Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00268 008336 10493238 na godz. na dobę w sumie
W cieniu krzyża - ebook/pdf
W cieniu krzyża - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3637-8398-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook (-36%), audiobook).
W bliskiej, alternatywnej przyszłości, przesączonej atmosferą lęku i nie-tolerancji, nienawiści i izolacji od społeczeństwa, w czasie pełnym prześladowań, rząd Polski powołuje do życia utajniony ośrodek mający na celu kształcenie kilkunastoletnich ludzi obdarzonych szczególnie wysokim ilorazem inteligencji. Młodzi ludzie edukowani są zgodnie z ich indywidualnymi predyspozycjami umysłowymi, jednakże wszyscy bez wyjątku biorą udział w walkach treningowych mechanicznymi zbrojami. Nacisk na ten punkt szkolenia jest niezwykle istotny, gdyż największym światowym wydarzeniem jest turniej Steel Fights, podczas którego reprezentanci narodów świata rywalizują ze sobą, sterując mechami bojowymi.
Do rządowego ośrodka zostają zabrani nowi uczniowie. Wizja spędzenia następnych lat w zamkniętej rządowej placówce, w separacji od rodzin i przyjaciół, nie napawa ich optymizmem, jednakże państwo nie pozostawia im w tej kwestii żadnego wyboru — ich ponadprzeciętna inteligencja nie może zostać zmarnowana, ma przysłużyć się krajowi i sprawić, że sytuacja Polski na arenie światowej zostanie umocniona. Wśród uczniów znajduje się jednak ktoś, kto ma zupełnie inne cele do zrealizowania: haker, którego obecność niesie ze sobą złowróżbny cień śmierci. Ukryty wśród mieszkańców ośrodka, dąży do zrealizowania swoich mrocznych pragnień, niestrudzenie realizując przemyślaną, krwawą vendettę…
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Wieczorem tego samego dnia, w którym Patryk skończył gimnazjum, przed jednopiętrowym domem jego rodziny zaparkował czarny samochód. Wysiadł z niego łysy mężczyzna w garniturze z czarną teczką w ręce. Ruszył prosto do drzwi domu, po czym bez wahania nacisnął dzwonek. Chwilę później usłyszał kroki i drzwi otworzyły się. Stanęła w nich matka Patryka, pani Rezanter. Była wysoką kobietą o ciemnych włosach spiętych w koński ogon, ubraną w czerwone getry i żółty podkoszulek. Piękna i zgrabna, ciągle pozostawała atrakcyjna nawet pomimo swoich trzydziestu dziewięciu lat. — Witam panią — odezwał się mężczyzna. W oczach kobiety zagościł lęk, a jej twarz zbladła. Otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, nie wiedząc, co powiedzieć. — Poznaje mnie pani, pani Rezanter? — spytał przybysz. Matka Patryka skinęła głową, nadal patrząc na niego z przestrachem i zaskoczeniem. Chyba nie mogła uwierzyć, że to wreszcie się stało. Że nadszedł ten dzień, którego już od dłuższego czasu tak się obawiała. Odsunęła się nieco do tyłu. — Przyjechał pan… po mojego syna — powiedziała drżącym głosem. Mężczyzna tylko skinął głową. Chwilę później kobieta westchnęła i otworzyła drzwi szerzej. — Niech pan wejdzie — powiedziała. Zdołała nieco się opanować, choć w jej głowie szalały chaotyczne myśli. Łysy mężczyzna przeszedł obok niej i wszedł do salonu, w którym już kiedyś był. Stanął obok drzwi i czekał, aż gospodyni do niego dołączy. Kiedy się pojawiła, powiedział: — Proszę poprosić tutaj męża i syna. Skinęła głową i posłusznie odeszła. Przybysz stał i przyglądał się meblom w salonie, zwyczajnym i niczym się niewyróżniającym, ale wyglądającym na wygodne. Myślał o kolejnym młodym chłopcu, którego musi odebrać rodzinie. Pomimo tego, że robił to już kilkanaście razy w ciągu minionych lat, nadal nie potrafił przyzwyczaić się do bolesnej świadomości straty malującej się na twarzach całych rodzin, gdy ich dzieci odjeżdżały z nim w miejsce, o którego położeniu ich rodzice mieli się nigdy nie dowiedzieć. Odwrócił się twarzą do drzwi, słysząc kroki nadchodzących. Chociaż byli we własnym domu, cała trójka szła w ciszy i z konsternacją wypisaną na twarzach, jakby czuła się w tym miejscu bardzo niepewnie. Jedynie chłopiec popatrzył mu przez chwilę w oczy, a potem wszyscy usiedli obok siebie na dużej sofie. On zajął miejsce naprzeciwko nich w fotelu z drugiej strony małego stolika. Położył na nim swoją czarną teczkę, z której wyjął plik papierów. W panującej w pokoju ciszy szelest zadrukowanych kartek brzmiał nienaturalnie głośno. — Witaj, Patryku — powiedział mężczyzna do chłopca. — Pamiętasz mnie? Piętnastolatek skinął nieśmiało głową. — Moja dzisiejsza wizyta jest na pewno dla ciebie dużym zaskoczeniem, ale niektóre rzeczy trzeba po prostu w ten sposób załatwiać — wytłumaczył. — Należy do nich kwestia bezpieczeństwa narodowego i przyszłości państwa, która to z kolei w dużej mierze dotyczy ciebie. Patryk spojrzał najpierw na matkę, potem na ojca. Dobrze zbudowany mężczyzna po czterdziestce o łagodnych oczach uśmiechnął się do syna i położył mu rękę na ramieniu w geście pocieszenia, ale zaraz potem ją zdjął. Jego syn od tej chwili miał myśleć i działać tak bardzo samodzielnie, jak tylko będzie mógł, a takie gesty raczej mu w tym nie pomogą. — Nie rozumiem — powiedział Patryk. Nic nie wiedział o tym, co go czekało. Jego rodzice mieli od niedawna ogólny zarys sytuacji, żeby łatwiej im było pogodzić się z rozstaniem, ale łysy mężczyzna kategorycznie zabronił im udzielać synowi jakichkolwiek informacji. Chłopiec miał się dowiedzieć wszystkiego w odpowiednim czasie, a edukacja w tajnej rządowej placówce była trzymana w tak wielkiej tajemnicy, że władze nie mogły ryzykować, iż Patryk wygada się przed kolegami o losie, jaki miał mu przypaść w udziale. — Myślałeś dotychczas — zaczął mężczyzna, patrząc mu w oczy — skąd biorą się ludzie, którzy dokonują wielkich rzeczy dla naszego kraju? Zastanawiałeś się nad tym, skąd wziął się generał Karpen? Patryk zmarszczył brwi. Generał Karpen był kimś na miarę bohatera narodowego, a to dlatego, że zwyciężył w najbardziej prestiżowym globalnym wydarzeniu, jakim był ostatni Steel Fights, turniej skupiający walczących ze sobą wojowników państw świata. Swoim zwycięstwem zapewnił Polsce prestiż i uznanie na światowej, politycznej i medialnej scenie. Patryk oglądał jego walki podobnie jak każdy inny chłopak zafascynowany niesamowitymi rzeczami, których Karpen dokonywał w swojej bojowej zbroi. W czasie trwania turnieju nie mówiło się o niczym innym. Wrócił myślami do pytań mężczyzny i powiedział: — Generał Karpen pochodzi z północnej Polski, spędził wiele lat w specjalnych wojskowych jednostkach. Tyle podają w spotach reklamowych. Mężczyzna uśmiechnął się. — Tak, ale na pewno masz świadomość tego, że zanim wstąpił do wojska, gdzie został odpowiednio przeszkolony, musiał także kształcić się w odpowiedniej szkole. No i ktoś musiał go do tej szkoły wybrać, ponieważ wykształcenia, jakie posiada generał Karpen, nie można uzyskać na drodze typowej edukacji. Jego wiedza obejmuje szerokie zakresy współczesnej wojskowości i militariów, strategii wojennej i najnowszych rozwiązań technologicznych, polityki światowej i krajowej, kampanii medialnych oraz działań służb istniejących tajnie. Tego wszystkiego nauczył się w miejscu, do którego zabrałem go siedemnaście lat temu. — To znaczy gdzie? — spytał Patryk. — To znaczy tam, gdzie chcę zabrać i ciebie — odparł mężczyzna. Patryk spojrzał na rodziców. Potem spytał: — Dlaczego? — Dobre pytanie — odrzekł mężczyzna. — Dlatego, że jesteś ponadprzeciętnie inteligentny. Właśnie to kwalifikuje cię do tego rządowego ośrodka. Podobnie jak kiedyś kwalifikowało generała Karpena. — Nigdy o nim nie słyszałem — powiedział Patryk. Widać było, że słowa mężczyzny go zaciekawiły. — Gdzie to jest? — Jego położenie i istnienie jest utajnione ze względu na dobro państwa. Dlatego nic o nim nie wiedzieliście ani ty, ani twoi rodzice. Wyjedziemy tam razem. — Dzisiaj? — Patryk był zaskoczony. Patrzył na rodziców, którzy unikali jego wzroku. — Wiedzieliście o tym? Matka popatrzyła na swoje złożone na kolanach dłonie, a w oczach ojca zagościł smutek. — Wiedzieliśmy od roku — odparł. — Nie mówiliśmy ci nic, ponieważ nam zabroniono. Ale wiedz, że choć ciężko będzie nam się z tobą rozstać, jesteśmy z ciebie bardzo dumni. Za kilka lat będziesz kształtował losy naszego kraju, będziesz brał udział w tworzeniu rzeczywistości przyszłych pokoleń. To największe patriotyczne wyróżnienie, jakie może spotkać obywatela Polski. Patryk patrzył na ojca w milczeniu. Ciężko mu było uwierzyć, że nic mu nie powiedzieli. Choć rozumiał teraz przynajmniej ich dziwne spojrzenia, którymi obrzucali go już od jakiegoś czasu, kiedy myśleli, że tego nie widzi. — Twoje życie bardzo się teraz zmieni, Patryku — odezwał się znowu mężczyzna. — Niespotykany intelekt pozwala ci służyć państwu i nadaje prawdziwy sens twojemu życiu. To, co właśnie cię spotyka, jest bardzo dużą odpowiedzialnością, ale także wielkim zaszczytem. Kiedyś możesz stać się kimś takim jak generał Karpen. Patryk nic nie mówił. Myślał o tym, że nikt dotąd nie spytał go, czy chce kimś takim zostać, ani w ogóle co chce robić w życiu. Nauczył się biegle czytać i pisać w wieku dwóch lat, a w wieku czterech napisał prozą trylogię fantastyczną, która zdobyła uznanie fanów i krytyków. Kiedy miał sześć lat, za pomocą zestawu ołówków kopiował w mistrzowskim stopniu szkice takich twórców realizmu fantastycznego jak Siudmak czy Royo, aż w końcu zajął się tworzeniem grafik. Do dzisiaj pogłębiał swoje humanistyczne zainteresowania i choć miał dopiero szesnaście lat, był znanym pisarzem i grafikiem, ale także świetnym szachistą i rysownikiem. Do tej pory zdobył już dla swojej rodziny tyle pieniędzy, że jego rodzice nie musieli wcale pracować. Nigdy nie myślał o wojsku ani walce. Fakt, imponowali mu rywalizujący w Steel Fights wojownicy, podobnie jak imponowali każdemu innemu młodemu chłopakowi, ale działo się tak dlatego, że nigdy nie sądził, by mógł robić coś podobnego. Po prostu nie widział w sobie wojownika. A teraz miał się nim stać. — Rozumiem, że i tak nie mam innego wyjścia, prawda? Mężczyzna patrzył na niego chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad tym, jak bezwzględne czasami bywa życie, a potem odparł: — Wiem, że teraz możesz tego nie doceniać, Patryku, ale z czasem dostrzeżesz korzyści płynące z tej nietypowej edukacji. Nigdzie indziej nie zdobyłbyś wykształcenia na tak wysokim poziomie, więc twoja niespotykana inteligencja po prostu by się marnowała. Ustawa, która reguluje prawa w zakresie szkolenia ponadprzeciętnie inteligentnych osobników, właśnie dlatego została utworzona. Po to, by zapewnić jak najlepszą przyszłość naszemu państwu — zamilkł, lecz po chwili dodał z uśmiechem: — Czego dowodem jest mistrzostwo generała Karpena w międzynarodowym turnieju, prawda? — Czyli nie mam innego wyjścia — dopowiedział sobie Patryk. — Nie, nie masz — potwierdził mężczyzna. Uznał tę część spotkania za zakończoną. Sięgnął po papiery i podał kilka arkuszy ojcu Patryka. Były to pisma potwierdzające przekazanie Patryka pod nadzór państwa, co i tak by się odbyło, nawet gdyby jego rodzice się nie zgodzili. Tak czy inaczej, pan Rezanter przyłożył kciuk do błyszczącego kwadratu w prawym dolnym rogu kartki na każdym kolejnym arkuszu, tym samym składając swój podpis. Gdy ostatni odcisk kciuka został zrobiony, łysy mężczyzna schował wszystkie papiery z powrotem do swojej teczki. Rodzice Patryka nie mieli prawa posiadać żadnej kopii. Mężczyzna zamknął teczkę i wstał. — Nie musisz niczego zabierać — powiedział do chłopca. — Wszystko, czego będzie ci trzeba, otrzymasz na miejscu. Patryk także wstał, podobnie jak jego rodzice. Matka przytuliła go, szepcząc, że jest z niego dumna. Ojciec również schylił się i mocno go objął, po czym powiedział drżącym głosem, by nie przestał być sobą w miejscu, do którego go zawiozą. Patryk popatrzył mu w oczy i skinął głową, niczego nie mówiąc. Nie chciał jechać i rozstawać się z rodzicami, nie chciał także porzucać swojego dotychczasowego życia, ale rozumiał, że nie miał wyboru. Dlatego odwrócił się i ruszył po prostu do drzwi. Łysy mężczyzna szedł tuż za nim. * * * Jechali samochodem niemal pustą ulicą, przecinając jeden krąg latarnianego światła po drugim. Mężczyzna prowadził, Patryk siedział obok niego i patrzył nieruchomo przed siebie. Zdziwił się, gdy samochód skręcił z głównej drogi i wjechał na teren szpitala. Nieznajomy zaparkował przed wejściem i polecił mu wysiąść z samochodu. Obaj opuścili pojazd i weszli do budynku, po czym skierowali się do windy. Mężczyzna wcisnął przycisk ostatniego piętra i kabina ruszyła w górę. Miejsce, do którego jechali, ciekawiło Patryka, lecz nie na tyle, by pytać o to nieznajomego. Wiedział, że łysy mężczyzna i tak ma wszystko zaplanowane. Wysiedli z windy i ruszyli do drzwi prowadzących na klatkę schodową, a potem zaczęli wchodzić po schodach prowadzących na dach szpitala. Gdy wyszli na zewnątrz, oczom Patryka ukazał się stojący na środku dachu czarny helikopter. Miał długość kilkunastu metrów i był wyposażony w kabinę służącą do transportu ludzi. Gdy zbliżyli się do maszyny, wysiadł z niej mężczyzna w średnim wieku o stalowosiwych włosach jakiegokolwiek oznakowania strój. i niebieskich oczach, ubrany w czarny, pozbawiony — Witaj, Patryku — odezwał się siwowłosy mężczyzna. — Jestem pułkownik Arden, zabiorę cię na miejsce. Patryk skinął głową, nic nie mówiąc. Nie wiedział, co miałby powiedzieć. Pułkownik popatrzył na niego i uśmiechnął się. — Dobrze to znosi? — spytał łysego mężczyznę, a tamten skinął głową. — W takim razie lećmy. Otworzył przed Patrykiem drzwi helikoptera. Gdy chłopak wspiął się na schodek, zaskoczony zobaczył w ciemnym wnętrzu maszyny swojego przyjaciela. — No tak — rzekł ponuro Dominik na jego widok. — Nie dość, że wzięli mnie, to jeszcze tobie musieli wszystko spieprzyć. Patryk skinął głową, siadając obok niego. Zgadzał się z Dominikiem, ale w duchu cieszył się, że nie będzie w nowym miejscu sam, lecz z przyjacielem. Teraz, gdy wiedział, że ma wsparcie, nieznane nie przerażało go już tak bardzo. Łysy nieznajomy skinął mu po raz ostatni głową, po czym zamknął z trzaskiem drzwi śmigłowca. Patryk patrzył, jak odchodzi od helikoptera, kierując się z powrotem do drzwi prowadzących na klatkę schodową szpitala. Potem chłopiec założył na głowę duże, tłumiące hałas słuchawki. Śmigła zaczęły się obracać. * * * Chłopcy przespali niemal całą podróż. Patryk przypuszczał, że odkąd się obudził, lecieli gdzieś nad lasami, ponieważ nie widział prawie żadnych świateł w dole. W sumie to i tak nie bardzo interesowało go, dokąd lecą, bo co to za różnica, gdzie go zabierają, skoro i tak nie ma na to żadnego wpływu. Uważał, że lepiej dostosować się do nowej sytuacji, być elastycznym, niż opierać się temu, co nieuniknione. Wydawało mu się to najpraktyczniejszym rozwiązaniem. Nie rozmawiał z Dominikiem ze względu na panujący w maszynie hałas. Słuchawki go wyciszały, lecz niecałkowicie, dlatego obaj spoglądali tylko na siebie co jakiś czas. Patryk z niepewnością we wzroku, Dominik z nieskrywaną złością. Obaj spoglądali przez szyby śmigłowca. Wewnątrz maszyny poza nimi byli tylko siedzący na przednich siedzeniach pułkownik Arden i pilot, skupiony na pilotowaniu. Żaden z nich ani razu nie odwrócił się do tyłu, by na nich spojrzeć. Kiedy w końcu maszyna zaczęła zniżać lot i osiadła łagodnie na ziemi, chłopcy zobaczyli duży, jednopiętrowy budynek w kształcie podkowy. Był późny wieczór, więc otoczenie nie było zbyt mocno oświetlone. Wyraźnie rysował się jednak plac w kształcie oktagonu, na którego środku wylądował pilot. Pułkownik Arden wysiadł ze śmigłowca i schylając głowę pod ciągle jeszcze wirującym śmigłem, otworzył drzwi od strony Dominika. Chłopak ściągnął słuchawki i wyskoczył na zewnątrz, a Patryk za nim. Wojskowy zatrzasnął drzwi i ruszyli we trójkę do wejścia jednego z dużych budynków. Pilot zwiększył obroty wirnika, wzniósł maszynę z powrotem w powietrze i odleciał. Weszli do wnętrza budynku i szli za pułkownikiem w milczeniu. Ściany były tu pomalowane na ciemnoszary kolor, ale wisiały na nich nadal aktywne mimo późnej pory różne ciekłokrystaliczne ekrany, zawierające jakieś niezrozumiałe dla nich dane. Mijali wiele pomalowanych na różne kolory drzwi, odcinające się od szarości ścian, na których pomiędzy kolejnymi framugami wejść zawieszono tabliczki z oznaczeniami składającymi się z cyfr, liter i tabel. Korytarz cały czas łagodnie zakręcał. Wreszcie zatrzymali się przed drzwiami ciemnoniebieskiego koloru. Patryk domyślił się, że te kolory mają znaczenie. Pułkownik podszedł do drzwi i otworzył je, po czym wszedł do środka pomieszczenia. Gdy chłopcy ruszyli za nim, zobaczyli długą salę, w której bocznych ścianach znajdowały się rzędy kolejnych drzwi prowadzących do mniejszych, zamkniętych teraz pomieszczeń. Na środku królował długi stół ze szklanym blatem, wokół którego ustawiono równo dwanaście krzeseł. W ścianie obok drzwi wejściowych znajdowało się duże okno, przez które widać było drugie okno w kolejnej ścianie korytarza i pusty plac za nim. — Tutaj będziecie sypiać — powiedział pułkownik, spoglądając na nich. — Oprócz was znajduje się tu jeszcze sześć innych osób: czterech chłopców i dwie dziewczyny. Wszyscy w waszym wieku. Tak jak i wy są ponadprzeciętnie inteligentni. Razem będziecie tworzyć nową grupę, ciemnoniebieską, nazwaną Mroczną. Kiedy wstaniecie, ubierzcie wasze nowe kombinezony. Odtąd tylko takie ubrania będziecie nosić. Resztę powiem wam rano na odprawie. Odwrócił się i ruszył dalej. Z lewej strony pomieszczenia znajdowały się drzwi do pięciu pokoi, z prawej tak samo. Zatrzymał się gdzieś pośrodku pomieszczenia i otworzył jedne z drzwi w rzędzie po lewej. Patryk zauważył, że umieszczona obok nich na ścianie tabliczka nosiła jego nazwisko i imię. — To będzie twój pokój, Patryku — oświadczył mężczyzna, po czym podszedł do następnych drzwi i otworzył je, zwracając się do Dominika: — A ten będzie twój. — Wyśpijcie się. O siódmej rano wszystkich was obudzę. Chłopcy weszli do swoich pokoi, a pułkownik życzył im dobrej nocy. Patryk przez chwilę stał i rozglądał się po niedużym wnętrzu, mającym około pięciu metrów kwadratowych. Słuchając oddalających się kroków pułkownika, patrzył na łóżko pod prawą ścianą, na biurko ze stojącym na nim wyłączonym craytopem i na puste półki zawieszone nad biurkiem. Obok wejścia do pokoju znajdowało się małe pomieszczenie, które po otworzeniu drzwi okazało się kabiną prysznicową połączoną z ubikacją z zawieszoną na ścianie małą umywalką i nie większym lustrem. Okna w pokoju nie było, za to tylną ścianę naprzeciwko wejścia tworzyły kolejne, zamknięte teraz, rozsuwane drzwi. Zaciekawiony podszedł do nich i spróbował je otworzyć, ale bez skutku. Zaintrygowany rozejrzał się i dostrzegł z prawej strony na ścianie elektroniczny, kwadratowy ekran. Przyjrzał mu się, ale nie dostrzegł na nim żadnych przycisków, więc po prostu go dotknął. Podwójne drzwi rozsunęły się z cichym szumem i chłopiec mógł dostrzec, że jest to szafa zawierająca ciemnoniebieskie ubrania. Podszedł i sięgnął po jeden z wiszących tam strojów. Był to składający się ze spodni i bluzy kombinezon z jakiegoś dziwnego, nieznanego mu sztywnego materiału, na którym znajdowały się metalowe wypustki. Po chwili odwiesił go na miejsce, obok innych kompletów ciemnoniebieskich ubrań. Teraz spojrzał na dno szafy, gdzie stało obuwie. Były to wysokie, również ciemnoniebieskie buty, zapinane na klamry, z grubą gumową podeszwą. „Dziwne” — pomyślał. Ruszył do biurka i usiadł na nim, a drzwi szafy zasunęły się cicho. Włączył stojącego na biurku craytopa. Był to czarny prostokąt wysoki na centymetr, szeroki na dwadzieścia pięć i długi na piętnaście centymetrów. Wyłączony wyglądał jak leżąca na stole klawiatura, tyle że bez klawiszy, o całkiem gładkiej, czarnej powierzchni. Po chwili pojawił się nad nim holograficzny ekran systemowy, a następnie na błyszczącej obudowie wyświetliła się holoklawiatura. Patryk przyłożył palec do widocznej na niematerialnym ekranie ikony nieznanej mu przeglądarki internetowej i w nowym oknie pojawił się komunikat: połączenie wewnętrzne aktywne. „Bez połączenia ze światem? Tylko ta szkoła? — Uśmiechnął się do siebie i wyłączył komputer. — Wygląda na to, że mamy skupić się tutaj tylko i wyłącznie na nauce, czymkolwiek miałaby ona być”. Ale zaraz przyszło mu do głowy, że to niemożliwe, że dostęp do światowej sieci musi być, tyle że jest teraz nieaktywny. „Jak w każdej szkole pewnie i tutaj ustanowiono blokadę sieci WiFi” — pomyślał. Niedobrze, bo to oznaczało kompletną izolację od tego, co znali wcześniej, od całego świata. A także brak jakiegokolwiek kontaktu z przyjaciółmi i rodziną.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W cieniu krzyża
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: