Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00230 007398 20003617 na godz. na dobę w sumie
Uzdrawianie energią Chi. Usuń blokady energetyczne, pokonaj ból, lęk i depresję - ebook/pdf
Uzdrawianie energią Chi. Usuń blokady energetyczne, pokonaj ból, lęk i depresję - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 412
Wydawca: Studio Astropsychologii Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8171-434-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia
Porównaj ceny (książka, ebook (-17%), audiobook).

Czy wiesz, że wszystkie negatywne uczucia, których doświadczasz, zostają w Twoim ciele? Nienawiść ukrywa się w podbrzuszu, zazdrość w tarczycy (czakrze gardła), a samotność w klatce piersiowej. Gromadząc je, stajesz się chory, zmęczony i smutny. W jaki sposób uwolnić się od negatywnych emocji i zrzucić ciężar przeszłości? Odkryj uzdrawiającą moc Twojego Chi! Naucz się kontrolować swoją energię życiową i skupiać ją na oczyszczeniu i odblokowaniu czakr. Poznaj praktyczne ćwiczenia, dzięki którym nie tylko zrozumiesz swoje uczucia, ale również ich dotkniesz. Dowiedz się, w jaki sposób zerwać z poczuciem winy, strachem, wstydem czy wewnętrznymi krzywdami, których doznałeś. Chi - ta moc jest w Tobie!

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

HARTMUT LOHMANN Uzdrawianie energią Chi Usuń blokady energetyczne, pokonaj ból, lęk i depresję Redakcja: Ewelina Kuryłowicz Skład: Dorota Sikora Projekt okładki: Dorota Sikora Tłumaczenie: Aneta Trybulska Wydanie I Białystok 2020 ISBN 978-83-8171-433-4 © 2019 Schirner Verlag, Darmstadt, Germany Tytuł oryginału: CHI-Heilung – alles, was du wissen musst Das Handbuch der feinstofflichen Kräfte © Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2019 All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form. Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w  jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w  formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego – w inny sposób niż „dozwolony użytek” obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach. Porady zawarte w  tej książce zostały dokładnie przemyślane i  sprawdzone. Nie zastępują właściwej porady lekarskiej, a  jedynie służą wsparciem i  pobudzeniem samouzdrawiających mocy. Stąd wszelkie informacje podane w tej książce nie są objęte gwarancją ani rękojmią ze strony autora i wydawnictwa. Autor i wydawnictwo oraz jego podwykonawcy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności z tytułu ewentualnych szkód osobowych, materialnych i majątkowych. Niniejsza książka zawiera odnośniki do stron internetowych, na których treść wydawnictwo nie ma żadnego wpływu. Za te treści wydawnictwo nie przejmuje żadnej odpowiedzialności. Za treści zamieszczone na wspomnianych stronach internetowych odpowiedzialność ponoszą usługodawcy lub operatorzy stron. 15-762 Białystok ul. Antoniuk Fabr. 55/24 85 662 92 67 – redakcja 85 654 78 06 – sekretariat 85 653 13 03 – dział handlowy – hurt 85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal strona wydawnictwa: www.studioastro.pl Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl PRINTED IN POLAND Spis treści WPROWADZENIE ................................................................... Węzły gordyjskie duszy 9 CZĘŚĆ 1 .................................................................................. 39 Uczucia – często odczuwane, nigdy nierozumiane Co to jest Chi? Energia twojej świadomości ........................... 39 Ćwiczenie 1: Uformuj Chi ball ........................................... 43 Ćwiczenie 2: Promieniuj uczuciami .................................... 49 Ćwiczenie 3: Medytacja dla czakry serca – ogrodu twojej duszy ........................................................ 60 Uzdrawiamy blokadę – z błędnego koła w krąg boski ........... 66 Czakra – przestrzeń na twoje uczucia .................................... 76 Ćwiczenie 4: Ulecz swoją czakrę serca ................................ 82 Płaszczyzny twojej świadomości – przyczyna twoich uczuć ... 85 Negatywne myśli .................................................................... 101 Ćwiczenie 5: Aktywne słuchanie ........................................ 105 Ćwiczenie 6: Twoje uczucie jako zwierzę i przyjaciel ........... 116 Codzienne troski i lęki ............................................................ 123 Strach przed śmiercią ............................................................. 126 7 Pierwotny strach ..................................................................... 132 Ćwiczenie 7: Leczenie pierwotnego strachu ........................ 141 Nienawiść i nienawiść do samego siebie – twoje cenne uczucia ............................................................ 142 Ćwiczenie 8: Potraktuj nienawiść do samego siebie jak kamień ............................................... 150 Poczucie winy – kto ponosi winę za to, jak się czujesz? ......... 153 Ćwiczenie 9: Pokonanie i integracja poczucia winy ............. 167 Wstyd – ukrywanie się nie pomaga ........................................ 171 Zasada uniwersalności ........................................................... 174 Samotność .............................................................................. 182 Jakościowe i ilościowe znaczenie uczuć ................................. 185 Wykaz najważniejszych negatywnych uczuć i ich umiejscowienie w ciele ................................................... 188 CZĘŚĆ 2 .................................................................................. 191 Potrzeby – znają nas lepiej niż my sami Potrzeby podstawowe ............................................................. 191 Do kogo należysz? .................................................................. 201 Ćwiczenie 10: Wyciszenie starych potrzeb – uzdrowienie własnych potrzeb ......................................... 207 Autokracja głowy .................................................................... 211 Zbyt często nie oznacza dobrze ............................................. 213 Prawo rezonansu .................................................................... 216 Mechanizm obronny .............................................................. 220 8 Uzdrawianie energią Chi Spis treści Twoja osobowość – co powinieneś wiedzieć o sobie samym ....................................................................... 225 Ćwiczenie 11: Uzdrawianie struktury osobowości .............. 229 Doznaję olśnienia ................................................................... 231 Zaburzenia osobowości – „cierpię, więc jestem” ................... 236 Ćwiczenie 12: Leczenie narcystycznej rany ......................... 244 Matka wszystkich uczuć – pierwotne zaufanie versus jego brak ..................................................................... 275 Ćwiczenie 13: Pojednanie z poczuciem bezpieczeństwa ...... 278 Wykaz najważniejszych sentencji uzdrawiających w ramach uzdrawiania energią Chi – wsparcie procesu samouzdrawiania ................................................................... 282 CZĘŚĆ 3 .................................................................................. 287 Krzywdy – wpędzają nas w choroby Ból – wyjaśnienie miłości ....................................................... 287 Poczucie własnej wartości – nie jestem wystarczająco dobry .... 296 Ćwiczenie 14: Uzdrawianie poczucia własnej wartości ........ 306 Szacunek dla wszystkich ......................................................... 308 Wyrzuty sumienia – nasz społeczny moduł mocy .................. 311 Ćwiczenie 15: Pojednanie z sumieniem .............................. 315 Ciało odczuwa to, czego nie może znieść dusza .................... 316 Tak zwane zło ......................................................................... 320 Rany złośliwe .......................................................................... 325 Ćwiczenie 16: Uzdrawianie złośliwych ran ......................... 330 Trauma – miejsce załamania duszy ........................................ 331 Ćwiczenie 17: Leczenie traumy .......................................... 346 9 Dziedziczone doświadczenie .................................................. 349 Rana pierwotna – matka wszelkich ran .................................. 351 Leczenie raka .......................................................................... 353 Ćwiczenie 18: Leczenie raka ............................................... 355 Leczenie przewlekłych bólów ................................................. 369 Ćwiczenie 19: Samouzdrowienie przy przewlekłym bólu .... 377 Kryzys szansą .......................................................................... 378 CZĘŚĆ 4 .................................................................................. 383 Uzdrawianie energią Chi – krok po kroku Kolejność procesu samouzdrawiania ..................................... 394 Analiza traumy ........................................................................ 398 Pakt samouprawnienia ........................................................... 402 Posłowie .............................................................................. 405 O Autorze ............................................................................ 407 Wykaz rysunków ..................................................................... 407 Uzdrawianie energią Chi WPROWADZENIE Węzły gordyjskie duszy Z palcami na węzłach i walącym sercem pytam siebie, jak dłu- go zajęłoby mi uduszenie się. To była dobra, mocna lina, ta, którą wybrałem, z węzłem wisielczym, który zawiązywałem od nowa pięć razy, zanim mi się udało. Lina była bardzo szorstka, jej drobne włoski raniły moje palce, a na mojej skórze w sekundę powstawały setki małych, jak ogień czerwonych krostek, które cholernie paliły. Z ciarkami na plecach zdjąłem pętlę z gardła i położyłem przed sobą. To była istna męka, kiedy stryczek od- parzał mi skórę. Chciałem ukrócić swe cierpienia, a nie zwisać z belki, wierzgając nogami i czekając na śmierć. Podniosłem swój mglisty wzrok ku górze, zastanawiając się, czy bym się zmoczył – albo jeszcze coś gorszego. Czy utraciłbym tę resztkę swojej godności, by ją ostatecznie odzyskać? Wierzyłem, że śmierć przywróci nam naszą godność i jej nam nie zabierze. Mając szesnaście lat, wyobrażałem sobie, że śmierć 11 odbywa się dość łagodnie, niczym pocałunek i przy pełnej świa- domości. Najchętniej chciałbym, żeby Śmierć zapukała do mo- ich drzwi i przyjaznym głosem spytała: „Mogę?”. A ja wtedy bym powiedział: „Tak, wchodź, dobra przyjaciół- ko! Czekam już na ciebie. Pozwól mi jedynie dokończyć, co za- cząłem i możemy iść…”. A Śmierć odpowiedziałaby wtedy: „Jasne. Wszyscy już na cie- bie czekają”. Odbyłoby się wielkie spotkanie po latach z tymi wszystkimi, których straciłem. Przeżyłem tyle żyć, świadomych i nieświadomych, spełnio- nych i niespełnionych, czarujących i takich, które mrożą krew w żyłach. Dlaczego to życie, tu i teraz, dla mnie będącego wów- czas młodym mężczyzną było tak trudne, nie umiałem powie- dzieć. To był nieznośny ciężar we mnie, ocean nieuronionych łez, niespokojny ból wszechogarniającej samotności. To było tak, jak gdybym utracił jedynego człowieka, które- go naprawdę kochałem. I jak już dzisiaj wiem, był taki ktoś: ja sam. Jest takie miejsce w duszy, które, kiedy się załamie, od razu zaczyna świecić załamanym światłem. Wtedy świecimy bardzo jasno i wyraźnie – dopóki nie zapłoniemy na krótko, mieniąc się niczym spadająca gwiazda. Skóra mojej duszy była po prostu zbyt cienka. Wszystko brałem do siebie, odnosiłem do mojej osoby i czułem tę nieposkromioną żądzę naprostowania obrazu świata. Wszystko było nie tak: to, w jaki sposób ludzie się do siebie odnosili, ton głosu, gesty, mimika, w moich oczach wszyst- ko było za bardzo ordynarne, agresywne, głośne. Jednocześnie wiedziałem, że to wynikało ze mnie, że to ze mną było coś nie w porządku. Jedna połowa ludzi wręcz w obsceniczny sposób 12 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy zdawała się być zadowolona z takiego stanu rzeczy. Sprawiała wrażenie pogodzonej ze sobą i ze światem, z tym zbyt głośnym, zbyt zepsutym, miłującym przemoc i kalającym duszę światem. Druga połowa – tak jak ja – utraciła w pewnym sensie swoją god- ność. Miłość do siebie samego jako do wrażliwej, uduchowionej istoty. Co dzień i co noc towarzyszyło mi uczucie, że robię źle, że muszę się zepsuć, by być tak samo zepsutym jak otaczający mnie świat. Krzywdząca nienawiść do samego siebie była tego konsekwencją, dręczącą moją duszę i tak zakorzenioną w moim ciele, że co noc prześladowały mnie koszmary. Tak, mogę się pochwalić tym, że miałem kompletnie popa- prane dzieciństwo. Moja własna historia sprawiła, że stałem się ekspertem od bólu psychicznego. Lęk przed śmiercią w połą- czeniu z jej pragnieniem, tak absurdalnym jak radość z cudzego nieszczęścia, dopóki mnie samemu nie przytrafiło się coś złego: nieważne, w jakim zestawieniu występują te pokręcone uczucia, znam je wszystkie. W wieku osiemnastu lat płonąłem jasnym płomieniem – dwa lata później się wypaliłem. Moja matka była szwabską gospodynią domową, dla której nie miało znaczenia, czy człowiek ma w szafce wszystkie fili- żanki, ważne, by były wypolerowane do czysta. To, co myśleli o niej sąsiedzi, było dla niej dużo ważniejsze od tego, jak ona się faktycznie czuła. Pozory były ważniejsze od rzeczywistości. I ona broniła ich za wszelką cenę, nawet w obliczu grożącego jej załamania nerwowego. Mój ojciec, jak przystało na profesora archeologii, był nieco oderwanym od świata odludkiem, który był bez przerwy po- chłonięty sobą i swoją pracą. Przy czym wszelkie rozdrażnienia 13 lub zakłócenia brał do siebie. Kompletnie nie miał czasu dla nas. Dzieci mu przeszkadzały, były utrapieniem, które było godne jakiejkolwiek uwagi dopiero wtedy, gdy mogły się do czegoś przydać. Podsumowując: jako młody człowiek byłem dogłębnie roze- rwany – coś jak dr Jekill i pan Hyde. Jak gdyby ktoś zamknął nie- spokojnego ducha w moim ciele, który rozdrapywał ściany zbyt wąskiej skóry wewnątrz. Ten „Hyde” całymi dniami napierał na kraty moich żeber, zachłannie pożerał moją miłość i radość. Nic mi nie zostawił. Nocą stawał się jeszcze silniejszy, jak gdyby uwolnił się z kaj- dan, i mścił się na mnie za moje podłe próby utrzymania go w ryzach. W tym celu korzystał z rozżarzonych narzędzi tortur, by przypalać moje mięso. Owładnięty koszmarami, przewala- łem się z jednej strony na drugą, aż w końcu budziłem się zlany potem. Nawet najdrobniejsze rzeczy w życiu przestały wkrótce sprawiać mi przyjemność. Ciągła udręka pozbawiała mnie siły i była dla mnie mocno wyczerpująca. Migreny, bóle fantomo- we duszy, dziwne uczucia w najmniej oczekiwanych chwilach, nawet agresywne zachowania wobec siebie i wobec moich naj- bliższych: wszystko to wypełniało każdy mój dzień. Było tak, jak gdybym musiał chronić swoje otoczenie przed sobą samym, ale nikt nie chronił mnie przede mną. Samobójstwo wydawało mi się jedynym wyjściem z sytuacji, by wreszcie uciec od tej życiowej udręki. Alkohol, środki przeciwbólowe, narkotyki – próbowałem wszystkiego. Kiedy rano budziłem się z niespokojnych snów i po- nownie przemieniałem się w tego lichego potwora, codziennie 14 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy powtarzałem sobie: „Dzisiaj to będzie dobry dzień”! Ale moje cienie podążały za mną, gdziekolwiek szedłem. Jeden z nich tkwił szczególnie głęboko i był wyjątkowo ciem- ny. Ten cień przytłaczał moje życie, wyprzedzał mnie, stawał na mojej drodze, unosił się nade mną niczym miecz Damoklesa. Próbowałem wielu rzeczy, by się go pozbyć, bezskutecznie. Ten cień był takim głębokim przekonaniem, że jestem złym czło- wiekiem, wstrętną, małowartościową kreaturą. Patrząc retro- spektywnie, moja diagnoza z punktu widzenia leczenia energią Chi brzmiałaby tak: „Negatywny obraz samego siebie z towa- rzyszącym temu uczuciem nienawiści do samego siebie i autoa- gresywnym strachem pierwotnym”. Moja dusza była podzielona na część łatwowierną, o łagodnym usposobieniu, i wypaczoną, zranioną, która niczym naprawiacz kotłów klnie jak szewc, pali i żłopie piwsko. I żadna z moich dusz nie znosiła tej drugiej. Miłość do siebie i do świata z natury rzeczy to ta sama mi- łość. Pamiętam te promienne chwile jako dziecko, gdy słońce śmiało się w moim sercu i ofiarowało mnie światu w prezencie. Wszystko było jakby niewieście, stworzone z różowych chmur. Ale zawsze coś wyrywało mnie z tego dziecięcego wspomnienia i niszczyło prawdziwość moich uczuć: to działo się gdzieś bardzo głęboko. A więc jak miałem kochać siebie samego, kiedy tak nienawidziłem siebie do szpiku kości? Nie znajdowałem uko- jenia ani w książkach, ani wśród idoli nauki. Wielu myślicieli najwyraźniej nosiło w piersi mniej mroczne serce. W życiu są takie ważne chwile, gdy drzwi otwierają się, bo człowiek przestaje próbować wyskoczyć przez okno. 15 U mnie taką chwilą była medytacja. To ona zmieniła moje życie jak nic innego przedtem i potem. Medytacja stała się sen- sem i celem mojego życia i z upływem czasu mogę stwierdzić, że narzędzia medytacji opanowałem tak dobrze jak Picasso pędzel czy Pavarotti swój głos. Ujawniane w medytacji tajemnice o tym, co naprawdę leczy i pomaga, stanowią treść niniejszej książki. W okresie mojej najgłębszej depresji studiowałem psycholo- gię w Maastricht, cudownym małym miasteczku w Holandii, którego piękno wtedy przelatywało mi koło nosa niczym pociąg pospieszny. Medytacja była dla mnie tylko słowem o znaczeniu zbliżonym do „raju” lub „pokoju duszy”: były to puste słowa jak pudełko na prezent bez prezentu w środku. Z czystej desperacji, bo to łagodziło całe napięcie w głowie, każdego ranka wystawia- łem się na działanie moich uczuć. Medytacja oznaczała dla mnie czucie własnego ciała oraz po- czucie, że krok po kroku zaczynam je odzyskiwać. W moim cie- le co chwilę rodziły się określone odczucia. Dlatego w tamtym okresie nieprzerwanie nosiłem na piersi „tarczę”. Gdy dokładniej wczuwałem się w siebie, okazywało się, że tworzył ją strach. Im dokładniej badałem wypełniającą mnie przestrzeń, tym wyraź- niej dostrzegałem formy i z czasem również kolory wyłaniają- ce się z tej przepełniającej moje wnętrze ciemności. Z biegiem lat poznałem różne oblicza tego wewnętrznego obszaru. Dzięki temu mogłem później z pewnością powiedzieć, że miejsce mojej miłości znajdowało się w mojej klatce piersiowej, miejsce mo- jej radości w górnej części brzucha oraz że odczuwałem tę nie- przerwaną, niestrudzoną, niespokojną wściekłość, tę nienawiść w moim podbrzuszu, która zwracała na siebie uwagę, wywołując 16 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy silne uczucie presji. Potocznie mówi się, że nasz gniew kumuluje się w brzuchu, że promieniejemy radością albo owładnął nami strach. Kiedy coś kochamy, to przysłowiowo otwiera nam się serce. Wszystkie te zgubione w dzieciństwie puzzle mojej duszy zaczęły powoli, a potem coraz szybciej składać się w pełen obraz. A obraz mojego wewnętrznego świata był kosmiczny. Miłość niczym słońce świeciła w moim sercu, a inne uczucia, takie jak smutek i lęk, ale i radość oraz bezpieczeństwo, krążyły wokół niczym jasne lub ciemne planety z różną prędkością. Im bardziej ufałem swojemu postrzeganiu, tym lepiej mogłem „po- jąć” te obiekty w sensie dosłownym, wziąć je w dłonie, jak gdyby były prawdziwymi przedmiotami w moim pokoju. Te obiekty uczuć były raz zimne, raz ciepłe, raz szorstkie, innym razem gład- kie, miały przeróżne kształty i kolory. I ten kolorowy świat mojej duszy migał przed moim wewnętrznym okiem w takiej gamie kolorów, jaka była według mnie niemożliwa. Z czasem mogłem z pewnością stwierdzić, że pewne tem- peratury były przyporządkowane określonym barwom, które z kolei odpowiadały określonym uczuciom. Strach był zimny i niebieski i często miał szorstką powierzchnię. Z kolei gniew był gorący, pomarańczowy i gładki. Nienawiść mogła palić i ciąć ni- czym rozżarzony sztylet. To było narzędzie tortur numer jeden, którym sam sobie utrudniałem życie. Zatem przekształciłem wściekłość w mojego najlepszego przyjaciela, który jest i z te- rapeutycznego punktu widzenia pozostanie jedną z najważniej- szych mocy, z powodu których cierpimy, chorujemy i którymi sami siebie unicestwiamy. 17 W tamtym okresie dużo zajmowałem się tematem nieskoń- czoności. Rozmyślałem o początkach czasu, rozwoju całej ludz- kości w hiperinteligentny superorganizm – kiedy nagle dotarło do mnie, że kwanty to nic innego jak informacje. Cały wszech- świat zdawał się dla mnie być cyfrowym, ba!, holograficznym wieloświatem, w którym każdy stan jednostki oddziaływał na stany wszystkich innych. Wszystkie istoty razem tworzyły taki wieloświat, ogromną mandalę, która się powtarzała, tworząc w ten sposób iluzję przestrzeni i czasu. Pod względem intelektu- alnym przemawiało to do mnie, ale emocjonalnie wyrwało mnie kompletnie z – bądź co bądź chybotliwych – butów. Problem z nieskończonością jest taki, że nie ma od niej ucieczki. Będzie trwać wiecznie! Nieważne, pod jaką postacią, choćby nawet po- wtarzającej się chwili, gdy czytasz te wersy. A nawet wtedy, gdy połowa ludzkości chce przez to zaznać spokoju, rozwój buddy- zmu oraz sukces chrześcijaństwa pokazują, czego pragnie dusza człowieka: spokoju, bezpieczeństwa, zaufania, domu. Gdzie jest ojczyzna duszy w tej jej niekończącej się podróży? Kiedy wszyst- ko stale się zmienia; w tym życiu będę mężczyzną, w następnym kobietą, być może kijanką, pancernikiem, rośliną albo martwym przedmiotem, który posiada jedynie szczątkową świadomość. Rozum aż kurczy się ze strachu z powodu takich myśli. Cóż byłoby bardziej przerażającego od dryfowania przez obojętny wszechświat bez żadnej kontroli, zataczając się na kole cierpienia, od jednej bezsensownej egzystencji do następnej, bez portu, bez przystanku? Kogo dziwi, że Budda usiłował znaleźć wyjście awa- ryjne z tej wiecznej karuzeli odrodzenia? Wszystkie łzy i wszelka krew naszych poprzednich żyć wypełniają oceany, całe planety, 18 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy a nawet wszechświaty. W morzach i ciałach niebieskich pływają także łzy szczęścia, soki pożądania… Pytanie brzmi, jak my po- strzegamy samych siebie i tym samym cały świat. Obraz świata staje się obrazem nas samych, to jest historia kultury. Ale obraz nas samych może też stać się obrazem świata, a to jest płaszczyzna duchowa. Zatem pytanie wcale nie brzmi: Jaki muszę być? lecz Jaki chciałbym być? Jestem pełen cierpienia i nędzy, to one rzutują na moje życie aż do wszelkiej wieczności. Nieskończoność zdaje się zatem być przedsionkiem otchłani. Jestem pełen miłości i szczęścia, wie- loświat wydłuża i zwiększa, wręcz potęguje moją szczęśliwość w każdym kierunku, jak gdyby była ona diamentem, który się mieni i połyskuje oraz co chwilę na nowo mnie rozwesela. Rozumiem, że negatywne uczucia zaburzają kosmiczną rów- nowagę. Z nimi, ale i bez nich nie jesteśmy w stanie znaleźć spokoju i szczęścia w życiu. To było dla mnie najważniejsze od- krycie mojego życia, przełamało moje utarte, czarno-białe my- ślenie, które powodowało, że tłamsiłem wszystko, nawet samego siebie. Uczucia nie były ani złe, ani dobre, zawsze były i takie, i takie. Moja ocena decydowała, czy były przyjemne czy nie. Nawet smutek i gniew należały do tych przyjemnych odczuć, o ile się przed nimi nie broniłem. Zadawałem sobie pytanie: Gdybym musiał przeżywać tę chwi- lę nieskończenie wiele razy, co bym zmienił? Odpowiedź brzmia- ła: Nie mógłbym zmienić wszystkich fizycznych aspektów wokół 19 mnie, skoro nie byłem w stanie zmienić tego, jak wyglądam ani co ludzie o mnie myślą i mówią. Ale w sobie, w swoim sercu mo- głem zmienić tyle, ile chciałem. Gdybym musiał przeżywać stale tę samą sytuację rozciągniętą w czasie, chciałbym umilić sobie tę nieskończoność na tyle, na ile by się dało. Stałbym się bardziej czuły, przyjazny, lepszy i delikatniejszy. Przestałbym się przed czymkolwiek bronić i tym samym zatruwać mój umysł i moją krew. Byłem kompletnie bezradny wobec warunków fizycznych, a mimo to byłem wolny! Z tym zamiarem zacząłem medytować. Nie chciałem już do- nikąd gnać, nic osiągnąć. Chciałem odpuścić, zrzucić maskę, zasłonę. Myślałem, że jeżeli „nic” było moim problemem, to nie muszę „nic” odpuszczać. Kiedy byłem pogrążony w medytacji, promieniowało prze- ze mnie światło, jaśniejsze i bielsze niż kiedykolwiek. Świeciło czystą bielą, ale mieniło się we wszystkich barwach niczym dia- ment, jak gdyby uciekało od razu na tamten świat. Przyciągnięty, zafascynowany tym jak mol, chciałem koniecznie zbliżyć się do tego światła. Ale aby to zrobić, musiałem się rozluźnić, stracić kontrolę nad ciałem, jak gdyby mój umysł był pięścią, która się wokół niego zaciska. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mogłem świadomie rozluźnić ten uścisk. Tak, otworzyłem umysł jak pięść i uwolniłem boskie światło mojej duszy, która była tam ukryta. Słowo „rozluźnienie” na resztę mojego życia nabrało zu- pełnie nowego znaczenia. Mój umysł i moje ciało stawały się coraz słabsze, aż przyjęły eteryczną konsystencję. Mój umysł był światłem, a moje ciało formą, którą ono wypełniało. Tęskniłem za moim środkiem i stałem się tym światłem. Dotarło do mnie, 20 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy że zawsze nim byłem i zawsze nim będę, nieważne co się wydarzy. Byłem niezniszczalny jak światło, nikt nie mógł mnie ograniczyć, schwytać, zbić albo molestować. Moje światło było nienamacal- ne, po drugiej stronie wszystkiego, nigdy nienaruszone przez ten świat, jego kształty i kolory, przez jego przemoc. Dwudziesto- pięcioletni mężczyzna, którym, jak wierzyłem, byłem, przestał opowiadać smutną historię nieszczęśliwego człowieka i zobaczył, że opowieść przestała istnieć, a na pierwszy plan wysunął się biały arkusz niezapisanej historii. 21 Biały, niezapisany arkusz papieru jest jak czysta, niczym nie- uwarunkowana świadomość. Pozostawia ci swobodę w wyborze, kim chcesz być. Ale też przenosi na ciebie pełną odpowiedzial- ność stwórcy, pytając: Jaki chcę być? Koniec życia to początek czegoś zupełnie nowego. W ciszy zawarte są wszystkie odpowiedzi, w białym świetle mienią się wszystkie barwy; to, co bezkształtne, nabiera formy. Nie ma niczego, co mógłbyś uczynić, powiedzieć, czego mógłbyś doświadczyć, co nie zostało już zrobione, powiedzia- ne, doświadczone i tym samym stanowi część ciebie. Przestrzeń i czas nie mają żadnego znaczenia, kiedy nie masz nic więcej do zrobienia. Przestrzeni potrzebujesz tylko po to, by pozostawić coś po sobie. I to i tak potem do ciebie wraca. Przestrzeń to wieczny krąg. Czasu potrzebujesz wyłącznie wtedy, gdy chcesz coś uleczyć, zapomnieć. Ale to tylko iluzja. Czas to wieczny krąg. Ja – to słowo utraciło swój gorzki posmak. Teraz jest neu- tralne w smaku, trochę jak biały, porcelanowy talerz, na którym zaserwowano danie. I już nie oddalając się od siebie, postanowi- łem spojrzeć w duszę ludzką głębiej niż dotychczas. Moje ja przez długi czas było nienasycone, żołądek sam ze sobą toczył walkę, żądny czegoś więcej. Odpuszczenie tego oznaczało zaufanie sobie jako bogu na nowo. Nauczyłem się polegać na własnym rozsądku i nie zawierzać mojemu ciału. Nauczyłem się doświadczać sie- bie jako osoby i dlatego przeraźliwie bałem się tej nihilistycznej próżni śmierci, która tak naprawdę jest boskim rogiem obfitości. 22 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy Nikt mi niczego nie odebrał. Rezygnacja z siebie samego oddała mi mnie z powrotem. Mniej ja oznaczało więcej świata, więcej uczuć, więcej radości, więcej szczęścia. Prawda i szczerość nie umierają. To, co nieprawdziwe i nieszczere, nie jest warte przeżycia. Śmierć jest jedynie zwrotem świadomości ku niej samej. Wszystko, czym jesteśmy, znajduje drogę powrotną do siebie. Przepełniało mnie bardzo wyjątkowe uczucie: czułem, że żyję, jak promienieję od środka, nabierając tym samym no- wej siły. Czułem się jak część wszystkich istot żywych, kwia- tów, drzew i ludzi: wszechogarniającej, przenikającej wszystko siły. Czy to była psychoza albo schizofrenia? Nie, czułem się spokojny i zrównoważony, tak zjednoczony ze sobą jak jeszcze nigdy przedtem, jak gdybym po raz pierwszy całkowicie osiadł w uczuciu, a nie w myśli. Czułem siebie. Uczucie to jest dla mnie jednocześnie naj- bardziej wyzwalającym i harmonijnym, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem, i najprzyjemniejszym, czymś na kształt uspo- kajającej ekstazy. Nie znajduję na to lepszych słów; to jest taki nieuchwytny stan, stojąca fala, homeostaza szczęścia. Czuję tę wielką, ostateczną prawdę głęboko w swoim ser- cu. Ona zawsze tam była, czekała na mnie, aż ją odnajdę, i za- wsze by tam była, nawet gdybym ją ponownie stłumił. I to jest takie piękne, takie cudowne, że aż płaczę. Ale nie ma takich łez, które wyrażą to uczucie, nie ma takich dźwięków, które mógłbym z siebie wydać. Nie ma takiego słowa ani odgłosu. To 23 jest słodki trójdźwięk ciszy, najmiłościwsza potrójna samotność Boga, świata i mnie. Otworzyły się przede mną nowe horyzonty. Zasłona z jutra i z wczoraj się unosi, a mój wzrok wykracza poza wiele, wiele żyć. Musimy przestać szufladkować, dzielić na dobre i złe, czar- ne i białe. Świat jest nieskończony, kolorowy. Nie ma żadnych narodów, państw, żadnych Amerykanów, Rosjan, Chińczyków czy Arabów. Istnieje tylko kosmiczna świadomość jednocząca te wszystkie dusze. Ja odseparowane od kosmosu to fantazja, w którą wierzy- my bardziej niż w prawdziwość jedności, dopóki cierpimy. To błędne koło: kiedy cierpimy, ten ból bierzemy do siebie, a im bardziej osobiście go odbieramy, tym bardziej cierpimy. Pra- gniemy zemsty, wyrównania rachunków, zadośćuczynienia i sprawiedliwości. Chcemy nadać sens naszemu bólowi. To jest to wielkie, ciemne koło cierpienia, błędne koło, które daje po- czątek reinkarnacji zła. Zamiast tego musimy uruchomić boski krąg poprzez zmniejszenie naszego bólu w taki sposób, że go złagodzimy i przestaniemy tak bardzo brać go do siebie, dzię- ki czemu będziemy cierpieć mniej. Następnie przesuniemy się w przód, ku światłu i nie będziemy tkwić w mrocznym cieniu naszego własnego życia. Boskie kręgi są pobudkami stworzenia, a błędne koła – ewolucji. Bóg się nie rozwija, pozostaje tym, czym jest. Ale życie ewo- luuje, bo cierpi. 24 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy Wielki paradoks oświecenia brzmi zatem tak: przekroczyć bramę, nie wykonując kroku. Rozwijać się, nie przechodząc roz- woju. Być, ale jednocześnie nie być. Pozostać w ciemnym świe- cie, ale nie pochodzić z tego świata – być światłem dla samego siebie i tym samym dla wszystkich. To było lato w Maastricht. W czasie długich spacerów podzi- wiałem piękno kwiatów, szerokość łąk, przejrzystość wody no- wymi oczami. Spacerując brzegiem morza, pytałem sam siebie, czy to naprawdę może być takie proste: świadomość przyczyną wszystkich rzeczy. Świadomość kryjąca się za słowami, za prze- strzenią i czasem, ale również za człowiekiem. Człowiek był tylko jednym z wielu, tak, nieskończenie wielu postaci tej świadomo- ści. Stałem się powietrzem, niczym. Ale będąc tym nieuchwyt- nym powietrzem, byłem wszystkim. Chodziłem po Maastricht jak w jakiejś grze komputerowej, a moje ego musiało uznać osta- teczną prawdę: w moim życiu nie chodzi o mnie. Wszystko kręci się wokół boskiej świadomości we wszechświecie, który zawiera sam siebie nieskończenie wiele razy. Otworzyła się przestrzeń, którą nazywamy kosmosem. W niej utworzyły się kolejne przestrzenie, które nazywamy ciałami, roślinami, zwierzętami, ludźmi. A w tych przestrze- niach powstały kolejne, wypełnione światłem i cieniem, które możemy nazywać czakrami, ale również przestrzenią na uczu- cia, w której myśli niczym chmury od czasu do czasu próbują przedrzeć się przez promień poznania. Ogromna, czterowymia- rowa mandala, która niczym niezmącona emituje ze swojego środka energię dla upływającego czasu, krzywizny przestrzeni i myśli w mojej małej głowie. Ta boska świadomość, to słońce, 25 którego byłem cieniem, jest nieskończenie małe i nieskończe- nie duże. Znajduje się wewnątrz atomu i jednocześnie wypełnia cały wieloświat. Kiedy lęki, mdłości i zawroty głowy ustępowały, przepełniał mnie ogromny spokój. Po raz pierwszy w życiu poczułem, jak pięknie jest być. Po prostu być i rozkoszować się sobą. Czułem się dobrze ze sobą i swoje boskie ja postrzegałem jako magiczne i piękne. Nieskończenie wiele czasu. Nieskończenie wiele przestrzeni. Nieskończenie wiele żyć. Istnieję od wieczności. Po co zatem ten cały stres i pośpiech? Nic nie muszę robić. Gdyby to było ważne dla stworzenia, na pewno by się zdarzyło, zostałoby wykonane, nieważne czy przeze mnie, przez moje małe ja, czy przez kogoś innego w tym milio- nowym chórze. Z perspektywy świadomości nigdy się nie prze- mieszczałem, ani w przestrzeni, ani w czasie, a już na pewno nie na płaszczyźnie duchowej. Samo oświecenie jest zatem celem, celem tej podróży, która nigdy się nie odbyła. Podróż do siebie samego jest największą iluzją ze wszystkich. Bo ja to ja i nigdy nie przestanę być sobą, niezależnie od tego jak mroczny według siebie samego jestem. Przepełniał mnie głęboki wewnętrzny spokój, stan braku stanu z perspektywy czasu, miejsc, bez potrzeb czy chęci. Nie było ani przyczyny, ani działania. Dopóki nie wyznaczyłem celu, wszystko, czego potrzebowałem, było w  zasięgu mojej świadomości, przy mnie. Wszystkie pragnienia, cele i potrzeby 26 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy rozpuściły się jak kostka lodu w ciepłej wodzie. Trwałem w tym, bez początku i bez końca. Cudowne istnienie, w którym każde nowe spojrzenie mieni- ło się nieskazitelnie niczym kolejna strona wielkiego diamentu mojej boskiej świadomości. Miłość do samego siebie, która była tak długo przede mną skrywana, ogrzała mnie. Radość z samego siebie rozkwitła we mnie niczym pąk, który otwiera się w nieskończoność. Moje zaufanie do samego siebie przenikało z powrotem do mnie jak przez zabliźnioną warstwę świadomości. Cudowny świat uczuć rozkwitał niczym istny raj na ziemi – i rozkoszowa- łem się sobą w pełni jak jeszcze nigdy dotąd. Niestety nie mogłem utrzymać tego stanu. Na horyzoncie znów pojawił się cień, jak na świeżym zdjęciu polaroida, na któ- rym kontury i cienie stopniowo stają się coraz bardziej wyraź- ne. Jak gdybym wytrzeźwiał, jak gdyby narkotyk nagle przestał działać, powróciłem z tych jasnych okolic i byłem zrozpaczony. Codzienne sprawy niemożliwie utrudniały mi utrzymanie tego pięknego uczucia jedności. Ludzie na mnie warczeli, ra- chunki czekały na opłacenie, a terminy goniły. Świat zdawał się kompletnie zamroczony, ludzie snuli się jak dręczone małpy, które same sobie utrudniały życie. A moje ciało reagowało na to bólami fantomowymi mojej duszy. Wszystkiego miałem dość: życia, swojego ciała, bólu, szukania i porażek, chęci i pragnienia, wielkich i małych błędnych kół wieczności. W połowie kroku 27 zastygłem bez ruchu i zrozumiałem: nieskończonością we mnie były negatywne uczucia, jak gdybym grymasił przed lustrem. Dowcipnie, dziecinnie, ale w żadnym wypadku bez znaczenia dla tego, czym jestem naprawdę: nieskończonym zwierciadłem, któ- re po prostu odbija wszystko, co tylko mu zaoferuję. Zatem mój dzień był moim zwierciadłem. I niezależnie od tego, co czułem, przeżywałbym to w nieskończoność, powtarzał w nieskończo- ność i potwierdzał na zewnątrz. A tak naprawdę było tak: na każ- dy grymas, który docierał do mnie w odbiciu świata, reagowałem większym grymasem, jak gdybym miał prawo być przerażony, rozzłoszczony czy zniesmaczony. Ledwo co zacząłem się śmiać, ten śmiech powtarzał się w nieskończoność, dostawałem więcej promiennej siły i znajdowałem powody, coraz więcej powodów do bycia szczęśliwym. To, co robiłem każdego dnia, co czułem każdego dnia, było ważniejsze od tego, co mógłbym kiedyś tam gdzieś tam poczuć. Otoczenie jest idealnym zwierciadłem dla duszy. Codzienność jest bardziej uduchowiona niż jakiekolwiek inne poznanie. Ból powstawał, kiedy się czegoś trzymałem, kiedy nie podda- wałem się rzece życia, tylko chciałem chronić zastałą, niezmienną istotę mojego własnego wizerunku, trzymać go w zamknięciu. Ale gdy tylko otworzyłem pięść, dostrzegłem, że jest pusta. Bo światło duszy nie ma swojego miejsca. Nie ma swojej istoty. I dopiero dzięki temu jestem wolny. Zrozumiałem, że im bar- dziej identyfikowałem się z samym sobą, tym bardziej byłem 28 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy bojaźliwy, gniewny, oburzony, kiedy nie udawało mi się mnie samego posiąść. I pragnienie, by już nikt nigdy mnie nie zranił, utrzymywało się w stale podsycanej nienawiści, która stawała na drodze mojemu upragnionemu celowi. Ale gdy tylko zajrzałem w spokoju w głąb siebie, poczułem, że nikt niczego nie ukradł z mojej duszy. Ona jest nietykalna, nienamacalna. Nawet płaszcz ochronny, pięść wokół mojej duszy, jest mocna i twarda i czuje ataki z zewnątrz. Sama dusza jest światłem, wszędzie i nigdzie, i dlatego nie należy ona tylko do mnie. Dzielę się nieskończenie wielką, nieskończenie małą duszą świata ze wszystkimi zwierzętami i ludźmi. Chi, energia życiowa w każdej istocie żywej, jest boskim oddechem, który utrzymuje duszę przy życiu. Krąży i wyraźnie przepływa przeze mnie. Już dawno temu mogłem ją kształtować tak jak chciałem. Kiedy w końcu zaakceptowałem fakt, że Chi jest prawdziwą energią, z której powstały moje czakry i moje blokady, mogłem ją dostrzec w swoim ciele. Moje notatki doty- czące tego, czego doświadczałem podczas medytacji, zapełniały dwumetrową szafkę ścienną. Skrupulatnie zapisywałem, gdzie dokładnie odczuwałem przewlekły ból albo napięcie w ciele oraz jaki kształt i jakiego koloru były te blokady. Wkrótce oka- zało się, że to „badanie” było zgodne również z zachodnimi kry- teriami naukowymi. Kiedy powtarzałem określone sekwencje medytacji, zaczęły powracać uczucia. W moim wewnętrznym postrzeganiu wszystko przybierało kolor zielony, kiedy swoją uwagę kierowałem na czakrę serca. Wszystko, co wydawało się 29 ciemne, wyczuwałem też w postaci ucisków w klatce piersiowej. Mój wewnętrzny wzrok i moje wewnętrzne czucie współgra- ły ze sobą. Gdy kierowałem swoją uwagę jeszcze głębiej, do podbrzusza, do czakry witalności, wszystko nagle stawało się pomarańczowe i żółte, a uciski w ciele z powrotem przybierały ciemną barwę. Gdy sięgałem do tych blokad we mnie, mo- głem je delikatnie wyczuć i wymacać jak w prawdziwej, trój- wymiarowej przestrzeni. Kiedy blokady puszczały, moje ciało w tych miejscach rozluźniało się. Ostatecznie sprawienie, by moje ciało wypełniło się błogością, zajęło mi nie godziny, lecz kilka minut. Próbowałem wszystkiego, co tylko możliwe, by sprawdzić działanie Chi: medytacji na mrozie w śniegu, widzenia liczb, o których myślała moja przyjaciółka, albo odgadywania rzeczy, które były schowane w pudełku. Maastricht stało się moim la- boratorium, a ja kolejne lata spędziłem, medytując i zgłębiając moje energetyczne postrzeganie. Skłoniło mnie to do tego, by z naukową precyzją sprawdzić, jak człowiek może systematycznie zwiększać swoje umiejętności. Ponad rok spędziłem na tym, by kierować moją energię Chi na fizyczne obiekty znajdujące się poza moim ciałem. Potrzebo- wałem czasem godziny, czasem więcej, by zgromadzić odpowied- nią ilość energii, i w końcu się udawało, przedmioty poruszyły się siłą mojej Chi. Dzięki telekinezie sam dostarczyłem sobie widoczny dowód na to, że moja energia Chi istnieje niezależ- nie od mojej subiektywnej rzeczywistości. Nie jestem w stanie na tyle mocno podkreślić tego, jak istotne dla wychowywane- go w zachodniej kulturze człowieka jest postrzeganie Chi jako 30 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy prawdziwej energii. Ten, kto szuka głębszych doświadczeń i od- powiedzi w medytacji, tylko w ten sposób może coś odkryć. Chi zmienia swoją formę w zależności od tego, jakie funkcje ma spełniać. Forma i funkcja są identyczne. Kubek jest naczy- niem na płyn. Kiedy ma ucho, staje się filiżanką na gorące napoje. Kiedy ma wiele dziurek, filiżanka przekształca się w pewnego ro- dzaju konewkę… Zatem forma zawiera funkcję, a funkcja nadaje formę, idealną, by ją spełniać. Energią Chi wypełniamy i formę, i funkcję. Uniwersalna świadomość, jaką jesteśmy, dusza świata, wślizguje się w rękawiczki ciała, porusza nim, pozwala mu rosnąć i mówić. Forma naszego ciała odzwierciedla nasze funkcje. Nasze ciało staje się pryzmą świadomości, filtrem. Bo nie każda funkcja świadomości ma odpowiednią formę w naszym ciele. Niejako opuszczamy pełną światła, nieuwarunkowaną przestrzeń świa- domości i wkraczamy do indywidualnego ciała. Zamieszkujemy je, stajemy się człowiekiem, zwierzęciem, rośliną i im bardziej się z tym ciałem identyfikujemy, tym bardziej boimy się jego utraty. Dwie drogi prowadzą donikąd: szczęście i ból. Mogę mieć szczęście i być szczególnie zadowolony ze swojego ciała, swoje- go życia, swojej egzystencji. A teraz boję się o nie i odczuwam lęk przed utratą tego, co dla mnie jest tak ważne i tak cenne. Z tego powodu czuję ból. Albo też mam pecha i nienawidzę sam siebie, jestem chory i biedny, uskarżam się na swój los i tym samym na Boga. Moja złość ciemnieje niczym jasne słońce mojej świadomości przesłonięte deszczową chmurą. Już sam siebie nie rozpoznaję, stałem się mroczny i zgorzkniały. Teraz sam siebie nie dostrzegam w tym świetle, oślepia mnie ono i denerwuje, przypomina mi o tym, co utraciłem. 31 Proces olśnienia odbywa się odwrotnie i przypomina śmierć: porzucamy nasze ciało, porzucamy nasze stare życie, porzuca- my każdą stałą związaną z nim myśl, to, kim jesteśmy i czego chcemy… i postrzegamy siebie jako czyste, wolne światło w bez- kresnej przestrzeni kosmosu, który zasiedlamy naszą radością, naszym pragnieniem. Im mocniej i jaśniej Chi w nas świeci, tym większe jest nasze dobre samopoczucie oraz wpływ, jaki wywieramy na naszą fizycz- ną rzeczywistość. Krąg boski powstaje, kiedy dobrzy ludzie mają dobry humor i na nowo tworzą dobry świat. Niestety w drugą stronę też to działa i wtedy mamy błędne koło, kiedy zły nastrój dochodzi do głosu i człowiek człowiekowi staje się wilkiem, jak gdyby chciał mu odebrać szczęście. Wszystko, co dodaje nam sił, razem wspólnie rozjaśnia i wzmacnia nasze dobre samopoczucie. Wszystko, co wywodzi się z niedostatku, konkurencji i ma- nipulacji, sprawia, że stajemy się mroczni i odbiera nam dobre samopoczucie. Niestety złe uczucie utwierdza nas w odczuwa- nym niedostatku i coraz bardziej słuchamy cienia, który mówi o tym, że świat jest zły, a wszyscy ludzie to kłamcy i oszuści. Taka postawa uzasadnia przemoc, bo w złym świecie wolimy być źli niż głupi. W dobrym świecie złu się pomaga, w złym świecie szkodzi się dobru. Zatem w chwili zwątpienia lepiej jest być złym niż dobrym. Ale ta egocentryczna zaleta, jaką kieruje się zło, prowadzi nas wszystkich do katastrofy. 32 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy Dlatego potrzebujemy silnej wspólnoty, państwa społecznego i systemu nagród za ludzkie dobro w miejsce systemu kar za to, co w nas złe. Bycie dobrym musi się z kolei opłacać – tak pod względem finansowym, jak i społecznym. Świat choruje, dlatego że w kapitalizmie wygrywa tylko najsilniejszy i to często w spo- sób niemoralny, wręcz nielegalny. Krótko po tym, jak zaakceptowałem fakt, że energia Chi jest prawdziwą energią, zobaczyłem swoją pierwszą aurę. W tamtym okresie studiowałem jeszcze psychologię i w cza- sie jednego z wykładów w audytorium nagle rozbłysły myśli, uczucia oraz fizyczne i psychiczne ruchy profesora. Tak wy- raźnie i jasno niczym blask emitowany przez bańki mydlane pojawiła się wokół niego korona, a w niej fluorescencyjne opary barwnej energii. Widok ten był dla mnie dziwnie znajomy, być może dlatego, że wyglądało to tak, jakbym po raz pierwszy widział powierzchnię słońca. Ciała moich kolegów też otaczała ta blada energia, mieniąca się raz na żółto, raz na pomarańczo- wo w swojej świetlistej szacie. Po dokładniejszym przyjrzeniu się mogłem dostrzec maleńkie wiązki światła, które wystawały spośród pozostałych niczym ruchome błyskawice czy żyły ener- getyczne. W obawie o własne zdrowie psychiczne poszedłem do domu. Ale tam też wszystko pokrywała smuga światła: rośliny, książki, obrazy; wszystko mieniło się w kolorach tęczy o róż- nym odcieniu i różnej formie. Wszystko, czego dotknąłem, w sekundę otaczała moja energia i nadawała temu jednocześnie barwę moich uczuć. Niczym duchowy hologram moja energia rozchodziła się i zajmowała krzesło, którego dotykałem, książ- kę, jabłko. Moje uczucia barwiły. 33 Przez następne cztery dni nauczyłem się więcej o  swoich odczuciach i świecie ludzkich uczuć niż przez całe swoje do- tychczasowe życie. I do tego wtajemniczenia wcale nie potrze- bowałem żadnego mistyka, duchownego czy rozgrzeszenia od jakiegoś guru. To było czyste piękno kosmosu, które ukazało się moim oczom. Chciałem się mu dokładnie przyjrzeć, nie oczekując czegoś znajomego, nie chcąc zrozumieć, i nagle znane układy materii rozstąpiły się, ukazując migoczącą rzeczywistość w energetycznym wymiarze. Materia przestała być materią, ko- nar przestał być konarem. Energia unosiła się wśród ludzi ni- czym szkliste pępowiny, które łączyły ze sobą odległe miejsca. Niczym rozświetlony kabel światłowodowy kosmicznego inter- netu. W elektryzujący sposób byłem związany z obiektami wokół mnie. Moja energia wychodziła z brzucha i serca i przylegała do energii drzew, stołów i filiżanek. Upajałem się tym, jakże różne w dotyku były te obie materie, drobno- i gruboziarnista. Świer- got ptaków nagle nabrał dla mnie takiego znaczenia, jak gdybym go rozumiał. Natura i jej harmonia, która niczego nie nadzoruje, a mimo to wszystkim steruje, poruszała mną do głębi w mo- jej rozżarzonej duszy. Na nowo poczułem się związany z czymś, czego nie da się wyrazić słowami. Nigdy nie uczyłem się języka kosmosu. Czucie to moja religia, myślałem, patrząc na moją tlą- cą się, migoczącą i rozświetloną aurę. Moje serce na myśl o tym promieniało i zrozumiałem, jakież to może być proste: po prostu pomyśleć, co sprawia, że serce się raduje. Po prostu powiedzieć, co serce ze światła chce zakomunikować. Po prostu być w sobie, w tym pięknym, jedwabiście gładkim diamencie, który nie tak łatwo rozbić, który w tej swojej kruchości jest niezniszczalny. 34 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy PIERWSZE I NAJWAŻNIEJSZE SPOSTRZEŻENIE BRZMI: Nie istnieje nieskończenie wiele dusz, lecz jedynie jedna świado- mość, która niczym WLAN znajduje się w całym wieloświecie i od której swoją indywidualną świadomość pobierają wszystkie małe i duże formy życia. Ciało jest filtrem dla tej absolutnej, kosmicznej świadomości tak jak dla doświadczeń, które znaj- dują swoje odzwierciedlenie w utartych schematach myślowych i uczuciowych. Wiewiórka może odczuwać siebie jako kosmicz- ną świadomość, ale mimo to wszelkie bodźce zmysłowe będzie postrzegać przez pryzmat biologicznego filtra jej ciała i reagować na nie tak jak reaguje wiewiórka. Podsumowując: Wszystko, czym żyjemy, to trójca składająca się z ciała, umysłu i duszy, przy czym dusza odpowiada kosmicznej świadomości. Barwne wzory w aurze to uczucia osób, które przede mną sta- ły. Cienie stanowiły stłumione lub też nawet oderwane emocje, oświetlona przestrzeń to aktywnie wykorzystywane lub wzmożo- ne uczucia. Każde zwierzę i każdy człowiek ma te wszystkie od- czucia, przy czym te oceniane jako negatywne z natury są małe, a te pozytywne duże. Osobiste doświadczenia z tymi odczuciami kształtują przestrzeń danego uczucia i tym samym jego energię, jego czakrę. Gdybym był kochany przez moich rodziców jedy- nie połowicznie, to i ja kochałbym siebie i innych ludzi tylko połowicznie. Widoczny dla mnie wzór to wielki cień, który do połowy przykrywa czakrę serca. Różne kolory i formy wokół ciał 35 zwierząt i ludzi stanowiły zatem ich wyraźne życie emocjonalne. Tysiące wzorów aury, które przestudiowałem w supermarkecie, na uniwersytecie, w metrze i w samolocie, krok po kroku poka- zywały mi zależności, według których ludzie kształtowali swój wewnętrzny świat. TO ZAPROWADZIŁO MNIE DO DRUGIEGO, BARDZO WAŻNEGO SPOSTRZEŻENIA: Im bardziej cierpimy, tym więcej bólu wytwarzamy. Jedynie wolni od bólu możemy uwolnić od niego innych. Cierpienie nie jest stanem obiektywnym w świecie zewnętrz- nym, lecz wewnętrzną, mentalną reakcją na to, co dzieje się (rzekomo) na zewnątrz. W ten sposób bez przerwy powtarzamy i wzmacniamy to, co złe, co złe, co według nas znajdziemy na tym świecie. Albo po to, by się przed tym chronić, albo by to zwalczyć, przez co walka wewnątrz przybiera na sile. TRZECIE SPOSTRZEŻENIE JEST TAKIE: Uczucia, potrzeby i choroby ukazują się w postaci trójwymiarowych form i barw w przestrzeni. Po przyuczeniu każdy może postrzegać te formy i barwy swo- ich uczuć. 36 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy Te spostrzeżenia dały początek nowej formie terapii, znanej jako leczenie energią Chi. Chi jest ściśle związana z odczuciami fizycznymi. Wiele razy odczuwałem strach lub gniew. Ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, gdzie w moim ciele właściwie odczuwam ten lęk czy złość. Żadne z moich uczuć nigdy nie zostało mi przedstawione w formie energii, która jako potencjał siły jest neutralna, ani dodatnia, ani ujemna; nie wiedziałem, że mogę dzięki niej oddziaływać na to, co dobre i na to, co złe. Zamiast tego nauczyłem się obarczać winą innych i szukać roz- wiązań swoich problemów na zewnątrz. Jesteś samotny? Wyjdź. Jesteś smutny? Napij się. Jesteś zły? Poszukaj winnego i uderz go. Zmysłowe postrzeganie moich uczuć jako energii w mojej przestrzeni, w przestrzeni mojego ciała i tym samym przestrzeni moich uczuć było czymś zupełnie nowym. I prostym. Moim zdaniem wszelkie nieporozumienia na płaszczyźnie religijnej są wynikiem strasznej pomyłki, że jest ja, które trwa od urodzenia i również po śmierci. Ciało ciągle się zmienia, z każdym doświadczeniem, a nasza świadomość zmienia barwę każdej chwili, którą przeżywamy. Między daną chwilą a kolej- nym stanem nie ma nic prócz naszej świadomości. To, za kogo się uważam i czy z tego powodu cierpię, stale się zmienia – ale nasza wolna od bólu świadomość, którą w rzeczywistości jestem, świeci wiecznie. Trwa przy mnie przez całe życie. Śmierć może zabrać mi moje ciało, ale nigdy nie zabierze mi mojej kosmicznej świadomości. Wszystkie historie, które sam sobie opowiedzia- łem, spadają niczym luźne ubrania. W moim wnętrzu pali się światło, obejmując także moją duszę, a jest silniejsze i dłuższe niż jakiekolwiek światło na ziemi. Moje ciało otrzymałem z ziemi, 37 do ziemi oddam je z powrotem. Ale moje serce dostałem od Boga i to jego światłu oddam je z powrotem. Cierpienie, w którym trwałem przez całe moje życie, było jedynie historią. Opowiadałem ją sobie tak długo i tak często, aż w nią uwierzyłem. Iluzja stała się rzeczywistością. Cień urósł w siłę, stał się silniejszy od światła. Ale ból to tylko historia. Jego opowieści zawsze zaczynają się od ja albo od ty. I tak przemawia ból: Ja powinienem… Ja muszę… Ty po- winieneś… Ty musisz. „Ja nie jestem tobą to pierwsza historia cierpienia, która kończy się morderstwem. To historia pierw- szego, fundamentalnego podziału, który powoduje, że człowiek wierzy w to, że ktoś przeszkodził jego szczęściu. Kiedy ja czegoś chce, czego ty byś nie chciał, to zwiększa się odczuwany przeze mnie ból. Aż do chwili, w której jedynym rozwiązaniem wydaje się zabicie tej drugiej osoby, by w końcu znów być wolnym, by znów móc być sobą. Miłość leczy ten stan rozdzielenia i godzi nas ze sobą. Cierpienie stale przypomina nam o idei ja. Dobre, szczególne, wyjątkowe ja, które musi walczyć z pozostałymi złymi, małowar- tościowymi, a niekiedy nawet wrogimi ja. Świętym obowiązkiem staje się obrona dobra, prawdy i piękna z użyciem miecza. Ale ledwo co zdążę sięgnąć po broń, by chronić to, co dobre, ob- winiam się i postępuję niewłaściwie. Jest to dylemat, paradoks, który da się rozwiązać wyłącznie dzięki transformacji. 38 Uzdrawianie energią Chi Węzły gordyjskie duszy Cierpienie po dzień dzisiejszy jest moim największym mi- strzem. Wcześniej waliło do drzwi i okien mojej duszy, tak że aż doprowadzało mnie to do szału. Dzisiaj delikatnie puka i grzecznie pyta, czy może mi prze- szkodzić. Najważniejsze poznanie mojego życia było poznaniem samego siebie: jestem własnym cieniem, własnym światłem. Wszystko, przez co cierpię, sam wytworzyłem. To, „jak” to zro- biłem, jest zagadką, węzłem, który muszę rozsupłać. Także kolek- tywnie, jako ludzkość, czeka nas ogromna zmiana. Człowiek stał się tak władczy, że nawet dalsza egzystencja jego własnych stwo- rzeń jest zagrożona. Niczym uczeń czarnoksiężnika Goethego człowiek czeka jak zaklęty na swojego mistrza i wybawcę, który wyda sprawiedliwy wyrok, by zażegnać widmo grożącego unice- stwienia. Ale to ból jest największym mistrzem – uczymy się go, dorastamy w nim. Musimy przekształcić ten ból. Twoje samouprawnienie do podążania za swoją własną praw- dą zaczyna się w tej książce. Nauczysz się dbać o zdrowie twoje- go ciała i uzdrawiać swoją duszę. Zaczniemy od ciebie, a potem energia ta się rozejdzie i stopniowo, blokada po blokadzie, uzdro- wi twój cały twój cały wewnętrzny, a potem zewnętrzny świat.. Cztery duże rozdziały w tej książce poprowadzą cię krok po kroku, głębiej, i pozwolą ci uczestniczyć w wielu praktycznych ćwiczeniach w uzdrawiającym świecie Chi. PO PIERWSZE: uczucia – często odczuwane, nigdy nierozu- miane. Gdy tylko wyczujesz dotykiem swoje uczucia w postaci energetycznych obiektów w przestrzeni, ponownie zyskasz nad nimi kontrolę. „Zrozum” swoje uczucia zamiast pozwalać, by tobą wstrząsały. 39 PO DRUGIE: potrzeby – znają nas lepiej niż my sami. Postawa obronna względem własnych potrzeb jest patetycznym odrzuce- niem samego siebie. Nieświadomie wielu z nas nastawia się ne- gatywnie wobec swoich pragnień, własnych marzeń i tym samym wobec swojej miłości, radości, chęci. PO TRZECIE: krzywdy wpędzają nas w choroby. Rany emocjo- nalne to pradawna forma oddzielenia naszej boskiej świadomości od nas samych. Dzielimy się na dwie połowy, rozpoczynamy pierwszą walkę z samym sobą, co daje początek chorobie, agonii i śmierci. PO CZWARTE: uzdrawianie energią Chi krok po kroku. Wszystkie istotne spostrzeżenia zawarte w tej książce na koniec zostają zebrane w formie autoanalizy. Kwestionariusz oraz wpisy odpowiednio cię pokierują, by twoje ciało, twój umysł i twoja dusza rozkwitły dzięki uzdrawiającej mocy Chi. Dziękuję ci za odwagę, by stawić czoła własnym cieniom! Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by ci w tym pomóc. Warto. To bę- dzie cudowne przeżycie, bo nie ma nic wspanialszego niż piękno kosmosu. A kosmos to my wszyscy. Razem. Uzdrawianie energią Chi
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Uzdrawianie energią Chi. Usuń blokady energetyczne, pokonaj ból, lęk i depresję
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: