Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00485 006658 14292103 na godz. na dobę w sumie
W angielskim ogrodzie - ebook/pdf
W angielskim ogrodzie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 154
Wydawca: Harlequin Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8381-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Joanna Logan poznaje przystojnego ogrodnika Marcha Aubreya, który od pierwszej chwili wywiera na niej duże wrażenie. On również okazuje jej swoje zainteresowanie i szybko nabiera pewności, że jest ona kobietą, z którą chciałby spędzić resztę życia.
Ich romans kwitnie, dopóki Joanna nie dowiaduje się, że March nie jest tym, za kogo się podaje. Okazuje się, że nie tylko zarządza ogrodami w Arnborough Hall, ale jest właścicielem całej zabytkowej posiadłości. Joanna nie jest gotowa przyjąć na siebie presji związanej z tytułem...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Catherine George W angielskim ogrodzie Tłumaczyła Alina Patkowska Tytuł oryginału: The Mistress of His Manor Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2009 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Hanna Lachowska ã 2009 by Catherine George ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie Ekstra są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8381-4 ŚWIATOWE Z˙YCIE EKSTRA – 337 ROZDZIAŁ PIERWSZY Po wyjściu z budynku popołudniowe słońce oślepia- ło. Wyciągnął z kieszeni ciemne okulary i poszedł skró- tem za szklarniami, by wyminąć długi sznur wyłado- wanych wózków na głównej alejce. Zwrócił uwagę na ten prowadzony przez bardzo atrakcyjną dziewczynę, ale westchnął cięz˙ko na widok dwóch męz˙czyzn, którzy do niej podeszli. Jeden z nich trzymał za rękę kilku- letnią dziewczynkę. Oczywiście była zajęta, a w dodat- ku znacznie młodsza od męz˙a. Co za szczęściarz. Gdy podszedł bliz˙ej, dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie. – Przepraszam, czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie znajdę zimowe bratki? – Oczywiście. Zaprowadzę panią – odrzekł grzecz- nie, gotów zaprowadzić ją choćby na koniec świata. – Dziękuję. – Pochyliła się i pocałowała dziew- czynkę w policzek. – Idź z tatusiem i dziadkiem. – Ale ja chcę iść z tobą – odrzekła mała buntow- niczo. – Kochanie, jest gorąco, a tam, gdzie mieszkają bratki, jest jeszcze goręcej. Poproś tatę, z˙eby kupił ci loda. Na to magiczne słowo dziewczynka natychmiast pobiegła w stronę ojca. ROZDZIAŁ PIERWSZY Po wyjściu z budynku popołudniowe słońce oślepia- ło. Wyciągnął z kieszeni ciemne okulary i poszedł skró- tem za szklarniami, by wyminąć długi sznur wyłado- wanych wózków na głównej alejce. Zwrócił uwagę na ten prowadzony przez bardzo atrakcyjną dziewczynę, ale westchnął cięz˙ko na widok dwóch męz˙czyzn, którzy do niej podeszli. Jeden z nich trzymał za rękę kilku- letnią dziewczynkę. Oczywiście była zajęta, a w dodat- ku znacznie młodsza od męz˙a. Co za szczęściarz. Gdy podszedł bliz˙ej, dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie. – Przepraszam, czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie znajdę zimowe bratki? – Oczywiście. Zaprowadzę panią – odrzekł grzecz- nie, gotów zaprowadzić ją choćby na koniec świata. – Dziękuję. – Pochyliła się i pocałowała dziew- czynkę w policzek. – Idź z tatusiem i dziadkiem. – Ale ja chcę iść z tobą – odrzekła mała buntow- niczo. – Kochanie, jest gorąco, a tam, gdzie mieszkają bratki, jest jeszcze goręcej. Poproś tatę, z˙eby kupił ci loda. Na to magiczne słowo dziewczynka natychmiast pobiegła w stronę ojca. 6 CATHERINE GEORGE – Spotkamy się przy wyjściu – zawołała za nią matka i przeniosła wzrok na przewodnika. – Moz˙emy iść. Prowadził ją bardzo okręz˙ną drogą, tłumacząc so- bie, z˙e mąz˙ moz˙e przez kilka minut obejść się bez jej towarzystwa. Przy barwnych rabatach z bratkami przejął kontrolę nad wózkiem i uzyskał kolejny pro- mienny uśmiech. – Jakie piękne! Macie tu wspaniałe rośliny. – Często tu pani przychodzi? – Nie, jestem po raz pierwszy. Mama przysłała mnie z misją. Mam jej kupić jak najwięcej róz˙owych bratków oraz trochę z˙ółtych i białych. – A fioletowych nie? – zdziwił się. – Nie. Dziękuję za pomoc, ale na pewno jest pan zajęty. Teraz juz˙ dam sobie radę. – Mogę pani poświęcić jeszcze kilka minut. – A na- wet godzin, pomyślał. – Proszę wybierać, a ja będę ładował. Przez cały czas przypatrywał jej się ukradkiem. Był pewien, z˙e musiał ją juz˙ gdzieś widzieć, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć gdzie. W dz˙insach i białej koszulce, przewiązana swetrem w pasie, mia- ła zachwycająco zaokrąglone kształty. Jej włosy, proste i gęste, na wysokości brody podwinięte do wewnątrz, miały kasztanowy odcień, ale zwrócone na niego oczy w kształcie migdałów były ciemno- brązowe. – Wystarczy juz˙, bo zbankrutuję – zaśmiała się w końcu. – Mamy bardzo rozsądne ceny – zapewnił ją. W ANGIELSKIM OGRODZIE 7 – Nie wątpię, z˙e tak, ale juz˙ wcześniej trochę zaszaleliśmy. Bardzo dziękuję za pomoc. – Cała przyjemność po mojej stronie. – Przywołał krąz˙ącego w pobliz˙u pomocnika. – Zaprowadź panią do kasy, a potem do głównego wyjścia. – Długo cię nie było – zauwaz˙ył ojciec. – Mała juz˙ się zaczynała niepokoić. – Przepraszam, ale te bratki były bardzo daleko. – Jo uśmiechnęła się i dodała: – Chociaz˙ droga z po- wrotem okazała się znacznie krótsza. Jack Logan wymownie uniósł brwi. – Zdaje się, z˙e zostałaś wyprowadzona na ma- nowce. – Prawie dosłownie. Bardzo mi to pochlebia. Mój przewodnik był niezmiernie przystojny. – Jestem zmęczona – jęknął cichy głosik. Ojciec odgarnął ciemne loki z twarzy dziewczynki. – Dobrze, kotku. Wracamy do domu, do mamy. Jo, ty tu zostajesz? Zawahała się, ale skinęła głową. – W końcu po to przyjechałam oddzielnym samo- chodem, z˙eby obejrzeć sobie posiadłość. Przekonam się, jak z˙yje lepsza część społeczeństwa. – Mogę zostać z tobą – zaproponował dziadek, ale Jo potrząsnęła głową. – Widzę, z˙e jesteś zmęczony. Wracaj do domu z Jackiem i Kitty. Zadzwonię później i sprawdzę, jak się czuje Kate. Jack zmarszczył brwi. – Mam nadzieję, z˙e została w łóz˙ku, tak jak obiecała. 8 CATHERINE GEORGE – Połóz˙ Kitty spać, a potem zrób kolację dla was dwojga. – Taki właśnie miałem plan. Nie zjesz z nami? – Nie. Wrócę prosto do siebie i połoz˙ę się wcześ- niej. Ucałowała senną dziewczynkę, pomachała męz˙- czyznom i wijącą się pośród parkowych wzgórz drogą dotarła do bram Arnborough Hall. Kupiła przewodnik, zapłaciła za wstęp i poszła brukowaną ściez˙ką między zielonymi, wypielęgnowanymi trawnikami, przez fosę tak szeroką, z˙e staroz˙ytna budowla wydawała się uno- sić na wodzie. – Niestety, spóźniła się pani na ostatnią dzisiejszą wycieczkę – usłyszała od portierki po wejściu do zamku. – Ale jeśli ma pani ochotę obejrzeć sobie wnętrza sama, to bardzo proszę. Wszystko jest opisane w przewodniku. Jo popatrzyła na wysoki sufit i zbroje ustawione w niszach. – Imponująca przestrzeń, ale meble wydają się wygodne i dzięki temu ta sala sprawia wraz˙enie przy- jaznej bawialni. Portierka uśmiechnęła się. – Bo tym właśnie jest. Przy szczególnych okazjach rodzina podejmuje tu gości. Ma pani jeszcze trochę czasu. Zamykamy za czterdzieści minut. Z przewodnikiem w ręku Jo weszła do biblioteki, w której znajdowały się dwa wspaniałe globusy, ziemi i nieba. Pomieszczenie przesycone było zapachem starej skóry i potpourri. Zatrzymała się i zmarszczyła brwi, pewna, z˙e gdzieś juz˙ widziała ten pokój. To W ANGIELSKIM OGRODZIE 9 uczucie znów do niej wróciło w bawialni umeblowanej złoconymi sprzętami, a potem we wspaniałej jadalni. Nim dotarła do sali balowej, była juz˙ przekonana, z˙e musiała odwiedzić Arnborough Hall w poprzednim wcieleniu. Nie miała czasu na przejście całej trasy turystycz- nej, więc skierowała się prosto do długiej galerii, w której, jak twierdził przewodnik, pośród innych obrazów wisiał równiez˙ rzadki portret pędzla Constab- le’a. Portrety rodzinne sięgały wstecz az˙ do wczesnej epoki Tudorów. Jo przypatrywała im się uwaz˙nie. Zauwaz˙yła obraz, który mógł być dziełem Holbeina, drugi – Stuarta Lely’ego, a w części gregoriańskiej uniosła brwi na widok dzieł Gainsborougha i Lawren- ce’a. Dopiero jednak przy portretach z epoki wik- toriańskiej stanęła jak wryta. Męz˙czyźni z tej rodziny byli do siebie podobni i wszyscy mieli w sobie coś znajomego. Była pewna, z˙e gdzieś juz˙ widziała wyra- ziste rysy dziewiętnastowiecznego lorda Arnborough i jego synów. Czyz˙by znów było to wspomnienie z poprzedniego z˙ycia? Wzdrygnęła się i spojrzała na zegarek. Musiała juz˙ wracać. – Mam nadzieję, z˙e nie czekała pani na mnie – powiedziała do portierki przy drzwiach. – Powinnam była przyjść wcześniej. Nie udało mi się zobaczyć wszystkiego. – Moz˙e pani przyjść jeszcze raz – odrzekła kobieta przyjaźnie. – Az˙ do Boz˙ego Narodzenia wiele będzie się tu działo, i w zamku, i w centrum ogrodniczym. – Dziękuję. Z pewnością tu wrócę. Do widzenia. Przy bramie ujrzała znajomą sylwetkę. Przystojny 10 CATHERINE GEORGE ogrodnik miał teraz na sobie czyste, choć znoszone dz˙insy i białą koszulkę. Pozbył się równiez˙ ciemnego zarostu i okularów przeciwsłonecznych. Jego czarne jak atrament włosy były wilgotne, a oczy miały kolor ciemnego bursztynu. – Miło znów panią widzieć – rzekł ciepło. – Zwie- dzała pani dom? – Tak. Reszta rodziny wróciła do domu prosto z centrum ogrodniczego. Ja przyjechałam osobno, z˙eby obejrzeć zamek. – Zanim dotrze pani do domu, mąz˙ na pewno połoz˙y juz˙ córeczkę spać. – To mój ojciec. Przyznaję, z˙e wygląda o wiele za młodo do tej roli, dlatego zwracam się do niego po imieniu. A Kitty to moja siostrzyczka. Jeśli juz˙ chce pan wiedzieć wszystko, to ten przystojny starszy pan jest moim dziadkiem. Na policzkach ogrodnika pojawił się ślad rumieńca. – Najmocniej przepraszam – rzekł sztywno, ale po chwili znów rozbroił ją uśmiechem. – Z drugiej strony to dobra wiadomość, z˙e nie ma pani męz˙a. Chyba z˙e ktoś inny czai się w pobliz˙u? – Nie – roześmiała się Jo. – Nie mam męz˙a. Jego oczy zabłysły. – To doskonale się składa, bo ja tez˙ nie mam z˙o- ny. Moz˙e uczcimy to drinkiem, zanim wróci pani do domu? – No, no! Widzę, z˙e ogrodnicy nie mają zwyczaju mówić ogródkami. Nieznajomy potrząsnął głową. – Z˙ycie jest na to za krótkie, zgodzi się pani? Tu W ANGIELSKIM OGRODZIE 11 niedaleko jest gospoda Arnborough Arms. A ja mam na imię March. – Wyciągnął do niej dłoń. – Jestem Joanna i chce mi się pić, więc się zgadzam. – Doskonale, Joanno. Tu jest skrót. Moz˙emy pójść ściez˙ką. – Widzę, z˙e dobrze znasz to miejsce. – Jak własną kieszeń. Czy rodzina będzie czekać na ciebie z kolacją? – Nie. Zanim tu przyjechaliśmy, przygotowałam im lunch. Jack trząsł się nad moją matką, czyli Kate, i doprowadzał ją do szału, pytając co chwilę, jak się czuje. – Przeziębiła się? – Wkrótce urodzi dziecko. Nie mam pojęcia, jak ojciec tym razem to zniesie. Okropnie przez˙ywał uro- dzenie Kitty. Przepraszam, chyba za duz˙o mówię o mojej rodzinie. – Nie ma za co. Bardzo współczuję tobie i twojemu ojcu. – Dziękuję. Mam nadzieję, z˙e w tej gospodzie jest toaleta? Czuję się trochę brudna. A ty? Widzę, z˙e zdąz˙yłeś się juz˙ wykąpać. – Bardzo tego potrzebowałem – westchnął. – Przez cały dzień szczepiłem sadzonki. – Ujął ją wpół i prze- rzucił nad niskim płotkiem na końcu zarośniętej ściez˙ki. – Jesteśmy na miejscu. Tu jest tylne wejście do pubu. Zaczekaj chwilę, muszę coś powiedzieć właścicielowi. Zastukał do zamkniętych drzwi i zajrzał do środka. Po chwili wrócił. – Czy jeszcze zamknięte? – Otwarte przez cały dzień. Pytałem tylko Dana, 12 CATHERINE GEORGE czy moz˙emy usiąść w salce z tyłu, z˙eby spokojnie porozmawiać. W głównej sali zostalibyśmy zadeptani przez gości grających w strzałki. Pub miał białe ściany i ciemne belki na suficie. Wnętrze było puste. Jo uniosła brwi, gdy jej towarzysz poprowadził ją do małej salki za barem. – Kto miałby nas tu zadeptać? – Sama się niedługo przekonasz – rzekł stanowczo. – Na co masz ochotę, Joanno? – Na sok grejpfrutowy z lemoniadą i mnóstwem lodu. Wymknęła się na chwilę do łazienki, a gdy wróciła, napoje juz˙ na nich czekały. – Pracowałem cięz˙ko przez cały dzień i nie prowa- dzę, więc mogę sobie pozwolić na piwo – rzekł March, unosząc szklankę. – Twoje zdrowie, Joanno. – Mieszkasz tu w pobliz˙u? – Zaledwie kilka minut stąd piechotą. A ty? – Godzinę jazdy samochodem. – Sięgnęła po szklankę i westchnęła z rozkoszą. – Bardzo tego po- trzebowałam. March usiadł swobodnie i wyciągnął przed siebie długie nogi. – I jak ci się podobał zamek? – Fantastyczny. Moz˙e właściciel jest kawalerem do wzięcia? – zapytała z nadzieją. – Bo jeśli tak, to jestem gotowa wyjść za niego za mąz˙ choćby jutro, z˙eby tu zamieszkać. – Az˙ tak ci się podobało? – zaśmiał się. – Chodzi o atmosferę. To zabytkowe wnętrze, ale czułam się tam jak w domu. W ANGIELSKIM OGRODZIE 13 – Pewnie dlatego, z˙e zamek nalez˙y do tej samej rodziny od piętnastego wieku. Jo spojrzała na niego ze zdumieniem. – Naprawdę? To niesamowite. – Udało się to osiągnąć, bo zamek był dziedziczo- ny przez róz˙ne gałęzie tego samego rodu. Od czasu do czasu dla zachowania ciągłości pan młody przyjmo- wał nazwisko panny młodej. Czy oglądałaś portrety w galerii? – Nie wszystkie. Czas mi się skończył, gdy dotar- łam do epoki królowej Wiktorii. – Co za pech – mruknął March i wyraźnie się rozluźnił. – Powiedz mi, Joanno, czym się zajmujesz? – Będziesz się śmiał – westchnęła. – Dlaczego? – Bo wszyscy męz˙czyźni się z tego śmieją. March wyprostował się. – Nie jestem taki jak inni męz˙czyźni – zapewnił, przyglądając jej się uwaz˙nie. – Czyz˙byś pracowała w przemyśle rozrywkowym? – Nie, nic z tych rzeczy. Zaraz po tym, jak skoń- czyłam studia, asystentka mojego ojca postanowiła poświęcić się w pełni macierzyństwu. Jack zapropono- wał, z˙ebym ją zastąpiła przez jakiś czas, dopóki nie zdecyduję, co naprawdę chcę robić. Ta praca od razu mi się spodobała i nadal mi się podoba, dlatego zo- stałam i pracuję u ojca. – A czym twój ojciec się zajmuje? – Budownictwem. – To była prawda, a w kaz˙dym razie po części prawda. – Widzę, z˙e dobrze się dogadujecie. 14 CATHERINE GEORGE – Zawodowo dogadujemy się doskonale. – Uśmiech- nęła się z lekką ironią. – Ale Jack martwi się o moje z˙ycie prywatne. Od czasu do czasu próbuje mnie namówić, z˙ebym zamieszkała razem z nim i Kate. – Dlaczego? Czyz˙byś urządzała dzikie imprezy? – Nic z tych rzeczy. Prowadzę zupełnie zwyczajne z˙ycie i mieszkam w małym domku w pobliz˙u parku. March przyjrzał jej się z szacunkiem. – Ojciec chyba nieźle ci płaci. – Zreflektował się jednak i szybko dodał: – Przepraszam. To było nie- grzeczne. – Prawdę mówiąc, dostałam ten dom w spadku. A ty gdzie mieszkasz? – W czymś w rodzaju mieszkania. Zastanawiała się, ile moz˙e zarabiać ogrodnik, ale wolała zmienić temat. – Czy pracujesz w kaz˙dą niedzielę? – Tak, jeśli jestem potrzebny. Ale o tej porze roku pracy jest juz˙ trochę mniej. Potem, w grudniu, znów zaczyna się duz˙y ruch. – Wstał i sięgnął po jej szklan- kę. – Jeszcze raz to samo? – Tak. Ale tym razem ja zapłacę. – Przyniosę ci rachunek. – Jednak gdy wrócił z peł- nymi szklankami, przyniósł równiez˙ menu. – A moz˙e zjesz ze mną kolację? Chyba z˙e masz jakieś inne plany na wieczór. – Nie, nie mam z˙adnych planów. Dziękuję. Bardzo chętnie. Co tu moz˙na zjeść? – W niedzielę wieczór przede wszystkim sałatki. Polecam tę z szynką. Trish, z˙ona właściciela, sama ją robi. W ANGIELSKIM OGRODZIE 15 – W takim razie niech będzie sałatka z szynką, ale pod warunkiem, z˙e podzielimy rachunek na pół – do- dała stanowczo. Gdy March odszedł, by złoz˙yć zamówienie, wy- ciągnęła telefon i zadzwoniła do Kate. – Dwie specjalne sałatki Trish juz˙ tu idą – powie- dział, wracając do stolika. – Rozmawiałam z mamą. Czuje się juz˙ lepiej, więc mogę zjeść spokojnie. Bardzo się o nią martwiłam i prawie nic nie zjadłam na lunch. – Czy dobrze gotujesz? – Tak. – Nie widzę w tobie fałszywej skromności – roze- śmiał się. – Ani odrobiny. Zawszę lubiłam gotować i umiem to robić. A ty? – Nie umarłbym z głodu, ale nie jest to moje ulubione zajęcie. – Z pewnością wolisz się zajmować ogrodem. – Wypełniam tylko polecenia tyrana, który odpo- wiada za ogrody przy zamku. – Czy jest stary i garbaty? – Nie. Jest dość młody i doskonale wykwalifi- kowany. To on urządził całe centrum ogrodnicze. Wiele się od niego nauczyłem, szczególnie o ró- z˙ach. – Słyszałam, z˙e róz˙e są tu wyjątkowe. – Tak. Nie tylko w ogrodach zamkowych. Dzisiaj sprzedaliśmy wiele krzewów róz˙ w centrum ogrod- niczym. Musisz tu przyjechać w lecie, kiedy zakwit- ną. Ed sadzi pod nimi najrozmaitsze rośliny, z˙eby
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W angielskim ogrodzie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: