków. Najczęściej sami jesteśmy przyczyną nieporozumień, jakie wynikają pomiędzy nami i nimi. Niejednokrotnie sam, zdawało się, byłem w położeniu bez wyjścia wśród tych półdzikich ludów, gdzie byle drobiazg mógł pociągnąć za sobą utratę życia. A przecież zawsze dawałem sobie radę, co zawdzięczam temu, że stosunek mój do mieszkańców był zawsze serdeczny, że starałem się wniknąć w ich życie, zwyczaje i obrzędy, wierzenia i przesądy. Zjednałem sobie wśród nich wielu prawdziwych przyjaciół. Dziewiętnaście lat obracałem się między nimi i nie mogę znaleźć ani jednego przykładu ich rzekomej zwierzęcości, o czym tak chętnie piszą rozmaici podróżnicy.

L. Barszczewski


Igor Strojecki — pasjonat genealogii, publicysta, varsavianista. Z zapałem przywraca pamięć o swoich niezwykłych przodkach, m.in. aktorce Elżbiecie Barszczewskiej, psychologu i wynalazcy Julianie Ochorowiczu oraz pradziadku Leonie Barszczewskim. Jest autorem licznych artykułów o słynnym fotografie Samarkandy, katalogów towarzyszących wystawom oraz obszernego hasła do słownika biograficznego. Jest także autorem i inicjatorem wielu wystaw poświęconych wyżej wspomnianym przodkom, prezentowanych w muzeach i instytucjach kultury w całej Polsce. Często wygłasza prelekcje i udziela wywiadów na temat dokonań swojej rodziny oraz wartości badań genealogicznych. Aktywnie uczestniczy w imprezach kulturalnych, takich jak Noc Muzeów czy Festiwal Nauki. Za swoją społeczną działalność uhonorowany nagrodami (m.in. w roku 2012 otrzymał nagrodę Ludomira Benedyktowicza, a w 2014 “Złoty Liść” Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im. M. Fogga).

Motto Igora Strojeckiego brzmi: “Być może nie narodził się jeszcze ten, który kiedyś zapuka do twoich drzwi i o historię twojej rodziny poprosi”.

Leon Barszczewski (1849–1910) urodził się w Warszawie, a dzieciństwo spędził w Guberni Chersońskiej na Ukrainie. Po ukończeniu szkół wojskowych wstąpił do armii carskiej. W latach 1876–1897 służył w batalionie w Samarkandzie. W tym czasie podejmował wyprawy o znaczeniu militarnym i badawczym. Penetrował dorzecza Zerawszanu, Amu-darii, Fan-darii, Iskander-darii, Góry Hisarskie, Zerawszańskie, Tien-szan, lodowce Pamiru; dotarł nawet do Mazar-i-Szarif. Prowadził badania botaniczne, zoologiczne, geologiczne, glacjologiczne, a także archeologiczne. Odkrył liczne złoża kamieni szlachetnych, złota, srebra i węgla kamiennego oraz innych kopalin. Głęboko interesowały go życie codzienne, kultura, obrzędy, legendy i muzyka ludów Wschodu, co utrwalił na fascynujących, unikalnych fotografiach. Za swoje zdjęcia został nagrodzony złotymi medalami na wystawach w Paryżu i Warszawie. Po odwołaniu z Samarkandy wziął udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Ostatnie lata życia spędził w Siedlcach, gdzie ufundował Żeńską Szkołę Handlową (obecnie II LO im. św. Królowej Jadwigi).

Niezwykłe zdjęcia. Nawet dzisiaj, w dobie dronów i satelitów z kamerami, trudno byłoby znaleźć się w wielu z tych miejsc. Dotarcie do nich wymagało niezwykłej pasji i nietuzinkowej osobowości. Równie ciekawa jest historia zachowania tych fotografii. To był polski Indiana Jones.

Tomek Bagiński

Autor wybornie przy­bliżył nam sylwetkę podążającego w iście londonowskim duchu za pionierskimi wyzwa­niami badacza Azji Środkowej końca XIX wieku i jednocześnie znakomi­tego fotografa zagubio­nego świata.

Jacek Pałkiewicz

Warszawa, gdzie urodził się bohater tej książki Leon Barszczewski, i Samarkanda, gdzie częściowo rozgrywa się jej akcja, w drugiej połowie XIX wieku znajdowały się w jednym państwie. Polacy w Imperium Rosyjskim byli nie tylko powstańcami sprzeciwiającymi się potędze caratu, ale także, jako wojskowi, potęgę tę umacniali. Losy Barszczewskiego pokazują, że oba wątki — powstańczy i imperialny — często się zbiegały. Barszczewski, syn powstańca dumny z polskich patriotycznych zrywów, był jednocześnie carskim oficerem zaangażowanym w kolonizację Turkiestanu. Do historii przeszedł jako autor znakomitych zdjęć, które do dziś pozostają ważnym źródłem wiedzy o przyrodzie, a przede wszystkim o życiu mieszkańców tego regionu. Życie samego Barszczewskiego dotychczas pozostawało w cieniu. Teraz, dzięki gigantycznej pracy jego prawnuka, Igora Strojeckiego, możemy je wreszcie poznać.

Ludwika Włodek

Ludzie odważni docierają na krańce świata, a my wiemy, że coś leży za horyzontem. Ale to dzięki tym, którzy są dość wytrwali, żeby ten świat dokumentować, wiemy też, jaki ten świat jest, możemy zrozumieć go lepiej. Leon Barszczewski był jednym z najwybitniejszych eksploratorów Azji Środkowej, a dzięki jego fotograficznej pasji mamy dziś szansę podziwiać unikatowe w skali świata fotografie dawnej Samarkandy, Buchary, Pamiru. Miał niezwykły wkład w badania obcych kultur, ale też ocalił je od zapomnienia, uwiecznił, zanim stały się historią. Dzięki temu w jakimś sensie możemy też podróżować w czasie. Barszczewski miał w sobie tego samego ducha, który stał się podstawą stworzenia „National Geographic”, dlatego jego fotografie i wspomnienia trafiły na łamy polskiej edycji magazynu w 2008 roku. Teraz, zebrane w książce Utracony świat…, ocalą od zapomnienia tę wybitną postać.

Martyna Wojciechowska

Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

• Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność Rozdział III Droga do Samarkandy Porucznik Leon Barszczewski rozpoczął wędrówkę, z innymi ochotni- kami i żołnierzami, do Azji w maju 1876 roku. Podróż była bardzo długa i uciążliwa. Po drodze widzieli wiele niezwykle ciekawych okazów i tworów przyrody oraz poznali obyczaje tubylczej ludności, jej wierzenia i zabobony. Szlak wiódł przez: Samarę, Orenburg, Kazalińsk, Karamak- czi1, Pierowsk2, Turkiestan, Taszkent3, Czynaz4, Dżyzak5, do Samarkandy. Po drodze Barszczew- ski zebrał liczne przykłady miejscowej fauny, np. w Pierowsku nad brzegiem Syr-darii natknął się na bardzo ciekawą rybę, uważaną przez miejscową ludność za wcielenie złego ducha. Ryba ta w lokalnym narzeczu nosiła nazwę szajtan-dum-bałyk6, a przez mieszkańców innych okolicznych rejonów nazywana była także: bałyk-musz-dum (ryba mysi ogon), cholaka-dum-bałyk, bakra- -dum-bałyk, czyszkan-dum-bałyk. Była to mała ryba z bardzo długim, cienkim ogonem i płaskim łbem, wzdłuż jej grzbietu i boków ciągnął się twardy kościany pancerz, na końcu nosa miała dwa małe rogi i kilka takich samych rożków na innych częściach głowy, a jej tułów zwężał się w kie- runku ogona. Znalezienie tej ryby wróżyło Barszczewskiemu, według wierzeń miejscowej ludności, olbrzy- mie przeszkody w drodze, a nawet walkę z samym diabłem, który miałby ukazać się mu na pustyni zwanej głodnym stepem7. Młody porucznik śmiał się z tych przepowiedni i pewnie ruszył ze swo- im oddziałem w dalszą drogę, która faktycznie okazała się bardzo trudna i niebezpieczna. Wśród lotnych piasków pustyni cały jego oddział omal nie zginął. Wędrowali przeważnie w nocy, a dzień 1 Karamakczi – dawny Fort nr 2; rosyjski garnizon wojskowy nad Syr-darią. 2 Pierowsk (nazwa stosowana do 1920 r.) – wcześniej Ak-Meczet, obecnie Kyzyłorda; miasto nad Syr-darią w połu- dniowym Kazachstanie, do 1929 r. stolica tego kraju. W czasach Barszczewskiego mieścił się tam Fort nr 3. 3 Taszkent („kamienna wieś”) – miasto zdobyte 15 czerwca 1865 r. przez Rosjan pod dowództwem gen. Michaiła Czerniajewa (1828-1898). Pod koniec XIX w. liczyło ok. 200 tys. mieszkańców. Ulice nie są brukowane, lecz jezd- nie, również jak i chodniki pokryte ubitym żwirem. Dawne mury obronne się walą, a jeszcze więcej niszczą je sami mieszkańcy, rozbierając kamienie i cegły na budowę swych domów. […] Gęste zadrzewienie nadaje miastu zewnętrz- nie charakter miasta ogrodu [B. Grąbczewski, op. cit., s. 296]. 4 Czynaz (obecnie Chinoz) – miasto w Uzbekistanie na prawym brzegu rzeki Czirczik u jej ujścia do Syr-darii. 5 Dżyzak – miasto-twierdza w Uzbekistanie nad rzeką Sanzar, położone na trasie między Taszkentem a Samarkandą, na skraju Stepu Głodowego. Zdobycie tej twierdzy 23 maja 1866 r. umocniło wpływy Rosjan w dolinie Syr-darii. Szajtan-dum-bałyk – dosł. „ryba szatani ogon”. Step Głodowy – pustynna równina na lewym brzegu Syr-darii, na zachód od Kotliny Fergańskiej; obecnie znaj- duje się na terytorium wschodniego Uzbekistanu i południowego Kazachstanu, na Nizinie Turańskiej. Oddział Barszczewskiego przemieszczał się po południowo-zachodnich obrzeżach tej równiny. 6 7 3 3 Poleć książkęKup książkę Leon Barszczewski (siedzi pierwszy z prawej) ze swoimi żołnierzami spędzali w cieniu namiotów. Posuwając się w żółwim tempie przez bezkresną pustynię, odczuwali dotkliwie brak żywności, a zwłaszcza wody; żołnierze mdleli z wyczerpania. Pewnego dnia, a ściślej poranka, oczom porucznika i jego żołnierzy rozstawiających właś- nie namioty ukazał się przepiękny krajobraz. Intrygujące białe budowle, bujna roślinność nad wspaniałym jeziorem nęciły wzrok, wydawały się być tuż-tuż, tak blisko… Żołnierze domagali się natychmiastowego marszu w kierunku tego jeziora. Barszczewski wiedział z lektury książek, iż widziany obraz nie jest rzeczywisty. Było to znane wszystkim podróżującym przez pustynię zjawisko fatamorgany, którego teraz po raz pierwszy sam doświadczył. Prości, zmęczeni długą wędrówką żołnierze nie chcieli wierzyć. Śmielsi namawiali wręcz do nieposłuszeństwa, do ruszenia naprzód wbrew rozkazom dowódcy. Sytuacja porucznika była nie do pozazdroszczenia. Sam wśród gromady buntujących się żołnierzy nie widział możliwo- ści przeciwstawienia się ich woli, a jednocześnie rozumiał, że wyruszenie w kierunku złudne- go jeziora grozi niechybną śmiercią wśród lotnych piasków pustyni. Wykorzystując ciemnotę 4 3 Poleć książkęKup książkę i skłonność do zabobonnych wierzeń swych żołnierzy, postanowił przekonać ich, że to złowiona w Syr-darii ryba szatan zaczyna swą zemstę i pcha ludzi do piekła, ukazując złudne miraże. Większość żołnierzy uwie- rzyła mu. Jednak kilku śmiałków, drwiąc ze słów porucznika, postanowiło wbrew zaka- zowi udać się w kierunku widzianego jezio- ra. Barszczewski uprzedzał, iż czyha na nich śmierć, że lotne piaski przysypią ich żywcem. Jednak nie usłuchali przestróg i ze śpiewem ruszyli w kierunku rzekomego jeziora. Pozo- stali z niepokojem czekali powrotu śmiałków. Wkrótce zobaczyli, że fatamorgana zaczęła blednąć, a potem piękny krajobraz się rozpły- nął. Swoich towarzyszy już więcej nie ujrzeli. Burza piaskowa zasypała ich ślady i pogrzeba- ła w piaszczystej mogile. Od tego wydarzenia stosunek żołnierzy do dowódcy zmienił się zasadniczo. Nie tylko wierzyli mu, ale i słuchali go bezapelacyjnie. Uznawali jego wojskową władzę, ale też wi- dzieli w nim jakąś dziwną, niemal nadludzką postać. Barszczewski początkowo chciał roz- wiać ich wiarę w swoją rzekomą „nadprzy- rodzoną moc”, ale zaniechał tego, widząc, iż tylko dzięki niej będzie mógł całkowicie pa- nować nad swoimi żołnierzami i zdoła dopro- wadzić ich do celu podróży. Pewnego dnia podczas wędrówki przez pustynię oddział dotarł do upragnionej stud- ni. Żołnierze rzucili się natychmiast w jej kie- runku, chcąc ugasić męczące ich pragnienie i nie zwracając uwagi na to, że dokoła unosi się odrażająca woń. Wiele wysiłku kosztowało Barszczewskiego powstrzymanie ich od czer- pania z tej studni. –  Ta woda jest zatruta – przekonywał swoich żołnierzy. – Musimy pójść dalej, do następnych studni, tej nie ruszajmy. Ugasiwszy pragnienie przy kolejnych studniach, wrócili do tej pierwszej, by przeko- nać się o wiarygodności słów swojego dowód- cy. Rzeczywiście okazało się, że na jej dnie leży rozkładające się już ciało wielbłąda, który Karawanseraj. Obmurowane źródło na pustyni, miejsce postoju dla karawan Spotkanie z karawaną na pustyni Jurty koczowników na stepie 3 5 Poleć książkęKup książkę znalazł w niej śmierć. Żołnierze wydobyli padlinę i oczyścili studnię. „Uzdrowienie” wody wzbudziło wśród ludności oazy uznanie dla ob- cego oficera, a w żołnierzach umocniło wiarę w przełożonego. Coraz liczniejsze studnie, które napotykali podczas dalszej dro- gi, wskazywały, że wkrótce złowroga pustynia miała się skończyć. W dali zaczęły rysować się góry. Ich przewodnik Kirgiz z radością rzucił się na kolana, wołając: „Dżyzak, Dżyzak już blisko!”, i doty- kając ziemi czołem, dziękował Allahowi za pomyślną podróż przez bezkresną pustynię. Radość jego była jednak przedwczesna. Na ho- ryzoncie raptownie pojawiła się ciemna chmura z czarnym, przypo- minającym paszczę zagłębieniem na środku. – Śmierć idzie po nas! – zawołał Kirgiz. – Uciekajmy jak najprę- dzej. Trzeba jak najszybciej skryć się wśród pobliskich pagórków. Oddział poderwał się natychmiast i ruszył ku wzgórzom. Dzięki przestrodze Kirgiza Barszczewski zdołał ukryć się wraz z żołnierzami w pieczarach na stokach wzgórz. Znajdująca się niedaleko nich mała karawana, składająca się z kilku wielbłądów, nie dostrzegła w porę ciemnej chmury i spokojnie odpoczywała przy studni. Dopiero ok- ropne wycie, które wydarło się z gardzieli zwierząt, ostrzegło ludzi o niebezpieczeństwie. Niestety, było już za późno. Piaskowy huragan ogarnął karawanę. Żołnierze zobaczyli z przerażeniem, jak trąba po- wietrzna porwała i uniosła ludzi i zwierzęta. Żywioł szalał krótko, ale zmiótł z ziemi wszystko, co żyło. Po ustaniu burzy Barszczewski ze swoimi żołnierzami od razu ru- szyli na ratunek karawanie. Niestety, trud ich był daremny. Na miej- scu katastrofy zastali tylko nowo powstały wielki piaskowy kurhan. Droga z miasta Dżyzak do Samarkandy prowadziła przez góry Sanzar. Zbocza tych gór od strony pustyni były nagie i skaliste, za to od południa porastały je drzewa owocowe i winna latorośl. Mnóstwo tam było źródełek i rzeczek. Nie chciało się wprost wierzyć, że zale- dwie kilka dni podróży dzieli oddział od groźnej pustyni. W Sarajłyku żołnierze biwakowali przez kilka dni, nabierając sił do dalszej wędrówki, mimo że tamtejsza ludność nieufnie patrzyła na wojskowych i wyraźnie od nich stroniła. 6 3 Poleć książkęKup książkę Rozdział V Pierwsza wyprawa górska – o krok od śmierci Wiosną 1877 roku Leon Barszczewski wyruszył na swą pierwszą, trwającą kilka miesięcy górską wyprawę. W czasie tej wędrówki jego życie parokrotnie wisiało na włosku. Jednak ze wszystkich opresji szczęśliwie wychodził cało. Po raz pierwszy poznał groź- ną potęgę olbrzymich gór, wobec których poczuł się mały i słaby. Przygotowując się do tej wyprawy, dokładnie poznawał zajęcia i obyczaje ludności oraz florę i faunę górską1. Ze zdziwieniem przekonał się, że opisy książkowe nie odpowiadają praw- dzie. Skrupulatnie notował swoje spostrzeżenia i korygował opisane wiadomości. Jednocześnie rozkoszował się przyrodą, pięknem i potęgą gór. Ich zbocza nie były porośnięte lasami. Tylko u podnóża Gór Samarkandzkich napotkał nad rzeczkami, źródłami i stawami wspaniałe czyna- ry2 i karagacze3. Pod cieniem jednego z karagaczy mogło obozować przeszło pięćdziesiąt osób. Niektóre zbocza były porośnięte pistacjowymi drzewami, ale większość z nich oraz szczyty po- zostawały nagie, skaliste. Na skałach często spotykał wielkie gniazda olbrzymich orłów, na zbo- czach gdzieniegdzie pasły się kozy, a w dolinach osły, owce, muły, krowy i konie. Nad dolinami przylepione były do zboczy kiszłaki4. Domy górali, budowane z kamieni i gliny, były niskie, z pła- skimi dachami, bez okien i kominów. Wobec ogromu skał i szczytów mieszkania ludzkie wyda- wały się ledwie marnym mrowiskiem. Źle uprawiane pola dawały słaby plon. Socha panowała 1 Badania etnograficzne i geograficzne na tych terenach miały pierwszorzędne znaczenie dla imperialnej poli- tyki zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Rosji. Rosjanie chcieli dowiedzieć się, którędy da się zaatakować Indie, Brytyjczycy z kolei byli żywotnie zainteresowani, nad jakimi obszarami muszą zdobyć kontrolę, żeby do takiego ataku nie dopuścić. Obie strony musiały pozyskać dla realizacji swoich celów państewka i ludy znajdujące się w strefie buforowej. Żeby tego dokonać, konieczne było poznanie ich mentalności, systemu wartości, sposobów patrzenia na świat itd. Stąd pierwszorzędne znaczenie badań etnologicznych i orientalistycznych. Ponadto ko- nieczne było także poznanie kultur ludów świeżo podbitych, żeby skutecznie nimi zarządzać i zminimalizować ryzyko buntów. Anglicy mocno sparzyli się w czasie powstania sipajów, ponieważ zignorowali badania nad kul- turą swoich podbitych poddanych. Z kolei Rosjanie mieli bogate doświadczenia na temat tego, do czego może prowadzić nieznajomość kultur podbitych z terytorium Kaukazu. Z tego powodu wywiady po obu stronach były żywo zainteresowane etnologią, antropologią kulturową, religioznawstwem i orientalistyką. Był to wówczas złoty wiek dla tych dziedzin, gdyż miały wsparcie rządów centralnych i nie szczędzono na nie środków. I to był też czas, kiedy różnica między szpiegiem a naukowcem bywała bardzo płynna. Peter Hopkirk pisze, że angielski wywiad wysyłał swoich oficerów na „urlopy myśliwskie”, a rosyjski na „ekspedycje naukowe”. Jedno i drugie było przykrywką dla aktywności wywiadowczej. [Komentarz dra Michała Pędrackiego]. 2 Czynar – platan wschodni (Platanus orientalis), drzewo z rodziny platanowców dochodzące do 10 m obwodu. 3 Karagacz lub kara-agag („czarne drzewo”) – gatunek wiązu. 4 Kiszłak – wieś, osada w Azji Środkowej. 4 1 Poleć książkęKup książkę tu powszechnie, czasami ustępując miejsca motyce. Z góralami zetknął się bliżej po raz pierw- szy kilka dni po wyjeździe z Samarkandy. Górale zwiadowcy śledzili z ukrycia każdy jego krok. Nie mogli uwierzyć, że wyruszył w góry samotnie, jedynie z przewodnikiem. Początkowo nie zaczepiano go, pozwalając za- puszczać się głębiej w doliny. Na swej drodze napotykał tylko opuszczone osady, ponieważ wiejska ludność, uprzedzona o jego nadejściu, kryła się w górach. Przywódca górali rozkazał schwytać go żywcem, zależało więc góralom na tym, by odległość dzieląca młodego po- rucznika od Samarkandy była jak największa. Przygotowano pułapkę, w którą miał wpaść niedoświadczony podróżnik. – Panie, panie, wracajmy – prosił Jakub. – Czuję, że śmierć się do nas zbliża. – Jeżeli chcesz, to wracaj sam, ja tu pozo- stanę. Daj mi tylko moją część zapasów, które w koszach dźwigają nasze osły, i wracaj – od- powiedział mu porucznik. „Kiszłak Peti na brzegu rzeki Iskander-darii (Eskander-darii). Okręg samarkandzki” „Kiszłak Pendżrut koło kiszłaku Ksztut na zboczach Gór Samarkandzkich” Jakub w żaden sposób nie chciał się na to zgodzić. Jechali więc dalej, wspinając się coraz wyżej i coraz bardziej oddalając się od Samar- kandy. Nocami czuwali przy ognisku na zmia- nę. Pewnej nocy trzymający straż Jakub nie potrafił już zapanować nad zmęczeniem i twar- do zasnął. Jakże bolesne było jego przebudzenie! Leżał związany, a obok skrępowany sznurami był również Barszczewski. Z rozmów prowadzonych przez pilnujących ich górali porucznik zrozumiał, że mają być niebawem postawieni przed obliczem pana tych gór, Kazi-beka5. To go całkowicie uspokoiło. Skoro przed nimi kilka dni drogi do owego władcy, to wszystko przez ten czas może się jeszcze odmienić na dobre. Jakuba natomiast ogarniało przerażenie na widok otaczających ich rosłych, owłosionych na całym ciele górali z błyszczącymi oczami i orlimi nosami. Mieli na sobie jedynie skórzane spodnie, torsy ich natomiast były całkowicie obnażone. Porucznik starał się pocieszać przerażonego towarzysza. 5 Bek, beg, bej – dostojnik, urzędnik, dowódca. W Emiracie Buchary bek stał na czele okręgu, którego centrum stanowiła zwykle większa miejscowość. We wspomnieniach Leona Barszczewskiego siedzibami beków były m.in. miasta: Baldżuan, Guzar, Jakkabag, Hissar, Karategin, Kulab, Kurgan-Tiube, Szirabad. Terytorium pod- ległe bekowi podróżnik w swoich zapiskach nazywał bekostwem. Bekowi podlegała liczna grupa urzędników, byli wśród nich m.in. amlakdarzy – poborcy podatkowi, którzy sami ustanawiali i egzekwowali surowe prawa, niemiłosiernie łupiąc miejscową ludność. Portal jednego z mauzoleów zespołu Szach-i Zinda, Samarkanda 2 4 Poleć książkęKup książkę 4 3 Poleć książkęKup książkę Program Leona Barszczewskiego dotyczący badań etnograficznych nad miejscową ludnością (rękopis w zbiorach archiwum PAN): Założenia do gromadzenia informacji o drogach, przyrodzie, mieszkańcach i ich gospodarce w górnym biegu rzeki Zerawszan i innych miejscach. 1. Opis drogi: odległości między zamieszkanymi miejscami (według orientacji mieszkańców i według czasu), stan dróg, warunki naturalne, wygody podróży, zaopatrzenie w środki trans- portu, warunki noclegów, postojów, woda. 2. Opis wyróżniających się pod jakimkolwiek względem kiszłaków i uroczysk. 3. Opis plemiennego składu mieszkańców da- nego kiszłaku, jakiej są religii, jakiego używają języka; budowa ciała: proporcje, powierzchow- ność, temperament, obraz życia. 4. Opis życia: urządzenie domu, pożywienie, odzież, pożywienie i wychowanie dzieci, ob- rzędy: pogrzebowe, weselne, w doniosłych uroczystościach, rozrywki i zabawy. Stosunki między mężczyznami i kobietami (wgląd na społeczne położenie kobiety). 5. Opis powszechnych chorób z uwzględnieniem miejscowych sposobów ich leczenia. 6. Wykształcenie: rodzaj szkół (nauki), uczęsz- czanie i odległość do szkół. Rozpowszechnie- nie książki. 7. Najczęstsze przestępstwa i występki oraz przyczyny ich pochodzenia (charakter lu- dzi, przyczyny ekonomiczne lub religijne). 8. Cechy jakościowe gleb, ich kultywacja, rozprzestrzenienie (w ogólnym zarysie). 9. Przykładowa liczba gatunków roślin uprawnych w stosunku do uprawianej ziemi (w gospodarstwach wiejskich). Produkcja rolna. 10. Jakie występują w gospodarstwach rolnych uprawy. Sposoby uprawy ziemi, system nawadniający, czas siania i zbioru, narzędzia, ich przeznaczenie i sposoby posługi- wania się nimi. 11. Sprzedaż produktów rolnych, ich konserwacja, przechowanie i ochrona. 12. Hodowla bydła. Gatunki hodowanego bydła, zabiegi hodowlane, wykorzystanie zwierząt do transportu i prac w rolnictwie. 13. Opis rzemiosł domowych, rękodzieła dotyczącego wyrabiania narzędzi do uprawy roli. 14. Opis polowania łownych ptaków i zwierząt, sposoby i narzędzia łowieckie, ludzie zajmujący się łowiectwem, wykorzystanie upolowanej zwierzyny. 4 4 Poleć książkęKup książkę 15. Opis targu i handlu. Kto, gdzie i czym handluje – zwrócić uwagę na ceny. Przyczyny upadku handlu. 16. Zebrać dzikie zioła używane przez ludność; próby uprawiania roślin: owsa, ryżu i innych. 17. Elementy odzieży: męska, żeńska, odświętna; uzyskać od mieszkańców oryginalne przedmioty domowe, ce- nione towary, odzież. 18. Jeśli narzędzia uprawy roli i gospodar- stwa domowego są w jakimkolwiek stopniu oryginalne, narysować je. 19. Wymienić rodzaje napotkanych kopalin. 20. Zapisać legendy. Trzy fotografie ukazujące antropologiczne zainteresowania Leona Barszczewskiego „Olejarnia we włościach beka Darwazu. Posiadłości bucharskie”. Kierat olejarnia zwany dżuwoz był przeznaczony do pozyskiwania oleju roślinnego 4 5 Poleć książkęKup książkę –  Wierz mi, że wyjdziemy z tego cało – powiedział. Górale przywiązali jeńców do ich włas- nych koni i poprowadzili w góry. W czasie drogi trzeba było często się zatrzymywać, gdyż konie, nieprzyzwyczajone do górskich ście- żek, wzbraniały się iść dalej. Kiedy w końcu górale dostarczyli schwytanych swemu wład- cy, Kazi-bek triumfował. Pojmał oficera wojsk rosyjskich i oto mógł zemścić się na nim za wszystkie krzywdy wyrządzone wolnym mieszkańcom gór przez Rosjan. Postano- wił powiesić wrogów na oczach wszystkich mieszkańców wioski. Rozkazy wydawane pod- władnym wyraźnie wskazywały, że o żadnym ułaskawieniu nie może być mowy. Zemsta na rosyjskim oficerze miała zostać uczczona bie- siadą i tańcami. –  Jakubie, nie trać nadziei nawet wtedy, kiedy śmierć zajrzy ci już w oczy – powiedział porucznik. – Wierzę, wiem nawet z całą pew- nością, że z tej przygody wyjdziemy cało. Nie zdradź się tylko, że rozumiem ich język. Niech mówią przy mnie otwarcie o swych zamiarach, a postaram się te zamiary zniweczyć. „Bek zjadający całego barana […]. Był karategińskim bekiem. Posiadłości bucharskie” Tymczasem ukończono przygotowania do egzekucji. Na środku szerokiego placu sta- nęła szubienica. Nagle zbawcza myśl olśniła Barszczewskiego. Wiedział on, że wedle niepisanych praw mieszkańców gór skazaniec mógł przed śmiercią zażądać ostatniego posiłku. Miał prawo zjeść wszystko, co mu najbardziej smakuje, co najbardziej lubi. – Jakubie – powiedział porucznik – zażądaj dla nas posiłku. Proś, by zgodnie ze swymi zwy- czajami otoczyli nas kołem i rozłożyli na naszą ucztę dywan, na którym spożyjemy nasz ostatni posiłek. Jakub głośno, może nawet nazbyt głośno, powtórzył żądanie swego pana. Podawano te sło- wa z ust do ust, aż dotarły do uszu władcy. Jego straż przyboczna była przeciwna uwzględnieniu tej prośby. Jednak Kazi-bek zachmurzył się i zamyślił. – Chociaż to syn niewierny, chociaż to „urus” – rzekł – nasza religia wymaga uszanowania jego prośby. Wynieście najwspanialszy dywan z moich komnat. Chcę, by dusza „urusa” cieszyła się w niebie z mej łaski. Każcie zdjąć z osłów jego zapasy. Niech wybiera wszystko, co lubi. Niech spożywa przed odejściem z tego świata to, co mu najbardziej smakuje. Chcę być świadkiem tej uczty. Straż przyboczna niech będzie przy mnie. Słysząc te słowa, podróżnik zaczął układać w myśli plan działania. Chciał tych „dzikusów” w jakiś sposób oczarować i przekonać o swej „nadprzyrodzonej” sile. A ponieważ znał wiele „magicznych” sztuczek, postanowił je wykorzystać. 6 4 Poleć książkęKup książkę Przyniesiono i rozłożono dywan, rozwiązano jeńcom ręce i pozwolono usiąść pośrodku, koło worków z ich zapasami żywności. Barszczewski polecił Jakubowi wyjąć jaja ugotowane na twardo, dwa pieczone kurczaki i słoik konfitur. Przed rozpoczęciem posiłku zwrócił się do Kazi- -beka z prośbą, by nikt z obecnych nie przeszkadzał mu w ostatnim posiłku. Wszyscy mogą się przyglądać, ale nie wolno im przeszkadzać, gdyż dusze skazańców po śmierci nie dadzą spokoju tym, którzy by tę ucztę chcieli zakłócić. Władca zapewnił uroczyście, że nikt ich nie będzie nie- pokoić. Taki jest u nich przecież zwyczaj, takie prawo. Porucznik tylko na to czekał. Postano- wił od razu wypróbować swoje sztuczki. Najpierw obrał jajko i niby to zaczął je wkładać do ust. Nagle jajko zniknęło gdzieś w przedziwny sposób. – Jakubie – zwrócił się do swego towarzysza porucznik – żądaj od nich zwrotu tego jajka. Gdy te słowa zostały powtórzone, obecni zaprzeczyli stanowczo. Jak to?! Nikt przecież nie Ktoś z obecnych wychwycił mi je wprost z ust. ośmieliłby się dotykać przedśmiertnej strawy! – A jednak twierdzę, że jeden z obecnych wojowników zabrał mi je wprost z ust – tłumaczył Jakub kolejne słowa swego pana. – Pozwól mi, Kazi, osobiście sprawdzić, kto połakomił się na mój ostatni posiłek. Niepokój ogarnął obecnych. Jeżeli ktoś faktycznie zażartował sobie ze skazańców, to czeka go taka sama kara co ich. O tych zwyczajach wiedział Barszczewski i postanowił wykorzystać je dla swego ocalenia. Kazi-bek, zaręczając, że z pewnością nikomu nie przyszło nawet na myśl zażartować w ten sposób, pozwolił na dokonanie rewizji osobistej. Barszczewski znalazł jajko w kieszeni „Były bek z miasta Karategin i jego świta. Posiadłości bucharskie” 4 7 Poleć książkęKup książkę „Typ z okolic Talw-war znad rzeki Ak-su. Posiadłości bucharskie” 8 4 Poleć książkęKup książkę Rozdział XIX Mogiła Sang-Tuda Po tak trudnych dla całej rodziny chwilach Leon Barszczewski znów był gotowy ponownie ruszyć w góry. Niestety, Jakub Izmaiłdżanow leżał obłożnie chory. Wobec tego Barszczewski zaangażował swego drugiego przewodnika, górala Babadaraza, i 4 maja 1891 roku wyruszył w podróż. Przez przełęcz Tachta-Karaga dotarł do miasta Kitab, a potem przeszedł przez miejsco- wości: Szaar, Jakkabag, Guzar, aż dotarł do grzbietu gór Kugi-Tyng-tau. Wszędzie po drodze dokonywał licznych odkryć i gromadził notatki o życiu, obrzędach, wierzeniach i legendach mieszkańców. Po przejściu grzbietu Kugi-Tyng-tau dotarł do miasta Szirabad. W trakcie prze- jazdu ponownie przyjrzał się odkrytym przez siebie uprzednio źródłom ropy naftowej i wielkim siarkowym „kurhanom”. Dalej droga prowadziła przez miasto Szutuwarstan, step Kyzyryk-Dała, piaski Kyzył-kum do wsi Pajan-Kokejty, gdzie zatrzymał się po długiej i uciążliwej wędrówce. Po wypoczynku ruszył dalej do miasta Kabadian, zbadał dolinę rzeki Wachsz, a następnie ruszył wzdłuż tej rzeki do kurhanu Sang-Tuda1. Tam usłyszał i zanotował sięgającą czasów Tamerlana legendę z rejonu Wschodniej Buchary2: We Wschodniej Bucharze są w wielkim poszanowaniu u ludu znajdujące się tam w znacznej liczbie kurhany, pamiątki dawno minionej przeszłości. Niemal każdy kurhan ma swoją legendę, która, przechodząc z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, żyje z większy- mi lub mniejszymi zmianami całe wieki w bujnej wyobraźni wschodnich narodów. Jedna z nich, legenda o kurhanie Sang-Tuda, dotyczy groźnego panowania Timur- chana (Tamerlana)3. 3 Sang-Tuda w języku tadżyckim oznacza „masa, wiele (tysiąc) kamieni”. 1 2 Witold Barszczewski, Sang-Tuda (legenda ze Wschodniej Buchary). Z notatek i opowiadań Leona Barszczewskiego z wyprawy do Azji Środkowej, „Naokoło Świata” 1902, nr 1–2. Inny przekaz związany z podobnym miejscem przytacza Zygmunt Łukawski w Dziejach Azji Środkowej [Kraków 1996, s. 140]: Jedna z legend z okresu wypraw Timura na Mogulistan mówi o kopcu kamieni, wznoszą- cym się nad przełęczą San-Tasz, na wschód od jeziora Issyk-kul, wysoko w górach Tien-Szan. Otóż w czasie jednej z wypraw żołnierze wielkiego emira ścigali Mongołów przez tę przełęcz. Timur rozkazał wtedy każdemu ze swych wojowników wziąć po kamieniu i ułożyć z nich stos. Po pokonaniu Mongołów wojsko Tamerlana powracało tą samą drogą i każdy żołnierz zabierał jeden kamień z mijanego stosu. Gdy ostatni wracający do Samarkandy żoł- nierz wziął swój kamień, na przełęczy pozostała jeszcze ogromna góra kamieni – tak wielkie były straty poniesione przez armię Timura. 1 3 7 Poleć książkęKup książkę „Mieszkańcy znad rzeki Wachsz w bekostwie Baldżuan. Posiadłości bucharskie” Sang-Tuda znajduje się w odległości mniej więcej 25 wiorst od miasta Kurhan-Tepe, w obszernym wąwozie, odległym o jakieś 1000 kroków od złotodajnej niegdyś rzeki Wachsz. Zatrzymawszy się w bliskości kiszłaku tejże nazwy, spostrzegłem zbliżającego się starca, który wiedziony ciekawością zobaczenia obcego „tiury” (pana), śmiało podszedł i zapytał, co go skłoniło do przybycia w te strony. Zadowolony z otrzymanego wyjaśnienia, wkrótce roz- gadał się na dobre i zapytał, czy wie on cośkolwiek o tym kopcu kamieni, w którego bliskości się zatrzymał. Odebrawszy przeczącą odpowiedź, starzec zaczął w te słowa: – Być może, że źle przechowałem w mej osłabionej starością głowie szczegóły dotyczące tej góry kamieni, lecz co zdołałem zapamiętać, opowiem ci, „taksir”. Było to już bardzo dawno, tak dawno, że ojcowie nasi nie pamiętają, lecz z pokolenia na pokolenie taka o tej mogile istnieje opowieść. Ongi panował w tych stronach groźny emir, Timurchan, który z licznym swym wojskiem często czynił wycieczki, aby mieczem karać nieposłuszne mu plemiona. W pochodach swych dbał przede wszystkim o wojsko, aby było syte. Dlatego też wysyłał zawsze naprzód jednego ze swych dowódców z podwładnym mu taborem w celu zgromadzenia żywności dla całego wojska, a była tych rycerzy taka wielka moc, że grzeszny mój rozum nie jest w stanie tej liczby objąć. Biada temu dowódcy, który 8 3 1 Poleć książkęKup książkę „Amlakdar (poborca podatkowy) w prowincji Guzar. Posiadłości bucharskie” 1 3 9 Poleć książkęKup książkę nie potrafił wypełnić danego przez władcę rozkazu. Po zawładnięciu miastem Kurhan-Tepe wysłał emir do tej miejscowości, zamieszka- łej ongi przez koczownicze plemię, najdziel- niejszego ze swych dowódców z rozkazem przygotowania zapasów. Lud, dowiedziawszy się, że Timurchan idzie z licznym wojskiem, uciekł w góry, za- brawszy ze sobą cały dobytek, i gdy przybył wysłany wódz z taborem, nie zastał już ży- wej duszy na koczowisku. Z bojaźni przed władcą starał się obiet- nicami przywołać zbiegłych mieszkańców, prosząc, by dostarczyli mu zapasów żyw- ności. Nikt jednak nie chciał wysłuchać jego prośby. Skłopotany wódz pogrążył się w za- dumie. Podczas jego rozmyślań nadszedł Ti- murchan z groźnymi hordami. Wojsko było głodne, zapasy wyczerpały się – „sarbaza” (żołnierze) zaczęli szemrać. Timurchan za- wezwał wysłanego dowódcę i zapytał, gdzie żywność dla wojska? Gdy biedak odrzekł, że nie mógł znikąd nic dostać, gdyż mieszkańcy uciekli w góry, zabrawszy całe mienie i doby- tek, nie zostawiwszy nawet kawałka chleba dla zaspokojenia jego własnego głodu – roz- gniewany satrapa oznajmił, że w takim razie znajdzie dla niego chleb i nakarmi go do syta. Po czym rozkazał związać wodza i po- Czasopismo „Naokoło Świata” z artykułem o podróżach Leona Barszczewskiego łożyć go na ziemię, a hordom swoim wziąć po jednym kamieniu i kłaść na skazańcu. Gdy wykonano ten straszny rozkaz, Tamerlan rzekł: – Długo wszyscy pamiętać będą, jak święcie należy spełniać rozkazy Timurchana, a kto- kolwiek kiedyś przechodzić będzie mimo tego kopca, wspomni, jak wielkim było odważne wojsko wielkiego władcy, w każdej chwili gotowe wypełniać jego rozkazy! Podczas gdy niezliczona horda „sarbazów” (żołnierzy) Timurchana oddawała się wrzaskliwym uciechom i igrzyskom, towarzysze i tabor zamordowanego dowódcy zacho- wywali głuche milczenie. Wiedzieli oni, do jakiego stopnia Timurchan jest surowy w swych postanowieniach. Żaden z nich nie ośmielił się prosić o zmiłowanie dla niewinnej ofiary okru- cieństwa. Dzika horda szalała. W dolinie słychać było wycie ludzi-zwierząt, którzy w chwili szału zapominali o tym, co było przyczyną śmierci biednego dowódcy. Wielu towarzyszów zabitego, ocknąwszy się z odrętwienia, uciekło w góry, osądziwszy, że lepiej im tam będzie pomiędzy biednym ludem niż pod rozkazami okrutnego pana; reszta czekała w milczeniu końca straszliwej sceny. 0 4 1 Poleć książkęKup książkę Tymczasem góra kamieni, mogiła sławnego wodza, rosła wyżej i wyżej. Wreszcie pra- cujący przy niej, zmęczeni i głodni, straciwszy resztę sił przy ohydnej robocie, zaczęli padać z wycieńczenia. Purpurowe słońce, snać przerażone ponurym obrazem śmierci, poczęło chować się za wysokie skały, gdy Timurchan zwrócił uwagę na stojącą na uboczu grupę milczących wojow- ników. Zbliżywszy się ze świtą, rzekł: – Wyście, jak widzę, syci! Nie chcecie brać udziału w nakarmieniu waszego dowódcy! Rozkazuję wam wziąć kamienie i nakarmić tego, który jest przyczyną waszego głodu. Tabor stał nieruchomo i milczał, a Timurchan wpadał w coraz większą wściekłość! Echo roznosiło pomiędzy urwiska łoskot kamieni padających na mogiłę ofiary, jęki głodnych żoł- nierzy i groźne słowa Tamerlana… Wreszcie spośród milczącej grupy wystąpił jeden i zwró- ciwszy się do Tamerlana, przemówił w te słowa: –  W najgorszych nawet chwilach życia gotowiśmy wypełniać wszelkie twoje rozkazy i dokonywać niebywałych czynów na jedno twe skinienie. Lecz chciej wysłuchać nas. Wysłu- chaj nie skargi, lecz prośby, z której sam się przekonasz, że jesteśmy niewinni. Wierz nam, że wraz z drogim naszym dowódcą święcie staraliśmy się wypełnić twój rozkaz, jednak śmiercią naszego dowódcy nikogo nie nakarmisz, a rozkaz twój wyczerpie tylko resztki sił zmordo- wanych żołnierzy… Ty, władco, i wojsko, które pozostało przy tobie, napełniliście swe żo- łądki w Kurhan-Tepe, my zaś prócz mętnej wody z rzeki Wachsz nie jedliśmy nic i oto już trzeci dzień błąkamy się bez jadła… Patrz na nas! Czy podobni jesteśmy teraz do tych zdro- wych bohaterów, których powiodłeś na wojnę? Jesteśmy zmęczeni i tak wyczerpani, że nogi odmawiają posłuszeństwa, kości łamią, ciało drży jak w febrze! Znosimy głód, śmierci się nie lękamy, ale pamiętaj, władco, że krwią nikogo nie nakarmisz, a z groźnego wyroku, którym nas straszysz, wyniknie tylko bunt i rozprzężenie. Powiedz jedno łagodne słowo, a gotowi je- steśmy iść dalej jeszcze trzy dni o głodzie. Czy słyszysz już kłótnie i bratobójczą walkę dzikiej hordy?!… Panie, wstrzymaj, wstrzymaj czym prędzej bratnią rzeź… Lecz już wstrzymać, niestety, było za późno! Oszołomiona głodem i widokiem śmierci horda rzuciła się na milczący oddział wiernych swemu dowódcy żołnierzy z okrzykiem: „Oto są zdrajcy, oto nasi wrogowie! Rżnijcie ich lub zakopcie żywcem do ziemi – niech ją jedzą”. Towarzysze wyprawy Leona Barszczewskiego przed mogiłą Sang-Tuda [fragment] 1 4 1 Poleć książkęKup książkę „Karzeł spotkany w Górach Hissarskich. Posiadłości bucharskie” 2 4 1 Poleć książkęKup książkę Leon Barszczewski u źródeł złotodajnej rzeki Ak-su Rozległy się ostatnie słowa prośby. „Panie zbaw… zbaw wiernych…” i mówiący te słowa padł pierwszy, przebity kindża- łem… Zachodzące słońce okryło się płaszczem chmur czarnych; skryty wiatr zadął wściekle, nieprzejrzana ciemność otoczyła świat, zagrzmiały niebiosa, piorun uderzył i straszna ulewa zalała łzami bożymi bratnią rzeź. Powiadają, że w chaosie tym niepodobna było cośkolwiek rozróżnić. Wszystko zlało się w jeden jęk… gniew boży, jęk ludu, płacz wiernych sług! Ciemna noc była już tylko świad- kiem strasznej rzezi. Timurchan stał w odrętwieniu. Wiedział, że teraz nie jest w stanie nic już uczynić dla swoich sarbazów… Oto od tego czasu kurhan ten tu stoi. Lud opowiada, że kilka razy do roku, w które dni – tego nie wiem, na wierzchołku kurhanu pojawia się nieznana jakaś postać i płacze. Ja sam, choć już jestem bardzo stary, nie widziałem ani razu nieszczęśliwej postaci i nie słysza- łem płaczu, albowiem boję się podejść do kurhanu. Tutejsi jednak mieszkańcy twierdzą, że nieraz widzieli, jak w noc księżycową ktoś wychodzi z mogiły, modli się długo, potem siada 1 4 3 Poleć książkęKup książkę „Amlakdarzy (poborcy podatkowi) z Szirabadu. Posiadłości bucharskie” na wierzchołku i płacze do wschodu słońca. Płacze zaś tak strasznie, że nie tylko ludziom, ale i zwierzętom dusza ze strachu zamiera. – Taka jest opowieść o tym kurhanie – zakończył starzec, westchnąwszy – a opisałem ci ją, „taksir”, szczerze i prawdziwie. Czy to ze względu na otaczający mnie półmrok górskich cieni od zachodzącego słońca, czy też tajemniczy sposób opowiadania, dość że słowa starca silnie podziałały na mnie. Za- myśliłem się nad znikomością życia ludzkiego. Jakież było moje zdziwienie, gdy z zamyślenia obudził mnie jęk wychodzący z mogiły Sang-Tuda. W pierwszej chwili zdawało mi się, że znam doskonale ten głos, lecz echo, odbite kilkakrotnie od ściany wysokich gór otaczających wąwóz, czyniło jęk ten tak ciężkim i nieprzyjemnym dla ucha, że zmyliło moje przypuszcze- nie. Dreszcz przeszedł po mnie, nie mogłem w żaden sposób przypomnieć sobie, gdzie słysza- łem głos podobny. Azjatyccy towarzysze moi, świadkowie opowiadania, usłyszawszy naraz jęk wycho- dzący z mogiły, zlękli się niezmiernie i poczęli odmawiać modlitwy, przy czym każdy z nich podnosił koszulę u samej szyi i dmuchał na piersi. W ten sposób muzułmanie oka- zują swój przestrach lub zdziwienie, połączone z czymś nadludzkim, co ma oznaczać pragnienie przywrócenia duszy do pierwotnego spokojnego stanu. Wszyscy umilkli. Jęk i płacz na mogile słychać było coraz głośniej. Muzułmanie opuścili głowy na dół i żaden z nich nie śmiał spojrzeć w stronę mogiły. Dziwny ten głos jednak zaciekawił mnie niezmiernie; obróciłem głowę, aby przekonać się, czy rzeczywi- ście pochodzi z mogiły Sang-Tuda. Za kurhanem księżyc tylko co zaczął wschodzić, rzucając słaby pomarańczowy blask na mogiłę. Naraz na szczycie i jakby na samej tarczy księżyca ujrzałem dziwną 4 4 1 Poleć książkęKup książkę postać, która od czasu do czasu pochylała się, podnosząc jednocześnie ręce. Jęk to po- większał się, to znów chwilami milkł. Spojrzałem na grupę otaczających mnie zabobon- nych ludzi, uderzył mnie ich widok. Za każdym nowym głosem wychodzącym z mogiły głowy ich pochylały się coraz niżej i niżej ku ziemi. Postacie ich wyrażały niekłamany strach. Zabobonność ta niemile podziałała na moje nerwy, i tak już rozstrojone długą włóczęgą, lecz z drugiej strony, dziwnie piękny był widok tych na pół dzikich ludzi, prze- jętych grozą niepojętego dla nich zjawiska. Podejrzewając, że musi to być krzyk jakiegoś ptaka, dziwnie dla ucha naszego brzmiący z powodu skał wznoszących się dookoła, a po części i z wybujałej wskutek tajemniczego opowiadania wyobraźni; lub że po prostu jest to sztuczka jakiegoś muł- ły-fanatyka4 pragnącego podtrzymać strach i wiarę w tłumie, zwróciłem się do starca i rzekłem: – Wiesz, starcze, że dla mnie, „halfa-hodży”5, nie ma nic strasznego, pójdę zatem i przekonam się, co to tam tak straszy na tej mogile! On zaś, nie podejmując głowy, odrzekł: – Coś tam niedobrego dzieje się na mogile. Otóż mnie sądzono dziś być świadkiem tego, o czym od tylu lat słyszałem. To nasz przodek pojawia się, by opowiedzieć nam o swoich cierpieniach! Nie, panie, lepiej tam nie chodźcie! Bóg jeden wie, co może się stać z wami, a wtedy któż za całość życia waszego odpowie, jeżeli nie my, biedni. Czyście spojrzeli, panie, na wierzchołek kurhanu? Czyście tam co ujrzeli? „Mieszkańcy miasta Kała-i-Chumb w bekostwie Darwaz” [fragment] 4 Mułła – zwykle niższy rangą „duchowny” muzułmański. W Chiwie znana była praktyka wróżenia z Koranu. Po przeczytaniu modlitwy podnosiło się świętą księgę ku głowie, otwierało na chybił trafił, patrzyło na pierwszą literę pierwszej linijki, potem – siódmej, następnie odliczało siedem stron i zestawiało pierwsze litery z pierwszych siedmiu linijek. Co wyjdzie, to będzie. Każda litera arabska miała wszak swoje znaczenie. Mułłowie byli tu więc zazwyczaj ra- czej czarownikami niż uczonymi jezuitami [Jerzy Rohoziński, Bawełna, samowary i Sartowie. Muzułmańskie okrai- ny carskiej Rosji 1795–1916, Warszawa 2014, s. 240]. 5 Halfa-hodża – wielki znachor. 1 4 5 Poleć książkęKup książkę 6 4 1 Poleć książkęKup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: