Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00232 004395 12930803 na godz. na dobę w sumie
W drodze do domu - ebook/pdf
W drodze do domu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-951179-0-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

'Nie da się przejść obojętnie przez historię jaką napotykamy w książce „W drodze do domu”. Książki takie jak ta nigdy nie będą należeć do łatwych, bo nie da się przejść obojętnie wobec krzywdy, zbrodni i okrucieństwa wojny, bo ona zawsze przyciąga za sobą tragedie ludzkie. Szczegóły, jakimi częstowany jest odbiorca wyciskają łzy, ale bez nich byłaby to kolejna opowiastka o tym, jak los potrafi być okrutny, a życie przerażające. Niezwykle wzruszyłam się podczas czytania słów skierowanych do, nieżyjącego już od dziesięciu lat, ojca. Słowa te przebiły mur. Zdarza się to tylko wtedy, gdy lektura dotyka struny w duszy, która wywołuje fale emocji tak silnych, iż ich kumulacją są mokre policzki

Nie opowiem  wam o życiu Autorki, Ona musi zrobić to sama . Nie powiem wam, czy warto przeczytać tą pozycję, o tym zdecydować musicie Wy.'

Małgorzata Michniowicz

 

W tej książce, jak w soczewce skupiają się losy tysięcy Polaków, którzy zmuszeni byli uciekać z Wołynia, z rodzinnych domów przed niechybną śmiercią z rąk ukraińskich nacjonalistów. Historia, której nie da się poznać bez głębokiego poruszenia.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

© Janina Zimirska 2018 Redakcja literacka Władysław Paździoch Korekta techniczna Bartosz Włodarczyk Projekt i wykonanie okładki Bartosz Włodarczyk ISBN 978-83-951179-1-6 Wydawca Ostropest Wydanie drugie Książkę poświęcam swoim nieżyjącym już Rodzicom, z dedykacją dzieciom i wnukom. PRZERWANY SEN Była głęboka noc, gdy Julia obudziła się z tym dziwnym uczuciem lęku. Bardzo często budzi się, kiedy nocą, nawet przez sen, słyszy cieniutki głos komara. Tyle lat, a wciąż to samo uczucie trwogi we mnie – pomyślała. Tak. Uczucie to towarzy- szy jej od wielu lat. Wtedy, gdy w nocy słyszy nad uchem cie- niutki głos komara, i wtedy, gdy w księżycową noc, gdzieś z daleka, słychać śpiew. Teraz rzadziej jej się to zdarza, ale wtedy, kiedy była jesz- cze dzieckiem, zaraz po wojnie, ludzie często zbierali się wie- czorami przy jakiejś okazji i śpiewali. Bywało, nawet nie przy wódce, tylko ot tak, po prostu, żeby się spotkać, porozmawiać i razem pośpiewać. Śpiewali głośno i tkliwie, z tęsknotą za czymś, co minęło i nigdy już nie wróci. A nocą melodia roz- brzmiewała daleko. Wspaniale było posłuchać, gdy się siedziało obok śpiewających. Zresztą i ona, Julka, zawsze lubiła i lubi śpiewać. A jednak, kiedy w księżycową noc słyszała z daleka płynący śpiew, serce jej zamierało ze strachu. Przerażał ją tak samo, jak głos komara, który i tej nocy przerwał jej sen. Tak naprawdę, nigdy nie zastanawiała się nad tym, dlaczego cieniutki głos komara i daleki, nocny śpiew, budzą w niej tyle niewytłumaczalnego strachu. Ani też nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego właśnie dziś, tej nocy zaczęła się nad tym zastanawiać. Leżała rozmyślając i machając raz po raz ręką, by przegnać owada. Od dawna zamierzała przenieść to wszystko na papier i wciąż nie mogła się do tego zabrać. Znowu trzepnęła ręką po 7 włosach odganiając natręta, którego nijak nie mogła uśmiercić. Pewnie było ich tu więcej tyle, że w ciemnościach nie widziała. Wstała, zaświeciła lampkę i rozejrzała się po pokoju. W słabym świetle dostrzegła intruzów. Teraz, kiedy słyszała i widziała cały ten komarzy rój, nie czuła nic prócz chęci unice- stwienia ich. Machnęła kilka razy ręką chcąc dosięgnąć które- goś, lecz nie widząc skutku, zrezygnowała. Wiedziała, że tej no- cy spać już nie będzie. Okryła się, więc ciepłym pledem i zapadła w miękki fotel. Patrzyła w ciemny prostokąt okna i myślami powoli wracała do coraz odleglejszych lat. Siedziała z brodą opartą na splecio- nych dłoniach i głową pełną kłębiących się myśli. Czyżby to tamte straszne noce tkwiły we mnie do dziś? Pytała samą siebie. Przecież byłam wtedy małym dzieckiem. A jednak musi coś w tym być. Przecież to, co pisał do mnie ten człowiek, potwier- dziło moje wspomnienie. Więc nie zmyśliłam tego. Cały ten nieznośny lęk potęgowały w niej jeszcze te straszne opowieści, których potem tyle słyszała. Nadszedł chyba już czas - pomyślała. Powoli wysunęła klawiaturę i ani się spostrzegła, kiedy zaczęła cały swój lęk i wszystko inne, układać w całość. 8 IGNACY I HANIA Hania i Ignacy urodzili się w tej samej wsi za Bugiem, w Głęboczku na Wołyniu. Byli dziećmi miejscowych gospoda- rzy. Choć ojcowie ich byli dość zamożni, to i Hania i Ignacy szybko stracili beztroskę dziecięcych lat. A zwłaszcza Hania, której matka zmarła, kiedy Hania miała niewiele ponad dwa lat- ka. Ojciec Hani ożenił się z wdową, która choć miała kilkoro swoich dzieci, starała się zastąpić Hani matkę. Starała się, ale przecież „milsza ciału koszula”, dlatego różnie bywało. Kiedy jednak mając dziewięć lat Hania straciła i ojca, miała bardzo ciężko. Zaczęły ją wychowywać starsze, zamężne siostry, a sieroce łzy nie były jej obce… Ale starała się radzić sobie. Skończyła gimnazjum i pracowała w miejscowej „Ochronce”. Ignacy też nie miał lekko, choć jego matka zmarła, kiedy on miał siedem lat. Ojciec Ignacego ożenił się po raz drugi. Rok później urodziła im się córeczka – Rozalka. Macocha była zbyt młoda, żeby się zajmować pasierbem. Bardziej interesowały ją stroje, którymi zamożny Franciszek obsypywał ją i córeczkę. Ojciec Ignacego, wpatrzony w Rozalkę, jak w obrazek, zapomi- nał o tym, że ma przecież syna, który także wymaga jego uwagi. Toteż Ignacy nie miał łatwego życia, a opieka nad malutką Ro- zalką, stała się jego codziennym zajęciem. Kiedy skończył szko- łę, i podjął pracę w sklepie. Ignacy był starszy od Hani, ale… trochę „buchalterskiej” wiedzy łyknął Tu się oboje urodzili, tu zostali sierotami, tu chodzili do szkoły i tu stali się parą. Tu spotkali swoją pierwszą młodzień- 9 czą miłość i tu dwoje sierot z wielkiej miłości pobrało się. Jedy- ny brat Hani Marcel, ożenił się i poszedł do domu żony. Część ziemi i dobytku oraz dom zostawione im przez ojca, dom, prze- kazał Hani. W ten sposób Hania i Ignacy zaraz po ślubie mieli własny dach nad głową, kilka hektarów ziemi, konia, wóz i dwie krowy. A kilka miesięcy później przyszło na świat ich pierwsze dziecko, ich córeczka Julcia. Kiedy urodziła się Julcia na świecie trwała wojna. Przez Wołyń przetaczały się ogień płonących wsi i nieludzkie zbrod- nie, dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów. Ignacy i Hania niedługo się cieszyli własnym gospodarstwem. Zbrod- nie, o których przedtem słyszeli z opowiadań, teraz zaczęły do- cierać w pobliże Głęboczka, w pobliże ich domu. Wkrótce przy- szło im wraz z małą Julcią, kryć się przed bandami w najmniej oczekiwanych miejscach. 10 NOCE WŚRÓD BAGIEN Polacy na wołyńskiej wsi już dużo wcześniej, co najmniej od jesieni 1942 roku, wieczorami nasłuchiwali, czy gdzieś z daleka nie płynie ukraiński śpiew, bo wtedy lepiej było ucie- kać z domu i kryć się w zaroślach. Niektórzy mieli uszykowane węzełki z chlebem i soloną słoniną, które w razie napadu chwy- tali i uciekali z nimi. Tyle można było chwycić uciekając do la- su, czy na bagna, a i to nie zawsze się udawało. A już od wiosny 1943, ludzie prawie wcale nie przebywali we wsi. W większości kryli się w lesie, w zaroślach, na bagnach, w skleconych napręd- ce ziemiankach. Czasem, nocą, mężczyźni szli do wsi, żeby na- karmić pozostawione zwierzęta. Lecz nie zawsze i nie wszyscy wracali do rodzin. Zdarzało się, że banderowcy zaczajeni we wsi wymordowali tych, którzy się tam zjawili. Pewnego wieczoru, razem z kilkoma mężczyznami do wsi poszła jedna z kobiet. Chciała upiec zaczyniony poprzedniego dnia chleb. Nim mężczyźni we wsi nakarmili zwierzęta, kobieta rozpaliła w piecu, wymieszała ciasto i upiekła chleb. Właśnie wyciągnęła trzy blachy, gdy przed dom podeszli mężczyźni po- naglając ją, by się pospieszyła. – Już, już. Tylko wyciągnę te dwie blachy – odrzekła. Lecz już ich nie wyjęła… Pochylonej nad chlebem wbito siekierę w plecy. Szczęściem było, że nie torturowali jej. Zarą- bali znienacka. Z mężczyzn, którzy tamtej nocy przyszli do wsi, uratował się tylko jeden Staśko, który na chwilę wcześniej wró- cił do domu, żeby jeszcze coś z niego zabrać. I to Staśko opo- 11 wiadał ukrywającym się na bagnach o tym, co się wydarzyło we wsi. Opowiadał straszne rzeczy… W tej ukrywającej się po lasach społeczności, rodziny z małymi dziećmi były niemile widziane. Małe dzieci, gryzione przez komary, płakały. Płacz dzieci zdradzał miejsce ukrycia się, co groziło męczeńską śmiercią z rąk upowców. Dlatego ro- dziny z małymi dziećmi najczęściej kryły się na uboczu. Była ciepła, księżycowa noc. Gdzieś hen, z oddali, słychać było śpiew, który stawał się coraz bliższy. Po chwili można było odróżnić turkot kół i pojedyncze słowa piosenki: Kochana diwczyno, ja mam toj maszynu do tryskania dieti. To grupa młodych ryzunów, jechała na polską wieś. Chwilę potem śpiew umilkł, a we wsi, natychmiast zaczęły wybuchać ogniska płonących zabudowań. Nagle, wśród huku strzelających w niebo płomieni, rozległ się długi, nieludzki krzyk-wrzask… To Władysław, który został w domu twierdząc, że nie ma się, czego bać, bo nikomu nic złego nie zrobił. Ale kiedy tu przyszli, nie pytali go o nic. I choć nic nikomu nie zrobił, odrąbano mu ręce i nogi, po czym rozochocona banda wskoczyła z powrotem na wóz i ruszyła ze śpiewem do lasu w poszukiwaniu ukrywają- cych się tam Polaków. Wśród podmokłego lasu roje komarów cięły niemiłosiernie. Małe, nierozumiejące niczego dzieci, płakały przy każdym uką- szeniu komara. Rodzice, z obawy przed zdradzeniem kryjówki, dłońmi zakrywali im buzie. Niektórzy kładli kocyki dzieciom na twarz. Ciocia Celina, wraz z kilkumiesięcznym synkiem, nie chcąc narażać innych, ukryła się na uboczu. Niestety, za przy- 12 czyną kwilącego Stasia, odkryto ją i za włosy wywleczono z zarośli. Żywe dziecko nabito na złamaną brzózkę… Ciocię kilkakrotnie gwałcono, potem piłą odcięto jej piersi, a na koniec przepiłowano na pół. Jej nieludzki krzyk i przeraźliwy płacz dziecka budząc przerażenie niosły się echem po lesie. Jeden z ojców, słysząc nawoływania zbliżających się banderowców, opanowany strachem, chcąc się ratować, zostawił płaczące dziecko w zaroślach. Po kilku krokach usłyszał krótki krzyk dziecka i tępe uderzenie o pień drzewa. Zawrócił po nie, wtedy dopadli i jego. Jedna z kobiet ukrywała się z czwórką małych dzieci. Uciszając najmłodsze z nich po jakimś czasie stwierdzi- ła, że dziecko nie żyje. Po prostu udusiła je. To takie straszne – myślała – pewnie i mnie w ten sposób uciszano. Rodzice Julii nigdy nie powiedzieli jej tego, wprost, ale pa- mięta jak ojciec nieraz wspominając tamten czas, niezmiennie wtrącał takie zdanie: „…komary gryzą, a tu trzeba kocem zaty- kać dzieciom buzie, żeby nie było słychać jak płaczą…, bande- rowcy od razu nas znajdą.” Nie mówił, „niektórzy zatykali dzie- ciom buzie”, ale „trzeba było zatykać dzieciom buzie”. A więc nie ominęło to i Julii. I pewnie, dlatego jeszcze dziś, kiedy w ciemnościach usłyszy cieniutki głos komara, czuje dziwny niepokój. W jej dziecięcej podświadomości zakodowane pewnie zostało, że głos komara, to zatykanie buzi, to brak po- wietrza, a w końcu duszenie się. Również daleki śpiew wzbudza w niej dziwny niepokój. Dziś już się to raczej nie zdarza, ale za- raz po wojnie, młodzi, wracając skądś, a najczęściej zdarzało to się wieczorem, lubili sobie pośpiewać. Czasem, bo byli pod- chmieleni , czasem, bo po prostu mieli taką potrzebę. Nocą głos niósł się daleko. Julka w tym śpiewie, słyszała coś złowieszcze- go. Przerwany sen, bolesne obijanie się w ramionach uciekają- cych rodziców, w koło noc i czerwone łuny ognia. 13 To płonęła rodzinna wieś Julii, która została spalona jak wiele polskich wsi na Wołyniu. Wsi, których ludność została bestialsko wymordowana, a zabudowania splądrowane i spalo- ne. Choć Julia miała wtedy niespełna dwa latka, w jej pamięci do dziś utkwiło kilka scen z tamtego czasu. Wśród drzew płoną- cy dom, oparty o ścianę mężczyzna ze zwisającą krwawiącą głową. Gdzieś spod lasu pędzą jacyś konni, coś krzyczą. Wóz podskakuje po wykrotach. Przejeżdża przez wodę. Może tylko kałużę… na wodzie leżą białe poduszki… Julcia płacze. Jest zu- pełnie sama na tym wozie, sama pośród obcych. Ktoś może twierdzić, że nie może pamiętać, ale Julia widzi te sceny. 14 SPIS TREŚCI PRZERWANY SEN ................................................................... 7 IGNACY I HANIA ..................................................................... 9 NOCE WŚRÓD BAGIEN ........................................................ 11 MARCELINKA ........................................................................ 15 JANEK I NASTEŃKA ............................................................. 22 DZIEWCZYNKA Z BECIKIEM ............................................. 32 UCIECZKA Z PIEKŁA ............................................................ 48 MARYNIA I MIKOŁAJ ........................................................... 58 JOSYPICHA ............................................................................. 64 CZASEM PAN BÓG KULE NOSIŁ........................................ 67 W POSZUKIWANIU JULCI ................................................... 71 POCIĄGI W NIEZNANE ........................................................ 82 WŚRÓD OBCYCH................................................................... 90 CHOINKI NAD BREISGAU ................................................... 97 TYCZKI, SAMOLOT I LALKA ............................................ 100 RUDI, MOLI I „DYCKE JULA” ........................................... 103 OMA ....................................................................................... 107 ANIOŁ, DIABEŁ I CZEKOLADA ........................................ 109 POWRÓT NA SWOJE ........................................................... 112 TU PRZYSZŁO IM ŻYĆ ....................................................... 116 PIERWSZE ŚWIĘTA ............................................................. 126 GRUŹLICA, BRUD I WSZY ................................................. 130 PIERWSZE PRZYJAŹNIE .................................................... 134 NAUKA JAZDY BALONÓWKĄ ......................................... 145 232 KIEDY KWITŁY WIŚNIE .................................................... 148 WIECZORNE CZYTANIE .................................................... 155 NIESPODZIEWANY GOŚĆ ................................................. 158 UTRACONE MARZENIA ..................................................... 163 GŁOSY ZA OKNEM ............................................................. 167 CYGAN .................................................................................. 170 PANNA JULIA ....................................................................... 184 ŚLUB I WESELE JULKI ....................................................... 193 KLARA, KONIE I NABOJE .................................................. 197 NOWY DOM .......................................................................... 201 MAŁŻEŃSTWO JULII .......................................................... 206 „WYGRANA” W TOTOLOTKA .......................................... 211 STARA GAZETA................................................................... 221 ZŁE PORZEKADŁO .............................................................. 227 SPIS TREŚCI .......................................................................... 232 233
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

W drodze do domu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: